Get Adobe Flash player

Buddyzm – czyli Antidotum na podglądaczy

Rozdział XVI książki „Gloria olivae”.

„W 1922 roku w Dolinie Indusu na „wzgórzu umarłych” odkryto ruiny buddyjskiej stupy, pochodzącej prawdopodobnie z III w. p.n.e. Kolejne prace przyniosły zupełnie niespodziewanie odkrycie jeszcze starszych śladów, tym razem bogatej cywilizacji z epoki brązu. Znaleziono szczątki osady rozwiniętej w porównywalnym stopniu do późniejszych miast greckich czy rzymskich. Osiedle wzniesiono na platformach z cegieł, aby uchronić je przed powodzią.  Po jego rozmiarach można przypuszczać, że mieszkało tutaj ok. 40 tysięcy ludzi.
Mohendżo-Daro i Harapa były miastami bliźniakami należącymi do starożytnej cywilizacji, o której historycy nie potrafią nic powiedzieć. Najciekawsze jednak były obyczaje i obrzędy, które rozpowszechniły się z późniejszej sztuce i rytuale hinduistycznym. Można na tej podstawie przypuszczać, że archeolodzy odkryli najstarsze znane formy bogatej indyjskiej tradycji religijnej. W czasach świetności Mohendżo- Daro i Harapy równina na której położone były te miasta należała do najbogatszych ziem na całym świecie. Niegdyś żyzną dolinę przecinało koryto wielkiej rzeki. Najprawdopodobniej niedługo po 1900 r. p.n.e. nastąpiła jakaś katastrofa, która przyniosła zniszczenia całej tutejszej cywilizacji. Są przesłanki mówiące o tym, że ziemia się przesunęła na skutek nacisku płyty tektonicznej. Wskutek szeregu wstrząsów rzeka dosłownie wsiąkła w ziemię.
Po odkryciu Mohendżo-Daro, prowadzono dalsze wykopaliska w Dolinie Indusu. Po zbadaniu 2900 km doliny odkryto ponad 150 osad, z których kilka zaledwie okazało się dawnymi miastami. Cały ten obszar pozostawał niegdyś pod wpływem wielkiej cywilizacji.
Wcześniejsze teorie na temat starożytnej religii indyjskiej wspominały o Drawidach – prymitywnym ludzie czcicieli fallusa. Znaleziono jednak wiele posążków kobiet, co wskazuje na to, iż wcześniej kultem otaczano tu jakieś bóstwo żeńskie, prawdopodobnie boginię księżyca.
Podczas prac archeologicznych wydobyto też wiele pieczęci, na których widnieje siedzący jogin, otoczony zwierzętami. Sposób ukazania tej postaci przypomina wizerunki Śiwy. Inne obrazy przedstawiające święte byki, kojarzą się z kolei z wedyjskim bogiem Rudrą, przedstawianym właśnie pod postacią tego zwierzęcia. Ponadto w późniejszej fazie hinduizmu często pojawia się Siwa na grzbiecie Byka. Samo miasto wzniesiono na dwóch kopcach. W wyższym z nich mieściły się Wielka Łaźnia oraz spichlerz. Rozmiar łaźni wskazuje, iż tak rzeczywiście było, mogłyby one stanowić najwcześniejszą wersję hinduistycznych rytuałów ablucyjnych, takich jak oczyszczenie przed wejściem do świątyni. Same łaźnie mogą też być pierwowzorem świętych sadzawek, jakie można dziś znaleźć w wielu indyjskich wsiach.”

