Get Adobe Flash player

Forum

The Sound of Silence

Hello darkness, my old friend,
I’ve come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain
Still remains
Within the sound of silence.

In restless dreams I walked alone
Narrow streets of cobblestone,
‚Neath the halo of a street lamp,
I turned my collar to the cold and damp
When my eyes were stabbed by the flash of a neon light
That split the night
And touched the sound of silence.

And in the naked light I saw
Ten thousand people, maybe more.
People talking without speaking,
People hearing without listening,
People writing songs that voices never share
And no one dared
Disturb the sound of silence.

„Fools” said I, „You do not know
Silence like a cancer grows.
Hear my words that I might teach you,
Take my arms that I might reach you.”
But my words like silent raindrops fell,
And echoed
In the wells of silence.

And the people bowed and prayed
To the neon god they made.
And the sign flashed out its warning,
In the words that it was forming.
And the sign said, the words of the prophets are written on the subway walls
And tenement halls.
And whisper’d in the sounds of silence.

 

Witaj ciemności, stara przyjaciółko
Znów przyszedłem z tobą porozmawiać
Ponieważ jakaś wizja, zakradając się cicho
Zostawiła swe nasiona gdy spałem
I wizja, która została zasiana w mym umyśle
Wciąż pozostaje [żywa]
W dźwięku ciszy.

W niespokojnych snach szedłem sam
Wąskimi uliczkami wyłożonymi kamieniem
W blasku ulicznej lampy
Postawiłem kołnierz, aby schronić się przed zimnem i wilgocią
Kiedy moje oczy przeszył błysk neonowego światła
Które rozdarło noc
i dotknęło dzwięku ciszy

W tym nagim świetle ujrzałem
Dziesięć tysięcy ludzi, może więcej
Ludzi, którzy rozmawiali nie mówiąc
Ludzi, którzy słyszeli nie słuchając
Ludzi piszących pieśni, którymi nigdy nie podzielą się ze światem
I nikt nie ośmielił się
Zakłócić dźwięku ciszy.

„Głupcy”, rzekłem, „Nic nie rozumiecie
Cisza rozrasta się jak nowotwór
Usłyszcie moje słowa, abym mógł was nauczać
Chwyćcie moje ręce, abym mógł was dosięgnąć”
Lecz moje słowa, jak ciche krople deszczu, opadały
I rozbrzmiewały echem
W studniach ciszy.

A ludzie kłaniali i modlili się
Do neonowego bożka, którego sami stworzyli,
A znak rozbłysnął swym ostrzeżeniem
W słowach, z których się składał
Głosił, że słowa proroków są zapisane na ścianach metra
I klatkach kamienic
I szepcą w dźwiękach ciszy.

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,simon_and_garfunkel,the_sound_of_silence.html 

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Ocean – czyli rok 2017 (zima)

 

 

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

No Quarter – czyli rok 2017 (Autobiografia)

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Zróbcie „hałas”

Zajmując się tak wielce skomplikowaną dziedziną jaką jest deszyfracja, czy też rozkodowywanie tego o co autorowi chodziło, to oprócz encyklopedycznej wiedzy i naukowego ujęcia tematu, niezbędna jest także intuicyjna umiejętność łączenia faktów jak i wyciągania wniosków z tych faktów. Jeśli chodzi o Manuskrypt Voynicha to zdecydowana większość badaczy skupia się na próbie rozszyfrowania kodu pisma. Według mnie, sam tekst jest celowo zastosowaną mistyfikacją mającą zaangażować czytelników w bezowocne poszukiwania kodu manuskryptu podobnie jak np. celowo rozsypane niczym puzzle – Centurie Nostradamusa.

Ja w swoich poszukiwaniach skupiłem się na symbolicznym znaczeniu ilustracji. Manuskrypt, a konkretnie jego część zielarska stanowi, według mnie, swoiste kompendium wiedzy o Ewolucji Życia na Ziemi – począwszy od jego kosmologicznego aspektu, poprzez Ewolucję Człowieka (Teoria Darwina), aż po Prehistorię, a także Historię Współczesną. W dalszej części manuskryptu – sekcji zielarskiej, jej autor zaszyfrował wszystkie najważniejsze wydarzenia z naszej historii powszechnej z taki sposób, iż niejeden podręcznik do nauki historii mógłby mu pozazdrościć dokładności. Mało tego, zaszyfrowane ilustracje Manuskryptu opisują także całkiem współczesne wydarzenia jak również te których dopiero będziemy świadkami w przyszłości!

Inna część Manuskryptu Voynicha – biologiczna, to w graficzno-symboliczny sposób przedstawiona wiedza o najistotniejszych częściach składowych fizjologii człowieka. Nie jest to opowieść o zabiegach balneologicznych, sposobach leczenia – spa. Część tą należy rozumieć w ten sam sposób jak to przedstawił Albert Barillé we francuskim serialu animowanym: Il Etait Une Fois… La Vie.

Rozszyfrowaniem Manuskryptu Voynicha, jak do tej pory, zajmowało się i dalej zajmuje się wiele uznanych autorytetów naukowych posiadających w swoim dorobku wiele tytułów, korzystają oni z niezliczonej ilości źródeł historycznych. Niby wszystko jest ok, tylko efektu brak.

Ja z problematyką Maunuskryptu Voynicha zetknąłem się już wiele lat temu i wydawało mi się że jest to rzecz zupełnie nieistotna, jednakże dopiero około rok temu stwierdziłem, iż część zielarska Manuskryptu została skompilowana na takiej samej zasadzie co Almanachy i Wróżby Nostadamusa – głównym motywem przewodnim Manuskryptu i Almanachów jest kontinuum czasu i wydarzeń historycznych, a także co równie istotne, są to wydarzenia które dopiero nastąpią. W moim blogu stopniowo zamieszczam kolejne roczniki przepowiedni Nostradamusa i co rzecz znamienna, podobieństwo tych przepowiedni w znakomity sposób jest kompatybilne z przepowiedniami części zielarskiej Manuskryptu.

Jeśli chodzi o pozostałe części Manuskryptu Voynicha: kosmologiczna i inne, to moja interpretacja tych folio nie trwała zbyt długo – dokładnie miesiąc. Wiele, prawie wszystkie ilustracje stanowią pewną opowieść – szyfr, które to opowieści stanowią elementy, które już wcześniej opisałem pisząc książkę, którą wydałem już kilka lat temu – Gloria Olivae. Tak wiec źródłem mojej deszyfracji Manuskryptu są Almanachy Nostadamusa – głównie zasada kompilowania szyfru, a także moje wcześniejsze prace nad książką.

I w tym miejscu clou tego wpisu. Jeśli chodzi o Manuskrypt Voynicha to ma blogu przedstawiłem moją interpretację części: zielarskiej i biologicznej. Pozostała jeszcze do omówienia część astronomiczna, kosmologiczna i farmaceutyczna. Jeśli chodzi o almanachy Nostradamusa to przedstawiłem na blogu roczniki 1555, 1556 i 1557. Pozostały jeszcze do omówienia następne – pozostałe „lata”, a także cała reszta jego twórczości: Listy, Prognostyki i Wróżby, oraz oczywiście Centurie. Jeśli chodzi o zaszyfrowaną wiedzę w twórczości zespołu Led Zeppelin to przedstawiłem moją interpretację pierwszych czterech ich płyt oraz albumu Coda. Pozostała jeszcze do omówienia reszta ich twórczości. Jeśli chodzi o manuskrypt: Lost book of Nostradamus, to także jest jeszcze wiele do omówienia. Podobnie rzecz ma się z pozostałymi fragmentami książki Gloria Olivae – równie ciekawe co i wcześniej przedstawione.

Tak więc, jest jeszcze trochę materiału do zinterpretowania, ale aby to nastąpiło musiałbym mieć nieco więcej „przestrzeni” – tej medialnej, jak i tej najbardziej zasadniczej – werbalnej, z waszej strony. Ten zupełny brak zainteresowania – odzewu, powoduje zanik motywacji z mojej strony na dalszą działalność – a także co równie istotne, brak mi już zupełnie czasu na taką bezowocną działalność. Jednym słowem: zróbcie „hałas”, bo już sam nie wiem co z tym projektem dalej będzie. Ja już zrobiłem co do mnie (w tym momencie) należało – teraz to już wszystko zależy od Ciebie.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Książka „Gloria olivae” – rozdział: zakończenie

Tak trochę do poczytania dla zainteresowanych, a zarazem by nieco zachęcić różnych jednorazowych odwiedzających ten blog do dogłębniejszej jego lektury – poniżej przedstawiam podsumowanie książki Gloria olivae – czyli kwintesencja tego wszystkiego co zawiera w sobie gnoza Manuskryptu Voynicha, i „przepowiedni” Nostradamusa.

Zgodnie z konwencją tej książki, każdy z jej rozdziałów, oprócz wstępu i zakończenia, opatrzony został tytułem, który w syntetyczny i intrygujący zarazem sposób, ujmuje całość zagadnienia. Jednakowoż, gdybym miał sformułować jakąś myśl przewodnią tego „summa summarum”, to byłby z pewnością – Czas, a jak dotąd nie spotkałem się z lepszym jego określeniem niż to, które pochodzi z narodowego eposu Indii p.t. „Mahabharata”: Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w nie kończącym się ciągu, który nazywamy Czasem. Człowiek będzie musiał pojąć czas i opanować go. Albowiem Czas jest nasieniem Wszechświata”.

Sentencja ta stanowi doskonałą ilustrację istoty rzeczy, która legła u podstaw wszystkich działań, nie tylko Człowieka – Ucznia, ale też i Boga – Nauczyciela. „Mahabharata” opowiada o walkach dwóch wrogich sobie dynastii Pandawów i Kurawów, i właśnie ta „walka” antagonistycznych sił „Dobra” i „Zła” jest podstawą całego Wszechświata. Dzięki temu „perpetuum mobile” – cyklicznemu ruchowi, od niebytu – Kolaps, do istnienia – Wielki Wybuch, w środkowej jego fazie, niczym Feniks z popiołów, odradza się Nowe Życie. No właśnie Nowe Życie, wszystko na to wskazuje, że Człowiek jest tym ostatnim ogniwem, najdoskonalszą emanacją tego Życia. Powoli zniewalająca niektórych jego przedstawicieli – anomia, niestety tego nie potwierdza.

Szanowny czytelniku, wiesz już wszystko (z oczywistych względów tyle, na ile pozwala na to Edukacja Człowieka – punkt 21 rozdz. XXXVII), jednakże pozwoliłem sobie, niejako na deser, zostawić rozwiązanie jeszcze jednego „węzła gordyjskiego”, a który to węzeł zaszyfrowany został w Genesis – patrz punkt 7 rozdz, V. Aby zrozumieć wyjątkowość i doniosłość dzieła, którego jesteśmy drobnym i zadawało by się, że niewiele znaczącym, ale w gruncie rzeczy, bezcennym i niepowtarzalnym, elementem, a zarazem także, by nie wpaść w koleiny uprzedzeń czy też mylnych wniosków, koniecznym będzie dokonanie małej retrospekcji wszystkiego co o Człowieku mówi „gnoza” tej książki.

Zaiste długą przeszliśmy drogę, pełną zakrętów i pułapek, a początki (pomińmy na razie historię powstania Wszechświata, narodzin pierwszych organizmów i darwinowską Ewolucję) były nas wyraz nieciekawe – po naszym „starszym bracie”- Neandertalczyku, pozostała tylko pomięć i szacunek o jego, niemożliwych do spełnienia, wysiłkach. Z chwilą pójścia Człowieka do „Przedszkola”, zakończył się czas „niemowlęcy”. Następne etapy jego (naszej) „Edukacji” to: „Szkoła podstawowa”, którą niestety zmuszony był powtarzać, „Szkoła średnia”, zakończona symbolicznym „świadectwem dojrzałości” (dowody potwierdzające wiedzę o Megacyklu i roli Boga – Stwórcy w dziele odradzania się Życia – czyli „Arka”), a na koniec „Szkoła wyższa” – najtrudniejsza ze wszystkich dotychczasowych – Wielki Sen. Po okresie intensywnej Nauki – „Absolutorium”- czyli Druga część Klamry, gdzie to Przeszłość „spotka się” z Przyszłością. Czy ta Edukacja zakończy się Dyplomem, zależy to tylko od nas samych. Pozostaje tylko przypomnieć przyświecające całej tej Nauce motto: Żeby zrozumieć swoje błędy, trzeba je najpierw zrobić. (Najdobitniej przekonali się o tym różni „poszukiwacze straconego czasu”). Prawda ta uwidacznia deterministyczną Rolę Najwyższego, która objawia się również poprzez wyrażenie swej Woli jednostce, implikującej później historię całych narodów i cywilizacji. W chwilach szczególnego zagrożenia, wtedy gdy „wahadło historii” wychylało się nazbyt mocno w jakąś stronę, konieczna było jego bardziej zdecydowana interwencja. Inną bardzo ważną, wartą przypomnienia kwestią, jest to, w jaki sposób dokonała się ta cudowna przemiana istoty stojącej na szczycie Królestwa Zwierząt, w Człowieka.

Co, bo kto już wiemy, przyczyniło się do tego, że ta transformacja była w ogóle możliwa. Najprostszą z możliwych definicji, wyjaśniającą ten problem, jest Konkluzja: Fallus – czyli nieustanne i świadome pobudzanie przywspółczulnego układu nerwowego w połączeniu z mózgiem, jest najważniejszym „twórcą” inteligentnego Człowieka. Jeśli do tego dodamy trzeci z głównych czynników – testosteron oraz jego akcelerator – wysiłek fizyczny, to okaże się, że tym oczekiwanym skutkiem jest wynikająca z tego wszystkiego – neurogeneza.

Potwierdzeniem tego zasadniczego wniosku są przedstawione na stronach tej książki, różnego rodzaju „dowody pośrednie” np.: Bonobo, Obrzezka, Trzy etapy – dziecko w łonie matki, młodzież i czterdziestolatek, że już o „tajemniczych” Misteriach, Jodze, Sybilli, Prorokach, czy Wizjonerach nie wspomnę. A propos testosteronu, to wpływ tego hormonu odczuwają nie tylko mężczyźni. Właśnie dzięki temu „eliksirowi życia” kobiety doświadczają fenomenu długowieczności, a dobrodziejstwo to zawdzięczają działalności kory nadnerczy, która uwidacznia się już po ustaniu menopauzy.

Zanim o istocie „węzłowego problemu”, chwil parę chciałbym poświęcić wszystkim tym sprawom czy też miejscom, których to z powodu niedopatrzenia, a w niektórych przypadkach, z racji ich już wcześniejszego omówienia, pominąłem. A zatem, najbardziej „poszkodowanymi” w tym wszystkim są z pewnością antenaci mieszkańców „Wielkiego Buta”. Panteon bogów Rzymskich, nie tylko, że jest tożsamy z greckimi, ale też w swej warstwie ukrytej symboliki, miał dla ich „wtajemniczonych” podobną wartość. Takoż ma się rzecz z bóstwami Skandynawskimi, Celtyckimi, Słowiańskimi, czy bóstwami wyznawców Hinduizmu.

Równie wspaniałą kulturę, porównywalną z wszystkimi innymi omówionymi cywilizacjami, stworzyli Etruskowie. Ich wierzenia, „grobowce”, malowidła ścienne, język, sztuka, wyroby złotnicze, stawiają ich w równym rzędzie z tymi „cudami świata”, jakie pozostały po starożytnej Grecji, Egipcie, Sumerze, itp. Etruska nekropolia w Cerveteri, ze swoimi tumulusami i „komorami grobowymi”,w „zadziwiający”sposób przypomina Newgrange czy Wzgórze Tara. Równie ciekawe i pozostające jak do tej pory w „uśpieniu” są: „niezwykła” wiedza astronomiczna Dogonów, kościoły wykute w skale – pierwszych chrześcijan – esseńczyków w Aksum, „zagubione” miasto Petra, architektoniczny plan ateńskiego Akropolu – „Kobieta”, Extersteine – dawne „pogańskie” miejsce kultu z „astronomicznym obserwatorium”.

Począwszy od zaszyfrowanej informacji, znajdującej się w Studni Martwego Człowieka – jaskinia Lascaux, poprzez petroglify np. Peterborough, Nil z Międzyrzeczem i z Murem Chińskim, rysunki naskalne ludzi kultury Nazca, „fenomenalną” Wyspę Wielkanocną, Drogę Umarłych w Teotihuacan, aż po Leonarda da Vinci i innych wizjonerów, że wymienię tylko kilka tych najbardziej spektakularnych, z całej plejady, przykładów świadczących o Kulcie Człowieka Ptaka – to wszystkie one świadczą o tym, iż to właśnie my, którzy dzięki braciom Wraight wznieśliśmy się w powietrze, jesteśmy adresatami wszystkich tych „kodów z przeszłości”, i jak wskazuje na to diagram Ofitów, znajdujemy się właśnie w najbardziej przełomowym momencie, nie tylko Historii Człowieka, ale i całego Wszechświata.

Dlatego też, wszystko to co Człowiek robił, czym żył, i co tworzył: Ewolucja, Edukacja, Cywilizacje, Kultury, Religie, Wielki Sen, itp., były tylko przygotowaniem do tego, o czym „mówi” Objawienie św. Jana – Królestwo Boże.

Jeżeli w początkowych rozdziałach tej książki pisałem, że: – „Dualizmem przeciwstawnych sobie zasad – męskiej i żeńskiej, Człowiek „przedpotopowy” daje nam do zrozumienia, że podstawą naszej egzystencji jest jedność przeciwieństw, co w ogólniejszym znaczeniu odnosi się to do cykliczności Wszechświata” – (rozdz. X); czy też – „Tworząc z takim poświęceniem tak ogromne „pamiętniki”, każda z tych wielkich cywilizacji miała na celu nie tylko to, by pochwalić się swoim poziomem wiedzy, ale abyśmy my ludzie z epoki „Człowieka ptaka” nie musieli otwierać już raz otwartych drzwi” – (rozdz. XV); a także – „Kosmicznej wielkości symbol Dualizmu – Słońca i Księżyca, „Dobra” i „Zła”, przetrwał do naszych przodków, by we właściwym momencie potwierdzić, że w czasach „przedpotopowych” Człowiek popełnił błąd. Jednocześnie ta „Arka”, niczym kod z Pionieera, ma być informacją, która obali wszelkie błędne teorie i hipotezy, jeszcze nie w pełni „dojrzałego” Człowieka, dzięki któremu wszyscy ci zmarli już jej budowniczowie, będą mogli powrócić do „życia”. – (rozdz. XV); a później, że – „Twórcy Genesis całą swoją wiedzę dotyczącą powstania Życia na Ziemi i Historii Człowieka uczynili tak „niedostępną”, by Człowiek podczas „Wielkiego Snu” poświęcił swój czas na naukę w najważniejszej „szkole życia – na „Uniwersytecie”, „Przez wszystkie strony tej książki przewijała sie prawda o Czterech Stopniach dochodzenia Człowieka do Królestwa Bożego, które będzie ostatnim, najważniejszym etapem nauki, kiedy to mając już „Dyplom” w kieszeni, będzie na tyle mądry by oddzielić ziarno od plew, prawdę od fałszu, dobro od zła”. – (rozdz. XXXVII); oraz – „Wizjonerzy pisząc swoje proroctwa, piszą je nie dla współczesnych, ale dla Człowieka znanego z „Kultu Ptaka”, by ten w czasie największego przełomu w jego życiu, jakim będzie (jest) przebudzenie się z „Wielkiego Snu”, nie „przeraził się”, ale tym łatwiej, bo bez żadnych stresów, pojął, że ta rzeczywistość, która go otacza, była, jest i będzie, niezależnie od tego w jakim akurat miejscu nauki on się znajduje”. – (rozdz. XXXVIII) – to każda z tych racji z osobna i wszystkie razem wzięte, są częścią tej samej „Racji Nieuchronności Biegu Czasu”, której nic ani nikt, przeciwstawić się nie może. Tylko i wyłącznie dzięki tej Opatrzności Bożej „Nieuchronność” ta nie jest zdana na łaskę „Przypadku”, a na dobrze przemyślaną i nie znoszącą fakultatywnościKonieczność”. I ten właśnie imperatyw legł u podstaw takiej różnorodności motywów, na które wpływ i niewątpliwą inspirację miał „Największy z Olbrzymów”.

Zgodnie z ogólnie znanym sloganem, a który stanowi końcową myśl, arcyważną uwagę rozdziału XXXI – „Wszystko w swoim czasie”, a także mając cały czas w pamięci analogiczną przestrogę – pointę rozdziału XXVI – „Nie należy poganiać czasu – to co ma się zdarzyć, na pewno się zdarzy, lecz decyzję o tym kiedy, podejmie nasz Ojciec i na nic się zdadzą nasze mniemania”, oraz zgodnie z ideą tego „podsumowania”, nadszedł właściwy ku temu właściwy moment by rozplątać ostatni ze znanych mi, a skutecznie jak dotąd pozostający w „ukryciu”, „gordyjski węzełek”.

Otóż, jeśli weźmiesz szanowny czytelniku pod uwagę wszystko to, co do tej pory dzięki tej książce już wiesz, a w szczególności: informacje dotyczące „śmierci klinicznej”- (Życie po życiu – Raymonda A. Moody) – rozdz. XV, „film w mózgu”- rozdz. VIII, męczeńską śmierć Jezusa i obietnicę zmartwychwstania – rozdz. XXI, oraz całość zagadnień związanych z problematyką Cykliczności Wszechświata, to tym łatwiej zrozumiesz dlaczego twórcy Biblii w wersie 1.26 w Genesis, użyli stwierdzenia Bóg w liczbie mnogiej – „Uczyńmy Człowieka na obraz nasz”. To co zostało zaszyfrowane w Objawieniu św. Jana w końcowych jego wierszach – „Klęska Szatana”, „Nowe Niebo i Nowa Ziemia”, „Wieczne panowanie Chrystusa”, jednoznacznie ukierunkowują w stronę ostatecznego wniosku, iż Bóg, który dla jednych jest „Starcem z siwą brodą”, dla drugich „Bóstwem z brodą”, a jeszcze dla innych „Jaźnią”, czy „Kwintesencją”, itp., jest niczym innym tylko „Życiem z poprzedniego wcielenia”, które nie umarło bezpowrotnie, ale zgodnie z powiedzeniem „non omnis moriar”, nadal żyje. Czy w formie niematerialnej, czy jakiejkolwiek innej, tego na obecnym etapie „ewolucji” naszej nauki nie jesteśmy w stanie stwierdzić. Naszym przeznaczeniem jest królestwo Boże – gdzie Bóg będzie żył z Człowiekiem, a Człowiek z Bogiem, po którym to czasie nastąpi druga, „niewdzięczna” część Megacyklu. Później my, czyli wszyscy ci, którzy teraz są oraz ci, którzy będą w „Bogu”, będziemy „Bogami”- zaczniemy nowy Megacykl, jednakże nie na „Nowej Ziemi”, ale „najpierw” w „Niebie”.

To właśnie my – ci, którzy w tym cyklu żyli i „umarli” oraz ci, którzy żyją i „umrą”, będziemy „Trójkątem skierowanym ku dołowi” i będziemy mogli tylko „bezsilnie” patrzeć i czekać na stosowny moment, aż w jakimś miejscu Nowego Wszechświata powstanie taki Układ Planetarny, w którym będą odpowiednie warunki ku temu, by mogło tam zagnieździć i rozwinąć się Nowe Życie.

Ciąg dalszy już znasz: Nowa „Ewolucja”, Nowa „Edukacja”, Nowe „Absolutorium” i „Dyplom” oraz Nowe „Królestwo Boże”, w którym nastąpi Nowe „Zmartwychwstanie”. Kiedy i w którym to Megacyklu nasi poprzednicy doszli do takiego stopnia Rozwoju, by w Kosmiczne Perpetuum Mobile wpleść Ludzkie – Człowiecze Perpetuum Mobile (czy dzieje się to po raz pierwszy, czy kolejny – jest to zupełnie nieistotne), każdy z nas „wkrótce” się o tym przekona. Jedno jest pewne: po jednym Megacyklu, zawsze jest następny Megacykl. Nie na darmo rabin Ben Akiba, przy każdej okazji mawiał „Wszystko już było”. I to jest cała tajemnica wersu 1.26 w Genesis.

Żadna, nawet najdoskonalsza i najbardziej przekonywująca argumentacja, nie zastąpi autopsji, której niepodważalność autentyzmu uśmierzy wszelki sceptycyzm.

Wiemy już kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, jaki jest nasz cel, jakie pokusy i zagrożenia, pozostaje tylko z ufnością w sercu, zachowując jednak trzeźwość umysłu, poddać się „Nieuchronnej Konieczności” – „być skałą i nie poddać się”. We wstępie pisałem, że: „Najdoskonalszą rzeczą jaką można sobie wyobrazić jest zrozumienie tych dziedzin – Wiary i Nauki – jako Całość. Jednostki te, w parze ze sobą, tworzą Jedność – jedno bez drugiego daje zafałszowany obraz rzeczywistości”. Tym co zapewnia skupienie się tych przeciwstawnych wartości, jest nasz Ojciec – „Wielki Anestezjolog”, który tak jak kiedyś spowodował rozszczepienie „jednego nieskazitelnie białego światła” na wiele „różnokolorowych światełek”, tak teraz gdy „Czas Wielkiego Snu” dobiegł końca, równie skutecznie przyczynia się do skupienia tych „światełek” z powrotem, w jedno „oczekiwane od zawsze” „światełko” jakim jest „Wiara Babel”. Pozostając w konwencji „skupiania” i „Jedności”, to stać się to może tylko wtedy, gdy za pomocą symbolicznego „Pryzmatu” (czy raczej jego odwrotności), połączymy symbolikę „Kamienia Filozoficznego”, „Kwadratury Koła” i „Perpetuum Mobile” w „Całość”. Odnosi się to także do sentencji rozdziału XXXV – „IN GOOD WE TRUST”

Mam nadzieję, że „rzeczywistość” tej książki, będzie skutecznym środkiem wybudzającym Człowieka z „Narkozy”. Pora obudzić się i zaczerpnąć „rzeczywistego powietrza”. Komu zaś „powietrze” to nie wystarcza, lub co gorsza próbowałby „obrażając Prawdę”, „niedostrzec” zamieszczonych w tej książce faktów i wynikających z nich wniosków, niech „pójdzie po rozum do głowy”, tam właśnie znajduje ujście jej najważniejszy atrybut – Mądrość.

To, o czym wieszczył Malachiasz – wypełniło się – „Gloria Olivae” – nie znaczy Chwała oliwki, ale zgodnie z pewnym pouczającym powiedzeniem – „Oliwa sprawiedliwa, bo na wierzch wypływa”.

Niech więc tego „oleum”, drogi czytelniku, ci nie zabraknie, niech sprawiedliwości stanie się zadość, ponieważ: „Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy Czasem. Człowiek będzie musiał pojąć czas i opanować go. Albowiem Czas jest nasieniem Wszechświata”.

Spis treści

Wstęp

I. System Doktora Smoły i Profesora Pierza – czyli trochę Kosmologii.

II. Dwa szczegóły – czyli trochę Historii Życia na Ziemi.

III. Neandertalczyk! – czyli trochę Archeologii.

IV. Fallus – czyli Konkluzja – część Pierwsza.

V. Genesis – czyli Pierwsza część Klamry.

VI. Przedszkole – czyli trochę Sztuki.

VII. Szkoła – czyli rzecz o Einsteinie.

VIII. Mózg – czyli Konkluzja – część Druga.

IX. Bonobo – czyli Konkluzja – część Trzecia – oraz sama Konkluzja.

X. Arka Noego – czyli trochę Architektury.

XI. Kobieta – czyli Księżyc.

XII. „Wenus” – czyli Konkluzja – część Czwarta.

XIII. Mężczyzna – czyli Słońce – część Pierwsza – Głowa.

XIV. Mężczyzna – czyli Słońce – część Druga – Podbrzusze.

XV. Mężczyzna – czyli Słońce – część Trzecia – Serce i coś jeszcze.

XVI. Judaizm – czyli Konkluzja – część Piąta.

XVII. Nurek Delijski – czyli trochę Filozofii.

XVIII. Buddyzm – czyli Antidotum na Podglądaczy.

XIX. Mur Chiński – czyli Przesłanie.

XX. Wyspa Wielkanocna – czyli Fenomen.

XXI. Chrześcijaństwo – czyli Wielki Sen.

XXII. Islam – czyli Proporcjonalność odwrotna.

XXIII. Ameryka Północna – czyli In Memoriam.

XXIV. Ameryka Środkowa – czyli Rok 1519.

XXV. Ameryka Południowa – czyli Bardzo „dziwne” podobieństwa.

XXVI. AntyEpimenides – czyli rzecz o „Poganiaczach Czasu”.

XXVII. Masoni – czyli Kamuflaż.

XXVIII. Alchemia – czyli rzecz o „Poszukiwaczach straconego Czasu”.

XXIX. Różokrzyżowcy – czyli Zabawa w „głuchy telefon”.

XXX. Kabała – czyli Kołysanka dla czytelników „Przewodnika dla zakłopotanych”.

XXXI. Genesis – czyli Pierwsza część Klamry – Suplement.

XXXII. Dziadek – czyli rzecz o Kolumbie.

XXXIII. Ojciec – czyli rzecz o Jeffersonie i innych Ojcach założycielach.

XXXIV. Syn – czyli Bush czy Bushyzm?

XXXV. Krzywa Laffera – czyli „Kocioł bałkański” do kwadratu.

XXXVI. Przesłanie – czyli Cywilizacja Życia czy Cywilizacja Śmierci?

XXXVII. Objawienie św. Jana – czyli Druga część Klamry.

XXXVIII. „Głos wizji” – czyli rzecz o Leonardzie da Vinci, Nostradamusie i Malachiaszu.

XXXIX. „Wizja głosu” – czyli rzecz o Joannie d`Arc, Łucji dos Santos i Faustynie Kowalskiej.

XL. Semiotyka! – (czyli) od Lascaux po Led Zeppelin.

Zakończenie.

 

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Bezwzględność prekognicji nie podlega dyskusji

Poprzednie dwa wydarzenia – „Brexit” oraz „Nicea”, (jak i wszystkie poprzednie), tak dokładnie „przepowiedziane” przez autora Manuskryptu Voynicha w jego zielarskiej (historycznej) części, stanowią potwierdzenie tego, iż moja interpretacja ilustracji jest jak najbardziej zasadna. Jeśli zatem kontinuum czasu i wydarzeń historycznych ma się potwierdzić, to czekają nas wkrótce nieciekawe czasy – ale o tym to już mówi następna strona Manuskryptu Voynicha, którą opublikowałem na moim blogu 25 września 2014 roku.

49V

49V – http://www.bibliotecapleyades.net/ciencia/imagenes_manuscrito/manuscrito096.jpg 

Bomba jądrowa.

Korzeń – mały, okrągły, o kształcie purchawki chropowatej – brodawkowate kolce. Liście – prawie na całej długości wysmukłej łodygi brak liści – są one obcięte, jednakowoż na samym jej szczycie dostrzec można niesamowite kłębowisko liści, których kształt kojarzy się z olbrzymim parasolem lub grzybem. Kwiat – mały granatowo-czarny kwiatek.

Korzeń – jak już to wielokrotnie na poszczególnych przykładach udowadniałem, wszystkie elementy każdej z roślin mają jakieś symboliczne znaczenie, przesłanie. Szczególnie odnosi się to podstawowego segmentu tych „zaszyfrowanych informacji” – korzenia. Nie inaczej jest w tym przypadku. By odgadnąć jakiego to miejsca i czego dotyczą wydarzenia związane z tą rośliną nie trzeba wiele – należy zapoznać się z opisem purchawki chropowatej – jej morfologią i znaczeniem, zaś bezdyskusyjnym lokalizatorem „teatru zdarzeń” jest łacińska nazwa tego grzyba: „Lycoperdon perlatum Pers”.

Wysokość 3-7 cm, średnica 2-4 cm, kształt maczugowaty lub gruszkowaty, o wierzchołku zaokrąglonym, lub zakończonym garbem. Pokryty jest brodawkowatymi kolcami. Początkowo cały owocnik jest biały, dojrzały staje się ochrowy lub brązowy i łysy. Kolce po dotknięciu z łatwością odłamują się, pozostają wówczas po nich okrągławe oczka. W dojrzałym owocniku całe jego wnętrze zamienia się w ogromną ilość zarodników, owocnik na szczycie pęka i przez powstały otwór uwalniają się zarodniki (pod wpływem wiatru lub dotknięcia przez zwierzęta lub ludzi). Już krople deszczu o średnicy 1 mm są wystarczające do wyrzucenia zarodników. Pojedynczy podmuch wiatru może uwolnić nawet 1 milion zarodników. (…) Badania bio akumulacji wykazały, że purchawka chropowata łatwo akumuluje występujące w glebie metale ciężkie oraz selen, i może być wykorzystana w tym celu jako gatunek wskaźnikowy Doświadczalnie wykazano też jej zdolność do wiązania jonów rtęci z roztworów wodnych, badana jest jej przydatność w tym względzie do oczyszczania wody i ścieków zanieczyszczonych rtęcią.”

(link) – http://pl.wikipedia.org/wiki/Purchawka_chropowata 

49V – Bomba jądrowa.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Propozycja – The proposal

Powtórzę to co już w 2014 pisałem, może tym razem spotka się to z większym zrozumieniem:

Propozycja.
Jak do tej pory na moim blogu zamieściłem początkowe Almanachy Nostradamusa jak też i fragmenty – część zielarską (historyczną) Manuskryptu Voynicha. Jest to zaledwie wstęp do pozostających jak do tej pory w cieniu obu tych zakodowanych tematyk. Inne Almanachy, Centurie czy też Listy Nostradamusa, jak również pozostałe części Manuskryptu Voynicha: (astronomiczna, biologiczna, kosmologiczna, farmaceutyczna), stanowią meritum propozycji: jeśli ktoś z odwiedzających ten blog chciałby dowiedzieć się co zawierają pozostałe elementy przepowiedni, lub też, na czym bardziej mi zależy, byłby zainteresowany rozpropagowaniem mojej interpretacji Manuskryptu Voynicha na przykład w prasie, mediach, wydawnictwie, w swoim kraju, to gotów byłbym na nawiązanie współpracy. Przy czym zaznaczam, iż ewentualny kontrahent mógłby liczyć z mojej strony na pełne zaangażowanie, jak też i liczyć na prawo wyłączności na całość moich interpretacji, których nowatorska jakość jest wyjątkowa, o czym można się było do tej pory przekonać. Zapewniam, iż pozostała część zakodowanych informacji jest równie ciekawa i zaskakująca. Wszelkie informację kierować poprzez zakładkę: Kontakt, lub Facebook.

Proposal.
So far on my blog I posted the initial Almanacs by Nostradamus as well and fragments – Part herbalist (historical) Voynich Manuscript. It is just an introduction to, remaining so far in the shade, both coded themes. Other Almanacs and such. Centuries of Nostradamus or lists, as well as other parts of the Voynich Manuscript (astronomical, biological, cosmological, pharmaceutical), are the merits of the proposal: if someone from the visitors of this blog would like to know what they contain other elements of prophecy, or, what more I care, wider publicity would be interested in my interpretation Voynich Manuscript, for example, in the press, media, publishing, in your country, you’d be willing to cooperate. At the same time point out that the potential contractor could count on my hand the full commitment, as well, and rely on the exclusive right to all of my interpretation, which is unique innovative quality of what you might see so far. I assure you that the remaining encoded information is as interesting and surprising. All information guided by tab: Contact, or on Facebook.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Kontinuum czasu

Led Zeppelin I

Good Times Bad Times – czyli powstanie i ewolucja Układu Słonecznego

Babe I’m Gonna Leave You – czyli powstanie Księżyca

You Shook Me – czyli Hadeik

Dazed and Confused – czyli powstanie i ewolucja życia na Ziemi

Your Time Is Gonna Come – czyli okres panowania dinozaurów

Black Mountain Side – czyli zagłada dinozaurów

Communication Breakdown – czyli szybkie zróżnicowanie ssaków

I Can’t Quit You Baby – czyli Antropogeneza

How Many More Times – czyli Księga Rodzaju

Led Zeppelin II

Whole Lotta Love – czyli byt transcendentny

What Is and What Should Never Be – czyli zbyt wiele naraz

The Lemon Song – czyli skutki nadmiernej ciekawości

Thank You – czyli poświęcenie i trud

Heartbreaker – czyli Judaizm

Living Loving Maid (She’s Just a Woman) – czyli Chrześcijaństwo

Ramble On – czyli Islam

Moby Dick – czyli średniowieczna masakra

Bring It On Home – czyli Nowy Świat czarnych niewolników

Led Zeppelin III

Immigrant Song – czyli Odkrycie Ameryki

Friends – czyli pionierzy Dzikiego Zachodu

Celebration Day – czyli Deklaracja Niepodległości

Since I’ve Been Loving You – czyli etos pracy, wytrwałości i oszczędności

Out on the Tiles – czyli wyjście z cienia na polityczne salony

Gallows Pole – czyli zasłużony koniec nikczemnych czynów

Tangerine – czyli Hiroszima i Nagasaki

That’s the Way – czyli za żelazną kurtyną

Bron-Y-Aur Stomp – czyli koniec z dyskryminacją rasową

Hats off to (roy) Harper – czyli długi marsz do wolności

Led Zeppelin IV

Black Dog – czyli rok 1978

Rock and Roll – czyli lata 1979 – 1999

The Battle of Evermore – czyli lata 1999 – 2004

Stairway to Heaven – czyli rok 2004

Misty Mountain Hop – czyli lata 2004 – 2005

Four Sticks – czyli lata 1998, 2006 – 2008

Going to California – czyli rok 2009

When the Levee Breaks – czyl lata 2010 – 2015

Houses of the Holy

The Song Remains the Same – czyli rok 2016 (początek roku)

The Rain Song – czyli rok 2016 (wiosna)

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Houses of the Holy – czyli Houses of Parliament

Houses of the Holy

pobrane

Wszystkie poprzednie okładki płyt, miały swoje symboliczne znaczenie. Nie inaczej jest i z piątym krążkiem zespołu – Houses of the Holy. Tak jak w przypadku symbolu Sandy Denny z czwartej płyty, który zamieszczony jest obok tytułu piosenki The Battle of Evermore, tak ta piąta płyta Houses of the Holy, stanowi kwintesencję czterech poprzednich płyt. By wyjaśnić na czym polega to dopełnienie, potrzebne jest selektywne sięgnięcie do źródła – nie do tego oficjalnego, które tylko wprowadza w błąd i skierowuje tok myślenia na boczne tory, ale do ludowych podań, ponieważ, jak sądzę, to właśnie na ich kanwie producent płyty oparł swoją wiedzę niedostępną profanom. Najpierw kilka cytatów.

The cover art for Houses of the Holy was inspired by the ending of Arthur C. Clarke’s novel Childhood’s End. The cover is a collage of several photographs which were taken at the Gigant’s Causeway, Northern Ireland, by Aubrey Powell of Hipgnosis. The two children who modelled for the cover were siblings Stefan and Samantha Gates. […] The inner sleeve photograph was taken at Dunluce Castle nearby the Causeway.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Houses_of_the_Holy 

360px-Causeway-code_poet-4

Grobla Olbrzyma (także: Droga Olbrzymów, ang.Giant’s Causeway, irl. Clochán na bhFómharach) – oryginalna formacja skalna na wybrzeżu Irlandii Północnej (hrabstwo Antrim) składająca się z ciasno ułożonych bazaltowych kolumn. […] Według irlandzkiej legendy Groblę wybudował olbrzym Finn MacCumhaill (Finn McCool), przywódca wojowniczej bandy Fianna, który chciał przejść do Szkocji suchą stopą i tam pokonać swojego odpowiednika. Jednak, gdy przeszedł i zobaczył, jak wielki jest szkocki olbrzym, w panice uciekł i z pomocą swojej żony przebrał się za dziecko. Gdy szkocki olbrzym przybył do Irlandii i zobaczył „dziecko”, przeraził się. Jeśli tak duże jest dziecko, to jak wielki musi być dorosły.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Grobla_Olbrzyma

384px-Dunluce_Castle

Dunluce Castle (from Irish: Dún Libhse) is a now-ruined medieval castle in Northern Ireland. It is located on the edge of abasalt outcropping in Cantry Antrim (between Portballintrae and Portrush), and is accessible via a bridge connecting it to the mainland. […] A local legend states that at one point, part of the kitchen next to the cliff face collapsed into the sea, after which the wife of the owner refused to live in the castle any longer. According to a legend, when the kitchen fell into the sea only a kitchen boy survived, as he was sitting in the corner of the kitchen which did not collapse.

Miejscowa legenda mówi, że w pewnym momencie część kuchni obok klifiu upadła do morza, po tym żona właściciela nie chciała żyć w zamku dłużej. Według legendy, kiedy kuchnia spadła do morza tylko chłopiec kuchenny przeżył, bo siedział w kącie kuchni, która nie upadła.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Dunluce_Castle

W tym momencie sprawa wydaje się niezbyt zrozumiała, dlatego też zanim cokolwiek napiszę o ilustracjach zamieszczonych na okładce albumu, należy skupić uwagę na tytule utworu, albowiem to w rozszyfrowaniu jego ukrytego znaczenia tkwi sedno problemu.

Tak jak w przypadku piosenki: Four Sticks (szósta pozycja z czwartej płyty), w której jej autorzy posłużyli się pewnym skrótem myślowym, tytuł tego utworu ma swoje „podprogowe”, symboliczne znaczenie. I tak – pierwszy segment tytułu: Houses ma swoje konkretne i jedyne w swoim rodzaju przyporządkowane. Jest to ni mniej ni więcej tylko: Houses of Parliament.

The Houses of Parliament, also known as the Palace of Westminster, is the seat of the two parlimentaryhouses of hte United Kingdom: the House of Lords and House of Commons. (link)- http://www.aviewoncities.com/london/housesofparliament.htm 

Powtórzę. Pierwszy segment tytułu stanowi zaszyfrowaną informację o dwóch izbach angielskiego parlamentu: Izbie Lordów i Izbie Gmin. Drugi segment tytułu: of the Holy – znaczy święty, poświęcony, przenajświętszy. Zatem, jak sądzę chodzi w tym przypadku o jakieś święte miejsce, w którym mieszczą się jakieś dwa ugrupowania, nieco różniące się od siebie, ale w gruncie rzeczy łączy je jakaś jedna idea, jeden ważny cel. Można w tym miejscu dywagować o jakie miejsce chodzi, o jakich to dwóch grupach, mających jeden cel chodzi, ale należy cały czas mieć na uwadze kontekst tak tego utworu (Giant’s Causeway, Dunluce Castle), jak i kontekst ideogramu symbolu Sady Denny – piąty symbol – eter. Ze wszystkich poprzednich moich wpisów wynika, iż cały dotychczasowy dorobek literacki zespołu ukierunkowany jest w jednym konkretnym celu – by za pomocą zakodowanych informacji przekazać mam wiedzę o człowieku odkąd tylko pojawił się na horyzoncie historii. Ale ta podróż nie jest tylko i wyłącznie materialistyczną fakultatywną karuzelą ewolucji, ale ma w sobie pierwiastek mistycznego determinizmu. Poniższy fragment z książki Gloria olivae – rozdział Zakończenie, kwestię tą dość dobrze doprecyzowuje.

Otóż, jeśli weźmiemy pod uwagę wszystko to, co do tej pory dzięki tej książce już wiemy a w szczególności: informacje dotyczące „śmierci klinicznej”- (Życie po życiu – Raymonda A. Moody), „film w mózgu”, męczeńską śmierć Jezusa i obietnicę zmartwychwstania, oraz całość zagadnień związanych z problematyką cykliczności wszechświata, to tym łatwiej zrozumiemy dlaczego twórcy Biblii w wersie 1.26 w Genesis, użyli stwierdzenia Bóg w liczbie mnogiej – „Uczyńmy Człowieka na obraz nasz”.

To co zostało zaszyfrowane w Objawieniu świętego Jana w końcowych jego wierszach – „Klęska Szatana”, „Nowe Niebo i Nowa Ziemia”, „Wieczne panowanie Chrystusa”, jednoznacznie ukierunkowuje w stronę ostatecznego wniosku, iż Bóg, który dla jednych jest „Starcem z siwą brodą”, dla drugich „Bóstwem z brodą”, a jeszcze dla innych „Jaźnią”, czy „Kwintesencją”, etc, jest niczym innym tylko „Życiem z poprzedniego wcielenia”, które nie umarło bezpowrotnie, ale zgodnie z powiedzeniem „non omnis moriar”, nadal żyje. Czy w formie niematerialnej, czy jakiejkolwiek innej, tego na obecnym etapie „ewolucji” naszej nauki nie jesteśmy w stanie stwierdzić. Naszym przeznaczeniem jest „królestwo boże” – gdzie Bóg będzie żył z Człowiekiem, a Człowiek z Bogiem, po którym to czasie nastąpi druga, „niewdzięczna” część megacyklu. Później my, czyli wszyscy ci, którzy teraz są oraz ci, którzy będą w „Bogu”, będziemy „Bogami”- zaczniemy nowy Megacykl, jednakże nie na „Nowej Ziemi”, ale „najpierw” w „Niebie”.

To właśnie my – ci, którzy w tym cyklu żyli i „umarli” oraz ci, którzy żyją i „umrą”, będziemy „Trójkątem skierowanym ku dołowi” i będziemy mogli tylko „bezsilnie” patrzeć i czekać na stosowny moment, aż w jakimś miejscu Nowego Wszechświata powstanie taki Układ Planetarny, w którym będą odpowiednie warunki ku temu, by mogło tam zagnieździć i rozwinąć się Nowe Życie.

Ciąg dalszy już znasz: nowa „Ewolucja”, nowa „Edukacja”, nowe „Absolutorium” i „Dyplom” oraz nowe „Królestwo Boże”, w którym nastąpi nowe „Zmartwychwstanie”. Kiedy i w którym to megacyklu nasi poprzednicy doszli do takiego stopnia rozwoju, by w kosmiczne perpetuum mobile wpleść ludzkie – człowiecze perpetuum mobile (czy dzieje się to po raz pierwszy, czy kolejny – jest to zupełnie nieistotne) każdy z nas „wkrótce” się o tym przekona. Jedno jest pewne: po jednym megacyklu, zawsze jest następny megacykl. Nie na darmo rabin Ben Akiba, przy każdej okazji mawiał „Wszystko już było”. I to jest cała tajemnica wersu 1.26 w Genesis.

Żadna, nawet najdoskonalsza i najbardziej przekonywująca argumentacja, nie zastąpi autopsji, której niepodważalność autentyzmu uśmierzy wszelki sceptycyzm.

Reasumując: w koncepcji twórców płyty Houses of the Holy jest, będzie miejscem spotkania się dwóch różnych „grup” – „Lordów”, którzy obecnie przebywą w innym „stanie skupienia”, oraz „Izby niższej”, która w rzeczy samej jest niższa, jednakże stan jej skupienia jest jak najbardziej stały – lecz do czasu kiedy nasza klepsydra, w dolnej pozycji osiągnie swoją maksymalną wagę. Takim to sposobem, za pomocą jednego krótkiego idiomu, twórcy płyty zakodowali treści, które od wieków stanowią esencję większości filozoficznych, religijnych i naukowych dociekań. Na potwierdzenie tego, iż taka jest „etymologia” tytułu tej płyty, poniżej przedstawiam moją interpretację obu ilustracji.

Teraz kolej na ilustracje okładki.

housesoftheholy

The two children who modelled for the cover were siblings Stefan and Samantha Gates. The photo shoot was a frustrating affair over the course of ten days. Shooting was done first thing in the morning and at sunset in order to capture the light at dawn and dusk, but the desired effect was never achieved due to constant rain and clouds. The photos of the two children were taken in black and white and were multi-printed to create the effect of 11 individuals that can be seen on the album cover. The results of the shoot were less than satisfactory, but some accidental tinting effects in post-production created an unexpectedly striking album cover.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Houses_of_the_Holy

Dzieci wspinające się po schodkach na szczyt wielkiej „piramidy” zbudowanej z zazębiających się bazaltowych kolumn, symbolizują to wszystko o czym była wcześniej mowa – długą drogę drogę człowieka: od nieświadomego jeszcze swoich możliwości i nieznającego pojęcia sacrum bezideowego hominida, do olśnionego przez „opatrzność” wizją „szerokopasmowego łącza”, dzięki któremu znał i wiedział dokładnie tyle ile powinien. Jak z tej wiedzy ów człowiek wtedy skorzystał, to już inna sprawa. W tej chwili najistotniejsza jest właściwa interpretacja ilustracji okładki. Jak widać najważniejszym celem dla tych dzieci jest szczyt wzniesienia, na który wspinają się po schodkach – szczeblach systematycznej (a nie ekspresowej) edukacji.

housesinside

Równie ciekawa jest ilustracja zamieszczona wewnątrz okładki. U podnóża ruin Dunluce Castle stoi jakaś postać, która w wyciągniętych rekach trzyma jakiś podłużny przedmiot. Biorąc pod uwagę to co o tym zamku głosi miejscowa legenda, oraz zakładając, iż Jimmy Page dość krytycznie odnosił się do wcześniejszych projektów okładki, sądzę że kwestia tej ilustracji nie jest aż tak banalna, jak się do tej pory zdawało. Jest to tylko moje przypuszczenie, ale potwierdzone bardzo poważnymi przesłankami, że postacią stojącą u stup ruin jest nie kto inny tylko właśnie główny animator całego tego wielkiego projektu „podprogowej dyskografii” zespołu Led Zeppelin – Jimmy Page.

