Get Adobe Flash player

Judaizm – czyli Konkluzja

Rozdział XIV książki „Gloria olivae”

 

„Nabta Playa to miejsce kultu nieznanych bogów, pogrzebane w piaskach pustyni. Nazwę tę nadano dawnemu basenowi sezonowego jeziora. Zbiornik o średnicy 10 kilometrów znajdował się na Pustyni Zachodniej w Egipcie. Od 12 do 8 tysięcy lat temu był tam bardziej wilgotny klimat – dzisiejszą Saharę porastały trawy i akacje. W porze deszczowej do jeziora spływały potoki z obszaru ok. 1000 kilometrów kwadratowych. Niosły ze sobą gliny i piasek i powoli zamulały zbiornik. W czasie gdy powstawały pierwsze megalityczne konstrukcje (czyli 7 tys. lat temu), klimat stał się bardziej suchy, a do zbiornika nie docierały już sezonowe rzeczki. Woda była jednak dostępna pod postacią wód gruntowych. Aby napoić stada, pasterze kopali studnie ponad 3-metrowej głębokości. Z pobliskich złóż piaskowca wydobywano płyty skalne, które poddawano obróbce i ustawiano w grupy steli lub pojedyncze linie kamieni.
Kompleks sakralny w Nabta Playa (5500 – 3500 r. p.n.e.) – zbudowany został przez pasterzy z Sahary. Składał się z kurhanów, kamiennego kręgu będącego kalendarzem, obserwatorium astronomicznego oraz grup steli. Najstarszą kamienną konstrukcją był kurhan z grobem złożonej w ofierze młodej krowy. Został zbudowany około 5500 lat p.n.e. Przez kolejne 700 lat powstawały następne kurhany zawierające ciała zwierząt. Było ich prawdopodobnie kilkadziesiąt, lecz większość uległa zniszczeniu. Według ustaleń astronomicznych kamienny kalendarz powstał około 7 tys. lat temu. Powalał przewidywać nadejście pory deszczowej. Był używany przez około 1000 lat. W tym czasie, w wyniku zmian klimatycznych, okolice Nabta Playa zmieniły się w pustynię. Kiedy deszcze znów zaczęły padać, do Nabta Playa powrócili potomkowie dawnych użytkowników kalendarza. Tuż po zakończeniu epizodu pustynnego, tj. ok. 4700 roku p.n.e. powstają rzędy głazów (menhirów) skierowanych w stronę gwiazd oraz Megalitu A. Około 4700 r. p.n.e. ludzie stworzyli także pierwsze grupy steli.
Ostatnie monumentalne megalityczne konstrukcje pojawiły się ok. 3500 r. p.n.e.
Na pierwsze ślady obecności człowieka w tym rejonie natrafiono w 1973 roku. Od tego czasu trwają tu wykopaliska. Po odkryciu ekipy polskich i amerykańskich naukowców badania ruszyły pełną parą. Co udało się już ustalić? Zachowało się około 30 grup megalitów. Prawdopodobnie ogromne bloki stały lub leżały po dwa, trzy obok siebie. Największe osiągały wysokość około trzech i szerokość dwóch metrów. Niektóre z nich były prawdziwymi gigantami: ważyły ponad pięć ton.
W skład konstrukcji wchodziły także mniejsze głazy. Tworzyły płotek dookoła steli lub je podpierały. Jednak uczonych najbardziej zaskoczyły nie same rozmiary kamiennych megalitów, ale wyniki wykopalisk prowadzonych w miejscach gdzie niegdyś stały. Pod każdą grupą kamieni, schowany pod warstwą gliny, znajdował się skalny grzyb – efekt erozji skał, powstający w wyniku działania niszczącej siły wiatru. Te formy musiały mieć dla ówczesnych ludzi wyjątkowe, kultowe znaczenie, gdyż dodatkowo obtłukiwali je za pomocą kamiennych narzędzi, nadając im kształt dzióbka, takiego jak w czajniczku do herbaty.
Dopiero taką obrobioną skałę przysypywali ziemią i ustawiali nad nią megality. W czasie wykopalisk archeolodzy sprawdzili siedem grup megalitów. Pod każdą z nich był specyficzny grzyb. By je odnaleźć, pasterze wyposażeni jedynie w kościane i kamienne narzędzia, musieli wykonać dziesiątki próbnych wykopów lub wierceń – każde głębokie na kilka metrów. Do jam nad skalnymi formami wkładano być może ciała zmarłych wodzów, ale nie zachowały się ich szczątki. Nad grzybami zalegają bowiem gliny jeziorne z dawnego zbiornika wodnego.
Taki rodzaj gleby jest bardzo wrażliwy na zmiany wilgotności. Ponieważ w okolicach Nabta Playa zawsze było bardzo sucho, albo bardzo mokro, gliny raz kurczyły się, a raz rozszerzały. W efekcie wszystko, co się w nich znajdowało, zostało zmiażdżone i roztarte na pył.
Nie wiemy, co skłaniało ówczesnych ludzi do szukania skalnych grzybów i ustawiania nad nimi obrobionych kamiennych bloków. Naukowcy są skazani na domysły. Według naszej teorii były to „wyrzutnie” magicznej energii do nieba – przypuszcza prof. Romuald Schild. Poprzez stelle ze skalnych grzybów emanowały tajemne siły. Ówcześni ludzie wierzyli, że dzięki nim zmarli wodzowie czują się lepiej w zaświatach.
Podczas prac badawczych w Nabta Playa polsko- amerykańska ekipa uczonych odkryła, że jedna z grup stell została szczególnie wyróżniona. Archeolodzy nazwali ją Megalitem A. Między skalny grzyb a monumentalne głazy znajdujące się na powierzchni włożono kamień ważący ponad tonę. Umieszczono go tam zapewne ze względu na jego magiczne właściwości. Niewielki wzgórek z Megalitem A był centralnym punktem prowadzenia obserwacji astronomicznych. Nawet dziś, gdy się na nim stanie, widać linie pojedynczych poprzewracanych kamieni, ciągnące się od wzniesienia daleko hen w pustynię. Według wchodzącego w skład ekipy astronoma prof. J. Mc Kima Malwille’a przed blisko siedmioma tysiącami lat wskazywały one nocą trzy wschodzące na niebie obiekty: Dubhe – najjaśniejszą gwiazdę gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy, Alnitaka i Alnilam – dwie pobliskie jasne gwiazdy z Pasa Oriona, oraz Syriusza. Prawdopodobnie Megalit A. to nie tylko pomnik plemiennego bohatera, ale także wyjątkowe miejsce w całym kompleksie sakralnym. Być może w jego pobliżu odbywały się ceremonie religijne, w czasie których składano ofiary.”

Newsweek, nr. 22, 2002.

Czytając ten cytat, sam widzisz drogi czytelniku, jak wielka ignorancja może nas spotkać ze strony takich „naukowców”. Można wybaczyć niewiedzę, ale już głupoty nie można.
Jest to dobry przykład potwierdzający, iż ludzie żyjący kilka tysięcy lat temu, wiedzieli znacznie więcej niż wszyscy „archeolodzy” razem wzięci. Najbardziej rozbrajająca jest ta cudotwórcza moc gliny w jeziorze. „Naukowcy”, którzy od lat badają przeszłość pradawnych plemion, równie dobrze mogliby razem z cygankami, wróżyć nie do końca trzeźwym przechodniom. Bardzo przepraszam, jeśli ktoś poczuł się urażony, ale to już nawet nie jest śmieszne.

Nabta Playa

Nabta Playa

Kompleks sakralny w Nabta Playa porównałbym do największych i najbardziej spektakularnych miejsc kultu, powstałych w całej epoce „przedcywilizacyjnej”, takich jak Newgrange, Stonehenge, Carnac. Powstał on w takim samym czasie i nawiązuje do tych samych ideii, co wszystkie inne „kamienne” budowle. Wynika z tego, że wszystkie elementy tej świątyni powinny mieć identyczne znaczenie jak wcześniej omówione już w tej książce kompleksy. Sprawdźmy.
Czyż najstarsza kamienna konstrukcja – Kurhan – nie jest podobny do kurhanu w Newgrange i innych im podobnych? Czyż Kamienny Krąg – nie jest podobny do Stonehenge i innych? Czyż te rzędy głazów (menhirów) – nie są podobne do Carnac i innych? Czyż Megalit A – nie jest podobny do megalitu Locmariaquer i innych? Czyż coroczne ceremonie związane z cyklicznym pojawianiem się wody w jeziorze wraz z nadejściem pory deszczowej, który świadczy o odbywającym się tam co roku Kulcie związanym z Cyklicznością – nie jest podobny do Kultu z Luksoru i Karnaku? Czyż linie biegnące od Megalitu A, wskazujące swoim kierunkiem na Oriona i Syriusza – nie są podobne do „szybów” z piramidy Cheopsa w Gizie!?
Odpowiedź może być tylko twierdząca. Można więc bez obawy o pomyłkę jeszcze raz stwierdzić, iż Carnac czy Stonehenge i Nabta Playa, dzięki swojej zawartej w kamiennych konstrukcjach wiedzy, wykazują cywilizacyjne podobieństwa, więc i ich idee były z pewnością jednakowe. Jedyną rzeczą, która wyróżnia Nabta Playa od reszty sanktuariów są te bardzo dziwnego kształtu „grzyby skalne”, znajdujące się pod „stertą kamieni”. Mając na uwadze to, co już do tej pory wiemy, to rozwiązanie tej zagadki nie powinno stanowić już żadnego problemu.
„Skalne grzyby” – są symbolicznym przedstawieniem fallusa, który tak jak w Carnac, podczas symbolicznej „ejakulacji” (głazy na powierzchni), tworzy razem z żeńskim elementem (kurhan), Nowe Życie.