Colin Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

 

Jeśliby nazwać cywilizację zamieszkałą w Dolinie Indusu „prymitywnym” ludem czczącym fallusa, to równie „prymitywnymi” były cywilizacje starożytnego Egiptu, Międzyrzecza, Mykeńska czy Minojska, co jak wiemy nie było prawdą. Drawidzi, którzy odeszli w zapomnienie, opuszczając swoje świątynie i miasta, uczynili to najzupełniej świadomie, a nie z powodu najazdu indoeuropejskich Ariów. Po zbudowaniu swojej „Arki”, po prostu przenieśli się w inne miejsce (zmiana koryta rzeki wcale nie musiała nastąpić akurat w tamtym czasie).
Na przykładzie tej cywilizacji, można zrozumieć dlaczego każda kultura, każdy lud, budował swoją „Arkę”- zaszyfrowany w postaci miast i świątyń ślad ogólnie funkcjonującej wiedzy o przeszłości i przyszłości Człowieka (Dualizm – Megacykl). Powód był oczywisty – nie każdy z tych śladów przetrwał do naszych czasów w takim stanie, aby być na tyle zrozumiały by go odszyfrować, z czego zdawali sobie sprawę ich budowniczowie- stąd taka ich mnogość i różnorodność (piramidy, miasta, świątynie, megality, religia, filozofia). „Prymitywny lud czcicieli fallusa” – symbolika tego kultu jest podobna do egipskiego Ozyrysa, zaś posażki kobiet (bóstwo żeńskie) – to tak rozpowszechnione na całym świecie- figurki „Wenus”.

Ruiny Wielkiej Łaźni oraz Wielkiego Spichlerza – wzniesione na na jednym kopcu, oraz ruiny dzielnicy mieszkalnej na drugim – to nic innego, tylko takie same jak w Egipcie (Luksor i Karnak) świątynie symbolizujące Kobietę i Mężczyznę – czyli Dualizm.
Jakie odbywały się tam ceremonie i na czym one polegały, nie mam co do tego żadnych wątpliwości, że chodziło w nich o Odradzanie się Życia w wymiarze kosmicznym (Megacykl), jak i Zmartwychwstanie Człowieka (Królestwo Boże).

„W XVII wieku p.n.e. Ariowie z terenów obecnego Iranu najechali Dolinę Indusu i podbili miejscową ludność. Narzucili jej swe wierzenia, które odnajdujemy w zbiorze poetyckich tekstów religijnych zwanych „Rygweda”. Napotkamy w nich liczne grono boskich istot, będących nosicielami podobnych wartości co bogowie Bliskiego Wschodu i uosabiających siły natury w instynkcie obdarzonym mocą, życiem i osobowością. Ale wyraźnie poczęto już uważać różnorodne bóstwa za przejawy jednego boskiego Absolutu, który przewyższa wszystkich innych bogów. Ariowie podobnie jak Babilończycy byli w pełni świadomi, że ich mity nie są opartym na faktach opisem rzeczywistości, lecz wyrażają tajemnicę, której nawet sami bogowie nie potrafią do końca wyjaśnić. Religia Wed nie próbowała wyjaśnić, jak powstało życie, nie dawała też żadnych odpowiedzi na doniosłe pytania filozoficzne. Starała się ułatwić wiernym pogodzenie się z cudownością i grozą istnienia. Więcej stawiała pytań, niż dawała odpowiedzi, dążąc do ukształtowania u swych wyznawców postawy pełnego czci zadziwienia.
W VIII wieku p.n.e., zmiana warunków społeczno-ekonomicznych na subkontynencie indyjskim sprawiła, że dawna religia wedyjska przestała już odpowiadać potrzebom wiernych. Idee religijne ludności tubylczej, od stuleci tłumione przez aryjskich najemców, ujawniły się coraz powszechniej, prowadząc do nowych poszukiwań duchowych. Odnowione zainteresowanie karmą, wiara iż o przeznaczeniu człowieka przesądzają jego czyny, sprawiły, że ludzie coraz mniej skłonni byli obarczać bogów winą za nieodpowiedzialne postępki ich wyznawców. W coraz większym stopniu bogów postrzegano jako symbole jednej, transcendentnej Rzeczywistości. Religia wedyjska skupiała się na rytuałach ofiarnych, lecz nawrót zainteresowań starohinduskimi praktykami Jogi („ujarzmienie” sił ducha i ciała za pomocą specjalnych ćwiczeń i koncentracji) sprawił, że wiernym przestała odpowiadać religia zaprzątnięta czynnikami zewnętrznymi.”

