Get Adobe Flash player

admin

The Final Cut – okładka płyty

Wszystkie poprzednie okładki płyt zespołu Pink Floyd miały ładną, kolorową i oryginalną szatę graficzną. Również i ja tak do niedawna sądziłem, ale po dokładniejszym przeanalizowaniu ich pod kątem przyjętej przeze mnie tezy o drugim, symbolicznym ich znaczeniu, zdałem sobie sprawę, iż stanowią on tylko część większej całości.

Cała twórczość tego zespołu: muzyka, teksty, jak również i okładki poszczególnych płyt wydaje się być jedną wielką i ogromną „górą informacji”. Stojąc u jej podnóża kontemplujemy się tylko jej widokiem – każdy widzi tylko jednowymiarowy jej artystyczny aspekt, jednakże by stwierdzić wielkość i piękno tej symbolicznej góry, powinno się wejść na jej szczyt, by z tego niedostępnego jak na razie poziomu, ujrzeć i zrozumieć całe jej, niedostępne ludziom nizin, wielowymiarowe – „perspektywiczne” przesłanie. Powyższe zdania brzmią może nazbyt patetycznie, ale po dokładnym zapoznaniu się z tekstami utworów zespołu Pink Floyd, powyższe wnioski wydają się być uzasadnione. Mam nadzieję, że wszystkie wpisy jakie do tej pory znalazły się na tym blogu stanowią potwierdzenie tego nad wyraz emocjonalnego stwierdzenia.

Wracając do okładki aktualnie opracowywanej płyty to należy stwierdzić, iż także i ona do tej pory postrzegana była nadzwyczaj „trywialnie”, ale jak już wielokrotnie o tym pisałem, tak miało być, by nikt zbyt wcześnie nie odkrył jej „tajemniczego” przesłania, a z chwilą jej „zdetonowania”, wysublimowana o niej wiedza powinna być na tyle przekonywująca, by przyjąć jej „drugą wersję” za bardziej prawdopodobną. By zrozumieć jak doniosłego znaczenia wiedza kryje się w rebusie okładki płyty The Final Cut niezbędne będzie małe wprowadzenie w postaci fragmentu wpisu z mojego bloga, który dotyczył interpretacji twórczości zespołu Led Zeppelin.

Podczas pracy nad Led Zeppelin IV Jimmy Page zachęcił pozostałych członków zespołu do wybrania symbolu, który miałby reprezentować każdego z nich na okładce nowego albumu. Sam album otrzymał nazwę właśnie tych czterech symboli powodując szereg trudności, z którymi musiały zmierzyć się wytwórnie płytowe publikując nazwę albumu na zestawieniach nagrań. Page twierdził, że symbole zostały zaczerpnięte z powszechnych encyklopedii oraz ogólnodostępnych leksykonów tym samym motywując fanów Led Zeppelin do poszukiwań. Trzy z czterech symboli zostały łatwo zidentyfikowane, ale symbol „Zoso” Jimmy’ego Page’a okazał się być trudnym do rozszyfrowania.

Na początku wyjaśnię łatwiejszą część zagadki – symbole reszty członków Led Zeppelin. Robert Plant – okrąg z piórem wewnątrz. Jest to pióro Ma’at, egipskiej bogini sprawiedliwości i uczciwości, oraz emblemat pisarzy (tu tekstów piosenek). Symbol ten można znaleźć w „The Sacred Symbols of Mu” Colonel’a James’a Churchward’a. Znajduje się w rozdziale V, na stronach 142- 143. Zamieszczam także link do tego tekstu www.sacred-texts.com. Nie jest to powszechny symbol, jednak występuje w tekstach egipskich oraz indiańskich.

Symbole John’a Paul’a Jones’a, John’a Bonham’a i Sandy Denny (której symbol także znalazł się na okładce Led Zeppelin IV) można znaleźć w Księdze Znaków Rudolf’a Koch’a (wydanej przez The Limited Editions Club, Londyn, 1930) – strony 32 i 33 zawierają symbole John’a Paul’a Jones’a i John’a Bonham’a. Symbol Sandy Denny znaleźć można na stronie 5. Ta książka jest naprawdę bardzo łatwo dostępna – sprawdź w najbliższej księgarni lub w serwisie Amazon. Jest warta kupna – niedroga, a okazuje się być wspaniałym przewodnikiem. 
Warto zauważyć, że symbole John’a Paul’a Jones’a i John’a Bonham’a można łatwo znaleźć w różnych kontekstach, w różnych miejscach. Możliwym jest więc, że każdy symbol ma kilkanaście znaczeń. 
Sandy Denny – trzy trójkąty. Według Koch’a jest to stary symbol Godhead. Poza tym nic nie jest o nim znane. 
John Paul Jones – jeden okrąg z trzema skrzyżowanymi pęcherzami. Symbolizuje osobę kompetentną i pewną siebie. Również pojawia się w rozmaitych tekstach starożytnych szkół misteryjnych m.in. Różokrzyżowców. 
John Bonham trzy przecinające się okręgi. Symbolizuje trylogię mąż-żona-dziecko. Ten symbol pojawia się także w tarocie na karcie Papieża, gdzie symbolizuje trylogię Ozyrys-Izyda-Horus (kliknij na obrazek znajdujący się z prawej strony aby zobaczyć go w pełnym rozmiarze.).
Symbol Jimmy’ego Page’a. To była bułka z masłem, teraz zmierzmy się z tajemniczym symbolem Page’a. Jak dotąd pokazałem że symbole Robert’a Plant’a, John’a Paul’a Jones’a, John’a Bonham’a i Sandy Denny z łatwością odnaleźć można w standardowych tablicach symboli, a ich znaczenie jest wyraźnie wytłumaczalne. Jimmy powiedział, że jego symbol także widnieje w typowych słownikach symboli okultystycznych. Dla mnie rozszyfrowywanie symbolu Page’a było odkrywczą przygodą i zachęcam innych do pójścia w moje ślady. Badanie tych wszystkich symboli wprowadza szukającego w bliski kontakt z wieloma księgami czy tematami, z którymi nie ma się na co dzień do czynienia w telewizji, gazetach czy codziennych rozmowach. Okultyzm jest przecież z natury tajemniczy. Tak więc na pewno warto jest spróbować zrozumieć pojęcia kryjące się pod symbolami.”

(link) – http://lapeno.ayz.pl/zoso/

I tak dalej i temu podobne bzdety, z których zapewne śmieją się tak Jimmy Page jak i inni wtajemniczeni członkowie zespołu. Czy jeszcze ktoś zna prawdziwe znaczenie tych symboli? Domniemywam, że tak, ale to już inna historia. Na czym zatem należy się oprzeć, z jakich źródeł należy korzystać, by móc wywieść prawdziwe, zgodne z zamierzeniami ich twórców, wnioski? Jak już wcześniej wspomniałem, zasadniczą kwestią z rozszyfrowaniu właściwego znaczenia tych symboli jest wiedza zawarta w moich poprzednich wpisach, które, co warto pamiętać, pochodzą z mojej książki „Gloria olivae”. Poniżej najistotniejszy dla tego wątku cytat z książki:

A oto kolejna „ciekawa” liczba. W starożytnym Egipcie 4 ściany piramidy i piramidion, 4 płyty i daszek w komorach odciążających piramidy Cheopsa.  W filozofii greckiej – 4 żywioły: Powietrze Anaksymenesa, Ogień Heraklita, Woda Talesa, Ziemia Demokryta i Sfairos Empedoklesa. Doktryna 4 – Czterech Szlachetnych prawd i Nirwana – Buddy. Chińska Teoria Pięciu Pierwiastków – gdzie 4 odnosiły się do stosunków w Rodzinie i między przyjaciółmi, tylko jeden – piąty dotyczył stosunków między panującym a poddanym. Wszelakie Święte Góry z wyraźnie ukształtowanymi 4 ścianami. Światowid –  4 ścienny słup wapienny pokryty płaskorzeźbami, nakryty wspólnym kapeluszem. Mandala –  4 boki kwadratu, wpisany w koło, gdzie to nakładające się na siebie trójkąty skierowane ku górze i ku dołowi tworzą piąty element. 
Tak jak 40 – czterdziestka w Biblii ma swoje znaczenie, tak i 4- czwórka jest liczbą szczególną. Esseńczycy – czyli pierwsi chrześcijanie, także i oni, tak jak ich wielcy poprzednicy, tworząc Kanon Nowego Testamentu, w jego treści i jak się okazuje w układzie jego Ksiąg, zaszyfrowali swoją Wiedzę – „Arkę”. Tej konwencji – stereotypowi postępowania podlegają właśnie 4 – Cztery Ewangelie i ich kwintesencja – Objawienie św. Jana.”

(link) –http://gloriaolivae.pl/?p=2216

Warto zapoznać się z całym wpisem, ale już tylko ten fragment powinien stanowić, niczym nić Ariadny, trop do stwierdzenia, iż cała dotychczasowa interpretacja symboli umieszczonych na płycie Led Zeppelin IV to wprowadzająca na fałszywe tory fikcja, która miała za zadanie odwracać uwagę jej odbiorcom od prawdziwej gnostyckiej wiedzy. Poniżej przedstawiam jak powinno się owe symbole naprawdę interpretować.

Najpierw symbol Jimmy Page’a – ZOSO. Poszczególne trzy elementy tego symbolu kodują informację o tym, iż jest to w syntetyczny sposób zaszyfrowany ideogram – czyli „umowny znak graficzny lub pisemny wyrażający określone pojęcie bez użycia liter” wody. Powtarzam: Zoso symbol Page’a symbolizuję według mnie WODĘ. Symbol Johna Paul Jonsa – koduje swoim znakiem graficznym OGIEŃ. Symbol Johna Bonhama – to ideograficzna ZIEMIA, czego najdoskonalszym przykładem jest flaga olimpijska. Symbol Roberta Planta, czyli okrąg z ptasim piórem wewnątrz – symbolizuje POWIETRZE, co już jest tak oczywiste, iż wszelkie kojarzenie z MU czy też z egipską boginią sprawiedliwości, potwierdza tylko jak bardzo blisko tej dotychczasowej interpretacji, jak i całego Zoso, do śmieszności.

Porównując tę informację z tym co już wcześniej prezentowałem odnośnie liczby cztery, to nietrudno stwierdzić, iż cztery symbole, a szczególnie Zoso, implikują znacznie bardziej doniosłą wiedzę niż by się do tej pory wydawało – wiedzę już nie tajemną. Pozostaje jeszcze symbol Sandy Denny, ale ta interpretacja nie jest aż tak skomplikowana by jej już samemu nie odszyfrować.

Czwarty album Led Zeppelin ukazał się 8 listopada 1971, został uznany za magnum opus, największe osiągnięcie artystyczne zespołu. Z powodu braku oficjalnego tytułu, album zwykło się nazywać Led Zeppelin IV, Untitled IV lub też, ze względu na wspomniane symbole umieszczone wewnątrz okładki, Four Symbols, Zoso, lub Runes. W katalogach Atlantic Records można natknąć się także na The Fourth

Page zawsze twierdził, że był autorem swojej ikony, aczkolwiek niektóre źródła podają, że reprezentuje ona Saturna i można się na nią natknąć w księgach datowanych na 1557 rok. Niektórzy odczytywali ją jako „ZoSo”, jednak sam Page zdecydowanie odcinał się od takiej interpretacji ani też nigdy nie podał ewentualnego znaczenia. John Paul Jones i John Bonham wybrali symbole z Księgi Znaków Rudolfa Kocha, natomiast Robertowi Plantowi do gustu przypadła runa odnosząca się do mitycznego kontynentu MU. Pozbawiona jakiegokolwiek opisu okładka przedstawiała dziewiętnastowieczny obraz nieznanego artysty, zakupiony przez Planta w sklepie z antykami. Obraz był zawieszony na ścianie zdewastowanego budynku, kompozycja miała zwracać uwagę na problem degradacji środowiska.”

Po tych wszystkich bzdetach ze strony krytyki powiedziałem, że moim zdaniem byłoby fajnie, gdybyśmy wydali coś zupełnie anonimowo. Na początku myślałem, aby umieścić tylko jeden symbol, ale ostatecznie zdecydowaliśmy, że skoro był to nasz czwarty album, a nas też było czterech, to niech każdy wybierze symbol dla siebie. Zaprojektowałem swój, a pozostali wybrali swoje, według własnego uznania”. Jimmy Page

(link): https://pl.wikipedia.org/wiki/Led_Zeppelin

Sadzę, że cała dotychczasowa interpretacja czterech symboli jest błędna. Jest to jedna wielka mistyfikacja, o czym sam Jimmy Page zapewne doskonale wie. Być może zaskoczy go fakt, iż jest ktoś kto w końcu po tylu latach (prawie 45) odgadł jego zagadkę – szyfr, a może właśnie na ten fakt odszyfrowania on czeka. Przypomnę tylko, że Jimmy interesował się w swoim czasie wiedzą tajemną. I właśnie w tym kierunku należy iść by właściwie zinterpretować jego pięć, a nie cztery symbole – to pierwsza ważna wskazówka by właściwie odkodować jego tajemnicę. Ktokolwiek czytał poprzednie moje wpisy zamieszczone na tym blogu, ten bez problemu stwierdzi jak bardzo wszyscy poszukiwacze straconego czasu tkwią w błędnym przekonaniu. Interpretują cztery symbole w sposób nazbyt dosłowny bez uwzględnienia podstawowej zasady, iż jest to zaszyfrowana informacja, której nie należy zbyt infantylnie – czyli dosłownie interpretować, czego koronnym przykładem jest symbol Jimmy Page’a – Zoso. Notabene, tekst wszystkich piosenek, jak również i symbolika okładki oraz wnętrza płyty, są także, jakże by nie inaczej, zaszyfrowaną informacją – ale to już innym razem.

