Get Adobe Flash player


„Il ya quelque chose en haut qui derange les desseins des mortels.”

Il ya quelque chose en haut qui derange les desseins des mortels.”  Walerian Łukasiński

Translated from French: “There is something above, that ruins the designs of mortals „(or: “that interferes with the intentions of mortals”).

Il ya quelque chose en haut … “. “There is something above …”

Is there, in fact, anything high above? Various groups of agnostics and atheists argue, that there is not, and everything is the result of evolution. The theists insist there is. „Intentions of mortals” – are they not seen in the actions of men, or maybe have not been observed yet, those manifestations of higher intelligence, or a superior wisdom high above? The answer to these discussions lies in a metaphorical presentation of a 4D printer.

As we know, the three basic dimensions of physical space are: height, width and depth. They are supplemented by time, which gives a significant sense to these dimensions. “Panta rhei” – everything flows. You could say everything is submerged in time. Man is born and dies. In the Universe stars are born and die. All is „sunk” in the time-space. Well, how is the 4D printer related to this concept? This is just a metaphor, a cognitive ‘shortcut’, by which I would like to prove, that the manifestations of such a broadly defined „intelligence” was, is and will still have an impact on our actions. This kind of „journey through time”, this unquestionable imperative, is personified in the prophecies of Nostradamus, Malachi and others. The crowning example of this „influence” is the Voynich manuscript, the meaning of which is contained in a single statement; that it is a print, of course symbolic, from a time-space printer. Who ‘dispatched’ this coded message and when it was ‘sent’, is impossible to uncover. What is of crucial importance, however, is the ability to decipher its hidden meaning. Yet another issue is the method, or the „spiritus movens” of the dispatch.

In the seventies, US researchers sent the probe – Pioneer 10 – into space. Its task was to reach as far as possible into our universe. An aluminum plate covered with a thin layer of gold was placed on the probe’s trunk. There was an engraved, coded drawing on the plate. This drawing demonstrated the development level of our civilization, and was intended as a signal addressed to the other intelligent extraterrestrial civilizations. The information included: our position in the solar system, our species – male and female characters on the background of the space probe –and the level of our knowledge – the scheme of hydrogen in two different chemical processes. The man sent into space his „Credo”, waiting for any response.

Voynich manuscript is like that Pioneer 10 aluminum plate in the sense of its purpose. Suppose that a hypothetical alien civilization studies the structure of that plate coated with gold. Or scrutinizes the symbols on the plate: some inclined to the right, some to the left. Or maybe they will examine the plate under the electron microscope with an accuracy of billions of pixels. Its significance, however, lies in the schematic message and in the knowledge, that will be revealed after an intelligent deciphering is applied, and not in the pattern or color of the plate. This is also the case of individual folios of the Voynich Manuscript. It is not about the intricate text, shape of letters, or the word frequency, but about an intelligent message encoded in the illustrations. Each of the individual pages of the Voynich Manuscript encodes different information.

As for the herbal part (historical), a written text does not matter, only illustrations count, which in encrypted manner inform about important events, which took place in universal history. Furthermore, they prophesy the events that will occur in the future. The Pioneer 10 plate describes the current state of our knowledge, the manuscript goes even further. It is a proof not only of the existence of „something up there”, but also of the fact that the capabilities of this intelligence go far beyond our understanding. It can be exemplified in the whole concept of time expansion, the phenomenon based on the differences in the time measurements carried out simultaneously in two different reference systems, which are moving in a parallel manner.

The herbal part is, according to me, a compendium of knowledge about the evolution of life on Earth – from its cosmological aspect, through the evolution of Man (Darwin’s theory), prehistory, history, till contemporary times. Here the author encrypted all the important events from our history with such precision, that many school textbooks would have envied its accuracy. Furthermore, encrypted manuscript illustrations do not only describe contemporary events but also those that we will only witness in the future, and this is what makes the manuscript so amazingly unique.

Another part of the Voynich Manuscript – biological – in a graphic, or symbolic way, presents the knowledge of the essential components of human physiology. This is not a story about balneotherapy, or methods of treatment in a spa. This part must be understood in the same way as described by Albert Barillé in the French animated series: “Il Etait Une Fois … La Vie” – “Once Upon a Time … Life”.


Ebb and Flow – czyli powstanie życia w oceanach

3. Ebb and Flow (Odpływ i przypływ)

Jak już wspomniałem wszystkie kolejne utwory, oprócz ostatniego, mają za zadanie za pomocą efektów dźwiękowych, opowiedzieć historię życia na Ziemi począwszy od pierwszych organizmów powstałych ze związków organicznych w głębinach oceanów ponad trzy i pół miliarda lat temu. Żeby to stwierdzić nie trzeba zbyt wiele: dużej dozy wyobraźni i dobrych słuchawek na uszach.


Get Your Filthy Hands Off My Desert – czyli Rekonkwista

7. Get Your Filthy Hands Off My Desert

Brezhnev took Afghanistan.
Begin took Beirut.
Galtieri took the Union Jack.
And Maggie, over lunch one day,
Took a cruiser with all hands
Apparently to make him give it back.

Zabierajcie swoje brudne łapska z mojej pustyni

Breżniew wziął Afganistan
Begin wziął Bejrut
Galtieri zabrał brytyjską flagę
A Maggie, przy lunchu pewnego dnia
zamówiła krążownik z całą załogą
Najwyraźniej, by zmusić go, żeby to oddał


Wydarzenia, które koduje wers wyróżniony czerwonym kolorem historia określa jako Rekonkwista. Najwyraźniej, by zmusić go, żeby to oddał, Mmm…

Breżniew wziął Afganistan, Begin wziął Bejrut, Galtieri zabrał brytyjską flagę, A Maggie, przy lunchu pewnego dnia, zamówiła krążownik z całą załogą. Rekonkwista (hiszp., port., reconquista, „ponowne zdobycie”) – walka chrześcijan o wyparcie Maurów z Półwyspu Iberyjskego, trwająca od VIII do XV wieku. Wypędzanie muzułmanów zostało zapoczątkowane przez don Pelayo (718–737), który zbuntowawszy się w 718 przeciwko najeźdźcom, wydał walkę Maurom w górach Asturii. Punktem zwrotnym w historii Hiszpanii jest bitwa pod Covadonga, do której doszło w roku 722. Jego synowie oraz dalsi potomkowie kontynuowali te działania, dopóki nie wypędzili wszystkich Maurów. W tym samym czasie we wschodniej części półwyspu, frankijscy władcy ustanowili marchię Hiszpańską na terenie dzisiejszych Pirenejów oraz Katalonii, podbijając Gironę w 785 oraz Barcelonę w 801. Była to strefa oddzielająca posiadłości chrześcijańskie od terenów zajętych przez muzułmanów.



Your Possible Pasts – czyli Apostołowie

2. Your Possible Pasts

They flutter behind you your possible pasts,
Some brighteyed and crazy, some frightened and lost.
A warning to anyone still in command
Of their possible future, to take care.
In derelict sidings the poppies entwine
With cattle trucks lying in wait for the next time.
Do you remember me, how we used to be,
Do you think we shoud be closer?
She stood in the doorway, the ghost of a smile
Haunting her face like a cheap hotel sign.
Her cold eyes imploring the men in their macs
For the gold in their bags or the knives in their backs.
Stepping up boldly one put out his hand.
He said, „I was just a child then, now I’m only a man.”
Do you remember me, how we used to be,
Do you think we should be closer?
By the cold and religious we were taken in hand
Shown how to feel good and told to feel bad.
Strung out behind us the banners and flags
Of our possible pasts lie in tatters and rags.
Do you remember me, how we used to be,
Do you think we should be closer?

To co mogło być

Obnoszą przed tobą to co mogło być
Czasem coś jasnego i przyjemnego
Czasem zagubienie i strach
To ostrzeżenie dla każdego, kto wydaje rozkazy
Że trzeba zadbać też o to, co ma być
Na opuszczonych bocznicach, oplecione makiem
Bydlęce wagony wciąż czekają na następny kurs

Pamiętasz mnie? Jak nam razem było?
Nie uważasz, że powinniśmy być bliżej?

Stała w drzwiach, widmo uśmiechu
Nawiedzało jej twarz jak znaczek z taniego hotelu
W jej oczach było widać błaganie do tych ludzi
O złoto w ich plecakach lub o noże w ich plecach
Występując dzielnie jeden uniósł swą dłoń
Powiedział: „kiedyś byłem tylko dzieckiem, teraz jestem tylko mężczyzną”

Pamiętasz mnie? Jak nam razem było?
Nie uważasz, że powinniśmy być bliżej?

Zimni i religijni brali nas za ręce
Pokazywali nam dobro, kazali zapaść się w zło
Ze związanymi językami nauczyliśmy się modlić
Teraz nasze uczucia są zimne i zapadłe jak glina
I rozpostarte za nami sztandary i chorągwie
Tego co mogło być wyglądają jak łachmany i szmaty

Pamiętasz mnie? Jak nam razem było?
Nie uważasz, że powinniśmy być bliżej?


Ciąg dalszy historii powstania i rozwoju Religii Chrześcijańskiej. Obnoszą przed tobą to co mogło być, Czasem coś jasnego i przyjemnego, Czasem zagubienie i strach, Wersy zaznaczone czerwonym kolorem: wiele mówią o sytuacji jaka zapanowała wśród pozbawionych swojego nauczyciela, uczniów Jezusa.

To ostrzeżenie dla każdego, kto wydaje rozkazy, Że trzeba zadbać też o to, co ma być. Zgodnie z Dziejami Apostolskimi wspólnota uzyskała umocnienie w wierze w święto Szawuot (Zielone Świątki), kiedy upłynęło 50 dni od ukazania się uczniom Jezusa. Zgodnie z biblijnym opisem na uczniów zstąpił Duch Święty w postaci widzialnych języków ognia, udzielając uczniom mocy do głoszenia Dobrej Nowiny o zmartwychwstaniu Jezusa. Wtedy uformowała się pierwsza wspólnota chrześcijańska w Jerozolimie, zwana judeochrześcijanami.


Na opuszczonych bocznicach, oplecione makiem, Bydlęce wagony wciąż czekają na następny kurs. Po nawróceniu Paweł przybył do Jerozolimy i tu poznał Piotra i Jakuba Brata Pańskiego, po czym rozpoczął pracę misyjną w diasporze i wśród pogan. Początkowo, w latach 37-38 działał on w Palestynie, następnie w Syrii i Cylicji. Podczas swoich podróży w latach 44-64 lub 67 założył wiele gmin chrześcijańskich, między innymi w Azji Mniejszej, Grecji, na Cyprze czy w Macedonii (Filipii).


W jej oczach było widać błaganie do tych ludzi, O złoto w ich plecakach lub o noże w ich plecach, Występując dzielnie jeden uniósł swą dłoń, Powiedział: „kiedyś byłem tylko dzieckiem, teraz jestem tylko mężczyzną”. Paweł nawracał także ludzi niemających korzeni żydowskich (tzw. poganochrześcijan), co wywołało pierwsze spory z tzw. Judeochrześcijanami rozstrzygnięte na soborze Jerozolimskim ok. 50 r. Duże znaczenie dla rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa miały poglądy teologiczne Pawła oraz określone w jego listach (które stanowią istotną część kanonu Nowego Testamentu) zasady doktrynalne i etyczne, które stały się wspólną podstawą wiary chrześcijańskiej, opartej na przewadze łaski nad uczynkami, filozoficznie pojmowanej Miłości (której wyrazem była śmierć Jezusa) nad żydowskim Prawem oraz na kulcie Jezusa Chrystusa – zbawiciela ukrzyżowanego i zmartwychwstałego.


Zimni i religijni brali nas za ręce, Pokazywali nam dobro, kazali zapaść się w zło, Ze związanymi językami nauczyliśmy się modlić. W wyniku działalności św. Pawła, a także misyjnych podróży św. Piotra, św. Jana Ewangelisty i innych apostołów chrześcijaństwo znajdowało wyznawców poza Palestyną – w Egipcie, Azji mniejszej, Syrii, Grecji, Italii, także w Rzymie.



Set the controls for the heart of the sun – czyli Deklaracja Niepodległości

3. Set the controls for the heart of the sun

Little by little the night turns around
Counting the leaves which tremble at dawn
Lotuses lean on each other in yearning
Under the eaves the swallow is resting (Boston Tea Party)
Set the controls for the heart of the sun

Over the mountain watching the watcher
Breaking the darkness
Waking the grapevine
one inch of love is one inch of shadow
Love is the shadow that ripens the wine (American Revolution)
Set the controls for the heart of the sun

The heart of the sun
The heart of the sun
The heart of the sun
The heart of the sun
The heart of the sun
The heart of the sun
The heart of the sun

Witness the man who raves at the wall
Making the shape of his question to Heaven
Whether the sun will fall in the evening
Will he remember the lesson of giving (Thomas Jefferson – Founding Fathers of the United States)
Set the controls for the heart of the sun

The heart of the sun
The heart of the sun
The heart of the sun
The heart of the sun
The heart of the sun
The heart of the sun

Ustaw Stery Wprost Na Serce Słońca

Krok po kroku ustępuje noc
Przeliczając listki drżące o świcie
Nowicjusze wspierają się na sobie w tęsknocie
Za wzgórzami gdzie odpoczywa jaskółka
(Herbatka bostońska)
Ustaw stery na serce słońca

Za górą obserwując obserwatora
Przełamując ciemność budząc winorośl
Cal miłości to cal cienia
Miłość jest cieniem, w którym dojrzewa wino (wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych)
Ustaw stery na serce słońca

Zobacz człowieka, który bredzi pod murem
Układa swoje pytania do nieba
Czy słońce spadnie wieczorem?
Czy zapamięta lekcje dawania? (Thomas Jefferson – Ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych)
Ustaw stery na serce słońca


Podobnie jak w przypadku poprzedniego wpisu cała tajemnica trzeciego utworu „ukrywa się” jest w didaskaliach. Jest to następny ważny, jeśli nie najważniejszy Dzień w historii całego demokratycznego świata – czyli Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych.


Okładka – czyli diagram ofitów

Pink Floyd (The Piper at the Gates of Dawn)/Led Zeppelin (I, II).

1. Astronomy Domine – czyli „projekcja inteligencji” / Good Times Bad Times czyli powstanie i ewolucja Układu Słonecznego

2. Lucifer Sam – czyli Księżyc / Babe I’m Gonna Leave Youczyli powstanie Księżyca

3. Matilda Mother – czyli przed i po impakcie / Your Time Is Gonna Come czyli okres panowania dinozaurów

4. Flaming – czyli „świt nowych czasów” / Communication Breakdown – czyli szybkie zróżnicowanie ssaków

5. Pow R. Toc H. – czyli „Every Man’s Club” (Hominidae) / I Can’t Quit You Baby – czyli Antropogeneza

6. Take Up Thy Stethoscope and Walkczyli „oglądać wnętrze” / How Many More Times – czyli Księga Rodzaju

7. Intersteller Overdrive – czyli „międzygwiezdne przesterowanie” / What Is and What Should Never Be – czyli zbyt wiele naraz

8. The Gnome – czyli Judaizm / Heartbreaker – czyli Judaizm

9. Chapter 24 – czyli Chrześcijaństwo / Living Loving Maid (She’s Just a Woman) – czyli Chrześcijaństwo

10. Scarecrow – czyli Islam / Ramble On – czyli Islam

11. Bike – czyli czasy nowożytne / Moby Dick – czyli średniowieczna masakra.

Powyższe zestawienie w wizualny sposób pokazuje, jakim to utworom zespołu Pink Floyd należy przyporządkować utwory Led Zeppelin. I w tym miejscu kluczowy, falsyfikacyjny moment całego mojego zainteresowania się „twórczością” obu tych zespołów. Jeśli wszystko to co do tej pory twierdziłem i starałem się jakoś uzasadnić ma jakikolwiek sens, to zgodnie z żelazną zasadą logiki, dalszego ciągu należałoby oczekiwać, a wszelkie podobieństwa, których będziemy świadkami, powinny, więcej nawet, muszą mieć jasno określoną i rygorystycznie przestrzeganą kontynuację. Aby to sprawdzić należy z całą uwagą przyjrzeć się następnym utworom z kolejnych płyt obu zespołów. Bardzo proste. Może ktoś zarzucić, iż wszystko jest kwestią interpretacji. OK, każdy ma prawo do swojej opinii, ale pewne, wyłuskane i rozkodowane przeze mnie tropy – okładki, tytuły, fragmenty tekstu, wiodące do rozwikłania jakiegoś problemu, (jakich wiele ich twórcy pozostawili), mają swoje potwierdzenie w jak najbardziej falsyfikowalnych dowodach pośrednich w postaci podlinkowanych tekstów źródłowych. Z pewnością to niewiele, ale i tak wystarczająco dużo by zdyskredytować te nieraz śmieszne i karykaturalne „domysły” z jakimi do tej pory mamy oficjalnie do czynienia, jak na przykład ten dotyczący utworu Led Zeppelin – Ocean, iż jakoby przez przypadek nagrał się dźwięk telefonu.

W kontinuum twórczości zespołu Led Zeppelin ich trzecią płytę w całości przyporządkowałem sprawom i wydarzeniom związanym z historią Stanów Zjednoczonych, zatem zgodnie z powyższym założeniem nie jest już tajemnicą co będzie stanowić osnowę libretta drugiej płyty Floydów. Jak zwykle w takich przypadkach najpierw zajmę się próbą reinterpretacji okładki płyty, której symboliczne znaczenie jest daleko bardziej istotne niż to się różnym „znawcom” potocznie wydaje.

<<<Albumy A Saucerful of Secrets i Ummagumma często określane są, jako ścieżka dźwiękowa pod odloty. Wprawdzie Waters składał wielokrotne dementi na taką narkotyczną interpretację twórczości Pink Floyd, ale trudno uwierzyć, że płyta, jak i oprawa graficzna, targetowane były na straight edgów.

Parę razy zastanawiałem się, co konkretnie przedstawia ilustracja, ale nie dostrzegałem w niej nic szczególnego. Jakiś mistyczno-kosmiczny kolaż. Może ze względu na spaczone kolory, może ze względu na mały format mojej cyfrowej okładki, przeoczyłem, że oprócz zdjęcia zespołu, wmontowane są w nią też inne ilustracje. Dopiero zakup fizycznej płyty i dłuższe szperanie w internecie pozwoliły mi zidentyfikować dwie z nich, stanowiące główną część kolażu.

Pierwsza to scena pochodząca z Marvelowskiego komiksu Strange Tales (nr 158/1967 – rysunki: Severin Marie). Doctor Strange (taki mało u nas znany ale z pewnością super – bohater) przyjmuje wizję od pana o wdzięcznej ksywie „Living Tribunal”. Na okładce wprawdzie dymki wymazano (niedokładnie – spójrz na dolną część okładki), ale jest to ważka chwila – Kosmosowy Magik właśnie oznajmia Doktorowi, że zamierza prewencyjnie zniszczyć ziemię, bo stanowi ona zagrożenie dla świata. Sądząc po tym, że na okładce pozostawiono sylwetki bohaterów, projektantów nie interesował tylko kosmiczny motyw korali planet, ale również samo przeciwstawienie się tych dwóch sił. Założę się, że do tej pory nie zwróciłeś(aś) uwagi na obecność komiksowych postaci.

Żeby rozszyfrować drugi obrazek musimy się cofnąć aż do roku 1583 – jest to stworzona przez Johanna Daniela Myliusa (alchemika i kompozytora) rycina do dzieła „Opus medico-chymicum – Przeciwieństwa w makro- i mikrokosmosie”. W wydaniu Pink Floyd w oczy rzuca się głównie postać maszerującego przez las brodatego dziada. Dla wtajemniczonych okazuje się on być Hermafrodytą trzymającym w ręku dwa topory (Careful with that axe…). Nad jego głową unosi się zodiak, a przy odrobinie dobrej woli można w koronach drzew zaobserwować symbole pierwiastków.


Wykorzystanie przez autorów kolażu motywu z komiksu wcale nie musi oznaczać podobnego z komiksem przesłania, a w tym przypadku zasada ta ma swoje potwierdzenie w postaci stwierdzenia, iż dwie wyszczególnione na awersie płyty postacie mają zdecydowanie inną rolę do odegrania. Aby wyjaśnić jaka treść wyłania się z tego nieco skomplikowanego rebusu, należy wziąć pod uwagę także i pozostałe jego elementy – czyli w graficznym skrócie pokazane poszczególne etapy formowanie się naszej planety, postacie członków zespołu w jakiś naczyniu lub soczewce, cztery inne naczynia, które przypominają swoim kształtem pojemniki na odczynniki chemiczne, no i wreszcie postać z ryciny do dzieła Johanna Daniela Myliusa „Opus medico-chymicum”. Wszystkie elementy tego kolażu mają swoje symboliczne znaczenie, ale ich umiejscowienie na okładce płyty nadaje mu dodatkowy „podprogowy” wydźwięk.

Dwie główne postacie tego rebusu w istocie personifikują dwie antagonistyczne siły dobra i zła, których symbolikę porównać można tylko do dwóch głównym wzajemnie napędzających się sił, dzięki którym możliwe jest zjawisko cykliczności wszechświata. Tak, tak, jest to ta sama opowieść o jakiej od początku mojej „pisarskiej” działalności nieustannie twierdzę – Gloria olivae, (rozdział I). Cały rebus porównałbym do diagramu ofitów, a jaka wiedza jest w nim zakodowana – o tym również „mowa” w książce, a także na stronach tego blogu – zakładka: Książka, (rozdział XIX). Dla przypomnienia najistotniejszy fragment.

Jak już wielokrotnie na przykładach egipskich piramid, greckiej filozofii itp. starałem się dowieść, że proces powstawania Wszechświata i Życia opiera się na zasadzie cykliczności. Dwie przeciwstawne sobie siły: Jin i Jang, Dobro i Zło, Mężczyzna i Kobieta, Miłość i Nienawiść, reprezentowane są w tym diagramie nie przez dwa stykające się ze sobą duże okręgi, lecz jak logika na to wskazuje – przez dwa środkowe półokręgi, które obrysowuje środkowy, podobnej wielkości co dwa poprzednie – okręg „Życie i Miłość”. To jest właśnie ta „pozytywna” część Megacyklu. Pozostałe, dwa skrajne półokręgi – to „negatywna” jego część, która kiedyś z pewnością nastąpi. Tak wiec dwa duże okręgi – podzielone są na cztery części:

Część pierwsza – symbolizuje początek wszystkiego – Wielki Wybuch, formowanie się gwiazd, planet, Układu Słonecznego i Ziemi; jest tam „tylko” nasz Ojciec – czyli „Bóg – Stwórca Człowieka”.

Cześć druga – mały okrąg podzielony na pół – to nic innego tylko powstanie Życia na Ziemi, zaś część tego koła – Syn symbolizuje Ewolucję Człowieka, a także narodziny i naukę Kromaniończyka, aż po naszą Historię Nowożytną. Jak nietrudno zauważyć, mały okrąg Syn, styka się z okręgiem Prunikos dokładnie w środkowym punkcie dużego okręgu – Miłość. I to właśnie jest punkt, w którym my właśnie się znajdujemy. Jest to przełomowy moment w Historii Miłości – jest to przełomowy moment w naszym Życiu.

Część trzecia – Prunikos – to czas, w którym Bóg będzie w Człowieku, a Człowiek w Bogu – Królestwo Boże, Gwiazda Dawida, Piramidion, Nirwana itp. – najpiękniejsza i najbardziej oczekiwana chwila kiedy to spotkają się ci, którzy odeszli i odejdą, z tymi, którzy byli i będą. Jest to niebieski – a raczej niebiański krąg. Przejście do tego kręgu nie będzie wcale takie szybkie, ani takie proste, nie stanie się to w jednej chwili – pstryk i już tam jesteśmy. Jak to z przełomami bywa, minięcie progu niewiedzy, niemożności, lęków, zadufania, jest bardzo trudne i wymaga czasu. Ile? W gruncie rzeczy zależy to tylko od nas samych, no i oczywiście od naszego Ojca, który spokojnie czeka na właściwy ku temu moment.

Cześć czwarta – Ten czas ogólnej szczęśliwości jednak będzie miał swój kres. Będziemy musieli przejść „Gehennę” i spadniemy do „Tartaru”. Cóż to oznacza? Ano to, że Lewiatan -kosmiczny wąż, w końcu ukąsi własny ogon i skończy się „Mega – Życie”. Te koncentrycznie malejące okręgi – symbolizują „Nienawistną”część Megacyklu – kolaps Wszechświata – rozdz I. I to właśnie oznacza żółty kolor tego okręgu. Jak powszechnie wiadomo, kolor ten kojarzy się z oszustwem i zdradą, jest to kolor zawiści i hańby. Genialnie proste!

Przyporządkowując diagramowi ofitów poszczególne elementy rebusu zamieszczonego na okładce drugiej płyty zespołu Pink Floyd można powiedzieć że: Kosmosowy Magik personifikuje zło – czyli negatywną część megacylku, a Doktor – pozytywną.

Patrząc na okładkę zgodnie z logiką diagramu ofitów – czyli od prawej do lewej, najpierw mamy: pozytywną część megacyklu – czyli Doktora, (duży okrąg z diagramu ofitów).

Pozytywna część składa się z dwu elementów: wspomniane przeze mnie cztery naczynia, które swoim kształtem przypominają pojemniki na odczynniki chemiczne (wielki wybuch i formowane się wszechświata, powstanie życia na Ziemi), a także postać człowieka z ryciny do dzieła Johanna Daniela Myliusa „Opus medico-chymicum” (ewolucja człowieka, a także narodziny i nauka kromaniończyka).

Całą rycinę Johanna Daniela Myliusa należy pojmować jako punkt przełomowy w historii naszego wszechświata, jak i, co zrozumiałe, w historii człowieka, (dwa stykające się duże okręgi w diagramie ofitów).

Teraz czas na negatywną część megacyklu, jak pamiętamy składa się on z dwu części. Na okładce płyty jest to jak to powyżej określiłem: jakieś naczynie lub soczewka, a w nim postacie czterech członków zespołu, (Prunikos – to czas, w którym Bóg będzie w Człowieku, a Człowiek w Bogu – Królestwo Boże, Gwiazda Dawida, Piramidion, Nirwana itp. – najpiękniejsza i najbardziej oczekiwana chwila kiedy to spotkają się ci, którzy odeszli i odejdą, z tymi, którzy byli i będą), oraz w graficznym skrócie pokazane są poszczególne etapy formowanie się naszej planety – tym razem należy patrzeć na element tej grafiki „w odwrotnym” kierunku – kolaps (Będziemy musieli przejść „Gehennę” i spadniemy do „Tartaru”. Cóż to oznacza? Ano to, że Lewiatan – kosmiczny wąż, w końcu ukąsi własny ogon i skończy się „Mega – Życie”).

1. wspomniane przeze mnie cztery naczynia, które swoim kształtem przypominają pojemniki na odczynniki chemiczne

2. postać człowieka z ryciny do dzieła Johanna Daniela Myliusa „Opus medico-chymicum”

3. naczynie lub soczewka, a w nim postacie czterech członków zespołu

4. w graficznym skrócie pokazane są poszczególne etapy formowanie się naszej planety – tym razem należy patrzeć na element tej grafiki „w odwrotnym” kierunku – kolaps

Patrząc od prawej do lewej, to ostatnim elementem rebusu okładki jest postać Magika chcącego zniszczyć Ziemię – jest to oczywiście personifikacja negatywnej części megacyklu.


The Sound of Silence

Hello darkness, my old friend,
I’ve come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain
Still remains
Within the sound of silence.

In restless dreams I walked alone
Narrow streets of cobblestone,
‚Neath the halo of a street lamp,
I turned my collar to the cold and damp
When my eyes were stabbed by the flash of a neon light
That split the night
And touched the sound of silence.

And in the naked light I saw
Ten thousand people, maybe more.
People talking without speaking,
People hearing without listening,
People writing songs that voices never share
And no one dared
Disturb the sound of silence.

„Fools” said I, „You do not know
Silence like a cancer grows.
Hear my words that I might teach you,
Take my arms that I might reach you.”
But my words like silent raindrops fell,
And echoed
In the wells of silence.

And the people bowed and prayed
To the neon god they made.
And the sign flashed out its warning,
In the words that it was forming.
And the sign said, the words of the prophets are written on the subway walls
And tenement halls.
And whisper’d in the sounds of silence.


Witaj ciemności, stara przyjaciółko
Znów przyszedłem z tobą porozmawiać
Ponieważ jakaś wizja, zakradając się cicho
Zostawiła swe nasiona gdy spałem
I wizja, która została zasiana w mym umyśle
Wciąż pozostaje [żywa]
W dźwięku ciszy.

W niespokojnych snach szedłem sam
Wąskimi uliczkami wyłożonymi kamieniem
W blasku ulicznej lampy
Postawiłem kołnierz, aby schronić się przed zimnem i wilgocią
Kiedy moje oczy przeszył błysk neonowego światła
Które rozdarło noc
i dotknęło dzwięku ciszy

W tym nagim świetle ujrzałem
Dziesięć tysięcy ludzi, może więcej
Ludzi, którzy rozmawiali nie mówiąc
Ludzi, którzy słyszeli nie słuchając
Ludzi piszących pieśni, którymi nigdy nie podzielą się ze światem
I nikt nie ośmielił się
Zakłócić dźwięku ciszy.

„Głupcy”, rzekłem, „Nic nie rozumiecie
Cisza rozrasta się jak nowotwór
Usłyszcie moje słowa, abym mógł was nauczać
Chwyćcie moje ręce, abym mógł was dosięgnąć”
Lecz moje słowa, jak ciche krople deszczu, opadały
I rozbrzmiewały echem
W studniach ciszy.

