Get Adobe Flash player

Miesięczne Archiwa: Listopad 2017

Animals – tytuł płyty – czyli faceci to świnie

Wpis ten ma za zadanie wytłumaczyć, i zarazem rozprawić się, z tym zagadkowym i mylnie do tej pory rozumianym tytułem albumu, a także z całą jego otoczką – latającym nad elektrownią Battersea balonem w kształcie świni, i w końcu z samymi utworami – o tytułach nie wspominając. Nie będzie to trudne jeśliby wziąć za podstawę rozumowania pewne stereotypowe zachowanie męskiej części naszego gatunku, które jest związane z jak najbardziej naturalnym odruchem jakim jest instynkt seksualny, oraz wszystko to co jest z tym związane: miłość, prokreacja, i tym podobne. Wszystko ok, ale w całej tej sprawie nas interesować będzie raczej pejoratywny aspekt tego, znowu naturalnego, odruchu, iż faceci w gruncie rzeczy myślą tylko o jednym – by zaspokoić swoje żądze.

W tym cały ambaras – by dwoje chciało naraz – to kolejne potoczne powiedzenie, które niczym motto, będzie cały czas przypominać, iż tak cele, jak i oczekiwania obojga „zainteresowanych” płci, nie są takie same. Nie będę rozpatrywał tego zagadnienia w sposób czysto naukowy, ponieważ nie ma ku temu ani miejsca, ani czasu, ważniejszą kwestią jest to, w jaki sposób temat ten wiąże się z główną postacią tej dyskografii. Otóż, jak sądzę, wszystkie zamieszczone utwory na płycie Animals opowiadają o kobiecych „zmaganiach” z tym odwiecznym męskim instynktem. Chciałbym zaznaczyć, iż jest to bardzo osobista wiwisekcja tych przeżyć i z tego też powodu będzie ona raczej oszczędna w szczegółach.

Wracając do męskich potrzeb, to nie zawsze spotykają się one z równie intensywną odpowiedzią, co przekłada się czasem, lub często, z negatywnymi odczuciami niezainteresowanej strony. Owe niezainteresowanie może się przejawiać w różny sposób, ale jeśli już do niego dojdzie, prawie zawsze odczucie to ma właśnie zdecydowanie negatywny – „wymiotny” objaw. Przekłada się to na wyobrażeniu sobie takowego absztyfikanata jako żadną zaspokojenia swoich (zwierzęcych) instynktów ludzką świnię, co w konsekwencji skutkuje powyżej wspomnianym powiedzeniem – iż faceci to świnie.

Tak więc głównym motywem płyty Animals jest zwierzęcy instynkt męskiej części naszego społeczeństwa, czego symbolem jest owa latająca świnia nad (kobiecym ciałem) elektrownią Battersea, ale nie tylko z takich pejoratywnych charakterów ono się składa, są jeszcze inne bardziej „ludzkie”, czego przykładem są inne (oprócz tych „świńskich”), zwierzęta, ale o tym już przy innej okazji.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Animals – okładka płyty

Po chwilowym okresie zajmowania się męskimi problemami pora wrócić do głównego leitmotivu dyskografii zespołu Pink Floyd – czyli do kobiecego curriculum vitae. Większość z wcześniej omówionych przeze mnie płyt zespołu Pink Floyd (oprócz dwóch pierwszych, których tematyką było przedstawienie naszej historii), dotyczyła różnorakich aspektów jej życia, zawsze jednak porządek w przedstawianiu poszczególnych etapów podlegał rygorowi kontinuum czasu. Tym razem też tak jest. Wpis ten dotyczy okładki, zatem tylko na tym się skupię i na samym wstępie powiem, iż to, co oficjalnie na ten temat we wszystkich dostępnych źródłach wiadomo, można spokojnie wrzucić do symbolicznego kosza, albowiem ma to tyle wspólnego z prawdą, ile wspólnego ma Droga Mleczna z drogą do mleczarni.

Jakimi aspektami kobiecego życia zajmuje się płyta studyjna Ummagumma już wspominałem. Do tego trzeba dodać wszystko to co zdołałem wydedukować z treści i okładek trzech bardzo istotnych i jak się okazuje komplementarnych niej płyt: piątej – Atom Heart Mother, szóstej – Meddle, i siódmej – Obscured by Clouds. Jest to bardzo ważna informacja, która pomoże zrozumieć sens tak okładki płyty Animals, jak i zamieszczonych na niej utworów.

Zapewne niewiele, albo może nawet i nic, konkretnego z tego co napisałem jeszcze nie wynika, ale tak ma być, albowiem bez przedstawienia informacji o wcześniejszych wersjach okładki, zaproponowanych przez Storma Thorgersona, wszelkie próby zmierzenia się z meritum tematu wydają się być bezcelowe.

<<<Muzycy Pink Floyd, niemal od początku istnienia zespołu – konkretnie od swojego drugiego albumu, „A Saucerful of Secrets”z 1968 roku – ściśle współpracowali z designerską firmą Hipgnosis, prowadzoną przez Storma Thorgersona i Aubreya „Po” Powella. Warto dodać, ze pierwszy z nich był znajomym Rogera Watersa i Syda Barretta jeszcze z czasów studenckich; grali w jednej drużynie rugby. To właśnie dzięki pracom dla Pink Floyd, Hipgnosis stali się jednymi z najbardziej cenionych projektantów okładek (później z ich usług korzystali m.in. Wishbone Ash, Led Zeppelin, ELP, Genesis, Black Sabbath i Scorpions). Przez niemal dekadę Floydzi akceptowali wszystko, co podsuwał im duet grafików – bez względu czy był to kolarz złożony z cudzych prac („A Saucerful of Secrets”), zdjęcie krowy („Atom Heart Mother”), czy narysowany pryzmat (wiadomo). Po raz pierwszy zakwestionowali propozycje Hipgnosis przy okazji swojego dziesiątego albumu, „Animals”.

Pierwszą propozycją Hipgnosis było zdjęcie kominka, nad którym przybite zostały kaczki. Jest to nawiązanie do starej angielskiej tradycji przybijania do ścian drewnianych kaczek, które są symbolem małżeńskiego szczęścia. Zdjęcie Hipgnosis przedstawiało jednak… prawdziwe kaczki, przybite żywcem, na co wskazuje spływająca po ścianie krew. Pamiętam dokładnie moment, kiedy pokazałem zdjęcie zespołowi- wspominał Thorgerson. To było podczas trasy, w autokarze. Mam wrażenie, że Rogerowi się podobało. Ale był tam też gość, który miksował dźwięk na koncertach. Brian jakiś-tam. I on odniósł się do projektu z nienawiścią. Naprawdę z nienawiścią. Krzyczał: „Jak można wziąć prawdziwe kaczki i zrobić coś takiego! Dlaczego nie weźmiesz kilku Irlandczyków i nie przybijesz ich do ściany?”. Odparłem, że dokładnie o to chodzi. Moim zdaniem było to zdjęcie o wielkiej sile wyrazu. Zdjęcie zostało ostatecznie wykorzystane na okładce kompilacji nagrań różnych wykonawców należących do wytwórni Drag City, zatytułowanej „Hey Drag City” i wydanej w 1994 roku.

