Get Adobe Flash player

Rozdziały XIV, XIX, XX, VIII, XIII, XIV, XV, V, XXXI, I, Wstęp, Zakończenie

Rozdział XIV 

Judaizm – czyli Konkuzja

„Nabta Playa to miejsce kultu nieznanych bogów, pogrzebane w piaskach pustyni. Nazwę tę nadano dawnemu basenowi sezonowego jeziora. Zbiornik o średnicy 10 kilometrów znajdował się na Pustyni Zachodniej w Egipcie. Od 12 do 8 tysięcy lat temu był tam bardziej wilgotny klimat – dzisiejszą Saharę porastały trawy i akacje. W porze deszczowej do jeziora spływały potoki z obszaru ok. 1000 kilometrów kwadratowych. Niosły ze sobą gliny i piasek i powoli zamulały zbiornik. W czasie gdy powstawały pierwsze megalityczne konstrukcje (czyli 7 tys. lat temu), klimat stał się bardziej suchy, a do zbiornika nie docierały już sezonowe rzeczki. Woda była jednak dostępna pod postacią wód gruntowych. Aby napoić stada, pasterze kopali studnie ponad 3-metrowej głębokości. Z pobliskich złóż piaskowca wydobywano płyty skalne, które poddawano obróbce i ustawiano w grupy steli lub pojedyncze linie kamieni.
Kompleks sakralny w Nabta Playa (5500 – 3500 r. p.n.e.) – zbudowany został przez pasterzy z Sahary. Składał się z kurhanów, kamiennego kręgu będącego kalendarzem, obserwatorium astronomicznego oraz grup steli. Najstarszą kamienną konstrukcją był kurhan z grobem złożonej w ofierze młodej krowy. Został zbudowany około 5500 lat p.n.e. Przez kolejne 700 lat powstawały następne kurhany zawierające ciała zwierząt. Było ich prawdopodobnie kilkadziesiąt, lecz większość uległa zniszczeniu. Według ustaleń astronomicznych kamienny kalendarz powstał około 7 tys. lat temu. Powalał przewidywać nadejście pory deszczowej. Był używany przez około 1000 lat. W tym czasie, w wyniku zmian klimatycznych, okolice Nabta Playa zmieniły się w pustynię. Kiedy deszcze znów zaczęły padać, do Nabta Playa powrócili potomkowie dawnych użytkowników kalendarza. Tuż po zakończeniu epizodu pustynnego, tj. ok. 4700 roku p.n.e. powstają rzędy głazów (menhirów) skierowanych w stronę gwiazd oraz Megalitu A. Około 4700 r. p.n.e. ludzie stworzyli także pierwsze grupy steli.
Ostatnie monumentalne megalityczne konstrukcje pojawiły się ok. 3500 r. p.n.e.
Na pierwsze ślady obecności człowieka w tym rejonie natrafiono w 1973 roku. Od tego czasu trwają tu wykopaliska. Po odkryciu ekipy polskich i amerykańskich naukowców badania ruszyły pełną parą. Co udało się już ustalić? Zachowało się około 30 grup megalitów. Prawdopodobnie ogromne bloki stały lub leżały po dwa, trzy obok siebie. Największe osiągały wysokość około trzech i szerokość dwóch metrów. Niektóre z nich były prawdziwymi gigantami: ważyły ponad pięć ton.
W skład konstrukcji wchodziły także mniejsze głazy. Tworzyły płotek dookoła steli lub je podpierały. Jednak uczonych najbardziej zaskoczyły nie same rozmiary kamiennych megalitów, ale wyniki wykopalisk prowadzonych w miejscach gdzie niegdyś stały. Pod każdą grupą kamieni, schowany pod warstwą gliny, znajdował się skalny grzyb – efekt erozji skał, powstający w wyniku działania niszczącej siły wiatru. Te formy musiały mieć dla ówczesnych ludzi wyjątkowe, kultowe znaczenie, gdyż dodatkowo obtłukiwali je za pomocą kamiennych narzędzi, nadając im kształt dzióbka, takiego jak w czajniczku do herbaty.
Dopiero taką obrobioną skałę przysypywali ziemią i ustawiali nad nią megality. W czasie wykopalisk archeolodzy sprawdzili siedem grup megalitów. Pod każdą z nich był specyficzny grzyb. By je odnaleźć, pasterze wyposażeni jedynie w kościane i kamienne narzędzia, musieli wykonać dziesiątki próbnych wykopów lub wierceń – każde głębokie na kilka metrów. Do jam nad skalnymi formami wkładano być może ciała zmarłych wodzów, ale nie zachowały się ich szczątki. Nad grzybami zalegają bowiem gliny jeziorne z dawnego zbiornika wodnego.
Taki rodzaj gleby jest bardzo wrażliwy na zmiany wilgotności. Ponieważ w okolicach Nabta Playa zawsze było bardzo sucho, albo bardzo mokro, gliny raz kurczyły się, a raz rozszerzały. W efekcie wszystko, co się w nich znajdowało, zostało zmiażdżone i roztarte na pył.
Nie wiemy, co skłaniało ówczesnych ludzi do szukania skalnych grzybów i ustawiania nad nimi obrobionych kamiennych bloków. Naukowcy są skazani na domysły. Według naszej teorii były to „wyrzutnie” magicznej energii do nieba – przypuszcza prof. Romuald Schild. Poprzez stelle ze skalnych grzybów emanowały tajemne siły. Ówcześni ludzie wierzyli, że dzięki nim zmarli wodzowie czują się lepiej w zaświatach.
Podczas prac badawczych w Nabta Playa polsko- amerykańska ekipa uczonych odkryła, że jedna z grup stell została szczególnie wyróżniona. Archeolodzy nazwali ją Megalitem A. Między skalny grzyb a monumentalne głazy znajdujące się na powierzchni włożono kamień ważący ponad tonę. Umieszczono go tam zapewne ze względu na jego magiczne właściwości. Niewielki wzgórek z Megalitem A był centralnym punktem prowadzenia obserwacji astronomicznych. Nawet dziś, gdy się na nim stanie, widać linie pojedynczych poprzewracanych kamieni, ciągnące się od wzniesienia daleko hen w pustynię. Według wchodzącego w skład ekipy astronoma prof. J. Mc Kima Malwille’a przed blisko siedmioma tysiącami lat wskazywały one nocą trzy wschodzące na niebie obiekty: Dubhe – najjaśniejszą gwiazdę gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy, Alnitaka i Alnilam – dwie pobliskie jasne gwiazdy z Pasa Oriona, oraz Syriusza. Prawdopodobnie Megalit A. to nie tylko pomnik plemiennego bohatera, ale także wyjątkowe miejsce w całym kompleksie sakralnym. Być może w jego pobliżu odbywały się ceremonie religijne, w czasie których składano ofiary.”

Newsweek, nr. 22, 2002.

Czytając ten cytat, sam widzisz drogi czytelniku, jak wielka ignorancja może nas spotkać ze strony takich „naukowców”. Można wybaczyć niewiedzę, ale już głupoty nie można.
Jest to dobry przykład potwierdzający, iż ludzie żyjący kilka tysięcy lat temu, wiedzieli znacznie więcej niż wszyscy „archeolodzy” razem wzięci. Najbardziej rozbrajająca jest ta cudotwórcza moc gliny w jeziorze. „Naukowcy”, którzy od lat badają przeszłość pradawnych plemion, równie dobrze mogliby razem z cygankami, wróżyć nie do końca trzeźwym przechodniom. Bardzo przepraszam, jeśli ktoś poczuł się urażony, ale to już nawet nie jest śmieszne.

Nabta Playa

Nabta Playa

Kompleks sakralny w Nabta Playa porównałbym do największych i najbardziej spektakularnych miejsc kultu, powstałych w całej epoce „przedcywilizacyjnej”, takich jak Newgrange, Stonehenge, Carnac. Powstał on w takim samym czasie i nawiązuje do tych samych ideii, co wszystkie inne „kamienne” budowle. Wynika z tego, że wszystkie elementy tej świątyni powinny mieć identyczne znaczenie jak wcześniej omówione już w tej książce kompleksy. Sprawdźmy.
Czyż najstarsza kamienna konstrukcja – Kurhan – nie jest podobny do kurhanu w Newgrange i innych im podobnych? Czyż Kamienny Krąg – nie jest podobny do Stonehenge i innych? Czyż te rzędy głazów (menhirów) – nie są podobne do Carnac i innych? Czyż Megalit A – nie jest podobny do megalitu Locmariaquer i innych? Czyż coroczne ceremonie związane z cyklicznym pojawianiem się wody w jeziorze wraz z nadejściem pory deszczowej, który świadczy o odbywającym się tam co roku Kulcie związanym z Cyklicznością – nie jest podobny do Kultu z Luksoru i Karnaku? Czyż linie biegnące od Megalitu A, wskazujące swoim kierunkiem na Oriona i Syriusza – nie są podobne do „szybów” z piramidy Cheopsa w Gizie!?
Odpowiedź może być tylko twierdząca. Można więc bez obawy o pomyłkę jeszcze raz stwierdzić, iż Carnac czy Stonehenge i Nabta Playa, dzięki swojej zawartej w kamiennych konstrukcjach wiedzy, wykazują cywilizacyjne podobieństwa, więc i ich idee były z pewnością jednakowe. Jedyną rzeczą, która wyróżnia Nabta Playa od reszty sanktuariów są te bardzo dziwnego kształtu „grzyby skalne”, znajdujące się pod „stertą kamieni”. Mając na uwadze to, co już do tej pory wiemy, to rozwiązanie tej zagadki nie powinno stanowić już żadnego problemu.
„Skalne grzyby” – są symbolicznym przedstawieniem fallusa, który tak jak w Carnac, podczas symbolicznej „ejakulacji” (głazy na powierzchni), tworzy razem z żeńskim elementem (kurhan), Nowe Życie.

Najbardziej intrygującym, w tym „tajemniczym” sanktuarium, jest ogromny blok piaskowca z Megalitu A, znajdujący się pomiędzy fallusem („skalnym grzybkiem”), a leżącą na powierzchni (plemniki) – grupą steli.

Nabta Playa - napletek

Nabta Playa

Kształt tego kamienia będzie miał ogromnie ważne znaczenie dla całego tego rozdziału. Otóż, nie jest to żaden „dzióbek w czajniku od herbaty”, tylko jak wskazuje na to logika – symboliczny Napletek męskiego członka. Jakie znaczenie ma symbolika tego napletka dla tego rozdziału, który jak przypominam dotyczy Konkluzji i na dodatek jeszcze dla zagadnienia Judaizmu? Być może niektórzy już się domyślają, ale aby nie było żadnych niedomówień, zacznijmy od samego początku.

„Mit o Marduku i Tiamat znany z mitologii starożytnego Sumeru, wywarł wpływ na lud Kanaanu, wśród którego krążył podobny o Baalu- Hadadzie- Bogu nieba, wojny i burz, a także pośrednio – płodności. Opowieść o bitwie Baala z Jam, bogiem mórz i rzek, zawarta jest na tabliczkach, datujących się z XIV wieku p.n.e. Ową apoteozę pełni i harmonii, której symbolem jest złączenie się płci, w starożytnym Kanaanie świętowało się w rytualnym obrządku seksualnym. Wedle świadectw biblijnych wyznawcą tej religii był Abraham, który opuścił Ur, gdzieś między XX a XIX wiekiem p.n.e. osiedlił się w Kanaanie. Nie dysponujemy źródłami współczesnymi Abrahamowi, lecz zdaniem uczonych należał on do wędrownych wodzów, który pod koniec drugiego tysiąclecia p.n.e. poprowadził swój lud z Mezopotamii ku wybrzeżom Morza Śródziemnego. Wędrowcy ci, z których część, jak podają źródła mezopotamskie i egipskie, nosiła imiona Abiru, Apiru lub Habiru, mówili językami zachodniosemickimi, a jednym z nich był hebrajski. Nie zaliczali się oni do pustynnych nomadów, jak Beduini, którzy przenosili się ze swymi stadami stosownie do pory roku, trudniej ich było zaszeregować do określonej kategorii, stąd często popadali w konflikty z konserwatywnymi władzami. Przeważnie znajdowali się na wyższym poziomie rozwoju niż lud pustynny. Niektórzy służyli jako najemnicy, inni byli urzędnikami państwowymi, część trudniła się handlem, szła na służbę bądź krążyła, zarabiając jako wędrowni naprawiacze garnków. Niektórzy zbili fortuny, mogli więc starać się o kupno ziemi, by osiedlić się na stałe. Z opowieści biblijnych o Abrahamie wynika, że służył królowi Sodomy jako najemnik, popadając w częste konflikty z władzami Kanaanu i okolic. Na koniec gdy zmarła jego żona Sara, Abraham kupił ziemię w Hebronie, na dzisiejszym Zachodnim Brzegu Jordanu.
Historia Abrahama i jego potomków, opisana w Księdze Rodzaju, może świadczyć o tym, że do Kanaanu, czyli dzisiejszej Palestyny, przybyły trzy główne fale osadników hebrajskich. Pierwsza, związana z Abrahamem i Hebronem, dotarła tam około 1850 roku pne. Druga fala migracji łączy się z wnukiem Abrahama, Jakubem, który otrzymał imię Izrael (walczący z Bogiem). Osiedlił się on w Sychem, gdzie obecnie znajduje się arabskie miasto Nablus na Zachodnim Brzegu Jordanu. Biblia powiada, że synowie Jakuba, którzy dali początek dwunastu plemionom Izraela, uszli do Egiptu, gdy w Kanaanie zapanował głód. Trzecia fala osadnictwa hebrajskiego nastąpiła około 1200 r. p.n.e. gdy plemiona uważające się za potomstwo Abrahama przybyły do Kanaanu z Egiptu. Oznajmili, że przebywali u Egipcjan w niewoli, lecz uwolniło ich bóstwo imieniem Jahwe, które było Bogiem ich przywódcy Mojżesza. Biblia stwierdza wyraźnie, że lud znany jako starożytni Izraelici to związek rozmaitych grup etnicznych, połączonych przede wszystkim lojalnością wobec Jahwe, Boga Mojżeszowego. Jednakże biblijny opis tych wydarzeń jest późniejszy o parę stuleci, pochodzi bowiem z VIII wieku p.n.e., choć bez wątpienia wykorzystano w nim wcześniejsze źródła. Kim jest Jahwe? Czy Abraham oddawał cześć temu samemu Bogu co Mojżesz, czy też znał go pod innym imieniem? Dziś jest to dla nas kwestia o pierwszorzędnym znaczeniu, lecz Biblia wypowiada się w tej materii dziwnie niejasno, dając sprzeczne odpowiedzi na to pytanie.
Religia Izraelitów miała charakter pragmatyczny i nie zagłębia się w teoretyczne szczegóły, którymi dziś zaprzątamy sobie głowę. Powinniśmy jednak pamiętać, że Abraham czy Mojżesz mieli zupełnie inny stosunek do Boga niż my, ludzie współczesnego świata.
Będąc dobrze obeznani z tekstem Biblii, a także dalszą historią Izraela, skłonni jesteśmy przypisywać naszą znajomość religii żydowskiej późniejszego okresu wcześniejszym postaciom historycznym. Zakładamy zatem, że trzej patriarchowie Izraela: Abraham, jego syn Izaak oraz wnuk Jakub byli monoteistami, że wierzyli tylko w jednego Boga. Najwyraźniej rzeczywistość wyglądała jednak inaczej. Prawdopodobnie słuszniejsze byłoby określenie ich jako pogan, którzy oddawali cześć miejscowym bogom kananejskim. Z pewnością wierzyli w istnienie takich bóstw jak Marduk, Baal, Anat. Niewykluczone, że nie wszyscy czcili to samo Bóstwo: być może Bóg Abrahama, „Bóg ojca mego”, „Ten, którego z bojaźnią czci Izaak” oraz „Wszechmocny” Jakuba byli odrębnymi bogami. Idźmy dalej. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że Bogiem Abrahama był El, najwyższe Bóstwo Kanaanu, Bóg przedstawił się Abrahamowi jako El Szadaj (Wszechmogący), co stanowiło jedno z tradycyjnych określeń El. Gdzie indziej zwany jest El Elion (Najwyższy) lub El z Betel. Imię najwyższego Boga Kananejczyków zachowało się w takich nazwach hebrajskich jak Isra – el lub Iszma – el. Izraelici zwali Jahwe „Bogiem ojców naszych”, wydaje się jednak, że był to Bóg całkiem różny od El, Najwyższego Boga kananejskiego, którego czcili patriarchowie. Mógł on być bogiem innego ludu, nim stał się Bogiem Izraela. Gdy wcześniej parokrotnie ukazywał się Mojżeszowi, ze każdym razem długo przekonywał go, że istotnie jest Bogiem Abrahama, choć początkowo nosił miano El Szadaj. Mimo pierwotnych zapewnień, że Jahwe w istocie jest Bogiem Abrahama, przedstawia on sobą zupełnie inny rodzaj bóstwa niż to, które po przyjacielsku spożywało z Abrahamem posiłek. Ten Bóg wzbudza lęk i żąda, by trzymać się odeń w należytej odległości. Gdy Mojżesz pyta go o imię i dowody na potwierdzenie jego tożsamości, Jahwe odpowiada grą słów, która, jak się przekonamy, przez stulecia, będzie zaprzątać, głowę monoteistów. Miast od razu wyjawić swe imię, odpowiada: „Jestem, który jestem”. Co miał na myśli?
Według ostatecznej redakcji tekstu o Wyjściu, datowanej na V wiek p.n.e., Bóg zawarł przymierze z Mojżeszem na górze Synaj(wydarzyło się to prawdopodobnie około roku 1200 p.n.e.). Po Wyjściu z Egiptu Izraelici rzeczywiście przyrzekli, że Jahwe będzie ich jedynym bogiem, a prorocy w późniejszych latach często przypominali im o tej ugodzie. Izraelici obiecali oddawać pokłony jedynie Jahwe, jako swojemu elohim, on zaś przyrzekł w zamian, że będą jego ludem wybranym, podlegającym wyjątkowej opiece boskiej. Jahwe ostrzegł, że jeśli złamią ową umowę, zniszczy ich bezlitośnie. Niemniej Izraelici owo porozumienie zerwali. Z Biblii wynika, że ludzie nie dotrzymali przymierza. Przypomnieli sobie o nim podczas wojny, kiedy potrzebna im była sprawna ochrona wojskowa, którą zapewnił Jahwe, lecz gdy żyło się im łatwo, po staremu oddawali cześć Baalowi, Anat i Aszerze. Choć kult Jahwe był zasadniczo odmienny ze względu na zaszłości historyczne, często wyrażał się w kategoriach starego poganizmu. Gdy król Salomon zabudował Jahwe Świątynię w Jerozolimie, mieście które jego ojciec, Dawid odebrał Jebusytom, była ona podobna do świątyń bogów kananejskich. Składała się z trzech kwadratowych zabudowań, zbiegających się w małym pomieszczeniu w kształcie sześcianu, zwanych Święte Świętych. Mieściła się w nim Arka Przymierza – święta skrzynia, w której Izraelici podczas wędrówki po pustyni nosili ze sobą tablice. Wewnątrz świątyni znajdowała się pokaźna misa z brązu, symbolizująca Jam, prehistoryczne morze z mitu kananejskiego, oraz dwie wolno stojące, wysokie na dwanaście metrów kolumny, reprezentujące kult płodności Aszery.
Zawsze istniało niebezpieczeństwo, że kult Jahwe zaniknie pod naporem powszechnie wyznawanego pogaństwa. Problem ten nabrał szczególnej ostrości w drugiej połowie dziewiątego wieku. W 869 r. p.n.e. na tron Królestwa Północnego Izraela, wstąpił król Achab. Jego żona Izebel – sprowadziła kapłanów Baala. Dzięki prorokowi Eliaszowi lud Izraela na powrót zaczął wyznawać wiarę Jahwe. Historia Eliasza jest ostatnim mitycznym opisem przeszłości w żydowskim Piśmie Świętym. W powietrzu wisiały zmiany, które miały objąć całą ekumenę. Okres od 800 do 200 roku p.n.e. nazwano epoką zwrotu.”
Karen Armstrong, Historia Boga.

W naszej „opowieści” doszliśmy już do punktu 18 z rozdziału V. Wyjaśniony został już prawdziwy sens budowy „Arki” przez „Noego”. Jednakże Bóg – Stwórca, oprócz tych „materialnych” tropów (Biblia, Mity, Archeologia), swoje przesłanie zawarł również w inny „niematerialny” sposób – wtedy Noe zbudował ołtarz Panu – Genesis 8. 20
Wers ten, poświęcony jest Religii Judaistycznej, która jest kolejnym wyrytym już nie w kamieniach, ale w sercach „ludu wybranego” przez Boga by w odpowiednim ku temu czasie, swoją Religią i jej symbolami, zaświadczyć o Opatrzności Bożej. Piramidy i głazy, zbudowane tysiące lat temu, stoją „nabrzmiałe treściami” i spokojnie czekają. „Być kamieniem”- to nic trudnego, ale jak ogromnie trudne zadanie czekało ten mały naród, z tego nawet Abraham czy Mojżesz, nie zdawali sobie sprawy. Ale zaszczepić tą Wiarę w sercach i umysłach Hebrajczyków, nie było łatwo – człowiek przecież jest tylko człowiekiem. Proces „tworzenia” tej Wiary napotykał co i rusz na rozliczne trudności. Dopiero za trzecim „podejściem” Hebrajczycy, na wieki już, zakodowali w sobie te misję, która niczym „Krzyż Chrystusowy”, przygniatała ich wielokrotnie do ziemi, lecz Wiara ich przodków nie pozwalała im na żadne odstępstwa od tej „przysięgi”. Ileż cierpień i wyrzeczeń przeszedł ten Naród, wie tylko sam Bóg, ale tylko Wiara w Boga mogła dać im tą siłę. Nie pora jednak na podsumowania, przejdźmy do meritum sprawy.
Tak jak w przypadku cywilizacji starożytnego Egiptu, głównym „spiritus movens” całej Religii Judaistycznej byli twórcy symbolu Kobiety – Księżyca, a później Mężczyzny – Słońca – sumeryjscy i egipscy kapłani. To oni byli propagatorami i opiekunami najstarszych kultów, które to kulty, były następstwem ogólnie panującej idei budowy megalitycznych sanktuariów.
Megality te, jak wiemy, stanowiły „kamienny kod” „przedpotopowego” Człowieka. Podczas sakralnych ceremonii Bóg – Stwórca, dzięki „antenie mózgowej” mógł mieć kontakt z kapłanami. Być może wyglądało to tak, jak w przypadku Abrahama czy Mojżesza. W tej chwili nie jest to już tak bardzo istotne. Ważne, że oprócz idei budowy sanktuarium Dualizmu, zostali „natchnieni” przez Najwyższego także ideą „niematerialnego” tropu, w postaci Narodu – Opiekuna Religii i jego symboli. O tym, że był to proces „sterowany” przez kapłanów Sumeru, a później Egiptu, świadczy droga jaką, ten wierzący jeszcze w „macierzysty” kult, przeszedł.
Około 2371- 2316 r. p.n.e. Król Sargon z Akad dokonał najazdu na Sumer. Wtedy to plemiona semickie, oprócz bogactw, przejęły i ich Wiarę, o której opowiada epicki poemat Enuma Elisz. W ciągu dwóch stuleci, nastąpiła stopniowa asymilacja semitów z sumeryjczykami. Gdy około 2000 r. p.n.e. w wyniku inwazji semickich Amorytów nastąpił ostateczny upadek sumerskiej cywilizacji, plemiona Habiru były już gotowe do wypełnienia swojej misji. Ich nauczycielami i promotorami byli sumeryjscy kapłani. Tak jak w przypadku wcześniejszych siedemnastu punktów rozdziału V, droga dochodzenia Hebrajczyków do skrystalizowanej już Wiary w Biblii, przedstawiona jest w bardzo symboliczny sposób. To, w co od wieków wierzą oraz to, co czytają w Starym Testamencie wyznawcy Judaizmu jest, tylko i zarazem aż, Kodem, który należy w końcu rozszyfrować, aby nie było już żadnych niedomówień.
Kwestia Wiary, należy do najbardziej delikatnych sfer uczuciowych człowieka, dlatego też nie jest moim celem godzić w czyjąś świętość, lecz jedynie wyprowadzić, każdego z czytelników tej książki, z nieświadomości, niczym z głębokiego i ciemnego tunelu, na pełną blasku i światła przestrzeń prawdy.
Pierwsza fala hebrajskich osadników wraz z Abrahamem przybyła do Kanaanu około 1850 r. p.n.e. Ich bogiem był „Bóg ojca mego”. Z tego wynika, że Hebrajczycy „odrobili Lekcję”
mezopotamskich kapłanów. Abrahamowi Bóg przedstawia się jako El Szadaj (Wszechmogący). Jest to całkowicie zbieżne określenie z El- kananejczyków, którzy również wyznawali kult Boga – Stwórcy Wszechświata.
Bóg, dzięki „naukom” kapłanów z Sumeru miał wpływ na wszystkie poczynania Abrahama, Izaaka, Jakuba, a dzięki nim także i na całą ich społeczność. To dzięki „inspiracji” samego Boga, a nie z powodu głodu, Hebrajczycy pod wodzą Jakuba, ruszyli do Egiptu. Nie tylko dla lepszych warunków życia, ale przede wszystkim po dalszą „naukę”i ku swemu przeznaczeniu.
Ich „perypetie” w Egipcie są „bardzo dobrze” znane. Wyjście Hebrajczyków z Sumeru, a później z Kanaanu do Egiptu stanowiło tylko początkowy etap „nauki” i umacniania w nich Wiary. Tak jak pozostałe kultury i narody, Hebrajczycy czcili tego samego „Wszechmogącego”. Pamiętając, iż ostateczna wersja biblijnych wydarzeń powstała około VIII wieku p.n.e., jasnym okaże się, że to co ta „odysea” opisuje, szczególnie zaś Exodus, jest tylko, w bardzo zgrabny sposób zaplanowaną i wykonaną, ale jednak mistyfikacją.
Powtórzę jeszcze raz: Hebrajczycy w Egipcie nie byli w żaden sposób prześladowani, (nawet przez przez jeden dzień) i nie pracowali więcej niż pozostali mieszkańcy tego kraju.
Przybyli do Egiptu tylko i wyłącznie po to, by przejąć od kapłanów pozostałą część „nauki”, która stanowiła dopełnienie wcześniejszych nauk z Sumeru. W Egipcie nastąpiło kolejne spotkanie z Bogiem.

„Bóg w kontakcie z Mojżeszem, przedstawia się już jako Jahwe. Określenie to wywodzi się od  protosemickiego „hawa”, od którego pochodzą: czasownik „wiać”, oraz rzeczownik„burza”. A zatem nazwa ta niejako wskazywałaby, że Bóg ten był bogiem wiatru i burzy.
Ale imię to wywodzi się od podobnego rdzenia w znaczeniu „być i istnieć” i wtedy wyjaśnia się, że był to „Bóg istniejący lub sprawujący istnienie”. Tego boga Mojżesz utożsamiał z Bogiem Abrahama, Izaaka, Jakuba. Przedstawił go też po raz pierwszy pod nowym imieniem synom Izraela. Toteż nie ma dziś wątpliwości, że to właśnie Mojżesz zapoznał ich z kultem Jahwe i nauczył ich czcić tego boga.”
Witold Tyloch, Judaizm.

Z tego wynika, że wraz ze wzrostem stanu wiedzy, ewoluowało także i określenie samego Boga. Najpierw był to „przyjaźnie nastawiony” bóg Abrahama, później bóg, którego z bojaźnią czcił Izaak, następnie wszechmocny bóg Jakuba, a w końcu w osobie Mojżesza, przejście od „zwykłego” kultu do powstania Religii. Exodus, jak wspominałem, był tylko „bardzo kolorową bajeczką” (przejście przez Morze Czerwone, pościg egipcjan, krążenie przez 40 lat po pustyni, manna z nieba), w której ziarnem prawdy jest sens Przymierza Mojżesza i całego jego ludu z Bogiem na Górze Synaj. Od tej pory Wola Boża, miała być prawem dla Narodu Wybranego i nie chodziło tu tylko o Dziesięć Przykazań z Kamiennych Tablic. Wszystko szło po myśli Najwyższego, aż nagle zdarzył się nieprzewidziany wypadek: cała przysięga i nauki kapłanów poszły na marne. Izraelici na powrót zaczęli wyznawać wiarę „starym” kultom i ich bogom, zapominając o Religii Monoteistycznej. W gruncie rzeczy, wiara w „starych” bogów i w mojżeszowego Jahwe, była wiarą w tego samego Boga, jednakowoż Religia miała być Kodem, zaszyfrowaną informacją, z tego też tytułu wysiłki kapłanów i ich uczniów nie mogły iść na marne. Sytuację uratował Eliasz, a dokładniej Bóg – Stwórca, który tak „wpłynął” na niego, że do tej pory uznawany jest za proroka.
Zachodzi więc pytanie, jeżeli bóg Abrahama i wcześniej bóg sumeryjczyków, jest tym samym bogiem co bóg Mojżesza i Eliasza, to po co była ta cała nauka i maskarada z Exodusem?
Jaki cel przyświecał zamianie „wielobóstwowego” Kultu na monoteistyczną Religię? I dlaczego Najwyższy tak się „zdenerwował” tym odstępstwem od mojżeszowej Przysięgi?
Odpowiedzią na te pytania jest ostatnie zdanie drugiego cytatu: zbliżała się wielkimi krokami epoka „wielkiego zwrotu”, którą znacznie wcześniej „zaplanował nasz Bóg- Stwórca.
Oficjalnie, wielki zwrot – to powstanie systemów religijnych, które znajdowały swoje odbicie w zmieniających się warunkach społeczno – ekonomicznych. W symbolicznym zaś znaczeniu – to nic innego jak epoka po „Potopie”- czyli punkt 20 i 22 V rozdziału – potomkowie Noego i Seta.
Religia Judaistyczna i wszystko co się z nią wiąże, już przed okresem „wielkiego zwrotu”, miała być tak twarda i zarazem tak krystalicznie czysta, aby podczas czekającej ja próby, nie poddała się ani żadnemu „ciśnieniu”, ani żadnej „temperaturze”.  Czy z tego „brylantu” powstał „diament” przekonamy się podczas ostatecznego „rozrachunku”

„Wierzenia judaizmu opierają się na Biblii, uważanej za księgę świętą, obejmującą objawienie dane przez Boga, a zawarte we wszystkich jej częściach, czyli Torze, Prorokach i Pismach, nauki i zasady zostały później wyłożone w Talmudzie, zajmującym szczególnie autorytatywne miejsce w rozwoju tej religii. Centralną zasadą doktrynalną judaizmu, jest wiara w Boga, który jest bytem rzeczywistym. To, jak należy go pojmować, jest problemem filozoficznym, a nie religijnym i ściśle mówiąc nie dotyczy samego judaizmu. Religia ta wierzy, że Bóg jako najwyższy byt jest jeden i jedyny, ale nie określa jego istoty, gdyż uważa to za zadanie filozofii. Religia ta przyjmuje, że nastąpi mesjańskie odkupienie, ale nie określa kiedy i jak oraz pod jakimi warunkami to się dokona, gdyż zostawia to indywidualnym wyobrażeniom.
Religia ta opiera się na dwóch podstawowych doktrynach: na wierze w jednego i jedynego Boga i na przekonaniu, że naród Izraela został wybrany przez Boga, aby był zwiastunem i głosicielem tej wiary. Boga, któremu należy składać cześć, judaizm pojmuje jako jedynego Boga. Jego twórcza moc zawsze działa we wszechświecie, a ujawniła się po raz pierwszy w akcie stworzenia, kiedy Bóg powołał do istnienia świat i człowieka. Z taką koncepcją stworzenia świata w judaizmie łączy się doktryna o opatrznościowej działalności Boga utrzymującej świat w istnieniu. Opatrzność Boga utrzymuje świat i gdyby Bóg ją cofnął czy wstrzymał, świat obróciłby się w nicość. Według judaizmu podstawowymi przymiotami działalności Boga obejmującej narody i jednostki są sprawiedliwość i miłosierdzie. Nauka, że ludzka historia i ludzkie życie są wypełnieniem zamiarów Bożych określa całą doktrynę judaizmu o Bogu. Z nauką o jedności Boga łączy się w judaizmie doktryna o jego wszechmocy. Ogranicza go tylko jego własna wola, której podlegają też siły natury i wszystkie wydarzenia w porządku naturalnym i nadprzyrodzonym gdyż i one są dziełem jego rąk. Judaizm podkreśla też wszechobecność Boga, który jest wszędzie obecny, ale nie jest współmierny ze stworzeniem, gdyż jego opatrzność rozciąga się nad wszystkimi stworzeniami. Bóg jest dla wyznawców judaizmu „naszym ojcem w niebie”, zawsze bliski swym dzieciom na ziemi, choć jako byt transcendentny jest daleko w niebie. Z ideą transcendencji Boga łączy się doktryna o bezcielesności Boga.
Według judaizmu Bóg jest czystym duchem, wolnym od ograniczeń materii i słabości ciała. Bóg jest także wszystkowiedzący i żadne, nawet najtajniejsze myśli i czyny człowieka nie są mu nieznane. Według judaizmu wypełnienie boskich zamiarów wymaga współpracy ze strony człowieka. Człowiek został wybrany przez Boga, aby był jego wspólnikiem w realizacji dzieła stworzenia wypełniając zadanie , którego znaczenie wykracza poza fizyczne ramy wszechświata, choć tylko poprzez fizyczne działanie może wypełnić swój cel. Według doktryny judaizmu królestwo Boże ma założyć Mesjasz, będzie on główną i dominującą postacią w czasach, gdy zapanuje na ziemi sprawiedliwość, która sprowadzi powszechny pokój i obfitość wszystkiego co jest potrzebne do godnego życia. Jednak zgodnie z tą doktryną , Mesjasz nie będzie ani nadprzyrodzoną, ani boską istotą, mającą udział w przebaczaniu grzechów. Przyjmowana w judaizmie zasada harmonii pomiędzy światem niebieskim a ziemskim jest podstawą jego doktryny o człowieku, który wprawdzie składa się z różnych elementów ziemskiego ciała i niebiańskiej duszy, ale stanowi niepodzielną jedność. Dla judaizmu ciało i dusza łączą się w wyższą formę ziemskiego życia, którą stanowi człowiek sprawiedliwy przyczyniający się dzięki temu do wypełnienia boskich celów. Judaizm wyznaczając więc poszczególnym ludziom zadania współpracy z Bogiem w budowaniu sprawiedliwości dla wypełnienia celów wyznaczonych przez Boga, nie czyni różnic pomiędzy nimi, tylko wprowadza różnice w ich treści i zakresie. Judaizm nie uznaje grzechu pierworodnego, który wymagałby naprawy przez istotę nadprzyrodzoną, uznaje tylko możliwość wolnego wyboru grzechu jako nieuniknionego następstwa wolnej woli. Według judaizmu człowiek sam może się zbawić przez pokutę, gdyż Bóg w obfitości swego miłosierdzia gotów jest przyjąć pokutującego grzesznika i oczyścić go z wszelkiej niegodziwości. Judaizm poprzestaje na wierze w zapłatę za ludzkie czyny, a nie zajmuje się sposobami jej udzielania. Według judaizmu zbawienie duszy zależy od sprawiedliwego postępowania, które wszystkie narody dopuszcza do wiecznej szczęśliwości.”
Witold Tyloch, Judaizm