Karen Armstrong, Historia Boga.

 

W poprzednim rozdziale mowa była o Epoce Wielkiego Zwrotu, w którym to jednocześnie i niezależnie od siebie wygasają stare kultury. Epoka ta stanowi przygotowanie do „Wielkiego Snu”. Ariowie podbijając miejscową ludność, (która wcześniej opuściła swoje miejsca zamieszkania i kultu, przenosząc się w inne miejsca – uległa procesowi „wykasowywania pamięci”- „Potop”) przynieśli ze sobą swoje wierzenia. Wiedza zawarta w Religii Wed, opisująca tak jak w Babilonie całą tajemnicę „Boga – Stwórcy”, miała być takim właśnie „Wielkim Snem”. Wiedza ta przekazywana w Babilonie czy w Egipcie za pomocą Mitów, w Dolinie Indusu znana była Ariom dzięki Wedom.
Tak jak w przypadku Hebrajczyków proces tworzenia „Ludu Wybranego” i jego Religii przebiegał nie bez przeszkód, tak „ludność tubylcza subkontynentu indyjskiego swoimi „nowymi poszukiwaniami duchowymi”, spowodowała zaburzenia w Boskim Planie Wielkiego Snu. Nie wystarczyło im już „odnowienie” wiary przodków. W swoich „nowych poszukiwaniach” posunęli się zbyt daleko – dzięki starohinduskim technikom jogi zaczęli „podglądać” Boga. Co to oznacza i czym się to kończy – już wiemy.

Joga – Dążenie do zdobycia doskonałości duchowej i zbawienia przez system metod opanowania ducha i ciała, prowadzonych, drogą ascezy, kontemplacji i specjalnych ćwiczeń fizycznych, do osiągnięcia stanu mistycznej ekstazy.”

Władysław Kopaliński, Słownik wyrazów obcych.

 

Delfickie pytie ekstazę osiągały dzięki wydłużającej się w nieskończoność wstrzemięźliwości seksualnej, która powodowała stan napięcia, pobudzenia seksualnego. Joga nie jest żadną „tajemniczą” metodą dochodzenia do mistycznych doznań.
Dzięki ćwiczeniom fizycznym – czyli poprzez przyjęcie pozycji seksualnych, organizm człowieka zwiększa w naturalny sposób wydzielanie testosteronu i insuliny, co w połączeniu z regulacją oddechu – czyli obniżeniem do granic możliwości ilości tlenu, oraz ascezą – czyli maksymalnym zagłodzeniem, wycieńczeniem (brak glukozy – substancji odżywiającej całe ciało, a w szczególności mózg, skutkuje objawami osłabienia i zaburzenia świadomości), spowodować można ekstatyczne wizje podobne do NDE.
Tak więc, joga dzięki „wodospadowi” orgiastycznych doznań, doprowadza ciało hinduistycznego „maga” do granicy – „kotary w teatrze życia i śmierci”, której odsłaniać nie wolno. Coraz powszechniej stosowane techniki jogi, które umożliwiały ludziom, dzięki objawieniom, uświadomienie sobie całego bogactwa świata wewnętrznego, było niestety tylko podglądaniem strumienia jaźni – Boga, które można porównać do obserwowania Słońca bez okularów ochronnych, co jak wiadomo prowadzi do katastrofalnych skutków („Potop”). Dlatego też, mając na uwadze Wielki Sen – czyli stan, w którym wiedza o przeszłości i przyszłości Człowieka i Wszechświata ulega zapomnieniu i zostaje po niej tylko ślad w postaci „zaszyfrowanej Arki” (budowle, świątynie, religia, filozofia), „Bóg – Stwórca” został zmuszony do „interwencji”, bardzo podobnej w skutkach jakiej doświadczył żydowski prorok Eliasz.
Jak wiadomo Eliasz, na wskutek „inspiracji” Boga, spowodował ostateczne i nie podlegające żadnym odstępstwom, podporządkowanie się całego narodu Jego przykazaniom.
Podobny efekt miało odnieść „oświecenie” Buddy, który dochodząc do wniosku, iż uciechy zmysłowe i samoumartwianie się są dwoma skrajnościami, pomiędzy którymi znajduje się „Środkowa Ścieżka” prowadząca do wyzwolenia z choroby nazwanej przez niego „dukkha” – czyli Cierpienie, swoimi naukami spowodował powstanie systemu – Religii.