Drugą propozycją był rysunek małego chłopca wchodzącego w środku nocy do sypialni swoich rodziców… Tym razem to Roger Waters nie krył swojego oburzenia, a Thorgerson po latach przyznawał: Muzycy zdecydowanie odrzucili ten projekt. I pewnie mieli rację. Jednocześnie grafik bronił swojego pomysłu: Moim zdaniem był to psychologicznie bardzo ciekawy pomysł – mówił. Dziecko, które widzi swoich rodziców kochających się… Seks musi być czymś trudnym do zrozumienia dla takiego malca. Pomysł nie został później nigdy wykorzystany.

Kiedy stało się jasne, że żaden z projektów Hipgnosis nie odpowiada muzykom (lub ich współpracownikom), Waters postanowił wziąć sprawę w swoje ręce. Storm i Po przedstawili nam kilka pomysłów okładki – wspominał. Żaden mi się nie podobał. Wszyscy spojrzeli wtedy na mnie, mówiąc: „Jak takiś mądry, wymyśl coś lepszego!”. Spuściłem głowę i bąknąłem tylko: „Dobra, spróbuję”. I jakiś czas potem zaproponowałem swój projekt. Pojechałem w okolicę elektrowni Battersea, zrobiłem jej kilka zdjęć i na kolejnym spotkaniu zespołu położyłem je na stole ze słowami „Oto okładka”. Wszystkich zatkało. Byli zachwyceni pomysłem. Elektrownia Battersea jest czymś tak niesamowitym, szalonym… Można przyjąć, że kominy reprezentują każdego z naszej czwórki. W takim razie cały obiekt symbolizuje zespół. Jego gwałtowną naturę, jego siłę. Ale zarazem jego upadek. Wygląda przecież trochę jak odwrócony do góry nogami stół. Dla mnie w tamtym momencie był to najlepszy symbol Pink Floyd, jaki mogłem sobie wyobrazić.

(link)- http://pablosreviews.blogspot.com/2014/11/historie-okladek-animals-pink-floyd.html

Fragmenty cytatu, które podkreśliłem czerwonym kolorem, nadają sens temu wszystkiemu co powyżej uwypukliłem. I tak: przybite do ściany nad kominkiem trzy kaczki, to w genialny sposób zantropomorfizowana informacja o trzech najważniejszych osobach – mężczyznach w życiu głównej bohaterki tej dyskografii. Cóż z tego, że ten skrót myślowy nie przypadł do gustu Brianowi jakiemuś-tam. Czy tak było w istocie, tego już nie sposób ustalić, ale podejrzewam, iż jest to tylko opowiastka dla grzecznych dzieci, które uwierzą we wszystko co im się powie. Jak sądzę był to zbyt oczywisty i zbyt łatwy rebus do odgadnięcia dla postronnych, dlatego też pomysł ten odrzucono.

Równie ważną podpowiedzią jest rysunek małego chłopca wchodzącego w środku nocy do sypialni swoich rodziców. Jak każdy projekt Thorgersona, ta propozycja zadziwia esencjonalnością przekazu. Nie jest to przypadkowy rysunek, a wiele mówiąca informacja mająca za cel główny przekazać maksimum wiedzy za pomocą minimalnego skrótu myślowego. Tak coś mi się zdaje, że pod wielce symboliczną pozą kochającej się pary kryje się cała małżeńska przeszłość głównej bohaterki dyskografii zespołu Pink Floyd. Czy była ona intensywna czy też i nie – rzecz to dyskusyjna, ale w tym wszystkim należy wziąć pod uwagę postać małego chłopca z misiem, który nadaje tej kwestii zasadniczy kontrast – i właśnie fakt owej dysproporcji nadaje temu rysunkowi cały sens.

Najważniejszym przekazem tego konkretnego projektu okładki jest ukazanie różnicy w intensywności doznań, jakie kryją się pod pojęciem ummagummy, co okaże się łatwym do stwierdzenia, jeśliby wziąć pod lupę całą przeszłość tak owej kobiety, jak i drugiej najważniejszej postaci na tym rysunku – chłopca z misiem w ręku, który antropomorfizuje, jakże by inaczej, jak nie jej lustrzane odbicie – drugą nić podwójnej helisy DNA – czyli główną (męską) postać dyskografii zespołu Led Zeppelin.

Oba te nieuznane projekty, z pozoru tak niewiele mające ze sobą wspólnego, łączy jedna idea, jeden przekaz, którego główną postacią jest bohaterka dyskografii Floydów. Tak pierwszy jak i drugi projekt okładki, nawiązują jej do przeszłości, która nie była jakoś specjalnie udana, co poprzednie płyty doskonale to uwypuklają, ale nie to jest w tym momencie najważniejsze, a to jaki związek z tym wszystkim ma oficjalnie obowiązująca okładka przedstawiająca widok elektrowni Battersea na dodatek z dziwnym balonem w kształcie świni fruwającym nad tym budynkiem. Wbrew pozorom jest w tym wszystkim sens, jest zakodowana myśl, która jest tak „perfidnie” nieuchwytna dla postronnych, ale zarazem jest i genialna w swojej prostocie.

Dekodowanie rebusu okładki płyty Animals należy zacząć od bardzo istotnej informacji z powyższego cytatu: <<<Elektrownia Battersea jest czymś tak niesamowitym, szalonym… Można przyjąć, że kominy reprezentują każdego z naszej czwórki. W takim razie cały obiekt symbolizuje zespół. Jego gwałtowną naturę, jego siłę. Ale zarazem jego upadek. Wygląda przecież trochę jak odwrócony do góry nogami stół.

Tak jak wszystkie poprzednie ilustracje płyt zespołu Pink Floyd miały w sobie ukryty przekaz, tak ten projekt należy oceniać w sposób bardziej symboliczny niż to się z pozoru wydaje. Genezy pomysłu tej okładki należałoby doszukiwać się w architekturze wszystkich najważniejszych budowli, jakie są pozostałością po najświetniejszych starożytnych kulturach i cywilizacjach, a które znamy z historii starożytnej. Wiele na ten temat pisałem w mojej książce (pod tym samym tytułem co ten blog), a co w wielkim skrócie zawrzeć można w jednym stwierdzeniu, iż owe architektoniczne pozostałości są ideogramami sylwetek męskiego i kobiecego ciała. Tak też należy spojrzeć na ten słynny już budynek elektrowni Battersea. Z perspektywy lotu ptaka personifikuje on swoim kształtem sylwetkę – ciało kobiety w nadzwyczaj niekomfortowej pozycji (leżącą na plecach – trochę jak odwrócony do góry nogami stół). I to jest (prawie) cała tajemnica okładki Animals. Prawie, ponieważ pozostaje jeszcze kwestia owego latającego nad budynkiem (leżącą na wznak kobietą, gdzie cztery kominy elektrowni w oczywisty sposób kojarzą się z czterema kończynami) balonu o kształcie świni. Jak można się domyślać jest to kolejny symbol – tym razem męskiego „ego”, że tak eufeministycznie powiem, a bardziej dosadnie, chodzi tu o męski sposób postępowania w stosunku (senso stricto) do kobiety – do walorów kobiecości.

