Get Adobe Flash player

Achilles Last Stand – czyli reminiscencje z wojny trojańskiej

 

1. Achilles Last Stand

It was an April morning when they told us we should go 
As I turn to you, you smiled at me 
How could we say no? 

With all the fun to have, to live the dreams we always had 
Oh, the songs to sing, when we at last return again 

Sending off a glancing kiss, to those who claim they know
Below the streets that steam and hiss,
The devil’s in his hole 

Oh to sail away, To sandy lands and other days
Oh to touch the dream, Hides inside and never seen. 

Into the sun the south the north, at last the birds have flown 
The shackles of commitment fell, In pieces on the ground 

Oh to ride the wind, To tread the air above the din 
Oh to laugh aloud, Dancing as we fought the crowd 

To seek the man whose pointing hand, The giant step unfolds 
With guidance from the curving path, That churns up into stone 

If one bell should ring, in celebration for a king 
So fast the heart should beat, As proud the head with heavy feet. 

Days went by when you and I, bathed in eternal summers glow 
As far away and distant, Our mutual child did grow 

Oh the sweet refrain, Soothes the soul and calms the pain 
Oh Albion remains, sleeping now to rise again 

Wandering & wandering, What place to rest the search 
The mighty arms of Atlas, Hold the heavens from the earth 

The mighty arms of Atlas, Hold the heavens from the earth 
From the earth… 

I know the way, know the way, know the way, know the way (X2)

Oh the mighty arms of Atlas, Hold the heavens from the earth.

Ostatnia walka Achillesa

Był kwietniowy poranek gdy rzekli do nas, iż powinniśmy ruszać
A kiedy odwróciłem się do ciebie, ty uśmiechnęłaś się do mnie
Jak mogliśmy odmówić?

Ta cała zabawa która na nas czekała, żyliśmy marzeniami, które mieliśmy od zawsze
Pieśni które śpiewaliśmy, kiedy wreszcie powróciliśmy do domów 

Posyłając przelotne pocałunki, tym, którzy twierdzą że wiedzą
Pod ulicami, gdzie para i syk
Diabeł żyje w swojej norze

Oh, by pożeglować prosto do piaszczystych krain i innych dni
Oh, by dotknąć snu, ukrytego wewnątrz i nigdy nie ujrzonego 

W słońcu, na południu i północy, gdzie w końcu przyleciały ptaki,
Kajdany zobowiązań spadły na ziemię, rozbite na kawałki

Och, osiodłać wiatr, przemierzać przestworza ponad zgiełkiem,
Och, zaśmiać się głośno, gdy tańcząc walczymy z tłumem

Poszukując człowieka wskazującego ręką, olbrzymi krok naprzód
Prowadzeni z krzywej ścieżki, co obraca się w kamień

Jeśli jeden dzwon zabrzmi ku chwale króla 
Serce powinno bić tak szybko, jak dumna głowa z ciężkimi stopami

Nasze dni minęły gdy ja i ty, kąpaliśmy się w wiecznych letnich poświatach
Tak daleko stąd, nasze wspólne dziecko dorosło

Och, ten słodki refren, Koi duszę i uśmierza ból
Och, Albion pozostaje, teraz śpi by powstać znów

Wędrujemy i wędrujemy, które miejsce pozwoli nam odpocząć od szukania
Potężne ramiona Atlasa, podtrzymują niebiosa nad Ziemią

Potężne ramiona Atlasa, podtrzymują niebiosa nad Ziemią
Ponad Ziemią

Znam drogę, znam drogę, znam drogę, znam drogę
Znam drogę, znam drogę, znam drogę, znam drogę,

Och, Potężne ramiona Atlasa, podtrzymują niebosa nad Ziemią

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,led_zeppelin,achilles_last_stand.html

Przy omówieniu okładki płyty Precence starałem się przekonywać, że płyta Precence jest skonstruowana na podobnej zasadzie jak wszystkie poprzednie – obowiązuje ją zasada kontinuum czasu, kiedy to każda z zaprezentowanych piosenek w swojej ukrytej warstwie koduje jakieś konkretne wydarzenie, zaś każdy następny utwór jest, niejako jego kontynuacją i zarazem rozwinięciem. Zacznijmy zatem od samego początku – od wprowadzającego w temat „libretta” całej tej płyty. Na wstępie bardzo ciekawa opinia na temat tytułu pierwszego utworu płyty Achilles Last Stand:

