Get Adobe Flash player

Wish You Were Here – okładka płyty

Tradycyjnie już omówienie płyty zaczynam od okładki i ponownie przychodzi mi wyrazić swój „entuzjazm” nad geniuszem tych, którzy zakodowali w jej szacie graficznej tyle, dotychczas „niedostępnej” postronnym, a przecież tak łatwej (już teraz) do wydedukowania, wiedzy. By cokolwiek na ten temat powiedzieć, należy zapoznać się z tym co na ten temat do tej pory „oficjalnie” wiadomo.

<<<Wish You Were Here was sold in one of the more elaborate packages to accompany a Pink Floyd album. Storm Thorgerson had accompanied the band on their 1974 tour, and had given serious thought to the meaning of the lyrics, eventually deciding that the songs were, in general, concerned with „unfulfilled presence”, rather than Barrett’s illness. This theme of absence was reflected in the ideas produced by his long hours spent brainstorming with the band. Thorgerson had noted that Roxy Music’s Country Life was sold in an opaque green cellophane sleeve – censoring the cover image – and he copied the idea, concealing the artwork for Wish You Were Here in a black-coloured shrink-wrap (therefore making the album art „absent”). The concept behind „Welcome to the Machine” and „Have a Cigar” suggested the use of a handshake (an often empty gesture), and George Hardie designed a sticker containing the album’s logo of two mechanical hands engaged in a handshake, to be placed on the opaque sleeve (the mechanical handshake logo would also appear on the labels of the vinyl album this time in a black and blue background). The album’s cover images were photographed by Aubrey ‚Po’ Powell, Storm’s partner at the Pink Floyd design studio Hipgnosis and was inspired by the idea that people tend to conceal their true feelings, for fear of „getting burned”, and thus two businessmen were pictured shaking hands, one man on fire. […]

The album’s back cover depicts a faceless „Floyd salesman”, in Thorgerson’s words, „selling his soul” in the desert (shot in the Yuma Desert in California again by Aubrey ‚ Po ‚ Powell). The absence of wrists and ankles signifies his presence as an „empty suit”. The inner sleeve shows a veil concealing a nude woman in a windswept Norfolk grove, and a splash-less diver at Mono Lake – titled Monosee (the German translation of Mono Lake) on the liner notes – in California (again emphasising the theme of absence).

<<<Wish You Were Here był sprzedawany w jednym z bardziej wyszukanych opakowań, które towarzyszyły albumowi Pink Floyd. Storm Thorgerson towarzyszył zespołowi podczas ich trasy koncertowej w 1974 roku i poważnie zastanawiał się nad znaczeniem tekstów, decydując się w końcu, że chodzi o „niespełnioną obecność”, a nie o chorobę Barretta.

Ten motyw nieobecności znalazło odzwierciedlenie w ideach produkowanych przez jego długich godzin spędzonych mózgów z zespołem. Thorgerson zauważył, że Roxy Music’s Country Life został sprzedany w nieprzezroczystej zielonej rękawie celofan – cenzurowania okładkę – a on skopiował pomysł, ukrywając grafikę do Wish You Were Here czarnym kolorze termokurczliwą (co powoduje, że album jest „nieobecny”) Koncepcja „Witamy w Maszynie” i „Have a Cigar” zasugerowała użycie uścisku dłoni (często pustego gestu), a George Hardie zaprojektował naklejkę zawierającą logo albumu dwóch mechanicznych rąk, które miały być uzgadniane na mechanicznym klamrze (na etykietach albumu winylowego pojawiły się także czarno-niebieskie tło). Obrazy okładek albumu zostały sfotografowane przez Aubrey ‚Po’ Powell, partnera Storma w hipodozowym studiu projektowym Pink Floyd i zainspirowało się tym, że ludzie mają tendencję do ukrywania swoich prawdziwych uczuć, z obawy przed „spaleniem”, a tym samym dwóch przedsiębiorców na zdjęciu drżenie rąk, jeden człowiek w ogniu. […]

Na tylnej okładce albumu widać bezgranicznego „Floyda sprzedawcy”, w słowach Thorgersona, „sprzedając duszę” na pustyni (strzał w rejonie pustyni Yuma w Kalifornii ponownie przez Aubrey ‚Po’ Powell). Brak nadgarstków i kostek oznacza jego obecność jako „pusty garnitur”. Wewnętrzna tuleja pokazuje zasłonę ukrywającą nagą kobietę w wietrzonym gaju oliwnym Norfolk i nurek bezbarwny na jeziorze Mono – Monosee (niemieckie tłumaczenie Mono Lake) na notatkach – w Kalifornii (ponownie podkreślając temat nieobecności).