Najbardziej intrygującym, w tym „tajemniczym” sanktuarium, jest ogromny blok piaskowca z Megalitu A, znajdujący się pomiędzy fallusem („skalnym grzybkiem”), a leżącą na powierzchni (plemniki) – grupą steli.

Nabta Playa - napletek

Nabta Playa

Kształt tego kamienia będzie miał ogromnie ważne znaczenie dla całego tego rozdziału. Otóż, nie jest to żaden „dzióbek w czajniku od herbaty”, tylko jak wskazuje na to logika – symboliczny Napletek męskiego członka. Jakie znaczenie ma symbolika tego napletka dla tego rozdziału, który jak przypominam dotyczy Konkluzji i na dodatek jeszcze dla zagadnienia Judaizmu? Być może niektórzy już się domyślają, ale aby nie było żadnych niedomówień, zacznijmy od samego początku.

„Mit o Marduku i Tiamat znany z mitologii starożytnego Sumeru, wywarł wpływ na lud Kanaanu, wśród którego krążył podobny o Baalu- Hadadzie- Bogu nieba, wojny i burz, a także pośrednio – płodności. Opowieść o bitwie Baala z Jam, bogiem mórz i rzek, zawarta jest na tabliczkach, datujących się z XIV wieku p.n.e. Ową apoteozę pełni i harmonii, której symbolem jest złączenie się płci, w starożytnym Kanaanie świętowało się w rytualnym obrządku seksualnym. Wedle świadectw biblijnych wyznawcą tej religii był Abraham, który opuścił Ur, gdzieś między XX a XIX wiekiem p.n.e. osiedlił się w Kanaanie. Nie dysponujemy źródłami współczesnymi Abrahamowi, lecz zdaniem uczonych należał on do wędrownych wodzów, który pod koniec drugiego tysiąclecia p.n.e. poprowadził swój lud z Mezopotamii ku wybrzeżom Morza Śródziemnego. Wędrowcy ci, z których część, jak podają źródła mezopotamskie i egipskie, nosiła imiona Abiru, Apiru lub Habiru, mówili językami zachodniosemickimi, a jednym z nich był hebrajski. Nie zaliczali się oni do pustynnych nomadów, jak Beduini, którzy przenosili się ze swymi stadami stosownie do pory roku, trudniej ich było zaszeregować do określonej kategorii, stąd często popadali w konflikty z konserwatywnymi władzami. Przeważnie znajdowali się na wyższym poziomie rozwoju niż lud pustynny. Niektórzy służyli jako najemnicy, inni byli urzędnikami państwowymi, część trudniła się handlem, szła na służbę bądź krążyła, zarabiając jako wędrowni naprawiacze garnków. Niektórzy zbili fortuny, mogli więc starać się o kupno ziemi, by osiedlić się na stałe. Z opowieści biblijnych o Abrahamie wynika, że służył królowi Sodomy jako najemnik, popadając w częste konflikty z władzami Kanaanu i okolic. Na koniec gdy zmarła jego żona Sara, Abraham kupił ziemię w Hebronie, na dzisiejszym Zachodnim Brzegu Jordanu.
Historia Abrahama i jego potomków, opisana w Księdze Rodzaju, może świadczyć o tym, że do Kanaanu, czyli dzisiejszej Palestyny, przybyły trzy główne fale osadników hebrajskich. Pierwsza, związana z Abrahamem i Hebronem, dotarła tam około 1850 roku pne. Druga fala migracji łączy się z wnukiem Abrahama, Jakubem, który otrzymał imię Izrael (walczący z Bogiem). Osiedlił się on w Sychem, gdzie obecnie znajduje się arabskie miasto Nablus na Zachodnim Brzegu Jordanu. Biblia powiada, że synowie Jakuba, którzy dali początek dwunastu plemionom Izraela, uszli do Egiptu, gdy w Kanaanie zapanował głód. Trzecia fala osadnictwa hebrajskiego nastąpiła około 1200 r. p.n.e. gdy plemiona uważające się za potomstwo Abrahama przybyły do Kanaanu z Egiptu. Oznajmili, że przebywali u Egipcjan w niewoli, lecz uwolniło ich bóstwo imieniem Jahwe, które było Bogiem ich przywódcy Mojżesza. Biblia stwierdza wyraźnie, że lud znany jako starożytni Izraelici to związek rozmaitych grup etnicznych, połączonych przede wszystkim lojalnością wobec Jahwe, Boga Mojżeszowego. Jednakże biblijny opis tych wydarzeń jest późniejszy o parę stuleci, pochodzi bowiem z VIII wieku p.n.e., choć bez wątpienia wykorzystano w nim wcześniejsze źródła. Kim jest Jahwe? Czy Abraham oddawał cześć temu samemu Bogu co Mojżesz, czy też znał go pod innym imieniem? Dziś jest to dla nas kwestia o pierwszorzędnym znaczeniu, lecz Biblia wypowiada się w tej materii dziwnie niejasno, dając sprzeczne odpowiedzi na to pytanie.
Religia Izraelitów miała charakter pragmatyczny i nie zagłębia się w teoretyczne szczegóły, którymi dziś zaprzątamy sobie głowę. Powinniśmy jednak pamiętać, że Abraham czy Mojżesz mieli zupełnie inny stosunek do Boga niż my, ludzie współczesnego świata.
Będąc dobrze obeznani z tekstem Biblii, a także dalszą historią Izraela, skłonni jesteśmy przypisywać naszą znajomość religii żydowskiej późniejszego okresu wcześniejszym postaciom historycznym. Zakładamy zatem, że trzej patriarchowie Izraela: Abraham, jego syn Izaak oraz wnuk Jakub byli monoteistami, że wierzyli tylko w jednego Boga. Najwyraźniej rzeczywistość wyglądała jednak inaczej. Prawdopodobnie słuszniejsze byłoby określenie ich jako pogan, którzy oddawali cześć miejscowym bogom kananejskim. Z pewnością wierzyli w istnienie takich bóstw jak Marduk, Baal, Anat. Niewykluczone, że nie wszyscy czcili to samo Bóstwo: być może Bóg Abrahama, „Bóg ojca mego”, „Ten, którego z bojaźnią czci Izaak” oraz „Wszechmocny” Jakuba byli odrębnymi bogami. Idźmy dalej. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że Bogiem Abrahama był El, najwyższe Bóstwo Kanaanu, Bóg przedstawił się Abrahamowi jako El Szadaj (Wszechmogący), co stanowiło jedno z tradycyjnych określeń El. Gdzie indziej zwany jest El Elion (Najwyższy) lub El z Betel. Imię najwyższego Boga Kananejczyków zachowało się w takich nazwach hebrajskich jak Isra – el lub Iszma – el. Izraelici zwali Jahwe „Bogiem ojców naszych”, wydaje się jednak, że był to Bóg całkiem różny od El, Najwyższego Boga kananejskiego, którego czcili patriarchowie. Mógł on być bogiem innego ludu, nim stał się Bogiem Izraela. Gdy wcześniej parokrotnie ukazywał się Mojżeszowi, ze każdym razem długo przekonywał go, że istotnie jest Bogiem Abrahama, choć początkowo nosił miano El Szadaj. Mimo pierwotnych zapewnień, że Jahwe w istocie jest Bogiem Abrahama, przedstawia on sobą zupełnie inny rodzaj bóstwa niż to, które po przyjacielsku spożywało z Abrahamem posiłek. Ten Bóg wzbudza lęk i żąda, by trzymać się odeń w należytej odległości. Gdy Mojżesz pyta go o imię i dowody na potwierdzenie jego tożsamości, Jahwe odpowiada grą słów, która, jak się przekonamy, przez stulecia, będzie zaprzątać, głowę monoteistów. Miast od razu wyjawić swe imię, odpowiada: „Jestem, który jestem”. Co miał na myśli?
Według ostatecznej redakcji tekstu o Wyjściu, datowanej na V wiek p.n.e., Bóg zawarł przymierze z Mojżeszem na górze Synaj(wydarzyło się to prawdopodobnie około roku 1200 p.n.e.). Po Wyjściu z Egiptu Izraelici rzeczywiście przyrzekli, że Jahwe będzie ich jedynym bogiem, a prorocy w późniejszych latach często przypominali im o tej ugodzie. Izraelici obiecali oddawać pokłony jedynie Jahwe, jako swojemu elohim, on zaś przyrzekł w zamian, że będą jego ludem wybranym, podlegającym wyjątkowej opiece boskiej. Jahwe ostrzegł, że jeśli złamią ową umowę, zniszczy ich bezlitośnie. Niemniej Izraelici owo porozumienie zerwali. Z Biblii wynika, że ludzie nie dotrzymali przymierza. Przypomnieli sobie o nim podczas wojny, kiedy potrzebna im była sprawna ochrona wojskowa, którą zapewnił Jahwe, lecz gdy żyło się im łatwo, po staremu oddawali cześć Baalowi, Anat i Aszerze. Choć kult Jahwe był zasadniczo odmienny ze względu na zaszłości historyczne, często wyrażał się w kategoriach starego poganizmu. Gdy król Salomon zabudował Jahwe Świątynię w Jerozolimie, mieście które jego ojciec, Dawid odebrał Jebusytom, była ona podobna do świątyń bogów kananejskich. Składała się z trzech kwadratowych zabudowań, zbiegających się w małym pomieszczeniu w kształcie sześcianu, zwanych Święte Świętych. Mieściła się w nim Arka Przymierza – święta skrzynia, w której Izraelici podczas wędrówki po pustyni nosili ze sobą tablice. Wewnątrz świątyni znajdowała się pokaźna misa z brązu, symbolizująca Jam, prehistoryczne morze z mitu kananejskiego, oraz dwie wolno stojące, wysokie na dwanaście metrów kolumny, reprezentujące kult płodności Aszery.
Zawsze istniało niebezpieczeństwo, że kult Jahwe zaniknie pod naporem powszechnie wyznawanego pogaństwa. Problem ten nabrał szczególnej ostrości w drugiej połowie dziewiątego wieku. W 869 r. p.n.e. na tron Królestwa Północnego Izraela, wstąpił król Achab. Jego żona Izebel – sprowadziła kapłanów Baala. Dzięki prorokowi Eliaszowi lud Izraela na powrót zaczął wyznawać wiarę Jahwe. Historia Eliasza jest ostatnim mitycznym opisem przeszłości w żydowskim Piśmie Świętym. W powietrzu wisiały zmiany, które miały objąć całą ekumenę. Okres od 800 do 200 roku p.n.e. nazwano epoką zwrotu.”
Karen Armstrong, Historia Boga.