Sugerowano, że tytuł piosenki został pierwotnie miał być znany jako „Pieśni wózka inwalidzkiego” jako uznanie złamaną kostkę Zakładu, który spowodował go obawiać, że nigdy nie będzie już chodzić, a co było wynikiem wypadku samochodowym. Lirycznie, piosenka została zainspirowana doświadczeń Zakładu w Maroku, gdzie i Page wyjazd następujących Led Zeppelin w 1975 koncertów Earls Court. Roślina szczególności odnosi się do Maroka Góry Atlas w wierszu: „Potężne ramiona Atlas trzymać niebiosa z Ziemi”. Jest to podwójne znaczenie sugerować góry Atlas w sensie fizycznym zdaje się podtrzymywać niebo, jak również odniesienie do Titan Atlas jego zadanie pomieścić niebo na ramionach, a więc oddzielenia go od Ziemi.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Achilles_Last_Stand

Bardzo „ciekawa” i niestety idąca na zbytnią łatwiznę, ale jednak „bajeczka” – a to dlatego, iż tak dosłowne traktowanie zakodowanych informacji i to szczególnie jeśli chodzi o tytuły, skazane z góry jest na porażkę z powodu zbyt dosłownego skojarzenia. Już wielokrotnie wcześniej dawałem na to przykłady, iż jest to droga wiodąca wprost do labiryntu mylnych wniosków i niestety tak jest i tym razem. Zatem, co może być motywem przewodnim tego utworu? Odpowiedź na to zasadnicze pytanie jest banalnie prosta, ale zarazem i trudna do wyartykułowania, ponieważ bez poznania kontekstu prawie niemożliwym jest prawidłowe zinterpretowanie zamieszczonej w tytule „nici Ariadny”. Dopiero zapoznając się w tym wszystkim co pisałem we wcześniejszych wpisach przy okazji omawiania płyty: Houses of the Holy, począwszy od utworu: Dancing Days, aż do końca, będzie można w zasadniczy sposób zapoznać się z istotą znaczenia tytułu aktualnie omawianego utworu.

<<<Wszystkie poprzednie utwory zamieszczone na tej płycie odnoszą się do „osobistych” przeżyć brodatego mężczyzny – czyli najistotniejszego podmiotu lirycznego, jakim jest autor książki Gloria olivae. Także i ten odnosi się bezpośrednio do osoby, o której mowa w tym utworze – jest to zapis jego aktualnej sytuacji w jakiej się on znajduje, jest to informacja o jego aktualnym stanie psychofizycznym jaki on aktualnie odczuwa. Jest to związane z jego przeżyciami i emocjami zupełnie już prywatnymi.

Otóż ni mniej, ni więcej, w jego życiu nastąpiła tak „radosna” chwila, że jego emocje „eksplodowały”, a jednym z najłatwiejszych sposobów na „rozładowanie” emocji jest muzyka i jej najpiękniejsza emanacja – taniec. Tak jak członkowie zespołu z całego serca „radują się” – tak też i nasz brodaty mężczyzna przeżywa, przeżywał momenty nieopanowanej „radości”. Nie wdając się w szczegóły, choć jestem o tym przekonany, że związane są, były z tym wszystkim o czym już pisałem na ten temat przy okazji dekodowania pierwszego utworu czwartej płyty zespołu Led Zeppelin: Black Dog – chodzi mi konkretnie o jego łagodniejszą, bardziej osobisto – emocjonalą wersją. I to jest cała „prawda” o tych „dniach tańca” – czyli niewypowiedzianej radości z powodu powrotu „koła życia” do swego punktu wyjścia.

Ostatni utwór z płyty: Houses of the Holy – czyli Ocean, wprost już „mówi” o tym co – a bardziej zasadnie kto jest powodem tak radosnego uniesienia głównej postaci ostatnich utworów – od czwartej płyty zespołu.

<<<Te zupełnie nieprzypadkowe informacje miały swój określony cel – swojego określonego adresata. Oczywiście chodzi tu cały czas o główny temat przewodni – wiwisekcja przeżyć „brodatego mężczyzny”, ale co wyjątkowe, uzupełnione to zostało o całkiem materialny jego kontakt z osobą równie materialną. (…) Jednak by nie uciec od tematu powiem tylko, że najistotniejszą informacją jest w tym przypadku – literka „c” – wymawiana w odpowiedniej artykulacji, oraz ilość jej występowania – czyli 2. Zatem chodzić tu może o miejsce zamieszkiwania, jak i ilość członków rodziny tej osoby. Czy tak jest w istocie? Nie mnie to oceniać. Ale z kontekstu wynika, że jest to wysoce prawdopodobne.

