Get Adobe Flash player

Miesięczne Archiwa: Kwiecień 2015

Chrześcijaństwo – czyli Wielki Sen

Rozdział XIX książki „Gloria olivae”

„W roku 1947 pewien beduiński pasterz natknął się na samotną jaskinię w stromych skałach Qumran nad Morzem Martwym. W jaskini tej znajdowało się kilka dzbanów, w których znaleziono wiele zachowanych starożytnych rękopisów – długich zwojów, niekiedy liczących dwadzieścia i więcej stóp długości, zawierających teksty biblijne, a także inne teksty hebrajskie. Upłynęło sporo czasu, w którym pisma te przeszły przez ręce kupców, pomniejszych urzędników, pracowników muzeów, profesorów filologii, tłumaczy, po czym cały świat usłyszał o niezwykłym znaczeniu „Zwojów znad Morza Martwego”. Manuskrypty z Qumran jak się okazało, stanowiły bibliotekę lub zbiór literatury sakralnej osiedla żydowskich esseńczyków, pochodzącego z I i II stulecia przed Chrystusem. Niektóre z tych tekstów to znane księgi Starego Testamentu, takie jak Księgi Izajasza, Habakuka, inne zaś to ezoteryczne pisma zawierające specjalne nauki esseńskich „illuminati”. O esseńczykach wiedziano coś niecoś przed odkryciem pism z Qumran dzięki takim starożytnym pisarzom – historykom, jak Józef Flawiusz i Pliniusz Starszy, jak również z dzieł Filona, członka mówiącej po grecku społeczności żydowskiej mieszkającej w największym „międzynarodowym” ośrodku nauki późnego antyku, Aleksandrii. Autorzy ci informowali, że w ostatnich wiekach przed Chrystusem we wczesnym okresie chrześcijaństwa w łonie judaizmu istniał pewien mistyczny ruch ezoteryczny. Wydawał się on jednak tak mroczny, tak nieokreślony, a to co o nim twierdzono, było tak wątpliwe, że badacze niemal zupełnie nie brali go pod uwagę, zajmując się początkami chrześcijaństwa. Cały temat esseńczyków był prawie wyłącznie sprawą słabo udokumentowanych, luźnych domysłów dotyczących małego ruchu religijnego, który zniknął z annałów historii właściwie bez śladu. Zwoje znad Morza Martwego zmieniły tę sytuację. Odkrycie z Qumran całkiem nagle uświadomiło wszystkim, że na pustyni Judzkiej żyła społeczność esseńskich wtajemniczonych, licząca być może kilkuset ludzi, którzy studiowali Stary Testament i interpretowali go w duchu mistycznym. Jeśli chodzi o rozumienie Starego Testamentu, różnili się oni od dwu pozostałych stronnictw religijnych istniejących w ramach judaizmu – saduceuszy (kapłańskie stronnictwo aryetostatyczne) i faryzeuszy (reprezentanci judaizmu rabinicznego). Uważali, że w starych pismach tkwi ukryte ezoteryczne znaczenie, które może zrozumieć tylko ten, kto został „oświecony”, tj. wtajemniczony […]
W 1945 roku, tym razem w Górnym Egipcie, dwóch wieśniaków wykopując nawóz dokonało odkrycia: w starym dzbanie znaleźli koptyjską bibliotekę gnostycką ze starożytnego Chenoboskion (dzisiejsze Nag Hammadi). Podczas gdy pisma z Qumran pochodzą z I i II wieku przed Chrystusem i są zapisane w manuskryptach starszego typu, na długich zwojach, to biblioteka gnostycka składa się z kodeksów, tj. zbioru ksiąg, wykonanych z osobnych arkuszy, w tym wypadku papirusu. Pochodzą one z pierwszych wieków ery chrześcijańskiej i w sumie liczą około tysiąca pięciuset stron. Wiele z nich to pisma chrześcijańskie, czy też, ściślej biorąc, wywodzące się z tego świata myśli gnostyckiej, w którym Chrystusa pojmowano wyłącznie w kategoriach starożytnych Misteriów, a wobec judaizmu i prawa żydowskiego zajmowano wrogie stanowisko. Czy może raczej… sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Pisma, które zawiera biblioteka z Nag Hammadi, zdają się pochodzić z różnych źródeł.  Wiele z nich to pisma wyłącznie gnostyckie; inne wywodzą się z egipskiej magicznej religii Hermesa Trismegistosa; jest tu także fragment „Państwa” Platona; zbiór znanych maksym etycznych – „Sentencje” Sekstusa – popularny w kręgach wczesnych chrześcijan; wreszcie pewna liczba dzieł, których geneza jest niejasna lub sporna. Wysunięto przypuszczenie, że biblioteka ta bynajmniej nie należała do jakiejś grupy gnostyckiej, lecz świadczy jedynie o szerokich zainteresowaniach mnichów z pobliskiego klasztoru św. Pachomiusza (ojca życia klasztornego, który sam mógł być chrześcijaninem nie zanadto ortodoksyjnym!). Najbardziej wiarygodne wydaje się, że tym, co łączy dzieła zgromadzone w bibliotece z Nag Hammadi, jest ich związek z ideami gnostyckimi. Biblioteka ma zapewne za sobą burzliwe dzieje, ale można chyba bez większej obawy przyjąć, że swą obecną formę zawdzięcza jakiemuś środowisku gnostyckiemu […] Esseńskie pisma z Qumran wskazują na „zbliżenie” między judaizmem a Misterium. Biblioteka z Nag Hammadi, ukazuje chrześcijaństwo zorientowane misteryjnie, pozostając jednak w gwałtownej opozycji do duchowości żydowskiej”.
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Fakt, iż pisma z Qumran i Nag Hammadi zostały odnalezione akurat teraz, a nie np. pięćset lat temu (nikt by tego nie zrozumiał, ponadto mogły ulec zniszczeniu), lub dopiero za pięćset lat, lub też wcale, nie jest w żadnym razie kwestią przypadku, ani tym bardziej cudu. Tak jak Aleksander Macedoński, czy Szy Huang swoje „osiągnięcia” nie zawdzięczają tylko przypadkowi, czy cudowi, jak nie przez przypadek przedstawiciele dwu różnych kultur stworzyli z Wyspy Wielkanocnej „sanktuarium” odradzania się Życia, jak też i piramidy w Egipcie nie są żadnym cudem („siedem cudów świata”). Z tych wszystkich rozważań wynika bardzo ważny wniosek: Wszystko to co jest udziałem człowieka – ewolucja, historia, cywilizacja, itd., a także i wcześniej, powstanie i dogodne warunki Życia na Ziemi – wynikają z deterministycznej roli „Boga – Stwórcy” w tym dziele, a zarazem z logiki perpetuum mobile wszechświata. Pojawienie się pism z Qumran i Nag Hammadi można porównać do kodu wysłanego w przestrzeń kosmiczną w próbniku Pionieera, jak również do skamieniałości. Ten „sygnał z przeszłości” zgodnie z zamysłem ich twórców, dotarł do nas – do miejsca swego przeznaczenia i jest, niczym ślad odciśnięty na śniegu, kolejnym dowodem powszechnego planu budowy „Arki” przez „Noego” i nieuchronnego„Potopu”. Odnalezione pisma z Qumran i Nag Hammadi można, umownie rzecz ujmując, nazwać „ostatnią” stroną tego rozdziału, zaś Aleksandra Macedońskiego (pamiętając cały czas o boskim spiritus movens) – jego inicjatorem.

„Epoka Wielkiego Zwrotu – w piśmiennictwie historycznym lata (800-200 p.n.e) kiedy to niemal jednocześnie i niezależnie od siebie wygasają stare kultury i dokonują się zasadnicze przemiany w sposobie myślenia i świadomości człowieka”
K. Armstrong, Historia Boga, s. 14

EWZ – jest więc ostatnim akordem wszech cywilizacyjnego „zaćmienia Słońca”- „Potopu”. Począwszy od czasów kiedy to kromaniończyk „zaczął wzywać imię pana”- p.14 rozdz.V, aż po filozoficzną Arkę starożytnych Greków, człowiek opisywał swoją rzeczywistość opierając się na wiedzy, jaką powoli zdobywał w „szkole życia”- rozdz VII, a której został pozbawiony z powodu swojej niepohamowanej żądzy – p.16 rozdz.V. Wiedza ta, zgodnie z imperatywem wykasowywania pamięci, została zahibernowana w różnoraki sposób np.: architektura, religia, mitologia, filozofia, misteria. Wszystko to co nastąpiło po EWZ, używając eufemistycznego zwrotu, można porównać do Wielkiego Snu (nie mylić z aborygeńską Epoką Snu), gdzie to przysłowiowym „anestezjologiem”jest sam „Bóg – Stwórca”, a człowiek odgrywa rolę usypianego (dla jego dobra) pacjenta. I tutaj „dzięki” Aleksandrowi zaczyna się ta „opowieść” o konsekwencjach Wielkiego Zwrotu. To właśnie w wyniku ekspansji macedończyka nurty mądrości greckiej połączyły się z nurtami Misteriów starożytnych kultur wschodu, a w szczególności z irańskimi Misteriami Mitry. To co stanowi efekt, tego „nieprzypadkowego” i „niecudownego” procesu łączenia się tych „nurtów”, jest naszym anestetykiem – środkiem znieczulającym, dzięki któremu człowiek zapadł w stan letargu – Wielkiego Snu, z którego, kiedy nadejdzie ku temu odpowiednia pora, dzięki „Opatrzności Bożej”, zbudzi się. I tak dochodzimy do clou tego rozdziału, którym jest twierdzenie, że: to Chrześcijaństwo – największa ze światowych religii monoteistycznych jest tym „środkiem znieczulającym”, dzięki któremu śnimy na jawie – (patrz pisma Heraklita), a sprawcą tego wszystkiego był Syn Człowieczy – Jezus z Nazaretu.

„Grupą, która nauki gnostyckie i ich nacisk na fakt rozszczepienia natury istoty ludzkiej przedstawiała w szczególnie radykalnej formie i która w związku z tym prawdopodobnie ukształtowała się wcześnie, byli tzw. Ofici. Po grecku „opfis” znaczy „wąż”: sekta ta wzięła swą nazwę stąd, że duszę świata przedstawiała w formie Lewiatana, czyli kosmicznego węża kąsającego własny ogon, symbolu nie mających końca cykli stawania się. Główną cechą „gnosis” ofitów było stałe podkreślanie przez nich, że akt kreacji opisany w Księdze Rodzaju nie był początkiem rzeczy. W istocie miał on stanowić względnie późne stadium rozwoju świata. Uformowanie świata fizycznego poprzedzały trzy duchowe oraz psychiczne fazy istnienia. Co więcej, człowiek jako istota archetypowa miał swój początek właśnie w owych wcześniejszych światach, nie zaś w kreacji materialnej. Dlatego ofici uważali stworzyciela świata z tradycji żydowskiej, nazywanego przez nich ezoterycznym imieniem Ialdabaoth, za istotę niższego rzędu, której materialne dzieło stworzenia niekorzystnie kontrastowało z istniejącymi już przed nią światami duchowymi. Ialdabaoth stworzył świat cierpień i wyobcowania, nie mający precedensu w wyższych światach. On i jego aniołowie ukształtowali ciało człowieka (Adama), ale nie było ono w stanie stanąć, dopóki dzięki opatrzności niebiańskiej Sophii nie została weń tchnięta boska iskra ducha i myśli. Adam stanął wówczas wyprostowany „i od razu złożył dziękczynienie Pierwszemu Człowiekowi, zapominając o swych (materialnych) stwórcach”. Tym, co może być zbawione, jest owa iskra ducha i myśli w człowieku, a prowadzi do tego poznanie, że człowiek w swej istocie należy do wyższych światów, nie zaś do materialnej Ziemi. Mamy tu do czynienia z bezkompromisową interpretacją fizyczno – materialnego stworzenia z punktu widzenia archaicznego umysłu orientalnego! Ofici znali żydowską opowieść o stworzeniu i należeli do żydowskiego typu świadomości na tyle, by przyznać, iż w pewnym sensie była ona „prawdziwa”: jednakże ich ocena świata fizycznego i jego Stwórcy była diametralnie różna od oceny obowiązującej w ortodoksyjnym judaizmie. O wiele ważniejsze wydawały im się światy duchowe, które istniały wcześniej niż świat fizyczny i w których człowiek odnajduje podstawę swej istoty, prawzór swego człowieczeństwa. I znów nauki dotyczące tych światów wywodzą się z Misteriów irańskich. Ofici przedstawiali czworaki proces rozwoju świata w formie diagramu będącego pierwotną wersję kabalistycznego Drzewa Życia. Powstali oni prawdopodobnie jako żydowsko – irańska sekta ezoteryczna w czasach poprzedzających chrześcijaństwo. Ich radykalne idee dotyczące odrębności ducha i materii najwyraźniej znalazły wkrótce odzew w niektórych kręgach wczesnochrześcijańskich, wśród tych, którzy sądzili, że Chrystus przybył, aby zbawić człowieka z „upadku w materię” i poprowadzić go z powrotem ku istnieniu czysto duchowemu.
Diagram ofitów: gnostycka kosmologia. Król mandali, diagram, był przedmiotem medytacji gnostyków: poprzez niego doświadczali oni kosmicznych mocy i relacji, które ukształtowały nasz upadły, czyli materialny świat. W zasadzie, czytany od prawej do lewej, ukazuje on czworaki proces świata przebiegający przez fazy tradycyjnie nazwane Saturnem, Słońcem, Księżycem i Ziemią, chociaż fizyczne („archontyczne”) ciała planetarne noszące te nazwy należą jedynie do fazy czwartej, fazy Ziemi. W trakcie medytacji gnostyk mógł wznosić się dzięki poznaniu reprezentowanemu przez różne sfery i numeryczne relacje diagramu do nadzmysłowych stanów świadomości. Prunikos, sfera pośrednia, jest aspektem boskiej Sophii, pramądrości Bożej, tu w swej niższej formie, manifestującej się jako „pożądanie”, które prowadzi do narodzin i śmierci – nie znanych w pierwotnych duchowych fazach dziejów świata. Trzy duże kręgi reprezentują zasady wszelkiego istnienia: Boga, Ducha i Ciemność; zasady te, jak i cały diagram, przywołują starożytne idee irańskie, jak również antycypują kabalistyczne „Drzewo Życia”.

Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Jest to końcowy fragment jednego z rozdziałów książki Andrew Welburn`a „Początki Chrześcijaństwa”, dzięki której, zgodnie ze słowami Newtona, mogłem znacznie rozszerzyć swój widnokrąg. Ale tak jak i w przypadku poprzednich arcydzieł literatury naukowej, obok wielu niewątpliwie ciekawych i odkrywczych rozważań, nagromadziło się wiele informacji, hipotez „niekoniecznie” zgodnych z prawdą. Ktoś mógłby powiedzieć: no tak, teraz to i ja już wiem, ale należy oddać sprawiedliwość tym wszystkim, którzy nie mając „czystego źródła”, jakim jest ta książka, nierzadko potykając się o „węzeł” niedostępnej, z wiadomych powodów, „ wiedzy tajemnej”, przecierając szlaki dociekali tej prawdy. Fakt wyrwania tego cytatu z kontekstu, może spowodować pewne trudności w zrozumieniu złożoności tematyki. Nie jesteś jednak, drogi czytelniku, puszczony na „głęboką wodę” bez przygotowania, umiesz już pływać. Jeśli jednak miałbyś jakieś kłopoty, niech pomocnym ci będzie ten diagram ofitów. To właśnie dzięki gnostyckiej kosmologii można bardzo łatwo zrozumieć co stanowiło „etymologię” chrześcijaństwa. W tym jednym diagramie zawarta jest cała „mądrość” tej książki i podobnie jak chociażby Kopiec Węża Indian Adena czy Nil i Międzyrzecze, ten „Lewiatan”- król Mandali, swoją „wiedzą tajemną” dobitnie świadczy o tym, iż ta poprzedzająca chrześcijaństwo żydowsko – irańska sekta, właśnie dzięki misji Aleksandra Wielkiego, poznała i propagowała wśród swoich członków, całą wiedzę o cykliczności wszechświata i o roli „Boga – Stwórcy” w dziele powstania Życia na Ziemi. Rację ma autor tych cytatów, ale tylko w jednym: aby odczytać znaczenie tego diagramu należy „czytać go” od prawej do lewej. I cóż takiego można z niego wyczytać? Jak już wielokrotnie na przykładach egipskich piramid, greckiej filozofii itp. starałem się dowieść, że proces powstawania Wszechświata i Życia opiera się na zasadzie cykliczności. Dwie przeciwstawne sobie siły: Jin i Jang, Dobro i Zło, Mężczyzna i Kobieta, Miłość i Nienawiść, reprezentowane są w tym diagramie nie przez dwa stykające się ze sobą duże okręgi, lecz jak logika na to wskazuje – przez dwa środkowe półokręgi, które obrysowuje środkowy, podobnej wielkości co dwa poprzednie – okręg „Życie i Miłość”. To jest właśnie ta „pozytywna” część Megacyklu. Pozostałe, dwa skrajne półokręgi – to „negatywna” jego część, która kiedyś z pewnością nastąpi. Tak wiec dwa duże okręgi – podzielone są na cztery części:

Część pierwsza – symbolizuje początek wszystkiego – Wielki Wybuch, formowanie się gwiazd, planet, Układu Słonecznego i Ziemi; jest tam „tylko” nasz Ojciec – czyli „Bóg – Stwórca Człowieka”.

Cześć druga – mały okrąg podzielony na pół – to nic innego tylko powstanie Życia na Ziemi, zaś część tego koła – Syn symbolizuje Ewolucję Człowieka, a także narodziny i naukę Kromaniończyka, aż po naszą Historię Nowożytną. Jak nietrudno zauważyć, mały okrąg Syn, styka się z okręgiem Prunikos dokładnie w środkowym punkcie dużego okręgu – Miłość. I to właśnie jest punkt, w którym my właśnie się znajdujemy. Jest to przełomowy moment  w Historii Miłości – jest to przełomowy moment w naszym Życiu.

Część trzecia – Prunikos – to czas, w którym Bóg będzie w Człowieku, a Człowiek w Bogu – Królestwo Boże, Gwiazda Dawida, Piramidion, Nirwana itp. – najpiękniejsza i najbardziej oczekiwana chwila kiedy to spotkają się ci, którzy odeszli i odejdą,  z tymi, którzy byli i będą. Jest to niebieski – a raczej niebiański krąg. Przejście do tego kręgu nie będzie wcale takie szybkie, ani takie proste, nie stanie się to w jednej chwili – pstryk i już tam jesteśmy. Jak to z przełomami bywa, minięcie progu niewiedzy, niemożności, lęków, zadufania, jest bardzo trudne i wymaga czasu. Ile? W gruncie rzeczy zależy to tylko od nas samych, no i oczywiście od naszego Ojca, który spokojnie czeka na właściwy ku temu moment.

Cześć czwarta – Ten czas ogólnej szczęśliwości jednak będzie miał swój kres. Będziemy  musieli przejść „Gehennę” i spadniemy do „Tartaru”. Cóż to oznacza? Ano to, że Lewiatan -kosmiczny wąż, w końcu ukąsi własny ogon i skończy się „Mega – Życie”. Te koncentrycznie malejące okręgi – symbolizują „Nienawistną”część Megacyklu – kolaps Wszechświata – rozdz I. I to właśnie oznacza żółty kolor tego okręgu. Jak powszechnie wiadomo, kolor ten kojarzy się z oszustwem i zdradą, jest to kolor zawiści i hańby. Genialnie proste!
Wiedza tajemna ofitów jest dowodem na to, iż na terenie Bliskiego Wschodu, odżyła dzięki wpływom: filozofii greckiej (Aleksander Wielki) i Irańskiego Zaratusztry archetypowa wiedza o „Światłości i Ciemności”. Nie był to jednakże cel główny Najwyższego, ale jedynie środek do zrealizowania swego wcześniej powziętego planu „uśpienia” człowieka. Judaizm, z takim trudem „zahibernowany” w Religii, stanowił już wartość samą w sobie i raz puszczony w „przestrzeń” Historii, żył już swoim życiem. Dlatego też nasz Stwórca „zlecił” to zadanie człowiekowi, którego umiłował, a którego ofiarował dla dobra ludzkości – jak Abraham Izaaka.

„Odkrycie z Qumran całkiem nagle uświadomiło wszystkim, że na Pustyni Judzkiej żyła społeczność esseńskich wtajemniczonych, licząca być może kilkuset ludzi, którzy studiowali Stary Testament i interpretowali go w duchu mistycznym. Jeśli chodzi o rozumienie Starego Testamentu, różnili się oni od dwu pozostałych stronnictw religijnych istniejących w ramach judazmu – saduceuszy (kapłańskie stronnictwo arystokratyczne) i faryzeuszy (reprezentanci judaizmu rabinicznego). Uważali, że w starych pismach tkwi ukryte ezoteryczne znaczenie, które może zrozumieć tylko ten, kto został „oświecony”, tj. wtajemniczony. Kilka przykładów takiej oświeconej interpretacji przetrwało w Zwojach znad morza Martwego. Oświecenie wymagało jednak długiego okresu próbnego, po którym następowały inicjacyjne rytuały chrztu i przekazania wiedzy tajemnej. Chrzest nie był jedynie sprawą symboliczną, jaką zazwyczaj jest w dzisiejszych kościołach, lecz polegał na rzeczywistym zanurzeniu przyjmującego chrzest, doświadczanym jako śmierć i powtórne narodziny do nowego wyższego życia. Inicjowany rozpoznawał w sobie „Syna Światłości” biorącego udział w kosmicznej wojnie z siłami Ciemności, wojnie, która zaczęła się w praczasach i zakończy się dopiero w ostatatnich dniach wszechświata. Zasadą leżącą u podstaw esseńskiej ezoterycznej interpretacji Pisma była zdolność widzenia tych kosmicznych zmagań w tle wydarzeń, opowiedzianych zarówno w nim, jak i proroctwach i psalmach […] Inicjacja esseńska w istocie udzielała gnosis, czyli boskiego poznania. Bóg Esseńczyków był „Bogiem Poznania”; on to zapalał światło duchowego widzenia i zrozumienia w sercu wtajemniczanego. Wyraża to dobrze jeden z hymnów z „Reguły Zrzeszenia”:
Gdyż ze źródła jego sprawiedliwości jest moje usprawiedliwienie, z Jego zaś cudownych tajemnic światło w moim sercu. Moje oko spoglądało na to, co wieczne, na mądrość ukrytą przed człowiekiem, na poznanie, mądry zamysł (ukryty) przed synami człowieczymi. Bóg dał je Swym wybranym jako wieczną własność i sprawił, Iż odzieczyli los Świętych. Połączył ich zgromadzenie z Synami Niebios, By stało się Radą Zrzeszenia i podstawą Budowli Świętości, wieczną Rośliną przez wszystkie czasy, które nadejdą.
Przyjęcie do „Rady Zrzeszenia” było najwyraźniej dalszym etapem wtajemniczenia i dawało prawo do udziału w świętym Posiłku. Posiłek ten Esseńczcycy rozumieli jako rytualną anycypację posiłku z chleba i wina, który odbędzie z nimi Mesjasz – czy raczej dwóch Mesjaszy, których oczekiwała społeczność; miał charakter niezwykle święty, tak iż trzeba było zeń wykluczyć nawet wielu „Synów Światłości” o sercach jeszcze nie dość czystych. Tak więc w esseniźmie, jaki ukazują nam Zwoje znad Morza Martwego, mamy zdumiewające zjawisko: Misterium kwitnące w samym sercu Judei, gnosis z jej własnymi rytami inicjacyjnymi, ucztę sakramentalną i ezoteryczne rozumienie pism żydowskich. Misterium owo umożliwiało przeżycie „oświecenia” i wizji tego wszystkiego, co wieczne i nieśmiertelne, głosiło doktrynę kosmicznych duchów Światłości i Ciemności oraz takie ezoteryczne nauki, jak astrologia i fizjognomika. Dlatego też musimy wyzbyć się do reszty wyobrażenia, że Palestyna w czasach Jezusa czy bezpośrednio przed nim znajdowała się poza sferą wpływu Misteriów.[…] Wydawało się, iż wraz z odkryciem Zwojów znad Morza Martwego w pewnej mierze uchylono zasłonę skrywającą życie Jezusa i tło powstania chrześcijaństwa. Niektórzy uczeni sądzili, że Jezus mógł wychowywać się wśród esseńczyków, czy nawet, że zwoje te stanowiły wczesne pisma judeochrześcijańskie. Dziś jednak opinia świata uczonych skłania się ku poglądowi, że choć Jezus prawdopodobnie miał pewien kontakt z ruchem esseńskim, to jednak faktycznie doń nie należał. […]
Pisma z Qumran potwierdziły, że esseńczycy udzielali ezoterycznych nauk w tych samych sprawach, w których rabini podlegali surowym ograniczeniom: na przykład w kwestii interpretacji Ezechielowej mistyki „,Merkawy”. Pamiętajmy, że faryzeusze pozwalali dyskutować na tej temat tylko z kimś, „kto jest w stanie pojąć sam z siebie”. Esseńczycy najwyraźniej mieli podobną zasadę w odniesieniu do ich „mądrości wśród wtajemniczonych” – i byli gotowi rozmawiać z Jezusem jak z kimś, kto wyraźnie „jest w stanie pojąć”. Z kolei Jezus wiele nauczył się od życia, z jakim zetknął się wśród esseńczyków, i zapewne studiował ich tajemne pisma. Można też w kilku miejscach wykryć wpływ, jaki na jego własne słowa wywarła literatura esseńska. Na przykład żydowski hymn albo modlitwa z tamtych czasów bez względu na to, czy recytowany był w świątyni, czy wśród rabinów, zaczynał się w sposób mniej lub bardziej standardowy: „Błogosławiony niech będzie Bóg …” Esseńczycy niekiedy używali tej formuły. Mieli jednak własny sposób rozpoczynania hymnu: „Dziękuję ci…”. Zaiste posiadali cały zbiór hymnów i modlitw składających się na to, co dziś nazywamy „Zwojem Hymnów”. Jest to cecha typowo esseńska. Otóż kiedy Jezus układa jakiś hymn, to jak się on zaczyna? Dziękuję ci Ojcze, Panie nieba i ziemi, ponieważ zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i uczonymi, a objawiłeś małym dzieciom. Tak, ojcze, bo takie było twoje upodobanie… Nie tylko początek hymnu Jezusa, lecz także swobodny rytm wiersza i jego treść – komentuje pewien żydowski uczony – wykazują pokrewieństwo z esseńskimi hymnami dziękczynnymi… Zarówno Jezus, jak i autor „Zwoju Hymnów” głoszą, iż odsłaniają prostaczkom boskie rzeczy, ukryte przed innymi. Tak więc wydaje się oczywiste, że Jezus znał esseńskie hymny dziękczynne i posługiwał się ich formą, aby ukazać swe miejsce w boskiej ekonomii, jakkolwiek do własnego hymnu wprowadził motyw swego boskiego synostwa, którego naturalnie brak w „Zwoju Hymnów”. Oczywiście zainteresowanie uczonych w dużej mierze skoncentrowało się na powiązaniach Jezusa ze światem  zwojów z Qumran. Ale wiedzieliśmy również, że esseńczyków  łączyły związki z szerszym spektrum ezoterycznych ruchów chrzcielnych w Syrii i Palestynie (i być może w Babilonii), a najsłynniejszym reprezentantem tych ruchów w Nowym Testamencie jest postać, która również musi stać się przedmiotem naszych badań, a mianowicie Jan Chrzciciel. Zawróciliśmy już uwagę na to, że wprawdzie „Jan mógł się przemieszczać z miejsca na miejsce”, to jednak główne centrum jego nauczania i posługi chrzcielnej niemal na pewno znajdowało się w pobliżu brodów na Jordanie, zaraz na południe od Jerycha, w miejscu położonym niecałe dziesięć mil, na północ od Qumran. Niepodobna przypuścić, że Jan nic nie wiedział o osiedlu sekty esseńskiej istniejącym na tym samym obszarze, na którym żył i działał. A wiedząc o nim, nie mógł go przecież ignorować: esseńczycy uprawiali chrzest inicjacyjny, być może zbliżony do Janowego – podobnie jak Jan – oczekiwali przybycia Mesjasza, czyli Nadchodzącego. […] Wiemy, że wielu esseńczyków zostało chrześcijanami, ponieważ możemy rozpoznać ich rękę w dziele kształtowania, w większym lub mniejszym stopniu, wielu wczesnochrześcijańskich gmin w Palestynie i Syrii. To oni niewątpliwie byli pionierami w tworzeniu społecznych form w Qumran i innych miejscach. W istocie grupy chrześcijan posługiwały się podręcznikami bardzo przypominającymi „Regułę Zrzeszenia” Esseńczyków Qumrańskich: najlepszym przykładem jest to „Didache”, czyli „Nauka Pana”, z której szeroko korzystano, a zawarte w niej reguły powtarzano i parafrazowano w listach do nowych gmin. „Didache” zaczyna się od ogólnej informacji o „Dwóch Drogach” – Światłości i Ciemności – dokładnie tak samo, jak w esseńskim podręczniku. […] Zaiste brzmi to niemal dosłownie jak „Reguła Zrzeszenia” przeredagowana w świetle Kazania na Górze! Porównajmy z qurańskim nauczaniem o „dzieciach światłości”, Aniołach Światłości, itd. wersję „Didache”- dołączoną do Listu Barnaby: 