Jak rozumieć „zwierzęcość” poszczególnych utworów tej płyty, czy też bardziej zasadnie, co, lub kto kryje, się pod symboliką tytułowych trzech zwierząt: psa, świni i owcy, tego można się już domyślać chociażby po ich wielce znamiennej ilości. Nie da się ukryć, że będzie to nawiązanie do trzech wcześniej omawianych przeze mnie płyt: piątej – Atom Heart Mother, szóstej – Meddle, i siódmej – Obscured by Clouds, ale to już temat na osobne wpisy.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Wish You Were Here – podsumowanie

9. Wish You Were Here

1. Shine On You Crazy Diamond (I-V) – czyli „brodaty” mężczyzna

2. Welcome to the Machine – czyli winda

3. Have a Cigar – czyli „cygaro zwycięstwa”

4. Wish You Were Here – czyli libretto IV symfonii Czajkowskiego

5. Shine On You Crazy Diamond (VI-IX) – czyli „nikt nie wie gdzie jesteś ”

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Shine On You Crazy Diamond (VI-IX) – czyli „nikt nie wie gdzie jesteś”

5. Shine On You Crazy Diamond (VI-IX)

Nobody knows where You are,
How near or how far.
Shine on You Crazy Diamond.
Pile on many more layers,
And I’ll be joining you there.
Shine on You crazy Diamond.
And we’ll bask in the shadow of yesterday’s triumph,
Sail on the steel breeze.
Come on You Boy Child, you Winner and Loser,
Come on You Miner for truth and delusion, and shine!

Shine On You Crazy Diamond (VI-IX)

Nikt nie wie gdzie jesteś –
Jak daleko lub jak blisko
Lśnij, Szalony Diamencie
Kłamcy się nawarstwiają,
Ale będę zawsze przy Tobie
Lśnij, Szalony Diamencie
Będziemy się wygrzewać w cieniu
Wczorajszego triumfu
Żeglować na stalowej bryzie…
Dalej, Młodzieńcze,
Zwycięzco i Przegrany,
Dalej, Poszukiwaczu prawdy i złudzenia, zabłyśnij!

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,shine_on_you_crazy_diamond__partie_vi___ix_.html

No i finał płyty – oczekiwanie. Tekst utworu wszystko wyjaśnia.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Wish You Were Here – czyli libretto IV symfonii Czajkowskiego

4. Wish You Were Here

So, so you think you can tell
Heaven from Hell,
Blue skies from pain.
Can you tell a green field
From a cold steel rail?
A smile from a veil?
Do you think you can tell?

Did they get you to trade
Your heroes for ghosts?
Hot ashes for trees?
Hot air for a cool breeze?
Cold comfort for change?
Did you exchange
A walk on part in the war,
For a lead role in a cage?

How I wish, how I wish you were here.
We’re just two lost souls
Swimming in a fish bowl,
Year after year,
Running over the same old ground.
What have we found
The same old fears.
Wish you were here.

Wish You Were Here

A więc sądzisz że potrafisz odróżnić
Niebo od piekła,
Błękit nieba od bólu.
Odróżniłbyś zieleń pól
Od zimna stalowej szyny?
Uśmiech od welonu?
Sądzisz że potrafisz?

Czy przekonali cię byś wymienił
Swych bohaterów na duchy?
Gorące popioły na drzewa?
Ciepłe powietrze na chłodną bryzę?
Komfort zimna dla zmiany.
Czy zamieniłeś
Swój udział w wojnie
Na główną rolę w klatce?

Jak bym chciał, jak bym chciał żebyś tu był.
Jesteśmy tylko dwiema zagubionymi duszami
Płynącymi przez okrągłą kule
Rok po roku
Biegnąc po tej samej starej ziemi
I cóż żeśmy odnaleźli?
Te same stare lęki.
Chciałbym żebyś tu był.

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,wish_you_were_here.html

Poprzednie utwory zamieszczone na tej płycie dotyczyły różnych kwestii, ale zawsze głównym ich podmiotem była, jest osoba „brodatego mężczyzny”. Sprawa jego oceny czy przyszłości są ważne, ale sądzę, że dla niego równie istotne, jeśli nie najważniejsze są problemy związane z jego osobistymi przeżyciami. Nie będzie żadnym odkryciem jeśli powiem, iż chodzi tu o istotę jego losu jakim jest jego raczej niezbyt szczęśliwa przeszłość. Wszystko to znalazło swoje odzwierciedlenie w poprzednich wpisach dotyczących dyskografii obu lustrzanych zespołów Led Zeppelin i Pink Floyd.

Utwór Wish You Were Here jest kwintesencją jego egzystencjonalnych i osobistych „kłopotów”, a zarazem następnym etapem w jego życiu, kiedy to po okresie ponownego spotkania z osobą, która kryje się w symbolice podwójnej helisy DNA, nastąpił czas refleksji i zadumy nad własnym losem – ciążącym nad nim fatum. Tekst utworu zespołu Pink Floyd jest oczywisty, ale tą przysłowiową nicią Ariadny wiodącą do wyjścia z labiryntu „mniemań” jest jego muzyczna strona. Poniższy cytat wiele wyjaśnia.

<<<In the original album version, the song segues from „Have a Cigar” as if a radio had been tuned away from one station, through several others (including a radio play and one playing the opening of the finale movement of Tchaikowsky’s Fourth Symhony), and finally to a new station where „Wish You Were Here” is beginning. The radio was recorded from Gilmour’s car radio. He performed the intro on a twelve-string guitar, processed to sound like it was playing through an AM radio, and then overdubbed a fuller-sounding acoustic guitar solo. This passage was mixed to sound as though a guitarist were listening to the radio and playing along. As the acoustic part becomes more complex, the ‚radio broadcast’ fades away and Gilmour’s voice enters, becoming joined by the full band.

<<<W oryginalnej wersji albumu, piosenka segues od „Have a Cigar” jakby radio zostało dostrojone od jednej stacji, za pośrednictwem kilku innych (w tym słuchowiska i jeden gra na otwarcie finału przepływ Czajkowski IV Symfonia), a na końcu do nowej stacji, w której „Wish You Were Here” zaczyna się. Radio zostało nagrane z radia samochodowego Gilmour. Wykonał intro na dwunasto-strunowej gitarze, przetwarzanej tak, jakby grał w radiu AM, a następnie overdubbed gitara akustyczna pełniejsza. Ten fragment był zmieszany z brzmieniem jakby gitarzysta słuchał radia i bawił się. Gdy część akustyczna staje się bardziej złożona, „radio broadcast” gasnie i głos Gilmour wchodzi, łącząc się z pełnym zespołem.

Libretto IV symfonii Piotra Czajkowskiego w znakomity sposób oddaje wszystko to co jest treścią obu dyskografii zespołów Led Zeppelin i Pink Floyd, których głównym motywem jest ponowne spotkanie. Wczytując się w poniżej zamieszczony cytat, można na zasadzie porównania wyszczególnić wszystkie najistotniejsze momenty z życia „brodatego mężczyzny”. Wniosek jest oczywisty. Cała twórczość tak Foydów jak i Zeppelinów była podporządkowana jednemu celowi, by za pomocą muzycznych utworów, o okładkach nie wspominając, przekazać zakodowaną wiedzę o osobach, które mają, będą mieć, niebagatelny wpływ na przyszłe wydarzenia, by zarazem tym sposobem dać świadectwo tego, że są wartości ponadczasowe w życiu każdego człowieka i nigdy nie można wątpić w sens egzogenicznego imperatywu.