Fakt interesowania się przez niego okultyzmem, postacią Aleistera Crowleya, jest główną poszlaką. Przyglądając się bliżej tej postaci z ilustracji, można z dużą dozą prawdopodobieństwa dojść do wniosku, iż tą postacią stojącą u podnóża ruin jest sam Jimmy – trzymający w wyciągniętych ramionach gitarę, natomiast „snop światła” padający na niego, kojarzy mi się ze strumieniem jaźni, wiedzy, etc, dzięki któremu osiągnął on, dostępny tylko dla nielicznych, tak niezwykły zasób możliwości. Jakkolwiek by to nazwać, to zapewne za sprawą tego spiritus movens powstała cała jego literacko-muzyczna twórczość. Siedzący w kącie kuchni chłopiec, który przeżył katastrofę budowlaną zamku z legendy o Dunluce Castle – to nasz mały Jimmy, który (uratował się) uratował dla nas fragment „przeszłości”. Według legendy, kiedy kuchnia spadła do morza tylko chłopiec kuchenny przeżył, bo siedział w kącie kuchni, która nie upadła.

I to by było na tyle. Następne wpisy będą egzegezą tekstów i utworów, zamieszczonych na piątej płycie zespołu.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Jaskinia Lascaux – Mater Ecclesiae gnozy

Rozdział XXXV książki Gloria olivae

W latach siedemdziesiątych XX wieku, amerykańscy naukowcy wysłali w przestrzeń kosmiczną próbnik Pionieer 10, do kadłuba którego przymocowano aluminiową płytkę pokrytą cienką warstwą złota. Na płytce wygrawerowano zakodowany rysunek – świadectwo poziomu rozwoju naszej cywilizacji, będący sygnałem skierowanym do innych inteligentnych cywilizacji pozaziemskich. Człowiek wysłał więc w Kosmos swoje „credo” oczekując odpowiedzi. Jeśli we wszechświecie jest jakakolwiek inna cywilizacja, to powinna ona ten sygnał nie tylko odebrać, ale, co stanowi istotę tego eksperymentu, umieć go odebrać i jeśli to możliwe, „wysłać odpowiedź” (nawiązać kontakt). Zakładając, że ich cywilizacja stoi na niższym, od naszego, poziomie, to odpowiedzi nie będzie. Jeśli zaś na równorzędnym lub wyższym, czego hipotetycznie wykluczyć nie można, to nie powinni mieć kłopotów z odczytaniem tego „przesłania”.
Podobne „wnioski” można wysnuć z lektury tej książki. Co więcej, mają one swoje drugie, znacznie ważniejsze znaczenie. Otóż wszystkie przedstawione, jak również i inne nie uwzględnione tutaj, przykłady „zakodowanych rysunków – sygnałów” jakie zostały wysłane przez „przedpotopowe”cywilizacje, miały dotrzeć, nie tylko do właściwego miejsca swego przeznaczenia, ale, co ważniejsze, we właściwym ku temu czasie – Kult Człowieka Ptaka. Biorąc powyższe pod uwagę, to zrozumiałe teraz okazują się fakty, tych wszystkich „przypadkowych” odkryć, jakie miały miejsce w: Mohendżo Daro – w 1922 roku, Chinach (terakotowa armia) – w 1976 roku, Quran w 1947 roku, Nag Hammadi – w 1945 roku, itp. Nie inaczej jest z testamentem – próbnikiem, wysłanym przez „prymitywnych” paleolitycznych mieszkańców Europy, kilkanaście tysięcy lat temu.

Nie jest wcale przypadkiem, iż właśnie teraz cofam się do aż tak odległych czasów i jeszcze raz zajmuję się „tematem”, który już raz omawiałem, ponieważ Grota w Lascaux, jak do tej pory pozostająca w ciemnościach „niewiedzy i ignorancji”- (odkryta w 1940 roku!), także, podobnie do wszystkich wcześniej wymienionych, trafia w końcu do swego „czasu przeznaczenia”, i aby ją „właściwie” ocenić (lub bardziej poprawnie – docenić), potrzebny był cały ten „bagaż” rozkodowanej gnozy, który jest już „w posiadaniu” każdego z czytelników. Tak więc, przed wejściem do głębin archaiku „wiedzy tajemnej” Człowieka, powinniśmy mieć cały czas na uwadze wszystko to, co było treścią tej książki: cykliczność wszechświata, rola „opatrzności” w dziele powstania Życia i Człowieka.
„Malowidła” odnajdywane w jaskiniach całej Europy i Lewantu, rzeźby wykonywane z kości i kamienia, ryty naskalne, są pozostałościami po epoce „przedszkolnej” Człowieka. Dzięki tym „malowidłom” umysł Człowieka powoli dojrzewał do tego by „dziecko” to posłać do „Szkoły życia”. Jest w tym wiele prawdy, ale nie jest to cała prawda. Tym, od czego powinno się rozpoczynać każdą retrospekcję, warunkiem sine qua non, bez którego niemożliwy jest właściwy osąd, jest bez wątpienia fakt iż człowiek kromanioński znał pojęcie „Boga – Stwórcy” (punkt 14 z rozdziału V). Jeśli więc, dodać do tego wiedzę o „antenie mózgowej”, metanoi, neurogenezie, czy „Sybilli” (figurki „Wenus” stanowią jeden z wielu dowodów takiej wiedzy), to nie będzie wcale niedorzecznością stwierdzenie, iż mieszkańcy paleolitycznych jaskiń, już kilkanaście i więcej tysięcy lat temu, byli w posiadaniu takiej samej wiedzy o wszechświecie, „Bogu – Stwórcy” i jego dziele – człowieku, jaka była udziałem ich „następców” z okresu człowieka „megalitycznego”, czy okresu „pierwszych” cywilizacji. Potwierdzeniem tej tezy jest właśnie gnoza groty w Lascaux.

Lascaux

Lascaux

Przy okazji rozszyfrowywania fenomenu Wyspy Wielkanocnej stwierdziłem: „Z lektury poprzednich rozdziałów wynika, że zasadniczym warunkiem dla zrozumienia tajemnic wszystkich wcześniej opisywanych cywilizacji było spojrzenie na ich „architektoniczne przesłanie” z perspektywy lotu ptaka”. W znakomitej większości dotyczy to planów zabudowy świątyń, miejsc kultu, itp. Czasem jednak „istota problemu” ukrywa się we wnętrzu jakiegoś obiektu np.: w piramidach w Gizie. Budowniczowie megalitycznych sanktuariów, kilka tysięcy lat temu, mieli ograniczone możliwości egzemplifikowania swojej „Arki”, jednakowoż w porównaniu za swoimi „antenatami” sprzed kilku, kilkunastu tysięcy lat, i tak mieli wyjątkową „swobodę” i „możliwości” wyboru metody przekazu. Cóż mogli zrobić, ci paleolityczni „illuminati”, jak nie miejscem tezauryzacji swojej wiedzy uczynić jedynego, trwałego (jak się okazuje mieli rację) miejsca – wnętrza jaskiń.

Zachodzi pytanie, czy paleolityczni mieszkańcy Europy czyniąc miejscem kultu wnętrza jaskiń, mieli na uwadze uczynienie z tych „świątyń” ponadczasowej „Arki”, czy też był to rodzaj „elementarza”- księgi nauk, z której korzystali wszyscy młodzi adepci wiedzy.tajemnej? Weźmy pod uwagę, iż był to jedyny trwały sposób przekazu wiedzy. człowiek kromanioński nie umiał, co oczywiste, pisać, zaś przekaz w postaci mitów, legend, jest tylko wtedy trwały, gdy jest pewność ciągłości następowania po sobie coraz to nowych pokoleń. W warunkach kruchości życia paleolitycznych plemion, było to nad wyraz niepewne. Myślę, że ostatecznym „rozjemcą”, „Aleksandrem Macedońskim” tego „węzła”, jest sama Biblia z jej chronologią upływu czasu – od czasów najdawniejszych, aż po teraźniejszość, a nawet jeszcze dalej – (Nowy Testament). Punkt 14 rozdział V znajduje się przed punktem 16 i 17, itd.

Zanim udamy się wgłąb jaskini Lascaux – „katedry” gnozy najpierwszych z pierwszych, tych którzy „wiedzieli”, musimy „uzbroić się” (podobnie jak nurek delijski, który popłynął w „otchłań ciemnej” nauki Heraklita, nabierając łyk ożywczego powietrza) w „płonącą pochodnię” światła Prawdy, jaka jest jedność – Wiary i Nauki. „Czy sprawiły to siły natury, czy jest to zamysł Najwyższego, nie nam to oceniać”. To jedno zdanie – postulat, dotyczył największego z możliwych sanktuariów męskiego ciała – Nilu. Podobnym aksjomatem posłużyłem się wcześniej jeszcze kilkakrotnie (Wyspa Wielkanocna) Mając na uwadze wszystkie powyższe przykłady, tym łatwiej będzie każdemu z czytelników zrozumieć wyjątkowość wyboru jaskini w Lascaux, przez ich pierwszych odkrywców.

Jeśli zespół budowli kultowych Teotihuacan określiłem jako największy klejnot, wręcz brylant z korony najwspanialszych dokonań ludzkiego geniuszu, porównywalny tylko z piramidami w Gizie i Murem Chińskim, to dzieło paleolitycznych mieszkańców doliny rzeki Vezere, zasługuje na miano „szczerozłotej korony” – z racji nestorstwa, geniuszu, a także maksymalnego efektu dokonanego w minimalnych warunkach. Aby zrozumieć złożoność bogactwa treści groty w Lascaux, należy mieć cały czas na uwadze to co jest motywem przewodnim tej książki – Megacykl i rola „Boga – Stwórcy” w dziele powstania Życia na Ziemi, ponieważ grota ta, podobnie do Drogi Umarłych w Teotihuacan, czy piramid w Gizie, stanowi doskonale przemyślaną i jeszcze doskonalej wykonaną, zaszyfrowaną wiedzę o naszej przeszłości i naszej przyszłości, nie ustępującą niczym, w swojej doniosłości przekazu, nawet samej Biblii. Ale – ad rem.

Plan groty Lascaux

Plan groty Lascaux

Specyficzny układ Sal i Chodników, idealnie wręcz odpowiada wszystkim najważniejszym, przełomowym momentom w Historii Ziemi i Życia Człowieka. I tak:

„Sala Byków [G] – Grupa malowideł nie podkreślonych rytymi kreskami zajmuje wielką salę wejściową, tzw. Salę Byków i węższy korytarz, stanowiący jej przedłużenie, tzw. Galerię Malowideł. Sklepienia sali i chodnika ciągną się niemal równomiernie w jednym poziomie: grunt natomiast obniża się spadzisto, w głąb. Gzyms zaznaczający granicę między dwiema warstwami wapienia, w Sali Byków dotyka prawie ziemi. Na nierównym wapieniu gzymsu powstało bardzo niewiele dzieł. Ponad gzymsem, który nie znika nigdzie, ściany i sklepienia pokrywa w części biała warstewka kryształów kalcytu. […] Sala Byków ma około 20 m długości przy szerokości osiągającej maksymalnie 10 m. Ma ona kształt regularny i owalny. […] Rozmiary i układ wizerunków w Sali Byków, jak i w dalszych częściach groty, są w sztuce paleolitu czymś wyjątkowym. Cztery gigantyczne czarne byki, z których największy mierzy 5,5 m, rozmieszczone w formie fryzu, zajmują większą cześć ściany w głębi sali. Trzy byki następują po sobie. Czwarty zwraca się do nich przodem. Ich sylwetki zarysowano grubymi czarnymi krechami. Częściowe wypełnienie kończyn lędźwi, brzuchów, piersi i pysków nadaje im dużą wyrazistość. Tułów jest częściowo czarno cętkowany. Na dwóch krańcach fryzu widać ślady czy zarysy co najmniej trzech innych byków, z których jeden, czerwony, jest niewykończony. Po wejściu do sali uwagę zwracają najpierw czarne byki. Inne zwierzęta są nieco mniejsze. To konie, jelenie, inne byki, mały niedźwiadek i niezwykłe zwierzę, które nigdy nie istniało w epoce paleolitu, a które nazywano, zupełnie błędnie, jednorożcem. Faunę tę rozmieszczono po trochu wszędzie, w w sposób, przynajmniej pozornie, chaotyczny. […] Jeśli dorzucić do tego kilka znaków, mniej zresztą licznych niż w innych salach, i strzałę [?], która utkwiła w chrapach jednego z byków, to inwentarz postaci pierwszej sali obejmuje 7 wielkich byków, 3 tury o lżejszych kształtach, 9 koni i szczątki lub zarysy co najmniej jeszcze 2 dalszych, 6 jeleni, 1 niedźwiedzia i 1 zwierzę urojone. W większości grot paleolitycznych badano na ogół wizerunki oddzielnie albo grupami tego samego rodzaju, i aż do ostatnich lat nie traktowano dzieł znajdujących się na jednej ścianie jako całości, która należy wyjaśniać łącznie. W Lascaux kompozycji przynajmniej pewnych grup, jak grupa czarnych byków, czy też grupa galopujących koni jest oczywista i nie ma żadnego powodu, by zwierzęta te traktować w sposób izolowany. Trudniejszą natomiast rzeczą jest ustalenie, jaki rodzaj związków zachodzi między różnymi grupami. Czy mamy tu proste nagromadzenie wizerunków z różnych epok i w różnych intencjach? Czy też na odwrót, to nagromadzenie ma jakieś szczególne znaczenie? Zwykłe przyjrzenie się freskom nie zezwala na rozstrzygnięcie tej sprawy. Jest jednak rzeczą pewną, że panujący nieład jest tylko pozorny.”
Wszystkie cytaty: Annette Laming, Skarby w grocie Lascaux.

„Po wejściu do Sali Byków uwagę zwracają najpierw czarne byki. Inne zwierzęta są nieco mniejsze”. „Cztery gigantyczne czarne byki, zajmują większą część w głębi sali”. Gigantyzm tych byków, jak i również rozmiary sali: 20 m. x 10 m. – w znakomity sposób „personifikują” Erę panowania dinozaurów – (patrz punkt 5 z rozdz. V, a także piramida Chefrena). Biorąc Salę Byków za punkt wyjścia, to pozostałe sale czy chodniki powinny, więcej nawet, muszą (aby jakiś agnostyk nie zadał kłam temu twierdzeniu) dokładnie odpowiadać poszczególnym okresom historycznym. Jeżeli Sali Byków przyporządkowałem erę panowania dinozaurów, to Galeria Malowideł (cofamy się teraz wstecz) powinna „opowiadać” o tym wszystkim co się przed tą erą działo.

Galeria Malowideł – [F] W Galerii Malowideł utworzona wskutek nacieków warstwa kalcytu jest grubsza i bardziej ciągła niż w Sali Byków. Osadzanie się trwało nadal po stworzeniu dzieł, zwłaszcza w głębi, gdzie białe wykwity osłaniają jakby lekkim woalem niektóre wizerunki. Łuszczenie się ścian nie było tu znaczne. Jest wszędzie wcześniejsze od malowideł. Na dnie nie znaleziono żadnych wykruszonych płytek skalnych. Galeria ta, długości około 20 m, a u dołu szerokości co najwyżej 2 m jest jakby głęboko wciśnięta między dwa gzymsy z ciemnego i nieregularnego wapienia. Mniej więcej w połowie wysokości jama rozszerza się i ściany stają się gładsze i jaśniejsze. Są one wyłożone białym kalcytem i bogato zdobione. Gzymsy ciągnące się od Sali Byków, są prawie poziome. Ponieważ grunt zstępuje w głąb, zdobione ściany, w miarę posuwania się naprzód, znajdują się coraz wyżej nad zwiedzającymi. W samej głębi kryształy kalcytu pokryły ściany od góry do dołu, a wielką płaszczyznę wypełniają zdobienia od ziemi aż do sklepienia. Malowidła galerii dzielą się na wyraźniejsze grupy (bardziej wyodrębniające się) niż w Sali Byków, niektóre zwierzęta występują jakby oddzielnie i samoistnie, inne tworzą grupy czy fryzy celowo zestawione. […] Nad koniem o trzech kończynach wznosi się zwrócony ku wnętrzu galerii jeleń o wielkim porożu. Przedstawiono jedynie grzbiet, pierś i łeb. Wypełnienia dokonano równoległymi plamkami o zatartym konturze. Rozróżnić jeszcze można cienką czarną kreskę, która posłużyła do zarysowania sylwetki. Na grzbiecie wielkiego jelenia widnieje kreska koloru ochry, pod nią ciągnie się trzynaście wielkich kropek, a przed nimi cienką czarną kreską narysowano prostokąt. Podobne prostokąty i bardzie skomplikowane rysunki stanowią niewątpliwie jedną z zagadek groty Lascaux. Na tej samej ścianie zauważyć jeszcze można grzbiet, szyję czarnego konika. Następna grupa dzięki rozmachowi, jakim ją stosowano, jest najzwyklejszą grupą groty. Składa się z koni i towarzyszących im turów, wymalowanych na ścianie i zarazem na sklepieniu. […] Kompozycja i wykonanie tego malowidła są niezwykłe. Wrażenie jest przejmujące. Zespół ten zajmuje cały odcinek galerii na ścianie prawej lewej, i na sklepieniu. Obejmuje on 3 czerwone i czarne byki, 6 brązowych, czarnych koni, i czarnego konia niedokończonego. Dalej na ścianie po prawej stronie, roztacza się złożony fryz. Jego tematem centralnym jest wielka krowa o przednich nogach wydłużonych, a tylnych nogach podwiniętych pod siebie, która jakby skakała poprzez znajdujący się przed nią wielki znak o formie kraty. […]
Lewa ściana galerii jest mniej ozdobiona, ale znajdują się tam jedne z najpiękniejszych dzieł groty. Na prawo od wejścia widać wielką czerwoną krowę o czarnym łbie i wydłużonych kształtach. Jej nadmiernie długi ogon sięga aż do gzymsu. Kończyny zostały niedopracowane, ale uda i pierś oddane są znakomicie. Podobnie jak skacząca krowa, kieruje się ona w głąb groty. Mierzy 2,7 m. […] Głąb galerii zajmuje grupa trzech ciemnobrunatnych koni o puszystych grzywach i czarnych kopytach . […] Najciekawszym wizerunkiem tej grupy jest ciemno – brunatny koń o czarnej grzywie i padający na wznak, z zadem na dole i z czterema kończynami w powietrzu. […] Galeria kończy się ciasnym i krętym korytarzem, który rozpoczyna się na wysokości przewróconego konia. Korytarz jest częściowo zasypany. W chwili odkrycia groty, między sklepieniem a gliną wypełniającą korytarz pozostawało tylko bardzo ciasne przejście. Potem glinę częściowo usunięto i pełzając, a częściowo czołgając się na kolanach można posunąć się w głąb korytarza na odległość 15 m. Dalej robót nie prowadzono i drogę zagradza glina, wypełniająca korytarz doszczętnie. Można jeszcze przesunąć pod sklepieniem rękę, aż po ramię. Co znajduje się tam dalej? Nikt tego nie wie.”

Sprawdźmy: Po pierwsze: „Grunt wstępuje w głąb”, „Galeria kończy się ciasnym i krętym korytarzem”, „dalszą drogę zagradza glina, wypełniająca korytarz doszczętnie”. Po drugie: „ciemnobrunatny koń o czarnej grzywie, padający na wznak, z zadem na dole i czterema kończynami w powietrzu.
Po trzecie: W Sali Byków i Galerii Malowideł wizerunki zwierząt są wyłącznie malowane, w odróżnieniu od następnych „Epok”, gdzie występują postacie zarówno malowane jak i malowane i ryte!
Po czwarte: Malowidła w tej Galerii dzielą się na wyraźniejsze grupy – bardziej wyodrębniające się. Jest to zrozumiałe jeśli weźmiemy pod uwagę, że Galeria malowideł w swoim „spisie treści” musi zawrzeć więcej niż inne pomieszczenia, bardzo ważnych i znamiennych epok – (od punktu 1 do 4 rozdz. V). Potwierdzeniem tych „podokresów” są rysowane czarną kreską „prostokąty i inne bardziej skomplikowane rysunki”. Znaki w formie krat – to swoiste interwały w Historii Życia na Ziemi.

Reasumując: koń padający na wznak, z zadem na dole i czterema kończynami w powietrzu – symbolizuje, sygnalizuje, że wchodząc do tego chodnika, każdy z jego „wizytatorów”, będzie się cofał wspak (na wznak), ku Genesis Życia.

Chodnik łączący – [E] to epoka już po wyginięciu dinozaurów – (punkt 6 rozdz. V). Dokładny plan jaskini Lascaux, przedstawia ten chodnik w bardzo reprezentatywny, dla tego okresu, sposób. Passage – z jęz. francuskiego – przejście „łączące” panowanie jednego gatunku z drugim gatunkiem, którym będą naturalnie Ssaki.

Lascaux plan jaskini

Chodnik łączący – Na prawo od Sali Byków, pod nogami ostatniego z czarnych byków rozpoczyna się niskie, zaokrąglone sklepienie, które prowadzi do innej części groty przez długi korytarz. […] Ścianki sklepienia są jasne, regularne, ziarnistopiaszczyste jak w chodniku, którym kończy się galeria malowideł. […] Chodnik łączący był niegdyś tak samo barwny jak inne sale. Kruchość ścianek i omiatający je przeciąg sprawiły, że przetrwało niewiele tylko śladów malowideł. Możliwe też, że częste przechodzenie ludzi przez ten ciasny korytarz, w którym ocierano się z konieczności o ściany, przyspieszyło dzieło zniszczenia. Utrwalone na kalcycie ślady malowideł znajdują się z obu stron wejścia do chodnika łączącego. Po prawej stronie są to szczątki co najmniej dwóch byków: czerwonego i o ciemnej barwie. […] Dalej w Chodniku łączącym zaczynają się pierwsze w grocie ryty, wycięte w ziarnistym i piaszczystym wapieniu. Niektóre z nich są tylko ryte, inne malowane i ryte. […] W Chodniku jest wiele nałożonych na siebie rytów, łatwiejszych jednak do rozpoznania niż na niektórych ścianach Wielkiej Galerii która po nim następuje. Tutaj trudność wywołuje w większym stopniu zniszczenie skał niż gmatwanina zwierząt. […] Spośród wizerunków w Chodniku łączącym można wymienić przede wszystkim delikatnie zarysowany łeb byka, namalowany na czerwono i ryty; wiele koni, na których przetrwały ślady czerwonej i czarnej farby, i których zwłaszcza bardzo czarne kopyta oparły się czasowi; byki i małe łby koziorożców.”

Sala Rytów – [C] to „świątynia” procesu formowania się Człowieka – od małp człekokształtnych po hominidy – (punkt 7 z rozdz. V). „Kilka wizerunków wymalowano po prostu tak, jak w pierwszej części groty”. Twórcy tego paleolitycznego „próbnika”, w oczywisty sposób nawiązują do „mało znaczących” i „prymitywnych” początków Człowieka.

„Sala Rytów – Chodnik łączący otwiera się tuż przy końcu obszernego pomieszczenia załamanego w kształcie kolan. Na jego niektórych ścianach widnieje gmatwanina postaci malowanych, albo malowanych i rytych, natomiast inne zdobi fryzy o mało znaczących nałożeniach; kilka wizerunków wymalowano po prostu tak, jak w pierwszej części groty. Ta wielka sala rozszerza się na prawo w półokrągłą salkę, którą nazwano Absydą, albo Salą Rytów. Ziarność ścian jest inna niż w chodniku łączącym, twardsza i zwięźlejsza; nie zauważa się na nich żadnych nacieków. Ponad dawnymi czarnymi malowidłami, prawie całkowicie zatartymi, krzyżują się krechy we wszystkich kierunkach. Ich rozpoznanie jest trudne, a inwentarz tej części groty nie jest ukończony. Sama tylko ściana północna małej Sali Rytów zawiera 125 wizerunków. […] Najstarsze wizerunki w tej gmatwaninie są też najstarsze. Rozróżnić można co najmniej trzy ich grupy. W górze ściany tworzącej kopułę wymalowano i wyryto niegdyś wspaniały fryz jeleni. […] Ponad fryzem jeleni można odróżnić szczątki kilku wielkich czarnych turów, oddzielone od fryzu naturalnym rozstępem skały. Natomiast na sklepieniu wymalowano i wyryto konie. W głębi, na poziomie fryzu wielkich jeleni, znajduje się piękna seria rytów mniejszych jeleni.”

Wielka Galeria – to podobnie do Wielkiej Galerii w Piramidzie Cheopsa – „Historia” Człowieka współczesnego – „Homo sapiens sapiens”.

„Wielka Galeria – [B] Jeśli wychodząc z Chodnika łączącego, pójdziemy na lewo, pozostawiając na prawo Absydę, czyli Salę Rytów, to znajdziemy się w szerokim korytarzu o wysokim sklepieniu i gruncie spadającym w głąb. Ten grunt, dziś wyrównany, w chwili odkrycia ział lejem, podobnym do leja w Sali Byków. […] Owa Wielka Galeria, nazwana przez Breuila „Nawą”, ma kształtność regularny, znacznie rozszerzający się ponad gzymsem. Ma ona około 30 m długości. Szerokość jest rozmaita.

Pod gzymsem nie osiąga nigdzie 2 m, krąży się tutaj w rodzaju długiego, wąskiego korytarza. Natomiast ponad gzymsem, który w głębi znajduje się nad głowami zwiedzających, bardziej wydrążone ściany rozszerzają się. W miejscu najszerszym Wielka Galeria osiąga 5 m szerokości pomiędzy ścianami. Sklepienie w głębi, w miejscu najbardziej wzniesionym, znajduje się na wysokości 5 – 7 m. […] Prawie wszystkie wizerunki, podobnie jak w Galerii Malowideł, powstały ponad tym gzymsy. W Galerii jedyny wyjątek stanowiły 2 kułany, prawdopodobnie samice, tutaj stanowią je 2 żubry – samice. Dla stworzenia tego zespołu dzieł Wielkiej Galerii – artyści paleolityczni musieli użyć rusztowań z gałęzi. […] Ryty z lewej ściany Chodnika łączącego ciągną się dalej, bez przerwy, na lewej ścianie galerii. Na płaszczyźnie wyglądającej jak ścięty mur, odczytuje się najpierw wizerunek dwóch pięknych koni, wyrytych jeden nad drugim. Znakomity jest zwłaszcza łeb. Nieco dalej rozpoznać można, mimo zniszczenia ściany, fryz złożony z pięknych malowanych i rytych łbów koziorożców. […] W głębi Galerii, nieopodal ostatniego konia, wymalowano na brązowo, grzbiet przy grzbiecie, 2 piękne żubry buhaje. Znajdują się one nad poziomem gzymsu, którego wapień jest w tym miejscu gładki i jasny. Są to ostatnie wizerunki, lewej ściany Wielkiej Galerii. Dostęp do ściany na prawo jest trudniejszy. Zdobi ją tylko jeden fryz. Fryz łbów jelenich z profilu malowano na czarno, na kilka metrów nad poziomem gruntu. Możliwe, że artysta pragnął przedstawić grupę przepływającą rzeką. Brzeg gzymsu przedstawia jakby powierzchnie wody.  Pierwszego jelenia zręcznie przestawiono z podniesioną głową, jak gdyby wychodził z wody i miał się właśnie wspiąć na brzeg. Takie przedstawienie jest w sztuce jaskiń jedyne w swoim rodzaju.”

dwa byki

dwa byki

„Wielka Galeria ma kształt dość regularny, znacznie rozszerzający się ponad gzymsem”. Grupa jeleni przepływających rzekę, jak sądzę, symbolizują „Potop” oraz okres Wielkiego Snu, który musi się przecież kiedyś skończyć – „Pierwszy jeleń jak gdyby wychodzący z wody”. „W głębi Galerii, nieopodal ostatniego konia, wymalowano na brązowo, grzbiet przy grzbiecie, dwa piękne żubry – buhaje, opierający się o siebie tyłami”, „ostatnie wizerunki lewej ściany Wielkiej Galerii”. Antagonistyczne względem siebie żubry – buhaje, swoim wizerunkiem w jednoznaczny sposób nawiązują do egipskich bliźniaczych bogów – lwów Shu i Tefnut, które jak wiemy symbolizują Dualizm przeciwstawnych sobie sił – Dobra i Zła.
W tej konkretnej sytuacji, ze względu na usytuowanie tych żubrów – (ostatnie malowidła w Wielkiej Galerii), a także z faktu, iż korytarz w jaskini nie kończy się w tym miejscu, a także mając cały czas na uwadze czekającą Człowieka przyszłość – Wyspy Szczęśliwe itd., to znaczenie tego symbolu nabiera dodatkowych wartości, które w istotny sposób nawiązują do owej wcześniej wspomnianej pochodni „Prawdy”. Bez uznania tej nadrzędnej wartości, która od tylu już stuleci pozostaje „uśpiona”, gdzie to zrazu jedna jej część zyskiwała przewagę nad drugą, a innym znów razem druga panoszyła się i panoszy się jak do tej pory na świecie, nie będzie w ogóle możliwa dalsza „wędrówka” człowieka ku „doskonałości”. A zatem tylko równowaga, czyli współistnienie Wiary i Nauki, tak jak dwie części dualizmu tworzą cykl, pozwoli nam ujrzeć kwintesencję Czterech Kroków – Stopni Człowieka, jakim jest Piramidion – Królestwo Boże – czyli Gabinet Kotów.
Po pierwsze: Szerokie mleczne pasy „moon milk”- zaiste „niebiańskie” to będą czasy, ale podobnie do Tysiącletniego Królestwa , będzie to zaledwie preludium ostatecznego „Zmartwychwstania”.
Po drugie: „Grunt się podnosi i trzeba się wspinać bardzo stromym tunelem wydrążonym w skale”. Fakt „wspomożenia” niedoskonałości natury, jest koronnym argumentem na to, że ci paleolityczni twórcy tego sanktuarium działali według wcześniej przygotowanego planu, w którym, z oczywistych względów, tego najważniejszego z jego elementów nie mogło zabraknąć. „Ludzie paleolitu przywiązywali do tego tunelu szczególne znaczenie”.

Gabinet Kotów – [A] Dysponując tylko opisem (co pozwala mi na tą dość pobieżną analizę), ale jednak na podstawie usytuowania Gabinetu za Wielką Galerią i „moon milk”, oraz posiłkując się wiedzą z rozdz. XXXVII, to bez żadnych wątpliwości można stwierdzić, iż pierwsza mała rotunda symbolizuje, ni mniej ni więcej, tylko to co nam przeznaczone czyli Nirwanę – Królestwo Boże.

„Gabinet Kotów – Fryz jeleni wymalowany został na wprost krowy z kwadratowymi znakami. Dalej skalne ściany zwężają się, pochyłość gruntu, się zwiększa. Zaraz po minięciu dwóch potężnych sylwetek żubrów, opierających się o siebie tyłami, wchodzi się do wąskiego przejścia, którego ściany pokryły białe złogi w stanie rozkładu. W dotknięciu są one miękkie i rozpadają się pod palcami. Te szerokie mleczne pasy (tzw. po ang. moon milk – „księżycowym mleczkiem”) schodzą z bardzo wysokiego sklepienia. Wykonanie na tym kruchym materiale malowidła czy rytu nie było możliwe. Obie ściany wyłożone owym moon milk prawie się dotykają, następnie łączą się w bardzo niskie sklepienie, pod które trzeba się wczołgiwać na czworaka. Odnosi się wrażenie, że dotarło się do dna groty. Jednakże jeszcze dalej ciągnie się wąski korytarz. Grunt się podnosi i trzeba się wspinać bardzo stromym tunelem wydrążonym w skale. Po wzniesieniu się o kilka metrów, tunel przybiera z powrotem kierunek bardziej poziomy. Rozszerza się tylko w kilku miejscach i małych zakrętach, na których ścianach wymalowano i wyryto nowe wizerunki. Staranność wykonania dzieł nie jest w tym odległym miejscu mniejsza, niż w salach łatwiej dostępnych czy lepiej położonych, a niekiedy tematy odmienne wskazują na to, że ludzie paleolitu przywiązywali do tego tunelu szczególne znaczenie.”

„Jeden z kotów przebity jest siedmioma strzałami”, „buhaj z podniesionym ogonem znamionującym wściekłość”, itd.
„Tunel biegnie dalej”, „dalej przejść nie można”. Megacykl niestety nie kończy się w tym miejscu. W istocie, Człowiek dalej „przejść” nie może, ale dzięki naszemu „Ojcu”, jego „Syn” żyje nadal, z tym tylko, że już nie na Ziemi ale w „Nim”. „Nagle ginie grunt pod nogami. Bardzo wilgotna ściana spada pionowo. Ściany są tak wilgotne, że zachowanie się na nich malowideł byłoby niemożliwe”. Po „pozytywnej” części Megacyklu, następuje „gwałtownie” jego „negatywna” część. I cóż dalej? Nic? Pustka? Koniec?

Studnia Martwego Człowieka – [D] jest dowodem na to, że człowiek paleolityczny doskonale wiedział o perpetuum mobile wszechświata.

„Studnia Martwego Człowieka – Głębokie i poszarpane dziury, następujące po Gabinecie Kotów, nie ujawniły żadnej tajemnicy, mimo oczywistego zainteresowania, okazywanego przez ludzi paleolitycznych tą częścią groty.
Na drugim krańcu Sali Rytów, którego warunki są dość podobne, znajduje się najbardziej niezwykła scena całej groty. Powracając z Gabinetu Kotów, trzeba trzymać się tej samej drogi, przebyć strefę moon milk, przejść między czarną krową z jej korowodem koni a fryzem płynących jeleni. Minąwszy wejście do Chodnika łączącego, prowadzącego do Sali Byków i do wyjścia, kierujemy się między ścianami Absydy, ozdobionymi rytami, w jej głąb, która pozornie zamyka ślepy zaułek. Na pierwsze wejrzenie ta cześć groty jest mało frapująca. Jej ściany wyglądają jak pobrudzone i są pokreślone we wszystkich kierunkach. Ale to nagromadzenie kresek i wizerunków, utrudniajce ich zrozumienie, jest może właśnie oznaką miejsca szczególnie ważnego pod względem sakralnym, czy innym. Wizerunki obejmują tu ściany aż po sklepienie. Ryty uzupełniły wtórnie pierwotne, czerwone lub czarne malowidła. Można tam spotkać wizerunki tak niezwykłe, jak duże kraty i mnóstwo rytych kresek. Ściany są wytarte. Dzieła wydają się zamazane, co wskazuje na to, że miejsce to było często odwiedzane. Na kraju Sali Rytów, mocno wypolerowany i wytarty kamień tworzy coś w rodzaju cembrowiny ponad ziejącą dziurą. Sklepienie w górze kończy się małą kopułką, na której wyryto rożne zwierzęta, wymalowano znaki o kształcie krat w różne kolory i długi pas małych równoległych plamek, pęki rozchodzących się kresek, takich samych jak te, które znajdują się w Galerii, lecz zmniejszonych. Wydaje się, że na zwężających się ściankach tek kopuły zebrano główną część znaków, używanych w grocie. A przecież niełatwo dosięgnąć tę kopułę, wznoszącą się nad dziurą, która prowadzi do studni i do sceny przedstawiającej martwego człowieka. Po przejściu 5 m pionowej ściany, po której dawniej trzeba było schodzić przy pomocy sznura, dociera się do małej nieregularnej salki, utworzonej przez rozpadlinę, częściowo wypełnioną gliną. Na dwóch końcach rozpadliny rozciągają się długie szczeliny; jedną z nich uprzątnięto i jest obecnie dostępna. Ściany tej sali są niemal wszędzie pokryte warstewką stwardniałej gliny. Miejscami błyszczą dzięki lekkiemu naciekowi wapiennemu. Jest on niekiedy późniejszy od malowidła. Ściany są skąpo zdobione.

Po prawej stronie wymalowano łeb czarnego konia o puszystej grzywie, nie zwracający jednak uwagi. Skupia się ona na wymalowanej płaszczyźnie długości ok. 2 m, znajdującej się na wprost wejścia. Centralną postacią tej sceny jest człowiek o łbie ptaka. Narysowano go czarną prymitywną kreską, kontrastującą z subtelnością przedstawienia innych dzieł groty. Ciało jego – to tylko prostokąt, którego jedynym podkreślonym szczegółem jest płeć, zaznaczona zwykłą czarną kreską. Ręce tworzą dwie kreski, a każda z nich kończy się dłońmi o czterech palcach. Nie przedstawiono szczegółów ani nóg, ani stóp, zaznaczono jedynie ich zagięte przedłużenie. Obok człowieka leży zakrzywiony kij. Przed nim – schematyczny ptak o bardzo podobnym łbie, również rysowany czarną kreską, siedzący na kiju przedłużonym paroma czarnymi kreskami. Człowiek wygląda tak, jakby padał na wznak. Stojący przed nim żubr, przedstawiony w dość niezwykły sposób, obraca niezręcznie łeb, niewątpliwie po to, by najlepiej zagrozić rogami. Malowany jest czarnymi pociągnięciami. Jego grzywę zaznacza szereg równoległych czarnych kresek. Ciało jest brązowe, ale nie jest ono pokryte farbą. Dla umiejscowienia żubra artysta posłużył się szeroką, ciemniejszą od ściany, plamą gliny. Plama wystaje zresztą poza sylwetkę żubra z jednej i drugiej strony. Żubr bije w powietrze sztywnym, niezręcznym ogonem. Jest raniony. Z ciała wypadają mu wnętrzności szerokimi płatami, obwiedzionymi na czarno. Długą dzidę, należącą prawdopodobnie do człowieka o głowie ptaka, przedstawiono jako tkwiącą w ranie zwierzęcia. Z drugiej strony człowieka, na lewo od tej sceny, ucieka nosorożec. Malowano go z lekka cieniowaną czernią, która zbliża go bardziej do fresków z Sali Byków i Galerii Malowideł niż do człowieka o głowie ptaka i do ranionego żubra. Choć stanowi część tej sceny, nie kreśliła go ta sama ręka, ani nie zastosowano tu tej samej techniki. Jest to jedyny w grocie nosorożec o dwóch nogach. Jest niewykończony; widać cienką czarną linię, która posłużyła do naszkicowania zarysu brzucha, piersi i przedniej kończyny, ale która pozostała niewypełniona. Pod wzniesionym ogonem nosorożca widnieje sześć czarnych tajemniczych kropek. Czarne ślady znajdujące się nieco niżej są być może odciskami dłoni. I wówczas myślimy o artyście, który przed tysiącami lat oparł się na chwilę, przez nieuwagę, o ściankę, którą zdobił.”

„Jej ściany wyglądają jak pobrudzone i są pokreślone we wszystkich kierunkach”. „Wielki Wybuch około 15 miliardów lat temu był początkiem powstania Wszechświata”. Nowy Cykl – czas zacząć. Tak jak „łożysko wyschniętego strumienia” kończy „pozytywną” część Megacyklu, tak po okresie „Nicości”, „Studnia” rozpoczyna od nawa „bieg ku Życiu”. Na razie jednak, jest to tylko jego niematerialna część – Trójkąt skierowany ku dołowi. „Najniezwyklejsza scena całej groty; raniony żubr, człowiek o ptasiej głowie, ptak siedzący na kiju i nosorożec”- to w równie genialny sposób, jak pozłacana płytka z próbnika Pionieera, w schematyczny sposób zaszyfrowana kwintesencja wiedzy o Człowieku i roli Boga w „wskrzeszeniu”, „na chwilę tylko nieobecnego”, Życia.

Lascaux Studnia

Studnia Martwego Człowieka

I tak: czytając ten rebus od prawej strony – czyli od strony nicości -(początek nowego Megacyklu) – to Raniony żubr, z z ciała którego wypadają wnętrzności symbolizuje, podobnie jak „Ozyrys”- rozdz. XIV Życie, które już było w poprzednim Megacyklu, a które odrodzi się jako „Horus”. Następne elementy tego rebusu, dla czytelników tej książki, zapewne nie stanowią już żadnej przeszkody w ich odszyfrowaniu.

Człowiek o łbie ptaka – centralna postać tej sceny – to właśnie „Horus”.
Takie szczegóły jak: łeb ptaka oraz fakt prymitywności kreski, w porównaniu z innymi rytami, świadczą o chęci skierowania uwagi oglądającego na te właśnie, a nie inne „znaki szczególne”. Człowiek o łbie ptaka – jest symbolem- komunikatem o Konkluzji – (rola fallusa – neurogeneza), a także o Kulcie Człowieka Ptaka – od narodzin człowieka współczesnego – czyli od „Przedszkola” aż po „Absolutorium”.

Nad wszystkim czuwa ptak na kiju – czyli „Thot”- „Duch święty”- siła sprawcza, dzięki której Bóg- Ojciec realizuje swoje zamierzenia – (rozdz. XIV).
Pod wzniesionym ogonem nosorożca widnieje sześć tajemniczych kropek. Symbolika sześciu „kropek”, co prawda w innej konfiguracji, (ale to już sprawa „inwencji twórczej” „szyfrantów” Tabula Smaragdina, czy nawet jeszcze wcześniej z Nabta Playa?), oznacza oczywiście Królestwo Boże.

„Jedyny w grocie nosorożec o dwóch nogach”, „jest niewykończony”- to Człowiek – „Horus”, który BYŁ zwierzęciem, JEST Człowiekiem, ale BĘDZIE następnym „Ozyrysem”.

Znaki w kształcie krat, tak charakterystyczne dla groty Lascaux, również zwiększają swe znaczenie w ostatnich fazach użytkowania groty. Nie ma ich w Sali Byków, a w Sali Malowideł są tylko trzy takie znaki. Jeden występuje tylko w zarysie, jako czworobok, pod jeleniem o wielkim porożu, drugi oddziela od siebie zwrócone ku sobie koziorożce z głębi Galerii. Wiek różnych wizerunków jest dość niepewny. Trzeci znak, „bariera”, którą stara się przesadzić skacząca krowa, przynależy do fazy wielkich czarnych zwierząt, równomiernie barwionych. Około trzydziestu innych znaków w kształcie kraty wyryto lub wymalowano w Sali Rytów i w Gabinecie Kotów oraz w kopule wznoszącej się nad Studnią. Pochodzą one z ostatnich okresów użytkowania groty (z okresu koni malowanych i rytych, czarnych byków i rytów). Znaki w kratkę, znajdujące się u stóp wielkiej czarnej krowy, wyryto misternie i wymalowano kilkoma kolorami. Takim samym, również wielobarwnym znakom wyobrażonym w Sali Rytów, tu nad wylotem Studni, towarzyszą liczne ryte kreski, które ich jednak nie pokrywają, co wskazuje na to, że w okresie powstawania w Absydzie licznych rytów owe wielobarwne szachownice posiadały dla ostatnich artystów groty jeszcze jakieś znaczenie. Epoka wielkich zwierząt malowanych równomiernie czarną farbą nie była może wtedy bardzo odległa. Tak więc dzieła z Lascaux są zarazem różnorodne i jednolite. Pewne urozmaicenie przedstawiania i sposobów technicznych nie przesłania podstawowej jednolitości tematów i stylu, zaznaczającej się w określonym sposobie przed stawiania kończyn i rogów, uszu, chrapów wraz z pewną skłonnością utrwaloną niewątpliwie tradycjami do przedstawiania niektórych zwierząt w sposób majestatyczny i przydawania im ściśle określonych znaków.”
Annette Laming, Skarby w grocie Lascaux.

Era panowania dinozaurów stanowi jedną wielką i niepodzielną Epokę, z tego też względu, w Sali Byków, nie ma żadnych znaków w formie krat. W Sali Malowideł są trzy takie znaki, zaś w Sali Rytów i w Gabinecie Kotów około trzydziestu. Ilość tych znaków nie jest wcale zaskakująca jeśli weźmiemy pod uwagę, że historia Życia na Ziemi, w pierwszych swoich okresach, była mniej skomplikowana od czasów bardziej nam współczesnych. Jednakowoż nie tylko ilość tych znaków jest interesująca, równie ciekawe są ich kształty – np. znak wyryty w Gabinecie Kotów w jednoznaczny sposób kojarzy się z diagramem Ofitów! Znak malowany na czerwono na sklepieniu Galerii Malowideł „przypomina” komory odciążające z piramidy Chipsa – i co oczywiste „ANKH” – czyli „Cztery Stopnie” prowadzące do „poznania”a ich „kwintesencji”. Fantasmagoria? Nie. Raczej Alegoria. Zakończenie książki Anette Laming stanowi doskonałe uzupełnienie moich „przypuszczeń”.

Lascaux

„Poprzednie rozdziały naprowadzają na myśl, że sztuka jaskiniowa przedstawia sceny skomponowane, że w podziemnych sanktuariach istniał rodzaj malarstwa zorganizowanego, regularne następstwo płaszczyzn z wizerunkami. Te kompozycje i te następstwa odwodzą nas daleko od zbyt prostej myśli o sztuce magicznej, co nie oznacza jednak, że potrafimy te fakty wyjaśnić. Jak rozumieć myśl przewodnią zdobień jakiegoś sanktuarium? Czy można w nich widzieć rozwijającą  się opowieść o oddźwięku sakralnym, coś w rodzaju drogi krzyżowej w sanktuariach chrześcijańskich, której tablice, mimo różnic w indywidualnej interpretacji, odtwarzają ciągle te same dzieje? Czy też – jakby próbę wyobrażenia tego, co pojęto, w swoim mniemaniu, ze struktury i organizacji, świata i społeczeństw ludzkich? W takim przypadku sanktuaria paleolityczne byłyby rodzajem pierwszego traktatu o Wszechświecie czy o żyjących istotach, jeszcze przed wynalezieniem pisma. 

Pierwsza hipoteza nie wyłącza następnej i prawdopodobnie to, co usiłujemy rozumieć ze ścian podziemnych sanktuariów dotyczy zarazem mitu i nie należy się lękać tego wyrazu, metafizyki. Podziemne kompozycje mogą przedstawiać nam równocześnie dzieje człowieka i zwierząt – i tu znajdujemy się dziedzinie mitu – mogą one też starać się o ustalenie miejsca człowieka pośród zwierząt, próbować klasyfikowania, wprowadzenia niego porządku do tego wielkiego, zwierzęcego i ludzkiego świata, który odkrywa swą chaotyczną nowość nie znajdującą wytłumaczenia.

Nie potrafimy jeszcze odgadnąć znaczenia sanktuariów w ich szczegółach, ale poczynamy dostrzegać kierunek myśli paleolitycznej. Mówiliśmy o łączeniu gatunków w pary, co stanowi zasadniczy temat wszystkich sanktuariów. Otóż, wydaje się, że każdy gatunek posiada dokładnie określoną symbolikę seksualną, jak to wykazują bardzo liczne skojarzenia kobiet z żubrami. Czy te skojarzenia oznaczają, że gatunek żubra należy do kategorii żeńskiej, czy też jest na odwrót, stanowi w stosunku do pierwiastka kobiecego element dopełniający, nie jest to jeszcze jasne, ale podobnie, jak istnieje stosunek koń – żubr, istnieje też stosunek kobieta – żubr. Zresztą ten dualizm, wyrażający się w łączeniu parami, przypisywany, jak się zdaje, zarówno światu zwierzęcemu, jak i ludzkiemu, podkreślają znaki, towarzyszące innym wizerunkom. Ostatnio A. Leroi- Gourhan wystąpił z nowa teorią znaków w sztuce paleolitycznej. Teoria ta, przynajmniej w swych głównych zarysach, wydaje się bezsporna. Według niej, znaczna większość znaków w jaskiniach dałaby się zgrupować w dwa szeregi, w szereg męski i w szereg żeński. Od faz najwcześniejszych zaobserwować się daje powolne przekształcanie wizerunku narządów płciowych, ukazywanych zrazu w sposób realistyczny, później zbliżających się do form symbolicznych, których sens jest jasny tylko dla tego, kto zna wcześniejsze etapy. Znakami szeregu męskiego są gównie strzały, harpuny, kreski i pałeczki. Znakami szeregu żeńskiego są formy owalne i trójkątne, kształty maczugowate, czopki. Znaki te są na ścianach sanktuariów przedstawiane zazwyczaj parami i kojarzone z parami zwierząt, według reguł, które wydają się ustalone, ale których sensu nie udało się nam jeszcze zrozumieć. Zanim będzie można wyciągnąć dokładniejsze wnioski, teoria ta podkreśla wrażenie, jakie wywołały już badania nad parami zwierzęcymi, mianowicie, że myśl sakralną czasów paleolitycznych przenikał podstawowy dualizm.