Symbol Sandy Denny znajdujący się na wewnętrznej stronie płyty Led Zeppelin IV tuż obok tytułu piosenki The Battle of Evermorestanowi dopełnienie, w dosłownym tego słowa znaczeniu kwintesencję, czterech symboli – czyli piaty element. Co on oznacza, co on symbolizuje, nie jest to z pewnością, dla każdego kto spotkał się z tym pojęciem, żadną tajemnicą. Symbol ten, tak jak poprzednie cztery znaki, należy traktować jako „umowny znak graficzny lub pisemny wyrażający określone pojęcie bez użycia liter”. Jest to moim zdaniem, zakodowana za pomocą ideogramu, informacja o duchowej stolicy wszystkich trzech religii monoteistycznych – Jerozolimie. Stąd jest już blisko do mistycznego pojmowania piątego elementu jako kwintesencji – eter.

Koncepcja eteru wywodzi się ze starogreckiej koncepcji żywiołów jako podstawowych składowych świata materialnego. Początkowo, w ujęciu Empedoklesa, żywioły były cztery: woda, powietrze, ogień i ziemia. Platon połączył koncepcję Empedoklesa z poglądami atomistów, wskazując, że rzeczywistość składa się z podstawowych cząstek, będących kolejnymi wielościanami foremnymi i odpowiadającymi poszczególnym żywiołom. Piąty platoński wielościan foremny, dodekahedron, różni się od pozostałych właściwościami i stanowił element z którego stworzone miały być niebiosa. Ten piąty żywioł zostanie przez Arystotelesa nazwany eterem.”

(link)-https://pl.wikipedia.org/wiki/Eter_(filozofia)

Wszystko ok. Wiemy już co symbolizują cztery symbole z czwartej płyty zespołu Led Zeppelin – ZOSO, a także uzupełniający je piąty symbol Sandy Denny – eter. W tym momencie zachodzi pytanie: jaki to może mieć związek z okładką płyty Floydów? Jak już wielokrotnie o tym wspominałem cała twórczość obu zespołów jest sobie tożsamościowo bliska. Biorąc tą informację za tezę główną tego wpisu, należy przyjrzeć się okładce płyty The Final Cut  i na zasadzie porównania spróbować znaleźć cechy wspólne obu tych rozpatrywanych rebusów. Jak nie trudno zauważyć głównym motywem okładki są cztery wstążki medalowe z czasów II wojny światowej, natomiast w lewym górnym jej rogu znajduje się fragment maku Pamięci, który był używany od 1920 roku dla uczczenia żołnierzy, którzy zginęli podczas wojny.

<<<The front cover shows a Remembrance poppy and four Second World War medal ribbons against the black fabric of the jacket or blazer on which they are worn. From left to right the medals are the 1939-45 Star, the Africa Star, the Defence Medal, and Distinguished Flying Cross.

The poppy is a recurring design theme. The interior gatefold featured three photographs, the first depicting an outdoor scene with an outstretched hand holding three poppies and in the distance, a soldier with his back to the camera. Two more photographs show a welder at work, his mask emblazoned with the Japanese Rising Sun Flag, and a nuclear explosion; a clear reference to „Two Suns in the Sunset”. The album’s lyrics are printed on the gatefold. Side one of the vinyl disc carries an image of a poppy field and on side two, a soldier with a knife in his back lies face down amongst the poppies, a dog beside him. The back cover features a photograph of a soldier standing upright and holding a film canister, with a knife protruding from his back (the film canister and knife may reflect Waters’ tumultuous relationship with The Wall film director Alan Parker).

<<<Na przedniej okładce widnieją Remembrance poppy i cztery wstążki medalowe z II wojny światowej na tle czarnej tkaniny marynarki lub marynarki, na której są noszone. Od lewej do prawej medale 1939-45 Star, the Africa Star, the Defence Medal, and Distinguished Flying Cross.

Mak jest powtarzającym się motywem przewodnim. W wewnętrznej bramie znalazły się trzy fotografie, z których pierwsza przedstawia scenę plenerową z wyciągniętą ręką trzymającą trzy maki, a w oddali żołnierza z plecami do kamery. Dwie kolejne fotografie pokazują spawacza w pracy, jego maskę z flagą Japońskiego Powstającego Słońca i eksplozję nuklearną; wyraźne odniesienie do „Two Suns in the Sunset”. Teksty albumu są drukowane w folderze. Na jednej z płyt winylowych widnieje obraz pola makowego, a po stronie drugiej żołnierz z nożem w plecach leży twarzą w dół wśród maków, obok niego pies. Na tylnej okładce znajduje się zdjęcie żołnierza stojącego pionowo i trzymającego pojemnik z filmem, z wystającym z niego nożem (filmowy pojemnik i nóż mogą odzwierciedlać burzliwy związek Watersa z reżyserem The Wall Allanem Parkerem).

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/The_Final_Cut_(album)

To co w powyższym cytacie zaznaczyłem kolorem czerwonym stanowi poszukiwany dowód tożsamości płyt obu zespołów. Cztery wstążki medalowe w oczywisty sposób nawiązują do czterech żywiołów. I tak: medale the 1939-45 Star, the Africa Star, the Defence Medal, and Distinguished Flying Cross są synonimami czterech żywiołów wody, ognia, ziemi i powietrza, natomiast Remembrance poppy jest odpowiednikiem piątego symbolu – eteru.

Potwierdzeniem tego, iż ta moja „propozycja” nie jest tylko i wyłącznie wytworem mojej fantazji, są kolory poszczególnych wstążek. Dokładna analiza kolorów tych baretek odznaczeń nie pozostawia nawet cienia wątpliwości, że takie właśnie a nie inne jest „podprogowe” ich znaczenie.

Wstążka medalu 1939-45 Star składająca się z trzech kolorów: ciemnoniebieskiego, czerwonego i jasnoniebieskiego nawiązuje w swojej symbolice do WODY – co można wywnioskować po zdecydowanej przewadze koloru niebieskiego.

Wstążka medalu Africa Starto pas koloru płowożółtego, ciemny błękit, oraz czerwony i jasnoniebieski kodują następny żywioł OGIEŃ – czego jakoś specjalnie argumentować chyba nie trzeba.

Wstążka medalu Defence Medaldominuje w niej kolor zielony – jasno zielona wstążka z pomarańczowym pasem w środku, do tego cienkie czarne paski w środku każdego zielonego pasa – jest to synonim ZIEMI.

Wstążka medalu Distinguished Flying Crosskolor biały i fioletowy, a także sama nazwa oraz usytuowanie na okładce płyty – ponad trzema „przyziemnymi” baretkami – to zdecydowanie POWIETRZE.

Remembrance poppyw przypadku tego maku pamięci kolor nie jest już tak istotny, ważniejsza jest jego symboliczna wartość – co jest wyraźnym nawiązaniem niematerialnego ETERU.

Czarny kolor tła okładki jest również ważny – jest to informacja o „nicości” jaka oddziela poprzednie życie – czyli poprzedni wszechświat od naszego życia – naszego wszechświata.

Tak więc na samym dole okładki płyty mamy trzy żywioły: woda, ogień i ziemię, nad którymi, zgodnie z prawami natury, „unosi się” w powietrzu, a nad tym wszystkim czuwa symboliczne i niematerialne „oko opatrzności”. Wszystko to ogarnia czarna i nieprzenikniona nicość, która oddziela od siebie oba te wszechświaty – dwa życia, to materialne od niematerialnego. Tak prawdę powiedziawszy to symbolika tej okładki jest bardzo podobna do okładki płyty Dark Side of the Moon. Pierwszy utwór tej płyty Speak to me rozpoczyna się odgłosem bijącego serca – nie ma jeszcze nic, nie ma tekstu, ani muzyki, tylko bicie serca. Czyż nie jest to piękny symbol życia, którego wydawałoby się, że nie ma – nie widać go, a jest. Puls bijącego serca wydaje się być apoteozą życia z poprzedniego wszechświata. Życia, którego już nie ma, a którego „serce” cały czas biło i bić będzie, nawet wtedy gdy i nasz wszechświat przeminie.

Wewnątrz płyty zauważyć można jeszcze trzy fotografie, które również, tak jak okładka, mają swoje drugie symboliczne znaczenie. Temat ten bezpośrednio wiąże się z tytułem płyty, dlatego też więcej na ten temat w oddzielnym wpisie.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

The Wall – podsumowanie

1. In the Flesh? – czyli narodziny

2. The Thin Ice – czyli dom rodzinny

3. Another Brick in the Wall (I) – czyli pierwsza ściana (Daddy)

4. The Happiest Days of Our Lives – czyli nasze pierwsze spotkanie

5. Another Brick in the Wall (II) – czyli druga ściana (nieudany start w dorosłość)

6. Mother – śmierć najbliższej osoby

7. Goodbye Blue Sky – żegnaj ojczyzno

8. Empty Spaces/What shall we do now – czyli co dalej?

9. Young Lust – czyli młodzieńcza namiętność a rozsądek myślenia

10. One of My Turns – czyli poczucie totalnej klęski

11. Don’t Leave Me Now – czyli finał nieudanego związku

12. Another Brick in the Wall (III) – czyli trzecia ściana (nieudane małżeństwo)

13. Goodbye Cruel World – czyli nieodwołalna decyzja rozwodu

14. Hey you – czyli pocieszyciel

15. Is there Anybody Out There? – czyli opiekun i doradca w jednym

16. Nobody Home – czyli toksyczny związek

17. Vera – czyli skutki fatalnego zauroczenia

18. Bring the Boys Back Home – czyli radykalna decyzja

19. Comfortably Numb – czyli totalna trauma i koło ratunkowe

20. The Show Must Go On – czyli czas refleksji i zadumy

21. In the Flesh – czyli ponowne narodziny

22. Run Like Hell – czyli zintensyfikowanie poczynań

23. Waiting for the Worms – czyli nieznośne oczekiwanie

24. Stop – czyli teraz albo nigdy

25. The Trial – czyli wyjście z cienia

26. Outside the Wall – czyli czas nadrobić zaległości

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

The Wall – okładka płyty

Wpis ten dotyczy okładki płyty, ale zanim o tym, kilka słów wstępu. Jak już wielokrotnie próbowałem to argumentować, lustrzanym odbiciem losów głównej bohaterki dyskografii zespołu Pink Floyd jest historia mężczyzny, którego dzieje poznajemy na podstawie poszczególnych utworów jak i okładek płyt Led Zeppelin. Jeśli chodzi o ten ostatni zespół, to łatwo na moim blogu sprawdzić jak skomponowana jest ta opowieść: najpierw przedstawiony jest rys historyczny, potem zasadnicza część dyskografii – curriculum vitae, natomiast ostatnia płyta: Coda, (jak również CD z roku 1993) jest już podsumowaniem całej ich twórczości.

Biorąc zatem za podstawę powyższe stwierdzenie o lustrzano – bliźniaczych zespołach, takich podobieństw należy oczekiwać także w strukturze muzycznego dorobku Floydów. I w tym też zawiera się clou tego wątku, iż, moim zdaniem, podobieństwo w tej dziedzinie zostało zachowane. W czym się ono przejawia? Ano w tym, że tak jak Zeppelini musieli całą swoją twórczość kiedyś skończyć, a to z prostej przyczyny, iż żywot człowieka nie jest z gumy i ma swój kres, tak Floydzi wraz z ostatnią płytą zatytułowaną Animals, która jest podobnym do Cody podsumowaniem, pozbawieni zostali tematu na dalszą działalność. Biorąc to pod uwagę, tym łatwiej będzie można zrozumieć motywację zespołu Pink Floyd by, w cudzysłowie, zacząć całą „zabawę” od nowa, by za pomocą utworów po raz kolejny, tym razem bardziej szczegółowy, przyjrzeć się losom głównej bohaterki ich dyskografii.

Wracając do okładki płyty to koncepcja tego projektu mówiącą o murze otaczającym „muzyka rockowego o pseudonimie Pink” jest może i zasadna, tyle tylko, że symboliczny mur otacza nie muzyka, ale, jakże by nie inaczej, główną postać dyskografii, której losy stanowią kanwę większości utworów. We wpisie dotyczącym etymologi nazwy zespołu Pink Floyd staram się udowodnić, iż określenie pink przynależne jest kobiecie, co ma swoje dalsze konsekwencje. Poniżej, przypominam najistotniejszy fragment.

<<<No i na koniec nazwa oficjalna i powszechnie znana nazwa zespołu – czyli Pink Floyd.

<<<Kiedy Tea Set zorientowali się, że nie są jedynym zespołem o tej nazwie, Barrett zaproponował zmianę na The Pink Floyd Sound, od dwóch muzyków grających bluesa – Pinka Andersona i Floyda Councila. Ostatecznie zespół zdecydował się na skrócenie nazwy do Pink Floyd na prośbę menadżerów grupy, Petera Jennera i Andrew Kinga.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Pink_Floyd

Może tak, może nie, a może być może. Opierając się na takich „informacjach” można bardzo łatwo wpaść w meandry pobieżnych wniosków. Ja jednak dalej będę trzymał się „okultystycznej nici” i posługując się miejskim słownikiem slangu i mowy potocznej stwierdzę, iż po raz kolejny użyty został tutaj gnostycki rodzaj przekazu.

<<<Pink A word girls wear written across their butts.

Half the people in my study hall today were wearing sweatpants with,”PINK” „PINK LOVE” or some variation on the latter stamped on their asses.

<<< Pink – Słowo dziewczęta noszą napisane przez ich tyłek.

Połowa ludzi w mojej sali studenckiej dziś nosili spodnie dresowe z „PINK” „LOVE PINK” lub jakąś wariację na ten ostatni wybity na tyłkach.

(link)- http://www.urbandictionary.com/define.php?term=Pink

<<<Floyd A person who is is so cool that people have to give them all his/her love.

Dude, nick is so cool. he is a total Floyd.

<<<Floyd Osoba która jest tak fajna, że ludzie muszą dać im wszystkie jego / jej miłość.