<<<IV Symfonię f-moll zadedykował Czajkowski „memu najlepszemu przyjacielowi” – Nadieżdzie von Meck. Jej też w jednym z listów ujawnił program symfonii, o którym wcześniej ogólnikowo wspomniał Taniejewowi: „Symfonia moja naturalnie jest programowa, ale program ten jest taki, że wypowiedzieć go słowami nie sposób. (…) W istocie moja symfonia jest naśladowaniem piątej Beethovena; to znaczy – naśladowałem nie jego myśli muzyczne, ale zasadnicze idee”. Tymczasem, program nakreślony pani von Meck wskazuje na niezwyciężone fatum ciążące nad człowiekiem, które nie pozwala mu cieszyć się szczęściem (cz.1). Część druga wyrażać ma „fazę tęsknoty, owo melancholijne uczucie, które ogrania cię wieczorem, gdy siedzisz sam”, natomiast „kapryśne arabeski, nieuchwytne obrazy, które przemykają w wyobraźni, (…) chaotyczne obrazy, które przemykają w głowie, gdy zasypiasz” są treścią części trzeciej. Finał obrazuje święto ludowe, pełne radości i zabawy, przerwanej jednak przez powracające, nie dające się uciszyć fatum.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Czajkowski

Jak sądzę poniższe porównanie jest na tyle przekonywujące, iż nie muszę tego jakoś specjalnie tłumaczyć.

Led Zeppelin (IV, Houses of the Holy) / libretto IV Symfonii Czajkowskiego

1. Black Dog – czyli rok 1978. / niezwyciężone fatum ciążące nad człowiekiem, które nie pozwala mu cieszyć się szczęściem (cz.1)

2. Rock and Roll – czyli lata 1979 – 1999

3. The Battle of Evermore – czyli lata 1999 – 2004

4. Misty Mountain Hop – czyli lata 2004 – 2005, Four Sticks – czyli lata 1998, 2006 – 2008

5. Going to California – czyli rok 2009, When the Levee Breaks – czyl lata 2010 – 2015 / część druga wyrażać ma „fazę tęsknoty, owo melancholijne uczucie, które ogrania cię wieczorem, gdy siedzisz sam”

6. The Song Remains the Same – czyli rok 2016 (początek roku) / chaotyczne obrazy, które przemykają w głowie, gdy zasypiasz” są treścią części trzeciej

7. Over the Hills and Far Away – czyli rok 2016 (lato)

8. The Crunge – czyli rok 2016 (jesień)

9. Dancing Days – czyli rok 2017 (zima) czyli Koło życia / finał obrazuje święto ludowe, pełne radości i zabawy,

10. D’yer Mak’er – czyli rok 2017 (zima) – „yod coalescence” – palatalizacja spółgłosek

11. No Quarter – czyli rok 2017 (zima) – Autobiografia / przerwanej jednak przez powracające, nie dające się uciszyć fatum.

12. The Ocean – czyli rok 2017 (zima) Telefon

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Have a Cigar – czyli „cygaro zwycięstwa”

3. Have a Cigar

Come in here dear boy have a cigar you’re gonna go far,
You’re gonna fly high, you’re never gonna die,
You’re gonna make it if you try, they’re gonna love you.
Well I’ve always had a deep respect and I mean that most sincerely,
The band is just fantastic that is really what I think,
Oh by the way, which one’s Pink?
And did we tell you the name of the game, boy,
We call it „Riding the gravy train”.
We’re just knocked out, we heard about the sell out,
You’ve gotta get an album out, you owe it to the people,
We’re so happy we can hardly count.
Everybody else is just green, have you seen the chart?
It’s a hell of a start, it could be made into a monster,
If we all pull together as a team.
And did we tell you the name of the game, boy,
We call it „Riding the gravy train”.

Poczęstuj Się Cygarem

Podejdź tu, drogi chłopcze, poczęstuj się cygarem
Daleko zajdziesz, wysoko się wzniesiesz
Będziesz nieśmiertelny
Uda ci się, jeśli tylko się przyłożysz;
Będą tobą zachwyceni
Zawsze nosiłem w sobie głęboki szacunek
Mówię to zupełnie szczerze
Kapela jest po prostu świetna
Naprawdę tak myślę
A tak przy okazji – który z was ma na imię Pink?
A mówiliśmy ci, chłopcze, jak się nazywa ta gra?
Nazywamy ją łatwym zyskiem
Jesteśmy zachwyceni
Słyszeliśmy o tym, jak wyczyścili półki sklepowe
Musisz wydać nowy album, jesteś im to winien
Jesteśmy tak szczęśliwi, że nie możemy wręcz się doliczyć
Cała reszta po prostu zzieleniała,
Sam widziałeś notowania
Niezły początek
Zrobimy z tego prawdziwe monstrum
Musimy tylko współpracować jak drużyna
Aha, czy mówiliśmy ci, chłopcze, jak się nazywa ta gra?
Nazywamy ją łatwym zyskiem

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,have_a_cigar.html

Ten, jak i następne utwory to sprawa przyszłości, która kiedyś nastąpi. Kiedy, a któż to wie, jedno jest pewne, będzie to raczej pozytywny finał całej tej „przygody”, której głównym podmiotem jest mężczyzna znany z dyskografii zespołu Led Zeppelin – alter ego brodatego mężczyzny z „plate 67” zamieszczonego w manuskrypcie „The Lost Book of Nostradamus”. Tytułowe Cygaro jest raczej symboliczne, a symbolika jego zawiera się w jednym określeniu – chodzi tu o „cygaro zwycięstwa”, które najlepiej smakuje właśnie po jakimś spektakularnym sukcesie. Bardzo dobrym przykładem takiego zwycięskiego gestu jest na przykład scena z filmu Rolanda Emmericha – Dzień Niepodległości (Independence Day), z aktorem Willem Smithem w roli głównej.

<<<”Have a Cigar” is the third track on Pink Floyd’s album Wish You Were Here. It follows „Welcome to the Machine” and on the original LP opened side two. In some markets, the song was issued as a single. English folk singer Roy Harper provided lead vocals on the song. It was one of only two Pink Floyd recordings to feature guest lead vocals, the other being „The Great Gig in the Sky” with Clare Torry, though the latter piece featured nolyrics.

<<<„”Have a Cigar” to trzeci utwór na albumie Pink Floyd w 1975 roku Which Tou Were Here. Wynika to z „Witamy w Machinie” i na oryginalnym LP otwartym boku. Na niektórych rynkach utwór został wydany jako singiel. Angielski piosenkarz folkowy Roy Harper poprowadził wokal wokalisty. Było to jedno z dwóch nagrań Pink Floyd, w której gościnnie występował gościnnie wokalista, a druga – „Wielki gigant na niebie” z Clare Tory, choć ostatni utwór nie zawierał żadnych tekstów.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Have_a_Cigar

Wokal Roya Harpera oczywiście nie jest przypadkowy. Wiele „mętnej wody” w swoich wywiadach wylali członkowie zespoły by jakoś wytłumaczyć jego obecność w tym utworze. Nawet powtarzać szkoda. Zarówno wokal Clare Tory wykonywany w utworze Wielki gigant na niebie jak i ten Roya Harpera, należy pojmować jako przejaw, czy też raczej „głos” transcendentalnego „bytu”, który ma niebagatelny wpływ i udział w czymś, co można określić jako przejaw inteligencji.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Welcome to the Machine – czyli winda

2. Welcome to the Machine

Welcome my son,
Welcome to the machine.
Where have you been?
It’s all right, we know where you’ve been.
You’ve been in the pipe line filling in time,
Provided with toys and scouting for boys.
You bought a guitar to punish you ma,
And you didn’t like school,
And you know you’re nobody’s fool.
So welcome to the machine.
Welcome my son,
Welcome to the machine.
What did you dream?
It’s all right, we told you what to dream.
You dreamed of a big star.
He played a mean guitar.
He always ate in the steak bar,
He loved to drive in his Jaguar.
So welcome to the machine.