Na zakończenie należy stwierdzić, że wszystkie próby interpretacji prowadzą jedynie do wniosku, że dla myśli paleolitycznej niesłychanie ważny był podział świata ożywionego na element męski i element żeński. Trzeba by pójść znacznie dalej, starać się wyjaśnić znaczenie człowieka o ptasim łbie z groty Lascaux i na poły ludzkich istot z innych grot, urojonego zwierzęcia u wejścia do groty Lascaux i wszystkich zwierząt urojonych z podziemnych sanktuariów. Wraz z nimi wkroczylibyśmy w świat istot mistycznych, o których nie wiemy jeszcze nic, poza tym, że odnajduje się je również w sposób uderzająco stały od jednego do drugiego krańca regionu franko- kantabryjskiego. Możemy się tylko domyślać złożonego charakteru myśli naszych przodków z okresu ostatniego zlodowacenia. Ta złożoność, ten wysiłek w kierunku zrozumienia świata, wyjaśnienia go, odkrycia jego podstawowej budowy, czyni nam te istoty, które wydawało się tak od nas odległe, bliższymi.”

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Egipski układ oddechowy i pokarmowy

O delcie Nilu, który jest odpowiednikiem głowy (rozgałęzienia rzek w tej delcie doskonale „imitują” korę mózgową i połączenia między komórkami nerwowymi) już wspominałem (Giza, Sakkara i.t.p.). O innych ważnych częściach męskiej sylwetki – serce, nogi, również była mowa. Zachodni brzeg rzeki Nil w okolicy Karnak: Deir el- Bahari, Kolosy Memnona, Medinet Habu, Ramesseum, Deir el- Medina – wszystkie te świątynie stanowią zakodowaną informację o procesie rozwoju człowieka od poczęcia do narodzin.

Ramesseum – kompleks świątyń zbudowanych przez Ramzesa II w Tebach Zachodnich – koduje wiedzę o nienarodzonym jeszcze człowieku, którego jak przypominam idealizowała świątynia w Edfu. Świątynia w Ramesseum widziana z lotu ptaka symbolizuje płód człowieka – tak jak w Edfu sylwetka dziecka, tym razem otoczonego wodami płodowymi. Kolosy Memnona to równie symboliczna informacja o narodzinach tego naszego dziecka – ostatnia budowla w kierunku wschodnim ku rzece Nil, który jest taką symboliczną granicą między życiem płodowym a życiem już nowo narodzonego dziecka.

Świątynia w File jest zakodowaną informacją o całej problematyce związanej z fizjologią człowieka, konkretnie z jego układem moczowo-płciowym, a jeszcze konkretniej z jego oczyszczająco-filtrującym aspektem, który ułatwia wydalanie zbędnych substancji z organizmu. Samo usytuowanie zespołu świątyń – na wyspie w zamyśle ich budowniczych miał symbolizować nerkę.

Dokonując specyfikacji najważniejszych elementów składowych symbolicznego Mężczyzny wpisanego w rzekę Nil, można zadać sobie pytanie: czy ta zakodowana wiedza dotyczyła tylko tych najważniejszych i najpowszechniej znanych świątyń, zaś pozostałe obiekty budowane były już bez określonego wcześniej planu, a co za tym idzie nie miały swojego ukrytego znaczenia.
Odpowiedzią na to istotne zagadnienie jest zespół świątyń zgrupowanych wokół jeziora Qarun (w starożytności j. Mojrisa), których istota zawiera się w stwierdzeniu, iż personifikują one najważniejsze części składowe górnych dróg oddechowych i pokarmowych zarazem – czyli gardło właśnie.

Mapa zabytków archeologicznych w Fajum

Mapa zabytków archeologicznych w Fajum

cieśń gardzieli

I tak, świątynia w Hawara wraz z Wielkim Labiryntem zlokalizowanym w pobliżu tej piramidy, jak jej charakterystyka oraz co ważniejsze lokalizacja na mapie – ciele człowieka, symbolizuje według mnie część nosową gardła – sklepienie gardła.

piramida w Hawara

Hawara

Al Lahun – Starożytna nazwa dosłownie, „Usta (lub otwarcia) Kanału”), to jak logika wskazuje i starożytna nazwa podpowiada – część ustna gardła. Piramida w Al Lahun z wyglądu kojarzyć się może z językiem.

Al Lahun

Al Lahun

„Od wejścia do piramidy opadający korytarz ze schodami prowadzi w dół do małego pokoju i dalszy krótkiej poziomej przejścia. W stropie tego poziomego przejścia było ukryte klapa przesuwne masie 20 ton. Jeśli ta została znaleziona i otworzył rabuś znajdzie się w obliczu pustego przejścia pod kątem prostym do poniższego fragmentu, zamknięte drzwi drewnianych, lub przejście do równoległego przejścia poniżej dokładnie wypełnione, błota i kamienia blokowania. On zakładać, że blokowanie ukryte wejście i czas zużyty usunięcie go (co zwiększa prawdopodobieństwo wykrycia przez opiekunów piramidy).” (link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Hawara 
https://en.wikipedia.org/wiki/El-Lahun 

układ oddechowy

układ oddechowy

Wszystkim poszczególnym częściom anatomicznym gardła człowieka i odpowiadającym im świątyniom i piramidom można z pewnością przyjrzeć się bardziej dokładnie, ale w stosunku do wcześniej wspomnianych „gigantów” – Giza, Luksor, Karnak są to obiekty o mniejszym znaczeniu. Potwierdzają one jednakowoż i niejako falsyfikują koncepcję symbolicznego znaczenia rzeki Nil.

Na koniec tego wpisu jeszcze jeden ważny i ciekawy „substytut” człowieka – układ oddechowy i pokarmowy, które w tej naszej układance personifikują egipskie oazy. Charakterystyka, a także najważniejsze obiekty i świątynie poszczególnych oaz, (tych poniżej wyszczególnionych, a także i innych pomniejszych), stanowi sygnał, trop, do wywiedzenia o jakie organy, jak również ich funkcje chodziło starożytnym twórcom symbolu archetypu człowieka. Oaza Siwa przywodzi na myśl oskrzela człowieka. Oaza Bahrija, by być w zgodzie z logiką, symbolizuje płuca. Pozostałe oazy: Oaza Farafra, Oaza Dakhla, Oaza Charga, a w szczególności ich charakterystyka, stanowi kompendium wiedzy o układzie pokarmowym człowieka – żołądek, jelito cienkie, jelito grube. Plan świątyni Hibis (odbyt) znajdujący się w oazie Charga nie pozostawia cienia wątpliwości co do predystynacji zespołu oaz w starożytnym Egipcie.

Egipskie oazy

Egipskie oazy

„Oazy to teren z bardzo bujną roślinnością na obszarze pustynnym i półpustynnym. Przede wszystkim można je spotkać na terenach, gdzie woda z rzek dociera do gruntu, takie zjawisko nazywane jest oazami nadrzecznymi lub, gdy w miejscach, gdzie zwierciadło wody gruntowej znajduje się na tyle głęboko, że może dostarczać wody korzeniom roślin. Najbardziej charakterystycznymi roślinami dla oaz są palmy daktylowe. Oazy najczęściej są wykorzystywane przez koczowniczą ludność taką jak Beduini i Tuaregowie. Są one również ważnym punktem na szlaku karawan. Starożytni Egipcjanie uważali, że oazy nie były darem Nilu, a nieba. Można nawet powiedzieć, że nie mylili się oni zbytnio w swych osądach. Słowo Wahat w języku egipskim, oznacza kocioł, z tą nazwą w starożytności Egipcjanie utożsamiali depresje, w których powstawały oazy.” (link)-  http://blog.holidaycheck.pl/afryka/egipt/egipskie-oazy-czy-mozna-je-nazwac-oazami-spokoju/ 

układ pokarmowy

układ pokarmowy

Egipskie oazy

Egipskie oazy

Oaza Siwa – „Siwa to jedna z najpiękniejszych oaz w Egipcie. Nie bez powodu jej nazwa oznacza „Krainę Palm” – rośnie tu prawie 300 tysięcy tych drzew. Oaza słynie z daktyli, oliwek oraz krystalicznie czystych źródeł.(…) Ślady osadnictwa w oazie Siwa są datowane na dziesiąte tysiąclecie p.n.e., ale pierwsze kontakty z Egiptem faraonów nastąpiły dopiero w czasach XXVI dynastii (685-525 p.n.e.). Założono tu wówczas nekropolę. Z czasów XXVI dynastii pochodzi świątynia Wyroczni; za XXX dynastii wzniesiono tu natomiast świątynię Amona.” (link)- http://www.wirtualnyegipt.pl/egipt-oazy/siwa.html 

Oaza Baharija – „w okresie Średniego Państwa (2055-1650 r. p.n.e.) oaza była kontrolowana przez państwo faraonów. Sprowadzano z niej m.in. wino i płody rolne. Mieszkańcy Oazy Północnej, jak wówczas nazywano Bahariję, przedstawieni zostali jako składający dary w grobowcu wezyra w Tebach Zachodnich, a więc na obecnym Zachodnim Brzegu w Luksorze, w czasach faraona Totmesa III (1479-1425 r. p.n.e.).” (link)- http://www.krajoznawcy.info.pl/baharija-oaza-pustyni-libijskiej-33723

Dolina złotych mumii – „zespół archeologów odkrył na stanowisku w środkowym Egipcie 14 starożytnych grobów oraz bogato zdobiony sarkofag sprzed 2300 lat. Odkrycia dokonał zespół egipskich naukowców na stanowisku położonym w oazie Bahariya na Pustyni Libijskiej, w odległości około 300 kilometrów na południowy-zachód od Kairu. Na stanowisku archeolodzy odnaleźli 14 starożytnych grobów, a w jednym z nich wyjątkowo starannie wykonany gipsowy rzeźbiony sarkofag, którego wieko przedstawia postać kobiety w szatach w rzymskim stylu. (link)- http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,371698,nowe-znaleziska-w-dolinie-zlotych-mumii.html 

Oaza Farafra – „najbardziej oddalona oaza na Pustyni Zachodniej, Farafra, jest równocześnie położona najbliżej Białej Pustyni, którą cechuje krajobraz jak z marzeń sennych, usiany niezwykłymi formacjami skał kredowych.” (link)- http://pl.egypt.travel/city/index/farafra-oasis

Oaza Dakhla – „uważana jest za jedną z najbardziej atrakcyjnych oaz egipskich. W oazie znajduje się ponad 500 gorących źródeł, w tym Bir Tarfawi i Bir Al-Gebel, jak również urocze domostwa z cegieł wyrabianych z błota i ruiny średniowiecznego miasta oraz wioski Al-Qasr i Balat. Dakhla zorganizowana jest wokół głównego miasta Mut, które jest miejscem zasiedlonym już w czasach faraonów.” (link)- http://pl.egypt.travel/city/index/dakhla-oasis 

Oaza Charga – „archeolodzy odsłonili na Pustyni Zachodniej w Egipcie pozostałości miasta sprzed 3,5 tys. lat – podało w środę egipskie ministerstwo kultury. Wykopaliskami w oazie Charga, położonej ok. 200 km na południe od Kairu, kierowała ekipa z amerykańskiego uniwersytetu Yale. Miały one na celu odtworzenie mapy starożytnych dróg przez Pustynię Zachodnią. Odkryte pozostałości znajdują się przy dawnej trasie karawan, łączącej Dolinę Nilu z zachodnimi oazami i ciągnącej się dalej do Nubii (Sudanu), skąd w starożytności sprowadzano niewolników. Był to ważny szlak handlowy, którym transportowano także zboże, złoto, kość słoniową i przyprawy. Osada osiągnęła szczyt świetności w czasach Średniego Państwa (1786-1665 p.n.e.) i drugiego okresu przejściowego (1600-1569 p.n.e.).” (link)- http://www.polskieradio.pl/23/266/Artykul/258453,Starozytne-miasto-na-szlaku-oaz 

świątynia Hibis

świątynia Hibis

Świątynia Hibis – „Największą i najlepiej zachowaną świątyni w Kharga Oasis jest Świątynia Hibis, prawdopodobnie dlatego, że został pochowany w piasku aż koparki wykopał go we wczesnym okresie XX wieku. W rzeczywistości, jest to jeden z najlepszych świątyń w Egipcie z dowolnego miejsca okresu perskiego. Hibis, z egipskiej Hebet, czyli „pług”, znajduje się tuż ponad dwa kilometrów na północ od współczesnego miasta Khargi Miasto związane ze świątyni, zwanej Miastem Plough, była w czasach starożytnych garnizon (znany jako twierdzy Kasr el-Ghuieta) stolica Oasis, łatwo obejmujące kilometr kwadratowy. To leży w dolinie między podnóża Gebels al-Teir i Nadura. Bardzo mało wiemy o starożytnym mieście, choć wczesne prace wykopaliskowe nie ujawniło kilka domów z sklepienie i fresk malowidłami.” (link)- http://www.touregypt.net/featurestories/hibis.htm

„Oddychanie to jeden z najistotniejszych przejawów życia, dlatego jedną z pierwszych rzeczy sprawdzanych np. po wypadku jest zbadanie, czy dana osoba jeszcze oddycha. Oddychać, czyli pobierać z atmosfery tlen, a oddawać do niej dwutlenek węgla, musi każda żywa istota. Prawie każdy organizm potrzebuje tlenu do pozyskania energii życiowej. Na oddychanie składają się dwa procesy: „oddychanie zewnętrzne” – wymiana gazowa, tzn. pobieranie ze środowiska tlenu (poprzez narządy oddechowe), rozprowadzanie go po komórkach (dzięki krwi) i jednocześnie odbieranie z nich dwutlenku węgla w celu usunięcia na zewnątrz (również poprzez narządy oddechowe) oraz „oddychanie wewnętrzne” – wewnątrzkomórkowe, tzn. biologiczne utlenianie związków organicznych w celu pozyskania energii niezbędnej do podtrzymywania funkcji życiowych.”
(link)- http://www.bryk.pl/wypracowania/biologia/cz%C5%82owiek/19143-uk%C5%82ad_oddechowy_cz%C5%82owieka_budowa_funkcje_choroby.html 

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Święto Opet nad rzeką Avon

Jak co roku kilkadziesiąt tysięcy ludzi obserwowało letnie przesilenie w Stonehenge. No i cóż z tego. Czy wszyscy oni zdają sobie sprawę z tego w czym uczestniczyli, co symbolizuje promień wschodzącego Słońca wnikający wgłąb podkowy zbudowanej z pięciu trylitów? Dla większości z nich to tylko atrakcja turystyczna, uczestnictwo w pogańskim rytuale związanym z kultem Księżyca i Słońca. Spotkać tu można było wielu ludzi uważających, iż miejsce to ma niezwykłą, uzdrawiającą energię. Medytowali i oczekiwali na kontakt z istotami z kosmosu. Tak oni jak i wszyscy inni „znawcy” nie podejrzewają nawet jakie jest rzeczywiste przesłanie tego miejsca, a jest ono tożsame z tym wszystkim co wcześniej na przykładach starożytnego Egiptu czy megalitycznej Europy już opisywałem. Przyglądając się całemu kompleksowi obiektów kultu usytuowanych na równinie Salisbury Plain (hrabstwo Wiltshire), począwszy od: New Henge, The Cursus, Lesser Cursus, Fargo Plantation, Woodhenge, Durrington Walls, Bluehenge, Stonehenge, The Avenue, a także co równie istotne biorąc pod uwagę sam kształt fragmentu rzeki Avon, można dojść do wniosku, iż rzeka ta swoim kształtem, (a także i symboliką świątyń) przypomina męski narząd rozrodczy w równie podobny sposób jak fragment rzeki Nil w pobliżu świątyń Karnak i Luksor.

Salisbury Plain

Salisbury Plain

Starożytny Egipt - mapa

Starożytny Egipt – mapa

Tak jak kapłani w starożytnym Egipcie uczestniczyli w tajemniczej ceremonii podczas święta Opet, tak też i tu na równinie Salisbury, mniej więcej w tym samym czasie, kapłani „megalitycznej Europy” uczestniczyli w ceremonii o podobnym znaczeniu.

http://gloriaolivae.pl/?p=1817

The Cursus to ogromny fallus w stanie erekcji (Lesser Cursus to fallus w stanie spoczynku), który wystrzeliwuje swoje nasienie czego symbolem jest Woodhenge – dokładnie w linii prostej na kierunku wystrzału z męskiej „armatki”.

Cursors - Woodenhenge

Cursors – Woodhenge

Woodenhenge

Woodhenge

New Henge symbolizuje worek mosznowy.

Cursus

Cursus

The Cursus (fallus) – na zamieszczonej poniżej grafice w nadzwyczaj dokładny sposób zaznaczone są nawet takie szczegóły męskiej anatomii jak zarost łonowy – Fargo Plain, czy też napletek – Long Barrow

The Cursus

The Cursus

Zachodni brzeg, Karnak, Luksor

Zachodni brzeg, Karnak, Luksor

Durington Walls

Durington Walls

Tak jak podczas święta Opet, gdzie to męski czynnik powstania życia wędrował rzeką Nil z Karnak do Luksoru, tak tu pojedynczy „zwycięski” plemnik i komórka jajowa tworzący zygotę – Durrington Walls (Karnak) płynie rzeką Avon do miejsca gdzie to życie przez dziewięć miesięcy będzie się rozwijać – do Stonehenge – macica (Luksor). Wcześniej jest jeszcze Bluehenge – pochwa.

Bluehenge

Bluehenge

Cussus

Cussus

I taka jest właśnie rozkodowana wiedza tajemna Salisbury Plain.

http://gloriaolivae.pl/?p=1693

Stonenenge

Stonenenge

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Buddyzm – czyli Antidotum na podglądaczy

Rozdział XVI książki „Gloria olivae”.

„W 1922 roku w Dolinie Indusu na „wzgórzu umarłych” odkryto ruiny buddyjskiej stupy, pochodzącej prawdopodobnie z III w. p.n.e. Kolejne prace przyniosły zupełnie niespodziewanie odkrycie jeszcze starszych śladów, tym razem bogatej cywilizacji z epoki brązu. Znaleziono szczątki osady rozwiniętej w porównywalnym stopniu do późniejszych miast greckich czy rzymskich. Osiedle wzniesiono na platformach z cegieł, aby uchronić je przed powodzią.  Po jego rozmiarach można przypuszczać, że mieszkało tutaj ok. 40 tysięcy ludzi.
Mohendżo-Daro i Harapa były miastami bliźniakami należącymi do starożytnej cywilizacji, o której historycy nie potrafią nic powiedzieć. Najciekawsze jednak były obyczaje i obrzędy, które rozpowszechniły się z późniejszej sztuce i rytuale hinduistycznym. Można na tej podstawie przypuszczać, że archeolodzy odkryli najstarsze znane formy bogatej indyjskiej tradycji religijnej. W czasach świetności Mohendżo- Daro i Harapy równina na której położone były te miasta należała do najbogatszych ziem na całym świecie. Niegdyś żyzną dolinę przecinało koryto wielkiej rzeki. Najprawdopodobniej niedługo po 1900 r. p.n.e. nastąpiła jakaś katastrofa, która przyniosła zniszczenia całej tutejszej cywilizacji. Są przesłanki mówiące o tym, że ziemia się przesunęła na skutek nacisku płyty tektonicznej. Wskutek szeregu wstrząsów rzeka dosłownie wsiąkła w ziemię.
Po odkryciu Mohendżo-Daro, prowadzono dalsze wykopaliska w Dolinie Indusu. Po zbadaniu 2900 km doliny odkryto ponad 150 osad, z których kilka zaledwie okazało się dawnymi miastami. Cały ten obszar pozostawał niegdyś pod wpływem wielkiej cywilizacji.
Wcześniejsze teorie na temat starożytnej religii indyjskiej wspominały o Drawidach – prymitywnym ludzie czcicieli fallusa. Znaleziono jednak wiele posążków kobiet, co wskazuje na to, iż wcześniej kultem otaczano tu jakieś bóstwo żeńskie, prawdopodobnie boginię księżyca.
Podczas prac archeologicznych wydobyto też wiele pieczęci, na których widnieje siedzący jogin, otoczony zwierzętami. Sposób ukazania tej postaci przypomina wizerunki Śiwy. Inne obrazy przedstawiające święte byki, kojarzą się z kolei z wedyjskim bogiem Rudrą, przedstawianym właśnie pod postacią tego zwierzęcia. Ponadto w późniejszej fazie hinduizmu często pojawia się Siwa na grzbiecie Byka. Samo miasto wzniesiono na dwóch kopcach. W wyższym z nich mieściły się Wielka Łaźnia oraz spichlerz. Rozmiar łaźni wskazuje, iż tak rzeczywiście było, mogłyby one stanowić najwcześniejszą wersję hinduistycznych rytuałów ablucyjnych, takich jak oczyszczenie przed wejściem do świątyni. Same łaźnie mogą też być pierwowzorem świętych sadzawek, jakie można dziś znaleźć w wielu indyjskich wsiach.”

Colin Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

 

Jeśliby nazwać cywilizację zamieszkałą w Dolinie Indusu „prymitywnym” ludem czczącym fallusa, to równie „prymitywnymi” były cywilizacje starożytnego Egiptu, Międzyrzecza, Mykeńska czy Minojska, co jak wiemy nie było prawdą. Drawidzi, którzy odeszli w zapomnienie, opuszczając swoje świątynie i miasta, uczynili to najzupełniej świadomie, a nie z powodu najazdu indoeuropejskich Ariów. Po zbudowaniu swojej „Arki”, po prostu przenieśli się w inne miejsce (zmiana koryta rzeki wcale nie musiała nastąpić akurat w tamtym czasie).
Na przykładzie tej cywilizacji, można zrozumieć dlaczego każda kultura, każdy lud, budował swoją „Arkę”- zaszyfrowany w postaci miast i świątyń ślad ogólnie funkcjonującej wiedzy o przeszłości i przyszłości Człowieka (Dualizm – Megacykl). Powód był oczywisty – nie każdy z tych śladów przetrwał do naszych czasów w takim stanie, aby być na tyle zrozumiały by go odszyfrować, z czego zdawali sobie sprawę ich budowniczowie- stąd taka ich mnogość i różnorodność (piramidy, miasta, świątynie, megality, religia, filozofia). „Prymitywny lud czcicieli fallusa” – symbolika tego kultu jest podobna do egipskiego Ozyrysa, zaś posażki kobiet (bóstwo żeńskie) – to tak rozpowszechnione na całym świecie- figurki „Wenus”.

Ruiny Wielkiej Łaźni oraz Wielkiego Spichlerza – wzniesione na na jednym kopcu, oraz ruiny dzielnicy mieszkalnej na drugim – to nic innego, tylko takie same jak w Egipcie (Luksor i Karnak) świątynie symbolizujące Kobietę i Mężczyznę – czyli Dualizm.
Jakie odbywały się tam ceremonie i na czym one polegały, nie mam co do tego żadnych wątpliwości, że chodziło w nich o Odradzanie się Życia w wymiarze kosmicznym (Megacykl), jak i Zmartwychwstanie Człowieka (Królestwo Boże).

„W XVII wieku p.n.e. Ariowie z terenów obecnego Iranu najechali Dolinę Indusu i podbili miejscową ludność. Narzucili jej swe wierzenia, które odnajdujemy w zbiorze poetyckich tekstów religijnych zwanych „Rygweda”. Napotkamy w nich liczne grono boskich istot, będących nosicielami podobnych wartości co bogowie Bliskiego Wschodu i uosabiających siły natury w instynkcie obdarzonym mocą, życiem i osobowością. Ale wyraźnie poczęto już uważać różnorodne bóstwa za przejawy jednego boskiego Absolutu, który przewyższa wszystkich innych bogów. Ariowie podobnie jak Babilończycy byli w pełni świadomi, że ich mity nie są opartym na faktach opisem rzeczywistości, lecz wyrażają tajemnicę, której nawet sami bogowie nie potrafią do końca wyjaśnić. Religia Wed nie próbowała wyjaśnić, jak powstało życie, nie dawała też żadnych odpowiedzi na doniosłe pytania filozoficzne. Starała się ułatwić wiernym pogodzenie się z cudownością i grozą istnienia. Więcej stawiała pytań, niż dawała odpowiedzi, dążąc do ukształtowania u swych wyznawców postawy pełnego czci zadziwienia.
W VIII wieku p.n.e., zmiana warunków społeczno-ekonomicznych na subkontynencie indyjskim sprawiła, że dawna religia wedyjska przestała już odpowiadać potrzebom wiernych. Idee religijne ludności tubylczej, od stuleci tłumione przez aryjskich najemców, ujawniły się coraz powszechniej, prowadząc do nowych poszukiwań duchowych. Odnowione zainteresowanie karmą, wiara iż o przeznaczeniu człowieka przesądzają jego czyny, sprawiły, że ludzie coraz mniej skłonni byli obarczać bogów winą za nieodpowiedzialne postępki ich wyznawców. W coraz większym stopniu bogów postrzegano jako symbole jednej, transcendentnej Rzeczywistości. Religia wedyjska skupiała się na rytuałach ofiarnych, lecz nawrót zainteresowań starohinduskimi praktykami Jogi („ujarzmienie” sił ducha i ciała za pomocą specjalnych ćwiczeń i koncentracji) sprawił, że wiernym przestała odpowiadać religia zaprzątnięta czynnikami zewnętrznymi.”

Karen Armstrong, Historia Boga.

 

W poprzednim rozdziale mowa była o Epoce Wielkiego Zwrotu, w którym to jednocześnie i niezależnie od siebie wygasają stare kultury. Epoka ta stanowi przygotowanie do „Wielkiego Snu”. Ariowie podbijając miejscową ludność, (która wcześniej opuściła swoje miejsca zamieszkania i kultu, przenosząc się w inne miejsca – uległa procesowi „wykasowywania pamięci”- „Potop”) przynieśli ze sobą swoje wierzenia. Wiedza zawarta w Religii Wed, opisująca tak jak w Babilonie całą tajemnicę „Boga – Stwórcy”, miała być takim właśnie „Wielkim Snem”. Wiedza ta przekazywana w Babilonie czy w Egipcie za pomocą Mitów, w Dolinie Indusu znana była Ariom dzięki Wedom.
Tak jak w przypadku Hebrajczyków proces tworzenia „Ludu Wybranego” i jego Religii przebiegał nie bez przeszkód, tak „ludność tubylcza subkontynentu indyjskiego swoimi „nowymi poszukiwaniami duchowymi”, spowodowała zaburzenia w Boskim Planie Wielkiego Snu. Nie wystarczyło im już „odnowienie” wiary przodków. W swoich „nowych poszukiwaniach” posunęli się zbyt daleko – dzięki starohinduskim technikom jogi zaczęli „podglądać” Boga. Co to oznacza i czym się to kończy – już wiemy.

Joga – Dążenie do zdobycia doskonałości duchowej i zbawienia przez system metod opanowania ducha i ciała, prowadzonych, drogą ascezy, kontemplacji i specjalnych ćwiczeń fizycznych, do osiągnięcia stanu mistycznej ekstazy.”

Władysław Kopaliński, Słownik wyrazów obcych.

 

Delfickie pytie ekstazę osiągały dzięki wydłużającej się w nieskończoność wstrzemięźliwości seksualnej, która powodowała stan napięcia, pobudzenia seksualnego. Joga nie jest żadną „tajemniczą” metodą dochodzenia do mistycznych doznań.
Dzięki ćwiczeniom fizycznym – czyli poprzez przyjęcie pozycji seksualnych, organizm człowieka zwiększa w naturalny sposób wydzielanie testosteronu i insuliny, co w połączeniu z regulacją oddechu – czyli obniżeniem do granic możliwości ilości tlenu, oraz ascezą – czyli maksymalnym zagłodzeniem, wycieńczeniem (brak glukozy – substancji odżywiającej całe ciało, a w szczególności mózg, skutkuje objawami osłabienia i zaburzenia świadomości), spowodować można ekstatyczne wizje podobne do NDE.
Tak więc, joga dzięki „wodospadowi” orgiastycznych doznań, doprowadza ciało hinduistycznego „maga” do granicy – „kotary w teatrze życia i śmierci”, której odsłaniać nie wolno. Coraz powszechniej stosowane techniki jogi, które umożliwiały ludziom, dzięki objawieniom, uświadomienie sobie całego bogactwa świata wewnętrznego, było niestety tylko podglądaniem strumienia jaźni – Boga, które można porównać do obserwowania Słońca bez okularów ochronnych, co jak wiadomo prowadzi do katastrofalnych skutków („Potop”). Dlatego też, mając na uwadze Wielki Sen – czyli stan, w którym wiedza o przeszłości i przyszłości Człowieka i Wszechświata ulega zapomnieniu i zostaje po niej tylko ślad w postaci „zaszyfrowanej Arki” (budowle, świątynie, religia, filozofia), „Bóg – Stwórca” został zmuszony do „interwencji”, bardzo podobnej w skutkach jakiej doświadczył żydowski prorok Eliasz.
Jak wiadomo Eliasz, na wskutek „inspiracji” Boga, spowodował ostateczne i nie podlegające żadnym odstępstwom, podporządkowanie się całego narodu Jego przykazaniom.
Podobny efekt miało odnieść „oświecenie” Buddy, który dochodząc do wniosku, iż uciechy zmysłowe i samoumartwianie się są dwoma skrajnościami, pomiędzy którymi znajduje się „Środkowa Ścieżka” prowadząca do wyzwolenia z choroby nazwanej przez niego „dukkha” – czyli Cierpienie, swoimi naukami spowodował powstanie systemu – Religii.

Budda (Siddhartha zwany Gautamą) urodził się jako syn króla (ok. 560 – 480 p.n.e.) i dorastał otoczony dobrami powszechnie pożądanymi przez ludzi, w atmosferze bogactwa i zbytku, mając przed sobą perspektywę sprawowania władzy. Kiedy jednak osiągnął wiek męski, natknął się na swej drodze na chorego, starca i ludzkie zwłoki. Wcześniejsze życie w izolacji od świata sprawiło, że obrazy te wywarły na niego głęboki wpływ, gdyż uświadomił sobie, iż żadne bogactwa ani władza nie uchronią go przed doświadczeniem choroby, starości i śmierci. Rozmyślając nad tym, co zobaczył, osiągnął pierwszy punkt zwrotny w swoim życiu: wbrew życzeniom rodziny porzucił żonę, dziecko oraz pozycję społeczną, został bezdomnym wędrowcem, szukając wyzwolenia od tego, co najwyraźniej nieuchronnie wywoływało ból.
Przez kilka lat praktykował medytację typu transowego, a później mordercze samoumartwianie się – praktyki powszechnie stosowane wówczas przez podobnych mu wędrowców – lecz nie znalazł w nich ukojenia. Tak więc oddał się cichej refleksji i nie narzucając sobie żadnych rygorów psychicznych ani fizycznych, medytował nad wspólną niedolą człowieka. Doprowadziło to do drugiej wielkiej przemiany w jego życiu, bo medytując tak w wyciszeniu, osiągnął w końcu przebudzenie i wyzwolenie. Zrobił „to co było do zrobienia” i rozwiązał zagadkę cierpienia. Wywodząc swą filozofię z osobistego doświadczenia, nauczał następnie przez czterdzieści pięć lat, a jego nauki koncentrowały się przede wszystkim wokół problemów związanych z ludzkim postępowaniem.
W krajach buddyjskich panuje przekonanie, że Budda osiągnął przebudzenie pod drzewem „bodhi”, w ciągu jednej nocy podczas pełni księżyca na przełomie kwietnia i maja. Wraz z przebudzeniem Budda uzyskał najpierw prowadzącą do wyzwolenia wiedzę o naturze ludzkiej kondycji, a następnie pewność, że sam osiągnął wyzwolenie z trosk związanych z tym stanem.
Wczesne teksty wiążą z nocą przebudzenia powstanie wielu doktryn, w tym bez wątpienia tych najważniejszych, sprawiając, że to właśnie na przebudzeniu spoczywa ciężar całego nauczania Buddy. Przebudzenie jest owocem twórczego napięcia między dwoma nadrzędnymi przekonaniami.
Jedno z nich głosi, że odpowiedzi na kluczowe pytania ludzkiej egzystencji należy szukać poprzez żmudne skupienie się na okruchach doświadczenia, zaobserwowanych w trakcie medytacji wglądu. Drugie przeświadczenie dotyczyło istoty transmigracji, a jej koncepcja, opracowana przez Buddę, dała jego nauczaniu wymiar i moc oddziaływania w ludzkim życiu, które pozwoliły mu wyjść poza wąski zakres zainteresowania jogi. Nauka najściślej powiązana z przebudzeniem dotyczy głównie indywidualnego cierpienia i wyzwolenia.

Doktryna Czterech Szlachetnych Prawd obejmuje niczym obszernym płaszczem centralne zasady buddyzmu. Są one wyrażone wedle zasad formułowania diagnozy medycznej: oto jest choroba, oto są przyczyny choroby, oto jest ocena możliwości jej wyleczenia, oto jest metoda kuracji.
Ową chorobą jest Cierpienie (Dukkha). „Narodziny są cierpieniem, starość jest cierpieniem, choroba jest cierpieniem, śmierć jest cierpieniem, cierpieniem są smutek i opłakiwanie, ból, żal oraz rozpacz”.
„Druga Prawda o przyczynie cierpienia: pragnienie, które prowadzi do odradzania się, któremu towarzyszy przyjemność, lubieżność, znajdujące swe ujście tu i tam.” To pragnienie jest trojakie, mianowicie, pragnienie przyjemności, pragnienie istnienia, pragnienie powodzenia.”
„Trzecia Prawda o Ustaniu Cierpienia: ustaje ono mianowicie wraz z całkowitym ustaniem tego pragnienia”.
„Czwarta Prawda o Drodze Prowadzącej do Ustania Cierpienia”. Podaje ona zarówno zalecenie kuracji, jak i lekarstwo na cierpienie. Zazwyczaj przestawia się ją jako Szlachetną, Ośmiostopniową Ścieżkę, jednak już w źródłach kanonicznych ta lista zaleceń została dla wygody rozbita na trzy składniki: moralną samodyscyplinę, czyli moralność, medytację i wiedzę. Moralność polega na życiu spokojnym, prawdomównym, prawym i w pełni zdyscyplinowanym, na świadomym nieczynieniu krzywdy sobie ani innym.
Medytacja po części wiąże się z moralnością: to próba powściągnięcia zmysłów od tego co niemoralne i stworzenia dobrych, zbawiennych i właściwych stanów umysłu, w obrębie których można podejmować działania.
Mądrość – domaga się radykalnie nowego sposobu postrzegania doświadczenia. Jednym aspektem tego nowego sposobu postrzegania jest po prostu widzenie świata takim, jakim on jest, co dla Buddy oznaczało widzenie go przez pryzmat Czterech Szlachetnych Prawd.
Ostatecznym wyzwoleniem od przemian żywotów (reinkarnacja) od przemian nastrojów, iluzji i empirycznej osobowości jest Nirwana, która jest jednocześnie osiągnięciem stanu spokoju i prawdy absolutnej – „wygaszenie” namiętności i rozczarowań istnienia.”

Michael Carrithers, Budda

 

Można posądzić mnie o brak wszechstronnej i dogłębnej wiedzy o tej Religii, lub też o przesadną wręcz manię szukania wszędzie i we wszystkim śladów i zaszyfrowanych kodów z przeszłości, ale niech nie obrażą się ci, dla których Buddyzm stanowi świętość (jest ona również i dla mnie świętością, na której szarganie nie pozwoliłbym nikomu), ale nadszedł już czas aby i ta „Arka” – zaklęta w religii – naukach Buddy, zaświeciła w końcu swoim „tęczowym”, a nie tylko „białym światłem”.
Czyż nie jest zastanawiające, iż Budda osiągnął przebudzenie w ciągu jednej nocy – (chwili),
podobnie jak to stało się z Abrahamem, Mojżeszem czy z Eliaszem?
Budda nie osiągnął, ale dostąpił „oświecenia”- a jest to już zasadniczą różnicą. Jeżeli oświecenie Buddy nie jest tylko i wyłącznie jego zasługą – to czyją? Bezsprzecznie uwidacznia się w tym wszystkim „wpływ” samego „Boga – Stwórcy”, którego hinduscy „podglądacze” (całkiem słusznie, choć w sposób nie całkowicie zgodny z boskimi przykazaniami – Genesis) widzieli jako Jaźń – „Jaźń bez przymiotów”. „Jaźń jest wieczna, w całości niepodzielna i tożsama sama z sobą, wykracza poza pozory zjawisk, nie poddaje się analizie”.

Starając się opisać nauki Buddy, znawcy przedmiotu skupiają się głównie na opisie Czterech Szlachetnych Prawd o Cierpieniu, tłumacząc to jako drogę do ostatecznego wyzwolenia się Człowieka od przemian żywotów. Ale ta reinkarnacja – czyli ponowne wcielenie, odrodzenie się duszy w nowym ciele – transmigracja dusz, w żadnym razie nie jest możliwa. Nauki Buddy o Czterech Szlachetnych Prawdach, Nirwanie i Środkowej Ścieżce, stanowią wiedzę o „reinkarnacji”- nie w wymiarze pojedynczego Człowieka, ale w wymiarze całego Kosmosu – czyli ponowne odrodzenie się Życia po „niebycie” Wszechświata – Megacykl.
I tak całą tą Naukę Buddy należy rozumieć. Nie chodzi tu o reinkarnację – wędrówkę duszy z jednego obumarłego ciała do drugiego – nowo narodzonego, ponieważ powrót „duszy” Człowieka („film w mózgu”) jest możliwy tylko w Królestwie Bożym i to tylko w formie „niematerialnej”- o czym właśnie „mówi” Nirwana.
To, że wyznawcy Buddyzmu i Hinduizmu mają inne zdanie na ten temat, jest właśnie skutkiem „Wielkiego Snu”- czyli stanu, w którym ludzie mają tylko wrażenie, że coś wiedzą, ale wiedzą tylko to co chce Najwyższy.

Cztery Szlachetne Prawdy i Nirwana – to nic innego tylko cztery stopnie dochodzenia Człowieka do Królestwa Bożego (cztery ściany piramidy), a Nirwana – to Królestwo (Piramidion w Piramidzie Cheopsa, Gwiazda Dawida), i o tym właśnie Budda, dzięki inspiracji „Boga – Stwórcy”, swoimi naukami (w zaszyfrowany sposób) nam przekazuje.
Nirwana – to nasze Człowiecze przeznaczenie, nasza nieunikniona przyszłość i żaden ateista, sceptyk, agnostyk tego nie zmieni. Jeżeli nauki Buddy – czyli zaszyfrowana wiedza o naszej przeszłości i czekającej nas przyszłości kogoś nie przekonały, może skuteczniej uczynią to bardziej materialne na to dowody – w końcu po to zostały one stworzone („Arka”).

Borobudur – (Świątynia niezliczonych Buddów) na wyżynie w centralnej części Jawy to największa świątynia buddyjska na świecie. Z lotu ptaka całość przypomina kształtem urodzinowy tort. W przeszłości, pomalowana na biało, musiała wyglądać niczym jakieś niebiańskie miasto. Wrażenie robi już sama liczba stup, posągów Buddy i innych rzeźb zdobiących tę kamienną piramidę. Wzniesiona w VIII – IX w. około roku 1000 budowla popadła w ruinę. Odkryto ją ponownie dopiero w 1815 roku, a później oczyszczono z popiołu wulkanicznego i roślinności. Świątynia jest tak zbudowana, że z jej wierzchołka nie widać podstawy, co symbolizuje wędrówkę człowieka przez doczesność na wyżyny oświecenia, w trakcie której nie może on dojrzeć – ani nawet wyobrazić sobie – celu swojej drogi. Pięć tarasów przedstawia kolejne etapy, które należy przezwyciężyć, a więc doczesne pragnienia, wrogość, radość z czyjegoś nieszczęścia, lenistwo, oraz zwątpienie. Kiedy poszukujący dociera na szczyt, traci z pola widzenia poprzednie stadia swej niedoskonałości.
Borobudur ma kształt stupy – budowli sakralnej przeznaczonej na relikwie – wzorowany na kształcie kopca grobowego. Można ją także uznać za mandalę (w sanskrycie oznacza to okrąg) czyli symbol całości. Borobudur zbudowano jako świątynię hinduistyczną, gdyż jej położenie na wzgórzu nawiązuje do świętej góry hinduizmu Meru. Dla hinduistów kwadrat jest figurą doskonałą, symbolem ładu i to z niego ich zdaniem powstał okrąg. Na budowlę składa się pięć kwadratowych tarasów i trzy mniejsze, okrągłe na szczycie, które razem symbolizują ośmioetapową drogę. (Dziewiąty taras u podstawy dodano później, by wzmocnić konstrukcję).” 
„Mandala – Mistyczny symbol wszechświata przedstawiający najczęściej kwadrat wpisany w koło, zawierający zazwyczaj ułożone symetrycznie wyobrażenia bóstw, jako pomoc w medytacji.”

Colin Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

 

Buddyjscy mnisi raz do roku w skupieniu, nie szczędząc ani czasu, ani wysiłku, układają z różnokolorowych płatków kwiatów mandalę, którą później, jednym zdmuchnięciem, rozsypują w nic nieznaczący pył. W istocie – mandala jest symbolem Wszechświata.
To, co z takim trudem zdobywamy (powstanie Życia na Ziemi, Ewolucja i Ucywilizowanie Człowieka), by w końcu „zaledwie przez chwilkę” zaistnieć w Królestwie Bożym, jest równie bezwzględnie zniszczone (jak działanie mnichów), przez powrotny ruch Megacyklu, aby później, dzięki Bogu – Stwórcy, powrócić do Życia. Reinkarnację należy rozumieć nie jako powrót do życia – jednostki, ale Życia w ogóle.
Można zatem stwierdzić, iż mandala stanowi taki sam konglomerat wiedzy o Wszechświecie, Człowieku, Megacyklu co wszystkie wcześniej wymienione symbole i kody.
Drzwi percepcji – cztery wypustki w środku każdego z boków mandali i to podobnie jak cztery ściany piramidy – cztery stopnie dochodzenia Człowieka do Królestwa Bożego. A gdzie jest piąty element, do którego zmierzamy? Są to podobnie jak w gwiazdozbiorze Oriona (Tabula Smaragdina) – trójkąty skierowane ku górze i ku dołowi, które nakładając się na siebie tworzą Gwiazdę Dawida – Królestwo Boże. I to jest cała „tajemnica” Mandali, którą właśnie symbolizuje świątynia Borobudur. Mnisi, którzy wznieśli ją w VIII – IX wieku, a później około roku 1000 „opuścili”, nie uczynili tego po to aby świątynia ta popadła w ruinę, ale by tak jak w przypadku cywilizacji egipskiej, minojskiej, i wszystkich innych, zostawić po sobie ślad, dzięki któremu możemy dziś (z lotu ptaka) zobaczyć i zrozumieć całą prawdę o naszej przeszłości i przyszłości.

Angkor Wat – Przez wiele stuleci nikt nie wiedział o istnieniu wielkiego ośrodka życia religijnego, położonego w głębi kambodżańskiej dżungli. Kompleks świątynny Angkor – Thom zajmował obszar o szerokości 8 i długości 10,5 km, a jedną z jego części stanowił Angkor – Wat, czyli„miejska świątynia”. W Angkorze znajdowała się stolica władców Khmerów, którzy odbierali tu cześć religijną. Najstarsze miasto wyrosło wokół kopca bądź świątyni w kształcie piramidy, mającej przypominać kształtem świętą górę hinduizmu, Meru. Góra symbolizowała płodność tutejszej ziemi, od której zależała pomyślność królestwa. Funkcję symboliczną pełniły także zbiorniki wodne i kanały nawadniające będące obrazem wielkiego oceanu, który otaczał świętą górę.
Angkor Thom, otoczony kamiennymi posągami opiekuńczych bóstw, należy do bodaj najpiękniejszych kompleksów świątynnych na świecie. W jego centrum wznosi się buddyjska świątynia Bajon z 4 wieżami, zwróconymi ku 4 stronom świata, a każdą z nich ozdabia uśmiechnięta twarz.”

Colin Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

 

Przypomnijmy sobie, jaki kształt miała zbudowana przez Posejdona dla Klejto stolica Atlantydy, czy odpowiadający jej Krzyż Atlantydy (trzy kanały z morza i dwa z ziemi), a także co ten Krzyż symbolizował, i spójrzmy teraz na kształt świątyni w Angkor Wat.
Czy pomiędzy tymi budowlami jest jakieś podobieństwo?
Jeśli tego jeszcze „nie widzisz”, to lepiej zacznij czytać tę książkę od początku. Jeśli jednak zgadzasz się ze mną, iż jest to ta sama wiedza o Człowieku i jego przyszłości (Królestwo Boże), co symbolizujące sobą Krzyż Atlantydy i świecznik Menora (rozdział XVII), to musisz się zgodzić także z tym, że wiedza ta była powszechnie znana na całym świecie – bądź to w wyniku mistycznego kontaktu wierzącego z Najwyższym (Abraham, Budda), bądź też na wskutek bezpośredniego wpływu jednej cywilizacji na drugą (Sumer, Egipt).
Nie jest także przypadkiem, że w świątyni Bajon – z czterema wieżami, każda z tych wież ozdobiona jest uśmiechniętą twarzą Buddy, zwróconą w cztery strony świata. Jakże podobne jest to w swojej symbolice z Posągiem Światowida – znalezionym w Zbruczu (Polska – I tys. p.n.e.), czy też z indiańskimi Totemami z Am. Północnej.
Podsumowując ten rozdział chciałbym podkreślić, iż Nauki Buddy uformowane później przez jego uczniów w Religię, miały stanowić antidotum na „niezdrowe” zapędy mistrzów jogi. Podobnie jak Pitagoras swoim „Świętym Poematem”, Budda – „Listem do Kalamitów” normuje zasady moralne, jakimi powinien posługiwać się mądry i sprawiedliwy Człowiek, by wieść godne i cnotliwe (ascetyczne) życie. I właśnie te „dobra duchowe”- „nauczanie etyczne” i „miłująca życzliwość”, są najcenniejszymi wartościami jakie Nauki Buddy wnoszą do skarbnicy Myśli Człowieka.