W naszej „opowieści” doszliśmy już do punktu 18 z rozdziału V. Wyjaśniony został już prawdziwy sens budowy „Arki” przez „Noego”. Jednakże Bóg – Stwórca, oprócz tych „materialnych” tropów (Biblia, Mity, Archeologia), swoje przesłanie zawarł również w inny „niematerialny” sposób – wtedy Noe zbudował ołtarz Panu – Genesis 8. 20
Wers ten, poświęcony jest Religii Judaistycznej, która jest kolejnym wyrytym już nie w kamieniach, ale w sercach „ludu wybranego” przez Boga by w odpowiednim ku temu czasie, swoją Religią i jej symbolami, zaświadczyć o Opatrzności Bożej. Piramidy i głazy, zbudowane tysiące lat temu, stoją „nabrzmiałe treściami” i spokojnie czekają. „Być kamieniem”- to nic trudnego, ale jak ogromnie trudne zadanie czekało ten mały naród, z tego nawet Abraham czy Mojżesz, nie zdawali sobie sprawy. Ale zaszczepić tą Wiarę w sercach i umysłach Hebrajczyków, nie było łatwo – człowiek przecież jest tylko człowiekiem. Proces „tworzenia” tej Wiary napotykał co i rusz na rozliczne trudności. Dopiero za trzecim „podejściem” Hebrajczycy, na wieki już, zakodowali w sobie te misję, która niczym „Krzyż Chrystusowy”, przygniatała ich wielokrotnie do ziemi, lecz Wiara ich przodków nie pozwalała im na żadne odstępstwa od tej „przysięgi”. Ileż cierpień i wyrzeczeń przeszedł ten Naród, wie tylko sam Bóg, ale tylko Wiara w Boga mogła dać im tą siłę. Nie pora jednak na podsumowania, przejdźmy do meritum sprawy.
Tak jak w przypadku cywilizacji starożytnego Egiptu, głównym „spiritus movens” całej Religii Judaistycznej byli twórcy symbolu Kobiety – Księżyca, a później Mężczyzny – Słońca – sumeryjscy i egipscy kapłani. To oni byli propagatorami i opiekunami najstarszych kultów, które to kulty, były następstwem ogólnie panującej idei budowy megalitycznych sanktuariów.
Megality te, jak wiemy, stanowiły „kamienny kod” „przedpotopowego” Człowieka. Podczas sakralnych ceremonii Bóg – Stwórca, dzięki „antenie mózgowej” mógł mieć kontakt z kapłanami. Być może wyglądało to tak, jak w przypadku Abrahama czy Mojżesza. W tej chwili nie jest to już tak bardzo istotne. Ważne, że oprócz idei budowy sanktuarium Dualizmu, zostali „natchnieni” przez Najwyższego także ideą „niematerialnego” tropu, w postaci Narodu – Opiekuna Religii i jego symboli. O tym, że był to proces „sterowany” przez kapłanów Sumeru, a później Egiptu, świadczy droga jaką, ten wierzący jeszcze w „macierzysty” kult, przeszedł.
Około 2371- 2316 r. p.n.e. Król Sargon z Akad dokonał najazdu na Sumer. Wtedy to plemiona semickie, oprócz bogactw, przejęły i ich Wiarę, o której opowiada epicki poemat Enuma Elisz. W ciągu dwóch stuleci, nastąpiła stopniowa asymilacja semitów z sumeryjczykami. Gdy około 2000 r. p.n.e. w wyniku inwazji semickich Amorytów nastąpił ostateczny upadek sumerskiej cywilizacji, plemiona Habiru były już gotowe do wypełnienia swojej misji. Ich nauczycielami i promotorami byli sumeryjscy kapłani. Tak jak w przypadku wcześniejszych siedemnastu punktów rozdziału V, droga dochodzenia Hebrajczyków do skrystalizowanej już Wiary w Biblii, przedstawiona jest w bardzo symboliczny sposób. To, w co od wieków wierzą oraz to, co czytają w Starym Testamencie wyznawcy Judaizmu jest, tylko i zarazem aż, Kodem, który należy w końcu rozszyfrować, aby nie było już żadnych niedomówień.
Kwestia Wiary, należy do najbardziej delikatnych sfer uczuciowych człowieka, dlatego też nie jest moim celem godzić w czyjąś świętość, lecz jedynie wyprowadzić, każdego z czytelników tej książki, z nieświadomości, niczym z głębokiego i ciemnego tunelu, na pełną blasku i światła przestrzeń prawdy.
Pierwsza fala hebrajskich osadników wraz z Abrahamem przybyła do Kanaanu około 1850 r. p.n.e. Ich bogiem był „Bóg ojca mego”. Z tego wynika, że Hebrajczycy „odrobili Lekcję”
mezopotamskich kapłanów. Abrahamowi Bóg przedstawia się jako El Szadaj (Wszechmogący). Jest to całkowicie zbieżne określenie z El- kananejczyków, którzy również wyznawali kult Boga – Stwórcy Wszechświata.
Bóg, dzięki „naukom” kapłanów z Sumeru miał wpływ na wszystkie poczynania Abrahama, Izaaka, Jakuba, a dzięki nim także i na całą ich społeczność. To dzięki „inspiracji” samego Boga, a nie z powodu głodu, Hebrajczycy pod wodzą Jakuba, ruszyli do Egiptu. Nie tylko dla lepszych warunków życia, ale przede wszystkim po dalszą „naukę”i ku swemu przeznaczeniu.
Ich „perypetie” w Egipcie są „bardzo dobrze” znane. Wyjście Hebrajczyków z Sumeru, a później z Kanaanu do Egiptu stanowiło tylko początkowy etap „nauki” i umacniania w nich Wiary. Tak jak pozostałe kultury i narody, Hebrajczycy czcili tego samego „Wszechmogącego”. Pamiętając, iż ostateczna wersja biblijnych wydarzeń powstała około VIII wieku p.n.e., jasnym okaże się, że to co ta „odysea” opisuje, szczególnie zaś Exodus, jest tylko, w bardzo zgrabny sposób zaplanowaną i wykonaną, ale jednak mistyfikacją.
Powtórzę jeszcze raz: Hebrajczycy w Egipcie nie byli w żaden sposób prześladowani, (nawet przez przez jeden dzień) i nie pracowali więcej niż pozostali mieszkańcy tego kraju.
Przybyli do Egiptu tylko i wyłącznie po to, by przejąć od kapłanów pozostałą część „nauki”, która stanowiła dopełnienie wcześniejszych nauk z Sumeru. W Egipcie nastąpiło kolejne spotkanie z Bogiem.