Można dzisiaj z całą pewnością stwierdzić, że Misja – czyli Lekcja zadana przez samego Boga i przekazana przez kapłanów Międzyrzecza i Egiptu, wypełniona została zgodnie z jej zamierzeniami. Trud Abrahama, Mojżesza i Eliasza nie poszedł na marne. Powyższy cytat stanowi esencję wiedzy zakodowanej w sercach i umysłach Ludu Wybranego. Ale jak to w takich przypadkach bywa, nie wszystkie informacje zawarte w takim kodzie, muszą być po tylu latach „hibernacji” odszyfrowane z taką precyzją, aby wszystko to co on w sobie zawiera, było zrozumiałe dla jego odbiorców. Oprócz tego o czym „mówi” Wiara i Tradycja, są jeszcze pewne symbole, które właściwie odczytane powodują, że ta „zapamiętana lekcja” nabiera jeszcze większego znaczenia, niż nam to się do tej pory zdawało. Myślę tu głównie o „małym” szczególe, który w każdej rodzinie żydowskiej jest, w ósmym dniu po narodzinach męskiego potomka, centralnym punktem pewnej ceremonii.
Tym drobnym, a jednocześnie ogromnej wagi szczegółem jest właśnie to, co zakodowali w Nabta Playa ludzie żyjący w „przedcywilizacyjnym” Egipcie ponad 5 tysięcy lat temu – czyli
męski napletek. Ten rytuał obrzezki, swoim ukrytym i symbolicznym znaczeniem, jest esencją wszystkich rytuałów i ceremonii, które w tak rozbudowanej formie istniały w starożytnym Egipcie. Tytuł tego rozdziału „podpowiada”, iż stanowi on Kwintesencję Wiedzy, o jakiej mówi Konkluzja.
Fallus (na przykładzie Bonobo) jest głównym stymulatorem rozwoju mózgu człowieka (część druga Konkluzji). Dzięki nieustannej opiece Opatrzności Bożej nad tym Człowiekiem oraz dzięki czwartej części Konkluzji, jesteśmy dziś w miejscu, o którym mówi teoria Cykliczności Wszechświata, a także i Piramida Cheopsa.
Przypomnę, ze kształt piramidy (cztery ściany), „komory odciążające” oraz ANKH , a w szczególności Dżed, symbolizują cztery stopnie [historię Wszechświata i Ewolucję Człowieka, które to Człowiek już właściwie przeszedł. Pozostaje Piramidion, czyli to o czym z takim trudem przechowują Prawdy Wiary Religii Judaistycznej – Królestwo Boże. O tym samym mówi także Druga część Klamry – ale o tym później.
Omawiając dzieje praczłowieka porównałem jego ewolucję do nowo narodzonego człowieka, który od oseska do człowieka dorosłego, musi przejść wszystkie „klasy w szkole życia”. W naszej opowieści doszliśmy do Szkoły, którą zresztą Człowiek zmuszony został powtarzać z wiadomego powodu. I oto nadszedł moment, kiedy nasz Człowiek zakończył już swoją naukę (czwarty stopień w Dżed, czy też czwarta ściana piramidy) i nadszedł czas końcowego egzaminu. Jest to, niczym maturalny egzamin, swoisty test, czy Człowiek jest już na tyle „dorosły”, by dzięki swojej całej poznanej w „szkole” wiedzy, zrobił to, na co wraz z wszystkimi naszymi przodkami w „Niebie” „niecierpliwie” czeka Bóg.
Tym celem jest to, co zostało „zakodowane” w Religii Judaistycznej – Królestwo Boże. Ale Bóg, o czym mówi ta Religia – Kod, bez pomocy Człowieka, w żaden sposób nie mógłby tego zrealizować. Jest to swoiste sprzężenie zwrotne. „Szyby” w Komnacie Królewskiej wskazywały na gwiazdozbiór Oriona.

Orion

Orion

Dwie gwiazdy górne, wraz z trzecią w środku pasa Oriona – tworzące trójkąt skierowany ku dołowi i dwie dolne, wraz z trzecią ze środka pasa tworzące trójkąt skierowany do góry, stanowią ogromnie ważny symbol.

 

 

Trójkąt - kopia 2

trojkat1

Trójkąt skierowany ku dołowi – przedstawia Boga – Stwórcę, a trójkąt „patrzący” na tego Boga – to jego dzieło Człowiek. Moment, w którym oba te trójkąty połączą się w jedną całość – to jest właśnie to Królestwo Boże, czyli tak pogardzana przez niektórych Gwiazda Dawida.

Gwiazda-dDwida

 

Niebo na górze, niebo na dole. Gwiazdy na górze, gwiazdy na dole. Wszystko, co jest na górze, jest też na dole. Szczęśliwy, kto odgadnie tą zagadkę.
To, o czym „mówi” Egipska Tabula Smaragdina, zostało zakodowane w Religii Judaistycznej i po wsze czasy oznacza właśnie to Królestwo Boże, które jak chce Wola Boża, z pewnością  kiedyś nadejdzie. Egipscy kapłani, dzięki swej wiedzy oraz dzięki boskiej inspiracji, wybrali ten gwiazdozbiór nieprzypadkowo. Co prawda nie jest on w stu procentach podobny do sześcioramiennej gwiazdy, ale na całym Niebie nie ma innego, lepszego symbolu Boskiej i Człowieczej „współpracy”. W tym miejscu, bardzo dobrze zrozumiałe będą słowa uczonego i mistyka żydowskiego Abrahama Abulafiego:
Sześć piramid, sześcian tworzy. Gdy każdą z nich rozumem obejmiesz i wiedzę z niej spijesz, znak to, żeś wszystko pojął.
Tych sześć piramid – to sześcioramienna Gwiazda Dawida – symbol przyszłego Królestwa Bożego, oparty na sześciu gwiazdach w gwiazdozbiorze Oriona.
Przypomnijmy sobie z cytatu drugiego, jak wyglądała świątynia Króla Salomona. Wszystkie elementy tej świątyni były symbolicznym przedstawieniem całej wiedzy, którą Hebrajczycy otrzymali od egipskich kapłanów. Świątynia składała się z trzech kwadratowych zabudowań, zbiegających się w małym pomieszczeniu w kształcie sześcianu zwanym- Święte Świętych.
Jest to symbol Gwiazdy Dawida – czyli Królestwo Boże – gwiazdozbiór Oriona – szyby w Piramidzie Cheopsa. Pokaźna misa z brązu – symbolizująca Jam, oraz dwie wolno stojące, wysokie na dwanaście metrów kolumny – Jachin i Boaz (Pierwsza Księga Królewska 7.21.) – to symbol Dualizmu, o którym była mowa w poprzednich rozdziałach
Jak widać, wszystkie te symbole, a także i cała Religia Judaistyczna, stanowią dowód na to, że Exodus nie był ucieczką przed prześladowaniami ze strony Egiptu, tylko bardzo dobrze zaplanowaną misją, wykonaną z całym błogosławieństwem Egipcjan i samego Boga. Powróćmy zatem do głównego tematu tego rozdziału – czyli: wpływ obrzezki na dopełnienie sensu Konkluzji.

„Przecięta skóra zagoi się w ciągu kilku dni. Złamana noga zazwyczaj się zrośnie, jeżeli zostanie prawidłowo nastawiona. Prawie wszystkie tkanki ludzkie zachowują przez całe nasze życie zdolność do samo naprawy. W znacznej mierze zawdzięczamy to wszechstronności komórek macierzystych, które w nieograniczonym niemal czasie pod względem podziału i generowania nie tylko własnych wiernych kopii, lecz również wielu różnych rodzajów komórek przypominają komórki rozwijającego się zarodka. Doskonałym przykładem jest odmiana komórek macierzystych występujących w szpiku kostnym. Mogą one dać początek wszystkim komórkom krwi: krwinkom czerwonym, płytkom i całej grupie krwinek białych. Inne rodzaje komórek macierzystych produkują różne składowe skóry,wątroby lub śluzówki jelit.
W listopadzie 1998 roku Peter S. Eriksson z Sahlgenska Universitetssjukhuset w Gőteborgu i Fred H. Gage z Salk Institute for Biological Studies w La Jolla w Kalifornii wraz ze współpracownikami opublikowali zaskakującą informację, że mózg dorosłego człowieka regularnie produkuje nowe neurony, przynajmniej w jednej ze swoich struktur – w hipokampie, czyli obszarze istotnym dla procesów pamięci i uczenia się. (Hipokamp nie jest miejscem przechowywania śladów pamięciowych, ale pomaga w ich odkładaniu po otrzymaniu sygnałów z innych obszarów mózgu. Osoby, które doznały uszkodzenia tej struktury, mają kłopoty z przyswajaniem, ale umieją przywołać informacje nabyte w okresie wcześniejszym). Bezwzględna liczba nowo powstających komórek jest stosunkowo mała w porównaniu z całkowitą liczbą neuronów w mózgu. Niemniej nasze odkrycie w zestawieniu z wynikami najnowszych eksperymentów na zwierzętach otwiera przed medycyną kilka bardzo obiecujących perspektyw.
Z rezultatów aktualnie prowadzonych badań wynika, że komórki macierzyste produkują neurony w jeszcze jednej okolicy mózgu, a znajdują się również, chociaż uśpione, w kilku innych obszarach. A zatem okazuje się, że dorosły mózg, który tak słabo radzi sobie z samo naprawą, w istocie skrywa znaczny potencjał regeneracyjny.
Jeżeli badacze zdołają się nauczyć jak pobudzać istniejące komórki macierzyste do produkowania znaczącej liczby funkcjonalnych neuronów w wybranym obszarze mózgu, umożliwi im to zapewne łagodzenie wszelkich zaburzeń związanych z uszkodzeniami i śmiercią komórek nerwowych – w tym choroby Alzheimera, Parkinsona oraz upośledzeń towarzyszącym udarom i urazom mózgu.
Odkrycie, że mózg dorosłego człowieka może produkować nowe neurony, było zaskakujące, chociaż na zachodzenie tego procesu od wielu lat wskazywały badania mózgów innych dorosłych ssaków. Na przykład już w 1965 roku Joseph Altman i Gopal D. Das z Massachusetts Institute of Techonogy opisali produk-cję komórek nerwowych (neurogenezę) w hipokampach dorosłych szczurów, dokładnie w tym samym obszarze, w którym stwierdzono obecnie zachodzenie tego procesu u ludzi (mowa o zakręcie zębatym).
W połowie lat osiemdziesiątych Fernando Nottebohm z Rockefeller University odkrył, że neurogeneza zachodzi w mózgach kanarków w ośrodkach mózgu odpowiedzialnych za uczenie się śpiewu i co więcej, proces ten nasila się w tych porach roku, w których dorosłe ptaki uczą się swoich pieśni. Nottebohm i jego współpracownicy wykazali też, że formowanie neuronów w hipokampach dorosłych sikor wzrasta w okresach wymagających nasilenia procesów pamięciowych, w szczególności wtedy, gdy ptaki muszą zapamiętać coraz bardziej odległe i rozproszone źródła pokarmu. Zespół kierowany przez Elizabeth Gould i Bruce’a S. Mc Ewena z Rockefeller University oraz Eberharda Fuchsa z Deutsches Primatenzentrum Gmbh w Getyndze odkrył w 1997 roku, że neurogeneza zachodzi w pewnym stopniu w hipokampie spokrewnionego dość blisko z naczelnymi wiewiórecznika pospolitego.
Następnie w marcu 1998 roku stwierdzono to samo zjawisko u pazurkowców. Pokrewieństwo tych małp z ludźmi jest mniejsze niż makaków, należą one jednak do naczelnych.
W 1998 roku Gage wraz ze współpracownikami wyizolowali komórki hipokampów w mózgu dorosłego człowieka i wykazali, że w hodowlach komórki te mogą się dzielić i da się je tak pobudzić, by rozwinęły się w neurony. Potwierdza to zdolność dorosłego mózgu człowieka do neurogenezy. Pojawiło się wiele artykułów opisujących czynniki wpływające na neurogenezę w mózgach dorosłych zwierząt. Wywoływano u zwierząt m. in. uraz, udar, napady drgawkowe i podawano im leki przeciwdepresyjne, by określić ich wpływ. Mimo licznych badań „podjętych w ramach wielu paradygmatów doświadczalnych i zastosowaniu rozmaitych kryteriów analitycznych”, nie dowiedziano się jak przebiegają procesy regulujące neurogenezę w dorosłym mózgu.
Tymczasem nasz zespół porównywał natężenie neurogenezy w dwóch grupach myszy trzymanych w zwykłych klatkach – do jednej wstawiono bieżnię kołową. Myszy mające nieograniczony dostęp do koła korzystały z niego często i po zakończeniu doświadczenia okazało się, że w ich mózgach powstało dwukrotnie więcej nowych neuronów niż w mózgach osobników z grupy kontrolnej pozbawionej tej frajdy.
To nasilenie neurogenezy odpowiadało mniej więcej wzrostowi obserwowanemu u myszy przebywających w korzystniejszym dla nich środowisku. U osobników mających dużo ruchu nastąpiło nasilenie procesów dzielenia się komórek macierzystych, podczas gdy w grupie zwierząt umieszczonych we wzbogaconym otoczeniu nie obserwowano zmian w tempie proliferacji tylu komórek. W tym ostatnim przypadku (jak stwierdza Gould) stymulacja środowiska sprzyjała najwyraźniej poprawie przeżywalności komórek potomnych, wobec czego więcej z nich zróżnicowało się w neurony. Odkrycie to wskazuje wyraźnie, że procesy regulujące neurogenezę u osobników dorosłych są złożone i zachodzą na kilku poziomach.
Naukowcy na pewno zdołają zidentyfikować kiedyś ciąg przemian molekularnych wiodących od konkretnego bodźca, sygnału środowiskowego czy wewnętrznej zmiany fizjologicznej do określonych zmian w aktywności genetycznej powodujących nasilenie bądź zahamowanie neurogenezy. Skompilowanie takich technik może zająć kilkadziesiąt lat. Po opracowaniu, stosowałoby się je na kilka różnych sposobów.
Zapewniłoby prawdopodobnie pewien stopień naprawy mózgu w obszarach, których zachodzi neurogeneza, a także tam, gdzie występują komórki macierzyste, w normalnych warunkach nieaktywne.
Pozostaje pytanie zasadnicze: jaką rolę odgrywa neurogeneza w dorosłym mózgu? Złożoność jej regulacji i reaktywności na bodźce funkcjonalne sugeruje, że silnie wpływa na działanie hipokampa. Próbowano powiązać neurogenezę z procesami uczenia się i pamięcią, ale wyniki nie są jednoznaczne. Należałoby też wyjaśnić, czy neurogeneza zachodzi w innych obszarach mózgu. Hipokamp i układ węchowy to dwa jego rejony, w których zaobserwowano ten proces. Doświadczenia przeprowadzone na kulturach komórek gryzoni wykazały, że neuronalne komórki macierzyste, mogące dać początek neuronom w szalce Petriego, można będzie otrzymać praktycznie ze wszystkich regionów mózgu z korą włącznie. Jednak nie udało się zaobserwować w warunkach fizjologicznych, by powstawały z nich nowe neurony, jeśli komórki macierzyste znajdują się poza klasycznymi obszarami neurogenezy.
Wiele pytań pozostaje jeszcze bez odpowiedzi, ale rosnące zainteresowanie tą dziedziną spowoduje zapewne, że to co dziś nierealne, jutro może stać się rzeczywistością. Co więcej, oczekiwane korzyści płynące z wyzwolenia regeneracyjnego potencjału mózgu, uzasadnią wszelkie wysiłki podejmowane w tym kierunku .”
Świat nauki – 1, 2003.

Problem nad którym zastanawiają się neurolodzy, i który za „kilkadziesiąt” lat odkryją w swoich laboratoriach, znany był już ludziom kilka tysięcy lat temu. To, o czym mówi Konkluzja, że głównym stymulatorem rozwoju mózgu Człowieka jest fallus, to własnie naukowcy nazywają neurogenezą. Głównym „pasem transmisyjnym” pomiędzy fallusem a mózgiem jest testosteron i to właśnie ten hormon jest głównym czynnikiem, dzięki któremu neurogeneza może nastąpić.
Przyspieszony wręcz kliniczny, proces tego rozwoju możemy zaobserwować na przykładzie Bonobo. To, co ta małpa wyprawia (nieustanne drażnienie narządów płciowych i miłość bardziej dla przyjemności), to samo robiła małpa człekokształtna kilka i nawet kilkanaście milionów lat temu – (Wiewiórecznik pospolity, Pazurkowce). Aby zrozumieć w jaki sposób ten proces neurogenezy przebiega, potrzebne będzie jeszcze jedno wprowadzenie.

„Hormony determinują odmienną męską i żeńską organizację mózgu w czasie jego rozwoju w łonie matki. Mózg nienarodzonego płodu zaczyna się kształtować według męskiego lub kobiecego wzorca w sześć lub siedem tygodni po  zapłodnieniu. Matka wnosi do komórki jajowej chromosom X (kształt w przybliżeniu). Jeżeli w procesie zapłodnienia komórki jajowej, ojciec także wnosi chromosom X – rezultatem będą narodziny dziecka płci żeńskiej. Jeżeli plemnik zawiera chromosom Y, powinno się urodzić dziecko płci męskiej. Ale nie same geny decydują o płci dziecka.
Drugim determinującym czynnikiem są hormony. Niezależnie od genetycznej natury zarodka, płód ukształtuje się jako męski tylko wówczas, gdy będą hormony męskie, a kształt żeński przyjmie jedynie w przypadku, gdy hormony męskie będą nieobecne. Podczas pierwszych tygodni w łonie matki zawiązki jajowodów, nasieniowodów i tak dalej – umożliwiają rozwój w każdą z dwu form płciowych. Właśnie w tym momencie, mniej więcej sześć tygodni po zapłodnieniu, tożsamość płciowa zostaje określona. Wtedy to płód męski XY wykształca specjalne komórki produkujące hormony męskie, czyli androgeny, z których najważniejszy jest testosteron. Hormony polecają ciału, aby nie zajmowały się wykształcaniem żeńskich narządów płciowych, a jednocześnie stymulują rozwój istniejących w formie zaczątkowej narządów męskich.
W tym samym mniej więcej czasie, jeżeli płód jest płci żeńskiej, genetycznie XX, jego narządy płciowe rozwijają się jako żeńskie, gonady nie wytwarzają znacznych ilości hormonu męskiego i w rezultacie rozwija się niemowlę płci żeńskiej. Proces ten, w sensie dosłownym zmieniający umysł rozwijającego się osobnika, jest rezultatem tego samego zjawiska, które determinuje inne zmiany fizyczne – działania hormonów.
W momencie przełomowym, kiedy mózg zaczyna się formować, płód płci męskiej poddany zostaje działaniu ogromnej dawki hormonu męskiego. Poziom tego hormonu jest w tym okresie czterokrotnie wyższy niż poziom, który osiągnie przez cały okres niemowlęcy i dziecięcy. Gwałtowny przybór hormonu męskiego występuje również w przełomowym, momencie rozwoju osobnika płci męskiej – w okresie dojrzewania. Tacy, jacy jesteśmy, jak się zachowujemy, jak myślimy, czujemy, nie kieruje serce, lecz mózg. Natomiast na mózg, jego strukturę i funkcjonowanie, wpływ mają hormony. Wpływ hormonów na mózg jest dwustopniowy. Podczas rozwoju mózgu w łonie matki hormony kontrolują powstawanie schematu sieci połączeń. Później, w okresie dojrzewania hormony ponownie odwiedzą mózg, aby uruchomić sieć, którą wcześniej stworzyły.
Mimo widocznych już w okresie dzieciństwa różnic pomiędzy płciami, aż do okresu dojrzewania płciowego w ciałach chłopców i dziewcząt krążą te same hormony w tych samych ilościach. U dziewcząt poziom hormonu żeńskiego zaczyna podnosić się w wieku około ośmiu lat i około trzynastego roku życia pojawia się menstruacja. U chłopców hormony zaczynają działać dwa lata później. Najważniejszym hormonem u chłopców jest testosteron, którego poziom wzrasta i wynosi dwadzieścia razy więcej niż u dziewcząt. Główne hormony żeńskie to estrogen i progesteron. Hormony przenikają do systemu nerwowego i oddziaływują na nasze zachowania. (flegmatyk, sangwinik, choleryk i melancholik). Przepływ hormonów regulowany jest przez podwzgórze. W zależności od tego czy mamy do czynienia z mężczyzną czy kobietą, podwzgórze odpowiednio steruje hormonami. Podwzgórze nakazuje przysadce mózgowej, aby wydała zalecenie otwarcia lub zamknięcia zaworu uwalniającego hormony płciowe. U mężczyzn zadaniem układu kontrolnego złożonego z podwzgórza i przysadki jest utrzymywanie w miarę stałego poziomu hormonów. U kobiet układ kontrolny podwzgórze – przysadka działa na innej zasadzie. Podwzgórze kobiet, dąży do wytworzenia systemu faz, czy też cykli. Zasadniczą sprawą jest oddziaływanie hormonu na strukturę mózgu, która wcześniej już została tak ukształtowana by na ten hormon reagować.
Chłopcy nie najlepiej dają sobie radę w pierwszych latach szkolnych. Jednakże z nadejściem wieku dojrzewania gwałtownie przyśpieszają. Wyniki chłopców w testach IQ wzrastają gwałtownie pomiędzy czternastym a szesnastym rokiem życia, podczas gdy wyniki dziewcząt wykazują tendencję do utrzymywania się na tym samym poziomie, a czasem nawet się obniżają.”
Anne Moir i David Jessel, Płeć mózgu.

Tak więc, testosteron jest „pośrednikiem” pomiędzy gonadami a mózgiem mężczyzny. Jego organizm wydziela testosteron, jak już wiemy, w największej ilości w okresie płodowym i w okresie dojrzewania. Jak pokazuje wynik eksperymentu na myszach, produkcja komórek nerwowych w hipokampie, zwiększa się dwukrotnie w efekcie intensywnego ich biegu na bieżni kołowej, z której na dodatek korzystały bez żadnego przymuszania. Wskutek wysiłku fizycznego w organizmie zwiększa się poziom testosteronu, a ten z kolei powoduje neurogenezę. Właśnie to ten wysiłek fizyczny jest brakującym ogniwem, dzięki któremu proces neurogenezy – czyli Konkluzji, nabiera swego prawdziwego znaczenia.
Pozycje podczas seksualnego stosunku wymagają znacznego wysiłku, i aby wysiłki te nie skończyły się niepowodzeniem, [w efekcie czego nie doszłoby do zapłodnienia], organizm człowieka wytwarza podczas tego stosunku, ogromne ilości testosteronu. Nieustanne bodźce pobudzają erekcję członka, powodując ejakulację, w wyniku czego współczulny układ nerwowy ogranicza dopływ krwi do prącia i automatycznie ciśnienie krwi w organizmie zmniejsza się, a wraz z tym następuje przerwa [czasowa] w wydzielaniu testosteronu. Tak „nagły” przypływ inteligencji u Bonobo, polega na ograniczeniu jednego tylko czynnika w tym procesie.
Wyeliminowanie, choćby tylko czasowe, współczulnego układu nerwowego, w postaci jak najdłuższego wstrzymania się od ejakulacji (nieustanny onanizm), powoduje zwiększony „dowóz” testosteronu do organizmu małpy, co w konsekwencji powoduje u niej zwiększoną „ponadnormalną” neurogenezę. To właśnie dzięki tej aktywności fizycznej u dzieci, czy też u nastolatków, ich młody organizm wytwarza zwiększoną ilość testosteronu.
Ten testosteron, z kolei, przygotowuje gonady do swojej podstawowej funkcji- prokreacji, a także przy „okazji” powoduje (pośrednio) gwałtowny wzrost możliwości umysłu – IQ.
Wszystkie te elementy: testosteron, wysiłek fizyczny, wzrost IQ, neurogeneza, są ze sobą bardzo mocno powiązane – tworzą współzależność. Dzięki temu „zjawisku”, zrozumiała jest tak ogromna aktywność fizyczna dzieci u ludzi i wszystkich innych ssaków. Ta ruchliwość jest podświadomie niejako wymuszana przez organizm. Bez tej aktywności, i w efekcie zbyt małej ilości testosteronu, może nastąpić ociężałość umysłowa spowodowana niewielką, minimalną tylko, neurogenezą.
I jeszcze jeden przykład. Proces neurogenezy w mózgach kanarków, występujący w okresie godowym, nie jest spowodowany tym, że ptaki te muszą nauczyć się pieśni godowych, ale wręcz odwrotnie. Zwiększone wydzielanie hormonów w okresie godów (tak jak u dojrzewających nastolatków), powoduje gwałtowny wzrost możliwości mózgu tych ptaków, a co za tym idzie, i wzrost możliwości uczenia się i zapamiętywania śpiewu (hipokamp).
Podobnie przebiega proces zapamiętywania bardzo odległych i rozproszonych źródeł pokarmu u sikor, który możliwy jest dzięki neurogenezie tylko wtedy, gdy ilość hormonu u tych ptaków jest wystarczająco duży.
Taki jest właśnie sens Konkluzji (neurogenezy) – przykładem Bonobo. Jaki ma to związek z napletkiem, który z takim poświęceniem obrzezują Żydzi, i który był najważniejszym symbolem w Nabta Playa?
Otóż, penis dziecka i później dorosłego człowieka po obrzezce jest, w wyniku braku osłonki, narażony na nieustanne podrażnianie połączeń nerwowych. (Penis jest najbardziej ukrwionym i wrażliwym na bodźce dotykowe narządem). W wyniku czego, jest w bardzo minimalny (ale jednak) sposób, podrażniany, co powoduje równie minimalną, jednakże większą niż u innych ludzi, neurogenezę. I taki właśnie jest sens obrzezki, którą do tej pory uważano za zabieg spowodowany dbałością o higienę. Nic podobnego! Rytuał obcinania napletka w zamyśle egipskich kapłanów i zakodowany w Religii judaistycznej, miał być właśnie symbolem Konkluzji, dzięki której mogła nastąpić Ewolucja (wzrost możliwości mózgu) Człowieka.
Znaczenie fallusa i jego wpływ (testosteron) na mózg Człowieka, był powszechnie znany w całym „przedcywilizacyjnym” świecie. Wszystkie ceremonie i symbole, o których wcześniej była mowa, są właśnie taką zakodowaną informacją o Kulcie Fallusa. Nawet figurka „Wenus” jak już wspominałem, nie symbolizowała „Matki Ziemi”, lecz miała kontekst erotyczny. Dzięki temu substytutowi kobiety – w wyniku wzrokowego kontaktu – mogła nastąpić erekcja i zwiększony napływ krwi do mózgu.
Bodźce wzrokowe, a także stymulacja dotykowa, powodują wzrost ilości testosteronu – ciąg dalszy już znamy. Figurki „Wenus”, nie stanowiły dla Człowieka „przedpotopowego” takiej samej wartości, jaką mają obecnie filmy czy też zdjęcia rozebranych kobiet. Były one tylko i wyłącznie środkiem, a nie celem, do wywołania efektu neurogenezy. Wracając do symbolu Konkluzji, to rytuał obrzezki znany był już znacznie wcześniej niż wskazuje na to archeologia – symbol napletka w Nabta Playa. Starożytny Egipt był „tylko” kontynuatorem tego kultu.

„Nie można określić dokładnie, w jakim wieku dziecko poddawano obrzezaniu, zabiegowi przedstawionemu w jednym z grobowców Starego Państwa. Źródła pośrednie wskazują na to, że ceremonia obrzezania miała miejsce w momencie bliskim osiąganiu dojrzałości, w każdym razie między dziesiątym a dwunastym rokiem życia. Mumia jednego z 10 – 11- letnich książąt nie wykazuje jeszcze śladów obrzezania. Być może obrzezany fallus był znamieniem „mężczyzny” w odróżnieniu od chłopca. Mimo, że był to rodzaj zabiegu operacyjnego, nie mówią o nim znane teksty medyczne. Scena obrzezania w grobowcu Anch-ma-hora (VI dynastia) w Sakkarze ukazuje kapłana przykucniętego przed operowanym młodzieńcem, trzymanym przez pomocnika. Kapłan posługuje się owalnym instrumentem, być może krzemieniem jako tradycyjnym narzędziem rytualnym. Druga scena ukazuje pocieranie fallusa albo przed zabiegiem dla znieczulenia, albo po zabiegu dla opatrzenia rany. Poświadczone od czasów prehistorycznych, obrzezanie nie było zwyczajem określonej warstwy społecznej.
Dopiero w Okresie Późnym stało się ono warunkiem pełnienia funkcji kapłańskich. Prawdopodobnie dopiero wówczas nabrało znaczenia czystości kultowej. Z obcych ludów współzamieszkujących Egipt za nieobrzezanych uchodzili Libijczycy, natomiast o tzw. ludach morskich, które pojawiają się w Egipcie za panowania Ramessydów wiemy, że praktykowały ten zwyczaj.”
Karol Myśliwiec, Eros nad Nilem.

Chanuka – ośmioramienny świecznik (dziewiąty pomocniczy), którego używa się w czasie Święta Świateł. Upamiętnia zwycięstwo Judy Machabeusza w 165 r. p.n.e. nad wojskami Selucydów. W pierwszym dniu (aż do ósmego) zapala się jedną świecę i po jednej dodaje się każdego następnego dnia świątecznego. Ilość ramion w tym świeczniku, jest w oczywisty sposób również symboliczna. Wraz z Gwiazdą Dawida porównałbym go do kodu, znajdującego się we wnętrzu Piramidy Cheopsa – czyli do „komór odciążających”. Cztery półokręgi w Chanuce – odpowiadają czterem stopniom wiodącym do Gwiazdy Dawida – również Piramidion i gwiazdozbiór Oriona.

Menora

Menora

Równie ciekawa, jeżeli nie ciekawsza, jest symbolika siedmioświecznikowej Menory, której najważniejszym elementem są trzy półokręgi. Chanuka – symbolizuje czterostopniową drogę dochodzenia Człowieka do Królestwa Bożego, zaś Menora – z trzema półokręgami – symbolizuje samego Człowieka, a w szczególności to: jakimi wzorcami i normami postępowania powinien się on kierować, by zasłużyć na miano Człowieka. Cóż wiec mogą oznaczać te trzy półokręgi otaczające siódmą świecę?
Otóż myślę, że ta centralna świeca – symbolizuje Człowieka Przyszłości, a otaczające go trzy półokręgi – to środowisko, które go w tym Królestwie powinno go otaczać.
Najbliższy i najmniejszy półokrąg – otaczający tego Człowieka – to jego Rodzina, w której się wychowuje, i którą sam w przyszłości założy. Średni półokrąg – to jego przyjaciele, znajomi, koledzy, sąsiedzi, czyli otaczające go Środowisko. Zewnętrzny, największy – to Państwo, które jest jego największym Domem. Wszystkie trzy elementy tej „układanki” są ze sobą nierozerwalnie związane. Brak choćby jednego z nich powoduje niepotrzebne komplikacje lub dyskomfort psychiczny.
Cóż znaczy Rodzina i koledzy czy sąsiedzi, gdy nie ma nad nim opieki Państwa. I dalej, życie takiego Człowieka, bez oparcia w Rodzinie, chociażby w najdoskonalszym Państwie, jest tylko pozbawiona sensu wegetacją. Środkowy półokrąg też ma swoje zalety, bez których życie byłoby nudne i szare. Dla prawidłowego funkcjonowania Człowieka, a w tym i jego psychiki, niezbędna jest równowaga w Rodzinie, Społeczeństwie i w Państwie – wszystkie uchwyty świec w jednym poziomie.