Witaj w maszynie

Witaj mój synu,
Witaj w maszynie,
Gdzie byłeś?
Wszyskto w porządku, my wiemy, gdzie byłeś
Czekałeś zabijając czas
Miałeś zapewnione zabawki i skauting dla chłopców
Kupiłeś gitarę na złość mamie
I nie lubiłeś szkoły
I wiesz, że nie jesteś głupi
Więc witaj w machinie

Witaj mój synu
Witaj w maszynie
O czym marzyłeś?
W porządku, powiedzieliśmy ci o czym marzyć.
Śniłeś o wielkim gwiazdorze
Grał na obłędnej gitarze
Zawsze jadł w barze ze stekami
Kochał jeździć swoim jaguarem
Więc witaj w maszynie

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,welcome_to_the_machine__waters_.html

Ilustracja z okładki płyty Wish You Were Here przedstawia dwóch ludzi, którzy witając się, podają sobie dłoń. Wszystkie pozostałe fotografie, wraz z logo dwóch „mechanicznych” dłoni naklejonym na czarnej folii, kodują informacje o spotkaniu – tym w skali makro, natomiast ten utwór rozpatruje podobnego rodzaju spotkanie, ale jest (będzie) ono już raczej bardziej osobistego autoramentu i z tego też powodu zbyt wiele na ten temat nie da się więcej powiedzieć. Zwraca uwagę ostatni fragment utworu – począwszy od 6:35 minuty, który kojarzy mi się z windą wynoszącą głównego bohatera tego wirtualnego spotkania do góry – do miejsca spotkania z gronem czekających na niego ludzi.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Shine On You Crazy Diamond (I-V) – czyli „brodaty” mężczyzna

9. Wish You Were Here

1. Shine On You Crazy Diamond (I-V)

Remember when you were young, you shone like the sun.
Shine on you crazy diamond.
Now there’s a look in your eyes, like black holes in the sky.
Shine on you crazy diamond.
You were caught in the cross fire of childhood and stardom.
Blown on the steel breeze.
Come on you target for faraway laughter.
Come on you stranger, you legend, you martyr, and shine!

You reached for the secret too soon, you cried for the moon.
Shine on you crazy diamond.
Threatened by shadows at night, and exposed in the light.
Shine on you crazy diamond.
Well you wore out your welcome with random precision.
Rode on the steel breeze.
Come on you raver, you seer of visions.
Come on you painter, you piper, you prisoner, and shine!

Shine On You Crazy Diamond (I-V)

Pamiętasz – gdy byłeś młody jaśniałeś jak słońce
Lśnij, Szalony Diamencie
A teraz spojrzenie Twych oczu, jak czarne dziury na niebie
Lśnij, Szalony Diamencie !
Dostałeś się w krzyżowy ogień dzieciństwa i sławy
Przywiany stalową bryzą
Dalej – Obiekcie kpin, dalej
Przybyszu, Legendo, Męczenniku, świeć

Zbyt wcześnie sięgnąłeś po tajemnicę
Pragnąłeś niemożliwego
Lśnij, Szalony Diamencie !
Nocą zagrożony przez cienie, obnażony za dnia
Lśnij, Szalony Diamencie !
Nadużyłeś gościnności z przypadkową precyzją
Niesiony stalową bryzą
Dalej, Obłąkańcu, Wizjonerze
Dalej Malarzu, Kobziarzu, Więźniu …świeć !

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,shine_on_you_crazy_diamond__partie_i__8212__v_.html

Powszechnie uważa się, że utwór Shine On You Crazy Diamond poświęcony jest – Sydowi Barrettowi. Na ten temat pisałem już w poprzednim wpisie i mogę tylko powtórzyć, iż jest to niestety bardzo mało prawdopodobne – łagodnie mówiąc. Kolejnym argumentem potwierdzającym mój sceptycyzm jest wyjątkowo słaba pamięć członków zespołu o tym potencjalnym spotkaniu.

<<<One day during recording, Barrett (now heavyset, with a completely shaved head and eyebrows) wandered into the studio (although Mason has since stated that he is not entirely certain whether „Shine On You Crazy Diamond” was the particular work being recorded when Barrett was there). Because of his drastically changed appearance, the band did not recognize him for some time. When they eventually determined the withdrawn man in the corner was Barrett, Roger Waters allegedly became so distressed about his appearance he was reduced to tears.

<<<Pewnego dnia podczas nagrywania, Barrett (teraz heavyset, z całkowicie zgolonymi głową i brwiami) zbliżył się do studia (chociaż Mason stwierdził, że nie jest w pełni pewien, czy „Shine On You Crazy Diamond” był konkretną pracą nagrywaną, gdy Barrett był tam). Ze względu na swój radykalnie zmieniony wygląd, zespół nie rozpoznał go przez jakiś czas. Kiedy ostatecznie ustalono, że wycofany człowiek w rogu był Barrett, Roger Waters rzekomo stało się tak zdenerwowany jego wyobrażeniem, że był spłoszony do łez.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Shine_On_You_Crazy_Diamond

Bardzo istotnym wyróżnikiem aktualnie omawianego utworu jest szalony śmiech – jakoby ich „szalonego” kolegi, a przecież na poprzedniej płycie w utworach Speak to me oraz Brain Domage słychać podobny – szalony śmiech. Czyżby więc i tamta płyta poświęcona była Sydowi? Jak sami członkowie zespołu twierdzą nie kontaktowali się z nim od wielu lat, a na dodatek, co bardzo symptomatyczne, po tym hipotetycznym spotkaniu bardzo szybko o nim zapomnieli.

Nie mam zamiaru dalej kontynuować tego maratonu domysłów i rzekomych dowodów czegoś, co i tak zupełnie nie miało znaczenia dla zespołu i utworów z tej płyty, ponieważ nie Sydowi były one zadedykowane, ale zupełnie komu innemu. Cała poprzednia płyta jest dowodem na to, iż w zamyśle twórców suity Shine On You Crazy Diamond nie chodziło o byłego członka ich zespołu.

Przy okazji dekodowania utworu Speak to me – zamieszczonego na poprzedniej płycie zespołu Pink Floyd: Dark Side of the Moon – zamieściłem myśl o postaci narratora, czy też bardziej zasadnie podmiotu lirycznego całej tej płyty, (w tle efektów dźwiękowych słychać głos Nicka Masona), a jest nim mężczyzna, którego na swojej drodze po raz wtóry spotkała główna bohaterka całej ich dyskografii.

I dalej: Najważniejszym wyróżnikiem całej mojej interpretacji Floydów jest informacja, że wszystkie ich utwory z kolejnych płyt układają się w jedną chronologiczną całość. Jeśli zatem cały przebieg życia kobiety ma swoje odzwierciedlenie w poszczególnych płytach zespołu, to logicznym jest, że teraz przychodzi czas na zaprezentowanie losów jej „interlokutora”. Nie jest zapewne zagadką, iż tym nowym etapem w jej życiu jest (będzie), wcześniej wspominany w dyskografii zespołu Led Zeppelin – „brodaty” mężczyzna. Myślę, że wiedza na temat tego kim jest ten mężczyzna nie jest już żadną tajemnicą.