„Bóg w kontakcie z Mojżeszem, przedstawia się już jako Jahwe. Określenie to wywodzi się od  protosemickiego „hawa”, od którego pochodzą: czasownik „wiać”, oraz rzeczownik„burza”. A zatem nazwa ta niejako wskazywałaby, że Bóg ten był bogiem wiatru i burzy.
Ale imię to wywodzi się od podobnego rdzenia w znaczeniu „być i istnieć” i wtedy wyjaśnia się, że był to „Bóg istniejący lub sprawujący istnienie”. Tego boga Mojżesz utożsamiał z Bogiem Abrahama, Izaaka, Jakuba. Przedstawił go też po raz pierwszy pod nowym imieniem synom Izraela. Toteż nie ma dziś wątpliwości, że to właśnie Mojżesz zapoznał ich z kultem Jahwe i nauczył ich czcić tego boga.”
Witold Tyloch, Judaizm.

Z tego wynika, że wraz ze wzrostem stanu wiedzy, ewoluowało także i określenie samego Boga. Najpierw był to „przyjaźnie nastawiony” bóg Abrahama, później bóg, którego z bojaźnią czcił Izaak, następnie wszechmocny bóg Jakuba, a w końcu w osobie Mojżesza, przejście od „zwykłego” kultu do powstania Religii. Exodus, jak wspominałem, był tylko „bardzo kolorową bajeczką” (przejście przez Morze Czerwone, pościg egipcjan, krążenie przez 40 lat po pustyni, manna z nieba), w której ziarnem prawdy jest sens Przymierza Mojżesza i całego jego ludu z Bogiem na Górze Synaj. Od tej pory Wola Boża, miała być prawem dla Narodu Wybranego i nie chodziło tu tylko o Dziesięć Przykazań z Kamiennych Tablic. Wszystko szło po myśli Najwyższego, aż nagle zdarzył się nieprzewidziany wypadek: cała przysięga i nauki kapłanów poszły na marne. Izraelici na powrót zaczęli wyznawać wiarę „starym” kultom i ich bogom, zapominając o Religii Monoteistycznej. W gruncie rzeczy, wiara w „starych” bogów i w mojżeszowego Jahwe, była wiarą w tego samego Boga, jednakowoż Religia miała być Kodem, zaszyfrowaną informacją, z tego też tytułu wysiłki kapłanów i ich uczniów nie mogły iść na marne. Sytuację uratował Eliasz, a dokładniej Bóg – Stwórca, który tak „wpłynął” na niego, że do tej pory uznawany jest za proroka.
Zachodzi więc pytanie, jeżeli bóg Abrahama i wcześniej bóg sumeryjczyków, jest tym samym bogiem co bóg Mojżesza i Eliasza, to po co była ta cała nauka i maskarada z Exodusem?
Jaki cel przyświecał zamianie „wielobóstwowego” Kultu na monoteistyczną Religię? I dlaczego Najwyższy tak się „zdenerwował” tym odstępstwem od mojżeszowej Przysięgi?
Odpowiedzią na te pytania jest ostatnie zdanie drugiego cytatu: zbliżała się wielkimi krokami epoka „wielkiego zwrotu”, którą znacznie wcześniej „zaplanował nasz Bóg- Stwórca.
Oficjalnie, wielki zwrot – to powstanie systemów religijnych, które znajdowały swoje odbicie w zmieniających się warunkach społeczno – ekonomicznych. W symbolicznym zaś znaczeniu – to nic innego jak epoka po „Potopie”- czyli punkt 20 i 22 V rozdziału – potomkowie Noego i Seta.
Religia Judaistyczna i wszystko co się z nią wiąże, już przed okresem „wielkiego zwrotu”, miała być tak twarda i zarazem tak krystalicznie czysta, aby podczas czekającej ja próby, nie poddała się ani żadnemu „ciśnieniu”, ani żadnej „temperaturze”.  Czy z tego „brylantu” powstał „diament” przekonamy się podczas ostatecznego „rozrachunku”

„Wierzenia judaizmu opierają się na Biblii, uważanej za księgę świętą, obejmującą objawienie dane przez Boga, a zawarte we wszystkich jej częściach, czyli Torze, Prorokach i Pismach, nauki i zasady zostały później wyłożone w Talmudzie, zajmującym szczególnie autorytatywne miejsce w rozwoju tej religii. Centralną zasadą doktrynalną judaizmu, jest wiara w Boga, który jest bytem rzeczywistym. To, jak należy go pojmować, jest problemem filozoficznym, a nie religijnym i ściśle mówiąc nie dotyczy samego judaizmu. Religia ta wierzy, że Bóg jako najwyższy byt jest jeden i jedyny, ale nie określa jego istoty, gdyż uważa to za zadanie filozofii. Religia ta przyjmuje, że nastąpi mesjańskie odkupienie, ale nie określa kiedy i jak oraz pod jakimi warunkami to się dokona, gdyż zostawia to indywidualnym wyobrażeniom.
Religia ta opiera się na dwóch podstawowych doktrynach: na wierze w jednego i jedynego Boga i na przekonaniu, że naród Izraela został wybrany przez Boga, aby był zwiastunem i głosicielem tej wiary. Boga, któremu należy składać cześć, judaizm pojmuje jako jedynego Boga. Jego twórcza moc zawsze działa we wszechświecie, a ujawniła się po raz pierwszy w akcie stworzenia, kiedy Bóg powołał do istnienia świat i człowieka. Z taką koncepcją stworzenia świata w judaizmie łączy się doktryna o opatrznościowej działalności Boga utrzymującej świat w istnieniu. Opatrzność Boga utrzymuje świat i gdyby Bóg ją cofnął czy wstrzymał, świat obróciłby się w nicość. Według judaizmu podstawowymi przymiotami działalności Boga obejmującej narody i jednostki są sprawiedliwość i miłosierdzie. Nauka, że ludzka historia i ludzkie życie są wypełnieniem zamiarów Bożych określa całą doktrynę judaizmu o Bogu. Z nauką o jedności Boga łączy się w judaizmie doktryna o jego wszechmocy. Ogranicza go tylko jego własna wola, której podlegają też siły natury i wszystkie wydarzenia w porządku naturalnym i nadprzyrodzonym gdyż i one są dziełem jego rąk. Judaizm podkreśla też wszechobecność Boga, który jest wszędzie obecny, ale nie jest współmierny ze stworzeniem, gdyż jego opatrzność rozciąga się nad wszystkimi stworzeniami. Bóg jest dla wyznawców judaizmu „naszym ojcem w niebie”, zawsze bliski swym dzieciom na ziemi, choć jako byt transcendentny jest daleko w niebie. Z ideą transcendencji Boga łączy się doktryna o bezcielesności Boga.
Według judaizmu Bóg jest czystym duchem, wolnym od ograniczeń materii i słabości ciała. Bóg jest także wszystkowiedzący i żadne, nawet najtajniejsze myśli i czyny człowieka nie są mu nieznane. Według judaizmu wypełnienie boskich zamiarów wymaga współpracy ze strony człowieka. Człowiek został wybrany przez Boga, aby był jego wspólnikiem w realizacji dzieła stworzenia wypełniając zadanie , którego znaczenie wykracza poza fizyczne ramy wszechświata, choć tylko poprzez fizyczne działanie może wypełnić swój cel. Według doktryny judaizmu królestwo Boże ma założyć Mesjasz, będzie on główną i dominującą postacią w czasach, gdy zapanuje na ziemi sprawiedliwość, która sprowadzi powszechny pokój i obfitość wszystkiego co jest potrzebne do godnego życia. Jednak zgodnie z tą doktryną , Mesjasz nie będzie ani nadprzyrodzoną, ani boską istotą, mającą udział w przebaczaniu grzechów. Przyjmowana w judaizmie zasada harmonii pomiędzy światem niebieskim a ziemskim jest podstawą jego doktryny o człowieku, który wprawdzie składa się z różnych elementów ziemskiego ciała i niebiańskiej duszy, ale stanowi niepodzielną jedność. Dla judaizmu ciało i dusza łączą się w wyższą formę ziemskiego życia, którą stanowi człowiek sprawiedliwy przyczyniający się dzięki temu do wypełnienia boskich celów. Judaizm wyznaczając więc poszczególnym ludziom zadania współpracy z Bogiem w budowaniu sprawiedliwości dla wypełnienia celów wyznaczonych przez Boga, nie czyni różnic pomiędzy nimi, tylko wprowadza różnice w ich treści i zakresie. Judaizm nie uznaje grzechu pierworodnego, który wymagałby naprawy przez istotę nadprzyrodzoną, uznaje tylko możliwość wolnego wyboru grzechu jako nieuniknionego następstwa wolnej woli. Według judaizmu człowiek sam może się zbawić przez pokutę, gdyż Bóg w obfitości swego miłosierdzia gotów jest przyjąć pokutującego grzesznika i oczyścić go z wszelkiej niegodziwości. Judaizm poprzestaje na wierze w zapłatę za ludzkie czyny, a nie zajmuje się sposobami jej udzielania. Według judaizmu zbawienie duszy zależy od sprawiedliwego postępowania, które wszystkie narody dopuszcza do wiecznej szczęśliwości.”
Witold Tyloch, Judaizm