Jakiekolwiek są żywe stworzenia
– słabe albo w pełni mocy,
wysokie, wielkie, średnie czy niskie,
subtelne czy grubomaterialne,
widzialne albo niewidzialne,
żyjące daleko czy blisko,
zrodzone i szukające narodzin
– niechaj wszystkie one będą szczęśliwe.
Niechaj jeden drugiego nie oszukuje,
niechaj nikt nikim nie pogardza,
niechaj [nikt] pełen gniewu i odrazy
nie życzy nikomu cierpienia.
I niechaj cały świat przenika myśl
pełna miłującej życzliwości bezmiernej (Sn 146- 148, 150)

Michael Carrithers, Budda

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Judaizm – czyli Konkluzja

Rozdział XIV książki „Gloria olivae”

 

„Nabta Playa to miejsce kultu nieznanych bogów, pogrzebane w piaskach pustyni. Nazwę tę nadano dawnemu basenowi sezonowego jeziora. Zbiornik o średnicy 10 kilometrów znajdował się na Pustyni Zachodniej w Egipcie. Od 12 do 8 tysięcy lat temu był tam bardziej wilgotny klimat – dzisiejszą Saharę porastały trawy i akacje. W porze deszczowej do jeziora spływały potoki z obszaru ok. 1000 kilometrów kwadratowych. Niosły ze sobą gliny i piasek i powoli zamulały zbiornik. W czasie gdy powstawały pierwsze megalityczne konstrukcje (czyli 7 tys. lat temu), klimat stał się bardziej suchy, a do zbiornika nie docierały już sezonowe rzeczki. Woda była jednak dostępna pod postacią wód gruntowych. Aby napoić stada, pasterze kopali studnie ponad 3-metrowej głębokości. Z pobliskich złóż piaskowca wydobywano płyty skalne, które poddawano obróbce i ustawiano w grupy steli lub pojedyncze linie kamieni.
Kompleks sakralny w Nabta Playa (5500 – 3500 r. p.n.e.) – zbudowany został przez pasterzy z Sahary. Składał się z kurhanów, kamiennego kręgu będącego kalendarzem, obserwatorium astronomicznego oraz grup steli. Najstarszą kamienną konstrukcją był kurhan z grobem złożonej w ofierze młodej krowy. Został zbudowany około 5500 lat p.n.e. Przez kolejne 700 lat powstawały następne kurhany zawierające ciała zwierząt. Było ich prawdopodobnie kilkadziesiąt, lecz większość uległa zniszczeniu. Według ustaleń astronomicznych kamienny kalendarz powstał około 7 tys. lat temu. Powalał przewidywać nadejście pory deszczowej. Był używany przez około 1000 lat. W tym czasie, w wyniku zmian klimatycznych, okolice Nabta Playa zmieniły się w pustynię. Kiedy deszcze znów zaczęły padać, do Nabta Playa powrócili potomkowie dawnych użytkowników kalendarza. Tuż po zakończeniu epizodu pustynnego, tj. ok. 4700 roku p.n.e. powstają rzędy głazów (menhirów) skierowanych w stronę gwiazd oraz Megalitu A. Około 4700 r. p.n.e. ludzie stworzyli także pierwsze grupy steli.
Ostatnie monumentalne megalityczne konstrukcje pojawiły się ok. 3500 r. p.n.e.
Na pierwsze ślady obecności człowieka w tym rejonie natrafiono w 1973 roku. Od tego czasu trwają tu wykopaliska. Po odkryciu ekipy polskich i amerykańskich naukowców badania ruszyły pełną parą. Co udało się już ustalić? Zachowało się około 30 grup megalitów. Prawdopodobnie ogromne bloki stały lub leżały po dwa, trzy obok siebie. Największe osiągały wysokość około trzech i szerokość dwóch metrów. Niektóre z nich były prawdziwymi gigantami: ważyły ponad pięć ton.
W skład konstrukcji wchodziły także mniejsze głazy. Tworzyły płotek dookoła steli lub je podpierały. Jednak uczonych najbardziej zaskoczyły nie same rozmiary kamiennych megalitów, ale wyniki wykopalisk prowadzonych w miejscach gdzie niegdyś stały. Pod każdą grupą kamieni, schowany pod warstwą gliny, znajdował się skalny grzyb – efekt erozji skał, powstający w wyniku działania niszczącej siły wiatru. Te formy musiały mieć dla ówczesnych ludzi wyjątkowe, kultowe znaczenie, gdyż dodatkowo obtłukiwali je za pomocą kamiennych narzędzi, nadając im kształt dzióbka, takiego jak w czajniczku do herbaty.
Dopiero taką obrobioną skałę przysypywali ziemią i ustawiali nad nią megality. W czasie wykopalisk archeolodzy sprawdzili siedem grup megalitów. Pod każdą z nich był specyficzny grzyb. By je odnaleźć, pasterze wyposażeni jedynie w kościane i kamienne narzędzia, musieli wykonać dziesiątki próbnych wykopów lub wierceń – każde głębokie na kilka metrów. Do jam nad skalnymi formami wkładano być może ciała zmarłych wodzów, ale nie zachowały się ich szczątki. Nad grzybami zalegają bowiem gliny jeziorne z dawnego zbiornika wodnego.
Taki rodzaj gleby jest bardzo wrażliwy na zmiany wilgotności. Ponieważ w okolicach Nabta Playa zawsze było bardzo sucho, albo bardzo mokro, gliny raz kurczyły się, a raz rozszerzały. W efekcie wszystko, co się w nich znajdowało, zostało zmiażdżone i roztarte na pył.
Nie wiemy, co skłaniało ówczesnych ludzi do szukania skalnych grzybów i ustawiania nad nimi obrobionych kamiennych bloków. Naukowcy są skazani na domysły. Według naszej teorii były to „wyrzutnie” magicznej energii do nieba – przypuszcza prof. Romuald Schild. Poprzez stelle ze skalnych grzybów emanowały tajemne siły. Ówcześni ludzie wierzyli, że dzięki nim zmarli wodzowie czują się lepiej w zaświatach.
Podczas prac badawczych w Nabta Playa polsko- amerykańska ekipa uczonych odkryła, że jedna z grup stell została szczególnie wyróżniona. Archeolodzy nazwali ją Megalitem A. Między skalny grzyb a monumentalne głazy znajdujące się na powierzchni włożono kamień ważący ponad tonę. Umieszczono go tam zapewne ze względu na jego magiczne właściwości. Niewielki wzgórek z Megalitem A był centralnym punktem prowadzenia obserwacji astronomicznych. Nawet dziś, gdy się na nim stanie, widać linie pojedynczych poprzewracanych kamieni, ciągnące się od wzniesienia daleko hen w pustynię. Według wchodzącego w skład ekipy astronoma prof. J. Mc Kima Malwille’a przed blisko siedmioma tysiącami lat wskazywały one nocą trzy wschodzące na niebie obiekty: Dubhe – najjaśniejszą gwiazdę gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy, Alnitaka i Alnilam – dwie pobliskie jasne gwiazdy z Pasa Oriona, oraz Syriusza. Prawdopodobnie Megalit A. to nie tylko pomnik plemiennego bohatera, ale także wyjątkowe miejsce w całym kompleksie sakralnym. Być może w jego pobliżu odbywały się ceremonie religijne, w czasie których składano ofiary.”

Newsweek, nr. 22, 2002.

Czytając ten cytat, sam widzisz drogi czytelniku, jak wielka ignorancja może nas spotkać ze strony takich „naukowców”. Można wybaczyć niewiedzę, ale już głupoty nie można.
Jest to dobry przykład potwierdzający, iż ludzie żyjący kilka tysięcy lat temu, wiedzieli znacznie więcej niż wszyscy „archeolodzy” razem wzięci. Najbardziej rozbrajająca jest ta cudotwórcza moc gliny w jeziorze. „Naukowcy”, którzy od lat badają przeszłość pradawnych plemion, równie dobrze mogliby razem z cygankami, wróżyć nie do końca trzeźwym przechodniom. Bardzo przepraszam, jeśli ktoś poczuł się urażony, ale to już nawet nie jest śmieszne.

Nabta Playa

Nabta Playa

Kompleks sakralny w Nabta Playa porównałbym do największych i najbardziej spektakularnych miejsc kultu, powstałych w całej epoce „przedcywilizacyjnej”, takich jak Newgrange, Stonehenge, Carnac. Powstał on w takim samym czasie i nawiązuje do tych samych ideii, co wszystkie inne „kamienne” budowle. Wynika z tego, że wszystkie elementy tej świątyni powinny mieć identyczne znaczenie jak wcześniej omówione już w tej książce kompleksy. Sprawdźmy.
Czyż najstarsza kamienna konstrukcja – Kurhan – nie jest podobny do kurhanu w Newgrange i innych im podobnych? Czyż Kamienny Krąg – nie jest podobny do Stonehenge i innych? Czyż te rzędy głazów (menhirów) – nie są podobne do Carnac i innych? Czyż Megalit A – nie jest podobny do megalitu Locmariaquer i innych? Czyż coroczne ceremonie związane z cyklicznym pojawianiem się wody w jeziorze wraz z nadejściem pory deszczowej, który świadczy o odbywającym się tam co roku Kulcie związanym z Cyklicznością – nie jest podobny do Kultu z Luksoru i Karnaku? Czyż linie biegnące od Megalitu A, wskazujące swoim kierunkiem na Oriona i Syriusza – nie są podobne do „szybów” z piramidy Cheopsa w Gizie!?
Odpowiedź może być tylko twierdząca. Można więc bez obawy o pomyłkę jeszcze raz stwierdzić, iż Carnac czy Stonehenge i Nabta Playa, dzięki swojej zawartej w kamiennych konstrukcjach wiedzy, wykazują cywilizacyjne podobieństwa, więc i ich idee były z pewnością jednakowe. Jedyną rzeczą, która wyróżnia Nabta Playa od reszty sanktuariów są te bardzo dziwnego kształtu „grzyby skalne”, znajdujące się pod „stertą kamieni”. Mając na uwadze to, co już do tej pory wiemy, to rozwiązanie tej zagadki nie powinno stanowić już żadnego problemu.
„Skalne grzyby” – są symbolicznym przedstawieniem fallusa, który tak jak w Carnac, podczas symbolicznej „ejakulacji” (głazy na powierzchni), tworzy razem z żeńskim elementem (kurhan), Nowe Życie.

Najbardziej intrygującym, w tym „tajemniczym” sanktuarium, jest ogromny blok piaskowca z Megalitu A, znajdujący się pomiędzy fallusem („skalnym grzybkiem”), a leżącą na powierzchni (plemniki) – grupą steli.

Nabta Playa - napletek

Nabta Playa

Kształt tego kamienia będzie miał ogromnie ważne znaczenie dla całego tego rozdziału. Otóż, nie jest to żaden „dzióbek w czajniku od herbaty”, tylko jak wskazuje na to logika – symboliczny Napletek męskiego członka. Jakie znaczenie ma symbolika tego napletka dla tego rozdziału, który jak przypominam dotyczy Konkluzji i na dodatek jeszcze dla zagadnienia Judaizmu? Być może niektórzy już się domyślają, ale aby nie było żadnych niedomówień, zacznijmy od samego początku.

„Mit o Marduku i Tiamat znany z mitologii starożytnego Sumeru, wywarł wpływ na lud Kanaanu, wśród którego krążył podobny o Baalu- Hadadzie- Bogu nieba, wojny i burz, a także pośrednio – płodności. Opowieść o bitwie Baala z Jam, bogiem mórz i rzek, zawarta jest na tabliczkach, datujących się z XIV wieku p.n.e. Ową apoteozę pełni i harmonii, której symbolem jest złączenie się płci, w starożytnym Kanaanie świętowało się w rytualnym obrządku seksualnym. Wedle świadectw biblijnych wyznawcą tej religii był Abraham, który opuścił Ur, gdzieś między XX a XIX wiekiem p.n.e. osiedlił się w Kanaanie. Nie dysponujemy źródłami współczesnymi Abrahamowi, lecz zdaniem uczonych należał on do wędrownych wodzów, który pod koniec drugiego tysiąclecia p.n.e. poprowadził swój lud z Mezopotamii ku wybrzeżom Morza Śródziemnego. Wędrowcy ci, z których część, jak podają źródła mezopotamskie i egipskie, nosiła imiona Abiru, Apiru lub Habiru, mówili językami zachodniosemickimi, a jednym z nich był hebrajski. Nie zaliczali się oni do pustynnych nomadów, jak Beduini, którzy przenosili się ze swymi stadami stosownie do pory roku, trudniej ich było zaszeregować do określonej kategorii, stąd często popadali w konflikty z konserwatywnymi władzami. Przeważnie znajdowali się na wyższym poziomie rozwoju niż lud pustynny. Niektórzy służyli jako najemnicy, inni byli urzędnikami państwowymi, część trudniła się handlem, szła na służbę bądź krążyła, zarabiając jako wędrowni naprawiacze garnków. Niektórzy zbili fortuny, mogli więc starać się o kupno ziemi, by osiedlić się na stałe. Z opowieści biblijnych o Abrahamie wynika, że służył królowi Sodomy jako najemnik, popadając w częste konflikty z władzami Kanaanu i okolic. Na koniec gdy zmarła jego żona Sara, Abraham kupił ziemię w Hebronie, na dzisiejszym Zachodnim Brzegu Jordanu.
Historia Abrahama i jego potomków, opisana w Księdze Rodzaju, może świadczyć o tym, że do Kanaanu, czyli dzisiejszej Palestyny, przybyły trzy główne fale osadników hebrajskich. Pierwsza, związana z Abrahamem i Hebronem, dotarła tam około 1850 roku pne. Druga fala migracji łączy się z wnukiem Abrahama, Jakubem, który otrzymał imię Izrael (walczący z Bogiem). Osiedlił się on w Sychem, gdzie obecnie znajduje się arabskie miasto Nablus na Zachodnim Brzegu Jordanu. Biblia powiada, że synowie Jakuba, którzy dali początek dwunastu plemionom Izraela, uszli do Egiptu, gdy w Kanaanie zapanował głód. Trzecia fala osadnictwa hebrajskiego nastąpiła około 1200 r. p.n.e. gdy plemiona uważające się za potomstwo Abrahama przybyły do Kanaanu z Egiptu. Oznajmili, że przebywali u Egipcjan w niewoli, lecz uwolniło ich bóstwo imieniem Jahwe, które było Bogiem ich przywódcy Mojżesza. Biblia stwierdza wyraźnie, że lud znany jako starożytni Izraelici to związek rozmaitych grup etnicznych, połączonych przede wszystkim lojalnością wobec Jahwe, Boga Mojżeszowego. Jednakże biblijny opis tych wydarzeń jest późniejszy o parę stuleci, pochodzi bowiem z VIII wieku p.n.e., choć bez wątpienia wykorzystano w nim wcześniejsze źródła. Kim jest Jahwe? Czy Abraham oddawał cześć temu samemu Bogu co Mojżesz, czy też znał go pod innym imieniem? Dziś jest to dla nas kwestia o pierwszorzędnym znaczeniu, lecz Biblia wypowiada się w tej materii dziwnie niejasno, dając sprzeczne odpowiedzi na to pytanie.
Religia Izraelitów miała charakter pragmatyczny i nie zagłębia się w teoretyczne szczegóły, którymi dziś zaprzątamy sobie głowę. Powinniśmy jednak pamiętać, że Abraham czy Mojżesz mieli zupełnie inny stosunek do Boga niż my, ludzie współczesnego świata.
Będąc dobrze obeznani z tekstem Biblii, a także dalszą historią Izraela, skłonni jesteśmy przypisywać naszą znajomość religii żydowskiej późniejszego okresu wcześniejszym postaciom historycznym. Zakładamy zatem, że trzej patriarchowie Izraela: Abraham, jego syn Izaak oraz wnuk Jakub byli monoteistami, że wierzyli tylko w jednego Boga. Najwyraźniej rzeczywistość wyglądała jednak inaczej. Prawdopodobnie słuszniejsze byłoby określenie ich jako pogan, którzy oddawali cześć miejscowym bogom kananejskim. Z pewnością wierzyli w istnienie takich bóstw jak Marduk, Baal, Anat. Niewykluczone, że nie wszyscy czcili to samo Bóstwo: być może Bóg Abrahama, „Bóg ojca mego”, „Ten, którego z bojaźnią czci Izaak” oraz „Wszechmocny” Jakuba byli odrębnymi bogami. Idźmy dalej. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że Bogiem Abrahama był El, najwyższe Bóstwo Kanaanu, Bóg przedstawił się Abrahamowi jako El Szadaj (Wszechmogący), co stanowiło jedno z tradycyjnych określeń El. Gdzie indziej zwany jest El Elion (Najwyższy) lub El z Betel. Imię najwyższego Boga Kananejczyków zachowało się w takich nazwach hebrajskich jak Isra – el lub Iszma – el. Izraelici zwali Jahwe „Bogiem ojców naszych”, wydaje się jednak, że był to Bóg całkiem różny od El, Najwyższego Boga kananejskiego, którego czcili patriarchowie. Mógł on być bogiem innego ludu, nim stał się Bogiem Izraela. Gdy wcześniej parokrotnie ukazywał się Mojżeszowi, ze każdym razem długo przekonywał go, że istotnie jest Bogiem Abrahama, choć początkowo nosił miano El Szadaj. Mimo pierwotnych zapewnień, że Jahwe w istocie jest Bogiem Abrahama, przedstawia on sobą zupełnie inny rodzaj bóstwa niż to, które po przyjacielsku spożywało z Abrahamem posiłek. Ten Bóg wzbudza lęk i żąda, by trzymać się odeń w należytej odległości. Gdy Mojżesz pyta go o imię i dowody na potwierdzenie jego tożsamości, Jahwe odpowiada grą słów, która, jak się przekonamy, przez stulecia, będzie zaprzątać, głowę monoteistów. Miast od razu wyjawić swe imię, odpowiada: „Jestem, który jestem”. Co miał na myśli?
Według ostatecznej redakcji tekstu o Wyjściu, datowanej na V wiek p.n.e., Bóg zawarł przymierze z Mojżeszem na górze Synaj(wydarzyło się to prawdopodobnie około roku 1200 p.n.e.). Po Wyjściu z Egiptu Izraelici rzeczywiście przyrzekli, że Jahwe będzie ich jedynym bogiem, a prorocy w późniejszych latach często przypominali im o tej ugodzie. Izraelici obiecali oddawać pokłony jedynie Jahwe, jako swojemu elohim, on zaś przyrzekł w zamian, że będą jego ludem wybranym, podlegającym wyjątkowej opiece boskiej. Jahwe ostrzegł, że jeśli złamią ową umowę, zniszczy ich bezlitośnie. Niemniej Izraelici owo porozumienie zerwali. Z Biblii wynika, że ludzie nie dotrzymali przymierza. Przypomnieli sobie o nim podczas wojny, kiedy potrzebna im była sprawna ochrona wojskowa, którą zapewnił Jahwe, lecz gdy żyło się im łatwo, po staremu oddawali cześć Baalowi, Anat i Aszerze. Choć kult Jahwe był zasadniczo odmienny ze względu na zaszłości historyczne, często wyrażał się w kategoriach starego poganizmu. Gdy król Salomon zabudował Jahwe Świątynię w Jerozolimie, mieście które jego ojciec, Dawid odebrał Jebusytom, była ona podobna do świątyń bogów kananejskich. Składała się z trzech kwadratowych zabudowań, zbiegających się w małym pomieszczeniu w kształcie sześcianu, zwanych Święte Świętych. Mieściła się w nim Arka Przymierza – święta skrzynia, w której Izraelici podczas wędrówki po pustyni nosili ze sobą tablice. Wewnątrz świątyni znajdowała się pokaźna misa z brązu, symbolizująca Jam, prehistoryczne morze z mitu kananejskiego, oraz dwie wolno stojące, wysokie na dwanaście metrów kolumny, reprezentujące kult płodności Aszery.
Zawsze istniało niebezpieczeństwo, że kult Jahwe zaniknie pod naporem powszechnie wyznawanego pogaństwa. Problem ten nabrał szczególnej ostrości w drugiej połowie dziewiątego wieku. W 869 r. p.n.e. na tron Królestwa Północnego Izraela, wstąpił król Achab. Jego żona Izebel – sprowadziła kapłanów Baala. Dzięki prorokowi Eliaszowi lud Izraela na powrót zaczął wyznawać wiarę Jahwe. Historia Eliasza jest ostatnim mitycznym opisem przeszłości w żydowskim Piśmie Świętym. W powietrzu wisiały zmiany, które miały objąć całą ekumenę. Okres od 800 do 200 roku p.n.e. nazwano epoką zwrotu.”
Karen Armstrong, Historia Boga.

W naszej „opowieści” doszliśmy już do punktu 18 z rozdziału V. Wyjaśniony został już prawdziwy sens budowy „Arki” przez „Noego”. Jednakże Bóg – Stwórca, oprócz tych „materialnych” tropów (Biblia, Mity, Archeologia), swoje przesłanie zawarł również w inny „niematerialny” sposób – wtedy Noe zbudował ołtarz Panu – Genesis 8. 20
Wers ten, poświęcony jest Religii Judaistycznej, która jest kolejnym wyrytym już nie w kamieniach, ale w sercach „ludu wybranego” przez Boga by w odpowiednim ku temu czasie, swoją Religią i jej symbolami, zaświadczyć o Opatrzności Bożej. Piramidy i głazy, zbudowane tysiące lat temu, stoją „nabrzmiałe treściami” i spokojnie czekają. „Być kamieniem”- to nic trudnego, ale jak ogromnie trudne zadanie czekało ten mały naród, z tego nawet Abraham czy Mojżesz, nie zdawali sobie sprawy. Ale zaszczepić tą Wiarę w sercach i umysłach Hebrajczyków, nie było łatwo – człowiek przecież jest tylko człowiekiem. Proces „tworzenia” tej Wiary napotykał co i rusz na rozliczne trudności. Dopiero za trzecim „podejściem” Hebrajczycy, na wieki już, zakodowali w sobie te misję, która niczym „Krzyż Chrystusowy”, przygniatała ich wielokrotnie do ziemi, lecz Wiara ich przodków nie pozwalała im na żadne odstępstwa od tej „przysięgi”. Ileż cierpień i wyrzeczeń przeszedł ten Naród, wie tylko sam Bóg, ale tylko Wiara w Boga mogła dać im tą siłę. Nie pora jednak na podsumowania, przejdźmy do meritum sprawy.
Tak jak w przypadku cywilizacji starożytnego Egiptu, głównym „spiritus movens” całej Religii Judaistycznej byli twórcy symbolu Kobiety – Księżyca, a później Mężczyzny – Słońca – sumeryjscy i egipscy kapłani. To oni byli propagatorami i opiekunami najstarszych kultów, które to kulty, były następstwem ogólnie panującej idei budowy megalitycznych sanktuariów.
Megality te, jak wiemy, stanowiły „kamienny kod” „przedpotopowego” Człowieka. Podczas sakralnych ceremonii Bóg – Stwórca, dzięki „antenie mózgowej” mógł mieć kontakt z kapłanami. Być może wyglądało to tak, jak w przypadku Abrahama czy Mojżesza. W tej chwili nie jest to już tak bardzo istotne. Ważne, że oprócz idei budowy sanktuarium Dualizmu, zostali „natchnieni” przez Najwyższego także ideą „niematerialnego” tropu, w postaci Narodu – Opiekuna Religii i jego symboli. O tym, że był to proces „sterowany” przez kapłanów Sumeru, a później Egiptu, świadczy droga jaką, ten wierzący jeszcze w „macierzysty” kult, przeszedł.
Około 2371- 2316 r. p.n.e. Król Sargon z Akad dokonał najazdu na Sumer. Wtedy to plemiona semickie, oprócz bogactw, przejęły i ich Wiarę, o której opowiada epicki poemat Enuma Elisz. W ciągu dwóch stuleci, nastąpiła stopniowa asymilacja semitów z sumeryjczykami. Gdy około 2000 r. p.n.e. w wyniku inwazji semickich Amorytów nastąpił ostateczny upadek sumerskiej cywilizacji, plemiona Habiru były już gotowe do wypełnienia swojej misji. Ich nauczycielami i promotorami byli sumeryjscy kapłani. Tak jak w przypadku wcześniejszych siedemnastu punktów rozdziału V, droga dochodzenia Hebrajczyków do skrystalizowanej już Wiary w Biblii, przedstawiona jest w bardzo symboliczny sposób. To, w co od wieków wierzą oraz to, co czytają w Starym Testamencie wyznawcy Judaizmu jest, tylko i zarazem aż, Kodem, który należy w końcu rozszyfrować, aby nie było już żadnych niedomówień.
Kwestia Wiary, należy do najbardziej delikatnych sfer uczuciowych człowieka, dlatego też nie jest moim celem godzić w czyjąś świętość, lecz jedynie wyprowadzić, każdego z czytelników tej książki, z nieświadomości, niczym z głębokiego i ciemnego tunelu, na pełną blasku i światła przestrzeń prawdy.
Pierwsza fala hebrajskich osadników wraz z Abrahamem przybyła do Kanaanu około 1850 r. p.n.e. Ich bogiem był „Bóg ojca mego”. Z tego wynika, że Hebrajczycy „odrobili Lekcję”
mezopotamskich kapłanów. Abrahamowi Bóg przedstawia się jako El Szadaj (Wszechmogący). Jest to całkowicie zbieżne określenie z El- kananejczyków, którzy również wyznawali kult Boga – Stwórcy Wszechświata.
Bóg, dzięki „naukom” kapłanów z Sumeru miał wpływ na wszystkie poczynania Abrahama, Izaaka, Jakuba, a dzięki nim także i na całą ich społeczność. To dzięki „inspiracji” samego Boga, a nie z powodu głodu, Hebrajczycy pod wodzą Jakuba, ruszyli do Egiptu. Nie tylko dla lepszych warunków życia, ale przede wszystkim po dalszą „naukę”i ku swemu przeznaczeniu.
Ich „perypetie” w Egipcie są „bardzo dobrze” znane. Wyjście Hebrajczyków z Sumeru, a później z Kanaanu do Egiptu stanowiło tylko początkowy etap „nauki” i umacniania w nich Wiary. Tak jak pozostałe kultury i narody, Hebrajczycy czcili tego samego „Wszechmogącego”. Pamiętając, iż ostateczna wersja biblijnych wydarzeń powstała około VIII wieku p.n.e., jasnym okaże się, że to co ta „odysea” opisuje, szczególnie zaś Exodus, jest tylko, w bardzo zgrabny sposób zaplanowaną i wykonaną, ale jednak mistyfikacją.
Powtórzę jeszcze raz: Hebrajczycy w Egipcie nie byli w żaden sposób prześladowani, (nawet przez przez jeden dzień) i nie pracowali więcej niż pozostali mieszkańcy tego kraju.
Przybyli do Egiptu tylko i wyłącznie po to, by przejąć od kapłanów pozostałą część „nauki”, która stanowiła dopełnienie wcześniejszych nauk z Sumeru. W Egipcie nastąpiło kolejne spotkanie z Bogiem.

„Bóg w kontakcie z Mojżeszem, przedstawia się już jako Jahwe. Określenie to wywodzi się od  protosemickiego „hawa”, od którego pochodzą: czasownik „wiać”, oraz rzeczownik„burza”. A zatem nazwa ta niejako wskazywałaby, że Bóg ten był bogiem wiatru i burzy.
Ale imię to wywodzi się od podobnego rdzenia w znaczeniu „być i istnieć” i wtedy wyjaśnia się, że był to „Bóg istniejący lub sprawujący istnienie”. Tego boga Mojżesz utożsamiał z Bogiem Abrahama, Izaaka, Jakuba. Przedstawił go też po raz pierwszy pod nowym imieniem synom Izraela. Toteż nie ma dziś wątpliwości, że to właśnie Mojżesz zapoznał ich z kultem Jahwe i nauczył ich czcić tego boga.”
Witold Tyloch, Judaizm.

Z tego wynika, że wraz ze wzrostem stanu wiedzy, ewoluowało także i określenie samego Boga. Najpierw był to „przyjaźnie nastawiony” bóg Abrahama, później bóg, którego z bojaźnią czcił Izaak, następnie wszechmocny bóg Jakuba, a w końcu w osobie Mojżesza, przejście od „zwykłego” kultu do powstania Religii. Exodus, jak wspominałem, był tylko „bardzo kolorową bajeczką” (przejście przez Morze Czerwone, pościg egipcjan, krążenie przez 40 lat po pustyni, manna z nieba), w której ziarnem prawdy jest sens Przymierza Mojżesza i całego jego ludu z Bogiem na Górze Synaj. Od tej pory Wola Boża, miała być prawem dla Narodu Wybranego i nie chodziło tu tylko o Dziesięć Przykazań z Kamiennych Tablic. Wszystko szło po myśli Najwyższego, aż nagle zdarzył się nieprzewidziany wypadek: cała przysięga i nauki kapłanów poszły na marne. Izraelici na powrót zaczęli wyznawać wiarę „starym” kultom i ich bogom, zapominając o Religii Monoteistycznej. W gruncie rzeczy, wiara w „starych” bogów i w mojżeszowego Jahwe, była wiarą w tego samego Boga, jednakowoż Religia miała być Kodem, zaszyfrowaną informacją, z tego też tytułu wysiłki kapłanów i ich uczniów nie mogły iść na marne. Sytuację uratował Eliasz, a dokładniej Bóg – Stwórca, który tak „wpłynął” na niego, że do tej pory uznawany jest za proroka.
Zachodzi więc pytanie, jeżeli bóg Abrahama i wcześniej bóg sumeryjczyków, jest tym samym bogiem co bóg Mojżesza i Eliasza, to po co była ta cała nauka i maskarada z Exodusem?
Jaki cel przyświecał zamianie „wielobóstwowego” Kultu na monoteistyczną Religię? I dlaczego Najwyższy tak się „zdenerwował” tym odstępstwem od mojżeszowej Przysięgi?
Odpowiedzią na te pytania jest ostatnie zdanie drugiego cytatu: zbliżała się wielkimi krokami epoka „wielkiego zwrotu”, którą znacznie wcześniej „zaplanował nasz Bóg- Stwórca.
Oficjalnie, wielki zwrot – to powstanie systemów religijnych, które znajdowały swoje odbicie w zmieniających się warunkach społeczno – ekonomicznych. W symbolicznym zaś znaczeniu – to nic innego jak epoka po „Potopie”- czyli punkt 20 i 22 V rozdziału – potomkowie Noego i Seta.
Religia Judaistyczna i wszystko co się z nią wiąże, już przed okresem „wielkiego zwrotu”, miała być tak twarda i zarazem tak krystalicznie czysta, aby podczas czekającej ja próby, nie poddała się ani żadnemu „ciśnieniu”, ani żadnej „temperaturze”.  Czy z tego „brylantu” powstał „diament” przekonamy się podczas ostatecznego „rozrachunku”

„Wierzenia judaizmu opierają się na Biblii, uważanej za księgę świętą, obejmującą objawienie dane przez Boga, a zawarte we wszystkich jej częściach, czyli Torze, Prorokach i Pismach, nauki i zasady zostały później wyłożone w Talmudzie, zajmującym szczególnie autorytatywne miejsce w rozwoju tej religii. Centralną zasadą doktrynalną judaizmu, jest wiara w Boga, który jest bytem rzeczywistym. To, jak należy go pojmować, jest problemem filozoficznym, a nie religijnym i ściśle mówiąc nie dotyczy samego judaizmu. Religia ta wierzy, że Bóg jako najwyższy byt jest jeden i jedyny, ale nie określa jego istoty, gdyż uważa to za zadanie filozofii. Religia ta przyjmuje, że nastąpi mesjańskie odkupienie, ale nie określa kiedy i jak oraz pod jakimi warunkami to się dokona, gdyż zostawia to indywidualnym wyobrażeniom.
Religia ta opiera się na dwóch podstawowych doktrynach: na wierze w jednego i jedynego Boga i na przekonaniu, że naród Izraela został wybrany przez Boga, aby był zwiastunem i głosicielem tej wiary. Boga, któremu należy składać cześć, judaizm pojmuje jako jedynego Boga. Jego twórcza moc zawsze działa we wszechświecie, a ujawniła się po raz pierwszy w akcie stworzenia, kiedy Bóg powołał do istnienia świat i człowieka. Z taką koncepcją stworzenia świata w judaizmie łączy się doktryna o opatrznościowej działalności Boga utrzymującej świat w istnieniu. Opatrzność Boga utrzymuje świat i gdyby Bóg ją cofnął czy wstrzymał, świat obróciłby się w nicość. Według judaizmu podstawowymi przymiotami działalności Boga obejmującej narody i jednostki są sprawiedliwość i miłosierdzie. Nauka, że ludzka historia i ludzkie życie są wypełnieniem zamiarów Bożych określa całą doktrynę judaizmu o Bogu. Z nauką o jedności Boga łączy się w judaizmie doktryna o jego wszechmocy. Ogranicza go tylko jego własna wola, której podlegają też siły natury i wszystkie wydarzenia w porządku naturalnym i nadprzyrodzonym gdyż i one są dziełem jego rąk. Judaizm podkreśla też wszechobecność Boga, który jest wszędzie obecny, ale nie jest współmierny ze stworzeniem, gdyż jego opatrzność rozciąga się nad wszystkimi stworzeniami. Bóg jest dla wyznawców judaizmu „naszym ojcem w niebie”, zawsze bliski swym dzieciom na ziemi, choć jako byt transcendentny jest daleko w niebie. Z ideą transcendencji Boga łączy się doktryna o bezcielesności Boga.
Według judaizmu Bóg jest czystym duchem, wolnym od ograniczeń materii i słabości ciała. Bóg jest także wszystkowiedzący i żadne, nawet najtajniejsze myśli i czyny człowieka nie są mu nieznane. Według judaizmu wypełnienie boskich zamiarów wymaga współpracy ze strony człowieka. Człowiek został wybrany przez Boga, aby był jego wspólnikiem w realizacji dzieła stworzenia wypełniając zadanie , którego znaczenie wykracza poza fizyczne ramy wszechświata, choć tylko poprzez fizyczne działanie może wypełnić swój cel. Według doktryny judaizmu królestwo Boże ma założyć Mesjasz, będzie on główną i dominującą postacią w czasach, gdy zapanuje na ziemi sprawiedliwość, która sprowadzi powszechny pokój i obfitość wszystkiego co jest potrzebne do godnego życia. Jednak zgodnie z tą doktryną , Mesjasz nie będzie ani nadprzyrodzoną, ani boską istotą, mającą udział w przebaczaniu grzechów. Przyjmowana w judaizmie zasada harmonii pomiędzy światem niebieskim a ziemskim jest podstawą jego doktryny o człowieku, który wprawdzie składa się z różnych elementów ziemskiego ciała i niebiańskiej duszy, ale stanowi niepodzielną jedność. Dla judaizmu ciało i dusza łączą się w wyższą formę ziemskiego życia, którą stanowi człowiek sprawiedliwy przyczyniający się dzięki temu do wypełnienia boskich celów. Judaizm wyznaczając więc poszczególnym ludziom zadania współpracy z Bogiem w budowaniu sprawiedliwości dla wypełnienia celów wyznaczonych przez Boga, nie czyni różnic pomiędzy nimi, tylko wprowadza różnice w ich treści i zakresie. Judaizm nie uznaje grzechu pierworodnego, który wymagałby naprawy przez istotę nadprzyrodzoną, uznaje tylko możliwość wolnego wyboru grzechu jako nieuniknionego następstwa wolnej woli. Według judaizmu człowiek sam może się zbawić przez pokutę, gdyż Bóg w obfitości swego miłosierdzia gotów jest przyjąć pokutującego grzesznika i oczyścić go z wszelkiej niegodziwości. Judaizm poprzestaje na wierze w zapłatę za ludzkie czyny, a nie zajmuje się sposobami jej udzielania. Według judaizmu zbawienie duszy zależy od sprawiedliwego postępowania, które wszystkie narody dopuszcza do wiecznej szczęśliwości.”
Witold Tyloch, Judaizm

Można dzisiaj z całą pewnością stwierdzić, że Misja – czyli Lekcja zadana przez samego Boga i przekazana przez kapłanów Międzyrzecza i Egiptu, wypełniona została zgodnie z jej zamierzeniami. Trud Abrahama, Mojżesza i Eliasza nie poszedł na marne. Powyższy cytat stanowi esencję wiedzy zakodowanej w sercach i umysłach Ludu Wybranego. Ale jak to w takich przypadkach bywa, nie wszystkie informacje zawarte w takim kodzie, muszą być po tylu latach „hibernacji” odszyfrowane z taką precyzją, aby wszystko to co on w sobie zawiera, było zrozumiałe dla jego odbiorców. Oprócz tego o czym „mówi” Wiara i Tradycja, są jeszcze pewne symbole, które właściwie odczytane powodują, że ta „zapamiętana lekcja” nabiera jeszcze większego znaczenia, niż nam to się do tej pory zdawało. Myślę tu głównie o „małym” szczególe, który w każdej rodzinie żydowskiej jest, w ósmym dniu po narodzinach męskiego potomka, centralnym punktem pewnej ceremonii.
Tym drobnym, a jednocześnie ogromnej wagi szczegółem jest właśnie to, co zakodowali w Nabta Playa ludzie żyjący w „przedcywilizacyjnym” Egipcie ponad 5 tysięcy lat temu – czyli
męski napletek. Ten rytuał obrzezki, swoim ukrytym i symbolicznym znaczeniem, jest esencją wszystkich rytuałów i ceremonii, które w tak rozbudowanej formie istniały w starożytnym Egipcie. Tytuł tego rozdziału „podpowiada”, iż stanowi on Kwintesencję Wiedzy, o jakiej mówi Konkluzja.
Fallus (na przykładzie Bonobo) jest głównym stymulatorem rozwoju mózgu człowieka (część druga Konkluzji). Dzięki nieustannej opiece Opatrzności Bożej nad tym Człowiekiem oraz dzięki czwartej części Konkluzji, jesteśmy dziś w miejscu, o którym mówi teoria Cykliczności Wszechświata, a także i Piramida Cheopsa.
Przypomnę, ze kształt piramidy (cztery ściany), „komory odciążające” oraz ANKH , a w szczególności Dżed, symbolizują cztery stopnie [historię Wszechświata i Ewolucję Człowieka, które to Człowiek już właściwie przeszedł. Pozostaje Piramidion, czyli to o czym z takim trudem przechowują Prawdy Wiary Religii Judaistycznej – Królestwo Boże. O tym samym mówi także Druga część Klamry – ale o tym później.
Omawiając dzieje praczłowieka porównałem jego ewolucję do nowo narodzonego człowieka, który od oseska do człowieka dorosłego, musi przejść wszystkie „klasy w szkole życia”. W naszej opowieści doszliśmy do Szkoły, którą zresztą Człowiek zmuszony został powtarzać z wiadomego powodu. I oto nadszedł moment, kiedy nasz Człowiek zakończył już swoją naukę (czwarty stopień w Dżed, czy też czwarta ściana piramidy) i nadszedł czas końcowego egzaminu. Jest to, niczym maturalny egzamin, swoisty test, czy Człowiek jest już na tyle „dorosły”, by dzięki swojej całej poznanej w „szkole” wiedzy, zrobił to, na co wraz z wszystkimi naszymi przodkami w „Niebie” „niecierpliwie” czeka Bóg.
Tym celem jest to, co zostało „zakodowane” w Religii Judaistycznej – Królestwo Boże. Ale Bóg, o czym mówi ta Religia – Kod, bez pomocy Człowieka, w żaden sposób nie mógłby tego zrealizować. Jest to swoiste sprzężenie zwrotne. „Szyby” w Komnacie Królewskiej wskazywały na gwiazdozbiór Oriona.

Orion

Orion

Dwie gwiazdy górne, wraz z trzecią w środku pasa Oriona – tworzące trójkąt skierowany ku dołowi i dwie dolne, wraz z trzecią ze środka pasa tworzące trójkąt skierowany do góry, stanowią ogromnie ważny symbol.

 

 

Trójkąt - kopia 2

trojkat1

Trójkąt skierowany ku dołowi – przedstawia Boga – Stwórcę, a trójkąt „patrzący” na tego Boga – to jego dzieło Człowiek. Moment, w którym oba te trójkąty połączą się w jedną całość – to jest właśnie to Królestwo Boże, czyli tak pogardzana przez niektórych Gwiazda Dawida.

Gwiazda-dDwida

 

Niebo na górze, niebo na dole. Gwiazdy na górze, gwiazdy na dole. Wszystko, co jest na górze, jest też na dole. Szczęśliwy, kto odgadnie tą zagadkę.
To, o czym „mówi” Egipska Tabula Smaragdina, zostało zakodowane w Religii Judaistycznej i po wsze czasy oznacza właśnie to Królestwo Boże, które jak chce Wola Boża, z pewnością  kiedyś nadejdzie. Egipscy kapłani, dzięki swej wiedzy oraz dzięki boskiej inspiracji, wybrali ten gwiazdozbiór nieprzypadkowo. Co prawda nie jest on w stu procentach podobny do sześcioramiennej gwiazdy, ale na całym Niebie nie ma innego, lepszego symbolu Boskiej i Człowieczej „współpracy”. W tym miejscu, bardzo dobrze zrozumiałe będą słowa uczonego i mistyka żydowskiego Abrahama Abulafiego:
Sześć piramid, sześcian tworzy. Gdy każdą z nich rozumem obejmiesz i wiedzę z niej spijesz, znak to, żeś wszystko pojął.
Tych sześć piramid – to sześcioramienna Gwiazda Dawida – symbol przyszłego Królestwa Bożego, oparty na sześciu gwiazdach w gwiazdozbiorze Oriona.
Przypomnijmy sobie z cytatu drugiego, jak wyglądała świątynia Króla Salomona. Wszystkie elementy tej świątyni były symbolicznym przedstawieniem całej wiedzy, którą Hebrajczycy otrzymali od egipskich kapłanów. Świątynia składała się z trzech kwadratowych zabudowań, zbiegających się w małym pomieszczeniu w kształcie sześcianu zwanym- Święte Świętych.
Jest to symbol Gwiazdy Dawida – czyli Królestwo Boże – gwiazdozbiór Oriona – szyby w Piramidzie Cheopsa. Pokaźna misa z brązu – symbolizująca Jam, oraz dwie wolno stojące, wysokie na dwanaście metrów kolumny – Jachin i Boaz (Pierwsza Księga Królewska 7.21.) – to symbol Dualizmu, o którym była mowa w poprzednich rozdziałach
Jak widać, wszystkie te symbole, a także i cała Religia Judaistyczna, stanowią dowód na to, że Exodus nie był ucieczką przed prześladowaniami ze strony Egiptu, tylko bardzo dobrze zaplanowaną misją, wykonaną z całym błogosławieństwem Egipcjan i samego Boga. Powróćmy zatem do głównego tematu tego rozdziału – czyli: wpływ obrzezki na dopełnienie sensu Konkluzji.

„Przecięta skóra zagoi się w ciągu kilku dni. Złamana noga zazwyczaj się zrośnie, jeżeli zostanie prawidłowo nastawiona. Prawie wszystkie tkanki ludzkie zachowują przez całe nasze życie zdolność do samo naprawy. W znacznej mierze zawdzięczamy to wszechstronności komórek macierzystych, które w nieograniczonym niemal czasie pod względem podziału i generowania nie tylko własnych wiernych kopii, lecz również wielu różnych rodzajów komórek przypominają komórki rozwijającego się zarodka. Doskonałym przykładem jest odmiana komórek macierzystych występujących w szpiku kostnym. Mogą one dać początek wszystkim komórkom krwi: krwinkom czerwonym, płytkom i całej grupie krwinek białych. Inne rodzaje komórek macierzystych produkują różne składowe skóry,wątroby lub śluzówki jelit.
W listopadzie 1998 roku Peter S. Eriksson z Sahlgenska Universitetssjukhuset w Gőteborgu i Fred H. Gage z Salk Institute for Biological Studies w La Jolla w Kalifornii wraz ze współpracownikami opublikowali zaskakującą informację, że mózg dorosłego człowieka regularnie produkuje nowe neurony, przynajmniej w jednej ze swoich struktur – w hipokampie, czyli obszarze istotnym dla procesów pamięci i uczenia się. (Hipokamp nie jest miejscem przechowywania śladów pamięciowych, ale pomaga w ich odkładaniu po otrzymaniu sygnałów z innych obszarów mózgu. Osoby, które doznały uszkodzenia tej struktury, mają kłopoty z przyswajaniem, ale umieją przywołać informacje nabyte w okresie wcześniejszym). Bezwzględna liczba nowo powstających komórek jest stosunkowo mała w porównaniu z całkowitą liczbą neuronów w mózgu. Niemniej nasze odkrycie w zestawieniu z wynikami najnowszych eksperymentów na zwierzętach otwiera przed medycyną kilka bardzo obiecujących perspektyw.
Z rezultatów aktualnie prowadzonych badań wynika, że komórki macierzyste produkują neurony w jeszcze jednej okolicy mózgu, a znajdują się również, chociaż uśpione, w kilku innych obszarach. A zatem okazuje się, że dorosły mózg, który tak słabo radzi sobie z samo naprawą, w istocie skrywa znaczny potencjał regeneracyjny.
Jeżeli badacze zdołają się nauczyć jak pobudzać istniejące komórki macierzyste do produkowania znaczącej liczby funkcjonalnych neuronów w wybranym obszarze mózgu, umożliwi im to zapewne łagodzenie wszelkich zaburzeń związanych z uszkodzeniami i śmiercią komórek nerwowych – w tym choroby Alzheimera, Parkinsona oraz upośledzeń towarzyszącym udarom i urazom mózgu.
Odkrycie, że mózg dorosłego człowieka może produkować nowe neurony, było zaskakujące, chociaż na zachodzenie tego procesu od wielu lat wskazywały badania mózgów innych dorosłych ssaków. Na przykład już w 1965 roku Joseph Altman i Gopal D. Das z Massachusetts Institute of Techonogy opisali produk-cję komórek nerwowych (neurogenezę) w hipokampach dorosłych szczurów, dokładnie w tym samym obszarze, w którym stwierdzono obecnie zachodzenie tego procesu u ludzi (mowa o zakręcie zębatym).
W połowie lat osiemdziesiątych Fernando Nottebohm z Rockefeller University odkrył, że neurogeneza zachodzi w mózgach kanarków w ośrodkach mózgu odpowiedzialnych za uczenie się śpiewu i co więcej, proces ten nasila się w tych porach roku, w których dorosłe ptaki uczą się swoich pieśni. Nottebohm i jego współpracownicy wykazali też, że formowanie neuronów w hipokampach dorosłych sikor wzrasta w okresach wymagających nasilenia procesów pamięciowych, w szczególności wtedy, gdy ptaki muszą zapamiętać coraz bardziej odległe i rozproszone źródła pokarmu. Zespół kierowany przez Elizabeth Gould i Bruce’a S. Mc Ewena z Rockefeller University oraz Eberharda Fuchsa z Deutsches Primatenzentrum Gmbh w Getyndze odkrył w 1997 roku, że neurogeneza zachodzi w pewnym stopniu w hipokampie spokrewnionego dość blisko z naczelnymi wiewiórecznika pospolitego.
Następnie w marcu 1998 roku stwierdzono to samo zjawisko u pazurkowców. Pokrewieństwo tych małp z ludźmi jest mniejsze niż makaków, należą one jednak do naczelnych.
W 1998 roku Gage wraz ze współpracownikami wyizolowali komórki hipokampów w mózgu dorosłego człowieka i wykazali, że w hodowlach komórki te mogą się dzielić i da się je tak pobudzić, by rozwinęły się w neurony. Potwierdza to zdolność dorosłego mózgu człowieka do neurogenezy. Pojawiło się wiele artykułów opisujących czynniki wpływające na neurogenezę w mózgach dorosłych zwierząt. Wywoływano u zwierząt m. in. uraz, udar, napady drgawkowe i podawano im leki przeciwdepresyjne, by określić ich wpływ. Mimo licznych badań „podjętych w ramach wielu paradygmatów doświadczalnych i zastosowaniu rozmaitych kryteriów analitycznych”, nie dowiedziano się jak przebiegają procesy regulujące neurogenezę w dorosłym mózgu.
Tymczasem nasz zespół porównywał natężenie neurogenezy w dwóch grupach myszy trzymanych w zwykłych klatkach – do jednej wstawiono bieżnię kołową. Myszy mające nieograniczony dostęp do koła korzystały z niego często i po zakończeniu doświadczenia okazało się, że w ich mózgach powstało dwukrotnie więcej nowych neuronów niż w mózgach osobników z grupy kontrolnej pozbawionej tej frajdy.
To nasilenie neurogenezy odpowiadało mniej więcej wzrostowi obserwowanemu u myszy przebywających w korzystniejszym dla nich środowisku. U osobników mających dużo ruchu nastąpiło nasilenie procesów dzielenia się komórek macierzystych, podczas gdy w grupie zwierząt umieszczonych we wzbogaconym otoczeniu nie obserwowano zmian w tempie proliferacji tylu komórek. W tym ostatnim przypadku (jak stwierdza Gould) stymulacja środowiska sprzyjała najwyraźniej poprawie przeżywalności komórek potomnych, wobec czego więcej z nich zróżnicowało się w neurony. Odkrycie to wskazuje wyraźnie, że procesy regulujące neurogenezę u osobników dorosłych są złożone i zachodzą na kilku poziomach.
Naukowcy na pewno zdołają zidentyfikować kiedyś ciąg przemian molekularnych wiodących od konkretnego bodźca, sygnału środowiskowego czy wewnętrznej zmiany fizjologicznej do określonych zmian w aktywności genetycznej powodujących nasilenie bądź zahamowanie neurogenezy. Skompilowanie takich technik może zająć kilkadziesiąt lat. Po opracowaniu, stosowałoby się je na kilka różnych sposobów.
Zapewniłoby prawdopodobnie pewien stopień naprawy mózgu w obszarach, których zachodzi neurogeneza, a także tam, gdzie występują komórki macierzyste, w normalnych warunkach nieaktywne.
Pozostaje pytanie zasadnicze: jaką rolę odgrywa neurogeneza w dorosłym mózgu? Złożoność jej regulacji i reaktywności na bodźce funkcjonalne sugeruje, że silnie wpływa na działanie hipokampa. Próbowano powiązać neurogenezę z procesami uczenia się i pamięcią, ale wyniki nie są jednoznaczne. Należałoby też wyjaśnić, czy neurogeneza zachodzi w innych obszarach mózgu. Hipokamp i układ węchowy to dwa jego rejony, w których zaobserwowano ten proces. Doświadczenia przeprowadzone na kulturach komórek gryzoni wykazały, że neuronalne komórki macierzyste, mogące dać początek neuronom w szalce Petriego, można będzie otrzymać praktycznie ze wszystkich regionów mózgu z korą włącznie. Jednak nie udało się zaobserwować w warunkach fizjologicznych, by powstawały z nich nowe neurony, jeśli komórki macierzyste znajdują się poza klasycznymi obszarami neurogenezy.
Wiele pytań pozostaje jeszcze bez odpowiedzi, ale rosnące zainteresowanie tą dziedziną spowoduje zapewne, że to co dziś nierealne, jutro może stać się rzeczywistością. Co więcej, oczekiwane korzyści płynące z wyzwolenia regeneracyjnego potencjału mózgu, uzasadnią wszelkie wysiłki podejmowane w tym kierunku .”
Świat nauki – 1, 2003.

Problem nad którym zastanawiają się neurolodzy, i który za „kilkadziesiąt” lat odkryją w swoich laboratoriach, znany był już ludziom kilka tysięcy lat temu. To, o czym mówi Konkluzja, że głównym stymulatorem rozwoju mózgu Człowieka jest fallus, to własnie naukowcy nazywają neurogenezą. Głównym „pasem transmisyjnym” pomiędzy fallusem a mózgiem jest testosteron i to właśnie ten hormon jest głównym czynnikiem, dzięki któremu neurogeneza może nastąpić.
Przyspieszony wręcz kliniczny, proces tego rozwoju możemy zaobserwować na przykładzie Bonobo. To, co ta małpa wyprawia (nieustanne drażnienie narządów płciowych i miłość bardziej dla przyjemności), to samo robiła małpa człekokształtna kilka i nawet kilkanaście milionów lat temu – (Wiewiórecznik pospolity, Pazurkowce). Aby zrozumieć w jaki sposób ten proces neurogenezy przebiega, potrzebne będzie jeszcze jedno wprowadzenie.