Jeśli chodzi o sam utwór Shine On You Crazy Diamond, to jest on na tyle zrozumiały, iż nie muszę go jakoś specjalnie interpretować.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Wish You Were Here – okładka płyty

Tradycyjnie już omówienie płyty zaczynam od okładki i ponownie przychodzi mi wyrazić swój „entuzjazm” nad geniuszem tych, którzy zakodowali w jej szacie graficznej tyle, dotychczas „niedostępnej” postronnym, a przecież tak łatwej (już teraz) do wydedukowania, wiedzy. By cokolwiek na ten temat powiedzieć, należy zapoznać się z tym co na ten temat do tej pory „oficjalnie” wiadomo.

<<<Wish You Were Here was sold in one of the more elaborate packages to accompany a Pink Floyd album. Storm Thorgerson had accompanied the band on their 1974 tour, and had given serious thought to the meaning of the lyrics, eventually deciding that the songs were, in general, concerned with „unfulfilled presence”, rather than Barrett’s illness. This theme of absence was reflected in the ideas produced by his long hours spent brainstorming with the band. Thorgerson had noted that Roxy Music’s Country Life was sold in an opaque green cellophane sleeve – censoring the cover image – and he copied the idea, concealing the artwork for Wish You Were Here in a black-coloured shrink-wrap (therefore making the album art „absent”). The concept behind „Welcome to the Machine” and „Have a Cigar” suggested the use of a handshake (an often empty gesture), and George Hardie designed a sticker containing the album’s logo of two mechanical hands engaged in a handshake, to be placed on the opaque sleeve (the mechanical handshake logo would also appear on the labels of the vinyl album this time in a black and blue background). The album’s cover images were photographed by Aubrey ‚Po’ Powell, Storm’s partner at the Pink Floyd design studio Hipgnosis and was inspired by the idea that people tend to conceal their true feelings, for fear of „getting burned”, and thus two businessmen were pictured shaking hands, one man on fire. […]

The album’s back cover depicts a faceless „Floyd salesman”, in Thorgerson’s words, „selling his soul” in the desert (shot in the Yuma Desert in California again by Aubrey ‚ Po ‚ Powell). The absence of wrists and ankles signifies his presence as an „empty suit”. The inner sleeve shows a veil concealing a nude woman in a windswept Norfolk grove, and a splash-less diver at Mono Lake – titled Monosee (the German translation of Mono Lake) on the liner notes – in California (again emphasising the theme of absence).

<<<Wish You Were Here był sprzedawany w jednym z bardziej wyszukanych opakowań, które towarzyszyły albumowi Pink Floyd. Storm Thorgerson towarzyszył zespołowi podczas ich trasy koncertowej w 1974 roku i poważnie zastanawiał się nad znaczeniem tekstów, decydując się w końcu, że chodzi o „niespełnioną obecność”, a nie o chorobę Barretta.

Ten motyw nieobecności znalazło odzwierciedlenie w ideach produkowanych przez jego długich godzin spędzonych mózgów z zespołem. Thorgerson zauważył, że Roxy Music’s Country Life został sprzedany w nieprzezroczystej zielonej rękawie celofan – cenzurowania okładkę – a on skopiował pomysł, ukrywając grafikę do Wish You Were Here czarnym kolorze termokurczliwą (co powoduje, że album jest „nieobecny”) Koncepcja „Witamy w Maszynie” i „Have a Cigar” zasugerowała użycie uścisku dłoni (często pustego gestu), a George Hardie zaprojektował naklejkę zawierającą logo albumu dwóch mechanicznych rąk, które miały być uzgadniane na mechanicznym klamrze (na etykietach albumu winylowego pojawiły się także czarno-niebieskie tło). Obrazy okładek albumu zostały sfotografowane przez Aubrey ‚Po’ Powell, partnera Storma w hipodozowym studiu projektowym Pink Floyd i zainspirowało się tym, że ludzie mają tendencję do ukrywania swoich prawdziwych uczuć, z obawy przed „spaleniem”, a tym samym dwóch przedsiębiorców na zdjęciu drżenie rąk, jeden człowiek w ogniu. […]

Na tylnej okładce albumu widać bezgranicznego „Floyda sprzedawcy”, w słowach Thorgersona, „sprzedając duszę” na pustyni (strzał w rejonie pustyni Yuma w Kalifornii ponownie przez Aubrey ‚Po’ Powell). Brak nadgarstków i kostek oznacza jego obecność jako „pusty garnitur”. Wewnętrzna tuleja pokazuje zasłonę ukrywającą nagą kobietę w wietrzonym gaju oliwnym Norfolk i nurek bezbarwny na jeziorze Mono – Monosee (niemieckie tłumaczenie Mono Lake) na notatkach – w Kalifornii (ponownie podkreślając temat nieobecności).

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here_(Pink_Floyd_album)

Tyle w tej okładce informacji, że sam nie wiem od czego zacząć, ale jak sądzę najważniejszym jej elementem jest logo albumu – dwóch „mechanicznych” rąk na tle czterech żywiołów: wody, ognia, ziemi i powietrza. W tym jednym graficznym rebusie zawiera się tak ogromny potencjał „ukrytej” wiedzy, iż musiałbym na jego ponowne wytłumaczenie poświęcić kilka kolejnych wpisów. Piszę ponownie z pełną świadomością, albowiem „podprogowa” wiedza, jaka zawarta jest w tych czterech żywiołach stanowi temat przewodni książki, której jestem autorem, (o takim samym co ten blog tytule), ale także jest głównym elementem zaszyfrowanej wiedzy, którą (w swojej twórczości) przekazał potomnym zespół Led Zeppelin. O tym, iż jest to zespół muzyczny, w pewnym sensie bliźniaczo – lustrzany do Pink Floyd, wielokrotnie już argumentowałem, jednakże to co w tym momencie jest najistotniejszym problemem, to owe logo z aktualnie omawianej płyty.

I tak zacznijmy od tego, że logo to w swojej formie i treści jest tożsame z tym wszystkim co koduje sobą Zeppelinowski symbol ZOSO – cztery żywioły, które uzupełnia piaty symbol Sandy Denny – czyli kwintesencja. Wszystkiego tego co te symbole znaczą można się dowiedzieć w podanym poniżej linku do dyskografii tego bliźniaczego zespołu – konkretnie czwartej ich płyty. (link)- http://gloriaolivae.pl/?page_id=77

Przyrównując wtedy symbol Sandy Danny do Jerozolimy – duchowej stolicy trzech religii monoteistycznych chodziło mi w głównej mierze o graficzne podobieństwo obu zamieszczonych w tam ideogramów, jednak de facto chodziło w nich o symbol zjednoczenia – spotkania – wspólnych korzeni, tych religii. Jaki to ma związek z Floydowskim logo? Otóż ma i to kardynalne. Na zasadzie podobieństwa można założyć, iż jego twórcom (Storm Thorgerson i studio graficzne Hipgnosis) chodziło o podkreślenie – uwznioślenie faktu spotkania (podane sobie dłonie), ale to spotkanie miało mieć daleko bardziej ponadczasowe znaczenie niż to się może z pozoru wydawać. Sądzę, że moje poprzednie wpisy to zagadnienie wyczerpująco wyjaśniły, że będzie to spotkanie, przywitanie się dwóch światów – tego które było, z tym które aktualnie jest, i nie chodzi tu bynajmniej o jakieś głupoty, jakie trawią umysły różnych poszukiwaczy światów pozaziemskich (UFO i inne takie niedorzeczności), ale raczej o najzupełniej „egzystencjonalne” byty, z których jeden był, a drugi jest, i oba kiedyś się spotkają. W skali mikro niebawem każdy z nas za kilka – kilkadziesiąt lat) trafi do miejsca owego spotkania, a w skali makro będzie to spotkanie po „ciemnej stronie księżyca” – całych cykli wszechświata.

