Get Adobe Flash player

Miesięczne Archiwa: Listopad 2014

Wyspa Wielkanocna (Rapa Nui) – czyli Kobieta w ciąży

Kolejny rozdział z książki Gloria Olivae.

Rapa Nui

Rapa Nui

„Na samotnej wyspie we wschodniej części Pacyfiku, oddalonej od Ameryki Południowej o ok. 3220 km, stoi 600 kamiennych głów. Ich pochodzenie przez długie lata otaczała tajemnica. Wyspiarze nazywający to miejsce „Te Pito o te Henua” (koniec lądu), twierdzili, że posągi same tu przywędrowały. Holenderscy żeglarze, którzy wylądowali na wyspie w Wielkanoc 1722 roku, zbadawszy wulkaniczną skałę z jakiej je wykonano, doszli do wniosku, że zostały przetransportowane z miejscowych kamieniołomów na drewnianych saniach lub rolkach – na wyspie nie rosły jednak żadne drzewa. Zagadkę udało się rozwiązać dopiero pod koniec XX wieku. W 1956 r. norweski podróżnik Thor Heyerdahl odkopał na wyspie warstwy zwęglonego drewna; było to dowód, że istniały na nie kiedyś bujne lasy, a dawni mieszkańcy wypalali je pod uprawę ziemi. Przypłynęli tu nie ze wschodu, jak, początkowo sądzono, lecz z Polinezji, na zachodzie ok. 450 r. n.e. Posągi upamiętniające zmarłych wodzów uważanych za potomków bogów – zaczęli rzeźbić ok. 1000 r. Przypuszczalnie przeciągali je i ustawiali pionowo w docelowych miejscach przy pomocy sań. Około 1500 r., kiedy w wyniku stosowanej metody uprawy ziemi zniszczyli wszystkie lasy na wyspie, doprowadzając tym samym do erozji gleby, zabrakło drewna niezbędnego do budowy łodzi, którymi można by wypływać w morze i łowić ryby. W ten sposób sami uwięzili się na wyspie, która nie była już w stanie ich wykarmić. Niebawem wybuchły wojny plemienne. Przypuszczalnie to wtedy masowo burzono posągi rywali, by zniszczyć ich „manę” (magiczną moc). Z marzeń o ucieczce z wyspy narodził się kult człowieka – ptaka, który potrafiłby ulecieć na wolność jak tutejszy ptak fregata. Kiedy na wyspę dotarli Holendrzy, zastali na niej skłóconych mieszkańców, którzy od dawna już nie otaczali kultem kamiennych posągów. Kiedy przestano wznosić posągi, popularność zyskał kult człowieka- ptaka. Co roku w ceremonialnej wiosce Orongo, gdzie znajdowały się petroglify ptaka obchodzono święto „tangata manu”. Na wysepce Moto Nui gnieździły się czarne mewy. Uważano je za wcielenie Makemake, naj-ważniejszego boga na wyspie, a ich jaja były święte. Wódz plemienia, które jako pierwsze zdobyło jajo z wysepki, stawał się nowym człowiekiem – ptakiem, czyli bogiem całej wyspy. Podczas tych uroczystości składano ofiary z ptaków a nawet ludzi.” cytat: Colin Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

W wyniku dotychczasowej peregrynacji po najciekawszych i najbardziej znaczących starożytnych cywilizacjach i kulturach, poznaliśmy różne, jak dotąd nieznane i zagadkowe „sygnały z przeszłości”, które zbudował symboliczny Noe dla „Człowieka przyszłości”. Wszystkie te świadectwa ludzkiego geniuszu: petroglify, rysunki naskalne, naziemne, kopce, megality, poprzez bardziej praco- i czasochłonne: piramidy, świątynie, stanowią niezaprzeczalny dowód na to, że mimo iż powstały one w różnym czasie historycznym, i w różnych miejscach, to łączy je jednakowy dla wszystkich schemat, jednakowa formuła. Wszystkie te „tajemnicze” Cywilizacje po spełnieniu swojej „misji” zbudowania „Arki”, stawały się „prawie” natychmiast niezrozumiałe dla swoich bezpośrednich następców. Ten proces „wykasowywania” pamięci przebiegał w różny sposób. Czasami, jak np. w starożytnym Egipcie rozwój cywilizacji miał aż trzy fazy – Stare, Średnie i Nowe Państwo. Po okresie kilkusetletniego osłabienia władzy centralnej, wewnętrznych walk, najazdów i głodu, następował wzrost zamożności, co w połączeniu z nowymi zdobyczami (Nubia) oraz dzięki wiedzy zakodowanej w umysłach kapłanów, stwarzało dogodne warunki do odbudowy i dalszej rozbudowy symbolu Mężczyzny na zarysie rzeki Nil. Czasami cała cywilizacja stawała się strażnikiem, opiekunem, najważniejszego jej dzieła, generalnie jednak jako całość „odchodziła w niepamięć”.

Cóż mogli wiedzieć o bogactwie przekazu kultury Sumeru ich „zdobywcy” i następcy semiccy Amoryci, którzy utworzyli na ich gruzach nowe królestwa m. in. Babilon, Asyrię? Cóż mogli wiedzieć o znaczeniu, kształcie, czy rozmieszczeniu wewnętrznych szybów i pomieszczeń piramid i świątyń – Persowie, Grecy, czy Rzymianie, po „upadku” Nowego Państwa? Cóż mogą wiedzieć o ukrytym sensie filozoficznych doktryn ci, dla których filozofia „zaczyna się” od materialistów z Efezu? Cóż mogli wiedzieć Grecy po przejściowym „upadku” cywilizacji na przełomie II i I tys p.n.e? Cóż mogli wiedzieć Ariowie o tajemniczych mieszkańcach Doliny Indusu – Drawidach – (Mohendżo – Daro), którzy „opuścili” swoje miejsce zamieszkania (kataklizm?) i „przenieśli się” w inne, dogodniejsze do życia, miejsce? Takich przykładów można przytoczyć znacznie więcej: megalityczna Europa, Imperium Khmerów, Olmekowie, Inkowie, praktycznie każda kultura, każda cywilizacja, miała swoich „tajemniczych” przodków, o których z oczywistych względów niewiele do tej pory było wiadomo.

Wyspa Wielkanocna ze swoim tajemniczym ludem, którego jedynym zdawałoby sie celem była budowa kamiennych posągów, nie mówiąc już o równie tajemniczych obrzędach Kultu Człowieka – Ptaka, czy też piśmie „rongo– rongo, jest jeszcze jednym elementem tego samego nieustannie powtarzającego się Planu Budowy „Arki” co wszystkie wcześniej omawiane cywilizacje. Jak wiadomo holenderski odkrywca Jakub van Roggeveen przybywając w 1722 roku na Wyspę Wielkanocną zastał na niej skłóconych mieszkańców, którzy już od dawna ulegli dobrze nam znanemu procesowi „zapomnienia”. Tubylcza ludność wyspy stanowiła konglomerat dwóch ludów, potocznie nazwanych Krótkousi i Długousi (jak sama nazwa wskazuje odnosi się to do długości małżowiny usznej), których pochodzenie i czas przybycia na wyspę było zgoła odmienne. Zgodnie z zasadą „ wykasowywania” pamięci, ludzie ci z pewnością niewiele już wiedzieli o celu jaki przyświecał ich przodkom, przybyłym z tak bardzo odległych od tej samotnej wyspy „macierzystych” cywilizacji. Cóż mogli wiedzieć tubylcy Wyspy Wielkanocnej o ukrytym znaczeniu kamiennych posągów „moai” i „ahu” czy o Kulcie Człowieka Ptaka na początku XVII wieku, a tym bardziej, cóż na ten mogą powiedzieć współcześni, dla których największe i najwspanialsze dowody wiedzy i wiary naszych przodków (piramidy, megality, misteria symbole itp.), stanowią tylko atrakcję turystycznych wycieczek?