Koleś, nick jest tak cool. on jest całkowity Floyd.

(link)- http://www.urbandictionary.com/define.php?term=floyd

Łącząc te dwie różne definicje: pink i floyd, które bynajmiej nie zostały zapożyczone od nazwisk Pinka Andersona i Floyda Councila, można wydedukować bardzo ważny wniosek, który jednakże wydawać się może jak na obecną chwilę nazbyt śmiały i nie do końca zrozumiały, ale po zaznajomieniu się z interpretacją poszczególnych utworów zespołu Pink Floyd, (jakie mam zamiar zamieścić na blogu), będzie można dopiero wtedy zrozumieć nieprzypadkowość takiego, a nie innego wyboru.

Otóż biorąc pod uwagę wszystko to co powyżej pisałem o: The Tea Set: (zestaw osobistych informacji – motywem przewodnim całej artystycznej działalności zespołu będą tematy związane z intymnymi wręcz przeżyciami jakiejś konkretnej osoby, będzie to wręcz jak najbardziej osobisty pamiętnik), a także o: The Screaming Abdabs, The Architectual Abdabs: (przerażający, nerwowy krzyk) – to za pomocą ostatecznej wersji nazwy zespołu – Syd Barett doprecyzowuje, iż będzie to pamiętnik jakiejś kobietyPink Floyd: (dziewczęcy różowy kolor, fajna osoba). O jaką kobietę chodzi? To już kwestia następnych wpisów, ale dla kogoś kto śledził moje poprzednie wpisy dotyczące zespołu Led Zeppelin, nie będzie to jakaś specjalnie trudna zagadka do odgadnięcia.>>>

Jaka jest oficjalnie obowiązująca interpretacja muru, oraz całego libretta płyty The Wall powszechnie wiadomo, ale już pierwszy utwór jest tak sugestywny, iż trzeba mieć w sobie dużo samozaparcia by nie nie dostrzec w nim losów kobiety, a nie jakiegoś wyimaginowanego Pinka.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Animals – podsumowanie

1. Pigs on the Wing 1 – czyli czas „przed”

2. Dogs – czyli „Atom Heart Mother”

3. Pigs (Three Different Ones) – czyli „Meddle”

4. Sheep – czyli „Obscured by Clouds”

5. Pigs on the Wing 2 – czyli czas „po”

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Pigs on the Wing 2 – czyli czas „po”

5. Pigs on the Wing 2

You know that I care what happens to you
And I know that you care for me
So I don’t feel alone
Of the weight of the stone
Now that I’ve found somewhere safe
To bury my bone
And any fool knows a dog needs a home
A shelter from pigs on the wing.

Pigs on the Wing 2

Wiesz, że obchodzi mnie co stanie się z tobą
A ja wiem. że zadbasz o mnie
Więc nie czuję się samotny
Nie ciąży mi to już
Teraz znalazłem bezpieczne miejsce
By zakopać swą kość
Bo każdy głupiec wie, że pies potrzebuje domu
Schronienia przed uskrzydlonymi świniami.

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,pigs_on_the_wing__part_ii_.html

Tak jak w przypadku pierwszej części tego utworu, tematyką tego jest męski aspekt seksualnego instynktu, widziany i oceniany przez drugą – kobiecą stronę, ale tym razem jest to już czas, kiedy to intensywność doznań jest już nieco mniejsza, a bardziej liczą się jej emocjonalne i towarzyskie aspekty. Cokolwiek by to miało znaczyć, to wszystko co zawarte jest w tekście tego utworu, doskonale oddaje klimat i sens tego czasu, kiedy to wartości czysto ludzkie nabierają większej wartości niż „świńskie” sygnały płci przeciwnej.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Sheep – czyli „Obscured by Clouds”

4. Sheep

Harmlessly passing your time in the grassland away
Only dimly aware of a certain unease in the air
You better watch out
There may be dogs about
I’ve looked over Jordan and I have seen
Things are not what they seem.
What do you get for pretending the danger’s not real
Meek and obedient you follow the leader
Down well trodden corridors into the valley of steel
What a surprise!
A look of terminal shock in your eyes
Now things are really what they seem
No, this is no bad dream.
The Lord is my shepherd, I shall not want
He makes me down to lie
Through pastures green he leadeth me the silent waters by
With bright knives he releaseth my soul
He maketh me to hang on hooks in high places
He converteth me to lamb cutlets
For lo,m he hath great power and great hunger
When cometh the day we lowly ones
Through quiet reflection and great dedication
Master the art of karate
Lo, we shall rise up
And then we’ll make the bugger’s eyes water.
Bleating and babbling we fell on his neck with a scream
Wave upon wave of demented avengers
March cheerfully out of obscurity into the dream.
Have you heard the news?
The dogs are dead!
You better stay home
And do as you’re told
Get out of the road if you want to grow old.

Sheep

Bez winy trwonisz swój czas na odległym pustkowiu
Tylko mętnie świadomy unoszącego się w powietrzu niepokoju
Lepiej bądź czujny
Wokół mogą czaić się psy
Spojrzałem za Jordan i zrozumiałem
Rzeczy nie są takie, jak o nich myślałem

Co masz z udawania, że niebezpieczeństwa nie są prawdziwe
Łagodnie i posłusznie podążasz za przywódcą
Dobrze znanymi korytarzami w kierunku stalowej kotliny
To niespodzianka!
W twoich oczach śmiertelny wstrząs
Bo teraz widzisz rzeczy, jakimi są naprawdę
Nie, to nie jest zły sen

PAN JEST MOIM PASTERZEM I NIC MI NIE TRZEBA
ZMUSZA MNIE DO KŁAMSTW
POPRZEZ ZIELONĄ TRAWĘ PROWADZIŁ MNIE JAK CICHĄ WODĘ
UWOLNIŁ MĄ DUSZĘ BŁYSZCZĄCYMI NOŻAMI
KAZAŁ MI WISIEĆ NA HAKACH NA WYSOKOŚCI
NAWRÓCIŁ MNIE NA BARANINĘ
SPÓJRZCIE. MA WIELKĄ MOC I WIELKI GŁÓD
GDY NADEJDZIE CZAS W KOŃCU ZABECZYMY
POPRZEZ CICHE ZAMYŚLENIE I WSZECHOBECNE PRZEZNACZENIE
MISTRZ SZTUKI KARATE
POWSTAŃMY WIĘC
I SPRAWMY, BY W OCZACH KRETYNÓW POJAWIŁY SIĘ ŁZY

Gadając i becząc z wrzaskiem uderzam go w kark
Fala za falą obłąkanych mścicieli
Wesoło maszeruje z zapomnienia dalej do snów

Czy słyszałeś wieści?
Psy już zdechły
Lepiej zostań w domu
I rób jak ci kazali
Wynoś się z drogi, jeśli chcesz dorosnąć

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,sheep.html

Trzeci związek i trzecie zdecydowanie najbardziej łagodne i w gruncie rzeczy pozytywne w powszechnym odbiorze „zwierzę”. Teraz dopiero widać cały geniusz skrótu myślowego Storma Thorgersona i jego wcześniejszych – niezaakceptowanych projektów okładek. Pierwszą propozycją Hipgnosis było zdjęcie kominka, nad którym przybite zostały kaczki. Jest to nawiązanie do starej angielskiej tradycji przybijania do ścian drewnianych kaczek, które są symbolem małżeńskiego szczęścia. Trzy zwierzęta kodują informacje o trzech związkach głównej bohaterki tej płyty, natomiast drugi projekt okładki : Dziecko, które widzi swoich rodziców kochających się… wprost nawiązuje do trzeciego, raczej spokojnego i delikatnego charakteru jej partnera. O kim mowa i jakie były, będą to wydarzenia, to na ten temat wszystkiego dowiedzieć się można z „odkodowanej” płyty Obscured by Clouds. Zwraca uwagę fragment tekstu, który nawiązuje do Psalmu 23, ale to już historia związana bezpośrednio z tym, jaki los przeznaczony jest jej trzeciemu partnerowi, o czym dowiedzieć się można z lektury wpisów dotyczących płyty Wish You Were Here.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Pigs (Three Different Ones) – czyli „Meddle”

3. Pigs (Three Different Ones)

Big man, pig man, ha ha, charade you are
You well heeled big wheel, ha ha, charade you are
And when your hand is on your heart
You’re nearly a good laugh
Almost a joker
With your head down in the pig bin
Saying „keep on digging”
Pig stain on your fat chin
What do you hope to find?
When you’re down in the pig mine
You’re nearly a laugh
You’re nearly a laugh
But you’re really a cry.
Bus stop rat bag, ha ha, charade you are
You fucked up old hag, ha ha, charade you are
You radiate cold shafts of broken glass
You’re nearly a good laugh
Almost worth a quick grin
You like the feel of steel
You’re hot stuff with a hat pin
And good fun with a hand gun
You’re nearly a laugh
You’re nearly a laugh
But you’re really a cry.
Hey you Whitehouse, ha ha, charade you are
You house proud town mouse, ha ha, charade you are
You’re trying to keep your feelings off the street
You’re nearly a real treat
All tight lips and cold feet
And do you feel abused?
…!…!…!
You gotta stem the evil tide
And keep it all on the inside
Mary you’re nearly a treat
Mary you’re nearly a treat
But you’re really a cry.

Pigs (Three Different Ones)

Wielki człowieku-świnio, ha ha, jesteś zagadką,
Jesteś jak dobrze wyważone koło, ha ha, jesteś zagadką
A gdy kładziesz rękę na sercu
Chce się śmiać
Żartowniś z ciebie-
Trzymasz głowę w korycie
I mówisz: kopcie dalej
Poplamiłeś sobie tłusty podbródek,
Co chcesz znaleźć w tej świńskiej kopalni?
Kiedy jesteś na dole w świńskim rowie
Śmiać się z ciebie chce
Śmiać się z ciebie chce,
Ale tak naprawdę można nad tobą tylko zapłakać
Przystanek autobusowy, szczurza torebka, ha ha, jesteś zagadką
Ty paskudna kreaturo, wredna czarownico, ha ha, jesteś zagadką
Emanują z ciebie odłamki tłuczonego szkła
Można się wykrzywić na ciebie
W ironicznym uśmiechu
Lubisz dotyk stali,
Ostro wyglądasz ze spinką w kapeluszu
I zabawnie z rewolwerem w dłoni
Śmiać się z ciebie chce
Śmiać się z ciebie chce,
Ale tak naprawdę można nad tobą tylko zapłakać
Hej ty, Whitehouse, ha ha, jesteś zagadką
Twój dom to miasto dumnych myszy, ha, ha, jesteś szaradą
Próbujesz utrzymać swoje uczucia z dala od świata
Jesteś bliski ugoszczenia
Z zaciśniętymi ustami i z zimnymi stopami
Czy nie czujesz, że nadużywasz władzy?
…..!…..!…..!
Musisz zatamować falę zła
Utrzymać ją w sobie
Mary, prawie świętujesz
Mary, prawie świętujesz
Ale tak naprawdę płaczesz

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,pigs__three_different_ones_.html

Drugi związek i drugie zwierzę, zdecydowanie już „świńskie”, tak jak świński był sposób postępowania raczej negatywnego bohatera tej opowieści, i tak jak w poprzednim wypadku, na tym wyczerpuje się cały zapas interpretacji tego utworu. Reszta jest w tekście a także w opracowaniu płyty Meddle. Bardzo symptomatyczny jest dopisek w nawiasie – (Three Different Ones), który jest potwierdzeniem kobiecych obaw przed spojrzeniami i niegodnymi czynami męskich „szowinistycznych” świńskich instynktów. To, że taki jest odbiór kobiecego punktu widzenia, nie jest żadną tajemnicą, ale to już inna kwestia.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Dogs – czyli „Atom Heart Mother”

2. Dogs

You gotta be crazy,
You gotta have a real need
You gotta sleep on your toes,
When you’re on the street
You gotta be able to pick out the easy meat
With your eyes closed
And then moving in silently,
Downwind and out of sight
You gotta strike when the moment is right
Without thinking.

And after a while,
You can work on points for style
Like the club tie,
And the firm handshake
A certain look in the eye,
And an easy smile
You have to be trusted
By the people that you lie to
So that when they turn their backs on you
You’ll get the chance to put the knife in.

You gotta keep one eye
Looking over your shoulder
You know it’s going to get harder,
And harder, and harder
As you get older
And in the end you’ll pack up,
Fly down south,
Hide your head in the sand
Just another sad old man
All alone, dying of cancer.

And when you lose control,
You’ll reap the harvest
You have sown.
And as the fear grows,
The bad blood slows and turns to stone
And it’s too late to lose
The weight you used to need to throw around
So have a good drown,
As you go down, all alone,
Dragged down by the stone.

Gotta admit
That I’m a little bit confused
Sometimes it seems to me
As if I’m just being used.
Gotta stay awake, gotta try and shake off
This creeping malaise
If I don’t stand my own ground,
How can I find my way out of this maze?

Deaf, dumb, and blind,
You just keep on pretending
That everyone’s expendable,
And no one has a real friend.
It seems to you the thing to do
Would be to isolate the winner
Everything’s done under the sun
And you believe at heart, everyone’s a killer.

Who was born in a house full of pain
Who was trained not to spit in the fan
Who was told what to do by the man
Who was broken by trained personnel
Who was fitted with collar and chain
Who was given a pat on the back
Who was breaking away from the pack
Who was only a stranger at home
Who was ground down in the end
Who was found dead on the phone
Who was dragged down by the stone.

Dogs

Ty musisz być szalony, musisz faktycznie tego potrzebować.
Musisz spać na stojąco, a gdy jesteś na ulicy,
Musisz umieć wyrwać innym mięso.
Z zamkniętymi oczyma.
Potem wkradasz się cicho, by nikt cię nie widział,
Musisz uderzyć bez wahania, gdy nadejdzie odpowiednia chwila.

