Get Adobe Flash player

Forum

Chrześcijaństwo – czyli Wielki Sen

Rozdział XIX książki „Gloria olivae”

„W roku 1947 pewien beduiński pasterz natknął się na samotną jaskinię w stromych skałach Qumran nad Morzem Martwym. W jaskini tej znajdowało się kilka dzbanów, w których znaleziono wiele zachowanych starożytnych rękopisów – długich zwojów, niekiedy liczących dwadzieścia i więcej stóp długości, zawierających teksty biblijne, a także inne teksty hebrajskie. Upłynęło sporo czasu, w którym pisma te przeszły przez ręce kupców, pomniejszych urzędników, pracowników muzeów, profesorów filologii, tłumaczy, po czym cały świat usłyszał o niezwykłym znaczeniu „Zwojów znad Morza Martwego”. Manuskrypty z Qumran jak się okazało, stanowiły bibliotekę lub zbiór literatury sakralnej osiedla żydowskich esseńczyków, pochodzącego z I i II stulecia przed Chrystusem. Niektóre z tych tekstów to znane księgi Starego Testamentu, takie jak Księgi Izajasza, Habakuka, inne zaś to ezoteryczne pisma zawierające specjalne nauki esseńskich „illuminati”. O esseńczykach wiedziano coś niecoś przed odkryciem pism z Qumran dzięki takim starożytnym pisarzom – historykom, jak Józef Flawiusz i Pliniusz Starszy, jak również z dzieł Filona, członka mówiącej po grecku społeczności żydowskiej mieszkającej w największym „międzynarodowym” ośrodku nauki późnego antyku, Aleksandrii. Autorzy ci informowali, że w ostatnich wiekach przed Chrystusem we wczesnym okresie chrześcijaństwa w łonie judaizmu istniał pewien mistyczny ruch ezoteryczny. Wydawał się on jednak tak mroczny, tak nieokreślony, a to co o nim twierdzono, było tak wątpliwe, że badacze niemal zupełnie nie brali go pod uwagę, zajmując się początkami chrześcijaństwa. Cały temat esseńczyków był prawie wyłącznie sprawą słabo udokumentowanych, luźnych domysłów dotyczących małego ruchu religijnego, który zniknął z annałów historii właściwie bez śladu. Zwoje znad Morza Martwego zmieniły tę sytuację. Odkrycie z Qumran całkiem nagle uświadomiło wszystkim, że na pustyni Judzkiej żyła społeczność esseńskich wtajemniczonych, licząca być może kilkuset ludzi, którzy studiowali Stary Testament i interpretowali go w duchu mistycznym. Jeśli chodzi o rozumienie Starego Testamentu, różnili się oni od dwu pozostałych stronnictw religijnych istniejących w ramach judaizmu – saduceuszy (kapłańskie stronnictwo aryetostatyczne) i faryzeuszy (reprezentanci judaizmu rabinicznego). Uważali, że w starych pismach tkwi ukryte ezoteryczne znaczenie, które może zrozumieć tylko ten, kto został „oświecony”, tj. wtajemniczony […]
W 1945 roku, tym razem w Górnym Egipcie, dwóch wieśniaków wykopując nawóz dokonało odkrycia: w starym dzbanie znaleźli koptyjską bibliotekę gnostycką ze starożytnego Chenoboskion (dzisiejsze Nag Hammadi). Podczas gdy pisma z Qumran pochodzą z I i II wieku przed Chrystusem i są zapisane w manuskryptach starszego typu, na długich zwojach, to biblioteka gnostycka składa się z kodeksów, tj. zbioru ksiąg, wykonanych z osobnych arkuszy, w tym wypadku papirusu. Pochodzą one z pierwszych wieków ery chrześcijańskiej i w sumie liczą około tysiąca pięciuset stron. Wiele z nich to pisma chrześcijańskie, czy też, ściślej biorąc, wywodzące się z tego świata myśli gnostyckiej, w którym Chrystusa pojmowano wyłącznie w kategoriach starożytnych Misteriów, a wobec judaizmu i prawa żydowskiego zajmowano wrogie stanowisko. Czy może raczej… sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Pisma, które zawiera biblioteka z Nag Hammadi, zdają się pochodzić z różnych źródeł.  Wiele z nich to pisma wyłącznie gnostyckie; inne wywodzą się z egipskiej magicznej religii Hermesa Trismegistosa; jest tu także fragment „Państwa” Platona; zbiór znanych maksym etycznych – „Sentencje” Sekstusa – popularny w kręgach wczesnych chrześcijan; wreszcie pewna liczba dzieł, których geneza jest niejasna lub sporna. Wysunięto przypuszczenie, że biblioteka ta bynajmniej nie należała do jakiejś grupy gnostyckiej, lecz świadczy jedynie o szerokich zainteresowaniach mnichów z pobliskiego klasztoru św. Pachomiusza (ojca życia klasztornego, który sam mógł być chrześcijaninem nie zanadto ortodoksyjnym!). Najbardziej wiarygodne wydaje się, że tym, co łączy dzieła zgromadzone w bibliotece z Nag Hammadi, jest ich związek z ideami gnostyckimi. Biblioteka ma zapewne za sobą burzliwe dzieje, ale można chyba bez większej obawy przyjąć, że swą obecną formę zawdzięcza jakiemuś środowisku gnostyckiemu […] Esseńskie pisma z Qumran wskazują na „zbliżenie” między judaizmem a Misterium. Biblioteka z Nag Hammadi, ukazuje chrześcijaństwo zorientowane misteryjnie, pozostając jednak w gwałtownej opozycji do duchowości żydowskiej”.
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Fakt, iż pisma z Qumran i Nag Hammadi zostały odnalezione akurat teraz, a nie np. pięćset lat temu (nikt by tego nie zrozumiał, ponadto mogły ulec zniszczeniu), lub dopiero za pięćset lat, lub też wcale, nie jest w żadnym razie kwestią przypadku, ani tym bardziej cudu. Tak jak Aleksander Macedoński, czy Szy Huang swoje „osiągnięcia” nie zawdzięczają tylko przypadkowi, czy cudowi, jak nie przez przypadek przedstawiciele dwu różnych kultur stworzyli z Wyspy Wielkanocnej „sanktuarium” odradzania się Życia, jak też i piramidy w Egipcie nie są żadnym cudem („siedem cudów świata”). Z tych wszystkich rozważań wynika bardzo ważny wniosek: Wszystko to co jest udziałem człowieka – ewolucja, historia, cywilizacja, itd., a także i wcześniej, powstanie i dogodne warunki Życia na Ziemi – wynikają z deterministycznej roli „Boga – Stwórcy” w tym dziele, a zarazem z logiki perpetuum mobile wszechświata. Pojawienie się pism z Qumran i Nag Hammadi można porównać do kodu wysłanego w przestrzeń kosmiczną w próbniku Pionieera, jak również do skamieniałości. Ten „sygnał z przeszłości” zgodnie z zamysłem ich twórców, dotarł do nas – do miejsca swego przeznaczenia i jest, niczym ślad odciśnięty na śniegu, kolejnym dowodem powszechnego planu budowy „Arki” przez „Noego” i nieuchronnego„Potopu”. Odnalezione pisma z Qumran i Nag Hammadi można, umownie rzecz ujmując, nazwać „ostatnią” stroną tego rozdziału, zaś Aleksandra Macedońskiego (pamiętając cały czas o boskim spiritus movens) – jego inicjatorem.

„Epoka Wielkiego Zwrotu – w piśmiennictwie historycznym lata (800-200 p.n.e) kiedy to niemal jednocześnie i niezależnie od siebie wygasają stare kultury i dokonują się zasadnicze przemiany w sposobie myślenia i świadomości człowieka”
K. Armstrong, Historia Boga, s. 14

EWZ – jest więc ostatnim akordem wszech cywilizacyjnego „zaćmienia Słońca”- „Potopu”. Począwszy od czasów kiedy to kromaniończyk „zaczął wzywać imię pana”- p.14 rozdz.V, aż po filozoficzną Arkę starożytnych Greków, człowiek opisywał swoją rzeczywistość opierając się na wiedzy, jaką powoli zdobywał w „szkole życia”- rozdz VII, a której został pozbawiony z powodu swojej niepohamowanej żądzy – p.16 rozdz.V. Wiedza ta, zgodnie z imperatywem wykasowywania pamięci, została zahibernowana w różnoraki sposób np.: architektura, religia, mitologia, filozofia, misteria. Wszystko to co nastąpiło po EWZ, używając eufemistycznego zwrotu, można porównać do Wielkiego Snu (nie mylić z aborygeńską Epoką Snu), gdzie to przysłowiowym „anestezjologiem”jest sam „Bóg – Stwórca”, a człowiek odgrywa rolę usypianego (dla jego dobra) pacjenta. I tutaj „dzięki” Aleksandrowi zaczyna się ta „opowieść” o konsekwencjach Wielkiego Zwrotu. To właśnie w wyniku ekspansji macedończyka nurty mądrości greckiej połączyły się z nurtami Misteriów starożytnych kultur wschodu, a w szczególności z irańskimi Misteriami Mitry. To co stanowi efekt, tego „nieprzypadkowego” i „niecudownego” procesu łączenia się tych „nurtów”, jest naszym anestetykiem – środkiem znieczulającym, dzięki któremu człowiek zapadł w stan letargu – Wielkiego Snu, z którego, kiedy nadejdzie ku temu odpowiednia pora, dzięki „Opatrzności Bożej”, zbudzi się. I tak dochodzimy do clou tego rozdziału, którym jest twierdzenie, że: to Chrześcijaństwo – największa ze światowych religii monoteistycznych jest tym „środkiem znieczulającym”, dzięki któremu śnimy na jawie – (patrz pisma Heraklita), a sprawcą tego wszystkiego był Syn Człowieczy – Jezus z Nazaretu.

„Grupą, która nauki gnostyckie i ich nacisk na fakt rozszczepienia natury istoty ludzkiej przedstawiała w szczególnie radykalnej formie i która w związku z tym prawdopodobnie ukształtowała się wcześnie, byli tzw. Ofici. Po grecku „opfis” znaczy „wąż”: sekta ta wzięła swą nazwę stąd, że duszę świata przedstawiała w formie Lewiatana, czyli kosmicznego węża kąsającego własny ogon, symbolu nie mających końca cykli stawania się. Główną cechą „gnosis” ofitów było stałe podkreślanie przez nich, że akt kreacji opisany w Księdze Rodzaju nie był początkiem rzeczy. W istocie miał on stanowić względnie późne stadium rozwoju świata. Uformowanie świata fizycznego poprzedzały trzy duchowe oraz psychiczne fazy istnienia. Co więcej, człowiek jako istota archetypowa miał swój początek właśnie w owych wcześniejszych światach, nie zaś w kreacji materialnej. Dlatego ofici uważali stworzyciela świata z tradycji żydowskiej, nazywanego przez nich ezoterycznym imieniem Ialdabaoth, za istotę niższego rzędu, której materialne dzieło stworzenia niekorzystnie kontrastowało z istniejącymi już przed nią światami duchowymi. Ialdabaoth stworzył świat cierpień i wyobcowania, nie mający precedensu w wyższych światach. On i jego aniołowie ukształtowali ciało człowieka (Adama), ale nie było ono w stanie stanąć, dopóki dzięki opatrzności niebiańskiej Sophii nie została weń tchnięta boska iskra ducha i myśli. Adam stanął wówczas wyprostowany „i od razu złożył dziękczynienie Pierwszemu Człowiekowi, zapominając o swych (materialnych) stwórcach”. Tym, co może być zbawione, jest owa iskra ducha i myśli w człowieku, a prowadzi do tego poznanie, że człowiek w swej istocie należy do wyższych światów, nie zaś do materialnej Ziemi. Mamy tu do czynienia z bezkompromisową interpretacją fizyczno – materialnego stworzenia z punktu widzenia archaicznego umysłu orientalnego! Ofici znali żydowską opowieść o stworzeniu i należeli do żydowskiego typu świadomości na tyle, by przyznać, iż w pewnym sensie była ona „prawdziwa”: jednakże ich ocena świata fizycznego i jego Stwórcy była diametralnie różna od oceny obowiązującej w ortodoksyjnym judaizmie. O wiele ważniejsze wydawały im się światy duchowe, które istniały wcześniej niż świat fizyczny i w których człowiek odnajduje podstawę swej istoty, prawzór swego człowieczeństwa. I znów nauki dotyczące tych światów wywodzą się z Misteriów irańskich. Ofici przedstawiali czworaki proces rozwoju świata w formie diagramu będącego pierwotną wersję kabalistycznego Drzewa Życia. Powstali oni prawdopodobnie jako żydowsko – irańska sekta ezoteryczna w czasach poprzedzających chrześcijaństwo. Ich radykalne idee dotyczące odrębności ducha i materii najwyraźniej znalazły wkrótce odzew w niektórych kręgach wczesnochrześcijańskich, wśród tych, którzy sądzili, że Chrystus przybył, aby zbawić człowieka z „upadku w materię” i poprowadzić go z powrotem ku istnieniu czysto duchowemu.
Diagram ofitów: gnostycka kosmologia. Król mandali, diagram, był przedmiotem medytacji gnostyków: poprzez niego doświadczali oni kosmicznych mocy i relacji, które ukształtowały nasz upadły, czyli materialny świat. W zasadzie, czytany od prawej do lewej, ukazuje on czworaki proces świata przebiegający przez fazy tradycyjnie nazwane Saturnem, Słońcem, Księżycem i Ziemią, chociaż fizyczne („archontyczne”) ciała planetarne noszące te nazwy należą jedynie do fazy czwartej, fazy Ziemi. W trakcie medytacji gnostyk mógł wznosić się dzięki poznaniu reprezentowanemu przez różne sfery i numeryczne relacje diagramu do nadzmysłowych stanów świadomości. Prunikos, sfera pośrednia, jest aspektem boskiej Sophii, pramądrości Bożej, tu w swej niższej formie, manifestującej się jako „pożądanie”, które prowadzi do narodzin i śmierci – nie znanych w pierwotnych duchowych fazach dziejów świata. Trzy duże kręgi reprezentują zasady wszelkiego istnienia: Boga, Ducha i Ciemność; zasady te, jak i cały diagram, przywołują starożytne idee irańskie, jak również antycypują kabalistyczne „Drzewo Życia”.

Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Jest to końcowy fragment jednego z rozdziałów książki Andrew Welburn`a „Początki Chrześcijaństwa”, dzięki której, zgodnie ze słowami Newtona, mogłem znacznie rozszerzyć swój widnokrąg. Ale tak jak i w przypadku poprzednich arcydzieł literatury naukowej, obok wielu niewątpliwie ciekawych i odkrywczych rozważań, nagromadziło się wiele informacji, hipotez „niekoniecznie” zgodnych z prawdą. Ktoś mógłby powiedzieć: no tak, teraz to i ja już wiem, ale należy oddać sprawiedliwość tym wszystkim, którzy nie mając „czystego źródła”, jakim jest ta książka, nierzadko potykając się o „węzeł” niedostępnej, z wiadomych powodów, „ wiedzy tajemnej”, przecierając szlaki dociekali tej prawdy. Fakt wyrwania tego cytatu z kontekstu, może spowodować pewne trudności w zrozumieniu złożoności tematyki. Nie jesteś jednak, drogi czytelniku, puszczony na „głęboką wodę” bez przygotowania, umiesz już pływać. Jeśli jednak miałbyś jakieś kłopoty, niech pomocnym ci będzie ten diagram ofitów. To właśnie dzięki gnostyckiej kosmologii można bardzo łatwo zrozumieć co stanowiło „etymologię” chrześcijaństwa. W tym jednym diagramie zawarta jest cała „mądrość” tej książki i podobnie jak chociażby Kopiec Węża Indian Adena czy Nil i Międzyrzecze, ten „Lewiatan”- król Mandali, swoją „wiedzą tajemną” dobitnie świadczy o tym, iż ta poprzedzająca chrześcijaństwo żydowsko – irańska sekta, właśnie dzięki misji Aleksandra Wielkiego, poznała i propagowała wśród swoich członków, całą wiedzę o cykliczności wszechświata i o roli „Boga – Stwórcy” w dziele powstania Życia na Ziemi. Rację ma autor tych cytatów, ale tylko w jednym: aby odczytać znaczenie tego diagramu należy „czytać go” od prawej do lewej. I cóż takiego można z niego wyczytać? Jak już wielokrotnie na przykładach egipskich piramid, greckiej filozofii itp. starałem się dowieść, że proces powstawania Wszechświata i Życia opiera się na zasadzie cykliczności. Dwie przeciwstawne sobie siły: Jin i Jang, Dobro i Zło, Mężczyzna i Kobieta, Miłość i Nienawiść, reprezentowane są w tym diagramie nie przez dwa stykające się ze sobą duże okręgi, lecz jak logika na to wskazuje – przez dwa środkowe półokręgi, które obrysowuje środkowy, podobnej wielkości co dwa poprzednie – okręg „Życie i Miłość”. To jest właśnie ta „pozytywna” część Megacyklu. Pozostałe, dwa skrajne półokręgi – to „negatywna” jego część, która kiedyś z pewnością nastąpi. Tak wiec dwa duże okręgi – podzielone są na cztery części:

Część pierwsza – symbolizuje początek wszystkiego – Wielki Wybuch, formowanie się gwiazd, planet, Układu Słonecznego i Ziemi; jest tam „tylko” nasz Ojciec – czyli „Bóg – Stwórca Człowieka”.

Cześć druga – mały okrąg podzielony na pół – to nic innego tylko powstanie Życia na Ziemi, zaś część tego koła – Syn symbolizuje Ewolucję Człowieka, a także narodziny i naukę Kromaniończyka, aż po naszą Historię Nowożytną. Jak nietrudno zauważyć, mały okrąg Syn, styka się z okręgiem Prunikos dokładnie w środkowym punkcie dużego okręgu – Miłość. I to właśnie jest punkt, w którym my właśnie się znajdujemy. Jest to przełomowy moment  w Historii Miłości – jest to przełomowy moment w naszym Życiu.

Część trzecia – Prunikos – to czas, w którym Bóg będzie w Człowieku, a Człowiek w Bogu – Królestwo Boże, Gwiazda Dawida, Piramidion, Nirwana itp. – najpiękniejsza i najbardziej oczekiwana chwila kiedy to spotkają się ci, którzy odeszli i odejdą,  z tymi, którzy byli i będą. Jest to niebieski – a raczej niebiański krąg. Przejście do tego kręgu nie będzie wcale takie szybkie, ani takie proste, nie stanie się to w jednej chwili – pstryk i już tam jesteśmy. Jak to z przełomami bywa, minięcie progu niewiedzy, niemożności, lęków, zadufania, jest bardzo trudne i wymaga czasu. Ile? W gruncie rzeczy zależy to tylko od nas samych, no i oczywiście od naszego Ojca, który spokojnie czeka na właściwy ku temu moment.

Cześć czwarta – Ten czas ogólnej szczęśliwości jednak będzie miał swój kres. Będziemy  musieli przejść „Gehennę” i spadniemy do „Tartaru”. Cóż to oznacza? Ano to, że Lewiatan -kosmiczny wąż, w końcu ukąsi własny ogon i skończy się „Mega – Życie”. Te koncentrycznie malejące okręgi – symbolizują „Nienawistną”część Megacyklu – kolaps Wszechświata – rozdz I. I to właśnie oznacza żółty kolor tego okręgu. Jak powszechnie wiadomo, kolor ten kojarzy się z oszustwem i zdradą, jest to kolor zawiści i hańby. Genialnie proste!
Wiedza tajemna ofitów jest dowodem na to, iż na terenie Bliskiego Wschodu, odżyła dzięki wpływom: filozofii greckiej (Aleksander Wielki) i Irańskiego Zaratusztry archetypowa wiedza o „Światłości i Ciemności”. Nie był to jednakże cel główny Najwyższego, ale jedynie środek do zrealizowania swego wcześniej powziętego planu „uśpienia” człowieka. Judaizm, z takim trudem „zahibernowany” w Religii, stanowił już wartość samą w sobie i raz puszczony w „przestrzeń” Historii, żył już swoim życiem. Dlatego też nasz Stwórca „zlecił” to zadanie człowiekowi, którego umiłował, a którego ofiarował dla dobra ludzkości – jak Abraham Izaaka.

„Odkrycie z Qumran całkiem nagle uświadomiło wszystkim, że na Pustyni Judzkiej żyła społeczność esseńskich wtajemniczonych, licząca być może kilkuset ludzi, którzy studiowali Stary Testament i interpretowali go w duchu mistycznym. Jeśli chodzi o rozumienie Starego Testamentu, różnili się oni od dwu pozostałych stronnictw religijnych istniejących w ramach judazmu – saduceuszy (kapłańskie stronnictwo arystokratyczne) i faryzeuszy (reprezentanci judaizmu rabinicznego). Uważali, że w starych pismach tkwi ukryte ezoteryczne znaczenie, które może zrozumieć tylko ten, kto został „oświecony”, tj. wtajemniczony. Kilka przykładów takiej oświeconej interpretacji przetrwało w Zwojach znad morza Martwego. Oświecenie wymagało jednak długiego okresu próbnego, po którym następowały inicjacyjne rytuały chrztu i przekazania wiedzy tajemnej. Chrzest nie był jedynie sprawą symboliczną, jaką zazwyczaj jest w dzisiejszych kościołach, lecz polegał na rzeczywistym zanurzeniu przyjmującego chrzest, doświadczanym jako śmierć i powtórne narodziny do nowego wyższego życia. Inicjowany rozpoznawał w sobie „Syna Światłości” biorącego udział w kosmicznej wojnie z siłami Ciemności, wojnie, która zaczęła się w praczasach i zakończy się dopiero w ostatatnich dniach wszechświata. Zasadą leżącą u podstaw esseńskiej ezoterycznej interpretacji Pisma była zdolność widzenia tych kosmicznych zmagań w tle wydarzeń, opowiedzianych zarówno w nim, jak i proroctwach i psalmach […] Inicjacja esseńska w istocie udzielała gnosis, czyli boskiego poznania. Bóg Esseńczyków był „Bogiem Poznania”; on to zapalał światło duchowego widzenia i zrozumienia w sercu wtajemniczanego. Wyraża to dobrze jeden z hymnów z „Reguły Zrzeszenia”:
Gdyż ze źródła jego sprawiedliwości jest moje usprawiedliwienie, z Jego zaś cudownych tajemnic światło w moim sercu. Moje oko spoglądało na to, co wieczne, na mądrość ukrytą przed człowiekiem, na poznanie, mądry zamysł (ukryty) przed synami człowieczymi. Bóg dał je Swym wybranym jako wieczną własność i sprawił, Iż odzieczyli los Świętych. Połączył ich zgromadzenie z Synami Niebios, By stało się Radą Zrzeszenia i podstawą Budowli Świętości, wieczną Rośliną przez wszystkie czasy, które nadejdą.
Przyjęcie do „Rady Zrzeszenia” było najwyraźniej dalszym etapem wtajemniczenia i dawało prawo do udziału w świętym Posiłku. Posiłek ten Esseńczcycy rozumieli jako rytualną anycypację posiłku z chleba i wina, który odbędzie z nimi Mesjasz – czy raczej dwóch Mesjaszy, których oczekiwała społeczność; miał charakter niezwykle święty, tak iż trzeba było zeń wykluczyć nawet wielu „Synów Światłości” o sercach jeszcze nie dość czystych. Tak więc w esseniźmie, jaki ukazują nam Zwoje znad Morza Martwego, mamy zdumiewające zjawisko: Misterium kwitnące w samym sercu Judei, gnosis z jej własnymi rytami inicjacyjnymi, ucztę sakramentalną i ezoteryczne rozumienie pism żydowskich. Misterium owo umożliwiało przeżycie „oświecenia” i wizji tego wszystkiego, co wieczne i nieśmiertelne, głosiło doktrynę kosmicznych duchów Światłości i Ciemności oraz takie ezoteryczne nauki, jak astrologia i fizjognomika. Dlatego też musimy wyzbyć się do reszty wyobrażenia, że Palestyna w czasach Jezusa czy bezpośrednio przed nim znajdowała się poza sferą wpływu Misteriów.[…] Wydawało się, iż wraz z odkryciem Zwojów znad Morza Martwego w pewnej mierze uchylono zasłonę skrywającą życie Jezusa i tło powstania chrześcijaństwa. Niektórzy uczeni sądzili, że Jezus mógł wychowywać się wśród esseńczyków, czy nawet, że zwoje te stanowiły wczesne pisma judeochrześcijańskie. Dziś jednak opinia świata uczonych skłania się ku poglądowi, że choć Jezus prawdopodobnie miał pewien kontakt z ruchem esseńskim, to jednak faktycznie doń nie należał. […]
Pisma z Qumran potwierdziły, że esseńczycy udzielali ezoterycznych nauk w tych samych sprawach, w których rabini podlegali surowym ograniczeniom: na przykład w kwestii interpretacji Ezechielowej mistyki „,Merkawy”. Pamiętajmy, że faryzeusze pozwalali dyskutować na tej temat tylko z kimś, „kto jest w stanie pojąć sam z siebie”. Esseńczycy najwyraźniej mieli podobną zasadę w odniesieniu do ich „mądrości wśród wtajemniczonych” – i byli gotowi rozmawiać z Jezusem jak z kimś, kto wyraźnie „jest w stanie pojąć”. Z kolei Jezus wiele nauczył się od życia, z jakim zetknął się wśród esseńczyków, i zapewne studiował ich tajemne pisma. Można też w kilku miejscach wykryć wpływ, jaki na jego własne słowa wywarła literatura esseńska. Na przykład żydowski hymn albo modlitwa z tamtych czasów bez względu na to, czy recytowany był w świątyni, czy wśród rabinów, zaczynał się w sposób mniej lub bardziej standardowy: „Błogosławiony niech będzie Bóg …” Esseńczycy niekiedy używali tej formuły. Mieli jednak własny sposób rozpoczynania hymnu: „Dziękuję ci…”. Zaiste posiadali cały zbiór hymnów i modlitw składających się na to, co dziś nazywamy „Zwojem Hymnów”. Jest to cecha typowo esseńska. Otóż kiedy Jezus układa jakiś hymn, to jak się on zaczyna? Dziękuję ci Ojcze, Panie nieba i ziemi, ponieważ zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i uczonymi, a objawiłeś małym dzieciom. Tak, ojcze, bo takie było twoje upodobanie… Nie tylko początek hymnu Jezusa, lecz także swobodny rytm wiersza i jego treść – komentuje pewien żydowski uczony – wykazują pokrewieństwo z esseńskimi hymnami dziękczynnymi… Zarówno Jezus, jak i autor „Zwoju Hymnów” głoszą, iż odsłaniają prostaczkom boskie rzeczy, ukryte przed innymi. Tak więc wydaje się oczywiste, że Jezus znał esseńskie hymny dziękczynne i posługiwał się ich formą, aby ukazać swe miejsce w boskiej ekonomii, jakkolwiek do własnego hymnu wprowadził motyw swego boskiego synostwa, którego naturalnie brak w „Zwoju Hymnów”. Oczywiście zainteresowanie uczonych w dużej mierze skoncentrowało się na powiązaniach Jezusa ze światem  zwojów z Qumran. Ale wiedzieliśmy również, że esseńczyków  łączyły związki z szerszym spektrum ezoterycznych ruchów chrzcielnych w Syrii i Palestynie (i być może w Babilonii), a najsłynniejszym reprezentantem tych ruchów w Nowym Testamencie jest postać, która również musi stać się przedmiotem naszych badań, a mianowicie Jan Chrzciciel. Zawróciliśmy już uwagę na to, że wprawdzie „Jan mógł się przemieszczać z miejsca na miejsce”, to jednak główne centrum jego nauczania i posługi chrzcielnej niemal na pewno znajdowało się w pobliżu brodów na Jordanie, zaraz na południe od Jerycha, w miejscu położonym niecałe dziesięć mil, na północ od Qumran. Niepodobna przypuścić, że Jan nic nie wiedział o osiedlu sekty esseńskiej istniejącym na tym samym obszarze, na którym żył i działał. A wiedząc o nim, nie mógł go przecież ignorować: esseńczycy uprawiali chrzest inicjacyjny, być może zbliżony do Janowego – podobnie jak Jan – oczekiwali przybycia Mesjasza, czyli Nadchodzącego. […] Wiemy, że wielu esseńczyków zostało chrześcijanami, ponieważ możemy rozpoznać ich rękę w dziele kształtowania, w większym lub mniejszym stopniu, wielu wczesnochrześcijańskich gmin w Palestynie i Syrii. To oni niewątpliwie byli pionierami w tworzeniu społecznych form w Qumran i innych miejscach. W istocie grupy chrześcijan posługiwały się podręcznikami bardzo przypominającymi „Regułę Zrzeszenia” Esseńczyków Qumrańskich: najlepszym przykładem jest to „Didache”, czyli „Nauka Pana”, z której szeroko korzystano, a zawarte w niej reguły powtarzano i parafrazowano w listach do nowych gmin. „Didache” zaczyna się od ogólnej informacji o „Dwóch Drogach” – Światłości i Ciemności – dokładnie tak samo, jak w esseńskim podręczniku. […] Zaiste brzmi to niemal dosłownie jak „Reguła Zrzeszenia” przeredagowana w świetle Kazania na Górze! Porównajmy z qurańskim nauczaniem o „dzieciach światłości”, Aniołach Światłości, itd. wersję „Didache”- dołączoną do Listu Barnaby: 

…Dwie są drogi nauki, dwie i władzy: droga światła i droga ciemności. Wielka jest różnica miedzy tymi dwoma drogami, ponieważ nad jedną straż trzymają niosący światło aniołowie Boży, a nad drugą – aniołowie Szatana; i jedną z nich dwóch jest Pan od wieków i na wieki, podczas gdy Szatan stoi górując nad obecnym czasem niegodziwości…
Autor tych słów był niemal na pewno esseńczykiem, który został chrześcijaninem; a wielu głosiło te same idee.”
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Andrew Welburn korzystając z dorobku dotychczasowej wiedzy oraz opierając się na całym bogactwie treści zawartej w Zwojach z Qumran i Nag Hammadi, wywodzi początki chrześcijaństwa z ezoterycznych sekt chrzcielnych, w których można rozpoznać inicjacyjny wpływ duchowego świata myśli Iranu (Zaratusztra – Światłość i Ciemność). Najdobitniej świadczy o tym właśnie diagram Ofitów, dzięki któremu wiemy już, że wiedza o Wszechświecie, Człowieku i jego Stwórcy, będąca dotychczas „wiedzą tajemną” dostępną tylko wybranym (Egipt, Grecja itp.), stanowiła esencję wiedzy także i u esseńczyków. To co było punktem kulminacyjnym wszystkich tajemniczych obrzędów np.: w Luksorze, czy podczas greckich Misterii, w obrzędach inicjacyjnych esseńczyków rozpoznajemy jako rytuał chrztu. Właśnie dzięki „rzeczywistemu zanurzeniu się przyjmującego chrzest inicjowany rozpoznawał w sobie syna światłości”, co w istocie rzeczy niewiele różniło się od tego nad czym doświadczenia prowadził amerykański neurolog Ernest A. Rodnin, który wielokrotnie wprowadzał swój organizm w stan niedotlenienia – Hipoksji. W obu  tych rozpatrywanych przypadkach, zarówno naukowcy z uniwersytetu, jak i uczestnicy inicjacyjnych obrzędów, doznawali zjawiska ostrego niedotlenienia mózgu, które to symptomy stanowią wstępną fazę procesu zwanego jako NDE. W doświadczeniach z  Hipoksją, oprócz wartości czysto naukowych, znacznie cenniejszym jest mało eksponowany lecz jakże znamienny wniosek jaki wysunął Raymond Moody  w toku swoich dwudziestoletnich badań nad przeżyciami „u progu śmierci”, a mianowicie: „wszystkie te osoby doznały zasadniczej, pozytywnej przemiany swojej osobowości”. Jakże wielce koreluje to z „metanoia” Jana Chrzciciela, gdzie, udzielany przezeń chrzest był związany z przeżyciem wewnętrznego przebudzenia i radykalnej reorientacji”. To olśnienie, które było udziałem uczestników eksperymentów, doświadczali już dwa tysiące lat temu esseńscy „illuminati”, a także, co wynika z wcześniejszych rozdziałów, kapłani „męskiego” Egiptu, czy też „żeńskiego” Miedzyrzecza (wcześniej oczywiście także). W panteonie historycznych postaci znajdujemy takie osoby jak np.: Abraham, Mojżesz, Eliasz, Aleksander Wielki, Szy Huang Ti, Budda, i inni, dzięki którym uwidacznia się nieustanny wpływ Stwórcy na nasze poczynania. Kolejnym przejawem takiego wpływu był bezsprzecznie cały ruch sekt chrzcielnych, których najdoskonalszą emanacją byli esseńczycy, stanowiący podobnie jak A. Wielki i jego dzieło, tylko „materiał wyjściowy” dla Największego z Wybrańców – Syna Człowieczego. O związkach i wpływie esseńczyków na powstanie chrześcijaństwa wiele można dowiedzieć się z książki Welburn`a, który, w dość ostrożny sposób łączy postać Jana Chrzciciela z esseńczykami, a także zaznacza, ograniczony tylko do nauk, wpływ tej sekty na Jezusa. Ja jednak w tych rozważaniach chciałbym pójść o krok dalej i stwierdzić że: zarówno Jan Chrzciciel jak i Jezus, w pełni świadomie i z pełnym zaangażowaniem, należeli do sekty esseńczyków, zaś wszystko to co dotyczy powstania Religii Chrześcijańskiej, było wcześniej z góry zaplanowanym działaniem Najwyższego, o czym wiedzieli esseńscy wtajemniczeni, a  w szczególności sam Jezus.

Jest to nadzwyczaj śmiała teza, która diametralnie zmienia dotychczasowe spojrzenie na całość zagadnienia męczeńskiej śmierci Jezusa na Krzyżu. Zgodnie z zawartą we wstępie zasadą, mówiącą o mojej inspiracji oraz mając na uwadze to, że moim jedynym celem jest dać prawdzie właściwe świadectwo, aby móc powyższe udowodnić, koniecznym jest, przedstawienie najważniejszych problemów węzłowych i ujecie ich w jakąś sensowną całość.

Po pierwsze: Należy wziąć pod uwagę deterministyczną rolę Cykliczności Wszechświata oraz niepodważalną przyczynowo – skutkową rolę „Boga – Stwórcy” w dziele stworzenia Człowieka.

Po drugie: Problematyka Wielkiego Snu, a w szczególności zagadnienie wpływu „Wielkiego Anestezjologa” na Syna Człowieczego, a także kwestia wyboru właściwego momentu na Przebudzenie.

Po trzecie: Wpływ Fallusa – testosteronu na Neurogenezę – Bonobo.

Po czwarte: Wpływ abstynencji płciowej na „widzenie przyszłości”- Sybilla.

Po piąte: Wpływ ćwiczeń fizycznych – Jogi – czyli przyjmowanie pozycji seksualnych na zjawisko „otwarcia trzeciego oka”.

Po szóste: Wpływ NDE – śmierci klinicznej na „zasadniczą przemianę osobowości”.

Po siódme: Misteria – wiedza dla wtajemniczonych.

Po ósme: Rola kapłanów w dziele przekazywania „wiedzy tajemnej”.

