Get Adobe Flash player

Miesięczne Archiwa: Sierpień 2017

Pow R. Toc H. – czyli „Every Man’s Club” (Hominidae)

5. Pow R. Toc H.

W tym przypadku mamy do czynienia z utworem instrumentalnym, z tego też względu wszelkich dowodów świadczących o gnostyckim charakterze Pow R. Toc H. należy szukać w warstwie muzycznej. Tak wokal jak i efekty specjalne mają za zadanie wywołać wrażenie, iż oto jesteśmy w samym środku jakiegoś lasu tropikalnego, a zewsząd otaczają nas odgłosy dzikiej i nieujarzmionej przyrody z wyraźnie zaznaczonymi odgłosami jakie wydają istoty człekokształtne. W tle usłyszeć można dźwięki bardziej nam znajome, takie jakie można usłyszeć z ust sukcesora (czyli człowieka rozumnego), całego szeregu emanacji rodziny ssaków naczelnych. Dowodem na to, iż w tym kierunku należy skierować tok myślenia jest poniższy cytat.

<<<„Pow R. Toc H.” was renamed „The Pink Jungle” in the „Journey” part of The Man and The Journey. Pink Floyd performed the song live from 1967-69.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Pow_R._Toc_H.

Tytuł utworu także ma swoje „nieprzeciętne” znaczenie. To kolejna zakodowana informacja o ewolucyjnych korzeniach całej naszej człekokształtnej rodziny, z której się wywodzimy – „Every Man’s Club”.

<<<Toc H (TH) is an international Christian movement. The name is an abbreviation for Talbot House, ‚Toc’ signifying the letter T in thesignals spelling alphabet used by the British Army in World War I. A soldiers’ rest and recreation centre named Talbot House was founded in December 1915 at Poperinghe, Belgium. It aimed to promote Christianity and was named in memory of Gilbert Talbot, son of Edward Talbot, then Bishop of Winchester, who had been killed atHooge in July 1915. The founders were Gilbert’s elder brother Neville Talbot, then a senior army chaplain, and the Reverend Philip Thomas Byard (Tubby) Clayton. Talbot House was styled as an „Every Man’s Club”, where all soldiers were welcome, regardless of rank. It was „an alternative for the ‚debauched’ recreational life of the town”.

<<<Toc H (TH) jest międzynarodowym chrześcijańskim ruchem. Nazwa jest skrótem od Talbot House „Toc” oznaczający literę T w sygnały alfabetu pisowni używanej przez armię brytyjską w czasie I wojny światowej. Centrum wypoczynku i rekreacji żołnierzy o nazwie Talbot House została założona w grudniu 1915 roku w Poperinghe , Belgia. Jego celem jest promowanie chrześcijaństwo i został nazwany na pamiątkę Gilberta Talbota, syn Edward Talbot , ówczesnego biskupa Winchester , który został zabity w Hooge w lipcu 1915. Założycielami byli starszy brat Gilberta Neville Talbot, Wtedy starszy kapelan wojskowy, a także kardynał Philip Thomas Byard (Tubby) Clayton . Talbot House był stylizowany jako „Every Man’s Club”, gdzie wszyscy żołnierze byli mile widziani, niezależnie od rangi. To była „alternatywa dla” rozbitego „rekreacyjnego życia miasta”.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Toc_H

Tak więc, na ówczesne środowisko składały się dwa światy: Pow R (pow’r) moc, siła, władza – czyli raczej niekorzystny do życia dla słabych i bezbronnych wtedy jeszcze hominidów świat dzikich zwierząt, oraz Toc H (Talbot House) „Every Man’s Club” – czyli rodzina hominidów, która swój byt musiała dopiero sobie wywalczyć używając swojej najgroźniejszej broni jakim był ich coraz szybciej ewolujący mózg.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Flaming – czyli „świt nowych czasów”

4. Flaming

Alone in the clouds all blue
Lying on an eiderdown.
Yippee! You can’t see me
But I can you.
Lazing in the foggy dew
Sitting on a unicorn.
No fair, you can’t hear me
But I can you.
Watching buttercups cup the light
Sleeping on a dandelion.
Too much, I won’t touch you
But then I might.
Screaming through the starlit sky
Travelling by telephone.
Hey ho, here we go
Ever so high.
Alone in the clouds all blue
Lying on an eiderdown.
Yippee! You can’t see me
But I can you.