„Niejasna jest przyczyna upadku kultury mieszkańców Wyspy Wielkanocnej, choć wiadomo, że stało się to po pierwszym kontakcie wyspiarzy z Europejczykami. Wedłóg źródeł historycznych w 1722 roku odkrywca wyspy van Roggeveen widział stojące posągi, natomiast w 1774 roku angielski żeglarz James Cook wspomina o częściowym ich zniszczeniu. Późniejsze relacje opisują jedynie powalone posągi. Podania wyspiarzy mówią o wymordowaniu przez Krótkouchych nielicznych już Długouchych w rejonie Poike, u podnóża wulkanu Paukatiki, i obaleniu wszystkich „moai” stojących jeszcze na platformach. Od tego czasu w kulturze wyspy dominuje kult boga – ptaka. Być może na wyspie przez ponad tysiąc lat współistniały dwa kulty. Jeden, przywieziony na wyspę przez pierwszą falę migracyjną w IV wieku. Prawdopodobnie był to lud o cechach negroidalnych, pochodzący z Melanezji, w podaniach wyspiarskich nazywany Krótkouchymi. Natomiast drugi kult związany byłby z następną migracją, która dotarła na wyspę 300 lat później, o czym także wspominają podania. Ludzie ci – Długousi – posiadali umiejętność obróbki kamienia i owładnięci byli pasją tworzenia olbrzymich posągów „moai” oraz budowy świątynnych platform „ahu”. Obie te społeczności przez wieki żyły w zgodzie, choć prawdopodobnie ich wierzenia były odmienne, przy czym Długousi dominowali. O współistnieniu obu społeczności mogą świadczyć liczne wielkie posążki drewniane, kamienne, przedstawiające bogów całkowicie odmiennych wyglądem od „moai”, m. in. boga „Kava Kava” a także liczne rysunki naskalne z przedstawieniami boga – ptaka. Prawdopodobnie świątynny kompleks Orongo na wschodnim zboczu Rano Kau był ceremonialnym centrum Krótkouchych. Nie znamy przyczyn wybuchu nienawiści pomiędzy tymi dwiema społecznościami, wybuchu, który był śmiertelny dla kultury „moai”. cytat: „Wiedza i życie”, 2003

„Istnieje teoria zakładająca, że kultura Wyspy Wielkanocnej jest wynikiem zmieszania się wpływów kulturalnych wcześniejszej kolonizacji południowoamerykańskiej – IV w. n.e. oraz późniejszej (między XI a XIV w. n.e) kolonizacji polinezyjskiej. Prekursorem teorii o południowoamerykańskich (Inkowie) wpływach na wyspy Polinezji był norweski etnograf i podróżnik Thor Heyerdahl, który w 1947 r. zbudował w Peru tratwę z lekkiego drewna balsa, na wzór staroperuwiański, nadając jej nazwę Kon -Tiki. Tratwa niesiona tylko wiatrem i prądami morskimi dopłynęła aż do wysp Tuamotu w samym sercu Polinezji. Heyerdahl wyprawą tą dowiódł możliwości kontaktów między Am. poł. z wyspami Pacyfiku. Nie oznaczało to jeszcze, że kultura wyspiarzy wywodzi się z Peru, jednak pewne fakty świadczą o tym, że taki wpływ mógł mieć miejsce. W roku 1955 Heyerdahl zorganizował wyprawę na jedną z najciekawszych dla nauki, jak dotąd nietkniętą przez archeologów, Wyspę Wielkanocną. Jeden z jej uczestników amerykański archeolog dr William Mulloy z dwudziestu robotnikami pracował przez cztery miesiące wokół najsłynniejszej na Wyspie Wielkanocnej świątyni – platformy „ahu” w Vinapu . Było to faworyzowane stanowisko archeologiczne Heyerdahla, który w dziele kamieniarskim „ahu”Vinapu dopatrywał się podobieństwa z murami w Peru z okresu przedinkaskiego. Po odsłonięciu fragmentów „Ahu” okazało się, że budowla ta była kilkakrotnie przebudowywana i przedłużana przez znacznie gorszych architektów. Im starszy był fragment, tym doskonalszy był technicznie. Przeczyłoby to więc teoriom o stopniowym rozwoju i doskonaleniu się techniki kamieniarskiej wyspiarzy, a przeciwnie, dowodziłoby, iż najwcześniejsze budowle zostały wzniesione przez lud legitymujący się doskonalszą znajomością rzemiosła, które dopiero później zaczęło upadać. Pozostali archeologowie pracujący przy innych „ahu”, doszli niezależnie od siebie do dokładnie takich samych rezultatów i wyciągnęli takie same wnioski, co dr Mulloy. Heyerdahl na postawie przeprowadzonych badań wyciągnął następujące wnioski: „Po raz pierwszy odkryto, że w zagadkowej historii Wyspy Wielkanocnej wyraźnie wyróżniają się trzy epoki. Najpierw działał tu lud o rozwiniętej wysoko cywilizacji i kulturze, stosujący typową technikę budowlaną Inków. Ich klasyczne budowy nie miały sobie równych w późniejszej historii wyspy. Olbrzymie bloki twardego bazaltu krajano jak ser i dopasowywano wzajemnie do siebie bez szpar i dziur; te wdzięczne konstrukcje ze swymi gładkimi ścianami przetrwały długo i do dziś stoją rozrzucone po wyspie. Potem zaczęła się nowa epoka. Większość klasycznych budowli została częściowo rozebrana i przebudowana, na ich frontach tworzono wklęsłe brukowane platformy, z Rano Raraku przywleczono olbrzymie postacie i ustawiono je na szczytach przebudowanych murów. Gdy to gigantyczne przedsięwzięcie osiągnęło największy rozmach w drugiej epoce, nadszedł nagły i nieoczekiwany koniec, po którym wyspę ogarnęła wojna i ludożerstwo. Jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej skończyło się życie kulturalne, i zaczęła się trzecia, ostatnia, tragiczna faza tajemniczej historii Wyspy Wielkanocnej. Nikt już nie potrafił kuć kamienia, bez żadnych względów obalano stojące figury […] Technika Inków została przeniesiona na Wyspę Wielkanocną w zupełnie rozwiniętej formie. Stosował ją kulturalny lud, który pierwszy przywędrował na wyspę […] Jednym z najciekawszych wykopalisk był wydobyty z ziemi duży posąg, całkowicie odmienny od popularnych tam posagów – popiersi. Nowa figura miała dolną część ciała i nogi. Wyrzeźbiono ja w postawie klęczącej z siedzeniem dotykającym pięt i rękoma opartymi na kolanach. Nie była naga jak inne, lecz odziana była w kapę „poncho” z czworokątnym otworem wokół szyi. Głowa figury odznaczała się okrągłym kształtem, bródką i wyłupiastymi oczami. Wyraz twarzy posągu był zupełnie odmienny od wszystkich innych znalezionych przedtem na Wyspie Wielkanocnej.” cytat: Jacek Machowski, Wyspa Wielkanocna.