„Hormony determinują odmienną męską i żeńską organizację mózgu w czasie jego rozwoju w łonie matki. Mózg nienarodzonego płodu zaczyna się kształtować według męskiego lub kobiecego wzorca w sześć lub siedem tygodni po  zapłodnieniu. Matka wnosi do komórki jajowej chromosom X (kształt w przybliżeniu). Jeżeli w procesie zapłodnienia komórki jajowej, ojciec także wnosi chromosom X – rezultatem będą narodziny dziecka płci żeńskiej. Jeżeli plemnik zawiera chromosom Y, powinno się urodzić dziecko płci męskiej. Ale nie same geny decydują o płci dziecka.
Drugim determinującym czynnikiem są hormony. Niezależnie od genetycznej natury zarodka, płód ukształtuje się jako męski tylko wówczas, gdy będą hormony męskie, a kształt żeński przyjmie jedynie w przypadku, gdy hormony męskie będą nieobecne. Podczas pierwszych tygodni w łonie matki zawiązki jajowodów, nasieniowodów i tak dalej – umożliwiają rozwój w każdą z dwu form płciowych. Właśnie w tym momencie, mniej więcej sześć tygodni po zapłodnieniu, tożsamość płciowa zostaje określona. Wtedy to płód męski XY wykształca specjalne komórki produkujące hormony męskie, czyli androgeny, z których najważniejszy jest testosteron. Hormony polecają ciału, aby nie zajmowały się wykształcaniem żeńskich narządów płciowych, a jednocześnie stymulują rozwój istniejących w formie zaczątkowej narządów męskich.
W tym samym mniej więcej czasie, jeżeli płód jest płci żeńskiej, genetycznie XX, jego narządy płciowe rozwijają się jako żeńskie, gonady nie wytwarzają znacznych ilości hormonu męskiego i w rezultacie rozwija się niemowlę płci żeńskiej. Proces ten, w sensie dosłownym zmieniający umysł rozwijającego się osobnika, jest rezultatem tego samego zjawiska, które determinuje inne zmiany fizyczne – działania hormonów.
W momencie przełomowym, kiedy mózg zaczyna się formować, płód płci męskiej poddany zostaje działaniu ogromnej dawki hormonu męskiego. Poziom tego hormonu jest w tym okresie czterokrotnie wyższy niż poziom, który osiągnie przez cały okres niemowlęcy i dziecięcy. Gwałtowny przybór hormonu męskiego występuje również w przełomowym, momencie rozwoju osobnika płci męskiej – w okresie dojrzewania. Tacy, jacy jesteśmy, jak się zachowujemy, jak myślimy, czujemy, nie kieruje serce, lecz mózg. Natomiast na mózg, jego strukturę i funkcjonowanie, wpływ mają hormony. Wpływ hormonów na mózg jest dwustopniowy. Podczas rozwoju mózgu w łonie matki hormony kontrolują powstawanie schematu sieci połączeń. Później, w okresie dojrzewania hormony ponownie odwiedzą mózg, aby uruchomić sieć, którą wcześniej stworzyły.
Mimo widocznych już w okresie dzieciństwa różnic pomiędzy płciami, aż do okresu dojrzewania płciowego w ciałach chłopców i dziewcząt krążą te same hormony w tych samych ilościach. U dziewcząt poziom hormonu żeńskiego zaczyna podnosić się w wieku około ośmiu lat i około trzynastego roku życia pojawia się menstruacja. U chłopców hormony zaczynają działać dwa lata później. Najważniejszym hormonem u chłopców jest testosteron, którego poziom wzrasta i wynosi dwadzieścia razy więcej niż u dziewcząt. Główne hormony żeńskie to estrogen i progesteron. Hormony przenikają do systemu nerwowego i oddziaływują na nasze zachowania. (flegmatyk, sangwinik, choleryk i melancholik). Przepływ hormonów regulowany jest przez podwzgórze. W zależności od tego czy mamy do czynienia z mężczyzną czy kobietą, podwzgórze odpowiednio steruje hormonami. Podwzgórze nakazuje przysadce mózgowej, aby wydała zalecenie otwarcia lub zamknięcia zaworu uwalniającego hormony płciowe. U mężczyzn zadaniem układu kontrolnego złożonego z podwzgórza i przysadki jest utrzymywanie w miarę stałego poziomu hormonów. U kobiet układ kontrolny podwzgórze – przysadka działa na innej zasadzie. Podwzgórze kobiet, dąży do wytworzenia systemu faz, czy też cykli. Zasadniczą sprawą jest oddziaływanie hormonu na strukturę mózgu, która wcześniej już została tak ukształtowana by na ten hormon reagować.
Chłopcy nie najlepiej dają sobie radę w pierwszych latach szkolnych. Jednakże z nadejściem wieku dojrzewania gwałtownie przyśpieszają. Wyniki chłopców w testach IQ wzrastają gwałtownie pomiędzy czternastym a szesnastym rokiem życia, podczas gdy wyniki dziewcząt wykazują tendencję do utrzymywania się na tym samym poziomie, a czasem nawet się obniżają.”
Anne Moir i David Jessel, Płeć mózgu.

Tak więc, testosteron jest „pośrednikiem” pomiędzy gonadami a mózgiem mężczyzny. Jego organizm wydziela testosteron, jak już wiemy, w największej ilości w okresie płodowym i w okresie dojrzewania. Jak pokazuje wynik eksperymentu na myszach, produkcja komórek nerwowych w hipokampie, zwiększa się dwukrotnie w efekcie intensywnego ich biegu na bieżni kołowej, z której na dodatek korzystały bez żadnego przymuszania. Wskutek wysiłku fizycznego w organizmie zwiększa się poziom testosteronu, a ten z kolei powoduje neurogenezę. Właśnie to ten wysiłek fizyczny jest brakującym ogniwem, dzięki któremu proces neurogenezy – czyli Konkluzji, nabiera swego prawdziwego znaczenia.
Pozycje podczas seksualnego stosunku wymagają znacznego wysiłku, i aby wysiłki te nie skończyły się niepowodzeniem, [w efekcie czego nie doszłoby do zapłodnienia], organizm człowieka wytwarza podczas tego stosunku, ogromne ilości testosteronu. Nieustanne bodźce pobudzają erekcję członka, powodując ejakulację, w wyniku czego współczulny układ nerwowy ogranicza dopływ krwi do prącia i automatycznie ciśnienie krwi w organizmie zmniejsza się, a wraz z tym następuje przerwa [czasowa] w wydzielaniu testosteronu. Tak „nagły” przypływ inteligencji u Bonobo, polega na ograniczeniu jednego tylko czynnika w tym procesie.
Wyeliminowanie, choćby tylko czasowe, współczulnego układu nerwowego, w postaci jak najdłuższego wstrzymania się od ejakulacji (nieustanny onanizm), powoduje zwiększony „dowóz” testosteronu do organizmu małpy, co w konsekwencji powoduje u niej zwiększoną „ponadnormalną” neurogenezę. To właśnie dzięki tej aktywności fizycznej u dzieci, czy też u nastolatków, ich młody organizm wytwarza zwiększoną ilość testosteronu.
Ten testosteron, z kolei, przygotowuje gonady do swojej podstawowej funkcji- prokreacji, a także przy „okazji” powoduje (pośrednio) gwałtowny wzrost możliwości umysłu – IQ.
Wszystkie te elementy: testosteron, wysiłek fizyczny, wzrost IQ, neurogeneza, są ze sobą bardzo mocno powiązane – tworzą współzależność. Dzięki temu „zjawisku”, zrozumiała jest tak ogromna aktywność fizyczna dzieci u ludzi i wszystkich innych ssaków. Ta ruchliwość jest podświadomie niejako wymuszana przez organizm. Bez tej aktywności, i w efekcie zbyt małej ilości testosteronu, może nastąpić ociężałość umysłowa spowodowana niewielką, minimalną tylko, neurogenezą.
I jeszcze jeden przykład. Proces neurogenezy w mózgach kanarków, występujący w okresie godowym, nie jest spowodowany tym, że ptaki te muszą nauczyć się pieśni godowych, ale wręcz odwrotnie. Zwiększone wydzielanie hormonów w okresie godów (tak jak u dojrzewających nastolatków), powoduje gwałtowny wzrost możliwości mózgu tych ptaków, a co za tym idzie, i wzrost możliwości uczenia się i zapamiętywania śpiewu (hipokamp).
Podobnie przebiega proces zapamiętywania bardzo odległych i rozproszonych źródeł pokarmu u sikor, który możliwy jest dzięki neurogenezie tylko wtedy, gdy ilość hormonu u tych ptaków jest wystarczająco duży.
Taki jest właśnie sens Konkluzji (neurogenezy) – przykładem Bonobo. Jaki ma to związek z napletkiem, który z takim poświęceniem obrzezują Żydzi, i który był najważniejszym symbolem w Nabta Playa?
Otóż, penis dziecka i później dorosłego człowieka po obrzezce jest, w wyniku braku osłonki, narażony na nieustanne podrażnianie połączeń nerwowych. (Penis jest najbardziej ukrwionym i wrażliwym na bodźce dotykowe narządem). W wyniku czego, jest w bardzo minimalny (ale jednak) sposób, podrażniany, co powoduje równie minimalną, jednakże większą niż u innych ludzi, neurogenezę. I taki właśnie jest sens obrzezki, którą do tej pory uważano za zabieg spowodowany dbałością o higienę. Nic podobnego! Rytuał obcinania napletka w zamyśle egipskich kapłanów i zakodowany w Religii judaistycznej, miał być właśnie symbolem Konkluzji, dzięki której mogła nastąpić Ewolucja (wzrost możliwości mózgu) Człowieka.
Znaczenie fallusa i jego wpływ (testosteron) na mózg Człowieka, był powszechnie znany w całym „przedcywilizacyjnym” świecie. Wszystkie ceremonie i symbole, o których wcześniej była mowa, są właśnie taką zakodowaną informacją o Kulcie Fallusa. Nawet figurka „Wenus” jak już wspominałem, nie symbolizowała „Matki Ziemi”, lecz miała kontekst erotyczny. Dzięki temu substytutowi kobiety – w wyniku wzrokowego kontaktu – mogła nastąpić erekcja i zwiększony napływ krwi do mózgu.
Bodźce wzrokowe, a także stymulacja dotykowa, powodują wzrost ilości testosteronu – ciąg dalszy już znamy. Figurki „Wenus”, nie stanowiły dla Człowieka „przedpotopowego” takiej samej wartości, jaką mają obecnie filmy czy też zdjęcia rozebranych kobiet. Były one tylko i wyłącznie środkiem, a nie celem, do wywołania efektu neurogenezy. Wracając do symbolu Konkluzji, to rytuał obrzezki znany był już znacznie wcześniej niż wskazuje na to archeologia – symbol napletka w Nabta Playa. Starożytny Egipt był „tylko” kontynuatorem tego kultu.

„Nie można określić dokładnie, w jakim wieku dziecko poddawano obrzezaniu, zabiegowi przedstawionemu w jednym z grobowców Starego Państwa. Źródła pośrednie wskazują na to, że ceremonia obrzezania miała miejsce w momencie bliskim osiąganiu dojrzałości, w każdym razie między dziesiątym a dwunastym rokiem życia. Mumia jednego z 10 – 11- letnich książąt nie wykazuje jeszcze śladów obrzezania. Być może obrzezany fallus był znamieniem „mężczyzny” w odróżnieniu od chłopca. Mimo, że był to rodzaj zabiegu operacyjnego, nie mówią o nim znane teksty medyczne. Scena obrzezania w grobowcu Anch-ma-hora (VI dynastia) w Sakkarze ukazuje kapłana przykucniętego przed operowanym młodzieńcem, trzymanym przez pomocnika. Kapłan posługuje się owalnym instrumentem, być może krzemieniem jako tradycyjnym narzędziem rytualnym. Druga scena ukazuje pocieranie fallusa albo przed zabiegiem dla znieczulenia, albo po zabiegu dla opatrzenia rany. Poświadczone od czasów prehistorycznych, obrzezanie nie było zwyczajem określonej warstwy społecznej.
Dopiero w Okresie Późnym stało się ono warunkiem pełnienia funkcji kapłańskich. Prawdopodobnie dopiero wówczas nabrało znaczenia czystości kultowej. Z obcych ludów współzamieszkujących Egipt za nieobrzezanych uchodzili Libijczycy, natomiast o tzw. ludach morskich, które pojawiają się w Egipcie za panowania Ramessydów wiemy, że praktykowały ten zwyczaj.”
Karol Myśliwiec, Eros nad Nilem.

Chanuka – ośmioramienny świecznik (dziewiąty pomocniczy), którego używa się w czasie Święta Świateł. Upamiętnia zwycięstwo Judy Machabeusza w 165 r. p.n.e. nad wojskami Selucydów. W pierwszym dniu (aż do ósmego) zapala się jedną świecę i po jednej dodaje się każdego następnego dnia świątecznego. Ilość ramion w tym świeczniku, jest w oczywisty sposób również symboliczna. Wraz z Gwiazdą Dawida porównałbym go do kodu, znajdującego się we wnętrzu Piramidy Cheopsa – czyli do „komór odciążających”. Cztery półokręgi w Chanuce – odpowiadają czterem stopniom wiodącym do Gwiazdy Dawida – również Piramidion i gwiazdozbiór Oriona.

Menora

Menora

Równie ciekawa, jeżeli nie ciekawsza, jest symbolika siedmioświecznikowej Menory, której najważniejszym elementem są trzy półokręgi. Chanuka – symbolizuje czterostopniową drogę dochodzenia Człowieka do Królestwa Bożego, zaś Menora – z trzema półokręgami – symbolizuje samego Człowieka, a w szczególności to: jakimi wzorcami i normami postępowania powinien się on kierować, by zasłużyć na miano Człowieka. Cóż wiec mogą oznaczać te trzy półokręgi otaczające siódmą świecę?
Otóż myślę, że ta centralna świeca – symbolizuje Człowieka Przyszłości, a otaczające go trzy półokręgi – to środowisko, które go w tym Królestwie powinno go otaczać.
Najbliższy i najmniejszy półokrąg – otaczający tego Człowieka – to jego Rodzina, w której się wychowuje, i którą sam w przyszłości założy. Średni półokrąg – to jego przyjaciele, znajomi, koledzy, sąsiedzi, czyli otaczające go Środowisko. Zewnętrzny, największy – to Państwo, które jest jego największym Domem. Wszystkie trzy elementy tej „układanki” są ze sobą nierozerwalnie związane. Brak choćby jednego z nich powoduje niepotrzebne komplikacje lub dyskomfort psychiczny.
Cóż znaczy Rodzina i koledzy czy sąsiedzi, gdy nie ma nad nim opieki Państwa. I dalej, życie takiego Człowieka, bez oparcia w Rodzinie, chociażby w najdoskonalszym Państwie, jest tylko pozbawiona sensu wegetacją. Środkowy półokrąg też ma swoje zalety, bez których życie byłoby nudne i szare. Dla prawidłowego funkcjonowania Człowieka, a w tym i jego psychiki, niezbędna jest równowaga w Rodzinie, Społeczeństwie i w Państwie – wszystkie uchwyty świec w jednym poziomie.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Chrześcijaństwo – czyli Wielki Sen

Rozdział XIX książki „Gloria olivae”

„W roku 1947 pewien beduiński pasterz natknął się na samotną jaskinię w stromych skałach Qumran nad Morzem Martwym. W jaskini tej znajdowało się kilka dzbanów, w których znaleziono wiele zachowanych starożytnych rękopisów – długich zwojów, niekiedy liczących dwadzieścia i więcej stóp długości, zawierających teksty biblijne, a także inne teksty hebrajskie. Upłynęło sporo czasu, w którym pisma te przeszły przez ręce kupców, pomniejszych urzędników, pracowników muzeów, profesorów filologii, tłumaczy, po czym cały świat usłyszał o niezwykłym znaczeniu „Zwojów znad Morza Martwego”. Manuskrypty z Qumran jak się okazało, stanowiły bibliotekę lub zbiór literatury sakralnej osiedla żydowskich esseńczyków, pochodzącego z I i II stulecia przed Chrystusem. Niektóre z tych tekstów to znane księgi Starego Testamentu, takie jak Księgi Izajasza, Habakuka, inne zaś to ezoteryczne pisma zawierające specjalne nauki esseńskich „illuminati”. O esseńczykach wiedziano coś niecoś przed odkryciem pism z Qumran dzięki takim starożytnym pisarzom – historykom, jak Józef Flawiusz i Pliniusz Starszy, jak również z dzieł Filona, członka mówiącej po grecku społeczności żydowskiej mieszkającej w największym „międzynarodowym” ośrodku nauki późnego antyku, Aleksandrii. Autorzy ci informowali, że w ostatnich wiekach przed Chrystusem we wczesnym okresie chrześcijaństwa w łonie judaizmu istniał pewien mistyczny ruch ezoteryczny. Wydawał się on jednak tak mroczny, tak nieokreślony, a to co o nim twierdzono, było tak wątpliwe, że badacze niemal zupełnie nie brali go pod uwagę, zajmując się początkami chrześcijaństwa. Cały temat esseńczyków był prawie wyłącznie sprawą słabo udokumentowanych, luźnych domysłów dotyczących małego ruchu religijnego, który zniknął z annałów historii właściwie bez śladu. Zwoje znad Morza Martwego zmieniły tę sytuację. Odkrycie z Qumran całkiem nagle uświadomiło wszystkim, że na pustyni Judzkiej żyła społeczność esseńskich wtajemniczonych, licząca być może kilkuset ludzi, którzy studiowali Stary Testament i interpretowali go w duchu mistycznym. Jeśli chodzi o rozumienie Starego Testamentu, różnili się oni od dwu pozostałych stronnictw religijnych istniejących w ramach judaizmu – saduceuszy (kapłańskie stronnictwo aryetostatyczne) i faryzeuszy (reprezentanci judaizmu rabinicznego). Uważali, że w starych pismach tkwi ukryte ezoteryczne znaczenie, które może zrozumieć tylko ten, kto został „oświecony”, tj. wtajemniczony […]
W 1945 roku, tym razem w Górnym Egipcie, dwóch wieśniaków wykopując nawóz dokonało odkrycia: w starym dzbanie znaleźli koptyjską bibliotekę gnostycką ze starożytnego Chenoboskion (dzisiejsze Nag Hammadi). Podczas gdy pisma z Qumran pochodzą z I i II wieku przed Chrystusem i są zapisane w manuskryptach starszego typu, na długich zwojach, to biblioteka gnostycka składa się z kodeksów, tj. zbioru ksiąg, wykonanych z osobnych arkuszy, w tym wypadku papirusu. Pochodzą one z pierwszych wieków ery chrześcijańskiej i w sumie liczą około tysiąca pięciuset stron. Wiele z nich to pisma chrześcijańskie, czy też, ściślej biorąc, wywodzące się z tego świata myśli gnostyckiej, w którym Chrystusa pojmowano wyłącznie w kategoriach starożytnych Misteriów, a wobec judaizmu i prawa żydowskiego zajmowano wrogie stanowisko. Czy może raczej… sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Pisma, które zawiera biblioteka z Nag Hammadi, zdają się pochodzić z różnych źródeł.  Wiele z nich to pisma wyłącznie gnostyckie; inne wywodzą się z egipskiej magicznej religii Hermesa Trismegistosa; jest tu także fragment „Państwa” Platona; zbiór znanych maksym etycznych – „Sentencje” Sekstusa – popularny w kręgach wczesnych chrześcijan; wreszcie pewna liczba dzieł, których geneza jest niejasna lub sporna. Wysunięto przypuszczenie, że biblioteka ta bynajmniej nie należała do jakiejś grupy gnostyckiej, lecz świadczy jedynie o szerokich zainteresowaniach mnichów z pobliskiego klasztoru św. Pachomiusza (ojca życia klasztornego, który sam mógł być chrześcijaninem nie zanadto ortodoksyjnym!). Najbardziej wiarygodne wydaje się, że tym, co łączy dzieła zgromadzone w bibliotece z Nag Hammadi, jest ich związek z ideami gnostyckimi. Biblioteka ma zapewne za sobą burzliwe dzieje, ale można chyba bez większej obawy przyjąć, że swą obecną formę zawdzięcza jakiemuś środowisku gnostyckiemu […] Esseńskie pisma z Qumran wskazują na „zbliżenie” między judaizmem a Misterium. Biblioteka z Nag Hammadi, ukazuje chrześcijaństwo zorientowane misteryjnie, pozostając jednak w gwałtownej opozycji do duchowości żydowskiej”.
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Fakt, iż pisma z Qumran i Nag Hammadi zostały odnalezione akurat teraz, a nie np. pięćset lat temu (nikt by tego nie zrozumiał, ponadto mogły ulec zniszczeniu), lub dopiero za pięćset lat, lub też wcale, nie jest w żadnym razie kwestią przypadku, ani tym bardziej cudu. Tak jak Aleksander Macedoński, czy Szy Huang swoje „osiągnięcia” nie zawdzięczają tylko przypadkowi, czy cudowi, jak nie przez przypadek przedstawiciele dwu różnych kultur stworzyli z Wyspy Wielkanocnej „sanktuarium” odradzania się Życia, jak też i piramidy w Egipcie nie są żadnym cudem („siedem cudów świata”). Z tych wszystkich rozważań wynika bardzo ważny wniosek: Wszystko to co jest udziałem człowieka – ewolucja, historia, cywilizacja, itd., a także i wcześniej, powstanie i dogodne warunki Życia na Ziemi – wynikają z deterministycznej roli „Boga – Stwórcy” w tym dziele, a zarazem z logiki perpetuum mobile wszechświata. Pojawienie się pism z Qumran i Nag Hammadi można porównać do kodu wysłanego w przestrzeń kosmiczną w próbniku Pionieera, jak również do skamieniałości. Ten „sygnał z przeszłości” zgodnie z zamysłem ich twórców, dotarł do nas – do miejsca swego przeznaczenia i jest, niczym ślad odciśnięty na śniegu, kolejnym dowodem powszechnego planu budowy „Arki” przez „Noego” i nieuchronnego„Potopu”. Odnalezione pisma z Qumran i Nag Hammadi można, umownie rzecz ujmując, nazwać „ostatnią” stroną tego rozdziału, zaś Aleksandra Macedońskiego (pamiętając cały czas o boskim spiritus movens) – jego inicjatorem.

„Epoka Wielkiego Zwrotu – w piśmiennictwie historycznym lata (800-200 p.n.e) kiedy to niemal jednocześnie i niezależnie od siebie wygasają stare kultury i dokonują się zasadnicze przemiany w sposobie myślenia i świadomości człowieka”
K. Armstrong, Historia Boga, s. 14

EWZ – jest więc ostatnim akordem wszech cywilizacyjnego „zaćmienia Słońca”- „Potopu”. Począwszy od czasów kiedy to kromaniończyk „zaczął wzywać imię pana”- p.14 rozdz.V, aż po filozoficzną Arkę starożytnych Greków, człowiek opisywał swoją rzeczywistość opierając się na wiedzy, jaką powoli zdobywał w „szkole życia”- rozdz VII, a której został pozbawiony z powodu swojej niepohamowanej żądzy – p.16 rozdz.V. Wiedza ta, zgodnie z imperatywem wykasowywania pamięci, została zahibernowana w różnoraki sposób np.: architektura, religia, mitologia, filozofia, misteria. Wszystko to co nastąpiło po EWZ, używając eufemistycznego zwrotu, można porównać do Wielkiego Snu (nie mylić z aborygeńską Epoką Snu), gdzie to przysłowiowym „anestezjologiem”jest sam „Bóg – Stwórca”, a człowiek odgrywa rolę usypianego (dla jego dobra) pacjenta. I tutaj „dzięki” Aleksandrowi zaczyna się ta „opowieść” o konsekwencjach Wielkiego Zwrotu. To właśnie w wyniku ekspansji macedończyka nurty mądrości greckiej połączyły się z nurtami Misteriów starożytnych kultur wschodu, a w szczególności z irańskimi Misteriami Mitry. To co stanowi efekt, tego „nieprzypadkowego” i „niecudownego” procesu łączenia się tych „nurtów”, jest naszym anestetykiem – środkiem znieczulającym, dzięki któremu człowiek zapadł w stan letargu – Wielkiego Snu, z którego, kiedy nadejdzie ku temu odpowiednia pora, dzięki „Opatrzności Bożej”, zbudzi się. I tak dochodzimy do clou tego rozdziału, którym jest twierdzenie, że: to Chrześcijaństwo – największa ze światowych religii monoteistycznych jest tym „środkiem znieczulającym”, dzięki któremu śnimy na jawie – (patrz pisma Heraklita), a sprawcą tego wszystkiego był Syn Człowieczy – Jezus z Nazaretu.

„Grupą, która nauki gnostyckie i ich nacisk na fakt rozszczepienia natury istoty ludzkiej przedstawiała w szczególnie radykalnej formie i która w związku z tym prawdopodobnie ukształtowała się wcześnie, byli tzw. Ofici. Po grecku „opfis” znaczy „wąż”: sekta ta wzięła swą nazwę stąd, że duszę świata przedstawiała w formie Lewiatana, czyli kosmicznego węża kąsającego własny ogon, symbolu nie mających końca cykli stawania się. Główną cechą „gnosis” ofitów było stałe podkreślanie przez nich, że akt kreacji opisany w Księdze Rodzaju nie był początkiem rzeczy. W istocie miał on stanowić względnie późne stadium rozwoju świata. Uformowanie świata fizycznego poprzedzały trzy duchowe oraz psychiczne fazy istnienia. Co więcej, człowiek jako istota archetypowa miał swój początek właśnie w owych wcześniejszych światach, nie zaś w kreacji materialnej. Dlatego ofici uważali stworzyciela świata z tradycji żydowskiej, nazywanego przez nich ezoterycznym imieniem Ialdabaoth, za istotę niższego rzędu, której materialne dzieło stworzenia niekorzystnie kontrastowało z istniejącymi już przed nią światami duchowymi. Ialdabaoth stworzył świat cierpień i wyobcowania, nie mający precedensu w wyższych światach. On i jego aniołowie ukształtowali ciało człowieka (Adama), ale nie było ono w stanie stanąć, dopóki dzięki opatrzności niebiańskiej Sophii nie została weń tchnięta boska iskra ducha i myśli. Adam stanął wówczas wyprostowany „i od razu złożył dziękczynienie Pierwszemu Człowiekowi, zapominając o swych (materialnych) stwórcach”. Tym, co może być zbawione, jest owa iskra ducha i myśli w człowieku, a prowadzi do tego poznanie, że człowiek w swej istocie należy do wyższych światów, nie zaś do materialnej Ziemi. Mamy tu do czynienia z bezkompromisową interpretacją fizyczno – materialnego stworzenia z punktu widzenia archaicznego umysłu orientalnego! Ofici znali żydowską opowieść o stworzeniu i należeli do żydowskiego typu świadomości na tyle, by przyznać, iż w pewnym sensie była ona „prawdziwa”: jednakże ich ocena świata fizycznego i jego Stwórcy była diametralnie różna od oceny obowiązującej w ortodoksyjnym judaizmie. O wiele ważniejsze wydawały im się światy duchowe, które istniały wcześniej niż świat fizyczny i w których człowiek odnajduje podstawę swej istoty, prawzór swego człowieczeństwa. I znów nauki dotyczące tych światów wywodzą się z Misteriów irańskich. Ofici przedstawiali czworaki proces rozwoju świata w formie diagramu będącego pierwotną wersję kabalistycznego Drzewa Życia. Powstali oni prawdopodobnie jako żydowsko – irańska sekta ezoteryczna w czasach poprzedzających chrześcijaństwo. Ich radykalne idee dotyczące odrębności ducha i materii najwyraźniej znalazły wkrótce odzew w niektórych kręgach wczesnochrześcijańskich, wśród tych, którzy sądzili, że Chrystus przybył, aby zbawić człowieka z „upadku w materię” i poprowadzić go z powrotem ku istnieniu czysto duchowemu.
Diagram ofitów: gnostycka kosmologia. Król mandali, diagram, był przedmiotem medytacji gnostyków: poprzez niego doświadczali oni kosmicznych mocy i relacji, które ukształtowały nasz upadły, czyli materialny świat. W zasadzie, czytany od prawej do lewej, ukazuje on czworaki proces świata przebiegający przez fazy tradycyjnie nazwane Saturnem, Słońcem, Księżycem i Ziemią, chociaż fizyczne („archontyczne”) ciała planetarne noszące te nazwy należą jedynie do fazy czwartej, fazy Ziemi. W trakcie medytacji gnostyk mógł wznosić się dzięki poznaniu reprezentowanemu przez różne sfery i numeryczne relacje diagramu do nadzmysłowych stanów świadomości. Prunikos, sfera pośrednia, jest aspektem boskiej Sophii, pramądrości Bożej, tu w swej niższej formie, manifestującej się jako „pożądanie”, które prowadzi do narodzin i śmierci – nie znanych w pierwotnych duchowych fazach dziejów świata. Trzy duże kręgi reprezentują zasady wszelkiego istnienia: Boga, Ducha i Ciemność; zasady te, jak i cały diagram, przywołują starożytne idee irańskie, jak również antycypują kabalistyczne „Drzewo Życia”.

Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Jest to końcowy fragment jednego z rozdziałów książki Andrew Welburn`a „Początki Chrześcijaństwa”, dzięki której, zgodnie ze słowami Newtona, mogłem znacznie rozszerzyć swój widnokrąg. Ale tak jak i w przypadku poprzednich arcydzieł literatury naukowej, obok wielu niewątpliwie ciekawych i odkrywczych rozważań, nagromadziło się wiele informacji, hipotez „niekoniecznie” zgodnych z prawdą. Ktoś mógłby powiedzieć: no tak, teraz to i ja już wiem, ale należy oddać sprawiedliwość tym wszystkim, którzy nie mając „czystego źródła”, jakim jest ta książka, nierzadko potykając się o „węzeł” niedostępnej, z wiadomych powodów, „ wiedzy tajemnej”, przecierając szlaki dociekali tej prawdy. Fakt wyrwania tego cytatu z kontekstu, może spowodować pewne trudności w zrozumieniu złożoności tematyki. Nie jesteś jednak, drogi czytelniku, puszczony na „głęboką wodę” bez przygotowania, umiesz już pływać. Jeśli jednak miałbyś jakieś kłopoty, niech pomocnym ci będzie ten diagram ofitów. To właśnie dzięki gnostyckiej kosmologii można bardzo łatwo zrozumieć co stanowiło „etymologię” chrześcijaństwa. W tym jednym diagramie zawarta jest cała „mądrość” tej książki i podobnie jak chociażby Kopiec Węża Indian Adena czy Nil i Międzyrzecze, ten „Lewiatan”- król Mandali, swoją „wiedzą tajemną” dobitnie świadczy o tym, iż ta poprzedzająca chrześcijaństwo żydowsko – irańska sekta, właśnie dzięki misji Aleksandra Wielkiego, poznała i propagowała wśród swoich członków, całą wiedzę o cykliczności wszechświata i o roli „Boga – Stwórcy” w dziele powstania Życia na Ziemi. Rację ma autor tych cytatów, ale tylko w jednym: aby odczytać znaczenie tego diagramu należy „czytać go” od prawej do lewej. I cóż takiego można z niego wyczytać? Jak już wielokrotnie na przykładach egipskich piramid, greckiej filozofii itp. starałem się dowieść, że proces powstawania Wszechświata i Życia opiera się na zasadzie cykliczności. Dwie przeciwstawne sobie siły: Jin i Jang, Dobro i Zło, Mężczyzna i Kobieta, Miłość i Nienawiść, reprezentowane są w tym diagramie nie przez dwa stykające się ze sobą duże okręgi, lecz jak logika na to wskazuje – przez dwa środkowe półokręgi, które obrysowuje środkowy, podobnej wielkości co dwa poprzednie – okręg „Życie i Miłość”. To jest właśnie ta „pozytywna” część Megacyklu. Pozostałe, dwa skrajne półokręgi – to „negatywna” jego część, która kiedyś z pewnością nastąpi. Tak wiec dwa duże okręgi – podzielone są na cztery części:

Część pierwsza – symbolizuje początek wszystkiego – Wielki Wybuch, formowanie się gwiazd, planet, Układu Słonecznego i Ziemi; jest tam „tylko” nasz Ojciec – czyli „Bóg – Stwórca Człowieka”.

Cześć druga – mały okrąg podzielony na pół – to nic innego tylko powstanie Życia na Ziemi, zaś część tego koła – Syn symbolizuje Ewolucję Człowieka, a także narodziny i naukę Kromaniończyka, aż po naszą Historię Nowożytną. Jak nietrudno zauważyć, mały okrąg Syn, styka się z okręgiem Prunikos dokładnie w środkowym punkcie dużego okręgu – Miłość. I to właśnie jest punkt, w którym my właśnie się znajdujemy. Jest to przełomowy moment  w Historii Miłości – jest to przełomowy moment w naszym Życiu.

Część trzecia – Prunikos – to czas, w którym Bóg będzie w Człowieku, a Człowiek w Bogu – Królestwo Boże, Gwiazda Dawida, Piramidion, Nirwana itp. – najpiękniejsza i najbardziej oczekiwana chwila kiedy to spotkają się ci, którzy odeszli i odejdą,  z tymi, którzy byli i będą. Jest to niebieski – a raczej niebiański krąg. Przejście do tego kręgu nie będzie wcale takie szybkie, ani takie proste, nie stanie się to w jednej chwili – pstryk i już tam jesteśmy. Jak to z przełomami bywa, minięcie progu niewiedzy, niemożności, lęków, zadufania, jest bardzo trudne i wymaga czasu. Ile? W gruncie rzeczy zależy to tylko od nas samych, no i oczywiście od naszego Ojca, który spokojnie czeka na właściwy ku temu moment.

Cześć czwarta – Ten czas ogólnej szczęśliwości jednak będzie miał swój kres. Będziemy  musieli przejść „Gehennę” i spadniemy do „Tartaru”. Cóż to oznacza? Ano to, że Lewiatan -kosmiczny wąż, w końcu ukąsi własny ogon i skończy się „Mega – Życie”. Te koncentrycznie malejące okręgi – symbolizują „Nienawistną”część Megacyklu – kolaps Wszechświata – rozdz I. I to właśnie oznacza żółty kolor tego okręgu. Jak powszechnie wiadomo, kolor ten kojarzy się z oszustwem i zdradą, jest to kolor zawiści i hańby. Genialnie proste!
Wiedza tajemna ofitów jest dowodem na to, iż na terenie Bliskiego Wschodu, odżyła dzięki wpływom: filozofii greckiej (Aleksander Wielki) i Irańskiego Zaratusztry archetypowa wiedza o „Światłości i Ciemności”. Nie był to jednakże cel główny Najwyższego, ale jedynie środek do zrealizowania swego wcześniej powziętego planu „uśpienia” człowieka. Judaizm, z takim trudem „zahibernowany” w Religii, stanowił już wartość samą w sobie i raz puszczony w „przestrzeń” Historii, żył już swoim życiem. Dlatego też nasz Stwórca „zlecił” to zadanie człowiekowi, którego umiłował, a którego ofiarował dla dobra ludzkości – jak Abraham Izaaka.

„Odkrycie z Qumran całkiem nagle uświadomiło wszystkim, że na Pustyni Judzkiej żyła społeczność esseńskich wtajemniczonych, licząca być może kilkuset ludzi, którzy studiowali Stary Testament i interpretowali go w duchu mistycznym. Jeśli chodzi o rozumienie Starego Testamentu, różnili się oni od dwu pozostałych stronnictw religijnych istniejących w ramach judazmu – saduceuszy (kapłańskie stronnictwo arystokratyczne) i faryzeuszy (reprezentanci judaizmu rabinicznego). Uważali, że w starych pismach tkwi ukryte ezoteryczne znaczenie, które może zrozumieć tylko ten, kto został „oświecony”, tj. wtajemniczony. Kilka przykładów takiej oświeconej interpretacji przetrwało w Zwojach znad morza Martwego. Oświecenie wymagało jednak długiego okresu próbnego, po którym następowały inicjacyjne rytuały chrztu i przekazania wiedzy tajemnej. Chrzest nie był jedynie sprawą symboliczną, jaką zazwyczaj jest w dzisiejszych kościołach, lecz polegał na rzeczywistym zanurzeniu przyjmującego chrzest, doświadczanym jako śmierć i powtórne narodziny do nowego wyższego życia. Inicjowany rozpoznawał w sobie „Syna Światłości” biorącego udział w kosmicznej wojnie z siłami Ciemności, wojnie, która zaczęła się w praczasach i zakończy się dopiero w ostatatnich dniach wszechświata. Zasadą leżącą u podstaw esseńskiej ezoterycznej interpretacji Pisma była zdolność widzenia tych kosmicznych zmagań w tle wydarzeń, opowiedzianych zarówno w nim, jak i proroctwach i psalmach […] Inicjacja esseńska w istocie udzielała gnosis, czyli boskiego poznania. Bóg Esseńczyków był „Bogiem Poznania”; on to zapalał światło duchowego widzenia i zrozumienia w sercu wtajemniczanego. Wyraża to dobrze jeden z hymnów z „Reguły Zrzeszenia”:
Gdyż ze źródła jego sprawiedliwości jest moje usprawiedliwienie, z Jego zaś cudownych tajemnic światło w moim sercu. Moje oko spoglądało na to, co wieczne, na mądrość ukrytą przed człowiekiem, na poznanie, mądry zamysł (ukryty) przed synami człowieczymi. Bóg dał je Swym wybranym jako wieczną własność i sprawił, Iż odzieczyli los Świętych. Połączył ich zgromadzenie z Synami Niebios, By stało się Radą Zrzeszenia i podstawą Budowli Świętości, wieczną Rośliną przez wszystkie czasy, które nadejdą.
Przyjęcie do „Rady Zrzeszenia” było najwyraźniej dalszym etapem wtajemniczenia i dawało prawo do udziału w świętym Posiłku. Posiłek ten Esseńczcycy rozumieli jako rytualną anycypację posiłku z chleba i wina, który odbędzie z nimi Mesjasz – czy raczej dwóch Mesjaszy, których oczekiwała społeczność; miał charakter niezwykle święty, tak iż trzeba było zeń wykluczyć nawet wielu „Synów Światłości” o sercach jeszcze nie dość czystych. Tak więc w esseniźmie, jaki ukazują nam Zwoje znad Morza Martwego, mamy zdumiewające zjawisko: Misterium kwitnące w samym sercu Judei, gnosis z jej własnymi rytami inicjacyjnymi, ucztę sakramentalną i ezoteryczne rozumienie pism żydowskich. Misterium owo umożliwiało przeżycie „oświecenia” i wizji tego wszystkiego, co wieczne i nieśmiertelne, głosiło doktrynę kosmicznych duchów Światłości i Ciemności oraz takie ezoteryczne nauki, jak astrologia i fizjognomika. Dlatego też musimy wyzbyć się do reszty wyobrażenia, że Palestyna w czasach Jezusa czy bezpośrednio przed nim znajdowała się poza sferą wpływu Misteriów.[…] Wydawało się, iż wraz z odkryciem Zwojów znad Morza Martwego w pewnej mierze uchylono zasłonę skrywającą życie Jezusa i tło powstania chrześcijaństwa. Niektórzy uczeni sądzili, że Jezus mógł wychowywać się wśród esseńczyków, czy nawet, że zwoje te stanowiły wczesne pisma judeochrześcijańskie. Dziś jednak opinia świata uczonych skłania się ku poglądowi, że choć Jezus prawdopodobnie miał pewien kontakt z ruchem esseńskim, to jednak faktycznie doń nie należał. […]
Pisma z Qumran potwierdziły, że esseńczycy udzielali ezoterycznych nauk w tych samych sprawach, w których rabini podlegali surowym ograniczeniom: na przykład w kwestii interpretacji Ezechielowej mistyki „,Merkawy”. Pamiętajmy, że faryzeusze pozwalali dyskutować na tej temat tylko z kimś, „kto jest w stanie pojąć sam z siebie”. Esseńczycy najwyraźniej mieli podobną zasadę w odniesieniu do ich „mądrości wśród wtajemniczonych” – i byli gotowi rozmawiać z Jezusem jak z kimś, kto wyraźnie „jest w stanie pojąć”. Z kolei Jezus wiele nauczył się od życia, z jakim zetknął się wśród esseńczyków, i zapewne studiował ich tajemne pisma. Można też w kilku miejscach wykryć wpływ, jaki na jego własne słowa wywarła literatura esseńska. Na przykład żydowski hymn albo modlitwa z tamtych czasów bez względu na to, czy recytowany był w świątyni, czy wśród rabinów, zaczynał się w sposób mniej lub bardziej standardowy: „Błogosławiony niech będzie Bóg …” Esseńczycy niekiedy używali tej formuły. Mieli jednak własny sposób rozpoczynania hymnu: „Dziękuję ci…”. Zaiste posiadali cały zbiór hymnów i modlitw składających się na to, co dziś nazywamy „Zwojem Hymnów”. Jest to cecha typowo esseńska. Otóż kiedy Jezus układa jakiś hymn, to jak się on zaczyna? Dziękuję ci Ojcze, Panie nieba i ziemi, ponieważ zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i uczonymi, a objawiłeś małym dzieciom. Tak, ojcze, bo takie było twoje upodobanie… Nie tylko początek hymnu Jezusa, lecz także swobodny rytm wiersza i jego treść – komentuje pewien żydowski uczony – wykazują pokrewieństwo z esseńskimi hymnami dziękczynnymi… Zarówno Jezus, jak i autor „Zwoju Hymnów” głoszą, iż odsłaniają prostaczkom boskie rzeczy, ukryte przed innymi. Tak więc wydaje się oczywiste, że Jezus znał esseńskie hymny dziękczynne i posługiwał się ich formą, aby ukazać swe miejsce w boskiej ekonomii, jakkolwiek do własnego hymnu wprowadził motyw swego boskiego synostwa, którego naturalnie brak w „Zwoju Hymnów”. Oczywiście zainteresowanie uczonych w dużej mierze skoncentrowało się na powiązaniach Jezusa ze światem  zwojów z Qumran. Ale wiedzieliśmy również, że esseńczyków  łączyły związki z szerszym spektrum ezoterycznych ruchów chrzcielnych w Syrii i Palestynie (i być może w Babilonii), a najsłynniejszym reprezentantem tych ruchów w Nowym Testamencie jest postać, która również musi stać się przedmiotem naszych badań, a mianowicie Jan Chrzciciel. Zawróciliśmy już uwagę na to, że wprawdzie „Jan mógł się przemieszczać z miejsca na miejsce”, to jednak główne centrum jego nauczania i posługi chrzcielnej niemal na pewno znajdowało się w pobliżu brodów na Jordanie, zaraz na południe od Jerycha, w miejscu położonym niecałe dziesięć mil, na północ od Qumran. Niepodobna przypuścić, że Jan nic nie wiedział o osiedlu sekty esseńskiej istniejącym na tym samym obszarze, na którym żył i działał. A wiedząc o nim, nie mógł go przecież ignorować: esseńczycy uprawiali chrzest inicjacyjny, być może zbliżony do Janowego – podobnie jak Jan – oczekiwali przybycia Mesjasza, czyli Nadchodzącego. […] Wiemy, że wielu esseńczyków zostało chrześcijanami, ponieważ możemy rozpoznać ich rękę w dziele kształtowania, w większym lub mniejszym stopniu, wielu wczesnochrześcijańskich gmin w Palestynie i Syrii. To oni niewątpliwie byli pionierami w tworzeniu społecznych form w Qumran i innych miejscach. W istocie grupy chrześcijan posługiwały się podręcznikami bardzo przypominającymi „Regułę Zrzeszenia” Esseńczyków Qumrańskich: najlepszym przykładem jest to „Didache”, czyli „Nauka Pana”, z której szeroko korzystano, a zawarte w niej reguły powtarzano i parafrazowano w listach do nowych gmin. „Didache” zaczyna się od ogólnej informacji o „Dwóch Drogach” – Światłości i Ciemności – dokładnie tak samo, jak w esseńskim podręczniku. […] Zaiste brzmi to niemal dosłownie jak „Reguła Zrzeszenia” przeredagowana w świetle Kazania na Górze! Porównajmy z qurańskim nauczaniem o „dzieciach światłości”, Aniołach Światłości, itd. wersję „Didache”- dołączoną do Listu Barnaby: 

…Dwie są drogi nauki, dwie i władzy: droga światła i droga ciemności. Wielka jest różnica miedzy tymi dwoma drogami, ponieważ nad jedną straż trzymają niosący światło aniołowie Boży, a nad drugą – aniołowie Szatana; i jedną z nich dwóch jest Pan od wieków i na wieki, podczas gdy Szatan stoi górując nad obecnym czasem niegodziwości…
Autor tych słów był niemal na pewno esseńczykiem, który został chrześcijaninem; a wielu głosiło te same idee.”
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Andrew Welburn korzystając z dorobku dotychczasowej wiedzy oraz opierając się na całym bogactwie treści zawartej w Zwojach z Qumran i Nag Hammadi, wywodzi początki chrześcijaństwa z ezoterycznych sekt chrzcielnych, w których można rozpoznać inicjacyjny wpływ duchowego świata myśli Iranu (Zaratusztra – Światłość i Ciemność). Najdobitniej świadczy o tym właśnie diagram Ofitów, dzięki któremu wiemy już, że wiedza o Wszechświecie, Człowieku i jego Stwórcy, będąca dotychczas „wiedzą tajemną” dostępną tylko wybranym (Egipt, Grecja itp.), stanowiła esencję wiedzy także i u esseńczyków. To co było punktem kulminacyjnym wszystkich tajemniczych obrzędów np.: w Luksorze, czy podczas greckich Misterii, w obrzędach inicjacyjnych esseńczyków rozpoznajemy jako rytuał chrztu. Właśnie dzięki „rzeczywistemu zanurzeniu się przyjmującego chrzest inicjowany rozpoznawał w sobie syna światłości”, co w istocie rzeczy niewiele różniło się od tego nad czym doświadczenia prowadził amerykański neurolog Ernest A. Rodnin, który wielokrotnie wprowadzał swój organizm w stan niedotlenienia – Hipoksji. W obu  tych rozpatrywanych przypadkach, zarówno naukowcy z uniwersytetu, jak i uczestnicy inicjacyjnych obrzędów, doznawali zjawiska ostrego niedotlenienia mózgu, które to symptomy stanowią wstępną fazę procesu zwanego jako NDE. W doświadczeniach z  Hipoksją, oprócz wartości czysto naukowych, znacznie cenniejszym jest mało eksponowany lecz jakże znamienny wniosek jaki wysunął Raymond Moody  w toku swoich dwudziestoletnich badań nad przeżyciami „u progu śmierci”, a mianowicie: „wszystkie te osoby doznały zasadniczej, pozytywnej przemiany swojej osobowości”. Jakże wielce koreluje to z „metanoia” Jana Chrzciciela, gdzie, udzielany przezeń chrzest był związany z przeżyciem wewnętrznego przebudzenia i radykalnej reorientacji”. To olśnienie, które było udziałem uczestników eksperymentów, doświadczali już dwa tysiące lat temu esseńscy „illuminati”, a także, co wynika z wcześniejszych rozdziałów, kapłani „męskiego” Egiptu, czy też „żeńskiego” Miedzyrzecza (wcześniej oczywiście także). W panteonie historycznych postaci znajdujemy takie osoby jak np.: Abraham, Mojżesz, Eliasz, Aleksander Wielki, Szy Huang Ti, Budda, i inni, dzięki którym uwidacznia się nieustanny wpływ Stwórcy na nasze poczynania. Kolejnym przejawem takiego wpływu był bezsprzecznie cały ruch sekt chrzcielnych, których najdoskonalszą emanacją byli esseńczycy, stanowiący podobnie jak A. Wielki i jego dzieło, tylko „materiał wyjściowy” dla Największego z Wybrańców – Syna Człowieczego. O związkach i wpływie esseńczyków na powstanie chrześcijaństwa wiele można dowiedzieć się z książki Welburn`a, który, w dość ostrożny sposób łączy postać Jana Chrzciciela z esseńczykami, a także zaznacza, ograniczony tylko do nauk, wpływ tej sekty na Jezusa. Ja jednak w tych rozważaniach chciałbym pójść o krok dalej i stwierdzić że: zarówno Jan Chrzciciel jak i Jezus, w pełni świadomie i z pełnym zaangażowaniem, należeli do sekty esseńczyków, zaś wszystko to co dotyczy powstania Religii Chrześcijańskiej, było wcześniej z góry zaplanowanym działaniem Najwyższego, o czym wiedzieli esseńscy wtajemniczeni, a  w szczególności sam Jezus.

Jest to nadzwyczaj śmiała teza, która diametralnie zmienia dotychczasowe spojrzenie na całość zagadnienia męczeńskiej śmierci Jezusa na Krzyżu. Zgodnie z zawartą we wstępie zasadą, mówiącą o mojej inspiracji oraz mając na uwadze to, że moim jedynym celem jest dać prawdzie właściwe świadectwo, aby móc powyższe udowodnić, koniecznym jest, przedstawienie najważniejszych problemów węzłowych i ujecie ich w jakąś sensowną całość.

Po pierwsze: Należy wziąć pod uwagę deterministyczną rolę Cykliczności Wszechświata oraz niepodważalną przyczynowo – skutkową rolę „Boga – Stwórcy” w dziele stworzenia Człowieka.