…Dwie są drogi nauki, dwie i władzy: droga światła i droga ciemności. Wielka jest różnica miedzy tymi dwoma drogami, ponieważ nad jedną straż trzymają niosący światło aniołowie Boży, a nad drugą – aniołowie Szatana; i jedną z nich dwóch jest Pan od wieków i na wieki, podczas gdy Szatan stoi górując nad obecnym czasem niegodziwości…
Autor tych słów był niemal na pewno esseńczykiem, który został chrześcijaninem; a wielu głosiło te same idee.”
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Andrew Welburn korzystając z dorobku dotychczasowej wiedzy oraz opierając się na całym bogactwie treści zawartej w Zwojach z Qumran i Nag Hammadi, wywodzi początki chrześcijaństwa z ezoterycznych sekt chrzcielnych, w których można rozpoznać inicjacyjny wpływ duchowego świata myśli Iranu (Zaratusztra – Światłość i Ciemność). Najdobitniej świadczy o tym właśnie diagram Ofitów, dzięki któremu wiemy już, że wiedza o Wszechświecie, Człowieku i jego Stwórcy, będąca dotychczas „wiedzą tajemną” dostępną tylko wybranym (Egipt, Grecja itp.), stanowiła esencję wiedzy także i u esseńczyków. To co było punktem kulminacyjnym wszystkich tajemniczych obrzędów np.: w Luksorze, czy podczas greckich Misterii, w obrzędach inicjacyjnych esseńczyków rozpoznajemy jako rytuał chrztu. Właśnie dzięki „rzeczywistemu zanurzeniu się przyjmującego chrzest inicjowany rozpoznawał w sobie syna światłości”, co w istocie rzeczy niewiele różniło się od tego nad czym doświadczenia prowadził amerykański neurolog Ernest A. Rodnin, który wielokrotnie wprowadzał swój organizm w stan niedotlenienia – Hipoksji. W obu  tych rozpatrywanych przypadkach, zarówno naukowcy z uniwersytetu, jak i uczestnicy inicjacyjnych obrzędów, doznawali zjawiska ostrego niedotlenienia mózgu, które to symptomy stanowią wstępną fazę procesu zwanego jako NDE. W doświadczeniach z  Hipoksją, oprócz wartości czysto naukowych, znacznie cenniejszym jest mało eksponowany lecz jakże znamienny wniosek jaki wysunął Raymond Moody  w toku swoich dwudziestoletnich badań nad przeżyciami „u progu śmierci”, a mianowicie: „wszystkie te osoby doznały zasadniczej, pozytywnej przemiany swojej osobowości”. Jakże wielce koreluje to z „metanoia” Jana Chrzciciela, gdzie, udzielany przezeń chrzest był związany z przeżyciem wewnętrznego przebudzenia i radykalnej reorientacji”. To olśnienie, które było udziałem uczestników eksperymentów, doświadczali już dwa tysiące lat temu esseńscy „illuminati”, a także, co wynika z wcześniejszych rozdziałów, kapłani „męskiego” Egiptu, czy też „żeńskiego” Miedzyrzecza (wcześniej oczywiście także). W panteonie historycznych postaci znajdujemy takie osoby jak np.: Abraham, Mojżesz, Eliasz, Aleksander Wielki, Szy Huang Ti, Budda, i inni, dzięki którym uwidacznia się nieustanny wpływ Stwórcy na nasze poczynania. Kolejnym przejawem takiego wpływu był bezsprzecznie cały ruch sekt chrzcielnych, których najdoskonalszą emanacją byli esseńczycy, stanowiący podobnie jak A. Wielki i jego dzieło, tylko „materiał wyjściowy” dla Największego z Wybrańców – Syna Człowieczego. O związkach i wpływie esseńczyków na powstanie chrześcijaństwa wiele można dowiedzieć się z książki Welburn`a, który, w dość ostrożny sposób łączy postać Jana Chrzciciela z esseńczykami, a także zaznacza, ograniczony tylko do nauk, wpływ tej sekty na Jezusa. Ja jednak w tych rozważaniach chciałbym pójść o krok dalej i stwierdzić że: zarówno Jan Chrzciciel jak i Jezus, w pełni świadomie i z pełnym zaangażowaniem, należeli do sekty esseńczyków, zaś wszystko to co dotyczy powstania Religii Chrześcijańskiej, było wcześniej z góry zaplanowanym działaniem Najwyższego, o czym wiedzieli esseńscy wtajemniczeni, a  w szczególności sam Jezus.

Jest to nadzwyczaj śmiała teza, która diametralnie zmienia dotychczasowe spojrzenie na całość zagadnienia męczeńskiej śmierci Jezusa na Krzyżu. Zgodnie z zawartą we wstępie zasadą, mówiącą o mojej inspiracji oraz mając na uwadze to, że moim jedynym celem jest dać prawdzie właściwe świadectwo, aby móc powyższe udowodnić, koniecznym jest, przedstawienie najważniejszych problemów węzłowych i ujecie ich w jakąś sensowną całość.

Po pierwsze: Należy wziąć pod uwagę deterministyczną rolę Cykliczności Wszechświata oraz niepodważalną przyczynowo – skutkową rolę „Boga – Stwórcy” w dziele stworzenia Człowieka.

Po drugie: Problematyka Wielkiego Snu, a w szczególności zagadnienie wpływu „Wielkiego Anestezjologa” na Syna Człowieczego, a także kwestia wyboru właściwego momentu na Przebudzenie.

Po trzecie: Wpływ Fallusa – testosteronu na Neurogenezę – Bonobo.

Po czwarte: Wpływ abstynencji płciowej na „widzenie przyszłości”- Sybilla.

Po piąte: Wpływ ćwiczeń fizycznych – Jogi – czyli przyjmowanie pozycji seksualnych na zjawisko „otwarcia trzeciego oka”.

Po szóste: Wpływ NDE – śmierci klinicznej na „zasadniczą przemianę osobowości”.

Po siódme: Misteria – wiedza dla wtajemniczonych.

Po ósme: Rola kapłanów w dziele przekazywania „wiedzy tajemnej”.

Być może w tej wyliczance pominąłem coś równie istotnego, jedno wszakże jest pewne, nie są to wszystkie ciekawe i ważne tematy, których mnogość wprost roi się wśród kart tej książki. Uważni i dociekliwi miłośnicy mądrości i prawdy z pewnością wiele z nich dostrzegą. Istotną treścią wszystkich tych zagadnień jest bardzo ważna ogólna zasada, dzięki której tworzą one, niczym sieć rybacka, swoistą współzależność, czy też bardziej sensownie, współlogiczność. Wszystkie te prawdy łączą się ze sobą, wzajemnie przenikają, każdy dowolny ich fragment, para, obojętnie w jakiej konfiguracji ustawiona, dzięki popartej faktami argumentacji, broni się sama. Zgodnie z definicją synergii, kiedy to współdziałanie czynników skuteczniejsze jest od sumy ich oddzielnych działań, dopiero spojrzenie „z góry” na całokształt sprawy  pokazuje, że ta przysłowiowa sieć rybacka – czyli Prawda, jest na tyle mocna by nie ulec rozerwaniu (przesądy, tabu, ignorancja), co mogłoby zniweczyć „wyłowienie z morza letargu”. Jest jeszcze ktoś kto, nieustannie dbając o stan tej sieci, nie pozwala na to by się ona porwała. Tym kimś, takim symbolicznym renowatorem i zarazem kustoszem, są obecni we wszystkich kulturach, cywilizacjach, religiach, obojętnie w jakim czasie historycznym i jakkolwiek by ich nie nazywano, „powołani” przez Boga – Stwórcę, Kapłani. Naturalnie inną „funkcję” pełnili kapłani, którzy za pomocą Misteriów przekazywali „wiedzę tajemną” swoim następom, co innego zaś można powiedzieć o roli współcześnie działających kapłanów.
Ta zasadnicza zmiana „definicji” jest właśnie konsekwencją Wielkiego Snu, do którego zostaliśmy „zaproszeni”. Wyprzedzając nieco tok tej „opowieści, a jednocześnie kontynuując terminologię wziętą z lekarskich sal operacyjnych wspomnę tylko, że uśpiony przez Wielkiego Anestezjologa Człowiek kierowany niekiedy „niecierpliwością”, a zawsze chęcią „poganiania czasu”, wielokrotnie dając na to dowody, będzie chciał osiągnąć to czego najbardziej pragnie – wreszcie zbudzić się ze Snu i osiągnąć Królestwo Boże. Ale wszystko w swoim czasie. Niezwykle ciekawa jest również cała problematyka związana z: wiedzą gnostycką, szeroko rozumianą magią, kabałą, alchemią, które to „węzełki” swoje apogeum osiągnęły w czasie kiedy Człowiek ujęty został w ramiona Morfeusza – „śnił na jawie”. Różne „marzenia senne” mogą być dobre, ale mogą też być i złe. Te „koszmary senne” będą tematem innych rozdziałów. Wracając jednak do głównego wątku – czyli roli esseńczyków w dziele powstania Religii Chrześcijańskiej to zakładając, że Jan Chrzciciel doznając iluminacji został wtajemniczony, czy był to skutek wewnętrznej przemiany podczas chrztu – hipoksja, czy też mamy tu do czynienia z bezpośrednią, podobną do Abrahama, czy A. Wielkiego, interwencją samego Boga, to jedno jest pewne, że głosząc wszem i wobec o Mesjaszu, który idzie po nim (Ewangelia św. Jana 1.19 – 1.34), daje nam tym wiarygodny dowód swojej wizjonerskiej wiedzy – dostępnej tylko wybranym. Mając na uwadze to, że Jan Chrzciciel był tym, dzięki któremu Jezus dostąpił ostatecznej iluminacji, oraz jeśli wiedział on co było temu Synowi Człowieczemu przeznaczone, to można założyć, że i pozostali esseńczycy, (do których, co wcześniej przyjąłem, należał), również, choć nie tak bezpośrednio i dokładnie (wpływ Najwyższego na jednostki), ale o tym wiedzieli. Czy w istocie tak było? Czy są  jakieś „materialne” dowody na potwierdzenie tych „teoretycznych” rozważań? Zadając sobie te i podobne pytania oraz szukając na nie odpowiedzi, należy cały czas mieć na uwadze wszystko to co było treścią poprzednich rozdziałów, a przede wszystkim skutek EWZ, jakim jest nasz Wielki Sen. Idąc dalej tym „prawie niewidocznym tropem” można zapytać, dlaczego misję narodu żydowskiego uważa się za ucieczkę z egipskiego domu niewoli?
Dlaczego głębia myśli Heraklita z Efezu i pozostałych „materialistów”, jest (była) tak nieodgadniona? Dlaczego Mur Chiński zbudowano właśnie w tym, a nie w innym miejscu i jaka była jego funkcja? Otóż, wszystkie te i inne cuda miały dotrzeć do naszych czasów nierozszyfrowane i dlatego też, pozostały dla nas niezrozumiałe lub celowo wprowadzały nasz tok myślenia na „boczne tory”- patrz punkt 70 pism Heraklita, jak również fragment wypowiedzi Jezusa, który „nauczał” nie wprost poprzez podobieństwa.

„… I powiedział im: Powierzono wam tajemnice Królestwa Bożego; tym zaś, którzy są zewnątrz, wszystko podaje się w podobieństwach, aby patrząc, widzieli, a nie ujrzeli; i słuchając słyszeli, a nie rozumieli, żeby się czasem nie nawrócili i nie dostąpili odpuszczenia”. – (Ew. św. Marka 4.11).