Być może w tej wyliczance pominąłem coś równie istotnego, jedno wszakże jest pewne, nie są to wszystkie ciekawe i ważne tematy, których mnogość wprost roi się wśród kart tej książki. Uważni i dociekliwi miłośnicy mądrości i prawdy z pewnością wiele z nich dostrzegą. Istotną treścią wszystkich tych zagadnień jest bardzo ważna ogólna zasada, dzięki której tworzą one, niczym sieć rybacka, swoistą współzależność, czy też bardziej sensownie, współlogiczność. Wszystkie te prawdy łączą się ze sobą, wzajemnie przenikają, każdy dowolny ich fragment, para, obojętnie w jakiej konfiguracji ustawiona, dzięki popartej faktami argumentacji, broni się sama. Zgodnie z definicją synergii, kiedy to współdziałanie czynników skuteczniejsze jest od sumy ich oddzielnych działań, dopiero spojrzenie „z góry” na całokształt sprawy  pokazuje, że ta przysłowiowa sieć rybacka – czyli Prawda, jest na tyle mocna by nie ulec rozerwaniu (przesądy, tabu, ignorancja), co mogłoby zniweczyć „wyłowienie z morza letargu”. Jest jeszcze ktoś kto, nieustannie dbając o stan tej sieci, nie pozwala na to by się ona porwała. Tym kimś, takim symbolicznym renowatorem i zarazem kustoszem, są obecni we wszystkich kulturach, cywilizacjach, religiach, obojętnie w jakim czasie historycznym i jakkolwiek by ich nie nazywano, „powołani” przez Boga – Stwórcę, Kapłani. Naturalnie inną „funkcję” pełnili kapłani, którzy za pomocą Misteriów przekazywali „wiedzę tajemną” swoim następom, co innego zaś można powiedzieć o roli współcześnie działających kapłanów.
Ta zasadnicza zmiana „definicji” jest właśnie konsekwencją Wielkiego Snu, do którego zostaliśmy „zaproszeni”. Wyprzedzając nieco tok tej „opowieści, a jednocześnie kontynuując terminologię wziętą z lekarskich sal operacyjnych wspomnę tylko, że uśpiony przez Wielkiego Anestezjologa Człowiek kierowany niekiedy „niecierpliwością”, a zawsze chęcią „poganiania czasu”, wielokrotnie dając na to dowody, będzie chciał osiągnąć to czego najbardziej pragnie – wreszcie zbudzić się ze Snu i osiągnąć Królestwo Boże. Ale wszystko w swoim czasie. Niezwykle ciekawa jest również cała problematyka związana z: wiedzą gnostycką, szeroko rozumianą magią, kabałą, alchemią, które to „węzełki” swoje apogeum osiągnęły w czasie kiedy Człowiek ujęty został w ramiona Morfeusza – „śnił na jawie”. Różne „marzenia senne” mogą być dobre, ale mogą też być i złe. Te „koszmary senne” będą tematem innych rozdziałów. Wracając jednak do głównego wątku – czyli roli esseńczyków w dziele powstania Religii Chrześcijańskiej to zakładając, że Jan Chrzciciel doznając iluminacji został wtajemniczony, czy był to skutek wewnętrznej przemiany podczas chrztu – hipoksja, czy też mamy tu do czynienia z bezpośrednią, podobną do Abrahama, czy A. Wielkiego, interwencją samego Boga, to jedno jest pewne, że głosząc wszem i wobec o Mesjaszu, który idzie po nim (Ewangelia św. Jana 1.19 – 1.34), daje nam tym wiarygodny dowód swojej wizjonerskiej wiedzy – dostępnej tylko wybranym. Mając na uwadze to, że Jan Chrzciciel był tym, dzięki któremu Jezus dostąpił ostatecznej iluminacji, oraz jeśli wiedział on co było temu Synowi Człowieczemu przeznaczone, to można założyć, że i pozostali esseńczycy, (do których, co wcześniej przyjąłem, należał), również, choć nie tak bezpośrednio i dokładnie (wpływ Najwyższego na jednostki), ale o tym wiedzieli. Czy w istocie tak było? Czy są  jakieś „materialne” dowody na potwierdzenie tych „teoretycznych” rozważań? Zadając sobie te i podobne pytania oraz szukając na nie odpowiedzi, należy cały czas mieć na uwadze wszystko to co było treścią poprzednich rozdziałów, a przede wszystkim skutek EWZ, jakim jest nasz Wielki Sen. Idąc dalej tym „prawie niewidocznym tropem” można zapytać, dlaczego misję narodu żydowskiego uważa się za ucieczkę z egipskiego domu niewoli?
Dlaczego głębia myśli Heraklita z Efezu i pozostałych „materialistów”, jest (była) tak nieodgadniona? Dlaczego Mur Chiński zbudowano właśnie w tym, a nie w innym miejscu i jaka była jego funkcja? Otóż, wszystkie te i inne cuda miały dotrzeć do naszych czasów nierozszyfrowane i dlatego też, pozostały dla nas niezrozumiałe lub celowo wprowadzały nasz tok myślenia na „boczne tory”- patrz punkt 70 pism Heraklita, jak również fragment wypowiedzi Jezusa, który „nauczał” nie wprost poprzez podobieństwa.

„… I powiedział im: Powierzono wam tajemnice Królestwa Bożego; tym zaś, którzy są zewnątrz, wszystko podaje się w podobieństwach, aby patrząc, widzieli, a nie ujrzeli; i słuchając słyszeli, a nie rozumieli, żeby się czasem nie nawrócili i nie dostąpili odpuszczenia”. – (Ew. św. Marka 4.11).

Ta wypowiedź Jezusa jest jednym z poszukiwanych dowodów na potwierdzenie jego „związków” z największą tajemnicą gnostyckiej kosmologii sekt chrzcielnych, a tym samym z „tajemniczymi” esseńczykami.

„Niektóre z najbardziej kontrowersyjnych przykładów ezoterycznego języka Nowego Testamentu pochodzą nie z ewangelii, lecz z Listów Pawła. W pewnych wypadkach są to wyrażenia, które już na pierwszy rzut oka, dotyczą bezpośrednio spraw ezoteryki i teozofii (mądrości Boga). Ukazuje się to tym wyraźniej gdy przetłumaczymy je bardziej wprost, niż zrobili to nasi esseńscy przodkowie w Bibli króla Jakuba I:
Jako że my głosimy mądrość wśród wtajemniczonych, mądrość nie z tego eonu ani władców tego eonu, którzy przemijają. Głosimy mądrość Bożą w misterium, mądrość zakrytą, którą Bóg przed eonami przeznaczył ku naszej chwale i której nie zna żaden z władców tego świata. (1 Kor  2. 6 – 8)
Fakt bycia w posiadaniu wiedzy ezoterycznej został tu wyrażony, można by sądzić, dostatecznie jasno!”
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Jest to odpowiedni moment na kolejny, wynikający z powyższych cytatów, wniosek, iż: Esseńscy wtajemniczeni i uczniowie Jezusa – to dwa określenia tej samej grupy ludzi, których „Arką” jest  Nowy Testament. Wielce znamienny jest symbol znaleziska z Qumran i Nag Hammadi, dzięki którym można stwierdzić fakt  „transformacji” esseńskich „wtajemniczonych”- (Qumran), w „uśpionych” gnostyków – (Nag Hammadi).

„O Życiu i działalności Jezusa informują źródła historyczne żydowskie, rzymskie i chrześcijańskie. Według ich świadectwa Jezus był postacią historyczną, urodził się w Betlejem, a dzieciństwo i lata młodzieńcze spędził w Nazarecie w Galilei. Narodziny Jezusa zapoczątkowały erę chrześcijaństwa. W rzeczywistości Jezus urodził się ok. 6 – 7 r. p.n.e. Błąd w obliczeniach spowodowany został przez Dionizego Małego w VI  w ne. Dionizy policzył, że Jezus urodził się w 754 r. od założenia Rzymu. Wcześniej , tj. przed Chrystusem czas liczono od założenia Rzymu, czyli od 753r. p.n.e. lub od wyboru danego cesarza. Pogłębione badania  pozwoliły określić datę urodzin Jezusa na 747 – 748 r.  od założenia Rzymu, czyli 6- 7 lat wcześniej, niż określił to Dionizy Mały. W Galilei spędził Jezus większość swego życia. Tam przyjął chrzest w Jordanie i odbył czterdziestodniowy post na pustyni. Od tego czasu rozpoczął swe nauki, zapowiadając nadejście Królestwa Bożego. Centralnym punktem nauki Jezusa było Kazanie na Górze Oliwnej. Stało się ono fundamentem wiary i moralności chrześcijańskiej. W Galilei Jezus wybrał uczniów – dwunastu apostołów, którzy rozpoczęli pracę misyjną. Widzieli oni w Jezusie Nauczyciela, Mesjasza i Prawodawcę. Sam Jezus mówił o sobie, że jest synem Boga, a jego posłannictwem: męka, śmierć i zmartwychwstanie – ofiara złożona ludzkości w imię walki ze złem. Jezus podczas pobytu w Jerozolimie, podczas żydowskiego święta Paschy został pojmany, przesłuchany prze Radę Starszych (Sanhedryn) i wydany prokuratorowi Poncjuszowi Piłatowi, który skazał go na śmierć przez ukrzyżowanie. Imię Jezus pochodzi z języka greckiego i jest odpowiednikiem hebrajskiego imienia Jeszua, co znaczy „Jahwe zbawi”. Jezusa określa się także jako Chrystusa, co po hebrajsku brzmi – masziach, a w obu językach rozumiane jest jako „ pomazaniec”. Zwolenników Jezusa zaczęto nazywać christia-noi, czyli chrześcijanami, od czasu, gdy Paweł apostoł organizował gminy chrześcijańskie w Azji Mniejszej i Grecji. Dzieje Apostolskie informują, że nastąpiło to po 40 r. n.e.” 

Halina Tomalska, Historia dla szkół średnich.

Z powodu ogromnej złożoności oraz wartości zagadnienia, właściwsza w tym miejscu byłaby jakaś obszerna monografia, jednakże nie jest to celem tej książki. Ten pobieżny opis życia i działalności Jezusa, stanowi zaledwie minimum podstawowych informacji, które będą niezbędne do dalszych bardziej analitycznych rozważań.

„Hormony determinują odmienną męską i żeńską organizację mózgu w czasie jego rozwoju w łonie matki. […] Proces ten, w sensie dosłownym zmieniający umysł rozwijającego się osobnika, jest rezultatem tego samego zjawiska, które determinuje inne zmiany fizyczne – działania hormonów […] Poziom tego hormonu jest w tym okresie czterokrotnie wyższy niż poziom, który osiągnie przez cały okres niemo-wlęcy i dziecięcy […] Gwałtowny przybór  hormonu męskiego występuje również w przeło-mowym momencie rozwoju osobnika płci męskiej – w okresie dojrzewania […] Wpływ hormonów na mózg jest dwustopniowy […] Chłopcy nie najlepiej dają sobie radę w pierwszych latach szkolnych. Jednakże z nadejściem wieku dojrzewania gwałtownie przyspieszają. Wyniki w testach IQ wzrastają gwałtownie pomiędzy czternastym a szesnastym rokiem życia, podczas gdy wyniki dziewcząt wykazują tendencję do utrzymywania się na tym samym po-ziomie, a czasem się obniżają”.

Tych kilka wyrwanych z kontekstu zdań zaczerpnąłem z rozdziału XVI, a pochodzą one z książki Anne Moir i Davida Jessel`a „Płeć mózgu”. Znalazły się one w tym miejscu nie bez przyczyny. Jeśli jest prawdą to, o czym Moir i Jessel piszą, a jak dotąd nie spotkałem się innym zdaniem na ten temat, to ich wniosek o deterministycznej roli genów i hormonów, a w szczególności testosteronu na mózg (co z kolei ma wpływ na płeć), stanowi punkt wyjścia dla wyjaśnienia merituum tego rozdziału. Jak najdalszy jestem od deprecjonowania kobiecego IQ , ani też nie jest moim celem antagonizowanie kobiet i mężczyzn, ale powodem dla którego tak wyróżniłem te a nie inne zdania, była tylko i wyłącznie chęć podkreślenia zasadniczego wpływu testosteronu nie tylko na wyraźny wzrost inteligencji, ale także na pewien ogromnie ważny „efekt uboczny” tego procesu. Jak to wynika z badań naukowych mózg dorosłego człowieka może produkować nowe neurony. Wiemy, że w stadium rozwoju płodowego i w czasie dojrzewania, najważniejszym stymulatorem tego procesu są hormony- głównie testosteron, który z kolei ma nierozerwalny związek z ruchem fizycznym (nasilenie neurogenezy u osobników mających dużo ruchu – doświadczenie z myszami). I dalej, jak starałem się to udowodnić (Bonobo) – jak najczęstsze, jak najdłuższe ograniczanie wpływu współczulnego układu nerwowego, automatycznie zwiększa wpływ przywspółczulnego układu, co powoduje skutki podobne do wysiłku fizycznego. Czy osiągnie się to poprzez bezpośrednią stymulację – onanizm, czy pośrednikiem tej stymulacji są wyobrażenia kobiety – Figurki „Wenus”, czy będzie to wynikiem powstrzymywania się od ejakulacji – cała problematyka „Sybilli”, czy też dzięki ćwiczeniom Jogi – której „walory” są bardzo różnorodne (stan mistycznej ekstazy), to ma to swoje nieba-gatelne znaczenie. Notabene, ten jakże wstydliwy lecz w określonych sytuacjach naturalny stymulator, tak skuteczny u Bonobo i oczywiście u Człowieka – onanizm, zauważalny jest nie tylko u tych dwu, zróżnicowanych pod względem IQ ,  gatunków. Jeśli weźmiemy „pod lupę” pozostałe gatunki ssaków, to okaże się że walenie (delfiny, humbaki, wieloryby), słonie, jak wskazują na to liczne dowody, zachowują się podobnie jak  Bonobo (oczywiście w znacznie bardziej symboliczny sposób).  Ich inteligencja i więzi społeczne są wprost proporcjonalne do czasu jaki poświęcają na „nieprzyzwoite” stymulacje. Z tego wszystkiego wynika kolejny „ciekawy” wniosek. Człowiek, czy też stworzenie z którego ukształtował się Człowiek, swoją pozycję na szczycie Królestwa Zwierząt zawdzięcza dobrodziejstwu akceleracji neurogenezy, zaś „pośrednie etapy” Ewolucji Życia na Ziemi – Zwierzęta, pozostały na swoich poziomach. Taka jest nienaruszalna konsekwencja logiki Ewolucji i egzogeniczny imperatyw „Opatrzności”, której podlegamy.
Wracając jednak do wielce intrygującego „efektu ubocznego” neurogenezy, to jest nią cała sfera zagadnień związanych z : „anteną mózgową”, otwarciem „trzeciego oka”, „wizjami” z pogranicza życia i śmierci – NDE, fenomenem epifaii pierwszych patriarchów – to są to wszystko namacalne dowody istnienia Jaźni. Gdyby całą tą „menażerię” porównać do biegu rzeki, to nachalne i zgubne w swoich konsekwencjach „zaglądanie za kotarę”, określiłbym jako skrajne brzegi tej rzeki, gdzie to nurt wody zwalnia, i gdzie zbierają się „zeschłe liście”, „odpadki” i „zwykły szlam”. Zaś tą „Bożą niecierpliwość”, można porównać tylko do nie-bezpiecznego i rwącego nurtu, gdzie płynącego czeka tylko poświęcenie i ciężka praca. „Wyróżnienie” to wszakże nie jest takie niemiłe sercu każdego z nich. Czasami jednak niegodziwość lub nieostrożność „pływaka” kończy się „utonięciem”. Przestrzegając „Chińskiego Przesłania” i postępując zgodnie z  nakazami Pitagorasa, Mojżesza, czy też Buddy (środkowa ścieżka), płynąć będziemy spokojnie w zgodzie z naszym przeznaczeniem. Jak już wcześniej wspomniałem, Bóg- Stwórca  chcąc przyspieszyć, czy też zmienić bieg naszej przysłowiowej rzek i – tym razem Historii, czyni to za pomocą, umownie rzecz ujmując, „anteny mózgowej” – (neurogeneza – wpływ testosteronu). Objawiło się to np. u Abrahama, Buddy i innych. Jezus i jego misja jest najdoskonalszym przejawem takiego wpływu – Stwórcy na swe dzieło – Człowieka. Z książki Anne Moir wiemy, że testosteron – neurogeneza u człowieka, swoje apogeum osiąga w wieku płodowym i młodzieńczym. Czytając Ewangelię Nowego Testamentu, dowiadujemy się, że Maria żona Józefa, za sprawą Ducha Świętego poczęła Jezusa – Ew. św. Łukasza 1.35 i dalej, gdy Jezus miał dwanaście lat nauczał w Jerozolimskiej świątyni – Ew. św. Łukasza 1.42-1.52. Rozdział V – Historii Ziemi i Człowieka, jednoznacznie potwierdza tezę o tym, iż nie należy dosłownie, zdanie w zdanie, traktować tego o czym jest mowa, w tych celowo zaszyfrowanych księgach. Jeżeli przyjąć, że esseńczycy i pierwsi chrześcijanie to dwa różne „ wcielenia” tej samej grupy ludzi, to należy przyjąć, że Nowy Testament również należy traktować symbolicznie, a nie dosłownie. Wynika to niezaprzeczalnie z „wiedzy tajemnej” sekt chrzcielnych. Z tego wszystkiego wynika, że twórcy Ewangelii pisząc o wpływie Ducha Świętego na Jezusa, mieli na uwadze tylko i wyłącznie to, by przekazać nam informacje o „wpływie” Boga – Stwórcy na Człowieka – w okresie płodowym i w czasie dojrzewania. To, że zostało nam to przekazane za pomocą, takiej a nie innej „opowieści” o Elżbiecie – Matce Jana Chrzciciela i Marii – Matce Jezusa, w żaden sposób nie deprecjonuje żadnej z tych godnych najwyższego szacunku niewiast, jednakowoż wszystko co dotyczy ich macierzyństwa nie ma potwierdzenia w Prawdzie – jedyna Prawda pochodzi od Boga – Objawienie św. Jana 22.18- 19.

„Prorok nie był wtajemniczonym, lecz człowiekiem od urodzenia szczególnie obdarzonym w sprawach duchowych, człowiekiem, który słyszał głos Jahwe i obwieszczał ludziom to, co słyszy. Z pewnością istniało wielu proroków, jak również ludzi, których wypowiedzi weszły w skład Pisma św. Tym co ich łączyło, było poczucie, że zostali indywidualnie wybrani jako narzędzie ducha Jahwe – nie stali się widzącymi dzięki udziałowi w rytuale czy inicjacji, lecz zostali bezpośrednio wybrani przez Boga. Jak powiada Jeremiasz: Jahwe skierował do mnie swe słowo mówiąc: „Zanim ukształtowałem cię w łonie, znałem cię; zanim ujrzałeś światło dzienne, Jam cię poświęcił i ustanowił prorokiem narodów”  Księga Jeremiasza 1.5.
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Opatrzność Boska czuwała więc nad Jezusem – Prorokiem był już od chwili swego poczęcia, zaś bezpośredni kontakt i wpływ na jego poczynania (dzięki „antenie mózgowej) „Bóg – Stwórca” miał podczas  dwóch newralgicznych momentów „męskiego życiorysu”. Czy aby na pewno dwa są takie przełomy? Anne Moir dowodzi, że tak. Ja jednak twierdzę, a przykładem są  „prawie” wszyscy mężczyźni znajdujący się w średnim wieku, że nie dwa, lecz trzy są takie „momenty – co prawda, każdy z nich następuje z innym natężeniem i inny jest jego cel. Ten średni wiek mężczyzny, gdzie to wedłóg przysłowia „Kiedy głowa siwieje to D.. szaleje”, gdy po okresie, zgodnej z naturą prokreacji (20 – 30 lat), krew ponownie „zaczyna szybciej krążyć” – to słynna „40”- czterdziestka –  przełom, granica między młodością a starością. Zjawisko to ma niewątpliwie socjologiczne oraz fizjologiczne przyczyny, zaś głównym „winowajcą” tego „powtórnego poderwania się do lotu” – jest testosteron. I to właśnie dzięki temu hormonowi możliwy jest także „efekt uboczny” neurogenezy – czyli możliwość bezpośredniego kontaktu, czy też wpływu Stwórcy na swe dzieło – Człowieka.

„Liczba 40, reprezentująca pełnię, odgrywa szczególnie ważną rolę w Biblii. Pobyt Mojżesza na górze Synaj trwał 40 dni, podobnie zresztą jak pobyt Chrystusa na pustyni. Także Arka Noego przez 40 dni i nocy unosiła się na wodzie podczas potopu. 40 było również znaczącą liczbą lat – Żydzi spędzili 40 lat wędrując przez pustynię, zaś rządy Dawida i Salomona trwały także 40 lat.”
Miranda Bruce – Mitford, Ilustrowana księga znaków i symboli.

No właśnie, dlaczego w Biblii – 40 – czterdziestka odgrywa taką ważną rolę? Czy i jaki może to mieć związek z Jezusem? Otóż ma i to zasadniczy. Biorąc pod uwagę to jakie znaczenie dla Człowieka ma 40 – neurogeneza, to odpowiedź nasuwa się sama. Wiadomym jest, iż Jezus w rzeczywistości urodził się w ok. 6 – 7 roku p.n.e. (błąd w obliczeniach Dionizego Małego). Jeśli więc Jezus dostępując ostatecznego wtajemniczenia – Chrzest w rzece Jordan, a później podążając drogą, którą powiódł go sam Bóg, miał 33 lata, to z sumy tych lat wynika, że w chwili swego ostatecznego przeznaczenia miał właśnie 40 lat. Ta 40 – czterdziestka z Bibli – to fakty, czy symbol?
A oto kolejna „ciekawa” liczba. W starożytnym Egipcie 4 ściany piramidy i piramidion, 4 płyty i daszek w komorach odciążających piramidy Cheopsa.  W filozofii greckiej – 4 żywioły: Powietrze Anaksymenesa, Ogień Heraklita, Woda Talesa, Ziemia Demokryta i Sfairos Empedoklesa. Doktryna 4 – Czterech Szlachetnych prawd i Nirwana – Buddy. Chińska Teoria Pięciu Pierwiastków – gdzie 4 odnosiły się do stosunków w Rodzinie i między przyjaciółmi, tylko jeden – piąty dotyczył stosunków między panującym a poddanym. Wszelakie Święte Góry z wyraźnie ukształtowanymi 4 ścianami. Światowid –  4 ścienny słup wapienny pokryty płaskorzeźbami, nakryty wspólnym kapeluszem. Mandala –  4 boki kwadratu, wpisany w koło, gdzie to nakładające się na siebie trójkąty skierowane ku górze i ku dołowi tworzą piąty element. Itp.

Tak jak 40 – czterdziestka w Biblii ma swoje znaczenie, tak i 4- czwórka jest liczbą szczególną. Esseńczycy – czyli pierwsi chrześcijanie, także i oni, tak jak ich wielcy poprzednicy, tworząc Kanon Nowego Testamentu, w jego treści i jak się okazuje w układzie jego Ksiąg, zaszyfrowali swoją Wiedzę – „Arkę”. Tej konwencji – stereotypowi postępowania podlegają właśnie 4 – Cztery Ewangelie i ich kwintesencja – Objawienie św. Jana.

„Cztery Ewangelie (gr. Euangelion – „dobra nowina”) napisano po grecku, zapewne w ostatnich dziesięcioleciach I wieku po Chr.; najstarsze zachowane rękopisy zawierające zasadniczy przekaz ewangeliczny pochodzą z IV wieku, choć istnieją fragmenty wcześniejsze. Spośród czterech Ewangelii ta „według św. Marka” jest najkrótsza i większość naukowców uważa, że powstała jako pierwsza. […] Ewangelia nazywana „według św. Mateusza” wykazuje największe podobieństwo do Ewangelii św. Marka – zawiera bowiem dziewięćdziesiąt procent jej materiału i wykorzystuje połowę jej słownictwa. Nie ulega wątpliwości, że jeden przepisywał od drugiego. Który od którego, to wciąż jeszcze sprawa dyskusyjna, chociaż powszechnie przyjmuje się, że przepisującym był Mateusz. Przy czym wykorzystał też wiele materiału Markowi nieznanego albo też przezeń odrzuconego. […] Ewangelia „według św. Łukasza” – Znaleźliśmy się nagle w innym świecie. O ile bowiem Marek i Mateusz nie przywiązywali większej wagi do swojej roli autorów (ich Ewangelie to obwieszczenia cudownej natury Jezusa, Jego wielkiej mocy i władzy), o tyle już na samym wstępie Ewangelii zwanej „według św. Łukasza” natrafiamy na dworną, niemal kurtuazyjną przedmowę, będącą dedykacją dla szlachetnego patrona autora. Wrażenie to potwierdza się na początku właściwej opowieści, Łukasz bowiem zaczyna ją subtelniej niż Marek czy Mateusz. […] Ewangelia „według św. Jana”. „Na początku było Słowo, a Słowo było  u Boga i Bogiem było słowo”. Tak brzmi początek prologu Ewangelii zwanej „według św. Jana”. Ewangelie Marka Mateusza  i Łukasza określa się mianem „synoptycznych”, ponieważ mimo znacznych różnic wykazują tak wiele cech wspólnych, że można ich teksty zestawić w równoległych kolumnach, w postaci tzw. synopsy. Jednakże Ewangelia św. Jana nie pasuje do tego wzoru. Wprawdzie pojawiają się w niej pewne wydarzenia opisane przez ewangelie synoptyczne, a opis Męki jest zasadniczo ten sam, lecz na tym podobieństwa się kończą. Nie chodzi tylko o to, że Jan wspomina o innych cudach czy naukach, ale o to, że Janowy portret Jezusa opiera się na innym założeniu. Dla Jana Jezus jest po prostu ucieleśnionym Słowem Boga, Słowem, które istniało odwiecznie, zanim świat został stworzony. Znajduje to wyraz w Janowym prologu, którego kulminacją są dramatyczne słowa „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas”.

Humphrey Carpenter, Jezus.

Humphrey Carpenter, autor tych cytatów, opisując „dobre nowiny”, z pewnością nie zdawał sobie sprawy z tego jak blisko był, zaledwie o krok, od wstąpienia na „ścieżkę prawdy”. Te jego, sensowne skądinąd, spostrzeżenia dotyczące Ewangelii w istocie zawierają głębszy, niż tylko naukowo – poznawczy, sens. Mając w pamięci powyższe, skrócone przeze mnie do niezbędnego minimum, „charakterystyki” poszczególnych Ewangelii, dodałbym tylko że:

Ewangelię według św. Marka – rozpoczyna Kazanie Jana Chrzciciela, a  zaraz za nim następuje Chrzest Jezusa.

W Ewangelii według św. Mateusza – Kazanie Jana Chrzciciela i Chrzest Jezusa poprzedzony jest: Rodowodem Jezusa, Opisem jego narodzin i Ucieczką przed Herodem.

W Ewangelii według św. Łukasza – Kazanie Jana Chrzciciela i Chrzest Jezusa poprzedzony jest: Wstępem i dopiero Przepowiednią o narodzeniu się Jana Chrzciciela i Jezusa, dopiero Narodzenie się  Jana Chrzciciela i Jezusa, a następnie Dzieciństwo Jezusa.

Ewangelię według św. Jana –  rozpoczyna dziwny! Prolog, zaś później mamy Świadectwo Jana Chrzciciela o Jezusie i ponownie Świadectwo o Jezusie – 5.30.

Tak wiec mamy:

1. Kazanie i Chrzest.

2. Rodowód, Kazanie i Chrzest.

3. Przepowiednia Narodzin, Dzieciństwo, Kazanie i Chrzest.

4. Prolog i Świadectwo.

Widać tu podobną  do Piramid: Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa wyraźną perspektywę upływu czasu.
Najwcześniejszy i jak słusznie zauważa Carpenter, najskromniejszy w formie i treści „Marek” – to pierwsza ściana piramidy – czyli Powietrze Anaksymenesa.

Rodowód – trochę bogatsza i pełniejsza wersja „Marka” – czyli „Mateusz” – to Ogień Heraklita – druga ściana piramidy.

Przepowiednia – to subtelniejsza i najbogatsza wersja „dobrej nowiny” – czyli Woda Talesa – trzecia ściana piramidy.

Świadectwo  Jana – różniąca się zasadniczo od pozostałych – to Ziemia Demokryta – czwarta ściana piramidy.

Te cztery Ewangelie, podobnie jak cztery ściany piramidy „mówią” o Historii powstania Wszechświata i Życia na Ziemi. Są to cztery stopnie drogi wiodącej Człowieka ku Doskonałości. Piramidion zaś – to Królestwo Boże, które w Nowym Testamencie reprezentowane jest przez Objawienie św. Jana – kiedy to Słowo ciałem się stanie i zamieszka wśród nas. Czy po przeczytaniu Tej „Dobrej Nowiny” jest jeszcze ktoś, kto wątpiłby w słuszność moich zapewnień, iż Chrześcijanie – kompilatorzy Nowego Testamentu, nie tylko wywodzą się z esseńskiej sekty chrzcielnej, ale swoją „wiedzą tajemną” sięgają „korzeniami” najstarszych cywilizacji, a nawet jaszcze wcześniej? I kolejny katartyczny wątek:

„Na przykład w Egipcie słyszymy o grupie zwanej terapeutami, którą najprawdopodobniej tworzyli egipscy esseńczycy. Musimy pamiętać, że w tym okresie w Egipcie, zwłaszcza zaś w Aleksandrii, żyło wielu Żydów. Znacznie większą uwagę przyciągała jednak grupa, która podjęła idee w formie gnostyckiej, a mianowicie zwolennicy Hermesa Trismegistosa. Jemu to przypisywano słynne pisma, które składały się na „Corpus Hermeticum” i miały tak ogromny wpływ na myśl ezoteryczną przez całe stulecia. Hermes to greckie imię boga, którego Egipcjanie nazywali Thotem lub Tehuti – niebiańskiego skryby i mistrza mądrości. Tytuł „Trismegistos” oznacza „trzykroć wielki” i wywodzi się ze starej egipskiej praktyki używania honorowych tytułów przy zwracaniu się do bogów. Ezoteryczne tradycje astrologiczne rozwijane w imię Hermesa Thota można prześledzić wstecz aż do 150 r. przed Chr.; wcześniej dawni kapłani niewątpliwie strzegli tych tajemnic. Jednakże na krótko przed nastaniem ery chrześcijańskiej zwolennicy Hermesa najwyraźniej odczuli potrzebę aktualizacji starej mądrości egipskiej: być może było to w okresie panowania Ptolemeusza II, kiedy w Egipcie podjęto również wielkie zadanie przełożenia Starego Testamentu na język grecki. Hermetyści przeformułowali swą mądrość czerpiąc wiele idei z filozofii greckiej, w szczegól-ności z platonizmu, ale przede wszystkim z koncepcji i praktyk nowej ezoteryki żydowsko- irańskiej. Rezultatom ich wysiłków nadano definitywną postać w zbiorze pism, które dotarły do nas jako „Corpus Hermeticum” i których ostateczna pisana wersja pochodzi z pierwszych wieków po Chr. Zawarte w tych pismach nauki są niezwykle interesujące same w sobie. Już dawno uznano, że „Corpus Hermeticum” jest w stanie rzucić potężne światło na tło przy-najmniej części Nowego Testamentu. Gnostycy – hermetyści praktykowali rodzaj chrztu, a ich nauczanie obejmowało wezwanie do „metanoi” – przemiany świadomości człowieka. Chrzest i specyficzna terminologia wskazują na kręgi bliskie esseńczykom i w rzeczywistości także Janowi Chrzcicielowi jako na źródło, z którego uaktualnione zostały Misteria Egipskie. (Pamiętajmy, że Apokalipsa Adama wskazuje również na jedną bądź więcej inkarnacji egipskich!). Do niedawna mieliśmy jednakże do czynienia ze zdumiewającym brakiem świadectw o faktycznych rytuałach odprawianych przez hermetystów. I tym razem więcej szczegółów zawdzięczamy odkryciu w Nag Hammadi. Fascynujący dokument zatytułowany „Na ósmym i dziewiątym (poziomie świadomości) informuje nas o potężnym procesie rytualnym, za pomocą którego neofitę wynoszono w świadomości na kolejne poziomy odpowiadające sferom planetarnym, a także wykraczające poza nie. Hermes Trismegestos występuje tu jako hierofant, „Ojciec”, neofita zaś jako „syn”. Ma miejsce „odrodzenie”, które jest zarazem obudzeniem energii w duchu, tryskającym obficie niczym fontanna. Ma także miejsce przeżycie Światłości. Pojawia się również silne wrażenie nieadekwatności języka oraz poczucie sensu przekazywanego w milczeniu, mającym jednak moc hymnu czy też modlitwy wypowiadanej w sposób nadzmysłowy przez moce anielskie z poziomu ósmego i dziewiątego. Uczeń osiąga granice wizji dostępnej śmiertelnikowi: nie może uzyskać więcej, dopóki całkowicie nie odrzuci swego ciała w chwili śmierci […] „I oto dlaczego człowiek, w przeciwieństwie do wszystkich innych żywych istot na Ziemi, jest podwójny. Jest śmiertelny z racji swego ciała; jest nieśmiertelny z racji Człowieka z wiecznej substancji. Jest nieśmiertelny i ma w swej władzy wszystkie rzeczy; a mimo to znosi los śmiertelnika, będąc poddanym Przeznaczeniu. Jest ponad Harmonią (Sfer), a mimo to rodzi się jako niewolnik. Jest dwupłciowy, jak dwupłciowy jest jego Ojciec, i nie potrzebuje snu, jak  jego Ojciec, a mimo to władzę ma nad nim cielesna żądza i zapomnienie” – „Corpus Hermeticum”.
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Magnificentia! Oto tylko w tym jednym małym fragmencie, zawarto wszystko co jest potrzebne, aby pojąć istotę „wiedzy tajemnej”. Przeznaczenie i Harmonia Sfer, Dwupłciowość Człowieka i Jego Ojca – to oczywiście Megacykl, Odradzanie się Życia i „życie po życiu”- czyli wszystko to, co wiąże się z tematyką Królestwa Bożego.
„Płomień wiedzy” w tej „lampce”, rozbłyśnie jeszcze całym swym blaskiem w ostatnim rozdziale tej książki. „Chrzest i specyficzna terminologia wskazują na kręgi bliskie esseńczykom i w rzeczywistości także Janowi Chrzcicielowi jako na źródło, z którego uaktualnione zostały Misteria egipskie”. Na podstawie właśnie Terminologii jaką posługiwali się chrześcijanie – twórcy Nowego Testamentu, a w szczególności Czterech Ewangelii – gdzie widać wyraźnie związki gnozy egipskich esseńczyków z esseńczykami znad Morza Martwego, można ostatecznie skorygować pewien „skrót myślowy”, który spowodował całą serię „nieporozumień”.

9. A wy tak się módlcie: Ojcze nasz, któryś jest w niebie, Święć się imię twoje,

10. Przyjdź królestwo twoje, Bądź wola twoja, jak w niebie, tak i na ziemi.

11. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj,

12. I odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom;

13. I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego; Albowiem twoje jest Królestwo i moc i chwała na wieki wieków. Amen.

14. Bo jeśli odpuścicie ludziom ich przewinienia, odpuści i wam Ojciec wasz niebieski.

15. A jeśli nie odpuścicie ludziom, i Ojciec wasz nie odpuści wam przewinień waszych. […]

18. A jeśli nie ludzie cię widzieli, że pościsz, lecz Ojciec twój, który jest w ukryciu, A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie.  

Ew. św. Mateusza 6.9- 6.15, 6.18

Hermes Trismegistos w esseńskim dokumencie „Na ósmym i dziewiątym” występuje jako Ojciec – Hierofant, a Syn – Neofita. Jest to oczywiście, z racji gnozy, określenie Boga – Stwórcy, zaś Syn – to jego dzieło – Człowiek. Z tych samych powodów „chrześcijańscy esseńczycy”, wśród których funkcjonowała ta sama (symboliczna) terminologia, określali Boga – Stwórcę jako Ojciec, zaś Syn – to nie wyłączając ani mnie, ani każdego z czytelników, ani nawet Jezusa – każdy z nas.  To, że Jezus był Synem Bożym – Człowiekiem wybranym przez Stwórcę dokładnie ilustruje –  Ew. św. Mateusza 3. 16- 17

16. A gdy Jezus został ochrzczony, wnet wystąpił z wody, i oto otworzyły się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego, który zstąpił w postaci gołębicy i spoczął na nim.

17. I oto rozległ się głos z nieba:  Ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem. 

W jakim celu Ojciec upodobał sobie Jezusa?

25. W tym czasie odezwał się Jezus i rzekł: Wysławiam cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom.

26. Zaprawdę, Ojcze, bo tak się tobie upodobało.

27. Wszystko zostało mi przekazane przez Ojca mego i nikt nie zna Syna tylko Ojciec, i nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić.

28. Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie.

29. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.

30. Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie.

Ew. św. Mateusza 11.25- 30

Ojciec „upodobał” sobie Jezusa, aby ten wypełnił najtrudniejszą z możliwych – Misję, jaką Syn Człowieczy, a zarazem Syn Boży, byłby w stanie wziąć na swoje barki. Poświęcając swoje życie i stając się Barankiem Bożym –  Jezus spowodował Wielki Sen – czyli ukojenie. W wyniku Janowego Chrztu – Jezus doznał nie tylko zasadniczej przemiany swojej osobowości – NDE , co znalazło odbicie w Jego Naukach, ale co równie ważne, doznał ostatecznego wtajemniczenia – otrzymując obietnicę Zmartwychwstania, poddał się Woli Bożej.

21. Od tej pory zaczął Jezus Chrystus tłumaczyć uczniom swoim, że musi pójść do Jerozolimy, wiele wycierpieć od starszych arcykapłanów i uczonych w Piśmie, że musi być zabity i trzeciego  dnia wzbudzony z martwych.

22. A Piotr, wziąwszy go na stronę, począł go upominać, mówiąc: Miej litość nad sobą, Panie! Nie przyjdzie to na ciebie.

23. A On, obróciwszy się rzekł Piotrowi: Idź precz ode mnie, szatanie! Jesteś mi zgorszeniem, bo nie myślisz o tym, co Boskie, lecz o tym, co ludzkie. […]

22. A gdy przebywali w Galilei, rzekł im Jezus: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi.

23. I zabiją go, ale On trzeciego dnia będzie wskrzeszony z martwych. I zasmucili się bardzo.[…]

17. A Jezus, mając zamiar pójść do Jerozolimy, wziął dwunastu na osobność i w drodze rzekł do nich:

18. Oto idziemy do Jerozolimy, a Syn Człowieczy będzie wydany arcykapłanom oraz uczonym w Piśmie i skażą go na śmierć.

19. I wydadzą go poganom na pośmiewisko i na ubiczowanie i na ukrzyżowanie, a dnia trzeciego zostanie wzbudzony z martwych.  

Ew. św. Mateusza 16.21- 23,   17.22- 23,   20.17- 19

Jezus bardzo wyraźnie „mówi”, iż Człowiek zmartwychwstaje w „niematerialnej” formie – jak  „aniołowie w niebie”, a nie jak to niektórzy „śpiący” sądzą, że jest to – powrót ducha do zmarłego ciała. Dlatego też wszyscy ci, którzy wierzą w to, że Jezus zmartwychwstał, niech nie tylko Wierzą, ale co więcej, niech Wiedzą, iż Jezus „nie wstał z martwych i poszedł do nieba”, lecz w istocie na Krzyżu zmarło jego ciało, a on, czyli jego duch – („film w mózgu”), nadal żyje – jak „anioł w niebie”.