A ludzie kłaniali i modlili się
Do neonowego bożka, którego sami stworzyli,
A znak rozbłysnął swym ostrzeżeniem
W słowach, z których się składał
Głosił, że słowa proroków są zapisane na ścianach metra
I klatkach kamienic
I szepcą w dźwiękach ciszy.



Ocean – czyli rok 2017 (zima)




No Quarter – czyli rok 2017 (Autobiografia)


Zróbcie „hałas”

Zajmując się tak wielce skomplikowaną dziedziną jaką jest deszyfracja, czy też rozkodowywanie tego o co autorowi chodziło, to oprócz encyklopedycznej wiedzy i naukowego ujęcia tematu, niezbędna jest także intuicyjna umiejętność łączenia faktów jak i wyciągania wniosków z tych faktów. Jeśli chodzi o Manuskrypt Voynicha to zdecydowana większość badaczy skupia się na próbie rozszyfrowania kodu pisma. Według mnie, sam tekst jest celowo zastosowaną mistyfikacją mającą zaangażować czytelników w bezowocne poszukiwania kodu manuskryptu podobnie jak np. celowo rozsypane niczym puzzle – Centurie Nostradamusa.

Ja w swoich poszukiwaniach skupiłem się na symbolicznym znaczeniu ilustracji. Manuskrypt, a konkretnie jego część zielarska stanowi, według mnie, swoiste kompendium wiedzy o Ewolucji Życia na Ziemi – począwszy od jego kosmologicznego aspektu, poprzez Ewolucję Człowieka (Teoria Darwina), aż po Prehistorię, a także Historię Współczesną. W dalszej części manuskryptu – sekcji zielarskiej, jej autor zaszyfrował wszystkie najważniejsze wydarzenia z naszej historii powszechnej z taki sposób, iż niejeden podręcznik do nauki historii mógłby mu pozazdrościć dokładności. Mało tego, zaszyfrowane ilustracje Manuskryptu opisują także całkiem współczesne wydarzenia jak również te których dopiero będziemy świadkami w przyszłości!

Inna część Manuskryptu Voynicha – biologiczna, to w graficzno-symboliczny sposób przedstawiona wiedza o najistotniejszych częściach składowych fizjologii człowieka. Nie jest to opowieść o zabiegach balneologicznych, sposobach leczenia – spa. Część tą należy rozumieć w ten sam sposób jak to przedstawił Albert Barillé we francuskim serialu animowanym: Il Etait Une Fois… La Vie.

Rozszyfrowaniem Manuskryptu Voynicha, jak do tej pory, zajmowało się i dalej zajmuje się wiele uznanych autorytetów naukowych posiadających w swoim dorobku wiele tytułów, korzystają oni z niezliczonej ilości źródeł historycznych. Niby wszystko jest ok, tylko efektu brak.

Ja z problematyką Maunuskryptu Voynicha zetknąłem się już wiele lat temu i wydawało mi się że jest to rzecz zupełnie nieistotna, jednakże dopiero około rok temu stwierdziłem, iż część zielarska Manuskryptu została skompilowana na takiej samej zasadzie co Almanachy i Wróżby Nostadamusa – głównym motywem przewodnim Manuskryptu i Almanachów jest kontinuum czasu i wydarzeń historycznych, a także co równie istotne, są to wydarzenia które dopiero nastąpią. W moim blogu stopniowo zamieszczam kolejne roczniki przepowiedni Nostradamusa i co rzecz znamienna, podobieństwo tych przepowiedni w znakomity sposób jest kompatybilne z przepowiedniami części zielarskiej Manuskryptu.

Jeśli chodzi o pozostałe części Manuskryptu Voynicha: kosmologiczna i inne, to moja interpretacja tych folio nie trwała zbyt długo – dokładnie miesiąc. Wiele, prawie wszystkie ilustracje stanowią pewną opowieść – szyfr, które to opowieści stanowią elementy, które już wcześniej opisałem pisząc książkę, którą wydałem już kilka lat temu – Gloria Olivae. Tak wiec źródłem mojej deszyfracji Manuskryptu są Almanachy Nostadamusa – głównie zasada kompilowania szyfru, a także moje wcześniejsze prace nad książką.

I w tym miejscu clou tego wpisu. Jeśli chodzi o Manuskrypt Voynicha to ma blogu przedstawiłem moją interpretację części: zielarskiej i biologicznej. Pozostała jeszcze do omówienia część astronomiczna, kosmologiczna i farmaceutyczna. Jeśli chodzi o almanachy Nostradamusa to przedstawiłem na blogu roczniki 1555, 1556 i 1557. Pozostały jeszcze do omówienia następne – pozostałe „lata”, a także cała reszta jego twórczości: Listy, Prognostyki i Wróżby, oraz oczywiście Centurie. Jeśli chodzi o zaszyfrowaną wiedzę w twórczości zespołu Led Zeppelin to przedstawiłem moją interpretację pierwszych czterech ich płyt oraz albumu Coda. Pozostała jeszcze do omówienia reszta ich twórczości. Jeśli chodzi o manuskrypt: Lost book of Nostradamus, to także jest jeszcze wiele do omówienia. Podobnie rzecz ma się z pozostałymi fragmentami książki Gloria Olivae – równie ciekawe co i wcześniej przedstawione.

Tak więc, jest jeszcze trochę materiału do zinterpretowania, ale aby to nastąpiło musiałbym mieć nieco więcej „przestrzeni” – tej medialnej, jak i tej najbardziej zasadniczej – werbalnej, z waszej strony. Ten zupełny brak zainteresowania – odzewu, powoduje zanik motywacji z mojej strony na dalszą działalność – a także co równie istotne, brak mi już zupełnie czasu na taką bezowocną działalność. Jednym słowem: zróbcie „hałas”, bo już sam nie wiem co z tym projektem dalej będzie. Ja już zrobiłem co do mnie (w tym momencie) należało – teraz to już wszystko zależy od Ciebie.


Książka „Gloria olivae” – rozdział: zakończenie

Tak trochę do poczytania dla zainteresowanych, a zarazem by nieco zachęcić różnych jednorazowych odwiedzających ten blog do dogłębniejszej jego lektury – poniżej przedstawiam podsumowanie książki Gloria olivae – czyli kwintesencja tego wszystkiego co zawiera w sobie gnoza Manuskryptu Voynicha, i „przepowiedni” Nostradamusa.

Zgodnie z konwencją tej książki, każdy z jej rozdziałów, oprócz wstępu i zakończenia, opatrzony został tytułem, który w syntetyczny i intrygujący zarazem sposób, ujmuje całość zagadnienia. Jednakowoż, gdybym miał sformułować jakąś myśl przewodnią tego „summa summarum”, to byłby z pewnością – Czas, a jak dotąd nie spotkałem się z lepszym jego określeniem niż to, które pochodzi z narodowego eposu Indii p.t. „Mahabharata”: Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w nie kończącym się ciągu, który nazywamy Czasem. Człowiek będzie musiał pojąć czas i opanować go. Albowiem Czas jest nasieniem Wszechświata”.

Sentencja ta stanowi doskonałą ilustrację istoty rzeczy, która legła u podstaw wszystkich działań, nie tylko Człowieka – Ucznia, ale też i Boga – Nauczyciela. „Mahabharata” opowiada o walkach dwóch wrogich sobie dynastii Pandawów i Kurawów, i właśnie ta „walka” antagonistycznych sił „Dobra” i „Zła” jest podstawą całego Wszechświata. Dzięki temu „perpetuum mobile” – cyklicznemu ruchowi, od niebytu – Kolaps, do istnienia – Wielki Wybuch, w środkowej jego fazie, niczym Feniks z popiołów, odradza się Nowe Życie. No właśnie Nowe Życie, wszystko na to wskazuje, że Człowiek jest tym ostatnim ogniwem, najdoskonalszą emanacją tego Życia. Powoli zniewalająca niektórych jego przedstawicieli – anomia, niestety tego nie potwierdza.

Szanowny czytelniku, wiesz już wszystko (z oczywistych względów tyle, na ile pozwala na to Edukacja Człowieka – punkt 21 rozdz. XXXVII), jednakże pozwoliłem sobie, niejako na deser, zostawić rozwiązanie jeszcze jednego „węzła gordyjskiego”, a który to węzeł zaszyfrowany został w Genesis – patrz punkt 7 rozdz, V. Aby zrozumieć wyjątkowość i doniosłość dzieła, którego jesteśmy drobnym i zadawało by się, że niewiele znaczącym, ale w gruncie rzeczy, bezcennym i niepowtarzalnym, elementem, a zarazem także, by nie wpaść w koleiny uprzedzeń czy też mylnych wniosków, koniecznym będzie dokonanie małej retrospekcji wszystkiego co o Człowieku mówi „gnoza” tej książki.

Zaiste długą przeszliśmy drogę, pełną zakrętów i pułapek, a początki (pomińmy na razie historię powstania Wszechświata, narodzin pierwszych organizmów i darwinowską Ewolucję) były nas wyraz nieciekawe – po naszym „starszym bracie”- Neandertalczyku, pozostała tylko pomięć i szacunek o jego, niemożliwych do spełnienia, wysiłkach. Z chwilą pójścia Człowieka do „Przedszkola”, zakończył się czas „niemowlęcy”. Następne etapy jego (naszej) „Edukacji” to: „Szkoła podstawowa”, którą niestety zmuszony był powtarzać, „Szkoła średnia”, zakończona symbolicznym „świadectwem dojrzałości” (dowody potwierdzające wiedzę o Megacyklu i roli Boga – Stwórcy w dziele odradzania się Życia – czyli „Arka”), a na koniec „Szkoła wyższa” – najtrudniejsza ze wszystkich dotychczasowych – Wielki Sen. Po okresie intensywnej Nauki – „Absolutorium”- czyli Druga część Klamry, gdzie to Przeszłość „spotka się” z Przyszłością. Czy ta Edukacja zakończy się Dyplomem, zależy to tylko od nas samych. Pozostaje tylko przypomnieć przyświecające całej tej Nauce motto: Żeby zrozumieć swoje błędy, trzeba je najpierw zrobić. (Najdobitniej przekonali się o tym różni „poszukiwacze straconego czasu”). Prawda ta uwidacznia deterministyczną Rolę Najwyższego, która objawia się również poprzez wyrażenie swej Woli jednostce, implikującej później historię całych narodów i cywilizacji. W chwilach szczególnego zagrożenia, wtedy gdy „wahadło historii” wychylało się nazbyt mocno w jakąś stronę, konieczna było jego bardziej zdecydowana interwencja. Inną bardzo ważną, wartą przypomnienia kwestią, jest to, w jaki sposób dokonała się ta cudowna przemiana istoty stojącej na szczycie Królestwa Zwierząt, w Człowieka.

Co, bo kto już wiemy, przyczyniło się do tego, że ta transformacja była w ogóle możliwa. Najprostszą z możliwych definicji, wyjaśniającą ten problem, jest Konkluzja: Fallus – czyli nieustanne i świadome pobudzanie przywspółczulnego układu nerwowego w połączeniu z mózgiem, jest najważniejszym „twórcą” inteligentnego Człowieka. Jeśli do tego dodamy trzeci z głównych czynników – testosteron oraz jego akcelerator – wysiłek fizyczny, to okaże się, że tym oczekiwanym skutkiem jest wynikająca z tego wszystkiego – neurogeneza.

Potwierdzeniem tego zasadniczego wniosku są przedstawione na stronach tej książki, różnego rodzaju „dowody pośrednie” np.: Bonobo, Obrzezka, Trzy etapy – dziecko w łonie matki, młodzież i czterdziestolatek, że już o „tajemniczych” Misteriach, Jodze, Sybilli, Prorokach, czy Wizjonerach nie wspomnę. A propos testosteronu, to wpływ tego hormonu odczuwają nie tylko mężczyźni. Właśnie dzięki temu „eliksirowi życia” kobiety doświadczają fenomenu długowieczności, a dobrodziejstwo to zawdzięczają działalności kory nadnerczy, która uwidacznia się już po ustaniu menopauzy.

Zanim o istocie „węzłowego problemu”, chwil parę chciałbym poświęcić wszystkim tym sprawom czy też miejscom, których to z powodu niedopatrzenia, a w niektórych przypadkach, z racji ich już wcześniejszego omówienia, pominąłem. A zatem, najbardziej „poszkodowanymi” w tym wszystkim są z pewnością antenaci mieszkańców „Wielkiego Buta”. Panteon bogów Rzymskich, nie tylko, że jest tożsamy z greckimi, ale też w swej warstwie ukrytej symboliki, miał dla ich „wtajemniczonych” podobną wartość. Takoż ma się rzecz z bóstwami Skandynawskimi, Celtyckimi, Słowiańskimi, czy bóstwami wyznawców Hinduizmu.

Równie wspaniałą kulturę, porównywalną z wszystkimi innymi omówionymi cywilizacjami, stworzyli Etruskowie. Ich wierzenia, „grobowce”, malowidła ścienne, język, sztuka, wyroby złotnicze, stawiają ich w równym rzędzie z tymi „cudami świata”, jakie pozostały po starożytnej Grecji, Egipcie, Sumerze, itp. Etruska nekropolia w Cerveteri, ze swoimi tumulusami i „komorami grobowymi”,w „zadziwiający”sposób przypomina Newgrange czy Wzgórze Tara. Równie ciekawe i pozostające jak do tej pory w „uśpieniu” są: „niezwykła” wiedza astronomiczna Dogonów, kościoły wykute w skale – pierwszych chrześcijan – esseńczyków w Aksum, „zagubione” miasto Petra, architektoniczny plan ateńskiego Akropolu – „Kobieta”, Extersteine – dawne „pogańskie” miejsce kultu z „astronomicznym obserwatorium”.

Począwszy od zaszyfrowanej informacji, znajdującej się w Studni Martwego Człowieka – jaskinia Lascaux, poprzez petroglify np. Peterborough, Nil z Międzyrzeczem i z Murem Chińskim, rysunki naskalne ludzi kultury Nazca, „fenomenalną” Wyspę Wielkanocną, Drogę Umarłych w Teotihuacan, aż po Leonarda da Vinci i innych wizjonerów, że wymienię tylko kilka tych najbardziej spektakularnych, z całej plejady, przykładów świadczących o Kulcie Człowieka Ptaka – to wszystkie one świadczą o tym, iż to właśnie my, którzy dzięki braciom Wraight wznieśliśmy się w powietrze, jesteśmy adresatami wszystkich tych „kodów z przeszłości”, i jak wskazuje na to diagram Ofitów, znajdujemy się właśnie w najbardziej przełomowym momencie, nie tylko Historii Człowieka, ale i całego Wszechświata.

Dlatego też, wszystko to co Człowiek robił, czym żył, i co tworzył: Ewolucja, Edukacja, Cywilizacje, Kultury, Religie, Wielki Sen, itp., były tylko przygotowaniem do tego, o czym „mówi” Objawienie św. Jana – Królestwo Boże.

Jeżeli w początkowych rozdziałach tej książki pisałem, że: – „Dualizmem przeciwstawnych sobie zasad – męskiej i żeńskiej, Człowiek „przedpotopowy” daje nam do zrozumienia, że podstawą naszej egzystencji jest jedność przeciwieństw, co w ogólniejszym znaczeniu odnosi się to do cykliczności Wszechświata” – (rozdz. X); czy też – „Tworząc z takim poświęceniem tak ogromne „pamiętniki”, każda z tych wielkich cywilizacji miała na celu nie tylko to, by pochwalić się swoim poziomem wiedzy, ale abyśmy my ludzie z epoki „Człowieka ptaka” nie musieli otwierać już raz otwartych drzwi” – (rozdz. XV); a także – „Kosmicznej wielkości symbol Dualizmu – Słońca i Księżyca, „Dobra” i „Zła”, przetrwał do naszych przodków, by we właściwym momencie potwierdzić, że w czasach „przedpotopowych” Człowiek popełnił błąd. Jednocześnie ta „Arka”, niczym kod z Pionieera, ma być informacją, która obali wszelkie błędne teorie i hipotezy, jeszcze nie w pełni „dojrzałego” Człowieka, dzięki któremu wszyscy ci zmarli już jej budowniczowie, będą mogli powrócić do „życia”. – (rozdz. XV); a później, że – „Twórcy Genesis całą swoją wiedzę dotyczącą powstania Życia na Ziemi i Historii Człowieka uczynili tak „niedostępną”, by Człowiek podczas „Wielkiego Snu” poświęcił swój czas na naukę w najważniejszej „szkole życia – na „Uniwersytecie”, „Przez wszystkie strony tej książki przewijała sie prawda o Czterech Stopniach dochodzenia Człowieka do Królestwa Bożego, które będzie ostatnim, najważniejszym etapem nauki, kiedy to mając już „Dyplom” w kieszeni, będzie na tyle mądry by oddzielić ziarno od plew, prawdę od fałszu, dobro od zła”. – (rozdz. XXXVII); oraz – „Wizjonerzy pisząc swoje proroctwa, piszą je nie dla współczesnych, ale dla Człowieka znanego z „Kultu Ptaka”, by ten w czasie największego przełomu w jego życiu, jakim będzie (jest) przebudzenie się z „Wielkiego Snu”, nie „przeraził się”, ale tym łatwiej, bo bez żadnych stresów, pojął, że ta rzeczywistość, która go otacza, była, jest i będzie, niezależnie od tego w jakim akurat miejscu nauki on się znajduje”. – (rozdz. XXXVIII) – to każda z tych racji z osobna i wszystkie razem wzięte, są częścią tej samej „Racji Nieuchronności Biegu Czasu”, której nic ani nikt, przeciwstawić się nie może. Tylko i wyłącznie dzięki tej Opatrzności Bożej „Nieuchronność” ta nie jest zdana na łaskę „Przypadku”, a na dobrze przemyślaną i nie znoszącą fakultatywnościKonieczność”. I ten właśnie imperatyw legł u podstaw takiej różnorodności motywów, na które wpływ i niewątpliwą inspirację miał „Największy z Olbrzymów”.

Zgodnie z ogólnie znanym sloganem, a który stanowi końcową myśl, arcyważną uwagę rozdziału XXXI – „Wszystko w swoim czasie”, a także mając cały czas w pamięci analogiczną przestrogę – pointę rozdziału XXVI – „Nie należy poganiać czasu – to co ma się zdarzyć, na pewno się zdarzy, lecz decyzję o tym kiedy, podejmie nasz Ojciec i na nic się zdadzą nasze mniemania”, oraz zgodnie z ideą tego „podsumowania”, nadszedł właściwy ku temu właściwy moment by rozplątać ostatni ze znanych mi, a skutecznie jak dotąd pozostający w „ukryciu”, „gordyjski węzełek”.

Otóż, jeśli weźmiesz szanowny czytelniku pod uwagę wszystko to, co do tej pory dzięki tej książce już wiesz, a w szczególności: informacje dotyczące „śmierci klinicznej”- (Życie po życiu – Raymonda A. Moody) – rozdz. XV, „film w mózgu”- rozdz. VIII, męczeńską śmierć Jezusa i obietnicę zmartwychwstania – rozdz. XXI, oraz całość zagadnień związanych z problematyką Cykliczności Wszechświata, to tym łatwiej zrozumiesz dlaczego twórcy Biblii w wersie 1.26 w Genesis, użyli stwierdzenia Bóg w liczbie mnogiej – „Uczyńmy Człowieka na obraz nasz”. To co zostało zaszyfrowane w Objawieniu św. Jana w końcowych jego wierszach – „Klęska Szatana”, „Nowe Niebo i Nowa Ziemia”, „Wieczne panowanie Chrystusa”, jednoznacznie ukierunkowują w stronę ostatecznego wniosku, iż Bóg, który dla jednych jest „Starcem z siwą brodą”, dla drugich „Bóstwem z brodą”, a jeszcze dla innych „Jaźnią”, czy „Kwintesencją”, itp., jest niczym innym tylko „Życiem z poprzedniego wcielenia”, które nie umarło bezpowrotnie, ale zgodnie z powiedzeniem „non omnis moriar”, nadal żyje. Czy w formie niematerialnej, czy jakiejkolwiek innej, tego na obecnym etapie „ewolucji” naszej nauki nie jesteśmy w stanie stwierdzić. Naszym przeznaczeniem jest królestwo Boże – gdzie Bóg będzie żył z Człowiekiem, a Człowiek z Bogiem, po którym to czasie nastąpi druga, „niewdzięczna” część Megacyklu. Później my, czyli wszyscy ci, którzy teraz są oraz ci, którzy będą w „Bogu”, będziemy „Bogami”- zaczniemy nowy Megacykl, jednakże nie na „Nowej Ziemi”, ale „najpierw” w „Niebie”.

To właśnie my – ci, którzy w tym cyklu żyli i „umarli” oraz ci, którzy żyją i „umrą”, będziemy „Trójkątem skierowanym ku dołowi” i będziemy mogli tylko „bezsilnie” patrzeć i czekać na stosowny moment, aż w jakimś miejscu Nowego Wszechświata powstanie taki Układ Planetarny, w którym będą odpowiednie warunki ku temu, by mogło tam zagnieździć i rozwinąć się Nowe Życie.

Ciąg dalszy już znasz: Nowa „Ewolucja”, Nowa „Edukacja”, Nowe „Absolutorium” i „Dyplom” oraz Nowe „Królestwo Boże”, w którym nastąpi Nowe „Zmartwychwstanie”. Kiedy i w którym to Megacyklu nasi poprzednicy doszli do takiego stopnia Rozwoju, by w Kosmiczne Perpetuum Mobile wpleść Ludzkie – Człowiecze Perpetuum Mobile (czy dzieje się to po raz pierwszy, czy kolejny – jest to zupełnie nieistotne), każdy z nas „wkrótce” się o tym przekona. Jedno jest pewne: po jednym Megacyklu, zawsze jest następny Megacykl. Nie na darmo rabin Ben Akiba, przy każdej okazji mawiał „Wszystko już było”. I to jest cała tajemnica wersu 1.26 w Genesis.

Żadna, nawet najdoskonalsza i najbardziej przekonywująca argumentacja, nie zastąpi autopsji, której niepodważalność autentyzmu uśmierzy wszelki sceptycyzm.

Wiemy już kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, jaki jest nasz cel, jakie pokusy i zagrożenia, pozostaje tylko z ufnością w sercu, zachowując jednak trzeźwość umysłu, poddać się „Nieuchronnej Konieczności” – „być skałą i nie poddać się”. We wstępie pisałem, że: „Najdoskonalszą rzeczą jaką można sobie wyobrazić jest zrozumienie tych dziedzin – Wiary i Nauki – jako Całość. Jednostki te, w parze ze sobą, tworzą Jedność – jedno bez drugiego daje zafałszowany obraz rzeczywistości”. Tym co zapewnia skupienie się tych przeciwstawnych wartości, jest nasz Ojciec – „Wielki Anestezjolog”, który tak jak kiedyś spowodował rozszczepienie „jednego nieskazitelnie białego światła” na wiele „różnokolorowych światełek”, tak teraz gdy „Czas Wielkiego Snu” dobiegł końca, równie skutecznie przyczynia się do skupienia tych „światełek” z powrotem, w jedno „oczekiwane od zawsze” „światełko” jakim jest „Wiara Babel”. Pozostając w konwencji „skupiania” i „Jedności”, to stać się to może tylko wtedy, gdy za pomocą symbolicznego „Pryzmatu” (czy raczej jego odwrotności), połączymy symbolikę „Kamienia Filozoficznego”, „Kwadratury Koła” i „Perpetuum Mobile” w „Całość”. Odnosi się to także do sentencji rozdziału XXXV – „IN GOOD WE TRUST”

Mam nadzieję, że „rzeczywistość” tej książki, będzie skutecznym środkiem wybudzającym Człowieka z „Narkozy”. Pora obudzić się i zaczerpnąć „rzeczywistego powietrza”. Komu zaś „powietrze” to nie wystarcza, lub co gorsza próbowałby „obrażając Prawdę”, „niedostrzec” zamieszczonych w tej książce faktów i wynikających z nich wniosków, niech „pójdzie po rozum do głowy”, tam właśnie znajduje ujście jej najważniejszy atrybut – Mądrość.

To, o czym wieszczył Malachiasz – wypełniło się – „Gloria Olivae” – nie znaczy Chwała oliwki, ale zgodnie z pewnym pouczającym powiedzeniem – „Oliwa sprawiedliwa, bo na wierzch wypływa”.

Niech więc tego „oleum”, drogi czytelniku, ci nie zabraknie, niech sprawiedliwości stanie się zadość, ponieważ: „Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy Czasem. Człowiek będzie musiał pojąć czas i opanować go. Albowiem Czas jest nasieniem Wszechświata”.

Spis treści


I. System Doktora Smoły i Profesora Pierza – czyli trochę Kosmologii.

II. Dwa szczegóły – czyli trochę Historii Życia na Ziemi.

III. Neandertalczyk! – czyli trochę Archeologii.

IV. Fallus – czyli Konkluzja – część Pierwsza.

V. Genesis – czyli Pierwsza część Klamry.

VI. Przedszkole – czyli trochę Sztuki.

VII. Szkoła – czyli rzecz o Einsteinie.

VIII. Mózg – czyli Konkluzja – część Druga.

IX. Bonobo – czyli Konkluzja – część Trzecia – oraz sama Konkluzja.

X. Arka Noego – czyli trochę Architektury.

XI. Kobieta – czyli Księżyc.

XII. „Wenus” – czyli Konkluzja – część Czwarta.

XIII. Mężczyzna – czyli Słońce – część Pierwsza – Głowa.

XIV. Mężczyzna – czyli Słońce – część Druga – Podbrzusze.

XV. Mężczyzna – czyli Słońce – część Trzecia – Serce i coś jeszcze.

XVI. Judaizm – czyli Konkluzja – część Piąta.

XVII. Nurek Delijski – czyli trochę Filozofii.

XVIII. Buddyzm – czyli Antidotum na Podglądaczy.

XIX. Mur Chiński – czyli Przesłanie.

XX. Wyspa Wielkanocna – czyli Fenomen.

XXI. Chrześcijaństwo – czyli Wielki Sen.

XXII. Islam – czyli Proporcjonalność odwrotna.

XXIII. Ameryka Północna – czyli In Memoriam.

XXIV. Ameryka Środkowa – czyli Rok 1519.

XXV. Ameryka Południowa – czyli Bardzo „dziwne” podobieństwa.

XXVI. AntyEpimenides – czyli rzecz o „Poganiaczach Czasu”.

XXVII. Masoni – czyli Kamuflaż.

XXVIII. Alchemia – czyli rzecz o „Poszukiwaczach straconego Czasu”.

XXIX. Różokrzyżowcy – czyli Zabawa w „głuchy telefon”.

XXX. Kabała – czyli Kołysanka dla czytelników „Przewodnika dla zakłopotanych”.

XXXI. Genesis – czyli Pierwsza część Klamry – Suplement.

XXXII. Dziadek – czyli rzecz o Kolumbie.

XXXIII. Ojciec – czyli rzecz o Jeffersonie i innych Ojcach założycielach.

XXXIV. Syn – czyli Bush czy Bushyzm?

XXXV. Krzywa Laffera – czyli „Kocioł bałkański” do kwadratu.

XXXVI. Przesłanie – czyli Cywilizacja Życia czy Cywilizacja Śmierci?

XXXVII. Objawienie św. Jana – czyli Druga część Klamry.

XXXVIII. „Głos wizji” – czyli rzecz o Leonardzie da Vinci, Nostradamusie i Malachiaszu.

XXXIX. „Wizja głosu” – czyli rzecz o Joannie d`Arc, Łucji dos Santos i Faustynie Kowalskiej.

XL. Semiotyka! – (czyli) od Lascaux po Led Zeppelin.




Bezwzględność prekognicji nie podlega dyskusji

Poprzednie dwa wydarzenia – „Brexit” oraz „Nicea”, (jak i wszystkie poprzednie), tak dokładnie „przepowiedziane” przez autora Manuskryptu Voynicha w jego zielarskiej (historycznej) części, stanowią potwierdzenie tego, iż moja interpretacja ilustracji jest jak najbardziej zasadna. Jeśli zatem kontinuum czasu i wydarzeń historycznych ma się potwierdzić, to czekają nas wkrótce nieciekawe czasy – ale o tym to już mówi następna strona Manuskryptu Voynicha, którą opublikowałem na moim blogu 25 września 2014 roku.


49V – 

Bomba jądrowa.

Korzeń – mały, okrągły, o kształcie purchawki chropowatej – brodawkowate kolce. Liście – prawie na całej długości wysmukłej łodygi brak liści – są one obcięte, jednakowoż na samym jej szczycie dostrzec można niesamowite kłębowisko liści, których kształt kojarzy się z olbrzymim parasolem lub grzybem. Kwiat – mały granatowo-czarny kwiatek.

Korzeń – jak już to wielokrotnie na poszczególnych przykładach udowadniałem, wszystkie elementy każdej z roślin mają jakieś symboliczne znaczenie, przesłanie. Szczególnie odnosi się to podstawowego segmentu tych „zaszyfrowanych informacji” – korzenia. Nie inaczej jest w tym przypadku. By odgadnąć jakiego to miejsca i czego dotyczą wydarzenia związane z tą rośliną nie trzeba wiele – należy zapoznać się z opisem purchawki chropowatej – jej morfologią i znaczeniem, zaś bezdyskusyjnym lokalizatorem „teatru zdarzeń” jest łacińska nazwa tego grzyba: „Lycoperdon perlatum Pers”.

