Get Adobe Flash player

Miesięczne Archiwa: Kwiecień 2017

Precence – czyli obecność Pielgrzyma wśród Tubylców

Już w pierwszym zdaniu inaugurującego wpisu, dotyczącego twórczości zespołu Led Zeppelin, zawarłem jego najistotniejszą tezę, którą później starałem się udowodnić za pomocą przedstawionych dowodów. Mówi ona o ty tym, że nazwa zespołu, okładki, ilustracje – wszystkie te elementy są efektem wcześniej powziętego planu – stanowią tylko zewnętrzną „atrapę” zakodowanej wiedzy tajemnej.

Teksty piosenek pierwszej płyty zespołu Led Zeppelin opowiadają o pra początkach naszej planety – jej narodzinach, młodości oraz powstaniu i ewolucji na niej życia, do czasów zupełnie nam nieodległych – czyli mezolitu. Tematem głównym wszystkich utworów zamieszczonych na drugiej płycie jest sfera duchowa człowieka, przy czym, co należy podkreślić, wątek kontinuum czasu został oczywiście zachowany. Trzecia płyta znowu większą uwagę skupia na faktach historycznych, z tym jednak, iż jest to spojrzenie na zaistniałe wydarzenia widziane z „amerykańskiej” perspektywy. Poszczególne teksty zawarte na czwartej płycie zespołu, opisują kolejne etapy życia „brodatego mężczyzny” – jest swoistym „pamiętnikiem”, jak i zarazem symboliczną wiwisekcją jego prekognicji.

Piąty krążek zespołu: Houses of the Holy – wiele miejsca poświęca symbolicznemu miejscu spotkania się dwóch różnych „grup” Parlamentu: „Lordów”, oraz „Izby niższej”, w którym to nastąpi równie symboliczne spotkanie – na czym ono ma, miałoby polegać, o tym wyjaśniałem przy okazji jej omawiania – stanowi to esencję większości filozoficznych, religijnych i naukowych dociekań. Jeśli chodzi o ostatni oficjalny krążek zespołu: Coda – to jest on, w syntetyczny sposób zaprezentowanym, podsumowaniem wszystkich poprzednich płyt.

W tym miejscu, zapewne zasadnym byłoby zajęcie się interpretacją wszystkiego tego co swoimi tekstami oraz okładką wnosi sobą kolejny album zespołu: Physical Graffiti, jednakowoż zanim tak się stanie, to kilka kolejnych wpisów poświęcę innej płycie: Precence, a to z tego powodu, iż akurat to co „między wierszami” zaszyfrowane jest w jej tekstach (jak i w okładce – co oczywiste), będzie niezwykle istotne dla zrozumienia „obecnego” stanu psycho-fizycznego, głównego „aktora” całej tej opowieści, której (dla przypomnienia) początkiem była czwarta płyta Led Zeppelin. 

By odpowiedzieć sobie na pytanie: na czym polega wyjątkowość tej płyty, nie potrzeba wiele wysiłku. Już sam tytuł, oraz cała otoczka związana z jej wydaniem, stanowi bardzo ważny trop do rozwiązania tej „zagadki”. Precence – czyli obecność. Jest to niezwykle istotna podpowiedź. Obecność – kogo, lub bardziej zasadnie obecność – czego? Spoglądając na ilustracje zamieszczone wewnątrz tej płyty nie jest trudnym wywieść co, a konkretnie jaki przedmiot jest głównym „aktorem” tego symbolicznego „przedstawienia”.

Jak wiadomo głównym wyróżnikiem Precence jest bardzo tajemniczy czarny monolit, o którym już tak wiele powiedziano, iż pozostaje mi tylko potwierdzić oczywisty fakt jego konotacji z filmem Stanleya Kubricka: 2001: Odyseja kosmiczna. Tak więc, by ilość nie przesłoniła jakości, za pomocą poniżej podanych cytatów, postaram się przedstawić najważniejsze i najistotniejsze fakty, dzięki którym mogłem choć w minimalny sposób, ale jednak, uwiarygodnić swoje końcowe wnioski. Pierwszym i podstawowym elementem składowym mojej wiedzy na temat monolitu i wszystkim co on sobą symbolizuje jest sam film Stanleya Kubricka.