29. A Jezus odpowiadając, rzekł im: Błądzicie, nie znając Pism ani mocy Bożej.

30. Albowiem przy zmartwychwstaniu ani się żenić nić nie będą, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie w niebie.

31. A co do zmartwychwstania, czy nie czytaliście, co wam Bóg powiedział w słowach:

32. Jam jest Bóg Abrahama i Bóg Jzaaka  i Bóg Jakuba! Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych.

Ew. św. Mateusza 22.29- 32

Wszystko to co opisują Ewangelie, od czasu Wjazdu Jezusa do Jerozolimy, czyli: Spisek przeciwko Jezusowi, Zdrada Judasza, Ostatnia Wieczerza, Pojmanie Jezusa, Sąd nad Jezusem, Ukrzyżowanie Jezusa, Śmierć Jezusa, Zmartwychwstanie, jest bardzo swobodną i nad wyraz poetycką wersją dramatycznych skądinąd wydarzeń, których prawdziwość jest poza wszelką dyskusją. Ale czy Judasz był w rzeczy samej Zdrajcą, czy jest to tylko przemyślnie skonstruowana interpretacja pewnego wątku, zaczerpniętego ze Starego Testamentu?

12. Wtedy rzekłem do nich: Jeżeli uznacie to za słuszne, dajcie mi należną zapłatę, a jeżeli nie, zaniechajcie! I odważyli mi jako zapłatę trzydzieści srebrników.

13. Lecz Pan rzekł do mnie: Wrzuć je do skarbca, tę wysoką cenę, na jaka mnie oszacowali! Wtedy wziąłem trzydzieści srebrników i wrzuciłem je w świątyni do skarbca.

Księga Zachariasza 11.12- 13

Jeśli te wersy, wystarczą za dowód fikcyjności samej Zdrady, jak i być może nawet samej postaci Judasza, to należy nie tylko inaczej spojrzeć na tego odsądzanego od czci i wiary, przez wszystkie następne pokolenia, esseńczyka, który stał się synonimem zdrady, ale też i z większym „przymrużeniem oka”, potraktować całą tą osnowę Poświęcenia Baranka Bożego. Jak wskazują na to i inne przykłady „esseńscy chrześcijanie” kompilując Ewangelie i oczywiście cały Nowy Testament, swoją „opowieść” w głównej mierze oparli na Starym Testamencie. „Ewangelie napisano po grecku zapewne w ostatnich dziesięcioleciach I wieku po Chrystusie; najstarsze zachowane rękopisy zawierające zasadniczy przekaz ewangeliczny pochodzą z IV wieku, choć istnieją fragmenty wcześniejsze”.

„Całe ziemskie życie Chrystusa Pana było doskonałym uwielbieniem Ojca, a dla nas stało się źródłem odkupienia. W szczególny jednak sposób Chrystus wypełnił wolę Ojca i nas odkupił przez swoja Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie, czyli jak mówi Liturgia – przez Paschę. Nazwa ta nawiązuje do wydarzenia biblijnego: aby złamać opór faraona, Bóg zesłał śmieć na wszystkich pierworodnych synów w rodzinach egipskich. Domy Izraelitów naznaczone krwią baranka zabitego na ofiarę zostały ochronione od śmierci. Wszyscy Izraelici mogli swobodnie wyjść  z ziemi egipskiej – z domu niewoli, a następnie przejść przez Morze Czerwone do Ziemi Obiecanej. To przejście z niewoli na wolność i przejście przez Morze Czerwone nazwali oni „Paschą”. Pascha w starym Testamencie była figurą i zapowiedzią Chrystusa. Jako baranek Boży przeszedł On przez Śmierć, Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie do nowego życia w chwale Ojca. Jego Pascha stała się też Paschą naszą: dzięki przelanej przez Niego Krwi na krzyżu my przeszliśmy z niewoli grzechu do wolności synów Bożych. Dokonuje się to w chrzcie świętym […] Syn Boży stawszy się człowiekiem dokonał dzieła odkupienia swych braci – ludzi przez Śmierć, Zmartwychwstanie i chwalebne Wniebowstąpienie. To dzieło odkupienia i zbawienia sprawuje On nadal przez Liturgię w założonym przez siebie Kościele, czyli w Ludzie Bożym. W niej jest nieustannie obecny jako Najwyższy Kapłan nauczający i uświęcający ludzi. Liturgia święta jest więc uobecnieniem zbawczej działalności Jezusa Chrystusa. Msza święta stanowi centrum Liturgii. Jest to Eucharystyczna Ofiara Ciała i Krwi Jezusa Chrystusa. Ustanowił ją on sam tej nocy, kiedy był wydany, aby w niej na całe wieki aż do ponownego swego przyjścia przy końcu świata utrwalić Ofiarę Krzyżową. Chciał przez to Ludowi Bożemu powierzyć pamiątkę swojej tajemnicy paschalnej, to jest swojej Śmierci, Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia. Kiedy więc chrześcijanie gromadzą się wokół ołtarza na Mszę świętą, wtedy najdoskonalej spełnia się obietnica Chrystusa: „Gdzie dwaj albo trzej zebrani są w imię moje, tam ja jestem pośród nich [MT 18, 20] Msza święta składa się z dwóch głównych części: z Liturgii Słowa i Liturgii Eucharystycznej, które jednak są tak ściśle ze sobą złączone, że stanowią nierozdzielną całość […]  Liturgię Słowa stanowią czytania z Pisma świętego, w których Bóg przemawia do swojego Ludu, objawia mu tajemnice odkupienia i zbawienia oraz podaje duchowy pokarm. Do Liturgii Słowa należy też homilia – kazanie, które wyjaśnia słowa Objawienia. Naszą odpowiedzią na usłyszane słowo Boże jest Wyznanie wiary: „Wierzę w jednego Boga”. Liturgię Słowa kończy tzw. Modlitwa powszechna, w której zanosimy do ojca prośby w różnych potrzebach Kościoła i w całej ludzkości. W Liturgii Eucharystycznej uobecnia się Ostatnia Wieczerza, w której Chrystus ustanowił Pamiątkę swej Śmierci, Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia. Kapłan reprezentując Chrystusa Pana dokonuje tego, co On sam czynił i uczniom polecił spełniać, gdy ustanowił Ofiarę i ucztę paschalną. Chrystus bowiem wziął Chleb i kielich z winem, dzięki składał, łamał i dawał uczniom swoim mówiąc: […] 

BIERZCIE I JEDZCIE Z TEGO WSZYSCY

TO JEST BOWIEM CIAŁO MOJE

Podobnie po wieczerzy wziął ten przesławny kielich w swoje święte czcigodne ręce, ponownie dzięki Tobie składając błogosławił i podał swoim uczniom, mówiąc:

BIERZCIE I PIJCIE Z NIEGO WSZYSCY,

TO JEST BOWIEM KIELICH KRWI MOJEJ

NOWEGO I WIECZNEGO PRZYMIERZA,

KTÓRA  ZA WAS  I ZA WIELU  BĘDZIE WYLANA

NA ODPUSZCZENIE GRZECHÓW.

OTO CZYŃCIE NA MOJĄ PAMIĄTKĘ.

OTO WIELKA TAJEMNICA WIARY.” 

Ks. mgr. Henryk Dworak,Modlitewnik.

26. A gdy oni jedli, wziął Jezus chleb i pobłogosławił, łamał i dawał uczniom i rzekł: Bierzcie, jedzcie, to jest ciało moje.

27. Potem wziął kielich i podziękował, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy;

28. Albowiem to jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów.

29. Ale powiadam wam: Nie będę pił odtąd z tego owocu winorośli aż do owego dnia, gdy go będę pił z wami na nowo w Królestwie Ojca mego.

Ewangelia św. Mateusza 26. 26- 29

Te dwie formuły wypowiadane podczas Mszy Świętej przez kapłana, stanowiące powtórzenie słów Jezusa z Ostatniej Wieczerzy, są w istocie Wielką Tajemnicą i jak to z wszystkimi poprzednimi Tajemnicami, nadszedł czas aby zrozumieć prawdziwy sens i znaczenie słów tego Esseńczyka – Syna Bożego, który swoją Męczeńską Śmiercią stał się dla nas, podobnie do ofiarnego baranka – Barankiem Bożym. Zamysł Boga – Stwórcy – Wielkiego Anestezjologa, aby Religia Chrześcijańska była naszym Wielkim Snem, mógł się wypełnić tylko dzięki, tym skromnym i pełnym poświęcenia, ludziom – esseńczykom. Jezus – wybraniec Boga, był ich najpiękniejszym i najjaśniejszym przykładem, ale i ci „bezimienni”, swoją żarliwą Wiarą i nie skażoną żadnym przesądem Wiedzą, dali świadectwo swego poświęcenia:

16. Oto Ja posyłam was jak owce między wilki, bądźcie tedy roztropni jak węże i niewinni jak gołębice.

17. I strzeżcie się ludzi, albowiem będą was wydawać sądom, biczować w swoich synagogach.

18. I z mojego powodu zawiodą was przed namiestników i królów, abyście złożyli świadectwo przed nimi i poganami.

19. A gdy was wydadzą, nie troszczcie się, jak i co macie mówić; albowiem będzie wam dane w tej godzinie, co macie mówić.

20. Bo nie wy jesteście tymi, którzy mówią, lecz Duch Ojca waszego, który mówi w was.

21. A wyda na śmierć brat brata i ojciec syna i powstaną dzieci przeciwko rodzicom i przyprawią ich o śmierć.

22. I będziecie w nienawiści u wszystkich dla imienia mego, ale kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

Ewangelia św. Mateusza 10.16 – 22

1. Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza.

2. A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre miłe i doskonałe.

List św Pawła do Rzymian 12. 1- 2

Nie tylko, jak to opisują Ewangelie, a bardzo sugestywnie można dzięki powieści Henryka Sienkiewicza „Quo Vadis” „zobaczyć”, poświęcenie pierwszych chrześcijan objawiało się w tak dramatyczny sposób, ale dzięki Dziejom Apostolskim i Listom wiemy, iż miało ono także bardziej duchowy wymiar – było służbą. Esseńscy wtajemniczeni, a po Ofierze Baranka Bożego – Jezusa, jego uczniowie – czyli pierwsi chrześcijanie, kładąc podwaliny Nowej Religii monoteistycznej, jaką jest Chrześcijaństwo, stali się strażnikami, opiekunami Człowieka powoli zapadającego w Wielki Sen. Zapewne niewielu, a być może i żaden z obecnie sprawujących swoją posługę kapłańską, czytelników tej książki, w najśmielszych marzeniach, domysłach, czy też wątpliwościach, nie zdawał sobie z tego sprawy, że podobnie do pierwszych uczniów Chrystusa – jest „esseńczykiem”. Jest kolejnym ogniwem, całego łańcucha kapłanów, pełniących już dwa tysiące lat służbę Bogu i Człowiekowi, a jeśli przyjrzymy się temu „łańcuchowi” bardziej dokładnie, to okaże się, iż został on „wykuty” w znacznie odleglejszych, niż Chrześcijaństwo, czasach. I jeszcze jeden „kadr” z „Quo Vadis”. Znakiem rozpoznawczym pierwszych chrześcijan była Ryba – często zredukowany do jednej kreski, graficzny wizerunek jej kształtu. Wszyscy „Śpiący” mniemają, iż ryba jest symbolem Chrystusa, ponieważ pierwsze greckie litery słów Jezus Chrystus, Syn Boży, Zbawiciel, tworzą wyraz „ichtys”- czyli ryba. Jednakże symbolika tego znaku jest równie „tajemnicza”, jak „tajemniczymi” byli esseńczycy. Otóż jeśli ustawimy znak Ryby w pionie, (co dla wtajemniczonych nie stanowiło żadnego warunku rozpoznawalności), to jego symbolika nabierze swego właściwego znaczenia. Otóż Ryba jest symbolem dwu przeciwstawnych sobie sił: Dobra i Zła, Jasności i Ciemności – czyli Megacykl, zaś jej łeb, a zwłaszcza oko, symbolizuje ostatni piaty element – Królestwo Boże. Tym samym Ryba, reprezentuje wszystkie cztery poprzednie stopnie, etapy – patrz cztery Ewangelie, Piramida. Ryba jest powieleniem tego samego schematu – zaszyfrowanej w symbolach wiedzy, jakim jest Kaduceusz.

Tak więc, jeżeli jesteście chrześcijanami, i jeśli symbol Ryby jest wam nieobcy, to także jak ci pierwsi „uczniowie” Chrystusa – esseńczycy, jesteście ostatnim ogniwem łańcucha, niezależnie od tego czy zdawaliście sobie z tego sprawę, czy też nie i czy wam się to podoba, czy też nie. Manuskrypty z Qumran i Nag Hammadi – nauki esseńskich „illuminati”, „rozkodowany” diagram Ofitów – metanoi – duchowa przemiana, 40- czterdziestka – „efekt uboczy” neurogenezy, 4 – cztery Ewangelie, Objawienie św. Jana, Listy, terminologia, Ryba – symbol Megacyklu i Królestwa Bożego.

Czy z tych wszystkich pośrednich dowodów można wysnuć jeden, o kardynalnym znaczeniu wniosek, że Chrześcijaństwo jest naszym „Wielkim Snem”, wcześniej bardzo dokładnie przez naszego Boga – Stwórcę zaplanowany – (Epoka Wielkiego Zwrotu), a przygotowany przez posłusznego Woli Bożej Aleksandra Wielkiego – ucznia Arystotelesa – (wpływ całej filozofii greckiej jest aż nadto widoczny), zaś głównym anestetykiem jest, godny naszego najwyższego szacunku i równej jak jego poświęcenie nasza jemu wdzięczność – Jezus z Nazaretu – Baranek Boży, którego „ciało i krew” spożywamy (niezależnie od wyznania) podczas każdej Liturgii Eucharystycznej, niczym (oczywiście symboliczny) uśpiony podczas operacji pacjent, podłączony do cotygodniowej kroplówki – Wielkiej Tajemnicy Wiary?

Jeśli przed daniem sobie odpowiedzi, na to rzecz oczywista retoryczne pytanie, miałbyś szanowny czytelniku, trwający nawet ułamek sekundy moment zawahania, czy, co także jest zrozumiałe, zawahanie to przerodziłoby się w jakiś fundamentalistyczny sprzeciw, to  niech Objawi Ci się święty Jan i zbudzi Cię ze „Snu”. Wszystko zaś co nastąpiło później, stanowiło konsekwentną realizację wcześniej powziętego Boskiego Planu.

„Chrześcijaństwo zdobywało coraz więcej wyznawców, także wśród nie – żydów. Szczególną rolę w jego krzewieniu odegrał Paweł z Tarsu. W tym czasie bowiem równoległe działali zarówno wędrujący apostołowie, jak i tzw. prorocy – ludzie obdarzeni darem wymowy, intonujący modły i pieśni. Powstawały również gminy – wspólnoty lokalne. Na ich czele stali wybierani starsi, czyli prezbiterzy. Chrześcijanie z tych pierwszych gmin zbierali się przy wspólnej uczcie dziękczynnej i kończyli swe modły wezwaniem „Powróć Panie”! W pierwszych wiekach po Chrystusie nowa wiara rozwinęła się szybciej we wschodniej części Państwa rzymskiego, a język grecki stał się językiem powstającego Kościoła. Prześladowania spotkały chrześcijan w zachodniej części państwa i w samym Rzymie. W historii chrześcijaństwa wymienia się dziesięć takich prześladowań.
Pierwszych prześladowań doznali chrześcijanie od cesarza Nerona w 64 r. n.e., który oskarżył ich o podpalenie Rzymu. Prześladowania miały głównie charakter lokalny, a wynikały z faktu, iż chrześcijanie nie chcieli oddawać boskiej czci cesarzom, a ponadto zebrania swe okrywali tajemnica. W czasie prześladowań chrześcijanie odprawiali nabożeństwa w podziemnych katakumbach, przy grobach chrześcijan. Nic zatem dziwnego, że kult męczenników zaczął się już w II w. a w IV ociągnął największy zasięg. Prześladowania nasiliły się w czasach cesarza Dioklecjana w latach 303 – 304. Cezar ten dążył bowiem do ujednolicenia państwa opartego na starorzymskiej tradycji religijnej. W jawnej sprzeczności z tymi planami pozostawało chrześcijaństwo, mające już wówczas wielu wyznawców zarówno na wschodzie jak i na zachodzie imperium. Chrześcijaństwo było religią objawioną i monoteistyczną. Wiernych pociągało ideą odkupienia oraz obrazem sprawiedliwego świata wyobrażanego przez mające nadejść Królestwo Boże. W samym chrześcijaństwie dokonywał się proces dostosowania jego organizacji kościelnej do potrzeb coraz większej liczby wyznawców – powstał Kościół. Pewna liczba gmin chrześcijańskich stworzyła prowincję kościelną, na czele której stał biskup rezydujący w mieście prowincjonalnym. Najczęściej pokrywała się ona z granicami prowincji państwowej. Określenie Kościół katolicki wzięło swą nazwę z łacińskiego słowa „castellum” – gród warowny i z greckiego „katholikos” – powszechny. Według wybitnego teologa św. Augustyna (354 -430) Kościół to widzialne ciało Chrystusa, poza którym nie ma zbawienia. Mocą edyktu Konstantyna Wielkiego Wielkiego 313 r., który wprowadził wolność religijną, chrześcijaństwo mogło swobodnie rozwijać swą organizację i naukę oraz powiększać grono wyznawców. Kilkadziesiąt lat później stała się religią uprzywilejowaną i panującą w Cesarstwie Rzymskim. W 381 r. za panowania Teodozjusza Wielkiego wszystkich niechrześcijan usunięto z urzędów państwowych, państwowych, a w latach 391 – 392 został wprowadzony zakaz wykonywania starego, rzymskiego kultu. Ostatni jego zwolennicy schronili się na wieś (stąd łac. „paganus” od „pagus” – wieś – znaczy poganin). Postępująca centralizacja władzy w Kościele powodowała, że biskupi Rzymu wskazywali na swoją rolę jako sukcesorów apostoła Piotra – założyciela Kościoła Rzymskiego. Dążenie zaś do prymatu papieża rzymskiego (łac. „papa” – ojciec) nad całym Kościołem wywoływało opór innych patriarchów: Antiochii, Aleksandrii i Jerozolimy, a szczególnie Konstantynopola. Na ten stan rzeczy nakładały się głębokie różnice kulturowe między częścią zachodnią a wschodnią Imperium Rzymskiego. Narastały także różnice w dziedzinie doktryny, chociaż jeszcze w IV do VII w. zostały ustalone wspólne podstawy doktrynalne na soborach powszechnych w Nicei (352 r.), Chalcedonie (451 r.) i Konstantynopolu.”

Halina Tomalska, Historia dla szkół średnich.

„Konstantyn (Constantinus) – Caius Flavius Constaninus, cesarz rzymski (274- 337 n.e.) nazwany Wielkim, syn Konsntancjusza Chlorusa i Heleny. Gdy ojciec jego po zrzeczeniu się władzy przez Dioklecjana został obwołany Augustem i udał się do Brytanii, zabrał syna ze sobą i wyznaczył go jako swego następcę. W r. 306 po śmierci ojca został obwołany przez wojsko cesarzem. Pobił nad Renem Germanów i zabezpieczył granice państwa; w r. 312 rozbił w północnej Italii swoich rywali do tronu, Masymina i Maksencjusza. Wg legendy miał przed bitwą z Maksencujszem zobaczyć świetlisty krzyż z napisem: In hoc singo vinces – pod tym znakiem zwyciężysz. W roku następnym ostatecznie pokonał Maksencjusza, zawarł z Licyniuszem układ, oddając mu cesarstwo wschodnie, sobie zaś zatrzymał cześć zachodnią. Edyktem Mediolańskim, wydanym w tym samym roku, przyznał chrześcijanom swobodę wyznania. W r. 323 wybuchła wojna pomiędzy Licyniuszem i K. W jej wyniku K. zawładnął całym cesarstwem. W r. 325 K., choć nie był jeszcze wtedy chrześcijaninem (przyjął chrzest dopiero pod koniec życia), przewodniczył na soborze nicejskim i zatwierdził jego postanowienia.” 

Mała Encyklopedia Kultury Antycznej –  PIW

„Sylwester I – papież od 31 I  314 r do 31 XII 335 r  – Pontyfikat Sylwestra trwał blisko dwadzieścia dwa lata i przypadł na okres panowania cesarza Konstantyna. Pomimo długości pontyfikatu tego papieża i znaczenia okresu konstantyńskiego, sam Sylwester, jak się wydaje, wywarł niewielki lub krótkotrwały wpływ na kościół i samą instytucję papiestwa. W rzeczy samej bardziej znaczące jest to, czego nie uczynił jako papież, niż to, co zrobił. Konstantyn, który traktował biskupów jak braci, raz nawet użył tytułu „biskupa do spraw zewnętrznych”. […] W czasie pontyfikatu Sylwestra w lipcu 325, zwołany został do Nicei (w dzisiejszej Północno – zachodniej Turcji) w letniej rezydencji cesarza Pierwszy Sobór powszechny, w którym wzięło udział 250 biskupów. Sobór po raz pierwszy zdefiniował Bóstwo Jezusa Chrystusa, uznając, że jest on współistotny (Homoousios) Bogu Ojcu (wbrew opinii Arian utrzymujących, że Chrystus był najdoskonalszym ze stworzeń, ale nie równym Bogu). Papież nie odegrał w czasie tego soboru żadnej roli ani sam go nie zwołał (uczynił to cesarz) ani też nie objął przewodnictwa (przewodniczącym został biskup Kordoby Hozjusz Ossius). Sylwester, podobnie jak inni biskupi w cesarstwie, został zaproszony do wzięcia w nim udziału, ale wymawiał się podeszłym wiekiem. Wysłał jako swoich przedstawicieli dwóch prezbiterów, ale nie mieli oni żadnego specjalnego statusu w czasie obrad, jedynie podpisali akta soborowe po tym, jak uczynił to biskup przewodniczący i zanim uczynili to inni biskupi. Kościół rzymski korzystał z hojnych łask Konstantyna, który sfinansował budowę wielkich kościołów, m. in. pierwszej bazyliki św. Piotra przy Via Ostiensis i bazyliki konstantynskiej i baptysterium (znanej później pod nazwą S. Giovanni In Laterano, św. Jana na Lateranie, która pozostaje do dziś papieską bazyliką katedralną).”
Richard  P. McBrien, Leksykon Papieży .

Jak nietrudno się zorientować, te trzy powyższe cytaty łączy jedna historyczna postać – Konstantyn Wielki, którego zasługi dla rozwoju i „uprawomocnienia się” Chrześcijaństwa i Kościoła Katolickiego są ogólnie znane. Jak wiadomo od czasów cesarza Nerona, aż do cesarza Dioklecjana, czyli przez około 300 lat, chrześcijanie będący dla imperium i jego starożytnej tradycji religijnej niewiele znaczącą sektą, byli nieustannie prześladowani. Cóż takiego się wydarzyło, jakież zastanawiające i zadziwiające musiały być przyczyny, tak nagłej zmiany wielowiekowej „tradycji”? Co skłoniło cesarza Konstantyna, syna cesarza Konstancjusza (293- 306 n.e.), by zaledwie w kilka lat od abdykacji cesarza Dioklecjana  w 305 r. n.e., wprowadzić wolność religijną, powodując swobodny rozwój chrześcijaństwa? Czy były jakieś racjonalne ku temu powody? Różni „naukowcy” mają w zanadrzu kilka gotowych na ten temat teorii, jednakowoż wszystkie one bledną w obliczu jednej, małorealistycznej zdawałoby się, legendy. Czy w istocie Konstantyn miał widzenie, czy jest to tylko zmyślnie dorobiona fantastyczna opowieść?  Tak jak za pomocą nitki wiodącej do kłębka, aby to rozstrzygnąć i dojść do sedna sprawy,  posłużę się wątkiem biblijno – historycznym. Jeśli w ogóle niemożliwy jest mistyczny – bezpośredni kontakt Człowieka, a w szczególności wierzącego z Bogiem, to należy kategorycznie zaprzeczyć, iż taki wpływ nastąpił w przypadku: Abrahama, Mojżesza i wszystkich  Proroków, a także: Aleksandra Macedońskiego, Szy Huanga, Buddy, Jezusa, Mahometa.

No tak, ale mógłby ktoś powiedzieć: co ma wspólnego irracjonalna wiara do racjonalistycznej nauki? Ale czyż te wszystkie „materialne” dowody, które do tej pory przedstawiłem potwierdzające, że nie wszystko czego nie widać, to nie znaczy, że tego nie ma, nie są dość wiarygodne, aby obiektywnie i bez żadnych uprzedzeń stwierdzić, iż ta przemiana „cesarza w biskupa” – podobna  do Biblijnego (nomen omen) Saula w Pawła, była spowodowana interwencją samego Boga – Stwórcy?
Jeśli Konstantyn nie dostąpiłby tej epifanii, to zakładając, że pokonałby Maksencjusza – byłby tylko kolejnym, tak jak jego poprzednicy, cesarzem rzymskiego imperium, zaś on i jego następcy dalej prześladowaliby „jakiś” chrześcijan. Gdyby jednak został pokonany, także nic szczególnego w „tradycji” rzymskich cesarzy by się nie zmieniło. Konstantyn nie tylko – zobaczył i uwierzył, ale co więcej – zobaczył, uwierzył i stał się wykonawcą „Woli Bożej”. Wszystko to co nastąpiło później – jasne i ciemne (czasem wręcz czarne) strony w Historii Chrześcijaństwa, aż po współczesność – to już temat na inną „opowieść”. Tematem Rozdziału VI –  jest „przedszkole” Człowieka, rozdział VII – to „szkoła”, którą z kłopotami, ale ukończył. „Potop” – czyli wykasowywanie pamięci, czy też inaczej Epoka Wielkiego Zwrotu – kończy się „Maturą”- symbolicznym świadectwem dojrzałości, jakim są wszystkie dowody potwierdzające wiedzę Człowieka o Megacyklu i roli Boga – Stwórcy w dziele odradzania się Życia – czyli „Arka”. Wielki Sen w tej układance jest kolejnym etapem nauki w „Szkole Życia”, którą Człowiek musiał przejść. Etapem tym jest  „Szkoła Wyższa” – najtrudniejsza z wszystkich dotychczasowych, o czym szczególnie wiek XX, z dwoma wojnami światowymi i okropnościami systemów totalitarnych, nas przekonuje.
Od Oseska do Człowieka Dojrzałego, nasz Ojciec opiekując się nami i ucząc w „Szkole Życia”, stosuje jedną  „słuszną” metodę: żeby zrozumieć swoje błędy, trzeba najpierw je zrobić”. A przedmiotów do zaliczenia na tym „Uniwersytecie” było wiele… Absolutyzm, Apartheid, Autokracja, Autonomia, Dyktatura, Elekcja, Faszyzm, Feudalizm, Hegemonia, Herezja, Humanizm, Idealizm, Inkwizycja, Kapitalizm, Kolektywizacja, Kolonizacja, Komunizm, Liberalizm, Materializm, Nacjonalizm, Nepotyzm, Ortodoksja, Parlamentaryzm, Prawa obywatelskie, Reformacja, Republika, Rewolucja, Socjalizm, Teokracja, Tyrania, i wszystko inne co ominąłem, a czego w czasie Wielkiego Snu doświadczyliśmy.

„Niewątpliwym kamieniem milowym w nauce Jezusa było wyznanie Piotra: I poszedł Jezus z uczeniami do wsi pod Cezareą Filipowi. A w drodze pytał swoich uczniów: „Za kogo mnie ludzie mają?” Oni zaś odpowiedzieli: „(Jedni) za Jana Chrzciciela, drudzy za Eliasza a jeszcze inni za jednego z proroków”. A on pytał ich znowu: „Wy zaś za kogo mnie macie?” Piotr mu odpowiedział: „Tyś jest Mesjasz”. I przykazał im surowo, aby o nim nikomu nie mówili. I zaczął ich nauczać. Trzeba, aby Syn Człowieczy wiele cierpiał…

Ew. św. Marka 8. 27 – 31

„Wszystkim czytelnikom Ewangelii dobrze wiadomo, iż scena ta jest jednym z wielkich punktów zwrotnych w wydarzeniach z życia Jezusa. Oznacza ona również zmianę charakteru nauk, których Jezus udzielał swoim uczniom. Uprzednio nie było w niej właściwie żadnej wzmianki o Synu Człowieczym, odtąd odnoszące się doń nauki będą wielokrotnie powracać. Również po raz pierwszy zostaje jasno ukazany typowy wzorzec, który odnajdujemy w traktowaniu przez Jezusa postaci Syna Człowieczego: uczniowie, z Piotrem na czele, widzą w nim Chrystusa, Mesjasza, ale Jezus przesuwa temat dyskusji ku bardziej ezoterycznemu Synowi Człowieczemu i nie negując swej mesjańskiej roli, zasadniczo zmienia interpretację jej znaczenia. W szczególności u Marka spotykamy także nakaz dochowania tajemnicy, o której wspomnieliśmy uprzednio nazywając ją „tajemnicą Mesjańską”. […] Zbiór dokumentów, zwany „Testamentami 12 patriarchów, jest dziełem esseńskim, chociaż prawdopodobnie został spisany nieco wcześniej niż większość tekstów, które dotarły do nas z Qumran – być może za panowania Jana Hirkana w drugiej połowie II wieku przed Chrystusem. Zbiór ten należy do tej fazy historii esseńczyków, w której władcy hasmonejscy ciągle jeszcze zdawali się mieć nadzieję na duchowe odrodzenie Izraela. (Zawarte w tekstach późniejsze wtręty ukazują kontrastujące z tą nadzieją rozczarowanie kapłaństwem, istniejącym na ziemi). „Testamenty” powstały prawdopodobnie w Syrii. Ich fragmenty  w języku aramejskim znaleziono w esseńskim osiedlu w Qumran. Teksty mają formę mów na łożu śmierci, z którymi każdy z dwunastu synów Jakuba (nazywanego również Izraelem) zwraca się do swych synów i potomków dwunastu plemion Izraela, doradzając im słuszne postępowanie, rozważając zmienne koleje życia i prorokując przyszłość. W wielu momentach mowy te wspominają o przyjściu Mesjasza: język, jakim posługują się w odniesieniu do jego natury, jest jednak tak trudny i niejasny, że we właściwy sposób zrozumiano je dopiero wtedy, gdy odkrycie późniejszych zwojów z Qumran uwidoczniło doktrynę esseńczyków. Wyszło wówczas na jaw, że esseńczycy oczekiwali nie jednego, lecz dwóch Mesjaszy. Tekst „Testamentów” możemy teraz czytać z większą ufnością, a zamęt wprowadzony przez kopistów (i być może przez późniejszego redaktora chrześcijańskiego) daje się usunąć. Tekst ujawnia, że Mesjasz powstanie z nasienia dwóch synów Izraela:

Albowiem Pan powstanie z Lewiego Arcykapłana i z Judy Króla,

który zbawi wszystkich nie będących Żydami oraz plemię Izraela.

Lewi był przodkiem wszystkich kapłańskich klanów Izraela (Lewitów), podobnie jak Judę łączono z linią monarchów Izraela. Wcześniej esseńczycy oczekiwali zatem, że duchowa i doczesna jurysdykcja wybranego ludu Bożego obejmie u kresu czasu całą Ziemię. Szczególnie interesujący jest sen jednego z pozostałych patriarchów, Neftalego, w którym widzi on, jak Lewi, Kapłan, sięga i chwyta Słońce, gdy tymczasem Król Juda chwyta Księżyc. Otóż w judaizmie kalendarz i obchody publicznych świąt regulowano według Księżyca, podczas gdy esseńczycy używali słonecznego kalendarza henochiańskiego: stąd sen ten zdaje się oznaczać, że Mesjasz królewski będzie postacią bardziej egzoteryczną, której domeną jest zewnętrzne życie narodów, podczas gdy Mesjasza kapłańskiego łączy się z tajemnym wątkiem „słonecznym”, który niekiedy pojawia się na powierzchni judaizmu, jak w przypadku niebiańskiego kapłana Melchizedeka. Obaj Mesjasze są jednak postaciami zdecydowanie kosmicznymi. Przyjście Mesjasza królewskiego zostało opisane dość krótko. Jest on „gwiazdą”, która powstanie z Jakuba. Jest „latoroślą: czy też „pędem” rośliny Boga, „źródłem życia dla całej ludzkości” i „laską sprawiedliwości dla narodów”. Z drugiej strony przyjście Mesjasza kapłańskiego daje sposobność do długiego wysławiania go w hymnie:

Wtedy Pan wzbudzi nowego Kapłana,

któremu objawione będą wszystkie słowa Pana.

Sprawować on będzie sąd prawdy nad ziemią przez wiele dni.

A jego gwiazda wzejdzie na niebie jak król;

zapalając światło poznania, tak jak dzień rozświetlany przez słońce.

I będzie wysławiany przez cały zamieszkany świat.

Ten to będzie jaśniał jak słońce na ziemi;

usunie całą ciemność spod nieba, i zapanuje pokój na całej ziemi.

Niebiosa rozradują się w jego dni i ziemia będzie szczęśliwa; chmury wypełni radość,

a poznanie Pana wyleje się na ziemie niby woda morz.

I uraduje on aniołów chwały obecności Pana.

Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Manuskrypt Voynicha – złota płytka z próbnika Pionieer 10

Il ya quelque chose en haut… – Jest coś wyższego na górze… Czy w istocie jest coś tam „u góry”? Różnego asortymentu agnostycy, ateiści, twierdzą że nie, że wszystko jest dziełem przypadku, ewolucji. Teiści znowu twierdzą że jest. „Zamiary śmiertelnych” – czyż w poczynaniach człowieka nie można zauważyć, a może dotychczas nie zauważono przejawów owej „inteligencji” , czegokolwiek tam „w górze” ? Odpowiedzią na tego typu dywagacje jest w symboliczny sposób potraktowana drukarka 4D.

Jak wiadomo trzema podstawowymi wymiarami przestrzeni fizycznej są: wysokość, szerokość i głębokość. Ich komplementarnym uzupełnieniem jest czas, który nadaje istotny sens tym wymiarom. Panta rhei – wszystko płynie, można by rzec wszystko zatopione jest w czasie. Człowiek rodzi się i umiera. W Kosmosie gwiazdy rodzą się i umierają. Wszystko „zatopione” jest w czasoprzestrzeni. Cóż z tym wszystkim miałaby mieć drukarka 4D? Jest to tylko przenośnia, pewien skrót myślowy, za pomocą którego chciałbym udowodnić, iż przejawy takiej szeroko rozumianej „inteligencji” jednak miała, ma i będzie jeszcze miała wpływ na nasze poczynania. Tą swoistą „podróż w czasie” – czyli nie podlegający fakultatywności imperatyw „personifikują” przepowiednie Nostradamusa, Malachiasza i innych. Koronnym przykładem takiego „wpływu” jest Manuskrypt Voynicha, którego sens zawiera się w jednym tylko stwierdzeniu, iż stanowi on wydruk, rzecz jasna symboliczny, czasoprzestrzennej drukarki. Kto i kiedy ów Manuskrypt „nadał”, tego nie sposób dociec, ważniejszym jest umiejętność odczytania, rozkodowania jego sensu. Jeszcze inną kwestią jest metoda, czyli „spiritus movens” całej tej przesyłki.

W latach siedemdziesiątych XX wieku, amerykańscy naukowcy wysłali w przestrzeń kosmiczną próbnik Pionieer 10, ktorego zadaniem jest dotarcie jak najdalej w głąb naszego Wszechświata. Do kadłuba sondy przymocowana została aluminiowa płytka pokryta cienką warstwą złota. Na płytce wygrawerowano zakodowany rysunek – świadectwo poziomu rozwoju naszej cywizacji, będący sygnałem skierowanym do innych inteligentnych cywizacji pozaziemskich. Są tam zawarte informacje: o naszej pozycji w szeregu planet Układu Słonecznego, o naszym gatunku – postacie kobiety i mężczyzny na tle sondy kosmicznej, o poziomie naszej wiedzy – schemat wodoru w dwóch różnych stadiach fizycznych. Człowiek wysyła w Kosmos swoje „Credo”, oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi.

Manuskrypt Voynicha jest takim samym rebusem jak złota płytka z kosmicznego próbnika Pionieer 10.

Załóżmy, że jakaś obca cywilizacja będzie badać strukturę aluminiowej płytki pokrytej złotem. W tym rzecz, że sens płytki z próbnika zawiera się w rebusie – wiedzy zawartej w inteligentnym rozszyfrowaniu, a nie w strukturze czy kolorze płytki. Każda z poszczególnych stron Manuskryptu Voynicha koduje jakąś inną informację.

Szyfrowanie nie polega tylko na formie pisanej. Jest jeszcze całe spektrum gnozy, która z powodu ograniczonych możliwości (np. pismo runicze – najdawniejsze inskrypcje pochodzą z II i III wieku naszej ery, wcześniej egipskie pismo hieratyczne itp.) kodowana była także w innej formie – np. za pomocą znaków i symboli: patrz semiotyka – z greckiego: „semasticos” – znaczący, „semasia” – znaczenie”, „semeion” – znak od „sema” – znak, obraz, sygnał. I w taki też sposób kodowany jest Manuskrypt Voynicha – nie jest to, moim zadaniem, klasyczny szyfr pisany, tylko symboliczny rebus – ideogram.