Wysokość 3-7 cm, średnica 2-4 cm, kształt maczugowaty lub gruszkowaty, o wierzchołku zaokrąglonym, lub zakończonym garbem. Pokryty jest brodawkowatymi kolcami. Początkowo cały owocnik jest biały, dojrzały staje się ochrowy lub brązowy i łysy. Kolce po dotknięciu z łatwością odłamują się, pozostają wówczas po nich okrągławe oczka. W dojrzałym owocniku całe jego wnętrze zamienia się w ogromną ilość zarodników, owocnik na szczycie pęka i przez powstały otwór uwalniają się zarodniki (pod wpływem wiatru lub dotknięcia przez zwierzęta lub ludzi). Już krople deszczu o średnicy 1 mm są wystarczające do wyrzucenia zarodników. Pojedynczy podmuch wiatru może uwolnić nawet 1 milion zarodników. (…) Badania bio akumulacji wykazały, że purchawka chropowata łatwo akumuluje występujące w glebie metale ciężkie oraz selen, i może być wykorzystana w tym celu jako gatunek wskaźnikowy Doświadczalnie wykazano też jej zdolność do wiązania jonów rtęci z roztworów wodnych, badana jest jej przydatność w tym względzie do oczyszczania wody i ścieków zanieczyszczonych rtęcią.”

(link) – 

49V – Bomba jądrowa.


Propozycja – The proposal

Powtórzę to co już w 2014 pisałem, może tym razem spotka się to z większym zrozumieniem:

Jak do tej pory na moim blogu zamieściłem początkowe Almanachy Nostradamusa jak też i fragmenty – część zielarską (historyczną) Manuskryptu Voynicha. Jest to zaledwie wstęp do pozostających jak do tej pory w cieniu obu tych zakodowanych tematyk. Inne Almanachy, Centurie czy też Listy Nostradamusa, jak również pozostałe części Manuskryptu Voynicha: (astronomiczna, biologiczna, kosmologiczna, farmaceutyczna), stanowią meritum propozycji: jeśli ktoś z odwiedzających ten blog chciałby dowiedzieć się co zawierają pozostałe elementy przepowiedni, lub też, na czym bardziej mi zależy, byłby zainteresowany rozpropagowaniem mojej interpretacji Manuskryptu Voynicha na przykład w prasie, mediach, wydawnictwie, w swoim kraju, to gotów byłbym na nawiązanie współpracy. Przy czym zaznaczam, iż ewentualny kontrahent mógłby liczyć z mojej strony na pełne zaangażowanie, jak też i liczyć na prawo wyłączności na całość moich interpretacji, których nowatorska jakość jest wyjątkowa, o czym można się było do tej pory przekonać. Zapewniam, iż pozostała część zakodowanych informacji jest równie ciekawa i zaskakująca. Wszelkie informację kierować poprzez zakładkę: Kontakt, lub Facebook.

So far on my blog I posted the initial Almanacs by Nostradamus as well and fragments – Part herbalist (historical) Voynich Manuscript. It is just an introduction to, remaining so far in the shade, both coded themes. Other Almanacs and such. Centuries of Nostradamus or lists, as well as other parts of the Voynich Manuscript (astronomical, biological, cosmological, pharmaceutical), are the merits of the proposal: if someone from the visitors of this blog would like to know what they contain other elements of prophecy, or, what more I care, wider publicity would be interested in my interpretation Voynich Manuscript, for example, in the press, media, publishing, in your country, you’d be willing to cooperate. At the same time point out that the potential contractor could count on my hand the full commitment, as well, and rely on the exclusive right to all of my interpretation, which is unique innovative quality of what you might see so far. I assure you that the remaining encoded information is as interesting and surprising. All information guided by tab: Contact, or on Facebook.


Kontinuum czasu

Led Zeppelin I

Good Times Bad Times – czyli powstanie i ewolucja Układu Słonecznego

Babe I’m Gonna Leave You – czyli powstanie Księżyca

You Shook Me – czyli Hadeik

Dazed and Confused – czyli powstanie i ewolucja życia na Ziemi

Your Time Is Gonna Come – czyli okres panowania dinozaurów

Black Mountain Side – czyli zagłada dinozaurów

Communication Breakdown – czyli szybkie zróżnicowanie ssaków

I Can’t Quit You Baby – czyli Antropogeneza

How Many More Times – czyli Księga Rodzaju

Led Zeppelin II

Whole Lotta Love – czyli byt transcendentny

What Is and What Should Never Be – czyli zbyt wiele naraz

The Lemon Song – czyli skutki nadmiernej ciekawości

Thank You – czyli poświęcenie i trud

Heartbreaker – czyli Judaizm

Living Loving Maid (She’s Just a Woman) – czyli Chrześcijaństwo

Ramble On – czyli Islam

Moby Dick – czyli średniowieczna masakra

Bring It On Home – czyli Nowy Świat czarnych niewolników

Led Zeppelin III

Immigrant Song – czyli Odkrycie Ameryki

Friends – czyli pionierzy Dzikiego Zachodu

Celebration Day – czyli Deklaracja Niepodległości

Since I’ve Been Loving You – czyli etos pracy, wytrwałości i oszczędności

Out on the Tiles – czyli wyjście z cienia na polityczne salony

Gallows Pole – czyli zasłużony koniec nikczemnych czynów

Tangerine – czyli Hiroszima i Nagasaki

That’s the Way – czyli za żelazną kurtyną

Bron-Y-Aur Stomp – czyli koniec z dyskryminacją rasową

Hats off to (roy) Harper – czyli długi marsz do wolności

Led Zeppelin IV

Black Dog – czyli rok 1978

Rock and Roll – czyli lata 1979 – 1999

The Battle of Evermore – czyli lata 1999 – 2004

Stairway to Heaven – czyli rok 2004

Misty Mountain Hop – czyli lata 2004 – 2005

Four Sticks – czyli lata 1998, 2006 – 2008

Going to California – czyli rok 2009

When the Levee Breaks – czyl lata 2010 – 2015

Houses of the Holy

The Song Remains the Same – czyli rok 2016 (początek roku)

The Rain Song – czyli rok 2016 (wiosna)


Houses of the Holy – czyli Houses of Parliament

Houses of the Holy


Wszystkie poprzednie okładki płyt, miały swoje symboliczne znaczenie. Nie inaczej jest i z piątym krążkiem zespołu – Houses of the Holy. Tak jak w przypadku symbolu Sandy Denny z czwartej płyty, który zamieszczony jest obok tytułu piosenki The Battle of Evermore, tak ta piąta płyta Houses of the Holy, stanowi kwintesencję czterech poprzednich płyt. By wyjaśnić na czym polega to dopełnienie, potrzebne jest selektywne sięgnięcie do źródła – nie do tego oficjalnego, które tylko wprowadza w błąd i skierowuje tok myślenia na boczne tory, ale do ludowych podań, ponieważ, jak sądzę, to właśnie na ich kanwie producent płyty oparł swoją wiedzę niedostępną profanom. Najpierw kilka cytatów.

The cover art for Houses of the Holy was inspired by the ending of Arthur C. Clarke’s novel Childhood’s End. The cover is a collage of several photographs which were taken at the Gigant’s Causeway, Northern Ireland, by Aubrey Powell of Hipgnosis. The two children who modelled for the cover were siblings Stefan and Samantha Gates. […] The inner sleeve photograph was taken at Dunluce Castle nearby the Causeway.



Grobla Olbrzyma (także: Droga Olbrzymów, ang.Giant’s Causeway, irl. Clochán na bhFómharach) – oryginalna formacja skalna na wybrzeżu Irlandii Północnej (hrabstwo Antrim) składająca się z ciasno ułożonych bazaltowych kolumn. […] Według irlandzkiej legendy Groblę wybudował olbrzym Finn MacCumhaill (Finn McCool), przywódca wojowniczej bandy Fianna, który chciał przejść do Szkocji suchą stopą i tam pokonać swojego odpowiednika. Jednak, gdy przeszedł i zobaczył, jak wielki jest szkocki olbrzym, w panice uciekł i z pomocą swojej żony przebrał się za dziecko. Gdy szkocki olbrzym przybył do Irlandii i zobaczył „dziecko”, przeraził się. Jeśli tak duże jest dziecko, to jak wielki musi być dorosły.



Dunluce Castle (from Irish: Dún Libhse) is a now-ruined medieval castle in Northern Ireland. It is located on the edge of abasalt outcropping in Cantry Antrim (between Portballintrae and Portrush), and is accessible via a bridge connecting it to the mainland. […] A local legend states that at one point, part of the kitchen next to the cliff face collapsed into the sea, after which the wife of the owner refused to live in the castle any longer. According to a legend, when the kitchen fell into the sea only a kitchen boy survived, as he was sitting in the corner of the kitchen which did not collapse.

Miejscowa legenda mówi, że w pewnym momencie część kuchni obok klifiu upadła do morza, po tym żona właściciela nie chciała żyć w zamku dłużej. Według legendy, kiedy kuchnia spadła do morza tylko chłopiec kuchenny przeżył, bo siedział w kącie kuchni, która nie upadła.


W tym momencie sprawa wydaje się niezbyt zrozumiała, dlatego też zanim cokolwiek napiszę o ilustracjach zamieszczonych na okładce albumu, należy skupić uwagę na tytule utworu, albowiem to w rozszyfrowaniu jego ukrytego znaczenia tkwi sedno problemu.

Tak jak w przypadku piosenki: Four Sticks (szósta pozycja z czwartej płyty), w której jej autorzy posłużyli się pewnym skrótem myślowym, tytuł tego utworu ma swoje „podprogowe”, symboliczne znaczenie. I tak – pierwszy segment tytułu: Houses ma swoje konkretne i jedyne w swoim rodzaju przyporządkowane. Jest to ni mniej ni więcej tylko: Houses of Parliament.

The Houses of Parliament, also known as the Palace of Westminster, is the seat of the two parlimentaryhouses of hte United Kingdom: the House of Lords and House of Commons. (link)- 

Powtórzę. Pierwszy segment tytułu stanowi zaszyfrowaną informację o dwóch izbach angielskiego parlamentu: Izbie Lordów i Izbie Gmin. Drugi segment tytułu: of the Holy – znaczy święty, poświęcony, przenajświętszy. Zatem, jak sądzę chodzi w tym przypadku o jakieś święte miejsce, w którym mieszczą się jakieś dwa ugrupowania, nieco różniące się od siebie, ale w gruncie rzeczy łączy je jakaś jedna idea, jeden ważny cel. Można w tym miejscu dywagować o jakie miejsce chodzi, o jakich to dwóch grupach, mających jeden cel chodzi, ale należy cały czas mieć na uwadze kontekst tak tego utworu (Giant’s Causeway, Dunluce Castle), jak i kontekst ideogramu symbolu Sady Denny – piąty symbol – eter. Ze wszystkich poprzednich moich wpisów wynika, iż cały dotychczasowy dorobek literacki zespołu ukierunkowany jest w jednym konkretnym celu – by za pomocą zakodowanych informacji przekazać mam wiedzę o człowieku odkąd tylko pojawił się na horyzoncie historii. Ale ta podróż nie jest tylko i wyłącznie materialistyczną fakultatywną karuzelą ewolucji, ale ma w sobie pierwiastek mistycznego determinizmu. Poniższy fragment z książki Gloria olivae – rozdział Zakończenie, kwestię tą dość dobrze doprecyzowuje.

Otóż, jeśli weźmiemy pod uwagę wszystko to, co do tej pory dzięki tej książce już wiemy a w szczególności: informacje dotyczące „śmierci klinicznej”- (Życie po życiu – Raymonda A. Moody), „film w mózgu”, męczeńską śmierć Jezusa i obietnicę zmartwychwstania, oraz całość zagadnień związanych z problematyką cykliczności wszechświata, to tym łatwiej zrozumiemy dlaczego twórcy Biblii w wersie 1.26 w Genesis, użyli stwierdzenia Bóg w liczbie mnogiej – „Uczyńmy Człowieka na obraz nasz”.

To co zostało zaszyfrowane w Objawieniu świętego Jana w końcowych jego wierszach – „Klęska Szatana”, „Nowe Niebo i Nowa Ziemia”, „Wieczne panowanie Chrystusa”, jednoznacznie ukierunkowuje w stronę ostatecznego wniosku, iż Bóg, który dla jednych jest „Starcem z siwą brodą”, dla drugich „Bóstwem z brodą”, a jeszcze dla innych „Jaźnią”, czy „Kwintesencją”, etc, jest niczym innym tylko „Życiem z poprzedniego wcielenia”, które nie umarło bezpowrotnie, ale zgodnie z powiedzeniem „non omnis moriar”, nadal żyje. Czy w formie niematerialnej, czy jakiejkolwiek innej, tego na obecnym etapie „ewolucji” naszej nauki nie jesteśmy w stanie stwierdzić. Naszym przeznaczeniem jest „królestwo boże” – gdzie Bóg będzie żył z Człowiekiem, a Człowiek z Bogiem, po którym to czasie nastąpi druga, „niewdzięczna” część megacyklu. Później my, czyli wszyscy ci, którzy teraz są oraz ci, którzy będą w „Bogu”, będziemy „Bogami”- zaczniemy nowy Megacykl, jednakże nie na „Nowej Ziemi”, ale „najpierw” w „Niebie”.

To właśnie my – ci, którzy w tym cyklu żyli i „umarli” oraz ci, którzy żyją i „umrą”, będziemy „Trójkątem skierowanym ku dołowi” i będziemy mogli tylko „bezsilnie” patrzeć i czekać na stosowny moment, aż w jakimś miejscu Nowego Wszechświata powstanie taki Układ Planetarny, w którym będą odpowiednie warunki ku temu, by mogło tam zagnieździć i rozwinąć się Nowe Życie.

Ciąg dalszy już znasz: nowa „Ewolucja”, nowa „Edukacja”, nowe „Absolutorium” i „Dyplom” oraz nowe „Królestwo Boże”, w którym nastąpi nowe „Zmartwychwstanie”. Kiedy i w którym to megacyklu nasi poprzednicy doszli do takiego stopnia rozwoju, by w kosmiczne perpetuum mobile wpleść ludzkie – człowiecze perpetuum mobile (czy dzieje się to po raz pierwszy, czy kolejny – jest to zupełnie nieistotne) każdy z nas „wkrótce” się o tym przekona. Jedno jest pewne: po jednym megacyklu, zawsze jest następny megacykl. Nie na darmo rabin Ben Akiba, przy każdej okazji mawiał „Wszystko już było”. I to jest cała tajemnica wersu 1.26 w Genesis.

Żadna, nawet najdoskonalsza i najbardziej przekonywująca argumentacja, nie zastąpi autopsji, której niepodważalność autentyzmu uśmierzy wszelki sceptycyzm.

Reasumując: w koncepcji twórców płyty Houses of the Holy jest, będzie miejscem spotkania się dwóch różnych „grup” – „Lordów”, którzy obecnie przebywą w innym „stanie skupienia”, oraz „Izby niższej”, która w rzeczy samej jest niższa, jednakże stan jej skupienia jest jak najbardziej stały – lecz do czasu kiedy nasza klepsydra, w dolnej pozycji osiągnie swoją maksymalną wagę. Takim to sposobem, za pomocą jednego krótkiego idiomu, twórcy płyty zakodowali treści, które od wieków stanowią esencję większości filozoficznych, religijnych i naukowych dociekań. Na potwierdzenie tego, iż taka jest „etymologia” tytułu tej płyty, poniżej przedstawiam moją interpretację obu ilustracji.

Teraz kolej na ilustracje okładki.


The two children who modelled for the cover were siblings Stefan and Samantha Gates. The photo shoot was a frustrating affair over the course of ten days. Shooting was done first thing in the morning and at sunset in order to capture the light at dawn and dusk, but the desired effect was never achieved due to constant rain and clouds. The photos of the two children were taken in black and white and were multi-printed to create the effect of 11 individuals that can be seen on the album cover. The results of the shoot were less than satisfactory, but some accidental tinting effects in post-production created an unexpectedly striking album cover.


Dzieci wspinające się po schodkach na szczyt wielkiej „piramidy” zbudowanej z zazębiających się bazaltowych kolumn, symbolizują to wszystko o czym była wcześniej mowa – długą drogę drogę człowieka: od nieświadomego jeszcze swoich możliwości i nieznającego pojęcia sacrum bezideowego hominida, do olśnionego przez „opatrzność” wizją „szerokopasmowego łącza”, dzięki któremu znał i wiedział dokładnie tyle ile powinien. Jak z tej wiedzy ów człowiek wtedy skorzystał, to już inna sprawa. W tej chwili najistotniejsza jest właściwa interpretacja ilustracji okładki. Jak widać najważniejszym celem dla tych dzieci jest szczyt wzniesienia, na który wspinają się po schodkach – szczeblach systematycznej (a nie ekspresowej) edukacji.


Równie ciekawa jest ilustracja zamieszczona wewnątrz okładki. U podnóża ruin Dunluce Castle stoi jakaś postać, która w wyciągniętych rekach trzyma jakiś podłużny przedmiot. Biorąc pod uwagę to co o tym zamku głosi miejscowa legenda, oraz zakładając, iż Jimmy Page dość krytycznie odnosił się do wcześniejszych projektów okładki, sądzę że kwestia tej ilustracji nie jest aż tak banalna, jak się do tej pory zdawało. Jest to tylko moje przypuszczenie, ale potwierdzone bardzo poważnymi przesłankami, że postacią stojącą u stup ruin jest nie kto inny tylko właśnie główny animator całego tego wielkiego projektu „podprogowej dyskografii” zespołu Led Zeppelin – Jimmy Page.

Fakt interesowania się przez niego okultyzmem, postacią Aleistera Crowleya, jest główną poszlaką. Przyglądając się bliżej tej postaci z ilustracji, można z dużą dozą prawdopodobieństwa dojść do wniosku, iż tą postacią stojącą u podnóża ruin jest sam Jimmy – trzymający w wyciągniętych ramionach gitarę, natomiast „snop światła” padający na niego, kojarzy mi się ze strumieniem jaźni, wiedzy, etc, dzięki któremu osiągnął on, dostępny tylko dla nielicznych, tak niezwykły zasób możliwości. Jakkolwiek by to nazwać, to zapewne za sprawą tego spiritus movens powstała cała jego literacko-muzyczna twórczość. Siedzący w kącie kuchni chłopiec, który przeżył katastrofę budowlaną zamku z legendy o Dunluce Castle – to nasz mały Jimmy, który (uratował się) uratował dla nas fragment „przeszłości”. Według legendy, kiedy kuchnia spadła do morza tylko chłopiec kuchenny przeżył, bo siedział w kącie kuchni, która nie upadła.

I to by było na tyle. Następne wpisy będą egzegezą tekstów i utworów, zamieszczonych na piątej płycie zespołu.


Jaskinia Lascaux – Mater Ecclesiae gnozy

Rozdział XXXV książki Gloria olivae

W latach siedemdziesiątych XX wieku, amerykańscy naukowcy wysłali w przestrzeń kosmiczną próbnik Pionieer 10, do kadłuba którego przymocowano aluminiową płytkę pokrytą cienką warstwą złota. Na płytce wygrawerowano zakodowany rysunek – świadectwo poziomu rozwoju naszej cywilizacji, będący sygnałem skierowanym do innych inteligentnych cywilizacji pozaziemskich. Człowiek wysłał więc w Kosmos swoje „credo” oczekując odpowiedzi. Jeśli we wszechświecie jest jakakolwiek inna cywilizacja, to powinna ona ten sygnał nie tylko odebrać, ale, co stanowi istotę tego eksperymentu, umieć go odebrać i jeśli to możliwe, „wysłać odpowiedź” (nawiązać kontakt). Zakładając, że ich cywilizacja stoi na niższym, od naszego, poziomie, to odpowiedzi nie będzie. Jeśli zaś na równorzędnym lub wyższym, czego hipotetycznie wykluczyć nie można, to nie powinni mieć kłopotów z odczytaniem tego „przesłania”.
Podobne „wnioski” można wysnuć z lektury tej książki. Co więcej, mają one swoje drugie, znacznie ważniejsze znaczenie. Otóż wszystkie przedstawione, jak również i inne nie uwzględnione tutaj, przykłady „zakodowanych rysunków – sygnałów” jakie zostały wysłane przez „przedpotopowe”cywilizacje, miały dotrzeć, nie tylko do właściwego miejsca swego przeznaczenia, ale, co ważniejsze, we właściwym ku temu czasie – Kult Człowieka Ptaka. Biorąc powyższe pod uwagę, to zrozumiałe teraz okazują się fakty, tych wszystkich „przypadkowych” odkryć, jakie miały miejsce w: Mohendżo Daro – w 1922 roku, Chinach (terakotowa armia) – w 1976 roku, Quran w 1947 roku, Nag Hammadi – w 1945 roku, itp. Nie inaczej jest z testamentem – próbnikiem, wysłanym przez „prymitywnych” paleolitycznych mieszkańców Europy, kilkanaście tysięcy lat temu.

Nie jest wcale przypadkiem, iż właśnie teraz cofam się do aż tak odległych czasów i jeszcze raz zajmuję się „tematem”, który już raz omawiałem, ponieważ Grota w Lascaux, jak do tej pory pozostająca w ciemnościach „niewiedzy i ignorancji”- (odkryta w 1940 roku!), także, podobnie do wszystkich wcześniej wymienionych, trafia w końcu do swego „czasu przeznaczenia”, i aby ją „właściwie” ocenić (lub bardziej poprawnie – docenić), potrzebny był cały ten „bagaż” rozkodowanej gnozy, który jest już „w posiadaniu” każdego z czytelników. Tak więc, przed wejściem do głębin archaiku „wiedzy tajemnej” Człowieka, powinniśmy mieć cały czas na uwadze wszystko to, co było treścią tej książki: cykliczność wszechświata, rola „opatrzności” w dziele powstania Życia i Człowieka.
„Malowidła” odnajdywane w jaskiniach całej Europy i Lewantu, rzeźby wykonywane z kości i kamienia, ryty naskalne, są pozostałościami po epoce „przedszkolnej” Człowieka. Dzięki tym „malowidłom” umysł Człowieka powoli dojrzewał do tego by „dziecko” to posłać do „Szkoły życia”. Jest w tym wiele prawdy, ale nie jest to cała prawda. Tym, od czego powinno się rozpoczynać każdą retrospekcję, warunkiem sine qua non, bez którego niemożliwy jest właściwy osąd, jest bez wątpienia fakt iż człowiek kromanioński znał pojęcie „Boga – Stwórcy” (punkt 14 z rozdziału V). Jeśli więc, dodać do tego wiedzę o „antenie mózgowej”, metanoi, neurogenezie, czy „Sybilli” (figurki „Wenus” stanowią jeden z wielu dowodów takiej wiedzy), to nie będzie wcale niedorzecznością stwierdzenie, iż mieszkańcy paleolitycznych jaskiń, już kilkanaście i więcej tysięcy lat temu, byli w posiadaniu takiej samej wiedzy o wszechświecie, „Bogu – Stwórcy” i jego dziele – człowieku, jaka była udziałem ich „następców” z okresu człowieka „megalitycznego”, czy okresu „pierwszych” cywilizacji. Potwierdzeniem tej tezy jest właśnie gnoza groty w Lascaux.



Przy okazji rozszyfrowywania fenomenu Wyspy Wielkanocnej stwierdziłem: „Z lektury poprzednich rozdziałów wynika, że zasadniczym warunkiem dla zrozumienia tajemnic wszystkich wcześniej opisywanych cywilizacji było spojrzenie na ich „architektoniczne przesłanie” z perspektywy lotu ptaka”. W znakomitej większości dotyczy to planów zabudowy świątyń, miejsc kultu, itp. Czasem jednak „istota problemu” ukrywa się we wnętrzu jakiegoś obiektu np.: w piramidach w Gizie. Budowniczowie megalitycznych sanktuariów, kilka tysięcy lat temu, mieli ograniczone możliwości egzemplifikowania swojej „Arki”, jednakowoż w porównaniu za swoimi „antenatami” sprzed kilku, kilkunastu tysięcy lat, i tak mieli wyjątkową „swobodę” i „możliwości” wyboru metody przekazu. Cóż mogli zrobić, ci paleolityczni „illuminati”, jak nie miejscem tezauryzacji swojej wiedzy uczynić jedynego, trwałego (jak się okazuje mieli rację) miejsca – wnętrza jaskiń.

Zachodzi pytanie, czy paleolityczni mieszkańcy Europy czyniąc miejscem kultu wnętrza jaskiń, mieli na uwadze uczynienie z tych „świątyń” ponadczasowej „Arki”, czy też był to rodzaj „elementarza”- księgi nauk, z której korzystali wszyscy młodzi adepci wiedzy.tajemnej? Weźmy pod uwagę, iż był to jedyny trwały sposób przekazu wiedzy. człowiek kromanioński nie umiał, co oczywiste, pisać, zaś przekaz w postaci mitów, legend, jest tylko wtedy trwały, gdy jest pewność ciągłości następowania po sobie coraz to nowych pokoleń. W warunkach kruchości życia paleolitycznych plemion, było to nad wyraz niepewne. Myślę, że ostatecznym „rozjemcą”, „Aleksandrem Macedońskim” tego „węzła”, jest sama Biblia z jej chronologią upływu czasu – od czasów najdawniejszych, aż po teraźniejszość, a nawet jeszcze dalej – (Nowy Testament). Punkt 14 rozdział V znajduje się przed punktem 16 i 17, itd.

Zanim udamy się wgłąb jaskini Lascaux – „katedry” gnozy najpierwszych z pierwszych, tych którzy „wiedzieli”, musimy „uzbroić się” (podobnie jak nurek delijski, który popłynął w „otchłań ciemnej” nauki Heraklita, nabierając łyk ożywczego powietrza) w „płonącą pochodnię” światła Prawdy, jaka jest jedność – Wiary i Nauki. „Czy sprawiły to siły natury, czy jest to zamysł Najwyższego, nie nam to oceniać”. To jedno zdanie – postulat, dotyczył największego z możliwych sanktuariów męskiego ciała – Nilu. Podobnym aksjomatem posłużyłem się wcześniej jeszcze kilkakrotnie (Wyspa Wielkanocna) Mając na uwadze wszystkie powyższe przykłady, tym łatwiej będzie każdemu z czytelników zrozumieć wyjątkowość wyboru jaskini w Lascaux, przez ich pierwszych odkrywców.

Jeśli zespół budowli kultowych Teotihuacan określiłem jako największy klejnot, wręcz brylant z korony najwspanialszych dokonań ludzkiego geniuszu, porównywalny tylko z piramidami w Gizie i Murem Chińskim, to dzieło paleolitycznych mieszkańców doliny rzeki Vezere, zasługuje na miano „szczerozłotej korony” – z racji nestorstwa, geniuszu, a także maksymalnego efektu dokonanego w minimalnych warunkach. Aby zrozumieć złożoność bogactwa treści groty w Lascaux, należy mieć cały czas na uwadze to co jest motywem przewodnim tej książki – Megacykl i rola „Boga – Stwórcy” w dziele powstania Życia na Ziemi, ponieważ grota ta, podobnie do Drogi Umarłych w Teotihuacan, czy piramid w Gizie, stanowi doskonale przemyślaną i jeszcze doskonalej wykonaną, zaszyfrowaną wiedzę o naszej przeszłości i naszej przyszłości, nie ustępującą niczym, w swojej doniosłości przekazu, nawet samej Biblii. Ale – ad rem.

Plan groty Lascaux

Plan groty Lascaux

Specyficzny układ Sal i Chodników, idealnie wręcz odpowiada wszystkim najważniejszym, przełomowym momentom w Historii Ziemi i Życia Człowieka. I tak:

„Sala Byków [G] – Grupa malowideł nie podkreślonych rytymi kreskami zajmuje wielką salę wejściową, tzw. Salę Byków i węższy korytarz, stanowiący jej przedłużenie, tzw. Galerię Malowideł. Sklepienia sali i chodnika ciągną się niemal równomiernie w jednym poziomie: grunt natomiast obniża się spadzisto, w głąb. Gzyms zaznaczający granicę między dwiema warstwami wapienia, w Sali Byków dotyka prawie ziemi. Na nierównym wapieniu gzymsu powstało bardzo niewiele dzieł. Ponad gzymsem, który nie znika nigdzie, ściany i sklepienia pokrywa w części biała warstewka kryształów kalcytu. […] Sala Byków ma około 20 m długości przy szerokości osiągającej maksymalnie 10 m. Ma ona kształt regularny i owalny. […] Rozmiary i układ wizerunków w Sali Byków, jak i w dalszych częściach groty, są w sztuce paleolitu czymś wyjątkowym. Cztery gigantyczne czarne byki, z których największy mierzy 5,5 m, rozmieszczone w formie fryzu, zajmują większą cześć ściany w głębi sali. Trzy byki następują po sobie. Czwarty zwraca się do nich przodem. Ich sylwetki zarysowano grubymi czarnymi krechami. Częściowe wypełnienie kończyn lędźwi, brzuchów, piersi i pysków nadaje im dużą wyrazistość. Tułów jest częściowo czarno cętkowany. Na dwóch krańcach fryzu widać ślady czy zarysy co najmniej trzech innych byków, z których jeden, czerwony, jest niewykończony. Po wejściu do sali uwagę zwracają najpierw czarne byki. Inne zwierzęta są nieco mniejsze. To konie, jelenie, inne byki, mały niedźwiadek i niezwykłe zwierzę, które nigdy nie istniało w epoce paleolitu, a które nazywano, zupełnie błędnie, jednorożcem. Faunę tę rozmieszczono po trochu wszędzie, w w sposób, przynajmniej pozornie, chaotyczny. […] Jeśli dorzucić do tego kilka znaków, mniej zresztą licznych niż w innych salach, i strzałę [?], która utkwiła w chrapach jednego z byków, to inwentarz postaci pierwszej sali obejmuje 7 wielkich byków, 3 tury o lżejszych kształtach, 9 koni i szczątki lub zarysy co najmniej jeszcze 2 dalszych, 6 jeleni, 1 niedźwiedzia i 1 zwierzę urojone. W większości grot paleolitycznych badano na ogół wizerunki oddzielnie albo grupami tego samego rodzaju, i aż do ostatnich lat nie traktowano dzieł znajdujących się na jednej ścianie jako całości, która należy wyjaśniać łącznie. W Lascaux kompozycji przynajmniej pewnych grup, jak grupa czarnych byków, czy też grupa galopujących koni jest oczywista i nie ma żadnego powodu, by zwierzęta te traktować w sposób izolowany. Trudniejszą natomiast rzeczą jest ustalenie, jaki rodzaj związków zachodzi między różnymi grupami. Czy mamy tu proste nagromadzenie wizerunków z różnych epok i w różnych intencjach? Czy też na odwrót, to nagromadzenie ma jakieś szczególne znaczenie? Zwykłe przyjrzenie się freskom nie zezwala na rozstrzygnięcie tej sprawy. Jest jednak rzeczą pewną, że panujący nieład jest tylko pozorny.”
Wszystkie cytaty: Annette Laming, Skarby w grocie Lascaux.