Można dzisiaj z całą pewnością stwierdzić, że Misja – czyli Lekcja zadana przez samego Boga i przekazana przez kapłanów Międzyrzecza i Egiptu, wypełniona została zgodnie z jej zamierzeniami. Trud Abrahama, Mojżesza i Eliasza nie poszedł na marne. Powyższy cytat stanowi esencję wiedzy zakodowanej w sercach i umysłach Ludu Wybranego. Ale jak to w takich przypadkach bywa, nie wszystkie informacje zawarte w takim kodzie, muszą być po tylu latach „hibernacji” odszyfrowane z taką precyzją, aby wszystko to co on w sobie zawiera, było zrozumiałe dla jego odbiorców. Oprócz tego o czym „mówi” Wiara i Tradycja, są jeszcze pewne symbole, które właściwie odczytane powodują, że ta „zapamiętana lekcja” nabiera jeszcze większego znaczenia, niż nam to się do tej pory zdawało. Myślę tu głównie o „małym” szczególe, który w każdej rodzinie żydowskiej jest, w ósmym dniu po narodzinach męskiego potomka, centralnym punktem pewnej ceremonii.
Tym drobnym, a jednocześnie ogromnej wagi szczegółem jest właśnie to, co zakodowali w Nabta Playa ludzie żyjący w „przedcywilizacyjnym” Egipcie ponad 5 tysięcy lat temu – czyli
męski napletek. Ten rytuał obrzezki, swoim ukrytym i symbolicznym znaczeniem, jest esencją wszystkich rytuałów i ceremonii, które w tak rozbudowanej formie istniały w starożytnym Egipcie. Tytuł tego rozdziału „podpowiada”, iż stanowi on Kwintesencję Wiedzy, o jakiej mówi Konkluzja.
Fallus (na przykładzie Bonobo) jest głównym stymulatorem rozwoju mózgu człowieka (część druga Konkluzji). Dzięki nieustannej opiece Opatrzności Bożej nad tym Człowiekiem oraz dzięki czwartej części Konkluzji, jesteśmy dziś w miejscu, o którym mówi teoria Cykliczności Wszechświata, a także i Piramida Cheopsa.
Przypomnę, ze kształt piramidy (cztery ściany), „komory odciążające” oraz ANKH , a w szczególności Dżed, symbolizują cztery stopnie [historię Wszechświata i Ewolucję Człowieka, które to Człowiek już właściwie przeszedł. Pozostaje Piramidion, czyli to o czym z takim trudem przechowują Prawdy Wiary Religii Judaistycznej – Królestwo Boże. O tym samym mówi także Druga część Klamry – ale o tym później.
Omawiając dzieje praczłowieka porównałem jego ewolucję do nowo narodzonego człowieka, który od oseska do człowieka dorosłego, musi przejść wszystkie „klasy w szkole życia”. W naszej opowieści doszliśmy do Szkoły, którą zresztą Człowiek zmuszony został powtarzać z wiadomego powodu. I oto nadszedł moment, kiedy nasz Człowiek zakończył już swoją naukę (czwarty stopień w Dżed, czy też czwarta ściana piramidy) i nadszedł czas końcowego egzaminu. Jest to, niczym maturalny egzamin, swoisty test, czy Człowiek jest już na tyle „dorosły”, by dzięki swojej całej poznanej w „szkole” wiedzy, zrobił to, na co wraz z wszystkimi naszymi przodkami w „Niebie” „niecierpliwie” czeka Bóg.
Tym celem jest to, co zostało „zakodowane” w Religii Judaistycznej – Królestwo Boże. Ale Bóg, o czym mówi ta Religia – Kod, bez pomocy Człowieka, w żaden sposób nie mógłby tego zrealizować. Jest to swoiste sprzężenie zwrotne. „Szyby” w Komnacie Królewskiej wskazywały na gwiazdozbiór Oriona.

Orion

Orion

Dwie gwiazdy górne, wraz z trzecią w środku pasa Oriona – tworzące trójkąt skierowany ku dołowi i dwie dolne, wraz z trzecią ze środka pasa tworzące trójkąt skierowany do góry, stanowią ogromnie ważny symbol.

 

 

Trójkąt - kopia 2

trojkat1

Trójkąt skierowany ku dołowi – przedstawia Boga – Stwórcę, a trójkąt „patrzący” na tego Boga – to jego dzieło Człowiek. Moment, w którym oba te trójkąty połączą się w jedną całość – to jest właśnie to Królestwo Boże, czyli tak pogardzana przez niektórych Gwiazda Dawida.

Gwiazda-dDwida

 

Niebo na górze, niebo na dole. Gwiazdy na górze, gwiazdy na dole. Wszystko, co jest na górze, jest też na dole. Szczęśliwy, kto odgadnie tą zagadkę.
To, o czym „mówi” Egipska Tabula Smaragdina, zostało zakodowane w Religii Judaistycznej i po wsze czasy oznacza właśnie to Królestwo Boże, które jak chce Wola Boża, z pewnością  kiedyś nadejdzie. Egipscy kapłani, dzięki swej wiedzy oraz dzięki boskiej inspiracji, wybrali ten gwiazdozbiór nieprzypadkowo. Co prawda nie jest on w stu procentach podobny do sześcioramiennej gwiazdy, ale na całym Niebie nie ma innego, lepszego symbolu Boskiej i Człowieczej „współpracy”. W tym miejscu, bardzo dobrze zrozumiałe będą słowa uczonego i mistyka żydowskiego Abrahama Abulafiego:
Sześć piramid, sześcian tworzy. Gdy każdą z nich rozumem obejmiesz i wiedzę z niej spijesz, znak to, żeś wszystko pojął.
Tych sześć piramid – to sześcioramienna Gwiazda Dawida – symbol przyszłego Królestwa Bożego, oparty na sześciu gwiazdach w gwiazdozbiorze Oriona.
Przypomnijmy sobie z cytatu drugiego, jak wyglądała świątynia Króla Salomona. Wszystkie elementy tej świątyni były symbolicznym przedstawieniem całej wiedzy, którą Hebrajczycy otrzymali od egipskich kapłanów. Świątynia składała się z trzech kwadratowych zabudowań, zbiegających się w małym pomieszczeniu w kształcie sześcianu zwanym- Święte Świętych.
Jest to symbol Gwiazdy Dawida – czyli Królestwo Boże – gwiazdozbiór Oriona – szyby w Piramidzie Cheopsa. Pokaźna misa z brązu – symbolizująca Jam, oraz dwie wolno stojące, wysokie na dwanaście metrów kolumny – Jachin i Boaz (Pierwsza Księga Królewska 7.21.) – to symbol Dualizmu, o którym była mowa w poprzednich rozdziałach
Jak widać, wszystkie te symbole, a także i cała Religia Judaistyczna, stanowią dowód na to, że Exodus nie był ucieczką przed prześladowaniami ze strony Egiptu, tylko bardzo dobrze zaplanowaną misją, wykonaną z całym błogosławieństwem Egipcjan i samego Boga. Powróćmy zatem do głównego tematu tego rozdziału – czyli: wpływ obrzezki na dopełnienie sensu Konkluzji.