Nie chodzi o kształt literek, piksele, częstotliwość wystepowania słów, a o inteligentny przekaz zawarty w rebusie ilustracji. Przykładem mapa świata – folio 86v. Tak też jest i z wszystkimi innymi folio – tekst pisany nie ma żadnego znaczenia – liczą się tylko ilustracje, które w zaszyfrowany sposób informują o najważniejszych wydarzeniach jakie miały miejsce historii powszechnej, więcej nawet, także wydarzenia które nastąpią w przyszłości. I w tym głównie zasadza się cała wyjątkowość Manuskryptu. Płytka z Pionieera opisuje aktualny stan naszej wiedzy, zaś Manuskrypt jest czymś więcej – stanowi dowód nie tylko na istnienie „czegoś tam w górze”, ale także na to, iż możliwości owej inteligencji daleko wyprzedzają nasze wyobrażenia, czego przykładem jest na przykład cała problematyka dylatacji czasu, która jest zjawiskiem różnic w pomiarze czasu dokonywanym równolegle w dwóch różnych układach odniesienia, z których jeden przemieszcza się względem drugiego. Więcej na ten temat w początkowych wpisach blogu.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Wyspa Wielkanocna (Rapa Nui) – czyli Kobieta w ciąży

Kolejny rozdział z książki Gloria Olivae.

Rapa Nui

Rapa Nui

„Na samotnej wyspie we wschodniej części Pacyfiku, oddalonej od Ameryki Południowej o ok. 3220 km, stoi 600 kamiennych głów. Ich pochodzenie przez długie lata otaczała tajemnica. Wyspiarze nazywający to miejsce „Te Pito o te Henua” (koniec lądu), twierdzili, że posągi same tu przywędrowały. Holenderscy żeglarze, którzy wylądowali na wyspie w Wielkanoc 1722 roku, zbadawszy wulkaniczną skałę z jakiej je wykonano, doszli do wniosku, że zostały przetransportowane z miejscowych kamieniołomów na drewnianych saniach lub rolkach – na wyspie nie rosły jednak żadne drzewa. Zagadkę udało się rozwiązać dopiero pod koniec XX wieku. W 1956 r. norweski podróżnik Thor Heyerdahl odkopał na wyspie warstwy zwęglonego drewna; było to dowód, że istniały na nie kiedyś bujne lasy, a dawni mieszkańcy wypalali je pod uprawę ziemi. Przypłynęli tu nie ze wschodu, jak, początkowo sądzono, lecz z Polinezji, na zachodzie ok. 450 r. n.e. Posągi upamiętniające zmarłych wodzów uważanych za potomków bogów – zaczęli rzeźbić ok. 1000 r. Przypuszczalnie przeciągali je i ustawiali pionowo w docelowych miejscach przy pomocy sań. Około 1500 r., kiedy w wyniku stosowanej metody uprawy ziemi zniszczyli wszystkie lasy na wyspie, doprowadzając tym samym do erozji gleby, zabrakło drewna niezbędnego do budowy łodzi, którymi można by wypływać w morze i łowić ryby. W ten sposób sami uwięzili się na wyspie, która nie była już w stanie ich wykarmić. Niebawem wybuchły wojny plemienne. Przypuszczalnie to wtedy masowo burzono posągi rywali, by zniszczyć ich „manę” (magiczną moc). Z marzeń o ucieczce z wyspy narodził się kult człowieka – ptaka, który potrafiłby ulecieć na wolność jak tutejszy ptak fregata. Kiedy na wyspę dotarli Holendrzy, zastali na niej skłóconych mieszkańców, którzy od dawna już nie otaczali kultem kamiennych posągów. Kiedy przestano wznosić posągi, popularność zyskał kult człowieka- ptaka. Co roku w ceremonialnej wiosce Orongo, gdzie znajdowały się petroglify ptaka obchodzono święto „tangata manu”. Na wysepce Moto Nui gnieździły się czarne mewy. Uważano je za wcielenie Makemake, naj-ważniejszego boga na wyspie, a ich jaja były święte. Wódz plemienia, które jako pierwsze zdobyło jajo z wysepki, stawał się nowym człowiekiem – ptakiem, czyli bogiem całej wyspy. Podczas tych uroczystości składano ofiary z ptaków a nawet ludzi.” cytat: Colin Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

W wyniku dotychczasowej peregrynacji po najciekawszych i najbardziej znaczących starożytnych cywilizacjach i kulturach, poznaliśmy różne, jak dotąd nieznane i zagadkowe „sygnały z przeszłości”, które zbudował symboliczny Noe dla „Człowieka przyszłości”. Wszystkie te świadectwa ludzkiego geniuszu: petroglify, rysunki naskalne, naziemne, kopce, megality, poprzez bardziej praco- i czasochłonne: piramidy, świątynie, stanowią niezaprzeczalny dowód na to, że mimo iż powstały one w różnym czasie historycznym, i w różnych miejscach, to łączy je jednakowy dla wszystkich schemat, jednakowa formuła. Wszystkie te „tajemnicze” Cywilizacje po spełnieniu swojej „misji” zbudowania „Arki”, stawały się „prawie” natychmiast niezrozumiałe dla swoich bezpośrednich następców. Ten proces „wykasowywania” pamięci przebiegał w różny sposób. Czasami, jak np. w starożytnym Egipcie rozwój cywilizacji miał aż trzy fazy – Stare, Średnie i Nowe Państwo. Po okresie kilkusetletniego osłabienia władzy centralnej, wewnętrznych walk, najazdów i głodu, następował wzrost zamożności, co w połączeniu z nowymi zdobyczami (Nubia) oraz dzięki wiedzy zakodowanej w umysłach kapłanów, stwarzało dogodne warunki do odbudowy i dalszej rozbudowy symbolu Mężczyzny na zarysie rzeki Nil. Czasami cała cywilizacja stawała się strażnikiem, opiekunem, najważniejszego jej dzieła, generalnie jednak jako całość „odchodziła w niepamięć”.

Cóż mogli wiedzieć o bogactwie przekazu kultury Sumeru ich „zdobywcy” i następcy semiccy Amoryci, którzy utworzyli na ich gruzach nowe królestwa m. in. Babilon, Asyrię? Cóż mogli wiedzieć o znaczeniu, kształcie, czy rozmieszczeniu wewnętrznych szybów i pomieszczeń piramid i świątyń – Persowie, Grecy, czy Rzymianie, po „upadku” Nowego Państwa? Cóż mogą wiedzieć o ukrytym sensie filozoficznych doktryn ci, dla których filozofia „zaczyna się” od materialistów z Efezu? Cóż mogli wiedzieć Grecy po przejściowym „upadku” cywilizacji na przełomie II i I tys p.n.e? Cóż mogli wiedzieć Ariowie o tajemniczych mieszkańcach Doliny Indusu – Drawidach – (Mohendżo – Daro), którzy „opuścili” swoje miejsce zamieszkania (kataklizm?) i „przenieśli się” w inne, dogodniejsze do życia, miejsce? Takich przykładów można przytoczyć znacznie więcej: megalityczna Europa, Imperium Khmerów, Olmekowie, Inkowie, praktycznie każda kultura, każda cywilizacja, miała swoich „tajemniczych” przodków, o których z oczywistych względów niewiele do tej pory było wiadomo.

Wyspa Wielkanocna ze swoim tajemniczym ludem, którego jedynym zdawałoby sie celem była budowa kamiennych posągów, nie mówiąc już o równie tajemniczych obrzędach Kultu Człowieka – Ptaka, czy też piśmie „rongo– rongo, jest jeszcze jednym elementem tego samego nieustannie powtarzającego się Planu Budowy „Arki” co wszystkie wcześniej omawiane cywilizacje. Jak wiadomo holenderski odkrywca Jakub van Roggeveen przybywając w 1722 roku na Wyspę Wielkanocną zastał na niej skłóconych mieszkańców, którzy już od dawna ulegli dobrze nam znanemu procesowi „zapomnienia”. Tubylcza ludność wyspy stanowiła konglomerat dwóch ludów, potocznie nazwanych Krótkousi i Długousi (jak sama nazwa wskazuje odnosi się to do długości małżowiny usznej), których pochodzenie i czas przybycia na wyspę było zgoła odmienne. Zgodnie z zasadą „ wykasowywania” pamięci, ludzie ci z pewnością niewiele już wiedzieli o celu jaki przyświecał ich przodkom, przybyłym z tak bardzo odległych od tej samotnej wyspy „macierzystych” cywilizacji. Cóż mogli wiedzieć tubylcy Wyspy Wielkanocnej o ukrytym znaczeniu kamiennych posągów „moai” i „ahu” czy o Kulcie Człowieka Ptaka na początku XVII wieku, a tym bardziej, cóż na ten mogą powiedzieć współcześni, dla których największe i najwspanialsze dowody wiedzy i wiary naszych przodków (piramidy, megality, misteria symbole itp.), stanowią tylko atrakcję turystycznych wycieczek?

„Niejasna jest przyczyna upadku kultury mieszkańców Wyspy Wielkanocnej, choć wiadomo, że stało się to po pierwszym kontakcie wyspiarzy z Europejczykami. Wedłóg źródeł historycznych w 1722 roku odkrywca wyspy van Roggeveen widział stojące posągi, natomiast w 1774 roku angielski żeglarz James Cook wspomina o częściowym ich zniszczeniu. Późniejsze relacje opisują jedynie powalone posągi. Podania wyspiarzy mówią o wymordowaniu przez Krótkouchych nielicznych już Długouchych w rejonie Poike, u podnóża wulkanu Paukatiki, i obaleniu wszystkich „moai” stojących jeszcze na platformach. Od tego czasu w kulturze wyspy dominuje kult boga – ptaka. Być może na wyspie przez ponad tysiąc lat współistniały dwa kulty. Jeden, przywieziony na wyspę przez pierwszą falę migracyjną w IV wieku. Prawdopodobnie był to lud o cechach negroidalnych, pochodzący z Melanezji, w podaniach wyspiarskich nazywany Krótkouchymi. Natomiast drugi kult związany byłby z następną migracją, która dotarła na wyspę 300 lat później, o czym także wspominają podania. Ludzie ci – Długousi – posiadali umiejętność obróbki kamienia i owładnięci byli pasją tworzenia olbrzymich posągów „moai” oraz budowy świątynnych platform „ahu”. Obie te społeczności przez wieki żyły w zgodzie, choć prawdopodobnie ich wierzenia były odmienne, przy czym Długousi dominowali. O współistnieniu obu społeczności mogą świadczyć liczne wielkie posążki drewniane, kamienne, przedstawiające bogów całkowicie odmiennych wyglądem od „moai”, m. in. boga „Kava Kava” a także liczne rysunki naskalne z przedstawieniami boga – ptaka. Prawdopodobnie świątynny kompleks Orongo na wschodnim zboczu Rano Kau był ceremonialnym centrum Krótkouchych. Nie znamy przyczyn wybuchu nienawiści pomiędzy tymi dwiema społecznościami, wybuchu, który był śmiertelny dla kultury „moai”. cytat: „Wiedza i życie”, 2003

„Istnieje teoria zakładająca, że kultura Wyspy Wielkanocnej jest wynikiem zmieszania się wpływów kulturalnych wcześniejszej kolonizacji południowoamerykańskiej – IV w. n.e. oraz późniejszej (między XI a XIV w. n.e) kolonizacji polinezyjskiej. Prekursorem teorii o południowoamerykańskich (Inkowie) wpływach na wyspy Polinezji był norweski etnograf i podróżnik Thor Heyerdahl, który w 1947 r. zbudował w Peru tratwę z lekkiego drewna balsa, na wzór staroperuwiański, nadając jej nazwę Kon -Tiki. Tratwa niesiona tylko wiatrem i prądami morskimi dopłynęła aż do wysp Tuamotu w samym sercu Polinezji. Heyerdahl wyprawą tą dowiódł możliwości kontaktów między Am. poł. z wyspami Pacyfiku. Nie oznaczało to jeszcze, że kultura wyspiarzy wywodzi się z Peru, jednak pewne fakty świadczą o tym, że taki wpływ mógł mieć miejsce. W roku 1955 Heyerdahl zorganizował wyprawę na jedną z najciekawszych dla nauki, jak dotąd nietkniętą przez archeologów, Wyspę Wielkanocną. Jeden z jej uczestników amerykański archeolog dr William Mulloy z dwudziestu robotnikami pracował przez cztery miesiące wokół najsłynniejszej na Wyspie Wielkanocnej świątyni – platformy „ahu” w Vinapu . Było to faworyzowane stanowisko archeologiczne Heyerdahla, który w dziele kamieniarskim „ahu”Vinapu dopatrywał się podobieństwa z murami w Peru z okresu przedinkaskiego. Po odsłonięciu fragmentów „Ahu” okazało się, że budowla ta była kilkakrotnie przebudowywana i przedłużana przez znacznie gorszych architektów. Im starszy był fragment, tym doskonalszy był technicznie. Przeczyłoby to więc teoriom o stopniowym rozwoju i doskonaleniu się techniki kamieniarskiej wyspiarzy, a przeciwnie, dowodziłoby, iż najwcześniejsze budowle zostały wzniesione przez lud legitymujący się doskonalszą znajomością rzemiosła, które dopiero później zaczęło upadać. Pozostali archeologowie pracujący przy innych „ahu”, doszli niezależnie od siebie do dokładnie takich samych rezultatów i wyciągnęli takie same wnioski, co dr Mulloy. Heyerdahl na postawie przeprowadzonych badań wyciągnął następujące wnioski: „Po raz pierwszy odkryto, że w zagadkowej historii Wyspy Wielkanocnej wyraźnie wyróżniają się trzy epoki. Najpierw działał tu lud o rozwiniętej wysoko cywilizacji i kulturze, stosujący typową technikę budowlaną Inków. Ich klasyczne budowy nie miały sobie równych w późniejszej historii wyspy. Olbrzymie bloki twardego bazaltu krajano jak ser i dopasowywano wzajemnie do siebie bez szpar i dziur; te wdzięczne konstrukcje ze swymi gładkimi ścianami przetrwały długo i do dziś stoją rozrzucone po wyspie. Potem zaczęła się nowa epoka. Większość klasycznych budowli została częściowo rozebrana i przebudowana, na ich frontach tworzono wklęsłe brukowane platformy, z Rano Raraku przywleczono olbrzymie postacie i ustawiono je na szczytach przebudowanych murów. Gdy to gigantyczne przedsięwzięcie osiągnęło największy rozmach w drugiej epoce, nadszedł nagły i nieoczekiwany koniec, po którym wyspę ogarnęła wojna i ludożerstwo. Jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej skończyło się życie kulturalne, i zaczęła się trzecia, ostatnia, tragiczna faza tajemniczej historii Wyspy Wielkanocnej. Nikt już nie potrafił kuć kamienia, bez żadnych względów obalano stojące figury […] Technika Inków została przeniesiona na Wyspę Wielkanocną w zupełnie rozwiniętej formie. Stosował ją kulturalny lud, który pierwszy przywędrował na wyspę […] Jednym z najciekawszych wykopalisk był wydobyty z ziemi duży posąg, całkowicie odmienny od popularnych tam posagów – popiersi. Nowa figura miała dolną część ciała i nogi. Wyrzeźbiono ja w postawie klęczącej z siedzeniem dotykającym pięt i rękoma opartymi na kolanach. Nie była naga jak inne, lecz odziana była w kapę „poncho” z czworokątnym otworem wokół szyi. Głowa figury odznaczała się okrągłym kształtem, bródką i wyłupiastymi oczami. Wyraz twarzy posągu był zupełnie odmienny od wszystkich innych znalezionych przedtem na Wyspie Wielkanocnej.” cytat: Jacek Machowski, Wyspa Wielkanocna.

Dlaczego Wyspa Wielkanocna, tak bardzo oddalona od reszty świata (od najbliższej większej wyspy Pitcarin w archipelagu Tuamotu dzieli odległość prawie 2000 km., a od kontynentu Ameryki Południowej przeszło 3000 km.), miała tak wielkie znaczenie dla jej kolonizatorów? Dlaczego skłonni byli przebyć tak ogromne przestrzenie i przez dziesiątki pokoleń, tak uparcie tkwić na tej niezbyt dogodnej do życia wyspie? Określona ilość wody i pożywienia nie pozwalała na poziom populacji większy niż kilka tysięcy osób. Dlaczego więc nie porzucili jej dla bardziej dogodnych do życia miejsc? Czy te wszystkie tajemnicze kamienne posągi, kult człowieka – ptaka, pismo rongo – rongo, rzeźby, są tylko przyczynkiem czy też skutkiem ich decyzji? Z lektury poprzednich rozdziałów wynika, iż zasadniczym warunkiem dla zrozumienia tajemnic wszystkich wcześniej opisywanych cywilizacji, było spojrzenie na ich „architektoniczne przesłanie” z perspektywy lotu ptaka. Jeśli chcesz wiedzieć jaka jest to tajemnica to spójrz proszę na plan Wyspy Wielkanocnej, lecz nie zgodnie z ogólnie przyjętą zasadą kierunku południe – północ a zgodnie z intencją ich „kustoszy” wschód – zachód (obrót o 90 stopni). I jakaż jest to tajemnica!?

Rapa Nui Obrót o 90 stopni

Rapa Nui – obrót o 90 stopni

Linea-nigra2

Linea-nigra

Jest to największy (oczywiście po Międzyrzeczu) symbol Kobiety, na dodatek, co ma swoje niebagatelne znaczenie, dzięki pięknie wyokrąglonemu brzuszkowi, jest to symbol ciężarnej Kobiety.

Tak, bezsprzecznie! Teraz już jak po przysłowiowo – historycznym przecięciu nierozplątywalnego Węzła Gordyjskiego, cała tajemnica Wyspy Wielkanocnej jest już tylko bardzo „Małym Węzełkiem”, fragmentem „wszechcywilizacyjnego” planu budowy „Arki”, tym razem przez polinezyjskiego (jak sądzę nie tylko) „Noego”. To, że taki był zamysł przybyszy z odległych cywilizacji nie przekonują tylko moje „dobre chęci”, czy też skłonność do dopatrywania się w każdym obiekcie kultu, świątyni, rzeźbach, rysunkach naskalnych etc. sygnałów i kodów z przeszłości, ale materialny, idealny wręcz dowód – kształt wyspy, oraz wszytko to co uczynili z niej jej mieszkańcy.

Rapa Nui

Rapa Nui

Przylądek Południowy – wygasły wulkan Rano Raraku swoim kształtem personifikuje „Sanktuarium Kobiecości”, podobnie jak dolmeny, kopce – Kopiec Tara, kurhan Newgrange, krąg Stonehenge, Zimbabwe, świątynia Amona w Luksorze, mury obronne Myken, świątynia Tori w Ise, itp.

Otwór po wulkanie Rano Kao

Otwór po wulkanie Rano Kao

Wysepki Motu Nui i Motu Iti – to męski czynnik powstania nowego życia fallus – patrz świątynia w Deir el- Bahari (świątynia Mentuhotepa II to męski układ rozrodczy – wyraźnie zaznaczony fallus). Wysepka Motu Kau Kau – to sperma (świątynia Totmesa III ejakulat – sperma – świątynia Totmesa III). Ogromny otwór po wulkanie Rano Kao – to żeński czynnik powstania nowego życia – żeński układ rozrodczy – wargi sromowe, pochwa, macica. Na ilustracji widać dokładnie nawet taki kobiecy szczegół anatomiczny jak łechtaczka.

Orongo - łechtaczka

Orongo – łechtaczka

Przylądek Roggeveena wygasły wulkan Katiki to oczywiście głowa naszej symbolicznej Kobiety – Poike, szczyt wulkanu Puakatike (370 m.)

Przylądek Północny – jak już wspominałem jest to pięknie zarysowana ciąża. Jest rzeczą wręcz nieprawdopodobną, ale także i inne mniej ważne szczegóły kobiecego ciała, mają swoją reprezentację.

Linea negra

Linea negra

Hanga-o- teo to pępek, czyli bliznowate zagłębienie w skórze. Zwraca uwagę linea negra – między: Hanha-o-teo (Hanga Omohi) i szczytem wulkanu Terrevka (507 m.)

Część wyspy pomiędzy zatoką Anakena, a zatoką przed Te Pito Kura – to nic innego tylko piesi. Pofałdowane wybrzeże w dół od zatoki Hotuiti – to opadające na ramiona włosy.

Odcinek wybrzeża pomiędzy Hanga Roa, a Hanga Piko – swoim kształtem idealizuje to co budowniczowie Newgrange ustawili przed jego wejściem – włosy łonowe.

Kamienne posągi Moai i Ahuupamiętniające zmarłych wodzów, poprzez fakt usytuowania ich głównie na obrzeżach wyspy – symbolizują skórę.

Odcinek drogi łączący Rano Kao i Katiki, o czym świadczą precyzyjnie dopasowane bazaltowe bloki Ahu Vinapu – przywodzą na myśl kręgosłup.

Tangata manu – „język rapanui: „człowiek-ptak”) – tytuł zwycięzcy w rytualnych zawodach odbywanych do końca XIX w. na Wyspie Wielkanocnej, polegających na zdobyciu pierwszego w danym roku lęgowym jaja manu tara, rybitwy Sterna fuscata. Przedstawiciele poszczególnych klanów, wyłonieni na podstawie proroczych snów wieszczów ivi-attua, musieli przepłynąć wpław z Wyspy Wielkanocnej na pobliską wysepkę  Motu Nui, wyjąć jajo z gniazda, popłynąć z powrotem na Wyspę Wielkanocną, wspiąć się na szczyt klifu, dobiec do Orongo i wręczyć jajo prowadzącemu uroczystości.” cytat wiki.

Coroczny rytuał odbywający się w pobliżu Orongo, w swojej idei nawiązywał i miał taką samą symbolikę jak staroegipska ceremonia święta Opet. W czym więc tkwi fenomen Wyspy Wielkanocnej? Czy tylko w tajemniczych kamiennych figurach – jak do tej pory sądzono, czy też w jej doskonałym kształcie – jak już wiemy? Z pewnością i jedno i drugie, ale dla mnie największym „zjawiskiem” tej wyspy jest to, iż o jej walorach – symbolu ciężarnej kobiety (cykliczność powstawania Życia – Megacykl), wiedzieli i zdecydowali się to nam przekazać przedstawiciele tak odmiennych od siebie i przybywających z dwu różnych kierunków kultur – Polinezyjczycy i Inkowie. Tu raczej zgodziłbym się z Heyerdahlem i z jego teorią wpływu tych dwu różnych cywilizacji na ostateczny kształt kultury Wyspy Wielkanocnej. Czy Polinezyjczycy w IV wieku n.e. przybyli z Malezji przed Inkami, czy też ich tam już zastali (a raczej ich koncepcje uczynienia z wyspy symbolu Kobiety), to wyjaśnienie tego problemu nie jest już takie istotne. To, że wpływ ludów przybyłych z Ameryki Południowej mógł mieć miejsce mogą o tym świadczyć pewne bardzo ciekawe fakty, których prawdziwość jest niepodważalna.

„Niezwykle ciekawych odkryć dokonał Edvin Ferdon, prowadzący prace wykopaliskowe w wiosce ludzi – ptaków. Rozebrał on tam niewielkie i źle zbudowanie Ahu. Ku swemu zdumieniu stwierdził, że platformę wzniesiono na ruinach o wiele starszej budowli zbudowanej z doskonale dopasowanych kamieni, według metod budownictwa Inków. Kopiąc dalej stwierdził, że na kamieniach wyryte były okrągłe symbole słońca, bardzo rozpowszechnione w Ameryce Południowej. Wśród nich odkrył też niezwykły system otworów wywierconych w skale. Ich symetria i podobieństwo do tego typu zabytków znanych mu z Ameryki Łacińskiej nasunęły mu myśl, że ma przed sobą obrzędowe obserwatorium, astronomiczne. Ponieważ, wkrótce przypadało na półkuli południowej letnie przesilenie dnia z nocą 21 grudnia przed wschodem słońca Ferdon z kapitanem statku wybrali się na teren wykopalisk. W jeden z otworów Ferdon włożył kij, obok którego stanęli. Tak jak przypuszczał, gdy tylko słońce wychyliło się spoza krawędzi krateru, ostry cień kija padł dokładnie na oznaczony wcześniej otwór. Na prośbę Heyerdahla doświadczenie powtórzono jeszcze później w czasie jesiennego zrównania dnia z nocą i podczas następnego letniego zrównania. Nie ulegało wątpliwości, iż było to pierwsze i, jak dotąd jedyne obserwatorium astronomiczne znalezione w Polinezji.” cytat: Jacek Machowski, Wyspa Wielkanocna.

Badacze, naukowcy, pisarze zajmujący się tematyką „zaginionych” cywilizacji opisując je, napotykają na bardzo tajemniczy i nie do końca zrozumiały dla nich problem związany z różnymi misteriami, obrzędami, odprawianymi w dniu letni letniego bądź zimowego przesilenia, czy też podczas zrównania dnia z nocą, starając się tłumaczyć wszem i wobec, iż są to obserwatoria astronomiczne, które zostały zbudowane w głównej mierze po to by wykorzystywać następujące po sobie zmiany pór roku, pór wylewów i suszy, do zwiększenia ilości plonów w rolnictwie. Gdybym nie wiedział tego co cały czas jest tematem głównym tej książki – Megacykl, to może bym i uwierzył, bo w teoryjki, że byli to pierwsi „protoastronomowie” już nie. Cel i motywy misji budowniczych „Arki” był inny. O tym, że Wyspa Wielkanocna jest takim samym, jak wszystkie wcześniej omawiane przykłady, symbolem odradzającego się Życia, świadczą nie tylko materialne na to dowody, ale odnajdujemy je także zaszyfrowane w wierzeniach jej mieszkańców. Kult Człowieka – Ptaka corocznie odbywający się ceremonialnej wiosce Orongo, stanowi wzorcowy wręcz przykład przejawu takiego „szyfru”.

Tangata Manu

Tangata Manu

Właśnie tym – różnorodnością przekazu kierowali się polinezyjscy i południowoamerykańscy kapłani, by w razie nieodwołalnej nierozszyfrowalności innych symboli (vide – Dolina Indusu), ich przesłanie mogło dotrzeć do miejsca (bardziej czasu) swego przeznaczenia. Z powyższych cytatów dowiadujemy się, że kiedy przestano wnosić posągi – czyli już po przybyciu Roggeveena na Wyspę Wielkanocną, zyskał popularność kult człowieka – ptaka.  A także, iż wioska Orongo była ceremonialnym centrum Krótkouchych. Mając na uwadze to, że Krótkousi przybyli na wyspę (pierwsza fala migracyjna) – około IV wieku n.e., oraz to, że około 1500 roku zostały zniszczone wszystkie lasy i zabrakło drewna niezbędnego do budowy łodzi, którymi można by wypłynąć w morze, to pamiętając o tym, że kult człowieka – ptaka narodził się w wiosce Orongo przed dominacją Długouchych (po „rewolucji” kult ożył), to wynika z tego jeden podstawowy wniosek, iż błędem jest uważać, że kult człowieka – ptaka narodził się dopiero w XVII wieku. Jeśli więc nie brak drewna do budowy stanowił przyczynę tego, w tak istotny sposób różniącego się od pozostałych społeczności Polinezji kultu człowieka – ptaka, to jakie mogły być prawdziwe motywy Krótkouchych (i Inków), aby taki kult przez tyle pokoleń (na dodatek z wielowiekową przerwą) pielęgnować?

Na to zasadnicze pytanie odpowiedź nie jest trudna do wyartykuowania Wspomnę więc tylko, iż była i jest to ta sama „opowieść” o odradzaniu się Życia – Megacykl, jaką w inny sposób przekazywali nam np.: Indianie Adena – Kopiec Węża, mieszkańcy Averbury i Silbury Hill – łany zboża na zboczu góry Waden Hill, Stonehenge, Newgrange- czyli generyczny wpływ cyklicznie pojawiającego się Słońca, „Enuma Elisz” – sumeryjski epicki poemat opiewający zwycięstwo bogów nad chaosem, mitologia egipska – bóg Re, Ozyrys, Set – symboliczno– antropomorficzne znaczenie tych bogów, Nabta Playa – cyklicznie pojawiająca się woda w jeziorze, Mazdaizm – walka dobra ze złem, panteon bogów greckich, filozofia grecka – miłość i nienawiść Empedoklesa, tajemnicze misteria- Eleuzynie, Orficy, Dionizje i kult Amona, Taoizm – Jin i Jang – pozytywne i negatywne źródło wszelkich zjawisk i wiele, wiele innych, „aluminiowych płytek pokrytych cienką warstwą złota”, na wymienienie których potrzeba byłoby zapewne jeszcze kilka stron. Czymże innym, jak nie symbolem cyklicznie odradzającego się Życia była ceremonia święta „tangata manu”- jest to fakt bezsporny.

Jakże znamienna w tym kontekście jest płaskorzeźba pokrywająca plecy kamiennego posągu, czy też naskalne rysunki tegoż „tangata manu”, odkryte na zboczu wioski Orongo i na przybrzeżnych wysepkach. Ideogramy tych płaskorzeźb, w oczywisty sposób wykazują paralelę z bliźniaczymi bogami – egipskimi lwami zwanymi Shu i Tefnut, czy też z płaskorzeźbą na sumeryjskiej misie z ok. 2700 r. p.n.e. Egipski bóg Słońca Ra – w postaci dysku znajdującego się w centrum nad lwami, nazywany był Ra – dwóch horyzontów.

Wszystkie te symbole – przeciwstawnych sobie dualistycznych sił, wraz z ich najbardziej oczekiwanym intermezzo: Królestwo Boże, Gwiazda Dawida, Wyspy Szczęśliwe, Nirwana, Piramidion itp.(wszystkie te określenia oznaczają to samo), reprezentują podstawę naszego Wszechświata – Megacykl – swoiste Perpetuum Mobile.

Pozostaje jeszcze jedna bardzo ciekawa kwestia dotycząca tajemniczego „zniknięcia” lasów na Wyspie Wielkanocnej. Uważa się, iż w wyniku niewłaściwej metody upraw zostały one zniszczone, co doprowadziło do erozji gleby, w konsekwencji czego mieszkańcy wyspy zostali na niej „uwięzieni” na wieki. Biorąc jednak pod uwagę, że pierwsi migranci przybyli na wyspę w jasno określonym celu (budowa „Arki”) oraz to, że następne pokolenia jej mieszkańców powoli traciły z pola widzenia swoją motywację – zgodnie z zasadą wykasowywania pamięci (kilkukrotne przebudowywanie Ahu przez coraz to gorszych architektów), mogła wystąpić wśród nich chęć skrócenia sobie tej „delegacji” i powrotu do „ojczyzny”. Są to tylko moje domysły nie poparte żadnymi dowodami, ale być może nastąpiło pewne małe przesilenie – zwolenników i przeciwników opuszczenia wyspy. Przeciwnicy, powodowani chęcią wypełnienia Misji do końca spalili wszystkie lasy – ostatnią szansę na powrót, ucieczkę. Konsekwencją tego aktu desperacji było to, że społeczność Wyspy Wielkanocnej, aż po kres swoich dni stała się jej „kustoszem”.

Wyspa Wielkanocna w swoich „muzealnych zbiorach” ma jeszcze kilka innych, równie ciekawych eksponatów:

Moai - drewniana rzeźba

Moai – drewniana rzeźba

Drobne posążki i rzeźby – wykonane w drewnie i kamieniu. Najbardziej charakterystycznym elementem tych rzeźb jest bródka.

Remiro drewniany naszyjnik dawnych królów W. Wielkanocnej – czyli Dualizm raz jeszcze.

Moai papa

Moai papa

Figurki kobiece Moai papa – figurki „Wenus”.

Rongo– rongo – zagadkowe drewniane tabliczki pokryte niezwykłymi hieroglificznymi znakami.

Wyspa Wielkanocna, podobnie jak wcześniej wspomniane cywilizacje, wypełniwszy swoją Dziejową Misję: „zaczyna się, upadku, opuścili, przenieśli się, kataklizm”, stała się niezrozumiała dla swoich bezpośrednich następców: „zaczęła się nowa epoka, nagły i nieoczekiwany koniec”. Dokonania grupki „wybrańców”, którzy narażając się na ryzyko (konieczność) zerwania kontaktu z macierzą, budując (cała wyspa) i kultywując w postaci ceremonii (wioska Orongo) symbol odradzania się Życia (Megacykl), w istocie zasługują na to, by nazwać ich dokonania oraz tym bardziej ich samych, mianem fenomenu.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Postscriptum

Dokonując specyfikacji najważniejszych elementów składowych naszego symbolicznego mężczyzny, można zadać sobie pytanie: czy ta zakodowana wiedza dotyczyła tylko tych nielicznych – wybranych świątyń, zaś pozostałe obiekty budowane były bez określonego wcześniej planu, a co za tym idzie nie miały swojego ukrytego znaczenia. Odpowiedź na to pytanie ma niebagatelne znaczenie, albowiem jeśli było by to prawdą, to można by próbować podważyć czy też uznać za zaledwie bardzo prawdopodobną całą moją teorię o megasymbolu człowieka. Poniższe przykłady przeczą temu – w zadziwiający i bezdyskusyjny zarazem sposób potwierdzają i uwiarygadniają wszystkie poprzednie elementy planu egipskich kapłanów.

No bo czymże może być świątynia w File jak nie zakodowaną informacją o całej problematyce związanej z fizjologią człowieka, konkretnie z jego układem moczowo-płciowym, a jeszcze konkretniej z jego oczyszczająco-filtrującym aspektem, który ułatwia wydalanie zbędnych substancji z organizmu. Samo usytuowanie zespołu świątyń – na wyspie w zamyśle ich budowniczych miał symbolizować nerkę,

File

File

zaś zdecydowanie większe niż w pozostałych częściach rzeki Nil rozszerzające się koryto rzeki: od Asuanu po Wadi Halfa – (między pierwszą a drugą kataraktą), miał być i jest najzwyklejszą, jak najbardziej banalną strugą moczu naszego symbolicznego człowieka – patrz mapa.

Miedzy pierwszą a drugą kataraktą

Miedzy pierwszą a drugą kataraktą

Inny przykład: zachodni brzeg rzeki Nil w okolicy Karnak: Deir el- Bahari, Kolosy Memnona, Medinet Habu, Ramesseum, Deir el- Medina – to wszystkie te świątynie stanowią zakodowaną informację o procesie rozwoju człowieka od poczęcia do narodzin. I tak na ten przykład Ramesseum – kompleks świątyń zbudowanych przez Ramzesa II w Tebach Zachodnich – koduje wiedzę o nienarodzonym jeszcze człowieku, którego jak przypominam idealizowała świątynia w Edfu. Świątynia w Ramesseum widziana z lotu ptaka symbolizuje płód człowieka – tak jak w Edfu sylwetka dziecka, tym razem otoczonego wodami płodowymi. Kolosy Memnona to równie symboliczna informacja o narodzinach tego naszego dziecka – ostatnia budowla w kierunku wschodnim ku rzece Nil, który jest taką symboliczną granicą między życiem płodowym a życiem już nowo narodzonego dziecka. Z powyższego wynika jeden generalny wniosek: iż wszystkie wcześniejsze budowle przed Kolosami Memnona i Ramesseum (cofając się wstecz) opowiadać będą, powinny o wszystkich poprzednich etapach formowania się człowieka (płód kilkumiesięczny, kilkutygodniowy, zapłodnienie). Sprawdźmy.

Deir el- Bahari

Deir el- Bahari

Deir el-Bahari

Deir el-Bahari

Wszystko układa się z jeden ciąg – proces: zespół świątyń w Deir el- Bahari – to symboliczne zespolenie – spółkowanie obu czynników: męskiego i żeńskiego i w konsekwencji równie symboliczne zapłodnienie (świątynia Mentuhotepa II to męski układ rozrodczy – wyraźnie zaznaczony fallus, świątynia Totmesa III to ejakulat – sperma, świątynia Hatszepsut to żeński układ rozrodczy – wargi sromowe, pochwa, macica.

Dheir el Medina

Deri el- Medina

Dhei el- Medina

Deir el- Medina

Deir el- Medina – to zygota czyli początkowe procesy podziału zapłodnienia komórki jajowej, oraz następne stadium rozwojowe – embrion.

Ramesseum

Ramesseum

Ramesseum – płód kilkutygodniowy.

Medinet Habu

Medinet Habu

Medinet Habu – płód kilkumiesięczny.

Kolosy Memnona

Kolosy Memnona

Kolosy Memnona – początek procesu narodzin.

Zachodni brzeg, Karnak, Luksor

Zachodni brzeg, Karnak, Luksor

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Insygnia władzy królewskiej

Tak więc wraz z utworzeniem w Królestwie Kusz ostatniej części symbolu Mężczyzny, „misja” całej egipskiej cywilizacji dobiegła końca. Trwało to około trzy tysiące lat: od jej powstania w Okresie Predynastycznym, poprzez trzy okresy wielkiej świetności, aż do niespodziewanego Późnego Okresu. Cel tej „misji”, wcześniej zaplanowany przez „przybyszy” z Sumeru, zrealizowany został dzięki nieustannej i nie przez wszystkich zrozumianej zapobiegliwości kapłanów – opiekunów kultu Amona, a także i innych „lokalnych” kultów. Oficjalnie, „święciły” one główne postacie z egipskiej mitologii ale w ukrytym znaczeniu miały być szyfrem, wiedzą tajemną, która przekazywała z pokolenia na pokolenie prawdziwy sens tych ceremonii. Wszystkie te rytuały były odpowiednikiem takiej samej wiedzy jaka zakodowana została w postaci kopców, megalitów, kromlechów przez ludzi z epoki „przedcywilizacyjnej”. Wiedza ta zahibernowana została nie tylko w mitologii i architekturze piramid i świątyń. Przebłyski geniuszu egipskiej cywilizacji odnajdujemy także w symbolice rzeźb, ubiorów i przedmiotów kultu i władzy. Są one drobnym i ledwie widocznym dla niewprawnego oka uzupełnieniem całości ogromnego w swoich rozmiarach arcydzieła ludzkiej Myśli i Wiary.