4. Flaming

Sam pośród obłoków, wszystkie błękitne.
Leżąc na puchu.
Yippee! Ty mnie nie widzisz,
Lecz ja ciebie tak.

Leniuchując na mglistej rosie.
Siedząc na jednorożcu.
Niesprawiedliwe, Ty mnie nie słyszysz,
Lecz ja ciebie tak.

Oglądając jaskry, kielichy światła.
Śpiąc na mleczu.
Zbyt dużo, nie dotknę cię
Chociaż mógłbym.

Wrzeszcząc poprzez gwiaździste niebo
Podróżując telefonem.
Hey Ho! Nadchodzimy
Zawsze tak wysoko

Sam pośród obłoków, wszystkie błękitne.
Leżąc na puchu.
Yippee! Ty mnie nie widzisz,
Lecz ja ciebie tak.

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,flaming.html

Po raz kolejny podkład muzyczny stanowi bardzo ważne dopełnienie libretta utworu. Już początkowy fragment (dokładnie 15 sekund) wiele wyjaśnia. Są to odgłosy pradawnego świata jaki po zagładzie dominującego gatunku rozprzestrzenił się w: eocenie, oligocenie, miocenie, pliocenie, plejstocenie. Można sobie tyko wyobrazić jaki popłoch wśród „podwładnych” wywoływał przerażający ryk dominującego drapieżnika Smilodona. Ciąg dalszy utworu dokładnie opowiada dalsze losy rodzaju Homo, do którego należy również człowiek rozumny – Sam pośród obłoków, wszystkie błękitne. Leżąc na puchu. Leniuchując na mglistej rosie. Siedząc na jednorożcu.

<<<Nazwa pochodzi od połączenia greckich słów eos – jutrzenka i kainos – nowy (w nieformalnym tłumaczeniu: „świt nowych czasów”). Eocen zawdzięcza swą nazwę faktowi, że w czasie jego trwania pojawia się wiele występujących do dziś rzędów ssaków, a także niektóre istniejące nadal rodziny.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Eocen

Tytuł tego utworu – Flaming (ognisty, płonący) w zamyśle jego autorów nawiązywać ma, jak sądzę, do tego, iż człowiek za pomocą ognia utorował sobie dominującą rolę w otaczającym go, nieprzyjaznym mu świecie. Podobieństwa z Zeppelinami należy szukać w utorach: Communication Breakdown, I Can’t Quit You Baby.

Wersy zaznaczone kolorem niebieskim: Ty mnie nie widzisz, Lecz ja ciebie tak, nie dotknę cię, Chociaż mógłbym. Wrzeszcząc poprzez gwiaździste niebo, Podróżując telefonem. – dotyczą już kwestii bardziej „ezoterycznych”, co ma swoje odniesienie w utworze: How Many More Times (Led Zeppelin).

Nota bene, trochę na ten temat pisałem w początkowych wpisach mojego blogu: Dylatacja czasu: http://gloriaolivae.pl/?p=204 Nośnik informacji: http://gloriaolivae.pl/?p=480 Sposób przesyłu: http://gloriaolivae.pl/?p=565

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Matilda Mother – czyli przed i po impakcie

3. Matilda Mother

There was a king who ruled the land.
His majesty was in command.
With silver eyes the scarlet eagle
Showers silver on the people.
Oh Mother, tell me more.
Why’d’ya have to leave me there
Hanging in my infant air
Waiting?
You only have to read the lines
They’re scribbly black and everything shines.
Across the stream with wooden shoes
With bells to tell the king the news
A thousand misty riders climb up
Higher once upon a time.
Wandering and dreaming
The words have different meaning.
Yes they did.
For all the time spent in that room
The doll’s house, darkness, old perfume
And fairy stories held me high on
Clouds of sunlight floating by.
Oh Mother, tell me more
Tell me more.
Aaaaaaaah
Aaaaaaaah
Aaaaaaaah