„Po wejściu do Sali Byków uwagę zwracają najpierw czarne byki. Inne zwierzęta są nieco mniejsze”. „Cztery gigantyczne czarne byki, zajmują większą część w głębi sali”. Gigantyzm tych byków, jak i również rozmiary sali: 20 m. x 10 m. – w znakomity sposób „personifikują” Erę panowania dinozaurów – (patrz punkt 5 z rozdz. V, a także piramida Chefrena). Biorąc Salę Byków za punkt wyjścia, to pozostałe sale czy chodniki powinny, więcej nawet, muszą (aby jakiś agnostyk nie zadał kłam temu twierdzeniu) dokładnie odpowiadać poszczególnym okresom historycznym. Jeżeli Sali Byków przyporządkowałem erę panowania dinozaurów, to Galeria Malowideł (cofamy się teraz wstecz) powinna „opowiadać” o tym wszystkim co się przed tą erą działo.

Galeria Malowideł – [F] W Galerii Malowideł utworzona wskutek nacieków warstwa kalcytu jest grubsza i bardziej ciągła niż w Sali Byków. Osadzanie się trwało nadal po stworzeniu dzieł, zwłaszcza w głębi, gdzie białe wykwity osłaniają jakby lekkim woalem niektóre wizerunki. Łuszczenie się ścian nie było tu znaczne. Jest wszędzie wcześniejsze od malowideł. Na dnie nie znaleziono żadnych wykruszonych płytek skalnych. Galeria ta, długości około 20 m, a u dołu szerokości co najwyżej 2 m jest jakby głęboko wciśnięta między dwa gzymsy z ciemnego i nieregularnego wapienia. Mniej więcej w połowie wysokości jama rozszerza się i ściany stają się gładsze i jaśniejsze. Są one wyłożone białym kalcytem i bogato zdobione. Gzymsy ciągnące się od Sali Byków, są prawie poziome. Ponieważ grunt zstępuje w głąb, zdobione ściany, w miarę posuwania się naprzód, znajdują się coraz wyżej nad zwiedzającymi. W samej głębi kryształy kalcytu pokryły ściany od góry do dołu, a wielką płaszczyznę wypełniają zdobienia od ziemi aż do sklepienia. Malowidła galerii dzielą się na wyraźniejsze grupy (bardziej wyodrębniające się) niż w Sali Byków, niektóre zwierzęta występują jakby oddzielnie i samoistnie, inne tworzą grupy czy fryzy celowo zestawione. […] Nad koniem o trzech kończynach wznosi się zwrócony ku wnętrzu galerii jeleń o wielkim porożu. Przedstawiono jedynie grzbiet, pierś i łeb. Wypełnienia dokonano równoległymi plamkami o zatartym konturze. Rozróżnić jeszcze można cienką czarną kreskę, która posłużyła do zarysowania sylwetki. Na grzbiecie wielkiego jelenia widnieje kreska koloru ochry, pod nią ciągnie się trzynaście wielkich kropek, a przed nimi cienką czarną kreską narysowano prostokąt. Podobne prostokąty i bardzie skomplikowane rysunki stanowią niewątpliwie jedną z zagadek groty Lascaux. Na tej samej ścianie zauważyć jeszcze można grzbiet, szyję czarnego konika. Następna grupa dzięki rozmachowi, jakim ją stosowano, jest najzwyklejszą grupą groty. Składa się z koni i towarzyszących im turów, wymalowanych na ścianie i zarazem na sklepieniu. […] Kompozycja i wykonanie tego malowidła są niezwykłe. Wrażenie jest przejmujące. Zespół ten zajmuje cały odcinek galerii na ścianie prawej lewej, i na sklepieniu. Obejmuje on 3 czerwone i czarne byki, 6 brązowych, czarnych koni, i czarnego konia niedokończonego. Dalej na ścianie po prawej stronie, roztacza się złożony fryz. Jego tematem centralnym jest wielka krowa o przednich nogach wydłużonych, a tylnych nogach podwiniętych pod siebie, która jakby skakała poprzez znajdujący się przed nią wielki znak o formie kraty. […]
Lewa ściana galerii jest mniej ozdobiona, ale znajdują się tam jedne z najpiękniejszych dzieł groty. Na prawo od wejścia widać wielką czerwoną krowę o czarnym łbie i wydłużonych kształtach. Jej nadmiernie długi ogon sięga aż do gzymsu. Kończyny zostały niedopracowane, ale uda i pierś oddane są znakomicie. Podobnie jak skacząca krowa, kieruje się ona w głąb groty. Mierzy 2,7 m. […] Głąb galerii zajmuje grupa trzech ciemnobrunatnych koni o puszystych grzywach i czarnych kopytach . […] Najciekawszym wizerunkiem tej grupy jest ciemno – brunatny koń o czarnej grzywie i padający na wznak, z zadem na dole i z czterema kończynami w powietrzu. […] Galeria kończy się ciasnym i krętym korytarzem, który rozpoczyna się na wysokości przewróconego konia. Korytarz jest częściowo zasypany. W chwili odkrycia groty, między sklepieniem a gliną wypełniającą korytarz pozostawało tylko bardzo ciasne przejście. Potem glinę częściowo usunięto i pełzając, a częściowo czołgając się na kolanach można posunąć się w głąb korytarza na odległość 15 m. Dalej robót nie prowadzono i drogę zagradza glina, wypełniająca korytarz doszczętnie. Można jeszcze przesunąć pod sklepieniem rękę, aż po ramię. Co znajduje się tam dalej? Nikt tego nie wie.”

Sprawdźmy: Po pierwsze: „Grunt wstępuje w głąb”, „Galeria kończy się ciasnym i krętym korytarzem”, „dalszą drogę zagradza glina, wypełniająca korytarz doszczętnie”. Po drugie: „ciemnobrunatny koń o czarnej grzywie, padający na wznak, z zadem na dole i czterema kończynami w powietrzu.
Po trzecie: W Sali Byków i Galerii Malowideł wizerunki zwierząt są wyłącznie malowane, w odróżnieniu od następnych „Epok”, gdzie występują postacie zarówno malowane jak i malowane i ryte!
Po czwarte: Malowidła w tej Galerii dzielą się na wyraźniejsze grupy – bardziej wyodrębniające się. Jest to zrozumiałe jeśli weźmiemy pod uwagę, że Galeria malowideł w swoim „spisie treści” musi zawrzeć więcej niż inne pomieszczenia, bardzo ważnych i znamiennych epok – (od punktu 1 do 4 rozdz. V). Potwierdzeniem tych „podokresów” są rysowane czarną kreską „prostokąty i inne bardziej skomplikowane rysunki”. Znaki w formie krat – to swoiste interwały w Historii Życia na Ziemi.

Reasumując: koń padający na wznak, z zadem na dole i czterema kończynami w powietrzu – symbolizuje, sygnalizuje, że wchodząc do tego chodnika, każdy z jego „wizytatorów”, będzie się cofał wspak (na wznak), ku Genesis Życia.

Chodnik łączący – [E] to epoka już po wyginięciu dinozaurów – (punkt 6 rozdz. V). Dokładny plan jaskini Lascaux, przedstawia ten chodnik w bardzo reprezentatywny, dla tego okresu, sposób. Passage – z jęz. francuskiego – przejście „łączące” panowanie jednego gatunku z drugim gatunkiem, którym będą naturalnie Ssaki.

Lascaux plan jaskini

Chodnik łączący – Na prawo od Sali Byków, pod nogami ostatniego z czarnych byków rozpoczyna się niskie, zaokrąglone sklepienie, które prowadzi do innej części groty przez długi korytarz. […] Ścianki sklepienia są jasne, regularne, ziarnistopiaszczyste jak w chodniku, którym kończy się galeria malowideł. […] Chodnik łączący był niegdyś tak samo barwny jak inne sale. Kruchość ścianek i omiatający je przeciąg sprawiły, że przetrwało niewiele tylko śladów malowideł. Możliwe też, że częste przechodzenie ludzi przez ten ciasny korytarz, w którym ocierano się z konieczności o ściany, przyspieszyło dzieło zniszczenia. Utrwalone na kalcycie ślady malowideł znajdują się z obu stron wejścia do chodnika łączącego. Po prawej stronie są to szczątki co najmniej dwóch byków: czerwonego i o ciemnej barwie. […] Dalej w Chodniku łączącym zaczynają się pierwsze w grocie ryty, wycięte w ziarnistym i piaszczystym wapieniu. Niektóre z nich są tylko ryte, inne malowane i ryte. […] W Chodniku jest wiele nałożonych na siebie rytów, łatwiejszych jednak do rozpoznania niż na niektórych ścianach Wielkiej Galerii która po nim następuje. Tutaj trudność wywołuje w większym stopniu zniszczenie skał niż gmatwanina zwierząt. […] Spośród wizerunków w Chodniku łączącym można wymienić przede wszystkim delikatnie zarysowany łeb byka, namalowany na czerwono i ryty; wiele koni, na których przetrwały ślady czerwonej i czarnej farby, i których zwłaszcza bardzo czarne kopyta oparły się czasowi; byki i małe łby koziorożców.”

Sala Rytów – [C] to „świątynia” procesu formowania się Człowieka – od małp człekokształtnych po hominidy – (punkt 7 z rozdz. V). „Kilka wizerunków wymalowano po prostu tak, jak w pierwszej części groty”. Twórcy tego paleolitycznego „próbnika”, w oczywisty sposób nawiązują do „mało znaczących” i „prymitywnych” początków Człowieka.

„Sala Rytów – Chodnik łączący otwiera się tuż przy końcu obszernego pomieszczenia załamanego w kształcie kolan. Na jego niektórych ścianach widnieje gmatwanina postaci malowanych, albo malowanych i rytych, natomiast inne zdobi fryzy o mało znaczących nałożeniach; kilka wizerunków wymalowano po prostu tak, jak w pierwszej części groty. Ta wielka sala rozszerza się na prawo w półokrągłą salkę, którą nazwano Absydą, albo Salą Rytów. Ziarność ścian jest inna niż w chodniku łączącym, twardsza i zwięźlejsza; nie zauważa się na nich żadnych nacieków. Ponad dawnymi czarnymi malowidłami, prawie całkowicie zatartymi, krzyżują się krechy we wszystkich kierunkach. Ich rozpoznanie jest trudne, a inwentarz tej części groty nie jest ukończony. Sama tylko ściana północna małej Sali Rytów zawiera 125 wizerunków. […] Najstarsze wizerunki w tej gmatwaninie są też najstarsze. Rozróżnić można co najmniej trzy ich grupy. W górze ściany tworzącej kopułę wymalowano i wyryto niegdyś wspaniały fryz jeleni. […] Ponad fryzem jeleni można odróżnić szczątki kilku wielkich czarnych turów, oddzielone od fryzu naturalnym rozstępem skały. Natomiast na sklepieniu wymalowano i wyryto konie. W głębi, na poziomie fryzu wielkich jeleni, znajduje się piękna seria rytów mniejszych jeleni.”

Wielka Galeria – to podobnie do Wielkiej Galerii w Piramidzie Cheopsa – „Historia” Człowieka współczesnego – „Homo sapiens sapiens”.

„Wielka Galeria – [B] Jeśli wychodząc z Chodnika łączącego, pójdziemy na lewo, pozostawiając na prawo Absydę, czyli Salę Rytów, to znajdziemy się w szerokim korytarzu o wysokim sklepieniu i gruncie spadającym w głąb. Ten grunt, dziś wyrównany, w chwili odkrycia ział lejem, podobnym do leja w Sali Byków. […] Owa Wielka Galeria, nazwana przez Breuila „Nawą”, ma kształtność regularny, znacznie rozszerzający się ponad gzymsem. Ma ona około 30 m długości. Szerokość jest rozmaita.

Pod gzymsem nie osiąga nigdzie 2 m, krąży się tutaj w rodzaju długiego, wąskiego korytarza. Natomiast ponad gzymsem, który w głębi znajduje się nad głowami zwiedzających, bardziej wydrążone ściany rozszerzają się. W miejscu najszerszym Wielka Galeria osiąga 5 m szerokości pomiędzy ścianami. Sklepienie w głębi, w miejscu najbardziej wzniesionym, znajduje się na wysokości 5 – 7 m. […] Prawie wszystkie wizerunki, podobnie jak w Galerii Malowideł, powstały ponad tym gzymsy. W Galerii jedyny wyjątek stanowiły 2 kułany, prawdopodobnie samice, tutaj stanowią je 2 żubry – samice. Dla stworzenia tego zespołu dzieł Wielkiej Galerii – artyści paleolityczni musieli użyć rusztowań z gałęzi. […] Ryty z lewej ściany Chodnika łączącego ciągną się dalej, bez przerwy, na lewej ścianie galerii. Na płaszczyźnie wyglądającej jak ścięty mur, odczytuje się najpierw wizerunek dwóch pięknych koni, wyrytych jeden nad drugim. Znakomity jest zwłaszcza łeb. Nieco dalej rozpoznać można, mimo zniszczenia ściany, fryz złożony z pięknych malowanych i rytych łbów koziorożców. […] W głębi Galerii, nieopodal ostatniego konia, wymalowano na brązowo, grzbiet przy grzbiecie, 2 piękne żubry buhaje. Znajdują się one nad poziomem gzymsu, którego wapień jest w tym miejscu gładki i jasny. Są to ostatnie wizerunki, lewej ściany Wielkiej Galerii. Dostęp do ściany na prawo jest trudniejszy. Zdobi ją tylko jeden fryz. Fryz łbów jelenich z profilu malowano na czarno, na kilka metrów nad poziomem gruntu. Możliwe, że artysta pragnął przedstawić grupę przepływającą rzeką. Brzeg gzymsu przedstawia jakby powierzchnie wody.  Pierwszego jelenia zręcznie przestawiono z podniesioną głową, jak gdyby wychodził z wody i miał się właśnie wspiąć na brzeg. Takie przedstawienie jest w sztuce jaskiń jedyne w swoim rodzaju.”

dwa byki

dwa byki

„Wielka Galeria ma kształt dość regularny, znacznie rozszerzający się ponad gzymsem”. Grupa jeleni przepływających rzekę, jak sądzę, symbolizują „Potop” oraz okres Wielkiego Snu, który musi się przecież kiedyś skończyć – „Pierwszy jeleń jak gdyby wychodzący z wody”. „W głębi Galerii, nieopodal ostatniego konia, wymalowano na brązowo, grzbiet przy grzbiecie, dwa piękne żubry – buhaje, opierający się o siebie tyłami”, „ostatnie wizerunki lewej ściany Wielkiej Galerii”. Antagonistyczne względem siebie żubry – buhaje, swoim wizerunkiem w jednoznaczny sposób nawiązują do egipskich bliźniaczych bogów – lwów Shu i Tefnut, które jak wiemy symbolizują Dualizm przeciwstawnych sobie sił – Dobra i Zła.
W tej konkretnej sytuacji, ze względu na usytuowanie tych żubrów – (ostatnie malowidła w Wielkiej Galerii), a także z faktu, iż korytarz w jaskini nie kończy się w tym miejscu, a także mając cały czas na uwadze czekającą Człowieka przyszłość – Wyspy Szczęśliwe itd., to znaczenie tego symbolu nabiera dodatkowych wartości, które w istotny sposób nawiązują do owej wcześniej wspomnianej pochodni „Prawdy”. Bez uznania tej nadrzędnej wartości, która od tylu już stuleci pozostaje „uśpiona”, gdzie to zrazu jedna jej część zyskiwała przewagę nad drugą, a innym znów razem druga panoszyła się i panoszy się jak do tej pory na świecie, nie będzie w ogóle możliwa dalsza „wędrówka” człowieka ku „doskonałości”. A zatem tylko równowaga, czyli współistnienie Wiary i Nauki, tak jak dwie części dualizmu tworzą cykl, pozwoli nam ujrzeć kwintesencję Czterech Kroków – Stopni Człowieka, jakim jest Piramidion – Królestwo Boże – czyli Gabinet Kotów.
Po pierwsze: Szerokie mleczne pasy „moon milk”- zaiste „niebiańskie” to będą czasy, ale podobnie do Tysiącletniego Królestwa , będzie to zaledwie preludium ostatecznego „Zmartwychwstania”.
Po drugie: „Grunt się podnosi i trzeba się wspinać bardzo stromym tunelem wydrążonym w skale”. Fakt „wspomożenia” niedoskonałości natury, jest koronnym argumentem na to, że ci paleolityczni twórcy tego sanktuarium działali według wcześniej przygotowanego planu, w którym, z oczywistych względów, tego najważniejszego z jego elementów nie mogło zabraknąć. „Ludzie paleolitu przywiązywali do tego tunelu szczególne znaczenie”.

Gabinet Kotów – [A] Dysponując tylko opisem (co pozwala mi na tą dość pobieżną analizę), ale jednak na podstawie usytuowania Gabinetu za Wielką Galerią i „moon milk”, oraz posiłkując się wiedzą z rozdz. XXXVII, to bez żadnych wątpliwości można stwierdzić, iż pierwsza mała rotunda symbolizuje, ni mniej ni więcej, tylko to co nam przeznaczone czyli Nirwanę – Królestwo Boże.

„Gabinet Kotów – Fryz jeleni wymalowany został na wprost krowy z kwadratowymi znakami. Dalej skalne ściany zwężają się, pochyłość gruntu, się zwiększa. Zaraz po minięciu dwóch potężnych sylwetek żubrów, opierających się o siebie tyłami, wchodzi się do wąskiego przejścia, którego ściany pokryły białe złogi w stanie rozkładu. W dotknięciu są one miękkie i rozpadają się pod palcami. Te szerokie mleczne pasy (tzw. po ang. moon milk – „księżycowym mleczkiem”) schodzą z bardzo wysokiego sklepienia. Wykonanie na tym kruchym materiale malowidła czy rytu nie było możliwe. Obie ściany wyłożone owym moon milk prawie się dotykają, następnie łączą się w bardzo niskie sklepienie, pod które trzeba się wczołgiwać na czworaka. Odnosi się wrażenie, że dotarło się do dna groty. Jednakże jeszcze dalej ciągnie się wąski korytarz. Grunt się podnosi i trzeba się wspinać bardzo stromym tunelem wydrążonym w skale. Po wzniesieniu się o kilka metrów, tunel przybiera z powrotem kierunek bardziej poziomy. Rozszerza się tylko w kilku miejscach i małych zakrętach, na których ścianach wymalowano i wyryto nowe wizerunki. Staranność wykonania dzieł nie jest w tym odległym miejscu mniejsza, niż w salach łatwiej dostępnych czy lepiej położonych, a niekiedy tematy odmienne wskazują na to, że ludzie paleolitu przywiązywali do tego tunelu szczególne znaczenie.”

„Jeden z kotów przebity jest siedmioma strzałami”, „buhaj z podniesionym ogonem znamionującym wściekłość”, itd.
„Tunel biegnie dalej”, „dalej przejść nie można”. Megacykl niestety nie kończy się w tym miejscu. W istocie, Człowiek dalej „przejść” nie może, ale dzięki naszemu „Ojcu”, jego „Syn” żyje nadal, z tym tylko, że już nie na Ziemi ale w „Nim”. „Nagle ginie grunt pod nogami. Bardzo wilgotna ściana spada pionowo. Ściany są tak wilgotne, że zachowanie się na nich malowideł byłoby niemożliwe”. Po „pozytywnej” części Megacyklu, następuje „gwałtownie” jego „negatywna” część. I cóż dalej? Nic? Pustka? Koniec?

Studnia Martwego Człowieka – [D] jest dowodem na to, że człowiek paleolityczny doskonale wiedział o perpetuum mobile wszechświata.

„Studnia Martwego Człowieka – Głębokie i poszarpane dziury, następujące po Gabinecie Kotów, nie ujawniły żadnej tajemnicy, mimo oczywistego zainteresowania, okazywanego przez ludzi paleolitycznych tą częścią groty.
Na drugim krańcu Sali Rytów, którego warunki są dość podobne, znajduje się najbardziej niezwykła scena całej groty. Powracając z Gabinetu Kotów, trzeba trzymać się tej samej drogi, przebyć strefę moon milk, przejść między czarną krową z jej korowodem koni a fryzem płynących jeleni. Minąwszy wejście do Chodnika łączącego, prowadzącego do Sali Byków i do wyjścia, kierujemy się między ścianami Absydy, ozdobionymi rytami, w jej głąb, która pozornie zamyka ślepy zaułek. Na pierwsze wejrzenie ta cześć groty jest mało frapująca. Jej ściany wyglądają jak pobrudzone i są pokreślone we wszystkich kierunkach. Ale to nagromadzenie kresek i wizerunków, utrudniajce ich zrozumienie, jest może właśnie oznaką miejsca szczególnie ważnego pod względem sakralnym, czy innym. Wizerunki obejmują tu ściany aż po sklepienie. Ryty uzupełniły wtórnie pierwotne, czerwone lub czarne malowidła. Można tam spotkać wizerunki tak niezwykłe, jak duże kraty i mnóstwo rytych kresek. Ściany są wytarte. Dzieła wydają się zamazane, co wskazuje na to, że miejsce to było często odwiedzane. Na kraju Sali Rytów, mocno wypolerowany i wytarty kamień tworzy coś w rodzaju cembrowiny ponad ziejącą dziurą. Sklepienie w górze kończy się małą kopułką, na której wyryto rożne zwierzęta, wymalowano znaki o kształcie krat w różne kolory i długi pas małych równoległych plamek, pęki rozchodzących się kresek, takich samych jak te, które znajdują się w Galerii, lecz zmniejszonych. Wydaje się, że na zwężających się ściankach tek kopuły zebrano główną część znaków, używanych w grocie. A przecież niełatwo dosięgnąć tę kopułę, wznoszącą się nad dziurą, która prowadzi do studni i do sceny przedstawiającej martwego człowieka. Po przejściu 5 m pionowej ściany, po której dawniej trzeba było schodzić przy pomocy sznura, dociera się do małej nieregularnej salki, utworzonej przez rozpadlinę, częściowo wypełnioną gliną. Na dwóch końcach rozpadliny rozciągają się długie szczeliny; jedną z nich uprzątnięto i jest obecnie dostępna. Ściany tej sali są niemal wszędzie pokryte warstewką stwardniałej gliny. Miejscami błyszczą dzięki lekkiemu naciekowi wapiennemu. Jest on niekiedy późniejszy od malowidła. Ściany są skąpo zdobione.

Po prawej stronie wymalowano łeb czarnego konia o puszystej grzywie, nie zwracający jednak uwagi. Skupia się ona na wymalowanej płaszczyźnie długości ok. 2 m, znajdującej się na wprost wejścia. Centralną postacią tej sceny jest człowiek o łbie ptaka. Narysowano go czarną prymitywną kreską, kontrastującą z subtelnością przedstawienia innych dzieł groty. Ciało jego – to tylko prostokąt, którego jedynym podkreślonym szczegółem jest płeć, zaznaczona zwykłą czarną kreską. Ręce tworzą dwie kreski, a każda z nich kończy się dłońmi o czterech palcach. Nie przedstawiono szczegółów ani nóg, ani stóp, zaznaczono jedynie ich zagięte przedłużenie. Obok człowieka leży zakrzywiony kij. Przed nim – schematyczny ptak o bardzo podobnym łbie, również rysowany czarną kreską, siedzący na kiju przedłużonym paroma czarnymi kreskami. Człowiek wygląda tak, jakby padał na wznak. Stojący przed nim żubr, przedstawiony w dość niezwykły sposób, obraca niezręcznie łeb, niewątpliwie po to, by najlepiej zagrozić rogami. Malowany jest czarnymi pociągnięciami. Jego grzywę zaznacza szereg równoległych czarnych kresek. Ciało jest brązowe, ale nie jest ono pokryte farbą. Dla umiejscowienia żubra artysta posłużył się szeroką, ciemniejszą od ściany, plamą gliny. Plama wystaje zresztą poza sylwetkę żubra z jednej i drugiej strony. Żubr bije w powietrze sztywnym, niezręcznym ogonem. Jest raniony. Z ciała wypadają mu wnętrzności szerokimi płatami, obwiedzionymi na czarno. Długą dzidę, należącą prawdopodobnie do człowieka o głowie ptaka, przedstawiono jako tkwiącą w ranie zwierzęcia. Z drugiej strony człowieka, na lewo od tej sceny, ucieka nosorożec. Malowano go z lekka cieniowaną czernią, która zbliża go bardziej do fresków z Sali Byków i Galerii Malowideł niż do człowieka o głowie ptaka i do ranionego żubra. Choć stanowi część tej sceny, nie kreśliła go ta sama ręka, ani nie zastosowano tu tej samej techniki. Jest to jedyny w grocie nosorożec o dwóch nogach. Jest niewykończony; widać cienką czarną linię, która posłużyła do naszkicowania zarysu brzucha, piersi i przedniej kończyny, ale która pozostała niewypełniona. Pod wzniesionym ogonem nosorożca widnieje sześć czarnych tajemniczych kropek. Czarne ślady znajdujące się nieco niżej są być może odciskami dłoni. I wówczas myślimy o artyście, który przed tysiącami lat oparł się na chwilę, przez nieuwagę, o ściankę, którą zdobił.”

„Jej ściany wyglądają jak pobrudzone i są pokreślone we wszystkich kierunkach”. „Wielki Wybuch około 15 miliardów lat temu był początkiem powstania Wszechświata”. Nowy Cykl – czas zacząć. Tak jak „łożysko wyschniętego strumienia” kończy „pozytywną” część Megacyklu, tak po okresie „Nicości”, „Studnia” rozpoczyna od nawa „bieg ku Życiu”. Na razie jednak, jest to tylko jego niematerialna część – Trójkąt skierowany ku dołowi. „Najniezwyklejsza scena całej groty; raniony żubr, człowiek o ptasiej głowie, ptak siedzący na kiju i nosorożec”- to w równie genialny sposób, jak pozłacana płytka z próbnika Pionieera, w schematyczny sposób zaszyfrowana kwintesencja wiedzy o Człowieku i roli Boga w „wskrzeszeniu”, „na chwilę tylko nieobecnego”, Życia.

Lascaux Studnia

Studnia Martwego Człowieka

I tak: czytając ten rebus od prawej strony – czyli od strony nicości -(początek nowego Megacyklu) – to Raniony żubr, z z ciała którego wypadają wnętrzności symbolizuje, podobnie jak „Ozyrys”- rozdz. XIV Życie, które już było w poprzednim Megacyklu, a które odrodzi się jako „Horus”. Następne elementy tego rebusu, dla czytelników tej książki, zapewne nie stanowią już żadnej przeszkody w ich odszyfrowaniu.

Człowiek o łbie ptaka – centralna postać tej sceny – to właśnie „Horus”.
Takie szczegóły jak: łeb ptaka oraz fakt prymitywności kreski, w porównaniu z innymi rytami, świadczą o chęci skierowania uwagi oglądającego na te właśnie, a nie inne „znaki szczególne”. Człowiek o łbie ptaka – jest symbolem- komunikatem o Konkluzji – (rola fallusa – neurogeneza), a także o Kulcie Człowieka Ptaka – od narodzin człowieka współczesnego – czyli od „Przedszkola” aż po „Absolutorium”.

Nad wszystkim czuwa ptak na kiju – czyli „Thot”- „Duch święty”- siła sprawcza, dzięki której Bóg- Ojciec realizuje swoje zamierzenia – (rozdz. XIV).
Pod wzniesionym ogonem nosorożca widnieje sześć tajemniczych kropek. Symbolika sześciu „kropek”, co prawda w innej konfiguracji, (ale to już sprawa „inwencji twórczej” „szyfrantów” Tabula Smaragdina, czy nawet jeszcze wcześniej z Nabta Playa?), oznacza oczywiście Królestwo Boże.

„Jedyny w grocie nosorożec o dwóch nogach”, „jest niewykończony”- to Człowiek – „Horus”, który BYŁ zwierzęciem, JEST Człowiekiem, ale BĘDZIE następnym „Ozyrysem”.

Znaki w kształcie krat, tak charakterystyczne dla groty Lascaux, również zwiększają swe znaczenie w ostatnich fazach użytkowania groty. Nie ma ich w Sali Byków, a w Sali Malowideł są tylko trzy takie znaki. Jeden występuje tylko w zarysie, jako czworobok, pod jeleniem o wielkim porożu, drugi oddziela od siebie zwrócone ku sobie koziorożce z głębi Galerii. Wiek różnych wizerunków jest dość niepewny. Trzeci znak, „bariera”, którą stara się przesadzić skacząca krowa, przynależy do fazy wielkich czarnych zwierząt, równomiernie barwionych. Około trzydziestu innych znaków w kształcie kraty wyryto lub wymalowano w Sali Rytów i w Gabinecie Kotów oraz w kopule wznoszącej się nad Studnią. Pochodzą one z ostatnich okresów użytkowania groty (z okresu koni malowanych i rytych, czarnych byków i rytów). Znaki w kratkę, znajdujące się u stóp wielkiej czarnej krowy, wyryto misternie i wymalowano kilkoma kolorami. Takim samym, również wielobarwnym znakom wyobrażonym w Sali Rytów, tu nad wylotem Studni, towarzyszą liczne ryte kreski, które ich jednak nie pokrywają, co wskazuje na to, że w okresie powstawania w Absydzie licznych rytów owe wielobarwne szachownice posiadały dla ostatnich artystów groty jeszcze jakieś znaczenie. Epoka wielkich zwierząt malowanych równomiernie czarną farbą nie była może wtedy bardzo odległa. Tak więc dzieła z Lascaux są zarazem różnorodne i jednolite. Pewne urozmaicenie przedstawiania i sposobów technicznych nie przesłania podstawowej jednolitości tematów i stylu, zaznaczającej się w określonym sposobie przed stawiania kończyn i rogów, uszu, chrapów wraz z pewną skłonnością utrwaloną niewątpliwie tradycjami do przedstawiania niektórych zwierząt w sposób majestatyczny i przydawania im ściśle określonych znaków.”
Annette Laming, Skarby w grocie Lascaux.