ANKH

ANKH

Takim symbolem, w którym zawarta jest cała esencja wiedzy egipskich kapłanów i wszystkich wtajemniczonych jest ANKH, który łączy w sobie krzyż boga Ozyrysa z owalnym uchwytem – kojarzonym z Izydą. Przyglądając się uważnie temu symbolowi, mając zarazem w w pamięci „klucz” do jego odszyfrowania, można stwierdzić, że: Kolumna Ozyrysa, (inaczej zwana Dżed) z czterema stopniami prowadzącymi do poznania idei dualizmu jest tożsamy z komorami odciążającymi, które, jak pamiętamy stanowią najistotniejszą część Komnaty Królewskiej w Piramidzie Cheopsa. Bogini Izyda na krzyżu boga Ozyrysa jest symbolem Ewolucji Życia na Ziemi i Ewolucji Człowieka. Nad tymi dwoma, najważniejszymi dla narodzin Horusa „osobistościami”, czuwa sam Amon utożsamiany z Re – twórcą wszechświata. Wszystkie te elementy ANKH, połączone w jedno wspólne znaczenie – symbolizują właśnie Horusa – czyli Człowieka przyszłości, dla którego egipcjanie zbudowali „Arkę”. Ten trójelementowy symbol zawiera w sobie całą Wiedzę starożytnego Egiptu.

Skarabeusz

Skarabeusz

Skarabeusz – w starożytnym Egipcie był najpopularniejszym amuletem, jednakowoż opisuje go tyle błędnych określeń, że te „święte stworzenie” aby się przed nimi uchronić, z pewnością z zażenowania skryło się już w głębi ziemi. Żuki te toczą przed sobą na duże odległości większe od siebie kulki nawozu zawierające w swoim wnętrzu jaja, z których wypełzają nowo narodzone żuczki. Toczona przez żuka kulka gnoju symbolizować ma przesuwanie się Słońca po nieboskłonie, zaś nowo narodzone żuczki – nowe Życie wyłaniające się z głębii Ziemi. Aby rozwikłać prawdziwą symbolikę Skarabeusza należy wziąć pod uwagę: znaczenie Dualizmu, Kult Człowieka Ptaka, znaczenie Piramidionu, znaczenie ANKH.

Insygnia władzy królewskiej

Insygnia władzy królewskiej

Insygnia władzy królewskiej. Podczas oficjalnych uroczystości, podczas koronacji, w wizerunkach mumii, faraon zawsze występował w odświętnym stroju wraz z atrybutami władzy królewskiej jakimi były: laska i bicz, trzymane w skrzyżowanych na piersiach dłoniach. Czoło faraona zdobiły kobra i sęp a na jego szyi wisiał bogato inkrustowany sokół z szeroko rozpostartymi skrzydłami. Nie wiem kto pierwszy użył insygni do oznaczenia władzy monarszej, ale te symbole w starożytnym Egipcie wcale nie oznaczały tego co chcieliby w nich widzieć historycy i znawcy starożytności.

Aby zrozumieć ich sens nie potrzeba żadnej filozofii. Wystarczy przypomnieć sobie jak bardzo ważna dla powstania całej cywilizacji Egiptu i Sumeru była idea Dualizmu i co on oznaczał. Mężczyzna i Kobieta – symbolizują Dobro i Zło, Słońce i Księżyc, zasadę Dodatnią i Ujemną Całości. Jest to Jedność przeciwieństw, która była esencją filozofii Heraklita i innych Jończyków. Mając to na uwadze tym łatwiej będzie zgodzić się z tym, że: bicz jest symbolem promieni słonecznych – czyli Słońca. Świadczy o tym chociażby złoty kolor farby jaką pokryty jest ten „bicz”. Laska natomiast swoim kształtem i błękitnym kolorem lapis lazuli symbolizuje – Księżyc. I jeszcze jeden przykład Dualizmu: kobra i sęp z nakrycia głowy faraona. Kobra – to Zasada Męska, zaś Sęp – Żeńska. Zgodnie z legendą, samice sępów karmią swoje młode własną krwią – (instynkt macierzyński). Sokół z rozpostartymi skrzydłami w starożytnym Egipcie poświęcony był bogu Słońca Re a także był symbolem Horusa, który był przedstawiany jako człowiek z głową sokoła. Znaczenie tego ptaka na piersiach faraona jest jednak nieco inne. Rozpostarte skrzydła świadczą o nadziei faraona na rychłe zmartwychwstanie, dzięki ludziom znanym z Kultu Człowieka Ptaka oraz dzięki czasom, które kiedyś nadejdą.

Bródka

Bródka

Jak wszyscy sądził, że jego dusza powróci i ożywi ciało. Czy była to tylko wiara oparta na tradycji i niespełnionych marzeniach, czy też konkretna wiedza wynikająca z konkretnych (choćby tylko jednostkowych) w relacji Bóg – Człowiek, to odpowiedź na to zasadnicze pytanie nie jest łatwa. Rąbka tajemnicy można uchylić rozszyfrowując jeszcze jeden, najważniejszy atrybut boskości i władzy królewskiej. Tym symbolem jest bródka – najdziwniejszy i najbardziej nieodgadnięty do tej pory wyróżnik przynależny tylko najważniejszym bogom: Ozyrysowi i Amonowi – Re a także faraonom, którzy byli namiestnikami Boga na Ziemi. Nawet królowa Hatszepsut, jak nakazywała tradycja, na posągach znalezionych w Deir el- Bahari przedstawiana jest jako mężczyzna z brodą. Na wszystkich płaskorzeźbach, posągach, rysunkach, faraonowie ukazywani są zawsze bez żadnego zarostu i tylko ta śmieszna, i bardzo sztucznie wyglądająca bródka. Także zmarły w wieku około osiemnastu lat faraon Tutenchamon na pośmiertnej masce przedstawiany jest z takim „dziwnym” atrybutem męskości, chociaż aby go nosić był na to zdecydowanie za młody. Tak więc broda musiała mieć jakieś bardzo konkretne i ważne zarazem symboliczne znaczenie, zapewne większe od wszystkich pozostałych. Aby wyjaśnić fenomen tego zjawiska konieczne będzie małe wprowadzenie.

Steve Price, żołnierz amerykańskiej piechoty morskiej, we wrześniu 1965 roku wpadł w zasadzkę podczas walk w Wietnamie. Dwa odłamki granatu przebiły pierś 21- latka. Zalany krwią runął na ziemię, widział jeszcze sanitariusza, dającego mu zastrzyk z morfiny. Bał się, że kiedy straci przytomność – umrze. Wykrzykiwał więc raz po raz swój numer identyfikacyjny „B 11 – 34 – 02”. I nagle Steve nie widział już nad sobą gęstych drzew azjatyckiej dżungli. Ujrzał za to całe swoje życie: obrazy zmieniały się przed oczyma rannego jak w kinie. „Widziałem siebie jako niemowlę, widziałem, jak ojciec krzyczał na matkę i mnie bił. Oglądałem siebie kradnącego 20 dolarów z kieszeni leżącego na łożu śmierci dziadka. Nikt nie czynił mi z tego powodu wyrzutów, czułem się jednak potwornie winny, odetchnąłem z ulgą, kiedy ta panorama życia wreszcie dobiegła końca” – opowiadał po latach Steve. Został przetransportowany śmigłowcem do lazaretu na Filipinach. Kiedy wieziono go na salę operacyjną, stało się coś, co zmieniło całe życie twardego żołnierza. „Nagle straszny ból ustąpił. Mogłem swobodnie oddychać. Ze zdumieniem zorientowałem się, że unoszę się pod sufitem, patrzę na swe ciało leżące na dole. W chwilę później znalazłem się w tunelu długim i ciemnym.

Z jego ścian dobiegał głośny szum. Na końcu tunelu spostrzegłem światło, bardzo jasne i białe, które jednak mnie nie oślepiało. Wiedziałem, że światło było Bogiem. Boga nie interesowały moje uczynki, lecz przez chwilę trzymał mnie w uścisku swojej miłości. Nigdy dotąd nie przeżyłem czegoś podobnego” – recytował Steve. Zaraz potem żołnierz znalazł się w zalanej słońcem cudownej krainie pełnej drzew i kwiatów o wspaniałych, jaskrawych koronach, jakich nigdy nie spotkał na ziemi. Intensywny zapach kwiatów odurzał go, w koronach drzew poruszanych przez łagodny wiatr śpiewały dziwne barwne ptaki. Za horyzontem ukazał się łuk tęczy innej, piękniejszej niż te, które do tej pory widział. Wśród bajecznego krajobrazu płynęła rzeka. Na jej drugim brzegu Steve rozpoznał swego dawno zmarłego dziadka. „Musisz wrócić. Twój czas jeszcze nie nadszedł” – tymi słowami zwrócił się starzec do wnuka. Jednak on nie chciał opuszczać tego raju, piękniejszego niż dziecinne marzenia. Rozpędził się, by przeskoczyć rzekę i obudził się w szpitalnym łóżku. Operacja się udała. Kiedy Steve opowiedział swą historię nikt mu nie chciał uwierzyć. Lecz strzelec Price był już innym człowiekiem. Kiedy w trzy lata później powrócił na wietnamski front, zorientował się, że nie potrafi już strzelać ze swego M- 16 do ludzi, nawet w obronie własnego życia. „Starałem się to ukryć, w końcu byłem w piechocie morskiej, a marines są szkoleni do zabijania”- wyznaje. Dziś weteran Price jest uczestnikiem grupy samopomocy, działającej w Centrum Zdrowotnym Uniwersytetu Stanu Connecticut. Skupia ona osoby, które przeszły niebezpieczny wypadek, zawał lub stan śpiączki, odzyskały jednak przytomność i opowiedzia-y o swoich doświadczeniach z pogranicza śmierci (ang. Near DeathExperience, NDE).

A były one podobne do tych, jakie stały się udziałem Steve’a. Ludzie ci mówią o sobie: „Jesteśmy tymi, którzy widzieli światło”. Przeżycia NDE stały się powszechnie znane dopiero na początku lat siedemdziesiątych obecnego stulecia, kiedy to młody amerykański lekarz i filozof Raymond A. Moody, opublikował słynną książkę „Życie po życiu”. Doświadczenia z niesamowitej „szarej strefy” między życiem a śmiercią stały się tematem modnym i są nim do dnia dzisiejszego. Doświadczeniami z pogranicza życia i śmierci zainteresowali się również poważni naukowcy. Kardiolog Michael B. Sabon z Connecticut przeanalizował historię choroby 87 pacjentów, których udało się reanimować, 34 spośród nich opowiadało o swoich mistycznych wizjach, o przejściu przez ciemny tunel, na końcu którego lśniło boskie światło. Pediatra Melvin Morse z Seattle wypytał 42 chorych w wieku od 3 do 16 lat przyjętych na oddział intensywnej terapii. Okazało się, że fascynujące przeżycia z dziwnej granicznej krainy między światem żywych a światem umarłych miało każde dziecko, nawet 3- letnie maluchy!

Śmierć kliniczna jest pojęciem bardzo niejednoznacznym – trudno wskazać konkretny moment, kiedy ona następuje. Chociaż terminem tym określa się zanik prądów mózgowych, jednak bardzo trudno powiedzieć, w którym momencie brak tych prądów jest nieodwracalny. Zapas tlenu w komórkach mózgowych, wystarczy na ok. 17 sekund, niezbędnej glukozy na 5 – 8 minut, ale „szczątkowe” prądy mózgowe, mogące być dowodem np. na utrzymywanie się wizji, mogą trwać do 30 minut od ustalenia dopływu tlenu do mózgu. Proces obumierania komórek mózgowych posuwa się nieraz bardzo szybko. Trudno wtedy wskazać granicę między takimi przeżyciami a częstszymi u umierających zaburzeniami świadomości zespołami majaczeniowymi lub majaczeniowo –zamroczeniowymi, w trakcie których występują urojenia, zmiany wzrokowe itd. Niedotlenienie [hipoksja] to jedna z najczęściej wymienianych przyczyn zjawisk NDE.  Amerykański neurolog Ernst A. Rodnin wielokrotnie wprowadzał swój organizm w stan niedotlenienia, w następstwie którego przeżywał „ekstatyczne chwile”. W 1994 roku dwaj lekarze z Kliniki Uniwersyteckiej Rudolfa Virchowa w Berlinie poprzez hiperwentylację wywołali u 42 młodych ludzi stan ostrego niedotlenienia mózgu trwający niemal 22 sekundy. Uczestnicy tego eksperymentu opowiadali potem o swych radosnych doznaniach, bardzo przypominających doświadczenia z pogranicza życia i śmierci. Według innej hipotezy tajemnicze fenomeny NDE to po prostu halucynacje, wywołane przez pobudzanie centralnego układu nerwowego.

Spowodować je mogą np. leki psychotropowe, środki anestezjologiczne, gorączka, wyczerpanie oraz ogromny wysiłek fizyczny i psychiczny, związany z procesem umierania. Niektórzy neurolodzy wyrażają pogląd, że w następstwie niedostatku tlenu tzw. limbiczny system mózgu również wytwarza halucynację, czyli spontaniczne wyładowania neuronów w rejonie mózgu odpowiedzialnym za zmysł wzroku. Zdaniem fizjologów, w ostatnich chwilach życia lub w momentach wielkich zagrożeń w stan uniesienia wprowadzają człowieka produkowane przez organizm substancje – endorfiny i enkefaliny. Mogą one wywołać także doznania z pogranicza śmierci. Endorfiny wytwarzane są przez mózg i przysadkę mózgową i mają właściwości opium, aczkolwiek są od niego silniejsze – łagodzą ból i sprawiają, że np. ludzie tonący lub śmiertelne ranni doznają euforycznych przeżyć. Wydzielanie tych substancji to ostatni mechanizm obrony organizmu – kiedy nie ma już szans na ocalenie życia, sprawia on, że przynajmniej śmierć jest piękna. Zwolennicy metafizycznego charakteru zjawisk z pogranicza śmieci twierdzą, że biochemiczne wytłumaczenia tego fenomenu nie są w stanie wyjaśnić przełomu moralnego, jaki przeżyli wszyscy ci, którzy „zobaczyli światło”. Raymond Moody w swych 20 – letnich badaniach nad przeżyciami „u progu śmierci” nie spotkał ani jednego człowieka, który nie doznałby w ich wyniku zasadniczej przemiany swojej osobowości i to w pozytywnym sensie.” cytat: Focus, 1997/11.

Pisząc o Człowieku „przedpotopowym”, który zbudował dla nas „Arkę” twierdziłem, że są to informacje, dzięki którym możemy się dowiedzieć o stanie wiedzy „Noego”. Wiedza ta niejednokrotnie przewyższa nasze dość mętne wyobrażenie o świecie i naszej historii. Dopiero od niedawna nasza nauka zaczęła „doganiać” swoim poziomem to, o czym oni wiedzieli już kilka tysięcy lat temu. O przyczynach tego „zaćmienia” umysłu już pisałem. Tworząc z takim poświęceniem tak ogromne „pamiętniki”, każda z tych wielkich cywilizacji, miała na celu nie tylko to by się „pochwalić” swoim poziomem wiedzy, ale przede wszystkim to abyśmy my Ludzie z „epoki” Człowieka Ptaka nie musieli otwierać już raz otwartych drzwi. I taki właśnie jest prawdziwy i zasadniczy sens budowy tych wszystkich sanktuariów, piramid, głazów przez wszystkie te cywilizacje, ludy, plemiona przed „potopem”- czyli przed wyczyszczeniem „taśmy pamięci” przez „Najwyższego”. Jeśli to co pisałem o cykliczności Wszechświata, o Neandertalczyku, o Konkluzji, o symbolicznym znaczeniu Biblii, o Dualizmie, o Sumerze i o Egipcie jest prawdą, to dlaczego ma nie być prawdą to o czym mówią inne kody i szyfry, o których jeszcze nawet nie wspomniałem? Cóż więc znaczą te wszystkie domysły i hipotezy wobec wiedzy ludzi „przedpotopowych”, którzy swojej wiedzy „dostąpili” z samego źródła prawdy. Jeszcze raz powtarzam, „Arka” została zaplanowana i zbudowana przez człowieka, lecz to co i ile ona zawiera zależy tylko i wyłącznie od tego, który tę „Arkę” nakazał zbudować. Skorzystajmy więc z tej „zahibernowanej” w symbolach wiedzy, po to w końcu została ona stworzona.

W starożytnym Egipcie – Ozyrys i Amon – Re oraz faraonowie, w Grecji – Zeus, w Mezzoameryce Quetzalcoatl, a nawet drewniane figurki z Wyspy Wielkanocnej – wszystkie te przedstawienia boskości, stanowią zakodowaną w podświadomości człowieka reminiscencję, która objawia się w chwilach największej ekstazy lub też gdy życie człowieka kończy swój byt i zmierza świetlistym tunelem ku swemu przeznaczeniu. Na końcu tego tunelu jest „Bóg”, który od najdawniejszych czasów aż do chwili obecnej, objawia nam się zawsze w ten sam sposób. Ci, którzy znaleźli się po tamtej stronie i powrócili z „piętnem” wszechogarniającej miłości najczęściej opisują Go jako starca z siwą brodą. Właśnie ta broda jest najbardziej charakterystycznym i symbolicznym zarazem atrybutem boskości wszystkich Religii i Kultów. Ma to swoje potwierdzenie w najważniejszym „pamiętniku”, czyli w cywilizacji starożytnego Egiptu ale także i w tak egzotycznej i odległej od „Starego Świata”- cywilizacji Azteków.

Aztekowie stanowili ostatnią prekolumbijską cywilizację na terenach Ameryki Północnej i Środkowej. Ich kultura i wierzenia wiele zawdzięczają cywilizacjom wcześniej powstałym na tym terenie Pierwszą i najważniejszą cywilizację stworzyli Olmekowie, którzy pozostawili po sobie tak jak i inni swoją „Arkę”. Ich następcy: Toltekowie i Aztekowie kontynuowali tylko ich dzieło. To co łączy te prekolumbijskie cywilizacje z pozostałymi wcześniej omówionymi, to oprócz wspólnej ideii także sposób w jaki przedstawiani są ich główni bogowie: Quetzalcoatl – (bóstwo z brodą) – „Pierzasty Wąż” i Tlaloc – Bóg Deszczu.

Tak więc, wizja Boga z rzeźb, masek pośmiertnych, mumii faraonów oraz wizerunki głównych bogów: Ozyrysa i Amona – Re w starożytnym Egipcie, (który jest najdoskonalszym przykładem zakodowanej wiedzy), a także i w pozostałych kulturach i cywilizacjach całego świata, jest całkowicie zgodna z wizją boga, doświadczaną przez ludzi w czasie NDE.

Wniosek ten ma bardzo ważne konsekwencje albowiem zachodzi pytanie: czy Człowiek ulegając śmierci klinicznej (NDE), w wyniku Hipoksji „widzi” „Boga”, czy tylko Go sobie „wyobraża”? Czy Człowiek jest „twórcą” „Boga, czy to „Bóg” „witając” Człowieka w „Niebie”, wita go jako swego ukochanego Syna – swoje „dzieło”? Jeśli „prawdą” jest to wszystko co do tej pory napisałem, to „prawdą” jest także i to, co napisane jest w Biblii – I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. – Genesis 1.27.

Czas już pożegnać się z naszym Mężczyzną – drugą połówką w koncepcji budowy sanktuarium Jedności Przeciwieństw. Tej kosmicznej wielkości symbol Dualizmu – Słońca i Księżyca, „Dobra i Zła”, przetrwał do naszych czasów dzięki Wierze i Pracy naszych przodków by we właściwym momencie potwierdzić, że w czasach „przedpotopowych” Człowiek popełnił wielki błąd. Jednocześnie ta „Arka”, niczym kod z Pionieera, ma być „informacją”, która obali wszelkie błędne teorie i hipotezy jeszcze nie w pełni ukształtowanego Człowieka, dzięki czemu wszyscy ci zmarli już jej budowniczowie będą mogli powrócić do „życia”. Te odwieczne marzenie Człowieka może się spełnić tylko dzięki „Opatrzności Bożej”. Gdyby jej nie było – nie miałaby sensu cała cykliczność Wszechświata, a zatem powtarzalność szeroko rozumianego Życia. Wszystko byłoby tylko kwestią przypadku.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Egipt – czyli Mężczyzna, część czwarta – Nogi

Abu Simbel – świątynie w Abu Simbel znajdują się na lewym brzegu Nilu, w regionie zwanym Nubią, nieopodal drugiej katarakty oraz granicy egipsko – sudańskiej. Zespół architektoniczny Abu – Simbel jest na całym rozległym obszarze, na którym faraonowie wznieśli liczne świątynie budowlą najbardziej niezwykłą, a także przedmiotem spektakularnej akcji, przeprowadzonej w latach sześćdziesiątych pod egidą Unesco, związanej z konstrukcją Tamy Asuańskiej. Zabytek w Abu Simbel został odkryty w marcu 1813 r. przez szwajcarskiego podróżnika i orientalistę J. L. Burckhardta, który odnalazł także miasto Petra w Jordanii. Monument składa się z dwóch wydrążonych w skale świątyń z czasów Ramzesa II: większa z nich poświęcona była bogu słońca Re- Harachte, mniejsza zaś bogini Hathor. Wielka świątynia w Abu Simbel ma wyciętą w skale fasadę wysokości około 30 m. i szerokości 35m., z czterema ogromnymi posągami, przedstawiającymi siedzącego Ramzesa II. Każdy z nich liczy po 21 metrów. U stup tych kolosów znajdują się mniejsze figury ważniejszych członków rodziny króla. Ponad wejściem do świątyni, pomiędzy posągami Ramzesa wykonano wizerunek boga Re- Harachte z głową sokoła. Szczytowy karnes fasady zdobi rząd dwudziestu dwóch płaskorzeźb przedstawiających pawiany. Za westybulem mieści się wielka sala, której sklepienie podtrzymuje osiem filarów, a dalej następna sala kolumnowa.

W głębi znajduje się drugi westybul, który wiedzie do sanktuarium – małego pomieszczenia, gdzie odprawiano kultowe rytuały, w zachodnim skraju świątyni. Cztery posągi przed frontem świątyni przedstawiają Ramzesa siedzącego na tronie, uwiecznionego w podwójnej koronie Górnego i Dolnego Egiptu. Liczne figury wokół nóg sięgają mu najwyżej do kolan. Są to wizerunki jego małżonki, Nefertari [trzy z nich] oraz innych krewnych. Trony pokryte zostały wklęsłymi reliefami obrazującymi krainy i ludy podbite w czasie kampanii wojennych za panowania Ramzesa. W sali kolumnowej reliefy obrazują kampanie prowadzone przez króla w Syrii i Libii oraz słynną bitwę z Hetytami pod Kadeszem.

Podkreślenie nadludzkiej natury faraona osiąga swoje apogeum w posągach w sanktuarium – tam, u nie-wielkiego ołtarza z Naos, gdzie spoczywała święta łódź, ustawiono cztery figury głównych bogów tamtego okresu: Ptaha z Memfis, Amona- Re z Teb, Re- HarachteHeliopolis oraz samego faraona. Wielką świątynię zaprojektowano w taki sposób, aby pierwsze promienie wchodzącego słońca, któremu hołd składały dwadzieścia dwa pawiany na górnym fryzie fasady, dwukrotnie w ciągu roku rozświetlały wnętrze budowli, przebiegając przez sale, przedsionki i wpadając do sanktuarium. Tam iluminowały posągi boskiego władcy oraz słonecznych bóstw – Amona- Re i Re- Harachte. Tymczasem posąg Ptaha pozostawał w charakterystycznym półmroku. Ponieważ słoneczne światło docierało bezpośrednio do posągów tylko dwa razy w roku [20 lutego i 20 października], można wysnuć wniosek, że daty te miały związek z ważnymi wydarzeniami z czasów panowania Ramzesa.” cytat: Colin Renfrew, Archeologia

Abu Simbel
Abu Simbel

Każde z poprzednich sanktuariów, swoim kształtem oraz miejscem położenia na mapie, symbolizowało inną część ciała. Piramidy w Delcie Nilu – głowa, świątynie Amona w Karnak i Luksorze, św. Hathor w Denderze, św. Ozyrysa w Abydos i św. Horusa w Edfu – podbrzusze, św. Atona w Tel el- Amarna – serce. Cóż w takim razie może symbolizować, ta świątynia w Abu Simbel, leżąca na samym południowym skraju Egiptu? Logika wskazuje, że mogą to być tylko nogi symbolicznego Mężczyzny.

Nubia - mapa
Nubia – mapa

Jak widać na mapie – Nil wygięty jest w charakterystyczny sposób – niczym sylwetka Mężczyzny podczas największego, szczytowego uniesienia, z olbrzymim fallusem skierowanym ku Kobiecie „leżącej” nad Zatoką Perską. Sylwetka ta nie stoi spokojnie, lecz w wyraźny sposób klęczy (taki jest bieg rzeki). Wiedział o tym także Ramzes II. I na jaki wpadł pomysł nakazując budowę świątyni? Otóż najbardziej charakterystycznym elementem czterech wielkich figur stojących u wejścia do świątyni, są wystające kolana i podudzia. Właśnie taki jest sens zbudowania tej świątyni, właśnie w tym, a nie innym miejscu.

Abu Simbel - wnętrze wiątyni
Abu Simbel – wnętrze świątyni

Pozostałe, tak zagadkowe dla „naukowców” elementy: wnętrze świątyni, promyk słońca w czasie letniego i zimowego przesilenia, oraz symbolika ilości (dwóch) świątyń – świadczących o dualizmie, nie stanowią już dla każdego uważnego czytelnika żadnej tajemnicy, dlatego też jak sądzę nie ma potrzeby bym po raz kolejny je objaśniał.

„W okresie Średniego Państwa rozpoczęto regularny podbój Nubii. W rejonie II Katarakty we wzniesionych przez Egipcjan warowniach stacjonowały garnizony strzegące bezpieczeństwa granic. W okresie Nowego Państwa, władza Egipcjan sięgała do IV Katarakty. Na okupowanym terytorium wznoszono miasta i budowano sanktuaria tebańskiego Amona – Re oraz wprowadzano administrację, której podstawowym zadaniem było ściąganie trybutów. Około 750 r. p.n.e. powstało niezależne królestwo Kuszu, które w czasach największego roz-kwitu sięgało od Hiera Sykaminos (becnej Al. Muharraki) na północy, po VI kataraktę na południu. Ruiny miasta Meroe leżą w pobliżu dzisiejszego Szandi na wschodnim brzegu Nilu, około 200 km na północny wschód od Chartumu. Od jego nazwy pisarze starożytni nadali całemu krajowi miedzy Nilem, Atbarą, Nilem Błękitnym nazwę Insula Meroe – Wyspa Meroe. Królewską rezydencję przeniesiono tam z Napaty – pierwszej stolicy Królestwa Kuszu prawdopodobnie na początku VI w. p.n.e. za panowania Aspelty (593 – 568 r. p.n.e.), jednakże do III w. p.n.e. nadal grzebano władców w Napacie. Historia Meroe obejmuje okres od około 300 r. p.n.e. do 350 r. n.e. Od chwili przeniesienia stolicy państwa kuszyckiego do Meroe wzrosło znaczenie samego miasta, a także południowej części królestwa. W północnym Sudanie, rządzonym przez władców Napaty, za czasów XXV dynastii (około 720 r. p.n.e.) odżyła tradycja grzebania monarchów w piramidach. W Egipcie obyczaj ten wygasł już pod koniec epoki Średniego Państwa.

Najdawniejsze cmentarzysko władców Meroe odkryto w Al- Kuru, na prawym brzegu Nilu. Powstało w całości w okresie napatańskim, a jego najstarszym zabytkiem jest grobowiec Pianchiego (751 – 716 r. p.n.e). Ostatnim królem pochowanym w tej nekropolii był Tanutama-ni. Później potomkowie Pinachiego wznosili piramidy dla siebie i członków swojej rodziny w miejscowości Nuri, na przeciwległym brzegu rzeki, około 9,5 km w górę od współczesnego miasta Taharki. Po nim w Nuri spoczęli kolejni władcy, aż do czasów Nastasena. Następnych grzebano w Meroe, z wyjątkiem kilku pochowanych w Dżabal Barkalu. Piramidy w Meroe wzorowano na monumentach grobowych z okresu napatańskiego. Piramidy meroickie są najdalej na południe Sudanu wysuniętą grupą tych budowli. Królewskie nekropolie znajdują się na pustyni, około 5 km na wschód od miasta. Dzieli się je na trzy grupy – północną, południową i zachodnią. Najstarszy jest Cmentarz Północny, główne miejsce grzebania władców i ich krewnych. Jego najwyższe i najlepiej zachowane piramidy, usytuowane wzdłuż skalistej krawędzi pustyni osiągają ponad 30 m wysokości. Pierwszym pochowanym tam królem był Arakakamani (295 – 275 r. p.n.e.) – identyfikowany z Ergamensem, znanym ze źródeł klasycznych.

Kult Amona rozpowszechnił się w Nubii Pubu w czasach dominacji egipskiej. Później uznano go za oficjalną religię państwa kuszyckiego. Za panowania królów XXV dynastii główna świątynia boga w Tebach cieszyła się niebywałą szczodrością napatańskich władców. W państwie kuszyckim szczególną czcią otaczano tebańskiego Amona-Re. Z inskrypcji królów napatańskich wynika, że nie chodziło im tylko o zdobycie przychylności kapłanów w podbitym przez siebie Egipcie, ale o fakt, iż w ich własnym kraju kult Amona miał wyjątkowe znaczenie.” cytat: Starożytne cywilizacje, numer 45, Nubia I.

W kilkaset lat po zaprzestaniu stawiania w starożytnym Egipcie piramid, nagle bez jakiejkolwiek wytłumaczalnej przyczyny w Królestwie Kusz, reaktywowano kult boga Amona, zaczęto budować takie same choć znacznie mniejsze niż w Egipcie piramidy. Czy było to tylko czyste naśladownictwo i chęć dorównania miejscowym królom i egipskim faraonom? Jak wskazuje na to dotychczasowa „odkodowana” historia cywilizacji Egiptu, takie myślenie z góry skazane jest na porażkę. Rekonstrukcja pierwotnego wyglądu Cmentarza Północnego w Meroe jednoznacznie potwierdza, że cały dotychczasowy wysiłek wszystkich pokoleń egipcjan, od pierwszej do ostatniej dynastii, ukierunkowany był tylko i wyłącznie na zbudowaniu sanktuarium kosmicznej wielkości symbolu mężczyzny na rzece Nil. Ludzie ci, żyli, rodzili się i umierali w przeświadczeniu, że ich trud nie pójdzie na marne. Dzięki korzystnemu rozwojowi wypadków (kult Amona w Kusz), dzieło dziesiątek pokoleń egipcjan, można było doprowadzić do końca. Jak wiadomo Abu Simbel – było symbolem kolan. Brak w tej całej „układance” ostatniej części męskiego ciała.

Meroe

Meroe

Meroe

Meroe

Wygląd Cmentarza Północnego mówi sam za siebie – człowiek „składa się” także i ze stóp. Zakole rzeki Nil między IV a VI kataraktą – czyli Al- Bajjuda, idealnie pasuje, niczym olbrzymi but, na nogę naszego „Kopciuszka” Nawet tak drobny szczegół – jak pięta Achillesa, ma swoją egzemplifikację w postaci małej piramidki. Niesamowite!!

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Egipt – czyli Mężczyzna, część trzecia – Serce

Tak jak świątynia Hatszepsut była tylko drobnym „wybrykiem”, tak to co zrobił faraon Amenhotep IV było już iście rewolucyjnym przewrotem, na który kapłani wtajemniczeni w „misję” cywilizacji Egiptu z całą pewnością nie mogli sobie pozwolić. Faraon ten poważył się na największą świętość i wprowadził kult jednego tylko, podkreślam jedynego boga – Atona, w miejsce odwiecznego kultu boga Amona. Aby zrozumieć niezwykłość i wyjątkowość tego „zamachu”, należy przede wszystkim dociec jakimi motywami mógł kierować się Amenhotep IV. Zacznijmy od charakterystyki obu bóstw.

Amon jedno z najważniejszych bóstw starożytnego Egiptu. Mąż Mut, ojciec Chonsu. Po utożsamieniu z Re stał się naczelnym, bogiem państwa. Od XIV w. p.n.e. posiadał cechy bóstwa uniwersalistycznego, wyobrażany z głową barana lub w czapce z dwoma piórami, wyrocznia w oazie Siwa (IV w. p.n.e.)

Aton – tarcza słoneczna, widzialny przejaw boga Re. Jedyne bóstwo w religii Amenhotepa IV – Echnatona. Przedstawiany jako dysk słoneczny z promieniami zakończonymi dłońmi.

Oba te bóstwa są „personifikacją” tego samego Boga – Re, który w starożytnym Egipcie uznawany był za twórcę wszechświata. Dlaczego wiec to samo w końcu znaczenie tych bóstw tak bardzo wzburzyło kapłanów, iż po śmierci faraona przenieśli stolicę z Tel el- Amarna z powrotem do Teb. Gdyby kult Amona nie miał swego ukrytego znaczenia to być może stolica oraz kult Atona pozostałaby w Tel el- Amarna. Świątynie Amona w Luksorze i Karnaku oraz święto Opet są jednoznacznym dowodem na to, że kult Amona nie był tylko zwykłą wiarą w Stwórcę- Re. Ten dualistyczny kult Kobiety i Mężczyzny był „spadkobiercą” innych dualistycznych kultów znanych z „prehistorii”. Dualizm w swojej symbolice miał być zakodowaną informacją przeznaczoną dla człowieka z czasów Człowieka – Ptaka. Gdyby kult Amenhotepa IV starł z powierzchni ziemi wszystkie te „jednostkowe tropy”, to w jaki sposób ten „głos z przeszłości” miałby do nas dotrzeć? Kapłani nie przeciwstawiali się samej tylko zamianie religii ale ta ich „interwencja” była ocaleniem przed zniszczeniem całego dotychczasowego wysiłku dziesiątek pokoleń.

Tel el - Amarna

Tel el – Amarna

Amenhotep IV przyjął imię Echnaton i w wyjątkowo spektakularny sposób zerwał związki z Tebami. Patrząc na to w jakim miejscu na mapie leży ta świątynia nie ma żadnych wątpliwości, że jest to serce symbolicznego mężczyzny. Zachodzi jednak pytanie: co by się stało gdyby Echnaton nie przeniósł stolicy do Tel el- Amarna? Na mapie Nilu nie byłoby serca. A cóż wart jest, symboliczny nawet człowiek bez najważniejszego dla krążenia krwi narządu? Coś mi się zdaje, że cała ta „afera” była bardzo dobrze wyreżyserowanym wybiegiem aby owo serce umieścić tam, gdzie powinno być jego miejsce.

Tel el - Amarna

Tel el – Amarna

I dalej, zdaje mi się, że miłość Echnatona do Boga- Re nie pozwoliłaby mu na to, aby bez jego zgody zniekształcić, a tym samym i zniweczyć, tak od wieków pieczołowicie realizowany plan. Jeśli więc Echnaton „wykonywał” zamysł „Siły Wyższej”, to kapłani wcale nie musieli o tych zamiarach wiedzieć. Z tego wynika, że przeniesienie stolicy było zamierzone i wykonane z taką samą precyzją, jak wszystkie inne do tej pory budowle i świątynie. I dalej, jeżeli było to zamierzone, to Echnaton musiał mieć jakiś szczególny, bezpośredni i osobisty kontakt z samym „Stwórcą” – Bogiem- Re.

W jaki sposób mogło się to odbyć można się tylko domyślać. Echnaton nie był „obrazoburcą i gwałcicielem” kultu Amona, a tylko „pośrednikiem” w realizacji poważne go zadania – zbudowania świątyni, która będzie symbolem serca mężczyzny. Czy wiedzieli o tym kapłani – nie koniecznie. Było to bardzo nietypowe i wyjątkowe jednakże konieczne zadanie. Ogromna miłość do Boga kazała mu być odstępcą od wiary przodków, ale Echnaton wcale takim odstępcą nie jest. Z tego też względu Amenhotepowi IV należy się? ze strony historyków i archeologów pełna i zasłużona rehabilitacja.