3. Matilda Mother

Był sobie król, który rządził krajem.
Jego wysokość była u władzy.
Ze srebrnymi oczami i szkarłatnym orłem
Srebrne prysznice na ludzi.
Oh, matko, opowiedz mi więcej.
Dlaczego chcesz mnie tu zostawić
Wiszącego w moim niemowlęcym powietrzu
Czekającego?
Ty masz tylko przeczytać linijki
Są nabazgrolone na czarno i wszystko jasne.
Poprzez strumień drewnianymi butami
Z dzwonkami, aby przekazać królowi wiadomości
Tysiąc mglistych jeźdźców wspina się
Wyżej pewnego razu.
Błądzący i śniący
Wyrazy mają odmienne znaczenia.
Właśnie tak.
Przez cały czas spędzony w tym pokoju
Domek lalek, ciemność, stare perfumy
I opowieści o wróżkach trzymały mnie wysoko
Na przesuwających się chmurach światła słonecznego
Oh, matko, opowiedz mi więcej.
Opowiedz mi więcej.
Aaaaaaaah
Aaaaaaaah
Aaaaaaaah

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,matilda_mother.html

Wersy tekstu zaznaczone kolorem czerwonym w wymowny sposób informują o tym kto niegdyś panował na Ziemi i nie chodzi tu bynajmniej o jakiegoś króla czy dynastię. Cały czas trzymając się wcześniej powziętej konwencji kontinuum czasu nie jest trudnym stwierdzić, iż jest to „opowieść” o dominującej grupie kręgowców, która panowała przez stosunkowo długi okres, a kresem jego panowania był impakt meteorytu około 65 milionów lat temu – patrz wersy zaznaczone kolorem niebieskim. Oczywiście chodzi tu o panowanie dinozaurów i aby to stwierdzić nie trzeba wiele – należy tylko z uwagą przyjrzeć się warstwie muzycznej utworu. Dodam tylko, iż Matilda Mother Floydów tożsamy jest w swoim wydźwięku z Your Time Is Gonna Come zespołu Led Zeppelin. Srebrne prysznice na ludzi – pewnie chodzi tu o „rywalizację” gadów z gadami ssakopodobnymi, z których wyewoluował człowiek. Wersy zaznaczone kolorem zielonym – to już okres w miarę swobodnego rozwoju i ewolucji ssaków po zagładzie gadów.

Matylda – imię żeńskie pochodzenia starogermańskiego, oznaczające kobietę silną i odważną w walce: macht (siła, władza) i hiltia (walka), personifikuje dominującą rolę gadów, natomiast Mother – wiele mówi o wspólnym, ewolucyjnym pochodzeniu obu gromad: gadów i gadów ssakokształtnych.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Lucifer Sam – czyli Księżyc

2. Lucifer Sam

Lucifer Sam, Siam cat
Always sitting by your side
Always by your side
That cat’s something I can’t explain!

Jennifer Gentle, you’re a witch
You’re the left side
He’s the right side
Oh, no!
That cat’s something I can’t explain!

Lucifer go to sea
Be a hip cat, be a ship’s cat
Somewhere, anywhere
That cat’s something I can’t explain!

At night prowling sifting sand
Hiding around on the ground
He’ll be found when you’re around
That cat’s something I can’t explain!

2. Lucifer Sam

Lucyfer Sam, syjamski kot
Zawsze siedzi tuż przy tobie
Ciągle obok ciebie
Tego kota nie mogę pojąć!

Jennifer Gentle, ty czarownico
Ty po lewej
On prawicą
O, nie!
Tego kota nie mogę pojąć!

Lucyfer idzie do morza
Bądź klawym kocim marynarzem
Gdzieś, gdziekolwiek
Tego kota nie mogę pojąć!

Nocą grasuje, przesiewa piach
Gdzieś tu na ziemi ukryty
Odnajdzie się gdy nadejdziesz
Tego kota nie mogę pojąć!