„Przecięta skóra zagoi się w ciągu kilku dni. Złamana noga zazwyczaj się zrośnie, jeżeli zostanie prawidłowo nastawiona. Prawie wszystkie tkanki ludzkie zachowują przez całe nasze życie zdolność do samo naprawy. W znacznej mierze zawdzięczamy to wszechstronności komórek macierzystych, które w nieograniczonym niemal czasie pod względem podziału i generowania nie tylko własnych wiernych kopii, lecz również wielu różnych rodzajów komórek przypominają komórki rozwijającego się zarodka. Doskonałym przykładem jest odmiana komórek macierzystych występujących w szpiku kostnym. Mogą one dać początek wszystkim komórkom krwi: krwinkom czerwonym, płytkom i całej grupie krwinek białych. Inne rodzaje komórek macierzystych produkują różne składowe skóry,wątroby lub śluzówki jelit.
W listopadzie 1998 roku Peter S. Eriksson z Sahlgenska Universitetssjukhuset w Gőteborgu i Fred H. Gage z Salk Institute for Biological Studies w La Jolla w Kalifornii wraz ze współpracownikami opublikowali zaskakującą informację, że mózg dorosłego człowieka regularnie produkuje nowe neurony, przynajmniej w jednej ze swoich struktur – w hipokampie, czyli obszarze istotnym dla procesów pamięci i uczenia się. (Hipokamp nie jest miejscem przechowywania śladów pamięciowych, ale pomaga w ich odkładaniu po otrzymaniu sygnałów z innych obszarów mózgu. Osoby, które doznały uszkodzenia tej struktury, mają kłopoty z przyswajaniem, ale umieją przywołać informacje nabyte w okresie wcześniejszym). Bezwzględna liczba nowo powstających komórek jest stosunkowo mała w porównaniu z całkowitą liczbą neuronów w mózgu. Niemniej nasze odkrycie w zestawieniu z wynikami najnowszych eksperymentów na zwierzętach otwiera przed medycyną kilka bardzo obiecujących perspektyw.
Z rezultatów aktualnie prowadzonych badań wynika, że komórki macierzyste produkują neurony w jeszcze jednej okolicy mózgu, a znajdują się również, chociaż uśpione, w kilku innych obszarach. A zatem okazuje się, że dorosły mózg, który tak słabo radzi sobie z samo naprawą, w istocie skrywa znaczny potencjał regeneracyjny.
Jeżeli badacze zdołają się nauczyć jak pobudzać istniejące komórki macierzyste do produkowania znaczącej liczby funkcjonalnych neuronów w wybranym obszarze mózgu, umożliwi im to zapewne łagodzenie wszelkich zaburzeń związanych z uszkodzeniami i śmiercią komórek nerwowych – w tym choroby Alzheimera, Parkinsona oraz upośledzeń towarzyszącym udarom i urazom mózgu.
Odkrycie, że mózg dorosłego człowieka może produkować nowe neurony, było zaskakujące, chociaż na zachodzenie tego procesu od wielu lat wskazywały badania mózgów innych dorosłych ssaków. Na przykład już w 1965 roku Joseph Altman i Gopal D. Das z Massachusetts Institute of Techonogy opisali produk-cję komórek nerwowych (neurogenezę) w hipokampach dorosłych szczurów, dokładnie w tym samym obszarze, w którym stwierdzono obecnie zachodzenie tego procesu u ludzi (mowa o zakręcie zębatym).
W połowie lat osiemdziesiątych Fernando Nottebohm z Rockefeller University odkrył, że neurogeneza zachodzi w mózgach kanarków w ośrodkach mózgu odpowiedzialnych za uczenie się śpiewu i co więcej, proces ten nasila się w tych porach roku, w których dorosłe ptaki uczą się swoich pieśni. Nottebohm i jego współpracownicy wykazali też, że formowanie neuronów w hipokampach dorosłych sikor wzrasta w okresach wymagających nasilenia procesów pamięciowych, w szczególności wtedy, gdy ptaki muszą zapamiętać coraz bardziej odległe i rozproszone źródła pokarmu. Zespół kierowany przez Elizabeth Gould i Bruce’a S. Mc Ewena z Rockefeller University oraz Eberharda Fuchsa z Deutsches Primatenzentrum Gmbh w Getyndze odkrył w 1997 roku, że neurogeneza zachodzi w pewnym stopniu w hipokampie spokrewnionego dość blisko z naczelnymi wiewiórecznika pospolitego.
Następnie w marcu 1998 roku stwierdzono to samo zjawisko u pazurkowców. Pokrewieństwo tych małp z ludźmi jest mniejsze niż makaków, należą one jednak do naczelnych.
W 1998 roku Gage wraz ze współpracownikami wyizolowali komórki hipokampów w mózgu dorosłego człowieka i wykazali, że w hodowlach komórki te mogą się dzielić i da się je tak pobudzić, by rozwinęły się w neurony. Potwierdza to zdolność dorosłego mózgu człowieka do neurogenezy. Pojawiło się wiele artykułów opisujących czynniki wpływające na neurogenezę w mózgach dorosłych zwierząt. Wywoływano u zwierząt m. in. uraz, udar, napady drgawkowe i podawano im leki przeciwdepresyjne, by określić ich wpływ. Mimo licznych badań „podjętych w ramach wielu paradygmatów doświadczalnych i zastosowaniu rozmaitych kryteriów analitycznych”, nie dowiedziano się jak przebiegają procesy regulujące neurogenezę w dorosłym mózgu.
Tymczasem nasz zespół porównywał natężenie neurogenezy w dwóch grupach myszy trzymanych w zwykłych klatkach – do jednej wstawiono bieżnię kołową. Myszy mające nieograniczony dostęp do koła korzystały z niego często i po zakończeniu doświadczenia okazało się, że w ich mózgach powstało dwukrotnie więcej nowych neuronów niż w mózgach osobników z grupy kontrolnej pozbawionej tej frajdy.
To nasilenie neurogenezy odpowiadało mniej więcej wzrostowi obserwowanemu u myszy przebywających w korzystniejszym dla nich środowisku. U osobników mających dużo ruchu nastąpiło nasilenie procesów dzielenia się komórek macierzystych, podczas gdy w grupie zwierząt umieszczonych we wzbogaconym otoczeniu nie obserwowano zmian w tempie proliferacji tylu komórek. W tym ostatnim przypadku (jak stwierdza Gould) stymulacja środowiska sprzyjała najwyraźniej poprawie przeżywalności komórek potomnych, wobec czego więcej z nich zróżnicowało się w neurony. Odkrycie to wskazuje wyraźnie, że procesy regulujące neurogenezę u osobników dorosłych są złożone i zachodzą na kilku poziomach.
Naukowcy na pewno zdołają zidentyfikować kiedyś ciąg przemian molekularnych wiodących od konkretnego bodźca, sygnału środowiskowego czy wewnętrznej zmiany fizjologicznej do określonych zmian w aktywności genetycznej powodujących nasilenie bądź zahamowanie neurogenezy. Skompilowanie takich technik może zająć kilkadziesiąt lat. Po opracowaniu, stosowałoby się je na kilka różnych sposobów.
Zapewniłoby prawdopodobnie pewien stopień naprawy mózgu w obszarach, których zachodzi neurogeneza, a także tam, gdzie występują komórki macierzyste, w normalnych warunkach nieaktywne.
Pozostaje pytanie zasadnicze: jaką rolę odgrywa neurogeneza w dorosłym mózgu? Złożoność jej regulacji i reaktywności na bodźce funkcjonalne sugeruje, że silnie wpływa na działanie hipokampa. Próbowano powiązać neurogenezę z procesami uczenia się i pamięcią, ale wyniki nie są jednoznaczne. Należałoby też wyjaśnić, czy neurogeneza zachodzi w innych obszarach mózgu. Hipokamp i układ węchowy to dwa jego rejony, w których zaobserwowano ten proces. Doświadczenia przeprowadzone na kulturach komórek gryzoni wykazały, że neuronalne komórki macierzyste, mogące dać początek neuronom w szalce Petriego, można będzie otrzymać praktycznie ze wszystkich regionów mózgu z korą włącznie. Jednak nie udało się zaobserwować w warunkach fizjologicznych, by powstawały z nich nowe neurony, jeśli komórki macierzyste znajdują się poza klasycznymi obszarami neurogenezy.
Wiele pytań pozostaje jeszcze bez odpowiedzi, ale rosnące zainteresowanie tą dziedziną spowoduje zapewne, że to co dziś nierealne, jutro może stać się rzeczywistością. Co więcej, oczekiwane korzyści płynące z wyzwolenia regeneracyjnego potencjału mózgu, uzasadnią wszelkie wysiłki podejmowane w tym kierunku .”
Świat nauki – 1, 2003.