A już po chwili możesz zająć się swym stylem.
Członkostwo w klubie, przyjacielski uścisk dłoni,
Szczera wymiana spojrzeń i wesoły uśmiech.
Musisz być wiarygodny w oczach tych, których oszukujesz,
Więc gdy odwrócą się do ciebie plecami,
Będziesz miał szansę wbić im w plecy nóż

Zawsze musisz spoglądać jednym okiem przez ramię
Wiesz, że to będzie coraz trudniejsze i jeszcze trudniejsze, w miarę jak się starzejesz
W końcu spakujesz manatki i odlecisz na południe
Schowasz głowę w piasku
Jak kolejny smutny staruszek
Umierający w samotności na raka

Gdy już przestaniesz nad tym panować, zbierzesz żniwa z tego, co zasiałeś
I gdy twój strach rośnie, zepsuta krew zwalnia i zmienia się w kamień.
Jest już zbyt późno, by się odchudzać. Wszak kiedyś pragnąłeś coś rozdać
Więc niech ci się dobrze tonie, gdy samotnie spadniesz na dno
Ciągnięty przez kamień

Muszę przyznać, że jestem troszeczkę zagubiony
Zastanawiam się czasem, czy nie jestem wykorzystywany
Muszę więc czuwać, wyleczyć te chore myśli
Lecz jeśli nie czuję pod stopami ziemi, jak mogę znaleźć wyjście z tego labiryntu?

Ślepy, głuchy i niemy, wciąż nie przestajesz udawać
Że każdy może się poświęcić i że nikt nie ma prawdziwego przyjaciela
Wygląda na to, że jedyną rzeczą, jaka ci pozostała, to osamotnić zwycięzcę
I wszystko pod słońcem będzie załatwione
A ty całym sercem wierzysz, że każdy jest mordercą

Kto urodził się w domu pełnym bólu
Kto został nauczony, by nie pluć na wentylator
Komu człowiek mówił, co trzeba robić
Kogo złamała wyszkolona ekipa
Kogo tresowali obrożą i łańcuchem
Kogo klepali po ramieniu
Kto uciekał od towarzystwa
Kto był tylko obcym w swym domu
Kto wypadł z gry przy samym jej końcu
Kogo znaleźli martwego przy telefonie
Kto został ściągnięty na dół przez kamień

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,dogs.html

Drugi utwór zatytułowany: Dogs, z konieczności będzie zarazem całym komentarzem. Jest to w esencjonalny sposób przedstawiona sylwetka i sposób postępowania pierwszego partnera dorosłej już głównej bohaterki tej dyskografii. O kogo chodzi i jakie wydarzenia są z tym związane, wszystko tłumaczy tytuł jaki nadałem temu utworowi – „Atom Heart Mother”. Wszystko co dotyczy tej kwestii zawarte jest w opracowaniu tej płyty, jednakowoż to, na co należy zwrócić uwagę, to tekst tego utworu jak i oczywiście sam tytuł. Jak wiadomo w powszechnej opinii owo zwierzę nie jest mimo wszystko tak pejoratywnie oceniane jak świnia, ale to już sprawa zdecydowanie osobistego odbioru i na tym wypadałoby poprzestać.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Pigs on the Wing 1 – czyli czas „przed”

10. Animals

1. Pigs on the Wing 1

If you didn’t care what happened to me,
And I didn’t care for you
We would zig zag our way
through the boredom and pain
Occasionally glancing up through the rain
Wondering which of the buggers to blame
And watching for pigs on the wing.

Pigs on the Wing 1

Gdyby nie obchodziło cię co stanie się ze mną
A ja nie dbałbym o ciebie
Błądzilibyśmy
Pokonując nudę i ból
Czasami zerkając poprzez strugi deszczu
Zastanawiając się, którego za to obwinić
I pilnując się przed uskrzydlonymi świniami

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,pigs_on_the_wing__part_i_.html

Jak to już przy okazji omawiania okładki czy tytułu płyty wydedukowałem, tematyką utworów jest męski aspekt seksualnego instynktu, widziany i oceniany przez drugą – kobiecą stronę. Jest to obraz sytuacji jaki dotyczył bezpośrednio główną bohaterkę tej dyskografii, dlatego też z konieczności temat ten potraktuję niezwykle symbolicznie – za pomocą fragmentów tekstu, które podkreśliłem czerwonym kolorem. I tak, pierwszy utwór Pigs on the Wing 1 – to czas jeszcze przed inicjacją, kiedy to świadomość własnych cech i dążeń jeszcze nie była na tyle rozwinięta by cokolwiek w tym kierunku działać, ale już na tyle uświadomiona by dostrzegać „świńskie” sygnały płci przeciwnej.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Animals – tytuł płyty – czyli faceci to świnie

Wpis ten ma za zadanie wytłumaczyć, i zarazem rozprawić się, z tym zagadkowym i mylnie do tej pory rozumianym tytułem albumu, a także z całą jego otoczką – latającym nad elektrownią Battersea balonem w kształcie świni, i w końcu z samymi utworami – o tytułach nie wspominając. Nie będzie to trudne jeśliby wziąć za podstawę rozumowania pewne stereotypowe zachowanie męskiej części naszego gatunku, które jest związane z jak najbardziej naturalnym odruchem jakim jest instynkt seksualny, oraz wszystko to co jest z tym związane: miłość, prokreacja, i tym podobne. Wszystko ok, ale w całej tej sprawie nas interesować będzie raczej pejoratywny aspekt tego, znowu naturalnego, odruchu, iż faceci w gruncie rzeczy myślą tylko o jednym – by zaspokoić swoje żądze.

W tym cały ambaras – by dwoje chciało naraz – to kolejne potoczne powiedzenie, które niczym motto, będzie cały czas przypominać, iż tak cele, jak i oczekiwania obojga „zainteresowanych” płci, nie są takie same. Nie będę rozpatrywał tego zagadnienia w sposób czysto naukowy, ponieważ nie ma ku temu ani miejsca, ani czasu, ważniejszą kwestią jest to, w jaki sposób temat ten wiąże się z główną postacią tej dyskografii. Otóż, jak sądzę, wszystkie zamieszczone utwory na płycie Animals opowiadają o kobiecych „zmaganiach” z tym odwiecznym męskim instynktem. Chciałbym zaznaczyć, iż jest to bardzo osobista wiwisekcja tych przeżyć i z tego też powodu będzie ona raczej oszczędna w szczegółach.

Wracając do męskich potrzeb, to nie zawsze spotykają się one z równie intensywną odpowiedzią, co przekłada się czasem, lub często, z negatywnymi odczuciami niezainteresowanej strony. Owe niezainteresowanie może się przejawiać w różny sposób, ale jeśli już do niego dojdzie, prawie zawsze odczucie to ma właśnie zdecydowanie negatywny – „wymiotny” objaw. Przekłada się to na wyobrażeniu sobie takowego absztyfikanata jako żadną zaspokojenia swoich (zwierzęcych) instynktów ludzką świnię, co w konsekwencji skutkuje powyżej wspomnianym powiedzeniem – iż faceci to świnie.

Tak więc głównym motywem płyty Animals jest zwierzęcy instynkt męskiej części naszego społeczeństwa, czego symbolem jest owa latająca świnia nad (kobiecym ciałem) elektrownią Battersea, ale nie tylko z takich pejoratywnych charakterów ono się składa, są jeszcze inne bardziej „ludzkie”, czego przykładem są inne (oprócz tych „świńskich”), zwierzęta, ale o tym już przy innej okazji.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Animals – okładka płyty

Po chwilowym okresie zajmowania się męskimi problemami pora wrócić do głównego leitmotivu dyskografii zespołu Pink Floyd – czyli do kobiecego curriculum vitae. Większość z wcześniej omówionych przeze mnie płyt zespołu Pink Floyd (oprócz dwóch pierwszych, których tematyką było przedstawienie naszej historii), dotyczyła różnorakich aspektów jej życia, zawsze jednak porządek w przedstawianiu poszczególnych etapów podlegał rygorowi kontinuum czasu. Tym razem też tak jest. Wpis ten dotyczy okładki, zatem tylko na tym się skupię i na samym wstępie powiem, iż to, co oficjalnie na ten temat we wszystkich dostępnych źródłach wiadomo, można spokojnie wrzucić do symbolicznego kosza, albowiem ma to tyle wspólnego z prawdą, ile wspólnego ma Droga Mleczna z drogą do mleczarni.

Jakimi aspektami kobiecego życia zajmuje się płyta studyjna Ummagumma już wspominałem. Do tego trzeba dodać wszystko to co zdołałem wydedukować z treści i okładek trzech bardzo istotnych i jak się okazuje komplementarnych niej płyt: piątej – Atom Heart Mother, szóstej – Meddle, i siódmej – Obscured by Clouds. Jest to bardzo ważna informacja, która pomoże zrozumieć sens tak okładki płyty Animals, jak i zamieszczonych na niej utworów.

Zapewne niewiele, albo może nawet i nic, konkretnego z tego co napisałem jeszcze nie wynika, ale tak ma być, albowiem bez przedstawienia informacji o wcześniejszych wersjach okładki, zaproponowanych przez Storma Thorgersona, wszelkie próby zmierzenia się z meritum tematu wydają się być bezcelowe.

<<<Muzycy Pink Floyd, niemal od początku istnienia zespołu – konkretnie od swojego drugiego albumu, „A Saucerful of Secrets”z 1968 roku – ściśle współpracowali z designerską firmą Hipgnosis, prowadzoną przez Storma Thorgersona i Aubreya „Po” Powella. Warto dodać, ze pierwszy z nich był znajomym Rogera Watersa i Syda Barretta jeszcze z czasów studenckich; grali w jednej drużynie rugby. To właśnie dzięki pracom dla Pink Floyd, Hipgnosis stali się jednymi z najbardziej cenionych projektantów okładek (później z ich usług korzystali m.in. Wishbone Ash, Led Zeppelin, ELP, Genesis, Black Sabbath i Scorpions). Przez niemal dekadę Floydzi akceptowali wszystko, co podsuwał im duet grafików – bez względu czy był to kolarz złożony z cudzych prac („A Saucerful of Secrets”), zdjęcie krowy („Atom Heart Mother”), czy narysowany pryzmat (wiadomo). Po raz pierwszy zakwestionowali propozycje Hipgnosis przy okazji swojego dziesiątego albumu, „Animals”.

Pierwszą propozycją Hipgnosis było zdjęcie kominka, nad którym przybite zostały kaczki. Jest to nawiązanie do starej angielskiej tradycji przybijania do ścian drewnianych kaczek, które są symbolem małżeńskiego szczęścia. Zdjęcie Hipgnosis przedstawiało jednak… prawdziwe kaczki, przybite żywcem, na co wskazuje spływająca po ścianie krew. Pamiętam dokładnie moment, kiedy pokazałem zdjęcie zespołowi- wspominał Thorgerson. To było podczas trasy, w autokarze. Mam wrażenie, że Rogerowi się podobało. Ale był tam też gość, który miksował dźwięk na koncertach. Brian jakiś-tam. I on odniósł się do projektu z nienawiścią. Naprawdę z nienawiścią. Krzyczał: „Jak można wziąć prawdziwe kaczki i zrobić coś takiego! Dlaczego nie weźmiesz kilku Irlandczyków i nie przybijesz ich do ściany?”. Odparłem, że dokładnie o to chodzi. Moim zdaniem było to zdjęcie o wielkiej sile wyrazu. Zdjęcie zostało ostatecznie wykorzystane na okładce kompilacji nagrań różnych wykonawców należących do wytwórni Drag City, zatytułowanej „Hey Drag City” i wydanej w 1994 roku.

Drugą propozycją był rysunek małego chłopca wchodzącego w środku nocy do sypialni swoich rodziców… Tym razem to Roger Waters nie krył swojego oburzenia, a Thorgerson po latach przyznawał: Muzycy zdecydowanie odrzucili ten projekt. I pewnie mieli rację. Jednocześnie grafik bronił swojego pomysłu: Moim zdaniem był to psychologicznie bardzo ciekawy pomysł – mówił. Dziecko, które widzi swoich rodziców kochających się… Seks musi być czymś trudnym do zrozumienia dla takiego malca. Pomysł nie został później nigdy wykorzystany.

Kiedy stało się jasne, że żaden z projektów Hipgnosis nie odpowiada muzykom (lub ich współpracownikom), Waters postanowił wziąć sprawę w swoje ręce. Storm i Po przedstawili nam kilka pomysłów okładki – wspominał. Żaden mi się nie podobał. Wszyscy spojrzeli wtedy na mnie, mówiąc: „Jak takiś mądry, wymyśl coś lepszego!”. Spuściłem głowę i bąknąłem tylko: „Dobra, spróbuję”. I jakiś czas potem zaproponowałem swój projekt. Pojechałem w okolicę elektrowni Battersea, zrobiłem jej kilka zdjęć i na kolejnym spotkaniu zespołu położyłem je na stole ze słowami „Oto okładka”. Wszystkich zatkało. Byli zachwyceni pomysłem. Elektrownia Battersea jest czymś tak niesamowitym, szalonym… Można przyjąć, że kominy reprezentują każdego z naszej czwórki. W takim razie cały obiekt symbolizuje zespół. Jego gwałtowną naturę, jego siłę. Ale zarazem jego upadek. Wygląda przecież trochę jak odwrócony do góry nogami stół. Dla mnie w tamtym momencie był to najlepszy symbol Pink Floyd, jaki mogłem sobie wyobrazić.

(link)- http://pablosreviews.blogspot.com/2014/11/historie-okladek-animals-pink-floyd.html

Fragmenty cytatu, które podkreśliłem czerwonym kolorem, nadają sens temu wszystkiemu co powyżej uwypukliłem. I tak: przybite do ściany nad kominkiem trzy kaczki, to w genialny sposób zantropomorfizowana informacja o trzech najważniejszych osobach – mężczyznach w życiu głównej bohaterki tej dyskografii. Cóż z tego, że ten skrót myślowy nie przypadł do gustu Brianowi jakiemuś-tam. Czy tak było w istocie, tego już nie sposób ustalić, ale podejrzewam, iż jest to tylko opowiastka dla grzecznych dzieci, które uwierzą we wszystko co im się powie. Jak sądzę był to zbyt oczywisty i zbyt łatwy rebus do odgadnięcia dla postronnych, dlatego też pomysł ten odrzucono.