No to początkowe etapy powstania wszechświata mamy już za sobą. Czas na kolejne bardzo ważne wydarzenie. I tutaj znowu zaglądamy do wspomnianych już przeze mnie Zeppelinów. Tak jak pierwszy ich utwór z pierwszej płyty (Good Times Bad Times – czyli powstanie i ewolucja Układu Słonecznego) w ogólnym przesłaniu tożsamy jest z pierwszym utworem Floydów, tak Lucifer Sam opowiada o naturalnym satelicie naszej planety (Babe I’m Gonna Leave You – czyli powstanie Księżyca). Zaznaczone kolorem czerwonym fragmenty tekstu w bardzo wymowny sposób to podpowiadają. Bajki o kocie Barretta (Sam), jego dziewczynie (Jeny Spires) i inne temu podobne historie są po to właśnie, by cała ta „opowieść” miała bardzo trywialny charakter. No i dobrze, tak miało być, a że jest inaczej, to już inna kwestia. W tym przypadku kolejną podpowiedzią jest poniżej zamieszczony cytat, który dokładnie wyjaśnia wpływ „Lucifera” na opadanie i podnoszenie się poziomu wody w oceanie. (Lucifer go to sea, Be a hip cat, be a ship’s cat).

Pływy morskie (przypływy i odpływy) – regularnie powtarzające się podnoszenie i opadanie poziomu wody w oceanie. Obrót Ziemi powoduje, że w ciągu doby w danym miejscu zmienia się siła przyciągania Księżyca i Słońca (siła pływowa). Wielkość pływów zależy od wielu czynników takich jak kształt wybrzeża (duże pływy w zatokach), głębokość morza, zmienna pozycja Słońca i Księżyca w stosunku do Ziemi, co jest połączone z rotacją Ziemi. Najsilniejsze pływy (syzygijne) występują, gdy wpływy Słońca i Księżyca dodają się do siebie (tj. gdy Księżyc, Ziemia i Słońce znajdują się w linii prostej – w trakcie pełni oraz w nowiu Księżyca).

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/P%C5%82ywy_morskie

Jennifer Gentle – to zaszyfrowana informacja właśnie o pływach morskich (Jennifer Gentle, you’re a witch, You’re the left side, He’s the right side). Czarownica? Nie. Tu raczej chodzi o te niezwykłe zjawisko jakim są pływy morskie. Left side, right side – z pewnością chodzi tu o wpływ Słońca i Księżyca na podnoszenie i opadanie wód oceanu. Reasumując, cały ten utwór to jedna wielka „apoteoza” naszego ziemskiego satelity – Księżyca.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Astronomy Domine – czyli „projekcja inteligencji”

1. Astronomy Domine

Lime and limpid green
A second scene
A fights between the blue you once knew

Floating down
The sound resounds
Around the icy waters underground

Jupiter and Saturn
Oberon, Miranda and Titania
Neptune, Titan, stars can frighten

Blinding signs flap
Flicker flicker flicker blam (pow! pow!)
Stairways scared Dan Dare who’s there

Lime and limpid green
The sound surrounds the icy waters under…
Lime and limpid green
The sound surrounds the icy waters underground

1. Astronomy Domine

Limetka, czysta zieleń
Druga scena
Walka w błękitach niegdyś znanych

W dół spływając
Dźwięk rozbrzmiewa
W lodowatych wód podziemiach

Jowisz wraz z Saturnem
Oberon, Miranda i Tytania
Neptun, Tytan, gwiezdna trwoga

Znaki rażą i trzepoczą
Błyski, błyski, błyski, huk (bang! bang!)
Panika na schodach, Dan Dare, kto tam?

Limetka, czysta zieleń
Ten dźwięk oblega lodowatych wód pod…
Limetka, czysta zieleń
Ten dźwięk oblega lodowatych wód podziemia

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,astronomy_domine.html

 

Już w inauguracyjnym utworze pierwszej płyty zespołu Pink Floyd jest tyle znaków i tropów, że aż głowa boli – że tak kolokwialnie powiem. Dla niewprawnego „oka i ucha” wydaje się on nieco trywialny – jakieś śmieszne pip pip na początku, a później nie do końca zrozumiały tekst. W tym miejscu po raz kolejny muszę nawiązać do odkodowanej przeze mnie „twórczości” zespołu Led Zeppelin, a konkretnie do tego, iż w prawie każdym elemencie ich dzieła natrafić można na tego typu „przeszkody”, czy to w postaci tekstów poszczególnych piosenek, czy jak również i okładek – co mam nadzieję udowodniłem.