Ta wypowiedź Jezusa jest jednym z poszukiwanych dowodów na potwierdzenie jego „związków” z największą tajemnicą gnostyckiej kosmologii sekt chrzcielnych, a tym samym z „tajemniczymi” esseńczykami.

„Niektóre z najbardziej kontrowersyjnych przykładów ezoterycznego języka Nowego Testamentu pochodzą nie z ewangelii, lecz z Listów Pawła. W pewnych wypadkach są to wyrażenia, które już na pierwszy rzut oka, dotyczą bezpośrednio spraw ezoteryki i teozofii (mądrości Boga). Ukazuje się to tym wyraźniej gdy przetłumaczymy je bardziej wprost, niż zrobili to nasi esseńscy przodkowie w Bibli króla Jakuba I:
Jako że my głosimy mądrość wśród wtajemniczonych, mądrość nie z tego eonu ani władców tego eonu, którzy przemijają. Głosimy mądrość Bożą w misterium, mądrość zakrytą, którą Bóg przed eonami przeznaczył ku naszej chwale i której nie zna żaden z władców tego świata. (1 Kor  2. 6 – 8)
Fakt bycia w posiadaniu wiedzy ezoterycznej został tu wyrażony, można by sądzić, dostatecznie jasno!”
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Jest to odpowiedni moment na kolejny, wynikający z powyższych cytatów, wniosek, iż: Esseńscy wtajemniczeni i uczniowie Jezusa – to dwa określenia tej samej grupy ludzi, których „Arką” jest  Nowy Testament. Wielce znamienny jest symbol znaleziska z Qumran i Nag Hammadi, dzięki którym można stwierdzić fakt  „transformacji” esseńskich „wtajemniczonych”- (Qumran), w „uśpionych” gnostyków – (Nag Hammadi).

„O Życiu i działalności Jezusa informują źródła historyczne żydowskie, rzymskie i chrześcijańskie. Według ich świadectwa Jezus był postacią historyczną, urodził się w Betlejem, a dzieciństwo i lata młodzieńcze spędził w Nazarecie w Galilei. Narodziny Jezusa zapoczątkowały erę chrześcijaństwa. W rzeczywistości Jezus urodził się ok. 6 – 7 r. p.n.e. Błąd w obliczeniach spowodowany został przez Dionizego Małego w VI  w ne. Dionizy policzył, że Jezus urodził się w 754 r. od założenia Rzymu. Wcześniej , tj. przed Chrystusem czas liczono od założenia Rzymu, czyli od 753r. p.n.e. lub od wyboru danego cesarza. Pogłębione badania  pozwoliły określić datę urodzin Jezusa na 747 – 748 r.  od założenia Rzymu, czyli 6- 7 lat wcześniej, niż określił to Dionizy Mały. W Galilei spędził Jezus większość swego życia. Tam przyjął chrzest w Jordanie i odbył czterdziestodniowy post na pustyni. Od tego czasu rozpoczął swe nauki, zapowiadając nadejście Królestwa Bożego. Centralnym punktem nauki Jezusa było Kazanie na Górze Oliwnej. Stało się ono fundamentem wiary i moralności chrześcijańskiej. W Galilei Jezus wybrał uczniów – dwunastu apostołów, którzy rozpoczęli pracę misyjną. Widzieli oni w Jezusie Nauczyciela, Mesjasza i Prawodawcę. Sam Jezus mówił o sobie, że jest synem Boga, a jego posłannictwem: męka, śmierć i zmartwychwstanie – ofiara złożona ludzkości w imię walki ze złem. Jezus podczas pobytu w Jerozolimie, podczas żydowskiego święta Paschy został pojmany, przesłuchany prze Radę Starszych (Sanhedryn) i wydany prokuratorowi Poncjuszowi Piłatowi, który skazał go na śmierć przez ukrzyżowanie. Imię Jezus pochodzi z języka greckiego i jest odpowiednikiem hebrajskiego imienia Jeszua, co znaczy „Jahwe zbawi”. Jezusa określa się także jako Chrystusa, co po hebrajsku brzmi – masziach, a w obu językach rozumiane jest jako „ pomazaniec”. Zwolenników Jezusa zaczęto nazywać christia-noi, czyli chrześcijanami, od czasu, gdy Paweł apostoł organizował gminy chrześcijańskie w Azji Mniejszej i Grecji. Dzieje Apostolskie informują, że nastąpiło to po 40 r. n.e.” 

Halina Tomalska, Historia dla szkół średnich.

Z powodu ogromnej złożoności oraz wartości zagadnienia, właściwsza w tym miejscu byłaby jakaś obszerna monografia, jednakże nie jest to celem tej książki. Ten pobieżny opis życia i działalności Jezusa, stanowi zaledwie minimum podstawowych informacji, które będą niezbędne do dalszych bardziej analitycznych rozważań.

„Hormony determinują odmienną męską i żeńską organizację mózgu w czasie jego rozwoju w łonie matki. […] Proces ten, w sensie dosłownym zmieniający umysł rozwijającego się osobnika, jest rezultatem tego samego zjawiska, które determinuje inne zmiany fizyczne – działania hormonów […] Poziom tego hormonu jest w tym okresie czterokrotnie wyższy niż poziom, który osiągnie przez cały okres niemo-wlęcy i dziecięcy […] Gwałtowny przybór  hormonu męskiego występuje również w przeło-mowym momencie rozwoju osobnika płci męskiej – w okresie dojrzewania […] Wpływ hormonów na mózg jest dwustopniowy […] Chłopcy nie najlepiej dają sobie radę w pierwszych latach szkolnych. Jednakże z nadejściem wieku dojrzewania gwałtownie przyspieszają. Wyniki w testach IQ wzrastają gwałtownie pomiędzy czternastym a szesnastym rokiem życia, podczas gdy wyniki dziewcząt wykazują tendencję do utrzymywania się na tym samym po-ziomie, a czasem się obniżają”.

Tych kilka wyrwanych z kontekstu zdań zaczerpnąłem z rozdziału XVI, a pochodzą one z książki Anne Moir i Davida Jessel`a „Płeć mózgu”. Znalazły się one w tym miejscu nie bez przyczyny. Jeśli jest prawdą to, o czym Moir i Jessel piszą, a jak dotąd nie spotkałem się innym zdaniem na ten temat, to ich wniosek o deterministycznej roli genów i hormonów, a w szczególności testosteronu na mózg (co z kolei ma wpływ na płeć), stanowi punkt wyjścia dla wyjaśnienia merituum tego rozdziału. Jak najdalszy jestem od deprecjonowania kobiecego IQ , ani też nie jest moim celem antagonizowanie kobiet i mężczyzn, ale powodem dla którego tak wyróżniłem te a nie inne zdania, była tylko i wyłącznie chęć podkreślenia zasadniczego wpływu testosteronu nie tylko na wyraźny wzrost inteligencji, ale także na pewien ogromnie ważny „efekt uboczny” tego procesu. Jak to wynika z badań naukowych mózg dorosłego człowieka może produkować nowe neurony. Wiemy, że w stadium rozwoju płodowego i w czasie dojrzewania, najważniejszym stymulatorem tego procesu są hormony- głównie testosteron, który z kolei ma nierozerwalny związek z ruchem fizycznym (nasilenie neurogenezy u osobników mających dużo ruchu – doświadczenie z myszami). I dalej, jak starałem się to udowodnić (Bonobo) – jak najczęstsze, jak najdłuższe ograniczanie wpływu współczulnego układu nerwowego, automatycznie zwiększa wpływ przywspółczulnego układu, co powoduje skutki podobne do wysiłku fizycznego. Czy osiągnie się to poprzez bezpośrednią stymulację – onanizm, czy pośrednikiem tej stymulacji są wyobrażenia kobiety – Figurki „Wenus”, czy będzie to wynikiem powstrzymywania się od ejakulacji – cała problematyka „Sybilli”, czy też dzięki ćwiczeniom Jogi – której „walory” są bardzo różnorodne (stan mistycznej ekstazy), to ma to swoje nieba-gatelne znaczenie. Notabene, ten jakże wstydliwy lecz w określonych sytuacjach naturalny stymulator, tak skuteczny u Bonobo i oczywiście u Człowieka – onanizm, zauważalny jest nie tylko u tych dwu, zróżnicowanych pod względem IQ ,  gatunków. Jeśli weźmiemy „pod lupę” pozostałe gatunki ssaków, to okaże się że walenie (delfiny, humbaki, wieloryby), słonie, jak wskazują na to liczne dowody, zachowują się podobnie jak  Bonobo (oczywiście w znacznie bardziej symboliczny sposób).  Ich inteligencja i więzi społeczne są wprost proporcjonalne do czasu jaki poświęcają na „nieprzyzwoite” stymulacje. Z tego wszystkiego wynika kolejny „ciekawy” wniosek. Człowiek, czy też stworzenie z którego ukształtował się Człowiek, swoją pozycję na szczycie Królestwa Zwierząt zawdzięcza dobrodziejstwu akceleracji neurogenezy, zaś „pośrednie etapy” Ewolucji Życia na Ziemi – Zwierzęta, pozostały na swoich poziomach. Taka jest nienaruszalna konsekwencja logiki Ewolucji i egzogeniczny imperatyw „Opatrzności”, której podlegamy.
Wracając jednak do wielce intrygującego „efektu ubocznego” neurogenezy, to jest nią cała sfera zagadnień związanych z : „anteną mózgową”, otwarciem „trzeciego oka”, „wizjami” z pogranicza życia i śmierci – NDE, fenomenem epifaii pierwszych patriarchów – to są to wszystko namacalne dowody istnienia Jaźni. Gdyby całą tą „menażerię” porównać do biegu rzeki, to nachalne i zgubne w swoich konsekwencjach „zaglądanie za kotarę”, określiłbym jako skrajne brzegi tej rzeki, gdzie to nurt wody zwalnia, i gdzie zbierają się „zeschłe liście”, „odpadki” i „zwykły szlam”. Zaś tą „Bożą niecierpliwość”, można porównać tylko do nie-bezpiecznego i rwącego nurtu, gdzie płynącego czeka tylko poświęcenie i ciężka praca. „Wyróżnienie” to wszakże nie jest takie niemiłe sercu każdego z nich. Czasami jednak niegodziwość lub nieostrożność „pływaka” kończy się „utonięciem”. Przestrzegając „Chińskiego Przesłania” i postępując zgodnie z  nakazami Pitagorasa, Mojżesza, czy też Buddy (środkowa ścieżka), płynąć będziemy spokojnie w zgodzie z naszym przeznaczeniem. Jak już wcześniej wspomniałem, Bóg- Stwórca  chcąc przyspieszyć, czy też zmienić bieg naszej przysłowiowej rzek i – tym razem Historii, czyni to za pomocą, umownie rzecz ujmując, „anteny mózgowej” – (neurogeneza – wpływ testosteronu). Objawiło się to np. u Abrahama, Buddy i innych. Jezus i jego misja jest najdoskonalszym przejawem takiego wpływu – Stwórcy na swe dzieło – Człowieka. Z książki Anne Moir wiemy, że testosteron – neurogeneza u człowieka, swoje apogeum osiąga w wieku płodowym i młodzieńczym. Czytając Ewangelię Nowego Testamentu, dowiadujemy się, że Maria żona Józefa, za sprawą Ducha Świętego poczęła Jezusa – Ew. św. Łukasza 1.35 i dalej, gdy Jezus miał dwanaście lat nauczał w Jerozolimskiej świątyni – Ew. św. Łukasza 1.42-1.52. Rozdział V – Historii Ziemi i Człowieka, jednoznacznie potwierdza tezę o tym, iż nie należy dosłownie, zdanie w zdanie, traktować tego o czym jest mowa, w tych celowo zaszyfrowanych księgach. Jeżeli przyjąć, że esseńczycy i pierwsi chrześcijanie to dwa różne „ wcielenia” tej samej grupy ludzi, to należy przyjąć, że Nowy Testament również należy traktować symbolicznie, a nie dosłownie. Wynika to niezaprzeczalnie z „wiedzy tajemnej” sekt chrzcielnych. Z tego wszystkiego wynika, że twórcy Ewangelii pisząc o wpływie Ducha Świętego na Jezusa, mieli na uwadze tylko i wyłącznie to, by przekazać nam informacje o „wpływie” Boga – Stwórcy na Człowieka – w okresie płodowym i w czasie dojrzewania. To, że zostało nam to przekazane za pomocą, takiej a nie innej „opowieści” o Elżbiecie – Matce Jana Chrzciciela i Marii – Matce Jezusa, w żaden sposób nie deprecjonuje żadnej z tych godnych najwyższego szacunku niewiast, jednakowoż wszystko co dotyczy ich macierzyństwa nie ma potwierdzenia w Prawdzie – jedyna Prawda pochodzi od Boga – Objawienie św. Jana 22.18- 19.