Film składa się z 4 części, luźno powiązanych ze sobą tajemniczym monolitem, którego symbolika w filmie może być interpretowana na różne sposoby. Te części to:

1. Świt ludzkości (The Dawn of Man)

2. TMA-1

3. Misja na Jowisza: osiemnaście miesięcy później (Jupiter Mission: Eighteen Months Later)

4. Jowisz i poza nieskończonością (Jupiter and beyond the Infinite)

(link)https://pl.wikipedia.org/wiki/2001:_Odyseja_kosmiczna_(film)

Jakie jest przesłanie filmu Stanleya Kubricka powszechnie wiadomo, ale nabiera ono większego wymiaru, jeśli by do tego dodać to co w swojej ukrytej warstwie od siebie dodają autorzy płyty w postaci okładki, oraz zamieszczonych tam fotografii. Jak nie trudno zauważyć, głównym i najważniejszym elementem wszystkich ilustracji jest właśnie ów powyżej wspomniany monolit. Nie sposób go nie zauważyć. Więcej nawet, wszystkie występujące tam postacie darzą ów monolit szczególną atencją – skupiają całą swoją uwagę na tej skromnej, co by nie powiedzieć, figurce, a jej centralne usytuowanie musi nasuwać bardzo konkretne skojarzenia, iż to właśnie ta figurka jest par excellans, najważniejszą „postacią” tych ilustracji. Jest to o tyle zaskakujące i wyjątkowe zarazem, iż jak do tej pory tak banalnemu w sumie przedmiotowi, oprócz figurek związanych z kultami religijnymi, nie poświęca się aż tyle atencji. W tym właśnie tkwi sedno problemu i aby ten fenomen jakoś spróbować wytłumaczyć, koniecznym będzie bardziej dokładne przyjrzenie się okładce siódmej płyty zespoły Led Zeppelin, jak i ilustracjom zamieszczonym w jej wnętrzu.

Otóż moim zdaniem, (najogólniej jak tylko można), w zamiarach autorów płyty jak i w koncepcji reżysera filmu, ów tajemniczy przedmiot symbolizuje, czy też personifikuje (choć z tym byłby zapewne nieskończenie trudny do zrealizowania problem) obecność samego Boga, Stwórcy, Opatrzności, Jaźni – jakkolwiek by ten „Byt” nie określić. Każda z Religi Monoteistycznych nadaje mu inne miano, inną charakterystykę, inne przymioty, ale w gruncie rzeczy wszystkie one mają wspólne „onomastyczne” DNA, którego daremnie jest szukać w tych czasach kiedy te systemy wiary się kształtowały, a bardziej sensownym było by doszukiwać się ich pierwocin w czasach, gdy pojęcie człowieczeństwa u ludzi zamieszkałych w nadzwyczaj prymitywnych – jaskiniowych warunkach, dopiero co wyszło zwycięsko z „bratobójczego’ konfliktu z Neandertalczykiem. Nie rozwijam tematu, ponieważ cokolwiek więcej bym nie napisał, a musiało by to zapewne zająć wiele stron, to było by tylko rozwinięciem powyższego wniosku, poza tym nie miejsce i pora na takie „didaskalia”.

O tym, że głównym motywem aż tak wielkiego wyeksponowania obelisku, który jak twierdzę stanowić ma substytut powszechnej obecności głównego „akceleratora naszego człowieczeństwa”, wywnioskować można z fragmentu wypowiedzi jednego z autorów płyty – Jimmy’ego Page’a:

<<The album was completed on 26 November 1975. This was the day before Thanksgiving, and in a telephone call to ong Records, Page suggested the album be named Thanksgiving. This idea was quickly dropped, in favour of a title that was thought would represent the powerful force and presence that the band members felt surrounded the group.