Era panowania dinozaurów stanowi jedną wielką i niepodzielną Epokę, z tego też względu, w Sali Byków, nie ma żadnych znaków w formie krat. W Sali Malowideł są trzy takie znaki, zaś w Sali Rytów i w Gabinecie Kotów około trzydziestu. Ilość tych znaków nie jest wcale zaskakująca jeśli weźmiemy pod uwagę, że historia Życia na Ziemi, w pierwszych swoich okresach, była mniej skomplikowana od czasów bardziej nam współczesnych. Jednakowoż nie tylko ilość tych znaków jest interesująca, równie ciekawe są ich kształty – np. znak wyryty w Gabinecie Kotów w jednoznaczny sposób kojarzy się z diagramem Ofitów! Znak malowany na czerwono na sklepieniu Galerii Malowideł „przypomina” komory odciążające z piramidy Chipsa – i co oczywiste „ANKH” – czyli „Cztery Stopnie” prowadzące do „poznania”a ich „kwintesencji”. Fantasmagoria? Nie. Raczej Alegoria. Zakończenie książki Anette Laming stanowi doskonałe uzupełnienie moich „przypuszczeń”.


„Poprzednie rozdziały naprowadzają na myśl, że sztuka jaskiniowa przedstawia sceny skomponowane, że w podziemnych sanktuariach istniał rodzaj malarstwa zorganizowanego, regularne następstwo płaszczyzn z wizerunkami. Te kompozycje i te następstwa odwodzą nas daleko od zbyt prostej myśli o sztuce magicznej, co nie oznacza jednak, że potrafimy te fakty wyjaśnić. Jak rozumieć myśl przewodnią zdobień jakiegoś sanktuarium? Czy można w nich widzieć rozwijającą  się opowieść o oddźwięku sakralnym, coś w rodzaju drogi krzyżowej w sanktuariach chrześcijańskich, której tablice, mimo różnic w indywidualnej interpretacji, odtwarzają ciągle te same dzieje? Czy też – jakby próbę wyobrażenia tego, co pojęto, w swoim mniemaniu, ze struktury i organizacji, świata i społeczeństw ludzkich? W takim przypadku sanktuaria paleolityczne byłyby rodzajem pierwszego traktatu o Wszechświecie czy o żyjących istotach, jeszcze przed wynalezieniem pisma. 

Pierwsza hipoteza nie wyłącza następnej i prawdopodobnie to, co usiłujemy rozumieć ze ścian podziemnych sanktuariów dotyczy zarazem mitu i nie należy się lękać tego wyrazu, metafizyki. Podziemne kompozycje mogą przedstawiać nam równocześnie dzieje człowieka i zwierząt – i tu znajdujemy się dziedzinie mitu – mogą one też starać się o ustalenie miejsca człowieka pośród zwierząt, próbować klasyfikowania, wprowadzenia niego porządku do tego wielkiego, zwierzęcego i ludzkiego świata, który odkrywa swą chaotyczną nowość nie znajdującą wytłumaczenia.

Nie potrafimy jeszcze odgadnąć znaczenia sanktuariów w ich szczegółach, ale poczynamy dostrzegać kierunek myśli paleolitycznej. Mówiliśmy o łączeniu gatunków w pary, co stanowi zasadniczy temat wszystkich sanktuariów. Otóż, wydaje się, że każdy gatunek posiada dokładnie określoną symbolikę seksualną, jak to wykazują bardzo liczne skojarzenia kobiet z żubrami. Czy te skojarzenia oznaczają, że gatunek żubra należy do kategorii żeńskiej, czy też jest na odwrót, stanowi w stosunku do pierwiastka kobiecego element dopełniający, nie jest to jeszcze jasne, ale podobnie, jak istnieje stosunek koń – żubr, istnieje też stosunek kobieta – żubr. Zresztą ten dualizm, wyrażający się w łączeniu parami, przypisywany, jak się zdaje, zarówno światu zwierzęcemu, jak i ludzkiemu, podkreślają znaki, towarzyszące innym wizerunkom. Ostatnio A. Leroi- Gourhan wystąpił z nowa teorią znaków w sztuce paleolitycznej. Teoria ta, przynajmniej w swych głównych zarysach, wydaje się bezsporna. Według niej, znaczna większość znaków w jaskiniach dałaby się zgrupować w dwa szeregi, w szereg męski i w szereg żeński. Od faz najwcześniejszych zaobserwować się daje powolne przekształcanie wizerunku narządów płciowych, ukazywanych zrazu w sposób realistyczny, później zbliżających się do form symbolicznych, których sens jest jasny tylko dla tego, kto zna wcześniejsze etapy. Znakami szeregu męskiego są gównie strzały, harpuny, kreski i pałeczki. Znakami szeregu żeńskiego są formy owalne i trójkątne, kształty maczugowate, czopki. Znaki te są na ścianach sanktuariów przedstawiane zazwyczaj parami i kojarzone z parami zwierząt, według reguł, które wydają się ustalone, ale których sensu nie udało się nam jeszcze zrozumieć. Zanim będzie można wyciągnąć dokładniejsze wnioski, teoria ta podkreśla wrażenie, jakie wywołały już badania nad parami zwierzęcymi, mianowicie, że myśl sakralną czasów paleolitycznych przenikał podstawowy dualizm.

Na zakończenie należy stwierdzić, że wszystkie próby interpretacji prowadzą jedynie do wniosku, że dla myśli paleolitycznej niesłychanie ważny był podział świata ożywionego na element męski i element żeński. Trzeba by pójść znacznie dalej, starać się wyjaśnić znaczenie człowieka o ptasim łbie z groty Lascaux i na poły ludzkich istot z innych grot, urojonego zwierzęcia u wejścia do groty Lascaux i wszystkich zwierząt urojonych z podziemnych sanktuariów. Wraz z nimi wkroczylibyśmy w świat istot mistycznych, o których nie wiemy jeszcze nic, poza tym, że odnajduje się je również w sposób uderzająco stały od jednego do drugiego krańca regionu franko- kantabryjskiego. Możemy się tylko domyślać złożonego charakteru myśli naszych przodków z okresu ostatniego zlodowacenia. Ta złożoność, ten wysiłek w kierunku zrozumienia świata, wyjaśnienia go, odkrycia jego podstawowej budowy, czyni nam te istoty, które wydawało się tak od nas odległe, bliższymi.”


Egipski układ oddechowy i pokarmowy

O delcie Nilu, który jest odpowiednikiem głowy (rozgałęzienia rzek w tej delcie doskonale „imitują” korę mózgową i połączenia między komórkami nerwowymi) już wspominałem (Giza, Sakkara i.t.p.). O innych ważnych częściach męskiej sylwetki – serce, nogi, również była mowa. Zachodni brzeg rzeki Nil w okolicy Karnak: Deir el- Bahari, Kolosy Memnona, Medinet Habu, Ramesseum, Deir el- Medina – wszystkie te świątynie stanowią zakodowaną informację o procesie rozwoju człowieka od poczęcia do narodzin.

Ramesseum – kompleks świątyń zbudowanych przez Ramzesa II w Tebach Zachodnich – koduje wiedzę o nienarodzonym jeszcze człowieku, którego jak przypominam idealizowała świątynia w Edfu. Świątynia w Ramesseum widziana z lotu ptaka symbolizuje płód człowieka – tak jak w Edfu sylwetka dziecka, tym razem otoczonego wodami płodowymi. Kolosy Memnona to równie symboliczna informacja o narodzinach tego naszego dziecka – ostatnia budowla w kierunku wschodnim ku rzece Nil, który jest taką symboliczną granicą między życiem płodowym a życiem już nowo narodzonego dziecka.

Świątynia w File jest zakodowaną informacją o całej problematyce związanej z fizjologią człowieka, konkretnie z jego układem moczowo-płciowym, a jeszcze konkretniej z jego oczyszczająco-filtrującym aspektem, który ułatwia wydalanie zbędnych substancji z organizmu. Samo usytuowanie zespołu świątyń – na wyspie w zamyśle ich budowniczych miał symbolizować nerkę.

Dokonując specyfikacji najważniejszych elementów składowych symbolicznego Mężczyzny wpisanego w rzekę Nil, można zadać sobie pytanie: czy ta zakodowana wiedza dotyczyła tylko tych najważniejszych i najpowszechniej znanych świątyń, zaś pozostałe obiekty budowane były już bez określonego wcześniej planu, a co za tym idzie nie miały swojego ukrytego znaczenia.
Odpowiedzią na to istotne zagadnienie jest zespół świątyń zgrupowanych wokół jeziora Qarun (w starożytności j. Mojrisa), których istota zawiera się w stwierdzeniu, iż personifikują one najważniejsze części składowe górnych dróg oddechowych i pokarmowych zarazem – czyli gardło właśnie.

Mapa zabytków archeologicznych w Fajum

Mapa zabytków archeologicznych w Fajum

cieśń gardzieli

I tak, świątynia w Hawara wraz z Wielkim Labiryntem zlokalizowanym w pobliżu tej piramidy, jak jej charakterystyka oraz co ważniejsze lokalizacja na mapie – ciele człowieka, symbolizuje według mnie część nosową gardła – sklepienie gardła.

piramida w Hawara


Al Lahun – Starożytna nazwa dosłownie, „Usta (lub otwarcia) Kanału”), to jak logika wskazuje i starożytna nazwa podpowiada – część ustna gardła. Piramida w Al Lahun z wyglądu kojarzyć się może z językiem.

Al Lahun

Al Lahun

„Od wejścia do piramidy opadający korytarz ze schodami prowadzi w dół do małego pokoju i dalszy krótkiej poziomej przejścia. W stropie tego poziomego przejścia było ukryte klapa przesuwne masie 20 ton. Jeśli ta została znaleziona i otworzył rabuś znajdzie się w obliczu pustego przejścia pod kątem prostym do poniższego fragmentu, zamknięte drzwi drewnianych, lub przejście do równoległego przejścia poniżej dokładnie wypełnione, błota i kamienia blokowania. On zakładać, że blokowanie ukryte wejście i czas zużyty usunięcie go (co zwiększa prawdopodobieństwo wykrycia przez opiekunów piramidy).” (link)- 

układ oddechowy

układ oddechowy

Wszystkim poszczególnym częściom anatomicznym gardła człowieka i odpowiadającym im świątyniom i piramidom można z pewnością przyjrzeć się bardziej dokładnie, ale w stosunku do wcześniej wspomnianych „gigantów” – Giza, Luksor, Karnak są to obiekty o mniejszym znaczeniu. Potwierdzają one jednakowoż i niejako falsyfikują koncepcję symbolicznego znaczenia rzeki Nil.

Na koniec tego wpisu jeszcze jeden ważny i ciekawy „substytut” człowieka – układ oddechowy i pokarmowy, które w tej naszej układance personifikują egipskie oazy. Charakterystyka, a także najważniejsze obiekty i świątynie poszczególnych oaz, (tych poniżej wyszczególnionych, a także i innych pomniejszych), stanowi sygnał, trop, do wywiedzenia o jakie organy, jak również ich funkcje chodziło starożytnym twórcom symbolu archetypu człowieka. Oaza Siwa przywodzi na myśl oskrzela człowieka. Oaza Bahrija, by być w zgodzie z logiką, symbolizuje płuca. Pozostałe oazy: Oaza Farafra, Oaza Dakhla, Oaza Charga, a w szczególności ich charakterystyka, stanowi kompendium wiedzy o układzie pokarmowym człowieka – żołądek, jelito cienkie, jelito grube. Plan świątyni Hibis (odbyt) znajdujący się w oazie Charga nie pozostawia cienia wątpliwości co do predystynacji zespołu oaz w starożytnym Egipcie.

Egipskie oazy

Egipskie oazy

„Oazy to teren z bardzo bujną roślinnością na obszarze pustynnym i półpustynnym. Przede wszystkim można je spotkać na terenach, gdzie woda z rzek dociera do gruntu, takie zjawisko nazywane jest oazami nadrzecznymi lub, gdy w miejscach, gdzie zwierciadło wody gruntowej znajduje się na tyle głęboko, że może dostarczać wody korzeniom roślin. Najbardziej charakterystycznymi roślinami dla oaz są palmy daktylowe. Oazy najczęściej są wykorzystywane przez koczowniczą ludność taką jak Beduini i Tuaregowie. Są one również ważnym punktem na szlaku karawan. Starożytni Egipcjanie uważali, że oazy nie były darem Nilu, a nieba. Można nawet powiedzieć, że nie mylili się oni zbytnio w swych osądach. Słowo Wahat w języku egipskim, oznacza kocioł, z tą nazwą w starożytności Egipcjanie utożsamiali depresje, w których powstawały oazy.” (link)- 

układ pokarmowy

układ pokarmowy

Egipskie oazy

Egipskie oazy

Oaza Siwa – „Siwa to jedna z najpiękniejszych oaz w Egipcie. Nie bez powodu jej nazwa oznacza „Krainę Palm” – rośnie tu prawie 300 tysięcy tych drzew. Oaza słynie z daktyli, oliwek oraz krystalicznie czystych źródeł.(…) Ślady osadnictwa w oazie Siwa są datowane na dziesiąte tysiąclecie p.n.e., ale pierwsze kontakty z Egiptem faraonów nastąpiły dopiero w czasach XXVI dynastii (685-525 p.n.e.). Założono tu wówczas nekropolę. Z czasów XXVI dynastii pochodzi świątynia Wyroczni; za XXX dynastii wzniesiono tu natomiast świątynię Amona.” (link)- 

Oaza Baharija – „w okresie Średniego Państwa (2055-1650 r. p.n.e.) oaza była kontrolowana przez państwo faraonów. Sprowadzano z niej wino i płody rolne. Mieszkańcy Oazy Północnej, jak wówczas nazywano Bahariję, przedstawieni zostali jako składający dary w grobowcu wezyra w Tebach Zachodnich, a więc na obecnym Zachodnim Brzegu w Luksorze, w czasach faraona Totmesa III (1479-1425 r. p.n.e.).” (link)-

Dolina złotych mumii – „zespół archeologów odkrył na stanowisku w środkowym Egipcie 14 starożytnych grobów oraz bogato zdobiony sarkofag sprzed 2300 lat. Odkrycia dokonał zespół egipskich naukowców na stanowisku położonym w oazie Bahariya na Pustyni Libijskiej, w odległości około 300 kilometrów na południowy-zachód od Kairu. Na stanowisku archeolodzy odnaleźli 14 starożytnych grobów, a w jednym z nich wyjątkowo starannie wykonany gipsowy rzeźbiony sarkofag, którego wieko przedstawia postać kobiety w szatach w rzymskim stylu. (link)-,371698,nowe-znaleziska-w-dolinie-zlotych-mumii.html 

Oaza Farafra – „najbardziej oddalona oaza na Pustyni Zachodniej, Farafra, jest równocześnie położona najbliżej Białej Pustyni, którą cechuje krajobraz jak z marzeń sennych, usiany niezwykłymi formacjami skał kredowych.” (link)-

Oaza Dakhla – „uważana jest za jedną z najbardziej atrakcyjnych oaz egipskich. W oazie znajduje się ponad 500 gorących źródeł, w tym Bir Tarfawi i Bir Al-Gebel, jak również urocze domostwa z cegieł wyrabianych z błota i ruiny średniowiecznego miasta oraz wioski Al-Qasr i Balat. Dakhla zorganizowana jest wokół głównego miasta Mut, które jest miejscem zasiedlonym już w czasach faraonów.” (link)- 

Oaza Charga – „archeolodzy odsłonili na Pustyni Zachodniej w Egipcie pozostałości miasta sprzed 3,5 tys. lat – podało w środę egipskie ministerstwo kultury. Wykopaliskami w oazie Charga, położonej ok. 200 km na południe od Kairu, kierowała ekipa z amerykańskiego uniwersytetu Yale. Miały one na celu odtworzenie mapy starożytnych dróg przez Pustynię Zachodnią. Odkryte pozostałości znajdują się przy dawnej trasie karawan, łączącej Dolinę Nilu z zachodnimi oazami i ciągnącej się dalej do Nubii (Sudanu), skąd w starożytności sprowadzano niewolników. Był to ważny szlak handlowy, którym transportowano także zboże, złoto, kość słoniową i przyprawy. Osada osiągnęła szczyt świetności w czasach Średniego Państwa (1786-1665 p.n.e.) i drugiego okresu przejściowego (1600-1569 p.n.e.).” (link)-,Starozytne-miasto-na-szlaku-oaz 

świątynia Hibis

świątynia Hibis

Świątynia Hibis – „Największą i najlepiej zachowaną świątyni w Kharga Oasis jest Świątynia Hibis, prawdopodobnie dlatego, że został pochowany w piasku aż koparki wykopał go we wczesnym okresie XX wieku. W rzeczywistości, jest to jeden z najlepszych świątyń w Egipcie z dowolnego miejsca okresu perskiego. Hibis, z egipskiej Hebet, czyli „pług”, znajduje się tuż ponad dwa kilometrów na północ od współczesnego miasta Khargi Miasto związane ze świątyni, zwanej Miastem Plough, była w czasach starożytnych garnizon (znany jako twierdzy Kasr el-Ghuieta) stolica Oasis, łatwo obejmujące kilometr kwadratowy. To leży w dolinie między podnóża Gebels al-Teir i Nadura. Bardzo mało wiemy o starożytnym mieście, choć wczesne prace wykopaliskowe nie ujawniło kilka domów z sklepienie i fresk malowidłami.” (link)-

„Oddychanie to jeden z najistotniejszych przejawów życia, dlatego jedną z pierwszych rzeczy sprawdzanych np. po wypadku jest zbadanie, czy dana osoba jeszcze oddycha. Oddychać, czyli pobierać z atmosfery tlen, a oddawać do niej dwutlenek węgla, musi każda żywa istota. Prawie każdy organizm potrzebuje tlenu do pozyskania energii życiowej. Na oddychanie składają się dwa procesy: „oddychanie zewnętrzne” – wymiana gazowa, tzn. pobieranie ze środowiska tlenu (poprzez narządy oddechowe), rozprowadzanie go po komórkach (dzięki krwi) i jednocześnie odbieranie z nich dwutlenku węgla w celu usunięcia na zewnątrz (również poprzez narządy oddechowe) oraz „oddychanie wewnętrzne” – wewnątrzkomórkowe, tzn. biologiczne utlenianie związków organicznych w celu pozyskania energii niezbędnej do podtrzymywania funkcji życiowych.”


Święto Opet nad rzeką Avon

Jak co roku kilkadziesiąt tysięcy ludzi obserwowało letnie przesilenie w Stonehenge. No i cóż z tego. Czy wszyscy oni zdają sobie sprawę z tego w czym uczestniczyli, co symbolizuje promień wschodzącego Słońca wnikający wgłąb podkowy zbudowanej z pięciu trylitów? Dla większości z nich to tylko atrakcja turystyczna, uczestnictwo w pogańskim rytuale związanym z kultem Księżyca i Słońca. Spotkać tu można było wielu ludzi uważających, iż miejsce to ma niezwykłą, uzdrawiającą energię. Medytowali i oczekiwali na kontakt z istotami z kosmosu. Tak oni jak i wszyscy inni „znawcy” nie podejrzewają nawet jakie jest rzeczywiste przesłanie tego miejsca, a jest ono tożsame z tym wszystkim co wcześniej na przykładach starożytnego Egiptu czy megalitycznej Europy już opisywałem. Przyglądając się całemu kompleksowi obiektów kultu usytuowanych na równinie Salisbury Plain (hrabstwo Wiltshire), począwszy od: New Henge, The Cursus, Lesser Cursus, Fargo Plantation, Woodhenge, Durrington Walls, Bluehenge, Stonehenge, The Avenue, a także co równie istotne biorąc pod uwagę sam kształt fragmentu rzeki Avon, można dojść do wniosku, iż rzeka ta swoim kształtem, (a także i symboliką świątyń) przypomina męski narząd rozrodczy w równie podobny sposób jak fragment rzeki Nil w pobliżu świątyń Karnak i Luksor.

Salisbury Plain

Salisbury Plain

Starożytny Egipt - mapa

Starożytny Egipt – mapa

Tak jak kapłani w starożytnym Egipcie uczestniczyli w tajemniczej ceremonii podczas święta Opet, tak też i tu na równinie Salisbury, mniej więcej w tym samym czasie, kapłani „megalitycznej Europy” uczestniczyli w ceremonii o podobnym znaczeniu.

The Cursus to ogromny fallus w stanie erekcji (Lesser Cursus to fallus w stanie spoczynku), który wystrzeliwuje swoje nasienie czego symbolem jest Woodhenge – dokładnie w linii prostej na kierunku wystrzału z męskiej „armatki”.

Cursors - Woodenhenge

Cursors – Woodhenge



New Henge symbolizuje worek mosznowy.



The Cursus (fallus) – na zamieszczonej poniżej grafice w nadzwyczaj dokładny sposób zaznaczone są nawet takie szczegóły męskiej anatomii jak zarost łonowy – Fargo Plain, czy też napletek – Long Barrow

The Cursus

The Cursus

Zachodni brzeg, Karnak, Luksor

Zachodni brzeg, Karnak, Luksor

Durington Walls

Durington Walls

Tak jak podczas święta Opet, gdzie to męski czynnik powstania życia wędrował rzeką Nil z Karnak do Luksoru, tak tu pojedynczy „zwycięski” plemnik i komórka jajowa tworzący zygotę – Durrington Walls (Karnak) płynie rzeką Avon do miejsca gdzie to życie przez dziewięć miesięcy będzie się rozwijać – do Stonehenge – macica (Luksor). Wcześniej jest jeszcze Bluehenge – pochwa.





I taka jest właśnie rozkodowana wiedza tajemna Salisbury Plain.




Buddyzm – czyli Antidotum na podglądaczy

Rozdział XVI książki „Gloria olivae”.

„W 1922 roku w Dolinie Indusu na „wzgórzu umarłych” odkryto ruiny buddyjskiej stupy, pochodzącej prawdopodobnie z III w. p.n.e. Kolejne prace przyniosły zupełnie niespodziewanie odkrycie jeszcze starszych śladów, tym razem bogatej cywilizacji z epoki brązu. Znaleziono szczątki osady rozwiniętej w porównywalnym stopniu do późniejszych miast greckich czy rzymskich. Osiedle wzniesiono na platformach z cegieł, aby uchronić je przed powodzią.  Po jego rozmiarach można przypuszczać, że mieszkało tutaj ok. 40 tysięcy ludzi.
Mohendżo-Daro i Harapa były miastami bliźniakami należącymi do starożytnej cywilizacji, o której historycy nie potrafią nic powiedzieć. Najciekawsze jednak były obyczaje i obrzędy, które rozpowszechniły się z późniejszej sztuce i rytuale hinduistycznym. Można na tej podstawie przypuszczać, że archeolodzy odkryli najstarsze znane formy bogatej indyjskiej tradycji religijnej. W czasach świetności Mohendżo- Daro i Harapy równina na której położone były te miasta należała do najbogatszych ziem na całym świecie. Niegdyś żyzną dolinę przecinało koryto wielkiej rzeki. Najprawdopodobniej niedługo po 1900 r. p.n.e. nastąpiła jakaś katastrofa, która przyniosła zniszczenia całej tutejszej cywilizacji. Są przesłanki mówiące o tym, że ziemia się przesunęła na skutek nacisku płyty tektonicznej. Wskutek szeregu wstrząsów rzeka dosłownie wsiąkła w ziemię.
Po odkryciu Mohendżo-Daro, prowadzono dalsze wykopaliska w Dolinie Indusu. Po zbadaniu 2900 km doliny odkryto ponad 150 osad, z których kilka zaledwie okazało się dawnymi miastami. Cały ten obszar pozostawał niegdyś pod wpływem wielkiej cywilizacji.
Wcześniejsze teorie na temat starożytnej religii indyjskiej wspominały o Drawidach – prymitywnym ludzie czcicieli fallusa. Znaleziono jednak wiele posążków kobiet, co wskazuje na to, iż wcześniej kultem otaczano tu jakieś bóstwo żeńskie, prawdopodobnie boginię księżyca.
Podczas prac archeologicznych wydobyto też wiele pieczęci, na których widnieje siedzący jogin, otoczony zwierzętami. Sposób ukazania tej postaci przypomina wizerunki Śiwy. Inne obrazy przedstawiające święte byki, kojarzą się z kolei z wedyjskim bogiem Rudrą, przedstawianym właśnie pod postacią tego zwierzęcia. Ponadto w późniejszej fazie hinduizmu często pojawia się Siwa na grzbiecie Byka. Samo miasto wzniesiono na dwóch kopcach. W wyższym z nich mieściły się Wielka Łaźnia oraz spichlerz. Rozmiar łaźni wskazuje, iż tak rzeczywiście było, mogłyby one stanowić najwcześniejszą wersję hinduistycznych rytuałów ablucyjnych, takich jak oczyszczenie przed wejściem do świątyni. Same łaźnie mogą też być pierwowzorem świętych sadzawek, jakie można dziś znaleźć w wielu indyjskich wsiach.”

Colin Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.


Jeśliby nazwać cywilizację zamieszkałą w Dolinie Indusu „prymitywnym” ludem czczącym fallusa, to równie „prymitywnymi” były cywilizacje starożytnego Egiptu, Międzyrzecza, Mykeńska czy Minojska, co jak wiemy nie było prawdą. Drawidzi, którzy odeszli w zapomnienie, opuszczając swoje świątynie i miasta, uczynili to najzupełniej świadomie, a nie z powodu najazdu indoeuropejskich Ariów. Po zbudowaniu swojej „Arki”, po prostu przenieśli się w inne miejsce (zmiana koryta rzeki wcale nie musiała nastąpić akurat w tamtym czasie).
Na przykładzie tej cywilizacji, można zrozumieć dlaczego każda kultura, każdy lud, budował swoją „Arkę”- zaszyfrowany w postaci miast i świątyń ślad ogólnie funkcjonującej wiedzy o przeszłości i przyszłości Człowieka (Dualizm – Megacykl). Powód był oczywisty – nie każdy z tych śladów przetrwał do naszych czasów w takim stanie, aby być na tyle zrozumiały by go odszyfrować, z czego zdawali sobie sprawę ich budowniczowie- stąd taka ich mnogość i różnorodność (piramidy, miasta, świątynie, megality, religia, filozofia). „Prymitywny lud czcicieli fallusa” – symbolika tego kultu jest podobna do egipskiego Ozyrysa, zaś posażki kobiet (bóstwo żeńskie) – to tak rozpowszechnione na całym świecie- figurki „Wenus”.

Ruiny Wielkiej Łaźni oraz Wielkiego Spichlerza – wzniesione na na jednym kopcu, oraz ruiny dzielnicy mieszkalnej na drugim – to nic innego, tylko takie same jak w Egipcie (Luksor i Karnak) świątynie symbolizujące Kobietę i Mężczyznę – czyli Dualizm.
Jakie odbywały się tam ceremonie i na czym one polegały, nie mam co do tego żadnych wątpliwości, że chodziło w nich o Odradzanie się Życia w wymiarze kosmicznym (Megacykl), jak i Zmartwychwstanie Człowieka (Królestwo Boże).

„W XVII wieku p.n.e. Ariowie z terenów obecnego Iranu najechali Dolinę Indusu i podbili miejscową ludność. Narzucili jej swe wierzenia, które odnajdujemy w zbiorze poetyckich tekstów religijnych zwanych „Rygweda”. Napotkamy w nich liczne grono boskich istot, będących nosicielami podobnych wartości co bogowie Bliskiego Wschodu i uosabiających siły natury w instynkcie obdarzonym mocą, życiem i osobowością. Ale wyraźnie poczęto już uważać różnorodne bóstwa za przejawy jednego boskiego Absolutu, który przewyższa wszystkich innych bogów. Ariowie podobnie jak Babilończycy byli w pełni świadomi, że ich mity nie są opartym na faktach opisem rzeczywistości, lecz wyrażają tajemnicę, której nawet sami bogowie nie potrafią do końca wyjaśnić. Religia Wed nie próbowała wyjaśnić, jak powstało życie, nie dawała też żadnych odpowiedzi na doniosłe pytania filozoficzne. Starała się ułatwić wiernym pogodzenie się z cudownością i grozą istnienia. Więcej stawiała pytań, niż dawała odpowiedzi, dążąc do ukształtowania u swych wyznawców postawy pełnego czci zadziwienia.
W VIII wieku p.n.e., zmiana warunków społeczno-ekonomicznych na subkontynencie indyjskim sprawiła, że dawna religia wedyjska przestała już odpowiadać potrzebom wiernych. Idee religijne ludności tubylczej, od stuleci tłumione przez aryjskich najemców, ujawniły się coraz powszechniej, prowadząc do nowych poszukiwań duchowych. Odnowione zainteresowanie karmą, wiara iż o przeznaczeniu człowieka przesądzają jego czyny, sprawiły, że ludzie coraz mniej skłonni byli obarczać bogów winą za nieodpowiedzialne postępki ich wyznawców. W coraz większym stopniu bogów postrzegano jako symbole jednej, transcendentnej Rzeczywistości. Religia wedyjska skupiała się na rytuałach ofiarnych, lecz nawrót zainteresowań starohinduskimi praktykami Jogi („ujarzmienie” sił ducha i ciała za pomocą specjalnych ćwiczeń i koncentracji) sprawił, że wiernym przestała odpowiadać religia zaprzątnięta czynnikami zewnętrznymi.”