 

 

Rozdział XIX

Chrześcijaństwo –  czyli Wielki Sen

„W roku 1947 pewien beduiński pasterz natknął się na samotną jaskinię w stromych skałach Qumran nad Morzem Martwym. W jaskini tej znajdowało się kilka dzbanów, w których znaleziono wiele zachowanych starożytnych rękopisów – długich zwojów, niekiedy liczących dwadzieścia i więcej stóp długości, zawierających teksty biblijne, a także inne teksty hebrajskie. Upłynęło sporo czasu, w którym pisma te przeszły przez ręce kupców, pomniejszych urzędników, pracowników muzeów, profesorów filologii, tłumaczy, po czym cały świat usłyszał o niezwykłym znaczeniu „Zwojów znad Morza Martwego”. Manuskrypty z Qumran jak się okazało, stanowiły bibliotekę lub zbiór literatury sakralnej osiedla żydowskich esseńczyków, pochodzącego z I i II stulecia przed Chrystusem. Niektóre z tych tekstów to znane księgi Starego Testamentu, takie jak Księgi Izajasza, Habakuka, inne zaś to ezoteryczne pisma zawierające specjalne nauki esseńskich „illuminati”. O esseńczykach wiedziano coś niecoś przed odkryciem pism z Qumran dzięki takim starożytnym pisarzom – historykom, jak Józef Flawiusz i Pliniusz Starszy, jak również z dzieł Filona, członka mówiącej po grecku społeczności żydowskiej mieszkającej w największym „międzynarodowym” ośrodku nauki późnego antyku, Aleksandrii. Autorzy ci informowali, że w ostatnich wiekach przed Chrystusem we wczesnym okresie chrześcijaństwa w łonie judaizmu istniał pewien mistyczny ruch ezoteryczny. Wydawał się on jednak tak mroczny, tak nieokreślony, a to co o nim twierdzono, było tak wątpliwe, że badacze niemal zupełnie nie brali go pod uwagę, zajmując się początkami chrześcijaństwa. Cały temat esseńczyków był prawie wyłącznie sprawą słabo udokumentowanych, luźnych domysłów dotyczących małego ruchu religijnego, który zniknął z annałów historii właściwie bez śladu. Zwoje znad Morza Martwego zmieniły tę sytuację. Odkrycie z Qumran całkiem nagle uświadomiło wszystkim, że na pustyni Judzkiej żyła społeczność esseńskich wtajemniczonych, licząca być może kilkuset ludzi, którzy studiowali Stary Testament i interpretowali go w duchu mistycznym. Jeśli chodzi o rozumienie Starego Testamentu, różnili się oni od dwu pozostałych stronnictw religijnych istniejących w ramach judaizmu – saduceuszy (kapłańskie stronnictwo aryetostatyczne) i faryzeuszy (reprezentanci judaizmu rabinicznego). Uważali, że w starych pismach tkwi ukryte ezoteryczne znaczenie, które może zrozumieć tylko ten, kto został „oświecony”, tj. wtajemniczony […]
W 1945 roku, tym razem w Górnym Egipcie, dwóch wieśniaków wykopując nawóz dokonało odkrycia: w starym dzbanie znaleźli koptyjską bibliotekę gnostycką ze starożytnego Chenoboskion (dzisiejsze Nag Hammadi). Podczas gdy pisma z Qumran pochodzą z I i II wieku przed Chrystusem i są zapisane w manuskryptach starszego typu, na długich zwojach, to biblioteka gnostycka składa się z kodeksów, tj. zbioru ksiąg, wykonanych z osobnych arkuszy, w tym wypadku papirusu. Pochodzą one z pierwszych wieków ery chrześcijańskiej i w sumie liczą około tysiąca pięciuset stron. Wiele z nich to pisma chrześcijańskie, czy też, ściślej biorąc, wywodzące się z tego świata myśli gnostyckiej, w którym Chrystusa pojmowano wyłącznie w kategoriach starożytnych Misteriów, a wobec judaizmu i prawa żydowskiego zajmowano wrogie stanowisko. Czy może raczej… sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Pisma, które zawiera biblioteka z Nag Hammadi, zdają się pochodzić z różnych źródeł.  Wiele z nich to pisma wyłącznie gnostyckie; inne wywodzą się z egipskiej magicznej religii Hermesa Trismegistosa; jest tu także fragment „Państwa” Platona; zbiór znanych maksym etycznych – „Sentencje” Sekstusa – popularny w kręgach wczesnych chrześcijan; wreszcie pewna liczba dzieł, których geneza jest niejasna lub sporna. Wysunięto przypuszczenie, że biblioteka ta bynajmniej nie należała do jakiejś grupy gnostyckiej, lecz świadczy jedynie o szerokich zainteresowaniach mnichów z pobliskiego klasztoru św. Pachomiusza (ojca życia klasztornego, który sam mógł być chrześcijaninem nie zanadto ortodoksyjnym!). Najbardziej wiarygodne wydaje się, że tym, co łączy dzieła zgromadzone w bibliotece z Nag Hammadi, jest ich związek z ideami gnostyckimi. Biblioteka ma zapewne za sobą burzliwe dzieje, ale można chyba bez większej obawy przyjąć, że swą obecną formę zawdzięcza jakiemuś środowisku gnostyckiemu […] Esseńskie pisma z Qumran wskazują na „zbliżenie” między judaizmem a Misterium. Biblioteka z Nag Hammadi, ukazuje chrześcijaństwo zorientowane misteryjnie, pozostając jednak w gwałtownej opozycji do duchowości żydowskiej”.
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Fakt, iż pisma z Qumran i Nag Hammadi zostały odnalezione akurat teraz, a nie np. pięćset lat temu (nikt by tego nie zrozumiał, ponadto mogły ulec zniszczeniu), lub dopiero za pięćset lat, lub też wcale, nie jest w żadnym razie kwestią przypadku, ani tym bardziej cudu. Tak jak Aleksander Macedoński, czy Szy Huang swoje „osiągnięcia” nie zawdzięczają tylko przypadkowi, czy cudowi, jak nie przez przypadek przedstawiciele dwu różnych kultur stworzyli z Wyspy Wielkanocnej „sanktuarium” odradzania się Życia, jak też i piramidy w Egipcie nie są żadnym cudem („siedem cudów świata”). Z tych wszystkich rozważań wynika bardzo ważny wniosek: Wszystko to co jest udziałem człowieka – ewolucja, historia, cywilizacja, itd., a także i wcześniej, powstanie i dogodne warunki Życia na Ziemi – wynikają z deterministycznej roli „Boga – Stwórcy” w tym dziele, a zarazem z logiki perpetuum mobile wszechświata. Pojawienie się pism z Qumran i Nag Hammadi można porównać do kodu wysłanego w przestrzeń kosmiczną w próbniku Pionieera, jak również do skamieniałości. Ten „sygnał z przeszłości” zgodnie z zamysłem ich twórców, dotarł do nas – do miejsca swego przeznaczenia i jest, niczym ślad odciśnięty na śniegu, kolejnym dowodem powszechnego planu budowy „Arki” przez „Noego” i nieuchronnego„Potopu”. Odnalezione pisma z Qumran i Nag Hammadi można, umownie rzecz ujmując, nazwać „ostatnią” stroną tego rozdziału, zaś Aleksandra Macedońskiego (pamiętając cały czas o boskim spiritus movens) – jego inicjatorem.

„Epoka Wielkiego Zwrotu – w piśmiennictwie historycznym lata (800-200 p.n.e) kiedy to niemal jednocześnie i niezależnie od siebie wygasają stare kultury i dokonują się zasadnicze przemiany w sposobie myślenia i świadomości człowieka”
K. Armstrong, Historia Boga, s. 14

EWZ – jest więc ostatnim akordem wszech cywilizacyjnego „zaćmienia Słońca”- „Potopu”. Począwszy od czasów kiedy to kromaniończyk „zaczął wzywać imię pana”- p.14 rozdz.V, aż po filozoficzną Arkę starożytnych Greków, człowiek opisywał swoją rzeczywistość opierając się na wiedzy, jaką powoli zdobywał w „szkole życia”- rozdz VII, a której został pozbawiony z powodu swojej niepohamowanej żądzy – p.16 rozdz.V. Wiedza ta, zgodnie z imperatywem wykasowywania pamięci, została zahibernowana w różnoraki sposób np.: architektura, religia, mitologia, filozofia, misteria. Wszystko to co nastąpiło po EWZ, używając eufemistycznego zwrotu, można porównać do Wielkiego Snu (nie mylić z aborygeńską Epoką Snu), gdzie to przysłowiowym „anestezjologiem”jest sam „Bóg – Stwórca”, a człowiek odgrywa rolę usypianego (dla jego dobra) pacjenta. I tutaj „dzięki” Aleksandrowi zaczyna się ta „opowieść” o konsekwencjach Wielkiego Zwrotu. To właśnie w wyniku ekspansji macedończyka nurty mądrości greckiej połączyły się z nurtami Misteriów starożytnych kultur wschodu, a w szczególności z irańskimi Misteriami Mitry. To co stanowi efekt, tego „nieprzypadkowego” i „niecudownego” procesu łączenia się tych „nurtów”, jest naszym anestetykiem – środkiem znieczulającym, dzięki któremu człowiek zapadł w stan letargu – Wielkiego Snu, z którego, kiedy nadejdzie ku temu odpowiednia pora, dzięki „Opatrzności Bożej”, zbudzi się. I tak dochodzimy do clou tego rozdziału, którym jest twierdzenie, że: to Chrześcijaństwo – największa ze światowych religii monoteistycznych jest tym „środkiem znieczulającym”, dzięki któremu śnimy na jawie – (patrz pisma Heraklita), a sprawcą tego wszystkiego był Syn Człowieczy – Jezus z Nazaretu.

„Grupą, która nauki gnostyckie i ich nacisk na fakt rozszczepienia natury istoty ludzkiej przedstawiała w szczególnie radykalnej formie i która w związku z tym prawdopodobnie ukształtowała się wcześnie, byli tzw. Ofici. Po grecku „opfis” znaczy „wąż”: sekta ta wzięła swą nazwę stąd, że duszę świata przedstawiała w formie Lewiatana, czyli kosmicznego węża kąsającego własny ogon, symbolu nie mających końca cykli stawania się. Główną cechą „gnosis” ofitów było stałe podkreślanie przez nich, że akt kreacji opisany w Księdze Rodzaju nie był początkiem rzeczy. W istocie miał on stanowić względnie późne stadium rozwoju świata. Uformowanie świata fizycznego poprzedzały trzy duchowe oraz psychiczne fazy istnienia. Co więcej, człowiek jako istota archetypowa miał swój początek właśnie w owych wcześniejszych światach, nie zaś w kreacji materialnej. Dlatego ofici uważali stworzyciela świata z tradycji żydowskiej, nazywanego przez nich ezoterycznym imieniem Ialdabaoth, za istotę niższego rzędu, której materialne dzieło stworzenia niekorzystnie kontrastowało z istniejącymi już przed nią światami duchowymi. Ialdabaoth stworzył świat cierpień i wyobcowania, nie mający precedensu w wyższych światach. On i jego aniołowie ukształtowali ciało człowieka (Adama), ale nie było ono w stanie stanąć, dopóki dzięki opatrzności niebiańskiej Sophii nie została weń tchnięta boska iskra ducha i myśli. Adam stanął wówczas wyprostowany „i od razu złożył dziękczynienie Pierwszemu Człowiekowi, zapominając o swych (materialnych) stwórcach”. Tym, co może być zbawione, jest owa iskra ducha i myśli w człowieku, a prowadzi do tego poznanie, że człowiek w swej istocie należy do wyższych światów, nie zaś do materialnej Ziemi. Mamy tu do czynienia z bezkompromisową interpretacją fizyczno – materialnego stworzenia z punktu widzenia archaicznego umysłu orientalnego! Ofici znali żydowską opowieść o stworzeniu i należeli do żydowskiego typu świadomości na tyle, by przyznać, iż w pewnym sensie była ona „prawdziwa”: jednakże ich ocena świata fizycznego i jego Stwórcy była diametralnie różna od oceny obowiązującej w ortodoksyjnym judaizmie. O wiele ważniejsze wydawały im się światy duchowe, które istniały wcześniej niż świat fizyczny i w których człowiek odnajduje podstawę swej istoty, prawzór swego człowieczeństwa. I znów nauki dotyczące tych światów wywodzą się z Misteriów irańskich. Ofici przedstawiali czworaki proces rozwoju świata w formie diagramu będącego pierwotną wersję kabalistycznego Drzewa Życia. Powstali oni prawdopodobnie jako żydowsko – irańska sekta ezoteryczna w czasach poprzedzających chrześcijaństwo. Ich radykalne idee dotyczące odrębności ducha i materii najwyraźniej znalazły wkrótce odzew w niektórych kręgach wczesnochrześcijańskich, wśród tych, którzy sądzili, że Chrystus przybył, aby zbawić człowieka z „upadku w materię” i poprowadzić go z powrotem ku istnieniu czysto duchowemu.
Diagram ofitów: gnostycka kosmologia. Król mandali, diagram, był przedmiotem medytacji gnostyków: poprzez niego doświadczali oni kosmicznych mocy i relacji, które ukształtowały nasz upadły, czyli materialny świat. W zasadzie, czytany od prawej do lewej, ukazuje on czworaki proces świata przebiegający przez fazy tradycyjnie nazwane Saturnem, Słońcem, Księżycem i Ziemią, chociaż fizyczne („archontyczne”) ciała planetarne noszące te nazwy należą jedynie do fazy czwartej, fazy Ziemi. W trakcie medytacji gnostyk mógł wznosić się dzięki poznaniu reprezentowanemu przez różne sfery i numeryczne relacje diagramu do nadzmysłowych stanów świadomości. Prunikos, sfera pośrednia, jest aspektem boskiej Sophii, pra mądrości Bożej, tu w swej niższej formie, manifestującej się jako „pożądanie”, które prowadzi do narodzin i śmierci – nie znanych w pierwotnych duchowych fazach dziejów świata. Trzy duże kręgi reprezentują zasady wszelkiego istnienia: Boga, Ducha i Ciemność; zasady te, jak i cały diagram, przywołują starożytne idee irańskie, jak również antycypują kabalistyczne „Drzewo Życia”.

Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Jest to końcowy fragment jednego z rozdziałów książki Andrew Welburn`a „Początki Chrześcijaństwa”, dzięki której, zgodnie ze słowami Newtona, mogłem znacznie rozszerzyć swój widnokrąg. Ale tak jak i w przypadku poprzednich arcydzieł literatury naukowej, obok wielu niewątpliwie ciekawych i odkrywczych rozważań, nagromadziło się wiele informacji, hipotez „niekoniecznie” zgodnych z prawdą. Ktoś mógłby powiedzieć: no tak, teraz to i ja już wiem, ale należy oddać sprawiedliwość tym wszystkim, którzy nie mając „czystego źródła”, jakim jest ta książka, nierzadko potykając się o „węzeł” niedostępnej, z wiadomych powodów, „ wiedzy tajemnej”, przecierając szlaki dociekali tej prawdy. Fakt wyrwania tego cytatu z kontekstu, może spowodować pewne trudności w zrozumieniu złożoności tematyki. Nie jesteś jednak, drogi czytelniku, puszczony na „głęboką wodę” bez przygotowania, umiesz już pływać. Jeśli jednak miałbyś jakieś kłopoty, niech pomocnym ci będzie ten diagram ofitów. To właśnie dzięki gnostyckiej kosmologii można bardzo łatwo zrozumieć co stanowiło „etymologię” chrześcijaństwa. W tym jednym diagramie zawarta jest cała „mądrość” tej książki i podobnie jak chociażby Kopiec Węża Indian Adena czy Nil i Międzyrzecze, ten „Lewiatan”- król Mandali, swoją „wiedzą tajemną” dobitnie świadczy o tym, iż ta poprzedzająca chrześcijaństwo żydowsko – irańska sekta, właśnie dzięki misji Aleksandra Wielkiego, poznała i propagowała wśród swoich członków, całą wiedzę o cykliczności wszechświata i o roli „Boga – Stwórcy” w dziele powstania Życia na Ziemi. Rację ma autor tych cytatów, ale tylko w jednym: aby odczytać znaczenie tego diagramu należy „czytać go” od prawej do lewej. I cóż takiego można z niego wyczytać? Jak już wielokrotnie na przykładach egipskich piramid, greckiej filozofii itp. starałem się dowieść, że proces powstawania Wszechświata i Życia opiera się na zasadzie cykliczności. Dwie przeciwstawne sobie siły: Jin i Jang, Dobro i Zło, Mężczyzna i Kobieta, Miłość i Nienawiść, reprezentowane są w tym diagramie nie przez dwa stykające się ze sobą duże okręgi, lecz jak logika na to wskazuje – przez dwa środkowe półokręgi, które obrysowuje środkowy, podobnej wielkości co dwa poprzednie – okręg „Życie i Miłość”. To jest właśnie ta „pozytywna” część Megacyklu. Pozostałe, dwa skrajne półokręgi – to „negatywna” jego część, która kiedyś z pewnością nastąpi. Tak wiec dwa duże okręgi – podzielone są na cztery części:

Część pierwsza – symbolizuje początek wszystkiego – Wielki Wybuch, formowanie się gwiazd, planet, Układu Słonecznego i Ziemi; jest tam „tylko” nasz Ojciec – czyli „Bóg – Stwórca Człowieka”.

Cześć druga – mały okrąg podzielony na pół – to nic innego tylko powstanie Życia na Ziemi, zaś część tego koła – Syn symbolizuje Ewolucję Człowieka, a także narodziny i naukę Kromaniończyka, aż po naszą Historię Nowożytną. Jak nietrudno zauważyć, mały okrąg Syn, styka się z okręgiem Prunikos dokładnie w środkowym punkcie dużego okręgu – Miłość. I to właśnie jest punkt, w którym my właśnie się znajdujemy. Jest to przełomowy moment  w Historii Miłości – jest to przełomowy moment w naszym Życiu.

Część trzecia – Prunikos – to czas, w którym Bóg będzie w Człowieku, a Człowiek w Bogu – Królestwo Boże, Gwiazda Dawida, Piramidion, Nirwana itp. – najpiękniejsza i najbardziej oczekiwana chwila kiedy to spotkają się ci, którzy odeszli i odejdą,  z tymi, którzy byli i będą. Jest to niebieski – a raczej niebiański krąg. Przejście do tego kręgu nie będzie wcale takie szybkie, ani takie proste, nie stanie się to w jednej chwili – pstryk i już tam jesteśmy. Jak to z przełomami bywa, minięcie progu niewiedzy, niemożności, lęków, zadufania, jest bardzo trudne i wymaga czasu. Ile? W gruncie rzeczy zależy to tylko od nas samych, no i oczywiście od naszego Ojca, który spokojnie czeka na właściwy ku temu moment.

Cześć czwarta – Ten czas ogólnej szczęśliwości jednak będzie miał swój kres. Będziemy  musieli przejść „Gehennę” i spadniemy do „Tartaru”. Cóż to oznacza? Ano to, że Lewiatan -kosmiczny wąż, w końcu ukąsi własny ogon i skończy się „Mega – Życie”. Te koncentrycznie malejące okręgi – symbolizują „Nienawistną”część Megacyklu – kolaps Wszechświata – rozdz I. I to właśnie oznacza żółty kolor tego okręgu. Jak powszechnie wiadomo, kolor ten kojarzy się z oszustwem i zdradą, jest to kolor zawiści i hańby. Genialnie proste!
Wiedza tajemna ofitów jest dowodem na to, iż na terenie Bliskiego Wschodu, odżyła dzięki wpływom: filozofii greckiej (Aleksander Wielki) i Irańskiego Zaratusztry archetypowa wiedza o „Światłości i Ciemności”. Nie był to jednakże cel główny Najwyższego, ale jedynie środek do zrealizowania swego wcześniej powziętego planu „uśpienia” człowieka. Judaizm, z takim trudem „zahibernowany” w Religii, stanowił już wartość samą w sobie i raz puszczony w „przestrzeń” Historii, żył już swoim życiem. Dlatego też nasz Stwórca „zlecił” to zadanie człowiekowi, którego umiłował, a którego ofiarował dla dobra ludzkości – jak Abraham Izaaka.

„Odkrycie z Qumran całkiem nagle uświadomiło wszystkim, że na Pustyni Judzkiej żyła społeczność esseńskich wtajemniczonych, licząca być może kilkuset ludzi, którzy studiowali Stary Testament i interpretowali go w duchu mistycznym. Jeśli chodzi o rozumienie Starego Testamentu, różnili się oni od dwu pozostałych stronnictw religijnych istniejących w ramach judaizmu – saduceuszy (kapłańskie stronnictwo arystokratyczne) i faryzeuszy (reprezentanci judaizmu rabinicznego). Uważali, że w starych pismach tkwi ukryte ezoteryczne znaczenie, które może zrozumieć tylko ten, kto został „oświecony”, tj. wtajemniczony. Kilka przykładów takiej oświeconej interpretacji przetrwało w Zwojach znad morza Martwego. Oświecenie wymagało jednak długiego okresu próbnego, po którym następowały inicjacyjne rytuały chrztu i przekazania wiedzy tajemnej. Chrzest nie był jedynie sprawą symboliczną, jaką zazwyczaj jest w dzisiejszych kościołach, lecz polegał na rzeczywistym zanurzeniu przyjmującego chrzest, doświadczanym jako śmierć i powtórne narodziny do nowego wyższego życia. Inicjowany rozpoznawał w sobie „Syna Światłości” biorącego udział w kosmicznej wojnie z siłami Ciemności, wojnie, która zaczęła się w praczasach i zakończy się dopiero w ostatnich dniach wszechświata. Zasadą leżącą u podstaw esseńskiej ezoterycznej interpretacji Pisma była zdolność widzenia tych kosmicznych zmagań w tle wydarzeń, opowiedzianych zarówno w nim, jak i proroctwach i psalmach […] Inicjacja esseńska w istocie udzielała gnosis, czyli boskiego poznania. Bóg Esseńczyków był „Bogiem Poznania”; on to zapalał światło duchowego widzenia i zrozumienia w sercu wtajemniczanego. Wyraża to dobrze jeden z hymnów z „Reguły Zrzeszenia”:
Gdyż ze źródła jego sprawiedliwości jest moje usprawiedliwienie, z Jego zaś cudownych tajemnic światło w moim sercu. Moje oko spoglądało na to, co wieczne, na mądrość ukrytą przed człowiekiem, na poznanie, mądry zamysł (ukryty) przed synami człowieczymi. Bóg dał je Swym wybranym jako wieczną własność i sprawił, iż odzieczyli los Świętych. Połączył ich zgromadzenie z Synami Niebios, By stało się Radą Zrzeszenia i podstawą Budowli Świętości, wieczną Rośliną przez wszystkie czasy, które nadejdą.
Przyjęcie do „Rady Zrzeszenia” było najwyraźniej dalszym etapem wtajemniczenia i dawało prawo do udziału w świętym Posiłku. Posiłek ten Esseńczcycy rozumieli jako rytualną antycypację posiłku z chleba i wina, który odbędzie z nimi Mesjasz – czy raczej dwóch Mesjaszy, których oczekiwała społeczność; miał charakter niezwykle święty, tak iż trzeba było zeń wykluczyć nawet wielu „Synów Światłości” o sercach jeszcze nie dość czystych. Tak więc w esseniźmie, jaki ukazują nam Zwoje znad Morza Martwego, mamy zdumiewające zjawisko: Misterium kwitnące w samym sercu Judei, gnosis z jej własnymi rytami inicjacyjnymi, ucztę sakramentalną i ezoteryczne rozumienie pism żydowskich. Misterium owo umożliwiało przeżycie „oświecenia” i wizji tego wszystkiego, co wieczne i nieśmiertelne, głosiło doktrynę kosmicznych duchów Światłości i Ciemności oraz takie ezoteryczne nauki, jak astrologia i fizjognomika. Dlatego też musimy wyzbyć się do reszty wyobrażenia, że Palestyna w czasach Jezusa czy bezpośrednio przed nim znajdowała się poza sferą wpływu Misteriów.[…] Wydawało się, iż wraz z odkryciem Zwojów znad Morza Martwego w pewnej mierze uchylono zasłonę skrywającą życie Jezusa i tło powstania chrześcijaństwa. Niektórzy uczeni sądzili, że Jezus mógł wychowywać się wśród esseńczyków, czy nawet, że zwoje te stanowiły wczesne pisma judeochrześcijańskie. Dziś jednak opinia świata uczonych skłania się ku poglądowi, że choć Jezus prawdopodobnie miał pewien kontakt z ruchem esseńskim, to jednak faktycznie doń nie należał. […]
Pisma z Qumran potwierdziły, że esseńczycy udzielali ezoterycznych nauk w tych samych sprawach, w których rabini podlegali surowym ograniczeniom: na przykład w kwestii interpretacji Ezechielowej mistyki „,Merkawy”. Pamiętajmy, że faryzeusze pozwalali dyskutować na tej temat tylko z kimś, „kto jest w stanie pojąć sam z siebie”. Esseńczycy najwyraźniej mieli podobną zasadę w odniesieniu do ich „mądrości wśród wtajemniczonych” – i byli gotowi rozmawiać z Jezusem jak z kimś, kto wyraźnie „jest w stanie pojąć”. Z kolei Jezus wiele nauczył się od życia, z jakim zetknął się wśród esseńczyków, i zapewne studiował ich tajemne pisma. Można też w kilku miejscach wykryć wpływ, jaki na jego własne słowa wywarła literatura esseńska. Na przykład żydowski hymn albo modlitwa z tamtych czasów bez względu na to, czy recytowany był w świątyni, czy wśród rabinów, zaczynał się w sposób mniej lub bardziej standardowy: „Błogosławiony niech będzie Bóg …” Esseńczycy niekiedy używali tej formuły. Mieli jednak własny sposób rozpoczynania hymnu: „Dziękuję ci…”. Zaiste posiadali cały zbiór hymnów i modlitw składających się na to, co dziś nazywamy „Zwojem Hymnów”. Jest to cecha typowo esseńska. Otóż kiedy Jezus układa jakiś hymn, to jak się on zaczyna? Dziękuję ci Ojcze, Panie nieba i ziemi, ponieważ zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i uczonymi, a objawiłeś małym dzieciom. Tak, ojcze, bo takie było twoje upodobanie… Nie tylko początek hymnu Jezusa, lecz także swobodny rytm wiersza i jego treść – komentuje pewien żydowski uczony – wykazują pokrewieństwo z esseńskimi hymnami dziękczynnymi… Zarówno Jezus, jak i autor „Zwoju Hymnów” głoszą, iż odsłaniają prostaczkom boskie rzeczy, ukryte przed innymi. Tak więc wydaje się oczywiste, że Jezus znał esseńskie hymny dziękczynne i posługiwał się ich formą, aby ukazać swe miejsce w boskiej ekonomii, jakkolwiek do własnego hymnu wprowadził motyw swego boskiego synostwa, którego naturalnie brak w „Zwoju Hymnów”. Oczywiście zainteresowanie uczonych w dużej mierze skoncentrowało się na powiązaniach Jezusa ze światem  zwojów z Qumran. Ale wiedzieliśmy również, że esseńczyków  łączyły związki z szerszym spektrum ezoterycznych ruchów chrzcielnych w Syrii i Palestynie (i być może w Babilonii), a najsłynniejszym reprezentantem tych ruchów w Nowym Testamencie jest postać, która również musi stać się przedmiotem naszych badań, a mianowicie Jan Chrzciciel. Zawróciliśmy już uwagę na to, że wprawdzie „Jan mógł się przemieszczać z miejsca na miejsce”, to jednak główne centrum jego nauczania i posługi chrzcielnej niemal na pewno znajdowało się w pobliżu brodów na Jordanie, zaraz na południe od Jerycha, w miejscu położonym niecałe dziesięć mil, na północ od Qumran. Niepodobna przypuścić, że Jan nic nie wiedział o osiedlu sekty esseńskiej istniejącym na tym samym obszarze, na którym żył i działał. A wiedząc o nim, nie mógł go przecież ignorować: esseńczycy uprawiali chrzest inicjacyjny, być może zbliżony do Janowego – podobnie jak Jan – oczekiwali przybycia Mesjasza, czyli Nadchodzącego. […] Wiemy, że wielu esseńczyków zostało chrześcijanami, ponieważ możemy rozpoznać ich rękę w dziele kształtowania, w większym lub mniejszym stopniu, wielu wczesnochrześcijańskich gmin w Palestynie i Syrii. To oni niewątpliwie byli pionierami w tworzeniu społecznych form w Qumran i innych miejscach. W istocie grupy chrześcijan posługiwały się podręcznikami bardzo przypominającymi „Regułę Zrzeszenia” Esseńczyków Qumrańskich: najlepszym przykładem jest to „Didache”, czyli „Nauka Pana”, z której szeroko korzystano, a zawarte w niej reguły powtarzano i parafrazowano w listach do nowych gmin. „Didache” zaczyna się od ogólnej informacji o „Dwóch Drogach” – Światłości i Ciemności – dokładnie tak samo, jak w esseńskim podręczniku. […] Zaiste brzmi to niemal dosłownie jak „Reguła Zrzeszenia” przeredagowana w świetle Kazania na Górze! Porównajmy z qumrańskim nauczaniem o „dzieciach światłości”, Aniołach Światłości, itd. wersję „Didache”- dołączoną do Listu Barnaby: 

…Dwie są drogi nauki, dwie i władzy: droga światła i droga ciemności. Wielka jest różnica miedzy tymi dwoma drogami, ponieważ nad jedną straż trzymają niosący światło aniołowie Boży, a nad drugą – aniołowie Szatana; i jedną z nich dwóch jest Pan od wieków i na wieki, podczas gdy Szatan stoi górując nad obecnym czasem niegodziwości…
Autor tych słów był niemal na pewno esseńczykiem, który został chrześcijaninem; a wielu głosiło te same idee.”
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Andrew Welburn korzystając z dorobku dotychczasowej wiedzy oraz opierając się na całym bogactwie treści zawartej w Zwojach z Qumran i Nag Hammadi, wywodzi początki chrześcijaństwa z ezoterycznych sekt chrzcielnych, w których można rozpoznać inicjacyjny wpływ duchowego świata myśli Iranu (Zaratusztra – Światłość i Ciemność). Najdobitniej świadczy o tym właśnie diagram Ofitów, dzięki któremu wiemy już, że wiedza o Wszechświecie, Człowieku i jego Stwórcy, będąca dotychczas „wiedzą tajemną” dostępną tylko wybranym (Egipt, Grecja itp.), stanowiła esencję wiedzy także i u esseńczyków. To co było punktem kulminacyjnym wszystkich tajemniczych obrzędów np.: w Luksorze, czy podczas greckich Misterii, w obrzędach inicjacyjnych esseńczyków rozpoznajemy jako rytuał chrztu. Właśnie dzięki „rzeczywistemu zanurzeniu się przyjmującego chrzest inicjowany rozpoznawał w sobie syna światłości”, co w istocie rzeczy niewiele różniło się od tego nad czym doświadczenia prowadził amerykański neurolog Ernest A. Rodnin, który wielokrotnie wprowadzał swój organizm w stan niedotlenienia – Hipoksji. W obu  tych rozpatrywanych przypadkach, zarówno naukowcy z uniwersytetu, jak i uczestnicy inicjacyjnych obrzędów, doznawali zjawiska ostrego niedotlenienia mózgu, które to symptomy stanowią wstępną fazę procesu zwanego jako NDE. W doświadczeniach z  Hipoksją, oprócz wartości czysto naukowych, znacznie cenniejszym jest mało eksponowany lecz jakże znamienny wniosek jaki wysunął Raymond Moody  w toku swoich dwudziestoletnich badań nad przeżyciami „u progu śmierci”, a mianowicie: „wszystkie te osoby doznały zasadniczej, pozytywnej przemiany swojej osobowości”. Jakże wielce koreluje to z „metanoia” Jana Chrzciciela, gdzie, udzielany przezeń chrzest był związany z przeżyciem wewnętrznego przebudzenia i radykalnej reorientacji”. To olśnienie, które było udziałem uczestników eksperymentów, doświadczali już dwa tysiące lat temu esseńscy „illuminati”, a także, co wynika z wcześniejszych rozdziałów, kapłani „męskiego” Egiptu, czy też „żeńskiego” Międzyrzecza (wcześniej oczywiście także). W panteonie historycznych postaci znajdujemy takie osoby jak np.: Abraham, Mojżesz, Eliasz, Aleksander Wielki, Szy Huang Ti, Budda, i inni, dzięki którym uwidacznia się nieustanny wpływ Stwórcy na nasze poczynania. Kolejnym przejawem takiego wpływu był bezsprzecznie cały ruch sekt chrzcielnych, których najdoskonalszą emanacją byli esseńczycy, stanowiący podobnie jak A. Wielki i jego dzieło, tylko „materiał wyjściowy” dla Największego z Wybrańców – Syna Człowieczego. O związkach i wpływie esseńczyków na powstanie chrześcijaństwa wiele można dowiedzieć się z książki Welburn`a, który, w dość ostrożny sposób łączy postać Jana Chrzciciela z esseńczykami, a także zaznacza, ograniczony tylko do nauk, wpływ tej sekty na Jezusa. Ja jednak w tych rozważaniach chciałbym pójść o krok dalej i stwierdzić że:zarówno Jan Chrzciciel jak i Jezus, w pełni świadomie i z pełnym zaangażowaniem, należeli do sekty esseńczyków, zaś wszystko to co dotyczy powstania Religii Chrześcijańskiej, było wcześniej z góry zaplanowanym działaniem Najwyższego, o czym wiedzieli esseńscy wtajemniczeni, a  w szczególności sam Jezus.