Równie ważną podpowiedzią jest rysunek małego chłopca wchodzącego w środku nocy do sypialni swoich rodziców. Jak każdy projekt Thorgersona, ta propozycja zadziwia esencjonalnością przekazu. Nie jest to przypadkowy rysunek, a wiele mówiąca informacja mająca za cel główny przekazać maksimum wiedzy za pomocą minimalnego skrótu myślowego. Tak coś mi się zdaje, że pod wielce symboliczną pozą kochającej się pary kryje się cała małżeńska przeszłość głównej bohaterki dyskografii zespołu Pink Floyd. Czy była ona intensywna czy też i nie – rzecz to dyskusyjna, ale w tym wszystkim należy wziąć pod uwagę postać małego chłopca z misiem, który nadaje tej kwestii zasadniczy kontrast – i właśnie fakt owej dysproporcji nadaje temu rysunkowi cały sens.

Najważniejszym przekazem tego konkretnego projektu okładki jest ukazanie różnicy w intensywności doznań, jakie kryją się pod pojęciem ummagummy, co okaże się łatwym do stwierdzenia, jeśliby wziąć pod lupę całą przeszłość tak owej kobiety, jak i drugiej najważniejszej postaci na tym rysunku – chłopca z misiem w ręku, który antropomorfizuje, jakże by inaczej, jak nie jej lustrzane odbicie – drugą nić podwójnej helisy DNA – czyli główną (męską) postać dyskografii zespołu Led Zeppelin.

Oba te nieuznane projekty, z pozoru tak niewiele mające ze sobą wspólnego, łączy jedna idea, jeden przekaz, którego główną postacią jest bohaterka dyskografii Floydów. Tak pierwszy jak i drugi projekt okładki, nawiązują jej do przeszłości, która nie była jakoś specjalnie udana, co poprzednie płyty doskonale to uwypuklają, ale nie to jest w tym momencie najważniejsze, a to jaki związek z tym wszystkim ma oficjalnie obowiązująca okładka przedstawiająca widok elektrowni Battersea na dodatek z dziwnym balonem w kształcie świni fruwającym nad tym budynkiem. Wbrew pozorom jest w tym wszystkim sens, jest zakodowana myśl, która jest tak „perfidnie” nieuchwytna dla postronnych, ale zarazem jest i genialna w swojej prostocie.

Dekodowanie rebusu okładki płyty Animals należy zacząć od bardzo istotnej informacji z powyższego cytatu: <<<Elektrownia Battersea jest czymś tak niesamowitym, szalonym… Można przyjąć, że kominy reprezentują każdego z naszej czwórki. W takim razie cały obiekt symbolizuje zespół. Jego gwałtowną naturę, jego siłę. Ale zarazem jego upadek. Wygląda przecież trochę jak odwrócony do góry nogami stół.

Tak jak wszystkie poprzednie ilustracje płyt zespołu Pink Floyd miały w sobie ukryty przekaz, tak ten projekt należy oceniać w sposób bardziej symboliczny niż to się z pozoru wydaje. Genezy pomysłu tej okładki należałoby doszukiwać się w architekturze wszystkich najważniejszych budowli, jakie są pozostałością po najświetniejszych starożytnych kulturach i cywilizacjach, a które znamy z historii starożytnej. Wiele na ten temat pisałem w mojej książce (pod tym samym tytułem co ten blog), a co w wielkim skrócie zawrzeć można w jednym stwierdzeniu, iż owe architektoniczne pozostałości są ideogramami sylwetek męskiego i kobiecego ciała. Tak też należy spojrzeć na ten słynny już budynek elektrowni Battersea. Z perspektywy lotu ptaka personifikuje on swoim kształtem sylwetkę – ciało kobiety w nadzwyczaj niekomfortowej pozycji (leżącą na plecach – trochę jak odwrócony do góry nogami stół). I to jest (prawie) cała tajemnica okładki Animals. Prawie, ponieważ pozostaje jeszcze kwestia owego latającego nad budynkiem (leżącą na wznak kobietą, gdzie cztery kominy elektrowni w oczywisty sposób kojarzą się z czterema kończynami) balonu o kształcie świni. Jak można się domyślać jest to kolejny symbol – tym razem męskiego „ego”, że tak eufeministycznie powiem, a bardziej dosadnie, chodzi tu o męski sposób postępowania w stosunku (senso stricto) do kobiety – do walorów kobiecości.

Jak rozumieć „zwierzęcość” poszczególnych utworów tej płyty, czy też bardziej zasadnie, co, lub kto kryje, się pod symboliką tytułowych trzech zwierząt: psa, świni i owcy, tego można się już domyślać chociażby po ich wielce znamiennej ilości. Nie da się ukryć, że będzie to nawiązanie do trzech wcześniej omawianych przeze mnie płyt: piątej – Atom Heart Mother, szóstej – Meddle, i siódmej – Obscured by Clouds, ale to już temat na osobne wpisy.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Wish You Were Here – podsumowanie

9. Wish You Were Here

1. Shine On You Crazy Diamond (I-V) – czyli „brodaty” mężczyzna

2. Welcome to the Machine – czyli winda

3. Have a Cigar – czyli „cygaro zwycięstwa”

4. Wish You Were Here – czyli libretto IV symfonii Czajkowskiego

5. Shine On You Crazy Diamond (VI-IX) – czyli „nikt nie wie gdzie jesteś ”

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Shine On You Crazy Diamond (VI-IX) – czyli „nikt nie wie gdzie jesteś”

5. Shine On You Crazy Diamond (VI-IX)

Nobody knows where You are,
How near or how far.
Shine on You Crazy Diamond.
Pile on many more layers,
And I’ll be joining you there.
Shine on You crazy Diamond.
And we’ll bask in the shadow of yesterday’s triumph,
Sail on the steel breeze.
Come on You Boy Child, you Winner and Loser,
Come on You Miner for truth and delusion, and shine!

Shine On You Crazy Diamond (VI-IX)

Nikt nie wie gdzie jesteś –
Jak daleko lub jak blisko
Lśnij, Szalony Diamencie
Kłamcy się nawarstwiają,
Ale będę zawsze przy Tobie
Lśnij, Szalony Diamencie
Będziemy się wygrzewać w cieniu
Wczorajszego triumfu
Żeglować na stalowej bryzie…
Dalej, Młodzieńcze,
Zwycięzco i Przegrany,
Dalej, Poszukiwaczu prawdy i złudzenia, zabłyśnij!

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,shine_on_you_crazy_diamond__partie_vi___ix_.html

No i finał płyty – oczekiwanie. Tekst utworu wszystko wyjaśnia.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Wish You Were Here – czyli libretto IV symfonii Czajkowskiego

4. Wish You Were Here

So, so you think you can tell
Heaven from Hell,
Blue skies from pain.
Can you tell a green field
From a cold steel rail?
A smile from a veil?
Do you think you can tell?

Did they get you to trade
Your heroes for ghosts?
Hot ashes for trees?
Hot air for a cool breeze?
Cold comfort for change?
Did you exchange
A walk on part in the war,
For a lead role in a cage?

How I wish, how I wish you were here.
We’re just two lost souls
Swimming in a fish bowl,
Year after year,
Running over the same old ground.
What have we found
The same old fears.
Wish you were here.

Wish You Were Here

A więc sądzisz że potrafisz odróżnić
Niebo od piekła,
Błękit nieba od bólu.
Odróżniłbyś zieleń pól
Od zimna stalowej szyny?
Uśmiech od welonu?
Sądzisz że potrafisz?

Czy przekonali cię byś wymienił
Swych bohaterów na duchy?
Gorące popioły na drzewa?
Ciepłe powietrze na chłodną bryzę?
Komfort zimna dla zmiany.
Czy zamieniłeś
Swój udział w wojnie
Na główną rolę w klatce?

Jak bym chciał, jak bym chciał żebyś tu był.
Jesteśmy tylko dwiema zagubionymi duszami
Płynącymi przez okrągłą kule
Rok po roku
Biegnąc po tej samej starej ziemi
I cóż żeśmy odnaleźli?
Te same stare lęki.
Chciałbym żebyś tu był.

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,wish_you_were_here.html

Poprzednie utwory zamieszczone na tej płycie dotyczyły różnych kwestii, ale zawsze głównym ich podmiotem była, jest osoba „brodatego mężczyzny”. Sprawa jego oceny czy przyszłości są ważne, ale sądzę, że dla niego równie istotne, jeśli nie najważniejsze są problemy związane z jego osobistymi przeżyciami. Nie będzie żadnym odkryciem jeśli powiem, iż chodzi tu o istotę jego losu jakim jest jego raczej niezbyt szczęśliwa przeszłość. Wszystko to znalazło swoje odzwierciedlenie w poprzednich wpisach dotyczących dyskografii obu lustrzanych zespołów Led Zeppelin i Pink Floyd.

Utwór Wish You Were Here jest kwintesencją jego egzystencjonalnych i osobistych „kłopotów”, a zarazem następnym etapem w jego życiu, kiedy to po okresie ponownego spotkania z osobą, która kryje się w symbolice podwójnej helisy DNA, nastąpił czas refleksji i zadumy nad własnym losem – ciążącym nad nim fatum. Tekst utworu zespołu Pink Floyd jest oczywisty, ale tą przysłowiową nicią Ariadny wiodącą do wyjścia z labiryntu „mniemań” jest jego muzyczna strona. Poniższy cytat wiele wyjaśnia.

<<<In the original album version, the song segues from „Have a Cigar” as if a radio had been tuned away from one station, through several others (including a radio play and one playing the opening of the finale movement of Tchaikowsky’s Fourth Symhony), and finally to a new station where „Wish You Were Here” is beginning. The radio was recorded from Gilmour’s car radio. He performed the intro on a twelve-string guitar, processed to sound like it was playing through an AM radio, and then overdubbed a fuller-sounding acoustic guitar solo. This passage was mixed to sound as though a guitarist were listening to the radio and playing along. As the acoustic part becomes more complex, the ‚radio broadcast’ fades away and Gilmour’s voice enters, becoming joined by the full band.

<<<W oryginalnej wersji albumu, piosenka segues od „Have a Cigar” jakby radio zostało dostrojone od jednej stacji, za pośrednictwem kilku innych (w tym słuchowiska i jeden gra na otwarcie finału przepływ Czajkowski IV Symfonia), a na końcu do nowej stacji, w której „Wish You Were Here” zaczyna się. Radio zostało nagrane z radia samochodowego Gilmour. Wykonał intro na dwunasto-strunowej gitarze, przetwarzanej tak, jakby grał w radiu AM, a następnie overdubbed gitara akustyczna pełniejsza. Ten fragment był zmieszany z brzmieniem jakby gitarzysta słuchał radia i bawił się. Gdy część akustyczna staje się bardziej złożona, „radio broadcast” gasnie i głos Gilmour wchodzi, łącząc się z pełnym zespołem.

Libretto IV symfonii Piotra Czajkowskiego w znakomity sposób oddaje wszystko to co jest treścią obu dyskografii zespołów Led Zeppelin i Pink Floyd, których głównym motywem jest ponowne spotkanie. Wczytując się w poniżej zamieszczony cytat, można na zasadzie porównania wyszczególnić wszystkie najistotniejsze momenty z życia „brodatego mężczyzny”. Wniosek jest oczywisty. Cała twórczość tak Foydów jak i Zeppelinów była podporządkowana jednemu celowi, by za pomocą muzycznych utworów, o okładkach nie wspominając, przekazać zakodowaną wiedzę o osobach, które mają, będą mieć, niebagatelny wpływ na przyszłe wydarzenia, by zarazem tym sposobem dać świadectwo tego, że są wartości ponadczasowe w życiu każdego człowieka i nigdy nie można wątpić w sens egzogenicznego imperatywu.

<<<IV Symfonię f-moll zadedykował Czajkowski „memu najlepszemu przyjacielowi” – Nadieżdzie von Meck. Jej też w jednym z listów ujawnił program symfonii, o którym wcześniej ogólnikowo wspomniał Taniejewowi: „Symfonia moja naturalnie jest programowa, ale program ten jest taki, że wypowiedzieć go słowami nie sposób. (…) W istocie moja symfonia jest naśladowaniem piątej Beethovena; to znaczy – naśladowałem nie jego myśli muzyczne, ale zasadnicze idee”. Tymczasem, program nakreślony pani von Meck wskazuje na niezwyciężone fatum ciążące nad człowiekiem, które nie pozwala mu cieszyć się szczęściem (cz.1). Część druga wyrażać ma „fazę tęsknoty, owo melancholijne uczucie, które ogrania cię wieczorem, gdy siedzisz sam”, natomiast „kapryśne arabeski, nieuchwytne obrazy, które przemykają w wyobraźni, (…) chaotyczne obrazy, które przemykają w głowie, gdy zasypiasz” są treścią części trzeciej. Finał obrazuje święto ludowe, pełne radości i zabawy, przerwanej jednak przez powracające, nie dające się uciszyć fatum.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Czajkowski

Jak sądzę poniższe porównanie jest na tyle przekonywujące, iż nie muszę tego jakoś specjalnie tłumaczyć.