Budda (Siddhartha zwany Gautamą) urodził się jako syn króla (ok. 560 – 480 p.n.e.) i dorastał otoczony dobrami powszechnie pożądanymi przez ludzi, w atmosferze bogactwa i zbytku, mając przed sobą perspektywę sprawowania władzy. Kiedy jednak osiągnął wiek męski, natknął się na swej drodze na chorego, starca i ludzkie zwłoki. Wcześniejsze życie w izolacji od świata sprawiło, że obrazy te wywarły na niego głęboki wpływ, gdyż uświadomił sobie, iż żadne bogactwa ani władza nie uchronią go przed doświadczeniem choroby, starości i śmierci. Rozmyślając nad tym, co zobaczył, osiągnął pierwszy punkt zwrotny w swoim życiu: wbrew życzeniom rodziny porzucił żonę, dziecko oraz pozycję społeczną, został bezdomnym wędrowcem, szukając wyzwolenia od tego, co najwyraźniej nieuchronnie wywoływało ból.
Przez kilka lat praktykował medytację typu transowego, a później mordercze samoumartwianie się – praktyki powszechnie stosowane wówczas przez podobnych mu wędrowców – lecz nie znalazł w nich ukojenia. Tak więc oddał się cichej refleksji i nie narzucając sobie żadnych rygorów psychicznych ani fizycznych, medytował nad wspólną niedolą człowieka. Doprowadziło to do drugiej wielkiej przemiany w jego życiu, bo medytując tak w wyciszeniu, osiągnął w końcu przebudzenie i wyzwolenie. Zrobił „to co było do zrobienia” i rozwiązał zagadkę cierpienia. Wywodząc swą filozofię z osobistego doświadczenia, nauczał następnie przez czterdzieści pięć lat, a jego nauki koncentrowały się przede wszystkim wokół problemów związanych z ludzkim postępowaniem.
W krajach buddyjskich panuje przekonanie, że Budda osiągnął przebudzenie pod drzewem „bodhi”, w ciągu jednej nocy podczas pełni księżyca na przełomie kwietnia i maja. Wraz z przebudzeniem Budda uzyskał najpierw prowadzącą do wyzwolenia wiedzę o naturze ludzkiej kondycji, a następnie pewność, że sam osiągnął wyzwolenie z trosk związanych z tym stanem.
Wczesne teksty wiążą z nocą przebudzenia powstanie wielu doktryn, w tym bez wątpienia tych najważniejszych, sprawiając, że to właśnie na przebudzeniu spoczywa ciężar całego nauczania Buddy. Przebudzenie jest owocem twórczego napięcia między dwoma nadrzędnymi przekonaniami.
Jedno z nich głosi, że odpowiedzi na kluczowe pytania ludzkiej egzystencji należy szukać poprzez żmudne skupienie się na okruchach doświadczenia, zaobserwowanych w trakcie medytacji wglądu. Drugie przeświadczenie dotyczyło istoty transmigracji, a jej koncepcja, opracowana przez Buddę, dała jego nauczaniu wymiar i moc oddziaływania w ludzkim życiu, które pozwoliły mu wyjść poza wąski zakres zainteresowania jogi. Nauka najściślej powiązana z przebudzeniem dotyczy głównie indywidualnego cierpienia i wyzwolenia.