By z tymi zakodowanymi informacjami jakoś sobie poradzić zmuszony byłem korzystać z „podpowiedzi”, czyli musiałem sięgnąć do informacji źródłowych (cytatów, linków), dzięki którym mogłem w jakiś minimalny, ale jednak, wiarygodny sposób, udokumentować moje „przypuszczenia”. Takoż i ma się z twórczością aktualnie omawianego zespołu. Większość moich wniosków poprzedzona będzie wiele mówiącym wstępem. No to na początek kilka informacji wprowadzających do rozwikłania kolejnego „węzełka” gordyjskiego. Kolorem czerwonym zaznaczyłem w tekście piosenki najistotniejsze fragmenty, na które należy zwócić uwagę. By cokolwiek zrozumieć należy rozpocząć od rozkodowania określenia – Dan Dare.

Pierwszy cytat:

<<<Dan Dare is a Britich science fiction comic hero, created by illustrator Frank Hampson who also wrote the first stories. Dare appeared in the Eagle comic story Dan Dare, Pilot of the Future from 1950 to 1967 (and subsequently in reprints), and dramatised seven times a week on Radio Luxembourg (1951–1956). The stories were set in the late 1990s, but the dialogue and manner of the characters is reminiscent of British war films of the 1950s. Dan Dare has been described as”Biggles in Space” and as the British equivalent of Buck Rogers.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Dan_Dare

Drugi cytat:

<<< Buck Rogers is a fictional space opera character created by Philip Francis Nowlan in the novella, Armageddon A.D., and subsequently appearing in multiple media. In Armageddon 2419 A.D., published in the August 1928 issue of the pulp magazine, Amazing Stories, the character’s given name was „Anthony”. A sequel, The Airlords of Han, was published in the March 1929 issue. […]

The character first appeared as Anthony Rogers, the central character of Nowlan’s Armageddon 2419 A.D. Born in 1898, Rogers is a veteran of the Great War (World War I) and by 1927 is working for the American Radioactive Gas Corporation investigating reports of unusual phenomena reported in abandoned coal mines near Wyoming Valley in Pennsylvania. On December 15, there is a cave-in while he is in one of the lower levels of a mine. Exposed to radioactive gas, Rogers falls into „a state of suspended animation, free from the ravages of catabolic processes, and without any apparent effect on physical or mental faculties”. Rogers remains in suspended animation for 492 years.

Rogers awakens in 2419. Thinking that he has been asleep for just several hours, he wanders for a few days in unfamiliar forests (what had been Pennsylvania almost five centuries before). He notices someone clad in strange clothes, who is under attack……

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Buck_Rogers

Jeśli powiem, że jest to nawiązanie do cykliczności wszechświata – do ponownego odradzania się Życia w skali makro (ewolucja) i mikro oczywiście (człowiek), że jest to esencją wszystkiego tego co przeczytać można w mojej książce: Gloria olivae, a także w poprzednich wpisach na tym blogu, to zapewne jest to jeszcze zbyt mało przekonywujące, że tak delikatnie powiem. Dlatego też poniżej kolejne argumenty na potwierdzenie tegoż. Tytuł utworu: Astronomy Domine.

<<<„Astronomy Domine” is a song by English rock band Pink Floyd. The song, written and composed by original vocalist/guitarist Syd Barrett, was the first track featured on their debut album, The Piper at the Gates of Dawn (1967). The lead vocal was sung by Barrett and keyboard player Richard Wright. Its working title was „Astronomy Domine (An Astral Chant)”. „Domine” (the vocative of „Lord” in Latin) is a word frequently quoted in Gregorian chants.

<<< Astronomy Domine ” to piosenka angielskiego zespołu rockowego Pink Floyd. Piosenka, napisana i skomponowana przez pierwszego wokalistę / gitarzystę Syda Barretta, była pierwszą piosenką na albumie The Piper at the Gates of Dawn (1967). Główny wokal został śpiewany przez Barretta i keyboardisty Richarda Wrighta. Tytuł roboczy był „Astronomia Domine (Astral Chant)”. „Domine” (wołacz od „Pana” w łacinie) jest słowem często cytowany w gregoriańskich śpiewach.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Astronomy_Domine

Astronomy Domine (Pastor Astronomii) – to nawiązanie do wszystkiego tego co już tłumaczyłem przy okazji poprzedniego wpisu: The Piper at the Gates of Dawn – czyli Led Zeppelin III.