Biorąc wszystko powyższe pod uwagę, a także, co najistotniejsze, uaktualniony przez całkiem realny rozwój wypadków kalendarz wydarzeń, można bez cienia wątpliwości o pomyłkę, zakończyć niniejszy wywód wnioskiem, iż tą drugą „istotną” osobą – partnerką tańca (z Dancing Days) jest właśnie osoba zamieszkała w mieście na literkę „c” (z wydechem), czego kontynuację można znaleźć w aktualnie omawianym utworze. O kogo chodzi, to w tym momencie jest już sprawą zupełnie mało istotną, zważywszy, iż temat ten wymaga jak najdalej posuniętej dyskrecji.

Nie wdając się w jakieś głębsze analizy tekstu, z którym tytuł utworu jest immanentnie związany, od razu przejdę do meritum zagadnienia stwierdzając, iż najistotniejszym kontekstem tak całego utworu jak i wszystkich poprzednich „nieosobistych” tylko, a wspólnych z „partnerką tańca”, przeżyć głównej postaci – brodatego mężczyzny, jest wojna trojańska, w której to należy poszukiwać owej drugiej równie ważnej persony. Jak wiadomo główną osią konfliktu tego eposu jest porwanie Heleny, żony króla Menelaosa, przez Parysa, księcia trojańskiego, syna króla Priama. Jedną z ważniejszych postaci tej wojny jest oczywiście Achilles, którego homerycka Iliada charakteryzuje jako największego wojownika. Z mitologii znane są także i inne walory Achillesa (słynna już nieśmiertelność – pięta), a także przepowiedziane jemu długie życie (miał być zapomniany po śmierci), albo też krótkie (choć miał zdobyć sławę). Heros ten, jak to wynika z mitów, wiedział jaka go czeka przyszłość i sam zdecydował o swoim losie – wybrał jedną z dwóch skrajnych opcji. Mając wybór, poniekąd sam zdecydował o swoim losie – jest to dość łatwy do wyciągnięcia wniosek, jednakże będzie on miał dla naszej „opowieści” swoje niebagatelne tło, którego na razie w tym miejscu jakoś bardziej szczegółowiej nie chciał bym rozkminiać, ponieważ jest to znowu sprawa nadzwyczaj delikatna i niestosownym było by gdybym akurat w tym „niestosownym” miejscu ją poruszał. Z pewnością przyjdzie i na to odpowiedni czas i stosowniejsze miejsce.

Tak więc, porwanie Heleny przez Parysa i katartyczny udział w rozwoju wypadków samego herosa Achillesa, będą głównym motywem, na którym oparłem całą swoją argumentację w wyjaśnieniu zakodowanej w ten sposób „tajemnej” wiedzy, o tym jak należy ten utwór zespołu Led Zeppelin interpretować.

Gdyby do tego dodać jeszcze losy innego bohatera wojny trojańskiej: Odyseusza – to z pewnością ogólny sens jego perypetii z pewnością nawiązywał by do „kłopotów” wcześniej wspomnianego, a także co równie istotne, do losów głównego bohatera całej tej blogowej opowieści.

Znowu, nie mam zamiaru zbyt szczegółowo i zbyt dokładnie egzemplifikować jak, kiedy i w jaki sposób losy postaci z wojny trojańskiej przypominają losy dwu głównych „aktorów”, o których wspominają wcześniej wspomniane utwory z czwartej płyty zespołu, (a także, co zbiega się z historycznym kontekstem – ostatnie cztery utwory z płyty Houses of the Holy), z powodów równie osobistych.

Jak na obecną chwilę postaram się, na tyle ile to tylko możliwe, poddać dokładnej analizie niektóre tylko wersy pierwszej piosenki zamieszczone na płycie Precence. Tak prawdę powiedziawszy to wszystkie wersy tego utworu są ciekawe i symboliczne w swoim wyrazie. Z chęcią zapoznałbym czytelników tego blogu z całą rozkodowaną wiedzą tej „poetyckiej wizji” autorów piosenki na łamach blogu, ale zdaję sobie z tego sprawę, iż nie do końca jest jeszcze przygotowany grunt na taki „eksperyment”. Nie jest to jednak jeszcze ten czas, bym całkowicie rozsunął symboliczną kotarę oddzielającą „realną” wiedzę, od subiektywnych mniemań codziennych zjadaczy chleba, którzy w równie symbolicznej wolcie krążą z klapkami na oczach, niczym niczego nie świadome konie.