<<Płyta została zakończona w dniu 26 listopada 1975. Był to dzień przed Świętem Dziękczynienia, w rozmowie telefonicznej do Swan Song Records, Page zasugerował album nazwany Dziękczynienia. Ten pomysł szybko upadł, na korzyść tytułu, który uważany był za potężną siłę i obecność, jaką czuli członkowie zespołu otoczeni grupą.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Presence_(album)

Propozycja Page’a nazwania płyty „Dziękczynienie” (w podzięce od Kogoś – za Coś) była nazbyt oczywista i czytelna zarazem. Na tym właśnie polega zasada zaszyfrowania jakiejś informacji, by „szarada” nie była zbyt łatwa do odgadnięcia przez nieuprawnionych do tego profanów, a zarazem by swoją logiką potwierdzić, iż takie, a nie inne, były intencje ich twórców. Dla przypomnienia: Pielgrzymi, którzy w 1620 roku przypłynęli do Ameryki w podzięce za szczęśliwe przetrwanie pierwszej ostrej zimy, zorganizowali świąteczną ucztę, na którą zaprosili miejscowych Indian, by razem z nimi podzielić się swoją radością. I takie właśnie, (jak sądzę), skojarzenia przyświecały Page’owi, gdy myślał nad nadaniem tytułu aktualnie opracowywanej płycie – miało to symbolizować podziękowanie, radość, ale i zarazem obecność Pielgrzymów wśród Tubylców, którzy razem – wspólnie celebrują Spotkanie. W tym miejscu dodatkowego sensu nabiera wszystko to co pisałem wcześniej na temat poprzedniej płyty zespołu Led Zeppelin: Houses of the Holly. I jeszcze jedno. Kto jest owym Tubylcem, a kto jest Pielgrzymem – również nie jest trudnym do odgadnięcia, kto ma rozum ten zgadnie.

Jeśli chodzi o okładkę płyty, to jak na poniżej zamieszczonych ilustracjach widać, są one potwierdzeniem wszystkiego tego co powyżej wysublimowałem – jest to bardzo uroczysta i radosna w sumie celebracja spotkania się „dwóch światów”: Tubylców i oczywiście zamkniętego w symbolice monolitu Pielgrzyma – czyli rzeczy, która nie jest z ich świata – cokolwiek by to miało znaczyć. Monolit ten jest powszechnie obecny wśród nich – nie dość, że „wszędzie go pełno” , to jest on centralną „postacią” ich życia. Na każdej z ilustracji jest obecny, ale w gruncie rzeczy jest on „niewidzialny” – ponieważ jest to umiejętnie zrobiony kolaż, a to jak wiadomo jest tylko artystyczną wizją sklejenia, połączenia dwu rożnych (światów) materiałów i tworzyw. Monolit niby jest, a zarazem go nie ma – jest niewidoczny. Skojarzenia z wszech otaczającą nas „Opatrznością” są nad wyraz mile widziane.

Na koniec jeszcze jedna ważna informacja. Płyta Precence jest skonstruowana na podobnej zasadzie jak wszystkie poprzednie – obowiązuje ją zasada kontinuum czasu, kiedy to każda z zaprezentowanych piosenek w swojej ukrytej warstwie koduje jakieś konkretne wydarzenie, zaś każdy następny utwór jest, niejako jego kontynuacją i zarazem rozwinięciem. Mimo tego oczywistego faktu, płyta ta spośród wszystkich innych wyróżnia się jedną bardzo ciekawą i oryginalną cechą, a mianowicie z powodu uniwersalności przekazu, można ją interpretować na dwa różne sposoby.