Dlaczego Wyspa Wielkanocna, tak bardzo oddalona od reszty świata (od najbliższej większej wyspy Pitcarin w archipelagu Tuamotu dzieli odległość prawie 2000 km., a od kontynentu Ameryki Południowej przeszło 3000 km.), miała tak wielkie znaczenie dla jej kolonizatorów? Dlaczego skłonni byli przebyć tak ogromne przestrzenie i przez dziesiątki pokoleń, tak uparcie tkwić na tej niezbyt dogodnej do życia wyspie? Określona ilość wody i pożywienia nie pozwalała na poziom populacji większy niż kilka tysięcy osób. Dlaczego więc nie porzucili jej dla bardziej dogodnych do życia miejsc? Czy te wszystkie tajemnicze kamienne posągi, kult człowieka – ptaka, pismo rongo – rongo, rzeźby, są tylko przyczynkiem czy też skutkiem ich decyzji? Z lektury poprzednich rozdziałów wynika, iż zasadniczym warunkiem dla zrozumienia tajemnic wszystkich wcześniej opisywanych cywilizacji, było spojrzenie na ich „architektoniczne przesłanie” z perspektywy lotu ptaka. Jeśli chcesz wiedzieć jaka jest to tajemnica to spójrz proszę na plan Wyspy Wielkanocnej, lecz nie zgodnie z ogólnie przyjętą zasadą kierunku południe – północ a zgodnie z intencją ich „kustoszy” wschód – zachód (obrót o 90 stopni). I jakaż jest to tajemnica!?

Rapa Nui Obrót o 90 stopni

Rapa Nui – obrót o 90 stopni

Linea-nigra2

Linea-nigra

Jest to największy (oczywiście po Międzyrzeczu) symbol Kobiety, na dodatek, co ma swoje niebagatelne znaczenie, dzięki pięknie wyokrąglonemu brzuszkowi, jest to symbol ciężarnej Kobiety.

Tak, bezsprzecznie! Teraz już jak po przysłowiowo – historycznym przecięciu nierozplątywalnego Węzła Gordyjskiego, cała tajemnica Wyspy Wielkanocnej jest już tylko bardzo „Małym Węzełkiem”, fragmentem „wszechcywilizacyjnego” planu budowy „Arki”, tym razem przez polinezyjskiego (jak sądzę nie tylko) „Noego”. To, że taki był zamysł przybyszy z odległych cywilizacji nie przekonują tylko moje „dobre chęci”, czy też skłonność do dopatrywania się w każdym obiekcie kultu, świątyni, rzeźbach, rysunkach naskalnych etc. sygnałów i kodów z przeszłości, ale materialny, idealny wręcz dowód – kształt wyspy, oraz wszytko to co uczynili z niej jej mieszkańcy.

Rapa Nui

Rapa Nui

Przylądek Południowy – wygasły wulkan Rano Raraku swoim kształtem personifikuje „Sanktuarium Kobiecości”, podobnie jak dolmeny, kopce – Kopiec Tara, kurhan Newgrange, krąg Stonehenge, Zimbabwe, świątynia Amona w Luksorze, mury obronne Myken, świątynia Tori w Ise, itp.

Otwór po wulkanie Rano Kao

Otwór po wulkanie Rano Kao

Wysepki Motu Nui i Motu Iti – to męski czynnik powstania nowego życia fallus – patrz świątynia w Deir el- Bahari (świątynia Mentuhotepa II to męski układ rozrodczy – wyraźnie zaznaczony fallus). Wysepka Motu Kau Kau – to sperma (świątynia Totmesa III ejakulat – sperma – świątynia Totmesa III). Ogromny otwór po wulkanie Rano Kao – to żeński czynnik powstania nowego życia – żeński układ rozrodczy – wargi sromowe, pochwa, macica. Na ilustracji widać dokładnie nawet taki kobiecy szczegół anatomiczny jak łechtaczka.

Orongo - łechtaczka

Orongo – łechtaczka

Przylądek Roggeveena wygasły wulkan Katiki to oczywiście głowa naszej symbolicznej Kobiety – Poike, szczyt wulkanu Puakatike (370 m.)

Przylądek Północny – jak już wspominałem jest to pięknie zarysowana ciąża. Jest rzeczą wręcz nieprawdopodobną, ale także i inne mniej ważne szczegóły kobiecego ciała, mają swoją reprezentację.

Linea negra

Linea negra

Hanga-o- teo to pępek, czyli bliznowate zagłębienie w skórze. Zwraca uwagę linea negra – między: Hanha-o-teo (Hanga Omohi) i szczytem wulkanu Terrevka (507 m.)

Część wyspy pomiędzy zatoką Anakena, a zatoką przed Te Pito Kura – to nic innego tylko piesi. Pofałdowane wybrzeże w dół od zatoki Hotuiti – to opadające na ramiona włosy.

Odcinek wybrzeża pomiędzy Hanga Roa, a Hanga Piko – swoim kształtem idealizuje to co budowniczowie Newgrange ustawili przed jego wejściem – włosy łonowe.

Kamienne posągi Moai i Ahuupamiętniające zmarłych wodzów, poprzez fakt usytuowania ich głównie na obrzeżach wyspy – symbolizują skórę.

Odcinek drogi łączący Rano Kao i Katiki, o czym świadczą precyzyjnie dopasowane bazaltowe bloki Ahu Vinapu – przywodzą na myśl kręgosłup.

Tangata manu – „język rapanui: „człowiek-ptak”) – tytuł zwycięzcy w rytualnych zawodach odbywanych do końca XIX w. na Wyspie Wielkanocnej, polegających na zdobyciu pierwszego w danym roku lęgowym jaja manu tara, rybitwy Sterna fuscata. Przedstawiciele poszczególnych klanów, wyłonieni na podstawie proroczych snów wieszczów ivi-attua, musieli przepłynąć wpław z Wyspy Wielkanocnej na pobliską wysepkę  Motu Nui, wyjąć jajo z gniazda, popłynąć z powrotem na Wyspę Wielkanocną, wspiąć się na szczyt klifu, dobiec do Orongo i wręczyć jajo prowadzącemu uroczystości.” cytat wiki.

Coroczny rytuał odbywający się w pobliżu Orongo, w swojej idei nawiązywał i miał taką samą symbolikę jak staroegipska ceremonia święta Opet. W czym więc tkwi fenomen Wyspy Wielkanocnej? Czy tylko w tajemniczych kamiennych figurach – jak do tej pory sądzono, czy też w jej doskonałym kształcie – jak już wiemy? Z pewnością i jedno i drugie, ale dla mnie największym „zjawiskiem” tej wyspy jest to, iż o jej walorach – symbolu ciężarnej kobiety (cykliczność powstawania Życia – Megacykl), wiedzieli i zdecydowali się to nam przekazać przedstawiciele tak odmiennych od siebie i przybywających z dwu różnych kierunków kultur – Polinezyjczycy i Inkowie. Tu raczej zgodziłbym się z Heyerdahlem i z jego teorią wpływu tych dwu różnych cywilizacji na ostateczny kształt kultury Wyspy Wielkanocnej. Czy Polinezyjczycy w IV wieku n.e. przybyli z Malezji przed Inkami, czy też ich tam już zastali (a raczej ich koncepcje uczynienia z wyspy symbolu Kobiety), to wyjaśnienie tego problemu nie jest już takie istotne. To, że wpływ ludów przybyłych z Ameryki Południowej mógł mieć miejsce mogą o tym świadczyć pewne bardzo ciekawe fakty, których prawdziwość jest niepodważalna.