Wszystkie zaznaczone kolorem zielonym wersy odnoszą się do chwili niedawno minionej (kwiecień) – i jest to jak najbardziej aktualna relacja z wydarzeń, jakie miały miejsce w rzeczywistości, i które stały się udziałem powyżej wspomnianej pary całkiem realnych „tancerzy”. O kogo chodzi i w jakich okolicznościach nastąpiło ich spotkanie, to już zupełnie inna kwestia. Takim „małym” dowodem poszlakowym są ich „ilustracje” zamieszczone w wpisie jaki wcześniej już zamieściłem: D’yer Mak’er.  Więcej szczegółów innym razem.

Wersy zaznaczone kolorem niebieskim w swoim przekazie mówią o czymś znacznie bardziej uniwersalnym i ponadczasowym niż poprzednie, ponieważ w odróżnieniu od nich nie mówią już tylko o osobistych doświadczeniach i relacjach, ale swoją gnozą dotykają rzeczy najważniejszych, takich jakie doświadczyć mogą tylko ci, którzy już odeszli, a którzy są i będą – cokolwiek to miało by znaczyć, jakkolwiek by przed tą „prawdą” się nie bronić.

Wersy zaznaczone kolorem czerwonym nie są już tak tajemnicze i nieodgadnione, ponieważ odnoszą się do tego, który swoją obecnością czuwa na na swoim dziełem, i który dbając o jego niczego nie zakłóconą ewolucję i dobrobyt, jednocześnie daje mu na tyle potrzebną wolność decydowania, by tym sposobem potwierdzić niezwykle istotny pewnik, iż wszystko to co do tej pory udało się osiągnąć ma walor wspólnego, a nie tylko czysto mechanicznego i deterministycznego, dzieła.

Wersy zaznaczone kolorem różowym wiele mówią o tych, którzy są, a ich istnienia nie można doświadczyć, i którzy czekają tylko na właściwy ku temu moment by móc zaistnieć. Kiedy i gdzie i jak to się stanie, nie mam na ten temat zupełnego pojęcia, ponieważ są na świecie rzeczy, których dostępność jest zarezerwowana tylko dla tych, którzy są już po tamtej stronie, a ja dzięki Bogu jeszcze tam się nie znajduję i nie spieszno mi do tego „błogosławionego” stanu, a jeszcze bardziej zależy mi na niczym nie zakłóconej samoświadomości, której zazwyczaj brak tym, co zbyt odważnie zaglądają za kotarę oddzielającą „to co jest” od tego „czego nie ma”.

Wersy zaznaczone kolorem czarnym, pozostawiam już do samodzielnego przemyślenia tym, którzy mają choć odrobinę dobrej woli, oraz nie jest im obca umiejętność myślenia.

Zapewne moja interpretacja (rozkodowanie) tego utworu zespołu Led Zeppelin nie jest doskonała, z pewnością pobieżna i nieco lakoniczna, ale na obecną chwilę nie jestem w stanie wyartykułować niczego więcej ponadto co powyżej można przeczytać, ponieważ konwencja blogu nie jest stosownym środkiem ku temu by rozwodzić się w bardziej „merytoryczny” sposób, a to z tego powodu, iż zajęło by mi to zbyt wiele czasu, którego coraz mniej, a także, co z tego wynika, coraz mniej mi na to chęci by uświadamiać „pustkę” na „pustyni” – cokolwiek by to miało znaczyć.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze komentarze
Przysłowia i sentencje

Jest coś wyższego w górze, które miesza zamiary śmiertelnych (co przeszkadza zamiarom śmiertelników).
Walerian Łukasiński
----------------------
Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze, zawsze ludzie tego nie pojmują.
Heraklit
---------
Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy czasem.
Człowiek będzie musiał pojąć czas
i opanować go. Albowiem czas jest nasieniem wszechświata.
Mahabharata
---------------
Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.
Albert Einstein
----------------

Jak ten czas leci!
Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« Lip    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  
Visits
Weather condition