Tak a propos, to witające się dłonie z logo okładki płyty Wish You Were Here, moim zdaniem personifikują owe dwa „światy”. Ten, który był – przedstawiony jest za pomocą ideogramu mechanicznej – automatycznej ręki robota, natomiast ten, w którym aktualnie my jesteśmy, antropomorfizuje podobna ręka, z tym że, moim zdaniem, jej faktura ma inne tworzywo. Jak sądzę, może tu chodzić raczej o fakt, iż człowiek w gruncie rzeczy jest najwyższą – najdoskonalszą formą Ewolucji i z tego też powodu powszechnie uznaje się, że stoi na czele całego Królestwa zwierząt, co skutkować może (moim) skojarzeniem, iż stoi on niczym pomnik na cokole, ponad otaczającą go przestrzenią. Kształt owej ręki przywodzi mi na myśl, iż jest ona „zbudowana z takich betonowych, czy marmurowych (to nieistotne) elementów, takich samych z jakich budowane są (niektóre) pomniki. To tyle jeśli chodzi o skojarzenia, może poprawne, może nie, ale mimo wszystko to logo ma takie samo przesłanie jak piąty element z dyskografii zespołu Led Zeppelin – co w ogólniejszym znaczeniu odnosi się do kwintesencji – eteru.

Potwierdzeniem tych moich wywodów jest fakt zamknięcia, umieszczenia płyty w czarnym termokurczliwym celofanowym (foliowym) opakowaniu, co jak sądzę symbolizować miało „ciemną stronę księżyca” czyli czas „niebytu”, w którym to czasie już nie było i jeszcze nie było Ewolucji – czas po kolapsie wszechświata i ponownym wielkim wybuchu. Zresztą nawet sam twórca koncepcji okładki Storm Thorgerson nie krył się z tym, że album jest „nieobecny” (therefore making the album art „absent”).

I jeszcze jedna kwestia z tym związana – choroba Barretta i jego rzekoma obecność podczas nagrywania płyty przez zespół. Nie wiem czy śmiać się czy płakać nad naiwnością odbiorców tej smutnej opowiastki, ale wszystko na to wskazuje, że to tylko „nieprzypadkowy” zbieg okoliczności, że Syd był akurat wtedy w tym miejscu, a może to tylko zręczny manewr mający za zadanie wytłumaczyć komu dedykowany jest główny utwór na tej płycie: Shine On You Crazy Diamond. Jeśli chodzi o sam utwór to temu problemowi poświęcę osobny wpis, w tym momencie ważniejszą sprawą jest opinia Storma Thorgersona, dzięki której można dojść do rozwikłania kolejnego piramidalnego absurdu. Storm Thorgerson towarzyszył zespołowi podczas ich trasy koncertowej w 1974 roku i poważnie zastanawiał się nad znaczeniem tekstów, decydując się w końcu, że chodzi o „niespełnioną obecność”, a nie o chorobę Barretta.

Jak to możliwe by członkowie zespołu od pięciu lat nie kontaktowali się z Barrettem, zupełnie nie interesowali się jego losem – nic nie wiedzieli o jego wyglądzie, chorobie i nałogach, i nagle tak ich wzięło na wspomnienia, że poświecili mu najważniejszy utwór na płycie, a nawet dwa jak chcą różni „znawcy” tematu zespołu Pink Floyd (Wish You Were Here). Jeśli nawet tak było (co wykluczam) to dlaczego nigdy późnej z nim się nie skontaktowali? Tak bardzo im zapadł w pamięć i tak go szanowali, że „poświęcili” mu dwa utwory, a nie było ich stać na pomoc człowiekowi, który kiedyś był ich kolegą. Kilka tygodni pracy nad utworami jest dość dużym wysiłkiem artystycznym, przy którym musieliby wspominać swojego kolegę, a jakoś w pamiętnikach członków zespołu o tym „fakcie” raczej cicho. Owszem, „wspomnienia” są, ale dopiero po niespodziewanej wizycie.

Po sukcesie finansowym ostatniej ich płyty mogliby sobie pozwolić na „dożywotnią” pomoc byłemu członkowi zespołu, ale tego nie uczynili, bo tak naprawdę jego los, raczej ponury, oprócz „łezki” nic ich nie obchodził. Z tego też można wyciągnąć wniosek, iż sprawa wizyty Syda podczas nagrywania utworów do płyty jest tak grubymi nićmi szyta, że pęka w szwach już przy pierwszym porządnym potrząśnięciu. Opinia Thorgersona w tej kwestii „niestety” tylko potwierdza mój sceptycyzm. Pośrednim dowodem tej „mistyfikacji” są wspomnienia Gilmoura, który w wywiadzie radiowym w 2006 roku stwierdził, iż nie rozmawiał z Barrettem od 1975 roku. Pozostali członkowie również z nim się nie widzieli aż do dnia jego śmierci.

<<<Według książki Saucerful of Secrets: The Pink Floyd Odyssey, Syd Barrett pojawił się w studiu w środku sesji nagraniowej. Było to 5 czerwca 1975 roku, właśnie nagrywane były chórki do „Shine On You Crazy Diamond”. Był to także dzień ślubu Davida Gimoura z jego pierwszą żoną, Ginger. Barrett przybył do studia niezapowiedzianie, a przytył tak, że niektórzy go nie rozpoznali. Był także całkowicie ogolony, łącznie z brwiami (aluzja do tego miała miejsce w The Wall). Jerry Shirley wziął go za członka sekty Hare Krishna. Reszta była bliska płaczu: Waters wyznał później, że uronił łzy. Zagrali dla niego jakiś utwór (Mason powiedział, że nie pamięta jaki, jednak wspomina że mogło to być „Shine On You Crazy Diamond”). Kiedy skończyli, Syd siedział bez ruchu. Kiedy ktoś zaproponował, żeby zagrali to ponownie, Barrett zapytał jaki jest sens w graniu ponownie tego, co przed chwilą słyszeli. Zagrali mu również „Wish You Were Here” i zapytali, co o tym sądzi, na co odparł: „Brzmi trochę staro”. Zapytał jednocześnie, czy jest coś, co mógłby dla nich zrobić i oświadczył, że jeśli będzie potrzebny, jest pod ręką. Później tego samego dnia Phil Taylor, jeden z techników zespołu, widział Syda szukającego kogoś, kto podwiózłby go do domu. Unikając niezręcznej sytuacji, Taylor, by pozostać niezauważonym, schylił się w swoim samochodzie, gdy Syd przechodził obok. Nie wiadomo jak Barrett wrócił do domu. Przed tym wydarzeniem nie był widziany przez członków zespołu od 5 lat, nie był też widziany po tym wydarzeniu. Aby upamiętnić tę wizytę, Rick Wright cicho i delikatnie zagrał refren utworu „See Emily Play” w końcowych sekundach albumu.

W czerwcu 2006 w wywiadzie dla nowojorskiej stacji radiowej, krótko przed śmiercią Barretta, Gilmour wspomniał, że nie rozmawiał z nim od 1975 roku.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here

Całe to „nieporozumienie” definitywnie kończą słowa Rogera Watersa.