„Niezwykle ciekawych odkryć dokonał Edvin Ferdon, prowadzący prace wykopaliskowe w wiosce ludzi – ptaków. Rozebrał on tam niewielkie i źle zbudowanie Ahu. Ku swemu zdumieniu stwierdził, że platformę wzniesiono na ruinach o wiele starszej budowli zbudowanej z doskonale dopasowanych kamieni, według metod budownictwa Inków. Kopiąc dalej stwierdził, że na kamieniach wyryte były okrągłe symbole słońca, bardzo rozpowszechnione w Ameryce Południowej. Wśród nich odkrył też niezwykły system otworów wywierconych w skale. Ich symetria i podobieństwo do tego typu zabytków znanych mu z Ameryki Łacińskiej nasunęły mu myśl, że ma przed sobą obrzędowe obserwatorium, astronomiczne. Ponieważ, wkrótce przypadało na półkuli południowej letnie przesilenie dnia z nocą 21 grudnia przed wschodem słońca Ferdon z kapitanem statku wybrali się na teren wykopalisk. W jeden z otworów Ferdon włożył kij, obok którego stanęli. Tak jak przypuszczał, gdy tylko słońce wychyliło się spoza krawędzi krateru, ostry cień kija padł dokładnie na oznaczony wcześniej otwór. Na prośbę Heyerdahla doświadczenie powtórzono jeszcze później w czasie jesiennego zrównania dnia z nocą i podczas następnego letniego zrównania. Nie ulegało wątpliwości, iż było to pierwsze i, jak dotąd jedyne obserwatorium astronomiczne znalezione w Polinezji.” cytat: Jacek Machowski, Wyspa Wielkanocna.

Badacze, naukowcy, pisarze zajmujący się tematyką „zaginionych” cywilizacji opisując je, napotykają na bardzo tajemniczy i nie do końca zrozumiały dla nich problem związany z różnymi misteriami, obrzędami, odprawianymi w dniu letni letniego bądź zimowego przesilenia, czy też podczas zrównania dnia z nocą, starając się tłumaczyć wszem i wobec, iż są to obserwatoria astronomiczne, które zostały zbudowane w głównej mierze po to by wykorzystywać następujące po sobie zmiany pór roku, pór wylewów i suszy, do zwiększenia ilości plonów w rolnictwie. Gdybym nie wiedział tego co cały czas jest tematem głównym tej książki – Megacykl, to może bym i uwierzył, bo w teoryjki, że byli to pierwsi „protoastronomowie” już nie. Cel i motywy misji budowniczych „Arki” był inny. O tym, że Wyspa Wielkanocna jest takim samym, jak wszystkie wcześniej omawiane przykłady, symbolem odradzającego się Życia, świadczą nie tylko materialne na to dowody, ale odnajdujemy je także zaszyfrowane w wierzeniach jej mieszkańców. Kult Człowieka – Ptaka corocznie odbywający się ceremonialnej wiosce Orongo, stanowi wzorcowy wręcz przykład przejawu takiego „szyfru”.

Tangata Manu

Tangata Manu

Właśnie tym – różnorodnością przekazu kierowali się polinezyjscy i południowoamerykańscy kapłani, by w razie nieodwołalnej nierozszyfrowalności innych symboli (vide – Dolina Indusu), ich przesłanie mogło dotrzeć do miejsca (bardziej czasu) swego przeznaczenia. Z powyższych cytatów dowiadujemy się, że kiedy przestano wnosić posągi – czyli już po przybyciu Roggeveena na Wyspę Wielkanocną, zyskał popularność kult człowieka – ptaka.  A także, iż wioska Orongo była ceremonialnym centrum Krótkouchych. Mając na uwadze to, że Krótkousi przybyli na wyspę (pierwsza fala migracyjna) – około IV wieku n.e., oraz to, że około 1500 roku zostały zniszczone wszystkie lasy i zabrakło drewna niezbędnego do budowy łodzi, którymi można by wypłynąć w morze, to pamiętając o tym, że kult człowieka – ptaka narodził się w wiosce Orongo przed dominacją Długouchych (po „rewolucji” kult ożył), to wynika z tego jeden podstawowy wniosek, iż błędem jest uważać, że kult człowieka – ptaka narodził się dopiero w XVII wieku. Jeśli więc nie brak drewna do budowy stanowił przyczynę tego, w tak istotny sposób różniącego się od pozostałych społeczności Polinezji kultu człowieka – ptaka, to jakie mogły być prawdziwe motywy Krótkouchych (i Inków), aby taki kult przez tyle pokoleń (na dodatek z wielowiekową przerwą) pielęgnować?

Na to zasadnicze pytanie odpowiedź nie jest trudna do wyartykuowania Wspomnę więc tylko, iż była i jest to ta sama „opowieść” o odradzaniu się Życia – Megacykl, jaką w inny sposób przekazywali nam np.: Indianie Adena – Kopiec Węża, mieszkańcy Averbury i Silbury Hill – łany zboża na zboczu góry Waden Hill, Stonehenge, Newgrange- czyli generyczny wpływ cyklicznie pojawiającego się Słońca, „Enuma Elisz” – sumeryjski epicki poemat opiewający zwycięstwo bogów nad chaosem, mitologia egipska – bóg Re, Ozyrys, Set – symboliczno– antropomorficzne znaczenie tych bogów, Nabta Playa – cyklicznie pojawiająca się woda w jeziorze, Mazdaizm – walka dobra ze złem, panteon bogów greckich, filozofia grecka – miłość i nienawiść Empedoklesa, tajemnicze misteria- Eleuzynie, Orficy, Dionizje i kult Amona, Taoizm – Jin i Jang – pozytywne i negatywne źródło wszelkich zjawisk i wiele, wiele innych, „aluminiowych płytek pokrytych cienką warstwą złota”, na wymienienie których potrzeba byłoby zapewne jeszcze kilka stron. Czymże innym, jak nie symbolem cyklicznie odradzającego się Życia była ceremonia święta „tangata manu”- jest to fakt bezsporny.

Jakże znamienna w tym kontekście jest płaskorzeźba pokrywająca plecy kamiennego posągu, czy też naskalne rysunki tegoż „tangata manu”, odkryte na zboczu wioski Orongo i na przybrzeżnych wysepkach. Ideogramy tych płaskorzeźb, w oczywisty sposób wykazują paralelę z bliźniaczymi bogami – egipskimi lwami zwanymi Shu i Tefnut, czy też z płaskorzeźbą na sumeryjskiej misie z ok. 2700 r. p.n.e. Egipski bóg Słońca Ra – w postaci dysku znajdującego się w centrum nad lwami, nazywany był Ra – dwóch horyzontów.

Wszystkie te symbole – przeciwstawnych sobie dualistycznych sił, wraz z ich najbardziej oczekiwanym intermezzo: Królestwo Boże, Gwiazda Dawida, Wyspy Szczęśliwe, Nirwana, Piramidion itp.(wszystkie te określenia oznaczają to samo), reprezentują podstawę naszego Wszechświata – Megacykl – swoiste Perpetuum Mobile.