Problem nad którym zastanawiają się neurolodzy, i który za „kilkadziesiąt” lat odkryją w swoich laboratoriach, znany był już ludziom kilka tysięcy lat temu. To, o czym mówi Konkluzja, że głównym stymulatorem rozwoju mózgu Człowieka jest fallus, to własnie naukowcy nazywają neurogenezą. Głównym „pasem transmisyjnym” pomiędzy fallusem a mózgiem jest testosteron i to właśnie ten hormon jest głównym czynnikiem, dzięki któremu neurogeneza może nastąpić.
Przyspieszony wręcz kliniczny, proces tego rozwoju możemy zaobserwować na przykładzie Bonobo. To, co ta małpa wyprawia (nieustanne drażnienie narządów płciowych i miłość bardziej dla przyjemności), to samo robiła małpa człekokształtna kilka i nawet kilkanaście milionów lat temu – (Wiewiórecznik pospolity, Pazurkowce). Aby zrozumieć w jaki sposób ten proces neurogenezy przebiega, potrzebne będzie jeszcze jedno wprowadzenie.

„Hormony determinują odmienną męską i żeńską organizację mózgu w czasie jego rozwoju w łonie matki. Mózg nienarodzonego płodu zaczyna się kształtować według męskiego lub kobiecego wzorca w sześć lub siedem tygodni po  zapłodnieniu. Matka wnosi do komórki jajowej chromosom X (kształt w przybliżeniu). Jeżeli w procesie zapłodnienia komórki jajowej, ojciec także wnosi chromosom X – rezultatem będą narodziny dziecka płci żeńskiej. Jeżeli plemnik zawiera chromosom Y, powinno się urodzić dziecko płci męskiej. Ale nie same geny decydują o płci dziecka.
Drugim determinującym czynnikiem są hormony. Niezależnie od genetycznej natury zarodka, płód ukształtuje się jako męski tylko wówczas, gdy będą hormony męskie, a kształt żeński przyjmie jedynie w przypadku, gdy hormony męskie będą nieobecne. Podczas pierwszych tygodni w łonie matki zawiązki jajowodów, nasieniowodów i tak dalej – umożliwiają rozwój w każdą z dwu form płciowych. Właśnie w tym momencie, mniej więcej sześć tygodni po zapłodnieniu, tożsamość płciowa zostaje określona. Wtedy to płód męski XY wykształca specjalne komórki produkujące hormony męskie, czyli androgeny, z których najważniejszy jest testosteron. Hormony polecają ciału, aby nie zajmowały się wykształcaniem żeńskich narządów płciowych, a jednocześnie stymulują rozwój istniejących w formie zaczątkowej narządów męskich.
W tym samym mniej więcej czasie, jeżeli płód jest płci żeńskiej, genetycznie XX, jego narządy płciowe rozwijają się jako żeńskie, gonady nie wytwarzają znacznych ilości hormonu męskiego i w rezultacie rozwija się niemowlę płci żeńskiej. Proces ten, w sensie dosłownym zmieniający umysł rozwijającego się osobnika, jest rezultatem tego samego zjawiska, które determinuje inne zmiany fizyczne – działania hormonów.
W momencie przełomowym, kiedy mózg zaczyna się formować, płód płci męskiej poddany zostaje działaniu ogromnej dawki hormonu męskiego. Poziom tego hormonu jest w tym okresie czterokrotnie wyższy niż poziom, który osiągnie przez cały okres niemowlęcy i dziecięcy. Gwałtowny przybór hormonu męskiego występuje również w przełomowym, momencie rozwoju osobnika płci męskiej – w okresie dojrzewania. Tacy, jacy jesteśmy, jak się zachowujemy, jak myślimy, czujemy, nie kieruje serce, lecz mózg. Natomiast na mózg, jego strukturę i funkcjonowanie, wpływ mają hormony. Wpływ hormonów na mózg jest dwustopniowy. Podczas rozwoju mózgu w łonie matki hormony kontrolują powstawanie schematu sieci połączeń. Później, w okresie dojrzewania hormony ponownie odwiedzą mózg, aby uruchomić sieć, którą wcześniej stworzyły.
Mimo widocznych już w okresie dzieciństwa różnic pomiędzy płciami, aż do okresu dojrzewania płciowego w ciałach chłopców i dziewcząt krążą te same hormony w tych samych ilościach. U dziewcząt poziom hormonu żeńskiego zaczyna podnosić się w wieku około ośmiu lat i około trzynastego roku życia pojawia się menstruacja. U chłopców hormony zaczynają działać dwa lata później. Najważniejszym hormonem u chłopców jest testosteron, którego poziom wzrasta i wynosi dwadzieścia razy więcej niż u dziewcząt. Główne hormony żeńskie to estrogen i progesteron. Hormony przenikają do systemu nerwowego i oddziaływują na nasze zachowania. (flegmatyk, sangwinik, choleryk i melancholik). Przepływ hormonów regulowany jest przez podwzgórze. W zależności od tego czy mamy do czynienia z mężczyzną czy kobietą, podwzgórze odpowiednio steruje hormonami. Podwzgórze nakazuje przysadce mózgowej, aby wydała zalecenie otwarcia lub zamknięcia zaworu uwalniającego hormony płciowe. U mężczyzn zadaniem układu kontrolnego złożonego z podwzgórza i przysadki jest utrzymywanie w miarę stałego poziomu hormonów. U kobiet układ kontrolny podwzgórze – przysadka działa na innej zasadzie. Podwzgórze kobiet, dąży do wytworzenia systemu faz, czy też cykli. Zasadniczą sprawą jest oddziaływanie hormonu na strukturę mózgu, która wcześniej już została tak ukształtowana by na ten hormon reagować.
Chłopcy nie najlepiej dają sobie radę w pierwszych latach szkolnych. Jednakże z nadejściem wieku dojrzewania gwałtownie przyśpieszają. Wyniki chłopców w testach IQ wzrastają gwałtownie pomiędzy czternastym a szesnastym rokiem życia, podczas gdy wyniki dziewcząt wykazują tendencję do utrzymywania się na tym samym poziomie, a czasem nawet się obniżają.”
Anne Moir i David Jessel, Płeć mózgu.