Doktryna Czterech Szlachetnych Prawd obejmuje niczym obszernym płaszczem centralne zasady buddyzmu. Są one wyrażone wedle zasad formułowania diagnozy medycznej: oto jest choroba, oto są przyczyny choroby, oto jest ocena możliwości jej wyleczenia, oto jest metoda kuracji.
Ową chorobą jest Cierpienie (Dukkha). „Narodziny są cierpieniem, starość jest cierpieniem, choroba jest cierpieniem, śmierć jest cierpieniem, cierpieniem są smutek i opłakiwanie, ból, żal oraz rozpacz”.
„Druga Prawda o przyczynie cierpienia: pragnienie, które prowadzi do odradzania się, któremu towarzyszy przyjemność, lubieżność, znajdujące swe ujście tu i tam.” To pragnienie jest trojakie, mianowicie, pragnienie przyjemności, pragnienie istnienia, pragnienie powodzenia.”
„Trzecia Prawda o Ustaniu Cierpienia: ustaje ono mianowicie wraz z całkowitym ustaniem tego pragnienia”.
„Czwarta Prawda o Drodze Prowadzącej do Ustania Cierpienia”. Podaje ona zarówno zalecenie kuracji, jak i lekarstwo na cierpienie. Zazwyczaj przestawia się ją jako Szlachetną, Ośmiostopniową Ścieżkę, jednak już w źródłach kanonicznych ta lista zaleceń została dla wygody rozbita na trzy składniki: moralną samodyscyplinę, czyli moralność, medytację i wiedzę. Moralność polega na życiu spokojnym, prawdomównym, prawym i w pełni zdyscyplinowanym, na świadomym nieczynieniu krzywdy sobie ani innym.
Medytacja po części wiąże się z moralnością: to próba powściągnięcia zmysłów od tego co niemoralne i stworzenia dobrych, zbawiennych i właściwych stanów umysłu, w obrębie których można podejmować działania.
Mądrość – domaga się radykalnie nowego sposobu postrzegania doświadczenia. Jednym aspektem tego nowego sposobu postrzegania jest po prostu widzenie świata takim, jakim on jest, co dla Buddy oznaczało widzenie go przez pryzmat Czterech Szlachetnych Prawd.
Ostatecznym wyzwoleniem od przemian żywotów (reinkarnacja) od przemian nastrojów, iluzji i empirycznej osobowości jest Nirwana, która jest jednocześnie osiągnięciem stanu spokoju i prawdy absolutnej – „wygaszenie” namiętności i rozczarowań istnienia.”

Michael Carrithers, Budda

 

Można posądzić mnie o brak wszechstronnej i dogłębnej wiedzy o tej Religii, lub też o przesadną wręcz manię szukania wszędzie i we wszystkim śladów i zaszyfrowanych kodów z przeszłości, ale niech nie obrażą się ci, dla których Buddyzm stanowi świętość (jest ona również i dla mnie świętością, na której szarganie nie pozwoliłbym nikomu), ale nadszedł już czas aby i ta „Arka” – zaklęta w religii – naukach Buddy, zaświeciła w końcu swoim „tęczowym”, a nie tylko „białym światłem”.
Czyż nie jest zastanawiające, iż Budda osiągnął przebudzenie w ciągu jednej nocy – (chwili),
podobnie jak to stało się z Abrahamem, Mojżeszem czy z Eliaszem?
Budda nie osiągnął, ale dostąpił „oświecenia”- a jest to już zasadniczą różnicą. Jeżeli oświecenie Buddy nie jest tylko i wyłącznie jego zasługą – to czyją? Bezsprzecznie uwidacznia się w tym wszystkim „wpływ” samego „Boga – Stwórcy”, którego hinduscy „podglądacze” (całkiem słusznie, choć w sposób nie całkowicie zgodny z boskimi przykazaniami – Genesis) widzieli jako Jaźń – „Jaźń bez przymiotów”. „Jaźń jest wieczna, w całości niepodzielna i tożsama sama z sobą, wykracza poza pozory zjawisk, nie poddaje się analizie”.