Led Zeppelin (IV, Houses of the Holy) / libretto IV Symfonii Czajkowskiego

1. Black Dog – czyli rok 1978. / niezwyciężone fatum ciążące nad człowiekiem, które nie pozwala mu cieszyć się szczęściem (cz.1)

2. Rock and Roll – czyli lata 1979 – 1999

3. The Battle of Evermore – czyli lata 1999 – 2004

4. Misty Mountain Hop – czyli lata 2004 – 2005, Four Sticks – czyli lata 1998, 2006 – 2008

5. Going to California – czyli rok 2009, When the Levee Breaks – czyl lata 2010 – 2015 / część druga wyrażać ma „fazę tęsknoty, owo melancholijne uczucie, które ogrania cię wieczorem, gdy siedzisz sam”

6. The Song Remains the Same – czyli rok 2016 (początek roku) / chaotyczne obrazy, które przemykają w głowie, gdy zasypiasz” są treścią części trzeciej

7. Over the Hills and Far Away – czyli rok 2016 (lato)

8. The Crunge – czyli rok 2016 (jesień)

9. Dancing Days – czyli rok 2017 (zima) czyli Koło życia / finał obrazuje święto ludowe, pełne radości i zabawy,

10. D’yer Mak’er – czyli rok 2017 (zima) – „yod coalescence” – palatalizacja spółgłosek

11. No Quarter – czyli rok 2017 (zima) – Autobiografia / przerwanej jednak przez powracające, nie dające się uciszyć fatum.

12. The Ocean – czyli rok 2017 (zima) Telefon

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Have a Cigar – czyli „cygaro zwycięstwa”

3. Have a Cigar

Come in here dear boy have a cigar you’re gonna go far,
You’re gonna fly high, you’re never gonna die,
You’re gonna make it if you try, they’re gonna love you.
Well I’ve always had a deep respect and I mean that most sincerely,
The band is just fantastic that is really what I think,
Oh by the way, which one’s Pink?
And did we tell you the name of the game, boy,
We call it „Riding the gravy train”.
We’re just knocked out, we heard about the sell out,
You’ve gotta get an album out, you owe it to the people,
We’re so happy we can hardly count.
Everybody else is just green, have you seen the chart?
It’s a hell of a start, it could be made into a monster,
If we all pull together as a team.
And did we tell you the name of the game, boy,
We call it „Riding the gravy train”.

Poczęstuj Się Cygarem

Podejdź tu, drogi chłopcze, poczęstuj się cygarem
Daleko zajdziesz, wysoko się wzniesiesz
Będziesz nieśmiertelny
Uda ci się, jeśli tylko się przyłożysz;
Będą tobą zachwyceni
Zawsze nosiłem w sobie głęboki szacunek
Mówię to zupełnie szczerze
Kapela jest po prostu świetna
Naprawdę tak myślę
A tak przy okazji – który z was ma na imię Pink?
A mówiliśmy ci, chłopcze, jak się nazywa ta gra?
Nazywamy ją łatwym zyskiem
Jesteśmy zachwyceni
Słyszeliśmy o tym, jak wyczyścili półki sklepowe
Musisz wydać nowy album, jesteś im to winien
Jesteśmy tak szczęśliwi, że nie możemy wręcz się doliczyć
Cała reszta po prostu zzieleniała,
Sam widziałeś notowania
Niezły początek
Zrobimy z tego prawdziwe monstrum
Musimy tylko współpracować jak drużyna
Aha, czy mówiliśmy ci, chłopcze, jak się nazywa ta gra?
Nazywamy ją łatwym zyskiem

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,have_a_cigar.html

Ten, jak i następne utwory to sprawa przyszłości, która kiedyś nastąpi. Kiedy, a któż to wie, jedno jest pewne, będzie to raczej pozytywny finał całej tej „przygody”, której głównym podmiotem jest mężczyzna znany z dyskografii zespołu Led Zeppelin – alter ego brodatego mężczyzny z „plate 67” zamieszczonego w manuskrypcie „The Lost Book of Nostradamus”. Tytułowe Cygaro jest raczej symboliczne, a symbolika jego zawiera się w jednym określeniu – chodzi tu o „cygaro zwycięstwa”, które najlepiej smakuje właśnie po jakimś spektakularnym sukcesie. Bardzo dobrym przykładem takiego zwycięskiego gestu jest na przykład scena z filmu Rolanda Emmericha – Dzień Niepodległości (Independence Day), z aktorem Willem Smithem w roli głównej.

<<<”Have a Cigar” is the third track on Pink Floyd’s album Wish You Were Here. It follows „Welcome to the Machine” and on the original LP opened side two. In some markets, the song was issued as a single. English folk singer Roy Harper provided lead vocals on the song. It was one of only two Pink Floyd recordings to feature guest lead vocals, the other being „The Great Gig in the Sky” with Clare Torry, though the latter piece featured nolyrics.

<<<„”Have a Cigar” to trzeci utwór na albumie Pink Floyd w 1975 roku Which Tou Were Here. Wynika to z „Witamy w Machinie” i na oryginalnym LP otwartym boku. Na niektórych rynkach utwór został wydany jako singiel. Angielski piosenkarz folkowy Roy Harper poprowadził wokal wokalisty. Było to jedno z dwóch nagrań Pink Floyd, w której gościnnie występował gościnnie wokalista, a druga – „Wielki gigant na niebie” z Clare Tory, choć ostatni utwór nie zawierał żadnych tekstów.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Have_a_Cigar

Wokal Roya Harpera oczywiście nie jest przypadkowy. Wiele „mętnej wody” w swoich wywiadach wylali członkowie zespoły by jakoś wytłumaczyć jego obecność w tym utworze. Nawet powtarzać szkoda. Zarówno wokal Clare Tory wykonywany w utworze Wielki gigant na niebie jak i ten Roya Harpera, należy pojmować jako przejaw, czy też raczej „głos” transcendentalnego „bytu”, który ma niebagatelny wpływ i udział w czymś, co można określić jako przejaw inteligencji.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Welcome to the Machine – czyli winda

2. Welcome to the Machine

Welcome my son,
Welcome to the machine.
Where have you been?
It’s all right, we know where you’ve been.
You’ve been in the pipe line filling in time,
Provided with toys and scouting for boys.
You bought a guitar to punish you ma,
And you didn’t like school,
And you know you’re nobody’s fool.
So welcome to the machine.
Welcome my son,
Welcome to the machine.
What did you dream?
It’s all right, we told you what to dream.
You dreamed of a big star.
He played a mean guitar.
He always ate in the steak bar,
He loved to drive in his Jaguar.
So welcome to the machine.

Witaj w maszynie

Witaj mój synu,
Witaj w maszynie,
Gdzie byłeś?
Wszyskto w porządku, my wiemy, gdzie byłeś
Czekałeś zabijając czas
Miałeś zapewnione zabawki i skauting dla chłopców
Kupiłeś gitarę na złość mamie
I nie lubiłeś szkoły
I wiesz, że nie jesteś głupi
Więc witaj w machinie

Witaj mój synu
Witaj w maszynie
O czym marzyłeś?
W porządku, powiedzieliśmy ci o czym marzyć.
Śniłeś o wielkim gwiazdorze
Grał na obłędnej gitarze
Zawsze jadł w barze ze stekami
Kochał jeździć swoim jaguarem
Więc witaj w maszynie

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,welcome_to_the_machine__waters_.html

Ilustracja z okładki płyty Wish You Were Here przedstawia dwóch ludzi, którzy witając się, podają sobie dłoń. Wszystkie pozostałe fotografie, wraz z logo dwóch „mechanicznych” dłoni naklejonym na czarnej folii, kodują informacje o spotkaniu – tym w skali makro, natomiast ten utwór rozpatruje podobnego rodzaju spotkanie, ale jest (będzie) ono już raczej bardziej osobistego autoramentu i z tego też powodu zbyt wiele na ten temat nie da się więcej powiedzieć. Zwraca uwagę ostatni fragment utworu – począwszy od 6:35 minuty, który kojarzy mi się z windą wynoszącą głównego bohatera tego wirtualnego spotkania do góry – do miejsca spotkania z gronem czekających na niego ludzi.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Shine On You Crazy Diamond (I-V) – czyli „brodaty” mężczyzna

9. Wish You Were Here

1. Shine On You Crazy Diamond (I-V)

Remember when you were young, you shone like the sun.
Shine on you crazy diamond.
Now there’s a look in your eyes, like black holes in the sky.
Shine on you crazy diamond.
You were caught in the cross fire of childhood and stardom.
Blown on the steel breeze.
Come on you target for faraway laughter.
Come on you stranger, you legend, you martyr, and shine!

You reached for the secret too soon, you cried for the moon.
Shine on you crazy diamond.
Threatened by shadows at night, and exposed in the light.
Shine on you crazy diamond.
Well you wore out your welcome with random precision.
Rode on the steel breeze.
Come on you raver, you seer of visions.
Come on you painter, you piper, you prisoner, and shine!

Shine On You Crazy Diamond (I-V)

Pamiętasz – gdy byłeś młody jaśniałeś jak słońce
Lśnij, Szalony Diamencie
A teraz spojrzenie Twych oczu, jak czarne dziury na niebie
Lśnij, Szalony Diamencie !
Dostałeś się w krzyżowy ogień dzieciństwa i sławy
Przywiany stalową bryzą
Dalej – Obiekcie kpin, dalej
Przybyszu, Legendo, Męczenniku, świeć

Zbyt wcześnie sięgnąłeś po tajemnicę
Pragnąłeś niemożliwego
Lśnij, Szalony Diamencie !
Nocą zagrożony przez cienie, obnażony za dnia
Lśnij, Szalony Diamencie !
Nadużyłeś gościnności z przypadkową precyzją
Niesiony stalową bryzą
Dalej, Obłąkańcu, Wizjonerze
Dalej Malarzu, Kobziarzu, Więźniu …świeć !

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,shine_on_you_crazy_diamond__partie_i__8212__v_.html

Powszechnie uważa się, że utwór Shine On You Crazy Diamond poświęcony jest – Sydowi Barrettowi. Na ten temat pisałem już w poprzednim wpisie i mogę tylko powtórzyć, iż jest to niestety bardzo mało prawdopodobne – łagodnie mówiąc. Kolejnym argumentem potwierdzającym mój sceptycyzm jest wyjątkowo słaba pamięć członków zespołu o tym potencjalnym spotkaniu.

<<<One day during recording, Barrett (now heavyset, with a completely shaved head and eyebrows) wandered into the studio (although Mason has since stated that he is not entirely certain whether „Shine On You Crazy Diamond” was the particular work being recorded when Barrett was there). Because of his drastically changed appearance, the band did not recognize him for some time. When they eventually determined the withdrawn man in the corner was Barrett, Roger Waters allegedly became so distressed about his appearance he was reduced to tears.

<<<Pewnego dnia podczas nagrywania, Barrett (teraz heavyset, z całkowicie zgolonymi głową i brwiami) zbliżył się do studia (chociaż Mason stwierdził, że nie jest w pełni pewien, czy „Shine On You Crazy Diamond” był konkretną pracą nagrywaną, gdy Barrett był tam). Ze względu na swój radykalnie zmieniony wygląd, zespół nie rozpoznał go przez jakiś czas. Kiedy ostatecznie ustalono, że wycofany człowiek w rogu był Barrett, Roger Waters rzekomo stało się tak zdenerwowany jego wyobrażeniem, że był spłoszony do łez.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Shine_On_You_Crazy_Diamond

Bardzo istotnym wyróżnikiem aktualnie omawianego utworu jest szalony śmiech – jakoby ich „szalonego” kolegi, a przecież na poprzedniej płycie w utworach Speak to me oraz Brain Domage słychać podobny – szalony śmiech. Czyżby więc i tamta płyta poświęcona była Sydowi? Jak sami członkowie zespołu twierdzą nie kontaktowali się z nim od wielu lat, a na dodatek, co bardzo symptomatyczne, po tym hipotetycznym spotkaniu bardzo szybko o nim zapomnieli.

Nie mam zamiaru dalej kontynuować tego maratonu domysłów i rzekomych dowodów czegoś, co i tak zupełnie nie miało znaczenia dla zespołu i utworów z tej płyty, ponieważ nie Sydowi były one zadedykowane, ale zupełnie komu innemu. Cała poprzednia płyta jest dowodem na to, iż w zamyśle twórców suity Shine On You Crazy Diamond nie chodziło o byłego członka ich zespołu.

Przy okazji dekodowania utworu Speak to me – zamieszczonego na poprzedniej płycie zespołu Pink Floyd: Dark Side of the Moon – zamieściłem myśl o postaci narratora, czy też bardziej zasadnie podmiotu lirycznego całej tej płyty, (w tle efektów dźwiękowych słychać głos Nicka Masona), a jest nim mężczyzna, którego na swojej drodze po raz wtóry spotkała główna bohaterka całej ich dyskografii.

I dalej: Najważniejszym wyróżnikiem całej mojej interpretacji Floydów jest informacja, że wszystkie ich utwory z kolejnych płyt układają się w jedną chronologiczną całość. Jeśli zatem cały przebieg życia kobiety ma swoje odzwierciedlenie w poszczególnych płytach zespołu, to logicznym jest, że teraz przychodzi czas na zaprezentowanie losów jej „interlokutora”. Nie jest zapewne zagadką, iż tym nowym etapem w jej życiu jest (będzie), wcześniej wspominany w dyskografii zespołu Led Zeppelin – „brodaty” mężczyzna. Myślę, że wiedza na temat tego kim jest ten mężczyzna nie jest już żadną tajemnicą.

Jeśli chodzi o sam utwór Shine On You Crazy Diamond, to jest on na tyle zrozumiały, iż nie muszę go jakoś specjalnie interpretować.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Wish You Were Here – okładka płyty

Tradycyjnie już omówienie płyty zaczynam od okładki i ponownie przychodzi mi wyrazić swój „entuzjazm” nad geniuszem tych, którzy zakodowali w jej szacie graficznej tyle, dotychczas „niedostępnej” postronnym, a przecież tak łatwej (już teraz) do wydedukowania, wiedzy. By cokolwiek na ten temat powiedzieć, należy zapoznać się z tym co na ten temat do tej pory „oficjalnie” wiadomo.