Jest to nadzwyczaj śmiała teza, która diametralnie zmienia dotychczasowe spojrzenie na całość zagadnienia męczeńskiej śmierci Jezusa na Krzyżu. Zgodnie z zawartą we wstępie zasadą, mówiącą o mojej inspiracji oraz mając na uwadze to, że moim jedynym celem jest dać prawdzie właściwe świadectwo, aby móc powyższe udowodnić, koniecznym jest, przedstawienie najważniejszych problemów węzłowych i ujecie ich w jakąś sensowną całość.

Po pierwsze: Należy wziąć pod uwagę deterministyczną rolę Cykliczności Wszechświata oraz niepodważalną przyczynowo – skutkową rolę „Boga – Stwórcy” w dziele stworzenia Człowieka.

Po drugie: Problematyka Wielkiego Snu, a w szczególności zagadnienie wpływu „Wielkiego Anestezjologa” na Syna Człowieczego, a także kwestia wyboru właściwego momentu na Przebudzenie.

Po trzecie: Wpływ Fallusa – testosteronu na Neurogenezę – Bonobo.

Po czwarte: Wpływ abstynencji płciowej na „widzenie przyszłości”- Sybilla.

Po piąte: Wpływ ćwiczeń fizycznych – Jogi – czyli przyjmowanie pozycji seksualnych na zjawisko „otwarcia trzeciego oka”.

Po szóste: Wpływ NDE – śmierci klinicznej na „zasadniczą przemianę osobowości”.

Po siódme: Misteria – wiedza dla wtajemniczonych.

Po ósme: Rola kapłanów w dziele przekazywania „wiedzy tajemnej”.

Być może w tej wyliczance pominąłem coś równie istotnego, jedno wszakże jest pewne, nie są to wszystkie ciekawe i ważne tematy, których mnogość wprost roi się wśród kart tej książki. Uważni i dociekliwi miłośnicy mądrości i prawdy z pewnością wiele z nich dostrzegą. Istotną treścią wszystkich tych zagadnień jest bardzo ważna ogólna zasada, dzięki której tworzą one, niczym sieć rybacka, swoistą współzależność, czy też bardziej sensownie, współlogiczność. Wszystkie te prawdy łączą się ze sobą, wzajemnie przenikają, każdy dowolny ich fragment, para, obojętnie w jakiej konfiguracji ustawiona, dzięki popartej faktami argumentacji, broni się sama. Zgodnie z definicją synergii, kiedy to współdziałanie czynników skuteczniejsze jest od sumy ich oddzielnych działań, dopiero spojrzenie „z góry” na całokształt sprawy  pokazuje, że ta przysłowiowa sieć rybacka – czyli Prawda, jest na tyle mocna by nie ulec rozerwaniu (przesądy, tabu, ignorancja), co mogłoby zniweczyć „wyłowienie z morza letargu”. Jest jeszcze ktoś kto, nieustannie dbając o stan tej sieci, nie pozwala na to by się ona porwała. Tym kimś, takim symbolicznym renowatorem i zarazem kustoszem, są obecni we wszystkich kulturach, cywilizacjach, religiach, obojętnie w jakim czasie historycznym i jakkolwiek by ich nie nazywano, „powołani” przez Boga – Stwórcę, Kapłani. Naturalnie inną „funkcję” pełnili kapłani, którzy za pomocą Misteriów przekazywali „wiedzę tajemną” swoim następom, co innego zaś można powiedzieć o roli współcześnie działających kapłanów.
Ta zasadnicza zmiana „definicji” jest właśnie konsekwencją Wielkiego Snu, do którego zostaliśmy „zaproszeni”. Wyprzedzając nieco tok tej „opowieści, a jednocześnie kontynuując terminologię wziętą z lekarskich sal operacyjnych wspomnę tylko, że uśpiony przez Wielkiego Anestezjologa Człowiek kierowany niekiedy „niecierpliwością”, a zawsze chęcią „poganiania czasu”, wielokrotnie dając na to dowody, będzie chciał osiągnąć to czego najbardziej pragnie – wreszcie zbudzić się ze Snu i osiągnąć Królestwo Boże. Ale wszystko w swoim czasie. Niezwykle ciekawa jest również cała problematyka związana z: wiedzą gnostycką, szeroko rozumianą magią, kabałą, alchemią, które to „węzełki” swoje apogeum osiągnęły w czasie kiedy Człowiek ujęty został w ramiona Morfeusza – „śnił na jawie”. Różne „marzenia senne” mogą być dobre, ale mogą też być i złe. Te „koszmary senne” będą tematem innych rozdziałów. Wracając jednak do głównego wątku – czyli roli esseńczyków w dziele powstania Religii Chrześcijańskiej to zakładając, że Jan Chrzciciel doznając iluminacji został wtajemniczony, czy był to skutek wewnętrznej przemiany podczas chrztu – hipoksja, czy też mamy tu do czynienia z bezpośrednią, podobną do Abrahama, czy A. Wielkiego, interwencją samego Boga, to jedno jest pewne, że głosząc wszem i wobec o Mesjaszu, który idzie po nim (Ewangelia św. Jana 1.19 – 1.34), daje nam tym wiarygodny dowód swojej wizjonerskiej wiedzy – dostępnej tylko wybranym. Mając na uwadze to, że Jan Chrzciciel był tym, dzięki któremu Jezus dostąpił ostatecznej iluminacji, oraz jeśli wiedział on co było temu Synowi Człowieczemu przeznaczone, to można założyć, że i pozostali esseńczycy, (do których, co wcześniej przyjąłem, należał), również, choć nie tak bezpośrednio i dokładnie (wpływ Najwyższego na jednostki), ale o tym wiedzieli. Czy w istocie tak było? Czy są  jakieś „materialne” dowody na potwierdzenie tych „teoretycznych” rozważań? Zadając sobie te i podobne pytania oraz szukając na nie odpowiedzi, należy cały czas mieć na uwadze wszystko to co było treścią poprzednich rozdziałów, a przede wszystkim skutek EWZ, jakim jest nasz Wielki Sen. Idąc dalej tym „prawie niewidocznym tropem” można zapytać, dlaczego misję narodu żydowskiego uważa się za ucieczkę z egipskiego domu niewoli?
Dlaczego głębia myśli Heraklita z Efezu i pozostałych „materialistów”, jest (była) tak nieodgadniona? Dlaczego Mur Chiński zbudowano właśnie w tym, a nie w innym miejscu i jaka była jego funkcja? Otóż, wszystkie te i inne cuda miały dotrzeć do naszych czasów nierozszyfrowane i dlatego też, pozostały dla nas niezrozumiałe lub celowo wprowadzały nasz tok myślenia na „boczne tory”- patrz punkt 70 pism Heraklita, jak również fragment wypowiedzi Jezusa, który „nauczał” nie wprost poprzez podobieństwa.

„… I powiedział im: Powierzono wam tajemnice Królestwa Bożego; tym zaś, którzy są zewnątrz, wszystko podaje się w podobieństwach, aby patrząc, widzieli, a nie ujrzeli; i słuchając słyszeli, a nie rozumieli, żeby się czasem nie nawrócili i nie dostąpili odpuszczenia”. – (Ew. św. Marka 4.11).

Ta wypowiedź Jezusa jest jednym z poszukiwanych dowodów na potwierdzenie jego „związków” z największą tajemnicą gnostyckiej kosmologii sekt chrzcielnych, a tym samym z „tajemniczymi” esseńczykami.

„Niektóre z najbardziej kontrowersyjnych przykładów ezoterycznego języka Nowego Testamentu pochodzą nie z ewangelii, lecz z Listów Pawła. W pewnych wypadkach są to wyrażenia, które już na pierwszy rzut oka, dotyczą bezpośrednio spraw ezoteryki i teozofii (mądrości Boga). Ukazuje się to tym wyraźniej gdy przetłumaczymy je bardziej wprost, niż zrobili to nasi esseńscy przodkowie w Biblii króla Jakuba I:
Jako że my głosimy mądrość wśród wtajemniczonych, mądrość nie z tego eonu ani władców tego eonu, którzy przemijają. Głosimy mądrość Bożą w misterium, mądrość zakrytą, którą Bóg przed eonami przeznaczył ku naszej chwale i której nie zna żaden z władców tego świata. (1 Kor  2. 6 – 8)
Fakt bycia w posiadaniu wiedzy ezoterycznej został tu wyrażony, można by sądzić, dostatecznie jasno!”
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Jest to odpowiedni moment na kolejny, wynikający z powyższych cytatów, wniosek, iż: Esseńscy wtajemniczeni i uczniowie Jezusa – to dwa określenia tej samej grupy ludzi, których „Arką” jest  Nowy Testament. Wielce znamienny jest symbol znaleziska z Qumran i Nag Hammadi, dzięki którym można stwierdzić fakt  „transformacji” esseńskich „wtajemniczonych”- (Qumran), w „uśpionych” gnostyków – (Nag Hammadi).

„O Życiu i działalności Jezusa informują źródła historyczne żydowskie, rzymskie i chrześcijańskie. Według ich świadectwa Jezus był postacią historyczną, urodził się w Betlejem, a dzieciństwo i lata młodzieńcze spędził w Nazarecie w Galilei. Narodziny Jezusa zapoczątkowały erę chrześcijaństwa. W rzeczywistości Jezus urodził się ok. 6 – 7 r. p.n.e. Błąd w obliczeniach spowodowany został przez Dionizego Małego w VI  w n.e. Dionizy policzył, że Jezus urodził się w 754 r. od założenia Rzymu. Wcześniej , tj. przed Chrystusem czas liczono od założenia Rzymu, czyli od 753 r. p.n.e. lub od wyboru danego cesarza. Pogłębione badania  pozwoliły określić datę urodzin Jezusa na 747 – 748 r.  od założenia Rzymu, czyli 6- 7 lat wcześniej, niż określił to Dionizy Mały. W Galilei spędził Jezus większość swego życia. Tam przyjął chrzest w Jordanie i odbył czterdziestodniowy post na pustyni. Od tego czasu rozpoczął swe nauki, zapowiadając nadejście Królestwa Bożego. Centralnym punktem nauki Jezusa było Kazanie na Górze Oliwnej. Stało się ono fundamentem wiary i moralności chrześcijańskiej. W Galilei Jezus wybrał uczniów – dwunastu apostołów, którzy rozpoczęli pracę misyjną. Widzieli oni w Jezusie Nauczyciela, Mesjasza i Prawodawcę. Sam Jezus mówił o sobie, że jest synem Boga, a jego posłannictwem: męka, śmierć i zmartwychwstanie – ofiara złożona ludzkości w imię walki ze złem. Jezus podczas pobytu w Jerozolimie, podczas żydowskiego święta Paschy został pojmany, przesłuchany prze Radę Starszych (Sanhedryn) i wydany prokuratorowi Poncjuszowi Piłatowi, który skazał go na śmierć przez ukrzyżowanie. Imię Jezus pochodzi z języka greckiego i jest odpowiednikiem hebrajskiego imienia Jeszua, co znaczy „Jahwe zbawi”. Jezusa określa się także jako Chrystusa, co po hebrajsku brzmi – masziach, a w obu językach rozumiane jest jako „ pomazaniec”. Zwolenników Jezusa zaczęto nazywać christianoi, czyli chrześcijanami, od czasu, gdy Paweł apostoł organizował gminy chrześcijańskie w Azji Mniejszej i Grecji. Dzieje Apostolskie informują, że nastąpiło to po 40 r. n.e.” 

Halina Tomalska, Historia dla szkół średnich.

Z powodu ogromnej złożoności oraz wartości zagadnienia, właściwsza w tym miejscu byłaby jakaś obszerna monografia, jednakże nie jest to celem tej książki. Ten pobieżny opis życia i działalności Jezusa, stanowi zaledwie minimum podstawowych informacji, które będą niezbędne do dalszych bardziej analitycznych rozważań.

„Hormony determinują odmienną męską i żeńską organizację mózgu w czasie jego rozwoju w łonie matki. […] Proces ten, w sensie dosłownym zmieniający umysł rozwijającego się osobnika, jest rezultatem tego samego zjawiska, które determinuje inne zmiany fizyczne – działania hormonów […] Poziom tego hormonu jest w tym okresie czterokrotnie wyższy niż poziom, który osiągnie przez cały okres niemowlęcy i dziecięcy […] Gwałtowny przybór  hormonu męskiego występuje również w przełomowym momencie rozwoju osobnika płci męskiej – w okresie dojrzewania […] Wpływ hormonów na mózg jest dwustopniowy […] Chłopcy nie najlepiej dają sobie radę w pierwszych latach szkolnych. Jednakże z nadejściem wieku dojrzewania gwałtownie przyspieszają. Wyniki w testach IQ wzrastają gwałtownie pomiędzy czternastym a szesnastym rokiem życia, podczas gdy wyniki dziewcząt wykazują tendencję do utrzymywania się na tym samym po-ziomie, a czasem się obniżają”.

Tych kilka wyrwanych z kontekstu zdań zaczerpnąłem z rozdziału XVI, a pochodzą one z książki Anne Moir i Davida Jessel`a „Płeć mózgu”. Znalazły się one w tym miejscu nie bez przyczyny. Jeśli jest prawdą to, o czym Moir i Jessel piszą, a jak dotąd nie spotkałem się innym zdaniem na ten temat, to ich wniosek o deterministycznej roli genów i hormonów, a w szczególności testosteronu na mózg (co z kolei ma wpływ na płeć), stanowi punkt wyjścia dla wyjaśnienia merituum tego rozdziału. Jak najdalszy jestem od deprecjonowania kobiecego IQ , ani też nie jest moim celem antagonizowanie kobiet i mężczyzn, ale powodem dla którego tak wyróżniłem te a nie inne zdania, była tylko i wyłącznie chęć podkreślenia zasadniczego wpływu testosteronu nie tylko na wyraźny wzrost inteligencji, ale także na pewien ogromnie ważny „efekt uboczny” tego procesu. Jak to wynika z badań naukowych mózg dorosłego człowieka może produkować nowe neurony. Wiemy, że w stadium rozwoju płodowego i w czasie dojrzewania, najważniejszym stymulatorem tego procesu są hormony- głównie testosteron, który z kolei ma nierozerwalny związek z ruchem fizycznym (nasilenie neurogenezy u osobników mających dużo ruchu – doświadczenie z myszami). I dalej, jak starałem się to udowodnić (Bonobo) – jak najczęstsze, jak najdłuższe ograniczanie wpływu współczulnego układu nerwowego, automatycznie zwiększa wpływ przywspółczulnego układu, co powoduje skutki podobne do wysiłku fizycznego. Czy osiągnie się to poprzez bezpośrednią stymulację – onanizm, czy pośrednikiem tej stymulacji są wyobrażenia kobiety – Figurki „Wenus”, czy będzie to wynikiem powstrzymywania się od ejakulacji – cała problematyka „Sybilli”, czy też dzięki ćwiczeniom Jogi – której „walory” są bardzo różnorodne (stan mistycznej ekstazy), to ma to swoje niebagatelne znaczenie. Notabene, ten jakże wstydliwy lecz w określonych sytuacjach naturalny stymulator, tak skuteczny u Bonobo i oczywiście u Człowieka – onanizm, zauważalny jest nie tylko u tych dwu, zróżnicowanych pod względem IQ ,  gatunków. Jeśli weźmiemy „pod lupę” pozostałe gatunki ssaków, to okaże się że walenie (delfiny, humbaki, wieloryby), słonie, jak wskazują na to liczne dowody, zachowują się podobnie jak  Bonobo (oczywiście w znacznie bardziej symboliczny sposób).  Ich inteligencja i więzi społeczne są wprost proporcjonalne do czasu jaki poświęcają na „nieprzyzwoite” stymulacje. Z tego wszystkiego wynika kolejny „ciekawy” wniosek. Człowiek, czy też stworzenie z którego ukształtował się Człowiek, swoją pozycję na szczycie Królestwa Zwierząt zawdzięcza dobrodziejstwu akceleracji neurogenezy, zaś „pośrednie etapy” Ewolucji Życia na Ziemi – Zwierzęta, pozostały na swoich poziomach. Taka jest nienaruszalna konsekwencja logiki Ewolucji i egzogeniczny imperatyw „Opatrzności”, której podlegamy.
Wracając jednak do wielce intrygującego „efektu ubocznego” neurogenezy, to jest nią cała sfera zagadnień związanych z : „anteną mózgową”, otwarciem „trzeciego oka”, „wizjami” z pogranicza życia i śmierci – NDE, fenomenem epifanii pierwszych patriarchów – to są to wszystko namacalne dowody istnienia Jaźni. Gdyby całą tą „menażerię” porównać do biegu rzeki, to nachalne i zgubne w swoich konsekwencjach „zaglądanie za kotarę”, określiłbym jako skrajne brzegi tej rzeki, gdzie to nurt wody zwalnia, i gdzie zbierają się „zeschłe liście”, „odpadki” i „zwykły szlam”. Zaś tą „Bożą niecierpliwość”, można porównać tylko do niebezpiecznego i rwącego nurtu, gdzie płynącego czeka tylko poświęcenie i ciężka praca. „Wyróżnienie” to wszakże nie jest takie niemiłe sercu każdego z nich. Czasami jednak niegodziwość lub nieostrożność „pływaka” kończy się „utonięciem”. Przestrzegając „Chińskiego Przesłania” i postępując zgodnie z  nakazami Pitagorasa, Mojżesza, czy też Buddy (środkowa ścieżka), płynąć będziemy spokojnie w zgodzie z naszym przeznaczeniem. Jak już wcześniej wspomniałem, Bóg- Stwórca  chcąc przyspieszyć, czy też zmienić bieg naszej przysłowiowej rzek i – tym razem Historii, czyni to za pomocą, umownie rzecz ujmując, „anteny mózgowej” – (neurogeneza – wpływ testosteronu). Objawiło się to np. u Abrahama, Buddy i innych. Jezus i jego misja jest najdoskonalszym przejawem takiego wpływu – Stwórcy na swe dzieło – Człowieka. Z książki Anne Moir wiemy, że testosteron – neurogeneza u człowieka, swoje apogeum osiąga w wieku płodowym i młodzieńczym. Czytając Ewangelię Nowego Testamentu, dowiadujemy się, że Maria żona Józefa, za sprawą Ducha Świętego poczęła Jezusa – Ew. św. Łukasza 1.35 i dalej, gdy Jezus miał dwanaście lat nauczał w Jerozolimskiej świątyni – Ew. św. Łukasza 1.42-1.52. Rozdział V – Historii Ziemi i Człowieka, jednoznacznie potwierdza tezę o tym, iż nie należy dosłownie, zdanie w zdanie, traktować tego o czym jest mowa, w tych celowo zaszyfrowanych księgach. Jeżeli przyjąć, że esseńczycy i pierwsi chrześcijanie to dwa różne „ wcielenia” tej samej grupy ludzi, to należy przyjąć, że Nowy Testament również należy traktować symbolicznie, a nie dosłownie. Wynika to niezaprzeczalnie z „wiedzy tajemnej” sekt chrzcielnych. Z tego wszystkiego wynika, że twórcy Ewangelii pisząc o wpływie Ducha Świętego na Jezusa, mieli na uwadze tylko i wyłącznie to, by przekazać nam informacje o „wpływie” Boga – Stwórcy na Człowieka – w okresie płodowym i w czasie dojrzewania. To, że zostało nam to przekazane za pomocą, takiej a nie innej „opowieści” o Elżbiecie – Matce Jana Chrzciciela i Marii – Matce Jezusa, w żaden sposób nie deprecjonuje żadnej z tych godnych najwyższego szacunku niewiast, jednakowoż wszystko co dotyczy ich macierzyństwa nie ma potwierdzenia w Prawdzie – jedyna Prawda pochodzi od Boga – Objawienie św. Jana 22.18- 19.

„Prorok nie był wtajemniczonym, lecz człowiekiem od urodzenia szczególnie obdarzonym w sprawach duchowych, człowiekiem, który słyszał głos Jahwe i obwieszczał ludziom to, co słyszy. Z pewnością istniało wielu proroków, jak również ludzi, których wypowiedzi weszły w skład Pisma św. Tym co ich łączyło, było poczucie, że zostali indywidualnie wybrani jako narzędzie ducha Jahwe – nie stali się widzącymi dzięki udziałowi w rytuale czy inicjacji, lecz zostali bezpośrednio wybrani przez Boga. Jak powiada Jeremiasz: Jahwe skierował do mnie swe słowo mówiąc: „Zanim ukształtowałem cię w łonie, znałem cię; zanim ujrzałeś światło dzienne, Jam cię poświęcił i ustanowił prorokiem narodów”  Księga Jeremiasza 1.5.
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Opatrzność Boska czuwała więc nad Jezusem – Prorokiem był już od chwili swego poczęcia, zaś bezpośredni kontakt i wpływ na jego poczynania (dzięki „antenie mózgowej) „Bóg – Stwórca” miał podczas  dwóch newralgicznych momentów „męskiego życiorysu”. Czy aby na pewno dwa są takie przełomy? Anne Moir dowodzi, że tak. Ja jednak twierdzę, a przykładem są  „prawie” wszyscy mężczyźni znajdujący się w średnim wieku, że nie dwa, lecz trzy są takie „momenty – co prawda, każdy z nich następuje z innym natężeniem i inny jest jego cel. Ten średni wiek mężczyzny, gdzie to wedłóg przysłowia „Kiedy głowa siwieje to D.. szaleje”, gdy po okresie, zgodnej z naturą prokreacji (20 – 30 lat), krew ponownie „zaczyna szybciej krążyć” – to słynna „40”- czterdziestka –  przełom, granica między młodością a starością. Zjawisko to ma niewątpliwie socjologiczne oraz fizjologiczne przyczyny, zaś głównym „winowajcą” tego „powtórnego poderwania się do lotu” – jest testosteron. I to właśnie dzięki temu hormonowi możliwy jest także „efekt uboczny” neurogenezy – czyli możliwość bezpośredniego kontaktu, czy też wpływu Stwórcy na swe dzieło – Człowieka.

„Liczba 40, reprezentująca pełnię, odgrywa szczególnie ważną rolę w Biblii. Pobyt Mojżesza na górze Synaj trwał 40 dni, podobnie zresztą jak pobyt Chrystusa na pustyni. Także Arka Noego przez 40 dni i nocy unosiła się na wodzie podczas potopu. 40 było również znaczącą liczbą lat – Żydzi spędzili 40 lat wędrując przez pustynię, zaś rządy Dawida i Salomona trwały także 40 lat.”
Miranda Bruce – Mitford, Ilustrowana księga znaków i symboli.

No właśnie, dlaczego w Biblii – 40 – czterdziestka odgrywa taką ważną rolę? Czy i jaki może to mieć związek z Jezusem? Otóż ma i to zasadniczy. Biorąc pod uwagę to jakie znaczenie dla Człowieka ma 40 – neurogeneza, to odpowiedź nasuwa się sama. Wiadomym jest, iż Jezus w rzeczywistości urodził się w ok. 6 – 7 roku p.n.e. (błąd w obliczeniach Dionizego Małego). Jeśli więc Jezus dostępując ostatecznego wtajemniczenia – Chrzest w rzece Jordan, a później podążając drogą, którą powiódł go sam Bóg, miał 33 lata, to z sumy tych lat wynika, że w chwili swego ostatecznego przeznaczenia miał właśnie 40 lat. Ta 40 – czterdziestka z Bibli – to fakty, czy symbol?
A oto kolejna „ciekawa” liczba. W starożytnym Egipcie 4 ściany piramidy i piramidion, 4 płyty i daszek w komorach odciążających piramidy Cheopsa.  W filozofii greckiej – 4 żywioły: Powietrze Anaksymenesa, Ogień Heraklita, Woda Talesa, Ziemia Demokryta i Sfairos Empedoklesa. Doktryna 4 – Czterech Szlachetnych prawd i Nirwana – Buddy. Chińska Teoria Pięciu Pierwiastków – gdzie 4 odnosiły się do stosunków w Rodzinie i między przyjaciółmi, tylko jeden – piąty dotyczył stosunków między panującym a poddanym. Wszelakie Święte Góry z wyraźnie ukształtowanymi 4 ścianami. Światowid –  4 ścienny słup wapienny pokryty płaskorzeźbami, nakryty wspólnym kapeluszem. Mandala –  4 boki kwadratu, wpisany w koło, gdzie to nakładające się na siebie trójkąty skierowane ku górze i ku dołowi tworzą piąty element. Itp.

Tak jak 40 – czterdziestka w Biblii ma swoje znaczenie, tak i 4- czwórka jest liczbą szczególną. Esseńczycy – czyli pierwsi chrześcijanie, także i oni, tak jak ich wielcy poprzednicy, tworząc Kanon Nowego Testamentu, w jego treści i jak się okazuje w układzie jego Ksiąg, zaszyfrowali swoją Wiedzę – „Arkę”. Tej konwencji – stereotypowi postępowania podlegają właśnie 4 – Cztery Ewangelie i ich kwintesencja – Objawienie św. Jana.

„Cztery Ewangelie (gr. Euangelion – „dobra nowina”) napisano po grecku, zapewne w ostatnich dziesięcioleciach I wieku po Chr.; najstarsze zachowane rękopisy zawierające zasadniczy przekaz ewangeliczny pochodzą z IV wieku, choć istnieją fragmenty wcześniejsze. Spośród czterech Ewangelii ta„według św. Marka” jest najkrótsza i większość naukowców uważa, że powstała jako pierwsza. […] Ewangelia nazywana „według św. Mateusza” wykazuje największe podobieństwo do Ewangelii św. Marka – zawiera bowiem dziewięćdziesiąt procent jej materiału i wykorzystuje połowę jej słownictwa. Nie ulega wątpliwości, że jeden przepisywał od drugiego. Który od którego, to wciąż jeszcze sprawa dyskusyjna, chociaż powszechnie przyjmuje się, że przepisującym był Mateusz. Przy czym wykorzystał też wiele materiału Markowi nieznanego albo też przezeń odrzuconego. […] Ewangelia „według św. Łukasza” – Znaleźliśmy się nagle w innym świecie. O ile bowiem Marek i Mateusz nie przywiązywali większej wagi do swojej roli autorów (ich Ewangelie to obwieszczenia cudownej natury Jezusa, Jego wielkiej mocy i władzy), o tyle już na samym wstępie Ewangelii zwanej „według św. Łukasza”natrafiamy na dworną, niemal kurtuazyjną przedmowę, będącą dedykacją dla szlachetnego patrona autora. Wrażenie to potwierdza się na początku właściwej opowieści, Łukasz bowiem zaczyna ją subtelniej niż Marek czy Mateusz. […] Ewangelia „według św. Jana”. „Na początku było Słowo, a Słowo było  u Boga i Bogiem było słowo”. Tak brzmi początek prologu Ewangelii zwanej „według św. Jana”. Ewangelie Marka Mateusza  i Łukasza określa się mianem „synoptycznych”, ponieważ mimo znacznych różnic wykazują tak wiele cech wspólnych, że można ich teksty zestawić w równoległych kolumnach, w postaci tzw. synopsy. Jednakże Ewangelia św. Jana nie pasuje do tego wzoru. Wprawdzie pojawiają się w niej pewne wydarzenia opisane przez ewangelie synoptyczne, a opis Męki jest zasadniczo ten sam, lecz na tym podobieństwa się kończą. Nie chodzi tylko o to, że Jan wspomina o innych cudach czy naukach, ale o to, że Janowy portret Jezusa opiera się na innym założeniu. Dla Jana Jezus jest po prostu ucieleśnionym Słowem Boga, Słowem, które istniało odwiecznie, zanim świat został stworzony. Znajduje to wyraz w Janowym prologu, którego kulminacją są dramatyczne słowa „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas”.

Humphrey Carpenter, Jezus.

Humphrey Carpenter, autor tych cytatów, opisując „dobre nowiny”, z pewnością nie zdawał sobie sprawy z tego jak blisko był, zaledwie o krok, od wstąpienia na „ścieżkę prawdy”. Te jego, sensowne skądinąd, spostrzeżenia dotyczące Ewangelii w istocie zawierają głębszy, niż tylko naukowo – poznawczy, sens. Mając w pamięci powyższe, skrócone przeze mnie do niezbędnego minimum, „charakterystyki” poszczególnych Ewangelii, dodałbym tylko że:

Ewangelię według św. Marka – rozpoczyna Kazanie Jana Chrzciciela, a  zaraz za nim następuje Chrzest Jezusa.

W Ewangelii według św. Mateusza – Kazanie Jana Chrzciciela i Chrzest Jezusa poprzedzony jest: Rodowodem Jezusa, Opisem jego narodzin i Ucieczką przed Herodem.

W Ewangelii według św. Łukasza – Kazanie Jana Chrzciciela i Chrzest Jezusa poprzedzony jest: Wstępem i dopiero Przepowiednią o narodzeniu się Jana Chrzciciela i Jezusa, dopiero Narodzenie się  Jana Chrzciciela i Jezusa, a następnie Dzieciństwo Jezusa.

Ewangelię według św. Jana –  rozpoczyna dziwny! Prolog, zaś później mamy Świadectwo Jana Chrzciciela o Jezusie i ponownie Świadectwo o Jezusie – 5.30.

Tak wiec mamy:

1. Kazanie i Chrzest.

2. Rodowód, Kazanie i Chrzest.

3. Przepowiednia Narodzin, Dzieciństwo, Kazanie i Chrzest.

4. Prolog i Świadectwo.

Widać tu podobną  do Piramid: Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa wyraźną perspektywę upływu czasu.
Najwcześniejszy i jak słusznie zauważa Carpenter, najskromniejszy w formie i treści „Marek” – to pierwsza ściana piramidy – czyli Powietrze Anaksymenesa.

Rodowód – trochę bogatsza i pełniejsza wersja „Marka” – czyli „Mateusz” – to Ogień Heraklita – druga ściana piramidy.

Przepowiednia – to subtelniejsza i najbogatsza wersja „dobrej nowiny” – czyli Woda Talesa – trzecia ściana piramidy.

Świadectwo  Jana – różniąca się zasadniczo od pozostałych – to Ziemia Demokryta – czwarta ściana piramidy.