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here_(Pink_Floyd_album)

Tyle w tej okładce informacji, że sam nie wiem od czego zacząć, ale jak sądzę najważniejszym jej elementem jest logo albumu – dwóch „mechanicznych” rąk na tle czterech żywiołów: wody, ognia, ziemi i powietrza. W tym jednym graficznym rebusie zawiera się tak ogromny potencjał „ukrytej” wiedzy, iż musiałbym na jego ponowne wytłumaczenie poświęcić kilka kolejnych wpisów. Piszę ponownie z pełną świadomością, albowiem „podprogowa” wiedza, jaka zawarta jest w tych czterech żywiołach stanowi temat przewodni książki, której jestem autorem, (o takim samym co ten blog tytule), ale także jest głównym elementem zaszyfrowanej wiedzy, którą (w swojej twórczości) przekazał potomnym zespół Led Zeppelin. O tym, iż jest to zespół muzyczny, w pewnym sensie bliźniaczo – lustrzany do Pink Floyd, wielokrotnie już argumentowałem, jednakże to co w tym momencie jest najistotniejszym problemem, to owe logo z aktualnie omawianej płyty.

I tak zacznijmy od tego, że logo to w swojej formie i treści jest tożsame z tym wszystkim co koduje sobą Zeppelinowski symbol ZOSO – cztery żywioły, które uzupełnia piaty symbol Sandy Denny – czyli kwintesencja. Wszystkiego tego co te symbole znaczą można się dowiedzieć w podanym poniżej linku do dyskografii tego bliźniaczego zespołu – konkretnie czwartej ich płyty. (link)- http://gloriaolivae.pl/?page_id=77

Przyrównując wtedy symbol Sandy Danny do Jerozolimy – duchowej stolicy trzech religii monoteistycznych chodziło mi w głównej mierze o graficzne podobieństwo obu zamieszczonych w tam ideogramów, jednak de facto chodziło w nich o symbol zjednoczenia – spotkania – wspólnych korzeni, tych religii. Jaki to ma związek z Floydowskim logo? Otóż ma i to kardynalne. Na zasadzie podobieństwa można założyć, iż jego twórcom (Storm Thorgerson i studio graficzne Hipgnosis) chodziło o podkreślenie – uwznioślenie faktu spotkania (podane sobie dłonie), ale to spotkanie miało mieć daleko bardziej ponadczasowe znaczenie niż to się może z pozoru wydawać. Sądzę, że moje poprzednie wpisy to zagadnienie wyczerpująco wyjaśniły, że będzie to spotkanie, przywitanie się dwóch światów – tego które było, z tym które aktualnie jest, i nie chodzi tu bynajmniej o jakieś głupoty, jakie trawią umysły różnych poszukiwaczy światów pozaziemskich (UFO i inne takie niedorzeczności), ale raczej o najzupełniej „egzystencjonalne” byty, z których jeden był, a drugi jest, i oba kiedyś się spotkają. W skali mikro niebawem każdy z nas za kilka – kilkadziesiąt lat) trafi do miejsca owego spotkania, a w skali makro będzie to spotkanie po „ciemnej stronie księżyca” – całych cykli wszechświata.

Tak a propos, to witające się dłonie z logo okładki płyty Wish You Were Here, moim zdaniem personifikują owe dwa „światy”. Ten, który był – przedstawiony jest za pomocą ideogramu mechanicznej – automatycznej ręki robota, natomiast ten, w którym aktualnie my jesteśmy, antropomorfizuje podobna ręka, z tym że, moim zdaniem, jej faktura ma inne tworzywo. Jak sądzę, może tu chodzić raczej o fakt, iż człowiek w gruncie rzeczy jest najwyższą – najdoskonalszą formą Ewolucji i z tego też powodu powszechnie uznaje się, że stoi na czele całego Królestwa zwierząt, co skutkować może (moim) skojarzeniem, iż stoi on niczym pomnik na cokole, ponad otaczającą go przestrzenią. Kształt owej ręki przywodzi mi na myśl, iż jest ona „zbudowana z takich betonowych, czy marmurowych (to nieistotne) elementów, takich samych z jakich budowane są (niektóre) pomniki. To tyle jeśli chodzi o skojarzenia, może poprawne, może nie, ale mimo wszystko to logo ma takie samo przesłanie jak piąty element z dyskografii zespołu Led Zeppelin – co w ogólniejszym znaczeniu odnosi się do kwintesencji – eteru.