Na koniec jeszcze jedna sprawa. Biorąc wszystko powyższe pod uwagę można stwierdzić, iż Kult Atona nie był „falstartem” we wprowadzaniu Religii monoteistycznej, ponieważ Religia, jak to próbowałem udowodnić w Egipcie wcale nie była „potrzebna”, ale przemyślanym działaniem „apostaty” Amenhotepa IV. Kult Atona faraona Amenhotepa IV stanowił jeszcze przed Judaizmem, Chrześcijaństwem i Islamem, pierwszą oficjalną Religię monoteistyczną, które to Religie dopiero w następnych wiekach zapanują nad większością politeistycznych religii na całym świecie.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Kobieta, Mężczyzna, Dziecko – nowe Życie

Kobieta

Kobieta

Mężczyzna

Mężczyzna

Dziecko - nowe życie

Dziecko – nowe życie

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Edfu – czyli Dziecko

„Cmentarze królewskie w Tebach Na wschodnim brzegu Nilu, około 500 km. na południe od Kairu, tam gdzie znajduje się dzisiaj miasto Luksor, leżało starożytne Waset, lepiej znane pod grecka nazwą- Teby. Była to stolica Egiptu w czasach Nowego Państwa (1550 – 1070 r. p.n.e.) i jedna z największych metropolii starożytności. Dzisiaj o wielkości i chwale dawnych Teb świadczą tylko ruiny tamtejszych świątyń. Tebańskie cmentarzyska, którymi władali Ozyrys (pan zaświatów), Anubis (opiekun mumifikacji), leżą bardziej na zachód, na drugim brzegu Nilu, na zboczach wzniesień, które w tej okolicy dochodzą do samej rzeki. Według wierzeń to właśnie na zachodzie Re, bóg słońca, kończył w swej boskiej łodzi dzienną podróż po nieboskłonie, pogrążał się w głębinach świata nocy. Tutaj chowani byli królowie i książęta, małżonki faraonów i innych egipskich dostojników, artyści, ludzie żyjący z pracy swoich rąk, a nawet ubodzy, którzy nie mając środków na budowę prawdziwego grobu, wybierali na miejsce wiecznego spoczynku proste jamy wygrzebane w kamienistym gruncie. Królewskie grobowce pod Tebami umiejscowione są głównie w dwóch osobliwych miejscach na północnym i południowym skraju nekropolii: w Dolinie Królów i Dolinie Królowych. Pomiędzy nimi znajdują się groby Egipcjan innych stanów (błędnie zwane „grobami możnych”), różniące się od grobowców królewskich architekturą i przede wszystkim wystrojem. Odnaleziono tam ponad pięćset grobowców, w miejscach noszących obecne nazwy: Asasif, Dra Abu el-Naga, el-Khokha, Sheikh Abd el-Qurna, Qurnet Murai, Deir el-Medina, Deir el-Bahri.

Budowa własnego grobowca, w którym miało nastąpić odrodzenie zmarłego króla, stanowiła jeden z głównych celów życia każdego z faraonów. Na ogół miejsce wybierano już we wczesnych latach rządów faraona i przygotowywano plan grobowca, wyszczególniając nie tylko elementy architektoniczne, ale również ozdoby i passusy z różnych tekstów rytualnych, umieszczane na ścianach. Miało to umożliwić zmarłemu królowi pokonanie licznych przeszkód w drodze ku zaświatom oraz ostateczne odrodzenie po zjednoczeniu się ze Słońcem. Plany królewskich grobowców są dość skomplikowane, ale zwykle zawsze projektowano schody, długie, wydrążone w skale przejście łączące jedną lub więcej sal ze znajdującą się na jego końcu komnatą pogrzebową (zwaną „złotym pokojem”; złoto było materiałem, który symbolizował nieskalane boskie ciało). Tam składano sarkofag faraona, i tam też, wedle wierzeń starożytnych Egipcjan, król zamieniał się w istotę boską. Z grobowej komnaty jego dusza wznosi się do niebios, by połączyć się z bogiem słońca Re.

W okresie Nowego Państwa ów proces przedstawiano symbolicznie poprzez łukowate sklepienie, na którym przedstawiano boginię Nut [personifikację nieba]. Grobowce XVIII Dynastii od tych z czasów XIX dynastii odróżnia pewna architektoniczna osobliwość. W starszych grobach korytarz prowadzący w dół skręca w lewo lub w prawo, zwykle pod kątem 90o, lecz w późniejszych wiódł prosto, nieco płycej. Ściany i mury ozdobione były wielobarwnymi reliefami, które przedstawiały sceny z zaświatów oraz drogę, jaką, miał do przebycia faraon. Aby dostać się do królestwa Ozyrysa musiał on przejść wiele prób. Teksty umieszczone na ścianach czerpano z utworów o treści religijnej (takich jak: Księga Amduat, Księga Umarłych, Księga Bram, Księga Jaskiń, Księga Ziemi, czy Litania do Re) oraz komentarzy do nich, często z odnośnymi rycinami. Dzięki tym tekstom zmarły zapoznawał się z magicznymi zaklęciami, koniecznymi do przezwyciężania trudności związanych z podróżą do nieba. cytat: Colin Renfrew, Archeologia.

Nekropolia w Dolinie Królów stanowi „niematerialny” wkład w symbolikę Mężczyzny – rzeki Nil. Równie ważna jak Kosmologia i Teologia Egipskiej Religii jest jej aspekt Antropologiczny dotyczący rzeczy ostatecznych, rozważający zagadnienie – co się dzieje z człowiekiem po jego śmierci. Jak wiadomo egipcjanie wierzyli, że człowiek żyje tak długo, również „na tamtym świecie”, jak długo zachowa swoje ciało, (które według nich jest siedliskiem duszy), w możliwie jak najbardziej nienaruszonym stanie. Osiągnąć to można było tylko poprzez zastosowanie mumifikacji. Egipcjanie wierzyli, że tak jak Ozyrys – zamordowany przez Seta powraca do życia dzięki narodzinom Horusa, który pokonał wroga swego ojca, tak każdy ze zmarłych i pochowanych w nekropolii Teb, a także i inni w całym Egipcie, powrócą kiedyś do życia zmartwychwstając w nowym lepszym świecie. Starożytni egipcjanie podobnie jak ich poprzednicy, a później jak się okaże i ich następcy, rozumieli to jednak zbyt dosłownie.

Całą sprawę ponownych narodzin należy rozumieć nie jako powrót do życia, do materialnego ciała, które do tego stopnia się ożywi, że zmarły człowiek nagle wstanie, otrzepie pył ze swoich kilku tysiącletnich kości i zacznie wykonywać te czynności jakie do tej pory – czyli przed śmiercią wykonywał, ale powrót do życia tego człowieka w formie niematerialnej. Jak taki powrót do życia mógłby wyglądać próbuję wyjaśnić to w rozdziale poświęconym mózgowi człowieka. Za sprawa „Boga – Stwórcy” , „film człowieka” czyli egipskie Ka i Ba, mógłby powrócić z miejsca czasowego tylko „pobytu”- „Nieba” na „Ziemię”. Ale aby to nastąpiło, człowiek musi być do tego przygotowany. Jednakże to nie my będziemy o tym decydować, może to nastąpić tylko w odpowiednim ku temu czasie.

Potwierdzeniem tego, że egipcjanie są świadomi „powrotu do życia” jest sposób w jaki projektowano grobowce. Ta architektoniczna osobliwość – skręcających pod kątem 90 stopni korytarzy, swoją symboliką nawiązuje do pochówków dokonywanych w czasach gdy Człowiek Kromanioński żył nie z pracy swoich rąk, tylko ze zbieractwa i myślistwa. Ludzie w tamtych czasach chowali swoich zmarłych w pozycji embrionalnej, ze szczególnym uwzględnieniem południkowego ułożenia ciała w tym grobie. Jeśli przypomnimy sobie w jaki sposób najczęściej przebiega poród u człowieka, oraz w jakim kierunku możliwy był „poród” u naszej symbolicznej Kobiety – czyli Międzyrzecza Eufratu i Tygrysa, to tym łatwiej uświadomimy sobie, że kierunek tego pochówku jest tożsamy z ułożeniem embrionu w brzuchu kobiety. Z tego wszystkiego wynika jeden bardzo ważny wniosek: Pochówki te nie były tylko pożegnaniem się ze zmarłym. W rzeczywistości, embrionalne ułożenie zmarłego miało symbolizować powrót do „Matki Ziemi” (z prochu powstałeś i w proch się obrócisz), jednakowoż po pewnym czasie dzięki inspiracji „Boga – Stwórcy” – miał narodzić się na nowo. W całej „przedpotopowej” Euroazji, pochówki zmarłych przeważnie odbywały się zgodnie z tym samym rytuałem (w pozycji embrionalnej i głową na południe).

Konkludując można stwierdzić, iż starożytny Egipt zasługuje na miano spadkobiercy „przedcywilizacyjnych” kultur oraz, że pochówki zmarłych w gruncie rzeczy były tylko przygotowaniem do „ponownych narodzin”. Świątynia Ozyrysa w Abydos jest symbolem poprzedniego życia zaś Świątynia Hathor odzwierciedla „piękno” rodzącego się „nowego” Człowieka. Czyżby egipcjanie nie „upamiętnili” najważniejszej osoby w tej rodzinie – ich dziecka Horusa? Nic podobnego, nie zapomnieli i o nim. Tym „nowym”, rodzącym się w bólach Człowiekiem, którym to właśnie my jesteśmy jest Świątynia Horusa w Edfu – leżąca niedaleko Teb. Została ona zbudowana w okresie panowania greckich Ptolemeuszów (237 – 57 r. p.n.e.). Świątynia Horusa swoim planem zabudowania w doskonały sposób symbolizuje sylwetkę dziecka.

Edfu

Edfu

Nie jest to już zespół kilku dziedzińców i kolumnad ale jednobryłowy kompleks składający się z jednego dziedzińca i kilku pomieszczeń. Pierwsza wejściowa brama – to stopy małego Horusa, zaś korpus jego ciała wraz z głową, tworzy jedną całość. Tak jak u małego dziecka, można wyróżnić: dość duży brzuch, małe płuca i szyję oraz proporcjonalną w stosunku do reszty ciała dużą głowę. Całość tego wyjątkowego w swoim rodzaju kompleksu powoduje, iż tej figury nie można pomylić z dorosłym człowiekiem. Jakie jest symboliczne znaczenie tej świątyni, już wiemy, dodam tylko, że jej usytuowanie jeszcze raz potwierdza logikę takiego a nie innego wyboru. Nowo narodzony człowiek nie znajduje się w okolicy Delty Nilu ale poniżej olbrzymiego załomu rzeki – Fallusa, w pobliżu swego poczęcia – czyli świątyni Amona: Karnaku i Luksoru.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Karnak (Święto Opet) – czyli męski czynnik powstawania Życia

Karnak – Wielka Świątynia Amona stanowi najbardziej imponujący zespół sakralny starożytnego Egiptu. Leży około 2 km na północ od obecnego Luksoru w Górnym Egipcie. Pomiędzy tymi dwoma miejscami rozciągała się niegdyś wspaniała stolica Nowego Państwa – zwana przez Egipcjan Waset, przez Greków zaś Thebai – którą my znamy jako Teby. Budowę kompleksu świątynnego rozpoczęto w okresie Średniego Państwa, podczas panowania Senusreta I, a trwała ona ponad dwa tysiące lat, przy czym, struktura kompleksu nie uległa zmianie przez całą epokę Nowego Państwa [1550 – 1070 r. p.n.e]. Każdy z faraonów starał się na tym kamiennym symbolu wczesnych wierzeń pozostawić własny ślad, wnosząc nowe budowle bądź burząc inne, wzniesione przez poprzedników. Dwa ciągi budowli zostały wzniesione między dziesięcioma pylonami (z greckiego pylon – „brama”) wielkimi, monumentalnymi wrotami łączącymi dziedzińce i inne struktury architektoniczne. Pierwszych sześć pylonów znajduje się na osi wschód- zachód, cztery następne wybudowano wzdłuż osi północ-południe.

W czasach Średniego Państwa (2040 – 1640 r. p.n.e.) na terenach Karnaku powstało pierwsze sanktuarium [po którym nie pozostały już żadne ślady] przyległe dodziedzińca Achmenu Tutmozisa III. Podczas panowania pierwszych faraonów XVIII dynastii (1550 – 1307 r. p.n.e.) świątynię rozbudowano. W okresie XIX dynastii (1307- 1196 r. p.n.e.) rozpoczęły się prace nad budową nowej sali kolumnowej. Pod koniec Nowego Państwa (1550 – 1070 r. p.n.e.) wzniesiona została świątynia Chonsu, a za rządów faraona Nektanebo (380 – 362r. p.n.e.) z XXX dynastii, lub nieco później, zaczęto budowę pierwszego pylonu, który obecnie stanowi wejście do świątyni. Lecz jaka funkcję pełniła ta wspaniała świątynia, którą każdy z faraonów starał się powiększyć (lub przynajmniej upiększyć) i gdzie, według informacji uzyskanych z papirusów Harrisa, przebywało ponad dwadzieścia tysięcy kapłanów kultu Amona?

Starożytni Egipcjanie zwali świątynię w Karnaku „Ipet isut” (miejscem wybranym) i była to siedziba wielkiego haremu Amona, czyli „Ukrytego” , króla wśród posągów. To stąd – raz w roku, podczas święta Opet przypadającego na koniec lata – wyruszała procesja do sanktuarium w Luksorze, czyli do „Ipet resyt” (południowego haremu), jak mawiano w starożytności. Boski wizerunek Amona wynoszono z przybytku w otoczonej największą tajemnicą części świątyni i umieszczano w symbolicznej łodzi wykonanej z pozłacanego drewna, która nastę-pnie była transportowana na barkach kapłanów do centralnej części świątyni, gdzie stał wielki obelisk. Tam przybywały też łodzie Mut (boskiej małżonki Amona) i ich syna Chonsu, zabierane z ich własnych sanktuariów. Procesja przystawała na rozległym dziedzińcu świątyni w oczekiwaniu na łódź królewską, przybywającą od północy. Następnie, po dokonaniu przez faraona rytualnych ablucji, procesja opuszczała świątynię i kierowała się ku przystani pływającej na zbiorniku wodnym zaraz za pierwszym pylonem. Wówczas każdą z łodzi umieszczano na ceremonialnej tratwie holowanej po Nilu aż do Luksoru. Tam pochód formował się na nowo pośród wiwatujących tłumów i Amon z Karnaku wkraczał do swego „południowego haremu”. W świątynnym sanktuarium odprawiano skomplikowane rytuały poświecone upamiętnieniu boskich narodzin władcy. W panującym półmroku matka króla była symboicznie zapładniana przez Amona, który przyjmował postać jej ziemskiego małżonka, poczynała nową istotę: Boskiego syna – faraona. Jako ziemski przybytek Amona, świątynia w Karnaku była zatem architektonicznym wyrazem religijnych i politycznych idei, według których król łączył w sobie pierwiastek boski z ludzkim, niebo z ziemią, zapewniając wieczny dostatek swemu krajowi. Właśnie dlatego faraonowie poświęcali karnackiemu sanktuarium szczególną uwagę – w efekcie stało się ono największym zespołem świątynnym starożytnego Egiptu. cytat: Colin Renfrew, Archeologia.

Karnak

Karnak

Podsumowanie tego cytatu świadczy o niezrozumieniu, zarówno intencji ceremonii Święta Opet, jak również i symbolicznego znaczenia budowy tego zespołu dwóch, jakże odmiennych w swoim charakterze, sanktuariów. Myślę, że na temat znaczenia tych świątyń – Luksoru  – Kobieta i Karnaku – Mężczyzna (świątynia Ramzesa III – fallus), usytuowanych poniżej łuku rzeki – czyli fallusa Człowieka – Słońce, tak dużo zostało już „powiedziane”, że za cały komentarz wystarczy tylko parę uwag.

Ta świątynia już nie tylko „mówi”, ale wręcz „krzyczy” do nas, całą swoja symboliką, z głębin ponad czterotysiącletnich dziejów. Znaczeniem tych świątyń: Luksoru i Karnaku jest nie tylko odradzanie się faraona, ale to o czym mówią egipskie mity – czyli Odradzanie się Życia w wymiarze kosmicznego „Megacyklu”. Są to takie same w swojej idei ceremonie, jakie wcześniej odbywały się w całej „przedcywilizacyjnej” Europie jak i na całym świecie w każdym jego zakątku, odkąd Człowiek „uzyskał” świadomość „Boskiej” nad nim opieki.

Karnak makieta

Karnak makieta

To, że zespół świątyń Luksoru i Karnaku jest symbolem Dualizmu, takiego samego jak w Carnac i dolmenów Bretanii oraz Newgrange i Tara – Dom Cormaca, najdobitniej świadczy, (oprócz ich wspólnej idei), jednakowe nazewnictwo męskiego „czynnika” powstania życia: Carnac, Karnak i Dom Cormaca. Oznaczają to samo, choć funkcjonowały w różnych kulturach i w różnym czasie. Wynikać z tego może tylko jedno – miejsca te łączyła jedna Idea i jedna Wiedza.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Egipt – czyli Mężczyzna, część druga – podbrzusze

Abydos Święte Miasto. Największa nekropolia w Egipcie, wykorzystywana już 3100 lat p.n.e. Tutejsza świątynia Sethy I (1305 – 1290) z IX Dynastii, poświęcona bogowi podziemia Ozyrysowi, należy do najlepiej zachowanych budowli sakralnych w tym kraju. Syn faraona Ramzesa II , który również wzniósł tu świątynię, często uważa się go za biblijnego władcę Egiptu, przed którym Izraelici uciekli na pustynię. Równie imponująca jest dziwna świątynia, zwana Ozyrejonem, niegdyś uważana za grobowiec, bardzo tu czczonego Ozyrysa. Opowieści o jeszcze jednej budowli w pobliżu świątyni Sethy I potwierdziły się dopiero pod koniec XIX wieku, kiedy Margaret Murray znalazła ją poniżej, zasypaną piaskiem. Prace wykopaliskowe prowadził tu w 1912 roku prof. Naville. Zbudowana z potężnych „cyklopowych bloków”, przypomina świątynię stojącą u stup Sfinksa w Gizie.” cytaty: Colin Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

To ostatnie zdanie definitywnie wyjaśnia znaczenie Sfinksa i stojącej u jego stup świątyni. Do tej świątyni podąża człowiek z rzeźby Sfinksa. Tą świątynią sprzed Sfinksa, podobną w swojej symbolice do świątyni w Abydos (Ozyrejon) – jest Ozyrys, którego znaczenie jest już znane. W poprzedniej części tego rozdziału, bardzo ważnym dla jego zrozumienia było rozmieszczenie poszczególnych piramid na planie rzeki Nil. Ta logiczna, w swoim wyrazie kolejność, została zachowana także i w pozostałych budowlach i świątyniach. Delta rzeki – symbolizuje głowę. Od Abydos, aż do pierwszej katarakty – rzeka swoim kształtem przypomina wszystkie najbardziej charakterystyczne dla mężczyzny części podbrzusza. Każde z tych części, wraz z odpowiadającymi im poszczególnymi świątyniami, będzie po kolei omówione. Abydos (Ozyrejon) – jest świątynią i siedzibą Ozyrysa. Leży ona na wysokości pępka Człowieka – Nilu. Wszystko się zgadza. Jesteśmy w symboliczny sposób połączeni pępowiną z naszym „poprzednikiem”, żyjącym na „poprzedniej” Ziemi. Jak już wspomniałem akuszerem jest Bóg – Stwórca. Ten ślad na brzuchu, jest symbolicznym „znakiem” przypominającym nam, iż nie jesteśmy pierwszym „pokoleniem” w tym wirującym kręgu życia i śmierci.

Dendera Świątynia Hathor. Powstała znacznie później, bo dopiero za czasów rzymskich (między 30 r. a 14 r. n.e.) i jest przedmiotem zażartych sporów. Poświęcona bogini nieba i płodności, żonie boga Horusa, stoi samotnie na skraju pustyni pomiędzy Luksorem a Abydos. Jak ustalili archeolodzy, budowlę wzniesiono na miejscu starszej świątyni, której wiek budzi kontrowersje. Możliwe, że oryginalną świątynię zbudowano w surowym, monumentalnym stylu Ozyrejonu z Abydos. Potężne kamienne bloki architrawów świadczą, że twórcy świątyni Hathor mogli się wzorować na stylu starszej budowli. Owiana mgłą tajemnicy, świątynia zdecydowanie przywodzi na myśl styl wcześniejszych grobowców dynastycznych. Niedawno odkryto, że do Dendery udawali się Egipcjanie w nadziei na cudowne uzdrowienie, tak jak dziś czynią to pielgrzymujący do Lourdes.”

Ogólnie rzecz ujmując bogini Hathor jest symbolem piękna Człowieka, które powinno być w każdym z nas. Gdyby przymioty bogini Hathor, czyli Miłość, Piękno i Zdrowie rozgościły się i zapanowały w naszych sercach – miłość, umyśle – piękno, ciałach – zdrowie, to o ileż „piękniejsze” i „bezproblemowe” byłoby nasze życie? Bogini Hathor wskazuje nam w jakim kierunku powinna zmierzać zmiana w naszych charakterach. Świątynia Hathor na mapie Egiptu znajduje się w miejscu, które potocznie nazywamy splotem słonecznym. Jest to największy z autonomicznych splotów nerwowych. O jego symbolicznym znaczeniu, świadczy odkryty w jednej z kaplic na dachu świątyni Ozyrysa, zegar słoneczny oraz zodiak składający się z dwóch nałożonych na siebie tarcz z konstelacjami gwiezdnymi. Ten słoneczny zegar jest symbolem splotu słonecznego, zaś zodiak symbolizuje różnorodność charakterów, co potwierdzają „naukowe” teorie „nawiedzonych” astrologów.

Luksor Wielka Świątynia Amona. Świątynia w Luksorze, podobnie jak ta w pobliskim Karnaku, leży na miejscu danych Teb w południowym Egipcie. Około 2160 r. p.n.e., kiedy Egipcjanie podbili okoliczne ziemie w Nubii, Etiopii i Libii, Teby przejęły od Memfis funkcję stolicy imperium. Wznoszone z rozmachem potężnie świątynie i pałace miały wywrzeć odpowiednie wrażenie na podbitych ludach. Dziś ruiny w Luksorze nazywa się jednym z największych na świecie muzeów pod gołym niebem. Świątynia była poświęcona bogowi płodności Amonowi, później uznanemu za króla bogów. Wznieśli ją w większości dwaj faraonowie, Amenhotep III (1391-1353 r. p.n.e.) i Ramzes II (1290- 1224 r. p.n.e.), a następnie rozbudowali Tutenchamon i Aleksander Wielki”

Trasa święta Opet

Luksor

„Liczące 260 m długości świątynia od frontu ozdobiona była sześcioma potężnymi posągami Ramzesa II. Wielu uczonych uważa ją za najważniejsze miejsce wykopalisk w Egipcie i niewątpliwie należy do miejsc najpiękniejszych. Egipskie świątynie nie były miejscami kultu dla wszystkich; oprócz kapłanów mogli do nich wchodzić tylko nieliczni. Wnętrza, w których faraonowie i kapłani kontaktowali się z bogami, kryły święte tajemnice. W Tebach, jak się przypuszcza, miały one charakter głównie seksualny, według mitologii egipskiej świat powstał bowiem w akcie masturbacji, a świątynia była poświęcona Amonowi, bogowi płodności, przedstawionemu z członkiem w  erekcji. W czasie corocznego wylewu Nilu posąg Amona przewożono łodzią z Karnaku do Luksoru, celebrując związek Boga z jego żoną Mut, boską matką. Obie świątynie łączyła ceremonialna aleja sfinksów, z której do dziś zachowało się tylko ostatnich 200 metrów; reszta przykryta jest przez współczesne miasto. Za wejściem znajduje się dziedziniec Ramzesa II z posągiem faraona w północno wschodnim narożniku. Wielka kolumnada prowadzi stąd na dziedziniec Amenhotepa III przed główną świątynią, gdzie faraon uczestniczył w sekretnym rytuale w najbardziej wewnętrznym sanktuarium. Jedno z pomieszczeń zamieniono później na świątynię rzymską.” cytat: Colin Renfrew, Archeologia

„Pod wieloma względami świątynia w Luksorze jest najbardziej tajemniczą budowlą sakralną w Egipcie. Przez wieki nikt nie potrafił wyjaśnić dlaczego jej zabudowania wyginają się, tak jakby plany zmieniano w trakcie budowy. Kiedy w 1937 roku dotarł tu Rene Schwaller de Lubicz, piękno i harmonia świątyni przekonały go, że ten kształt nie może być dziełem przypadku. Jego zdaniem kompleks zbudowano na aż trzech osiach, wzorując się na ludzkim ciele, dzięki czemu powstała „Świątynia Człowieka”. Kunsztowne proporcje pokazują, jak Egipcjanie przy pomocy matematyki stworzyli ciało Amona, by móc czcić je dosłownie od środka.”

Luksor makieta

Luksor makieta

Najpierw mała dygresja. Mauzoleum geniuszu egipcjan z Delty Nilu zostało zbudowane na terenach, które odpowiadały ich symbolicznemu znaczeniu. Ze względu na to, że panowanie Egiptu za czasów IV Dynastii nie sięgało aż tak daleko, nie mogły powstać sanktuaria męskiego podbrzusza. Tym samym ten zakodowany w pamięci plan budowy na rzece Nil – symbolicznego człowieka musiał czekać jak się okazało aż kilkaset lat. Od Starego Państwa, poprzez Średnie, aż do Nowego Państwa – to szmat czasu. W tak długim okresie oczekiwania, nie jedna ale nawet i kilka ideii mogłoby ulec zapomnieniu. Jakaż to ogromna siła wiary musiała nieustannie zaprzątać umysły tych ludzi. Pomagały im w tym z pewnością mity i rytualne ceremonie. Ale cóż warte byłyby ceremonie bez kapłanów. To wśród nich przetrwała nie tylko wiara i nadzieja ale przede wszystkim konkretna wiedza, o tym dla kogo i w jakim celu budowano wszystkie te „niepotrzebne” i ogromie kosztowne piramidy i świątynie.

Luksor plan

Luksor plan

Rola kapłanów była, jest najmniej wdzięczna w zachowaniu tej tajemnej wiedzy. Kapłani musieli przekazywać ją sobie z pokolenia na pokolenie, pozostając przy tym w „cieniu” oficjalnych ceremonii. Tak więc dopiero Średnie Państwo rozszerzyło zasięg swojego panowania nad Nilem, a w okresie Nowego Państwa wyposażono symbolicznego Człowieka – rzekę Nil w imponderabilia męskiego Ego. Rację miał Rene Schwaller de Lubicz. Rzut Świątyni w Luksorze ucina wszelkie dyskusje. Aby się o tym przekonać nie potrzeba już wznosić się w powietrze – (Kult Człowieka Ptaka). Wystarczy tylko jedno spojrzenie na usytuowanie Dziedzińca Ramzesa II, Kolumnadę Amenhotepa III i Dziedziniec Amenhotepa III aby stwierdzić, że Świątynia w Luksorze jest zarysem zgrabnej, jakby na nią nie patrzeć – kobiety. Sam fakt zbudowania świątyni na trzech osiach niewątpliwie wskazuje na to, że pozycja jej ciała jest wprost wymarzona by zagościł w niej jakiś męski „wizytator” i by pozostawił w niej „dowód męskości”. Jej powyginany kształt jest zamierzony – symbolizuje pozycje kobiety wygiętej w miłosnym szale uniesień.

Dziedziniec Ramzesa II – to nic innego tylko najważniejsza dla ludzkiej prokreacji część kobiecego ciała. Na zdjęciu dokładnie widać, że dwa obeliski (jeden z nich znajduje się w Paryżu), stojące u wejścia do świątyni – symbolizują Labia Majora, zaś kolumnada wewnątrz tego dziedzińca jest zarysem Macicy. W tym miejscu należy przypomnieć, iż takie samo znaczenie miały: Newgrange, Stonehenge, Ziggurat w Sumerze i setki, tysiące innych „tajemniczych” budowli powstałych przed, a także i po cywilizacji starożytnego Egiptu.

swiatynia-w-luksorze

Świątynia w Luksorze

Wejście do Świątyni Kobiety podkreślają wysokie na 24 metry pylony – boczne ściany świątyni. Po obu stronach wejścia stoją potężne posągi faraona Ramzesa II. Te potężne pylony – to nic innego jak równie potężne w swoim wyglądzie pośladki naszej Kobiety, natomiast posągi – symbolizują Labia Minora. Kolumnada Amenhotepa III znacznie wyższa od Dziedzińców to – jakże wąska i smukła talia Kobiety. Pozostałe elementy są już łatwe do odgadnięcia. Ogrom powierzchni Dziedzińca Amenhotepa III – swoimi proporcjami dokładnie odpowiada sylwetce człowieka. Za Dziedzińcem, znajduje się bardzo szczegółowo „opisana” głowa, widać: szyję, usta, nos, mózg z jego najważniejszym pomieszczeniem symbolizującym szyszynkę człowieka. Reasumując: można bez obaw o pomyłkę stwierdzić, iż wszystkie te „dziedzińce i kolumnady” wręcz idealnie „naśladują” anatomię kobiecego ciała.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Mity – „bajki” wiodące do prawdy

„Baśń jest pomostem prowadzącym do prawdy” – to kolejne bardzo mądre przysłowie arabskie. Mając to na uwadze, poniżej przedstawiam najważniejsze osoby „dramatu” jaki rozegrał się co prawda tylko w egipskiej mitologii, ale dzięki temu każdy z czytelników będzie mógł się dowiedzieć kogo lub też co one symbolizują.

Re – Bóg Słońca – utożsamiany z Amonem-Re. Uważany w starożytnym Egipcie za twórcę Wszechświata. = Re w naszej opowieści także symbolizuje Boga – Stwórcę.

Ozyrysbóg świata podziemnego – był zarazem bogiem płodności. = Ozyrys symbolizuje to Życie, które już było w poprzednim „Megacyklu”.

Setbóg burzy i chaosu – zamordował swego brata Ozyrysa. = Set jest niczym innym tylko „powrotną częścią „Megacyklu”, końcowym kolapsem „Wszechświata”.

Izyda małżonka Ozyrysa i matka Horusa. = Izyda symbolizuje Ewolucję Życia na Ziemi a w szczególności Ewolucję Człowieka – jest naszą symboliczną Matką.

Horusbóg nieba – syn Izydy i Ozyrysa. Jego śmiertelnym wrogiem jest Set. Horus i Set walczą ze sobą odwieczną i zaciętą walkę. = Horusem jesteśmy właśnie my – ludzie rozumni. Żyjemy w szczęśliwym czasie.

Hathormałżonka Horusa – bogini miłości, kojarzona później z grecką Afrodytą. Była też boginią piękna i powrotu do zdrowia. = Wszystkie jej przymioty: miłość – to dobroć dla bliźniego, piękno – to „piękny” charakter, zaś zdrowie – to „zdrowy” styl życia. Hathor jest symbolem „piękna” człowieka przyszłości – czyli Horusa. W wyniku „śmierci” poprzedniego Życia w poprzednim „Megacyklu” – czyli Ozyrysa, oraz dzięki Bogu – Stwórcy – czyli Re, może odrodzić się Życie. Życie to odradza się dzięki Izydzie – czyli Ewolucji. My zaś jesteśmy owym Horusem, który na razie „panuje” nad Setem – czyli końcowym etapem Życia całego Wszechświata. Jednakowoż w końcu także i my będziemy takim samym Ozyrysem jak poprzedni Ozyrys. Dzięki inspiracji Amona-Re i tylko dzięki niemu może po czasie panowania Seta panować Horus – Ozyrys.

Tak oto „bajki” doprowadziły nas do prawdy. Nie zapominajmy wszakże i o innych nie mniej ważnych postaciach „dramatu”.

Apiskult byka najwcześniej rozwinął się na terenach Delty. W Heliopolis czczono byka o imieniu Mnewis. Mnewis był czarny i wyróżniał się bujna sierścią i dużymi jądrami. W Górnym Egipcie czczono przede wszystkim byka o imieniu Buchis. Nad wszystkimi świętymi bykami dominował jednak Apis – wcielenie memfickiego Ptaha, a także Ozyrysa.

Ptahbóg – opiekun rękodzielników i artystów. Jego małżonką była Sachmet – bogini Lwica. Apisa i Ptaha w całej tej „układance” należy rozumieć jako symboliczną personifikację męskich narządów rozrodczych Bóg Apis – symbolizuje olbrzymie, jak to u byka – jądra, zaś Ptah – fallusa. Żeńskim odpowiednikiem narządów płciowych jest lwiogłowa Sachmet. Symboliczne znaczenie Kultu Byka Apisa, jest podobne do budowanych w całej „prehistorycznej” Europie menhirów i megalitów np. Carnac.

Thotbył panem czasu, opiekował się władcą świata podziemnego Ozyrysem. = Thot podobnie do „obecnie nam panujących” Religii Monoteistycznych, pełnił rolę „Ducha Świętego”- czyli była to siła sprawcza, dzięki której „Bóg – Ojciec” realizował swoje zamierzenia.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Tajemnica piramid w Gizie

Do omówienia została nam jeszcze najefektowniejsza część tego rozdziału – są to najcenniejsze „klejnoty” w kolekcji ludzkiej przemyślności, dorównujące swoją wielkością nawet najświetniejszym osiągnięciom współczesnej nauki i techniki. W tak prostej formie zawrzeć tak skomplikowaną w swojej treści wiedzę nie było łatwo. Przy czym informacje te musiały przetrwać kilka tysięcy lat w nienaruszonym stanie nieodczytane przez przypadkowych „podglądaczy”, a jednocześnie powinny być tak łatwe do odczytania, by każdy po ich odkodowaniu uznał je za prawdopodobne. Cała ta „zakonspirowana” wiedza tak nawiasem mówiąc jest w tej chwili naszym współczesnym „dostępna”. Należy jednak pamiętać, że nasi przodkowie już pięć tysięcy lat temu a nawet i wcześniej byli w jej posiadaniu. Fakt, że ci tak „prymitywni” w stosunku do nas „wykształconych” wiedzieli to samo, a może nawet i więcej, z pewnością stanowić musi sporą niespodziankę jednakowoż była ona zamierzona. Moment odkodowania „zahibernowanej” wiedzy miał być i powinien być przełomem w zrozumieniu przeszłości a także i przyszłości człowieka.

„Piramidy w Gizie stoją na płaskim, skalnym wzniesieniu wysokości około 40 metrów, na północno – wschodnim ostańcu skarpy libijskiej – skąd dojrzeć można odległą deltę Nilu. Zapewne właśnie owo górujące położenie wpłynęło na wybór tego miejsca na budowę najstarszego z tamtejszych monumentów – wielkiej piramidy faraona Cheopsa (Chufu) z IV dynastii, który władał Egiptem od ok. 2551 do ok. 2528 r. p.n.e. Ważnym czynnikiem była też dostępność wapienia. Kamienie z najbliższej okolicy posłużyły do budowy rdzenia wielkiej piramidy, a piękny, niemal przypominający marmur wapień sprowadzono z Tury; służył do zewnętrznych prac wykończeniowych. Nim wzniesiono wielką piramidę, pofałdowana powierzchnia płaskowyżu została częściowo wyrównana – kopce usunięto, a naturalne zagłębienia zasypano. Pozostawiono tylko jeden skalny występ w centrum objętego pracami terenu. Obszar wokół został dokładnie wypoziomowany. Wyznaczono podstawę piramidy, kładąc wokół bruk. Dokonano tego z godną podziwu, nawet według obecnych standartów, precyzją – maksymalna różnica poziomów między centralnym punktem północnego boku, a południowo-wschodnim narożnikiem nie przekracza 2,1 cm. Posługiwano się przy tym jedynie prymitywnymi poziomicami.

Każdy bok wielkiej piramidy liczył po 440 staroegipskich łokci (około 230 metrów), a jej płaszczyzny są nachylone pod kątem 51 st. 50 min. 40 sek. Piramida musiała pierwotnie osiągać wysokość 280 łokci (146 m. 60 cm.). Dziś mierzy ona 138 m. i 75 cm. Wejście do piramidy Cheopsa usytuowano na wysokości 17 metrów, blisko środka północnej ściany. Wiedzie ono do znajdującego się wewnątrz systemu komnat grobowych – stanowiących niezwykłe, architektoniczne odbicie wierzeń dotyczących życia pozagrobowego. Tam właśnie miała swój rytualny początek wyprawa zmarłego faraona do innego świata.” cytaty: Colin Renfrew, Archeologia.

W tym miejscu zmuszony jestem przerwać tą tak bardzo interesującą opowieść o wszystkich tych „korytarzach”, „komorach grobowych” i „szybach powietrznych”, ponieważ są to tylko domysły i imaginacje archeologów – „rytualny początek wyprawa zmarłego faraona do innego świata”. Spróbujmy w takim razie rozszyfrować wszystkie te tak charakterystyczne elementy piramidy Cheopsa. Ogólnie rzecz ujmując, to każda z tych części składowych jest symboliczną przenośnią, która scharakteryzować ma poszczególne etapy ewolucji Życia na Ziemi, od samego początku aż do końcowego efektu tej ewolucji – człowieka. Piramida Cheopsa w swoim wnętrzu kryje także całą wiedzę dotyczącą „Boga – Stwórcy” oraz strefy duchowej człowieka. Kształt piramidy – ostrosłup o podstawie kwadratu wraz ze swoimi czterema zbiegającymi się w jednym punkcie ścianami, a także szczyt tego ostrosłupa, zawiera w sobie prawdziwą a nie symboliczną kwintesencję całej dotychczasowej wiedzy. Wiedza ta została „zahibernowana” w kształcie, jak i we wnętrzu piramidy. To co w tak „rozczłonkowany” sposób chcieli nam przekazać mieszkańcy prehistorycznej Europy, Egipcjanie zebrali w jednym, ale za to w jakże imponującym „pamiętniku”. Zacznijmy od samego dołu tej piramidy.

Piramida Cheopsa

Piramida Cheopsa

Komora grobowa leżąca 30 metrów poniżej poziomu morza. Komnata ta nigdy nie została ukończona. Z komnaty tej wiedzie na południe nieukończony korytarz dł. 16 m. W centrum wschodniej części tej komnaty znajduje się głęboka studnia. „Podziemna komnata” swoim podziemnym usytuowaniem „mówi” nam o tym, że Życie na Ziemi powstało i rozwinęło się w wodzie – („studnia”), zaś „chwilę” po tym wyszło z wody na ziemię. Rośliny i zwierzęta po „wyjściu z wody” różnymi gatunkami, rozprzestrzeniły się po całym świecie – symbolem tego procesu jest „korytarz 16 metrowy”.