Po drugie: Problematyka Wielkiego Snu, a w szczególności zagadnienie wpływu „Wielkiego Anestezjologa” na Syna Człowieczego, a także kwestia wyboru właściwego momentu na Przebudzenie.

Po trzecie: Wpływ Fallusa – testosteronu na Neurogenezę – Bonobo.

Po czwarte: Wpływ abstynencji płciowej na „widzenie przyszłości”- Sybilla.

Po piąte: Wpływ ćwiczeń fizycznych – Jogi – czyli przyjmowanie pozycji seksualnych na zjawisko „otwarcia trzeciego oka”.

Po szóste: Wpływ NDE – śmierci klinicznej na „zasadniczą przemianę osobowości”.

Po siódme: Misteria – wiedza dla wtajemniczonych.

Po ósme: Rola kapłanów w dziele przekazywania „wiedzy tajemnej”.

Być może w tej wyliczance pominąłem coś równie istotnego, jedno wszakże jest pewne, nie są to wszystkie ciekawe i ważne tematy, których mnogość wprost roi się wśród kart tej książki. Uważni i dociekliwi miłośnicy mądrości i prawdy z pewnością wiele z nich dostrzegą. Istotną treścią wszystkich tych zagadnień jest bardzo ważna ogólna zasada, dzięki której tworzą one, niczym sieć rybacka, swoistą współzależność, czy też bardziej sensownie, współlogiczność. Wszystkie te prawdy łączą się ze sobą, wzajemnie przenikają, każdy dowolny ich fragment, para, obojętnie w jakiej konfiguracji ustawiona, dzięki popartej faktami argumentacji, broni się sama. Zgodnie z definicją synergii, kiedy to współdziałanie czynników skuteczniejsze jest od sumy ich oddzielnych działań, dopiero spojrzenie „z góry” na całokształt sprawy  pokazuje, że ta przysłowiowa sieć rybacka – czyli Prawda, jest na tyle mocna by nie ulec rozerwaniu (przesądy, tabu, ignorancja), co mogłoby zniweczyć „wyłowienie z morza letargu”. Jest jeszcze ktoś kto, nieustannie dbając o stan tej sieci, nie pozwala na to by się ona porwała. Tym kimś, takim symbolicznym renowatorem i zarazem kustoszem, są obecni we wszystkich kulturach, cywilizacjach, religiach, obojętnie w jakim czasie historycznym i jakkolwiek by ich nie nazywano, „powołani” przez Boga – Stwórcę, Kapłani. Naturalnie inną „funkcję” pełnili kapłani, którzy za pomocą Misteriów przekazywali „wiedzę tajemną” swoim następom, co innego zaś można powiedzieć o roli współcześnie działających kapłanów.
Ta zasadnicza zmiana „definicji” jest właśnie konsekwencją Wielkiego Snu, do którego zostaliśmy „zaproszeni”. Wyprzedzając nieco tok tej „opowieści, a jednocześnie kontynuując terminologię wziętą z lekarskich sal operacyjnych wspomnę tylko, że uśpiony przez Wielkiego Anestezjologa Człowiek kierowany niekiedy „niecierpliwością”, a zawsze chęcią „poganiania czasu”, wielokrotnie dając na to dowody, będzie chciał osiągnąć to czego najbardziej pragnie – wreszcie zbudzić się ze Snu i osiągnąć Królestwo Boże. Ale wszystko w swoim czasie. Niezwykle ciekawa jest również cała problematyka związana z: wiedzą gnostycką, szeroko rozumianą magią, kabałą, alchemią, które to „węzełki” swoje apogeum osiągnęły w czasie kiedy Człowiek ujęty został w ramiona Morfeusza – „śnił na jawie”. Różne „marzenia senne” mogą być dobre, ale mogą też być i złe. Te „koszmary senne” będą tematem innych rozdziałów. Wracając jednak do głównego wątku – czyli roli esseńczyków w dziele powstania Religii Chrześcijańskiej to zakładając, że Jan Chrzciciel doznając iluminacji został wtajemniczony, czy był to skutek wewnętrznej przemiany podczas chrztu – hipoksja, czy też mamy tu do czynienia z bezpośrednią, podobną do Abrahama, czy A. Wielkiego, interwencją samego Boga, to jedno jest pewne, że głosząc wszem i wobec o Mesjaszu, który idzie po nim (Ewangelia św. Jana 1.19 – 1.34), daje nam tym wiarygodny dowód swojej wizjonerskiej wiedzy – dostępnej tylko wybranym. Mając na uwadze to, że Jan Chrzciciel był tym, dzięki któremu Jezus dostąpił ostatecznej iluminacji, oraz jeśli wiedział on co było temu Synowi Człowieczemu przeznaczone, to można założyć, że i pozostali esseńczycy, (do których, co wcześniej przyjąłem, należał), również, choć nie tak bezpośrednio i dokładnie (wpływ Najwyższego na jednostki), ale o tym wiedzieli. Czy w istocie tak było? Czy są  jakieś „materialne” dowody na potwierdzenie tych „teoretycznych” rozważań? Zadając sobie te i podobne pytania oraz szukając na nie odpowiedzi, należy cały czas mieć na uwadze wszystko to co było treścią poprzednich rozdziałów, a przede wszystkim skutek EWZ, jakim jest nasz Wielki Sen. Idąc dalej tym „prawie niewidocznym tropem” można zapytać, dlaczego misję narodu żydowskiego uważa się za ucieczkę z egipskiego domu niewoli?
Dlaczego głębia myśli Heraklita z Efezu i pozostałych „materialistów”, jest (była) tak nieodgadniona? Dlaczego Mur Chiński zbudowano właśnie w tym, a nie w innym miejscu i jaka była jego funkcja? Otóż, wszystkie te i inne cuda miały dotrzeć do naszych czasów nierozszyfrowane i dlatego też, pozostały dla nas niezrozumiałe lub celowo wprowadzały nasz tok myślenia na „boczne tory”- patrz punkt 70 pism Heraklita, jak również fragment wypowiedzi Jezusa, który „nauczał” nie wprost poprzez podobieństwa.

„… I powiedział im: Powierzono wam tajemnice Królestwa Bożego; tym zaś, którzy są zewnątrz, wszystko podaje się w podobieństwach, aby patrząc, widzieli, a nie ujrzeli; i słuchając słyszeli, a nie rozumieli, żeby się czasem nie nawrócili i nie dostąpili odpuszczenia”. – (Ew. św. Marka 4.11).

Ta wypowiedź Jezusa jest jednym z poszukiwanych dowodów na potwierdzenie jego „związków” z największą tajemnicą gnostyckiej kosmologii sekt chrzcielnych, a tym samym z „tajemniczymi” esseńczykami.

„Niektóre z najbardziej kontrowersyjnych przykładów ezoterycznego języka Nowego Testamentu pochodzą nie z ewangelii, lecz z Listów Pawła. W pewnych wypadkach są to wyrażenia, które już na pierwszy rzut oka, dotyczą bezpośrednio spraw ezoteryki i teozofii (mądrości Boga). Ukazuje się to tym wyraźniej gdy przetłumaczymy je bardziej wprost, niż zrobili to nasi esseńscy przodkowie w Bibli króla Jakuba I:
Jako że my głosimy mądrość wśród wtajemniczonych, mądrość nie z tego eonu ani władców tego eonu, którzy przemijają. Głosimy mądrość Bożą w misterium, mądrość zakrytą, którą Bóg przed eonami przeznaczył ku naszej chwale i której nie zna żaden z władców tego świata. (1 Kor  2. 6 – 8)
Fakt bycia w posiadaniu wiedzy ezoterycznej został tu wyrażony, można by sądzić, dostatecznie jasno!”
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Jest to odpowiedni moment na kolejny, wynikający z powyższych cytatów, wniosek, iż: Esseńscy wtajemniczeni i uczniowie Jezusa – to dwa określenia tej samej grupy ludzi, których „Arką” jest  Nowy Testament. Wielce znamienny jest symbol znaleziska z Qumran i Nag Hammadi, dzięki którym można stwierdzić fakt  „transformacji” esseńskich „wtajemniczonych”- (Qumran), w „uśpionych” gnostyków – (Nag Hammadi).

„O Życiu i działalności Jezusa informują źródła historyczne żydowskie, rzymskie i chrześcijańskie. Według ich świadectwa Jezus był postacią historyczną, urodził się w Betlejem, a dzieciństwo i lata młodzieńcze spędził w Nazarecie w Galilei. Narodziny Jezusa zapoczątkowały erę chrześcijaństwa. W rzeczywistości Jezus urodził się ok. 6 – 7 r. p.n.e. Błąd w obliczeniach spowodowany został przez Dionizego Małego w VI  w ne. Dionizy policzył, że Jezus urodził się w 754 r. od założenia Rzymu. Wcześniej , tj. przed Chrystusem czas liczono od założenia Rzymu, czyli od 753r. p.n.e. lub od wyboru danego cesarza. Pogłębione badania  pozwoliły określić datę urodzin Jezusa na 747 – 748 r.  od założenia Rzymu, czyli 6- 7 lat wcześniej, niż określił to Dionizy Mały. W Galilei spędził Jezus większość swego życia. Tam przyjął chrzest w Jordanie i odbył czterdziestodniowy post na pustyni. Od tego czasu rozpoczął swe nauki, zapowiadając nadejście Królestwa Bożego. Centralnym punktem nauki Jezusa było Kazanie na Górze Oliwnej. Stało się ono fundamentem wiary i moralności chrześcijańskiej. W Galilei Jezus wybrał uczniów – dwunastu apostołów, którzy rozpoczęli pracę misyjną. Widzieli oni w Jezusie Nauczyciela, Mesjasza i Prawodawcę. Sam Jezus mówił o sobie, że jest synem Boga, a jego posłannictwem: męka, śmierć i zmartwychwstanie – ofiara złożona ludzkości w imię walki ze złem. Jezus podczas pobytu w Jerozolimie, podczas żydowskiego święta Paschy został pojmany, przesłuchany prze Radę Starszych (Sanhedryn) i wydany prokuratorowi Poncjuszowi Piłatowi, który skazał go na śmierć przez ukrzyżowanie. Imię Jezus pochodzi z języka greckiego i jest odpowiednikiem hebrajskiego imienia Jeszua, co znaczy „Jahwe zbawi”. Jezusa określa się także jako Chrystusa, co po hebrajsku brzmi – masziach, a w obu językach rozumiane jest jako „ pomazaniec”. Zwolenników Jezusa zaczęto nazywać christia-noi, czyli chrześcijanami, od czasu, gdy Paweł apostoł organizował gminy chrześcijańskie w Azji Mniejszej i Grecji. Dzieje Apostolskie informują, że nastąpiło to po 40 r. n.e.” 

Halina Tomalska, Historia dla szkół średnich.

Z powodu ogromnej złożoności oraz wartości zagadnienia, właściwsza w tym miejscu byłaby jakaś obszerna monografia, jednakże nie jest to celem tej książki. Ten pobieżny opis życia i działalności Jezusa, stanowi zaledwie minimum podstawowych informacji, które będą niezbędne do dalszych bardziej analitycznych rozważań.

„Hormony determinują odmienną męską i żeńską organizację mózgu w czasie jego rozwoju w łonie matki. […] Proces ten, w sensie dosłownym zmieniający umysł rozwijającego się osobnika, jest rezultatem tego samego zjawiska, które determinuje inne zmiany fizyczne – działania hormonów […] Poziom tego hormonu jest w tym okresie czterokrotnie wyższy niż poziom, który osiągnie przez cały okres niemo-wlęcy i dziecięcy […] Gwałtowny przybór  hormonu męskiego występuje również w przeło-mowym momencie rozwoju osobnika płci męskiej – w okresie dojrzewania […] Wpływ hormonów na mózg jest dwustopniowy […] Chłopcy nie najlepiej dają sobie radę w pierwszych latach szkolnych. Jednakże z nadejściem wieku dojrzewania gwałtownie przyspieszają. Wyniki w testach IQ wzrastają gwałtownie pomiędzy czternastym a szesnastym rokiem życia, podczas gdy wyniki dziewcząt wykazują tendencję do utrzymywania się na tym samym po-ziomie, a czasem się obniżają”.

Tych kilka wyrwanych z kontekstu zdań zaczerpnąłem z rozdziału XVI, a pochodzą one z książki Anne Moir i Davida Jessel`a „Płeć mózgu”. Znalazły się one w tym miejscu nie bez przyczyny. Jeśli jest prawdą to, o czym Moir i Jessel piszą, a jak dotąd nie spotkałem się innym zdaniem na ten temat, to ich wniosek o deterministycznej roli genów i hormonów, a w szczególności testosteronu na mózg (co z kolei ma wpływ na płeć), stanowi punkt wyjścia dla wyjaśnienia merituum tego rozdziału. Jak najdalszy jestem od deprecjonowania kobiecego IQ , ani też nie jest moim celem antagonizowanie kobiet i mężczyzn, ale powodem dla którego tak wyróżniłem te a nie inne zdania, była tylko i wyłącznie chęć podkreślenia zasadniczego wpływu testosteronu nie tylko na wyraźny wzrost inteligencji, ale także na pewien ogromnie ważny „efekt uboczny” tego procesu. Jak to wynika z badań naukowych mózg dorosłego człowieka może produkować nowe neurony. Wiemy, że w stadium rozwoju płodowego i w czasie dojrzewania, najważniejszym stymulatorem tego procesu są hormony- głównie testosteron, który z kolei ma nierozerwalny związek z ruchem fizycznym (nasilenie neurogenezy u osobników mających dużo ruchu – doświadczenie z myszami). I dalej, jak starałem się to udowodnić (Bonobo) – jak najczęstsze, jak najdłuższe ograniczanie wpływu współczulnego układu nerwowego, automatycznie zwiększa wpływ przywspółczulnego układu, co powoduje skutki podobne do wysiłku fizycznego. Czy osiągnie się to poprzez bezpośrednią stymulację – onanizm, czy pośrednikiem tej stymulacji są wyobrażenia kobiety – Figurki „Wenus”, czy będzie to wynikiem powstrzymywania się od ejakulacji – cała problematyka „Sybilli”, czy też dzięki ćwiczeniom Jogi – której „walory” są bardzo różnorodne (stan mistycznej ekstazy), to ma to swoje nieba-gatelne znaczenie. Notabene, ten jakże wstydliwy lecz w określonych sytuacjach naturalny stymulator, tak skuteczny u Bonobo i oczywiście u Człowieka – onanizm, zauważalny jest nie tylko u tych dwu, zróżnicowanych pod względem IQ ,  gatunków. Jeśli weźmiemy „pod lupę” pozostałe gatunki ssaków, to okaże się że walenie (delfiny, humbaki, wieloryby), słonie, jak wskazują na to liczne dowody, zachowują się podobnie jak  Bonobo (oczywiście w znacznie bardziej symboliczny sposób).  Ich inteligencja i więzi społeczne są wprost proporcjonalne do czasu jaki poświęcają na „nieprzyzwoite” stymulacje. Z tego wszystkiego wynika kolejny „ciekawy” wniosek. Człowiek, czy też stworzenie z którego ukształtował się Człowiek, swoją pozycję na szczycie Królestwa Zwierząt zawdzięcza dobrodziejstwu akceleracji neurogenezy, zaś „pośrednie etapy” Ewolucji Życia na Ziemi – Zwierzęta, pozostały na swoich poziomach. Taka jest nienaruszalna konsekwencja logiki Ewolucji i egzogeniczny imperatyw „Opatrzności”, której podlegamy.
Wracając jednak do wielce intrygującego „efektu ubocznego” neurogenezy, to jest nią cała sfera zagadnień związanych z : „anteną mózgową”, otwarciem „trzeciego oka”, „wizjami” z pogranicza życia i śmierci – NDE, fenomenem epifaii pierwszych patriarchów – to są to wszystko namacalne dowody istnienia Jaźni. Gdyby całą tą „menażerię” porównać do biegu rzeki, to nachalne i zgubne w swoich konsekwencjach „zaglądanie za kotarę”, określiłbym jako skrajne brzegi tej rzeki, gdzie to nurt wody zwalnia, i gdzie zbierają się „zeschłe liście”, „odpadki” i „zwykły szlam”. Zaś tą „Bożą niecierpliwość”, można porównać tylko do nie-bezpiecznego i rwącego nurtu, gdzie płynącego czeka tylko poświęcenie i ciężka praca. „Wyróżnienie” to wszakże nie jest takie niemiłe sercu każdego z nich. Czasami jednak niegodziwość lub nieostrożność „pływaka” kończy się „utonięciem”. Przestrzegając „Chińskiego Przesłania” i postępując zgodnie z  nakazami Pitagorasa, Mojżesza, czy też Buddy (środkowa ścieżka), płynąć będziemy spokojnie w zgodzie z naszym przeznaczeniem. Jak już wcześniej wspomniałem, Bóg- Stwórca  chcąc przyspieszyć, czy też zmienić bieg naszej przysłowiowej rzek i – tym razem Historii, czyni to za pomocą, umownie rzecz ujmując, „anteny mózgowej” – (neurogeneza – wpływ testosteronu). Objawiło się to np. u Abrahama, Buddy i innych. Jezus i jego misja jest najdoskonalszym przejawem takiego wpływu – Stwórcy na swe dzieło – Człowieka. Z książki Anne Moir wiemy, że testosteron – neurogeneza u człowieka, swoje apogeum osiąga w wieku płodowym i młodzieńczym. Czytając Ewangelię Nowego Testamentu, dowiadujemy się, że Maria żona Józefa, za sprawą Ducha Świętego poczęła Jezusa – Ew. św. Łukasza 1.35 i dalej, gdy Jezus miał dwanaście lat nauczał w Jerozolimskiej świątyni – Ew. św. Łukasza 1.42-1.52. Rozdział V – Historii Ziemi i Człowieka, jednoznacznie potwierdza tezę o tym, iż nie należy dosłownie, zdanie w zdanie, traktować tego o czym jest mowa, w tych celowo zaszyfrowanych księgach. Jeżeli przyjąć, że esseńczycy i pierwsi chrześcijanie to dwa różne „ wcielenia” tej samej grupy ludzi, to należy przyjąć, że Nowy Testament również należy traktować symbolicznie, a nie dosłownie. Wynika to niezaprzeczalnie z „wiedzy tajemnej” sekt chrzcielnych. Z tego wszystkiego wynika, że twórcy Ewangelii pisząc o wpływie Ducha Świętego na Jezusa, mieli na uwadze tylko i wyłącznie to, by przekazać nam informacje o „wpływie” Boga – Stwórcy na Człowieka – w okresie płodowym i w czasie dojrzewania. To, że zostało nam to przekazane za pomocą, takiej a nie innej „opowieści” o Elżbiecie – Matce Jana Chrzciciela i Marii – Matce Jezusa, w żaden sposób nie deprecjonuje żadnej z tych godnych najwyższego szacunku niewiast, jednakowoż wszystko co dotyczy ich macierzyństwa nie ma potwierdzenia w Prawdzie – jedyna Prawda pochodzi od Boga – Objawienie św. Jana 22.18- 19.

„Prorok nie był wtajemniczonym, lecz człowiekiem od urodzenia szczególnie obdarzonym w sprawach duchowych, człowiekiem, który słyszał głos Jahwe i obwieszczał ludziom to, co słyszy. Z pewnością istniało wielu proroków, jak również ludzi, których wypowiedzi weszły w skład Pisma św. Tym co ich łączyło, było poczucie, że zostali indywidualnie wybrani jako narzędzie ducha Jahwe – nie stali się widzącymi dzięki udziałowi w rytuale czy inicjacji, lecz zostali bezpośrednio wybrani przez Boga. Jak powiada Jeremiasz: Jahwe skierował do mnie swe słowo mówiąc: „Zanim ukształtowałem cię w łonie, znałem cię; zanim ujrzałeś światło dzienne, Jam cię poświęcił i ustanowił prorokiem narodów”  Księga Jeremiasza 1.5.
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Opatrzność Boska czuwała więc nad Jezusem – Prorokiem był już od chwili swego poczęcia, zaś bezpośredni kontakt i wpływ na jego poczynania (dzięki „antenie mózgowej) „Bóg – Stwórca” miał podczas  dwóch newralgicznych momentów „męskiego życiorysu”. Czy aby na pewno dwa są takie przełomy? Anne Moir dowodzi, że tak. Ja jednak twierdzę, a przykładem są  „prawie” wszyscy mężczyźni znajdujący się w średnim wieku, że nie dwa, lecz trzy są takie „momenty – co prawda, każdy z nich następuje z innym natężeniem i inny jest jego cel. Ten średni wiek mężczyzny, gdzie to wedłóg przysłowia „Kiedy głowa siwieje to D.. szaleje”, gdy po okresie, zgodnej z naturą prokreacji (20 – 30 lat), krew ponownie „zaczyna szybciej krążyć” – to słynna „40”- czterdziestka –  przełom, granica między młodością a starością. Zjawisko to ma niewątpliwie socjologiczne oraz fizjologiczne przyczyny, zaś głównym „winowajcą” tego „powtórnego poderwania się do lotu” – jest testosteron. I to właśnie dzięki temu hormonowi możliwy jest także „efekt uboczny” neurogenezy – czyli możliwość bezpośredniego kontaktu, czy też wpływu Stwórcy na swe dzieło – Człowieka.

„Liczba 40, reprezentująca pełnię, odgrywa szczególnie ważną rolę w Biblii. Pobyt Mojżesza na górze Synaj trwał 40 dni, podobnie zresztą jak pobyt Chrystusa na pustyni. Także Arka Noego przez 40 dni i nocy unosiła się na wodzie podczas potopu. 40 było również znaczącą liczbą lat – Żydzi spędzili 40 lat wędrując przez pustynię, zaś rządy Dawida i Salomona trwały także 40 lat.”
Miranda Bruce – Mitford, Ilustrowana księga znaków i symboli.

No właśnie, dlaczego w Biblii – 40 – czterdziestka odgrywa taką ważną rolę? Czy i jaki może to mieć związek z Jezusem? Otóż ma i to zasadniczy. Biorąc pod uwagę to jakie znaczenie dla Człowieka ma 40 – neurogeneza, to odpowiedź nasuwa się sama. Wiadomym jest, iż Jezus w rzeczywistości urodził się w ok. 6 – 7 roku p.n.e. (błąd w obliczeniach Dionizego Małego). Jeśli więc Jezus dostępując ostatecznego wtajemniczenia – Chrzest w rzece Jordan, a później podążając drogą, którą powiódł go sam Bóg, miał 33 lata, to z sumy tych lat wynika, że w chwili swego ostatecznego przeznaczenia miał właśnie 40 lat. Ta 40 – czterdziestka z Bibli – to fakty, czy symbol?
A oto kolejna „ciekawa” liczba. W starożytnym Egipcie 4 ściany piramidy i piramidion, 4 płyty i daszek w komorach odciążających piramidy Cheopsa.  W filozofii greckiej – 4 żywioły: Powietrze Anaksymenesa, Ogień Heraklita, Woda Talesa, Ziemia Demokryta i Sfairos Empedoklesa. Doktryna 4 – Czterech Szlachetnych prawd i Nirwana – Buddy. Chińska Teoria Pięciu Pierwiastków – gdzie 4 odnosiły się do stosunków w Rodzinie i między przyjaciółmi, tylko jeden – piąty dotyczył stosunków między panującym a poddanym. Wszelakie Święte Góry z wyraźnie ukształtowanymi 4 ścianami. Światowid –  4 ścienny słup wapienny pokryty płaskorzeźbami, nakryty wspólnym kapeluszem. Mandala –  4 boki kwadratu, wpisany w koło, gdzie to nakładające się na siebie trójkąty skierowane ku górze i ku dołowi tworzą piąty element. Itp.

Tak jak 40 – czterdziestka w Biblii ma swoje znaczenie, tak i 4- czwórka jest liczbą szczególną. Esseńczycy – czyli pierwsi chrześcijanie, także i oni, tak jak ich wielcy poprzednicy, tworząc Kanon Nowego Testamentu, w jego treści i jak się okazuje w układzie jego Ksiąg, zaszyfrowali swoją Wiedzę – „Arkę”. Tej konwencji – stereotypowi postępowania podlegają właśnie 4 – Cztery Ewangelie i ich kwintesencja – Objawienie św. Jana.

„Cztery Ewangelie (gr. Euangelion – „dobra nowina”) napisano po grecku, zapewne w ostatnich dziesięcioleciach I wieku po Chr.; najstarsze zachowane rękopisy zawierające zasadniczy przekaz ewangeliczny pochodzą z IV wieku, choć istnieją fragmenty wcześniejsze. Spośród czterech Ewangelii ta „według św. Marka” jest najkrótsza i większość naukowców uważa, że powstała jako pierwsza. […] Ewangelia nazywana „według św. Mateusza” wykazuje największe podobieństwo do Ewangelii św. Marka – zawiera bowiem dziewięćdziesiąt procent jej materiału i wykorzystuje połowę jej słownictwa. Nie ulega wątpliwości, że jeden przepisywał od drugiego. Który od którego, to wciąż jeszcze sprawa dyskusyjna, chociaż powszechnie przyjmuje się, że przepisującym był Mateusz. Przy czym wykorzystał też wiele materiału Markowi nieznanego albo też przezeń odrzuconego. […] Ewangelia „według św. Łukasza” – Znaleźliśmy się nagle w innym świecie. O ile bowiem Marek i Mateusz nie przywiązywali większej wagi do swojej roli autorów (ich Ewangelie to obwieszczenia cudownej natury Jezusa, Jego wielkiej mocy i władzy), o tyle już na samym wstępie Ewangelii zwanej „według św. Łukasza” natrafiamy na dworną, niemal kurtuazyjną przedmowę, będącą dedykacją dla szlachetnego patrona autora. Wrażenie to potwierdza się na początku właściwej opowieści, Łukasz bowiem zaczyna ją subtelniej niż Marek czy Mateusz. […] Ewangelia „według św. Jana”. „Na początku było Słowo, a Słowo było  u Boga i Bogiem było słowo”. Tak brzmi początek prologu Ewangelii zwanej „według św. Jana”. Ewangelie Marka Mateusza  i Łukasza określa się mianem „synoptycznych”, ponieważ mimo znacznych różnic wykazują tak wiele cech wspólnych, że można ich teksty zestawić w równoległych kolumnach, w postaci tzw. synopsy. Jednakże Ewangelia św. Jana nie pasuje do tego wzoru. Wprawdzie pojawiają się w niej pewne wydarzenia opisane przez ewangelie synoptyczne, a opis Męki jest zasadniczo ten sam, lecz na tym podobieństwa się kończą. Nie chodzi tylko o to, że Jan wspomina o innych cudach czy naukach, ale o to, że Janowy portret Jezusa opiera się na innym założeniu. Dla Jana Jezus jest po prostu ucieleśnionym Słowem Boga, Słowem, które istniało odwiecznie, zanim świat został stworzony. Znajduje to wyraz w Janowym prologu, którego kulminacją są dramatyczne słowa „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas”.

Humphrey Carpenter, Jezus.

Humphrey Carpenter, autor tych cytatów, opisując „dobre nowiny”, z pewnością nie zdawał sobie sprawy z tego jak blisko był, zaledwie o krok, od wstąpienia na „ścieżkę prawdy”. Te jego, sensowne skądinąd, spostrzeżenia dotyczące Ewangelii w istocie zawierają głębszy, niż tylko naukowo – poznawczy, sens. Mając w pamięci powyższe, skrócone przeze mnie do niezbędnego minimum, „charakterystyki” poszczególnych Ewangelii, dodałbym tylko że:

Ewangelię według św. Marka – rozpoczyna Kazanie Jana Chrzciciela, a  zaraz za nim następuje Chrzest Jezusa.

W Ewangelii według św. Mateusza – Kazanie Jana Chrzciciela i Chrzest Jezusa poprzedzony jest: Rodowodem Jezusa, Opisem jego narodzin i Ucieczką przed Herodem.

W Ewangelii według św. Łukasza – Kazanie Jana Chrzciciela i Chrzest Jezusa poprzedzony jest: Wstępem i dopiero Przepowiednią o narodzeniu się Jana Chrzciciela i Jezusa, dopiero Narodzenie się  Jana Chrzciciela i Jezusa, a następnie Dzieciństwo Jezusa.

Ewangelię według św. Jana –  rozpoczyna dziwny! Prolog, zaś później mamy Świadectwo Jana Chrzciciela o Jezusie i ponownie Świadectwo o Jezusie – 5.30.

Tak wiec mamy:

1. Kazanie i Chrzest.

2. Rodowód, Kazanie i Chrzest.

3. Przepowiednia Narodzin, Dzieciństwo, Kazanie i Chrzest.

4. Prolog i Świadectwo.

Widać tu podobną  do Piramid: Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa wyraźną perspektywę upływu czasu.
Najwcześniejszy i jak słusznie zauważa Carpenter, najskromniejszy w formie i treści „Marek” – to pierwsza ściana piramidy – czyli Powietrze Anaksymenesa.

Rodowód – trochę bogatsza i pełniejsza wersja „Marka” – czyli „Mateusz” – to Ogień Heraklita – druga ściana piramidy.

Przepowiednia – to subtelniejsza i najbogatsza wersja „dobrej nowiny” – czyli Woda Talesa – trzecia ściana piramidy.

Świadectwo  Jana – różniąca się zasadniczo od pozostałych – to Ziemia Demokryta – czwarta ściana piramidy.

Te cztery Ewangelie, podobnie jak cztery ściany piramidy „mówią” o Historii powstania Wszechświata i Życia na Ziemi. Są to cztery stopnie drogi wiodącej Człowieka ku Doskonałości. Piramidion zaś – to Królestwo Boże, które w Nowym Testamencie reprezentowane jest przez Objawienie św. Jana – kiedy to Słowo ciałem się stanie i zamieszka wśród nas. Czy po przeczytaniu Tej „Dobrej Nowiny” jest jeszcze ktoś, kto wątpiłby w słuszność moich zapewnień, iż Chrześcijanie – kompilatorzy Nowego Testamentu, nie tylko wywodzą się z esseńskiej sekty chrzcielnej, ale swoją „wiedzą tajemną” sięgają „korzeniami” najstarszych cywilizacji, a nawet jaszcze wcześniej? I kolejny katartyczny wątek:

„Na przykład w Egipcie słyszymy o grupie zwanej terapeutami, którą najprawdopodobniej tworzyli egipscy esseńczycy. Musimy pamiętać, że w tym okresie w Egipcie, zwłaszcza zaś w Aleksandrii, żyło wielu Żydów. Znacznie większą uwagę przyciągała jednak grupa, która podjęła idee w formie gnostyckiej, a mianowicie zwolennicy Hermesa Trismegistosa. Jemu to przypisywano słynne pisma, które składały się na „Corpus Hermeticum” i miały tak ogromny wpływ na myśl ezoteryczną przez całe stulecia. Hermes to greckie imię boga, którego Egipcjanie nazywali Thotem lub Tehuti – niebiańskiego skryby i mistrza mądrości. Tytuł „Trismegistos” oznacza „trzykroć wielki” i wywodzi się ze starej egipskiej praktyki używania honorowych tytułów przy zwracaniu się do bogów. Ezoteryczne tradycje astrologiczne rozwijane w imię Hermesa Thota można prześledzić wstecz aż do 150 r. przed Chr.; wcześniej dawni kapłani niewątpliwie strzegli tych tajemnic. Jednakże na krótko przed nastaniem ery chrześcijańskiej zwolennicy Hermesa najwyraźniej odczuli potrzebę aktualizacji starej mądrości egipskiej: być może było to w okresie panowania Ptolemeusza II, kiedy w Egipcie podjęto również wielkie zadanie przełożenia Starego Testamentu na język grecki. Hermetyści przeformułowali swą mądrość czerpiąc wiele idei z filozofii greckiej, w szczegól-ności z platonizmu, ale przede wszystkim z koncepcji i praktyk nowej ezoteryki żydowsko- irańskiej. Rezultatom ich wysiłków nadano definitywną postać w zbiorze pism, które dotarły do nas jako „Corpus Hermeticum” i których ostateczna pisana wersja pochodzi z pierwszych wieków po Chr. Zawarte w tych pismach nauki są niezwykle interesujące same w sobie. Już dawno uznano, że „Corpus Hermeticum” jest w stanie rzucić potężne światło na tło przy-najmniej części Nowego Testamentu. Gnostycy – hermetyści praktykowali rodzaj chrztu, a ich nauczanie obejmowało wezwanie do „metanoi” – przemiany świadomości człowieka. Chrzest i specyficzna terminologia wskazują na kręgi bliskie esseńczykom i w rzeczywistości także Janowi Chrzcicielowi jako na źródło, z którego uaktualnione zostały Misteria Egipskie. (Pamiętajmy, że Apokalipsa Adama wskazuje również na jedną bądź więcej inkarnacji egipskich!). Do niedawna mieliśmy jednakże do czynienia ze zdumiewającym brakiem świadectw o faktycznych rytuałach odprawianych przez hermetystów. I tym razem więcej szczegółów zawdzięczamy odkryciu w Nag Hammadi. Fascynujący dokument zatytułowany „Na ósmym i dziewiątym (poziomie świadomości) informuje nas o potężnym procesie rytualnym, za pomocą którego neofitę wynoszono w świadomości na kolejne poziomy odpowiadające sferom planetarnym, a także wykraczające poza nie. Hermes Trismegestos występuje tu jako hierofant, „Ojciec”, neofita zaś jako „syn”. Ma miejsce „odrodzenie”, które jest zarazem obudzeniem energii w duchu, tryskającym obficie niczym fontanna. Ma także miejsce przeżycie Światłości. Pojawia się również silne wrażenie nieadekwatności języka oraz poczucie sensu przekazywanego w milczeniu, mającym jednak moc hymnu czy też modlitwy wypowiadanej w sposób nadzmysłowy przez moce anielskie z poziomu ósmego i dziewiątego. Uczeń osiąga granice wizji dostępnej śmiertelnikowi: nie może uzyskać więcej, dopóki całkowicie nie odrzuci swego ciała w chwili śmierci […] „I oto dlaczego człowiek, w przeciwieństwie do wszystkich innych żywych istot na Ziemi, jest podwójny. Jest śmiertelny z racji swego ciała; jest nieśmiertelny z racji Człowieka z wiecznej substancji. Jest nieśmiertelny i ma w swej władzy wszystkie rzeczy; a mimo to znosi los śmiertelnika, będąc poddanym Przeznaczeniu. Jest ponad Harmonią (Sfer), a mimo to rodzi się jako niewolnik. Jest dwupłciowy, jak dwupłciowy jest jego Ojciec, i nie potrzebuje snu, jak  jego Ojciec, a mimo to władzę ma nad nim cielesna żądza i zapomnienie” – „Corpus Hermeticum”.
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Magnificentia! Oto tylko w tym jednym małym fragmencie, zawarto wszystko co jest potrzebne, aby pojąć istotę „wiedzy tajemnej”. Przeznaczenie i Harmonia Sfer, Dwupłciowość Człowieka i Jego Ojca – to oczywiście Megacykl, Odradzanie się Życia i „życie po życiu”- czyli wszystko to, co wiąże się z tematyką Królestwa Bożego.
„Płomień wiedzy” w tej „lampce”, rozbłyśnie jeszcze całym swym blaskiem w ostatnim rozdziale tej książki. „Chrzest i specyficzna terminologia wskazują na kręgi bliskie esseńczykom i w rzeczywistości także Janowi Chrzcicielowi jako na źródło, z którego uaktualnione zostały Misteria egipskie”. Na podstawie właśnie Terminologii jaką posługiwali się chrześcijanie – twórcy Nowego Testamentu, a w szczególności Czterech Ewangelii – gdzie widać wyraźnie związki gnozy egipskich esseńczyków z esseńczykami znad Morza Martwego, można ostatecznie skorygować pewien „skrót myślowy”, który spowodował całą serię „nieporozumień”.

9. A wy tak się módlcie: Ojcze nasz, któryś jest w niebie, Święć się imię twoje,

10. Przyjdź królestwo twoje, Bądź wola twoja, jak w niebie, tak i na ziemi.

11. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj,

12. I odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom;

13. I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego; Albowiem twoje jest Królestwo i moc i chwała na wieki wieków. Amen.

14. Bo jeśli odpuścicie ludziom ich przewinienia, odpuści i wam Ojciec wasz niebieski.

15. A jeśli nie odpuścicie ludziom, i Ojciec wasz nie odpuści wam przewinień waszych. […]

18. A jeśli nie ludzie cię widzieli, że pościsz, lecz Ojciec twój, który jest w ukryciu, A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie.  

Ew. św. Mateusza 6.9- 6.15, 6.18

Hermes Trismegistos w esseńskim dokumencie „Na ósmym i dziewiątym” występuje jako Ojciec – Hierofant, a Syn – Neofita. Jest to oczywiście, z racji gnozy, określenie Boga – Stwórcy, zaś Syn – to jego dzieło – Człowiek. Z tych samych powodów „chrześcijańscy esseńczycy”, wśród których funkcjonowała ta sama (symboliczna) terminologia, określali Boga – Stwórcę jako Ojciec, zaś Syn – to nie wyłączając ani mnie, ani każdego z czytelników, ani nawet Jezusa – każdy z nas.  To, że Jezus był Synem Bożym – Człowiekiem wybranym przez Stwórcę dokładnie ilustruje –  Ew. św. Mateusza 3. 16- 17

16. A gdy Jezus został ochrzczony, wnet wystąpił z wody, i oto otworzyły się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego, który zstąpił w postaci gołębicy i spoczął na nim.

17. I oto rozległ się głos z nieba:  Ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem. 

W jakim celu Ojciec upodobał sobie Jezusa?

25. W tym czasie odezwał się Jezus i rzekł: Wysławiam cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom.

26. Zaprawdę, Ojcze, bo tak się tobie upodobało.

27. Wszystko zostało mi przekazane przez Ojca mego i nikt nie zna Syna tylko Ojciec, i nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić.

28. Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie.

29. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.

30. Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie.

Ew. św. Mateusza 11.25- 30

Ojciec „upodobał” sobie Jezusa, aby ten wypełnił najtrudniejszą z możliwych – Misję, jaką Syn Człowieczy, a zarazem Syn Boży, byłby w stanie wziąć na swoje barki. Poświęcając swoje życie i stając się Barankiem Bożym –  Jezus spowodował Wielki Sen – czyli ukojenie. W wyniku Janowego Chrztu – Jezus doznał nie tylko zasadniczej przemiany swojej osobowości – NDE , co znalazło odbicie w Jego Naukach, ale co równie ważne, doznał ostatecznego wtajemniczenia – otrzymując obietnicę Zmartwychwstania, poddał się Woli Bożej.

21. Od tej pory zaczął Jezus Chrystus tłumaczyć uczniom swoim, że musi pójść do Jerozolimy, wiele wycierpieć od starszych arcykapłanów i uczonych w Piśmie, że musi być zabity i trzeciego  dnia wzbudzony z martwych.

22. A Piotr, wziąwszy go na stronę, począł go upominać, mówiąc: Miej litość nad sobą, Panie! Nie przyjdzie to na ciebie.

23. A On, obróciwszy się rzekł Piotrowi: Idź precz ode mnie, szatanie! Jesteś mi zgorszeniem, bo nie myślisz o tym, co Boskie, lecz o tym, co ludzkie. […]

22. A gdy przebywali w Galilei, rzekł im Jezus: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi.

23. I zabiją go, ale On trzeciego dnia będzie wskrzeszony z martwych. I zasmucili się bardzo.[…]

17. A Jezus, mając zamiar pójść do Jerozolimy, wziął dwunastu na osobność i w drodze rzekł do nich:

18. Oto idziemy do Jerozolimy, a Syn Człowieczy będzie wydany arcykapłanom oraz uczonym w Piśmie i skażą go na śmierć.

19. I wydadzą go poganom na pośmiewisko i na ubiczowanie i na ukrzyżowanie, a dnia trzeciego zostanie wzbudzony z martwych.  

Ew. św. Mateusza 16.21- 23,   17.22- 23,   20.17- 19

Jezus bardzo wyraźnie „mówi”, iż Człowiek zmartwychwstaje w „niematerialnej” formie – jak  „aniołowie w niebie”, a nie jak to niektórzy „śpiący” sądzą, że jest to – powrót ducha do zmarłego ciała. Dlatego też wszyscy ci, którzy wierzą w to, że Jezus zmartwychwstał, niech nie tylko Wierzą, ale co więcej, niech Wiedzą, iż Jezus „nie wstał z martwych i poszedł do nieba”, lecz w istocie na Krzyżu zmarło jego ciało, a on, czyli jego duch – („film w mózgu”), nadal żyje – jak „anioł w niebie”.

29. A Jezus odpowiadając, rzekł im: Błądzicie, nie znając Pism ani mocy Bożej.

30. Albowiem przy zmartwychwstaniu ani się żenić nić nie będą, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie w niebie.

31. A co do zmartwychwstania, czy nie czytaliście, co wam Bóg powiedział w słowach:

32. Jam jest Bóg Abrahama i Bóg Jzaaka  i Bóg Jakuba! Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych.

Ew. św. Mateusza 22.29- 32

Wszystko to co opisują Ewangelie, od czasu Wjazdu Jezusa do Jerozolimy, czyli: Spisek przeciwko Jezusowi, Zdrada Judasza, Ostatnia Wieczerza, Pojmanie Jezusa, Sąd nad Jezusem, Ukrzyżowanie Jezusa, Śmierć Jezusa, Zmartwychwstanie, jest bardzo swobodną i nad wyraz poetycką wersją dramatycznych skądinąd wydarzeń, których prawdziwość jest poza wszelką dyskusją. Ale czy Judasz był w rzeczy samej Zdrajcą, czy jest to tylko przemyślnie skonstruowana interpretacja pewnego wątku, zaczerpniętego ze Starego Testamentu?

12. Wtedy rzekłem do nich: Jeżeli uznacie to za słuszne, dajcie mi należną zapłatę, a jeżeli nie, zaniechajcie! I odważyli mi jako zapłatę trzydzieści srebrników.

13. Lecz Pan rzekł do mnie: Wrzuć je do skarbca, tę wysoką cenę, na jaka mnie oszacowali! Wtedy wziąłem trzydzieści srebrników i wrzuciłem je w świątyni do skarbca.

Księga Zachariasza 11.12- 13

Jeśli te wersy, wystarczą za dowód fikcyjności samej Zdrady, jak i być może nawet samej postaci Judasza, to należy nie tylko inaczej spojrzeć na tego odsądzanego od czci i wiary, przez wszystkie następne pokolenia, esseńczyka, który stał się synonimem zdrady, ale też i z większym „przymrużeniem oka”, potraktować całą tą osnowę Poświęcenia Baranka Bożego. Jak wskazują na to i inne przykłady „esseńscy chrześcijanie” kompilując Ewangelie i oczywiście cały Nowy Testament, swoją „opowieść” w głównej mierze oparli na Starym Testamencie. „Ewangelie napisano po grecku zapewne w ostatnich dziesięcioleciach I wieku po Chrystusie; najstarsze zachowane rękopisy zawierające zasadniczy przekaz ewangeliczny pochodzą z IV wieku, choć istnieją fragmenty wcześniejsze”.

„Całe ziemskie życie Chrystusa Pana było doskonałym uwielbieniem Ojca, a dla nas stało się źródłem odkupienia. W szczególny jednak sposób Chrystus wypełnił wolę Ojca i nas odkupił przez swoja Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie, czyli jak mówi Liturgia – przez Paschę. Nazwa ta nawiązuje do wydarzenia biblijnego: aby złamać opór faraona, Bóg zesłał śmieć na wszystkich pierworodnych synów w rodzinach egipskich. Domy Izraelitów naznaczone krwią baranka zabitego na ofiarę zostały ochronione od śmierci. Wszyscy Izraelici mogli swobodnie wyjść  z ziemi egipskiej – z domu niewoli, a następnie przejść przez Morze Czerwone do Ziemi Obiecanej. To przejście z niewoli na wolność i przejście przez Morze Czerwone nazwali oni „Paschą”. Pascha w starym Testamencie była figurą i zapowiedzią Chrystusa. Jako baranek Boży przeszedł On przez Śmierć, Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie do nowego życia w chwale Ojca. Jego Pascha stała się też Paschą naszą: dzięki przelanej przez Niego Krwi na krzyżu my przeszliśmy z niewoli grzechu do wolności synów Bożych. Dokonuje się to w chrzcie świętym […] Syn Boży stawszy się człowiekiem dokonał dzieła odkupienia swych braci – ludzi przez Śmierć, Zmartwychwstanie i chwalebne Wniebowstąpienie. To dzieło odkupienia i zbawienia sprawuje On nadal przez Liturgię w założonym przez siebie Kościele, czyli w Ludzie Bożym. W niej jest nieustannie obecny jako Najwyższy Kapłan nauczający i uświęcający ludzi. Liturgia święta jest więc uobecnieniem zbawczej działalności Jezusa Chrystusa. Msza święta stanowi centrum Liturgii. Jest to Eucharystyczna Ofiara Ciała i Krwi Jezusa Chrystusa. Ustanowił ją on sam tej nocy, kiedy był wydany, aby w niej na całe wieki aż do ponownego swego przyjścia przy końcu świata utrwalić Ofiarę Krzyżową. Chciał przez to Ludowi Bożemu powierzyć pamiątkę swojej tajemnicy paschalnej, to jest swojej Śmierci, Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia. Kiedy więc chrześcijanie gromadzą się wokół ołtarza na Mszę świętą, wtedy najdoskonalej spełnia się obietnica Chrystusa: „Gdzie dwaj albo trzej zebrani są w imię moje, tam ja jestem pośród nich [MT 18, 20] Msza święta składa się z dwóch głównych części: z Liturgii Słowa i Liturgii Eucharystycznej, które jednak są tak ściśle ze sobą złączone, że stanowią nierozdzielną całość […]  Liturgię Słowa stanowią czytania z Pisma świętego, w których Bóg przemawia do swojego Ludu, objawia mu tajemnice odkupienia i zbawienia oraz podaje duchowy pokarm. Do Liturgii Słowa należy też homilia – kazanie, które wyjaśnia słowa Objawienia. Naszą odpowiedzią na usłyszane słowo Boże jest Wyznanie wiary: „Wierzę w jednego Boga”. Liturgię Słowa kończy tzw. Modlitwa powszechna, w której zanosimy do ojca prośby w różnych potrzebach Kościoła i w całej ludzkości. W Liturgii Eucharystycznej uobecnia się Ostatnia Wieczerza, w której Chrystus ustanowił Pamiątkę swej Śmierci, Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia. Kapłan reprezentując Chrystusa Pana dokonuje tego, co On sam czynił i uczniom polecił spełniać, gdy ustanowił Ofiarę i ucztę paschalną. Chrystus bowiem wziął Chleb i kielich z winem, dzięki składał, łamał i dawał uczniom swoim mówiąc: […] 

BIERZCIE I JEDZCIE Z TEGO WSZYSCY

TO JEST BOWIEM CIAŁO MOJE

Podobnie po wieczerzy wziął ten przesławny kielich w swoje święte czcigodne ręce, ponownie dzięki Tobie składając błogosławił i podał swoim uczniom, mówiąc:

BIERZCIE I PIJCIE Z NIEGO WSZYSCY,

TO JEST BOWIEM KIELICH KRWI MOJEJ

NOWEGO I WIECZNEGO PRZYMIERZA,

KTÓRA  ZA WAS  I ZA WIELU  BĘDZIE WYLANA

NA ODPUSZCZENIE GRZECHÓW.

OTO CZYŃCIE NA MOJĄ PAMIĄTKĘ.

OTO WIELKA TAJEMNICA WIARY.” 

Ks. mgr. Henryk Dworak,Modlitewnik.

26. A gdy oni jedli, wziął Jezus chleb i pobłogosławił, łamał i dawał uczniom i rzekł: Bierzcie, jedzcie, to jest ciało moje.

27. Potem wziął kielich i podziękował, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy;

28. Albowiem to jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów.

29. Ale powiadam wam: Nie będę pił odtąd z tego owocu winorośli aż do owego dnia, gdy go będę pił z wami na nowo w Królestwie Ojca mego.

Ewangelia św. Mateusza 26. 26- 29

Te dwie formuły wypowiadane podczas Mszy Świętej przez kapłana, stanowiące powtórzenie słów Jezusa z Ostatniej Wieczerzy, są w istocie Wielką Tajemnicą i jak to z wszystkimi poprzednimi Tajemnicami, nadszedł czas aby zrozumieć prawdziwy sens i znaczenie słów tego Esseńczyka – Syna Bożego, który swoją Męczeńską Śmiercią stał się dla nas, podobnie do ofiarnego baranka – Barankiem Bożym. Zamysł Boga – Stwórcy – Wielkiego Anestezjologa, aby Religia Chrześcijańska była naszym Wielkim Snem, mógł się wypełnić tylko dzięki, tym skromnym i pełnym poświęcenia, ludziom – esseńczykom. Jezus – wybraniec Boga, był ich najpiękniejszym i najjaśniejszym przykładem, ale i ci „bezimienni”, swoją żarliwą Wiarą i nie skażoną żadnym przesądem Wiedzą, dali świadectwo swego poświęcenia:

16. Oto Ja posyłam was jak owce między wilki, bądźcie tedy roztropni jak węże i niewinni jak gołębice.

17. I strzeżcie się ludzi, albowiem będą was wydawać sądom, biczować w swoich synagogach.

18. I z mojego powodu zawiodą was przed namiestników i królów, abyście złożyli świadectwo przed nimi i poganami.

19. A gdy was wydadzą, nie troszczcie się, jak i co macie mówić; albowiem będzie wam dane w tej godzinie, co macie mówić.