Potwierdzeniem tych moich wywodów jest fakt zamknięcia, umieszczenia płyty w czarnym termokurczliwym celofanowym (foliowym) opakowaniu, co jak sądzę symbolizować miało „ciemną stronę księżyca” czyli czas „niebytu”, w którym to czasie już nie było i jeszcze nie było Ewolucji – czas po kolapsie wszechświata i ponownym wielkim wybuchu. Zresztą nawet sam twórca koncepcji okładki Storm Thorgerson nie krył się z tym, że album jest „nieobecny” (therefore making the album art „absent”).

I jeszcze jedna kwestia z tym związana – choroba Barretta i jego rzekoma obecność podczas nagrywania płyty przez zespół. Nie wiem czy śmiać się czy płakać nad naiwnością odbiorców tej smutnej opowiastki, ale wszystko na to wskazuje, że to tylko „nieprzypadkowy” zbieg okoliczności, że Syd był akurat wtedy w tym miejscu, a może to tylko zręczny manewr mający za zadanie wytłumaczyć komu dedykowany jest główny utwór na tej płycie: Shine On You Crazy Diamond. Jeśli chodzi o sam utwór to temu problemowi poświęcę osobny wpis, w tym momencie ważniejszą sprawą jest opinia Storma Thorgersona, dzięki której można dojść do rozwikłania kolejnego piramidalnego absurdu. Storm Thorgerson towarzyszył zespołowi podczas ich trasy koncertowej w 1974 roku i poważnie zastanawiał się nad znaczeniem tekstów, decydując się w końcu, że chodzi o „niespełnioną obecność”, a nie o chorobę Barretta.

Jak to możliwe by członkowie zespołu od pięciu lat nie kontaktowali się z Barrettem, zupełnie nie interesowali się jego losem – nic nie wiedzieli o jego wyglądzie, chorobie i nałogach, i nagle tak ich wzięło na wspomnienia, że poświecili mu najważniejszy utwór na płycie, a nawet dwa jak chcą różni „znawcy” tematu zespołu Pink Floyd (Wish You Were Here). Jeśli nawet tak było (co wykluczam) to dlaczego nigdy późnej z nim się nie skontaktowali? Tak bardzo im zapadł w pamięć i tak go szanowali, że „poświęcili” mu dwa utwory, a nie było ich stać na pomoc człowiekowi, który kiedyś był ich kolegą. Kilka tygodni pracy nad utworami jest dość dużym wysiłkiem artystycznym, przy którym musieliby wspominać swojego kolegę, a jakoś w pamiętnikach członków zespołu o tym „fakcie” raczej cicho. Owszem, „wspomnienia” są, ale dopiero po niespodziewanej wizycie.

Po sukcesie finansowym ostatniej ich płyty mogliby sobie pozwolić na „dożywotnią” pomoc byłemu członkowi zespołu, ale tego nie uczynili, bo tak naprawdę jego los, raczej ponury, oprócz „łezki” nic ich nie obchodził. Z tego też można wyciągnąć wniosek, iż sprawa wizyty Syda podczas nagrywania utworów do płyty jest tak grubymi nićmi szyta, że pęka w szwach już przy pierwszym porządnym potrząśnięciu. Opinia Thorgersona w tej kwestii „niestety” tylko potwierdza mój sceptycyzm. Pośrednim dowodem tej „mistyfikacji” są wspomnienia Gilmoura, który w wywiadzie radiowym w 2006 roku stwierdził, iż nie rozmawiał z Barrettem od 1975 roku. Pozostali członkowie również z nim się nie widzieli aż do dnia jego śmierci.