Długi korytarz 120 metrowy” wznoszący się ku górze – oznacza długą drogę jaką musiało jeszcze przejść to „prymitywne” życie by rozwinąć się w bardziej doskonałą jego formę (stąd ten stale wznoszący się kierunek). Około 28 metrów od wejścia znajduje się wiodący w górę korytarz.

Po pokonaniu kolejnych 39 metrów, poziome przejście długości 38 metrów i 70 centymetrów prowadzi do komory pośredniej, zwanej też „Komnatą Królowej”. „Korytarze” symbolizują kolejne następujące po sobie etapy rozwoju już nie tylko ogólnie rozumianego Życia na Ziemi ale i początki Ewolucji Człowieka. „Komnata Królowej jest symbolem tej ewolucji: od małpy człekokształtnej do Neandertalczyka. Ten nasz bezpośredni przodek – symboliczny Abel nie był jeszcze tym człowiekiem, który mógłby wziąć na swoje barki (nie do końca ukształtowany mózg), tego co jeszcze zamierzał „Bóg – Stwórca”.

Wielka Galeria”- Pomieszczenie to ma 47 metrów i 85 centymetrów długości a kroksztynowe sklepienie znajduje się na wysokości 8 metrów i 48 centymetrów jest jednym z architektonicznych arcydzieł starożytnego Egiptu. Korytarz ten swoją wysokością i kształtem wywiera wprost imponujące wrażenie dla oglądających go od środka. Żadne zdjęcia nie potrafią wyrazić tego ogromu tak nagle, (po tylu metrach „ciasnej przeprawy”) pojawiającej się przestrzeni. Ten ogromny korytarz symbolizuje gwałtowną ekspansję społeczności człowieka nowożytnego od liczby rzędu kilku milionów do ponad sześciu miliardów.

Komnata Królewska”- ma wymiary 5,24 m. x 10,49 m. oraz 5,48 m.wysokości. Jego sufit stanowi dziewięć ogromnych płyt z granitu. Komnata ta symbolizuje to społeczeństwo, i ten właśnie czas, w którym żyjemy. Jest to przełomowy moment w całej historii człowieka. Ale aby mógł on „iść” dalej ku nieuchronnie zbliżającej się i nieznanej przyszłości musi nastąpić przełom, zarówno w pojmowaniu roli człowieka w otaczającym go świecie jak i roli Boga w całym procesie dochodzenia „jego syna” do pełnej świadomości.

Komory odciążające” – Pod sufitem komnaty grobowej mieści się pięć tak zwanych komnat odciążających, wykonanych z wielkich płyt granitowych oraz ukośnego „zadaszenia” z olbrzymich płyt wapiennych. Z architektonicznego punktu widzenia owe pomieszczenia bynajmniej nie osłabiają nacisku ciężaru bloków górnej części piramidy i nie chronią właściwego grobowca. Dla lepszego zrozumienia jakie naprawdę jest przeznaczenie tej dziwnej konstrukcji, w praktyce tak całkowicie nieprzydatnej i dość trudnej i pracochłonnej do wykonania, posłużę się innym lecz całkowicie identycznym w swojej idei symbolem.

Tym symbolem jest ANKH starożytny egipski symbol. Aby zrozumieć przesłanie tego symbolu należy wziąć pod „lupę” nie te „komory” tylko, tak jak w przypadku Ankh, cztery wystające poprzecznie płyty, „przetykające” pustą przestrzeń. Te cztery płyty stanowią kolejną bardzo ważną informację. W Ankh nad tymi czterema płytami znajduje się symbol tego wszystkiego, co do tej pory było treścią tej książki – czyli symbol Dualizmu. Cztery płyty stanowią odpowiednik czterech stopni, które symboliczny człowiek – czyli my wszyscy musimy zrobić aby dojść do celu naszego przeznaczenia.

ANKH

ANKH

Aby dokładnie wyjaśnić, co oznaczają te stopnie muszę posłużyć się innym przykładem z innej, równie ważnej jak egipska cywilizacji. Tą podpowiedzią będzie filozofia starożytnej Grecji, która to filozofia w odpowiednim ku temu czasie „przemówi” do nas swoim „prawdziwym głosem”. Weźmy na razie tylko jeden z jej elementów. Jest to bardzo dobrze znana, choćby z teorii kwintesencji wiedza starożytnych filozofów o tym, że poszczególnymi częściami Wszechświata są: ziemia, powietrze, ogień i woda. Wszystkie te elementy w zgodnej z prawdą kolejności, a wiec: Powietrze, Ogień, Woda i Ziemia „mówią” nam o całym procesie tworzenia Wszechświata i Życia na Ziemi. Jest jeszcze ten najważniejszy – piąty element i to jest właśnie ten dziwnie wyglądające ukośne zadaszenie z zewnętrznego szczytu „komór odciążających”. Pozostaje jeszcze kwestia piramidy jako bryły. Jak wiadomo piramida ma kształt ostrosłupa. Cztery ściany symbolizują tak jak w przypadku „komór odciążających” cztery etapy drogi Człowieka ku doskonałości. Na samym szczycie schodzą się one w jednym punkcie. Znaczenie tego szczytu jest podobne do „ukośnego daszka”. Szczyt piramidy zwany piramidionem jest piątym, ostatnim etapem naszej „wędrówki”.

Jedną z najbardziej fascynujących zagadek w Gizie stanowią szyby w północnej i południowej ścianie Komory Króla w Wielkiej Piramidzie oraz szyby w znajdującej się poniżej Komorze Królowej. Są to bardzo wąskie czterokątne tunele o przekroju zaledwie 20 centymetrów kwadratowych. Badacze sugerują, że ich przeznaczeniem była wentylacja bądź też miały znaczenie astronomiczne – skierowane są bowiem na gwiazdozbiór Oriona.

Nic z tego, te wąskie tunele nie były żadnymi wentylatorami. Starożytni Egipcjanie, uważali konstelację Oriona za świętą, a w jej klepsydrowym kształcie dopatrywali się „podobizny” Boga. Aby poznać prawdziwe przeznaczenie tych kanałów należy podążyć astronomicznym „tropem” starożytnych Egipcjan. Pierwszy na takie właśnie ich symboliczne znaczenie wpadł belgijski inżynier Robert Bauval, który obliczył, że w 2500 r. p.n.e. południowy „kanał wentylacyjny” w Komorze Króla wskazywał dokładnie na gwiazdozbiór Oriona. Południowy szyb w Komorze Królowej wskazywał na Syriusza – świętą gwiazdę małżonki Ozyrysa, Izydy.

O tym, że w Egipcie za jedną tajemnicą kryje się następna a za nią kolejne, tak że wszystkie one tworzą prawdziwy gąszcz tajemnic nie do przebrnięcia dla niewtajemniczonych, przekonać się o tym może każdy kto dotarł do tego miejsca. Aby minąć ten kolejny „zakręt” należy skorzystać z „małej podpowiedzi”, a jest nią wyrzeźbiony w cennym kamieniu synteza wszelkich nauk świata starożytnego – „Tabula Smaragdina”.

Jak w górze, tak i na dole, a głębię, podobnie jak wyżynę stworzono jedynie dla ukształtowania cudów rzeczy jedynej”.

Porównajmy sens tego wyrzeźbionego w kamieniu zdania z Genesis Uczyńmy człowieka na obraz nasz” – 1.26. Sens i idea tych dwu zdań jest „kosmicznie” identyczna. Które z tych zdań zostało wyartykułowane pierwsze? Sentencja z Tabula Smaragdina powstała około dwa tysiące lat wcześniej. Z tego więc wynika, ze cała wiedza zawarta w Biblii znana była już starożytnym znacznie wcześniej niż twórcom Biblii, ale powróćmy do Tablicy Szmaragdowej. Jest to nie tylko synteza ale wręcz „apoteoza wiedzy tajemnej”.

Orion

Orion

Kształt gwiazdozbioru Oriona wygląda tak: Trzy punkty świetlne tworzą pas Oriona. U góry jak i na dole pod nimi usytuowane są po dwa inne punkty świetlne. Wszystkie one swoim kształtem przypominają klepsydrę: u góry dwa, w środku trzy i na dole znów dwa punkty. W gwiazdozbiorze Oriona występują jeszcze inne, tworzące ramię gwiazdy ale dla omawianego symbolu nie mają żadnego znaczenia. Porównajmy teraz sens Tablicy Szmaragdowej i Genesis z kształtem Oriona. W rzeczy samej jest to jedna z największych i najgłębiej skrywanych tajemnic w całej Historii Człowieka.

Otóż dwie gwiazdy z góry, wraz z trzecią, znajdującą się w środku pasa Oriona – tworzą trójkąt skierowany ku dołowi, zaś dwie gwiazdy z dołu, z trzecią ze środka tego pasa – tworzą trójkąt skierowany do góry.

Czyż nie o tym „mówi” Tabula Smaragdina i Genesis !? Rozwinięcie tego tematu w rozdziale poświęconym religii judaistycznej.

Te tak zagadkowe „Tunele z Komnaty Królewskiej”, są kolejnym odszyfrowanym w tym momencie tropem, który powinien uświadomić nam, że ten kod, który został wysłany w czasoprzestrzeń ponad cztery i pół tysiąca lat temu, dotarł w końcu do miejsca swego przeznaczenia. Południowy szyb z Komnaty Królowej 2500 lat p.n.e. wskazywał na Syriusza – najjaśniejszą gwiazdę naszego nieba. Jego pojawienie się na porannym niebie zapowiadało rychłe nadejście pory wylewów Nilu. W starożytnym Egipcie oddawano mu boską cześć. Znaczenie Syrjusza – odnajdujemy w egipskiej mitologii. Podobnie jak wierzenia sumeryjczyków czy greków, mity egipskie stanowią zakodowaną informację, której sens i znaczenie jest „poważniejsze” niż nam się do tej pory zdawało.

Pojawienie się Syriusza na niebie symbolizuje odradzanie się Życia na Ziemi. Wylewy użyźniają glebę, dzięki czemu gleba przygotowana jest do siewu. Całe życie i egzystencja Egipcjan związane jest z tym corocznym „rytuałem” wylewu i użyźnianiem gleby. Oprócz tego „mini znaczenia”, było jeszcze „mega znaczenie”. Syriusz swoim „zjawianiem się”, symbolizuje powrót Życia na Ziemię. Życie to zamiera i odradza się w niekończącym się wirze życia i śmierci, niczym symboliczne perpetuum mobile. Jest to symboliczny początek wielkiego kosmicznego „Megacyklu”. I o tym właśni „opowiada” egipska mitologia.

Bogini Nut, jej małżonek – bóg ziemi Geb, ich dzieci Ozyrys i Izyda, zazdrosny brat Ozyrysa – Set, który go zabija, tryumfalny powrót Ozyrysa do świata żywych. Te tak banalne wydawałoby się mity są zakodowaną informacją, o której była wcześniej „mowa”. To nic innego niż – „Megacykl”. Mity te świadczą o tym, że cykliczność Wszechświata doskonale znana już była starożytnym. Przesłanie to docierające do nas z odległej o ponad 5 tys. lat historii w postaci symbolu piramidy powinno być dla nas „nicią przewodnią”, podobnie jak dla Tezeusza nić Ariadny, która wyprowadzi nas z tego labiryntu niewiedzy. W tym miejscu znamienne będą słowa XII wiecznego hiszpańskiego uczonego i mistyka żydowskiego pochodzenia – Abrahama Abulafiego:

Piramida to wiedzy tajemnej esencja. W niej odnajdziesz prawa proporcji i umiaru. Piramida dumna stoi milczeniem nabrzmiałymi treściami. Znaczeń w niej labirynt cały. W niej świat masz spisany. Stań u szczytu piramidy, a w centrum się znajdziesz Całości. Sześć piramid sześcian tworzy. Gdy każdą z nich rozumem obejmiesz i wiedzę z niej spijesz, znak to, żeś wszystko pojął.

Pozostałe dwie piramidy płaskowyżu Gizy: Chefrena i Menkaurego także mają w swoim „wnętrzu” pomieszczenia o nierozszyfrowanym jak dotąd znaczeniu.

„Następca Cheopsa, jego syn Dżedefre (2528 – 2520 p.n.e.), zaczął budowę piramidy, na północ od Gizy. Po jego przedwczesnej śmierci tron objął jego brat Chefren (2520 – 2494 p.n.e.), który wzniósł swój grobowy monument na południe od piramidy swego ojca, Cheposa. Piramida Chefrena ma boki długości 215,25 m., jest zatem mniejsza u podstawy od piramidy Cheopsa, jednak ostrzejszy kąt nachylenia (53 st. 10 min.) umożliwił osiągnięcie imponującej wysokości 143,5 m., a więc zaledwie 3 metry mniej od piramidy ojca. Dwie dolne warstwy obłożono ciemnoczerwonym granitem, pozostałe wapieniem. Owa zewnętrzna warstwa zachowała się dobrze, w górnych partiach do naszych czasów, brak jedynie stożka (gr. piramidion) wykonanego prawdopodobnie z różowego granitu. Układ komnat w piramidzie Chefrena, jest uderzająco nieskomplikowany. Do dziś nie wiemy, dlaczego do Komnaty Grobowej wiodą dwa wejścia i dwa korytarze. Według pierwotnych planów, powstać miała podziemna komora skalna, komnata pośrednia (powyżej poziomu ziemi) oraz komnata grobowa – tak jak w Piramidzie Cheopsa. Tej ostatniej nigdy nie ukończono, pośrednią zaś wydłużono ku zachodowi. Przedłużenie to wyłożone zostało granitową posadzką. Zresztą zapewne cała komnata wyłożona była granitem. Jej wymiary to: 4,99 m. szerokości, 14,15 m. długości i 6,86 wysokości.”

Piramida Chefrena

Piramida Chefrena

Mając na uwadze wpływ rozmieszczenia poszczególnych komnat i korytarzy na ich symboliczne znaczenie, spróbujmy rozszyfrować tę „zagadkę” Chefrena. Aby to uczynić, musimy na moment „wrócić”do Piramidy Cheopsa. Licowanie tej piramidy wykonane zostało z wapienia – zatem miała biały kolor. Kolor ten symbolizuje Człowieka i jego Ewolucję od jego pra-pra początków aż po dzień dzisiejszy. Z tej symboliki „kolorów” należy wyłączyć Piramidion, którego symbolika jest zupełnie inna. Kolory pozostałych piramid również mają swoją gnozę. Piramida Chefrena u podstawy ma dwie ciemnoczerwone warstwy, pozostałe zaś białe. Cóż te kolory mogą symbolizować? Piramida Cheopsa opisuje dzieje Człowieka i ogólnie Ssaków. Natomiast Piramida Chefrena jest symbolicznym opisem okresu poprzedzającego epokę Człowieka, czyli epokę panowania Gadów na Ziemi. Czerwony kolor u podstawy piramidy – dwa największe poziomy – symbolizuje właśnie te olbrzymie, przerażające dinozaury. Nagle czerwony kolor znika i pojawia się biały. Czyż nie jest to symboliczne zobrazowanie wielkiego wymierania gadów 65 milionów lat temu ? Bezsprzecznie.

A teraz układ komnat w piramidzie Chefrena. Początek już znamy. Podziemna komnata powstanie Życia w morzach i oceanach Ziemi. Środkowa komnata – jest już potężniejsza od Komnaty Królowej z Piramidy Cheopsa. Komnata ta symbolizuje ponad 150 milionów panowania olbrzymich gadów na ziemi. Dwa kanały i dwa wejścia do tej komnaty symbolizują rywalizację dwu gatunków: Ssaków i Gadów o panowanie na Ziemi. Ssaki gadopodobne i Gady jak pamiętamy egzystowały przez pewien czas wspólnie na prehistorycznej Ziemi. Kto z tej rywalizacji wyszedł zwycięsko? Decyzja na ten temat zapadła 65 milionów lat temu. Czy na szczycie Piramidy Chefrena znajdował się różowy piramidion? Nie ma na to dowodów. Osobiście jednak sądzę, że z wiadomych powodów było na to jeszcze za wcześnie. Rozwiązanie zagadki piramidy Menkauego powinno być już teraz dziecinnie proste.

„Syn Chefrena, Menkaure (2490 – 2472 p.n.e.) – umiejscowił swój monument na ostatnim wolnym miejscu w południowej części płaskowyżu w Gizie. Podstawa i szesnaście dolnych warstw piramidy Menkaurego obłożone były blokami z ciemnoczerwonego granitu, a wyższe partie pięknym jasnożółtym wapieniem jej wymiary ok. 104,60 m. u podstawy oraz 65 metrów wysokości – są ponad dwukrotnie skromniejsze niż w przypadku piramid Cheopsa i Chefrena. W odróżnieniu od wielkiej piramidy Cheopsa, budowniczowie skupili się na pracach podziemnych i co było wówczas pionierskim osiągnięciem, wprowadzili do wnętrza przez długie przejście granitowe płyty kryjące od góry komnatę grobową, aby stworzyć wrażenie „fałszywego sklepienia”.

Piramida Mykerynosa

Piramida Menkaure

Oprócz układu komnat i kolorów piramid swoje ukryte znaczenie ma też wielkość piramid. Ich stopniowe zmniejszanie się symbolizuje cofanie się wstecz w naszej „opowieści” o Ewolucji Życia na Ziemi. Najpierw było „story” o Człowieku, później (cofamy się wstecz) przełomowy moment tej Ewolucji czyli – panowanie Gadów, a później powolne dochodzenie do głosu Ssaków, zaś na końcu piramida Menkaurego, która jak wskazuje jej wielkość – symbolizuje początkowe stadium powstawania Życia. W swojej „jakości” jest ono jeszcze bardzo prymitywne, lecz co najważniejsze, bez którego w ogóle nas ludzi – czyli ostatniego ogniwa w łańcuchu Ewolucji Życia na Ziemi by nie było. Patrząc chronologicznie: Piramida Menkauego jest pierwszym, (początkowym) etapem z rozwoju Życia na Ziemi, Piramida Chefrena ze swoimi dwoma komnatami jest etapem pośrednim, a Piramida Cheopsa z trzema komnatami – ostatnim etapem w tym rozwoju. Bardzo charakterystyczne dla piramidy Menkaurego jest budowa pomieszczeń pod ziemią. Symbolizuje to, że „tematem” tej piramidy jest Życie jeszcze przed wyjściem z mórz i oceanów. Spójrzmy na kolory tej piramidy Ich usytuowanie jest jak najbardziej zgodne ze stanem naszej obecnej wiedzy. Podstawa i szesnaście dolnych warstw granitu – symbolizują jeszcze nie ukształtowaną skorupę ziemską, targną nieustannymi wybuchami wulkanów i potokami rozgrzanej do czerwoności lawy. Jasnożółty wapień symbolizuje wszystko to co potem nastąpiło: powstanie oceanów, atmosfery, pierwsze organizmy żywe itd.

Trzy małe piramidki w pobliżu piramidy Menkaurego, jedna przy piramidzie Chefrena i trzy kolejne, przy piramidzie Cheopsa symbolizują poszczególne podokresy w historii tych poszczególnych wielkich epok.

Sfinks

Sfinks

Pozostaje jeszcze kwestia Sfinksa – ogromnej rzeźby powstałej około 2500 r. p.n.e. za panowania faraona Chefrena, stojącej przy drodze wiodącej do jego piramidy. W rozwiązaniu zagadki tej tajemniczej rzeźby: „ Lwa o głowie człowieka”pomocna będzie komputerowa rekonstrukcja dokonana przez Marka Lehnera. Jak widać: pomiędzy łapami, na wysokości serca znajduje się figurka człowieka. „Lew o głowie człowieka” to nic innego jak symboliczne przedstawienie samego Boga. Figurka Człowieka to zapewne faraon – król i władca, a zarazem symboliczny przedstawiciel całego rodzaju ludzkiego. „Bóg – Ojciec” – czuwa nad nim i prowadzi go ku przyszłości. To, że postać ta wychodzi wprost z jego serca – oznacza wielką i bezgraniczną miłość Boga do swego „dzieła” – Człowieka. Ale tak jak każdy dobry ojciec pilnuje by rozwój jego syna przebiegał bez żadnych „niespodzianek” – stąd te długie i groźnie wyglądające łapy. Jeśli jego kroki ku przyszłości będą „zbyt nierozważne”, to ta sama tak niewinnie wyglądająca łapa może „pokazać pazury”. Mimo, iż Człowiek ma wolną wolę, „Człowiek przedpotopowy” doświadczył już co te pazury oznaczają. U „stup” Sfinksa znajdują się ruiny jakiejś zagadkowej świątyni. Do tej „świątyni” zmierza właśnie ten Człowiek, którym „opiekuje się” sam „Bóg – Stwórca”.

trzy piramidy

Tak więc, znamy już całą „tajemnicę” piramid z płaskowyżu Gizy. Jak ogromne jest ich znaczenie uświadomić może np. jedno mądre przysłowie egipskie: Piramidy, boją się czasu, czas boi się piramid. O czym „mówi” to przysłowie? O piramidach, strachu, czasie? Starożytni mędrcy egipscy tym jednym przysłowiem podsumowują znaczenie całej powyższej „opowieści” o piramidach. Budując te piramidy Egipcjanie wiedzieli, że nadejdzie kiedyś taki czas kiedy „potomni” dzięki ich poświęceniu poznają całą przeszłość i przyszłość. Ten nieustannie biegnący czas, sekunda po sekundzie, minuta po minucie, zbliża nas do momentu gdy nie będzie już Piramid, Człowieka, planety Ziemia, ani wszystkich gwiazd na niebie.

To co nieuchronnie nas czeka (na szczęście nieprędko) – to druga, niestety bardzo paskudna w swoich skutkach, część Megacyklu. Naszym ratunkiem jest tylko „Bóg” i to co on zaplanował! Ten symboliczny Człowiek na sercu Sfinksa – „Boga – Stwórcy” właśnie zmierza ku tej przyszłości – Świątyni.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Nos, Oko, Zęby, Jama ustna

Teraz znowu potrzebna będzie mapa. Jak z osiągnięć archeologicznych wykopalisk wiadomo, udało się „przywrócić do życia” prawie wszystkie już, najważniejsze starożytne nekropolie. Aby jakoś uporządkowac te obiekty na mapie, najlepiej będzie „przyjrzeć się” tej naszej symbolicznej postaci – od góry ku dołowi. Tak więc, najwyżej położoną i najbardziej „efektowną” nekropolią starożytnego Egiptu jest płaskowyż Gizy, poniżej Abusir, Sakkara, Dahszur, Meidum i Jezioro Qarun.

Abusir 2494 – 2345 r. p.n.e. W miejscu tym odbywały się wspaniałe ceremonie pogrzebowe. Wzniesiono tu cztery królewskie piramidy. Znajomość anatomii starożytnych Egipcjan nie była doskonała. Piramidy w Abusir jak i w Abu Roasz (Abu Roasz leży ponad Gizą) symbolizują niewątpliwie, wszystkie „mniej ważne” szczegóły budowy mózgu, ale poprzez fakt, że zostały „upamiętnione” w postaci piramid, stanowią przykład ich wcale niemałej jednak znajomości medycyny. Świadczą o tym udowodnione przypadki trepanacji czaszki wykonywane przy pomocy narzędzi chirurgicznych. Dysponując dość skromnym materiałem porównawczym moje twierdzenie, iż piramidy w Abusir symbolizują części składowe śródmózgowia jest zapewne niewystarczająco wiarygodne, jednakże następne piramidy w Dahszur i Meidum mam nadzieję, iż to udowodnią.

Dahszur 2500 r. p.n.e. Krzywa Piramida i Czerwona Piramida Snofu. Faraon ten panował prawdopodobnie ponad czterdzieści lat, podczas których Egipt osiągnął stabilność i zamożność umożliwiającą władcy budowę trzech wielkich piramid (kolejno: w Meidum, Dahszur Północnym i Dahszur Południowym). Snofu był największym budowniczym Starego Państwa: ilość materiału użytego do budowy jego piramid przewyższa niemal o połowę objętość Wielkiej Piramidy jego syna Cheopsa, przy czym jakość wykonania jest porównywalna.” cytat: Archeologia żywa, 2002/1

Dahszur - Krzywa piramida

Dahszur – Krzywa piramida

Wśród niektórych badaczy starożytności panuje przekonanie, że kąt pod jakim biegnie krawędź Krzywej Piramidy musiał zostać zmieniony w czasie prac, ze względu na możliwość katastrofy. Nie jest to prawdą. Piramida ta od początku, aż do końca swojej budowy została właśnie tak zaprojektowana, by mniej więcej w połowie – zmieniła swój kąt nachylenia. Był to czyn zamierzony ponieważ piramida ta swoim kształtem miała przedstawiać Nos „Mega – Człowieka”. Jak wiadomo w Egipcie znajduje się tylko jedna taka budowla, i tak jak u człowieka, piramida ta musiała mieć lekko skrzywiony kształt, a ponieważ „widzimy” ją akurat w tym a nie innym miejscu na mapie, przeto doskonale spełnia swoje zadanie.

Dahszur - Piramida czerwona

Dahszur – Piramida czerwona

Pozostaje jeszcze kwestia Czerwonej Piramidy. Leży ona na północ od „nosa”,więc nie może to być nic innego jak symboliczne Oko. To, że jest ono koloru czerwonego nie ma zbyt wielkiego znaczenia, ważne jest to, że znajduje się ono w odpowiednim miejscu na „twarzy” Nilu. A propos, czyż nie mamy czasami czerwonych, przekrwionych oczu gdy jesteśmy zmęczeni czy też niewyspani?

Meidum 2550 r. p.n.e. Tak jak w przypadku Dahszur błędnie zinterpretowano kształt Krzywej Piramidy, tak i piramidę w Meidum co raz prześladuje „niewiedza i ignorancja”. Piramida w Meidum ma różne określenia. Nazywano ją np.: Piramidą Niedokończoną lub też piramidą, która w ostatniej fazie prac zawaliła się powodując śmierć setek robotników. Nic podobnego. Lokalizacja tej piramidy a także jej świadomie zaprojektowany kształt symbolizować ma Ząb Człowieka. Swoim kształtem – wystające kanciaste niedociągłości- przypominać ma różne w kształcie i czasami pełne ubytków zęby.

Piramida w Meidum

Piramida w Meidum

Meidum

Meidum

Było oko, nos, zęby, pora na jeszcze jeden bardzo ważny i charakterystyczny w swojej wymowie element „głowy człowieka” na mapie Egiptu – Jezioro Qarun.

Jezioro Qarun

Jezioro Qarun

To wprost niepojęte jak bardzo zarys tego jeziora wraz z kanałem łączącym go z Nilem przypomina początek układu oddechowo-trawiennego – jamę ustną, gardło itd. Starożytni Egipcjanie kopiąc kanał jeziora Moerius spowodowali, że Nil wpływając na żyzne tereny, położone poniżej poziomu morza w El-Lahun nawadniał okoliczne tereny. Stanowiło to podstawowy cel tego kanału, ale też dzięki „korzystnemu” usytuowaniu jego budowniczowie w ten sposób jeszcze bardziej podkreślili symboliczne znaczenie Jeziora Qarun.

W tym miejscu nie pozostaje mi nic innego jak tylko podkreślić, iż wszystkie te „znaki szczególne” twarzy nie powstały tylko i wyłącznie w drodze przypadku, wynikającego z rachunku prawdopodobieństwa – były one wcześniej bardzo dokładnie zaplanowane i jeszcze dokładniej zrealizowane. Można sobie zadać pytanie dlaczego np.: „nos” nie został zbudowany poniżej „jamy ustnej” itp.? Logika wskazuje, że nie mogło być inaczej.

W planie tych starożytnych budowniczych powyższe części składowe nie były mimo wszystko najważniejsze. Dla zachowania pamięci o przeszłości najistotniejszy jest umysł oraz to co ten umysł w swoich szarych komórkach dla potomnych przechowa. Pamięć jest ulotna ale kamienie ułożone w piramidy, jak możemy się o tym na własne oczy przekonać, są najdoskonalszymtransformatorem” tej pamięci. Skorzystajmy więc z tej skarbnicy wiedzy jaką przekazują nam ci bezimienni, mylnie dotychczas pojmowani i tak bardzo niedoceniani geniusze „młotka i kamienia”, którzy przy pomocy tak bardzo prymitywnych narzędzi zbudowali dla nas to zaszyfrowane przesłanie.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Sakkara – szyszynka

„Jako pierwszy szyszynkę opisał grecki anatom Herofilus, żyjący w IV wieku p.n.e. Wysunął on teorię, zgodnie a którą gruczoł ten miałby służyć kontrolowaniu przepływu myśli, co było przypuszczeniem uzasadnionym, wziąwszy pod uwagę centralne ułożenie tego gruczołu w mózgu. Ponad dwa tysiące lat później XVII- wieczny filozof i matematyk francuski Kartezjusz, stwierdził, że szyszynka jest prawdopodobnie „siedliskiem wyobraźni” i pełni funkcję swoistego korytarza komunikacyjnego, który pozwala duszy i umysłowi wywierać wpływ na ciało fizyczne. Szyszynka to niewielki organ, niewiele większy od ziarenka grochu, o kształcie szyszki sosnowej. Zastanawiający może być fakt, że szyszynka jest organem wrażliwym na światło, a zwłaszcza na pory dnia i nocy. Właściwość tę przypisuje się bezpośredniemu połączeniu nerwowemu z siatkówką oka. Połączenie takie jest ściśle związane z obecnością w ludzkim organizmie melatoniny, jedynego znanego nam hormonu wydzielanego przez szyszynkę, który reguluje stan snu i przebudzenia oraz procesy zachodzące w organizmie w cyklach 24- godzinnych. Poziom wydzielania melatoniny do krwiobiegu zależy wyłącznie od ilości światła w otoczeniu. Melatonina wytwarzana jest tylko nocą. Silne światło wstrzymuje jej produkcję i po zapadnięciu zmroku hormon ten przygotowuje wszystkie układy organizmu do snu. Istnieje ponadto niepotwierdzony dotąd związek melatoniny i wydłużonych rytmów biologicznych o okresie miesięcznym (takich na przykład jak menstruacja) lub dłuższym nawet rocznym. Ponieważ melatonina wyraźnie związana jest z naszym postrzeganiem upływu czasu, nietrudno zaobserwować sposób w jaki zmiany w poziomie melatoniny we krwi i mózgu mogą wpływać na nasze widzenie świata. Zaburzenia w odczuwaniu upływu czasu i stany „bezczasowej” ekstazy, o których mówią osoby praktykujące medytację lub stosujące środki psychotropowe, są zapewne na płaszczyźnie fizycznej uwarunkowane poziomem melatoniny, a więc pracą szyszynki. cytat: „Factor X”, 2001/63

Szyszynka

Szyszynka

Dlaczego gruczoł ten jest tak ważny dla organizmu człowieka będzie o tym jeszcze „mowa”, jednakże zachodzi pytanie: jaki sens i znaczenie dla rozpatrywanego tu tematu ma szyszynka? Nie jest to już „kamyk” ale ogromny „megalityczny głaz”. Przypomnijmy sobie jaki obiekt jako pierwszy został zbudowany w starożytnym Egipcie a także jak on wygląda. Chodzi tu w szczególności o jego kształt, oraz w jakim miejscu na mapie jest on usytuowany. Kto choć trochę orientuje się w historii i sztuce starożytnego Egiptu ten z pewnością już wie co będzie początkiem tego rozdziału. Tak, tą pierwszą monumentalną i dość nietypową, w swoim architektonicznym kształcie budowlą była i jest do tej pory Piramida Schodkowa znajdująca się w Sakkarze.

Piramida schodkowa w Sakkarze

Piramida schodkowa w Sakkarze

Czyż kształt tej piramidy nie kojarzy się z „szyszkowatym” kształtem szyszynki? O tym, że jest to symboliczna szyszynka w naszym symbolicznym Mężczyźnie przekonuje nie tylko kształt tej piramidy ale także i jej usytuowanie na planie rzeki Nil – w miejscu odpowiadającym, jakże by inaczej – głowie, a szczegółowiej w mózgu „Megaczłowieka”. Archeolodzy oraz różni mniej lub bardziej poważni „naukowcy” czy fantaści próbowali i nadał próbują rozszyfrować fenomen tej piramidy. Na jej temat powstało mnóstwo teorii związanych z celem budowy tak niepowtarzalnego obiektu a także z jego architektem Imhotepem, który zaprojektował tę piramidę dla faraona Dżesera ok. 2630 r. p.n.e.

„Starożytne cmentarzysko w Sakkarze, znajdujące się na pustynnym płaskowyżu w odległości około 30 km. Od Kairu, jest jednym z najbardziej znanych i odwiedzanych miejsc w Egipcie. Stanowi część olbrzymiej nekropolii – rozciągającej się na przestrzeni ponad 30 km. – starożytnego Memfis. Powstanie Memfis zbiega się w czasie z początkami dziejów Egiptu i miało miejsce około 3100 roku p.n.e., kiedy to postanowiono utworzyć wspólną stolicę, zjednoczonych właśnie, Dolnego i Górnego Egiptu. Wybrano miejsce, gdzie wąska dolina Nilu zaczyna się rozszerzać – u szczytu delty Nilu. Herodot przypisał założenie Memfis mitycznemu twórcy egipskich dynastii Menesowi – który, po nowszych badaniach, identyfikowany jest z Ahą, królem pochowanym na cmentarzu Abydos w górnym Egipcie.” cytat: Colin Renfrew, Archeologia.

Na płaskowyżu Sakkary, około połowy trzeciego tysiąclecia p.n.e. wielce uzdolniony architekt Imhotep wybudował niezwykły kompleks piramidy schodkowej Dżesera, króla z III Dynastii, tym samym czyniąc jego imię nieśmiertelnym.” cytat: Colin Renfrew, Archeologia. Piramida Dżesera swoim schodkowym kształtem naśladuje najważniejszy dla ludzi z epoki starożytnego Egiptu narząd – szyszynkę, która jak wiadomo jest jednym z najistotniejszych gruczołów w organizmie człowieka. Wszystkie inne gruczoły np.: trzustka, przysadka, tarczyca, są równie ważne, ale szyszynka ma swoje znaczenie, które można pojąć jedynie w kategoriach magii czy mistyki.

„Otwarcie tzw. Trzeciego oka jest na Wschodzie powszechnie uznawanym symbolem oświecenia i zdolności paranormalnych. W tradycji mistycznej i religijnej jest ono zazwyczaj umiejscowione pośrodku czoła, tuż powyżej brwi. W dzisiejszych czasach nikt jednak nie oczekuje, że owo „ znamię” duchowej mądrości mogłoby przybrać realną fizyczną formę i pojawić się jako prawdziwe oko. Nie zawsze jednak tak było. Jak głosi legenda, nasi odlegli przodkowie naprawdę mieli pośrodku czoła jeszcze jedno oko, które pozwalało im spoglądać w głąb królestwa duchowego. Z upływem czasu, gdy stosunek ludzi do rzeczywistości stawał się coraz bardziej materialistyczny, niewykorzystywany dostatecznie organ stopniowo zanikł i wtopił się z powrotem w mózg. Wprawdzie organ ten jest teraz ukryty głęboko wewnątrz kory mózgowej, zdaniem niektórych możliwe jest ponowne jego uaktywnienie. To, co dziś nazywamy otwarciem trzeciego oko, polega na pobudzeniu ukrytych mocy poprzez odpowiednie ćwiczenia. Mistycy używają trzeciego oka do obserwacji istniejących poza światem materialnym, które nie są dostępne dla zmysłu wzroku: rzeczy dziejących się w innym miejscu i w innym czasie lub w umysłach innych osób. Otwarcie trzeciego oka wiąże się więc z posiadaniem umiejętności paranormalnych,takich jak jasnowidzenie, podróże astralne, bilokacja (przebywanie w dwóch miejscach jednocześnie) i telepatia. Kojarzone jest też z wszelkimi przeżyciami mistycznymi. Wiara w trzecie oko jest ściśle związana z jeszcze inną koncepcją filozofii Wschodu: koncepcją energii życiowej, w tradycji jogicznej nazywanej prana, a w tradycji chińskiej – chi. Osoby praktykujące jogę, twierdzą, że trzecie oko można otworzyć poprzez medytację, pracę nad wyobraźnią, ćwiczenie oddechowe i przyjmowanie określonych asan, czyli pozycji gimnastycznych (np.: pozycji lotosu), należących do ćwiczeń jogicznych. W jodze tantrycznej lub jodze kundalini otwarcie trzeciego oka osiąga się poprzez podnoszenie energii seksualnej powstającej w pierwszym czakramie aż do czubka głowy. Najczęściej stosowaną metodą wiodącą do tego celu jest przyjmowanie pozycji seksualnych, które pozwalają w nieskończoność odwlekać orgazm” cytat: Factor „X”, 2001/63

W poprzednim rozdziale twierdziłem, że we wszystkich regionach świata, na wszystkich jego kontynentach, panowały te same wierzenia i rytuały uroczystych ceremonii związanych z kultem Boga – Słońca – inspiratora Życia na Ziemi. Wiedza tych cywilizacji pokryła się „paty” nowych religii. Na przykład starożytne Indie w III tys. p.n.e. zamieszkiwały ciemnoskóre ludy drawidyjskie. Dopiero około 1500 r. p.n.e. Ariowie podbili tutejszą ludność. Drawidzi zamieszkiwali Dolinę Indusu i byli czcicielami fallusa. Wraz z Ariami „przybyły” nowe wielkie systemy religijne: Hinduizm i Buddyzm. W Chinach przed konfucjonizmem oddawano cześć Ziemi – Matce życia rozumianej jako mieszkanie zmarłych przodków. Kofucjusz połączył wierzenia chińskie (kult przodków) z systemem etyczno  – religijnym. Tak więc, poznając zdawałoby się, że prymitywne i „schowane” w głębi naszej przeszłości: wierzenia, mity i rytuały, możemy dziś poznać i zrozumieć, co było „prawzorem” dla „nowych” religii i wierzeń.