<<<Wish You Were Here was sold in one of the more elaborate packages to accompany a Pink Floyd album. Storm Thorgerson had accompanied the band on their 1974 tour, and had given serious thought to the meaning of the lyrics, eventually deciding that the songs were, in general, concerned with „unfulfilled presence”, rather than Barrett’s illness. This theme of absence was reflected in the ideas produced by his long hours spent brainstorming with the band. Thorgerson had noted that Roxy Music’s Country Life was sold in an opaque green cellophane sleeve – censoring the cover image – and he copied the idea, concealing the artwork for Wish You Were Here in a black-coloured shrink-wrap (therefore making the album art „absent”). The concept behind „Welcome to the Machine” and „Have a Cigar” suggested the use of a handshake (an often empty gesture), and George Hardie designed a sticker containing the album’s logo of two mechanical hands engaged in a handshake, to be placed on the opaque sleeve (the mechanical handshake logo would also appear on the labels of the vinyl album this time in a black and blue background). The album’s cover images were photographed by Aubrey ‚Po’ Powell, Storm’s partner at the Pink Floyd design studio Hipgnosis and was inspired by the idea that people tend to conceal their true feelings, for fear of „getting burned”, and thus two businessmen were pictured shaking hands, one man on fire. […]

The album’s back cover depicts a faceless „Floyd salesman”, in Thorgerson’s words, „selling his soul” in the desert (shot in the Yuma Desert in California again by Aubrey ‚ Po ‚ Powell). The absence of wrists and ankles signifies his presence as an „empty suit”. The inner sleeve shows a veil concealing a nude woman in a windswept Norfolk grove, and a splash-less diver at Mono Lake – titled Monosee (the German translation of Mono Lake) on the liner notes – in California (again emphasising the theme of absence).

<<<Wish You Were Here był sprzedawany w jednym z bardziej wyszukanych opakowań, które towarzyszyły albumowi Pink Floyd. Storm Thorgerson towarzyszył zespołowi podczas ich trasy koncertowej w 1974 roku i poważnie zastanawiał się nad znaczeniem tekstów, decydując się w końcu, że chodzi o „niespełnioną obecność”, a nie o chorobę Barretta.

Ten motyw nieobecności znalazło odzwierciedlenie w ideach produkowanych przez jego długich godzin spędzonych mózgów z zespołem. Thorgerson zauważył, że Roxy Music’s Country Life został sprzedany w nieprzezroczystej zielonej rękawie celofan – cenzurowania okładkę – a on skopiował pomysł, ukrywając grafikę do Wish You Were Here czarnym kolorze termokurczliwą (co powoduje, że album jest „nieobecny”) Koncepcja „Witamy w Maszynie” i „Have a Cigar” zasugerowała użycie uścisku dłoni (często pustego gestu), a George Hardie zaprojektował naklejkę zawierającą logo albumu dwóch mechanicznych rąk, które miały być uzgadniane na mechanicznym klamrze (na etykietach albumu winylowego pojawiły się także czarno-niebieskie tło). Obrazy okładek albumu zostały sfotografowane przez Aubrey ‚Po’ Powell, partnera Storma w hipodozowym studiu projektowym Pink Floyd i zainspirowało się tym, że ludzie mają tendencję do ukrywania swoich prawdziwych uczuć, z obawy przed „spaleniem”, a tym samym dwóch przedsiębiorców na zdjęciu drżenie rąk, jeden człowiek w ogniu. […]

Na tylnej okładce albumu widać bezgranicznego „Floyda sprzedawcy”, w słowach Thorgersona, „sprzedając duszę” na pustyni (strzał w rejonie pustyni Yuma w Kalifornii ponownie przez Aubrey ‚Po’ Powell). Brak nadgarstków i kostek oznacza jego obecność jako „pusty garnitur”. Wewnętrzna tuleja pokazuje zasłonę ukrywającą nagą kobietę w wietrzonym gaju oliwnym Norfolk i nurek bezbarwny na jeziorze Mono – Monosee (niemieckie tłumaczenie Mono Lake) na notatkach – w Kalifornii (ponownie podkreślając temat nieobecności).

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here_(Pink_Floyd_album)

Tyle w tej okładce informacji, że sam nie wiem od czego zacząć, ale jak sądzę najważniejszym jej elementem jest logo albumu – dwóch „mechanicznych” rąk na tle czterech żywiołów: wody, ognia, ziemi i powietrza. W tym jednym graficznym rebusie zawiera się tak ogromny potencjał „ukrytej” wiedzy, iż musiałbym na jego ponowne wytłumaczenie poświęcić kilka kolejnych wpisów. Piszę ponownie z pełną świadomością, albowiem „podprogowa” wiedza, jaka zawarta jest w tych czterech żywiołach stanowi temat przewodni książki, której jestem autorem, (o takim samym co ten blog tytule), ale także jest głównym elementem zaszyfrowanej wiedzy, którą (w swojej twórczości) przekazał potomnym zespół Led Zeppelin. O tym, iż jest to zespół muzyczny, w pewnym sensie bliźniaczo – lustrzany do Pink Floyd, wielokrotnie już argumentowałem, jednakże to co w tym momencie jest najistotniejszym problemem, to owe logo z aktualnie omawianej płyty.

I tak zacznijmy od tego, że logo to w swojej formie i treści jest tożsame z tym wszystkim co koduje sobą Zeppelinowski symbol ZOSO – cztery żywioły, które uzupełnia piaty symbol Sandy Denny – czyli kwintesencja. Wszystkiego tego co te symbole znaczą można się dowiedzieć w podanym poniżej linku do dyskografii tego bliźniaczego zespołu – konkretnie czwartej ich płyty. (link)- http://gloriaolivae.pl/?page_id=77

Przyrównując wtedy symbol Sandy Danny do Jerozolimy – duchowej stolicy trzech religii monoteistycznych chodziło mi w głównej mierze o graficzne podobieństwo obu zamieszczonych w tam ideogramów, jednak de facto chodziło w nich o symbol zjednoczenia – spotkania – wspólnych korzeni, tych religii. Jaki to ma związek z Floydowskim logo? Otóż ma i to kardynalne. Na zasadzie podobieństwa można założyć, iż jego twórcom (Storm Thorgerson i studio graficzne Hipgnosis) chodziło o podkreślenie – uwznioślenie faktu spotkania (podane sobie dłonie), ale to spotkanie miało mieć daleko bardziej ponadczasowe znaczenie niż to się może z pozoru wydawać. Sądzę, że moje poprzednie wpisy to zagadnienie wyczerpująco wyjaśniły, że będzie to spotkanie, przywitanie się dwóch światów – tego które było, z tym które aktualnie jest, i nie chodzi tu bynajmniej o jakieś głupoty, jakie trawią umysły różnych poszukiwaczy światów pozaziemskich (UFO i inne takie niedorzeczności), ale raczej o najzupełniej „egzystencjonalne” byty, z których jeden był, a drugi jest, i oba kiedyś się spotkają. W skali mikro niebawem każdy z nas za kilka – kilkadziesiąt lat) trafi do miejsca owego spotkania, a w skali makro będzie to spotkanie po „ciemnej stronie księżyca” – całych cykli wszechświata.

Tak a propos, to witające się dłonie z logo okładki płyty Wish You Were Here, moim zdaniem personifikują owe dwa „światy”. Ten, który był – przedstawiony jest za pomocą ideogramu mechanicznej – automatycznej ręki robota, natomiast ten, w którym aktualnie my jesteśmy, antropomorfizuje podobna ręka, z tym że, moim zdaniem, jej faktura ma inne tworzywo. Jak sądzę, może tu chodzić raczej o fakt, iż człowiek w gruncie rzeczy jest najwyższą – najdoskonalszą formą Ewolucji i z tego też powodu powszechnie uznaje się, że stoi na czele całego Królestwa zwierząt, co skutkować może (moim) skojarzeniem, iż stoi on niczym pomnik na cokole, ponad otaczającą go przestrzenią. Kształt owej ręki przywodzi mi na myśl, iż jest ona „zbudowana z takich betonowych, czy marmurowych (to nieistotne) elementów, takich samych z jakich budowane są (niektóre) pomniki. To tyle jeśli chodzi o skojarzenia, może poprawne, może nie, ale mimo wszystko to logo ma takie samo przesłanie jak piąty element z dyskografii zespołu Led Zeppelin – co w ogólniejszym znaczeniu odnosi się do kwintesencji – eteru.

Potwierdzeniem tych moich wywodów jest fakt zamknięcia, umieszczenia płyty w czarnym termokurczliwym celofanowym (foliowym) opakowaniu, co jak sądzę symbolizować miało „ciemną stronę księżyca” czyli czas „niebytu”, w którym to czasie już nie było i jeszcze nie było Ewolucji – czas po kolapsie wszechświata i ponownym wielkim wybuchu. Zresztą nawet sam twórca koncepcji okładki Storm Thorgerson nie krył się z tym, że album jest „nieobecny” (therefore making the album art „absent”).

I jeszcze jedna kwestia z tym związana – choroba Barretta i jego rzekoma obecność podczas nagrywania płyty przez zespół. Nie wiem czy śmiać się czy płakać nad naiwnością odbiorców tej smutnej opowiastki, ale wszystko na to wskazuje, że to tylko „nieprzypadkowy” zbieg okoliczności, że Syd był akurat wtedy w tym miejscu, a może to tylko zręczny manewr mający za zadanie wytłumaczyć komu dedykowany jest główny utwór na tej płycie: Shine On You Crazy Diamond. Jeśli chodzi o sam utwór to temu problemowi poświęcę osobny wpis, w tym momencie ważniejszą sprawą jest opinia Storma Thorgersona, dzięki której można dojść do rozwikłania kolejnego piramidalnego absurdu. Storm Thorgerson towarzyszył zespołowi podczas ich trasy koncertowej w 1974 roku i poważnie zastanawiał się nad znaczeniem tekstów, decydując się w końcu, że chodzi o „niespełnioną obecność”, a nie o chorobę Barretta.

Jak to możliwe by członkowie zespołu od pięciu lat nie kontaktowali się z Barrettem, zupełnie nie interesowali się jego losem – nic nie wiedzieli o jego wyglądzie, chorobie i nałogach, i nagle tak ich wzięło na wspomnienia, że poświecili mu najważniejszy utwór na płycie, a nawet dwa jak chcą różni „znawcy” tematu zespołu Pink Floyd (Wish You Were Here). Jeśli nawet tak było (co wykluczam) to dlaczego nigdy późnej z nim się nie skontaktowali? Tak bardzo im zapadł w pamięć i tak go szanowali, że „poświęcili” mu dwa utwory, a nie było ich stać na pomoc człowiekowi, który kiedyś był ich kolegą. Kilka tygodni pracy nad utworami jest dość dużym wysiłkiem artystycznym, przy którym musieliby wspominać swojego kolegę, a jakoś w pamiętnikach członków zespołu o tym „fakcie” raczej cicho. Owszem, „wspomnienia” są, ale dopiero po niespodziewanej wizycie.

Po sukcesie finansowym ostatniej ich płyty mogliby sobie pozwolić na „dożywotnią” pomoc byłemu członkowi zespołu, ale tego nie uczynili, bo tak naprawdę jego los, raczej ponury, oprócz „łezki” nic ich nie obchodził. Z tego też można wyciągnąć wniosek, iż sprawa wizyty Syda podczas nagrywania utworów do płyty jest tak grubymi nićmi szyta, że pęka w szwach już przy pierwszym porządnym potrząśnięciu. Opinia Thorgersona w tej kwestii „niestety” tylko potwierdza mój sceptycyzm. Pośrednim dowodem tej „mistyfikacji” są wspomnienia Gilmoura, który w wywiadzie radiowym w 2006 roku stwierdził, iż nie rozmawiał z Barrettem od 1975 roku. Pozostali członkowie również z nim się nie widzieli aż do dnia jego śmierci.

<<<Według książki Saucerful of Secrets: The Pink Floyd Odyssey, Syd Barrett pojawił się w studiu w środku sesji nagraniowej. Było to 5 czerwca 1975 roku, właśnie nagrywane były chórki do „Shine On You Crazy Diamond”. Był to także dzień ślubu Davida Gimoura z jego pierwszą żoną, Ginger. Barrett przybył do studia niezapowiedzianie, a przytył tak, że niektórzy go nie rozpoznali. Był także całkowicie ogolony, łącznie z brwiami (aluzja do tego miała miejsce w The Wall). Jerry Shirley wziął go za członka sekty Hare Krishna. Reszta była bliska płaczu: Waters wyznał później, że uronił łzy. Zagrali dla niego jakiś utwór (Mason powiedział, że nie pamięta jaki, jednak wspomina że mogło to być „Shine On You Crazy Diamond”). Kiedy skończyli, Syd siedział bez ruchu. Kiedy ktoś zaproponował, żeby zagrali to ponownie, Barrett zapytał jaki jest sens w graniu ponownie tego, co przed chwilą słyszeli. Zagrali mu również „Wish You Were Here” i zapytali, co o tym sądzi, na co odparł: „Brzmi trochę staro”. Zapytał jednocześnie, czy jest coś, co mógłby dla nich zrobić i oświadczył, że jeśli będzie potrzebny, jest pod ręką. Później tego samego dnia Phil Taylor, jeden z techników zespołu, widział Syda szukającego kogoś, kto podwiózłby go do domu. Unikając niezręcznej sytuacji, Taylor, by pozostać niezauważonym, schylił się w swoim samochodzie, gdy Syd przechodził obok. Nie wiadomo jak Barrett wrócił do domu. Przed tym wydarzeniem nie był widziany przez członków zespołu od 5 lat, nie był też widziany po tym wydarzeniu. Aby upamiętnić tę wizytę, Rick Wright cicho i delikatnie zagrał refren utworu „See Emily Play” w końcowych sekundach albumu.

W czerwcu 2006 w wywiadzie dla nowojorskiej stacji radiowej, krótko przed śmiercią Barretta, Gilmour wspomniał, że nie rozmawiał z nim od 1975 roku.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here

Całe to „nieporozumienie” definitywnie kończą słowa Rogera Watersa.