Karen Armstrong, Historia Boga.


W poprzednim rozdziale mowa była o Epoce Wielkiego Zwrotu, w którym to jednocześnie i niezależnie od siebie wygasają stare kultury. Epoka ta stanowi przygotowanie do „Wielkiego Snu”. Ariowie podbijając miejscową ludność, (która wcześniej opuściła swoje miejsca zamieszkania i kultu, przenosząc się w inne miejsca – uległa procesowi „wykasowywania pamięci”- „Potop”) przynieśli ze sobą swoje wierzenia. Wiedza zawarta w Religii Wed, opisująca tak jak w Babilonie całą tajemnicę „Boga – Stwórcy”, miała być takim właśnie „Wielkim Snem”. Wiedza ta przekazywana w Babilonie czy w Egipcie za pomocą Mitów, w Dolinie Indusu znana była Ariom dzięki Wedom.
Tak jak w przypadku Hebrajczyków proces tworzenia „Ludu Wybranego” i jego Religii przebiegał nie bez przeszkód, tak „ludność tubylcza subkontynentu indyjskiego swoimi „nowymi poszukiwaniami duchowymi”, spowodowała zaburzenia w Boskim Planie Wielkiego Snu. Nie wystarczyło im już „odnowienie” wiary przodków. W swoich „nowych poszukiwaniach” posunęli się zbyt daleko – dzięki starohinduskim technikom jogi zaczęli „podglądać” Boga. Co to oznacza i czym się to kończy – już wiemy.

Joga – Dążenie do zdobycia doskonałości duchowej i zbawienia przez system metod opanowania ducha i ciała, prowadzonych, drogą ascezy, kontemplacji i specjalnych ćwiczeń fizycznych, do osiągnięcia stanu mistycznej ekstazy.”

Władysław Kopaliński, Słownik wyrazów obcych.


Delfickie pytie ekstazę osiągały dzięki wydłużającej się w nieskończoność wstrzemięźliwości seksualnej, która powodowała stan napięcia, pobudzenia seksualnego. Joga nie jest żadną „tajemniczą” metodą dochodzenia do mistycznych doznań.
Dzięki ćwiczeniom fizycznym – czyli poprzez przyjęcie pozycji seksualnych, organizm człowieka zwiększa w naturalny sposób wydzielanie testosteronu i insuliny, co w połączeniu z regulacją oddechu – czyli obniżeniem do granic możliwości ilości tlenu, oraz ascezą – czyli maksymalnym zagłodzeniem, wycieńczeniem (brak glukozy – substancji odżywiającej całe ciało, a w szczególności mózg, skutkuje objawami osłabienia i zaburzenia świadomości), spowodować można ekstatyczne wizje podobne do NDE.
Tak więc, joga dzięki „wodospadowi” orgiastycznych doznań, doprowadza ciało hinduistycznego „maga” do granicy – „kotary w teatrze życia i śmierci”, której odsłaniać nie wolno. Coraz powszechniej stosowane techniki jogi, które umożliwiały ludziom, dzięki objawieniom, uświadomienie sobie całego bogactwa świata wewnętrznego, było niestety tylko podglądaniem strumienia jaźni – Boga, które można porównać do obserwowania Słońca bez okularów ochronnych, co jak wiadomo prowadzi do katastrofalnych skutków („Potop”). Dlatego też, mając na uwadze Wielki Sen – czyli stan, w którym wiedza o przeszłości i przyszłości Człowieka i Wszechświata ulega zapomnieniu i zostaje po niej tylko ślad w postaci „zaszyfrowanej Arki” (budowle, świątynie, religia, filozofia), „Bóg – Stwórca” został zmuszony do „interwencji”, bardzo podobnej w skutkach jakiej doświadczył żydowski prorok Eliasz.
Jak wiadomo Eliasz, na wskutek „inspiracji” Boga, spowodował ostateczne i nie podlegające żadnym odstępstwom, podporządkowanie się całego narodu Jego przykazaniom.
Podobny efekt miało odnieść „oświecenie” Buddy, który dochodząc do wniosku, iż uciechy zmysłowe i samoumartwianie się są dwoma skrajnościami, pomiędzy którymi znajduje się „Środkowa Ścieżka” prowadząca do wyzwolenia z choroby nazwanej przez niego „dukkha” – czyli Cierpienie, swoimi naukami spowodował powstanie systemu – Religii.

Budda (Siddhartha zwany Gautamą) urodził się jako syn króla (ok. 560 – 480 p.n.e.) i dorastał otoczony dobrami powszechnie pożądanymi przez ludzi, w atmosferze bogactwa i zbytku, mając przed sobą perspektywę sprawowania władzy. Kiedy jednak osiągnął wiek męski, natknął się na swej drodze na chorego, starca i ludzkie zwłoki. Wcześniejsze życie w izolacji od świata sprawiło, że obrazy te wywarły na niego głęboki wpływ, gdyż uświadomił sobie, iż żadne bogactwa ani władza nie uchronią go przed doświadczeniem choroby, starości i śmierci. Rozmyślając nad tym, co zobaczył, osiągnął pierwszy punkt zwrotny w swoim życiu: wbrew życzeniom rodziny porzucił żonę, dziecko oraz pozycję społeczną, został bezdomnym wędrowcem, szukając wyzwolenia od tego, co najwyraźniej nieuchronnie wywoływało ból.
Przez kilka lat praktykował medytację typu transowego, a później mordercze samoumartwianie się – praktyki powszechnie stosowane wówczas przez podobnych mu wędrowców – lecz nie znalazł w nich ukojenia. Tak więc oddał się cichej refleksji i nie narzucając sobie żadnych rygorów psychicznych ani fizycznych, medytował nad wspólną niedolą człowieka. Doprowadziło to do drugiej wielkiej przemiany w jego życiu, bo medytując tak w wyciszeniu, osiągnął w końcu przebudzenie i wyzwolenie. Zrobił „to co było do zrobienia” i rozwiązał zagadkę cierpienia. Wywodząc swą filozofię z osobistego doświadczenia, nauczał następnie przez czterdzieści pięć lat, a jego nauki koncentrowały się przede wszystkim wokół problemów związanych z ludzkim postępowaniem.
W krajach buddyjskich panuje przekonanie, że Budda osiągnął przebudzenie pod drzewem „bodhi”, w ciągu jednej nocy podczas pełni księżyca na przełomie kwietnia i maja. Wraz z przebudzeniem Budda uzyskał najpierw prowadzącą do wyzwolenia wiedzę o naturze ludzkiej kondycji, a następnie pewność, że sam osiągnął wyzwolenie z trosk związanych z tym stanem.
Wczesne teksty wiążą z nocą przebudzenia powstanie wielu doktryn, w tym bez wątpienia tych najważniejszych, sprawiając, że to właśnie na przebudzeniu spoczywa ciężar całego nauczania Buddy. Przebudzenie jest owocem twórczego napięcia między dwoma nadrzędnymi przekonaniami.
Jedno z nich głosi, że odpowiedzi na kluczowe pytania ludzkiej egzystencji należy szukać poprzez żmudne skupienie się na okruchach doświadczenia, zaobserwowanych w trakcie medytacji wglądu. Drugie przeświadczenie dotyczyło istoty transmigracji, a jej koncepcja, opracowana przez Buddę, dała jego nauczaniu wymiar i moc oddziaływania w ludzkim życiu, które pozwoliły mu wyjść poza wąski zakres zainteresowania jogi. Nauka najściślej powiązana z przebudzeniem dotyczy głównie indywidualnego cierpienia i wyzwolenia.

Doktryna Czterech Szlachetnych Prawd obejmuje niczym obszernym płaszczem centralne zasady buddyzmu. Są one wyrażone wedle zasad formułowania diagnozy medycznej: oto jest choroba, oto są przyczyny choroby, oto jest ocena możliwości jej wyleczenia, oto jest metoda kuracji.
Ową chorobą jest Cierpienie (Dukkha). „Narodziny są cierpieniem, starość jest cierpieniem, choroba jest cierpieniem, śmierć jest cierpieniem, cierpieniem są smutek i opłakiwanie, ból, żal oraz rozpacz”.
„Druga Prawda o przyczynie cierpienia: pragnienie, które prowadzi do odradzania się, któremu towarzyszy przyjemność, lubieżność, znajdujące swe ujście tu i tam.” To pragnienie jest trojakie, mianowicie, pragnienie przyjemności, pragnienie istnienia, pragnienie powodzenia.”
„Trzecia Prawda o Ustaniu Cierpienia: ustaje ono mianowicie wraz z całkowitym ustaniem tego pragnienia”.
„Czwarta Prawda o Drodze Prowadzącej do Ustania Cierpienia”. Podaje ona zarówno zalecenie kuracji, jak i lekarstwo na cierpienie. Zazwyczaj przestawia się ją jako Szlachetną, Ośmiostopniową Ścieżkę, jednak już w źródłach kanonicznych ta lista zaleceń została dla wygody rozbita na trzy składniki: moralną samodyscyplinę, czyli moralność, medytację i wiedzę. Moralność polega na życiu spokojnym, prawdomównym, prawym i w pełni zdyscyplinowanym, na świadomym nieczynieniu krzywdy sobie ani innym.
Medytacja po części wiąże się z moralnością: to próba powściągnięcia zmysłów od tego co niemoralne i stworzenia dobrych, zbawiennych i właściwych stanów umysłu, w obrębie których można podejmować działania.
Mądrość – domaga się radykalnie nowego sposobu postrzegania doświadczenia. Jednym aspektem tego nowego sposobu postrzegania jest po prostu widzenie świata takim, jakim on jest, co dla Buddy oznaczało widzenie go przez pryzmat Czterech Szlachetnych Prawd.
Ostatecznym wyzwoleniem od przemian żywotów (reinkarnacja) od przemian nastrojów, iluzji i empirycznej osobowości jest Nirwana, która jest jednocześnie osiągnięciem stanu spokoju i prawdy absolutnej – „wygaszenie” namiętności i rozczarowań istnienia.”

Michael Carrithers, Budda


Można posądzić mnie o brak wszechstronnej i dogłębnej wiedzy o tej Religii, lub też o przesadną wręcz manię szukania wszędzie i we wszystkim śladów i zaszyfrowanych kodów z przeszłości, ale niech nie obrażą się ci, dla których Buddyzm stanowi świętość (jest ona również i dla mnie świętością, na której szarganie nie pozwoliłbym nikomu), ale nadszedł już czas aby i ta „Arka” – zaklęta w religii – naukach Buddy, zaświeciła w końcu swoim „tęczowym”, a nie tylko „białym światłem”.
Czyż nie jest zastanawiające, iż Budda osiągnął przebudzenie w ciągu jednej nocy – (chwili),
podobnie jak to stało się z Abrahamem, Mojżeszem czy z Eliaszem?
Budda nie osiągnął, ale dostąpił „oświecenia”- a jest to już zasadniczą różnicą. Jeżeli oświecenie Buddy nie jest tylko i wyłącznie jego zasługą – to czyją? Bezsprzecznie uwidacznia się w tym wszystkim „wpływ” samego „Boga – Stwórcy”, którego hinduscy „podglądacze” (całkiem słusznie, choć w sposób nie całkowicie zgodny z boskimi przykazaniami – Genesis) widzieli jako Jaźń – „Jaźń bez przymiotów”. „Jaźń jest wieczna, w całości niepodzielna i tożsama sama z sobą, wykracza poza pozory zjawisk, nie poddaje się analizie”.

Starając się opisać nauki Buddy, znawcy przedmiotu skupiają się głównie na opisie Czterech Szlachetnych Prawd o Cierpieniu, tłumacząc to jako drogę do ostatecznego wyzwolenia się Człowieka od przemian żywotów. Ale ta reinkarnacja – czyli ponowne wcielenie, odrodzenie się duszy w nowym ciele – transmigracja dusz, w żadnym razie nie jest możliwa. Nauki Buddy o Czterech Szlachetnych Prawdach, Nirwanie i Środkowej Ścieżce, stanowią wiedzę o „reinkarnacji”- nie w wymiarze pojedynczego Człowieka, ale w wymiarze całego Kosmosu – czyli ponowne odrodzenie się Życia po „niebycie” Wszechświata – Megacykl.
I tak całą tą Naukę Buddy należy rozumieć. Nie chodzi tu o reinkarnację – wędrówkę duszy z jednego obumarłego ciała do drugiego – nowo narodzonego, ponieważ powrót „duszy” Człowieka („film w mózgu”) jest możliwy tylko w Królestwie Bożym i to tylko w formie „niematerialnej”- o czym właśnie „mówi” Nirwana.
To, że wyznawcy Buddyzmu i Hinduizmu mają inne zdanie na ten temat, jest właśnie skutkiem „Wielkiego Snu”- czyli stanu, w którym ludzie mają tylko wrażenie, że coś wiedzą, ale wiedzą tylko to co chce Najwyższy.

Cztery Szlachetne Prawdy i Nirwana – to nic innego tylko cztery stopnie dochodzenia Człowieka do Królestwa Bożego (cztery ściany piramidy), a Nirwana – to Królestwo (Piramidion w Piramidzie Cheopsa, Gwiazda Dawida), i o tym właśnie Budda, dzięki inspiracji „Boga – Stwórcy”, swoimi naukami (w zaszyfrowany sposób) nam przekazuje.
Nirwana – to nasze Człowiecze przeznaczenie, nasza nieunikniona przyszłość i żaden ateista, sceptyk, agnostyk tego nie zmieni. Jeżeli nauki Buddy – czyli zaszyfrowana wiedza o naszej przeszłości i czekającej nas przyszłości kogoś nie przekonały, może skuteczniej uczynią to bardziej materialne na to dowody – w końcu po to zostały one stworzone („Arka”).

Borobudur – (Świątynia niezliczonych Buddów) na wyżynie w centralnej części Jawy to największa świątynia buddyjska na świecie. Z lotu ptaka całość przypomina kształtem urodzinowy tort. W przeszłości, pomalowana na biało, musiała wyglądać niczym jakieś niebiańskie miasto. Wrażenie robi już sama liczba stup, posągów Buddy i innych rzeźb zdobiących tę kamienną piramidę. Wzniesiona w VIII – IX w. około roku 1000 budowla popadła w ruinę. Odkryto ją ponownie dopiero w 1815 roku, a później oczyszczono z popiołu wulkanicznego i roślinności. Świątynia jest tak zbudowana, że z jej wierzchołka nie widać podstawy, co symbolizuje wędrówkę człowieka przez doczesność na wyżyny oświecenia, w trakcie której nie może on dojrzeć – ani nawet wyobrazić sobie – celu swojej drogi. Pięć tarasów przedstawia kolejne etapy, które należy przezwyciężyć, a więc doczesne pragnienia, wrogość, radość z czyjegoś nieszczęścia, lenistwo, oraz zwątpienie. Kiedy poszukujący dociera na szczyt, traci z pola widzenia poprzednie stadia swej niedoskonałości.
Borobudur ma kształt stupy – budowli sakralnej przeznaczonej na relikwie – wzorowany na kształcie kopca grobowego. Można ją także uznać za mandalę (w sanskrycie oznacza to okrąg) czyli symbol całości. Borobudur zbudowano jako świątynię hinduistyczną, gdyż jej położenie na wzgórzu nawiązuje do świętej góry hinduizmu Meru. Dla hinduistów kwadrat jest figurą doskonałą, symbolem ładu i to z niego ich zdaniem powstał okrąg. Na budowlę składa się pięć kwadratowych tarasów i trzy mniejsze, okrągłe na szczycie, które razem symbolizują ośmioetapową drogę. (Dziewiąty taras u podstawy dodano później, by wzmocnić konstrukcję).” 
„Mandala – Mistyczny symbol wszechświata przedstawiający najczęściej kwadrat wpisany w koło, zawierający zazwyczaj ułożone symetrycznie wyobrażenia bóstw, jako pomoc w medytacji.”

Colin Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.


Buddyjscy mnisi raz do roku w skupieniu, nie szczędząc ani czasu, ani wysiłku, układają z różnokolorowych płatków kwiatów mandalę, którą później, jednym zdmuchnięciem, rozsypują w nic nieznaczący pył. W istocie – mandala jest symbolem Wszechświata.
To, co z takim trudem zdobywamy (powstanie Życia na Ziemi, Ewolucja i Ucywilizowanie Człowieka), by w końcu „zaledwie przez chwilkę” zaistnieć w Królestwie Bożym, jest równie bezwzględnie zniszczone (jak działanie mnichów), przez powrotny ruch Megacyklu, aby później, dzięki Bogu – Stwórcy, powrócić do Życia. Reinkarnację należy rozumieć nie jako powrót do życia – jednostki, ale Życia w ogóle.
Można zatem stwierdzić, iż mandala stanowi taki sam konglomerat wiedzy o Wszechświecie, Człowieku, Megacyklu co wszystkie wcześniej wymienione symbole i kody.
Drzwi percepcji – cztery wypustki w środku każdego z boków mandali i to podobnie jak cztery ściany piramidy – cztery stopnie dochodzenia Człowieka do Królestwa Bożego. A gdzie jest piąty element, do którego zmierzamy? Są to podobnie jak w gwiazdozbiorze Oriona (Tabula Smaragdina) – trójkąty skierowane ku górze i ku dołowi, które nakładając się na siebie tworzą Gwiazdę Dawida – Królestwo Boże. I to jest cała „tajemnica” Mandali, którą właśnie symbolizuje świątynia Borobudur. Mnisi, którzy wznieśli ją w VIII – IX wieku, a później około roku 1000 „opuścili”, nie uczynili tego po to aby świątynia ta popadła w ruinę, ale by tak jak w przypadku cywilizacji egipskiej, minojskiej, i wszystkich innych, zostawić po sobie ślad, dzięki któremu możemy dziś (z lotu ptaka) zobaczyć i zrozumieć całą prawdę o naszej przeszłości i przyszłości.

Angkor Wat – Przez wiele stuleci nikt nie wiedział o istnieniu wielkiego ośrodka życia religijnego, położonego w głębi kambodżańskiej dżungli. Kompleks świątynny Angkor – Thom zajmował obszar o szerokości 8 i długości 10,5 km, a jedną z jego części stanowił Angkor – Wat, czyli„miejska świątynia”. W Angkorze znajdowała się stolica władców Khmerów, którzy odbierali tu cześć religijną. Najstarsze miasto wyrosło wokół kopca bądź świątyni w kształcie piramidy, mającej przypominać kształtem świętą górę hinduizmu, Meru. Góra symbolizowała płodność tutejszej ziemi, od której zależała pomyślność królestwa. Funkcję symboliczną pełniły także zbiorniki wodne i kanały nawadniające będące obrazem wielkiego oceanu, który otaczał świętą górę.
Angkor Thom, otoczony kamiennymi posągami opiekuńczych bóstw, należy do bodaj najpiękniejszych kompleksów świątynnych na świecie. W jego centrum wznosi się buddyjska świątynia Bajon z 4 wieżami, zwróconymi ku 4 stronom świata, a każdą z nich ozdabia uśmiechnięta twarz.”

Colin Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.


Przypomnijmy sobie, jaki kształt miała zbudowana przez Posejdona dla Klejto stolica Atlantydy, czy odpowiadający jej Krzyż Atlantydy (trzy kanały z morza i dwa z ziemi), a także co ten Krzyż symbolizował, i spójrzmy teraz na kształt świątyni w Angkor Wat.
Czy pomiędzy tymi budowlami jest jakieś podobieństwo?
Jeśli tego jeszcze „nie widzisz”, to lepiej zacznij czytać tę książkę od początku. Jeśli jednak zgadzasz się ze mną, iż jest to ta sama wiedza o Człowieku i jego przyszłości (Królestwo Boże), co symbolizujące sobą Krzyż Atlantydy i świecznik Menora (rozdział XVII), to musisz się zgodzić także z tym, że wiedza ta była powszechnie znana na całym świecie – bądź to w wyniku mistycznego kontaktu wierzącego z Najwyższym (Abraham, Budda), bądź też na wskutek bezpośredniego wpływu jednej cywilizacji na drugą (Sumer, Egipt).
Nie jest także przypadkiem, że w świątyni Bajon – z czterema wieżami, każda z tych wież ozdobiona jest uśmiechniętą twarzą Buddy, zwróconą w cztery strony świata. Jakże podobne jest to w swojej symbolice z Posągiem Światowida – znalezionym w Zbruczu (Polska – I tys. p.n.e.), czy też z indiańskimi Totemami z Am. Północnej.
Podsumowując ten rozdział chciałbym podkreślić, iż Nauki Buddy uformowane później przez jego uczniów w Religię, miały stanowić antidotum na „niezdrowe” zapędy mistrzów jogi. Podobnie jak Pitagoras swoim „Świętym Poematem”, Budda – „Listem do Kalamitów” normuje zasady moralne, jakimi powinien posługiwać się mądry i sprawiedliwy Człowiek, by wieść godne i cnotliwe (ascetyczne) życie. I właśnie te „dobra duchowe”- „nauczanie etyczne” i „miłująca życzliwość”, są najcenniejszymi wartościami jakie Nauki Buddy wnoszą do skarbnicy Myśli Człowieka.

Jakiekolwiek są żywe stworzenia
– słabe albo w pełni mocy,
wysokie, wielkie, średnie czy niskie,
subtelne czy grubomaterialne,
widzialne albo niewidzialne,
żyjące daleko czy blisko,
zrodzone i szukające narodzin
– niechaj wszystkie one będą szczęśliwe.
Niechaj jeden drugiego nie oszukuje,
niechaj nikt nikim nie pogardza,
niechaj [nikt] pełen gniewu i odrazy
nie życzy nikomu cierpienia.
I niechaj cały świat przenika myśl
pełna miłującej życzliwości bezmiernej (Sn 146- 148, 150)

Michael Carrithers, Budda


Judaizm – czyli Konkluzja

Rozdział XIV książki „Gloria olivae”


„Nabta Playa to miejsce kultu nieznanych bogów, pogrzebane w piaskach pustyni. Nazwę tę nadano dawnemu basenowi sezonowego jeziora. Zbiornik o średnicy 10 kilometrów znajdował się na Pustyni Zachodniej w Egipcie. Od 12 do 8 tysięcy lat temu był tam bardziej wilgotny klimat – dzisiejszą Saharę porastały trawy i akacje. W porze deszczowej do jeziora spływały potoki z obszaru ok. 1000 kilometrów kwadratowych. Niosły ze sobą gliny i piasek i powoli zamulały zbiornik. W czasie gdy powstawały pierwsze megalityczne konstrukcje (czyli 7 tys. lat temu), klimat stał się bardziej suchy, a do zbiornika nie docierały już sezonowe rzeczki. Woda była jednak dostępna pod postacią wód gruntowych. Aby napoić stada, pasterze kopali studnie ponad 3-metrowej głębokości. Z pobliskich złóż piaskowca wydobywano płyty skalne, które poddawano obróbce i ustawiano w grupy steli lub pojedyncze linie kamieni.
Kompleks sakralny w Nabta Playa (5500 – 3500 r. p.n.e.) – zbudowany został przez pasterzy z Sahary. Składał się z kurhanów, kamiennego kręgu będącego kalendarzem, obserwatorium astronomicznego oraz grup steli. Najstarszą kamienną konstrukcją był kurhan z grobem złożonej w ofierze młodej krowy. Został zbudowany około 5500 lat p.n.e. Przez kolejne 700 lat powstawały następne kurhany zawierające ciała zwierząt. Było ich prawdopodobnie kilkadziesiąt, lecz większość uległa zniszczeniu. Według ustaleń astronomicznych kamienny kalendarz powstał około 7 tys. lat temu. Powalał przewidywać nadejście pory deszczowej. Był używany przez około 1000 lat. W tym czasie, w wyniku zmian klimatycznych, okolice Nabta Playa zmieniły się w pustynię. Kiedy deszcze znów zaczęły padać, do Nabta Playa powrócili potomkowie dawnych użytkowników kalendarza. Tuż po zakończeniu epizodu pustynnego, tj. ok. 4700 roku p.n.e. powstają rzędy głazów (menhirów) skierowanych w stronę gwiazd oraz Megalitu A. Około 4700 r. p.n.e. ludzie stworzyli także pierwsze grupy steli.
Ostatnie monumentalne megalityczne konstrukcje pojawiły się ok. 3500 r. p.n.e.
Na pierwsze ślady obecności człowieka w tym rejonie natrafiono w 1973 roku. Od tego czasu trwają tu wykopaliska. Po odkryciu ekipy polskich i amerykańskich naukowców badania ruszyły pełną parą. Co udało się już ustalić? Zachowało się około 30 grup megalitów. Prawdopodobnie ogromne bloki stały lub leżały po dwa, trzy obok siebie. Największe osiągały wysokość około trzech i szerokość dwóch metrów. Niektóre z nich były prawdziwymi gigantami: ważyły ponad pięć ton.
W skład konstrukcji wchodziły także mniejsze głazy. Tworzyły płotek dookoła steli lub je podpierały. Jednak uczonych najbardziej zaskoczyły nie same rozmiary kamiennych megalitów, ale wyniki wykopalisk prowadzonych w miejscach gdzie niegdyś stały. Pod każdą grupą kamieni, schowany pod warstwą gliny, znajdował się skalny grzyb – efekt erozji skał, powstający w wyniku działania niszczącej siły wiatru. Te formy musiały mieć dla ówczesnych ludzi wyjątkowe, kultowe znaczenie, gdyż dodatkowo obtłukiwali je za pomocą kamiennych narzędzi, nadając im kształt dzióbka, takiego jak w czajniczku do herbaty.
Dopiero taką obrobioną skałę przysypywali ziemią i ustawiali nad nią megality. W czasie wykopalisk archeolodzy sprawdzili siedem grup megalitów. Pod każdą z nich był specyficzny grzyb. By je odnaleźć, pasterze wyposażeni jedynie w kościane i kamienne narzędzia, musieli wykonać dziesiątki próbnych wykopów lub wierceń – każde głębokie na kilka metrów. Do jam nad skalnymi formami wkładano być może ciała zmarłych wodzów, ale nie zachowały się ich szczątki. Nad grzybami zalegają bowiem gliny jeziorne z dawnego zbiornika wodnego.
Taki rodzaj gleby jest bardzo wrażliwy na zmiany wilgotności. Ponieważ w okolicach Nabta Playa zawsze było bardzo sucho, albo bardzo mokro, gliny raz kurczyły się, a raz rozszerzały. W efekcie wszystko, co się w nich znajdowało, zostało zmiażdżone i roztarte na pył.
Nie wiemy, co skłaniało ówczesnych ludzi do szukania skalnych grzybów i ustawiania nad nimi obrobionych kamiennych bloków. Naukowcy są skazani na domysły. Według naszej teorii były to „wyrzutnie” magicznej energii do nieba – przypuszcza prof. Romuald Schild. Poprzez stelle ze skalnych grzybów emanowały tajemne siły. Ówcześni ludzie wierzyli, że dzięki nim zmarli wodzowie czują się lepiej w zaświatach.
Podczas prac badawczych w Nabta Playa polsko- amerykańska ekipa uczonych odkryła, że jedna z grup stell została szczególnie wyróżniona. Archeolodzy nazwali ją Megalitem A. Między skalny grzyb a monumentalne głazy znajdujące się na powierzchni włożono kamień ważący ponad tonę. Umieszczono go tam zapewne ze względu na jego magiczne właściwości. Niewielki wzgórek z Megalitem A był centralnym punktem prowadzenia obserwacji astronomicznych. Nawet dziś, gdy się na nim stanie, widać linie pojedynczych poprzewracanych kamieni, ciągnące się od wzniesienia daleko hen w pustynię. Według wchodzącego w skład ekipy astronoma prof. J. Mc Kima Malwille’a przed blisko siedmioma tysiącami lat wskazywały one nocą trzy wschodzące na niebie obiekty: Dubhe – najjaśniejszą gwiazdę gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy, Alnitaka i Alnilam – dwie pobliskie jasne gwiazdy z Pasa Oriona, oraz Syriusza. Prawdopodobnie Megalit A. to nie tylko pomnik plemiennego bohatera, ale także wyjątkowe miejsce w całym kompleksie sakralnym. Być może w jego pobliżu odbywały się ceremonie religijne, w czasie których składano ofiary.”

Newsweek, nr. 22, 2002.

Czytając ten cytat, sam widzisz drogi czytelniku, jak wielka ignorancja może nas spotkać ze strony takich „naukowców”. Można wybaczyć niewiedzę, ale już głupoty nie można.
Jest to dobry przykład potwierdzający, iż ludzie żyjący kilka tysięcy lat temu, wiedzieli znacznie więcej niż wszyscy „archeolodzy” razem wzięci. Najbardziej rozbrajająca jest ta cudotwórcza moc gliny w jeziorze. „Naukowcy”, którzy od lat badają przeszłość pradawnych plemion, równie dobrze mogliby razem z cygankami, wróżyć nie do końca trzeźwym przechodniom. Bardzo przepraszam, jeśli ktoś poczuł się urażony, ale to już nawet nie jest śmieszne.