Starając się opisać nauki Buddy, znawcy przedmiotu skupiają się głównie na opisie Czterech Szlachetnych Prawd o Cierpieniu, tłumacząc to jako drogę do ostatecznego wyzwolenia się Człowieka od przemian żywotów. Ale ta reinkarnacja – czyli ponowne wcielenie, odrodzenie się duszy w nowym ciele – transmigracja dusz, w żadnym razie nie jest możliwa. Nauki Buddy o Czterech Szlachetnych Prawdach, Nirwanie i Środkowej Ścieżce, stanowią wiedzę o „reinkarnacji”- nie w wymiarze pojedynczego Człowieka, ale w wymiarze całego Kosmosu – czyli ponowne odrodzenie się Życia po „niebycie” Wszechświata – Megacykl.
I tak całą tą Naukę Buddy należy rozumieć. Nie chodzi tu o reinkarnację – wędrówkę duszy z jednego obumarłego ciała do drugiego – nowo narodzonego, ponieważ powrót „duszy” Człowieka („film w mózgu”) jest możliwy tylko w Królestwie Bożym i to tylko w formie „niematerialnej”- o czym właśnie „mówi” Nirwana.
To, że wyznawcy Buddyzmu i Hinduizmu mają inne zdanie na ten temat, jest właśnie skutkiem „Wielkiego Snu”- czyli stanu, w którym ludzie mają tylko wrażenie, że coś wiedzą, ale wiedzą tylko to co chce Najwyższy.

Cztery Szlachetne Prawdy i Nirwana – to nic innego tylko cztery stopnie dochodzenia Człowieka do Królestwa Bożego (cztery ściany piramidy), a Nirwana – to Królestwo (Piramidion w Piramidzie Cheopsa, Gwiazda Dawida), i o tym właśnie Budda, dzięki inspiracji „Boga – Stwórcy”, swoimi naukami (w zaszyfrowany sposób) nam przekazuje.
Nirwana – to nasze Człowiecze przeznaczenie, nasza nieunikniona przyszłość i żaden ateista, sceptyk, agnostyk tego nie zmieni. Jeżeli nauki Buddy – czyli zaszyfrowana wiedza o naszej przeszłości i czekającej nas przyszłości kogoś nie przekonały, może skuteczniej uczynią to bardziej materialne na to dowody – w końcu po to zostały one stworzone („Arka”).

Borobudur – (Świątynia niezliczonych Buddów) na wyżynie w centralnej części Jawy to największa świątynia buddyjska na świecie. Z lotu ptaka całość przypomina kształtem urodzinowy tort. W przeszłości, pomalowana na biało, musiała wyglądać niczym jakieś niebiańskie miasto. Wrażenie robi już sama liczba stup, posągów Buddy i innych rzeźb zdobiących tę kamienną piramidę. Wzniesiona w VIII – IX w. około roku 1000 budowla popadła w ruinę. Odkryto ją ponownie dopiero w 1815 roku, a później oczyszczono z popiołu wulkanicznego i roślinności. Świątynia jest tak zbudowana, że z jej wierzchołka nie widać podstawy, co symbolizuje wędrówkę człowieka przez doczesność na wyżyny oświecenia, w trakcie której nie może on dojrzeć – ani nawet wyobrazić sobie – celu swojej drogi. Pięć tarasów przedstawia kolejne etapy, które należy przezwyciężyć, a więc doczesne pragnienia, wrogość, radość z czyjegoś nieszczęścia, lenistwo, oraz zwątpienie. Kiedy poszukujący dociera na szczyt, traci z pola widzenia poprzednie stadia swej niedoskonałości.
Borobudur ma kształt stupy – budowli sakralnej przeznaczonej na relikwie – wzorowany na kształcie kopca grobowego. Można ją także uznać za mandalę (w sanskrycie oznacza to okrąg) czyli symbol całości. Borobudur zbudowano jako świątynię hinduistyczną, gdyż jej położenie na wzgórzu nawiązuje do świętej góry hinduizmu Meru. Dla hinduistów kwadrat jest figurą doskonałą, symbolem ładu i to z niego ich zdaniem powstał okrąg. Na budowlę składa się pięć kwadratowych tarasów i trzy mniejsze, okrągłe na szczycie, które razem symbolizują ośmioetapową drogę. (Dziewiąty taras u podstawy dodano później, by wzmocnić konstrukcję).” 
„Mandala – Mistyczny symbol wszechświata przedstawiający najczęściej kwadrat wpisany w koło, zawierający zazwyczaj ułożone symetrycznie wyobrażenia bóstw, jako pomoc w medytacji.”