„Prorok nie był wtajemniczonym, lecz człowiekiem od urodzenia szczególnie obdarzonym w sprawach duchowych, człowiekiem, który słyszał głos Jahwe i obwieszczał ludziom to, co słyszy. Z pewnością istniało wielu proroków, jak również ludzi, których wypowiedzi weszły w skład Pisma św. Tym co ich łączyło, było poczucie, że zostali indywidualnie wybrani jako narzędzie ducha Jahwe – nie stali się widzącymi dzięki udziałowi w rytuale czy inicjacji, lecz zostali bezpośrednio wybrani przez Boga. Jak powiada Jeremiasz: Jahwe skierował do mnie swe słowo mówiąc: „Zanim ukształtowałem cię w łonie, znałem cię; zanim ujrzałeś światło dzienne, Jam cię poświęcił i ustanowił prorokiem narodów”  Księga Jeremiasza 1.5.
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Opatrzność Boska czuwała więc nad Jezusem – Prorokiem był już od chwili swego poczęcia, zaś bezpośredni kontakt i wpływ na jego poczynania (dzięki „antenie mózgowej) „Bóg – Stwórca” miał podczas  dwóch newralgicznych momentów „męskiego życiorysu”. Czy aby na pewno dwa są takie przełomy? Anne Moir dowodzi, że tak. Ja jednak twierdzę, a przykładem są  „prawie” wszyscy mężczyźni znajdujący się w średnim wieku, że nie dwa, lecz trzy są takie „momenty – co prawda, każdy z nich następuje z innym natężeniem i inny jest jego cel. Ten średni wiek mężczyzny, gdzie to wedłóg przysłowia „Kiedy głowa siwieje to D.. szaleje”, gdy po okresie, zgodnej z naturą prokreacji (20 – 30 lat), krew ponownie „zaczyna szybciej krążyć” – to słynna „40”- czterdziestka –  przełom, granica między młodością a starością. Zjawisko to ma niewątpliwie socjologiczne oraz fizjologiczne przyczyny, zaś głównym „winowajcą” tego „powtórnego poderwania się do lotu” – jest testosteron. I to właśnie dzięki temu hormonowi możliwy jest także „efekt uboczny” neurogenezy – czyli możliwość bezpośredniego kontaktu, czy też wpływu Stwórcy na swe dzieło – Człowieka.

„Liczba 40, reprezentująca pełnię, odgrywa szczególnie ważną rolę w Biblii. Pobyt Mojżesza na górze Synaj trwał 40 dni, podobnie zresztą jak pobyt Chrystusa na pustyni. Także Arka Noego przez 40 dni i nocy unosiła się na wodzie podczas potopu. 40 było również znaczącą liczbą lat – Żydzi spędzili 40 lat wędrując przez pustynię, zaś rządy Dawida i Salomona trwały także 40 lat.”
Miranda Bruce – Mitford, Ilustrowana księga znaków i symboli.

No właśnie, dlaczego w Biblii – 40 – czterdziestka odgrywa taką ważną rolę? Czy i jaki może to mieć związek z Jezusem? Otóż ma i to zasadniczy. Biorąc pod uwagę to jakie znaczenie dla Człowieka ma 40 – neurogeneza, to odpowiedź nasuwa się sama. Wiadomym jest, iż Jezus w rzeczywistości urodził się w ok. 6 – 7 roku p.n.e. (błąd w obliczeniach Dionizego Małego). Jeśli więc Jezus dostępując ostatecznego wtajemniczenia – Chrzest w rzece Jordan, a później podążając drogą, którą powiódł go sam Bóg, miał 33 lata, to z sumy tych lat wynika, że w chwili swego ostatecznego przeznaczenia miał właśnie 40 lat. Ta 40 – czterdziestka z Bibli – to fakty, czy symbol?
A oto kolejna „ciekawa” liczba. W starożytnym Egipcie 4 ściany piramidy i piramidion, 4 płyty i daszek w komorach odciążających piramidy Cheopsa.  W filozofii greckiej – 4 żywioły: Powietrze Anaksymenesa, Ogień Heraklita, Woda Talesa, Ziemia Demokryta i Sfairos Empedoklesa. Doktryna 4 – Czterech Szlachetnych prawd i Nirwana – Buddy. Chińska Teoria Pięciu Pierwiastków – gdzie 4 odnosiły się do stosunków w Rodzinie i między przyjaciółmi, tylko jeden – piąty dotyczył stosunków między panującym a poddanym. Wszelakie Święte Góry z wyraźnie ukształtowanymi 4 ścianami. Światowid –  4 ścienny słup wapienny pokryty płaskorzeźbami, nakryty wspólnym kapeluszem. Mandala –  4 boki kwadratu, wpisany w koło, gdzie to nakładające się na siebie trójkąty skierowane ku górze i ku dołowi tworzą piąty element. Itp.

Tak jak 40 – czterdziestka w Biblii ma swoje znaczenie, tak i 4- czwórka jest liczbą szczególną. Esseńczycy – czyli pierwsi chrześcijanie, także i oni, tak jak ich wielcy poprzednicy, tworząc Kanon Nowego Testamentu, w jego treści i jak się okazuje w układzie jego Ksiąg, zaszyfrowali swoją Wiedzę – „Arkę”. Tej konwencji – stereotypowi postępowania podlegają właśnie 4 – Cztery Ewangelie i ich kwintesencja – Objawienie św. Jana.

„Cztery Ewangelie (gr. Euangelion – „dobra nowina”) napisano po grecku, zapewne w ostatnich dziesięcioleciach I wieku po Chr.; najstarsze zachowane rękopisy zawierające zasadniczy przekaz ewangeliczny pochodzą z IV wieku, choć istnieją fragmenty wcześniejsze. Spośród czterech Ewangelii ta „według św. Marka” jest najkrótsza i większość naukowców uważa, że powstała jako pierwsza. […] Ewangelia nazywana „według św. Mateusza” wykazuje największe podobieństwo do Ewangelii św. Marka – zawiera bowiem dziewięćdziesiąt procent jej materiału i wykorzystuje połowę jej słownictwa. Nie ulega wątpliwości, że jeden przepisywał od drugiego. Który od którego, to wciąż jeszcze sprawa dyskusyjna, chociaż powszechnie przyjmuje się, że przepisującym był Mateusz. Przy czym wykorzystał też wiele materiału Markowi nieznanego albo też przezeń odrzuconego. […] Ewangelia „według św. Łukasza” – Znaleźliśmy się nagle w innym świecie. O ile bowiem Marek i Mateusz nie przywiązywali większej wagi do swojej roli autorów (ich Ewangelie to obwieszczenia cudownej natury Jezusa, Jego wielkiej mocy i władzy), o tyle już na samym wstępie Ewangelii zwanej „według św. Łukasza” natrafiamy na dworną, niemal kurtuazyjną przedmowę, będącą dedykacją dla szlachetnego patrona autora. Wrażenie to potwierdza się na początku właściwej opowieści, Łukasz bowiem zaczyna ją subtelniej niż Marek czy Mateusz. […] Ewangelia „według św. Jana”. „Na początku było Słowo, a Słowo było  u Boga i Bogiem było słowo”. Tak brzmi początek prologu Ewangelii zwanej „według św. Jana”. Ewangelie Marka Mateusza  i Łukasza określa się mianem „synoptycznych”, ponieważ mimo znacznych różnic wykazują tak wiele cech wspólnych, że można ich teksty zestawić w równoległych kolumnach, w postaci tzw. synopsy. Jednakże Ewangelia św. Jana nie pasuje do tego wzoru. Wprawdzie pojawiają się w niej pewne wydarzenia opisane przez ewangelie synoptyczne, a opis Męki jest zasadniczo ten sam, lecz na tym podobieństwa się kończą. Nie chodzi tylko o to, że Jan wspomina o innych cudach czy naukach, ale o to, że Janowy portret Jezusa opiera się na innym założeniu. Dla Jana Jezus jest po prostu ucieleśnionym Słowem Boga, Słowem, które istniało odwiecznie, zanim świat został stworzony. Znajduje to wyraz w Janowym prologu, którego kulminacją są dramatyczne słowa „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas”.

Humphrey Carpenter, Jezus.

Humphrey Carpenter, autor tych cytatów, opisując „dobre nowiny”, z pewnością nie zdawał sobie sprawy z tego jak blisko był, zaledwie o krok, od wstąpienia na „ścieżkę prawdy”. Te jego, sensowne skądinąd, spostrzeżenia dotyczące Ewangelii w istocie zawierają głębszy, niż tylko naukowo – poznawczy, sens. Mając w pamięci powyższe, skrócone przeze mnie do niezbędnego minimum, „charakterystyki” poszczególnych Ewangelii, dodałbym tylko że:

Ewangelię według św. Marka – rozpoczyna Kazanie Jana Chrzciciela, a  zaraz za nim następuje Chrzest Jezusa.

W Ewangelii według św. Mateusza – Kazanie Jana Chrzciciela i Chrzest Jezusa poprzedzony jest: Rodowodem Jezusa, Opisem jego narodzin i Ucieczką przed Herodem.

W Ewangelii według św. Łukasza – Kazanie Jana Chrzciciela i Chrzest Jezusa poprzedzony jest: Wstępem i dopiero Przepowiednią o narodzeniu się Jana Chrzciciela i Jezusa, dopiero Narodzenie się  Jana Chrzciciela i Jezusa, a następnie Dzieciństwo Jezusa.

Ewangelię według św. Jana –  rozpoczyna dziwny! Prolog, zaś później mamy Świadectwo Jana Chrzciciela o Jezusie i ponownie Świadectwo o Jezusie – 5.30.

Tak wiec mamy:

1. Kazanie i Chrzest.

2. Rodowód, Kazanie i Chrzest.

3. Przepowiednia Narodzin, Dzieciństwo, Kazanie i Chrzest.

4. Prolog i Świadectwo.

Widać tu podobną  do Piramid: Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa wyraźną perspektywę upływu czasu.
Najwcześniejszy i jak słusznie zauważa Carpenter, najskromniejszy w formie i treści „Marek” – to pierwsza ściana piramidy – czyli Powietrze Anaksymenesa.

Rodowód – trochę bogatsza i pełniejsza wersja „Marka” – czyli „Mateusz” – to Ogień Heraklita – druga ściana piramidy.

Przepowiednia – to subtelniejsza i najbogatsza wersja „dobrej nowiny” – czyli Woda Talesa – trzecia ściana piramidy.

Świadectwo  Jana – różniąca się zasadniczo od pozostałych – to Ziemia Demokryta – czwarta ściana piramidy.

Te cztery Ewangelie, podobnie jak cztery ściany piramidy „mówią” o Historii powstania Wszechświata i Życia na Ziemi. Są to cztery stopnie drogi wiodącej Człowieka ku Doskonałości. Piramidion zaś – to Królestwo Boże, które w Nowym Testamencie reprezentowane jest przez Objawienie św. Jana – kiedy to Słowo ciałem się stanie i zamieszka wśród nas. Czy po przeczytaniu Tej „Dobrej Nowiny” jest jeszcze ktoś, kto wątpiłby w słuszność moich zapewnień, iż Chrześcijanie – kompilatorzy Nowego Testamentu, nie tylko wywodzą się z esseńskiej sekty chrzcielnej, ale swoją „wiedzą tajemną” sięgają „korzeniami” najstarszych cywilizacji, a nawet jaszcze wcześniej? I kolejny katartyczny wątek:

„Na przykład w Egipcie słyszymy o grupie zwanej terapeutami, którą najprawdopodobniej tworzyli egipscy esseńczycy. Musimy pamiętać, że w tym okresie w Egipcie, zwłaszcza zaś w Aleksandrii, żyło wielu Żydów. Znacznie większą uwagę przyciągała jednak grupa, która podjęła idee w formie gnostyckiej, a mianowicie zwolennicy Hermesa Trismegistosa. Jemu to przypisywano słynne pisma, które składały się na „Corpus Hermeticum” i miały tak ogromny wpływ na myśl ezoteryczną przez całe stulecia. Hermes to greckie imię boga, którego Egipcjanie nazywali Thotem lub Tehuti – niebiańskiego skryby i mistrza mądrości. Tytuł „Trismegistos” oznacza „trzykroć wielki” i wywodzi się ze starej egipskiej praktyki używania honorowych tytułów przy zwracaniu się do bogów. Ezoteryczne tradycje astrologiczne rozwijane w imię Hermesa Thota można prześledzić wstecz aż do 150 r. przed Chr.; wcześniej dawni kapłani niewątpliwie strzegli tych tajemnic. Jednakże na krótko przed nastaniem ery chrześcijańskiej zwolennicy Hermesa najwyraźniej odczuli potrzebę aktualizacji starej mądrości egipskiej: być może było to w okresie panowania Ptolemeusza II, kiedy w Egipcie podjęto również wielkie zadanie przełożenia Starego Testamentu na język grecki. Hermetyści przeformułowali swą mądrość czerpiąc wiele idei z filozofii greckiej, w szczegól-ności z platonizmu, ale przede wszystkim z koncepcji i praktyk nowej ezoteryki żydowsko- irańskiej. Rezultatom ich wysiłków nadano definitywną postać w zbiorze pism, które dotarły do nas jako „Corpus Hermeticum” i których ostateczna pisana wersja pochodzi z pierwszych wieków po Chr. Zawarte w tych pismach nauki są niezwykle interesujące same w sobie. Już dawno uznano, że „Corpus Hermeticum” jest w stanie rzucić potężne światło na tło przy-najmniej części Nowego Testamentu. Gnostycy – hermetyści praktykowali rodzaj chrztu, a ich nauczanie obejmowało wezwanie do „metanoi” – przemiany świadomości człowieka. Chrzest i specyficzna terminologia wskazują na kręgi bliskie esseńczykom i w rzeczywistości także Janowi Chrzcicielowi jako na źródło, z którego uaktualnione zostały Misteria Egipskie. (Pamiętajmy, że Apokalipsa Adama wskazuje również na jedną bądź więcej inkarnacji egipskich!). Do niedawna mieliśmy jednakże do czynienia ze zdumiewającym brakiem świadectw o faktycznych rytuałach odprawianych przez hermetystów. I tym razem więcej szczegółów zawdzięczamy odkryciu w Nag Hammadi. Fascynujący dokument zatytułowany „Na ósmym i dziewiątym (poziomie świadomości) informuje nas o potężnym procesie rytualnym, za pomocą którego neofitę wynoszono w świadomości na kolejne poziomy odpowiadające sferom planetarnym, a także wykraczające poza nie. Hermes Trismegestos występuje tu jako hierofant, „Ojciec”, neofita zaś jako „syn”. Ma miejsce „odrodzenie”, które jest zarazem obudzeniem energii w duchu, tryskającym obficie niczym fontanna. Ma także miejsce przeżycie Światłości. Pojawia się również silne wrażenie nieadekwatności języka oraz poczucie sensu przekazywanego w milczeniu, mającym jednak moc hymnu czy też modlitwy wypowiadanej w sposób nadzmysłowy przez moce anielskie z poziomu ósmego i dziewiątego. Uczeń osiąga granice wizji dostępnej śmiertelnikowi: nie może uzyskać więcej, dopóki całkowicie nie odrzuci swego ciała w chwili śmierci […] „I oto dlaczego człowiek, w przeciwieństwie do wszystkich innych żywych istot na Ziemi, jest podwójny. Jest śmiertelny z racji swego ciała; jest nieśmiertelny z racji Człowieka z wiecznej substancji. Jest nieśmiertelny i ma w swej władzy wszystkie rzeczy; a mimo to znosi los śmiertelnika, będąc poddanym Przeznaczeniu. Jest ponad Harmonią (Sfer), a mimo to rodzi się jako niewolnik. Jest dwupłciowy, jak dwupłciowy jest jego Ojciec, i nie potrzebuje snu, jak  jego Ojciec, a mimo to władzę ma nad nim cielesna żądza i zapomnienie” – „Corpus Hermeticum”.
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Magnificentia! Oto tylko w tym jednym małym fragmencie, zawarto wszystko co jest potrzebne, aby pojąć istotę „wiedzy tajemnej”. Przeznaczenie i Harmonia Sfer, Dwupłciowość Człowieka i Jego Ojca – to oczywiście Megacykl, Odradzanie się Życia i „życie po życiu”- czyli wszystko to, co wiąże się z tematyką Królestwa Bożego.
„Płomień wiedzy” w tej „lampce”, rozbłyśnie jeszcze całym swym blaskiem w ostatnim rozdziale tej książki. „Chrzest i specyficzna terminologia wskazują na kręgi bliskie esseńczykom i w rzeczywistości także Janowi Chrzcicielowi jako na źródło, z którego uaktualnione zostały Misteria egipskie”. Na podstawie właśnie Terminologii jaką posługiwali się chrześcijanie – twórcy Nowego Testamentu, a w szczególności Czterech Ewangelii – gdzie widać wyraźnie związki gnozy egipskich esseńczyków z esseńczykami znad Morza Martwego, można ostatecznie skorygować pewien „skrót myślowy”, który spowodował całą serię „nieporozumień”.