Pozostaje jeszcze jedna bardzo ciekawa kwestia dotycząca tajemniczego „zniknięcia” lasów na Wyspie Wielkanocnej. Uważa się, iż w wyniku niewłaściwej metody upraw zostały one zniszczone, co doprowadziło do erozji gleby, w konsekwencji czego mieszkańcy wyspy zostali na niej „uwięzieni” na wieki. Biorąc jednak pod uwagę, że pierwsi migranci przybyli na wyspę w jasno określonym celu (budowa „Arki”) oraz to, że następne pokolenia jej mieszkańców powoli traciły z pola widzenia swoją motywację – zgodnie z zasadą wykasowywania pamięci (kilkukrotne przebudowywanie Ahu przez coraz to gorszych architektów), mogła wystąpić wśród nich chęć skrócenia sobie tej „delegacji” i powrotu do „ojczyzny”. Są to tylko moje domysły nie poparte żadnymi dowodami, ale być może nastąpiło pewne małe przesilenie – zwolenników i przeciwników opuszczenia wyspy. Przeciwnicy, powodowani chęcią wypełnienia Misji do końca spalili wszystkie lasy – ostatnią szansę na powrót, ucieczkę. Konsekwencją tego aktu desperacji było to, że społeczność Wyspy Wielkanocnej, aż po kres swoich dni stała się jej „kustoszem”.

Wyspa Wielkanocna w swoich „muzealnych zbiorach” ma jeszcze kilka innych, równie ciekawych eksponatów:

Moai - drewniana rzeźba

Moai – drewniana rzeźba

Drobne posążki i rzeźby – wykonane w drewnie i kamieniu. Najbardziej charakterystycznym elementem tych rzeźb jest bródka.

Remiro drewniany naszyjnik dawnych królów W. Wielkanocnej – czyli Dualizm raz jeszcze.

Moai papa

Moai papa

Figurki kobiece Moai papa – figurki „Wenus”.

Rongo– rongo – zagadkowe drewniane tabliczki pokryte niezwykłymi hieroglificznymi znakami.

Wyspa Wielkanocna, podobnie jak wcześniej wspomniane cywilizacje, wypełniwszy swoją Dziejową Misję: „zaczyna się, upadku, opuścili, przenieśli się, kataklizm”, stała się niezrozumiała dla swoich bezpośrednich następców: „zaczęła się nowa epoka, nagły i nieoczekiwany koniec”. Dokonania grupki „wybrańców”, którzy narażając się na ryzyko (konieczność) zerwania kontaktu z macierzą, budując (cała wyspa) i kultywując w postaci ceremonii (wioska Orongo) symbol odradzania się Życia (Megacykl), w istocie zasługują na to, by nazwać ich dokonania oraz tym bardziej ich samych, mianem fenomenu.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Postscriptum

Dokonując specyfikacji najważniejszych elementów składowych naszego symbolicznego mężczyzny, można zadać sobie pytanie: czy ta zakodowana wiedza dotyczyła tylko tych nielicznych – wybranych świątyń, zaś pozostałe obiekty budowane były bez określonego wcześniej planu, a co za tym idzie nie miały swojego ukrytego znaczenia. Odpowiedź na to pytanie ma niebagatelne znaczenie, albowiem jeśli było by to prawdą, to można by próbować podważyć czy też uznać za zaledwie bardzo prawdopodobną całą moją teorię o megasymbolu człowieka. Poniższe przykłady przeczą temu – w zadziwiający i bezdyskusyjny zarazem sposób potwierdzają i uwiarygadniają wszystkie poprzednie elementy planu egipskich kapłanów.

No bo czymże może być świątynia w File jak nie zakodowaną informacją o całej problematyce związanej z fizjologią człowieka, konkretnie z jego układem moczowo-płciowym, a jeszcze konkretniej z jego oczyszczająco-filtrującym aspektem, który ułatwia wydalanie zbędnych substancji z organizmu. Samo usytuowanie zespołu świątyń – na wyspie w zamyśle ich budowniczych miał symbolizować nerkę,

File

File

zaś zdecydowanie większe niż w pozostałych częściach rzeki Nil rozszerzające się koryto rzeki: od Asuanu po Wadi Halfa – (między pierwszą a drugą kataraktą), miał być i jest najzwyklejszą, jak najbardziej banalną strugą moczu naszego symbolicznego człowieka – patrz mapa.

Miedzy pierwszą a drugą kataraktą

Miedzy pierwszą a drugą kataraktą

Inny przykład: zachodni brzeg rzeki Nil w okolicy Karnak: Deir el- Bahari, Kolosy Memnona, Medinet Habu, Ramesseum, Deir el- Medina – to wszystkie te świątynie stanowią zakodowaną informację o procesie rozwoju człowieka od poczęcia do narodzin. I tak na ten przykład Ramesseum – kompleks świątyń zbudowanych przez Ramzesa II w Tebach Zachodnich – koduje wiedzę o nienarodzonym jeszcze człowieku, którego jak przypominam idealizowała świątynia w Edfu. Świątynia w Ramesseum widziana z lotu ptaka symbolizuje płód człowieka – tak jak w Edfu sylwetka dziecka, tym razem otoczonego wodami płodowymi. Kolosy Memnona to równie symboliczna informacja o narodzinach tego naszego dziecka – ostatnia budowla w kierunku wschodnim ku rzece Nil, który jest taką symboliczną granicą między życiem płodowym a życiem już nowo narodzonego dziecka. Z powyższego wynika jeden generalny wniosek: iż wszystkie wcześniejsze budowle przed Kolosami Memnona i Ramesseum (cofając się wstecz) opowiadać będą, powinny o wszystkich poprzednich etapach formowania się człowieka (płód kilkumiesięczny, kilkutygodniowy, zapłodnienie). Sprawdźmy.

Deir el- Bahari

Deir el- Bahari

Deir el-Bahari

Deir el-Bahari

Wszystko układa się z jeden ciąg – proces: zespół świątyń w Deir el- Bahari – to symboliczne zespolenie – spółkowanie obu czynników: męskiego i żeńskiego i w konsekwencji równie symboliczne zapłodnienie (świątynia Mentuhotepa II to męski układ rozrodczy – wyraźnie zaznaczony fallus, świątynia Totmesa III to ejakulat – sperma, świątynia Hatszepsut to żeński układ rozrodczy – wargi sromowe, pochwa, macica.

Dheir el Medina

Deri el- Medina

Dhei el- Medina

Deir el- Medina

Deir el- Medina – to zygota czyli początkowe procesy podziału zapłodnienia komórki jajowej, oraz następne stadium rozwojowe – embrion.

Ramesseum

Ramesseum

Ramesseum – płód kilkutygodniowy.

Medinet Habu

Medinet Habu

Medinet Habu – płód kilkumiesięczny.

Kolosy Memnona

Kolosy Memnona

Kolosy Memnona – początek procesu narodzin.