Colin Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

 

Buddyjscy mnisi raz do roku w skupieniu, nie szczędząc ani czasu, ani wysiłku, układają z różnokolorowych płatków kwiatów mandalę, którą później, jednym zdmuchnięciem, rozsypują w nic nieznaczący pył. W istocie – mandala jest symbolem Wszechświata.
To, co z takim trudem zdobywamy (powstanie Życia na Ziemi, Ewolucja i Ucywilizowanie Człowieka), by w końcu „zaledwie przez chwilkę” zaistnieć w Królestwie Bożym, jest równie bezwzględnie zniszczone (jak działanie mnichów), przez powrotny ruch Megacyklu, aby później, dzięki Bogu – Stwórcy, powrócić do Życia. Reinkarnację należy rozumieć nie jako powrót do życia – jednostki, ale Życia w ogóle.
Można zatem stwierdzić, iż mandala stanowi taki sam konglomerat wiedzy o Wszechświecie, Człowieku, Megacyklu co wszystkie wcześniej wymienione symbole i kody.
Drzwi percepcji – cztery wypustki w środku każdego z boków mandali i to podobnie jak cztery ściany piramidy – cztery stopnie dochodzenia Człowieka do Królestwa Bożego. A gdzie jest piąty element, do którego zmierzamy? Są to podobnie jak w gwiazdozbiorze Oriona (Tabula Smaragdina) – trójkąty skierowane ku górze i ku dołowi, które nakładając się na siebie tworzą Gwiazdę Dawida – Królestwo Boże. I to jest cała „tajemnica” Mandali, którą właśnie symbolizuje świątynia Borobudur. Mnisi, którzy wznieśli ją w VIII – IX wieku, a później około roku 1000 „opuścili”, nie uczynili tego po to aby świątynia ta popadła w ruinę, ale by tak jak w przypadku cywilizacji egipskiej, minojskiej, i wszystkich innych, zostawić po sobie ślad, dzięki któremu możemy dziś (z lotu ptaka) zobaczyć i zrozumieć całą prawdę o naszej przeszłości i przyszłości.

Angkor Wat – Przez wiele stuleci nikt nie wiedział o istnieniu wielkiego ośrodka życia religijnego, położonego w głębi kambodżańskiej dżungli. Kompleks świątynny Angkor – Thom zajmował obszar o szerokości 8 i długości 10,5 km, a jedną z jego części stanowił Angkor – Wat, czyli„miejska świątynia”. W Angkorze znajdowała się stolica władców Khmerów, którzy odbierali tu cześć religijną. Najstarsze miasto wyrosło wokół kopca bądź świątyni w kształcie piramidy, mającej przypominać kształtem świętą górę hinduizmu, Meru. Góra symbolizowała płodność tutejszej ziemi, od której zależała pomyślność królestwa. Funkcję symboliczną pełniły także zbiorniki wodne i kanały nawadniające będące obrazem wielkiego oceanu, który otaczał świętą górę.
Angkor Thom, otoczony kamiennymi posągami opiekuńczych bóstw, należy do bodaj najpiękniejszych kompleksów świątynnych na świecie. W jego centrum wznosi się buddyjska świątynia Bajon z 4 wieżami, zwróconymi ku 4 stronom świata, a każdą z nich ozdabia uśmiechnięta twarz.”