<<<I’m very sad about Syd. Of course he was important and the band would never have fucking started without him because he was writing all the material. It couldn’t have happened without him but on the other hand it couldn’t have gone on with him. „Shine On” is not really about Syd—he’s just a symbol for all the extremes of absence some people have to indulge in because it’s the only way they can cope with how fucking sad it is, modern life, to withdraw completely. I found that terribly sad.

<<<Bardzo się cieszę z Syd. Oczywiście był ważny i zespół nigdy by nie zaczął się bez niego, ponieważ pisał cały materiał. Nie mogłoby się wydarzyć bez niego, ale z drugiej strony nie mogło się z nim pogodzić. Shine On” naprawdę nie dotyczy Syd – jest tylko symbolem wszystkich skrajności nieobecności, z których niektórzy muszą się poświęcić, ponieważ jest to jedyny sposób, w jaki mogą poradzić sobie z tym, jak cholernie smutne jest życie współczesne, aby całkowicie wycofać się. Znalazłem to strasznie smutne.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here_(Pink_Floyd_album)

Zatem to nie Sydowi Barettowi poświęcone są powyżej wspomniane dwa utwory. Komu? O tym już przy okazji kolejnych wpisów. Nie są to wszystkie ciekawe elementy składowe okładki.

<<<The album’s cover images were photographed by Aubrey ‚Po’ Powell, Storm’s partner at the Pink Floyd design studio Hipgnosis and was inspired by the idea that people tend to conceal their true feelings, for fear of „getting burned”, and thus two businessmen were pictured shaking hands, one man on fire. […] Two stuntmen were used (Ronnie Rondell and Danny Rogers), one dressed in a fire-retardant suit covered by a business suit. His head was protected by a hood, underneath a wig. The photograph was taken at the Warner Bros. studios in Los Angeles.

<<<Obrazy okładek albumu zostały sfotografowane przez Aubrey ‚Po’ Powell, partnera Storma w hipodozowym studiu projektowym Pink Floyd i zainspirowało się tym, że ludzie mają tendencję do ukrywania swoich prawdziwych uczuć, z obawy przed „spaleniem”, a tym samym dwóch przedsiębiorców na zdjęciu drżenie rąk, jeden człowiek w ogniu. […] Wykorzystano dwóch kaskaczy (Ronnie Rondell i Danny Rogers), jeden ubrany w garnitur ognioodporny objęty garniturem biznesowym. Głowa była osłonięta kapturem pod peruką. Zdjęcie zostało zrobione w studiach Warner Bros w Los Angeles.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here_(Pink_Floyd_album)

Ilustracja z okładki płyty Wish You Were Here, która przedstawia dwóch ludzi, którzy witając się, podają sobie dłoń jest powtórzeniem tego wszystkiego co koduje sobą logo dwóch „mechanicznych” rąk na tle czterech żywiołów: wody, ognia, ziemi i powietrza. Jak widać, jedna z tych postaci płonie – kiedyś w wyniku poprzedniego kolapsu, poprzednie życie spłonęło, natomiast druga postać jest w doskonałej formie – co my obecnie żyjący możemy doświadczyć. I to jest cała tajemnica owego spotkania, nota bene, na tyłach studia Warner Bross – czyli po „ciemnej stronie księżyca” – w „poczekalni czasoprzestrzeni” pomiędzy megacyklami. Nie rozwijam tematu ponieważ wcześniej na ten temat już cokolwiek napisałem. Zwraca uwagę płonący człowiek oraz nadpalona okładka – jest to informacja o wielkim wybuchu, początku i końcu wszechświata, kiedy wszystko płonie. Nie bez przyczyny obaj panowie stoją w pobliżu kratki ściekowej – kiedy to cały wszechświat ten, który był oraz ten, w którym obecnie żyjemy spłynie (zapadnie się w nicości) – ulegnie kolapsowi.

<<<The album’s back cover depicts a faceless „Floyd salesman”, in Thorgerson’s words, „selling his soul” in the desert (shot in the Yuma Desert in California again by Aubrey ‚ Po ‚ Powell). The absence of wrists and ankles signifies his presence as an „empty suit”. The inner sleeve shows a veil concealing a nude woman in a windswept Norfolk grove, and a splash-less diver at Mono Lake – titled Monosee (the German translation of Mono Lake) on the liner notes – in California (again emphasising the theme of absence).

<<<Na tylnej okładce albumu widać bezgranicznego „Floyda sprzedawcy”, w słowach Thorgersona, „sprzedając duszę” na pustyni (strzał w rejonie pustyni Yuma w Kalifornii ponownie przez Aubrey ‚Po’ Powell). Brak nadgarstków i kostek oznacza jego obecność jako „pusty garnitur”. Wewnętrzna tuleja pokazuje zasłonę ukrywającą nagą kobietę w wietrzonym gaju oliwnym Norfolk i nurek bezbarwny w Mono Lake – zatytułowanym Monosee (niemieckie tłumaczenie Mono Lake) na notatkach – w Kalifornii (ponownie podkreślając temat nieobecności).

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here_(Pink_Floyd_album)

Wewnątrz albumu znajdują się dwie ciekawe ilustracje: wizerunek nagiej kobiety który wyłania się z czerwonego welonu, oraz nurek, który wskakuje do wody. Nie będę oryginalny jeśli po raz kolejny obie te ilustracje przyporządkuję dwóm newralgicznym momentom w historii naszego i każdego kolejnego wszechświata. Kobieta z czerwonym welonem – to informacja o wielkim wybuchu, początku i końcu wszechświata kiedy wszystko płonie, natomiast nurek wskakujący do wody – kiedy to cały wszechświat ten, który był oraz ten, w którym obecnie żyjemy – ulegnie kolapsowi – kręgi fal na wodzie.

Ostatnią ilustracją na płycie jest ta na jej odwrocie, która przedstawia człowieka z płytą w dłoni oraz z nogą opartą o jakąś walizkę. Wyraźnie widać, iż postać ta jest bez znaków szczególnych jakimi są rysy twarzy, oraz bezcielesna – nie widać fragmentów ciała w nadgarstkach i kostkach nóg. Sądzę, że po raz kolejny jest to ta sama opowieść o megacyklu wszechświata. Walizka z naklejkami świadcząca o wielu podróżach – to początkowa ekspansja wszechświata. Płyta którą trzyma w ręku ta dziwna postać, jak to każda płyta muzyczna ma wyżłobione rowki, które jednoznacznie kojarzą mi się z koncentrycznymi kręgami zapadającego się wszechświata. Natomiast sama postać, która jednocześnie jest, ale i jej nie ma, doskonale wypełnia walory ponadczasowej idei o spotkaniu tego co było, ale już nie ma, z tym co jest, ale już niedługo nie będzie. Tak jak życie które już było, spotka się w życiem, które jest, ale będzie to spotkanie zupełnie niewidoczne – „bezcielesne”.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Najnowsze komentarze

Przysłowia i sentencje

Jest coś wyższego w górze, które miesza zamiary śmiertelnych (co przeszkadza zamiarom śmiertelników).
Walerian Łukasiński
----------------------
Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze, zawsze ludzie tego nie pojmują.
Heraklit
---------
Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy czasem.
Człowiek będzie musiał pojąć czas
i opanować go. Albowiem czas jest nasieniem wszechświata.
Mahabharata
---------------
Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.
Albert Einstein
----------------

Jak ten czas leci!

Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Visits

Weather condition