<<<Uważny czytelnik mojego bloga zapewne bez kłopotów pamięta moje wpisy jakie zamieściłem przy okazji omawiania siódmej płyty zespołu Led Zeppelin: Precence, a konkretnie wpis inaugurujący dotyczący „obecności Pielgrzyma wśród tubylców”. O co w nim chodzi, czego dotyczy? Nie jest trudnym samemu to sprawdzić, ale by nieco ułatwić tym, którzy dopiero teraz zapewne przez „przypadek” tutaj zaglądnęli, powiem tylko, iż jest tam w bardzo logiczny, jak mniemam, sposób zawarta sugestia ukierunkowująca tok myślenia w stronę wszystkiego tego co w swojej symbolicznej warstwie implikuje film Stanleya Kubricka: 2001: Odyseja kosmiczna – czyli Monolit, którego wszędzie pełno…Opatrzność….Jaźń… Inteligencja….

Początkowe dźwięki: pip pip, jak i cały utwór, jednoznacznie nawiązują w swojej stylistyce do tych kosmicznych klimatów jakie znamy z najsłynniejszego filmu Stanleya Kubricka. By się o tym przekonać trzeba raczej niewiele – należy się z tym utworem zapoznać.

Tak tytuł utworu – Astronomy Domine (Pastor Astronomii), a także tytuł roboczy – (Astral Chant), jak i Precence – czyli obecność Pielgrzyma wśród tubylców”, czy też monolit z filmu Stanleya Kubricka – to aż nadto by nie stwierdzić, iż nie jest to banalny utwór, jakich wiele przed nim i po nim nagrano. Na taki wniosek z pewnością jest jeszcze za wcześnie, ale wszystkie te wspomniane poszczególne „dowody pośrednie” ukierunkowują w stronę definicji „inteligentnego projektu”, z tym, iż ja nie do końca bym się z nią identyfikował, a bardziej z tym co wynika z określenia – „projekcja inteligencji”, ale to już temat na inne „opowiadanie”.

Sam tekst utworu również nie jest przypadkowy. Zawarty jest w nim większy, niż można by się tego spodziewać, sens. Druga scena, Walka w błękitach niegdyś znanych … W dół spływając, więk rozbrzmiewa… gwiezdna trwoga… Znaki rażą i trzepoczą, Błyski, błyski, błyski, huk (bang! bang!)… – to wszystkie te wyrażenia stanowią opowieść o procesie tworzenia się naszego wszechświata od samego początku, którego nota bene „nie było”, ponieważ czas naszego wszechświata liczony jest od wielce umownego „Big bangu”. Początkiem naszego wszechświata był kolaps „poprzedniego”, który jest immanentną częścią naszego, zaś wraz końcem naszego wszechświata zacznie się następny i tak w nieskończoność.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

The Piper at the Gates of Dawn – czyli Led Zeppelin III

No i czas na okładkę pierwszej płyty zespołu Pink Floyd. By móc zmierzyć się z tym tematem niezbędny był ten nieco przydługi wstęp, na który składa się z niezwykła i niestety zupełnie nieznana i niedoceniana postać Syda Barretta, jak również moje „podprogowe” tłumaczenie nazwy zespołu, no i wreszcie „rozkminiony” tytuł ich debiutanckiego albumu – patrz poprzednie wpisy. Jednakowoż by móc dokładnie zrozumieć przesłanie jakie przyświecało twórcom tego „kodu” wysłanego w „muzyczną czasoprzestrzeń”, należy wiedzieć cokolwiek więcej na ten temat. Cóż zatem do tego dodać by uniknąć niepotrzebnego błądzenia w labiryncie mylnych wniosków, czy też, co bardziej irytuje, ignoranckiego przekonania, iż wszystko co jest dziełem tego zespołu jest tylko i wyłącznie kolejną, jedną z wielu, artystyczną wizją jakichś „naćpanych” rockmenów.