Dlatego też te „pozostałości” wiedzy naszych przodków zachowane w postaci karykaturalnej wiary w trzecie oko – też mogą być jakimś tropem wiodącym do poznania prawdy. Wbrew pozorom, nie jest to trop fałszywy. To, co uczynili z tą wiedzą hinduiści, już wiemy – została ona wkomponowana system praktyk medytacji jogistycznej. Ale tak jak w każdej bajce jest ziarno prawdy, tak i religia hinduistyczna wskazuje na to, że starożytni Egipcjanie także widzieli w szyszynce mistyczny organ, który był symbolem duchowego oświecenia. Biorąc więc wszystko powyższe pod uwagę, można z cała pewnością stwierdzić, że: Schodkowa Piramida Dżesera – jest symbolicznym przedstawieniem szyszynki.

Dolny Egipt

Dolny Egipt

Chociaż z mistycznych powodów był on dla Egipcjan najważniejszy, to aby plan budowy mężczyzny oparty na biegu rzeki zrealizować do końca, potrzebne były także i inne obiekty. Sakkara swoją piramidą symbolizuje centralnie usytuowaną szyszynkę, ale mózg człowieka składa się także i z innych części: przysadki, podwzgórza, móżdżku oraz z największej i najbardziej widocznej – kory mózgowej.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Egipt – czyli Mężczyzna, część pierwsza – Głowa

Cywilizacja starożytnego Egiptu jest naszą poszukiwaną drugą połówką dualistycznej jedności. W poprzednim rozdziale aby potwierdzić, że Międzyrzecze przypomina Kobietę potrzebne było tylko jedno spojrzenie na mapę aby się o tym przekonać. Także i teraz proszę o takie same wnikliwe spojrzenie na rzekę Nil. Jak widać bieg rzeki Nil wręcz idealnie pasuje do tego by uznać jej kształt za symboliczne przedstawienie wizerunku Mężczyzny.

Starożytny Egipt - mapa

Starożytny Egipt – mapa

Kształt Międzyrzecza wyobrażał Kobietę w pozycji frontalnej. W sytuacji Nilu jest to niemożliwe, dlatego też wyobrażenie Mężczyzny na mapie jest zarysem sylwetki przedstawionej z profilu. Czy sprawiły to siły natury, nie nam to oceniać. Ważnym jest jednak to, że ludy i plemiona żyjące na tym terenie wykorzystywały bieg rzeki do tego by uczynić z niej największy z możliwych „sanktuariów” męskiego ciała. O tym, że był to wybór świadomy świadczy cała sztuka malarska i rzeźbiarska. Nieprzypadkowo sylwetki wszystkich niemal postaci przedstawione są tak jak Nil, z profilu. Profil ten jest programowo, a także i w pewnym sensie podświadomie wprowadzonym kodem, kanonem tworzenia wizerunku człowieka, na ścianach świątyń i grobowców w całym Egipcie.

Na przykładzie Mezopotamii starałem się udowodnić, że najcenniejszym „spadkiem” po tej cywilizacji jest Kult Kobiety – Księżyca z jego najważniejszą „personifikacją” – zigguratem na czele. Takim samym wiekopomnym „dziełem” miało być utworzenie cywilizacji opartej na rzece Nil. Zakładając hipotetycznie, że nie było w tym żadnego wcześniej przemyślanego planu zbudowania „sanktuarium” męskiego wizerunku, to można by domniemywać, iż na tym terenie dzisiaj powinno się znajdować się zaledwie kilka niewiele istotnych „pomników”- szyfrów z przeszłości – co jak „widać” nie jest prawdą. Jak już wspomniałem, ludzie żyjący na terenie żyznego półksiężyca wpadli na genialny pomysł zbudowania „megasymbolu” Kobiety i Mężczyzny w wymiarze przekraczającym ludzką wyobraźnię. To co było w planach tych „przedcywilizacyjnych” ludów – zostało wykonane. Nikt, ani nic, nie mogło im w tym przeszkodzić. Pierwszym krokiem w realizacji tego celu był „pochówek” Kultu Boga – Słońca w Szybie Śmierci i zastąpienie go Kultem Kobiety Księżyca. Aby te zmiany doprowadzić do końca trzeba teraz było „tylko”- zbudować cywilizację na terenach przez które przebiegała rzeka Nil. Nastąpiła inkorporacja tego terenu przez wysłanników z Międzyrzecza. Nie była to krwawa rozprawa z tubylcami tylko stopniowe „ucywilizowywanie” tych terenów (koło garncarskie, pismo, metalurgia, ceglane mury). Proces tworzenia tych gigantycznych „tropów” trwał nawet nie setki ale tysiące lat. Przez te wszystkie lata głównym zadaniem, graniczącym nieomal z obsesją, było tworzenie „na mapie” Egiptu obiektów, które swoją „charakterystyką” odpowiadałyby najważniejszym częściom męskiego ciała.

Delta Nilu jest zatem odpowiednikiem głowy. Rozgałęzienia rzek w tej delcie doskonale „imitują” korę mózgową i połączenia między komórkami nerwowymi. Poniżej usytuowane są wszystkie inne części głowy: oczy, usta, nos, zęby. Najważniejszą częścią głowy jest mózg a w nim niewielki gruczoł – szyszynka, to od niego rozpocznę całą tą „opowieść” o Egipcie i twórcach symbolu Mężczyzny – Słońca. Zastanawia jednak jedna rzecz. Budowa tego „sanktuarium” jak już wspomniałem trwała kilka tysięcy lat. Jaka więc siła utrzymywała tych ludzi w tym, rozciągniętym na tysiąclecia, procesie tworzenia tego symbolu? Myślę, że taką siłą dającą energię dla tak szaleńczego w swoich rozmiarach czynu mogła być tylko tylko wiara i nadzieja. Wiara w Boga – Stwórcę, który tak jak Bóg „Noemu” nakazał budowę „Arki”, tak oni, jak i ich poprzednicy z epoki „przedcywilizacyjnej”, musieli (kierowani wewnętrznym nakazem) pozostawić po sobie ten symbol dualizmu. Dzięki tej „kamiennej Arce” mieli nadzieję, że przyjdzie taki czas, czas przełomu, kiedy Człowiek „przejrzy na oczy” i odczyta ich „przesłanie”.

Proces tworzenia poszczególnych elementów tego „przesłania” przebiegał etapami. Na tak wielkie przedsięwzięcie, które ich czekało mogło sobie pozwolić tylko bardzo bogate społeczeństwo, na dodatek w szczytowym momencie swego rozwoju. Za każdym razem kiedy rosła siła i znaczenie Egiptu, odzywała się zakodowana w umysłach następnych pokoleń koncepcja budowy względnie rozbudowy, największego daru Egipcjan dla Boga, dla nas, a także w końcu i dla nich samych. Do budowy tych wszystkich obiektów nie trzeba było nikogo zmuszać. Przy wszystkich, nawet największych piramidach, budowanych w pocie czoła nierzadko przez kilkadziesiąt lat, pracowali nie „niewolnicy” ale ludzie doskonale świadomi tego co, po co i dla kogo to robią.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Mezopotamia – czyli Kobieta

„Mezopotamię, czyli Międzyrzecze, krainę pomiędzy dwoma wielkimi rzekami – Tygrysem i Eufratem – często nazywa się „kolebką historii”. Około 10.000 lat p.n.e. ludzie zaczęli tu uprawiać ziemię, opanowali sztukę tkania płótna i udomowili pierwsze zwierzęta. Osiedla budowano z suszonych na słońcu cegieł z mułu, jedno na drugim, tworząc stopniowo wyraźne wzniesienie na rozległej równinie, w których ślady historii dotrwały do naszych czasów. Ur, gdzie ludzie żyli już w IV tys. p.n.e. stało się stolicą państwa Sumerów w XXV w pne. Zawartość setek grobów nie pozostawia wątpliwości, co do wielkiego bogactwa miasta.

Znalezione ciała kobiet z ozdobami głowy za złota, lapis lazuli sugerują też, że składano tu ofiary z ludzi. Brak śladów walki może wskazywać, iż ci, których przeznaczano do służby na tamtym świecie, przed zabiciem byli najpierw usypiani narkotykami. W panteonie Sumerów znajdowało się wielu bogów, a każde miasto miało wśród nich własnego patrona, w przypad-ku Ur był to bóg księżyca, Nanna, czczony w świątyni Enunmak wraz z żoną Ningal, (która miała też własną świątynię i kapłankę). W poczet bogów zaliczano także władców, m. in. Urnamunu, który wzniósł większość świątyń i stworzył potężne imperium. Jego następcy okazali się znacznie mniej utalentowani i w 2006 r. p.n.e. Ur zostało podbite przez Elamitów, którzy pozwolili miastu obrócić się w ruinę. Według Biblii w Ur Chaldejczyków urodził się Abraham. Największy rozkwit miasta położonego na wschodnim brzegu Eufratu nastąpił około 2100 pne., za panowania Urnammu. Centrum miasta stanowił otoczony murem święty obszar z potężnym zigguratem i świątyniami w większości poświęconymi bogowi księżyca Nannie, oraz jego żonie Ningal. W latach 20 XX wieku brytyjski archeolog Leonard Woolley odkopał tu ogromny cmentarz królewski (ok. 2600 – 2300) z prawie 1500 grobowcami pełnymi cennych przedmiotów, które świadczyły o bogactwie cywilizacji Sumerów.”

Proces tworzenia historii od początków Życia na Ziemi aż po dzień dzisiejszy stanowi pewien logiczny ciąg. Jedna epoka czy era następuje po drugiej stale jednak prąc w tym procesie do przodu. Nic w naszej historii nie dzieje się od nowa. Tak też to co było tematem poprzedniego rozdziału: budowle i kamienne kompleksy europy zachodniej są integralną częścią innych budowli, w innych czasach. W epoce „przedcywilizacyjnej” były to dość „prymitywne świątynie” jednakże stanowiły one „wzór” dla innych bardziej zaawansowanych i bardziej efektownych w swoim rozmachu budowli. Należy podkreślić, że głównym „spoiwem” idei budowy tych obiektów były mity i wierzenia tych wielkich cywilizacji. Dzięki nim można dostrzec, że ich wiara w „Boga – Stwórcę”, w początek stworzenia świata była taka sama jak wiara tamtych kamiennych „przedcywilizacji”. Świadczy to o ciągłości wierzeń oraz o tym, że wiara i mitologia „tamtych” plemion i ludów była inspiracją dla „tych” ludów sprzed epoki pierwszych starożytnych cywilizacji.

Stary Testament, który jest podstawowym źródłem poznania wiary i religii naszych przodków został napisany pomiędzy 1200 a 150 rokiem p.n.e. Sprawy i tematy zawarte w tej księdze nie wzięły swego początku z wiedzy ludzi żyjących tylko w tym okresie. Wiedzę zaczerpnięto z wiary ludów „przedcywilizacyjnych”. Między wierzeniami „przedcywilizacyjnymi” a wiarą zawartą w Biblii jest pewna luka. Nie może ona być jednak przestrzenią niezagospodarowaną. Lukę tę w bezdyskusyjny sposób wypełniają mity i wierzenia prehistorycznych cywilizacji. Przekonywującym dowodem na to są mity starożytnego Sumeru.

Dzięki poznaniu czasów „przedpotopowych”, można z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że tak i jak wszystkie tropy – mity są w zaszyfrowany sposób przekazem całej prawdy o przeszłości i przyszłości wszechświata. Dokładnie czytając „opowieści” sumeryjczyków i kananejczyków, widać jak pod mikroskopem, że „mity” te nie są żadnymi mitami czy też bajkami, lecz takim samym jak Kopiec Węża, czy Long Man – śladem wiodącym do poznania prawdy. Podobnie ma się rzecz z wszystkimi innymi „śladami z przeszłości”. Przypomnijmy sobie zatem jaki element architektury Sumeru tożsamy jest z „muzeum” znajdującym się na Sardynii. Zigguratowi Nanny znajdującemu się w Międzyrzeczu, odpowiada Wielki Ołtarz z Monte d’Accoddi. Sumeryjski Ziggurat – podobnie do sardyńskiego Wielkiego Ołtarza – góruje nad całym Ur.

Ziggurat

Ziggurat

Najbardziej charakterystycznym elementem zigguratu są monumentalne schody wiodące do najświętszego miejsca w mieście – Domu Nanny. Tak jak na Sardynii, tak w Ur na szczytach tych budowli odbywały się podobne w swoim charakterze uroczystości ku czci Boga – Księżyca, który był symbolem kobiet – (tak samo zmiennej jak Księżyc). Tak wiec ten potężny ziggurat, w swojej wymowie jest kolejnym, jakże symbolicznym przedstawieniem kobiety. Te schody, patrząc od dołu piramidy, wydają się być przedstawieniem drogi wiodącej do najbardziej intymnych części ciała kobiety. Jakże podobne jest to w swojej wymowie do Stonehenge, Newgrange, Kopca Cachokia, Chichen Itza, i innych. Wszędzie tam panował ten sam kult, te same wierzenia. Czym jednak oprócz monumentalności wyróżnia się to święte miasto Sumerów. Otóż, sama ta piramida nie jest jeszcze największym przedstawieniem Boga – Księżyca, nie jest nim nawet całe miasto Ur z jego wierzeniami. Zamysł jaki powstał w głowach tych „przedpotopowych” ludzi był zaiste bardzo łatwy a zarazem trudny do rozszyfrowania. Wiedzieli oni o Kulcie Ptaka, że nadejdzie taki dzień kiedy człowiek nie tylko będzie mógł wznieść się w powietrze i to co zobaczy nie wyda mu się tylko przypadkowym zbiegiem okoliczności, lecz dzięki temu zrozumie genialność tych, którzy tworzyli te cywilizacje. Tworzyli je nie po to by je tylko tworzyć, ale by po nich pozostały ślady, tropy w postaci tych właśnie „kamiennych pomników”.

Przyglądając się mapie z zaznaczonymi miejscami największych starożytnych cywilizacji, od razu można zauważyć, że powstawały one nad brzegami jednych z największych rzek na Ziemi. Jaka mogła być tego przyczyna? To oczywiste – występowały tam najbardziej dogodne warunki do życia. Czym w takim razie wyróżnia się Sumer ze swoim kultem Księżyca. Już sama geograficzna nazwa tego miejsca – Mezopotamia, czyli Międzyrzecze – wskazuje nam trop wiodący do poznania prawdy.

Otóż, ci „przedpotopowi” myśliciele, postanowili z Międzyrzecza uczynić największe z możliwych, kosmicznej wręcz skali „sanktuarium” Kobiety.

Mezopotamia

Mezopotamia

Najdobitniej o tym świadczy kształt tego międzyrzecza. Są to dwie rzeki Tygrys i Eufrat, które zwężając się ku dołowi tworzą bardzo wyraźnie, najważniejszą część kobiecej fizys.

Jest jeszcze jedna, bardzo interesująca z historycznego punktu widzenia sprawa. Zanim w Ur „rozpanoszył się” Kult Kobiety – Księżyca, na tym terenie królował inny kult – Kult Słońca, który jak wiadomo był powszechnie znanym symbolem Stwórcy Życia. Przypomnijmy sobie Stonehenge, Newgrange i rolę Słońca w wierzeniach tych ludów. Proszę się nie obawiać, żadnego „zamachu stanu” nie było, ta „zamiana” kultów w Ur była całkowicie „bezkrwawa”.

Jak już wspominałem, kształt Międzyrzecza jest niemal idealny by utworzyć na jego „odnóżach” symbolu Kobiety – Księżyca. Na wyjaśnienie tego jak wyglądał ten proces „zamiany” kultów, naprowadza nas Leonard Woolley – odkrywca królewskiego cmentarza. Jak wiemy cmentarz ten powstał ok. 2600 – 2300 r. p.n.e., a wiec przed największym rozkwitem miasta Ur i jego zigguratu – (2100 r. p.n.e). Woolley w grobach tych odnalazł bardzo wiele przedmiotów zarówno użytkowych jak i dekoracyjnych. Miedzy innymi: figurki kozłów stojących na tylnych nogach, czy też wspaniały hełm z elektronu (stop złota i srebra). Większość tych odkryć dokonano w grobowcu zwanym – Wielkim Szybem Śmierci. Prawie wszystkie teprzedmioty wykonane są ze złota. Złoty kolor jak wiadomo przynależny jest Słońcu a nie Księżycowi, któremu bardziej „odpowiada” kolor srebra. Tak więc w epoce „przedksiężycowej” panował kult Słońca – Stwórcy Człowieka. Pozostałością po tym kulcie są mity i wierzenia, które tak szybko nie znikają. („Kozioł w lesie” – to oczywiście symboliczne przedstawienie Boga -Słońce. Widok rozwiniętych złotych skrzydeł kozła, w rzeczy samej stanowił piękny symbol Słońca. Złoty hełm Meskalamduga – to nakrycie głowy sumeryjskich królów, którzy z pewnością symbolizowali Boga – Słońce na ziemi, podobnie jak się to miało z innymi, bardziej znanymi królami np.: Ludwik XIV – zwanym Królem Słońce. Jak już wspomniałem, ta „zamiana” kultów przeprowadzona została „bezkrwawo”, więcej nawet, była to największa i najwspanialsza ceremonia w całej historii starożytnego świata. Nie był to w żadnym razie pogrzeb ani człowieka, ani króla, tylko symboliczne pożegnanie się z Bogiem – Słońcem, Stwórcą Człowieka, który odszedł w zaświaty, ale tak jak Słońce co dzień „powraca”, tak i on kiedyś powróci, by swoim światłem „odrodzić” Życie na Ziemi.

Potwierdzeniem tego, iż rzeczywiście była to wielka i jedyna w swoim rodzaju uroczystość przekonuje Wielki Szyb Śmierci, który jest miejscem „tylko tymczasowego” spoczynku Boga (złote przedmioty, a także służące, które towarzyszą Bogu w jego wędrówce po świecie ciemności). Na potwierdzenie tego, że w „przedksiężycowym” Sumerze obowiązywała taka sama wiara, jak w pozostałych częściach całego świata świadczy płaskorzeźba z ok. 2700 r. p.n.e., wykonana na kamiennej misie. Jest to znakomity przykład dualizmu. W swojej formie i układzie symboli jest identyczny z ideą Kopca Węża, Long Man`em, i inn. Ta zasada Dualizmu jest „znakiem rozpoznawczym” wszystkich cywilizacji i kultur na całym świecie, powstałych w różnym czasie historycznym. Tak więc Międzyrzecze było, jest, i na wieki już będzie symbolem Kobiety – znanej z „księżycowej” zmienności. Jest ona pierwszą z dwu stron dualistycznej koncepcji, która od początków naszej historii przenikała i przenika swoją obecnością, wszystkie starożytne i nowożytne cywilizacje.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Kilka przykładów

Visbeck – Okolica Ahlhorn, Visbeck, Dotlingen i Wildeshausen o powierzchni 39 ha. Tworzy czysto magiczny kwadrat zawierający ok. 500 kamiennych kręgów i megalitów. Nazwa jednego z kręgów – Visbecker Braut (Panna Młoda z Visebeck) istniała na mapie z 1765 r., a że w okolicy znajduje się także Glaner Braut jest to wskazówka, że kręgi częściej służyły zaślubionym niż pogrzebom.

Tańczące kamienie” – największy kamienny krąg w Niemczech – Visebecker Broutigam (Pan młody z Visbeck), o długości 104 m. i szerokości 8-9 m. – 130 głazów.

Stół ofiarny” – najczęściej fotografowany kamień w Niemczech. Zachowana część „blatu” waży ponad 40 ton – aktualna długość 5 m., szerokość 3 m., grubość do 1,2 m .

Visbek, Stół ofiarny

Visbek, Stół ofiarny

„Stół ofiarny” wcale nie jest tym, czym chcą go widzieć „znawcy”. Ten najczęściej fotografowany kamień jak wskazuje na to jego kształt, a zwłaszcza wcześniej opisywany kontekst to nic innego tylko ogromny fallus.

Gigant Cerne – Na stoku kredowego wzgórza uwieczniono postać nagiego mężczyzny z maczugą w dłoni. Jak widać najważniejszymi elementami tego rysunku jest maczuga i wyraźnie „bojowo nastawiony fallus”.

Gigant Cerne

Gigant Cerne

Całość tego rysunku ma niezaprzeczalny związek z Konkluzją, a więc, że to właśnie fallus jest najważniejszym „modulatorem” naszej ewolucji: począwszy od człowieka prymitywnego (stąd maczuga), aż do chwili obecnej.

Long Man – „Długi człowiek” z Wilmington – powstał z prostokątnych kamiennych płyt, które o zmierzchu odbijają światło.

Long Man z Wilmington

Long Man z Wilmington

Jest to oczywisty symbol „zgodności przeciwieństw”. Człowiek „doskonały” opiera się lub trzyma dwie laski – czyli przeciwstawne sobie siły. Jeśli z jednej strony Mężczyzna – Słońce, to z drugiej Kobieta – Księżyc. Żadna z tych stron nie powinna, wręcz nie może, być większa, silniejsza od drugiej. Jeśli jakaś strona osiągnie przewagę nad drugą – nie będzie człowieka doskonałego, nie będzie harmonii między tymi dwoma siłami.

Kult Słońca – jest symbolicznym przedstawieniem „Boga – Stwórcy”. Kobieta i Mężczyzna „dzięki” swemu dymorfizmowi płciowemu, stanowią doskonały przykład dualizmu – czyli przeciwności dwóch zasad: męskiej i kobiecej, Słońca i Księżyca. Tym dualizmem, człowiek „przedpotopowy” daje nam do zrozumienia, że podstawą naszej egzystencji jest jedność przeciwieństw, co w ogólniejszym znaczeniu odnosi się do cykliczności wszechświata. Kopiec Węża, Long Man – dobitnie o tym świadczą. Dualizm: dobro i zło – początek i koniec Świata, który jest „Megacyklem” – jest Życiem i Śmiercią całego Wszechświata.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Megalityczna Sardynia

Wszystkie te wcześniej przedstawione symbole geniuszu i przemyślności naszych przodków są pojedynczymi, jednakowoż reprezentatywnymi przykładami swoich kultur. Są one „klasykami”, każda w innej konwencji i w sposobie przedstawienia tematu. Carnac i cała Bretania „słynie” z megalitycznych głazów, prehistoryczne cywilizacje z Wysp Brytyjskich „specjalizowały się” w budowie kręgów i kopców. Inne regiony, także wnoszą coś „nowego” – np.: Zimbabwe – dziesięcio metrowa, zwężająca się ku górze wieża. Jest jednak takie miejsce na świecie, w którym, niczym zwierzęta w Zoo, zebrane zostały prawie wszystkie te tendencje w jednym miejscu. „Zwiedzając” to miejsce, można dzięki nim poznać większość typów i form budowli, które niczym „kopie z kserokopiarki”, powielone zostały później w innych rejonach całego świata. W kształcie tych obiektów można „dostrzec” jakiś architektoniczny archetyp, który powoduje, że rozpoznajemy w nich poszczególne sanktuaria, w wyniku czego można dojść do wniosku, który jednak „niekoniecznie” jest zgodny z prawdą, iż musiały one mieć swój mały „genesis” właśnie w tym miejscu. Takim miejscem jest megalityczna Sardynia.

Domus de janas

Domus de janas

„Charakter wyspy określiły dwie ważne kultury: podziemna architektura grobowa (tzw. ipogeum) z trzeciego tysiąclecia p.n.e. i architektura nuragiczna z drugiego i częściowo pierwszego tysiąclecia. Ta pierwsza, zwana pre- nuragiczną przyjmuje najróżniejsze formy: Na wyspie znajduje się ponad 1000 wydrążonych w skałach grobowców zwanych „domus de janas. Jednak najbardziej charakterystyczne dla krajobrazu Sardynii okazują się budowle zwane nuragami , znajdujące się tam od 3800 lat. Jest ich ponad 7000. Religia tego okresu, której główne ślady można jeszcze odnaleść opierała się na dualizmie: zasada męska – żeńska, ziemia – nasienie, Słońce – Księżyc.

Oddawanie czci Wielkiej Matce – Ziemi sprawiało, że do dziś fascynujące dzieła sztuki tego okresu zdołały przetrwać. Najważniejszym religijnym pomnikiem tej starożytnej sardyńskiej epoki jest wielki ołtarz z Monte d`Accordi. Został on zbudowany z wielkiego czworobocznego tarasu, na który wiedzie długie, charakterystyczne podejście. Jest to jakby połączenie nieba z ziemią poprzez modlitwę, natychmiastowy i bezpośredni związek człowieka z Bogiem. Owo znajdujące się na podwyższeniu miejsce, jedynie na całej wyspie przypomina mezopotamskie zigguraty i powstało około 3 tys. lat przed Chrystusem. Zabytek składa się z prostokątnej platformy o wymiarach 30 x 36 m., znajdującej się o 9 metrów wyżej niż otaczający ją teren. Do tarasu prowadzi długa około 30 – metrowa rampa, podtrzymywana z boków przez olbrzymie głazy. W okolicy znajdują się również dwa menhiry i wielki, płaski, wieloboczny kamień oparty o kilka podtrzymujących go głazów. Wewnątrz wzniesienia odkryto budynek w kształcie prostokąta o wymiarach 2 x 15 m. Znajduje się on na głębokości 5,5 metra w stosunku do platformy i jego usytułowanie związane jest równonocą. Inne interesujące położenie dotyczy boku platformy skierowanego bezpośrednio na punkt wschodu Księżyca. Wszystko mówi tutaj o sakralności – począwszy od menhirów (z których jeden jest z białego wapienia, a drugi z czerwonej ardezji), poprzez ołtarz ofiarny znajdujący się na szczycie, aż po dziwny kulisty kamień wygładzony przez człowieka – Święty kamień Omfalos.

Najsłynniejszym na świecie był omfalos ze świątyni Apolla w Delfach. Także i w innych krajach istnieją duże, okrągłe kamienne głazy. To co czyni je jeszcze ciekawszymi, to fakt, że niektóre z nich posiadają dziwne pęknięcia. Są one tak precyzyjnie dokładne, że nie wydają się być dziełem natury. W połowie drugiego tysiąclecia rodzi się nowa kultura. Powstaje architektura nuragiczna. Od 1500 r. p.n.e. Do VI wieku p.n.e. (tzn do momentu najazdu przez Kartaginę) cywilizacja nuragów przeżywa ciągły rozwój. W architekturze niespodziewanie pojawia się tholos. Jest to tak zwana fałszywa kopuła: – sposób zamykania budynków w górze na planie koła. Na całej wyspie jest ponad 7000 takich nuragów. Są zbudowane z dużych kamiennych bloków, bez użycia zaprawy. Ich nazwa kiedyś była łączona z fenickim słowem odpowiadającym ogniowi. Wejście do tych obiektów usytuowane jest na linii prostej między wschodem a zachodem. W środku znajdowało sie okrągłe pomieszczenie, w którym mogły występować nisze (do trzech). Czy nuragi, w środku ciemne i pozbawione otworów kominowych bez śladów ich zamieszkania, takich jak pozostałości jedzenia czy garnków (nigdy ich nie znaleziono w żadnych wykopaliskach), mogły służyć do celów mieszkalnych? To raczej niemożliwe. Otwory w nuragach są skierowane w stronę południka lub w kierunku Słońca.

W innych przypadkach badacze stwierdzili, że obiekty te były zorientowane na wschodzące, bardzo jasno świecące gwiazdy, takie jak Syriusz, Rigel, Rigl. 8 VI o jedenastej rano poprzez górny szczytowy otwór w dwóch nuragach Aiga w Abbasanta i Briola w Aidomaggiore, Słońce do wnętrza obu budowli przesyła promień oświecając jedną z nisz znajdujących się w cyklopicznych nuragach. Jest ich około 35. Każdy z tych grobów składa się z długiego korytarza z wejściem po przeciwnej stronie. Najbardziej spektakularną budowlą ludzi epoki nuragicznej była świątynia ze studnią. W miejscu, gdzie znajdowało się źródło, lub gdzie podziemna żyła wodna prawie dochodziła do powierzchni, konstruowano podziemną komorę, ze znajdującym się prawie na poziomie powierzchni tzw. Tholos. Aby dostać się do podstawy komory, należało zejść po dość stromych schodach. Na wyspie istnieje około 30 takich świątyń studziennych. Do studni Santa Cristina idzie się wąską dróżką. Świątynia składa się z samej studni, do której prowadzi wejście w kształcie trapezu. Jest ona otoczona ogrodzeniem w formie dziurki do klucza i drugim w kształcie okręgu. Geometria studni Santa Cristina została zbadana najlepiej ze względu na jej doskonały stan, dający możliwość dokonania dokładnych pomiarów. Najbardziej interesującym rezultatem okazał się pomiar dotyczący maksymalnej odległości zenitalnej, odnoszącej się do widoczności, jaką uzyskuje obserwator znajdujący się na północnej stronie studni. Wynosi ona 11stopni 5 minut i odpowiada precyzyjnie minimalnej odległości zenitalnej Księżyca dla szerokości geograficznej studni Santa Cristina. W związku z tym, Księżyc w fazach swej największej deklinacji odbija się przez krótki okres czasu w głębi studni, (zwłaszcza w grudniu i styczniu) odpowiadają pełniom Księżyca i jego zaćmieniom, przynajmniej raz w roku, podczas przejścia przez południk, około północy w studni odbija się Księżyc w pełni.” cytat: Joanna Burakowska, „Nieznany Świat”, 2001/11

Sardynię można porównać do istnej „wyspy kobiet” – Lesbos , znanej z innej „opowieści”. Wszystkie te „domus de janas”, „nuragi”, a nawet studzienne świątynie są to w bardzo „symboliczny” sposób przedstawienia żeńskich „walorów”, identyczne w swojej idei z wcześniej opisywanymi. Każda cywilizacja, każda kultura budowała te swoje „sanktuaria je ności przeciwieństw” w inny sposób. Domus de janas – swoim kształtem przypominać mają żeńskie narządy płciowe. Największy otwór na dole to wejście do pochwy, zaś dwa małe otwory nad tym otworem to symbol żeńskich gonad.

Nuragi

Nuragi

Po przełomie z połowy drugiego tysiąclecia także i nuragi przedstawiają powyższe narządy. Nuragi są już „tylko” wieżami z jednym otworem, jednakże o porównywalnym z domus de janas znaczeniu o czym świadczy promień Słońca wnikający do ich wnetrza. O tym, że świątynie studzienne także są symbolem kobiety świadczy ich kształt (dziurka od klucza), oraz największy dowód – woda w studni. Przypomnijmy sobie Averbury – gdzie to jego budowniczowie zastosowali podobny „manewr”. Ten odbijający się w głębokiej studni Księżyc – symbolizuje oczywiście tego rodzaju kłopoty jakie mają wszystkie dojrzałe kobiety w każdy „księżycowy” miesiąc.

studnia Santa Cristina

Studnia Santa Cristina

W istocie, bardzo przemyślany to sposób zaprezentowania „tematu”. Ta „księżycowa kobiecość” będąca symbolem zmienności będzie odtąd, wyznaczać kontrapunkt dla mężczyzny widzianego jako Słońce, który – tak jak Słońce dla symbolicznej Ziemi – jest „sprawcą” kobiecej brzemienności. Tak więc, symbolem Kobiety – jest Księżyc, zaś symbolem Mężczyzny – Słońce.

W tym miejscu chciałbym podkreślić jedną bardzo ważną rzecz. Otóż po bliższym przyjrzeniu się kształtom domus de janas oraz budowli z Goni Pranu Mutteddu z okolic Caglian, można dość do wniosku, że te obiekty są identyczne z tymi z: Boliwii (Brama Słońca w Tiahuanaco), Meksyku (Świątynia Lalek w Dżibilchaltum), Angkor Wat i innych! Studnie w ziemi odbijające światło Księżyca, swoim kształtem wejścia (podobnego do dziurki od klucza), spotykane są także m. inn. w Japonii, Chinach, czy też w Dolinie Indusu!

Opisany został element żeński. A gdzie „męska – antagonistyczna połówka”? Jest także i ona. Reprezentują ją „Grób Gigantów” w Sa Enaje Thomes – fallus, menhiry oraz święty kamień – Omfalos, który w tej „opowieści” symbolizuje – jeden plemnik, z którego po połączeniu się z elementem żeńskim „powstaje” „ludzkie nasionko” To stylizowane pękniecie przypomina – „ziarenko grochu”, z którego wyrasta cała roślina – „człowiek”. Takie „ziarenka” można spotkać także i w innych cywilizacjach. Czymże są: kamienne głowy Olmeków, bryły platońskie znalezione w Szkocji, kamienny delfijski Omfalos – jak nie takim właśnie „ziarenkiem – człowiekiem”?

Omfalos – już sama nazwa wskazuje na bezpośredni, nie tylko etymologiczny, związek z fallusem. „Strugi energii” znane z Carnac również występują na Sardynii podobnie jak i słynne figurki „Wenus”, których symbolika jest oczywiście odmienna od „Matki Ziemi”. O budowlach i architektonicznych kompleksach znajdujących się na innych kontynentach, będzie jeszcze „mowa” w innych rozdziałach.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Wielkie Zimbabwe

Wielkie Zimbabwe

Wielkie Zimbabwe

Wielkie Zimbabwe – „Ruiny dawnego Zimbabwe bez wątpienia należą do najbardziej imponujących budowli w Afryce południowej i środkowej. Najstarsze osiedle w tym miejscu pochodzi z IV w. p.n.e., ale największy rozkwit przeżyło między X a XV wiekiem. Najważniejszym obiektem jest tu eliptyczna Wielka Zagroda z masywnymi murami, których grubość dochodzi do ponad 6 metrów. Wielkie Zimbabwe prawdopodobnie zawsze pełniło funkcję miejsca kultu. Ruiny na wzgórzu położone o 400 m na północ od Wielkiej Zagrody, pochodzą z najstarszego okresu w historii Wielkiego Zimbabwe i obejmują m. in. Wschodnią Zagrodę, czyli główne sanktuarium, w którym na okrągłych kamiennych platformach wznosiły się monolity, zwieńczone niekiedy kamiennymi posągami ptaków. Mury Wielkiego Zimbabwe zbudowano ze ściśle dopasowanych granitowych bloków, bez fundamentów i bez użycia zaprawy. Zewnętrzna ściana Wielkiej Zagrody ma 5154 m sześciennych objętości i jest największą zabytkową budowlą w Afryce subsaharyjskiej. Jedną z większych zagadek Wielkiego Zimbabwe jest 10 – metrowa zwężająca się ku górze wieża. Nikomu nie udało się wejść do jej wnętrza i dość powszechnie uważa się, że jest ona wypełniona kamieniami. Do wieży prowadzi długi, mroczny korytarz miedzy wysokimi murami. W Wielkim Zimbabwe znaleziono steatytowe posagi ptaków – bożków i antropomorficzne figury symbolizujące być może zmarłych wodzów bądź klany. Głównym bogiem W. Zimbabwe był Mwari, czyli Stwórca.”

Nie przedłużając rozszyfrujmy od razu ten „kod” z Afryki południowej. Główny kompleks czyli Wielka Zagroda to nic innego niż „męskie klejnoty”. Ta zagadkowa stożkowata wieża jest inaczej niż w poprzednich przypadkach symbolicznym przedstawieniem męskiego fallusa, zaś ten niezwykły korytarz to równie symboliczne drogi moczowo-płciowe, które doprowadzają „nasienie” do tej „męskiej armaty”. Wschodnia Zagroda stojąca na Wzgórzu Ruin to nic innego niż „cel” tej „armaty”- żeńskie narządy rozrodcze. W tym sanktuarium odbywały się, jak sądzę, doroczne misteria ku czci Boga Mwari – Stwórcy ich i całego świata. Tak jak i w innych przypadkach, spotykamy się tu z Kultem Człowieka Ptaka, świadczą o tym posagi bożków – ptaków. Nie są one „zwykłymi” posążkami – symbolami ptaków, lecz znacznie więcej – symbolizują człowieka przyszłości czyli człowieka, który wzniesie się kiedyś w powietrze i odczyta ich Przesłanie. Wierzyli, że taki dzień kiedyś nadejdzie (i nie pomylili się). Pozostaje kwestia figurek symbolizujących wodzów czy klany. Niestety nie symbolizują one wodzów. Są to znane nam już wcześniej figurki „Wenus”, a jak już wspominałem – nie są to symbole „Matki Ziemi”. Figurki te służyły do innych celów.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Najnowsze komentarze

Przysłowia i sentencje

Jest coś wyższego w górze, które miesza zamiary śmiertelnych (co przeszkadza zamiarom śmiertelników).
Walerian Łukasiński
----------------------
Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze, zawsze ludzie tego nie pojmują.
Heraklit
---------
Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy czasem.
Człowiek będzie musiał pojąć czas
i opanować go. Albowiem czas jest nasieniem wszechświata.
Mahabharata
---------------
Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.
Albert Einstein
----------------

Jak ten czas leci!

Lipiec 2018
P W Ś C P S N
« Kwi    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Visits

Weather condition