<<<I’m very sad about Syd. Of course he was important and the band would never have fucking started without him because he was writing all the material. It couldn’t have happened without him but on the other hand it couldn’t have gone on with him. „Shine On” is not really about Syd—he’s just a symbol for all the extremes of absence some people have to indulge in because it’s the only way they can cope with how fucking sad it is, modern life, to withdraw completely. I found that terribly sad.

<<<Bardzo się cieszę z Syd. Oczywiście był ważny i zespół nigdy by nie zaczął się bez niego, ponieważ pisał cały materiał. Nie mogłoby się wydarzyć bez niego, ale z drugiej strony nie mogło się z nim pogodzić. Shine On” naprawdę nie dotyczy Syd – jest tylko symbolem wszystkich skrajności nieobecności, z których niektórzy muszą się poświęcić, ponieważ jest to jedyny sposób, w jaki mogą poradzić sobie z tym, jak cholernie smutne jest życie współczesne, aby całkowicie wycofać się. Znalazłem to strasznie smutne.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here_(Pink_Floyd_album)

Zatem to nie Sydowi Barettowi poświęcone są powyżej wspomniane dwa utwory. Komu? O tym już przy okazji kolejnych wpisów. Nie są to wszystkie ciekawe elementy składowe okładki.

<<<The album’s cover images were photographed by Aubrey ‚Po’ Powell, Storm’s partner at the Pink Floyd design studio Hipgnosis and was inspired by the idea that people tend to conceal their true feelings, for fear of „getting burned”, and thus two businessmen were pictured shaking hands, one man on fire. […] Two stuntmen were used (Ronnie Rondell and Danny Rogers), one dressed in a fire-retardant suit covered by a business suit. His head was protected by a hood, underneath a wig. The photograph was taken at the Warner Bros. studios in Los Angeles.

<<<Obrazy okładek albumu zostały sfotografowane przez Aubrey ‚Po’ Powell, partnera Storma w hipodozowym studiu projektowym Pink Floyd i zainspirowało się tym, że ludzie mają tendencję do ukrywania swoich prawdziwych uczuć, z obawy przed „spaleniem”, a tym samym dwóch przedsiębiorców na zdjęciu drżenie rąk, jeden człowiek w ogniu. […] Wykorzystano dwóch kaskaczy (Ronnie Rondell i Danny Rogers), jeden ubrany w garnitur ognioodporny objęty garniturem biznesowym. Głowa była osłonięta kapturem pod peruką. Zdjęcie zostało zrobione w studiach Warner Bros w Los Angeles.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here_(Pink_Floyd_album)

Ilustracja z okładki płyty Wish You Were Here, która przedstawia dwóch ludzi, którzy witając się, podają sobie dłoń jest powtórzeniem tego wszystkiego co koduje sobą logo dwóch „mechanicznych” rąk na tle czterech żywiołów: wody, ognia, ziemi i powietrza. Jak widać, jedna z tych postaci płonie – kiedyś w wyniku poprzedniego kolapsu, poprzednie życie spłonęło, natomiast druga postać jest w doskonałej formie – co my obecnie żyjący możemy doświadczyć. I to jest cała tajemnica owego spotkania, nota bene, na tyłach studia Warner Bross – czyli po „ciemnej stronie księżyca” – w „poczekalni czasoprzestrzeni” pomiędzy megacyklami. Nie rozwijam tematu ponieważ wcześniej na ten temat już cokolwiek napisałem. Zwraca uwagę płonący człowiek oraz nadpalona okładka – jest to informacja o wielkim wybuchu, początku i końcu wszechświata, kiedy wszystko płonie. Nie bez przyczyny obaj panowie stoją w pobliżu kratki ściekowej – kiedy to cały wszechświat ten, który był oraz ten, w którym obecnie żyjemy spłynie (zapadnie się w nicości) – ulegnie kolapsowi.

<<<The album’s back cover depicts a faceless „Floyd salesman”, in Thorgerson’s words, „selling his soul” in the desert (shot in the Yuma Desert in California again by Aubrey ‚ Po ‚ Powell). The absence of wrists and ankles signifies his presence as an „empty suit”. The inner sleeve shows a veil concealing a nude woman in a windswept Norfolk grove, and a splash-less diver at Mono Lake – titled Monosee (the German translation of Mono Lake) on the liner notes – in California (again emphasising the theme of absence).

<<<Na tylnej okładce albumu widać bezgranicznego „Floyda sprzedawcy”, w słowach Thorgersona, „sprzedając duszę” na pustyni (strzał w rejonie pustyni Yuma w Kalifornii ponownie przez Aubrey ‚Po’ Powell). Brak nadgarstków i kostek oznacza jego obecność jako „pusty garnitur”. Wewnętrzna tuleja pokazuje zasłonę ukrywającą nagą kobietę w wietrzonym gaju oliwnym Norfolk i nurek bezbarwny w Mono Lake – zatytułowanym Monosee (niemieckie tłumaczenie Mono Lake) na notatkach – w Kalifornii (ponownie podkreślając temat nieobecności).

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here_(Pink_Floyd_album)

Wewnątrz albumu znajdują się dwie ciekawe ilustracje: wizerunek nagiej kobiety który wyłania się z czerwonego welonu, oraz nurek, który wskakuje do wody. Nie będę oryginalny jeśli po raz kolejny obie te ilustracje przyporządkuję dwóm newralgicznym momentom w historii naszego i każdego kolejnego wszechświata. Kobieta z czerwonym welonem – to informacja o wielkim wybuchu, początku i końcu wszechświata kiedy wszystko płonie, natomiast nurek wskakujący do wody – kiedy to cały wszechświat ten, który był oraz ten, w którym obecnie żyjemy – ulegnie kolapsowi – kręgi fal na wodzie.

Ostatnią ilustracją na płycie jest ta na jej odwrocie, która przedstawia człowieka z płytą w dłoni oraz z nogą opartą o jakąś walizkę. Wyraźnie widać, iż postać ta jest bez znaków szczególnych jakimi są rysy twarzy, oraz bezcielesna – nie widać fragmentów ciała w nadgarstkach i kostkach nóg. Sądzę, że po raz kolejny jest to ta sama opowieść o megacyklu wszechświata. Walizka z naklejkami świadcząca o wielu podróżach – to początkowa ekspansja wszechświata. Płyta którą trzyma w ręku ta dziwna postać, jak to każda płyta muzyczna ma wyżłobione rowki, które jednoznacznie kojarzą mi się z koncentrycznymi kręgami zapadającego się wszechświata. Natomiast sama postać, która jednocześnie jest, ale i jej nie ma, doskonale wypełnia walory ponadczasowej idei o spotkaniu tego co było, ale już nie ma, z tym co jest, ale już niedługo nie będzie. Tak jak życie które już było, spotka się w życiem, które jest, ale będzie to spotkanie zupełnie niewidoczne – „bezcielesne”.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Dark Side of the Moon – podsumowanie

1. Speak to me – czyli białe światło / „Na początku było Słowo”

2. Breathe – czyli „narodziny” człowieka

3. On the Runczyli kierat szkoły i pracy

4. Time – czyli w kieracie czasu (rok 2004)

5. The great Gig in the Sky – czyli gwiazdozbiór Oriona

6. Money – czyli „miałem rację”

7. Us and Them – czyli „To sprawia, że myślę o kościele”

8. Any Colour You Like – czyli „Second Reprise” (odrodzenie)

9. Brain Domage – czyli „Wariatów trzeba trzymać na ścieżce”

10. Eclipse – czyli perpetuum mobile

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Eclipse – czyli perpetuum mobile

10. Eclipse

All that you touch
And all that you see
All that you taste
All you feel
And all that you love
And all that you hate
All you distrust
All you save
And all that you give
And all that you deal
And all that you buy
Beg, borrow or steal
And all you create
And all you destroy
And all that you do
And all that you say
And all that you eat
And everyone you meet
And all that you slight
And everyone you fight
And all that is now
And all that is gone
And all that’s to come
And everything under the sun is in tune
But the sun is eclipsed by the moon

„There is no dark side of the moon really. Matter of fact it’s all dark.”

Eclipse

Wszystko, czego dotykasz
Wszystko, co widzisz
Wszystko, czego smakujesz
Wszystko, co czujesz
Wszystko, co kochasz
Wszystko, czego nienawidzisz
Wszystko, czemu nie ufasz
Wszystko, co sobie zatrzymujesz
Wszystko, co dajesz
Wszystko, czym handlujesz
Wszystko, co kupujesz
Co wyżebrzesz, pożyczysz lub ukradniesz
Wszystko, co tworzysz
Wszystko, co niszczysz
Wszystko, co robisz
Wszystko, co mówisz
Wszystko, co jesz
Każdy, kogo spotykasz
Wszystko, co lekceważysz
Każdy, z kim walczysz
Wszystko, co jest teraz
Wszystko, co przeminęło
Wszystko, co nadejdzie
I każda rzecz pod Słońcem istnieje w harmonii
Ale Słońce jest zaćmione przez księżyc

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,eclipse.html

Wszystko ma swój początek i koniec. To tak banalne ale prawdziwe stwierdzenie odnosi się także utworów zamieszczonych na tej płycie w szczególności do dwu pierwszych: Speak to me – czyli białe światło / „Na początku było Słowo”, w którym chodzi o narodziny życia w skali makro (wszechświat), oraz Breathe – czyli „narodziny” człowieka – w skali mikro. I to jest cały sens tego utworu – jest to podsumowanie całego naszego ziemskiego trudu jaki przyszło nam wszystkim, (tym co byli i tym co jeszcze będą), włożyć, by cel jaki legł u podstaw całego tego cyklu osiągnął swój oczekiwany skutek. Tak jak ciało każdego z nas każdy skończy swój ziemski żywot, (o „duszy” nie wspominając), tak i nasz wszechświat dojdzie do swej granicy ekspansji po czym „cofnie swój bieg” z powrotem ku centrum wszystkiego (Wielki wybuch / Kolaps). Wszystko co było, co istniało, będzie znajdować się po Ciemnej stronie Księżyca.

Podsumowaniem tego wszystkiego co powyżej napisałem są słowa wypowiedziane w na końcu utworu z minuty 1:37„There is no dark side of the moon really. Matter of fact it’s all dark.” „Nie ma ciemnej strony Księżyca. Rzeczywiście chodzi o to, że wszystko jest ciemno.”

Na koniec jeszcze jedna bardzo istotna sprawa.

<<<Jedną z zagadek albumu jest pojawienie się w ostatnich sekundach płyty niezidentyfikowanych dźwięków, trwających zaledwie krótką chwilę. Brzmi to jak muzyka, lecz niewielkie natężenie dźwięku nie pozwala bliżej go określić. Według jednej z hipotez, dźwięki zostały nagrane przypadkowo i mogły przedostać się z sąsiedniego studia przez uchylone drzwi. Według przypuszczeń miałaby to być orkiestrowa wersja utworu Ticket to Ride zespołu The Beatles. Wobec dokładności muzyków i producentów Pink Floyd, takie wyjaśnienie wydaje się mało prawdopodobne.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/The_Dark_Side_of_the_Moon

Żaden element twórczości zespołu Pink Floyd nie jest przypadkowy. Począwszy od okładek, poprzez muzykę, aż po teksty utworów, wszystko układa się jedną, wcześniej przemyślaną całość. I tak też jest z tym „niezidentyfikowanym dźwiękiem”, który przedostał się z sąsiedniego studia przez uchylone drzwi. Takie myślenie świadczyć może tylko o naiwności tych, dla których zespół „oficjalnie” tworzył, natomiast teraz po rozkodowaniu całości, pewnym jest, iż ten niezidentyfikowany dźwięk jest artystyczną wizją ostatniego tchnienia jakie wydaje każda śmiertelna istota, a które nie niknie bezpowrotnie, ale udaje się do miejsca swojego przeznaczenia, by po okresie oczekiwania ponownie zaistnieć. W całej „zabawie” najistotniejszym imperatywem jest czas.

<<<Gdybym miał sformułować jakąś myśl przewodnią tego „summa summarum”, to byłby z pewnością – Czas, a jak dotąd nie spotkałem się z lepszym jego określeniem niż to, które pochodzi z narodowego eposu Indii „Mahabharata”: Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w nie kończącym się ciągu, który nazywamy Czasem. Człowiek będzie musiał pojąć czas i opanować go. Albowiem Czas jest nasieniem Wszechświata”.

Sentencja ta stanowi doskonałą ilustrację istoty rzeczy, która legła u podstaw wszystkich działań, nie tylko Człowieka – Ucznia, ale też i Boga – Nauczyciela. „Mahabharata” opowiada o walkach dwóch wrogich sobie dynastii Pandawów Kurawów, i właśnie ta „walka” antagonistycznych sił „Dobra” i „Zła” jest podstawą całego Wszechświata. Dzięki temu „perpetuum mobile” – cyklicznemu ruchowi, od niebytu – Kolaps, do istnienia – Wielki Wybuch, w środkowej jego fazie, niczym Feniks z popiołów, odradza się Nowe Życie. No właśnie Nowe Życie, wszystko na to wskazuje, że Człowiek jest tym ostatnim ogniwem, najdoskonalszą emanacją tego Życia.

(link)- http://gloriaolivae.pl/?page_id=97

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Najnowsze komentarze

Przysłowia i sentencje

Jest coś wyższego w górze, które miesza zamiary śmiertelnych (co przeszkadza zamiarom śmiertelników).
Walerian Łukasiński
----------------------
Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze, zawsze ludzie tego nie pojmują.
Heraklit
---------
Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy czasem.
Człowiek będzie musiał pojąć czas
i opanować go. Albowiem czas jest nasieniem wszechświata.
Mahabharata
---------------
Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.
Albert Einstein
----------------

Jak ten czas leci!

Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Visits

Weather condition