Te cztery Ewangelie, podobnie jak cztery ściany piramidy „mówią” o Historii powstania Wszechświata i Życia na Ziemi. Są to cztery stopnie drogi wiodącej Człowieka ku Doskonałości. Piramidion zaś – to Królestwo Boże, które w Nowym Testamencie reprezentowane jest przez Objawienie św. Jana – kiedy to Słowo ciałem się stanie i zamieszka wśród nas. Czy po przeczytaniu Tej „Dobrej Nowiny” jest jeszcze ktoś, kto wątpiłby w słuszność moich zapewnień, iż Chrześcijanie – kompilatorzy Nowego Testamentu, nie tylko wywodzą się z esseńskiej sekty chrzcielnej, ale swoją „wiedzą tajemną” sięgają „korzeniami” najstarszych cywilizacji, a nawet jaszcze wcześniej? I kolejny katartyczny wątek:

„Na przykład w Egipcie słyszymy o grupie zwanej terapeutami, którą najprawdopodobniej tworzyli egipscy esseńczycy. Musimy pamiętać, że w tym okresie w Egipcie, zwłaszcza zaś w Aleksandrii, żyło wielu Żydów. Znacznie większą uwagę przyciągała jednak grupa, która podjęła idee w formie gnostyckiej, a mianowicie zwolennicy Hermesa Trismegistosa. Jemu to przypisywano słynne pisma, które składały się na „Corpus Hermeticum” i miały tak ogromny wpływ na myśl ezoteryczną przez całe stulecia. Hermes to greckie imię boga, którego Egipcjanie nazywali Thotem lub Tehuti – niebiańskiego skryby i mistrza mądrości. Tytuł „Trismegistos” oznacza „trzykroć wielki” i wywodzi się ze starej egipskiej praktyki używania honorowych tytułów przy zwracaniu się do bogów. Ezoteryczne tradycje astrologiczne rozwijane w imię Hermesa Thota można prześledzić wstecz aż do 150 r. przed Chr.; wcześniej dawni kapłani niewątpliwie strzegli tych tajemnic. Jednakże na krótko przed nastaniem ery chrześcijańskiej zwolennicy Hermesa najwyraźniej odczuli potrzebę aktualizacji starej mądrości egipskiej: być może było to w okresie panowania Ptolemeusza II, kiedy w Egipcie podjęto również wielkie zadanie przełożenia Starego Testamentu na język grecki. Hermetyści przeformułowali swą mądrość czerpiąc wiele idei z filozofii greckiej, w szczególności z platonizmu, ale przede wszystkim z koncepcji i praktyk nowej ezoteryki żydowsko- irańskiej. Rezultatom ich wysiłków nadano definitywną postać w zbiorze pism, które dotarły do nas jako „Corpus Hermeticum” i których ostateczna pisana wersja pochodzi z pierwszych wieków po Chr. Zawarte w tych pismach nauki są niezwykle interesujące same w sobie. Już dawno uznano, że „Corpus Hermeticum” jest w stanie rzucić potężne światło na tło przy-najmniej części Nowego Testamentu. Gnostycy – hermetyści praktykowali rodzaj chrztu, a ich nauczanie obejmowało wezwanie do „metanoi” – przemiany świadomości człowieka. Chrzest i specyficzna terminologia wskazują na kręgi bliskie esseńczykom i w rzeczywistości także Janowi Chrzcicielowi jako na źródło, z którego uaktualnione zostały Misteria Egipskie. (Pamiętajmy, że Apokalipsa Adama wskazuje również na jedną bądź więcej inkarnacji egipskich!). Do niedawna mieliśmy jednakże do czynienia ze zdumiewającym brakiem świadectw o faktycznych rytuałach odprawianych przez hermetystów. I tym razem więcej szczegółów zawdzięczamy odkryciu w Nag Hammadi. Fascynujący dokument zatytułowany „Na ósmym i dziewiątym (poziomie świadomości) informuje nas o potężnym procesie rytualnym, za pomocą którego neofitę wynoszono w świadomości na kolejne poziomy odpowiadające sferom planetarnym, a także wykraczające poza nie. Hermes Trismegestos występuje tu jako hierofant, „Ojciec”, neofita zaś jako „syn”. Ma miejsce „odrodzenie”, które jest zarazem obudzeniem energii w duchu, tryskającym obficie niczym fontanna. Ma także miejsce przeżycie Światłości. Pojawia się również silne wrażenie nieadekwatności języka oraz poczucie sensu przekazywanego w milczeniu, mającym jednak moc hymnu czy też modlitwy wypowiadanej w sposób nadzmysłowy przez moce anielskie z poziomu ósmego i dziewiątego. Uczeń osiąga granice wizji dostępnej śmiertelnikowi: nie może uzyskać więcej, dopóki całkowicie nie odrzuci swego ciała w chwili śmierci […] „I oto dlaczego człowiek, w przeciwieństwie do wszystkich innych żywych istot na Ziemi, jest podwójny. Jest śmiertelny z racji swego ciała; jest nieśmiertelny z racji Człowieka z wiecznej substancji. Jest nieśmiertelny i ma w swej władzy wszystkie rzeczy; a mimo to znosi los śmiertelnika, będąc poddanym Przeznaczeniu. Jest ponad Harmonią (Sfer), a mimo to rodzi się jako niewolnik. Jest dwupłciowy, jak dwupłciowy jest jego Ojciec, i nie potrzebuje snu, jak  jego Ojciec, a mimo to władzę ma nad nim cielesna żądza i zapomnienie” – „Corpus Hermeticum”.
Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

Magnificentia! Oto tylko w tym jednym małym fragmencie, zawarto wszystko co jest potrzebne, aby pojąć istotę „wiedzy tajemnej”. Przeznaczenie i Harmonia Sfer, Dwupłciowość Człowieka i Jego Ojca – to oczywiście Megacykl, Odradzanie się Życia i „życie po życiu”- czyli wszystko to, co wiąże się z tematyką Królestwa Bożego.
„Płomień wiedzy” w tej „lampce”, rozbłyśnie jeszcze całym swym blaskiem w ostatnim rozdziale tej książki. „Chrzest i specyficzna terminologia wskazują na kręgi bliskie esseńczykom i w rzeczywistości także Janowi Chrzcicielowi jako na źródło, z którego uaktualnione zostały Misteria egipskie”. Na podstawie właśnie Terminologii jaką posługiwali się chrześcijanie – twórcy Nowego Testamentu, a w szczególności Czterech Ewangelii – gdzie widać wyraźnie związki gnozy egipskich esseńczyków z esseńczykami znad Morza Martwego, można ostatecznie skorygować pewien „skrót myślowy”, który spowodował całą serię „nieporozumień”.

9. A wy tak się módlcie: Ojcze nasz, któryś jest w niebie, Święć się imię twoje,

10. Przyjdź królestwo twoje, Bądź wola twoja, jak w niebie, tak i na ziemi.

11. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj,

12. I odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom;

13. I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego; Albowiem twoje jest Królestwo i moc i chwała na wieki wieków. Amen.

14. Bo jeśli odpuścicie ludziom ich przewinienia, odpuści i wam Ojciec wasz niebieski.

15. A jeśli nie odpuścicie ludziom, i Ojciec wasz nie odpuści wam przewinień waszych. […]

18. A jeśli nie ludzie cię widzieli, że pościsz, lecz Ojciec twój, który jest w ukryciu, A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie.  

Ew. św. Mateusza 6.9- 6.15, 6.18

Hermes Trismegistos w esseńskim dokumencie „Na ósmym i dziewiątym” występuje jako Ojciec – Hierofant, a Syn – Neofita. Jest to oczywiście, z racji gnozy, określenie Boga – Stwórcy, zaś Syn – to jego dzieło – Człowiek. Z tych samych powodów „chrześcijańscy esseńczycy”, wśród których funkcjonowała ta sama (symboliczna) terminologia, określali Boga – Stwórcę jako Ojciec, zaś Syn – to nie wyłączając ani mnie, ani każdego z czytelników, ani nawet Jezusa – każdy z nas.  To, że Jezus był Synem Bożym – Człowiekiem wybranym przez Stwórcę dokładnie ilustruje –  Ew. św. Mateusza 3. 16- 17

16. A gdy Jezus został ochrzczony, wnet wystąpił z wody, i oto otworzyły się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego, który zstąpił w postaci gołębicy i spoczął na nim.

17. I oto rozległ się głos z nieba:  Ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem. 

W jakim celu Ojciec upodobał sobie Jezusa?

25. W tym czasie odezwał się Jezus i rzekł: Wysławiam cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom.

26. Zaprawdę, Ojcze, bo tak się tobie upodobało.

27. Wszystko zostało mi przekazane przez Ojca mego i nikt nie zna Syna tylko Ojciec, i nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić.

28. Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie.

29. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.

30. Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie.

Ew. św. Mateusza 11.25- 30

Ojciec „upodobał” sobie Jezusa, aby ten wypełnił najtrudniejszą z możliwych – Misję, jaką Syn Człowieczy, a zarazem Syn Boży, byłby w stanie wziąć na swoje barki. Poświęcając swoje życie i stając się Barankiem Bożym –  Jezus spowodował Wielki Sen – czyli ukojenie. W wyniku Janowego Chrztu – Jezus doznał nie tylko zasadniczej przemiany swojej osobowości – NDE , co znalazło odbicie w Jego Naukach, ale co równie ważne, doznał ostatecznego wtajemniczenia – otrzymując obietnicę Zmartwychwstania, poddał się Woli Bożej.

21. Od tej pory zaczął Jezus Chrystus tłumaczyć uczniom swoim, że musi pójść do Jerozolimy, wiele wycierpieć od starszych arcykapłanów i uczonych w Piśmie, że musi być zabity i trzeciego  dnia wzbudzony z martwych.

22. A Piotr, wziąwszy go na stronę, począł go upominać, mówiąc: Miej litość nad sobą, Panie! Nie przyjdzie to na ciebie.

23. A On, obróciwszy się rzekł Piotrowi: Idź precz ode mnie, szatanie! Jesteś mi zgorszeniem, bo nie myślisz o tym, co Boskie, lecz o tym, co ludzkie. […]

22. A gdy przebywali w Galilei, rzekł im Jezus: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi.

23. I zabiją go, ale On trzeciego dnia będzie wskrzeszony z martwych. I zasmucili się bardzo.[…]

17. A Jezus, mając zamiar pójść do Jerozolimy, wziął dwunastu na osobność i w drodze rzekł do nich:

18. Oto idziemy do Jerozolimy, a Syn Człowieczy będzie wydany arcykapłanom oraz uczonym w Piśmie i skażą go na śmierć.

19. I wydadzą go poganom na pośmiewisko i na ubiczowanie i na ukrzyżowanie, a dnia trzeciego zostanie wzbudzony z martwych.  

Ew. św. Mateusza 16.21- 23,   17.22- 23,   20.17- 19

Jezus bardzo wyraźnie „mówi”, iż Człowiek zmartwychwstaje w „niematerialnej” formie – jak  „aniołowie w niebie”, a nie jak to niektórzy „śpiący” sądzą, że jest to – powrót ducha do zmarłego ciała. Dlatego też wszyscy ci, którzy wierzą w to, że Jezus zmartwychwstał, niech nie tylko Wierzą, ale co więcej, niech Wiedzą, iż Jezus „nie wstał z martwych i poszedł do nieba”, lecz w istocie na Krzyżu zmarło jego ciało, a on, czyli jego duch – („film w mózgu”), nadal żyje – jak „anioł w niebie”.

29. A Jezus odpowiadając, rzekł im: Błądzicie, nie znając Pism ani mocy Bożej.

30. Albowiem przy zmartwychwstaniu ani się żenić nić nie będą, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie w niebie.

31. A co do zmartwychwstania, czy nie czytaliście, co wam Bóg powiedział w słowach:

32. Jam jest Bóg Abrahama i Bóg Izaaka  i Bóg Jakuba! Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych.

Ew. św. Mateusza 22.29- 32

Wszystko to co opisują Ewangelie, od czasu Wjazdu Jezusa do Jerozolimy, czyli: Spisek przeciwko Jezusowi, Zdrada Judasza, Ostatnia Wieczerza, Pojmanie Jezusa, Sąd nad Jezusem, Ukrzyżowanie Jezusa, Śmierć Jezusa, Zmartwychwstanie, jest bardzo swobodną i nad wyraz poetycką wersją dramatycznych skądinąd wydarzeń, których prawdziwość jest poza wszelką dyskusją. Ale czy Judasz był w rzeczy samej Zdrajcą, czy jest to tylko przemyślnie skonstruowana interpretacja pewnego wątku, zaczerpniętego ze Starego Testamentu?

12. Wtedy rzekłem do nich: Jeżeli uznacie to za słuszne, dajcie mi należną zapłatę, a jeżeli nie, zaniechajcie! I odważyli mi jako zapłatę trzydzieści srebrników.

13. Lecz Pan rzekł do mnie: Wrzuć je do skarbca, tę wysoką cenę, na jaka mnie oszacowali! Wtedy wziąłem trzydzieści srebrników i wrzuciłem je w świątyni do skarbca.

Księga Zachariasza 11.12- 13

Jeśli te wersy, wystarczą za dowód fikcyjności samej Zdrady, jak i być może nawet samej postaci Judasza, to należy nie tylko inaczej spojrzeć na tego odsądzanego od czci i wiary, przez wszystkie następne pokolenia, esseńczyka, który stał się synonimem zdrady, ale też i z większym „przymrużeniem oka”, potraktować całą tą osnowę Poświęcenia Baranka Bożego. Jak wskazują na to i inne przykłady „esseńscy chrześcijanie” kompilując Ewangelie i oczywiście cały Nowy Testament, swoją „opowieść” w głównej mierze oparli na Starym Testamencie. „Ewangelie napisano po grecku zapewne w ostatnich dziesięcioleciach I wieku po Chrystusie; najstarsze zachowane rękopisy zawierające zasadniczy przekaz ewangeliczny pochodzą z IV wieku, choć istnieją fragmenty wcześniejsze”.

„Całe ziemskie życie Chrystusa Pana było doskonałym uwielbieniem Ojca, a dla nas stało się źródłem odkupienia. W szczególny jednak sposób Chrystus wypełnił wolę Ojca i nas odkupił przez swoja Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie, czyli jak mówi Liturgia – przez Paschę. Nazwa ta nawiązuje do wydarzenia biblijnego: aby złamać opór faraona, Bóg zesłał śmieć na wszystkich pierworodnych synów w rodzinach egipskich. Domy Izraelitów naznaczone krwią baranka zabitego na ofiarę zostały ochronione od śmierci. Wszyscy Izraelici mogli swobodnie wyjść  z ziemi egipskiej – z domu niewoli, a następnie przejść przez Morze Czerwone do Ziemi Obiecanej. To przejście z niewoli na wolność i przejście przez Morze Czerwone nazwali oni „Paschą”. Pascha w starym Testamencie była figurą i zapowiedzią Chrystusa. Jako baranek Boży przeszedł On przez Śmierć, Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie do nowego życia w chwale Ojca. Jego Pascha stała się też Paschą naszą: dzięki przelanej przez Niego Krwi na krzyżu my przeszliśmy z niewoli grzechu do wolności synów Bożych. Dokonuje się to w chrzcie świętym […] Syn Boży stawszy się człowiekiem dokonał dzieła odkupienia swych braci – ludzi przez Śmierć, Zmartwychwstanie i chwalebne Wniebowstąpienie. To dzieło odkupienia i zbawienia sprawuje On nadal przez Liturgię w założonym przez siebie Kościele, czyli w Ludzie Bożym. W niej jest nieustannie obecny jako Najwyższy Kapłan nauczający i uświęcający ludzi. Liturgia święta jest więc uobecnieniem zbawczej działalności Jezusa Chrystusa. Msza święta stanowi centrum Liturgii. Jest to Eucharystyczna Ofiara Ciała i Krwi Jezusa Chrystusa. Ustanowił ją on sam tej nocy, kiedy był wydany, aby w niej na całe wieki aż do ponownego swego przyjścia przy końcu świata utrwalić Ofiarę Krzyżową. Chciał przez to Ludowi Bożemu powierzyć pamiątkę swojej tajemnicy paschalnej, to jest swojej Śmierci, Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia. Kiedy więc chrześcijanie gromadzą się wokół ołtarza na Mszę świętą, wtedy najdoskonalej spełnia się obietnica Chrystusa: „Gdzie dwaj albo trzej zebrani są w imię moje, tam ja jestem pośród nich [MT 18, 20] Msza święta składa się z dwóch głównych części: z Liturgii Słowa i Liturgii Eucharystycznej, które jednak są tak ściśle ze sobą złączone, że stanowią nierozdzielną całość […]  Liturgię Słowa stanowią czytania z Pisma świętego, w których Bóg przemawia do swojego Ludu, objawia mu tajemnice odkupienia i zbawienia oraz podaje duchowy pokarm. Do Liturgii Słowa należy też homilia – kazanie, które wyjaśnia słowa Objawienia. Naszą odpowiedzią na usłyszane słowo Boże jest Wyznanie wiary: „Wierzę w jednego Boga”. Liturgię Słowa kończy tzw. Modlitwa powszechna, w której zanosimy do ojca prośby w różnych potrzebach Kościoła i w całej ludzkości. W Liturgii Eucharystycznej uobecnia się Ostatnia Wieczerza, w której Chrystus ustanowił Pamiątkę swej Śmierci, Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia. Kapłan reprezentując Chrystusa Pana dokonuje tego, co On sam czynił i uczniom polecił spełniać, gdy ustanowił Ofiarę i ucztę paschalną. Chrystus bowiem wziął Chleb i kielich z winem, dzięki składał, łamał i dawał uczniom swoim mówiąc: […] 

BIERZCIE I JEDZCIE Z TEGO WSZYSCY

TO JEST BOWIEM CIAŁO MOJE

Podobnie po wieczerzy wziął ten przesławny kielich w swoje święte czcigodne ręce, ponownie dzięki Tobie składając błogosławił i podał swoim uczniom, mówiąc:

BIERZCIE I PIJCIE Z NIEGO WSZYSCY,

TO JEST BOWIEM KIELICH KRWI MOJEJ

NOWEGO I WIECZNEGO PRZYMIERZA,

KTÓRA  ZA WAS  I ZA WIELU  BĘDZIE WYLANA

NA ODPUSZCZENIE GRZECHÓW.

OTO CZYŃCIE NA MOJĄ PAMIĄTKĘ.

OTO WIELKA TAJEMNICA WIARY.” 

Ks. mgr. Henryk Dworak,Modlitewnik.

26. A gdy oni jedli, wziął Jezus chleb i pobłogosławił, łamał i dawał uczniom i rzekł: Bierzcie, jedzcie, to jest ciało moje.

27. Potem wziął kielich i podziękował, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy;

28. Albowiem to jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów.

29. Ale powiadam wam: Nie będę pił odtąd z tego owocu winorośli aż do owego dnia, gdy go będę pił z wami na nowo w Królestwie Ojca mego.

Ewangelia św. Mateusza 26. 26- 29

Te dwie formuły wypowiadane podczas Mszy Świętej przez kapłana, stanowiące powtórzenie słów Jezusa z Ostatniej Wieczerzy, są w istocie Wielką Tajemnicą i jak to z wszystkimi poprzednimi Tajemnicami, nadszedł czas aby zrozumieć prawdziwy sens i znaczenie słów tego Esseńczyka – Syna Bożego, który swoją Męczeńską Śmiercią stał się dla nas, podobnie do ofiarnego baranka – Barankiem Bożym. Zamysł Boga – Stwórcy – Wielkiego Anestezjologa, aby Religia Chrześcijańska była naszym Wielkim Snem, mógł się wypełnić tylko dzięki, tym skromnym i pełnym poświęcenia, ludziom – esseńczykom. Jezus – wybraniec Boga, był ich najpiękniejszym i najjaśniejszym przykładem, ale i ci „bezimienni”, swoją żarliwą Wiarą i nie skażoną żadnym przesądem Wiedzą, dali świadectwo swego poświęcenia:

16. Oto Ja posyłam was jak owce między wilki, bądźcie tedy roztropni jak węże i niewinni jak gołębice.

17. I strzeżcie się ludzi, albowiem będą was wydawać sądom, biczować w swoich synagogach.

18. I z mojego powodu zawiodą was przed namiestników i królów, abyście złożyli świadectwo przed nimi i poganami.

19. A gdy was wydadzą, nie troszczcie się, jak i co macie mówić; albowiem będzie wam dane w tej godzinie, co macie mówić.

20. Bo nie wy jesteście tymi, którzy mówią, lecz Duch Ojca waszego, który mówi w was.

21. A wyda na śmierć brat brata i ojciec syna i powstaną dzieci przeciwko rodzicom i przyprawią ich o śmierć.

22. I będziecie w nienawiści u wszystkich dla imienia mego, ale kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

Ewangelia św. Mateusza 10.16 – 22

1. Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza.

2. A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre miłe i doskonałe.

List św Pawła do Rzymian 12. 1- 2

Nie tylko, jak to opisują Ewangelie, a bardzo sugestywnie można dzięki powieści Henryka Sienkiewicza „Quo Vadis” „zobaczyć”, poświęcenie pierwszych chrześcijan objawiało się w tak dramatyczny sposób, ale dzięki Dziejom Apostolskim i Listom wiemy, iż miało ono także bardziej duchowy wymiar – było służbą. Esseńscy wtajemniczeni, a po Ofierze Baranka Bożego – Jezusa, jego uczniowie – czyli pierwsi chrześcijanie, kładąc podwaliny Nowej Religii monoteistycznej, jaką jest Chrześcijaństwo, stali się strażnikami, opiekunami Człowieka powoli zapadającego w Wielki Sen. Zapewne niewielu, a być może i żaden z obecnie sprawujących swoją posługę kapłańską, czytelników tej książki, w najśmielszych marzeniach, domysłach, czy też wątpliwościach, nie zdawał sobie z tego sprawy, że podobnie do pierwszych uczniów Chrystusa – jest „esseńczykiem”. Jest kolejnym ogniwem, całego łańcucha kapłanów, pełniących już dwa tysiące lat służbę Bogu i Człowiekowi, a jeśli przyjrzymy się temu „łańcuchowi” bardziej dokładnie, to okaże się, iż został on „wykuty” w znacznie odleglejszych, niż Chrześcijaństwo, czasach. I jeszcze jeden „kadr” z „Quo Vadis”. Znakiem rozpoznawczym pierwszych chrześcijan była Ryba – często zredukowany do jednej kreski, graficzny wizerunek jej kształtu. Wszyscy „Śpiący” mniemają, iż ryba jest symbolem Chrystusa, ponieważ pierwsze greckie litery słów Jezus Chrystus, Syn Boży, Zbawiciel, tworzą wyraz „ichtys”- czyli ryba. Jednakże symbolika tego znaku jest równie „tajemnicza”, jak „tajemniczymi” byli esseńczycy. Otóż jeśli ustawimy znak Ryby w pionie, (co dla wtajemniczonych nie stanowiło żadnego warunku rozpoznawalności), to jego symbolika nabierze swego właściwego znaczenia. Otóż Ryba jest symbolem dwu przeciwstawnych sobie sił: Dobra i Zła, Jasności i Ciemności – czyli Megacykl, zaś jej łeb, a zwłaszcza oko, symbolizuje ostatni piaty element – Królestwo Boże. Tym samym Ryba, reprezentuje wszystkie cztery poprzednie stopnie, etapy – patrz cztery Ewangelie, Piramida. Ryba jest powieleniem tego samego schematu – zaszyfrowanej w symbolach wiedzy, jakim jest Kaduceusz.

Tak więc, jeżeli jesteście chrześcijanami, i jeśli symbol Ryby jest wam nieobcy, to także jak ci pierwsi „uczniowie” Chrystusa – esseńczycy, jesteście ostatnim ogniwem łańcucha, niezależnie od tego czy zdawaliście sobie z tego sprawę, czy też nie i czy wam się to podoba, czy też nie. Manuskrypty z Qumran i Nag Hammadi – nauki esseńskich „illuminati”, „rozkodowany” diagram Ofitów – metanoi – duchowa przemiana, 40- czterdziestka – „efekt uboczy” neurogenezy, 4 – cztery Ewangelie, Objawienie św. Jana, Listy, terminologia, Ryba – symbol Megacyklu i Królestwa Bożego.

Czy z tych wszystkich pośrednich dowodów można wysnuć jeden, o kardynalnym znaczeniu wniosek, że Chrześcijaństwo jest naszym „Wielkim Snem”, wcześniej bardzo dokładnie przez naszego Boga – Stwórcę zaplanowany – (Epoka Wielkiego Zwrotu), a przygotowany przez posłusznego Woli Bożej Aleksandra Wielkiego – ucznia Arystotelesa – (wpływ całej filozofii greckiej jest aż nadto widoczny), zaś głównym anestetykiem jest, godny naszego najwyższego szacunku i równej jak jego poświęcenie nasza jemu wdzięczność – Jezus z Nazaretu – Baranek Boży, którego „ciało i krew” spożywamy (niezależnie od wyznania) podczas każdej Liturgii Eucharystycznej, niczym (oczywiście symboliczny) uśpiony podczas operacji pacjent, podłączony do cotygodniowej kroplówki – Wielkiej Tajemnicy Wiary?

Jeśli przed daniem sobie odpowiedzi, na to rzecz oczywista retoryczne pytanie, miałbyś szanowny czytelniku, trwający nawet ułamek sekundy moment zawahania, czy, co także jest zrozumiałe, zawahanie to przerodziłoby się w jakiś fundamentalistyczny sprzeciw, to  niech Objawi Ci się święty Jan i zbudzi Cię ze „Snu”. Wszystko zaś co nastąpiło później, stanowiło konsekwentną realizację wcześniej powziętego Boskiego Planu.

„Chrześcijaństwo zdobywało coraz więcej wyznawców, także wśród nie – żydów. Szczególną rolę w jego krzewieniu odegrał Paweł z Tarsu. W tym czasie bowiem równoległe działali zarówno wędrujący apostołowie, jak i tzw. prorocy – ludzie obdarzeni darem wymowy, intonujący modły i pieśni. Powstawały również gminy – wspólnoty lokalne. Na ich czele stali wybierani starsi, czyli prezbiterzy. Chrześcijanie z tych pierwszych gmin zbierali się przy wspólnej uczcie dziękczynnej i kończyli swe modły wezwaniem „Powróć Panie”! W pierwszych wiekach po Chrystusie nowa wiara rozwinęła się szybciej we wschodniej części Państwa rzymskiego, a język grecki stał się językiem powstającego Kościoła. Prześladowania spotkały chrześcijan w zachodniej części państwa i w samym Rzymie. W historii chrześcijaństwa wymienia się dziesięć takich prześladowań.
Pierwszych prześladowań doznali chrześcijanie od cesarza Nerona w 64 r. n.e., który oskarżył ich o podpalenie Rzymu. Prześladowania miały głównie charakter lokalny, a wynikały z faktu, iż chrześcijanie nie chcieli oddawać boskiej czci cesarzom, a ponadto zebrania swe okrywali tajemnica. W czasie prześladowań chrześcijanie odprawiali nabożeństwa w podziemnych katakumbach, przy grobach chrześcijan. Nic zatem dziwnego, że kult męczenników zaczął się już w II w. a w IV ociągnął największy zasięg. Prześladowania nasiliły się w czasach cesarza Dioklecjana w latach 303 – 304. Cezar ten dążył bowiem do ujednolicenia państwa opartego na starorzymskiej tradycji religijnej. W jawnej sprzeczności z tymi planami pozostawało chrześcijaństwo, mające już wówczas wielu wyznawców zarówno na wschodzie jak i na zachodzie imperium. Chrześcijaństwo było religią objawioną i monoteistyczną. Wiernych pociągało ideą odkupienia oraz obrazem sprawiedliwego świata wyobrażanego przez mające nadejść Królestwo Boże. W samym chrześcijaństwie dokonywał się proces dostosowania jego organizacji kościelnej do potrzeb coraz większej liczby wyznawców – powstał Kościół. Pewna liczba gmin chrześcijańskich stworzyła prowincję kościelną, na czele której stał biskup rezydujący w mieście prowincjonalnym. Najczęściej pokrywała się ona z granicami prowincji państwowej. Określenie Kościół katolicki wzięło swą nazwę z łacińskiego słowa „castellum” – gród warowny i z greckiego „katholikos” – powszechny. Według wybitnego teologa św. Augustyna (354 -430) Kościół to widzialne ciało Chrystusa, poza którym nie ma zbawienia. Mocą edyktu Konstantyna Wielkiego Wielkiego 313 r., który wprowadził wolność religijną, chrześcijaństwo mogło swobodnie rozwijać swą organizację i naukę oraz powiększać grono wyznawców. Kilkadziesiąt lat później stała się religią uprzywilejowaną i panującą w Cesarstwie Rzymskim. W 381 r. za panowania Teodozjusza Wielkiego wszystkich niechrześcijan usunięto z urzędów państwowych, państwowych, a w latach 391 – 392 został wprowadzony zakaz wykonywania starego, rzymskiego kultu. Ostatni jego zwolennicy schronili się na wieś (stąd łac. „paganus” od „pagus” – wieś – znaczy poganin). Postępująca centralizacja władzy w Kościele powodowała, że biskupi Rzymu wskazywali na swoją rolę jako sukcesorów apostoła Piotra – założyciela Kościoła Rzymskiego. Dążenie zaś do prymatu papieża rzymskiego (łac. „papa” – ojciec) nad całym Kościołem wywoływało opór innych patriarchów: Antiochii, Aleksandrii i Jerozolimy, a szczególnie Konstantynopola. Na ten stan rzeczy nakładały się głębokie różnice kulturowe między częścią zachodnią a wschodnią Imperium Rzymskiego. Narastały także różnice w dziedzinie doktryny, chociaż jeszcze w IV do VII w. zostały ustalone wspólne podstawy doktrynalne na soborach powszechnych w Nicei (352 r.), Chalcedonie (451 r.) i Konstantynopolu.”

Halina Tomalska, Historia dla szkół średnich.

„Konstantyn (Constantinus) – Caius Flavius Constaninus, cesarz rzymski (274- 337 n.e.) nazwany Wielkim, syn Konsntancjusza Chlorusa i Heleny. Gdy ojciec jego po zrzeczeniu się władzy przez Dioklecjana został obwołany Augustem i udał się do Brytanii, zabrał syna ze sobą i wyznaczył go jako swego następcę. W r. 306 po śmierci ojca został obwołany przez wojsko cesarzem. Pobił nad Renem Germanów i zabezpieczył granice państwa; w r. 312 rozbił w północnej Italii swoich rywali do tronu, Masymina i Maksencjusza. Wg legendy miał przed bitwą z Maksencujszem zobaczyć świetlisty krzyż z napisem: In hoc singo vinces – pod tym znakiem zwyciężysz. W roku następnym ostatecznie pokonał Maksencjusza, zawarł z Licyniuszem układ, oddając mu cesarstwo wschodnie, sobie zaś zatrzymał cześć zachodnią. Edyktem Mediolańskim, wydanym w tym samym roku, przyznał chrześcijanom swobodę wyznania. W r. 323 wybuchła wojna pomiędzy Licyniuszem i K. W jej wyniku K. zawładnął całym cesarstwem. W r. 325 K., choć nie był jeszcze wtedy chrześcijaninem (przyjął chrzest dopiero pod koniec życia), przewodniczył na soborze nicejskim i zatwierdził jego postanowienia.” 

Mała Encyklopedia Kultury Antycznej –  PIW

„Sylwester I – papież od 31 I  314 r do 31 XII 335 r  – Pontyfikat Sylwestra trwał blisko dwadzieścia dwa lata i przypadł na okres panowania cesarza Konstantyna. Pomimo długości pontyfikatu tego papieża i znaczenia okresu konstantyńskiego, sam Sylwester, jak się wydaje, wywarł niewielki lub krótkotrwały wpływ na kościół i samą instytucję papiestwa. W rzeczy samej bardziej znaczące jest to, czego nie uczynił jako papież, niż to, co zrobił. Konstantyn, który traktował biskupów jak braci, raz nawet użył tytułu „biskupa do spraw zewnętrznych”. […] W czasie pontyfikatu Sylwestra w lipcu 325, zwołany został do Nicei (w dzisiejszej Północno – zachodniej Turcji) w letniej rezydencji cesarza Pierwszy Sobór powszechny, w którym wzięło udział 250 biskupów. Sobór po raz pierwszy zdefiniował Bóstwo Jezusa Chrystusa, uznając, że jest on współistotny (Homoousios) Bogu Ojcu (wbrew opinii Arian utrzymujących, że Chrystus był najdoskonalszym ze stworzeń, ale nie równym Bogu). Papież nie odegrał w czasie tego soboru żadnej roli ani sam go nie zwołał (uczynił to cesarz) ani też nie objął przewodnictwa (przewodniczącym został biskup Kordoby Hozjusz Ossius). Sylwester, podobnie jak inni biskupi w cesarstwie, został zaproszony do wzięcia w nim udziału, ale wymawiał się podeszłym wiekiem. Wysłał jako swoich przedstawicieli dwóch prezbiterów, ale nie mieli oni żadnego specjalnego statusu w czasie obrad, jedynie podpisali akta soborowe po tym, jak uczynił to biskup przewodniczący i zanim uczynili to inni biskupi. Kościół rzymski korzystał z hojnych łask Konstantyna, który sfinansował budowę wielkich kościołów, m. in. pierwszej bazyliki św. Piotra przy Via Ostiensis i bazyliki konstantynskiej i baptysterium (znanej później pod nazwą S. Giovanni In Laterano, św. Jana na Lateranie, która pozostaje do dziś papieską bazyliką katedralną).”
Richard  P. McBrien, Leksykon Papieży .

Jak nietrudno się zorientować, te trzy powyższe cytaty łączy jedna historyczna postać – Konstantyn Wielki, którego zasługi dla rozwoju i „uprawomocnienia się” Chrześcijaństwa i Kościoła Katolickiego są ogólnie znane. Jak wiadomo od czasów cesarza Nerona, aż do cesarza Dioklecjana, czyli przez około 300 lat, chrześcijanie będący dla imperium i jego starożytnej tradycji religijnej niewiele znaczącą sektą, byli nieustannie prześladowani. Cóż takiego się wydarzyło, jakież zastanawiające i zadziwiające musiały być przyczyny, tak nagłej zmiany wielowiekowej „tradycji”? Co skłoniło cesarza Konstantyna, syna cesarza Konstancjusza (293- 306 n.e.), by zaledwie w kilka lat od abdykacji cesarza Dioklecjana  w 305 r. n.e., wprowadzić wolność religijną, powodując swobodny rozwój chrześcijaństwa? Czy były jakieś racjonalne ku temu powody? Różni „naukowcy” mają w zanadrzu kilka gotowych na ten temat teorii, jednakowoż wszystkie one bledną w obliczu jednej, małorealistycznej zdawałoby się, legendy. Czy w istocie Konstantyn miał widzenie, czy jest to tylko zmyślnie dorobiona fantastyczna opowieść?  Tak jak za pomocą nitki wiodącej do kłębka, aby to rozstrzygnąć i dojść do sedna sprawy,  posłużę się wątkiem biblijno – historycznym. Jeśli w ogóle niemożliwy jest mistyczny – bezpośredni kontakt Człowieka, a w szczególności wierzącego z Bogiem, to należy kategorycznie zaprzeczyć, iż taki wpływ nastąpił w przypadku: Abrahama, Mojżesza i wszystkich  Proroków, a także: Aleksandra Macedońskiego, Szy Huanga, Buddy, Jezusa, Mahometa.