Uważny czytelnik mojego bloga zapewne bez kłopotów pamięta moje wpisy jakie zamieściłem przy okazji omawiania siódmej płyty zespołu Led Zeppelin: Precence, a konkretnie wpis inaugurujący dotyczący „obecności Pielgrzyma wśród tubylców”. O co w nim chodzi, czego dotyczy? Nie jest trudnym samemu to sprawdzić, ale by nieco ułatwić tym, którzy dopiero teraz zapewne przez „przypadek” tutaj zaglądnęli, powiem tylko, iż jest tam w bardzo logiczny, jak mniemam, sposób zawarta sugestia ukierunkowująca tok myślenia w stronę wszystkiego tego co w swojej symbolicznej warstwie implikuje film Stanleya Kubricka: 2001: Odyseja kosmiczna – czyli Monolit, którego wszędzie pełno…Opatrzność….Jaźń… Inteligencja….

Inną równie ważną podpowiedzią jest wszystko to co można wywnioskować z mojej interpretacji pierwszych czterech albumów zespołu Led Zeppelin – czyli kontinuum wydarzeń od czasów najdawniejszych (kosmologia), poprzez wszystkie najważniejsze wydarzenia znane z historii powszechnej, aż po współczesność, która „objawia się” w losach – życiorysie jednej, ale za to jakiej, osoby…

I od tego – czyli od nawiązania do czterech pierwszych płyt zespołu Led Zeppelin wypadałoby rozpocząć tą opowieść. Zatem by nie przedłużać, zacznę od przedstawienia głównej tezy tego wpisu. Otóż moim zdaniem pierwsza płyta zespołu Pink Floyd: The Piper at the Gates of Dawn w swojej formie jak i treści w zadziwiająco bliźniaczy sposób nawiązuje do początkowego etapu twórczości Zeppelinów, natomiast okładka ich debiutanckiego dzieła w artystyczno-wizjonerski sposób tą kwestię szyfruje. By to stwierdzić nie trzeba wiele wysiłku – trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać. Porównując okładkę aktualnie omawianej płyty z okładką trzeciej płyty zespołu Led Zeppelin http://gloriaolivae.pl/?p=2755 – oraz z tym wszystkim co na jej temat wysublimowałem, to widać pewne podobieństwa, a wszelki sceptycyzm szybko „ucichnie” wraz z zapoznaniem się tekstami poszczególnych utworów obu tych płyt. Podobnie rzecz się ma z ilustracją zamieszczoną na odwrocie płyty Floydów. Cóż ta dziwna postać może symbolizować, jakiej treści można oczekiwać – mając cały czas w pamięci, iż nie jest to tylko „przypadkowa” artystyczna wizja jakiegoś „przypadkowego” artysty. Na fakt, iż nie jest to tylko „zwykła”, jedna z wielu, szybko zapomniana ilustracyjka, naprowadza poniżej wyrażona opinia – ostatnie zdanie cytatu.

<<<Trudno uwierzyć, że od wydania tego albumu minęło już prawie pół wieku. Zespół, którego ówczesny Spiritus Movens miał w niedługim czasie zapuścić się zbyt głęboko w świat narkotyków, tym dziełem pchnął rocka w nowe rejony psychodelii. Eksperymentalnej, miejscami transowej muzyce towarzyszy zdjęcie mające oddawać halucynogenne wizje.

Standardem owych czasach było zamieszczanie na okładce fotografii zespołu. Że Pink Floyd nie miało jeszcze wyklarowanej wizji artystycznej, to uznano to za oczywistość (zdjęcia grupy na okładkach z lat 70. już się nie pojawiały). EMI wybrało pierwszego z brzegu swojego fotografa po czym zostawiono mu wolną rękę, nie przykładając specjalnej wagi do opakowania płyty.

Vic Singh nie dysponował zbyt dużym budżetem, a chciał na zdjęciu uchwycić oniryczny charakter muzyki. Zamiast wydawać pieniądze na postprodukcję użył podarowanej przez przyjaciela, niejakiego Georga Harrisona, soczewki-pryzmatu zakładanej na obiektyw (jeden jak i drugi do tej pory nie widział dla niej żadnego zastosowania). Fotograf zalecił muzykom, żeby założyli na sesję jak najjaskrawsze ciuchy i zaprosił do studia. Przyszli, wypalili z nim parę jointów i zapozowali. Barrettowi bardzo spodobało się przedsięwzięcie, wykonał nawet zdjęcia próbne przez pryzmat, a po sesji namalował grafikę na tylną okładkę.