<<<Według książki Saucerful of Secrets: The Pink Floyd Odyssey, Syd Barrett pojawił się w studiu w środku sesji nagraniowej. Było to 5 czerwca 1975 roku, właśnie nagrywane były chórki do „Shine On You Crazy Diamond”. Był to także dzień ślubu Davida Gimoura z jego pierwszą żoną, Ginger. Barrett przybył do studia niezapowiedzianie, a przytył tak, że niektórzy go nie rozpoznali. Był także całkowicie ogolony, łącznie z brwiami (aluzja do tego miała miejsce w The Wall). Jerry Shirley wziął go za członka sekty Hare Krishna. Reszta była bliska płaczu: Waters wyznał później, że uronił łzy. Zagrali dla niego jakiś utwór (Mason powiedział, że nie pamięta jaki, jednak wspomina że mogło to być „Shine On You Crazy Diamond”). Kiedy skończyli, Syd siedział bez ruchu. Kiedy ktoś zaproponował, żeby zagrali to ponownie, Barrett zapytał jaki jest sens w graniu ponownie tego, co przed chwilą słyszeli. Zagrali mu również „Wish You Were Here” i zapytali, co o tym sądzi, na co odparł: „Brzmi trochę staro”. Zapytał jednocześnie, czy jest coś, co mógłby dla nich zrobić i oświadczył, że jeśli będzie potrzebny, jest pod ręką. Później tego samego dnia Phil Taylor, jeden z techników zespołu, widział Syda szukającego kogoś, kto podwiózłby go do domu. Unikając niezręcznej sytuacji, Taylor, by pozostać niezauważonym, schylił się w swoim samochodzie, gdy Syd przechodził obok. Nie wiadomo jak Barrett wrócił do domu. Przed tym wydarzeniem nie był widziany przez członków zespołu od 5 lat, nie był też widziany po tym wydarzeniu. Aby upamiętnić tę wizytę, Rick Wright cicho i delikatnie zagrał refren utworu „See Emily Play” w końcowych sekundach albumu.

W czerwcu 2006 w wywiadzie dla nowojorskiej stacji radiowej, krótko przed śmiercią Barretta, Gilmour wspomniał, że nie rozmawiał z nim od 1975 roku.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here

Całe to „nieporozumienie” definitywnie kończą słowa Rogera Watersa.

<<<I’m very sad about Syd. Of course he was important and the band would never have fucking started without him because he was writing all the material. It couldn’t have happened without him but on the other hand it couldn’t have gone on with him. „Shine On” is not really about Syd—he’s just a symbol for all the extremes of absence some people have to indulge in because it’s the only way they can cope with how fucking sad it is, modern life, to withdraw completely. I found that terribly sad.

<<<Bardzo się cieszę z Syd. Oczywiście był ważny i zespół nigdy by nie zaczął się bez niego, ponieważ pisał cały materiał. Nie mogłoby się wydarzyć bez niego, ale z drugiej strony nie mogło się z nim pogodzić. Shine On” naprawdę nie dotyczy Syd – jest tylko symbolem wszystkich skrajności nieobecności, z których niektórzy muszą się poświęcić, ponieważ jest to jedyny sposób, w jaki mogą poradzić sobie z tym, jak cholernie smutne jest życie współczesne, aby całkowicie wycofać się. Znalazłem to strasznie smutne.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here_(Pink_Floyd_album)

Zatem to nie Sydowi Barettowi poświęcone są powyżej wspomniane dwa utwory. Komu? O tym już przy okazji kolejnych wpisów. Nie są to wszystkie ciekawe elementy składowe okładki.

<<<The album’s cover images were photographed by Aubrey ‚Po’ Powell, Storm’s partner at the Pink Floyd design studio Hipgnosis and was inspired by the idea that people tend to conceal their true feelings, for fear of „getting burned”, and thus two businessmen were pictured shaking hands, one man on fire. […] Two stuntmen were used (Ronnie Rondell and Danny Rogers), one dressed in a fire-retardant suit covered by a business suit. His head was protected by a hood, underneath a wig. The photograph was taken at the Warner Bros. studios in Los Angeles.

<<<Obrazy okładek albumu zostały sfotografowane przez Aubrey ‚Po’ Powell, partnera Storma w hipodozowym studiu projektowym Pink Floyd i zainspirowało się tym, że ludzie mają tendencję do ukrywania swoich prawdziwych uczuć, z obawy przed „spaleniem”, a tym samym dwóch przedsiębiorców na zdjęciu drżenie rąk, jeden człowiek w ogniu. […] Wykorzystano dwóch kaskaczy (Ronnie Rondell i Danny Rogers), jeden ubrany w garnitur ognioodporny objęty garniturem biznesowym. Głowa była osłonięta kapturem pod peruką. Zdjęcie zostało zrobione w studiach Warner Bros w Los Angeles.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here_(Pink_Floyd_album)