Zachodni brzeg, Karnak, Luksor

Zachodni brzeg, Karnak, Luksor

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Insygnia władzy królewskiej

Tak więc wraz z utworzeniem w Królestwie Kusz ostatniej części symbolu Mężczyzny, „misja” całej egipskiej cywilizacji dobiegła końca. Trwało to około trzy tysiące lat: od jej powstania w Okresie Predynastycznym, poprzez trzy okresy wielkiej świetności, aż do niespodziewanego Późnego Okresu. Cel tej „misji”, wcześniej zaplanowany przez „przybyszy” z Sumeru, zrealizowany został dzięki nieustannej i nie przez wszystkich zrozumianej zapobiegliwości kapłanów – opiekunów kultu Amona, a także i innych „lokalnych” kultów. Oficjalnie, „święciły” one główne postacie z egipskiej mitologii ale w ukrytym znaczeniu miały być szyfrem, wiedzą tajemną, która przekazywała z pokolenia na pokolenie prawdziwy sens tych ceremonii. Wszystkie te rytuały były odpowiednikiem takiej samej wiedzy jaka zakodowana została w postaci kopców, megalitów, kromlechów przez ludzi z epoki „przedcywilizacyjnej”. Wiedza ta zahibernowana została nie tylko w mitologii i architekturze piramid i świątyń. Przebłyski geniuszu egipskiej cywilizacji odnajdujemy także w symbolice rzeźb, ubiorów i przedmiotów kultu i władzy. Są one drobnym i ledwie widocznym dla niewprawnego oka uzupełnieniem całości ogromnego w swoich rozmiarach arcydzieła ludzkiej Myśli i Wiary.

ANKH

ANKH

Takim symbolem, w którym zawarta jest cała esencja wiedzy egipskich kapłanów i wszystkich wtajemniczonych jest ANKH, który łączy w sobie krzyż boga Ozyrysa z owalnym uchwytem – kojarzonym z Izydą. Przyglądając się uważnie temu symbolowi, mając zarazem w w pamięci „klucz” do jego odszyfrowania, można stwierdzić, że: Kolumna Ozyrysa, (inaczej zwana Dżed) z czterema stopniami prowadzącymi do poznania idei dualizmu jest tożsamy z komorami odciążającymi, które, jak pamiętamy stanowią najistotniejszą część Komnaty Królewskiej w Piramidzie Cheopsa. Bogini Izyda na krzyżu boga Ozyrysa jest symbolem Ewolucji Życia na Ziemi i Ewolucji Człowieka. Nad tymi dwoma, najważniejszymi dla narodzin Horusa „osobistościami”, czuwa sam Amon utożsamiany z Re – twórcą wszechświata. Wszystkie te elementy ANKH, połączone w jedno wspólne znaczenie – symbolizują właśnie Horusa – czyli Człowieka przyszłości, dla którego egipcjanie zbudowali „Arkę”. Ten trójelementowy symbol zawiera w sobie całą Wiedzę starożytnego Egiptu.

Skarabeusz

Skarabeusz

Skarabeusz – w starożytnym Egipcie był najpopularniejszym amuletem, jednakowoż opisuje go tyle błędnych określeń, że te „święte stworzenie” aby się przed nimi uchronić, z pewnością z zażenowania skryło się już w głębi ziemi. Żuki te toczą przed sobą na duże odległości większe od siebie kulki nawozu zawierające w swoim wnętrzu jaja, z których wypełzają nowo narodzone żuczki. Toczona przez żuka kulka gnoju symbolizować ma przesuwanie się Słońca po nieboskłonie, zaś nowo narodzone żuczki – nowe Życie wyłaniające się z głębii Ziemi. Aby rozwikłać prawdziwą symbolikę Skarabeusza należy wziąć pod uwagę: znaczenie Dualizmu, Kult Człowieka Ptaka, znaczenie Piramidionu, znaczenie ANKH.

Insygnia władzy królewskiej

Insygnia władzy królewskiej

Insygnia władzy królewskiej. Podczas oficjalnych uroczystości, podczas koronacji, w wizerunkach mumii, faraon zawsze występował w odświętnym stroju wraz z atrybutami władzy królewskiej jakimi były: laska i bicz, trzymane w skrzyżowanych na piersiach dłoniach. Czoło faraona zdobiły kobra i sęp a na jego szyi wisiał bogato inkrustowany sokół z szeroko rozpostartymi skrzydłami. Nie wiem kto pierwszy użył insygni do oznaczenia władzy monarszej, ale te symbole w starożytnym Egipcie wcale nie oznaczały tego co chcieliby w nich widzieć historycy i znawcy starożytności.

Aby zrozumieć ich sens nie potrzeba żadnej filozofii. Wystarczy przypomnieć sobie jak bardzo ważna dla powstania całej cywilizacji Egiptu i Sumeru była idea Dualizmu i co on oznaczał. Mężczyzna i Kobieta – symbolizują Dobro i Zło, Słońce i Księżyc, zasadę Dodatnią i Ujemną Całości. Jest to Jedność przeciwieństw, która była esencją filozofii Heraklita i innych Jończyków. Mając to na uwadze tym łatwiej będzie zgodzić się z tym, że: bicz jest symbolem promieni słonecznych – czyli Słońca. Świadczy o tym chociażby złoty kolor farby jaką pokryty jest ten „bicz”. Laska natomiast swoim kształtem i błękitnym kolorem lapis lazuli symbolizuje – Księżyc. I jeszcze jeden przykład Dualizmu: kobra i sęp z nakrycia głowy faraona. Kobra – to Zasada Męska, zaś Sęp – Żeńska. Zgodnie z legendą, samice sępów karmią swoje młode własną krwią – (instynkt macierzyński). Sokół z rozpostartymi skrzydłami w starożytnym Egipcie poświęcony był bogu Słońca Re a także był symbolem Horusa, który był przedstawiany jako człowiek z głową sokoła. Znaczenie tego ptaka na piersiach faraona jest jednak nieco inne. Rozpostarte skrzydła świadczą o nadziei faraona na rychłe zmartwychwstanie, dzięki ludziom znanym z Kultu Człowieka Ptaka oraz dzięki czasom, które kiedyś nadejdą.

Bródka

Bródka

Jak wszyscy sądził, że jego dusza powróci i ożywi ciało. Czy była to tylko wiara oparta na tradycji i niespełnionych marzeniach, czy też konkretna wiedza wynikająca z konkretnych (choćby tylko jednostkowych) w relacji Bóg – Człowiek, to odpowiedź na to zasadnicze pytanie nie jest łatwa. Rąbka tajemnicy można uchylić rozszyfrowując jeszcze jeden, najważniejszy atrybut boskości i władzy królewskiej. Tym symbolem jest bródka – najdziwniejszy i najbardziej nieodgadnięty do tej pory wyróżnik przynależny tylko najważniejszym bogom: Ozyrysowi i Amonowi – Re a także faraonom, którzy byli namiestnikami Boga na Ziemi. Nawet królowa Hatszepsut, jak nakazywała tradycja, na posągach znalezionych w Deir el- Bahari przedstawiana jest jako mężczyzna z brodą. Na wszystkich płaskorzeźbach, posągach, rysunkach, faraonowie ukazywani są zawsze bez żadnego zarostu i tylko ta śmieszna, i bardzo sztucznie wyglądająca bródka. Także zmarły w wieku około osiemnastu lat faraon Tutenchamon na pośmiertnej masce przedstawiany jest z takim „dziwnym” atrybutem męskości, chociaż aby go nosić był na to zdecydowanie za młody. Tak więc broda musiała mieć jakieś bardzo konkretne i ważne zarazem symboliczne znaczenie, zapewne większe od wszystkich pozostałych. Aby wyjaśnić fenomen tego zjawiska konieczne będzie małe wprowadzenie.