Dla tych, którym psychiatra notuje na czerwono odpowiedź do zadania „powiedz, co widzisz na rysunku”: to powyżej to nie mutant z radioaktywnych bagien, tylko zwykły obrys grupy tańczących ludzi.

(link)- http://okladki.net/okladki/show/134-pink-floyd–the-piper-at-the-gates-of-dawn

Mutant z radioaktywnych bagien, czy obrys grupy ludzi? Oj blisko, blisko. Tak jak awers okładki symbolizować ma szeroko rozgałęzioną i „chaotyczną” ewolucję – co jest jedną z głównych zasad tego procesu zmian zachodzących w czasie, tak rewers jest ideogramem, który personifikować ma te zmiany w dosłownym tego słowa znaczeniu. Jest to zawarty w jednym symbolu cały proces jaką przeszła istota człekokształtna – są tam nałożone na siebie wszystkie wcześniejsze stadia rozwojowe istoty człekokształtnej, z której, w wyniku ewolucyjnych zmian, „wykrystalizował się” Człowiek nam współczesny. I to jest cała „tajemnica” tej okładki, czego potwierdzeniem są wszystkie utwory na niej zamieszczone.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

But what do the words mean?

The Wind in the Willows by Kenneth Grahame – Chapter VII: The Piper at the Gates of Dawn

(link)- http://www.classicreader.com/book/132/7/

(…)

I feel strangely tired, Rat,’ said the Mole, leaning wearily over his oars as the boat drifted. `It’s being up all night, you’ll say, perhaps; but that’s nothing. We do as much half the nights of the week, at this time of the year. No; I feel as if I had been through something very exciting and rather terrible, and it was just over; and yet nothing particular has happened.’

`Or something very surprising and splendid and beautiful,’ murmured the Rat, leaning back and closing his eyes. `I feel just as you do, Mole; simply dead tired, though not body tired. It’s lucky we’ve got the stream with us, to take us home. Isn’t it jolly to feel the sun again, soaking into one’s bones! And hark to the wind playing in the reeds!’

`It’s like music–far away music,’ said the Mole nodding drowsily.

`So I was thinking,’ murmured the Rat, dreamful and languid. `Dance-music–the lilting sort that runs on without a stop–but with words in it, too–it passes into words and out of them again–I catch them at intervals–then it is dance-music once more, and then nothing but the reeds’ soft thin whispering.’

`You hear better than I,’ said the Mole sadly. `I cannot catch the words.’

`Let me try and give you them,’ said the Rat softly, his eyes still closed. `Now it is turning into words again–faint but clear– Lest the awe should dwell–And turn your frolic to fret–You shall look on my power at the helping hour–But then you shall forget! Now the reeds take it up–forget, forget, they sigh, and it dies away in a rustle and a whisper. Then the voice returns–

`Lest limbs be reddened and rent–I spring the trap that is set–As I loose the snare you may glimpse me there–For surely you shall forget! Row nearer, Mole, nearer to the reeds! It is hard to catch, and grows each minute fainter.

`Helper and healer, I cheer–Small waifs in the woodland wet– Strays I find in it, wounds I bind in it–Bidding them all forget! Nearer, Mole, nearer! No, it is no good; the song has died away into reed-talk.’

`But what do the words mean?’ asked the wondering Mole.

`That I do not know,’ said the Rat simply. `I passed them on to you as they reached me. Ah! now they return again, and this time full and clear! This time, at last, it is the real, the unmistakable thing, simple–passionate–perfect—-‚

`Well, let’s have it, then,’ said the Mole, after he had waited patiently for a few minutes, half-dozing in the hot sun.

But no answer came. He looked, and understood the silence. With a smile of much happiness on his face, and something of a listening look still lingering there, the weary Rat was fast asleep.

 

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Najnowsze komentarze

Przysłowia i sentencje

Jest coś wyższego w górze, które miesza zamiary śmiertelnych (co przeszkadza zamiarom śmiertelników).
Walerian Łukasiński
----------------------
Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze, zawsze ludzie tego nie pojmują.
Heraklit
---------
Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy czasem.
Człowiek będzie musiał pojąć czas
i opanować go. Albowiem czas jest nasieniem wszechświata.
Mahabharata
---------------
Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.
Albert Einstein
----------------

Jak ten czas leci!

Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« Lip    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Visits

Weather condition