Nabta Playa

Nabta Playa

Kompleks sakralny w Nabta Playa porównałbym do największych i najbardziej spektakularnych miejsc kultu, powstałych w całej epoce „przedcywilizacyjnej”, takich jak Newgrange, Stonehenge, Carnac. Powstał on w takim samym czasie i nawiązuje do tych samych ideii, co wszystkie inne „kamienne” budowle. Wynika z tego, że wszystkie elementy tej świątyni powinny mieć identyczne znaczenie jak wcześniej omówione już w tej książce kompleksy. Sprawdźmy.
Czyż najstarsza kamienna konstrukcja – Kurhan – nie jest podobny do kurhanu w Newgrange i innych im podobnych? Czyż Kamienny Krąg – nie jest podobny do Stonehenge i innych? Czyż te rzędy głazów (menhirów) – nie są podobne do Carnac i innych? Czyż Megalit A – nie jest podobny do megalitu Locmariaquer i innych? Czyż coroczne ceremonie związane z cyklicznym pojawianiem się wody w jeziorze wraz z nadejściem pory deszczowej, który świadczy o odbywającym się tam co roku Kulcie związanym z Cyklicznością – nie jest podobny do Kultu z Luksoru i Karnaku? Czyż linie biegnące od Megalitu A, wskazujące swoim kierunkiem na Oriona i Syriusza – nie są podobne do „szybów” z piramidy Cheopsa w Gizie!?
Odpowiedź może być tylko twierdząca. Można więc bez obawy o pomyłkę jeszcze raz stwierdzić, iż Carnac czy Stonehenge i Nabta Playa, dzięki swojej zawartej w kamiennych konstrukcjach wiedzy, wykazują cywilizacyjne podobieństwa, więc i ich idee były z pewnością jednakowe. Jedyną rzeczą, która wyróżnia Nabta Playa od reszty sanktuariów są te bardzo dziwnego kształtu „grzyby skalne”, znajdujące się pod „stertą kamieni”. Mając na uwadze to, co już do tej pory wiemy, to rozwiązanie tej zagadki nie powinno stanowić już żadnego problemu.
„Skalne grzyby” – są symbolicznym przedstawieniem fallusa, który tak jak w Carnac, podczas symbolicznej „ejakulacji” (głazy na powierzchni), tworzy razem z żeńskim elementem (kurhan), Nowe Życie.

Najbardziej intrygującym, w tym „tajemniczym” sanktuarium, jest ogromny blok piaskowca z Megalitu A, znajdujący się pomiędzy fallusem („skalnym grzybkiem”), a leżącą na powierzchni (plemniki) – grupą steli.

Nabta Playa - napletek

Nabta Playa

Kształt tego kamienia będzie miał ogromnie ważne znaczenie dla całego tego rozdziału. Otóż, nie jest to żaden „dzióbek w czajniku od herbaty”, tylko jak wskazuje na to logika – symboliczny Napletek męskiego członka. Jakie znaczenie ma symbolika tego napletka dla tego rozdziału, który jak przypominam dotyczy Konkluzji i na dodatek jeszcze dla zagadnienia Judaizmu? Być może niektórzy już się domyślają, ale aby nie było żadnych niedomówień, zacznijmy od samego początku.

„Mit o Marduku i Tiamat znany z mitologii starożytnego Sumeru, wywarł wpływ na lud Kanaanu, wśród którego krążył podobny o Baalu- Hadadzie- Bogu nieba, wojny i burz, a także pośrednio – płodności. Opowieść o bitwie Baala z Jam, bogiem mórz i rzek, zawarta jest na tabliczkach, datujących się z XIV wieku p.n.e. Ową apoteozę pełni i harmonii, której symbolem jest złączenie się płci, w starożytnym Kanaanie świętowało się w rytualnym obrządku seksualnym. Wedle świadectw biblijnych wyznawcą tej religii był Abraham, który opuścił Ur, gdzieś między XX a XIX wiekiem p.n.e. osiedlił się w Kanaanie. Nie dysponujemy źródłami współczesnymi Abrahamowi, lecz zdaniem uczonych należał on do wędrownych wodzów, który pod koniec drugiego tysiąclecia p.n.e. poprowadził swój lud z Mezopotamii ku wybrzeżom Morza Śródziemnego. Wędrowcy ci, z których część, jak podają źródła mezopotamskie i egipskie, nosiła imiona Abiru, Apiru lub Habiru, mówili językami zachodniosemickimi, a jednym z nich był hebrajski. Nie zaliczali się oni do pustynnych nomadów, jak Beduini, którzy przenosili się ze swymi stadami stosownie do pory roku, trudniej ich było zaszeregować do określonej kategorii, stąd często popadali w konflikty z konserwatywnymi władzami. Przeważnie znajdowali się na wyższym poziomie rozwoju niż lud pustynny. Niektórzy służyli jako najemnicy, inni byli urzędnikami państwowymi, część trudniła się handlem, szła na służbę bądź krążyła, zarabiając jako wędrowni naprawiacze garnków. Niektórzy zbili fortuny, mogli więc starać się o kupno ziemi, by osiedlić się na stałe. Z opowieści biblijnych o Abrahamie wynika, że służył królowi Sodomy jako najemnik, popadając w częste konflikty z władzami Kanaanu i okolic. Na koniec gdy zmarła jego żona Sara, Abraham kupił ziemię w Hebronie, na dzisiejszym Zachodnim Brzegu Jordanu.
Historia Abrahama i jego potomków, opisana w Księdze Rodzaju, może świadczyć o tym, że do Kanaanu, czyli dzisiejszej Palestyny, przybyły trzy główne fale osadników hebrajskich. Pierwsza, związana z Abrahamem i Hebronem, dotarła tam około 1850 roku pne. Druga fala migracji łączy się z wnukiem Abrahama, Jakubem, który otrzymał imię Izrael (walczący z Bogiem). Osiedlił się on w Sychem, gdzie obecnie znajduje się arabskie miasto Nablus na Zachodnim Brzegu Jordanu. Biblia powiada, że synowie Jakuba, którzy dali początek dwunastu plemionom Izraela, uszli do Egiptu, gdy w Kanaanie zapanował głód. Trzecia fala osadnictwa hebrajskiego nastąpiła około 1200 r. p.n.e. gdy plemiona uważające się za potomstwo Abrahama przybyły do Kanaanu z Egiptu. Oznajmili, że przebywali u Egipcjan w niewoli, lecz uwolniło ich bóstwo imieniem Jahwe, które było Bogiem ich przywódcy Mojżesza. Biblia stwierdza wyraźnie, że lud znany jako starożytni Izraelici to związek rozmaitych grup etnicznych, połączonych przede wszystkim lojalnością wobec Jahwe, Boga Mojżeszowego. Jednakże biblijny opis tych wydarzeń jest późniejszy o parę stuleci, pochodzi bowiem z VIII wieku p.n.e., choć bez wątpienia wykorzystano w nim wcześniejsze źródła. Kim jest Jahwe? Czy Abraham oddawał cześć temu samemu Bogu co Mojżesz, czy też znał go pod innym imieniem? Dziś jest to dla nas kwestia o pierwszorzędnym znaczeniu, lecz Biblia wypowiada się w tej materii dziwnie niejasno, dając sprzeczne odpowiedzi na to pytanie.
Religia Izraelitów miała charakter pragmatyczny i nie zagłębia się w teoretyczne szczegóły, którymi dziś zaprzątamy sobie głowę. Powinniśmy jednak pamiętać, że Abraham czy Mojżesz mieli zupełnie inny stosunek do Boga niż my, ludzie współczesnego świata.
Będąc dobrze obeznani z tekstem Biblii, a także dalszą historią Izraela, skłonni jesteśmy przypisywać naszą znajomość religii żydowskiej późniejszego okresu wcześniejszym postaciom historycznym. Zakładamy zatem, że trzej patriarchowie Izraela: Abraham, jego syn Izaak oraz wnuk Jakub byli monoteistami, że wierzyli tylko w jednego Boga. Najwyraźniej rzeczywistość wyglądała jednak inaczej. Prawdopodobnie słuszniejsze byłoby określenie ich jako pogan, którzy oddawali cześć miejscowym bogom kananejskim. Z pewnością wierzyli w istnienie takich bóstw jak Marduk, Baal, Anat. Niewykluczone, że nie wszyscy czcili to samo Bóstwo: być może Bóg Abrahama, „Bóg ojca mego”, „Ten, którego z bojaźnią czci Izaak” oraz „Wszechmocny” Jakuba byli odrębnymi bogami. Idźmy dalej. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że Bogiem Abrahama był El, najwyższe Bóstwo Kanaanu, Bóg przedstawił się Abrahamowi jako El Szadaj (Wszechmogący), co stanowiło jedno z tradycyjnych określeń El. Gdzie indziej zwany jest El Elion (Najwyższy) lub El z Betel. Imię najwyższego Boga Kananejczyków zachowało się w takich nazwach hebrajskich jak Isra – el lub Iszma – el. Izraelici zwali Jahwe „Bogiem ojców naszych”, wydaje się jednak, że był to Bóg całkiem różny od El, Najwyższego Boga kananejskiego, którego czcili patriarchowie. Mógł on być bogiem innego ludu, nim stał się Bogiem Izraela. Gdy wcześniej parokrotnie ukazywał się Mojżeszowi, ze każdym razem długo przekonywał go, że istotnie jest Bogiem Abrahama, choć początkowo nosił miano El Szadaj. Mimo pierwotnych zapewnień, że Jahwe w istocie jest Bogiem Abrahama, przedstawia on sobą zupełnie inny rodzaj bóstwa niż to, które po przyjacielsku spożywało z Abrahamem posiłek. Ten Bóg wzbudza lęk i żąda, by trzymać się odeń w należytej odległości. Gdy Mojżesz pyta go o imię i dowody na potwierdzenie jego tożsamości, Jahwe odpowiada grą słów, która, jak się przekonamy, przez stulecia, będzie zaprzątać, głowę monoteistów. Miast od razu wyjawić swe imię, odpowiada: „Jestem, który jestem”. Co miał na myśli?
Według ostatecznej redakcji tekstu o Wyjściu, datowanej na V wiek p.n.e., Bóg zawarł przymierze z Mojżeszem na górze Synaj(wydarzyło się to prawdopodobnie około roku 1200 p.n.e.). Po Wyjściu z Egiptu Izraelici rzeczywiście przyrzekli, że Jahwe będzie ich jedynym bogiem, a prorocy w późniejszych latach często przypominali im o tej ugodzie. Izraelici obiecali oddawać pokłony jedynie Jahwe, jako swojemu elohim, on zaś przyrzekł w zamian, że będą jego ludem wybranym, podlegającym wyjątkowej opiece boskiej. Jahwe ostrzegł, że jeśli złamią ową umowę, zniszczy ich bezlitośnie. Niemniej Izraelici owo porozumienie zerwali. Z Biblii wynika, że ludzie nie dotrzymali przymierza. Przypomnieli sobie o nim podczas wojny, kiedy potrzebna im była sprawna ochrona wojskowa, którą zapewnił Jahwe, lecz gdy żyło się im łatwo, po staremu oddawali cześć Baalowi, Anat i Aszerze. Choć kult Jahwe był zasadniczo odmienny ze względu na zaszłości historyczne, często wyrażał się w kategoriach starego poganizmu. Gdy król Salomon zabudował Jahwe Świątynię w Jerozolimie, mieście które jego ojciec, Dawid odebrał Jebusytom, była ona podobna do świątyń bogów kananejskich. Składała się z trzech kwadratowych zabudowań, zbiegających się w małym pomieszczeniu w kształcie sześcianu, zwanych Święte Świętych. Mieściła się w nim Arka Przymierza – święta skrzynia, w której Izraelici podczas wędrówki po pustyni nosili ze sobą tablice. Wewnątrz świątyni znajdowała się pokaźna misa z brązu, symbolizująca Jam, prehistoryczne morze z mitu kananejskiego, oraz dwie wolno stojące, wysokie na dwanaście metrów kolumny, reprezentujące kult płodności Aszery.
Zawsze istniało niebezpieczeństwo, że kult Jahwe zaniknie pod naporem powszechnie wyznawanego pogaństwa. Problem ten nabrał szczególnej ostrości w drugiej połowie dziewiątego wieku. W 869 r. p.n.e. na tron Królestwa Północnego Izraela, wstąpił król Achab. Jego żona Izebel – sprowadziła kapłanów Baala. Dzięki prorokowi Eliaszowi lud Izraela na powrót zaczął wyznawać wiarę Jahwe. Historia Eliasza jest ostatnim mitycznym opisem przeszłości w żydowskim Piśmie Świętym. W powietrzu wisiały zmiany, które miały objąć całą ekumenę. Okres od 800 do 200 roku p.n.e. nazwano epoką zwrotu.”
Karen Armstrong, Historia Boga.

W naszej „opowieści” doszliśmy już do punktu 18 z rozdziału V. Wyjaśniony został już prawdziwy sens budowy „Arki” przez „Noego”. Jednakże Bóg – Stwórca, oprócz tych „materialnych” tropów (Biblia, Mity, Archeologia), swoje przesłanie zawarł również w inny „niematerialny” sposób – wtedy Noe zbudował ołtarz Panu – Genesis 8. 20
Wers ten, poświęcony jest Religii Judaistycznej, która jest kolejnym wyrytym już nie w kamieniach, ale w sercach „ludu wybranego” przez Boga by w odpowiednim ku temu czasie, swoją Religią i jej symbolami, zaświadczyć o Opatrzności Bożej. Piramidy i głazy, zbudowane tysiące lat temu, stoją „nabrzmiałe treściami” i spokojnie czekają. „Być kamieniem”- to nic trudnego, ale jak ogromnie trudne zadanie czekało ten mały naród, z tego nawet Abraham czy Mojżesz, nie zdawali sobie sprawy. Ale zaszczepić tą Wiarę w sercach i umysłach Hebrajczyków, nie było łatwo – człowiek przecież jest tylko człowiekiem. Proces „tworzenia” tej Wiary napotykał co i rusz na rozliczne trudności. Dopiero za trzecim „podejściem” Hebrajczycy, na wieki już, zakodowali w sobie te misję, która niczym „Krzyż Chrystusowy”, przygniatała ich wielokrotnie do ziemi, lecz Wiara ich przodków nie pozwalała im na żadne odstępstwa od tej „przysięgi”. Ileż cierpień i wyrzeczeń przeszedł ten Naród, wie tylko sam Bóg, ale tylko Wiara w Boga mogła dać im tą siłę. Nie pora jednak na podsumowania, przejdźmy do meritum sprawy.
Tak jak w przypadku cywilizacji starożytnego Egiptu, głównym „spiritus movens” całej Religii Judaistycznej byli twórcy symbolu Kobiety – Księżyca, a później Mężczyzny – Słońca – sumeryjscy i egipscy kapłani. To oni byli propagatorami i opiekunami najstarszych kultów, które to kulty, były następstwem ogólnie panującej idei budowy megalitycznych sanktuariów.
Megality te, jak wiemy, stanowiły „kamienny kod” „przedpotopowego” Człowieka. Podczas sakralnych ceremonii Bóg – Stwórca, dzięki „antenie mózgowej” mógł mieć kontakt z kapłanami. Być może wyglądało to tak, jak w przypadku Abrahama czy Mojżesza. W tej chwili nie jest to już tak bardzo istotne. Ważne, że oprócz idei budowy sanktuarium Dualizmu, zostali „natchnieni” przez Najwyższego także ideą „niematerialnego” tropu, w postaci Narodu – Opiekuna Religii i jego symboli. O tym, że był to proces „sterowany” przez kapłanów Sumeru, a później Egiptu, świadczy droga jaką, ten wierzący jeszcze w „macierzysty” kult, przeszedł.
Około 2371- 2316 r. p.n.e. Król Sargon z Akad dokonał najazdu na Sumer. Wtedy to plemiona semickie, oprócz bogactw, przejęły i ich Wiarę, o której opowiada epicki poemat Enuma Elisz. W ciągu dwóch stuleci, nastąpiła stopniowa asymilacja semitów z sumeryjczykami. Gdy około 2000 r. p.n.e. w wyniku inwazji semickich Amorytów nastąpił ostateczny upadek sumerskiej cywilizacji, plemiona Habiru były już gotowe do wypełnienia swojej misji. Ich nauczycielami i promotorami byli sumeryjscy kapłani. Tak jak w przypadku wcześniejszych siedemnastu punktów rozdziału V, droga dochodzenia Hebrajczyków do skrystalizowanej już Wiary w Biblii, przedstawiona jest w bardzo symboliczny sposób. To, w co od wieków wierzą oraz to, co czytają w Starym Testamencie wyznawcy Judaizmu jest, tylko i zarazem aż, Kodem, który należy w końcu rozszyfrować, aby nie było już żadnych niedomówień.
Kwestia Wiary, należy do najbardziej delikatnych sfer uczuciowych człowieka, dlatego też nie jest moim celem godzić w czyjąś świętość, lecz jedynie wyprowadzić, każdego z czytelników tej książki, z nieświadomości, niczym z głębokiego i ciemnego tunelu, na pełną blasku i światła przestrzeń prawdy.
Pierwsza fala hebrajskich osadników wraz z Abrahamem przybyła do Kanaanu około 1850 r. p.n.e. Ich bogiem był „Bóg ojca mego”. Z tego wynika, że Hebrajczycy „odrobili Lekcję”
mezopotamskich kapłanów. Abrahamowi Bóg przedstawia się jako El Szadaj (Wszechmogący). Jest to całkowicie zbieżne określenie z El- kananejczyków, którzy również wyznawali kult Boga – Stwórcy Wszechświata.
Bóg, dzięki „naukom” kapłanów z Sumeru miał wpływ na wszystkie poczynania Abrahama, Izaaka, Jakuba, a dzięki nim także i na całą ich społeczność. To dzięki „inspiracji” samego Boga, a nie z powodu głodu, Hebrajczycy pod wodzą Jakuba, ruszyli do Egiptu. Nie tylko dla lepszych warunków życia, ale przede wszystkim po dalszą „naukę”i ku swemu przeznaczeniu.
Ich „perypetie” w Egipcie są „bardzo dobrze” znane. Wyjście Hebrajczyków z Sumeru, a później z Kanaanu do Egiptu stanowiło tylko początkowy etap „nauki” i umacniania w nich Wiary. Tak jak pozostałe kultury i narody, Hebrajczycy czcili tego samego „Wszechmogącego”. Pamiętając, iż ostateczna wersja biblijnych wydarzeń powstała około VIII wieku p.n.e., jasnym okaże się, że to co ta „odysea” opisuje, szczególnie zaś Exodus, jest tylko, w bardzo zgrabny sposób zaplanowaną i wykonaną, ale jednak mistyfikacją.
Powtórzę jeszcze raz: Hebrajczycy w Egipcie nie byli w żaden sposób prześladowani, (nawet przez przez jeden dzień) i nie pracowali więcej niż pozostali mieszkańcy tego kraju.
Przybyli do Egiptu tylko i wyłącznie po to, by przejąć od kapłanów pozostałą część „nauki”, która stanowiła dopełnienie wcześniejszych nauk z Sumeru. W Egipcie nastąpiło kolejne spotkanie z Bogiem.

„Bóg w kontakcie z Mojżeszem, przedstawia się już jako Jahwe. Określenie to wywodzi się od  protosemickiego „hawa”, od którego pochodzą: czasownik „wiać”, oraz rzeczownik„burza”. A zatem nazwa ta niejako wskazywałaby, że Bóg ten był bogiem wiatru i burzy.
Ale imię to wywodzi się od podobnego rdzenia w znaczeniu „być i istnieć” i wtedy wyjaśnia się, że był to „Bóg istniejący lub sprawujący istnienie”. Tego boga Mojżesz utożsamiał z Bogiem Abrahama, Izaaka, Jakuba. Przedstawił go też po raz pierwszy pod nowym imieniem synom Izraela. Toteż nie ma dziś wątpliwości, że to właśnie Mojżesz zapoznał ich z kultem Jahwe i nauczył ich czcić tego boga.”
Witold Tyloch, Judaizm.

Z tego wynika, że wraz ze wzrostem stanu wiedzy, ewoluowało także i określenie samego Boga. Najpierw był to „przyjaźnie nastawiony” bóg Abrahama, później bóg, którego z bojaźnią czcił Izaak, następnie wszechmocny bóg Jakuba, a w końcu w osobie Mojżesza, przejście od „zwykłego” kultu do powstania Religii. Exodus, jak wspominałem, był tylko „bardzo kolorową bajeczką” (przejście przez Morze Czerwone, pościg egipcjan, krążenie przez 40 lat po pustyni, manna z nieba), w której ziarnem prawdy jest sens Przymierza Mojżesza i całego jego ludu z Bogiem na Górze Synaj. Od tej pory Wola Boża, miała być prawem dla Narodu Wybranego i nie chodziło tu tylko o Dziesięć Przykazań z Kamiennych Tablic. Wszystko szło po myśli Najwyższego, aż nagle zdarzył się nieprzewidziany wypadek: cała przysięga i nauki kapłanów poszły na marne. Izraelici na powrót zaczęli wyznawać wiarę „starym” kultom i ich bogom, zapominając o Religii Monoteistycznej. W gruncie rzeczy, wiara w „starych” bogów i w mojżeszowego Jahwe, była wiarą w tego samego Boga, jednakowoż Religia miała być Kodem, zaszyfrowaną informacją, z tego też tytułu wysiłki kapłanów i ich uczniów nie mogły iść na marne. Sytuację uratował Eliasz, a dokładniej Bóg – Stwórca, który tak „wpłynął” na niego, że do tej pory uznawany jest za proroka.
Zachodzi więc pytanie, jeżeli bóg Abrahama i wcześniej bóg sumeryjczyków, jest tym samym bogiem co bóg Mojżesza i Eliasza, to po co była ta cała nauka i maskarada z Exodusem?
Jaki cel przyświecał zamianie „wielobóstwowego” Kultu na monoteistyczną Religię? I dlaczego Najwyższy tak się „zdenerwował” tym odstępstwem od mojżeszowej Przysięgi?
Odpowiedzią na te pytania jest ostatnie zdanie drugiego cytatu: zbliżała się wielkimi krokami epoka „wielkiego zwrotu”, którą znacznie wcześniej „zaplanował nasz Bóg- Stwórca.
Oficjalnie, wielki zwrot – to powstanie systemów religijnych, które znajdowały swoje odbicie w zmieniających się warunkach społeczno – ekonomicznych. W symbolicznym zaś znaczeniu – to nic innego jak epoka po „Potopie”- czyli punkt 20 i 22 V rozdziału – potomkowie Noego i Seta.
Religia Judaistyczna i wszystko co się z nią wiąże, już przed okresem „wielkiego zwrotu”, miała być tak twarda i zarazem tak krystalicznie czysta, aby podczas czekającej ja próby, nie poddała się ani żadnemu „ciśnieniu”, ani żadnej „temperaturze”.  Czy z tego „brylantu” powstał „diament” przekonamy się podczas ostatecznego „rozrachunku”

„Wierzenia judaizmu opierają się na Biblii, uważanej za księgę świętą, obejmującą objawienie dane przez Boga, a zawarte we wszystkich jej częściach, czyli Torze, Prorokach i Pismach, nauki i zasady zostały później wyłożone w Talmudzie, zajmującym szczególnie autorytatywne miejsce w rozwoju tej religii. Centralną zasadą doktrynalną judaizmu, jest wiara w Boga, który jest bytem rzeczywistym. To, jak należy go pojmować, jest problemem filozoficznym, a nie religijnym i ściśle mówiąc nie dotyczy samego judaizmu. Religia ta wierzy, że Bóg jako najwyższy byt jest jeden i jedyny, ale nie określa jego istoty, gdyż uważa to za zadanie filozofii. Religia ta przyjmuje, że nastąpi mesjańskie odkupienie, ale nie określa kiedy i jak oraz pod jakimi warunkami to się dokona, gdyż zostawia to indywidualnym wyobrażeniom.
Religia ta opiera się na dwóch podstawowych doktrynach: na wierze w jednego i jedynego Boga i na przekonaniu, że naród Izraela został wybrany przez Boga, aby był zwiastunem i głosicielem tej wiary. Boga, któremu należy składać cześć, judaizm pojmuje jako jedynego Boga. Jego twórcza moc zawsze działa we wszechświecie, a ujawniła się po raz pierwszy w akcie stworzenia, kiedy Bóg powołał do istnienia świat i człowieka. Z taką koncepcją stworzenia świata w judaizmie łączy się doktryna o opatrznościowej działalności Boga utrzymującej świat w istnieniu. Opatrzność Boga utrzymuje świat i gdyby Bóg ją cofnął czy wstrzymał, świat obróciłby się w nicość. Według judaizmu podstawowymi przymiotami działalności Boga obejmującej narody i jednostki są sprawiedliwość i miłosierdzie. Nauka, że ludzka historia i ludzkie życie są wypełnieniem zamiarów Bożych określa całą doktrynę judaizmu o Bogu. Z nauką o jedności Boga łączy się w judaizmie doktryna o jego wszechmocy. Ogranicza go tylko jego własna wola, której podlegają też siły natury i wszystkie wydarzenia w porządku naturalnym i nadprzyrodzonym gdyż i one są dziełem jego rąk. Judaizm podkreśla też wszechobecność Boga, który jest wszędzie obecny, ale nie jest współmierny ze stworzeniem, gdyż jego opatrzność rozciąga się nad wszystkimi stworzeniami. Bóg jest dla wyznawców judaizmu „naszym ojcem w niebie”, zawsze bliski swym dzieciom na ziemi, choć jako byt transcendentny jest daleko w niebie. Z ideą transcendencji Boga łączy się doktryna o bezcielesności Boga.
Według judaizmu Bóg jest czystym duchem, wolnym od ograniczeń materii i słabości ciała. Bóg jest także wszystkowiedzący i żadne, nawet najtajniejsze myśli i czyny człowieka nie są mu nieznane. Według judaizmu wypełnienie boskich zamiarów wymaga współpracy ze strony człowieka. Człowiek został wybrany przez Boga, aby był jego wspólnikiem w realizacji dzieła stworzenia wypełniając zadanie , którego znaczenie wykracza poza fizyczne ramy wszechświata, choć tylko poprzez fizyczne działanie może wypełnić swój cel. Według doktryny judaizmu królestwo Boże ma założyć Mesjasz, będzie on główną i dominującą postacią w czasach, gdy zapanuje na ziemi sprawiedliwość, która sprowadzi powszechny pokój i obfitość wszystkiego co jest potrzebne do godnego życia. Jednak zgodnie z tą doktryną , Mesjasz nie będzie ani nadprzyrodzoną, ani boską istotą, mającą udział w przebaczaniu grzechów. Przyjmowana w judaizmie zasada harmonii pomiędzy światem niebieskim a ziemskim jest podstawą jego doktryny o człowieku, który wprawdzie składa się z różnych elementów ziemskiego ciała i niebiańskiej duszy, ale stanowi niepodzielną jedność. Dla judaizmu ciało i dusza łączą się w wyższą formę ziemskiego życia, którą stanowi człowiek sprawiedliwy przyczyniający się dzięki temu do wypełnienia boskich celów. Judaizm wyznaczając więc poszczególnym ludziom zadania współpracy z Bogiem w budowaniu sprawiedliwości dla wypełnienia celów wyznaczonych przez Boga, nie czyni różnic pomiędzy nimi, tylko wprowadza różnice w ich treści i zakresie. Judaizm nie uznaje grzechu pierworodnego, który wymagałby naprawy przez istotę nadprzyrodzoną, uznaje tylko możliwość wolnego wyboru grzechu jako nieuniknionego następstwa wolnej woli. Według judaizmu człowiek sam może się zbawić przez pokutę, gdyż Bóg w obfitości swego miłosierdzia gotów jest przyjąć pokutującego grzesznika i oczyścić go z wszelkiej niegodziwości. Judaizm poprzestaje na wierze w zapłatę za ludzkie czyny, a nie zajmuje się sposobami jej udzielania. Według judaizmu zbawienie duszy zależy od sprawiedliwego postępowania, które wszystkie narody dopuszcza do wiecznej szczęśliwości.”
Witold Tyloch, Judaizm

Można dzisiaj z całą pewnością stwierdzić, że Misja – czyli Lekcja zadana przez samego Boga i przekazana przez kapłanów Międzyrzecza i Egiptu, wypełniona została zgodnie z jej zamierzeniami. Trud Abrahama, Mojżesza i Eliasza nie poszedł na marne. Powyższy cytat stanowi esencję wiedzy zakodowanej w sercach i umysłach Ludu Wybranego. Ale jak to w takich przypadkach bywa, nie wszystkie informacje zawarte w takim kodzie, muszą być po tylu latach „hibernacji” odszyfrowane z taką precyzją, aby wszystko to co on w sobie zawiera, było zrozumiałe dla jego odbiorców. Oprócz tego o czym „mówi” Wiara i Tradycja, są jeszcze pewne symbole, które właściwie odczytane powodują, że ta „zapamiętana lekcja” nabiera jeszcze większego znaczenia, niż nam to się do tej pory zdawało. Myślę tu głównie o „małym” szczególe, który w każdej rodzinie żydowskiej jest, w ósmym dniu po narodzinach męskiego potomka, centralnym punktem pewnej ceremonii.
Tym drobnym, a jednocześnie ogromnej wagi szczegółem jest właśnie to, co zakodowali w Nabta Playa ludzie żyjący w „przedcywilizacyjnym” Egipcie ponad 5 tysięcy lat temu – czyli
męski napletek. Ten rytuał obrzezki, swoim ukrytym i symbolicznym znaczeniem, jest esencją wszystkich rytuałów i ceremonii, które w tak rozbudowanej formie istniały w starożytnym Egipcie. Tytuł tego rozdziału „podpowiada”, iż stanowi on Kwintesencję Wiedzy, o jakiej mówi Konkluzja.
Fallus (na przykładzie Bonobo) jest głównym stymulatorem rozwoju mózgu człowieka (część druga Konkluzji). Dzięki nieustannej opiece Opatrzności Bożej nad tym Człowiekiem oraz dzięki czwartej części Konkluzji, jesteśmy dziś w miejscu, o którym mówi teoria Cykliczności Wszechświata, a także i Piramida Cheopsa.
Przypomnę, ze kształt piramidy (cztery ściany), „komory odciążające” oraz ANKH , a w szczególności Dżed, symbolizują cztery stopnie [historię Wszechświata i Ewolucję Człowieka, które to Człowiek już właściwie przeszedł. Pozostaje Piramidion, czyli to o czym z takim trudem przechowują Prawdy Wiary Religii Judaistycznej – Królestwo Boże. O tym samym mówi także Druga część Klamry – ale o tym później.
Omawiając dzieje praczłowieka porównałem jego ewolucję do nowo narodzonego człowieka, który od oseska do człowieka dorosłego, musi przejść wszystkie „klasy w szkole życia”. W naszej opowieści doszliśmy do Szkoły, którą zresztą Człowiek zmuszony został powtarzać z wiadomego powodu. I oto nadszedł moment, kiedy nasz Człowiek zakończył już swoją naukę (czwarty stopień w Dżed, czy też czwarta ściana piramidy) i nadszedł czas końcowego egzaminu. Jest to, niczym maturalny egzamin, swoisty test, czy Człowiek jest już na tyle „dorosły”, by dzięki swojej całej poznanej w „szkole” wiedzy, zrobił to, na co wraz z wszystkimi naszymi przodkami w „Niebie” „niecierpliwie” czeka Bóg.
Tym celem jest to, co zostało „zakodowane” w Religii Judaistycznej – Królestwo Boże. Ale Bóg, o czym mówi ta Religia – Kod, bez pomocy Człowieka, w żaden sposób nie mógłby tego zrealizować. Jest to swoiste sprzężenie zwrotne. „Szyby” w Komnacie Królewskiej wskazywały na gwiazdozbiór Oriona.