Steve Price, żołnierz amerykańskiej piechoty morskiej, we wrześniu 1965 roku wpadł w zasadzkę podczas walk w Wietnamie. Dwa odłamki granatu przebiły pierś 21- latka. Zalany krwią runął na ziemię, widział jeszcze sanitariusza, dającego mu zastrzyk z morfiny. Bał się, że kiedy straci przytomność – umrze. Wykrzykiwał więc raz po raz swój numer identyfikacyjny „B 11 – 34 – 02”. I nagle Steve nie widział już nad sobą gęstych drzew azjatyckiej dżungli. Ujrzał za to całe swoje życie: obrazy zmieniały się przed oczyma rannego jak w kinie. „Widziałem siebie jako niemowlę, widziałem, jak ojciec krzyczał na matkę i mnie bił. Oglądałem siebie kradnącego 20 dolarów z kieszeni leżącego na łożu śmierci dziadka. Nikt nie czynił mi z tego powodu wyrzutów, czułem się jednak potwornie winny, odetchnąłem z ulgą, kiedy ta panorama życia wreszcie dobiegła końca” – opowiadał po latach Steve. Został przetransportowany śmigłowcem do lazaretu na Filipinach. Kiedy wieziono go na salę operacyjną, stało się coś, co zmieniło całe życie twardego żołnierza. „Nagle straszny ból ustąpił. Mogłem swobodnie oddychać. Ze zdumieniem zorientowałem się, że unoszę się pod sufitem, patrzę na swe ciało leżące na dole. W chwilę później znalazłem się w tunelu długim i ciemnym.

Z jego ścian dobiegał głośny szum. Na końcu tunelu spostrzegłem światło, bardzo jasne i białe, które jednak mnie nie oślepiało. Wiedziałem, że światło było Bogiem. Boga nie interesowały moje uczynki, lecz przez chwilę trzymał mnie w uścisku swojej miłości. Nigdy dotąd nie przeżyłem czegoś podobnego” – recytował Steve. Zaraz potem żołnierz znalazł się w zalanej słońcem cudownej krainie pełnej drzew i kwiatów o wspaniałych, jaskrawych koronach, jakich nigdy nie spotkał na ziemi. Intensywny zapach kwiatów odurzał go, w koronach drzew poruszanych przez łagodny wiatr śpiewały dziwne barwne ptaki. Za horyzontem ukazał się łuk tęczy innej, piękniejszej niż te, które do tej pory widział. Wśród bajecznego krajobrazu płynęła rzeka. Na jej drugim brzegu Steve rozpoznał swego dawno zmarłego dziadka. „Musisz wrócić. Twój czas jeszcze nie nadszedł” – tymi słowami zwrócił się starzec do wnuka. Jednak on nie chciał opuszczać tego raju, piękniejszego niż dziecinne marzenia. Rozpędził się, by przeskoczyć rzekę i obudził się w szpitalnym łóżku. Operacja się udała. Kiedy Steve opowiedział swą historię nikt mu nie chciał uwierzyć. Lecz strzelec Price był już innym człowiekiem. Kiedy w trzy lata później powrócił na wietnamski front, zorientował się, że nie potrafi już strzelać ze swego M- 16 do ludzi, nawet w obronie własnego życia. „Starałem się to ukryć, w końcu byłem w piechocie morskiej, a marines są szkoleni do zabijania”- wyznaje. Dziś weteran Price jest uczestnikiem grupy samopomocy, działającej w Centrum Zdrowotnym Uniwersytetu Stanu Connecticut. Skupia ona osoby, które przeszły niebezpieczny wypadek, zawał lub stan śpiączki, odzyskały jednak przytomność i opowiedzia-y o swoich doświadczeniach z pogranicza śmierci (ang. Near DeathExperience, NDE).

A były one podobne do tych, jakie stały się udziałem Steve’a. Ludzie ci mówią o sobie: „Jesteśmy tymi, którzy widzieli światło”. Przeżycia NDE stały się powszechnie znane dopiero na początku lat siedemdziesiątych obecnego stulecia, kiedy to młody amerykański lekarz i filozof Raymond A. Moody, opublikował słynną książkę „Życie po życiu”. Doświadczenia z niesamowitej „szarej strefy” między życiem a śmiercią stały się tematem modnym i są nim do dnia dzisiejszego. Doświadczeniami z pogranicza życia i śmierci zainteresowali się również poważni naukowcy. Kardiolog Michael B. Sabon z Connecticut przeanalizował historię choroby 87 pacjentów, których udało się reanimować, 34 spośród nich opowiadało o swoich mistycznych wizjach, o przejściu przez ciemny tunel, na końcu którego lśniło boskie światło. Pediatra Melvin Morse z Seattle wypytał 42 chorych w wieku od 3 do 16 lat przyjętych na oddział intensywnej terapii. Okazało się, że fascynujące przeżycia z dziwnej granicznej krainy między światem żywych a światem umarłych miało każde dziecko, nawet 3- letnie maluchy!

Śmierć kliniczna jest pojęciem bardzo niejednoznacznym – trudno wskazać konkretny moment, kiedy ona następuje. Chociaż terminem tym określa się zanik prądów mózgowych, jednak bardzo trudno powiedzieć, w którym momencie brak tych prądów jest nieodwracalny. Zapas tlenu w komórkach mózgowych, wystarczy na ok. 17 sekund, niezbędnej glukozy na 5 – 8 minut, ale „szczątkowe” prądy mózgowe, mogące być dowodem np. na utrzymywanie się wizji, mogą trwać do 30 minut od ustalenia dopływu tlenu do mózgu. Proces obumierania komórek mózgowych posuwa się nieraz bardzo szybko. Trudno wtedy wskazać granicę między takimi przeżyciami a częstszymi u umierających zaburzeniami świadomości zespołami majaczeniowymi lub majaczeniowo –zamroczeniowymi, w trakcie których występują urojenia, zmiany wzrokowe itd. Niedotlenienie [hipoksja] to jedna z najczęściej wymienianych przyczyn zjawisk NDE.  Amerykański neurolog Ernst A. Rodnin wielokrotnie wprowadzał swój organizm w stan niedotlenienia, w następstwie którego przeżywał „ekstatyczne chwile”. W 1994 roku dwaj lekarze z Kliniki Uniwersyteckiej Rudolfa Virchowa w Berlinie poprzez hiperwentylację wywołali u 42 młodych ludzi stan ostrego niedotlenienia mózgu trwający niemal 22 sekundy. Uczestnicy tego eksperymentu opowiadali potem o swych radosnych doznaniach, bardzo przypominających doświadczenia z pogranicza życia i śmierci. Według innej hipotezy tajemnicze fenomeny NDE to po prostu halucynacje, wywołane przez pobudzanie centralnego układu nerwowego.

Spowodować je mogą np. leki psychotropowe, środki anestezjologiczne, gorączka, wyczerpanie oraz ogromny wysiłek fizyczny i psychiczny, związany z procesem umierania. Niektórzy neurolodzy wyrażają pogląd, że w następstwie niedostatku tlenu tzw. limbiczny system mózgu również wytwarza halucynację, czyli spontaniczne wyładowania neuronów w rejonie mózgu odpowiedzialnym za zmysł wzroku. Zdaniem fizjologów, w ostatnich chwilach życia lub w momentach wielkich zagrożeń w stan uniesienia wprowadzają człowieka produkowane przez organizm substancje – endorfiny i enkefaliny. Mogą one wywołać także doznania z pogranicza śmierci. Endorfiny wytwarzane są przez mózg i przysadkę mózgową i mają właściwości opium, aczkolwiek są od niego silniejsze – łagodzą ból i sprawiają, że np. ludzie tonący lub śmiertelne ranni doznają euforycznych przeżyć. Wydzielanie tych substancji to ostatni mechanizm obrony organizmu – kiedy nie ma już szans na ocalenie życia, sprawia on, że przynajmniej śmierć jest piękna. Zwolennicy metafizycznego charakteru zjawisk z pogranicza śmieci twierdzą, że biochemiczne wytłumaczenia tego fenomenu nie są w stanie wyjaśnić przełomu moralnego, jaki przeżyli wszyscy ci, którzy „zobaczyli światło”. Raymond Moody w swych 20 – letnich badaniach nad przeżyciami „u progu śmierci” nie spotkał ani jednego człowieka, który nie doznałby w ich wyniku zasadniczej przemiany swojej osobowości i to w pozytywnym sensie.” cytat: Focus, 1997/11.