No tak, ale mógłby ktoś powiedzieć: co ma wspólnego irracjonalna wiara do racjonalistycznej nauki? Ale czyż te wszystkie „materialne” dowody, które do tej pory przedstawiłem potwierdzające, że nie wszystko czego nie widać, to nie znaczy, że tego nie ma, nie są dość wiarygodne, aby obiektywnie i bez żadnych uprzedzeń stwierdzić, iż ta przemiana „cesarza w biskupa” – podobna  do Biblijnego (nomen omen) Saula w Pawła, była spowodowana interwencją samego Boga – Stwórcy?
Jeśli Konstantyn nie dostąpiłby tej epifanii, to zakładając, że pokonałby Maksencjusza – byłby tylko kolejnym, tak jak jego poprzednicy, cesarzem rzymskiego imperium, zaś on i jego następcy dalej prześladowaliby „jakiś” chrześcijan. Gdyby jednak został pokonany, także nic szczególnego w „tradycji” rzymskich cesarzy by się nie zmieniło. Konstantyn nie tylko – zobaczył i uwierzył, ale co więcej – zobaczył, uwierzył i stał się wykonawcą „Woli Bożej”. Wszystko to co nastąpiło później – jasne i ciemne (czasem wręcz czarne) strony w Historii Chrześcijaństwa, aż po współczesność – to już temat na inną „opowieść”. Tematem Rozdziału VI –  jest „przedszkole” Człowieka, rozdział VII – to „szkoła”, którą z kłopotami, ale ukończył. „Potop” – czyli wykasowywanie pamięci, czy też inaczej Epoka Wielkiego Zwrotu – kończy się „Maturą”- symbolicznym świadectwem dojrzałości, jakim są wszystkie dowody potwierdzające wiedzę Człowieka o Megacyklu i roli Boga – Stwórcy w dziele odradzania się Życia – czyli „Arka”. Wielki Sen w tej układance jest kolejnym etapem nauki w „Szkole Życia”, którą Człowiek musiał przejść. Etapem tym jest  „Szkoła Wyższa” – najtrudniejsza z wszystkich dotychczasowych, o czym szczególnie wiek XX, z dwoma wojnami światowymi i okropnościami systemów totalitarnych, nas przekonuje.
Od Oseska do Człowieka Dojrzałego, nasz Ojciec opiekując się nami i ucząc w „Szkole Życia”, stosuje jedną  „słuszną” metodę: żeby zrozumieć swoje błędy, trzeba najpierw je zrobić”. A przedmiotów do zaliczenia na tym „Uniwersytecie” było wiele… Absolutyzm, Apartheid, Autokracja, Autonomia, Dyktatura, Elekcja, Faszyzm, Feudalizm, Hegemonia, Herezja, Humanizm, Idealizm, Inkwizycja, Kapitalizm, Kolektywizacja, Kolonizacja, Komunizm, Liberalizm, Materializm, Nacjonalizm, Nepotyzm, Ortodoksja, Parlamentaryzm, Prawa obywatelskie, Reformacja, Republika, Rewolucja, Socjalizm, Teokracja, Tyrania, i wszystko inne co ominąłem, a czego w czasie Wielkiego Snu doświadczyliśmy.

„Niewątpliwym kamieniem milowym w nauce Jezusa było wyznanie Piotra: I poszedł Jezus z uczeniami do wsi pod Cezareą Filipowi. A w drodze pytał swoich uczniów: „Za kogo mnie ludzie mają?” Oni zaś odpowiedzieli: „(Jedni) za Jana Chrzciciela, drudzy za Eliasza a jeszcze inni za jednego z proroków”. A on pytał ich znowu: „Wy zaś za kogo mnie macie?” Piotr mu odpowiedział: „Tyś jest Mesjasz”. I przykazał im surowo, aby o nim nikomu nie mówili. I zaczął ich nauczać. Trzeba, aby Syn Człowieczy wiele cierpiał…

Ew. św. Marka 8. 27 – 31

„Wszystkim czytelnikom Ewangelii dobrze wiadomo, iż scena ta jest jednym z wielkich punktów zwrotnych w wydarzeniach z życia Jezusa. Oznacza ona również zmianę charakteru nauk, których Jezus udzielał swoim uczniom. Uprzednio nie było w niej właściwie żadnej wzmianki o Synu Człowieczym, odtąd odnoszące się doń nauki będą wielokrotnie powracać. Również po raz pierwszy zostaje jasno ukazany typowy wzorzec, który odnajdujemy w traktowaniu przez Jezusa postaci Syna Człowieczego: uczniowie, z Piotrem na czele, widzą w nim Chrystusa, Mesjasza, ale Jezus przesuwa temat dyskusji ku bardziej ezoterycznemu Synowi Człowieczemu i nie negując swej mesjańskiej roli, zasadniczo zmienia interpretację jej znaczenia. W szczególności u Marka spotykamy także nakaz dochowania tajemnicy, o której wspomnieliśmy uprzednio nazywając ją „tajemnicą Mesjańską”. […] Zbiór dokumentów, zwany „Testamentami 12 patriarchów, jest dziełem esseńskim, chociaż prawdopodobnie został spisany nieco wcześniej niż większość tekstów, które dotarły do nas z Qumran – być może za panowania Jana Hirkana w drugiej połowie II wieku przed Chrystusem. Zbiór ten należy do tej fazy historii esseńczyków, w której władcy hasmonejscy ciągle jeszcze zdawali się mieć nadzieję na duchowe odrodzenie Izraela. (Zawarte w tekstach późniejsze wtręty ukazują kontrastujące z tą nadzieją rozczarowanie kapłaństwem, istniejącym na ziemi). „Testamenty” powstały prawdopodobnie w Syrii. Ich fragmenty  w języku aramejskim znaleziono w esseńskim osiedlu w Qumran. Teksty mają formę mów na łożu śmierci, z którymi każdy z dwunastu synów Jakuba (nazywanego również Izraelem) zwraca się do swych synów i potomków dwunastu plemion Izraela, doradzając im słuszne postępowanie, rozważając zmienne koleje życia i prorokując przyszłość. W wielu momentach mowy te wspominają o przyjściu Mesjasza: język, jakim posługują się w odniesieniu do jego natury, jest jednak tak trudny i niejasny, że we właściwy sposób zrozumiano je dopiero wtedy, gdy odkrycie późniejszych zwojów z Qumran uwidoczniło doktrynę esseńczyków. Wyszło wówczas na jaw, że esseńczycy oczekiwali nie jednego, lecz dwóch Mesjaszy. Tekst „Testamentów” możemy teraz czytać z większą ufnością, a zamęt wprowadzony przez kopistów (i być może przez późniejszego redaktora chrześcijańskiego) daje się usunąć. Tekst ujawnia, że Mesjasz powstanie z nasienia dwóch synów Izraela:

Albowiem Pan powstanie z Lewiego Arcykapłana i z Judy Króla,

który zbawi wszystkich nie będących Żydami oraz plemię Izraela.

Lewi był przodkiem wszystkich kapłańskich klanów Izraela (Lewitów), podobnie jak Judę łączono z linią monarchów Izraela. Wcześniej esseńczycy oczekiwali zatem, że duchowa i doczesna jurysdykcja wybranego ludu Bożego obejmie u kresu czasu całą Ziemię. Szczególnie interesujący jest sen jednego z pozostałych patriarchów, Neftalego, w którym widzi on, jak Lewi, Kapłan, sięga i chwyta Słońce, gdy tymczasem Król Juda chwyta Księżyc. Otóż w judaizmie kalendarz i obchody publicznych świąt regulowano według Księżyca, podczas gdy esseńczycy używali słonecznego kalendarza henochiańskiego: stąd sen ten zdaje się oznaczać, że Mesjasz królewski będzie postacią bardziej egzoteryczną, której domeną jest zewnętrzne życie narodów, podczas gdy Mesjasza kapłańskiego łączy się z tajemnym wątkiem „słonecznym”, który niekiedy pojawia się na powierzchni judaizmu, jak w przypadku niebiańskiego kapłana Melchizedeka. Obaj Mesjasze są jednak postaciami zdecydowanie kosmicznymi. Przyjście Mesjasza królewskiego zostało opisane dość krótko. Jest on „gwiazdą”, która powstanie z Jakuba. Jest „latoroślą: czy też „pędem” rośliny Boga, „źródłem życia dla całej ludzkości” i „laską sprawiedliwości dla narodów”. Z drugiej strony przyjście Mesjasza kapłańskiego daje sposobność do długiego wysławiania go w hymnie:

Wtedy Pan wzbudzi nowego Kapłana,

któremu objawione będą wszystkie słowa Pana.

Sprawować on będzie sąd prawdy nad ziemią przez wiele dni.

A jego gwiazda wzejdzie na niebie jak król;

zapalając światło poznania, tak jak dzień rozświetlany przez słońce.

I będzie wysławiany przez cały zamieszkany świat.

Ten to będzie jaśniał jak słońce na ziemi;

usunie całą ciemność spod nieba, i zapanuje pokój na całej ziemi.

Niebiosa rozradują się w jego dni i ziemia będzie szczęśliwa; chmury wypełni radość,

a poznanie Pana wyleje się na ziemie niby woda morz.

I uraduje on aniołów chwały obecności Pana.

Andrew Welburn, Początki Chrześcijaństwa.

 

Rozdział XX

Islam – czyli Proporcjonalność odwrotna 

Zgodnie z matematyczną definicją proporcjonalnością odwrotną nazywamy: taką zależność między dwoma wielkościami zmiennymi x i y, przy której ich iloczyn jest stały, tzn.  xy = k; wielkości x i y, nazywają się odwrotnie proporcjonalne. Jeśli wielkość x wzrośnie o jakąś wartość, to wielkość  y,musi się zmniejszyć o taką wartość, aby iloczyn tych wielkości – k  nie zmienił się, był stały.

Jakiż związek może mieć ta matematyczna definicja z Islamem – o tym poniżej, ale najpierw wprowadzające w temat dwa cytaty.

„Podbój Chin Północnych w IV wieku przez plemiona koczownicze, odbywał się mniej więcej w tym samym czasie co najazdy pokrewnych im plemion na Europę. Była to jednoczesna wielka ekspansja tych ludów, nie mająca sobie równej aż do XIII w., gdy Mongołowie powtórzyli właściwie ten proces. Zasadnicze przyczyny tego zjawiska nie są jeszcze dostatecznie wyjaśnione, chociaż wysnuto już wiele hipotez, z których najprawdopodobniejsza przypisuje je znacznemu przyrostowi ludności, całkowicie przekraczającemu możliwości gospodarki koczowniczej”. W. Rodziński, Historia Chin.

„W IV i V w. n.e. Plemiona koczownicze ze stepów Azji Środkowej, wypierane z rodzimych terytoriów przez wywodzące się z mongolskiego Ałtaju Hunów, nękały najazdami zarówno Indie jak i Rzym. (…)  Napór Hunów na wschodnią Europę ok. 375 r. n.e. zmusił wiele plemion germańskich do przemieszczenia się na zachód i wejścia w konflikt z Rzymem. Kiedy w 476 r. n.e. Zachodnie Cesarstwo Rzymskie upadło, na jego terenie powstało wiele germańskich królestw.” Jane Chisholm, Historia świata w datach.

Pierwsza odsłona „przejawu zła” zza Muru Chińskiego”, stała się faktem. Napór Hunów spowodował przemieszczenie się plemion germańskich (barbarzyńskich Wandali) na zachód, a w konsekwencji upadek Cesarstwa Zachodniorzymskiego. Jeśli do tego dodamy tą „falę tsunami” – czyli Chrześcijaństwo, które wszelkimi dostępnymi sposobami starało się „zamrozić” całą dostępną „wiedzę tajemną”, w połączeniu z „zelockim” entuzjazmem nawracania pogan, jasnym okaże się, że to wahadło „wykasowywania pamięci” wychyliło się zbyt mocno ku granicy nicości. Niech za cały komentarz wystarczą słowa jednego z największych filozofów – Wilhelma Friedricha Hegla:Średniowiecze to wieki tak ciemne, iż należałoby założyć siedmiomilowe buty, aby przejść od razu od antyku do nowożytności.

Jeśli zgodzimy się z tym, że działanie wahadła zbyt mocno wychyliło się ku granicy nicości – czyli wartość jednej zmiennej, zbyt mocno się obniżyła, to aby temu zapobiec, nastąpiła konieczność „natychmiastowego przejawu” siły działającej przeciwstawnie. I właśnie tą antagonistycznąsiłą, był właśnie Mahomet, który dostępując prorockiego powołania, w Świętej Księdze – Koran, zawarł podstawy doktryny religijnej, przepisy kultu, itp., zaś jego następcy tworząc wielkie imperium sięgające od Doliny Indusu po Półwysep Iberyjski, przejęli i uratowali od zapomnienia całe bogactwo dorobku intelektualnego świata Antyku.

Islam i jego nadrzędne zadanie: przechowanie i rozwiniecie wiedzy antycznej Grecji, a potem przekazanie tego dziedzictwa Europie, (która dzięki temu „kołu ratunkowemu”, rzuconemu „Człowiekowi” przez prorockie powołanie Mahometa, „stanęła na nogi”), zostało wykonane. Czy nagły i niespodziewany przejaw zła, jakim było kolejne „wyrojenie się stada wściekłych os” zza Muru, który przyczynił się do upadku Bagdadu i całej dynastii Abbasydów w 1258 r. spowodowane było znacznym przyrostem ludności, całkowicie przekraczającym możliwości gospodarki koczowniczej?

Mam pewne „podejrzenia”, że za tymi wydarzeniami kryje się „oblicze konieczności” – przejaw kreacji inteligencji. Zgodnie z powiedzeniem „Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść”, losy Człowieka ponownie zostały „powierzone Europie”. Być może powiedzenie to jest zbyt dosadne, lecz prawdziwe, zresztą ich czas i rola – stabilizatora, jeszcze się nie zakończyła….Islam trwa nadal, i kiedy tylko będzie taka konieczność, liczyć się będzie tylko jedno słowo – ASLAMA.

 

Rozdział VIII

Arka Noego – czyli trochę Architektury

W tym miejscu mała zmiana tematyki blogu. Kilka następnych wpisów poświęconych będzie tak zwanej „zakazanej archeologii”. Nie będę w nich powielał powszechnie panujących teorii i teoryjek różnych szalonych ufologów, atlantologów, czy apologetów fantasmagorii Danikena i jemu podobnych. Moja ocena poniżej przedstawionych, najznamienitszych przykładów zapobiegliwości naszych antenatów jest jak najbardziej oryginalna i wyjątkowa i w tym też tkwi jej wartość, ale by to ocenić należałoby się zapoznać z całością materiału, (pojedyncze przykłady być może nie będą do końca  zrozumiałe). Wszystkie zamieszczone poniżej wpisy są fragmentami mojej książki: „Gloria Olivae”.

Przypomnimy sobie biblijny wers 3.22: I rzekł Pan Bóg: oto człowiek stał się taki jak my: zna dobro i zło. Byleby tylko nie wyciągnął teraz ręki swej i nie zerwał owocu także z drzewa życia i nie zjadł, a potem żył na wieki!

Ostrzeżenie to, tak dramatyczne, jednak na nic się zdało. Zniekształcanie czaszek stało się przyczyną „Potopu.” Bóg w stosunku do człowieka miał swoje zamiary, dlatego też nie unicestwił go całkowicie. Tego „nastolatka” spotkała zasłużona kara. Karą było całkowite wyczyszczenie pamięci z tej „taśmy filmowej”, jaką jest nasz mózg. Wszystko to, co „podejrzał” człowiek zostało zalane niczym potop, który zalewa ziemię.

Tak, więc to słowo użyte w Biblii – „Potop” – to jest ten proces „kasowania pamięci”. Kim był Noe? Noe – jest tylko symbolem, (a nie człowiekiem z krwi i kości), tych wszystkich ludzi, którzy dzięki „inspiracji” Boga mieli zbudować, dla przyszłych pokoleń, równie symboliczną Arkę, my zaś jesteśmy następnymi pokoleniami synów Noego. Nie znamy swojej przeszłości, została ona „zalana” w „Potopie” przez Boga – naszego „Stwórcę”. Została jeszcze sprawa Arki, która w Biblii była tylko niewielką barką, która jednak pomieściła w swoim wnętrzu wszystkie gatunki zwierząt. Każdy niedowiarek, mógłby się z tego tylko śmiać. Ale ta Arka jednak naprawdę istnieje, choć tylko w symbolicznym znaczeniu. Tą Arką, są wszechogarniające nas, znajdowane na całej kuli ziemskiej, pozostałości po kulturach i cywilizacjach prehistorycznych. Myślę tu szczególnie o architektonicznym aspekcie tych wszystkich budowli, grobowców, piramid, petroglifów, rzeźb, rysunków naskalnych i naziemnych. Materiał jest tak ogromny, że z chęcią chciałbym przedstawić czytelnikom wszystkie jego elementy. Jednak z powodu braku miejsca przedstawię tylko pojedyncze przykłady, które są reprezentatywne dla poszczególnych typów i rodzajów budowli.

Najpierw mały wstęp. Z poprzednich rozdziałów wiadomo, iż Człowiek Kromanioński tworzył figurki „Wenus”. Były to figurki przedstawiające nagą kobietę o wyraźnie uwypuklonych kształtach i z wyeksponowanymi miejscami „erogennymi” – biust i krocze kobiety. Te cechy kobiecości figurek miały, dla ich twórców i oglądających te figurki, bardzo wyraźny podtekst erotyczny. Wiadomym jest, że mężczyzna – samiec osiąga bardzo wiele zadowolenia z samego tylko oglądania nagiego ciała kobiecego – krótko mówiąc jest „wzrokowcem”. Figurki te mogły być „substytutem” kobiety. Znaczenie tego „substytutu” może być wielorakie. Będzie jeszcze o tym mowa w dalszej części książki. Dlatego też, tak powszechnie znane pojęcie, figurki „Wenus” przedstawiające ideę „Matki – Ziemi” należy uznać za niewłaściwe. Figurki „Wenus” miały bardzo ważną rolę do spełnienia.

Cały świat człowieka sprzed „Potopu” był nasycony takim samym erotyzmem i seksualnością, jaki znamy już ze świata Bonobo. Można pokusić się o konkluzję, iż tak jak u Bonobo: fallus, testosteron i mózg były głównymi czynnikami wzrostu inteligencji Człowieka „przedpotopowego”. Człowiek dokładnie wiedział, jaka czeka go „kara”, i podobnie jak amerykańscy naukowcy – (próbnik Pionieera), postanowił przekazać nam „zaszyfrowaną” informację o swoim świecie. Głównymi i najważniejszymi informacjami przekazywanymi przez naszych przodków są jak się okazuje te informacje, dzięki którym my „ciemni” jego potomkowie, będziemy mogli czytając te „szyfry”dowiedzieć się o tym, co lub kto był przyczyną naszego przyjścia na świat. Wyobraźmy sobie, że my żyjący współcześnie jesteśmy po tylu latach niewiedzy, „odhibernowani”. Kto nam udzieli wskazówek i informacji o przeszłości. Człowiek w wyniku procesu „Potopu”- został właśnie „zahibernowany ” i nie ma już tej pamięci. Naszym „akuszerem” i „anestezjologiem”jest Bóg, ale może on się porozumieć (poprzez antenę mózgową) tylko z istotą o „pewnej” już inteligencji i wiedzy. Nastał wiek ciemny. Powoli człowiek musiał od nowa, niejako za karę, zdobywać wszystkie wcześniej zdobyte umiejętności. Dzięki zmyślności człowieka „przedpotopowego” możemy odnaleźć jego zakodowane ślady. Posługując się zamieszczonymi poniżej wszystkimi rozkodowanymi już informacjami, będziemy mogli z łatwością rozszyfrować problem „przedpotopowej” architektury.

Petroglify Peterborough

Peterborough

Peterborough

Petroglify są to ryty naskalne wydrapywane na zboczach skalnych np.: na Saharze Tassili (Algieria), w dżungli Mato-Grosso, w dalekim Jemenie, na wybrzeżach pd. Chile. „Widokówki” z dalekiej przeszłości znajdujemy od Hawajów po środkowe Chiny, od Syberii po południową Afrykę. Na mroźnej Alasce i na rozpalonej słońcem wyż. Kimberley w Australii.

„Niedaleko Peterborough w prowincji Ontario na potężnym bloku krystalicznego wapienia zwanego „białym marmurem” o wymiarach 55 na 30 m. znajduje się ponad 900 rysunków wykonanych przypuszczalnie przez Algonkinów w okresie 900 – 1400 r. n.e.”

Większość z zamieszczonych tutaj cytatów pochodzi z książki Colina Wilsona, Miejsca święte i budowle sakralne świata. Dla lepszego zrozumienia sensu ukrytych znaczeń „przedpotopowej architektury” zatrzymajmy się na chwilę przy tym petroglifie. Samo słowo – petroglif, wskazuje na to, że te „obrazki”, można zobaczyć tylko i wyłącznie z lotu ptaka.

„Tą zapomnianą przez stulecia świętą skałę odkrył ponownie w 1924 roku historyk Charles Kingam.Wyryte tu łodzie różnią się od tych, jakimi pływali Indianie, natomiast jedna łódź słońca – stylizowany statek szamana z długim masztem zakończonym słońcem – przypomina petroglify z północnej Rosji i Skandynawii. Jak twierdzą Romas i Joan Vastokas – najwięksi znawcy Peterborough, Indianie uważali jedno z pęknięć w skale za wejście do podziemnego świata, lub symbolicznie łono „Matki Ziemi”.

W tej jednej skale wapienia zawiera się cały sens rytów naskalnych i wszystkich innych wspomnianych wcześniej budowli. Otóż „Bóg-Stwórca” nie tylko zaplanował, że człowiek „przedpotopowy” wykona te ślady, ale ten, który te ślady odnajdzie i je odczyta, swoim poziomem wiedzy musi być już gotowy, by móc je odczytać. Ten moment właśnie nadszedł. Głównym założeniem było to, by te tropy mógł odczytać tylko człowiek, który wniesie się w powietrze i z tej perspektywy odczyta, dzięki kluczowi – Konkluzji, ich sens. Szyfrem jest architektura, kluczem Konkluzja, brakowało tylko jednego elementu by człowiek jak ptak uniósł się w powietrze. I ten warunek został już spełniony. Wcześniej, przez całe stulecia, ludzie patrzyli na wszystkie te budowle, piramidy, kopce, kręgi, i „nie widząc”, nie znali ich ukrytego sensu. Byli jednak tacy ludzie, którzy w przebłysku swojego geniuszu, „domyślali się” ukrytych znaczeń tych, czy też i innych śladów. Lecz nie był spełniony podstawowy warunek, warunek czasu. Człowiek nie był jeszcze gotowy, by się o wszystkim dowiedzieć np.: Leonardo da Vinci. Przykładem tej „szczątkowej” wiedzy jest Kult „człowieka – ptaka”. Jest to traumatyczne marzenie człowieka o tym by móc wznieść się w powietrze.

Ten moment „przebudzenia” właśnie nastąpił. Kult „człowieka – ptaka” odnajdujemy na całym świecie. To marzenie by wznieść się w powietrze było istotą tego kultu na całym świecie. Najbardziej spektakularnym przykładem takiego Kultu jest Wyspa Wielkanocna.

Ale wróćmy do skały w Peterborough. Po bliższym przyjrzeniu się tylko fragmentowi tego bloku kamienia, widać „zamysł” jego twórców. Łódź słońca – symbolizuje to, że to Słońce jest naszym „życiodajnym światłem”, bez którego nasza egzystencja na Ziemi, nie byłaby w ogóle możliwa. Obok przedstawiony jest symboliczny zarys człowieka, który został stworzony przez Boga. Widoczne jest Oko Boga – symbol Opatrzności, które nad nim nieustannie czuwa. Linia łącząca Boga z głową człowieka – świadczy o tym, iż kontakt między Bogiem a człowiekiem odbywa się za pomocą właśnie takiej „anteny biologicznej” jaką jest jego mózg. Obok przedstawione są różne postacie człowieka i zwierzęta. Symbolizuje to genezę i ewolucję Człowieka.

Poszczególne rodzaje budowli, różnią się nieco między sobą swoją architekturą, jednakże wszystkie one mówią o jednym: o historii człowieka, o tym co było, dzięki komu lub czemu (Konkluzja) – stał się człowiekiem. Symboliczne łono „Matki Ziemi – sens i znaczenie tego łona mam nadzieję częściowo już zostało wyjaśnione. To symboliczne łono „Matki Ziemi” jest, z powyższych powodów, przedstawieniem tej figurki „Wenus”, którą tak zapamiętale rzeźbili Kromanionczycy na całym świecie.

I jeszcze jedna sprawa. Wszystkie te budowle – architektoniczne tropy, tworzone były w różnym czasie. Najstarsze około 6-3 tyś lat temu. Skała w Peterborough powstała już w naszym wieku. Zachodzi pewna sprzeczność- różnicy czasu. Otóż jak wskazują na to dowody, symboliczny „Potop” wcale nie musiał odbywać się jednakowo, w tym samym miejscu i w tym samym czasie. Jest jedna podstawowa przyczyna tego procesu. Wszystkie te cywilizacje plemiona, kultury osiągały apogeum swojego rozwoju w różnym czasie, ale podlegały jednemu podstawowemu schematowi – tworzyły swoje cywilizacje i pozostawiały po sobie te „ślady na śniegu”, w postaci tych wszystkich budowli. Cały ten proces będzie dokładnie wyjaśniony na przykładzie Wyspy Wielkanocnej, a także i innych cywilizacji: Majów, Egiptu, Chin itp.

Nazca

Nazca

Nazca

„Wiosną 1927 roku peruwiański archeolog Torbio Mejia Xesspe spostrzegł rysunki naziemne. Dopiero w 1940 roku napisał na temat swojego odkrycia. Niemiecka geografa Maria Reiche zainteresowała się Nazca. Rysunki naziemne nazwano potocznie drapańcami. Rysunki te wyobrażają tylko jedną małpę, pająka, wieloryba, psa, legwana, kolibra, za to ponad dwadzieścia wizerunków ptaków. Wizerunek małpy ma tylne łapy z trzema palcami, jedną z czterema, a druga zpięcioma.

Te dziwne linie na peruwiańskiej pustyni nazwano największą zagadką świata. Gigantyczne linie proste na piasku, odkryte ponownie dopiero niedawno z pokładu przelatującego samolotu, ciągną się na obszarze 500 km. kwadratowych. Metodą węgla aktywnego rysunki datowano na połowę IV wieku naszej ery, mogą być jednak starsze. Są one dziełem kultury Nazca. Dlaczego jednak widać je tylko z powietrza ?”

Powtórzę: dlaczego rysunki Nazca widać tylko z powietrza? Używając naszego Klucza oraz tego o czym mówi wstęp poświęcony petroglifom, pytanie to, będzie dziecinnie proste do odgadnięcia.    W rysunkach kultury Nazca wyraźnie widać jakimi geniuszami, (oczywiście w odpowiednich proporcjach) byli ci, co tak jak w Petrborough, w tak zwięzłej formie potrafili przekazać swoje „credo”, nam – ich następcom.

Ale „credo” to, mogło być odczytane tylko z pokładu samolotu. Ludzie kultury Nazca, użyli tego samego kodu, co wszyscy inni – Kultu człowieka ptaka. Co jest takiego genialnego w tych rysunkach? Otóż, aby poinformować nas, że ludzie z Nazca byli świadomi tego kultu – użyli wizerunków ptaków, których jest najwięcej. To, że znajdowały się tam tylko po jednym wizerunku zwierząt – świadczy o ich znajomości Teorii Ewolucji. Wyróżnili podstawowe rodzaje zwierząt: gady, ssaki, ryby, pajęczaki itp. Dzięki rysunkowi małpy z różnymi, zwiększającymi się ilościami palców – genialnie wykazali swoją znajomość teorii ewolucji, (spiralnie – ewolucyjnie rozkręcający się ogon) dużo wcześniej przed Darwinem. Ten rysunek małpy zasługuje na to by porównać go z rysunkiem z próbnika Pionieera.

Kopce

„Przez cały XX wiek Amerykanie próbowali rozwiązać zagadkę usypanych przez ludzi kopców występujących w wielu miejscach Stanów Zjednoczonych od południowego wschodu po środkowy zachód. Wysunięto hipotezę, że tereny te zamieszkiwała jakaś obca rasa, przybyła, być może z Meksyku, Skandynawii, a nawet legendarnej Atlantydy.

Kopiec Wężaw stanie Ohio jest dziś bodaj najważniejszą z indiańskich budowli tego typu. Kto zbudował Kopiec Węża ? Nie wiemy tego na pewno, ale najwięcej świadectw wskazuje na IndianAdena, którzy żyli tu od VI w p.n.e. do początków I wieku n.e. Cały nasyp ma 366 m. długości i 1,5 m. wysokości. Z lotu ptaka przypomina węża z jajem bądź żabą w pysku. Z poziomu ziemi sylwetka węża jest trudno rozpoznawalna.”

Jaki jest ukryty sens tego kopca? Powtarza się sytuacja z poprzednich punktów tego rozdziału. Cały ten kompleks jest widoczny tylko z powietrza. Genialność tej konstrukcji jest porównywalna z poprzednimi. Indianie Adena ponad dwa tysiące lat temu, symbolem węża, przekazali nam całą swoją wiedzę na temat tego co było, i co nas jeszcze w przyszłości czeka. Kopiec Węża swoją budową symbolizuje powstanie i kolaps wszechświata. Jest to apoteoza cykliczności wszechświata. Ogon tego węża symbolizuje Wielki Wybuch, jego ciało pokrętne i zmienne koleje Ewolucji, natomiast pysk to końcowy etap „megacyklu” – pamiętany z teorii dr. Smoły i prof. Pierza – zapadanie się całej materii i energii z powrotem ku epicentrum – Kolaps. Genialnie proste!

Kopiec Cahokia – park stanowy nad środkową Missisipi obejmuje tereny zamieszkane niegdyś przez największą prekolumbijską społeczność Ameryki Północnej. Wznosiło się tu ponad sto piramid i kopców grobowych należących do przeszło 50 szczepów. Kultura Indian Cahokia rozkwitała mniej więcej w latach 1050 – 1250 n.e., na długo jednak przed przybyciem Europejczyków upadła. Najważniejszą budowlą był tu wysoki na ponad 33 m. Kopiec Mnichów, zajmujący powierzchnię 6,6 ha., usypany z 623.000 m sześciennych.

Symbolika piramidalnego kształtu tego kopca tożsama jest z zaszyfrowaną wiedzą wszystkich innych znanych nam piramid czy szczytów gór, czego najdoskonalszym przykładem są np. piramidy Starożytnego Egiptu, ale to już temat na inny wpis.

Głazy Carnac

Carnac

Carnac

Każda kultura, każda cywilizacja, każde państwo na świecie ma swoje kopce. Czy będą to sztucznie usypane pagórki, kurhany, czy też naturalne wzniesienia lub szczyty gór np.: Newgrange, Uluru, Góra Chełmska oraz tysiące innych podobnych obiektów – to kopce generalnie swoją budową i kształtem symbolizują brzuch ciężarnej kobiety.

Każda nowa ciąża – to nowe pokolenie, to coraz dalej posunięty krok w przyszłość. Dzięki tej przemianie pokoleń, nastąpi w końcu upragniony przez wierzących w ten symbol „siły sprawczej” dzień, kiedy z tej symbolicznej cięży narodzi się (odhibernuje) nowy, tym razem „rozumniejszy” człowiek. To, że takie czasy kiedyś nadejdą, wszyscy ci „przedpotopowi” ludzie wiedzieli i wierzyli w to, że dzięki ich potomkom będą mogli ponownie odrodzić się i zaistnieć w jakimś nowym, lepszym świecie. Tak im to obiecał „Bóg – Stwórca” (Genesis) i dzięki tej obietnicy tym bardziej ochoczo budowali swoje obiekty, nierzadko poświęcając na to całą swoją „niewielką” energię i możliwości. Weźmy pod uwagę, że niejednokrotnie ogromne kopce i inne obiekty budowane były przez społeczność o niewielkim potencjale, a jednak tylko i wyłącznie dzięki ich wierze, było to możliwe. Każde spojrzenie człowieka na taki wystający symboliczny brzuch, przepełnione było tęsknotą i nadzieją na lepsze czasy. Różne kultury, cywilizacje, „ przemawiają” do nas w odmienny sposób. Idea kopców nierozerwalnie związana jest z ideą ustawiania głazów. W „temacie” głazów największymi „specjalistami” byli „przedpotopowi” europejczycy. Mając do dyspozycji kilka tyś lat p.n.e. tak skromny zasób możliwości, także oni, (tak jak i inne ludy na innych kontynentach) postarali się o różne genialne budowle.

Menhir – Podłużny kamień ustawiony pionowo, mający charakter kultowy. Z celtyckiego: man – kamień, hir – długi. Największe w Europie skupisko menhirów (ustawionych na sztorc głazów – w sumie ok. 3000 znajduje się nieco na północ od bretońskiego miasteczka Carnac.Wszystkie prócz 70 głazów – tworzą tu równoległe rzędy, jakby aleje. W Kremario znajduje się dziesięć takich rzędów, składających się z 1220 głazów. Jak dotąd, ustalono wiek tylko jednego z tutejszych kurhanów – „St. Michel” – który powstał ok. 5000 lat p.n.e, czyli, co najmniej 2000 lat wcześniej niż przypuszczano. Carnac było miejscem kultu w czasach rzymskich, później na głazach pojawiły się również chrześcijańskie krzyże. Wśród okolicznych mieszkańców przetrwała jednak pamięć o ich pogańskim pochodzeniu. W wieczór świętojański przy wejściu do alei rozpalają oni ogniska, a następnie przepędzają miedzy rzędami głazów bydło i owce, nawiązując do pradawnych obrzędów, które miały zapewnić przychylność bogów urodzaju. Do dziś głazom przypisuje się magiczną moc, radząc parom, które mają problemy ze spłodzeniem potomstwa, by tańczyły między kamieniami, a młodym mężatkom, by na nich siadały. Przeznaczenie tych potężnych głazów ustawionych w długich szeregach jest wielką zagadką dla archeologów. Od hipotezy, że Carnac był potomkiem jakiegoś nieznanego narodu żeglarzy poprzez świątynie druidów, obserwatorium astronomiczne badające ruch Słońca i Księżyca, aż do koncepcji „kamiennego papieru milimetrowego”- mającego obliczać położenie Księżyca.”