9. A wy tak się módlcie: Ojcze nasz, któryś jest w niebie, Święć się imię twoje,

10. Przyjdź królestwo twoje, Bądź wola twoja, jak w niebie, tak i na ziemi.

11. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj,

12. I odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom;

13. I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego; Albowiem twoje jest Królestwo i moc i chwała na wieki wieków. Amen.

14. Bo jeśli odpuścicie ludziom ich przewinienia, odpuści i wam Ojciec wasz niebieski.

15. A jeśli nie odpuścicie ludziom, i Ojciec wasz nie odpuści wam przewinień waszych. […]

18. A jeśli nie ludzie cię widzieli, że pościsz, lecz Ojciec twój, który jest w ukryciu, A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie.  

Ew. św. Mateusza 6.9- 6.15, 6.18

Hermes Trismegistos w esseńskim dokumencie „Na ósmym i dziewiątym” występuje jako Ojciec – Hierofant, a Syn – Neofita. Jest to oczywiście, z racji gnozy, określenie Boga – Stwórcy, zaś Syn – to jego dzieło – Człowiek. Z tych samych powodów „chrześcijańscy esseńczycy”, wśród których funkcjonowała ta sama (symboliczna) terminologia, określali Boga – Stwórcę jako Ojciec, zaś Syn – to nie wyłączając ani mnie, ani każdego z czytelników, ani nawet Jezusa – każdy z nas.  To, że Jezus był Synem Bożym – Człowiekiem wybranym przez Stwórcę dokładnie ilustruje –  Ew. św. Mateusza 3. 16- 17

16. A gdy Jezus został ochrzczony, wnet wystąpił z wody, i oto otworzyły się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego, który zstąpił w postaci gołębicy i spoczął na nim.

17. I oto rozległ się głos z nieba:  Ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem. 

W jakim celu Ojciec upodobał sobie Jezusa?

25. W tym czasie odezwał się Jezus i rzekł: Wysławiam cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom.

26. Zaprawdę, Ojcze, bo tak się tobie upodobało.

27. Wszystko zostało mi przekazane przez Ojca mego i nikt nie zna Syna tylko Ojciec, i nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić.

28. Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie.

29. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.

30. Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie.

Ew. św. Mateusza 11.25- 30

Ojciec „upodobał” sobie Jezusa, aby ten wypełnił najtrudniejszą z możliwych – Misję, jaką Syn Człowieczy, a zarazem Syn Boży, byłby w stanie wziąć na swoje barki. Poświęcając swoje życie i stając się Barankiem Bożym –  Jezus spowodował Wielki Sen – czyli ukojenie. W wyniku Janowego Chrztu – Jezus doznał nie tylko zasadniczej przemiany swojej osobowości – NDE , co znalazło odbicie w Jego Naukach, ale co równie ważne, doznał ostatecznego wtajemniczenia – otrzymując obietnicę Zmartwychwstania, poddał się Woli Bożej.

21. Od tej pory zaczął Jezus Chrystus tłumaczyć uczniom swoim, że musi pójść do Jerozolimy, wiele wycierpieć od starszych arcykapłanów i uczonych w Piśmie, że musi być zabity i trzeciego  dnia wzbudzony z martwych.

22. A Piotr, wziąwszy go na stronę, począł go upominać, mówiąc: Miej litość nad sobą, Panie! Nie przyjdzie to na ciebie.

23. A On, obróciwszy się rzekł Piotrowi: Idź precz ode mnie, szatanie! Jesteś mi zgorszeniem, bo nie myślisz o tym, co Boskie, lecz o tym, co ludzkie. […]

22. A gdy przebywali w Galilei, rzekł im Jezus: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi.

23. I zabiją go, ale On trzeciego dnia będzie wskrzeszony z martwych. I zasmucili się bardzo.[…]

17. A Jezus, mając zamiar pójść do Jerozolimy, wziął dwunastu na osobność i w drodze rzekł do nich:

18. Oto idziemy do Jerozolimy, a Syn Człowieczy będzie wydany arcykapłanom oraz uczonym w Piśmie i skażą go na śmierć.

19. I wydadzą go poganom na pośmiewisko i na ubiczowanie i na ukrzyżowanie, a dnia trzeciego zostanie wzbudzony z martwych.  

Ew. św. Mateusza 16.21- 23,   17.22- 23,   20.17- 19

Jezus bardzo wyraźnie „mówi”, iż Człowiek zmartwychwstaje w „niematerialnej” formie – jak  „aniołowie w niebie”, a nie jak to niektórzy „śpiący” sądzą, że jest to – powrót ducha do zmarłego ciała. Dlatego też wszyscy ci, którzy wierzą w to, że Jezus zmartwychwstał, niech nie tylko Wierzą, ale co więcej, niech Wiedzą, iż Jezus „nie wstał z martwych i poszedł do nieba”, lecz w istocie na Krzyżu zmarło jego ciało, a on, czyli jego duch – („film w mózgu”), nadal żyje – jak „anioł w niebie”.

29. A Jezus odpowiadając, rzekł im: Błądzicie, nie znając Pism ani mocy Bożej.

30. Albowiem przy zmartwychwstaniu ani się żenić nić nie będą, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie w niebie.

31. A co do zmartwychwstania, czy nie czytaliście, co wam Bóg powiedział w słowach:

32. Jam jest Bóg Abrahama i Bóg Jzaaka  i Bóg Jakuba! Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych.

Ew. św. Mateusza 22.29- 32

Wszystko to co opisują Ewangelie, od czasu Wjazdu Jezusa do Jerozolimy, czyli: Spisek przeciwko Jezusowi, Zdrada Judasza, Ostatnia Wieczerza, Pojmanie Jezusa, Sąd nad Jezusem, Ukrzyżowanie Jezusa, Śmierć Jezusa, Zmartwychwstanie, jest bardzo swobodną i nad wyraz poetycką wersją dramatycznych skądinąd wydarzeń, których prawdziwość jest poza wszelką dyskusją. Ale czy Judasz był w rzeczy samej Zdrajcą, czy jest to tylko przemyślnie skonstruowana interpretacja pewnego wątku, zaczerpniętego ze Starego Testamentu?

12. Wtedy rzekłem do nich: Jeżeli uznacie to za słuszne, dajcie mi należną zapłatę, a jeżeli nie, zaniechajcie! I odważyli mi jako zapłatę trzydzieści srebrników.

13. Lecz Pan rzekł do mnie: Wrzuć je do skarbca, tę wysoką cenę, na jaka mnie oszacowali! Wtedy wziąłem trzydzieści srebrników i wrzuciłem je w świątyni do skarbca.

Księga Zachariasza 11.12- 13

Jeśli te wersy, wystarczą za dowód fikcyjności samej Zdrady, jak i być może nawet samej postaci Judasza, to należy nie tylko inaczej spojrzeć na tego odsądzanego od czci i wiary, przez wszystkie następne pokolenia, esseńczyka, który stał się synonimem zdrady, ale też i z większym „przymrużeniem oka”, potraktować całą tą osnowę Poświęcenia Baranka Bożego. Jak wskazują na to i inne przykłady „esseńscy chrześcijanie” kompilując Ewangelie i oczywiście cały Nowy Testament, swoją „opowieść” w głównej mierze oparli na Starym Testamencie. „Ewangelie napisano po grecku zapewne w ostatnich dziesięcioleciach I wieku po Chrystusie; najstarsze zachowane rękopisy zawierające zasadniczy przekaz ewangeliczny pochodzą z IV wieku, choć istnieją fragmenty wcześniejsze”.

„Całe ziemskie życie Chrystusa Pana było doskonałym uwielbieniem Ojca, a dla nas stało się źródłem odkupienia. W szczególny jednak sposób Chrystus wypełnił wolę Ojca i nas odkupił przez swoja Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie, czyli jak mówi Liturgia – przez Paschę. Nazwa ta nawiązuje do wydarzenia biblijnego: aby złamać opór faraona, Bóg zesłał śmieć na wszystkich pierworodnych synów w rodzinach egipskich. Domy Izraelitów naznaczone krwią baranka zabitego na ofiarę zostały ochronione od śmierci. Wszyscy Izraelici mogli swobodnie wyjść  z ziemi egipskiej – z domu niewoli, a następnie przejść przez Morze Czerwone do Ziemi Obiecanej. To przejście z niewoli na wolność i przejście przez Morze Czerwone nazwali oni „Paschą”. Pascha w starym Testamencie była figurą i zapowiedzią Chrystusa. Jako baranek Boży przeszedł On przez Śmierć, Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie do nowego życia w chwale Ojca. Jego Pascha stała się też Paschą naszą: dzięki przelanej przez Niego Krwi na krzyżu my przeszliśmy z niewoli grzechu do wolności synów Bożych. Dokonuje się to w chrzcie świętym […] Syn Boży stawszy się człowiekiem dokonał dzieła odkupienia swych braci – ludzi przez Śmierć, Zmartwychwstanie i chwalebne Wniebowstąpienie. To dzieło odkupienia i zbawienia sprawuje On nadal przez Liturgię w założonym przez siebie Kościele, czyli w Ludzie Bożym. W niej jest nieustannie obecny jako Najwyższy Kapłan nauczający i uświęcający ludzi. Liturgia święta jest więc uobecnieniem zbawczej działalności Jezusa Chrystusa. Msza święta stanowi centrum Liturgii. Jest to Eucharystyczna Ofiara Ciała i Krwi Jezusa Chrystusa. Ustanowił ją on sam tej nocy, kiedy był wydany, aby w niej na całe wieki aż do ponownego swego przyjścia przy końcu świata utrwalić Ofiarę Krzyżową. Chciał przez to Ludowi Bożemu powierzyć pamiątkę swojej tajemnicy paschalnej, to jest swojej Śmierci, Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia. Kiedy więc chrześcijanie gromadzą się wokół ołtarza na Mszę świętą, wtedy najdoskonalej spełnia się obietnica Chrystusa: „Gdzie dwaj albo trzej zebrani są w imię moje, tam ja jestem pośród nich [MT 18, 20] Msza święta składa się z dwóch głównych części: z Liturgii Słowa i Liturgii Eucharystycznej, które jednak są tak ściśle ze sobą złączone, że stanowią nierozdzielną całość […]  Liturgię Słowa stanowią czytania z Pisma świętego, w których Bóg przemawia do swojego Ludu, objawia mu tajemnice odkupienia i zbawienia oraz podaje duchowy pokarm. Do Liturgii Słowa należy też homilia – kazanie, które wyjaśnia słowa Objawienia. Naszą odpowiedzią na usłyszane słowo Boże jest Wyznanie wiary: „Wierzę w jednego Boga”. Liturgię Słowa kończy tzw. Modlitwa powszechna, w której zanosimy do ojca prośby w różnych potrzebach Kościoła i w całej ludzkości. W Liturgii Eucharystycznej uobecnia się Ostatnia Wieczerza, w której Chrystus ustanowił Pamiątkę swej Śmierci, Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia. Kapłan reprezentując Chrystusa Pana dokonuje tego, co On sam czynił i uczniom polecił spełniać, gdy ustanowił Ofiarę i ucztę paschalną. Chrystus bowiem wziął Chleb i kielich z winem, dzięki składał, łamał i dawał uczniom swoim mówiąc: […] 

BIERZCIE I JEDZCIE Z TEGO WSZYSCY

TO JEST BOWIEM CIAŁO MOJE

Podobnie po wieczerzy wziął ten przesławny kielich w swoje święte czcigodne ręce, ponownie dzięki Tobie składając błogosławił i podał swoim uczniom, mówiąc:

BIERZCIE I PIJCIE Z NIEGO WSZYSCY,

TO JEST BOWIEM KIELICH KRWI MOJEJ

NOWEGO I WIECZNEGO PRZYMIERZA,

KTÓRA  ZA WAS  I ZA WIELU  BĘDZIE WYLANA

NA ODPUSZCZENIE GRZECHÓW.