20. Bo nie wy jesteście tymi, którzy mówią, lecz Duch Ojca waszego, który mówi w was.

21. A wyda na śmierć brat brata i ojciec syna i powstaną dzieci przeciwko rodzicom i przyprawią ich o śmierć.

22. I będziecie w nienawiści u wszystkich dla imienia mego, ale kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

Ewangelia św. Mateusza 10.16 – 22

1. Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza.

2. A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre miłe i doskonałe.

List św Pawła do Rzymian 12. 1- 2

Nie tylko, jak to opisują Ewangelie, a bardzo sugestywnie można dzięki powieści Henryka Sienkiewicza „Quo Vadis” „zobaczyć”, poświęcenie pierwszych chrześcijan objawiało się w tak dramatyczny sposób, ale dzięki Dziejom Apostolskim i Listom wiemy, iż miało ono także bardziej duchowy wymiar – było służbą. Esseńscy wtajemniczeni, a po Ofierze Baranka Bożego – Jezusa, jego uczniowie – czyli pierwsi chrześcijanie, kładąc podwaliny Nowej Religii monoteistycznej, jaką jest Chrześcijaństwo, stali się strażnikami, opiekunami Człowieka powoli zapadającego w Wielki Sen. Zapewne niewielu, a być może i żaden z obecnie sprawujących swoją posługę kapłańską, czytelników tej książki, w najśmielszych marzeniach, domysłach, czy też wątpliwościach, nie zdawał sobie z tego sprawy, że podobnie do pierwszych uczniów Chrystusa – jest „esseńczykiem”. Jest kolejnym ogniwem, całego łańcucha kapłanów, pełniących już dwa tysiące lat służbę Bogu i Człowiekowi, a jeśli przyjrzymy się temu „łańcuchowi” bardziej dokładnie, to okaże się, iż został on „wykuty” w znacznie odleglejszych, niż Chrześcijaństwo, czasach. I jeszcze jeden „kadr” z „Quo Vadis”. Znakiem rozpoznawczym pierwszych chrześcijan była Ryba – często zredukowany do jednej kreski, graficzny wizerunek jej kształtu. Wszyscy „Śpiący” mniemają, iż ryba jest symbolem Chrystusa, ponieważ pierwsze greckie litery słów Jezus Chrystus, Syn Boży, Zbawiciel, tworzą wyraz „ichtys”- czyli ryba. Jednakże symbolika tego znaku jest równie „tajemnicza”, jak „tajemniczymi” byli esseńczycy. Otóż jeśli ustawimy znak Ryby w pionie, (co dla wtajemniczonych nie stanowiło żadnego warunku rozpoznawalności), to jego symbolika nabierze swego właściwego znaczenia. Otóż Ryba jest symbolem dwu przeciwstawnych sobie sił: Dobra i Zła, Jasności i Ciemności – czyli Megacykl, zaś jej łeb, a zwłaszcza oko, symbolizuje ostatni piaty element – Królestwo Boże. Tym samym Ryba, reprezentuje wszystkie cztery poprzednie stopnie, etapy – patrz cztery Ewangelie, Piramida. Ryba jest powieleniem tego samego schematu – zaszyfrowanej w symbolach wiedzy, jakim jest Kaduceusz.

Tak więc, jeżeli jesteście chrześcijanami, i jeśli symbol Ryby jest wam nieobcy, to także jak ci pierwsi „uczniowie” Chrystusa – esseńczycy, jesteście ostatnim ogniwem łańcucha, niezależnie od tego czy zdawaliście sobie z tego sprawę, czy też nie i czy wam się to podoba, czy też nie. Manuskrypty z Qumran i Nag Hammadi – nauki esseńskich „illuminati”, „rozkodowany” diagram Ofitów – metanoi – duchowa przemiana, 40- czterdziestka – „efekt uboczy” neurogenezy, 4 – cztery Ewangelie, Objawienie św. Jana, Listy, terminologia, Ryba – symbol Megacyklu i Królestwa Bożego.

Czy z tych wszystkich pośrednich dowodów można wysnuć jeden, o kardynalnym znaczeniu wniosek, że Chrześcijaństwo jest naszym „Wielkim Snem”, wcześniej bardzo dokładnie przez naszego Boga – Stwórcę zaplanowany – (Epoka Wielkiego Zwrotu), a przygotowany przez posłusznego Woli Bożej Aleksandra Wielkiego – ucznia Arystotelesa – (wpływ całej filozofii greckiej jest aż nadto widoczny), zaś głównym anestetykiem jest, godny naszego najwyższego szacunku i równej jak jego poświęcenie nasza jemu wdzięczność – Jezus z Nazaretu – Baranek Boży, którego „ciało i krew” spożywamy (niezależnie od wyznania) podczas każdej Liturgii Eucharystycznej, niczym (oczywiście symboliczny) uśpiony podczas operacji pacjent, podłączony do cotygodniowej kroplówki – Wielkiej Tajemnicy Wiary?

Jeśli przed daniem sobie odpowiedzi, na to rzecz oczywista retoryczne pytanie, miałbyś szanowny czytelniku, trwający nawet ułamek sekundy moment zawahania, czy, co także jest zrozumiałe, zawahanie to przerodziłoby się w jakiś fundamentalistyczny sprzeciw, to  niech Objawi Ci się święty Jan i zbudzi Cię ze „Snu”. Wszystko zaś co nastąpiło później, stanowiło konsekwentną realizację wcześniej powziętego Boskiego Planu.

„Chrześcijaństwo zdobywało coraz więcej wyznawców, także wśród nie – żydów. Szczególną rolę w jego krzewieniu odegrał Paweł z Tarsu. W tym czasie bowiem równoległe działali zarówno wędrujący apostołowie, jak i tzw. prorocy – ludzie obdarzeni darem wymowy, intonujący modły i pieśni. Powstawały również gminy – wspólnoty lokalne. Na ich czele stali wybierani starsi, czyli prezbiterzy. Chrześcijanie z tych pierwszych gmin zbierali się przy wspólnej uczcie dziękczynnej i kończyli swe modły wezwaniem „Powróć Panie”! W pierwszych wiekach po Chrystusie nowa wiara rozwinęła się szybciej we wschodniej części Państwa rzymskiego, a język grecki stał się językiem powstającego Kościoła. Prześladowania spotkały chrześcijan w zachodniej części państwa i w samym Rzymie. W historii chrześcijaństwa wymienia się dziesięć takich prześladowań.
Pierwszych prześladowań doznali chrześcijanie od cesarza Nerona w 64 r. n.e., który oskarżył ich o podpalenie Rzymu. Prześladowania miały głównie charakter lokalny, a wynikały z faktu, iż chrześcijanie nie chcieli oddawać boskiej czci cesarzom, a ponadto zebrania swe okrywali tajemnica. W czasie prześladowań chrześcijanie odprawiali nabożeństwa w podziemnych katakumbach, przy grobach chrześcijan. Nic zatem dziwnego, że kult męczenników zaczął się już w II w. a w IV ociągnął największy zasięg. Prześladowania nasiliły się w czasach cesarza Dioklecjana w latach 303 – 304. Cezar ten dążył bowiem do ujednolicenia państwa opartego na starorzymskiej tradycji religijnej. W jawnej sprzeczności z tymi planami pozostawało chrześcijaństwo, mające już wówczas wielu wyznawców zarówno na wschodzie jak i na zachodzie imperium. Chrześcijaństwo było religią objawioną i monoteistyczną. Wiernych pociągało ideą odkupienia oraz obrazem sprawiedliwego świata wyobrażanego przez mające nadejść Królestwo Boże. W samym chrześcijaństwie dokonywał się proces dostosowania jego organizacji kościelnej do potrzeb coraz większej liczby wyznawców – powstał Kościół. Pewna liczba gmin chrześcijańskich stworzyła prowincję kościelną, na czele której stał biskup rezydujący w mieście prowincjonalnym. Najczęściej pokrywała się ona z granicami prowincji państwowej. Określenie Kościół katolicki wzięło swą nazwę z łacińskiego słowa „castellum” – gród warowny i z greckiego „katholikos” – powszechny. Według wybitnego teologa św. Augustyna (354 -430) Kościół to widzialne ciało Chrystusa, poza którym nie ma zbawienia. Mocą edyktu Konstantyna Wielkiego Wielkiego 313 r., który wprowadził wolność religijną, chrześcijaństwo mogło swobodnie rozwijać swą organizację i naukę oraz powiększać grono wyznawców. Kilkadziesiąt lat później stała się religią uprzywilejowaną i panującą w Cesarstwie Rzymskim. W 381 r. za panowania Teodozjusza Wielkiego wszystkich niechrześcijan usunięto z urzędów państwowych, państwowych, a w latach 391 – 392 został wprowadzony zakaz wykonywania starego, rzymskiego kultu. Ostatni jego zwolennicy schronili się na wieś (stąd łac. „paganus” od „pagus” – wieś – znaczy poganin). Postępująca centralizacja władzy w Kościele powodowała, że biskupi Rzymu wskazywali na swoją rolę jako sukcesorów apostoła Piotra – założyciela Kościoła Rzymskiego. Dążenie zaś do prymatu papieża rzymskiego (łac. „papa” – ojciec) nad całym Kościołem wywoływało opór innych patriarchów: Antiochii, Aleksandrii i Jerozolimy, a szczególnie Konstantynopola. Na ten stan rzeczy nakładały się głębokie różnice kulturowe między częścią zachodnią a wschodnią Imperium Rzymskiego. Narastały także różnice w dziedzinie doktryny, chociaż jeszcze w IV do VII w. zostały ustalone wspólne podstawy doktrynalne na soborach powszechnych w Nicei (352 r.), Chalcedonie (451 r.) i Konstantynopolu.”

Halina Tomalska, Historia dla szkół średnich.

„Konstantyn (Constantinus) – Caius Flavius Constaninus, cesarz rzymski (274- 337 n.e.) nazwany Wielkim, syn Konsntancjusza Chlorusa i Heleny. Gdy ojciec jego po zrzeczeniu się władzy przez Dioklecjana został obwołany Augustem i udał się do Brytanii, zabrał syna ze sobą i wyznaczył go jako swego następcę. W r. 306 po śmierci ojca został obwołany przez wojsko cesarzem. Pobił nad Renem Germanów i zabezpieczył granice państwa; w r. 312 rozbił w północnej Italii swoich rywali do tronu, Masymina i Maksencjusza. Wg legendy miał przed bitwą z Maksencujszem zobaczyć świetlisty krzyż z napisem: In hoc singo vinces – pod tym znakiem zwyciężysz. W roku następnym ostatecznie pokonał Maksencjusza, zawarł z Licyniuszem układ, oddając mu cesarstwo wschodnie, sobie zaś zatrzymał cześć zachodnią. Edyktem Mediolańskim, wydanym w tym samym roku, przyznał chrześcijanom swobodę wyznania. W r. 323 wybuchła wojna pomiędzy Licyniuszem i K. W jej wyniku K. zawładnął całym cesarstwem. W r. 325 K., choć nie był jeszcze wtedy chrześcijaninem (przyjął chrzest dopiero pod koniec życia), przewodniczył na soborze nicejskim i zatwierdził jego postanowienia.” 

Mała Encyklopedia Kultury Antycznej –  PIW

„Sylwester I – papież od 31 I  314 r do 31 XII 335 r  – Pontyfikat Sylwestra trwał blisko dwadzieścia dwa lata i przypadł na okres panowania cesarza Konstantyna. Pomimo długości pontyfikatu tego papieża i znaczenia okresu konstantyńskiego, sam Sylwester, jak się wydaje, wywarł niewielki lub krótkotrwały wpływ na kościół i samą instytucję papiestwa. W rzeczy samej bardziej znaczące jest to, czego nie uczynił jako papież, niż to, co zrobił. Konstantyn, który traktował biskupów jak braci, raz nawet użył tytułu „biskupa do spraw zewnętrznych”. […] W czasie pontyfikatu Sylwestra w lipcu 325, zwołany został do Nicei (w dzisiejszej Północno – zachodniej Turcji) w letniej rezydencji cesarza Pierwszy Sobór powszechny, w którym wzięło udział 250 biskupów. Sobór po raz pierwszy zdefiniował Bóstwo Jezusa Chrystusa, uznając, że jest on współistotny (Homoousios) Bogu Ojcu (wbrew opinii Arian utrzymujących, że Chrystus był najdoskonalszym ze stworzeń, ale nie równym Bogu). Papież nie odegrał w czasie tego soboru żadnej roli ani sam go nie zwołał (uczynił to cesarz) ani też nie objął przewodnictwa (przewodniczącym został biskup Kordoby Hozjusz Ossius). Sylwester, podobnie jak inni biskupi w cesarstwie, został zaproszony do wzięcia w nim udziału, ale wymawiał się podeszłym wiekiem. Wysłał jako swoich przedstawicieli dwóch prezbiterów, ale nie mieli oni żadnego specjalnego statusu w czasie obrad, jedynie podpisali akta soborowe po tym, jak uczynił to biskup przewodniczący i zanim uczynili to inni biskupi. Kościół rzymski korzystał z hojnych łask Konstantyna, który sfinansował budowę wielkich kościołów, m. in. pierwszej bazyliki św. Piotra przy Via Ostiensis i bazyliki konstantynskiej i baptysterium (znanej później pod nazwą S. Giovanni In Laterano, św. Jana na Lateranie, która pozostaje do dziś papieską bazyliką katedralną).”
Richard  P. McBrien, Leksykon Papieży .

Jak nietrudno się zorientować, te trzy powyższe cytaty łączy jedna historyczna postać – Konstantyn Wielki, którego zasługi dla rozwoju i „uprawomocnienia się” Chrześcijaństwa i Kościoła Katolickiego są ogólnie znane. Jak wiadomo od czasów cesarza Nerona, aż do cesarza Dioklecjana, czyli przez około 300 lat, chrześcijanie będący dla imperium i jego starożytnej tradycji religijnej niewiele znaczącą sektą, byli nieustannie prześladowani. Cóż takiego się wydarzyło, jakież zastanawiające i zadziwiające musiały być przyczyny, tak nagłej zmiany wielowiekowej „tradycji”? Co skłoniło cesarza Konstantyna, syna cesarza Konstancjusza (293- 306 n.e.), by zaledwie w kilka lat od abdykacji cesarza Dioklecjana  w 305 r. n.e., wprowadzić wolność religijną, powodując swobodny rozwój chrześcijaństwa? Czy były jakieś racjonalne ku temu powody? Różni „naukowcy” mają w zanadrzu kilka gotowych na ten temat teorii, jednakowoż wszystkie one bledną w obliczu jednej, małorealistycznej zdawałoby się, legendy. Czy w istocie Konstantyn miał widzenie, czy jest to tylko zmyślnie dorobiona fantastyczna opowieść?  Tak jak za pomocą nitki wiodącej do kłębka, aby to rozstrzygnąć i dojść do sedna sprawy,  posłużę się wątkiem biblijno – historycznym. Jeśli w ogóle niemożliwy jest mistyczny – bezpośredni kontakt Człowieka, a w szczególności wierzącego z Bogiem, to należy kategorycznie zaprzeczyć, iż taki wpływ nastąpił w przypadku: Abrahama, Mojżesza i wszystkich  Proroków, a także: Aleksandra Macedońskiego, Szy Huanga, Buddy, Jezusa, Mahometa.

No tak, ale mógłby ktoś powiedzieć: co ma wspólnego irracjonalna wiara do racjonalistycznej nauki? Ale czyż te wszystkie „materialne” dowody, które do tej pory przedstawiłem potwierdzające, że nie wszystko czego nie widać, to nie znaczy, że tego nie ma, nie są dość wiarygodne, aby obiektywnie i bez żadnych uprzedzeń stwierdzić, iż ta przemiana „cesarza w biskupa” – podobna  do Biblijnego (nomen omen) Saula w Pawła, była spowodowana interwencją samego Boga – Stwórcy?
Jeśli Konstantyn nie dostąpiłby tej epifanii, to zakładając, że pokonałby Maksencjusza – byłby tylko kolejnym, tak jak jego poprzednicy, cesarzem rzymskiego imperium, zaś on i jego następcy dalej prześladowaliby „jakiś” chrześcijan. Gdyby jednak został pokonany, także nic szczególnego w „tradycji” rzymskich cesarzy by się nie zmieniło. Konstantyn nie tylko – zobaczył i uwierzył, ale co więcej – zobaczył, uwierzył i stał się wykonawcą „Woli Bożej”. Wszystko to co nastąpiło później – jasne i ciemne (czasem wręcz czarne) strony w Historii Chrześcijaństwa, aż po współczesność – to już temat na inną „opowieść”. Tematem Rozdziału VI –  jest „przedszkole” Człowieka, rozdział VII – to „szkoła”, którą z kłopotami, ale ukończył. „Potop” – czyli wykasowywanie pamięci, czy też inaczej Epoka Wielkiego Zwrotu – kończy się „Maturą”- symbolicznym świadectwem dojrzałości, jakim są wszystkie dowody potwierdzające wiedzę Człowieka o Megacyklu i roli Boga – Stwórcy w dziele odradzania się Życia – czyli „Arka”. Wielki Sen w tej układance jest kolejnym etapem nauki w „Szkole Życia”, którą Człowiek musiał przejść. Etapem tym jest  „Szkoła Wyższa” – najtrudniejsza z wszystkich dotychczasowych, o czym szczególnie wiek XX, z dwoma wojnami światowymi i okropnościami systemów totalitarnych, nas przekonuje.
Od Oseska do Człowieka Dojrzałego, nasz Ojciec opiekując się nami i ucząc w „Szkole Życia”, stosuje jedną  „słuszną” metodę: żeby zrozumieć swoje błędy, trzeba najpierw je zrobić”. A przedmiotów do zaliczenia na tym „Uniwersytecie” było wiele… Absolutyzm, Apartheid, Autokracja, Autonomia, Dyktatura, Elekcja, Faszyzm, Feudalizm, Hegemonia, Herezja, Humanizm, Idealizm, Inkwizycja, Kapitalizm, Kolektywizacja, Kolonizacja, Komunizm, Liberalizm, Materializm, Nacjonalizm, Nepotyzm, Ortodoksja, Parlamentaryzm, Prawa obywatelskie, Reformacja, Republika, Rewolucja, Socjalizm, Teokracja, Tyrania, i wszystko inne co ominąłem, a czego w czasie Wielkiego Snu doświadczyliśmy.

„Niewątpliwym kamieniem milowym w nauce Jezusa było wyznanie Piotra: I poszedł Jezus z uczeniami do wsi pod Cezareą Filipowi. A w drodze pytał swoich uczniów: „Za kogo mnie ludzie mają?” Oni zaś odpowiedzieli: „(Jedni) za Jana Chrzciciela, drudzy za Eliasza a jeszcze inni za jednego z proroków”. A on pytał ich znowu: „Wy zaś za kogo mnie macie?” Piotr mu odpowiedział: „Tyś jest Mesjasz”. I przykazał im surowo, aby o nim nikomu nie mówili. I zaczął ich nauczać. Trzeba, aby Syn Człowieczy wiele cierpiał…

Ew. św. Marka 8. 27 – 31

„Wszystkim czytelnikom Ewangelii dobrze wiadomo, iż scena ta jest jednym z wielkich punktów zwrotnych w wydarzeniach z życia Jezusa. Oznacza ona również zmianę charakteru nauk, których Jezus udzielał swoim uczniom. Uprzednio nie było w niej właściwie żadnej wzmianki o Synu Człowieczym, odtąd odnoszące się doń nauki będą wielokrotnie powracać. Również po raz pierwszy zostaje jasno ukazany typowy wzorzec, który odnajdujemy w traktowaniu przez Jezusa postaci Syna Człowieczego: uczniowie, z Piotrem na czele, widzą w nim Chrystusa, Mesjasza, ale Jezus przesuwa temat dyskusji ku bardziej ezoterycznemu Synowi Człowieczemu i nie negując swej mesjańskiej roli, zasadniczo zmienia interpretację jej znaczenia. W szczególności u Marka spotykamy także nakaz dochowania tajemnicy, o której wspomnieliśmy uprzednio nazywając ją „tajemnicą Mesjańską”. […] Zbiór dokumentów, zwany „Testamentami 12 patriarchów, jest dziełem esseńskim, chociaż prawdopodobnie został spisany nieco wcześniej niż większość tekstów, które dotarły do nas z Qumran – być może za panowania Jana Hirkana w drugiej połowie II wieku przed Chrystusem. Zbiór ten należy do tej fazy historii esseńczyków, w której władcy hasmonejscy ciągle jeszcze zdawali się mieć nadzieję na duchowe odrodzenie Izraela. (Zawarte w tekstach późniejsze wtręty ukazują kontrastujące z tą nadzieją rozczarowanie kapłaństwem, istniejącym na ziemi). „Testamenty” powstały prawdopodobnie w Syrii. Ich fragmenty  w języku aramejskim znaleziono w esseńskim osiedlu w Qumran. Teksty mają formę mów na łożu śmierci, z którymi każdy z dwunastu synów Jakuba (nazywanego również Izraelem) zwraca się do swych synów i potomków dwunastu plemion Izraela, doradzając im słuszne postępowanie, rozważając zmienne koleje życia i prorokując przyszłość. W wielu momentach mowy te wspominają o przyjściu Mesjasza: język, jakim posługują się w odniesieniu do jego natury, jest jednak tak trudny i niejasny, że we właściwy sposób zrozumiano je dopiero wtedy, gdy odkrycie późniejszych zwojów z Qumran uwidoczniło doktrynę esseńczyków. Wyszło wówczas na jaw, że esseńczycy oczekiwali nie jednego, lecz dwóch Mesjaszy. Tekst „Testamentów” możemy teraz czytać z większą ufnością, a zamęt wprowadzony przez kopistów (i być może przez późniejszego redaktora chrześcijańskiego) daje się usunąć. Tekst ujawnia, że Mesjasz powstanie z nasienia dwóch synów Izraela:

Albowiem Pan powstanie z Lewiego Arcykapłana i z Judy Króla,

który zbawi wszystkich nie będących Żydami oraz plemię Izraela.

Lewi był przodkiem wszystkich kapłańskich klanów Izraela (Lewitów), podobnie jak Judę łączono z linią monarchów Izraela. Wcześniej esseńczycy oczekiwali zatem, że duchowa i doczesna jurysdykcja wybranego ludu Bożego obejmie u kresu czasu całą Ziemię. Szczególnie interesujący jest sen jednego z pozostałych patriarchów, Neftalego, w którym widzi on, jak Lewi, Kapłan, sięga i chwyta Słońce, gdy tymczasem Król Juda chwyta Księżyc. Otóż w judaizmie kalendarz i obchody publicznych świąt regulowano według Księżyca, podczas gdy esseńczycy używali słonecznego kalendarza henochiańskiego: stąd sen ten zdaje się oznaczać, że Mesjasz królewski będzie postacią bardziej egzoteryczną, której domeną jest zewnętrzne życie narodów, podczas gdy Mesjasza kapłańskiego łączy się z tajemnym wątkiem „słonecznym”, który niekiedy pojawia się na powierzchni judaizmu, jak w przypadku niebiańskiego kapłana Melchizedeka. Obaj Mesjasze są jednak postaciami zdecydowanie kosmicznymi. Przyjście Mesjasza królewskiego zostało opisane dość krótko. Jest on „gwiazdą”, która powstanie z Jakuba. Jest „latoroślą: czy też „pędem” rośliny Boga, „źródłem życia dla całej ludzkości” i „laską sprawiedliwości dla narodów”. Z drugiej strony przyjście Mesjasza kapłańskiego daje sposobność do długiego wysławiania go w hymnie:

Wtedy Pan wzbudzi nowego Kapłana,

któremu objawione będą wszystkie słowa Pana.

Sprawować on będzie sąd prawdy nad ziemią przez wiele dni.

A jego gwiazda wzejdzie na niebie jak król;

zapalając światło poznania, tak jak dzień rozświetlany przez słońce.

I będzie wysławiany przez cały zamieszkany świat.

Ten to będzie jaśniał jak słońce na ziemi;

usunie całą ciemność spod nieba, i zapanuje pokój na całej ziemi.

Niebiosa rozradują się w jego dni i ziemia będzie szczęśliwa; chmury wypełni radość,

a poznanie Pana wyleje się na ziemie niby woda morz.

I uraduje on aniołów chwały obecności Pana.

Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Manuskrypt Voynicha – złota płytka z próbnika Pionieer 10

Il ya quelque chose en haut… – Jest coś wyższego na górze… Czy w istocie jest coś tam „u góry”? Różnego asortymentu agnostycy, ateiści, twierdzą że nie, że wszystko jest dziełem przypadku, ewolucji. Teiści znowu twierdzą że jest. „Zamiary śmiertelnych” – czyż w poczynaniach człowieka nie można zauważyć, a może dotychczas nie zauważono przejawów owej „inteligencji” , czegokolwiek tam „w górze” ? Odpowiedzią na tego typu dywagacje jest w symboliczny sposób potraktowana drukarka 4D.

Jak wiadomo trzema podstawowymi wymiarami przestrzeni fizycznej są: wysokość, szerokość i głębokość. Ich komplementarnym uzupełnieniem jest czas, który nadaje istotny sens tym wymiarom. Panta rhei – wszystko płynie, można by rzec wszystko zatopione jest w czasie. Człowiek rodzi się i umiera. W Kosmosie gwiazdy rodzą się i umierają. Wszystko „zatopione” jest w czasoprzestrzeni. Cóż z tym wszystkim miałaby mieć drukarka 4D? Jest to tylko przenośnia, pewien skrót myślowy, za pomocą którego chciałbym udowodnić, iż przejawy takiej szeroko rozumianej „inteligencji” jednak miała, ma i będzie jeszcze miała wpływ na nasze poczynania. Tą swoistą „podróż w czasie” – czyli nie podlegający fakultatywności imperatyw „personifikują” przepowiednie Nostradamusa, Malachiasza i innych. Koronnym przykładem takiego „wpływu” jest Manuskrypt Voynicha, którego sens zawiera się w jednym tylko stwierdzeniu, iż stanowi on wydruk, rzecz jasna symboliczny, czasoprzestrzennej drukarki. Kto i kiedy ów Manuskrypt „nadał”, tego nie sposób dociec, ważniejszym jest umiejętność odczytania, rozkodowania jego sensu. Jeszcze inną kwestią jest metoda, czyli „spiritus movens” całej tej przesyłki.

W latach siedemdziesiątych XX wieku, amerykańscy naukowcy wysłali w przestrzeń kosmiczną próbnik Pionieer 10, ktorego zadaniem jest dotarcie jak najdalej w głąb naszego Wszechświata. Do kadłuba sondy przymocowana została aluminiowa płytka pokryta cienką warstwą złota. Na płytce wygrawerowano zakodowany rysunek – świadectwo poziomu rozwoju naszej cywizacji, będący sygnałem skierowanym do innych inteligentnych cywizacji pozaziemskich. Są tam zawarte informacje: o naszej pozycji w szeregu planet Układu Słonecznego, o naszym gatunku – postacie kobiety i mężczyzny na tle sondy kosmicznej, o poziomie naszej wiedzy – schemat wodoru w dwóch różnych stadiach fizycznych. Człowiek wysyła w Kosmos swoje „Credo”, oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi.

Manuskrypt Voynicha jest takim samym rebusem jak złota płytka z kosmicznego próbnika Pionieer 10.

Załóżmy, że jakaś obca cywilizacja będzie badać strukturę aluminiowej płytki pokrytej złotem. W tym rzecz, że sens płytki z próbnika zawiera się w rebusie – wiedzy zawartej w inteligentnym rozszyfrowaniu, a nie w strukturze czy kolorze płytki. Każda z poszczególnych stron Manuskryptu Voynicha koduje jakąś inną informację.

Szyfrowanie nie polega tylko na formie pisanej. Jest jeszcze całe spektrum gnozy, która z powodu ograniczonych możliwości (np. pismo runicze – najdawniejsze inskrypcje pochodzą z II i III wieku naszej ery, wcześniej egipskie pismo hieratyczne itp.) kodowana była także w innej formie – np. za pomocą znaków i symboli: patrz semiotyka – z greckiego: „semasticos” – znaczący, „semasia” – znaczenie”, „semeion” – znak od „sema” – znak, obraz, sygnał. I w taki też sposób kodowany jest Manuskrypt Voynicha – nie jest to, moim zadaniem, klasyczny szyfr pisany, tylko symboliczny rebus – ideogram.

Nie chodzi o kształt literek, piksele, częstotliwość wystepowania słów, a o inteligentny przekaz zawarty w rebusie ilustracji. Przykładem mapa świata – folio 86v. Tak też jest i z wszystkimi innymi folio – tekst pisany nie ma żadnego znaczenia – liczą się tylko ilustracje, które w zaszyfrowany sposób informują o najważniejszych wydarzeniach jakie miały miejsce historii powszechnej, więcej nawet, także wydarzenia które nastąpią w przyszłości. I w tym głównie zasadza się cała wyjątkowość Manuskryptu. Płytka z Pionieera opisuje aktualny stan naszej wiedzy, zaś Manuskrypt jest czymś więcej – stanowi dowód nie tylko na istnienie „czegoś tam w górze”, ale także na to, iż możliwości owej inteligencji daleko wyprzedzają nasze wyobrażenia, czego przykładem jest na przykład cała problematyka dylatacji czasu, która jest zjawiskiem różnic w pomiarze czasu dokonywanym równolegle w dwóch różnych układach odniesienia, z których jeden przemieszcza się względem drugiego. Więcej na ten temat w początkowych wpisach blogu.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Wyspa Wielkanocna (Rapa Nui) – czyli Kobieta w ciąży

Kolejny rozdział z książki Gloria Olivae.

Rapa Nui

Rapa Nui

„Na samotnej wyspie we wschodniej części Pacyfiku, oddalonej od Ameryki Południowej o ok. 3220 km, stoi 600 kamiennych głów. Ich pochodzenie przez długie lata otaczała tajemnica. Wyspiarze nazywający to miejsce „Te Pito o te Henua” (koniec lądu), twierdzili, że posągi same tu przywędrowały. Holenderscy żeglarze, którzy wylądowali na wyspie w Wielkanoc 1722 roku, zbadawszy wulkaniczną skałę z jakiej je wykonano, doszli do wniosku, że zostały przetransportowane z miejscowych kamieniołomów na drewnianych saniach lub rolkach – na wyspie nie rosły jednak żadne drzewa. Zagadkę udało się rozwiązać dopiero pod koniec XX wieku. W 1956 r. norweski podróżnik Thor Heyerdahl odkopał na wyspie warstwy zwęglonego drewna; było to dowód, że istniały na nie kiedyś bujne lasy, a dawni mieszkańcy wypalali je pod uprawę ziemi. Przypłynęli tu nie ze wschodu, jak, początkowo sądzono, lecz z Polinezji, na zachodzie ok. 450 r. n.e. Posągi upamiętniające zmarłych wodzów uważanych za potomków bogów – zaczęli rzeźbić ok. 1000 r. Przypuszczalnie przeciągali je i ustawiali pionowo w docelowych miejscach przy pomocy sań. Około 1500 r., kiedy w wyniku stosowanej metody uprawy ziemi zniszczyli wszystkie lasy na wyspie, doprowadzając tym samym do erozji gleby, zabrakło drewna niezbędnego do budowy łodzi, którymi można by wypływać w morze i łowić ryby. W ten sposób sami uwięzili się na wyspie, która nie była już w stanie ich wykarmić. Niebawem wybuchły wojny plemienne. Przypuszczalnie to wtedy masowo burzono posągi rywali, by zniszczyć ich „manę” (magiczną moc). Z marzeń o ucieczce z wyspy narodził się kult człowieka – ptaka, który potrafiłby ulecieć na wolność jak tutejszy ptak fregata. Kiedy na wyspę dotarli Holendrzy, zastali na niej skłóconych mieszkańców, którzy od dawna już nie otaczali kultem kamiennych posągów. Kiedy przestano wznosić posągi, popularność zyskał kult człowieka- ptaka. Co roku w ceremonialnej wiosce Orongo, gdzie znajdowały się petroglify ptaka obchodzono święto „tangata manu”. Na wysepce Moto Nui gnieździły się czarne mewy. Uważano je za wcielenie Makemake, naj-ważniejszego boga na wyspie, a ich jaja były święte. Wódz plemienia, które jako pierwsze zdobyło jajo z wysepki, stawał się nowym człowiekiem – ptakiem, czyli bogiem całej wyspy. Podczas tych uroczystości składano ofiary z ptaków a nawet ludzi.” cytat: Colin Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

W wyniku dotychczasowej peregrynacji po najciekawszych i najbardziej znaczących starożytnych cywilizacjach i kulturach, poznaliśmy różne, jak dotąd nieznane i zagadkowe „sygnały z przeszłości”, które zbudował symboliczny Noe dla „Człowieka przyszłości”. Wszystkie te świadectwa ludzkiego geniuszu: petroglify, rysunki naskalne, naziemne, kopce, megality, poprzez bardziej praco- i czasochłonne: piramidy, świątynie, stanowią niezaprzeczalny dowód na to, że mimo iż powstały one w różnym czasie historycznym, i w różnych miejscach, to łączy je jednakowy dla wszystkich schemat, jednakowa formuła. Wszystkie te „tajemnicze” Cywilizacje po spełnieniu swojej „misji” zbudowania „Arki”, stawały się „prawie” natychmiast niezrozumiałe dla swoich bezpośrednich następców. Ten proces „wykasowywania” pamięci przebiegał w różny sposób. Czasami, jak np. w starożytnym Egipcie rozwój cywilizacji miał aż trzy fazy – Stare, Średnie i Nowe Państwo. Po okresie kilkusetletniego osłabienia władzy centralnej, wewnętrznych walk, najazdów i głodu, następował wzrost zamożności, co w połączeniu z nowymi zdobyczami (Nubia) oraz dzięki wiedzy zakodowanej w umysłach kapłanów, stwarzało dogodne warunki do odbudowy i dalszej rozbudowy symbolu Mężczyzny na zarysie rzeki Nil. Czasami cała cywilizacja stawała się strażnikiem, opiekunem, najważniejszego jej dzieła, generalnie jednak jako całość „odchodziła w niepamięć”.

Cóż mogli wiedzieć o bogactwie przekazu kultury Sumeru ich „zdobywcy” i następcy semiccy Amoryci, którzy utworzyli na ich gruzach nowe królestwa m. in. Babilon, Asyrię? Cóż mogli wiedzieć o znaczeniu, kształcie, czy rozmieszczeniu wewnętrznych szybów i pomieszczeń piramid i świątyń – Persowie, Grecy, czy Rzymianie, po „upadku” Nowego Państwa? Cóż mogą wiedzieć o ukrytym sensie filozoficznych doktryn ci, dla których filozofia „zaczyna się” od materialistów z Efezu? Cóż mogli wiedzieć Grecy po przejściowym „upadku” cywilizacji na przełomie II i I tys p.n.e? Cóż mogli wiedzieć Ariowie o tajemniczych mieszkańcach Doliny Indusu – Drawidach – (Mohendżo – Daro), którzy „opuścili” swoje miejsce zamieszkania (kataklizm?) i „przenieśli się” w inne, dogodniejsze do życia, miejsce? Takich przykładów można przytoczyć znacznie więcej: megalityczna Europa, Imperium Khmerów, Olmekowie, Inkowie, praktycznie każda kultura, każda cywilizacja, miała swoich „tajemniczych” przodków, o których z oczywistych względów niewiele do tej pory było wiadomo.

Wyspa Wielkanocna ze swoim tajemniczym ludem, którego jedynym zdawałoby sie celem była budowa kamiennych posągów, nie mówiąc już o równie tajemniczych obrzędach Kultu Człowieka – Ptaka, czy też piśmie „rongo– rongo, jest jeszcze jednym elementem tego samego nieustannie powtarzającego się Planu Budowy „Arki” co wszystkie wcześniej omawiane cywilizacje. Jak wiadomo holenderski odkrywca Jakub van Roggeveen przybywając w 1722 roku na Wyspę Wielkanocną zastał na niej skłóconych mieszkańców, którzy już od dawna ulegli dobrze nam znanemu procesowi „zapomnienia”. Tubylcza ludność wyspy stanowiła konglomerat dwóch ludów, potocznie nazwanych Krótkousi i Długousi (jak sama nazwa wskazuje odnosi się to do długości małżowiny usznej), których pochodzenie i czas przybycia na wyspę było zgoła odmienne. Zgodnie z zasadą „ wykasowywania” pamięci, ludzie ci z pewnością niewiele już wiedzieli o celu jaki przyświecał ich przodkom, przybyłym z tak bardzo odległych od tej samotnej wyspy „macierzystych” cywilizacji. Cóż mogli wiedzieć tubylcy Wyspy Wielkanocnej o ukrytym znaczeniu kamiennych posągów „moai” i „ahu” czy o Kulcie Człowieka Ptaka na początku XVII wieku, a tym bardziej, cóż na ten mogą powiedzieć współcześni, dla których największe i najwspanialsze dowody wiedzy i wiary naszych przodków (piramidy, megality, misteria symbole itp.), stanowią tylko atrakcję turystycznych wycieczek?

„Niejasna jest przyczyna upadku kultury mieszkańców Wyspy Wielkanocnej, choć wiadomo, że stało się to po pierwszym kontakcie wyspiarzy z Europejczykami. Wedłóg źródeł historycznych w 1722 roku odkrywca wyspy van Roggeveen widział stojące posągi, natomiast w 1774 roku angielski żeglarz James Cook wspomina o częściowym ich zniszczeniu. Późniejsze relacje opisują jedynie powalone posągi. Podania wyspiarzy mówią o wymordowaniu przez Krótkouchych nielicznych już Długouchych w rejonie Poike, u podnóża wulkanu Paukatiki, i obaleniu wszystkich „moai” stojących jeszcze na platformach. Od tego czasu w kulturze wyspy dominuje kult boga – ptaka. Być może na wyspie przez ponad tysiąc lat współistniały dwa kulty. Jeden, przywieziony na wyspę przez pierwszą falę migracyjną w IV wieku. Prawdopodobnie był to lud o cechach negroidalnych, pochodzący z Melanezji, w podaniach wyspiarskich nazywany Krótkouchymi. Natomiast drugi kult związany byłby z następną migracją, która dotarła na wyspę 300 lat później, o czym także wspominają podania. Ludzie ci – Długousi – posiadali umiejętność obróbki kamienia i owładnięci byli pasją tworzenia olbrzymich posągów „moai” oraz budowy świątynnych platform „ahu”. Obie te społeczności przez wieki żyły w zgodzie, choć prawdopodobnie ich wierzenia były odmienne, przy czym Długousi dominowali. O współistnieniu obu społeczności mogą świadczyć liczne wielkie posążki drewniane, kamienne, przedstawiające bogów całkowicie odmiennych wyglądem od „moai”, m. in. boga „Kava Kava” a także liczne rysunki naskalne z przedstawieniami boga – ptaka. Prawdopodobnie świątynny kompleks Orongo na wschodnim zboczu Rano Kau był ceremonialnym centrum Krótkouchych. Nie znamy przyczyn wybuchu nienawiści pomiędzy tymi dwiema społecznościami, wybuchu, który był śmiertelny dla kultury „moai”. cytat: „Wiedza i życie”, 2003

„Istnieje teoria zakładająca, że kultura Wyspy Wielkanocnej jest wynikiem zmieszania się wpływów kulturalnych wcześniejszej kolonizacji południowoamerykańskiej – IV w. n.e. oraz późniejszej (między XI a XIV w. n.e) kolonizacji polinezyjskiej. Prekursorem teorii o południowoamerykańskich (Inkowie) wpływach na wyspy Polinezji był norweski etnograf i podróżnik Thor Heyerdahl, który w 1947 r. zbudował w Peru tratwę z lekkiego drewna balsa, na wzór staroperuwiański, nadając jej nazwę Kon -Tiki. Tratwa niesiona tylko wiatrem i prądami morskimi dopłynęła aż do wysp Tuamotu w samym sercu Polinezji. Heyerdahl wyprawą tą dowiódł możliwości kontaktów między Am. poł. z wyspami Pacyfiku. Nie oznaczało to jeszcze, że kultura wyspiarzy wywodzi się z Peru, jednak pewne fakty świadczą o tym, że taki wpływ mógł mieć miejsce. W roku 1955 Heyerdahl zorganizował wyprawę na jedną z najciekawszych dla nauki, jak dotąd nietkniętą przez archeologów, Wyspę Wielkanocną. Jeden z jej uczestników amerykański archeolog dr William Mulloy z dwudziestu robotnikami pracował przez cztery miesiące wokół najsłynniejszej na Wyspie Wielkanocnej świątyni – platformy „ahu” w Vinapu . Było to faworyzowane stanowisko archeologiczne Heyerdahla, który w dziele kamieniarskim „ahu”Vinapu dopatrywał się podobieństwa z murami w Peru z okresu przedinkaskiego. Po odsłonięciu fragmentów „Ahu” okazało się, że budowla ta była kilkakrotnie przebudowywana i przedłużana przez znacznie gorszych architektów. Im starszy był fragment, tym doskonalszy był technicznie. Przeczyłoby to więc teoriom o stopniowym rozwoju i doskonaleniu się techniki kamieniarskiej wyspiarzy, a przeciwnie, dowodziłoby, iż najwcześniejsze budowle zostały wzniesione przez lud legitymujący się doskonalszą znajomością rzemiosła, które dopiero później zaczęło upadać. Pozostali archeologowie pracujący przy innych „ahu”, doszli niezależnie od siebie do dokładnie takich samych rezultatów i wyciągnęli takie same wnioski, co dr Mulloy. Heyerdahl na postawie przeprowadzonych badań wyciągnął następujące wnioski: „Po raz pierwszy odkryto, że w zagadkowej historii Wyspy Wielkanocnej wyraźnie wyróżniają się trzy epoki. Najpierw działał tu lud o rozwiniętej wysoko cywilizacji i kulturze, stosujący typową technikę budowlaną Inków. Ich klasyczne budowy nie miały sobie równych w późniejszej historii wyspy. Olbrzymie bloki twardego bazaltu krajano jak ser i dopasowywano wzajemnie do siebie bez szpar i dziur; te wdzięczne konstrukcje ze swymi gładkimi ścianami przetrwały długo i do dziś stoją rozrzucone po wyspie. Potem zaczęła się nowa epoka. Większość klasycznych budowli została częściowo rozebrana i przebudowana, na ich frontach tworzono wklęsłe brukowane platformy, z Rano Raraku przywleczono olbrzymie postacie i ustawiono je na szczytach przebudowanych murów. Gdy to gigantyczne przedsięwzięcie osiągnęło największy rozmach w drugiej epoce, nadszedł nagły i nieoczekiwany koniec, po którym wyspę ogarnęła wojna i ludożerstwo. Jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej skończyło się życie kulturalne, i zaczęła się trzecia, ostatnia, tragiczna faza tajemniczej historii Wyspy Wielkanocnej. Nikt już nie potrafił kuć kamienia, bez żadnych względów obalano stojące figury […] Technika Inków została przeniesiona na Wyspę Wielkanocną w zupełnie rozwiniętej formie. Stosował ją kulturalny lud, który pierwszy przywędrował na wyspę […] Jednym z najciekawszych wykopalisk był wydobyty z ziemi duży posąg, całkowicie odmienny od popularnych tam posagów – popiersi. Nowa figura miała dolną część ciała i nogi. Wyrzeźbiono ja w postawie klęczącej z siedzeniem dotykającym pięt i rękoma opartymi na kolanach. Nie była naga jak inne, lecz odziana była w kapę „poncho” z czworokątnym otworem wokół szyi. Głowa figury odznaczała się okrągłym kształtem, bródką i wyłupiastymi oczami. Wyraz twarzy posągu był zupełnie odmienny od wszystkich innych znalezionych przedtem na Wyspie Wielkanocnej.” cytat: Jacek Machowski, Wyspa Wielkanocna.

Dlaczego Wyspa Wielkanocna, tak bardzo oddalona od reszty świata (od najbliższej większej wyspy Pitcarin w archipelagu Tuamotu dzieli odległość prawie 2000 km., a od kontynentu Ameryki Południowej przeszło 3000 km.), miała tak wielkie znaczenie dla jej kolonizatorów? Dlaczego skłonni byli przebyć tak ogromne przestrzenie i przez dziesiątki pokoleń, tak uparcie tkwić na tej niezbyt dogodnej do życia wyspie? Określona ilość wody i pożywienia nie pozwalała na poziom populacji większy niż kilka tysięcy osób. Dlaczego więc nie porzucili jej dla bardziej dogodnych do życia miejsc? Czy te wszystkie tajemnicze kamienne posągi, kult człowieka – ptaka, pismo rongo – rongo, rzeźby, są tylko przyczynkiem czy też skutkiem ich decyzji? Z lektury poprzednich rozdziałów wynika, iż zasadniczym warunkiem dla zrozumienia tajemnic wszystkich wcześniej opisywanych cywilizacji, było spojrzenie na ich „architektoniczne przesłanie” z perspektywy lotu ptaka. Jeśli chcesz wiedzieć jaka jest to tajemnica to spójrz proszę na plan Wyspy Wielkanocnej, lecz nie zgodnie z ogólnie przyjętą zasadą kierunku południe – północ a zgodnie z intencją ich „kustoszy” wschód – zachód (obrót o 90 stopni). I jakaż jest to tajemnica!?

Rapa Nui Obrót o 90 stopni

Rapa Nui – obrót o 90 stopni

Linea-nigra2

Linea-nigra

Jest to największy (oczywiście po Międzyrzeczu) symbol Kobiety, na dodatek, co ma swoje niebagatelne znaczenie, dzięki pięknie wyokrąglonemu brzuszkowi, jest to symbol ciężarnej Kobiety.

Tak, bezsprzecznie! Teraz już jak po przysłowiowo – historycznym przecięciu nierozplątywalnego Węzła Gordyjskiego, cała tajemnica Wyspy Wielkanocnej jest już tylko bardzo „Małym Węzełkiem”, fragmentem „wszechcywilizacyjnego” planu budowy „Arki”, tym razem przez polinezyjskiego (jak sądzę nie tylko) „Noego”. To, że taki był zamysł przybyszy z odległych cywilizacji nie przekonują tylko moje „dobre chęci”, czy też skłonność do dopatrywania się w każdym obiekcie kultu, świątyni, rzeźbach, rysunkach naskalnych etc. sygnałów i kodów z przeszłości, ale materialny, idealny wręcz dowód – kształt wyspy, oraz wszytko to co uczynili z niej jej mieszkańcy.

Rapa Nui

Rapa Nui

Przylądek Południowy – wygasły wulkan Rano Raraku swoim kształtem personifikuje „Sanktuarium Kobiecości”, podobnie jak dolmeny, kopce – Kopiec Tara, kurhan Newgrange, krąg Stonehenge, Zimbabwe, świątynia Amona w Luksorze, mury obronne Myken, świątynia Tori w Ise, itp.

Otwór po wulkanie Rano Kao

Otwór po wulkanie Rano Kao

Wysepki Motu Nui i Motu Iti – to męski czynnik powstania nowego życia fallus – patrz świątynia w Deir el- Bahari (świątynia Mentuhotepa II to męski układ rozrodczy – wyraźnie zaznaczony fallus). Wysepka Motu Kau Kau – to sperma (świątynia Totmesa III ejakulat – sperma – świątynia Totmesa III). Ogromny otwór po wulkanie Rano Kao – to żeński czynnik powstania nowego życia – żeński układ rozrodczy – wargi sromowe, pochwa, macica. Na ilustracji widać dokładnie nawet taki kobiecy szczegół anatomiczny jak łechtaczka.

Orongo - łechtaczka

Orongo – łechtaczka

Przylądek Roggeveena wygasły wulkan Katiki to oczywiście głowa naszej symbolicznej Kobiety – Poike, szczyt wulkanu Puakatike (370 m.)

Przylądek Północny – jak już wspominałem jest to pięknie zarysowana ciąża. Jest rzeczą wręcz nieprawdopodobną, ale także i inne mniej ważne szczegóły kobiecego ciała, mają swoją reprezentację.

Linea negra

Linea negra

Hanga-o- teo to pępek, czyli bliznowate zagłębienie w skórze. Zwraca uwagę linea negra – między: Hanha-o-teo (Hanga Omohi) i szczytem wulkanu Terrevka (507 m.)

Część wyspy pomiędzy zatoką Anakena, a zatoką przed Te Pito Kura – to nic innego tylko piesi. Pofałdowane wybrzeże w dół od zatoki Hotuiti – to opadające na ramiona włosy.

Odcinek wybrzeża pomiędzy Hanga Roa, a Hanga Piko – swoim kształtem idealizuje to co budowniczowie Newgrange ustawili przed jego wejściem – włosy łonowe.

Kamienne posągi Moai i Ahuupamiętniające zmarłych wodzów, poprzez fakt usytuowania ich głównie na obrzeżach wyspy – symbolizują skórę.