Tak więc, testosteron jest „pośrednikiem” pomiędzy gonadami a mózgiem mężczyzny. Jego organizm wydziela testosteron, jak już wiemy, w największej ilości w okresie płodowym i w okresie dojrzewania. Jak pokazuje wynik eksperymentu na myszach, produkcja komórek nerwowych w hipokampie, zwiększa się dwukrotnie w efekcie intensywnego ich biegu na bieżni kołowej, z której na dodatek korzystały bez żadnego przymuszania. Wskutek wysiłku fizycznego w organizmie zwiększa się poziom testosteronu, a ten z kolei powoduje neurogenezę. Właśnie to ten wysiłek fizyczny jest brakującym ogniwem, dzięki któremu proces neurogenezy – czyli Konkluzji, nabiera swego prawdziwego znaczenia.
Pozycje podczas seksualnego stosunku wymagają znacznego wysiłku, i aby wysiłki te nie skończyły się niepowodzeniem, [w efekcie czego nie doszłoby do zapłodnienia], organizm człowieka wytwarza podczas tego stosunku, ogromne ilości testosteronu. Nieustanne bodźce pobudzają erekcję członka, powodując ejakulację, w wyniku czego współczulny układ nerwowy ogranicza dopływ krwi do prącia i automatycznie ciśnienie krwi w organizmie zmniejsza się, a wraz z tym następuje przerwa [czasowa] w wydzielaniu testosteronu. Tak „nagły” przypływ inteligencji u Bonobo, polega na ograniczeniu jednego tylko czynnika w tym procesie.
Wyeliminowanie, choćby tylko czasowe, współczulnego układu nerwowego, w postaci jak najdłuższego wstrzymania się od ejakulacji (nieustanny onanizm), powoduje zwiększony „dowóz” testosteronu do organizmu małpy, co w konsekwencji powoduje u niej zwiększoną „ponadnormalną” neurogenezę. To właśnie dzięki tej aktywności fizycznej u dzieci, czy też u nastolatków, ich młody organizm wytwarza zwiększoną ilość testosteronu.
Ten testosteron, z kolei, przygotowuje gonady do swojej podstawowej funkcji- prokreacji, a także przy „okazji” powoduje (pośrednio) gwałtowny wzrost możliwości umysłu – IQ.
Wszystkie te elementy: testosteron, wysiłek fizyczny, wzrost IQ, neurogeneza, są ze sobą bardzo mocno powiązane – tworzą współzależność. Dzięki temu „zjawisku”, zrozumiała jest tak ogromna aktywność fizyczna dzieci u ludzi i wszystkich innych ssaków. Ta ruchliwość jest podświadomie niejako wymuszana przez organizm. Bez tej aktywności, i w efekcie zbyt małej ilości testosteronu, może nastąpić ociężałość umysłowa spowodowana niewielką, minimalną tylko, neurogenezą.
I jeszcze jeden przykład. Proces neurogenezy w mózgach kanarków, występujący w okresie godowym, nie jest spowodowany tym, że ptaki te muszą nauczyć się pieśni godowych, ale wręcz odwrotnie. Zwiększone wydzielanie hormonów w okresie godów (tak jak u dojrzewających nastolatków), powoduje gwałtowny wzrost możliwości mózgu tych ptaków, a co za tym idzie, i wzrost możliwości uczenia się i zapamiętywania śpiewu (hipokamp).
Podobnie przebiega proces zapamiętywania bardzo odległych i rozproszonych źródeł pokarmu u sikor, który możliwy jest dzięki neurogenezie tylko wtedy, gdy ilość hormonu u tych ptaków jest wystarczająco duży.
Taki jest właśnie sens Konkluzji (neurogenezy) – przykładem Bonobo. Jaki ma to związek z napletkiem, który z takim poświęceniem obrzezują Żydzi, i który był najważniejszym symbolem w Nabta Playa?
Otóż, penis dziecka i później dorosłego człowieka po obrzezce jest, w wyniku braku osłonki, narażony na nieustanne podrażnianie połączeń nerwowych. (Penis jest najbardziej ukrwionym i wrażliwym na bodźce dotykowe narządem). W wyniku czego, jest w bardzo minimalny (ale jednak) sposób, podrażniany, co powoduje równie minimalną, jednakże większą niż u innych ludzi, neurogenezę. I taki właśnie jest sens obrzezki, którą do tej pory uważano za zabieg spowodowany dbałością o higienę. Nic podobnego! Rytuał obcinania napletka w zamyśle egipskich kapłanów i zakodowany w Religii judaistycznej, miał być właśnie symbolem Konkluzji, dzięki której mogła nastąpić Ewolucja (wzrost możliwości mózgu) Człowieka.
Znaczenie fallusa i jego wpływ (testosteron) na mózg Człowieka, był powszechnie znany w całym „przedcywilizacyjnym” świecie. Wszystkie ceremonie i symbole, o których wcześniej była mowa, są właśnie taką zakodowaną informacją o Kulcie Fallusa. Nawet figurka „Wenus” jak już wspominałem, nie symbolizowała „Matki Ziemi”, lecz miała kontekst erotyczny. Dzięki temu substytutowi kobiety – w wyniku wzrokowego kontaktu – mogła nastąpić erekcja i zwiększony napływ krwi do mózgu.
Bodźce wzrokowe, a także stymulacja dotykowa, powodują wzrost ilości testosteronu – ciąg dalszy już znamy. Figurki „Wenus”, nie stanowiły dla Człowieka „przedpotopowego” takiej samej wartości, jaką mają obecnie filmy czy też zdjęcia rozebranych kobiet. Były one tylko i wyłącznie środkiem, a nie celem, do wywołania efektu neurogenezy. Wracając do symbolu Konkluzji, to rytuał obrzezki znany był już znacznie wcześniej niż wskazuje na to archeologia – symbol napletka w Nabta Playa. Starożytny Egipt był „tylko” kontynuatorem tego kultu.

„Nie można określić dokładnie, w jakim wieku dziecko poddawano obrzezaniu, zabiegowi przedstawionemu w jednym z grobowców Starego Państwa. Źródła pośrednie wskazują na to, że ceremonia obrzezania miała miejsce w momencie bliskim osiąganiu dojrzałości, w każdym razie między dziesiątym a dwunastym rokiem życia. Mumia jednego z 10 – 11- letnich książąt nie wykazuje jeszcze śladów obrzezania. Być może obrzezany fallus był znamieniem „mężczyzny” w odróżnieniu od chłopca. Mimo, że był to rodzaj zabiegu operacyjnego, nie mówią o nim znane teksty medyczne. Scena obrzezania w grobowcu Anch-ma-hora (VI dynastia) w Sakkarze ukazuje kapłana przykucniętego przed operowanym młodzieńcem, trzymanym przez pomocnika. Kapłan posługuje się owalnym instrumentem, być może krzemieniem jako tradycyjnym narzędziem rytualnym. Druga scena ukazuje pocieranie fallusa albo przed zabiegiem dla znieczulenia, albo po zabiegu dla opatrzenia rany. Poświadczone od czasów prehistorycznych, obrzezanie nie było zwyczajem określonej warstwy społecznej.
Dopiero w Okresie Późnym stało się ono warunkiem pełnienia funkcji kapłańskich. Prawdopodobnie dopiero wówczas nabrało znaczenia czystości kultowej. Z obcych ludów współzamieszkujących Egipt za nieobrzezanych uchodzili Libijczycy, natomiast o tzw. ludach morskich, które pojawiają się w Egipcie za panowania Ramessydów wiemy, że praktykowały ten zwyczaj.”
Karol Myśliwiec, Eros nad Nilem.

Chanuka – ośmioramienny świecznik (dziewiąty pomocniczy), którego używa się w czasie Święta Świateł. Upamiętnia zwycięstwo Judy Machabeusza w 165 r. p.n.e. nad wojskami Selucydów. W pierwszym dniu (aż do ósmego) zapala się jedną świecę i po jednej dodaje się każdego następnego dnia świątecznego. Ilość ramion w tym świeczniku, jest w oczywisty sposób również symboliczna. Wraz z Gwiazdą Dawida porównałbym go do kodu, znajdującego się we wnętrzu Piramidy Cheopsa – czyli do „komór odciążających”. Cztery półokręgi w Chanuce – odpowiadają czterem stopniom wiodącym do Gwiazdy Dawida – również Piramidion i gwiazdozbiór Oriona.

Menora

Menora

Równie ciekawa, jeżeli nie ciekawsza, jest symbolika siedmioświecznikowej Menory, której najważniejszym elementem są trzy półokręgi. Chanuka – symbolizuje czterostopniową drogę dochodzenia Człowieka do Królestwa Bożego, zaś Menora – z trzema półokręgami – symbolizuje samego Człowieka, a w szczególności to: jakimi wzorcami i normami postępowania powinien się on kierować, by zasłużyć na miano Człowieka. Cóż wiec mogą oznaczać te trzy półokręgi otaczające siódmą świecę?
Otóż myślę, że ta centralna świeca – symbolizuje Człowieka Przyszłości, a otaczające go trzy półokręgi – to środowisko, które go w tym Królestwie powinno go otaczać.
Najbliższy i najmniejszy półokrąg – otaczający tego Człowieka – to jego Rodzina, w której się wychowuje, i którą sam w przyszłości założy. Średni półokrąg – to jego przyjaciele, znajomi, koledzy, sąsiedzi, czyli otaczające go Środowisko. Zewnętrzny, największy – to Państwo, które jest jego największym Domem. Wszystkie trzy elementy tej „układanki” są ze sobą nierozerwalnie związane. Brak choćby jednego z nich powoduje niepotrzebne komplikacje lub dyskomfort psychiczny.
Cóż znaczy Rodzina i koledzy czy sąsiedzi, gdy nie ma nad nim opieki Państwa. I dalej, życie takiego Człowieka, bez oparcia w Rodzinie, chociażby w najdoskonalszym Państwie, jest tylko pozbawiona sensu wegetacją. Środkowy półokrąg też ma swoje zalety, bez których życie byłoby nudne i szare. Dla prawidłowego funkcjonowania Człowieka, a w tym i jego psychiki, niezbędna jest równowaga w Rodzinie, Społeczeństwie i w Państwie – wszystkie uchwyty świec w jednym poziomie.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze komentarze
Przysłowia i sentencje

Jest coś wyższego w górze, które miesza zamiary śmiertelnych (co przeszkadza zamiarom śmiertelników).
Walerian Łukasiński
----------------------
Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze, zawsze ludzie tego nie pojmują.
Heraklit
---------
Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy czasem.
Człowiek będzie musiał pojąć czas
i opanować go. Albowiem czas jest nasieniem wszechświata.
Mahabharata
---------------
Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.
Albert Einstein
----------------

Jak ten czas leci!
Październik 2017
P W Ś C P S N
« Wrz    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  
Visits
Weather condition