Ten najbardziej oczywisty – czyli związany z przeżyciami i odczuciami osobistymi głównego bohatera tych wydarzeń, i tu zasada kontinuum jest zachowana, jak też i ten raczej „nieokreślony” – kiedy to każdy z tych utworów można w dowolnej kolejności odsłuchiwać. Tytuł płyty – czyli „obecność” Pielgrzyma wśród Tubylców: tu i teraz, wszędzie i nigdzie, bardzo dobrze oddaje sens i leitmotiv wszystkich piosenek na niej zamieszczonych.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

The Sound of Silence

Hello darkness, my old friend,
I’ve come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain
Still remains
Within the sound of silence.

In restless dreams I walked alone
Narrow streets of cobblestone,
‚Neath the halo of a street lamp,
I turned my collar to the cold and damp
When my eyes were stabbed by the flash of a neon light
That split the night
And touched the sound of silence.

And in the naked light I saw
Ten thousand people, maybe more.
People talking without speaking,
People hearing without listening,
People writing songs that voices never share
And no one dared
Disturb the sound of silence.

„Fools” said I, „You do not know
Silence like a cancer grows.
Hear my words that I might teach you,
Take my arms that I might reach you.”
But my words like silent raindrops fell,
And echoed
In the wells of silence.

And the people bowed and prayed
To the neon god they made.
And the sign flashed out its warning,
In the words that it was forming.
And the sign said, the words of the prophets are written on the subway walls
And tenement halls.
And whisper’d in the sounds of silence.

 

Witaj ciemności, stara przyjaciółko
Znów przyszedłem z tobą porozmawiać
Ponieważ jakaś wizja, zakradając się cicho
Zostawiła swe nasiona gdy spałem
I wizja, która została zasiana w mym umyśle
Wciąż pozostaje [żywa]
W dźwięku ciszy.

W niespokojnych snach szedłem sam
Wąskimi uliczkami wyłożonymi kamieniem
W blasku ulicznej lampy
Postawiłem kołnierz, aby schronić się przed zimnem i wilgocią
Kiedy moje oczy przeszył błysk neonowego światła
Które rozdarło noc
i dotknęło dzwięku ciszy

W tym nagim świetle ujrzałem
Dziesięć tysięcy ludzi, może więcej
Ludzi, którzy rozmawiali nie mówiąc
Ludzi, którzy słyszeli nie słuchając
Ludzi piszących pieśni, którymi nigdy nie podzielą się ze światem
I nikt nie ośmielił się
Zakłócić dźwięku ciszy.

„Głupcy”, rzekłem, „Nic nie rozumiecie
Cisza rozrasta się jak nowotwór
Usłyszcie moje słowa, abym mógł was nauczać
Chwyćcie moje ręce, abym mógł was dosięgnąć”
Lecz moje słowa, jak ciche krople deszczu, opadały
I rozbrzmiewały echem
W studniach ciszy.

A ludzie kłaniali i modlili się
Do neonowego bożka, którego sami stworzyli,
A znak rozbłysnął swym ostrzeżeniem
W słowach, z których się składał
Głosił, że słowa proroków są zapisane na ścianach metra
I klatkach kamienic
I szepcą w dźwiękach ciszy.

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,simon_and_garfunkel,the_sound_of_silence.html 

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Najnowsze komentarze

Przysłowia i sentencje

Jest coś wyższego w górze, które miesza zamiary śmiertelnych (co przeszkadza zamiarom śmiertelników).
Walerian Łukasiński
----------------------
Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze, zawsze ludzie tego nie pojmują.
Heraklit
---------
Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy czasem.
Człowiek będzie musiał pojąć czas
i opanować go. Albowiem czas jest nasieniem wszechświata.
Mahabharata
---------------
Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.
Albert Einstein
----------------

Jak ten czas leci!

Kwiecień 2017
P W Ś C P S N
« Mar   Maj »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Visits

Weather condition