Pisząc o Człowieku „przedpotopowym”, który zbudował dla nas „Arkę” twierdziłem, że są to informacje, dzięki którym możemy się dowiedzieć o stanie wiedzy „Noego”. Wiedza ta niejednokrotnie przewyższa nasze dość mętne wyobrażenie o świecie i naszej historii. Dopiero od niedawna nasza nauka zaczęła „doganiać” swoim poziomem to, o czym oni wiedzieli już kilka tysięcy lat temu. O przyczynach tego „zaćmienia” umysłu już pisałem. Tworząc z takim poświęceniem tak ogromne „pamiętniki”, każda z tych wielkich cywilizacji, miała na celu nie tylko to by się „pochwalić” swoim poziomem wiedzy, ale przede wszystkim to abyśmy my Ludzie z „epoki” Człowieka Ptaka nie musieli otwierać już raz otwartych drzwi. I taki właśnie jest prawdziwy i zasadniczy sens budowy tych wszystkich sanktuariów, piramid, głazów przez wszystkie te cywilizacje, ludy, plemiona przed „potopem”- czyli przed wyczyszczeniem „taśmy pamięci” przez „Najwyższego”. Jeśli to co pisałem o cykliczności Wszechświata, o Neandertalczyku, o Konkluzji, o symbolicznym znaczeniu Biblii, o Dualizmie, o Sumerze i o Egipcie jest prawdą, to dlaczego ma nie być prawdą to o czym mówią inne kody i szyfry, o których jeszcze nawet nie wspomniałem? Cóż więc znaczą te wszystkie domysły i hipotezy wobec wiedzy ludzi „przedpotopowych”, którzy swojej wiedzy „dostąpili” z samego źródła prawdy. Jeszcze raz powtarzam, „Arka” została zaplanowana i zbudowana przez człowieka, lecz to co i ile ona zawiera zależy tylko i wyłącznie od tego, który tę „Arkę” nakazał zbudować. Skorzystajmy więc z tej „zahibernowanej” w symbolach wiedzy, po to w końcu została ona stworzona.

W starożytnym Egipcie – Ozyrys i Amon – Re oraz faraonowie, w Grecji – Zeus, w Mezzoameryce Quetzalcoatl, a nawet drewniane figurki z Wyspy Wielkanocnej – wszystkie te przedstawienia boskości, stanowią zakodowaną w podświadomości człowieka reminiscencję, która objawia się w chwilach największej ekstazy lub też gdy życie człowieka kończy swój byt i zmierza świetlistym tunelem ku swemu przeznaczeniu. Na końcu tego tunelu jest „Bóg”, który od najdawniejszych czasów aż do chwili obecnej, objawia nam się zawsze w ten sam sposób. Ci, którzy znaleźli się po tamtej stronie i powrócili z „piętnem” wszechogarniającej miłości najczęściej opisują Go jako starca z siwą brodą. Właśnie ta broda jest najbardziej charakterystycznym i symbolicznym zarazem atrybutem boskości wszystkich Religii i Kultów. Ma to swoje potwierdzenie w najważniejszym „pamiętniku”, czyli w cywilizacji starożytnego Egiptu ale także i w tak egzotycznej i odległej od „Starego Świata”- cywilizacji Azteków.

Aztekowie stanowili ostatnią prekolumbijską cywilizację na terenach Ameryki Północnej i Środkowej. Ich kultura i wierzenia wiele zawdzięczają cywilizacjom wcześniej powstałym na tym terenie Pierwszą i najważniejszą cywilizację stworzyli Olmekowie, którzy pozostawili po sobie tak jak i inni swoją „Arkę”. Ich następcy: Toltekowie i Aztekowie kontynuowali tylko ich dzieło. To co łączy te prekolumbijskie cywilizacje z pozostałymi wcześniej omówionymi, to oprócz wspólnej ideii także sposób w jaki przedstawiani są ich główni bogowie: Quetzalcoatl – (bóstwo z brodą) – „Pierzasty Wąż” i Tlaloc – Bóg Deszczu.

Tak więc, wizja Boga z rzeźb, masek pośmiertnych, mumii faraonów oraz wizerunki głównych bogów: Ozyrysa i Amona – Re w starożytnym Egipcie, (który jest najdoskonalszym przykładem zakodowanej wiedzy), a także i w pozostałych kulturach i cywilizacjach całego świata, jest całkowicie zgodna z wizją boga, doświadczaną przez ludzi w czasie NDE.

Wniosek ten ma bardzo ważne konsekwencje albowiem zachodzi pytanie: czy Człowiek ulegając śmierci klinicznej (NDE), w wyniku Hipoksji „widzi” „Boga”, czy tylko Go sobie „wyobraża”? Czy Człowiek jest „twórcą” „Boga, czy to „Bóg” „witając” Człowieka w „Niebie”, wita go jako swego ukochanego Syna – swoje „dzieło”? Jeśli „prawdą” jest to wszystko co do tej pory napisałem, to „prawdą” jest także i to, co napisane jest w Biblii – I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. – Genesis 1.27.

Czas już pożegnać się z naszym Mężczyzną – drugą połówką w koncepcji budowy sanktuarium Jedności Przeciwieństw. Tej kosmicznej wielkości symbol Dualizmu – Słońca i Księżyca, „Dobra i Zła”, przetrwał do naszych czasów dzięki Wierze i Pracy naszych przodków by we właściwym momencie potwierdzić, że w czasach „przedpotopowych” Człowiek popełnił wielki błąd. Jednocześnie ta „Arka”, niczym kod z Pionieera, ma być „informacją”, która obali wszelkie błędne teorie i hipotezy jeszcze nie w pełni ukształtowanego Człowieka, dzięki czemu wszyscy ci zmarli już jej budowniczowie będą mogli powrócić do „życia”. Te odwieczne marzenie Człowieka może się spełnić tylko dzięki „Opatrzności Bożej”. Gdyby jej nie było – nie miałaby sensu cała cykliczność Wszechświata, a zatem powtarzalność szeroko rozumianego Życia. Wszystko byłoby tylko kwestią przypadku.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Najnowsze komentarze

Przysłowia i sentencje

Jest coś wyższego w górze, które miesza zamiary śmiertelnych (co przeszkadza zamiarom śmiertelników).
Walerian Łukasiński
----------------------
Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze, zawsze ludzie tego nie pojmują.
Heraklit
---------
Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy czasem.
Człowiek będzie musiał pojąć czas
i opanować go. Albowiem czas jest nasieniem wszechświata.
Mahabharata
---------------
Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.
Albert Einstein
----------------

Jak ten czas leci!

Listopad 2014
P W Ś C P S N
« Paź   Gru »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Visits

Weather condition