Dwie gwiazdy górne, wraz z trzecią w środku pasa Oriona – tworzące trójkąt skierowany ku dołowi i dwie dolne, wraz z trzecią ze środka pasa tworzące trójkąt skierowany do góry, stanowią ogromnie ważny symbol.



Trójkąt - kopia 2


Trójkąt skierowany ku dołowi – przedstawia Boga – Stwórcę, a trójkąt „patrzący” na tego Boga – to jego dzieło Człowiek. Moment, w którym oba te trójkąty połączą się w jedną całość – to jest właśnie to Królestwo Boże, czyli tak pogardzana przez niektórych Gwiazda Dawida.



Niebo na górze, niebo na dole. Gwiazdy na górze, gwiazdy na dole. Wszystko, co jest na górze, jest też na dole. Szczęśliwy, kto odgadnie tą zagadkę.
To, o czym „mówi” Egipska Tabula Smaragdina, zostało zakodowane w Religii Judaistycznej i po wsze czasy oznacza właśnie to Królestwo Boże, które jak chce Wola Boża, z pewnością  kiedyś nadejdzie. Egipscy kapłani, dzięki swej wiedzy oraz dzięki boskiej inspiracji, wybrali ten gwiazdozbiór nieprzypadkowo. Co prawda nie jest on w stu procentach podobny do sześcioramiennej gwiazdy, ale na całym Niebie nie ma innego, lepszego symbolu Boskiej i Człowieczej „współpracy”. W tym miejscu, bardzo dobrze zrozumiałe będą słowa uczonego i mistyka żydowskiego Abrahama Abulafiego:
Sześć piramid, sześcian tworzy. Gdy każdą z nich rozumem obejmiesz i wiedzę z niej spijesz, znak to, żeś wszystko pojął.
Tych sześć piramid – to sześcioramienna Gwiazda Dawida – symbol przyszłego Królestwa Bożego, oparty na sześciu gwiazdach w gwiazdozbiorze Oriona.
Przypomnijmy sobie z cytatu drugiego, jak wyglądała świątynia Króla Salomona. Wszystkie elementy tej świątyni były symbolicznym przedstawieniem całej wiedzy, którą Hebrajczycy otrzymali od egipskich kapłanów. Świątynia składała się z trzech kwadratowych zabudowań, zbiegających się w małym pomieszczeniu w kształcie sześcianu zwanym- Święte Świętych.
Jest to symbol Gwiazdy Dawida – czyli Królestwo Boże – gwiazdozbiór Oriona – szyby w Piramidzie Cheopsa. Pokaźna misa z brązu – symbolizująca Jam, oraz dwie wolno stojące, wysokie na dwanaście metrów kolumny – Jachin i Boaz (Pierwsza Księga Królewska 7.21.) – to symbol Dualizmu, o którym była mowa w poprzednich rozdziałach
Jak widać, wszystkie te symbole, a także i cała Religia Judaistyczna, stanowią dowód na to, że Exodus nie był ucieczką przed prześladowaniami ze strony Egiptu, tylko bardzo dobrze zaplanowaną misją, wykonaną z całym błogosławieństwem Egipcjan i samego Boga. Powróćmy zatem do głównego tematu tego rozdziału – czyli: wpływ obrzezki na dopełnienie sensu Konkluzji.

„Przecięta skóra zagoi się w ciągu kilku dni. Złamana noga zazwyczaj się zrośnie, jeżeli zostanie prawidłowo nastawiona. Prawie wszystkie tkanki ludzkie zachowują przez całe nasze życie zdolność do samo naprawy. W znacznej mierze zawdzięczamy to wszechstronności komórek macierzystych, które w nieograniczonym niemal czasie pod względem podziału i generowania nie tylko własnych wiernych kopii, lecz również wielu różnych rodzajów komórek przypominają komórki rozwijającego się zarodka. Doskonałym przykładem jest odmiana komórek macierzystych występujących w szpiku kostnym. Mogą one dać początek wszystkim komórkom krwi: krwinkom czerwonym, płytkom i całej grupie krwinek białych. Inne rodzaje komórek macierzystych produkują różne składowe skóry,wątroby lub śluzówki jelit.
W listopadzie 1998 roku Peter S. Eriksson z Sahlgenska Universitetssjukhuset w Gőteborgu i Fred H. Gage z Salk Institute for Biological Studies w La Jolla w Kalifornii wraz ze współpracownikami opublikowali zaskakującą informację, że mózg dorosłego człowieka regularnie produkuje nowe neurony, przynajmniej w jednej ze swoich struktur – w hipokampie, czyli obszarze istotnym dla procesów pamięci i uczenia się. (Hipokamp nie jest miejscem przechowywania śladów pamięciowych, ale pomaga w ich odkładaniu po otrzymaniu sygnałów z innych obszarów mózgu. Osoby, które doznały uszkodzenia tej struktury, mają kłopoty z przyswajaniem, ale umieją przywołać informacje nabyte w okresie wcześniejszym). Bezwzględna liczba nowo powstających komórek jest stosunkowo mała w porównaniu z całkowitą liczbą neuronów w mózgu. Niemniej nasze odkrycie w zestawieniu z wynikami najnowszych eksperymentów na zwierzętach otwiera przed medycyną kilka bardzo obiecujących perspektyw.
Z rezultatów aktualnie prowadzonych badań wynika, że komórki macierzyste produkują neurony w jeszcze jednej okolicy mózgu, a znajdują się również, chociaż uśpione, w kilku innych obszarach. A zatem okazuje się, że dorosły mózg, który tak słabo radzi sobie z samo naprawą, w istocie skrywa znaczny potencjał regeneracyjny.
Jeżeli badacze zdołają się nauczyć jak pobudzać istniejące komórki macierzyste do produkowania znaczącej liczby funkcjonalnych neuronów w wybranym obszarze mózgu, umożliwi im to zapewne łagodzenie wszelkich zaburzeń związanych z uszkodzeniami i śmiercią komórek nerwowych – w tym choroby Alzheimera, Parkinsona oraz upośledzeń towarzyszącym udarom i urazom mózgu.
Odkrycie, że mózg dorosłego człowieka może produkować nowe neurony, było zaskakujące, chociaż na zachodzenie tego procesu od wielu lat wskazywały badania mózgów innych dorosłych ssaków. Na przykład już w 1965 roku Joseph Altman i Gopal D. Das z Massachusetts Institute of Techonogy opisali produk-cję komórek nerwowych (neurogenezę) w hipokampach dorosłych szczurów, dokładnie w tym samym obszarze, w którym stwierdzono obecnie zachodzenie tego procesu u ludzi (mowa o zakręcie zębatym).
W połowie lat osiemdziesiątych Fernando Nottebohm z Rockefeller University odkrył, że neurogeneza zachodzi w mózgach kanarków w ośrodkach mózgu odpowiedzialnych za uczenie się śpiewu i co więcej, proces ten nasila się w tych porach roku, w których dorosłe ptaki uczą się swoich pieśni. Nottebohm i jego współpracownicy wykazali też, że formowanie neuronów w hipokampach dorosłych sikor wzrasta w okresach wymagających nasilenia procesów pamięciowych, w szczególności wtedy, gdy ptaki muszą zapamiętać coraz bardziej odległe i rozproszone źródła pokarmu. Zespół kierowany przez Elizabeth Gould i Bruce’a S. Mc Ewena z Rockefeller University oraz Eberharda Fuchsa z Deutsches Primatenzentrum Gmbh w Getyndze odkrył w 1997 roku, że neurogeneza zachodzi w pewnym stopniu w hipokampie spokrewnionego dość blisko z naczelnymi wiewiórecznika pospolitego.
Następnie w marcu 1998 roku stwierdzono to samo zjawisko u pazurkowców. Pokrewieństwo tych małp z ludźmi jest mniejsze niż makaków, należą one jednak do naczelnych.
W 1998 roku Gage wraz ze współpracownikami wyizolowali komórki hipokampów w mózgu dorosłego człowieka i wykazali, że w hodowlach komórki te mogą się dzielić i da się je tak pobudzić, by rozwinęły się w neurony. Potwierdza to zdolność dorosłego mózgu człowieka do neurogenezy. Pojawiło się wiele artykułów opisujących czynniki wpływające na neurogenezę w mózgach dorosłych zwierząt. Wywoływano u zwierząt m. in. uraz, udar, napady drgawkowe i podawano im leki przeciwdepresyjne, by określić ich wpływ. Mimo licznych badań „podjętych w ramach wielu paradygmatów doświadczalnych i zastosowaniu rozmaitych kryteriów analitycznych”, nie dowiedziano się jak przebiegają procesy regulujące neurogenezę w dorosłym mózgu.
Tymczasem nasz zespół porównywał natężenie neurogenezy w dwóch grupach myszy trzymanych w zwykłych klatkach – do jednej wstawiono bieżnię kołową. Myszy mające nieograniczony dostęp do koła korzystały z niego często i po zakończeniu doświadczenia okazało się, że w ich mózgach powstało dwukrotnie więcej nowych neuronów niż w mózgach osobników z grupy kontrolnej pozbawionej tej frajdy.
To nasilenie neurogenezy odpowiadało mniej więcej wzrostowi obserwowanemu u myszy przebywających w korzystniejszym dla nich środowisku. U osobników mających dużo ruchu nastąpiło nasilenie procesów dzielenia się komórek macierzystych, podczas gdy w grupie zwierząt umieszczonych we wzbogaconym otoczeniu nie obserwowano zmian w tempie proliferacji tylu komórek. W tym ostatnim przypadku (jak stwierdza Gould) stymulacja środowiska sprzyjała najwyraźniej poprawie przeżywalności komórek potomnych, wobec czego więcej z nich zróżnicowało się w neurony. Odkrycie to wskazuje wyraźnie, że procesy regulujące neurogenezę u osobników dorosłych są złożone i zachodzą na kilku poziomach.
Naukowcy na pewno zdołają zidentyfikować kiedyś ciąg przemian molekularnych wiodących od konkretnego bodźca, sygnału środowiskowego czy wewnętrznej zmiany fizjologicznej do określonych zmian w aktywności genetycznej powodujących nasilenie bądź zahamowanie neurogenezy. Skompilowanie takich technik może zająć kilkadziesiąt lat. Po opracowaniu, stosowałoby się je na kilka różnych sposobów.
Zapewniłoby prawdopodobnie pewien stopień naprawy mózgu w obszarach, których zachodzi neurogeneza, a także tam, gdzie występują komórki macierzyste, w normalnych warunkach nieaktywne.
Pozostaje pytanie zasadnicze: jaką rolę odgrywa neurogeneza w dorosłym mózgu? Złożoność jej regulacji i reaktywności na bodźce funkcjonalne sugeruje, że silnie wpływa na działanie hipokampa. Próbowano powiązać neurogenezę z procesami uczenia się i pamięcią, ale wyniki nie są jednoznaczne. Należałoby też wyjaśnić, czy neurogeneza zachodzi w innych obszarach mózgu. Hipokamp i układ węchowy to dwa jego rejony, w których zaobserwowano ten proces. Doświadczenia przeprowadzone na kulturach komórek gryzoni wykazały, że neuronalne komórki macierzyste, mogące dać początek neuronom w szalce Petriego, można będzie otrzymać praktycznie ze wszystkich regionów mózgu z korą włącznie. Jednak nie udało się zaobserwować w warunkach fizjologicznych, by powstawały z nich nowe neurony, jeśli komórki macierzyste znajdują się poza klasycznymi obszarami neurogenezy.
Wiele pytań pozostaje jeszcze bez odpowiedzi, ale rosnące zainteresowanie tą dziedziną spowoduje zapewne, że to co dziś nierealne, jutro może stać się rzeczywistością. Co więcej, oczekiwane korzyści płynące z wyzwolenia regeneracyjnego potencjału mózgu, uzasadnią wszelkie wysiłki podejmowane w tym kierunku .”
Świat nauki – 1, 2003.

Problem nad którym zastanawiają się neurolodzy, i który za „kilkadziesiąt” lat odkryją w swoich laboratoriach, znany był już ludziom kilka tysięcy lat temu. To, o czym mówi Konkluzja, że głównym stymulatorem rozwoju mózgu Człowieka jest fallus, to własnie naukowcy nazywają neurogenezą. Głównym „pasem transmisyjnym” pomiędzy fallusem a mózgiem jest testosteron i to właśnie ten hormon jest głównym czynnikiem, dzięki któremu neurogeneza może nastąpić.
Przyspieszony wręcz kliniczny, proces tego rozwoju możemy zaobserwować na przykładzie Bonobo. To, co ta małpa wyprawia (nieustanne drażnienie narządów płciowych i miłość bardziej dla przyjemności), to samo robiła małpa człekokształtna kilka i nawet kilkanaście milionów lat temu – (Wiewiórecznik pospolity, Pazurkowce). Aby zrozumieć w jaki sposób ten proces neurogenezy przebiega, potrzebne będzie jeszcze jedno wprowadzenie.

„Hormony determinują odmienną męską i żeńską organizację mózgu w czasie jego rozwoju w łonie matki. Mózg nienarodzonego płodu zaczyna się kształtować według męskiego lub kobiecego wzorca w sześć lub siedem tygodni po  zapłodnieniu. Matka wnosi do komórki jajowej chromosom X (kształt w przybliżeniu). Jeżeli w procesie zapłodnienia komórki jajowej, ojciec także wnosi chromosom X – rezultatem będą narodziny dziecka płci żeńskiej. Jeżeli plemnik zawiera chromosom Y, powinno się urodzić dziecko płci męskiej. Ale nie same geny decydują o płci dziecka.
Drugim determinującym czynnikiem są hormony. Niezależnie od genetycznej natury zarodka, płód ukształtuje się jako męski tylko wówczas, gdy będą hormony męskie, a kształt żeński przyjmie jedynie w przypadku, gdy hormony męskie będą nieobecne. Podczas pierwszych tygodni w łonie matki zawiązki jajowodów, nasieniowodów i tak dalej – umożliwiają rozwój w każdą z dwu form płciowych. Właśnie w tym momencie, mniej więcej sześć tygodni po zapłodnieniu, tożsamość płciowa zostaje określona. Wtedy to płód męski XY wykształca specjalne komórki produkujące hormony męskie, czyli androgeny, z których najważniejszy jest testosteron. Hormony polecają ciału, aby nie zajmowały się wykształcaniem żeńskich narządów płciowych, a jednocześnie stymulują rozwój istniejących w formie zaczątkowej narządów męskich.
W tym samym mniej więcej czasie, jeżeli płód jest płci żeńskiej, genetycznie XX, jego narządy płciowe rozwijają się jako żeńskie, gonady nie wytwarzają znacznych ilości hormonu męskiego i w rezultacie rozwija się niemowlę płci żeńskiej. Proces ten, w sensie dosłownym zmieniający umysł rozwijającego się osobnika, jest rezultatem tego samego zjawiska, które determinuje inne zmiany fizyczne – działania hormonów.
W momencie przełomowym, kiedy mózg zaczyna się formować, płód płci męskiej poddany zostaje działaniu ogromnej dawki hormonu męskiego. Poziom tego hormonu jest w tym okresie czterokrotnie wyższy niż poziom, który osiągnie przez cały okres niemowlęcy i dziecięcy. Gwałtowny przybór hormonu męskiego występuje również w przełomowym, momencie rozwoju osobnika płci męskiej – w okresie dojrzewania. Tacy, jacy jesteśmy, jak się zachowujemy, jak myślimy, czujemy, nie kieruje serce, lecz mózg. Natomiast na mózg, jego strukturę i funkcjonowanie, wpływ mają hormony. Wpływ hormonów na mózg jest dwustopniowy. Podczas rozwoju mózgu w łonie matki hormony kontrolują powstawanie schematu sieci połączeń. Później, w okresie dojrzewania hormony ponownie odwiedzą mózg, aby uruchomić sieć, którą wcześniej stworzyły.
Mimo widocznych już w okresie dzieciństwa różnic pomiędzy płciami, aż do okresu dojrzewania płciowego w ciałach chłopców i dziewcząt krążą te same hormony w tych samych ilościach. U dziewcząt poziom hormonu żeńskiego zaczyna podnosić się w wieku około ośmiu lat i około trzynastego roku życia pojawia się menstruacja. U chłopców hormony zaczynają działać dwa lata później. Najważniejszym hormonem u chłopców jest testosteron, którego poziom wzrasta i wynosi dwadzieścia razy więcej niż u dziewcząt. Główne hormony żeńskie to estrogen i progesteron. Hormony przenikają do systemu nerwowego i oddziaływują na nasze zachowania. (flegmatyk, sangwinik, choleryk i melancholik). Przepływ hormonów regulowany jest przez podwzgórze. W zależności od tego czy mamy do czynienia z mężczyzną czy kobietą, podwzgórze odpowiednio steruje hormonami. Podwzgórze nakazuje przysadce mózgowej, aby wydała zalecenie otwarcia lub zamknięcia zaworu uwalniającego hormony płciowe. U mężczyzn zadaniem układu kontrolnego złożonego z podwzgórza i przysadki jest utrzymywanie w miarę stałego poziomu hormonów. U kobiet układ kontrolny podwzgórze – przysadka działa na innej zasadzie. Podwzgórze kobiet, dąży do wytworzenia systemu faz, czy też cykli. Zasadniczą sprawą jest oddziaływanie hormonu na strukturę mózgu, która wcześniej już została tak ukształtowana by na ten hormon reagować.
Chłopcy nie najlepiej dają sobie radę w pierwszych latach szkolnych. Jednakże z nadejściem wieku dojrzewania gwałtownie przyśpieszają. Wyniki chłopców w testach IQ wzrastają gwałtownie pomiędzy czternastym a szesnastym rokiem życia, podczas gdy wyniki dziewcząt wykazują tendencję do utrzymywania się na tym samym poziomie, a czasem nawet się obniżają.”
Anne Moir i David Jessel, Płeć mózgu.

Tak więc, testosteron jest „pośrednikiem” pomiędzy gonadami a mózgiem mężczyzny. Jego organizm wydziela testosteron, jak już wiemy, w największej ilości w okresie płodowym i w okresie dojrzewania. Jak pokazuje wynik eksperymentu na myszach, produkcja komórek nerwowych w hipokampie, zwiększa się dwukrotnie w efekcie intensywnego ich biegu na bieżni kołowej, z której na dodatek korzystały bez żadnego przymuszania. Wskutek wysiłku fizycznego w organizmie zwiększa się poziom testosteronu, a ten z kolei powoduje neurogenezę. Właśnie to ten wysiłek fizyczny jest brakującym ogniwem, dzięki któremu proces neurogenezy – czyli Konkluzji, nabiera swego prawdziwego znaczenia.
Pozycje podczas seksualnego stosunku wymagają znacznego wysiłku, i aby wysiłki te nie skończyły się niepowodzeniem, [w efekcie czego nie doszłoby do zapłodnienia], organizm człowieka wytwarza podczas tego stosunku, ogromne ilości testosteronu. Nieustanne bodźce pobudzają erekcję członka, powodując ejakulację, w wyniku czego współczulny układ nerwowy ogranicza dopływ krwi do prącia i automatycznie ciśnienie krwi w organizmie zmniejsza się, a wraz z tym następuje przerwa [czasowa] w wydzielaniu testosteronu. Tak „nagły” przypływ inteligencji u Bonobo, polega na ograniczeniu jednego tylko czynnika w tym procesie.
Wyeliminowanie, choćby tylko czasowe, współczulnego układu nerwowego, w postaci jak najdłuższego wstrzymania się od ejakulacji (nieustanny onanizm), powoduje zwiększony „dowóz” testosteronu do organizmu małpy, co w konsekwencji powoduje u niej zwiększoną „ponadnormalną” neurogenezę. To właśnie dzięki tej aktywności fizycznej u dzieci, czy też u nastolatków, ich młody organizm wytwarza zwiększoną ilość testosteronu.
Ten testosteron, z kolei, przygotowuje gonady do swojej podstawowej funkcji- prokreacji, a także przy „okazji” powoduje (pośrednio) gwałtowny wzrost możliwości umysłu – IQ.
Wszystkie te elementy: testosteron, wysiłek fizyczny, wzrost IQ, neurogeneza, są ze sobą bardzo mocno powiązane – tworzą współzależność. Dzięki temu „zjawisku”, zrozumiała jest tak ogromna aktywność fizyczna dzieci u ludzi i wszystkich innych ssaków. Ta ruchliwość jest podświadomie niejako wymuszana przez organizm. Bez tej aktywności, i w efekcie zbyt małej ilości testosteronu, może nastąpić ociężałość umysłowa spowodowana niewielką, minimalną tylko, neurogenezą.
I jeszcze jeden przykład. Proces neurogenezy w mózgach kanarków, występujący w okresie godowym, nie jest spowodowany tym, że ptaki te muszą nauczyć się pieśni godowych, ale wręcz odwrotnie. Zwiększone wydzielanie hormonów w okresie godów (tak jak u dojrzewających nastolatków), powoduje gwałtowny wzrost możliwości mózgu tych ptaków, a co za tym idzie, i wzrost możliwości uczenia się i zapamiętywania śpiewu (hipokamp).
Podobnie przebiega proces zapamiętywania bardzo odległych i rozproszonych źródeł pokarmu u sikor, który możliwy jest dzięki neurogenezie tylko wtedy, gdy ilość hormonu u tych ptaków jest wystarczająco duży.
Taki jest właśnie sens Konkluzji (neurogenezy) – przykładem Bonobo. Jaki ma to związek z napletkiem, który z takim poświęceniem obrzezują Żydzi, i który był najważniejszym symbolem w Nabta Playa?
Otóż, penis dziecka i później dorosłego człowieka po obrzezce jest, w wyniku braku osłonki, narażony na nieustanne podrażnianie połączeń nerwowych. (Penis jest najbardziej ukrwionym i wrażliwym na bodźce dotykowe narządem). W wyniku czego, jest w bardzo minimalny (ale jednak) sposób, podrażniany, co powoduje równie minimalną, jednakże większą niż u innych ludzi, neurogenezę. I taki właśnie jest sens obrzezki, którą do tej pory uważano za zabieg spowodowany dbałością o higienę. Nic podobnego! Rytuał obcinania napletka w zamyśle egipskich kapłanów i zakodowany w Religii judaistycznej, miał być właśnie symbolem Konkluzji, dzięki której mogła nastąpić Ewolucja (wzrost możliwości mózgu) Człowieka.
Znaczenie fallusa i jego wpływ (testosteron) na mózg Człowieka, był powszechnie znany w całym „przedcywilizacyjnym” świecie. Wszystkie ceremonie i symbole, o których wcześniej była mowa, są właśnie taką zakodowaną informacją o Kulcie Fallusa. Nawet figurka „Wenus” jak już wspominałem, nie symbolizowała „Matki Ziemi”, lecz miała kontekst erotyczny. Dzięki temu substytutowi kobiety – w wyniku wzrokowego kontaktu – mogła nastąpić erekcja i zwiększony napływ krwi do mózgu.
Bodźce wzrokowe, a także stymulacja dotykowa, powodują wzrost ilości testosteronu – ciąg dalszy już znamy. Figurki „Wenus”, nie stanowiły dla Człowieka „przedpotopowego” takiej samej wartości, jaką mają obecnie filmy czy też zdjęcia rozebranych kobiet. Były one tylko i wyłącznie środkiem, a nie celem, do wywołania efektu neurogenezy. Wracając do symbolu Konkluzji, to rytuał obrzezki znany był już znacznie wcześniej niż wskazuje na to archeologia – symbol napletka w Nabta Playa. Starożytny Egipt był „tylko” kontynuatorem tego kultu.

„Nie można określić dokładnie, w jakim wieku dziecko poddawano obrzezaniu, zabiegowi przedstawionemu w jednym z grobowców Starego Państwa. Źródła pośrednie wskazują na to, że ceremonia obrzezania miała miejsce w momencie bliskim osiąganiu dojrzałości, w każdym razie między dziesiątym a dwunastym rokiem życia. Mumia jednego z 10 – 11- letnich książąt nie wykazuje jeszcze śladów obrzezania. Być może obrzezany fallus był znamieniem „mężczyzny” w odróżnieniu od chłopca. Mimo, że był to rodzaj zabiegu operacyjnego, nie mówią o nim znane teksty medyczne. Scena obrzezania w grobowcu Anch-ma-hora (VI dynastia) w Sakkarze ukazuje kapłana przykucniętego przed operowanym młodzieńcem, trzymanym przez pomocnika. Kapłan posługuje się owalnym instrumentem, być może krzemieniem jako tradycyjnym narzędziem rytualnym. Druga scena ukazuje pocieranie fallusa albo przed zabiegiem dla znieczulenia, albo po zabiegu dla opatrzenia rany. Poświadczone od czasów prehistorycznych, obrzezanie nie było zwyczajem określonej warstwy społecznej.
Dopiero w Okresie Późnym stało się ono warunkiem pełnienia funkcji kapłańskich. Prawdopodobnie dopiero wówczas nabrało znaczenia czystości kultowej. Z obcych ludów współzamieszkujących Egipt za nieobrzezanych uchodzili Libijczycy, natomiast o tzw. ludach morskich, które pojawiają się w Egipcie za panowania Ramessydów wiemy, że praktykowały ten zwyczaj.”
Karol Myśliwiec, Eros nad Nilem.

Chanuka – ośmioramienny świecznik (dziewiąty pomocniczy), którego używa się w czasie Święta Świateł. Upamiętnia zwycięstwo Judy Machabeusza w 165 r. p.n.e. nad wojskami Selucydów. W pierwszym dniu (aż do ósmego) zapala się jedną świecę i po jednej dodaje się każdego następnego dnia świątecznego. Ilość ramion w tym świeczniku, jest w oczywisty sposób również symboliczna. Wraz z Gwiazdą Dawida porównałbym go do kodu, znajdującego się we wnętrzu Piramidy Cheopsa – czyli do „komór odciążających”. Cztery półokręgi w Chanuce – odpowiadają czterem stopniom wiodącym do Gwiazdy Dawida – również Piramidion i gwiazdozbiór Oriona.



Równie ciekawa, jeżeli nie ciekawsza, jest symbolika siedmioświecznikowej Menory, której najważniejszym elementem są trzy półokręgi. Chanuka – symbolizuje czterostopniową drogę dochodzenia Człowieka do Królestwa Bożego, zaś Menora – z trzema półokręgami – symbolizuje samego Człowieka, a w szczególności to: jakimi wzorcami i normami postępowania powinien się on kierować, by zasłużyć na miano Człowieka. Cóż wiec mogą oznaczać te trzy półokręgi otaczające siódmą świecę?
Otóż myślę, że ta centralna świeca – symbolizuje Człowieka Przyszłości, a otaczające go trzy półokręgi – to środowisko, które go w tym Królestwie powinno go otaczać.
Najbliższy i najmniejszy półokrąg – otaczający tego Człowieka – to jego Rodzina, w której się wychowuje, i którą sam w przyszłości założy. Średni półokrąg – to jego przyjaciele, znajomi, koledzy, sąsiedzi, czyli otaczające go Środowisko. Zewnętrzny, największy – to Państwo, które jest jego największym Domem. Wszystkie trzy elementy tej „układanki” są ze sobą nierozerwalnie związane. Brak choćby jednego z nich powoduje niepotrzebne komplikacje lub dyskomfort psychiczny.
Cóż znaczy Rodzina i koledzy czy sąsiedzi, gdy nie ma nad nim opieki Państwa. I dalej, życie takiego Człowieka, bez oparcia w Rodzinie, chociażby w najdoskonalszym Państwie, jest tylko pozbawiona sensu wegetacją. Środkowy półokrąg też ma swoje zalety, bez których życie byłoby nudne i szare. Dla prawidłowego funkcjonowania Człowieka, a w tym i jego psychiki, niezbędna jest równowaga w Rodzinie, Społeczeństwie i w Państwie – wszystkie uchwyty świec w jednym poziomie.


Najnowsze komentarze

Przysłowia i sentencje

Jest coś wyższego w górze, które miesza zamiary śmiertelnych (co przeszkadza zamiarom śmiertelników).
Walerian Łukasiński
Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze, zawsze ludzie tego nie pojmują.
Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy czasem.
Człowiek będzie musiał pojąć czas
i opanować go. Albowiem czas jest nasieniem wszechświata.
Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.
Albert Einstein

Jak ten czas leci!

Październik 2018
« Kwi    


Weather condition