Ilustracja z okładki płyty Wish You Were Here, która przedstawia dwóch ludzi, którzy witając się, podają sobie dłoń jest powtórzeniem tego wszystkiego co koduje sobą logo dwóch „mechanicznych” rąk na tle czterech żywiołów: wody, ognia, ziemi i powietrza. Jak widać, jedna z tych postaci płonie – kiedyś w wyniku poprzedniego kolapsu, poprzednie życie spłonęło, natomiast druga postać jest w doskonałej formie – co my obecnie żyjący możemy doświadczyć. I to jest cała tajemnica owego spotkania, nota bene, na tyłach studia Warner Bross – czyli po „ciemnej stronie księżyca” – w „poczekalni czasoprzestrzeni” pomiędzy megacyklami. Nie rozwijam tematu ponieważ wcześniej na ten temat już cokolwiek napisałem. Zwraca uwagę płonący człowiek oraz nadpalona okładka – jest to informacja o wielkim wybuchu, początku i końcu wszechświata, kiedy wszystko płonie. Nie bez przyczyny obaj panowie stoją w pobliżu kratki ściekowej – kiedy to cały wszechświat ten, który był oraz ten, w którym obecnie żyjemy spłynie (zapadnie się w nicości) – ulegnie kolapsowi.

<<<The album’s back cover depicts a faceless „Floyd salesman”, in Thorgerson’s words, „selling his soul” in the desert (shot in the Yuma Desert in California again by Aubrey ‚ Po ‚ Powell). The absence of wrists and ankles signifies his presence as an „empty suit”. The inner sleeve shows a veil concealing a nude woman in a windswept Norfolk grove, and a splash-less diver at Mono Lake – titled Monosee (the German translation of Mono Lake) on the liner notes – in California (again emphasising the theme of absence).

<<<Na tylnej okładce albumu widać bezgranicznego „Floyda sprzedawcy”, w słowach Thorgersona, „sprzedając duszę” na pustyni (strzał w rejonie pustyni Yuma w Kalifornii ponownie przez Aubrey ‚Po’ Powell). Brak nadgarstków i kostek oznacza jego obecność jako „pusty garnitur”. Wewnętrzna tuleja pokazuje zasłonę ukrywającą nagą kobietę w wietrzonym gaju oliwnym Norfolk i nurek bezbarwny w Mono Lake – zatytułowanym Monosee (niemieckie tłumaczenie Mono Lake) na notatkach – w Kalifornii (ponownie podkreślając temat nieobecności).

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here_(Pink_Floyd_album)

Wewnątrz albumu znajdują się dwie ciekawe ilustracje: wizerunek nagiej kobiety który wyłania się z czerwonego welonu, oraz nurek, który wskakuje do wody. Nie będę oryginalny jeśli po raz kolejny obie te ilustracje przyporządkuję dwóm newralgicznym momentom w historii naszego i każdego kolejnego wszechświata. Kobieta z czerwonym welonem – to informacja o wielkim wybuchu, początku i końcu wszechświata kiedy wszystko płonie, natomiast nurek wskakujący do wody – kiedy to cały wszechświat ten, który był oraz ten, w którym obecnie żyjemy – ulegnie kolapsowi – kręgi fal na wodzie.

Ostatnią ilustracją na płycie jest ta na jej odwrocie, która przedstawia człowieka z płytą w dłoni oraz z nogą opartą o jakąś walizkę. Wyraźnie widać, iż postać ta jest bez znaków szczególnych jakimi są rysy twarzy, oraz bezcielesna – nie widać fragmentów ciała w nadgarstkach i kostkach nóg. Sądzę, że po raz kolejny jest to ta sama opowieść o megacyklu wszechświata. Walizka z naklejkami świadcząca o wielu podróżach – to początkowa ekspansja wszechświata. Płyta którą trzyma w ręku ta dziwna postać, jak to każda płyta muzyczna ma wyżłobione rowki, które jednoznacznie kojarzą mi się z koncentrycznymi kręgami zapadającego się wszechświata. Natomiast sama postać, która jednocześnie jest, ale i jej nie ma, doskonale wypełnia walory ponadczasowej idei o spotkaniu tego co było, ale już nie ma, z tym co jest, ale już niedługo nie będzie. Tak jak życie które już było, spotka się w życiem, które jest, ale będzie to spotkanie zupełnie niewidoczne – „bezcielesne”.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze komentarze
Przysłowia i sentencje

Jest coś wyższego w górze, które miesza zamiary śmiertelnych (co przeszkadza zamiarom śmiertelników).
Walerian Łukasiński
----------------------
Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze, zawsze ludzie tego nie pojmują.
Heraklit
---------
Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy czasem.
Człowiek będzie musiał pojąć czas
i opanować go. Albowiem czas jest nasieniem wszechświata.
Mahabharata
---------------
Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.
Albert Einstein
----------------

Jak ten czas leci!
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
Visits
Weather condition