Get Adobe Flash player

The Piper at the Gates of Dawn – czyli Led Zeppelin III

No i czas na okładkę pierwszej płyty zespołu Pink Floyd. By móc zmierzyć się z tym tematem niezbędny był ten nieco przydługi wstęp, na który składa się z niezwykła i niestety zupełnie nieznana i niedoceniana postać Syda Barretta, jak również moje „podprogowe” tłumaczenie nazwy zespołu, no i wreszcie „rozkminiony” tytuł ich debiutanckiego albumu – patrz poprzednie wpisy. Jednakowoż by móc dokładnie zrozumieć przesłanie jakie przyświecało twórcom tego „kodu” wysłanego w „muzyczną czasoprzestrzeń”, należy wiedzieć cokolwiek więcej na ten temat. Cóż zatem do tego dodać by uniknąć niepotrzebnego błądzenia w labiryncie mylnych wniosków, czy też, co bardziej irytuje, ignoranckiego przekonania, iż wszystko co jest dziełem tego zespołu jest tylko i wyłącznie kolejną, jedną z wielu, artystyczną wizją jakichś „naćpanych” rockmenów.

Uważny czytelnik mojego bloga zapewne bez kłopotów pamięta moje wpisy jakie zamieściłem przy okazji omawiania siódmej płyty zespołu Led Zeppelin: Precence, a konkretnie wpis inaugurujący dotyczący „obecności Pielgrzyma wśród tubylców”. O co w nim chodzi, czego dotyczy? Nie jest trudnym samemu to sprawdzić, ale by nieco ułatwić tym, którzy dopiero teraz zapewne przez „przypadek” tutaj zaglądnęli, powiem tylko, iż jest tam w bardzo logiczny, jak mniemam, sposób zawarta sugestia ukierunkowująca tok myślenia w stronę wszystkiego tego co w swojej symbolicznej warstwie implikuje film Stanleya Kubricka: 2001: Odyseja kosmiczna – czyli Monolit, którego wszędzie pełno…Opatrzność….Jaźń… Inteligencja….

Inną równie ważną podpowiedzią jest wszystko to co można wywnioskować z mojej interpretacji pierwszych czterech albumów zespołu Led Zeppelin – czyli kontinuum wydarzeń od czasów najdawniejszych (kosmologia), poprzez wszystkie najważniejsze wydarzenia znane z historii powszechnej, aż po współczesność, która „objawia się” w losach – życiorysie jednej, ale za to jakiej, osoby…

I od tego – czyli od nawiązania do czterech pierwszych płyt zespołu Led Zeppelin wypadałoby rozpocząć tą opowieść. Zatem by nie przedłużać, zacznę od przedstawienia głównej tezy tego wpisu. Otóż moim zdaniem pierwsza płyta zespołu Pink Floyd: The Piper at the Gates of Dawn w swojej formie jak i treści w zadziwiająco bliźniaczy sposób nawiązuje do początkowego etapu twórczości Zeppelinów, natomiast okładka ich debiutanckiego dzieła w artystyczno-wizjonerski sposób tą kwestię szyfruje. By to stwierdzić nie trzeba wiele wysiłku – trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać. Porównując okładkę aktualnie omawianej płyty z okładką trzeciej płyty zespołu Led Zeppelin http://gloriaolivae.pl/?p=2755 – oraz z tym wszystkim co na jej temat wysublimowałem, to widać pewne podobieństwa, a wszelki sceptycyzm szybko „ucichnie” wraz z zapoznaniem się tekstami poszczególnych utworów obu tych płyt. Podobnie rzecz się ma z ilustracją zamieszczoną na odwrocie płyty Floydów. Cóż ta dziwna postać może symbolizować, jakiej treści można oczekiwać – mając cały czas w pamięci, iż nie jest to tylko „przypadkowa” artystyczna wizja jakiegoś „przypadkowego” artysty. Na fakt, iż nie jest to tylko „zwykła”, jedna z wielu, szybko zapomniana ilustracyjka, naprowadza poniżej wyrażona opinia – ostatnie zdanie cytatu.

<<<Trudno uwierzyć, że od wydania tego albumu minęło już prawie pół wieku. Zespół, którego ówczesny Spiritus Movens miał w niedługim czasie zapuścić się zbyt głęboko w świat narkotyków, tym dziełem pchnął rocka w nowe rejony psychodelii. Eksperymentalnej, miejscami transowej muzyce towarzyszy zdjęcie mające oddawać halucynogenne wizje.

Standardem owych czasach było zamieszczanie na okładce fotografii zespołu. Że Pink Floyd nie miało jeszcze wyklarowanej wizji artystycznej, to uznano to za oczywistość (zdjęcia grupy na okładkach z lat 70. już się nie pojawiały). EMI wybrało pierwszego z brzegu swojego fotografa po czym zostawiono mu wolną rękę, nie przykładając specjalnej wagi do opakowania płyty.

Vic Singh nie dysponował zbyt dużym budżetem, a chciał na zdjęciu uchwycić oniryczny charakter muzyki. Zamiast wydawać pieniądze na postprodukcję użył podarowanej przez przyjaciela, niejakiego Georga Harrisona, soczewki-pryzmatu zakładanej na obiektyw (jeden jak i drugi do tej pory nie widział dla niej żadnego zastosowania). Fotograf zalecił muzykom, żeby założyli na sesję jak najjaskrawsze ciuchy i zaprosił do studia. Przyszli, wypalili z nim parę jointów i zapozowali. Barrettowi bardzo spodobało się przedsięwzięcie, wykonał nawet zdjęcia próbne przez pryzmat, a po sesji namalował grafikę na tylną okładkę.

Dla tych, którym psychiatra notuje na czerwono odpowiedź do zadania „powiedz, co widzisz na rysunku”: to powyżej to nie mutant z radioaktywnych bagien, tylko zwykły obrys grupy tańczących ludzi.

(link)- http://okladki.net/okladki/show/134-pink-floyd–the-piper-at-the-gates-of-dawn

Mutant z radioaktywnych bagien, czy obrys grupy ludzi? Oj blisko, blisko. Tak jak awers okładki symbolizować ma szeroko rozgałęzioną i „chaotyczną” ewolucję – co jest jedną z głównych zasad tego procesu zmian zachodzących w czasie, tak rewers jest ideogramem, który personifikować ma te zmiany w dosłownym tego słowa znaczeniu. Jest to zawarty w jednym symbolu cały proces jaką przeszła istota człekokształtna – są tam nałożone na siebie wszystkie wcześniejsze stadia rozwojowe istoty człekokształtnej, z której, w wyniku ewolucyjnych zmian, „wykrystalizował się” Człowiek nam współczesny. I to jest cała „tajemnica” tej okładki, czego potwierdzeniem są wszystkie utwory na niej zamieszczone.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze komentarze
Przysłowia i sentencje

Jest coś wyższego w górze, które miesza zamiary śmiertelnych (co przeszkadza zamiarom śmiertelników).
Walerian Łukasiński
----------------------
Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze, zawsze ludzie tego nie pojmują.
Heraklit
---------
Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy czasem.
Człowiek będzie musiał pojąć czas
i opanować go. Albowiem czas jest nasieniem wszechświata.
Mahabharata
---------------
Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.
Albert Einstein
----------------

Jak ten czas leci!
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
Visits
Weather condition