Colin Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

 

Przypomnijmy sobie, jaki kształt miała zbudowana przez Posejdona dla Klejto stolica Atlantydy, czy odpowiadający jej Krzyż Atlantydy (trzy kanały z morza i dwa z ziemi), a także co ten Krzyż symbolizował, i spójrzmy teraz na kształt świątyni w Angkor Wat.
Czy pomiędzy tymi budowlami jest jakieś podobieństwo?
Jeśli tego jeszcze „nie widzisz”, to lepiej zacznij czytać tę książkę od początku. Jeśli jednak zgadzasz się ze mną, iż jest to ta sama wiedza o Człowieku i jego przyszłości (Królestwo Boże), co symbolizujące sobą Krzyż Atlantydy i świecznik Menora (rozdział XVII), to musisz się zgodzić także z tym, że wiedza ta była powszechnie znana na całym świecie – bądź to w wyniku mistycznego kontaktu wierzącego z Najwyższym (Abraham, Budda), bądź też na wskutek bezpośredniego wpływu jednej cywilizacji na drugą (Sumer, Egipt).
Nie jest także przypadkiem, że w świątyni Bajon – z czterema wieżami, każda z tych wież ozdobiona jest uśmiechniętą twarzą Buddy, zwróconą w cztery strony świata. Jakże podobne jest to w swojej symbolice z Posągiem Światowida – znalezionym w Zbruczu (Polska – I tys. p.n.e.), czy też z indiańskimi Totemami z Am. Północnej.
Podsumowując ten rozdział chciałbym podkreślić, iż Nauki Buddy uformowane później przez jego uczniów w Religię, miały stanowić antidotum na „niezdrowe” zapędy mistrzów jogi. Podobnie jak Pitagoras swoim „Świętym Poematem”, Budda – „Listem do Kalamitów” normuje zasady moralne, jakimi powinien posługiwać się mądry i sprawiedliwy Człowiek, by wieść godne i cnotliwe (ascetyczne) życie. I właśnie te „dobra duchowe”- „nauczanie etyczne” i „miłująca życzliwość”, są najcenniejszymi wartościami jakie Nauki Buddy wnoszą do skarbnicy Myśli Człowieka.

Jakiekolwiek są żywe stworzenia
– słabe albo w pełni mocy,
wysokie, wielkie, średnie czy niskie,
subtelne czy grubomaterialne,
widzialne albo niewidzialne,
żyjące daleko czy blisko,
zrodzone i szukające narodzin
– niechaj wszystkie one będą szczęśliwe.
Niechaj jeden drugiego nie oszukuje,
niechaj nikt nikim nie pogardza,
niechaj [nikt] pełen gniewu i odrazy
nie życzy nikomu cierpienia.
I niechaj cały świat przenika myśl
pełna miłującej życzliwości bezmiernej (Sn 146- 148, 150)

Michael Carrithers, Budda

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze komentarze
Przysłowia i sentencje

Jest coś wyższego w górze, które miesza zamiary śmiertelnych (co przeszkadza zamiarom śmiertelników).
Walerian Łukasiński
----------------------
Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze, zawsze ludzie tego nie pojmują.
Heraklit
---------
Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy czasem.
Człowiek będzie musiał pojąć czas
i opanować go. Albowiem czas jest nasieniem wszechświata.
Mahabharata
---------------
Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.
Albert Einstein
----------------

Jak ten czas leci!
Czerwiec 2017
P W Ś C P S N
« Maj    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
Visits
Weather condition