Wszystkie te hipotezy świadczą o indolencji, lub niewiedzy, tych „naukowców”. Żeby wyjaśnić tę „zagadkę” wystarczyłoby zagłębić się nie w fantastykę a tylko pochylić się z całym szacunkiem nad tymi wierzeniami ludowymi. W nich to właśnie niczym we śnie (kiedy się obudzimy i niewiele pamiętamy), zawarta jest nasza cała „traumatyczna wiedza” na ten temat.

Otóż zdania te: o bydle i młodych mężatkach, dobitnie świadczą o tym, że ci „przedpotopowi” mieszkańcy Bretonii i całej Europy, w menhirach widzieli symboliczną „spermę”, która niczym w chwili największego – szczytowego, symbolicznego uniesienia „mężczyzny”, wytryskuje całą tą swoją „energią” w postaci strug – w oczywistym kierunku. To są właśnie te ustawione w szeregi kamienie. Mam nadzieję, że moimi czytelnikami, zgodnie z ostrzeżeniem ze wstępu, są ludzie „dorośli”. Wśród tych stróg spremy – szeregów kamieni czy też w pobliżu, zawsze lub prawie zawsze, znajduje się jeden, oczywiście największy kamień – symbolizujący męski narząd rozrodczy – fallus. Zgodnie z zasadą, że tam gdzie są plemniki i pojedyncze głazy tam musi znajdować się ich „spiritus movens”.

Jakie znaczenie miały głazy dla tych ludzi już wiemy, ale aby stanowiło to jakąś całość, należy do tych głazów dodać – równie symboliczne „jądra”. Przedstawiane są one w postaci dwóch głazów ale także w formie kręgu – „worka mosznowego”. To, że taki był architektoniczny zamysł ich budowniczych są na to dowody: Wielkie Zimbabwe, Egipt, La Venta, Wzgórze Tara, a w szczególności – najpiękniej zachowany tego przykład – Averbury. O wszystkich tych i innych budowlach, będzie jeszcze „mowa”. Zamysł twórców tych „sanktuariów ludzkiej prokreacji” nie byłby pełny bez jeszcze jednego, chyba najważniejszego elementu. Powyżej pisałem o kopcach.   To właśnie kopce – czyli „ludzka ciąża” jest efektem tej męskiej zapobiegliwości”. Wszystkie te elementy: głazy – sperma, menhir – fallus, kręgi – jądra (worek mosznowy), kopce – kobiecy brzuch, stanowią doskonale przemyślaną i z wielką precyzją wykonaną architektoniczną całość.

Od zbudowania tych obiektów minęło już wiele lat. Niektóre z tych obiektów czy też w wyniku działalności „misjonarzy”, czy przez upływający czas, została zniszczona, ale to co pozostało zaświadcza w całej swojej rozciągłości o zamiarach ich budowniczych. Te perły „przedpotopowejarchitektury są zarazem świadectwem jedności kulturowej i wiary całego tamtego świata. Idea tych budowli wszędzie była taka sama. Wszystkie te „tropy” przeszłości, można odczytać tylko z pewnej wysokości – (kult człowieka ptaka). Można to wszystko „dostrzec” tylko wtedy gdy na te obiekty spojrzymy z perspektywy lotu ptaka. Koronnym „argumentem” tego twierdzenia jest Silbury i Averbury.

Stojące w rzędach głazy Carnac są zatem symbolem męskiej ejakulacji. Averbury z Silbury Hill, Newgrange, czy Wzgórze Tara i Dom Cormaca stanowią przykład kobiecej i męskiej „współpracy”. Czy Carnac było osamotnionym przejawem męskości? Nie. Jego drugą połówką były dolmeny.Swoją budową, kształtem i proporcją idealnie wręcz pasują do koncepcji „kobiety i meżczyzny” znanej z brytyjskich budowli.

Niezaprzeczalnym celem tych strug spermy z Carnac jest tumulus Kercado. Zresztą grobowców galeriowych w tej okolicy znajduje się więcej. Na wschód od Carnac w Gavrinis znajduje się zorientowany według letniego przesilenia podłużny kopiec – piękny przykład „kobiecego wnętrza”. To, że takich tumulusów było tak dużo świadczy o powszechności tego zjawiska. Całą Europę ogarnął niesłychany i trudny do zrozumienia impuls budowy sanktuarium symbolu Kobiety i Mężczyzny.

Każdy region, każde plemię stawiało sobie za punkt honoru aby w ich okolicy znajdowały się takie monumentalne i rzecz jasna trudne do zbudowania obiekty, które nie budowano li tylko z czystej chęci zaimponowania innym swoich możliwości ale zapewne spowodowane to zostało impulsem, który był wręcz ich imperatywem – bezwarunkowym nakazem. Przyczyną tego imperatywu było po części „przedpotopowe szaleństwo”, ale także i inna, być może jeszcze ważniejsza sprawa, ale będzie o tym mowa w innym rozdziale. Jednym z najsłynniejszych dolmenów w Bretanii jest imponujący swoim wyglądem dolmen La Roche aux Fees.

Budowniczowie tych wszystkich „tropów z przeszłości” chcieli nam dać do zrozumienia, że kobieta i mężczyzna mimo, iż są diametralnie różni (charakterologiczne, anatomiczne i inne), stanowią jednak nierozerwalną całość. Stanowią symbol jedności przeciwieństw. Kobieta i mężczyzna – są „sprawcami” nowego życia. „Bóg- Stwórca” człowieka przedstawiony w tych architektonicznych kompleksach jako promyk Słońca, wnikający wgłąb „kobiecego sanktuarium”, symbolizuje cykliczność powstawania Życia na Ziem, nie tylko w postaci zmienności pokoleń, ale przede wszystkim jakocykliczność powstawania wszechświata. Wszystkie te „tropy z przeszłości”miały byćodczytane w „odpowiednim ku temu czasie”, a mianowicie wtedy gdy człowiek będzie w stanie „wznieść się, niczym ptak w powietrze – Kult Człowieka Ptaka. Na potwierdzenie powszechności tej „idee fixe” przedstawiam poniżej przykłady z innych regionów świata.

Silbury i Averbury Hill

Silbury i Averbury Hill

Silbury i Averbury Hill

Silbury i Averbury Hill  „wielki megalityczny kompleks koło wsi Averbury w hrabstwie Wiltshire wyglądał niegdyś jeszcze okazalej niż Stonehenge, a jego najstarsza część, „Sanktuarium”, pochodzi mniej więcej z tego samego okresu (3000 lat p.n.e.) Wewnątrz potężnego kredowego wału wznosił się największy znany nam krąg. Tworzył go główny pierścień z 90 bloków, ważących około pięć ton każdy i dwa mniejsze, liczące po 30 głazów. Aleja ustawionych pionowo kamieni łączyła Averbury z pobliską świątynią na wzgórzu Overton. Na południe od Averbury wznosi się Silbury Hill, największy w Wielkiej Brytanii usypany przez ludzi kopiec z ok. 2500 r. p.n.e. mający 183 m obwodu u podstawy oraz 55 m wysokości.”

Na południe od Silbury Hill znajdują się dwa mniejsze kopce o wydłużonym kształcie tzw. WestKennet i East Kennet datowane na 3600 r. p.n.e. Spogladając na Silbury Hill z wnętrza kamiennego kręgu widać tylko górny segment kopca, wystający ponad horyzont wytyczony przez naturalne wzgórze Waden Hill z lewej strony i inne naturalne wzniesienie w oddali z prawej. Linia horyzontu układa się w ten sposób, że wierzchołek Silbury Hill jest jakby wciśnięty miedzy zbocze wzgórza Waden Hill a szczyt oddalonej grani. Rzeka Kennet, przepływająca przez sam środek kompleksuAverbury, wypływa ze źródła Swallowhead, biegnącego niecałe osiemset metrów od Silbury Hill. Swallowhead to źródło okresowe – jesienią wysycha i „wznawia działalność” dopiero wczesną wiosną. Rzeka Kennet jeszcze stosunkowo niedawno, bo w osiemnastym stuleciu kojarzona była przez miejscową ludność z kobiecą waginą.”

Wszystkie elementy tej układanki w tym sanktuarium są genialnie umiejscowione. Averbury to nic innego jak: „worek mosznowy z dwoma jądrami”. Gdzie są jego plemniki?

„Przypuszcza się, że w samym środku mniejszego kręgu północnego wznosiła się jakaś konstrukcja, z której do dziś zachowały się tylko dwa głazy, zwane Cove. W centrum kręgu południowego stał niegdyś ogromny blok skalny o wys. 6 m i obwodzie ok. 2,5 m. Pierwsi badacze tego miejsca nazwali go Obeliskiem. Niestety, w 1723 r. Ten olbrzymi kamień runął, a następnie został pokruszony i usunięty.”

Mogły to być właśnie: w jednym przypadku plemniki, a w drugim równie „symboliczny” fallus. Silbury Hill – to oczywiście symbol kopca – brzucha kobiety. Rzeka Kennet to symbol okresowej płodności kobiety, bardzo pomysłowo wkomponowany w całość kompleksu, który nie został zbudowany tylko po to by sobie stał i by ludzie sobie czasami na niego spoglądali. Co roku odbywały się tam uroczyste ceremonie, podobne w swoim charakterze do ceremonii jakie odbywały się w starożytnym Egipcie, Grecji i innych cywilizacjach. Na czym te ceremonie polegały? Ogólnie rzecz ujmując, związane one były z kultem Słońca. Poprzez fakt, że na zboczu wzgórza Waden Hill corocznie uprawiane jest zboże oraz, że łany tego zboża co roku o tej samej porze zasłaniają szczyt Silbury Hill, a po czasie żniw szczyt Silbury ponownie się ukazuje, można wysnuć jeden generalny wniosek. Społeczność Silbury i Averbury, i inne im podobne żyjące ponad pięć tysięcy lat temu, w ten sposób „zaszyfrowanym” zespołem budowli, świadczą o swej wiedzy, o tym czego my tak „bardzo wykształceni” – dopiero się domyślamy. Czyż ta cykliczność pojawiania się i znikania życia (ciąża kobiety – Silbury symbolizuje zmienność pokoleń), nie jest analogiczna do „Megacyklu” –kosmologicznej teorii Wielkiego Wybuchu i końcowego kolapsu Wszechświata? Właśnie w ten sposób to „kosmiczne perpetuum mobile” zostało nam – ludziom z czasów „Człowieka – Ptaka” przekazane.

Stonehenge

Stonenenge

Stonenenge

„Postawienie Stonehenge, najsłynniejszej budowli w Wielkiej Brytanii, musiało być nie lada wyczynem. Jak się szacuje, do przeciągnięcia każdego z pionowych głazów przez wzgórzaMarlborough na dystansie 39 km. 1500 ludzi potrzebowało dwóch miesięcy. Dawniej uważano, że była to świątynia, w której druidzi – celtyccy kapłani – składali ofiary z ludzi. Dopiero w XX w.astronom Norman Lockyer wysunął, do dziś powszechnie już przyjmowaną, hipotezę o faktycznym przeznaczeniu Stonehenge – był to mianowicie rodzaj kalendarza, który pozwalał dawnym kapłanom obliczać położenie Słońca, Księżyca i planet w różnych porach roku. Lockyer odkrył, że w dniu letniego przesilenia Słońce wschodzi dokładnie nad główną

Aleją w Stonehenge. To dlatego tradycyjnie świętowano tu co roku z tej okazji. Około 3300 lat p.n.e. w Stonehenge wzniesiono pierwszą budowlę z drewna. Pierwszy krąg kamienny, składający się z okrągłego nasypu o średnicy 98 m i otaczający 56 „jam Aubrey`a”, zbudowano ok. 2200 lat p.n.e. Stonehenge II, czyli dwie podkowy z błękitnego kamienia, powstało ok. 2000 lat p.n. e. Wiele z tych głazów usunięto następnie podczas budowy Stonehenge III – wielkiego kręgu z 30 megalitów spiętych poziomymi płytami i otaczającymi pięć trylitów w formie podkowy, wzniesiono ok. 1900 lat p.n.e.

Zewnętrzny pierścień głazów na wspornikach – tworzył niegdyś pełne koło. Na zewnątrz koła ułożone są na planie czworokąta – cztery kamienie zwane Station Stones – wyznaczają punkty wschodów i zachodów Słońca. Znajduje się tam również głaz zwany Heel Stone, który wyznaczapunkt wschodu Słońca w dniu przesilenie letniego 21 VI. Meteorolog Terence Meaden zauważył zupełnie niedawno, że cień głazu zwanego Heel Stone wnika do wnętrza kręgu podczas wschodu Słońca w dniu przesilenia. Jego zdaniem jest to symbol współżycia Ojca Nieba z Matką Ziemią, przy czym krąg Stonehenge symbolizować ma boska macicę.”

Zrozumienie ideii Stonehenge jest bardzo proste. Nie jest to żadne obserwatorium astronomicznestarożytnych „naukowców”, ani także świątynia Druidów jak twierdzą różni „znawcy”. Nabliższywyjaśnienia tego „problemu” jest Terens Meaden, lecz nie całkiem i nie do końca. Znamiennym jest, że głaz Heel Stone 21 VI wnika wgłąb kamiennego kręgu. Rzeczywiście rację ma Terens – cień zbliżający się od tego głazu w kierunku podkowy wnika w tą podkowę we wnętrzu kręgu i idealnie, niczym plemnik połączony z komórką jajową, „zagnieżdża się” w macicy. Od tego momentu rozwija się nowy organizm – „nowe życie”.

Swoją budową kompleks ten w istocie przypomina nie tylko macicę, ale także i pozostałe narządy a mianowicie: cały brzuch wraz z jajnikami – żeńskimi gruczołami rozrodczymi. To, iż jest to narząd parzysty możemy się dokładnie „przekonać” przyglądając się uważnie dołkom 18 i 46, znajdującym się w kręgu Aubrey`a. Dołki 1, 55 – tworzą swoiste „labia majora”, zaś dołek 56 – substytut kobiecej łechtaczki.

Pozostaje kwestia udziału Słońca w tym procesie zapłodnienia, tej symbolicznej „kobiety” – jak chciał Terens – „Matki Ziemi”. Tak jak to już omawiałem przy okazji Petroglifów – nie jest to żadna „Matka Ziemia”, ani „Ojciec Niebo”, podobnie jak i figurki „Wenus”, które również nie są przedstawieniami „Matki Ziemi”. Wszystkie te Matki – to nie Matki, tylko symbol Odradzania się Życia. Słońce, które 21 VI pojawia się zawsze w tym samym miejscu jest symbolem ponownych narodzin – po „zimowej śmierci”. Symbolizuje to, że ludzie, którzy już umarli i odeszli „w smugę cienia”, tak jak Słońce które nieustannie, co roku pojawia się na „niebie życia”, powrócą kiedyś z „krainy ciemności”. Averbury, Silbury Hill i Stonehenge są zatem potwierdzeniem ideii cykliczności Wszechświata.

sunset-behind-stonehenge

Słońce w tym przypadku nie nazwałbym „Ojcem Nieba”- tylko „Bogiem – Stwórcą”, a „Matkę Ziemię” – człowiekiem, którego to „Bóg – Stwórca” tworzy od podstaw.

Petroglify Peterborough i inne rysunki naziemne np.: Nazca, rysunki naskalne, głazy np.: Carnac, wielki megalityczny kompleks Averbury i Silbury Hill, Stonehenge – wszystkie te obiekty jakie zbudował ten sam symboliczny „Noe” – czyli „przedpotopowy nastolatek” zawierają różne idee. Chociaż różnią się trochę przekazem lub formą, wszystkie jednak mówią jednym głosem i co najważniejsze mówią o tym samym. Mówią o tym, że to Bóg – jest „stwórcą” człowieka, że wszystko to co człowiek czyni wynika z jego „intencji i inspiracji”.

Wszystko to jest możliwe dzięki trzem głównym czynnikom, którymi są: fallus, testosteron (ogólnie rzecz ujmując), oraz mózg człowieka. Potwierdzeniem teorii „interwencji” Boga tu rozumianego jako Słońce i poczęcie „nowego życia” w ciele symbolicznej kobiety – czyli Kopce jest przykład kompleksu w Newgrange – chyba najpiękniejszy z zachowanych.

Newgrange i Tara

Newgrange

Newgrange

„Wielki kurhan w Newgrange to jedna z najwspanialszych prehistorycznych budowli w Europie. Tradycyjnie uważany za miejsce pochówku królów Tary, powstał w istocie znacznie wcześniej, bo ok. 3200 r. p.n.e. Jest to w zasadzie typowy grobowiec galeriowy: długi tunel pod kopcem prowadzi do sklepionej wysoko komory z trzema niszami upodobniajacymi ją do trójlistnej koniczyny. Współcześni archeolodzy twierdzą, że mogło to być obserwatorium astronomiczne. Po przeprowadzonej w 1962 r. przez Michaela O`Kelly`ego pieczołowitej renowacji udowodnionoponad wszelką wątpliwość, że kopiec jest precyzyjnie usytuowany względem stron świata. O świcie w dniu zimowego przesilenia wnętrze grobowca oświetla przez kilka minut wąski promień. To samo można zaobserwować w dwóch innych kurhanach w okolicy, w Knowth i Dowth. Patrząc na Newgrange z boku i z lotu ptaka, widać mur z przodu kopca obudowany białym kwarcem. U podstawy ściana ma szerokość 97 kamieni ciasno ułożonych jeden obok drugiego. Wokół kurhanu stoi 12 spośród oryginalnych 35 głazów, tworzących niegdyś kamienny krąg. Pośrodku kurhanu znajduje się pomieszczenie z nadwieszonym sklepieniem. Ułożone poziomo warstwy kamieni zwężają się stopniowo ku górze. Wejścia do Newgrange „strzeże” potężny (3x1m) kamieńkrawężnikowy. Zdobią go kunsztowne spirale, romby i koncentryczne łuki, wyryte przy pomocy kamiennych narzędzi. Przeznaczenie kamiennych mis w niszach głównej komory pozostaje zagadką. Być może obmywano w nich zwłoki, składano dary dla zmarłych, bądź też wykorzystywano do jakichś rytuałów. Newgrange pojawia się w trzech irlandzkich sagach. Opowiadają one o Dagdzie, bogu Słońca. Mity te, są wątkami kazirodztwa, magii i reinkarnacji, starsze nie tylko od irlandzkiego chrześcijaństwa, ale i od legend o celtyckich herosach, dają nam pewne wyobrażenie na temat pierwotnych wierzeń budowniczych Newgrange.”

Każdy z czytelników jest już w takim miejscu tej książki, iż sam już powinieneś umieć oddzielić„ziarno od plew”. Jeśli uważasz, że kurhan Newgrange jest „astronomiocznym obserwatorium” lub też miejscem pochówku jakichś królów to wynika z tego, że niezbyt dokładnie czytałeś poprzednie rozdziały. Jeśli jednak nadążasz za moim tokiem rozumowania, to sam bez mojej pomocy uznasz, że nie jest to ani obserwatorium, ani żaden grobowiec. Oto oczom twoim ukazuje się jedna z „najpiękniejszych kobiet świata”! Szczegółowiej rzecz ujmujac jest to najważniejszy „podmiot” ludzkiej prokreacji a mianowicie:

Te 37 głazów w około kopca – to nic innego jak brzuch kobiety. Sam kopiec swoim wypukłymkształtem symbolizuje ciążę, która jak wiadomo trwa dziewięć miesięcy. Sprawcą tego „największego z darów” jest Słońce – czyli nasz „Ojciec – Bóg”. Wracając cyklicznie, co roku o tej samej porze zimowego przesilenia, „odwiedza” swoim „słonecznym promykiem” wnętrze kopca – czyli najważniejsze miejsce w ciele kobiety.

Newgrange 1

Patrząc na zdjęcie od razu można „dostrzec”, że te kamienie z białego kwarcu swoim odblaskiem są jakby podkreśleniem tego „najczulszego” erogennego miejsca. Cóż widać dalej? Pozostałe elementy w swojej wymowie podobne są do tych ze Stonehenge. Ten potężny głaz przy wejściu do kopca, tak ładnie ozdobiony spiralnymi wzorkami – to nic innego jak „substytut” kobiecej kępki włosów nad sromem. Samo wejście – tego nie muszę już chyba tłumaczyć. Wewnątrz kopca są również bardzo ciekawe rzeczy. Długi tunel prowadzący do komory z trzema niszami – to nic innego niż wewnętrzne kobiece narządy z dwoma jajnikami – trójlistna koniczynka. Pozostaje kwestia misy – najważniejszego elementu kopca. Odpowiedzią na tą „zagadkę” jest już Stonehenge. Ta kamienna misa to nic innego jak miejsce gdzie „promyk Słońca zagląda raz na rok”- macica.

W niej to zagnieżdża się ten „dar” od Boga gdzie wzrasta i rodzi się „nowe życie”. Dzięki cykliczności „odradzania się” tego życia jest symbolem perpetuum mobile Wszechświata. Wiedza o cykliczności Wszechświata nie była, nie jest jednak całkowicie zapomniana.W tym miejscu chciałbym przypomnieć to co pisałem we wstępie, iż mity zawierają w sobie więcej prawdy niż nam się zdaje, od obecnej prawdy, która jest tylko mitem. Sentencja ta, użyta tym miejscu, nabiera w końcu swego znaczenia. Przekonać się o tym można zapoznając się z tymi pięknymi mitami: o Dagdzie, bogu Słońca i królu Irlandii oraz jego ukochanej Boand.

Mity także są częścią dorobku, (choć dotychczas „nieznaną”) naszej cywilizacji. Będzie o nich jeszcze mowa przy okazji opisywania innych kultur np.: Egiptu, czy też Grecji. Averbury i Silbury Hill stanowiły kompleks „symbolicznego” Mężczyzny i Kobiety.

Tara

„Niedaleko Newgrange, po drugiej stronie Boyne wznosi się Tara , centrum duchowe i legendarnasiedziba królów Irlandii. Na wzórzu znajduje się Warownia Królewska z otoczonymi wałem i fosą, Siedzibą Króla oraz Domem Cormaca. Pośrodku tego ostatniego stoi „kamień przeznaczenia”, czyli prastary słup płodności i głaz inaugurujący królów Tary.”

Już sam widok tego obiektu z lotu ptaka odbiera oręż z rąk wszelkim „naukowcom”. Kształt tego owalu a w nim dwóch mniejszych kół, z tym „prastarym słupem płodności”, mówi sam za siebie. Ten słup płodności jest takim samym symbolem męskiego nasienia jak głazy Carnac czy Heel Stone w Stonehenge, zaś wzgórze Tara jest kopcem którego znaczenie jest tożsame z Newgrange. Odległość między francuską Bretanią a Anglią czy też Irlandią jest dość duża. Jest jednak coś co łączy te krainy. Tym „spoiwem” jest nazwa tego symbolicznego nasienia – Carnac i Dom Cormac`a.Są to moje „przypuszczenia”, ale Carnac i Cormac mają to same etymologiczne źródło. Źródło to biło nie tylko w tych miejscach, ale to już inna historia.

Wielkie Zimbabwe

 Wielkie Zimbabwe

Wielkie Zimbabwe

Wielkie Zimbabwe – „Ruiny dawnego Zimbabwe bez wątpienia należą do najbardziejimponujących budowli w Afryce południowej i środkowej. Najstarsze osiedle w tym miejscu pochodzi z IV w. p.n.e., ale największy rozkwit przeżyło między X a XV wiekiem. Najważniejszymobiektem jest tu eliptyczna Wielka Zagroda z masywnymi murami, których grubość dochodzi do ponad 6 metrów. Wielkie Zimbabwe prawdopodobnie zawsze pełniło funkcję miejsca kultu. Ruiny na wzgórzu położone o 400 m na północ od Wielkiej Zagrody, pochodzą z najstarszego okresu w historii Wielkiego Zimbabwe i obejmują m. in. Wschodnią Zagrodę, czyli główne sanktuarium, w którym na okrągłych kamiennych platformach wznosiły sie monolity, zwieńczone niekiedy kamiennymi posągami ptaków. Mury Wielkiego Zimbabwe zbudowano ze ściśle dopasowanych granitowych bloków, bez fundamentów i bez użycia zaprawy. Zewnętrzna ściana Wielkiej Zagrody ma 5154 m sześciennych objętości i jest największą zabytkową budowlą w Afryce subsaharyjskiej.Jedną z większych zagadek Wielkiego Zimbabwe jest 10 – metrowa zwężająca się ku górze wieża. Nikomu nie udało się wejść do jej wnętrza i dość powszechnie uważa się, że jest ona wypełnionakamieniami. Do wieży prowadzi długi, mroczny korytarz miedzy wysokimi murami. W Wielkim Zimbabwe znaleziono steatytowe posagi ptaków – bożków i antropomorficzne figury symbolizujące być może zmarłych wodzów bądź klany. Głównym bogiem W. Zimbabwe był Mwari, czyli Stwórca.”

Nie przedłużając zozszyfrujmy od razu ten „kod” z Afryki południowej. Główny kompleks czyli Wielka Zagroda to nic innego niż „męskie klejnoty”. Ta zagadkowa stożkowata wieża jest inaczej niż w poprzednich przypadkach ymbolicznym przedstawieniem męskiego fallusa, zaś ten niezwykły korytarz to równie symboliczne drogi moczowo-płciowe, które doprowadzają „nasienie” do tej „męskiej armaty”. Wschodnia Zagroda stojąca na Wzgórzu Ruin to nic innego niż „cel” tej „armaty”- żeńskie narządy rozrodcze. W tym sanktuarium odbywały się, jak sądzę, doroczne misteria ku czci Boga Mwari – Stwórcy ich i całego świata. Tak jak i w innych przypadkach, spotykamy się tu z Kultem Człowieka Ptaka, świadczą o tym posagi bożków – ptaków. Nie są one „zwykłymi” posążkami – symbolami ptaków, lecz znacznie więcej – symbolizują człowieka przyszłości czyli człowieka, który wzniesie się kiedyś w powietrze i odczyta ich Przesłanie. Wierzyli, że taki dzień kiedyś nadejdzie (i nie pomylili się). Pozostaje kwestia figurek symbolizujacych wodzów czy klany. Niestety nie symbolizują one wodzów. Są to znane nam już wcześniej figurki „Wenus”, a jak już wspominałem – nie są to symbole „Matki Ziemi”. Figurki te służyły do innych celów.

Megalityczna Sardynia

Wszystkie te wcześniej przedstawione symbole geniuszu i przemyślności naszych przodków są pojedynczymi, jednakowoż reprezentatywnymi przykładami swoich kultur. Są one „klasykami”, każda w innej konwencji i w sposobie przedstawienia tematu. Carnac i cała Bretania „słynie” z megalitycznych głazów, prehistoryczne cywilizacje z Wysp Brytyjskich „specjalizowały się” w budowie kręgów i kopców. Inne regiony, także wnoszą coś „nowego” – np.: Zimbabwe – dziesięcio metrowa, zwężająca się ku górze wieża. Jest jednak takie miejsce na świecie, w którym, niczym zwierzęta w Zoo, zebrane zostały prawie wszystkie te tendencje w jednym miejscu. „Zwiedzając” to miejsce, można dzięki nim poznać większość typów i form budowli, które niczym „kopie z kserokopiarki”, powielone zostały później w innych rejonach całego świata. W kształcie tych obiektów można „dostrzec” jakiś architektoniczny archetyp, który powoduje, że rozpoznajemy w nich poszczególne sanktuaria, w wyniku czego można dojść do wniosku, który jednak „niekoniecznie” jest zgodny z prawdą, iż musiały one mieć swój mały „genesis” właśnie w tym miejscu. Takim miejscem jest megalityczna Sardynia.

Domus de janas

„Charakter wyspy określiły dwie ważne kultury: podziemna architektura grobowa (tzw. ipogeum) z trzeciego tysiąclecia p.n.e. i architektura nuragiczna z drugiego i częściowo pierwszego tysiąclecia. Ta pierwsza, zwana pre- nuragiczną przyjmuje najróżniejsze formy: Na wyspie znajduje się ponad 1000 wydrążonych w skałach grobowców zwanych „domus de janas. Jednak najbardziej charakterystyczne dla krajobrazu Sardynii okazują się budowle zwane nuragami , znajdujące się tam od 3800 lat. Jest ich ponad 7000. Religia tego okresu, której główne ślady można jeszcze odnaleśćopierała się na dualizmie: zasada męska – żeńska, ziemia – nasienie, Słońce – Księżyc.

Oddawanie czci Wielkiej Matce – Ziemi sprawiało, że do dziś fascynujące dzieła sztuki tego okresu zdołały przetrwać. Najważniejszym religijnym pomnikiem tej starożytnej sardyńskiej epoki jest wielki ołtarz z Monte d`Accordi. Został on zbudowany z wielkiego czworobocznego tarasu, na który wiedzie długie, charakterystyczne podejście. Jest to jakby połączenie nieba z ziemią poprzez modlitwę, natychmiastowy i bezpośredni związek człowieka z Bogiem. Owo znajdujące się na podwyższeniu miejsce, jedynie na całej wyspie przypomina mezopotamskie zigguraty i powstało około 3 tys. lat przed Chrystusem. Zabytek składa się z prostokątnej platformy o wymiarach 30 x 36 m., znajdującej się o 9 metrów wyżej niż otaczający ją teren. Do tarasu prowadzi długa około 30 – metrowa rampa, podtrzymywana z boków przez olbrzymie głazy. W okolicy znajdują się również dwa menhiry i wielki, płaski, wieloboczny kamień oparty o kilka podtrzymujących go głazów. Wewnątrz wzniesienia odkryto budynek w kształcie prostokąta o wymiarach 2 x 15 m. Znajduje się on na głębokości 5,5 metra w stosunku do platformy i jego usytułowaniezwiązane jest równonocą. Inne interesujące położenie dotyczy boku platformy skierowanego bezpośrednio na punkt wschodu Księżyca. Wszystko mówi tutaj o sakralności – począwszy od menhirów (z których jeden jest z białego wapienia, a drugi z czerwonej ardezji), poprzez ołtarz ofiarny znajdujący się na szczycie, aż po dziwny kulisty kamień wygładzony przez człowieka – Święty kamień Omfalos.

Najsłynniejszym na świecie był omfalos ze świątyni Apolla w Delfach. Także i w innych krajach istnieją duże, okrągłe kamienne głazy. To co czyni je jeszcze ciekawszymi, to fakt, że niektóre z nich posiadają dziwne pęknięcia. Są one tak precyzyjnie dokładne, że nie wydają się być dziełem natury. W połowie drugiego tysiąclecia rodzi się nowa kultura. Powstaje architektura nuragiczna. Od 1500 r. p.n.e. Do VI wieku p.n.e. (tzn do momentu najazdu przez Kartaginę) cywilizacja nuragówprzeżywa ciągły rozwój. W architekturze niespodziewanie pojawia się tholos. Jest to tak zwana fałszywa kopuła: – sposób zamykania budynków w górze na planie koła. Na całej wyspie jest ponad 7000 takich nuragów. Są zbudowane z dużych kamiennych bloków, bez użycia zaprawy. Ich nazwa kiedyś była łączona z fenickim słowem odpowiadającym ogniowi. Wejście do tych obiektów usytuowane jest na linii prostej między wschodem a zachodem. W środku znajdowało sie okrągłe pomieszczenie, w którym mogły występować nisze (do trzech). Czy nuragi, w środku ciemne i pozbawione otworów kominowych bez śladów ich zamieszkania, takich jak pozostałości jedzenia czy garnków (nigdy ich nie znaleziono w żadnych wykopaliskach), mogły służyć do celów mieszkalnych? To raczej niemożliwe. Otwory w nuragach są skierowane w stronę południka lub w kierunku Słońca.