Odcinek drogi łączący Rano Kao i Katiki, o czym świadczą precyzyjnie dopasowane bazaltowe bloki Ahu Vinapu – przywodzą na myśl kręgosłup.

Tangata manu – „język rapanui: „człowiek-ptak”) – tytuł zwycięzcy w rytualnych zawodach odbywanych do końca XIX w. na Wyspie Wielkanocnej, polegających na zdobyciu pierwszego w danym roku lęgowym jaja manu tara, rybitwy Sterna fuscata. Przedstawiciele poszczególnych klanów, wyłonieni na podstawie proroczych snów wieszczów ivi-attua, musieli przepłynąć wpław z Wyspy Wielkanocnej na pobliską wysepkę  Motu Nui, wyjąć jajo z gniazda, popłynąć z powrotem na Wyspę Wielkanocną, wspiąć się na szczyt klifu, dobiec do Orongo i wręczyć jajo prowadzącemu uroczystości.” cytat wiki.

Coroczny rytuał odbywający się w pobliżu Orongo, w swojej idei nawiązywał i miał taką samą symbolikę jak staroegipska ceremonia święta Opet. W czym więc tkwi fenomen Wyspy Wielkanocnej? Czy tylko w tajemniczych kamiennych figurach – jak do tej pory sądzono, czy też w jej doskonałym kształcie – jak już wiemy? Z pewnością i jedno i drugie, ale dla mnie największym „zjawiskiem” tej wyspy jest to, iż o jej walorach – symbolu ciężarnej kobiety (cykliczność powstawania Życia – Megacykl), wiedzieli i zdecydowali się to nam przekazać przedstawiciele tak odmiennych od siebie i przybywających z dwu różnych kierunków kultur – Polinezyjczycy i Inkowie. Tu raczej zgodziłbym się z Heyerdahlem i z jego teorią wpływu tych dwu różnych cywilizacji na ostateczny kształt kultury Wyspy Wielkanocnej. Czy Polinezyjczycy w IV wieku n.e. przybyli z Malezji przed Inkami, czy też ich tam już zastali (a raczej ich koncepcje uczynienia z wyspy symbolu Kobiety), to wyjaśnienie tego problemu nie jest już takie istotne. To, że wpływ ludów przybyłych z Ameryki Południowej mógł mieć miejsce mogą o tym świadczyć pewne bardzo ciekawe fakty, których prawdziwość jest niepodważalna.

„Niezwykle ciekawych odkryć dokonał Edvin Ferdon, prowadzący prace wykopaliskowe w wiosce ludzi – ptaków. Rozebrał on tam niewielkie i źle zbudowanie Ahu. Ku swemu zdumieniu stwierdził, że platformę wzniesiono na ruinach o wiele starszej budowli zbudowanej z doskonale dopasowanych kamieni, według metod budownictwa Inków. Kopiąc dalej stwierdził, że na kamieniach wyryte były okrągłe symbole słońca, bardzo rozpowszechnione w Ameryce Południowej. Wśród nich odkrył też niezwykły system otworów wywierconych w skale. Ich symetria i podobieństwo do tego typu zabytków znanych mu z Ameryki Łacińskiej nasunęły mu myśl, że ma przed sobą obrzędowe obserwatorium, astronomiczne. Ponieważ, wkrótce przypadało na półkuli południowej letnie przesilenie dnia z nocą 21 grudnia przed wschodem słońca Ferdon z kapitanem statku wybrali się na teren wykopalisk. W jeden z otworów Ferdon włożył kij, obok którego stanęli. Tak jak przypuszczał, gdy tylko słońce wychyliło się spoza krawędzi krateru, ostry cień kija padł dokładnie na oznaczony wcześniej otwór. Na prośbę Heyerdahla doświadczenie powtórzono jeszcze później w czasie jesiennego zrównania dnia z nocą i podczas następnego letniego zrównania. Nie ulegało wątpliwości, iż było to pierwsze i, jak dotąd jedyne obserwatorium astronomiczne znalezione w Polinezji.” cytat: Jacek Machowski, Wyspa Wielkanocna.

Badacze, naukowcy, pisarze zajmujący się tematyką „zaginionych” cywilizacji opisując je, napotykają na bardzo tajemniczy i nie do końca zrozumiały dla nich problem związany z różnymi misteriami, obrzędami, odprawianymi w dniu letni letniego bądź zimowego przesilenia, czy też podczas zrównania dnia z nocą, starając się tłumaczyć wszem i wobec, iż są to obserwatoria astronomiczne, które zostały zbudowane w głównej mierze po to by wykorzystywać następujące po sobie zmiany pór roku, pór wylewów i suszy, do zwiększenia ilości plonów w rolnictwie. Gdybym nie wiedział tego co cały czas jest tematem głównym tej książki – Megacykl, to może bym i uwierzył, bo w teoryjki, że byli to pierwsi „protoastronomowie” już nie. Cel i motywy misji budowniczych „Arki” był inny. O tym, że Wyspa Wielkanocna jest takim samym, jak wszystkie wcześniej omawiane przykłady, symbolem odradzającego się Życia, świadczą nie tylko materialne na to dowody, ale odnajdujemy je także zaszyfrowane w wierzeniach jej mieszkańców. Kult Człowieka – Ptaka corocznie odbywający się ceremonialnej wiosce Orongo, stanowi wzorcowy wręcz przykład przejawu takiego „szyfru”.

Tangata Manu

Tangata Manu

Właśnie tym – różnorodnością przekazu kierowali się polinezyjscy i południowoamerykańscy kapłani, by w razie nieodwołalnej nierozszyfrowalności innych symboli (vide – Dolina Indusu), ich przesłanie mogło dotrzeć do miejsca (bardziej czasu) swego przeznaczenia. Z powyższych cytatów dowiadujemy się, że kiedy przestano wnosić posągi – czyli już po przybyciu Roggeveena na Wyspę Wielkanocną, zyskał popularność kult człowieka – ptaka.  A także, iż wioska Orongo była ceremonialnym centrum Krótkouchych. Mając na uwadze to, że Krótkousi przybyli na wyspę (pierwsza fala migracyjna) – około IV wieku n.e., oraz to, że około 1500 roku zostały zniszczone wszystkie lasy i zabrakło drewna niezbędnego do budowy łodzi, którymi można by wypłynąć w morze, to pamiętając o tym, że kult człowieka – ptaka narodził się w wiosce Orongo przed dominacją Długouchych (po „rewolucji” kult ożył), to wynika z tego jeden podstawowy wniosek, iż błędem jest uważać, że kult człowieka – ptaka narodził się dopiero w XVII wieku. Jeśli więc nie brak drewna do budowy stanowił przyczynę tego, w tak istotny sposób różniącego się od pozostałych społeczności Polinezji kultu człowieka – ptaka, to jakie mogły być prawdziwe motywy Krótkouchych (i Inków), aby taki kult przez tyle pokoleń (na dodatek z wielowiekową przerwą) pielęgnować?

Na to zasadnicze pytanie odpowiedź nie jest trudna do wyartykuowania Wspomnę więc tylko, iż była i jest to ta sama „opowieść” o odradzaniu się Życia – Megacykl, jaką w inny sposób przekazywali nam np.: Indianie Adena – Kopiec Węża, mieszkańcy Averbury i Silbury Hill – łany zboża na zboczu góry Waden Hill, Stonehenge, Newgrange- czyli generyczny wpływ cyklicznie pojawiającego się Słońca, „Enuma Elisz” – sumeryjski epicki poemat opiewający zwycięstwo bogów nad chaosem, mitologia egipska – bóg Re, Ozyrys, Set – symboliczno– antropomorficzne znaczenie tych bogów, Nabta Playa – cyklicznie pojawiająca się woda w jeziorze, Mazdaizm – walka dobra ze złem, panteon bogów greckich, filozofia grecka – miłość i nienawiść Empedoklesa, tajemnicze misteria- Eleuzynie, Orficy, Dionizje i kult Amona, Taoizm – Jin i Jang – pozytywne i negatywne źródło wszelkich zjawisk i wiele, wiele innych, „aluminiowych płytek pokrytych cienką warstwą złota”, na wymienienie których potrzeba byłoby zapewne jeszcze kilka stron. Czymże innym, jak nie symbolem cyklicznie odradzającego się Życia była ceremonia święta „tangata manu”- jest to fakt bezsporny.

Jakże znamienna w tym kontekście jest płaskorzeźba pokrywająca plecy kamiennego posągu, czy też naskalne rysunki tegoż „tangata manu”, odkryte na zboczu wioski Orongo i na przybrzeżnych wysepkach. Ideogramy tych płaskorzeźb, w oczywisty sposób wykazują paralelę z bliźniaczymi bogami – egipskimi lwami zwanymi Shu i Tefnut, czy też z płaskorzeźbą na sumeryjskiej misie z ok. 2700 r. p.n.e. Egipski bóg Słońca Ra – w postaci dysku znajdującego się w centrum nad lwami, nazywany był Ra – dwóch horyzontów.

Wszystkie te symbole – przeciwstawnych sobie dualistycznych sił, wraz z ich najbardziej oczekiwanym intermezzo: Królestwo Boże, Gwiazda Dawida, Wyspy Szczęśliwe, Nirwana, Piramidion itp.(wszystkie te określenia oznaczają to samo), reprezentują podstawę naszego Wszechświata – Megacykl – swoiste Perpetuum Mobile.

Pozostaje jeszcze jedna bardzo ciekawa kwestia dotycząca tajemniczego „zniknięcia” lasów na Wyspie Wielkanocnej. Uważa się, iż w wyniku niewłaściwej metody upraw zostały one zniszczone, co doprowadziło do erozji gleby, w konsekwencji czego mieszkańcy wyspy zostali na niej „uwięzieni” na wieki. Biorąc jednak pod uwagę, że pierwsi migranci przybyli na wyspę w jasno określonym celu (budowa „Arki”) oraz to, że następne pokolenia jej mieszkańców powoli traciły z pola widzenia swoją motywację – zgodnie z zasadą wykasowywania pamięci (kilkukrotne przebudowywanie Ahu przez coraz to gorszych architektów), mogła wystąpić wśród nich chęć skrócenia sobie tej „delegacji” i powrotu do „ojczyzny”. Są to tylko moje domysły nie poparte żadnymi dowodami, ale być może nastąpiło pewne małe przesilenie – zwolenników i przeciwników opuszczenia wyspy. Przeciwnicy, powodowani chęcią wypełnienia Misji do końca spalili wszystkie lasy – ostatnią szansę na powrót, ucieczkę. Konsekwencją tego aktu desperacji było to, że społeczność Wyspy Wielkanocnej, aż po kres swoich dni stała się jej „kustoszem”.

Wyspa Wielkanocna w swoich „muzealnych zbiorach” ma jeszcze kilka innych, równie ciekawych eksponatów:

Moai - drewniana rzeźba

Moai – drewniana rzeźba

Drobne posążki i rzeźby – wykonane w drewnie i kamieniu. Najbardziej charakterystycznym elementem tych rzeźb jest bródka.

Remiro drewniany naszyjnik dawnych królów W. Wielkanocnej – czyli Dualizm raz jeszcze.

Moai papa

Moai papa

Figurki kobiece Moai papa – figurki „Wenus”.

Rongo– rongo – zagadkowe drewniane tabliczki pokryte niezwykłymi hieroglificznymi znakami.

Wyspa Wielkanocna, podobnie jak wcześniej wspomniane cywilizacje, wypełniwszy swoją Dziejową Misję: „zaczyna się, upadku, opuścili, przenieśli się, kataklizm”, stała się niezrozumiała dla swoich bezpośrednich następców: „zaczęła się nowa epoka, nagły i nieoczekiwany koniec”. Dokonania grupki „wybrańców”, którzy narażając się na ryzyko (konieczność) zerwania kontaktu z macierzą, budując (cała wyspa) i kultywując w postaci ceremonii (wioska Orongo) symbol odradzania się Życia (Megacykl), w istocie zasługują na to, by nazwać ich dokonania oraz tym bardziej ich samych, mianem fenomenu.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Postscriptum

Dokonując specyfikacji najważniejszych elementów składowych naszego symbolicznego mężczyzny, można zadać sobie pytanie: czy ta zakodowana wiedza dotyczyła tylko tych nielicznych – wybranych świątyń, zaś pozostałe obiekty budowane były bez określonego wcześniej planu, a co za tym idzie nie miały swojego ukrytego znaczenia. Odpowiedź na to pytanie ma niebagatelne znaczenie, albowiem jeśli było by to prawdą, to można by próbować podważyć czy też uznać za zaledwie bardzo prawdopodobną całą moją teorię o megasymbolu człowieka. Poniższe przykłady przeczą temu – w zadziwiający i bezdyskusyjny zarazem sposób potwierdzają i uwiarygadniają wszystkie poprzednie elementy planu egipskich kapłanów.

No bo czymże może być świątynia w File jak nie zakodowaną informacją o całej problematyce związanej z fizjologią człowieka, konkretnie z jego układem moczowo-płciowym, a jeszcze konkretniej z jego oczyszczająco-filtrującym aspektem, który ułatwia wydalanie zbędnych substancji z organizmu. Samo usytuowanie zespołu świątyń – na wyspie w zamyśle ich budowniczych miał symbolizować nerkę,

File

File

zaś zdecydowanie większe niż w pozostałych częściach rzeki Nil rozszerzające się koryto rzeki: od Asuanu po Wadi Halfa – (między pierwszą a drugą kataraktą), miał być i jest najzwyklejszą, jak najbardziej banalną strugą moczu naszego symbolicznego człowieka – patrz mapa.

Miedzy pierwszą a drugą kataraktą

Miedzy pierwszą a drugą kataraktą

Inny przykład: zachodni brzeg rzeki Nil w okolicy Karnak: Deir el- Bahari, Kolosy Memnona, Medinet Habu, Ramesseum, Deir el- Medina – to wszystkie te świątynie stanowią zakodowaną informację o procesie rozwoju człowieka od poczęcia do narodzin. I tak na ten przykład Ramesseum – kompleks świątyń zbudowanych przez Ramzesa II w Tebach Zachodnich – koduje wiedzę o nienarodzonym jeszcze człowieku, którego jak przypominam idealizowała świątynia w Edfu. Świątynia w Ramesseum widziana z lotu ptaka symbolizuje płód człowieka – tak jak w Edfu sylwetka dziecka, tym razem otoczonego wodami płodowymi. Kolosy Memnona to równie symboliczna informacja o narodzinach tego naszego dziecka – ostatnia budowla w kierunku wschodnim ku rzece Nil, który jest taką symboliczną granicą między życiem płodowym a życiem już nowo narodzonego dziecka. Z powyższego wynika jeden generalny wniosek: iż wszystkie wcześniejsze budowle przed Kolosami Memnona i Ramesseum (cofając się wstecz) opowiadać będą, powinny o wszystkich poprzednich etapach formowania się człowieka (płód kilkumiesięczny, kilkutygodniowy, zapłodnienie). Sprawdźmy.

Deir el- Bahari

Deir el- Bahari

Deir el-Bahari

Deir el-Bahari

Wszystko układa się z jeden ciąg – proces: zespół świątyń w Deir el- Bahari – to symboliczne zespolenie – spółkowanie obu czynników: męskiego i żeńskiego i w konsekwencji równie symboliczne zapłodnienie (świątynia Mentuhotepa II to męski układ rozrodczy – wyraźnie zaznaczony fallus, świątynia Totmesa III to ejakulat – sperma, świątynia Hatszepsut to żeński układ rozrodczy – wargi sromowe, pochwa, macica.

Dheir el Medina

Deri el- Medina

Dhei el- Medina

Deir el- Medina

Deir el- Medina – to zygota czyli początkowe procesy podziału zapłodnienia komórki jajowej, oraz następne stadium rozwojowe – embrion.

Ramesseum

Ramesseum

Ramesseum – płód kilkutygodniowy.

Medinet Habu

Medinet Habu

Medinet Habu – płód kilkumiesięczny.

Kolosy Memnona

Kolosy Memnona

Kolosy Memnona – początek procesu narodzin.

Zachodni brzeg, Karnak, Luksor

Zachodni brzeg, Karnak, Luksor

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Insygnia władzy królewskiej

Tak więc wraz z utworzeniem w Królestwie Kusz ostatniej części symbolu Mężczyzny, „misja” całej egipskiej cywilizacji dobiegła końca. Trwało to około trzy tysiące lat: od jej powstania w Okresie Predynastycznym, poprzez trzy okresy wielkiej świetności, aż do niespodziewanego Późnego Okresu. Cel tej „misji”, wcześniej zaplanowany przez „przybyszy” z Sumeru, zrealizowany został dzięki nieustannej i nie przez wszystkich zrozumianej zapobiegliwości kapłanów – opiekunów kultu Amona, a także i innych „lokalnych” kultów. Oficjalnie, „święciły” one główne postacie z egipskiej mitologii ale w ukrytym znaczeniu miały być szyfrem, wiedzą tajemną, która przekazywała z pokolenia na pokolenie prawdziwy sens tych ceremonii. Wszystkie te rytuały były odpowiednikiem takiej samej wiedzy jaka zakodowana została w postaci kopców, megalitów, kromlechów przez ludzi z epoki „przedcywilizacyjnej”. Wiedza ta zahibernowana została nie tylko w mitologii i architekturze piramid i świątyń. Przebłyski geniuszu egipskiej cywilizacji odnajdujemy także w symbolice rzeźb, ubiorów i przedmiotów kultu i władzy. Są one drobnym i ledwie widocznym dla niewprawnego oka uzupełnieniem całości ogromnego w swoich rozmiarach arcydzieła ludzkiej Myśli i Wiary.

ANKH

ANKH

Takim symbolem, w którym zawarta jest cała esencja wiedzy egipskich kapłanów i wszystkich wtajemniczonych jest ANKH, który łączy w sobie krzyż boga Ozyrysa z owalnym uchwytem – kojarzonym z Izydą. Przyglądając się uważnie temu symbolowi, mając zarazem w w pamięci „klucz” do jego odszyfrowania, można stwierdzić, że: Kolumna Ozyrysa, (inaczej zwana Dżed) z czterema stopniami prowadzącymi do poznania idei dualizmu jest tożsamy z komorami odciążającymi, które, jak pamiętamy stanowią najistotniejszą część Komnaty Królewskiej w Piramidzie Cheopsa. Bogini Izyda na krzyżu boga Ozyrysa jest symbolem Ewolucji Życia na Ziemi i Ewolucji Człowieka. Nad tymi dwoma, najważniejszymi dla narodzin Horusa „osobistościami”, czuwa sam Amon utożsamiany z Re – twórcą wszechświata. Wszystkie te elementy ANKH, połączone w jedno wspólne znaczenie – symbolizują właśnie Horusa – czyli Człowieka przyszłości, dla którego egipcjanie zbudowali „Arkę”. Ten trójelementowy symbol zawiera w sobie całą Wiedzę starożytnego Egiptu.

Skarabeusz

Skarabeusz

Skarabeusz – w starożytnym Egipcie był najpopularniejszym amuletem, jednakowoż opisuje go tyle błędnych określeń, że te „święte stworzenie” aby się przed nimi uchronić, z pewnością z zażenowania skryło się już w głębi ziemi. Żuki te toczą przed sobą na duże odległości większe od siebie kulki nawozu zawierające w swoim wnętrzu jaja, z których wypełzają nowo narodzone żuczki. Toczona przez żuka kulka gnoju symbolizować ma przesuwanie się Słońca po nieboskłonie, zaś nowo narodzone żuczki – nowe Życie wyłaniające się z głębii Ziemi. Aby rozwikłać prawdziwą symbolikę Skarabeusza należy wziąć pod uwagę: znaczenie Dualizmu, Kult Człowieka Ptaka, znaczenie Piramidionu, znaczenie ANKH.

Insygnia władzy królewskiej

Insygnia władzy królewskiej

Insygnia władzy królewskiej. Podczas oficjalnych uroczystości, podczas koronacji, w wizerunkach mumii, faraon zawsze występował w odświętnym stroju wraz z atrybutami władzy królewskiej jakimi były: laska i bicz, trzymane w skrzyżowanych na piersiach dłoniach. Czoło faraona zdobiły kobra i sęp a na jego szyi wisiał bogato inkrustowany sokół z szeroko rozpostartymi skrzydłami. Nie wiem kto pierwszy użył insygni do oznaczenia władzy monarszej, ale te symbole w starożytnym Egipcie wcale nie oznaczały tego co chcieliby w nich widzieć historycy i znawcy starożytności.

Aby zrozumieć ich sens nie potrzeba żadnej filozofii. Wystarczy przypomnieć sobie jak bardzo ważna dla powstania całej cywilizacji Egiptu i Sumeru była idea Dualizmu i co on oznaczał. Mężczyzna i Kobieta – symbolizują Dobro i Zło, Słońce i Księżyc, zasadę Dodatnią i Ujemną Całości. Jest to Jedność przeciwieństw, która była esencją filozofii Heraklita i innych Jończyków. Mając to na uwadze tym łatwiej będzie zgodzić się z tym, że: bicz jest symbolem promieni słonecznych – czyli Słońca. Świadczy o tym chociażby złoty kolor farby jaką pokryty jest ten „bicz”. Laska natomiast swoim kształtem i błękitnym kolorem lapis lazuli symbolizuje – Księżyc. I jeszcze jeden przykład Dualizmu: kobra i sęp z nakrycia głowy faraona. Kobra – to Zasada Męska, zaś Sęp – Żeńska. Zgodnie z legendą, samice sępów karmią swoje młode własną krwią – (instynkt macierzyński). Sokół z rozpostartymi skrzydłami w starożytnym Egipcie poświęcony był bogu Słońca Re a także był symbolem Horusa, który był przedstawiany jako człowiek z głową sokoła. Znaczenie tego ptaka na piersiach faraona jest jednak nieco inne. Rozpostarte skrzydła świadczą o nadziei faraona na rychłe zmartwychwstanie, dzięki ludziom znanym z Kultu Człowieka Ptaka oraz dzięki czasom, które kiedyś nadejdą.

Bródka

Bródka

Jak wszyscy sądził, że jego dusza powróci i ożywi ciało. Czy była to tylko wiara oparta na tradycji i niespełnionych marzeniach, czy też konkretna wiedza wynikająca z konkretnych (choćby tylko jednostkowych) w relacji Bóg – Człowiek, to odpowiedź na to zasadnicze pytanie nie jest łatwa. Rąbka tajemnicy można uchylić rozszyfrowując jeszcze jeden, najważniejszy atrybut boskości i władzy królewskiej. Tym symbolem jest bródka – najdziwniejszy i najbardziej nieodgadnięty do tej pory wyróżnik przynależny tylko najważniejszym bogom: Ozyrysowi i Amonowi – Re a także faraonom, którzy byli namiestnikami Boga na Ziemi. Nawet królowa Hatszepsut, jak nakazywała tradycja, na posągach znalezionych w Deir el- Bahari przedstawiana jest jako mężczyzna z brodą. Na wszystkich płaskorzeźbach, posągach, rysunkach, faraonowie ukazywani są zawsze bez żadnego zarostu i tylko ta śmieszna, i bardzo sztucznie wyglądająca bródka. Także zmarły w wieku około osiemnastu lat faraon Tutenchamon na pośmiertnej masce przedstawiany jest z takim „dziwnym” atrybutem męskości, chociaż aby go nosić był na to zdecydowanie za młody. Tak więc broda musiała mieć jakieś bardzo konkretne i ważne zarazem symboliczne znaczenie, zapewne większe od wszystkich pozostałych. Aby wyjaśnić fenomen tego zjawiska konieczne będzie małe wprowadzenie.

Steve Price, żołnierz amerykańskiej piechoty morskiej, we wrześniu 1965 roku wpadł w zasadzkę podczas walk w Wietnamie. Dwa odłamki granatu przebiły pierś 21- latka. Zalany krwią runął na ziemię, widział jeszcze sanitariusza, dającego mu zastrzyk z morfiny. Bał się, że kiedy straci przytomność – umrze. Wykrzykiwał więc raz po raz swój numer identyfikacyjny „B 11 – 34 – 02”. I nagle Steve nie widział już nad sobą gęstych drzew azjatyckiej dżungli. Ujrzał za to całe swoje życie: obrazy zmieniały się przed oczyma rannego jak w kinie. „Widziałem siebie jako niemowlę, widziałem, jak ojciec krzyczał na matkę i mnie bił. Oglądałem siebie kradnącego 20 dolarów z kieszeni leżącego na łożu śmierci dziadka. Nikt nie czynił mi z tego powodu wyrzutów, czułem się jednak potwornie winny, odetchnąłem z ulgą, kiedy ta panorama życia wreszcie dobiegła końca” – opowiadał po latach Steve. Został przetransportowany śmigłowcem do lazaretu na Filipinach. Kiedy wieziono go na salę operacyjną, stało się coś, co zmieniło całe życie twardego żołnierza. „Nagle straszny ból ustąpił. Mogłem swobodnie oddychać. Ze zdumieniem zorientowałem się, że unoszę się pod sufitem, patrzę na swe ciało leżące na dole. W chwilę później znalazłem się w tunelu długim i ciemnym.

Z jego ścian dobiegał głośny szum. Na końcu tunelu spostrzegłem światło, bardzo jasne i białe, które jednak mnie nie oślepiało. Wiedziałem, że światło było Bogiem. Boga nie interesowały moje uczynki, lecz przez chwilę trzymał mnie w uścisku swojej miłości. Nigdy dotąd nie przeżyłem czegoś podobnego” – recytował Steve. Zaraz potem żołnierz znalazł się w zalanej słońcem cudownej krainie pełnej drzew i kwiatów o wspaniałych, jaskrawych koronach, jakich nigdy nie spotkał na ziemi. Intensywny zapach kwiatów odurzał go, w koronach drzew poruszanych przez łagodny wiatr śpiewały dziwne barwne ptaki. Za horyzontem ukazał się łuk tęczy innej, piękniejszej niż te, które do tej pory widział. Wśród bajecznego krajobrazu płynęła rzeka. Na jej drugim brzegu Steve rozpoznał swego dawno zmarłego dziadka. „Musisz wrócić. Twój czas jeszcze nie nadszedł” – tymi słowami zwrócił się starzec do wnuka. Jednak on nie chciał opuszczać tego raju, piękniejszego niż dziecinne marzenia. Rozpędził się, by przeskoczyć rzekę i obudził się w szpitalnym łóżku. Operacja się udała. Kiedy Steve opowiedział swą historię nikt mu nie chciał uwierzyć. Lecz strzelec Price był już innym człowiekiem. Kiedy w trzy lata później powrócił na wietnamski front, zorientował się, że nie potrafi już strzelać ze swego M- 16 do ludzi, nawet w obronie własnego życia. „Starałem się to ukryć, w końcu byłem w piechocie morskiej, a marines są szkoleni do zabijania”- wyznaje. Dziś weteran Price jest uczestnikiem grupy samopomocy, działającej w Centrum Zdrowotnym Uniwersytetu Stanu Connecticut. Skupia ona osoby, które przeszły niebezpieczny wypadek, zawał lub stan śpiączki, odzyskały jednak przytomność i opowiedzia-y o swoich doświadczeniach z pogranicza śmierci (ang. Near DeathExperience, NDE).

A były one podobne do tych, jakie stały się udziałem Steve’a. Ludzie ci mówią o sobie: „Jesteśmy tymi, którzy widzieli światło”. Przeżycia NDE stały się powszechnie znane dopiero na początku lat siedemdziesiątych obecnego stulecia, kiedy to młody amerykański lekarz i filozof Raymond A. Moody, opublikował słynną książkę „Życie po życiu”. Doświadczenia z niesamowitej „szarej strefy” między życiem a śmiercią stały się tematem modnym i są nim do dnia dzisiejszego. Doświadczeniami z pogranicza życia i śmierci zainteresowali się również poważni naukowcy. Kardiolog Michael B. Sabon z Connecticut przeanalizował historię choroby 87 pacjentów, których udało się reanimować, 34 spośród nich opowiadało o swoich mistycznych wizjach, o przejściu przez ciemny tunel, na końcu którego lśniło boskie światło. Pediatra Melvin Morse z Seattle wypytał 42 chorych w wieku od 3 do 16 lat przyjętych na oddział intensywnej terapii. Okazało się, że fascynujące przeżycia z dziwnej granicznej krainy między światem żywych a światem umarłych miało każde dziecko, nawet 3- letnie maluchy!

Śmierć kliniczna jest pojęciem bardzo niejednoznacznym – trudno wskazać konkretny moment, kiedy ona następuje. Chociaż terminem tym określa się zanik prądów mózgowych, jednak bardzo trudno powiedzieć, w którym momencie brak tych prądów jest nieodwracalny. Zapas tlenu w komórkach mózgowych, wystarczy na ok. 17 sekund, niezbędnej glukozy na 5 – 8 minut, ale „szczątkowe” prądy mózgowe, mogące być dowodem np. na utrzymywanie się wizji, mogą trwać do 30 minut od ustalenia dopływu tlenu do mózgu. Proces obumierania komórek mózgowych posuwa się nieraz bardzo szybko. Trudno wtedy wskazać granicę między takimi przeżyciami a częstszymi u umierających zaburzeniami świadomości zespołami majaczeniowymi lub majaczeniowo –zamroczeniowymi, w trakcie których występują urojenia, zmiany wzrokowe itd. Niedotlenienie [hipoksja] to jedna z najczęściej wymienianych przyczyn zjawisk NDE.  Amerykański neurolog Ernst A. Rodnin wielokrotnie wprowadzał swój organizm w stan niedotlenienia, w następstwie którego przeżywał „ekstatyczne chwile”. W 1994 roku dwaj lekarze z Kliniki Uniwersyteckiej Rudolfa Virchowa w Berlinie poprzez hiperwentylację wywołali u 42 młodych ludzi stan ostrego niedotlenienia mózgu trwający niemal 22 sekundy. Uczestnicy tego eksperymentu opowiadali potem o swych radosnych doznaniach, bardzo przypominających doświadczenia z pogranicza życia i śmierci. Według innej hipotezy tajemnicze fenomeny NDE to po prostu halucynacje, wywołane przez pobudzanie centralnego układu nerwowego.

Spowodować je mogą np. leki psychotropowe, środki anestezjologiczne, gorączka, wyczerpanie oraz ogromny wysiłek fizyczny i psychiczny, związany z procesem umierania. Niektórzy neurolodzy wyrażają pogląd, że w następstwie niedostatku tlenu tzw. limbiczny system mózgu również wytwarza halucynację, czyli spontaniczne wyładowania neuronów w rejonie mózgu odpowiedzialnym za zmysł wzroku. Zdaniem fizjologów, w ostatnich chwilach życia lub w momentach wielkich zagrożeń w stan uniesienia wprowadzają człowieka produkowane przez organizm substancje – endorfiny i enkefaliny. Mogą one wywołać także doznania z pogranicza śmierci. Endorfiny wytwarzane są przez mózg i przysadkę mózgową i mają właściwości opium, aczkolwiek są od niego silniejsze – łagodzą ból i sprawiają, że np. ludzie tonący lub śmiertelne ranni doznają euforycznych przeżyć. Wydzielanie tych substancji to ostatni mechanizm obrony organizmu – kiedy nie ma już szans na ocalenie życia, sprawia on, że przynajmniej śmierć jest piękna. Zwolennicy metafizycznego charakteru zjawisk z pogranicza śmieci twierdzą, że biochemiczne wytłumaczenia tego fenomenu nie są w stanie wyjaśnić przełomu moralnego, jaki przeżyli wszyscy ci, którzy „zobaczyli światło”. Raymond Moody w swych 20 – letnich badaniach nad przeżyciami „u progu śmierci” nie spotkał ani jednego człowieka, który nie doznałby w ich wyniku zasadniczej przemiany swojej osobowości i to w pozytywnym sensie.” cytat: Focus, 1997/11.

Pisząc o Człowieku „przedpotopowym”, który zbudował dla nas „Arkę” twierdziłem, że są to informacje, dzięki którym możemy się dowiedzieć o stanie wiedzy „Noego”. Wiedza ta niejednokrotnie przewyższa nasze dość mętne wyobrażenie o świecie i naszej historii. Dopiero od niedawna nasza nauka zaczęła „doganiać” swoim poziomem to, o czym oni wiedzieli już kilka tysięcy lat temu. O przyczynach tego „zaćmienia” umysłu już pisałem. Tworząc z takim poświęceniem tak ogromne „pamiętniki”, każda z tych wielkich cywilizacji, miała na celu nie tylko to by się „pochwalić” swoim poziomem wiedzy, ale przede wszystkim to abyśmy my Ludzie z „epoki” Człowieka Ptaka nie musieli otwierać już raz otwartych drzwi. I taki właśnie jest prawdziwy i zasadniczy sens budowy tych wszystkich sanktuariów, piramid, głazów przez wszystkie te cywilizacje, ludy, plemiona przed „potopem”- czyli przed wyczyszczeniem „taśmy pamięci” przez „Najwyższego”. Jeśli to co pisałem o cykliczności Wszechświata, o Neandertalczyku, o Konkluzji, o symbolicznym znaczeniu Biblii, o Dualizmie, o Sumerze i o Egipcie jest prawdą, to dlaczego ma nie być prawdą to o czym mówią inne kody i szyfry, o których jeszcze nawet nie wspomniałem? Cóż więc znaczą te wszystkie domysły i hipotezy wobec wiedzy ludzi „przedpotopowych”, którzy swojej wiedzy „dostąpili” z samego źródła prawdy. Jeszcze raz powtarzam, „Arka” została zaplanowana i zbudowana przez człowieka, lecz to co i ile ona zawiera zależy tylko i wyłącznie od tego, który tę „Arkę” nakazał zbudować. Skorzystajmy więc z tej „zahibernowanej” w symbolach wiedzy, po to w końcu została ona stworzona.

W starożytnym Egipcie – Ozyrys i Amon – Re oraz faraonowie, w Grecji – Zeus, w Mezzoameryce Quetzalcoatl, a nawet drewniane figurki z Wyspy Wielkanocnej – wszystkie te przedstawienia boskości, stanowią zakodowaną w podświadomości człowieka reminiscencję, która objawia się w chwilach największej ekstazy lub też gdy życie człowieka kończy swój byt i zmierza świetlistym tunelem ku swemu przeznaczeniu. Na końcu tego tunelu jest „Bóg”, który od najdawniejszych czasów aż do chwili obecnej, objawia nam się zawsze w ten sam sposób. Ci, którzy znaleźli się po tamtej stronie i powrócili z „piętnem” wszechogarniającej miłości najczęściej opisują Go jako starca z siwą brodą. Właśnie ta broda jest najbardziej charakterystycznym i symbolicznym zarazem atrybutem boskości wszystkich Religii i Kultów. Ma to swoje potwierdzenie w najważniejszym „pamiętniku”, czyli w cywilizacji starożytnego Egiptu ale także i w tak egzotycznej i odległej od „Starego Świata”- cywilizacji Azteków.

Aztekowie stanowili ostatnią prekolumbijską cywilizację na terenach Ameryki Północnej i Środkowej. Ich kultura i wierzenia wiele zawdzięczają cywilizacjom wcześniej powstałym na tym terenie Pierwszą i najważniejszą cywilizację stworzyli Olmekowie, którzy pozostawili po sobie tak jak i inni swoją „Arkę”. Ich następcy: Toltekowie i Aztekowie kontynuowali tylko ich dzieło. To co łączy te prekolumbijskie cywilizacje z pozostałymi wcześniej omówionymi, to oprócz wspólnej ideii także sposób w jaki przedstawiani są ich główni bogowie: Quetzalcoatl – (bóstwo z brodą) – „Pierzasty Wąż” i Tlaloc – Bóg Deszczu.

Tak więc, wizja Boga z rzeźb, masek pośmiertnych, mumii faraonów oraz wizerunki głównych bogów: Ozyrysa i Amona – Re w starożytnym Egipcie, (który jest najdoskonalszym przykładem zakodowanej wiedzy), a także i w pozostałych kulturach i cywilizacjach całego świata, jest całkowicie zgodna z wizją boga, doświadczaną przez ludzi w czasie NDE.

Wniosek ten ma bardzo ważne konsekwencje albowiem zachodzi pytanie: czy Człowiek ulegając śmierci klinicznej (NDE), w wyniku Hipoksji „widzi” „Boga”, czy tylko Go sobie „wyobraża”? Czy Człowiek jest „twórcą” „Boga, czy to „Bóg” „witając” Człowieka w „Niebie”, wita go jako swego ukochanego Syna – swoje „dzieło”? Jeśli „prawdą” jest to wszystko co do tej pory napisałem, to „prawdą” jest także i to, co napisane jest w Biblii – I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. – Genesis 1.27.

Czas już pożegnać się z naszym Mężczyzną – drugą połówką w koncepcji budowy sanktuarium Jedności Przeciwieństw. Tej kosmicznej wielkości symbol Dualizmu – Słońca i Księżyca, „Dobra i Zła”, przetrwał do naszych czasów dzięki Wierze i Pracy naszych przodków by we właściwym momencie potwierdzić, że w czasach „przedpotopowych” Człowiek popełnił wielki błąd. Jednocześnie ta „Arka”, niczym kod z Pionieera, ma być „informacją”, która obali wszelkie błędne teorie i hipotezy jeszcze nie w pełni ukształtowanego Człowieka, dzięki czemu wszyscy ci zmarli już jej budowniczowie będą mogli powrócić do „życia”. Te odwieczne marzenie Człowieka może się spełnić tylko dzięki „Opatrzności Bożej”. Gdyby jej nie było – nie miałaby sensu cała cykliczność Wszechświata, a zatem powtarzalność szeroko rozumianego Życia. Wszystko byłoby tylko kwestią przypadku.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Egipt – czyli Mężczyzna, część czwarta – Nogi

Abu Simbel – świątynie w Abu Simbel znajdują się na lewym brzegu Nilu, w regionie zwanym Nubią, nieopodal drugiej katarakty oraz granicy egipsko – sudańskiej. Zespół architektoniczny Abu – Simbel jest na całym rozległym obszarze, na którym faraonowie wznieśli liczne świątynie budowlą najbardziej niezwykłą, a także przedmiotem spektakularnej akcji, przeprowadzonej w latach sześćdziesiątych pod egidą Unesco, związanej z konstrukcją Tamy Asuańskiej. Zabytek w Abu Simbel został odkryty w marcu 1813 r. przez szwajcarskiego podróżnika i orientalistę J. L. Burckhardta, który odnalazł także miasto Petra w Jordanii. Monument składa się z dwóch wydrążonych w skale świątyń z czasów Ramzesa II: większa z nich poświęcona była bogu słońca Re- Harachte, mniejsza zaś bogini Hathor. Wielka świątynia w Abu Simbel ma wyciętą w skale fasadę wysokości około 30 m. i szerokości 35m., z czterema ogromnymi posągami, przedstawiającymi siedzącego Ramzesa II. Każdy z nich liczy po 21 metrów. U stup tych kolosów znajdują się mniejsze figury ważniejszych członków rodziny króla. Ponad wejściem do świątyni, pomiędzy posągami Ramzesa wykonano wizerunek boga Re- Harachte z głową sokoła. Szczytowy karnes fasady zdobi rząd dwudziestu dwóch płaskorzeźb przedstawiających pawiany. Za westybulem mieści się wielka sala, której sklepienie podtrzymuje osiem filarów, a dalej następna sala kolumnowa.

W głębi znajduje się drugi westybul, który wiedzie do sanktuarium – małego pomieszczenia, gdzie odprawiano kultowe rytuały, w zachodnim skraju świątyni. Cztery posągi przed frontem świątyni przedstawiają Ramzesa siedzącego na tronie, uwiecznionego w podwójnej koronie Górnego i Dolnego Egiptu. Liczne figury wokół nóg sięgają mu najwyżej do kolan. Są to wizerunki jego małżonki, Nefertari [trzy z nich] oraz innych krewnych. Trony pokryte zostały wklęsłymi reliefami obrazującymi krainy i ludy podbite w czasie kampanii wojennych za panowania Ramzesa. W sali kolumnowej reliefy obrazują kampanie prowadzone przez króla w Syrii i Libii oraz słynną bitwę z Hetytami pod Kadeszem.

Podkreślenie nadludzkiej natury faraona osiąga swoje apogeum w posągach w sanktuarium – tam, u nie-wielkiego ołtarza z Naos, gdzie spoczywała święta łódź, ustawiono cztery figury głównych bogów tamtego okresu: Ptaha z Memfis, Amona- Re z Teb, Re- HarachteHeliopolis oraz samego faraona. Wielką świątynię zaprojektowano w taki sposób, aby pierwsze promienie wchodzącego słońca, któremu hołd składały dwadzieścia dwa pawiany na górnym fryzie fasady, dwukrotnie w ciągu roku rozświetlały wnętrze budowli, przebiegając przez sale, przedsionki i wpadając do sanktuarium. Tam iluminowały posągi boskiego władcy oraz słonecznych bóstw – Amona- Re i Re- Harachte. Tymczasem posąg Ptaha pozostawał w charakterystycznym półmroku. Ponieważ słoneczne światło docierało bezpośrednio do posągów tylko dwa razy w roku [20 lutego i 20 października], można wysnuć wniosek, że daty te miały związek z ważnymi wydarzeniami z czasów panowania Ramzesa.” cytat: Colin Renfrew, Archeologia

Abu Simbel
Abu Simbel

Każde z poprzednich sanktuariów, swoim kształtem oraz miejscem położenia na mapie, symbolizowało inną część ciała. Piramidy w Delcie Nilu – głowa, świątynie Amona w Karnak i Luksorze, św. Hathor w Denderze, św. Ozyrysa w Abydos i św. Horusa w Edfu – podbrzusze, św. Atona w Tel el- Amarna – serce. Cóż w takim razie może symbolizować, ta świątynia w Abu Simbel, leżąca na samym południowym skraju Egiptu? Logika wskazuje, że mogą to być tylko nogi symbolicznego Mężczyzny.

Nubia - mapa
Nubia – mapa

Jak widać na mapie – Nil wygięty jest w charakterystyczny sposób – niczym sylwetka Mężczyzny podczas największego, szczytowego uniesienia, z olbrzymim fallusem skierowanym ku Kobiecie „leżącej” nad Zatoką Perską. Sylwetka ta nie stoi spokojnie, lecz w wyraźny sposób klęczy (taki jest bieg rzeki). Wiedział o tym także Ramzes II. I na jaki wpadł pomysł nakazując budowę świątyni? Otóż najbardziej charakterystycznym elementem czterech wielkich figur stojących u wejścia do świątyni, są wystające kolana i podudzia. Właśnie taki jest sens zbudowania tej świątyni, właśnie w tym, a nie innym miejscu.

Abu Simbel - wnętrze wiątyni
Abu Simbel – wnętrze świątyni

Pozostałe, tak zagadkowe dla „naukowców” elementy: wnętrze świątyni, promyk słońca w czasie letniego i zimowego przesilenia, oraz symbolika ilości (dwóch) świątyń – świadczących o dualizmie, nie stanowią już dla każdego uważnego czytelnika żadnej tajemnicy, dlatego też jak sądzę nie ma potrzeby bym po raz kolejny je objaśniał.

„W okresie Średniego Państwa rozpoczęto regularny podbój Nubii. W rejonie II Katarakty we wzniesionych przez Egipcjan warowniach stacjonowały garnizony strzegące bezpieczeństwa granic. W okresie Nowego Państwa, władza Egipcjan sięgała do IV Katarakty. Na okupowanym terytorium wznoszono miasta i budowano sanktuaria tebańskiego Amona – Re oraz wprowadzano administrację, której podstawowym zadaniem było ściąganie trybutów. Około 750 r. p.n.e. powstało niezależne królestwo Kuszu, które w czasach największego roz-kwitu sięgało od Hiera Sykaminos (becnej Al. Muharraki) na północy, po VI kataraktę na południu. Ruiny miasta Meroe leżą w pobliżu dzisiejszego Szandi na wschodnim brzegu Nilu, około 200 km na północny wschód od Chartumu. Od jego nazwy pisarze starożytni nadali całemu krajowi miedzy Nilem, Atbarą, Nilem Błękitnym nazwę Insula Meroe – Wyspa Meroe. Królewską rezydencję przeniesiono tam z Napaty – pierwszej stolicy Królestwa Kuszu prawdopodobnie na początku VI w. p.n.e. za panowania Aspelty (593 – 568 r. p.n.e.), jednakże do III w. p.n.e. nadal grzebano władców w Napacie. Historia Meroe obejmuje okres od około 300 r. p.n.e. do 350 r. n.e. Od chwili przeniesienia stolicy państwa kuszyckiego do Meroe wzrosło znaczenie samego miasta, a także południowej części królestwa. W północnym Sudanie, rządzonym przez władców Napaty, za czasów XXV dynastii (około 720 r. p.n.e.) odżyła tradycja grzebania monarchów w piramidach. W Egipcie obyczaj ten wygasł już pod koniec epoki Średniego Państwa.

Najdawniejsze cmentarzysko władców Meroe odkryto w Al- Kuru, na prawym brzegu Nilu. Powstało w całości w okresie napatańskim, a jego najstarszym zabytkiem jest grobowiec Pianchiego (751 – 716 r. p.n.e). Ostatnim królem pochowanym w tej nekropolii był Tanutama-ni. Później potomkowie Pinachiego wznosili piramidy dla siebie i członków swojej rodziny w miejscowości Nuri, na przeciwległym brzegu rzeki, około 9,5 km w górę od współczesnego miasta Taharki. Po nim w Nuri spoczęli kolejni władcy, aż do czasów Nastasena. Następnych grzebano w Meroe, z wyjątkiem kilku pochowanych w Dżabal Barkalu. Piramidy w Meroe wzorowano na monumentach grobowych z okresu napatańskiego. Piramidy meroickie są najdalej na południe Sudanu wysuniętą grupą tych budowli. Królewskie nekropolie znajdują się na pustyni, około 5 km na wschód od miasta. Dzieli się je na trzy grupy – północną, południową i zachodnią. Najstarszy jest Cmentarz Północny, główne miejsce grzebania władców i ich krewnych. Jego najwyższe i najlepiej zachowane piramidy, usytuowane wzdłuż skalistej krawędzi pustyni osiągają ponad 30 m wysokości. Pierwszym pochowanym tam królem był Arakakamani (295 – 275 r. p.n.e.) – identyfikowany z Ergamensem, znanym ze źródeł klasycznych.

Kult Amona rozpowszechnił się w Nubii Pubu w czasach dominacji egipskiej. Później uznano go za oficjalną religię państwa kuszyckiego. Za panowania królów XXV dynastii główna świątynia boga w Tebach cieszyła się niebywałą szczodrością napatańskich władców. W państwie kuszyckim szczególną czcią otaczano tebańskiego Amona-Re. Z inskrypcji królów napatańskich wynika, że nie chodziło im tylko o zdobycie przychylności kapłanów w podbitym przez siebie Egipcie, ale o fakt, iż w ich własnym kraju kult Amona miał wyjątkowe znaczenie.” cytat: Starożytne cywilizacje, numer 45, Nubia I.

W kilkaset lat po zaprzestaniu stawiania w starożytnym Egipcie piramid, nagle bez jakiejkolwiek wytłumaczalnej przyczyny w Królestwie Kusz, reaktywowano kult boga Amona, zaczęto budować takie same choć znacznie mniejsze niż w Egipcie piramidy. Czy było to tylko czyste naśladownictwo i chęć dorównania miejscowym królom i egipskim faraonom? Jak wskazuje na to dotychczasowa „odkodowana” historia cywilizacji Egiptu, takie myślenie z góry skazane jest na porażkę. Rekonstrukcja pierwotnego wyglądu Cmentarza Północnego w Meroe jednoznacznie potwierdza, że cały dotychczasowy wysiłek wszystkich pokoleń egipcjan, od pierwszej do ostatniej dynastii, ukierunkowany był tylko i wyłącznie na zbudowaniu sanktuarium kosmicznej wielkości symbolu mężczyzny na rzece Nil. Ludzie ci, żyli, rodzili się i umierali w przeświadczeniu, że ich trud nie pójdzie na marne. Dzięki korzystnemu rozwojowi wypadków (kult Amona w Kusz), dzieło dziesiątek pokoleń egipcjan, można było doprowadzić do końca. Jak wiadomo Abu Simbel – było symbolem kolan. Brak w tej całej „układance” ostatniej części męskiego ciała.

Meroe

Meroe

Meroe

Meroe

Wygląd Cmentarza Północnego mówi sam za siebie – człowiek „składa się” także i ze stóp. Zakole rzeki Nil między IV a VI kataraktą – czyli Al- Bajjuda, idealnie pasuje, niczym olbrzymi but, na nogę naszego „Kopciuszka” Nawet tak drobny szczegół – jak pięta Achillesa, ma swoją egzemplifikację w postaci małej piramidki. Niesamowite!!

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Najnowsze komentarze

Przysłowia i sentencje

Jest coś wyższego w górze, które miesza zamiary śmiertelnych (co przeszkadza zamiarom śmiertelników).
Walerian Łukasiński
----------------------
Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze, zawsze ludzie tego nie pojmują.
Heraklit
---------
Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy czasem.
Człowiek będzie musiał pojąć czas
i opanować go. Albowiem czas jest nasieniem wszechświata.
Mahabharata
---------------
Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.
Albert Einstein
----------------

Jak ten czas leci!

Maj 2017
P W Ś C P S N
« Kwi    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Visits

Weather condition