OTO CZYŃCIE NA MOJĄ PAMIĄTKĘ.

OTO WIELKA TAJEMNICA WIARY.” 

Ks. mgr. Henryk Dworak,Modlitewnik.

26. A gdy oni jedli, wziął Jezus chleb i pobłogosławił, łamał i dawał uczniom i rzekł: Bierzcie, jedzcie, to jest ciało moje.

27. Potem wziął kielich i podziękował, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy;

28. Albowiem to jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów.

29. Ale powiadam wam: Nie będę pił odtąd z tego owocu winorośli aż do owego dnia, gdy go będę pił z wami na nowo w Królestwie Ojca mego.

Ewangelia św. Mateusza 26. 26- 29

Te dwie formuły wypowiadane podczas Mszy Świętej przez kapłana, stanowiące powtórzenie słów Jezusa z Ostatniej Wieczerzy, są w istocie Wielką Tajemnicą i jak to z wszystkimi poprzednimi Tajemnicami, nadszedł czas aby zrozumieć prawdziwy sens i znaczenie słów tego Esseńczyka – Syna Bożego, który swoją Męczeńską Śmiercią stał się dla nas, podobnie do ofiarnego baranka – Barankiem Bożym. Zamysł Boga – Stwórcy – Wielkiego Anestezjologa, aby Religia Chrześcijańska była naszym Wielkim Snem, mógł się wypełnić tylko dzięki, tym skromnym i pełnym poświęcenia, ludziom – esseńczykom. Jezus – wybraniec Boga, był ich najpiękniejszym i najjaśniejszym przykładem, ale i ci „bezimienni”, swoją żarliwą Wiarą i nie skażoną żadnym przesądem Wiedzą, dali świadectwo swego poświęcenia:

16. Oto Ja posyłam was jak owce między wilki, bądźcie tedy roztropni jak węże i niewinni jak gołębice.

17. I strzeżcie się ludzi, albowiem będą was wydawać sądom, biczować w swoich synagogach.

18. I z mojego powodu zawiodą was przed namiestników i królów, abyście złożyli świadectwo przed nimi i poganami.

19. A gdy was wydadzą, nie troszczcie się, jak i co macie mówić; albowiem będzie wam dane w tej godzinie, co macie mówić.

20. Bo nie wy jesteście tymi, którzy mówią, lecz Duch Ojca waszego, który mówi w was.

21. A wyda na śmierć brat brata i ojciec syna i powstaną dzieci przeciwko rodzicom i przyprawią ich o śmierć.

22. I będziecie w nienawiści u wszystkich dla imienia mego, ale kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

Ewangelia św. Mateusza 10.16 – 22

1. Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza.

2. A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre miłe i doskonałe.

List św Pawła do Rzymian 12. 1- 2

Nie tylko, jak to opisują Ewangelie, a bardzo sugestywnie można dzięki powieści Henryka Sienkiewicza „Quo Vadis” „zobaczyć”, poświęcenie pierwszych chrześcijan objawiało się w tak dramatyczny sposób, ale dzięki Dziejom Apostolskim i Listom wiemy, iż miało ono także bardziej duchowy wymiar – było służbą. Esseńscy wtajemniczeni, a po Ofierze Baranka Bożego – Jezusa, jego uczniowie – czyli pierwsi chrześcijanie, kładąc podwaliny Nowej Religii monoteistycznej, jaką jest Chrześcijaństwo, stali się strażnikami, opiekunami Człowieka powoli zapadającego w Wielki Sen. Zapewne niewielu, a być może i żaden z obecnie sprawujących swoją posługę kapłańską, czytelników tej książki, w najśmielszych marzeniach, domysłach, czy też wątpliwościach, nie zdawał sobie z tego sprawy, że podobnie do pierwszych uczniów Chrystusa – jest „esseńczykiem”. Jest kolejnym ogniwem, całego łańcucha kapłanów, pełniących już dwa tysiące lat służbę Bogu i Człowiekowi, a jeśli przyjrzymy się temu „łańcuchowi” bardziej dokładnie, to okaże się, iż został on „wykuty” w znacznie odleglejszych, niż Chrześcijaństwo, czasach. I jeszcze jeden „kadr” z „Quo Vadis”. Znakiem rozpoznawczym pierwszych chrześcijan była Ryba – często zredukowany do jednej kreski, graficzny wizerunek jej kształtu. Wszyscy „Śpiący” mniemają, iż ryba jest symbolem Chrystusa, ponieważ pierwsze greckie litery słów Jezus Chrystus, Syn Boży, Zbawiciel, tworzą wyraz „ichtys”- czyli ryba. Jednakże symbolika tego znaku jest równie „tajemnicza”, jak „tajemniczymi” byli esseńczycy. Otóż jeśli ustawimy znak Ryby w pionie, (co dla wtajemniczonych nie stanowiło żadnego warunku rozpoznawalności), to jego symbolika nabierze swego właściwego znaczenia. Otóż Ryba jest symbolem dwu przeciwstawnych sobie sił: Dobra i Zła, Jasności i Ciemności – czyli Megacykl, zaś jej łeb, a zwłaszcza oko, symbolizuje ostatni piaty element – Królestwo Boże. Tym samym Ryba, reprezentuje wszystkie cztery poprzednie stopnie, etapy – patrz cztery Ewangelie, Piramida. Ryba jest powieleniem tego samego schematu – zaszyfrowanej w symbolach wiedzy, jakim jest Kaduceusz.

Tak więc, jeżeli jesteście chrześcijanami, i jeśli symbol Ryby jest wam nieobcy, to także jak ci pierwsi „uczniowie” Chrystusa – esseńczycy, jesteście ostatnim ogniwem łańcucha, niezależnie od tego czy zdawaliście sobie z tego sprawę, czy też nie i czy wam się to podoba, czy też nie. Manuskrypty z Qumran i Nag Hammadi – nauki esseńskich „illuminati”, „rozkodowany” diagram Ofitów – metanoi – duchowa przemiana, 40- czterdziestka – „efekt uboczy” neurogenezy, 4 – cztery Ewangelie, Objawienie św. Jana, Listy, terminologia, Ryba – symbol Megacyklu i Królestwa Bożego.

Czy z tych wszystkich pośrednich dowodów można wysnuć jeden, o kardynalnym znaczeniu wniosek, że Chrześcijaństwo jest naszym „Wielkim Snem”, wcześniej bardzo dokładnie przez naszego Boga – Stwórcę zaplanowany – (Epoka Wielkiego Zwrotu), a przygotowany przez posłusznego Woli Bożej Aleksandra Wielkiego – ucznia Arystotelesa – (wpływ całej filozofii greckiej jest aż nadto widoczny), zaś głównym anestetykiem jest, godny naszego najwyższego szacunku i równej jak jego poświęcenie nasza jemu wdzięczność – Jezus z Nazaretu – Baranek Boży, którego „ciało i krew” spożywamy (niezależnie od wyznania) podczas każdej Liturgii Eucharystycznej, niczym (oczywiście symboliczny) uśpiony podczas operacji pacjent, podłączony do cotygodniowej kroplówki – Wielkiej Tajemnicy Wiary?

Jeśli przed daniem sobie odpowiedzi, na to rzecz oczywista retoryczne pytanie, miałbyś szanowny czytelniku, trwający nawet ułamek sekundy moment zawahania, czy, co także jest zrozumiałe, zawahanie to przerodziłoby się w jakiś fundamentalistyczny sprzeciw, to  niech Objawi Ci się święty Jan i zbudzi Cię ze „Snu”. Wszystko zaś co nastąpiło później, stanowiło konsekwentną realizację wcześniej powziętego Boskiego Planu.

„Chrześcijaństwo zdobywało coraz więcej wyznawców, także wśród nie – żydów. Szczególną rolę w jego krzewieniu odegrał Paweł z Tarsu. W tym czasie bowiem równoległe działali zarówno wędrujący apostołowie, jak i tzw. prorocy – ludzie obdarzeni darem wymowy, intonujący modły i pieśni. Powstawały również gminy – wspólnoty lokalne. Na ich czele stali wybierani starsi, czyli prezbiterzy. Chrześcijanie z tych pierwszych gmin zbierali się przy wspólnej uczcie dziękczynnej i kończyli swe modły wezwaniem „Powróć Panie”! W pierwszych wiekach po Chrystusie nowa wiara rozwinęła się szybciej we wschodniej części Państwa rzymskiego, a język grecki stał się językiem powstającego Kościoła. Prześladowania spotkały chrześcijan w zachodniej części państwa i w samym Rzymie. W historii chrześcijaństwa wymienia się dziesięć takich prześladowań.
Pierwszych prześladowań doznali chrześcijanie od cesarza Nerona w 64 r. n.e., który oskarżył ich o podpalenie Rzymu. Prześladowania miały głównie charakter lokalny, a wynikały z faktu, iż chrześcijanie nie chcieli oddawać boskiej czci cesarzom, a ponadto zebrania swe okrywali tajemnica. W czasie prześladowań chrześcijanie odprawiali nabożeństwa w podziemnych katakumbach, przy grobach chrześcijan. Nic zatem dziwnego, że kult męczenników zaczął się już w II w. a w IV ociągnął największy zasięg. Prześladowania nasiliły się w czasach cesarza Dioklecjana w latach 303 – 304. Cezar ten dążył bowiem do ujednolicenia państwa opartego na starorzymskiej tradycji religijnej. W jawnej sprzeczności z tymi planami pozostawało chrześcijaństwo, mające już wówczas wielu wyznawców zarówno na wschodzie jak i na zachodzie imperium. Chrześcijaństwo było religią objawioną i monoteistyczną. Wiernych pociągało ideą odkupienia oraz obrazem sprawiedliwego świata wyobrażanego przez mające nadejść Królestwo Boże. W samym chrześcijaństwie dokonywał się proces dostosowania jego organizacji kościelnej do potrzeb coraz większej liczby wyznawców – powstał Kościół. Pewna liczba gmin chrześcijańskich stworzyła prowincję kościelną, na czele której stał biskup rezydujący w mieście prowincjonalnym. Najczęściej pokrywała się ona z granicami prowincji państwowej. Określenie Kościół katolicki wzięło swą nazwę z łacińskiego słowa „castellum” – gród warowny i z greckiego „katholikos” – powszechny. Według wybitnego teologa św. Augustyna (354 -430) Kościół to widzialne ciało Chrystusa, poza którym nie ma zbawienia. Mocą edyktu Konstantyna Wielkiego Wielkiego 313 r., który wprowadził wolność religijną, chrześcijaństwo mogło swobodnie rozwijać swą organizację i naukę oraz powiększać grono wyznawców. Kilkadziesiąt lat później stała się religią uprzywilejowaną i panującą w Cesarstwie Rzymskim. W 381 r. za panowania Teodozjusza Wielkiego wszystkich niechrześcijan usunięto z urzędów państwowych, państwowych, a w latach 391 – 392 został wprowadzony zakaz wykonywania starego, rzymskiego kultu. Ostatni jego zwolennicy schronili się na wieś (stąd łac. „paganus” od „pagus” – wieś – znaczy poganin). Postępująca centralizacja władzy w Kościele powodowała, że biskupi Rzymu wskazywali na swoją rolę jako sukcesorów apostoła Piotra – założyciela Kościoła Rzymskiego. Dążenie zaś do prymatu papieża rzymskiego (łac. „papa” – ojciec) nad całym Kościołem wywoływało opór innych patriarchów: Antiochii, Aleksandrii i Jerozolimy, a szczególnie Konstantynopola. Na ten stan rzeczy nakładały się głębokie różnice kulturowe między częścią zachodnią a wschodnią Imperium Rzymskiego. Narastały także różnice w dziedzinie doktryny, chociaż jeszcze w IV do VII w. zostały ustalone wspólne podstawy doktrynalne na soborach powszechnych w Nicei (352 r.), Chalcedonie (451 r.) i Konstantynopolu.”

Halina Tomalska, Historia dla szkół średnich.

„Konstantyn (Constantinus) – Caius Flavius Constaninus, cesarz rzymski (274- 337 n.e.) nazwany Wielkim, syn Konsntancjusza Chlorusa i Heleny. Gdy ojciec jego po zrzeczeniu się władzy przez Dioklecjana został obwołany Augustem i udał się do Brytanii, zabrał syna ze sobą i wyznaczył go jako swego następcę. W r. 306 po śmierci ojca został obwołany przez wojsko cesarzem. Pobił nad Renem Germanów i zabezpieczył granice państwa; w r. 312 rozbił w północnej Italii swoich rywali do tronu, Masymina i Maksencjusza. Wg legendy miał przed bitwą z Maksencujszem zobaczyć świetlisty krzyż z napisem: In hoc singo vinces – pod tym znakiem zwyciężysz. W roku następnym ostatecznie pokonał Maksencjusza, zawarł z Licyniuszem układ, oddając mu cesarstwo wschodnie, sobie zaś zatrzymał cześć zachodnią. Edyktem Mediolańskim, wydanym w tym samym roku, przyznał chrześcijanom swobodę wyznania. W r. 323 wybuchła wojna pomiędzy Licyniuszem i K. W jej wyniku K. zawładnął całym cesarstwem. W r. 325 K., choć nie był jeszcze wtedy chrześcijaninem (przyjął chrzest dopiero pod koniec życia), przewodniczył na soborze nicejskim i zatwierdził jego postanowienia.” 

Mała Encyklopedia Kultury Antycznej –  PIW

„Sylwester I – papież od 31 I  314 r do 31 XII 335 r  – Pontyfikat Sylwestra trwał blisko dwadzieścia dwa lata i przypadł na okres panowania cesarza Konstantyna. Pomimo długości pontyfikatu tego papieża i znaczenia okresu konstantyńskiego, sam Sylwester, jak się wydaje, wywarł niewielki lub krótkotrwały wpływ na kościół i samą instytucję papiestwa. W rzeczy samej bardziej znaczące jest to, czego nie uczynił jako papież, niż to, co zrobił. Konstantyn, który traktował biskupów jak braci, raz nawet użył tytułu „biskupa do spraw zewnętrznych”. […] W czasie pontyfikatu Sylwestra w lipcu 325, zwołany został do Nicei (w dzisiejszej Północno – zachodniej Turcji) w letniej rezydencji cesarza Pierwszy Sobór powszechny, w którym wzięło udział 250 biskupów. Sobór po raz pierwszy zdefiniował Bóstwo Jezusa Chrystusa, uznając, że jest on współistotny (Homoousios) Bogu Ojcu (wbrew opinii Arian utrzymujących, że Chrystus był najdoskonalszym ze stworzeń, ale nie równym Bogu). Papież nie odegrał w czasie tego soboru żadnej roli ani sam go nie zwołał (uczynił to cesarz) ani też nie objął przewodnictwa (przewodniczącym został biskup Kordoby Hozjusz Ossius). Sylwester, podobnie jak inni biskupi w cesarstwie, został zaproszony do wzięcia w nim udziału, ale wymawiał się podeszłym wiekiem. Wysłał jako swoich przedstawicieli dwóch prezbiterów, ale nie mieli oni żadnego specjalnego statusu w czasie obrad, jedynie podpisali akta soborowe po tym, jak uczynił to biskup przewodniczący i zanim uczynili to inni biskupi. Kościół rzymski korzystał z hojnych łask Konstantyna, który sfinansował budowę wielkich kościołów, m. in. pierwszej bazyliki św. Piotra przy Via Ostiensis i bazyliki konstantynskiej i baptysterium (znanej później pod nazwą S. Giovanni In Laterano, św. Jana na Lateranie, która pozostaje do dziś papieską bazyliką katedralną).”
Richard  P. McBrien, Leksykon Papieży .

Jak nietrudno się zorientować, te trzy powyższe cytaty łączy jedna historyczna postać – Konstantyn Wielki, którego zasługi dla rozwoju i „uprawomocnienia się” Chrześcijaństwa i Kościoła Katolickiego są ogólnie znane. Jak wiadomo od czasów cesarza Nerona, aż do cesarza Dioklecjana, czyli przez około 300 lat, chrześcijanie będący dla imperium i jego starożytnej tradycji religijnej niewiele znaczącą sektą, byli nieustannie prześladowani. Cóż takiego się wydarzyło, jakież zastanawiające i zadziwiające musiały być przyczyny, tak nagłej zmiany wielowiekowej „tradycji”? Co skłoniło cesarza Konstantyna, syna cesarza Konstancjusza (293- 306 n.e.), by zaledwie w kilka lat od abdykacji cesarza Dioklecjana  w 305 r. n.e., wprowadzić wolność religijną, powodując swobodny rozwój chrześcijaństwa? Czy były jakieś racjonalne ku temu powody? Różni „naukowcy” mają w zanadrzu kilka gotowych na ten temat teorii, jednakowoż wszystkie one bledną w obliczu jednej, małorealistycznej zdawałoby się, legendy. Czy w istocie Konstantyn miał widzenie, czy jest to tylko zmyślnie dorobiona fantastyczna opowieść?  Tak jak za pomocą nitki wiodącej do kłębka, aby to rozstrzygnąć i dojść do sedna sprawy,  posłużę się wątkiem biblijno – historycznym. Jeśli w ogóle niemożliwy jest mistyczny – bezpośredni kontakt Człowieka, a w szczególności wierzącego z Bogiem, to należy kategorycznie zaprzeczyć, iż taki wpływ nastąpił w przypadku: Abrahama, Mojżesza i wszystkich  Proroków, a także: Aleksandra Macedońskiego, Szy Huanga, Buddy, Jezusa, Mahometa.

No tak, ale mógłby ktoś powiedzieć: co ma wspólnego irracjonalna wiara do racjonalistycznej nauki? Ale czyż te wszystkie „materialne” dowody, które do tej pory przedstawiłem potwierdzające, że nie wszystko czego nie widać, to nie znaczy, że tego nie ma, nie są dość wiarygodne, aby obiektywnie i bez żadnych uprzedzeń stwierdzić, iż ta przemiana „cesarza w biskupa” – podobna  do Biblijnego (nomen omen) Saula w Pawła, była spowodowana interwencją samego Boga – Stwórcy?
Jeśli Konstantyn nie dostąpiłby tej epifanii, to zakładając, że pokonałby Maksencjusza – byłby tylko kolejnym, tak jak jego poprzednicy, cesarzem rzymskiego imperium, zaś on i jego następcy dalej prześladowaliby „jakiś” chrześcijan. Gdyby jednak został pokonany, także nic szczególnego w „tradycji” rzymskich cesarzy by się nie zmieniło. Konstantyn nie tylko – zobaczył i uwierzył, ale co więcej – zobaczył, uwierzył i stał się wykonawcą „Woli Bożej”. Wszystko to co nastąpiło później – jasne i ciemne (czasem wręcz czarne) strony w Historii Chrześcijaństwa, aż po współczesność – to już temat na inną „opowieść”. Tematem Rozdziału VI –  jest „przedszkole” Człowieka, rozdział VII – to „szkoła”, którą z kłopotami, ale ukończył. „Potop” – czyli wykasowywanie pamięci, czy też inaczej Epoka Wielkiego Zwrotu – kończy się „Maturą”- symbolicznym świadectwem dojrzałości, jakim są wszystkie dowody potwierdzające wiedzę Człowieka o Megacyklu i roli Boga – Stwórcy w dziele odradzania się Życia – czyli „Arka”. Wielki Sen w tej układance jest kolejnym etapem nauki w „Szkole Życia”, którą Człowiek musiał przejść. Etapem tym jest  „Szkoła Wyższa” – najtrudniejsza z wszystkich dotychczasowych, o czym szczególnie wiek XX, z dwoma wojnami światowymi i okropnościami systemów totalitarnych, nas przekonuje.
Od Oseska do Człowieka Dojrzałego, nasz Ojciec opiekując się nami i ucząc w „Szkole Życia”, stosuje jedną  „słuszną” metodę: żeby zrozumieć swoje błędy, trzeba najpierw je zrobić”. A przedmiotów do zaliczenia na tym „Uniwersytecie” było wiele… Absolutyzm, Apartheid, Autokracja, Autonomia, Dyktatura, Elekcja, Faszyzm, Feudalizm, Hegemonia, Herezja, Humanizm, Idealizm, Inkwizycja, Kapitalizm, Kolektywizacja, Kolonizacja, Komunizm, Liberalizm, Materializm, Nacjonalizm, Nepotyzm, Ortodoksja, Parlamentaryzm, Prawa obywatelskie, Reformacja, Republika, Rewolucja, Socjalizm, Teokracja, Tyrania, i wszystko inne co ominąłem, a czego w czasie Wielkiego Snu doświadczyliśmy.

„Niewątpliwym kamieniem milowym w nauce Jezusa było wyznanie Piotra: I poszedł Jezus z uczeniami do wsi pod Cezareą Filipowi. A w drodze pytał swoich uczniów: „Za kogo mnie ludzie mają?” Oni zaś odpowiedzieli: „(Jedni) za Jana Chrzciciela, drudzy za Eliasza a jeszcze inni za jednego z proroków”. A on pytał ich znowu: „Wy zaś za kogo mnie macie?” Piotr mu odpowiedział: „Tyś jest Mesjasz”. I przykazał im surowo, aby o nim nikomu nie mówili. I zaczął ich nauczać. Trzeba, aby Syn Człowieczy wiele cierpiał…

Ew. św. Marka 8. 27 – 31

„Wszystkim czytelnikom Ewangelii dobrze wiadomo, iż scena ta jest jednym z wielkich punktów zwrotnych w wydarzeniach z życia Jezusa. Oznacza ona również zmianę charakteru nauk, których Jezus udzielał swoim uczniom. Uprzednio nie było w niej właściwie żadnej wzmianki o Synu Człowieczym, odtąd odnoszące się doń nauki będą wielokrotnie powracać. Również po raz pierwszy zostaje jasno ukazany typowy wzorzec, który odnajdujemy w traktowaniu przez Jezusa postaci Syna Człowieczego: uczniowie, z Piotrem na czele, widzą w nim Chrystusa, Mesjasza, ale Jezus przesuwa temat dyskusji ku bardziej ezoterycznemu Synowi Człowieczemu i nie negując swej mesjańskiej roli, zasadniczo zmienia interpretację jej znaczenia. W szczególności u Marka spotykamy także nakaz dochowania tajemnicy, o której wspomnieliśmy uprzednio nazywając ją „tajemnicą Mesjańską”. […] Zbiór dokumentów, zwany „Testamentami 12 patriarchów, jest dziełem esseńskim, chociaż prawdopodobnie został spisany nieco wcześniej niż większość tekstów, które dotarły do nas z Qumran – być może za panowania Jana Hirkana w drugiej połowie II wieku przed Chrystusem. Zbiór ten należy do tej fazy historii esseńczyków, w której władcy hasmonejscy ciągle jeszcze zdawali się mieć nadzieję na duchowe odrodzenie Izraela. (Zawarte w tekstach późniejsze wtręty ukazują kontrastujące z tą nadzieją rozczarowanie kapłaństwem, istniejącym na ziemi). „Testamenty” powstały prawdopodobnie w Syrii. Ich fragmenty  w języku aramejskim znaleziono w esseńskim osiedlu w Qumran. Teksty mają formę mów na łożu śmierci, z którymi każdy z dwunastu synów Jakuba (nazywanego również Izraelem) zwraca się do swych synów i potomków dwunastu plemion Izraela, doradzając im słuszne postępowanie, rozważając zmienne koleje życia i prorokując przyszłość. W wielu momentach mowy te wspominają o przyjściu Mesjasza: język, jakim posługują się w odniesieniu do jego natury, jest jednak tak trudny i niejasny, że we właściwy sposób zrozumiano je dopiero wtedy, gdy odkrycie późniejszych zwojów z Qumran uwidoczniło doktrynę esseńczyków. Wyszło wówczas na jaw, że esseńczycy oczekiwali nie jednego, lecz dwóch Mesjaszy. Tekst „Testamentów” możemy teraz czytać z większą ufnością, a zamęt wprowadzony przez kopistów (i być może przez późniejszego redaktora chrześcijańskiego) daje się usunąć. Tekst ujawnia, że Mesjasz powstanie z nasienia dwóch synów Izraela:

Albowiem Pan powstanie z Lewiego Arcykapłana i z Judy Króla,

który zbawi wszystkich nie będących Żydami oraz plemię Izraela.

Lewi był przodkiem wszystkich kapłańskich klanów Izraela (Lewitów), podobnie jak Judę łączono z linią monarchów Izraela. Wcześniej esseńczycy oczekiwali zatem, że duchowa i doczesna jurysdykcja wybranego ludu Bożego obejmie u kresu czasu całą Ziemię. Szczególnie interesujący jest sen jednego z pozostałych patriarchów, Neftalego, w którym widzi on, jak Lewi, Kapłan, sięga i chwyta Słońce, gdy tymczasem Król Juda chwyta Księżyc. Otóż w judaizmie kalendarz i obchody publicznych świąt regulowano według Księżyca, podczas gdy esseńczycy używali słonecznego kalendarza henochiańskiego: stąd sen ten zdaje się oznaczać, że Mesjasz królewski będzie postacią bardziej egzoteryczną, której domeną jest zewnętrzne życie narodów, podczas gdy Mesjasza kapłańskiego łączy się z tajemnym wątkiem „słonecznym”, który niekiedy pojawia się na powierzchni judaizmu, jak w przypadku niebiańskiego kapłana Melchizedeka. Obaj Mesjasze są jednak postaciami zdecydowanie kosmicznymi. Przyjście Mesjasza królewskiego zostało opisane dość krótko. Jest on „gwiazdą”, która powstanie z Jakuba. Jest „latoroślą: czy też „pędem” rośliny Boga, „źródłem życia dla całej ludzkości” i „laską sprawiedliwości dla narodów”. Z drugiej strony przyjście Mesjasza kapłańskiego daje sposobność do długiego wysławiania go w hymnie:

Wtedy Pan wzbudzi nowego Kapłana,

któremu objawione będą wszystkie słowa Pana.

Sprawować on będzie sąd prawdy nad ziemią przez wiele dni.

A jego gwiazda wzejdzie na niebie jak król;

zapalając światło poznania, tak jak dzień rozświetlany przez słońce.

I będzie wysławiany przez cały zamieszkany świat.

Ten to będzie jaśniał jak słońce na ziemi;

usunie całą ciemność spod nieba, i zapanuje pokój na całej ziemi.

Niebiosa rozradują się w jego dni i ziemia będzie szczęśliwa; chmury wypełni radość,

a poznanie Pana wyleje się na ziemie niby woda morz.

I uraduje on aniołów chwały obecności Pana.

Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Najnowsze komentarze

Przysłowia i sentencje

Jest coś wyższego w górze, które miesza zamiary śmiertelnych (co przeszkadza zamiarom śmiertelników).
Walerian Łukasiński
----------------------
Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze, zawsze ludzie tego nie pojmują.
Heraklit
---------
Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy czasem.
Człowiek będzie musiał pojąć czas
i opanować go. Albowiem czas jest nasieniem wszechświata.
Mahabharata
---------------
Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.
Albert Einstein
----------------

Jak ten czas leci!

Kwiecień 2015
P W Ś C P S N
« Mar   Maj »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Visits

Weather condition