W innych przypadkach badacze stwierdzili, że obiekty te były zorientowane na wschodzące, bardzo jasno świecące gwiazdy, takie jak Syriusz, Rigel, Rigl. 8 VI o jedenastej rano poprzez górny szczytowy otwór w dwóch nuragach Aiga w Abbasanta i Briola w Aidomaggiore, Słońce do wnętrza obu budowli przesyła promień oświecając jedną z nisz znajdujących się w cyklopicznych nuragach. Jest ich około 35. Każdy z tych grobów składa się z długiego korytarza z wejściem po przeciwnej stronie. Najbardziej spektakularną budowlą ludzi epoki nuragicznej była świątynia ze studnią. W miejscu, gdzie znajdowało się źródło, lub gdzie podziemna żyła wodna prawie dochodziła do powierzchni, konstruowano podziemną komorę, ze znajdującym się prawie na poziomie powierzchni tzw. Tholos. Aby dostać się do podstawy komory, należało zejść po dość stromych schodach. Na wyspie istnieje około 30 takich świątyń studziennych. Do studni SantaCristina idzie się wąską dróżką. Świątynia składa się z samej studni, do której prowadzi wejście w kształcie trapezu. Jest ona otoczona ogrodzeniem w formie dziurki do klucza i drugim w kształcie okręgu. Geometria studni Santa Cristina została zbadana najlepiej ze względu na jej doskonały stan, dający możliwość dokonania dokładnych pomiarów. Najbardziej interesującym rezultatem okazał się pomiar dotyczący maksymalnej odległości zenitalnej, odnoszącej się do widoczności, jaką uzyskuje obserwator znajdujący się na północnej stronie studni. Wynosi ona 11stopni 5 minut iodpowiada precyzyjnie minimalnej odległości zenitalnej Księżyca dla szerokości geograficznej studni Santa Cristina. W związku z tym, Księżyc w fazach swej największej deklinacji odbija się przez krótki okres czasu w głębi studni, (zwłaszcza w grudniu i styczniu) odpowiadają pełniom Księżyca i jego zaćmieniom, przynajmniej raz w roku, podczas przejścia przez południk, około północy w studni odbija się Księżyc w pełni.” cytat: Joanna Burakowska, „Nieznany Świat”, 2001/11

Sardynię można porównać do istnej „wyspy kobiet” – Lesbos , znanej z innej „opowieści”. Wszystkie te „domus de janas”, „nuragi”, a nawet studzienne świątynie są to w bardzo „symboliczny” sposób przedstawienia żeńskich „walorów”, identyczne w swojej idei z wcześniej opisywanymi. Każda cywilizacja, każda kultura budowała te swoje „sanktuaria je ności przeciwieństw” w inny sposób. Domus de janas – swoim kształtem przypominać mają żeńskie narządy płciowe. Największy otwór na dole to wejście do pochwy, zaś dwa małe otwory nad tym otworem to symbol żeńskich gonad.

Nuragi

Po przełomie z połowy drugiego tysiąclecia także i nuragi przedstawiają powyższe narządy. Nuragisą już „tylko” wieżami z jednym otworem, jednakże o porównywalnym z domus de janas znaczeniu o czym świadczy promień Słońca wnikający do ich wnetrza. O tym, że świątynie studzienne także są symbolem kobiety świadczy ich kształt (dziurka od klucza), oraz największy dowód – woda w studni. Przypomnijmy sobie Averbury – gdzie to jego budowniczowie zastosowali podobny „manewr”. Ten odbijający się w głębokiej studni Księżyc – symbolizuje oczywiście tego rodzaju kłopoty jakie mają wszystkie dojrzałe kobiety w każdy „księżycowy” miesiąc.

studnia Santa Cristina

W istocie, bardzo przemyślany to sposób zaprezentowania „tematu”. Ta „księżycowa kobiecość” będąca symbolem zmienności będzie odtąd, wyznaczać kontrapunkt dla mężczyzny widzianego jako Słońce, który – tak jak Słońce dla symbolicznej Ziemi – jest „sprawcą” kobiecej brzemienności. Tak więc, symbolem Kobiety – jest Księżyc, zaś symbolem Mężczyzny – Słońce.

W tym miejscu chciałbym podkreślić jedną bardzo ważną rzecz. Otóż po bliższym przyjrzeniu się kształtom domus de janas oraz budowli z Goni Pranu Mutteddu z okolic Caglian, można dość do wniosku, że te obiekty są identyczne z tymi z: Boliwii (Brama Słońca w Tiahuanaco), Meksyku (Świątynia Lalek w Dżibilchaltum), Angkor Wat i innych! Studnie w ziemi odbijające światło Księżyca, swoim kształtem wejścia (podobnego do dziurki od klucza), spotykane są także m. inn. w Japonii, Chinach, czy też w Dolinie Indusu!

Opisany został element żeński. A gdzie „męska – antagonistyczna połówka”? Jest także i ona. Reprezentują ją „Grób Gigantów” w Sa Enaje Thomes – fallus, menhiry oraz święty kamień – Omfalos, który w tej „opowieści” symbolizuje – jeden plemnik, z którego po połączeniu się z elementem żeńskim „powstaje” „ludzkie nasionko” To stylizowane pękniecie przypomina – „ziarenko grochu”, z którego wyrasta cała roślina – „człowiek”. Takie „ziarenka” można spotkać także i w innych cywilizacjach. Czymże są: kamienne głowy Olmeków, bryły platońskie znalezione w Szkocji, kamienny delfijski Omfalos – jak nie takim właśnie „ziarenkiem – człowiekiem”?

Omfalos – już sama nazwa wskazuje na bezpośredni, nie tylko etymologiczny, związek z fallusem. „Strugi energii” znane z Carnac również występują na Sardynii podobnie jak i słynne figurki„Wenus”, których symbolika jest oczywiście odmienna od „Matki Ziemi”. O budowlach i architektonicznych kompleksach znajdujących się na innych kontynentach, będzie jeszcze „mowa” w innych rozdziałach.

Kilka przykładów

Visbeck – Okolica Ahlhorn, Visbeck, Dotlingen i Wildeshausen o powierzchni 39 ha. Tworzy czysto magiczny kwadrat zawierający ok. 500 kamiennych kręgów i megalitów. Nazwa jednego z kręgów –Visbecker Braut (Panna Młoda z Visebeck) istniała na mapie z 1765 r., a że w okolicy znajduje się także Glaner Braut jest to wskazówka, że kręgi częściej służyły zaślubionym niż pogrzebom.

Tańczące kamienie” – największy kamienny krąg w Niemczech – Visebecker Broutigam (Pan młody z Visbeck), o długości 104 m. i szerokości 8-9 m. – 130 głazów.

Stół ofiarny” – najczęściej fotografowany kamień w Niemczech. Zachowana część „blatu” waży ponad 40 ton – aktualna długość 5 m., szerokość 3 m., grubość do 1,2 m .

Visbek, Stół ofiarny

„Stół ofiarny” wcale nie jest tym, czym chcą go widzieć „znawcy”. Ten najczęściej fotografowany kamień jak wskazuje na to jego kształt, a zwłaszcza wcześniej opisywany kontekst to nic innego tylko ogromny fallus.

Gigant Cerne – Na stoku kredowego wzgórza uwieczniono postać nagiego mężczyzny z maczugą w dłoni. Jak widać najważniejszymi elementami tego rysunku jest maczuga i wyraźnie „bojowo nastawiony fallus”.

Gigant Cerne

Całość tego rysunku ma niezaprzeczalny związek z Konkluzją, a więc, że to właśnie fallus jest najważniejszym „modulatorem” naszej ewolucji: począwszy od człowieka prymitywnego (stąd maczuga), aż do chwili obecnej.

Long Man – „Długi człowiek” z Wilmington – powstał z prostokątnych kamiennych płyt, które o zmierzchu odbijają światło.

Long Man z Wilmington

Jest to oczywisty symbol „zgodności przeciwieństw”. Człowiek „doskonały” opiera się lub trzyma dwie laski – czyli przeciwstawne sobie siły. Jeśli z jednej strony Mężczyzna – Słońce, to z drugiej Kobieta – Księżyc. Żadna z tych stron nie powinna, wręcz nie może, być większa, silniejsza od drugiej. Jeśli jakaś strona osiągnie przewagę nad drugą – nie będzie człowieka doskonałego, nie będzie harmonii między tymi dwoma siłami.

Kult Słońca – jest symbolicznym przedstawieniem „Boga – Stwórcy”. Kobieta i Mężczyzna „dzięki” swemu dymorfizmowi płciowemu, stanowią doskonały przykład dualizmu – czyli przeciwnościdwóch zasad: męskiej i kobiecej, Słońca i Księżyca. Tym dualizmem, człowiek „przedpotopowy” daje nam do zrozumienia, że podstawą naszej egzystencji jest jedność przeciwieństw, co w ogólniejszym znaczeniu odnosi się do cykliczności wszechświata. Kopiec Węża, Long Man – dobitnie o tym świadczą. Dualizm: dobro i zło – początek i koniec Świata, który jest „Megacyklem” – jest Życiem i Śmiercią całego Wszechświata.

Rozdziały IX, XIII, XIV, XV

Mezopoptamia – czyli Kobieta

 

„Mezopotamię, czyli Międzyrzecze, krainę pomiędzy dwoma wielkimi rzekami – Tygrysem i Eufratem – często nazywa się „kolebką historii”. Około 10.000 lat p.n.e. ludzie zaczęli tu uprawiać ziemię, opanowali sztukę tkania płótna i udomowili pierwsze zwierzęta. Osiedla budowano z suszonych na słońcu cegieł z mułu, jedno na drugim, tworząc stopniowo wyraźne wzniesienie na rozległej równinie, w których ślady historii dotrwały do naszych czasów. Ur, gdzie ludzie żyli już w IV tys. p.n.e. stało się stolicą państwa Sumerów w XXV w p.n.e. Zawartość setek grobów nie pozostawia wątpliwości, co do wielkiego bogactwa miasta.

Znalezione ciała kobiet z ozdobami głowy za złota, lapis lazuli sugerują też, że składano tu ofiary z ludzi. Brak śladów walki może wskazywać, iż ci, których przeznaczano do służby na tamtym świecie, przed zabiciem byli najpierw usypiani narkotykami. W panteonie Sumerów znajdowało się wielu bogów, a każde miasto miało wśród nich własnego patrona, w przypadku Ur był to bóg księżyca,Nanna, czczony w świątyni Enunmak wraz z żoną Ningal, (która miała też własną świątynię i kapłankę). W poczet bogów zaliczano także władców, m. in. Urnamunu, który wzniósł większość świątyń i stworzył potężne imperium. Jego następcy okazali się znacznie mniej utalentowani i w 2006 r. p.n.e. Ur zostało podbite przez Elamitów, którzy pozwolili miastu obrócić się w ruinę. Według Biblii w Ur Chaldejczyków urodził się Abraham. Największy rozkwit miasta położonego na wschodnim brzegu Eufratu nastąpił około 2100 p.n.e., za panowania Urnammu. Centrum miasta stanowił otoczony murem święty obszar z potężnym zigguratem i świątyniami w większości poświęconymi bogowi księżyca Nannie, oraz jego żonie Ningal. W latach 20 XX wieku brytyjski archeolog Leonard Woolley odkopał tu ogromny cmentarz królewski (ok. 2600 – 2300) z prawie 1500 grobowcami pełnymi cennych przedmiotów, które świadczyły o bogactwie cywilizacji Sumerów.”

Proces tworzenia historii od początków Życia na Ziemi aż po dzień dzisiejszy stanowi pewien logiczny ciąg. Jedna epoka czy era następuje po drugiej stale jednak prąc w tym procesie do przodu. Nic w naszej historii nie dzieje się od nowa. Tak też to co było tematem poprzedniego rozdziału: budowle i kamienne kompleksy europy zachodniej są integralną częścią innych budowli, w innych czasach. W epoce „przedcywilizacyjnej” były to dość „prymitywne świątynie” jednakże stanowiły one „wzór” dla innych bardziej zaawansowanych i bardziej efektownych w swoim rozmachu budowli. Należy podkreślić, że głównym „spoiwem” idei budowy tych obiektów były mity i wierzenia tych wielkich cywilizacji. Dzięki nim można dostrzec, że ich wiara w „Boga – Stwórcę”, w początek stworzenia świata była taka sama jak wiara tamtych kamiennych „przedcywilizacji”. Świadczy to o ciągłości wierzeń oraz o tym, że wiara i mitologia „tamtych” plemion i ludów była inspiracją dla „tych” ludów sprzed epoki pierwszych starożytnych cywilizacji.

Stary Testament, który jest podstawowym źródłem poznania wiary i religii naszych przodków został napisany pomiędzy 1200 a 150 rokiem p.n.e. Sprawy i tematy zawarte w tej księdze nie wzięły swego początku z wiedzy ludzi żyjących tylko w tym okresie. Wiedzę zaczerpnięto z wiary ludów „przedcywilizacyjnych”. Między wierzeniami „przedcywilizacyjnymi” a wiarą zawartą w Biblii jest pewna luka. Nie może ona być jednak przestrzenią niezagospodarowaną. Lukę tę w bezdyskusyjny sposób wypełniają mity i wierzenia prehistorycznych cywilizacji. Przekonywującym dowodem na to są mity starożytnego Sumeru.

Dzięki poznaniu czasów „przedpotopowych”, można z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że tak i jak wszystkie tropy – mity są w zaszyfrowany sposób przekazem całej prawdy o przeszłości i przyszłości wszechświata. Dokładnie czytając „opowieści” sumeryjczyków i kananejczyków, widać jak pod mikroskopem, że „mity” te nie są żadnymi mitami czy też bajkami, lecz takim samym jak Kopiec Węża, czy Long Man – śladem wiodącym do poznania prawdy. Podobnie ma się rzecz z wszystkimi innymi „śladami z przeszłości”. Przypomnijmy sobie zatem jaki element architektury Sumeru tożsamy jest z „muzeum” znajdującym się na Sardynii. Zigguratowi Nanny znajdującemu się w Międzyrzeczu, odpowiada Wielki Ołtarz z Monte d’Accoddi. Sumeryjski Ziggurat – podobnie do sardyńskiego Wielkiego Ołtarza – góruje nad całym Ur.

Ziggurat

Najbardziej charakterystycznym elementem zigguratu są monumentalne schody wiodące do najświętszego miejsca w mieście – Domu Nanny. Tak jak na Sardynii, tak w Ur na szczytach tych budowli odbywały się podobne w swoim charakterze uroczystości ku czci Boga – Księżyca, który był symbolem kobiet – (tak samo zmiennej jak Księżyc). Tak wiec ten potężny ziggurat, w swojej wymowie jest kolejnym, jakże symbolicznym przedstawieniem kobiety. Te schody, patrząc od dołu piramidy, wydają się być przedstawieniem drogi wiodącej do najbardziej intymnych części ciała kobiety. Jakże podobne jest to w swojej wymowie do Stonehenge, Newgrange, Kopca Cachokia, Chichen Itza, i innych. Wszędzie tam panował ten sam kult, te same wierzenia. Czym jednak oprócz monumentalności wyróżnia się to święte miasto Sumerów. Otóż, sama ta piramida nie jest jeszcze największym przedstawieniem Boga – Księżyca, nie jest nim nawet całe miasto Ur z jego wierzeniami. Zamysł jaki powstał w głowach tych „przedpotopowych” ludzi był zaiste bardzo łatwy a zarazem trudny do rozszyfrowania. Wiedzieli oni o Kulcie Ptaka, że nadejdzie taki dzień kiedy człowiek nie tylko będzie mógł wznieść się w powietrze i to co zobaczy nie wyda mu się tylko przypadkowym zbiegiem okoliczności, lecz dzięki temu zrozumie genialność tych, którzy tworzyli te cywilizacje. Tworzyli je nie po to by je tylko tworzyć, ale by po nich pozostały ślady, tropy w postaci tych właśnie „kamiennych pomników”.

Przyglądając się mapie z zaznaczonymi miejscami największych starożytnych cywilizacji, od razu można zauważyć, że powstawały one nad brzegami jednych z największych rzek na Ziemi. Jaka mogła być tego przyczyna? To oczywiste – występowały tam najbardziej dogodne warunki do życia. Czym w takim razie wyróżnia się Sumer ze swoim kultem Księżyca. Już sama geograficzna nazwa tego miejsca – Mezopotamia, czyli Międzyrzecze – wskazuje nam trop wiodący do poznania prawdy.

Otóż, ci „przedpotopowi” myśliciele, postanowili z Międzyrzecza uczynić największe z możliwych, kosmicznej wręcz skali „sanktuarium” Kobiety.

Mezopotamia

Najdobitniej o tym świadczy kształt tego międzyrzecza. Są to dwie rzeki Tygrys i Eufrat, które zwężając się ku dołowi tworzą bardzo wyraźnie, najważniejszą część kobiecej fizys.

Jest jeszcze jedna, bardzo interesująca z historycznego punktu widzenia sprawa. Zanim w Ur „rozpanoszył się” Kult Kobiety – Księżyca, na tym terenie królował inny kult – Kult Słońca, który jak wiadomo był powszechnie znanym symbolem Stwórcy Życia. Przypomnijmy sobie Stonehenge, Newgrange i rolę Słońca w wierzeniach tych ludów. Proszę się nie obawiać, żadnego „zamachu stanu” nie było, ta „zamiana” kultów w Ur była całkowicie „bezkrwawa”.

Jak już wspominałem, kształt Międzyrzecza jest niemal idealny by utworzyć na jego „odnóżach” symbolu Kobiety – Księżyca. Na wyjaśnienie tego jak wyglądał ten proces „zamiany” kultów, naprowadza nas Leonard Woolley – odkrywca królewskiego cmentarza. Jak wiemy cmentarz ten powstał ok. 2600 – 2300 r. p.n.e., a wiec przed największym rozkwitem miasta Ur i jego zigguratu – (2100 r. p.n.e). Woolley w grobach tych odnalazł bardzo wiele przedmiotów zarówno użytkowych jak i dekoracyjnych. Miedzy innymi: figurki kozłów stojących na tylnych nogach, czy też wspaniały hełm z elektronu (stop złota i srebra). Większość tych odkryć dokonano w grobowcu zwanym – Wielkim Szybem Śmierci. Prawie wszystkie teprzedmioty wykonane są ze złota. Złoty kolor jak wiadomo przynależny jest Słońcu a nie Księżycowi, któremu bardziej „odpowiada” kolor srebra. Tak więc w epoce „przedksiężycowej” panował kult Słońca – Stwórcy Człowieka. Pozostałością po tym kulcie są mity i wierzenia, które tak szybko nie znikają. („Kozioł w lesie” – to oczywiście symboliczne przedstawienie Boga -Słońce. Widok rozwiniętych złotych skrzydeł kozła, w rzeczy samej stanowił piękny symbol Słońca. Złoty hełm Meskalamduga – to nakrycie głowy sumeryjskich królów, którzy z pewnością symbolizowali Boga – Słońce na ziemi, podobnie jak się to miało z innymi, bardziej znanymi królami np.: Ludwik XIV – zwanym Królem Słońce. Jak już wspomniałem, ta „zamiana” kultów przeprowadzona została „bezkrwawo”, więcej nawet, była to największa i najwspanialsza ceremonia w całej historii starożytnego świata. Nie był to w żadnym razie pogrzeb ani człowieka, ani króla, tylko symboliczne pożegnanie się z Bogiem – Słońcem, Stwórcą Człowieka, który odszedł w zaświaty, ale tak jak Słońce co dzień „powraca”, tak i on kiedyś powróci, by swoim światłem „odrodzić” Życie na Ziemi.

Potwierdzeniem tego, iż rzeczywiście była to wielka i jedyna w swoim rodzaju uroczystość przekonuje Wielki Szyb Śmierci, który jest miejscem „tylko tymczasowego” spoczynku Boga (złote przedmioty, a także służące, które towarzyszą Bogu w jego wędrówce po świecie ciemności). Na potwierdzenie tego, że w „przedksiężycowym” Sumerze obowiązywała taka sama wiara, jak w pozostałych częściach całego świata świadczy płaskorzeźba z ok. 2700 r. p.n.e., wykonana na kamiennej misie. Jest to znakomity przykład dualizmu. W swojej formie i układzie symboli jest identyczny z ideą Kopca Węża, Long Man`em, i inn. Ta zasada Dualizmu jest „znakiem rozpoznawczym” wszystkich cywilizacji i kultur na całym świecie, powstałych w różnym czasie historycznym. Tak więc Międzyrzecze było, jest, i na wieki już będzie symbolem Kobiety – znanej z „księżycowej” zmienności. Jest ona pierwszą z dwu stron dualistycznej koncepcji, która odpoczątków naszej historii przenikała i przenika swoją obecnością, wszystkie starożytne i nowożytne cywilizacje.

Rozdział XIII 

Egipt – czyli Mężczyzna, część pierwsza – Głowa

Cywilizacja starożytnego Egiptu jest naszą poszukiwaną drugą połówką dualistycznej jedności. W poprzednim rozdziale aby potwierdzić, że Międzyrzecze przypomina Kobietę potrzebne było tylko jedno spojrzenie na mapę aby się o tym przekonać. Także i teraz proszę o takie same wnikliwe spojrzenie na rzekę Nil. Jak widać bieg rzeki Nil wręcz idealnie pasuje do tego by uznać jej kształt za symboliczne przedstawienie wizerunku Mężczyzny.

Starożytny Egipt - mapa

Kształt Międzyrzecza wyobrażał Kobietę w pozycji frontalnej. W sytuacji Nilu jest to niemożliwe, dlatego też wyobrażenie Mężczyzny na mapie jest zarysem sylwetki przedstawionej z profilu. Czy sprawiły to siły natury, nie nam to oceniać. Ważnym jest jednak to, że ludy i plemiona żyjące na tym terenie wykorzystywały bieg rzeki do tego by uczynić z niej największy z możliwych „sanktuariów” męskiego ciała. O tym, że był to wybór świadomy świadczy cała sztuka malarska i rzeźbiarska. Nieprzypadkowo sylwetki wszystkich niemal postaci przedstawione są tak jak Nil, z profilu. Profil ten jest programowo, a także i w pewnym sensie podświadomie wprowadzonym kodem, kanonem tworzenia wizerunku człowieka, na ścianach świątyń i grobowców w całym Egipcie.

Na przykładzie Mezopotamii starałem się udowodnić, że najcenniejszym „spadkiem” po tej cywilizacji jest Kult Kobiety – Księżyca z jego najważniejszą „personifikacją” – zigguratem na czele. Takim samym wiekopomnym „dziełem” miało być utworzenie cywilizacji opartej na rzece Nil. Zakładając hipotetycznie, że nie było w tym żadnego wcześniej przemyślanego planu zbudowania „sanktuarium” męskiego wizerunku, to można by domniemywać, iż na tym terenie dzisiaj powinno się znajdować się zaledwie kilka niewiele istotnych „pomników”- szyfrów z przeszłości – co jak „widać” nie jest prawdą. Jak już wspomniałem, ludzie żyjący na terenie żyznego półksiężyca wpadli na genialny pomysł zbudowania „megasymbolu” Kobiety i Mężczyzny w wymiarze przekraczającym ludzką wyobraźnię. To co było w planach tych „przedcywilizacyjnych” ludów – zostało wykonane.Nikt, ani nic, nie mogło im w tym przeszkodzić. Pierwszym krokiem w realizacji tego celu był „pochówek” Kultu Boga – Słońca w Szybie Śmierci i zastąpienie go Kultem Kobiety Księżyca. Aby te zmiany doprowadzić do końca trzeba teraz było „tylko”- zbudować cywilizację na terenach przez które przebiegała rzeka Nil. Nastąpiła inkorporacja tego terenu przez wysłanników z Międzyrzecza.Nie była to krwawa rozprawa z tubylcami tylko stopniowe „ucywilizowywanie” tych terenów (koło garncarskie, pismo, metalurgia, ceglane mury). Proces tworzenia tych gigantycznych „tropów” trwał nawet nie setki ale tysiące lat. Przez te wszystkie lata głównym zadaniem, graniczącym nieomal z obsesją, było tworzenie „na mapie” Egiptu obiektów, które swoją „charakterystyką” odpowiadałyby najważniejszym częściom męskiego ciała.

Delta Nilu jest zatem odpowiednikiem głowy. Rozgałęzienia rzek w tej delcie doskonale „imitują” korę mózgową i połączenia między komórkami nerwowymi. Poniżej usytuowane są wszystkie inne części głowy: oczy, usta, nos, zęby. Najważniejszą częścią głowy jest mózg a w nim niewielki gruczoł – szyszynka, to od niego rozpocznę całą tą „opowieść” o Egipcie i twórcach symbolu Mężczyzny – Słońca. Zastanawia jednak jedna rzecz. Budowa tego „sanktuarium” jak już wspomniałem trwała kilka tysięcy lat. Jaka więc siła utrzymywała tych ludzi w tym, rozciągniętymna tysiąclecia, procesie tworzenia tego symbolu? Myślę, że taką siłą dającą energię dla tak szaleńczego w swoich rozmiarach czynu mogła być tylko tylko wiara i nadzieja. Wiara w Boga – Stwórcę, który tak jak Bóg „Noemu” nakazał budowę „Arki”, tak oni, jak i ich poprzednicy z epoki „przedcywilizacyjnej”, musieli (kierowani wewnętrznym nakazem) pozostawić po sobie ten symbol dualizmu. Dzięki tej „kamiennej Arce” mieli nadzieję, że przyjdzie taki czas, czas przełomu, kiedy Człowiek „przejrzy na oczy” i odczyta ich „przesłanie”.

Proces tworzenia poszczególnych elementów tego „przesłania” przebiegał etapami. Na tak wielkie przedsięwzięcie, które ich czekało mogło sobie pozwolić tylko bardzo bogate społeczeństwo, na dodatek w szczytowym momencie swego rozwoju. Za każdym razem kiedy rosła siła i znaczenie Egiptu, odzywała się zakodowana w umysłach następnych pokoleń koncepcja budowy względnie rozbudowy, największego daru Egipcjan dla Boga, dla nas, a także w końcu i dla nich samych. Do budowy tych wszystkich obiektów nie trzeba było nikogo zmuszać. Przy wszystkich, nawet największych piramidach, budowanych w pocie czoła nierzadko przez kilkadziesiąt lat, pracowali nie „niewolnicy” ale ludzie doskonale świadomi tego co, po co i dla kogo to robią.

Sakkara – szyszynka

„Jako pierwszy szyszynkę opisał grecki anatom Herofilus, żyjący w IV wieku p.n.e. Wysunął on teorię, zgodnie a którą gruczoł ten miałby służyć kontrolowaniu przepływu myśli, co było przypuszczeniem uzasadnionym, wziąwszy pod uwagę centralne ułożenie tego gruczołu w mózgu. Ponad dwa tysiące lat później XVII- wieczny filozof i matematyk francuski Kartezjusz, stwierdził, że szyszynka jest prawdopodobnie „siedliskiem wyobraźni” i pełni funkcję swoistego korytarza komunikacyjnego, który pozwala duszy i umysłowi wywierać wpływ na ciało fizyczne. Szyszynka to niewielki organ, niewiele większy od ziarenka grochu, o kształcie szyszki sosnowej.Zastanawiający może być fakt, że szyszynka jest organem wrażliwym na światło, a zwłaszcza na pory dnia i nocy. Właściwość tę przypisuje się bezpośredniemu połączeniu nerwowemu z siatkówkąoka. Połączenie takie jest ściśle związane z obecnością w ludzkim organizmie melatoniny, jedynego znanego nam hormonu wydzielanego przez szyszynkę, który reguluje stan snu i przebudzenia oraz procesy zachodzące w organizmie w cyklach 24- godzinnych. Poziom wydzielania melatoniny do krwiobiegu zależy wyłącznie od ilości światła w otoczeniu. Melatonina wytwarzana jest tylko nocą. Silne światło wstrzymuje jej produkcję i po zapadnięciu zmroku hormon ten przygotowuje wszystkie układy organizmu do snu. Istnieje ponadto niepotwierdzony dotąd związek melatoniny i wydłużonych rytmów biologicznych o okresie miesięcznym (takich na przykład jak menstruacja) lub dłuższym nawet rocznym. Ponieważ melatonina wyraźnie związana jest z naszym postrzeganiem upływu czasu, nietrudno zaobserwować sposób w jaki zmiany w poziomie melatoniny we krwi i mózgu mogą wpływać na nasze widzenie świata. Zaburzenia w odczuwaniu upływu czasu i stany „bezczasowej” ekstazy, o których mówią osoby praktykujące medytację lub stosujące środkipsychotropowe, są zapewne na płaszczyźnie fizycznej uwarunkowane poziomem melatoniny, a więc pracą szyszynki. cytat: „Factor X”, 2001/63

Szyszynka

Dlaczego gruczoł ten jest tak ważny dla organizmu człowieka będzie o tym jeszcze „mowa”, jednakże zachodzi pytanie: jaki sens i znaczenie dla rozpatrywanego tu tematu ma szyszynka? Nie jest to już „kamyk” ale ogromny „megalityczny głaz”. Przypomnijmy sobie jaki obiekt jako pierwszy został zbudowany w starożytnym Egipcie a także jak on wygląda. Chodzi tu w szczególności o jego kształt, oraz w jakim miejscu na mapie jest on usytuowany. Kto choć trochę orientuje się w historii i sztuce starożytnego Egiptu ten z pewnością już wie co będzie początkiem tego rozdziału. Tak, tą pierwszą monumentalną i dość nietypową, w swoim architektonicznym kształcie budowlą była i jest do tej pory Piramida Schodkowa znajdująca się w Sakkarze.

Piramida schodkowa w Sakkarze

Czyż kształt tej piramidy nie kojarzy się z „szyszkowatym” kształtem szyszynki? O tym, że jest to symboliczna szyszynka w naszym symbolicznym Mężczyźnie przekonuje nie tylko kształt tej piramidy ale także i jej usytuowanie na planie rzeki Nil – w miejscu odpowiadającym, jakże by inaczej – głowie, a szczegółowiej w mózgu „Megaczłowieka”. Archeolodzy oraz różni mniej lub bardziej poważni „naukowcy” czy fantaści próbowali i nadał próbują rozszyfrować fenomen tej piramidy. Na jej temat powstało mnóstwo teorii związanych z celem budowy tak niepowtarzalnego obiektu a także z jego architektem Imhotepem, który zaprojektował tę piramidę dla faraonaDżesera ok. 2630 r. p.n.e.

„Starożytne cmentarzysko w Sakkarze, znajdujące się na pustynnym płaskowyżu w odległości około 30 km. Od Kairu, jest jednym z najbardziej znanych i odwiedzanych miejsc w Egipcie. Stanowi część olbrzymiej nekropolii – rozciągającej się na przestrzeni ponad 30 km. – starożytnegoMemfis. Powstanie Memfis zbiega się w czasie z początkami dziejów Egiptu i miało miejsce około 3100 roku p.n.e., kiedy to postanowiono utworzyć wspólną stolicę, zjednoczonych właśnie, Dolnego i Górnego Egiptu. Wybrano miejsce, gdzie wąska dolina Nilu zaczyna się rozszerzać – u szczytu delty Nilu. Herodot przypisał założenie Memfis mitycznemu twórcy egipskich dynastiiMenesowi – który, po nowszych badaniach, identyfikowany jest z Ahą, królem pochowanym na cmentarzu Abydos w górnym Egipcie.” cytat: Colin Renfrew, Archeologia.

Na płaskowyżu Sakkary, około połowy trzeciego tysiąclecia p.n.e. wielce uzdolniony architektImhotep wybudował niezwykły kompleks piramidy schodkowej Dżesera, króla z III Dynastii, tym samym czyniąc jego imię nieśmiertelnym.” cytat: Colin Renfrew, Archeologia. Piramida Dżesera swoim schodkowym kształtem naśladuje najważniejszy dla ludzi z epoki starożytnego Egiptu narząd – szyszynkę, która jak wiadomo jest jednym z najistotniejszych gruczołów w organizmie człowieka. Wszystkie inne gruczoły np.: trzustka, przysadka, tarczyca, są równie ważne, ale szyszynka ma swoje znaczenie, które można pojąć jedynie w kategoriach magii czy mistyki.

„Otwarcie tzw. Trzeciego oka jest na Wschodzie powszechnie uznawanym symbolem oświecenia i zdolności paranormalnych. W tradycji mistycznej i religijnej jest ono zazwyczaj umiejscowionepośrodku czoła, tuż powyżej brwi. W dzisiejszych czasach nikt jednak nie oczekuje, że owo „ znamię” duchowej mądrości mogłoby przybrać realną fizyczną formę i pojawić się jako prawdziwe oko. Nie zawsze jednak tak było. Jak głosi legenda, nasi odlegli przodkowie naprawdę mieli pośrodku czoła jeszcze jedno oko, które pozwalało im spoglądać w głąb królestwa duchowego. Z upływem czasu, gdy stosunek ludzi do rzeczywistości stawał się coraz bardziej materialistyczny, niewykorzystywany dostatecznie organ stopniowo zanikł i wtopił się z powrotem w mózg. Wprawdzie organ ten jest teraz ukryty głęboko wewnątrz kory mózgowej, zdaniem niektórych możliwe jest ponowne jego uaktywnienie. To, co dziś nazywamy otwarciem trzeciego oko, polega na pobudzeniu ukrytych mocy poprzez odpowiednie ćwiczenia. Mistycy używają trzeciego oka do obserwacji istniejących poza światem materialnym, które nie są dostępne dla zmysłu wzroku: rzeczy dziejących się w innym miejscu i w innym czasie lub w umysłach innych osób. Otwarcie trzeciego oka wiąże się więc z posiadaniem umiejętności paranormalnych,takich jak jasnowidzenie, podróże astralne, bilokacja (przebywanie w dwóch miejscach jednocześnie) i telepatia. Kojarzone jest też z wszelkimi przeżyciami mistycznymi. Wiara w trzecie oko jest ściśle związana z jeszcze inną koncepcją filozofii Wschodu: koncepcją energii życiowej, w tradycji jogicznej nazywanej prana, a w tradycji chińskiej – chi. Osoby praktykujące jogę, twierdzą, że trzecie oko można otworzyć poprzez medytację, pracę nad wyobraźnią, ćwiczenie oddechowe i przyjmowanie określonych asan, czyli pozycji gimnastycznych (np.: pozycji lotosu), należących do ćwiczeń jogicznych. W jodzetantrycznej lub jodze kundalini otwarcie trzeciego oka osiąga się poprzez podnoszenie energii seksualnej powstającej w pierwszym czakramie aż do czubka głowy. Najczęściej stosowaną metodąwiodącą do tego celu jest przyjmowanie pozycji seksualnych, które pozwalają w nieskończoność odwlekać orgazm” cytat: Factor „X”, 2001/63

W poprzednim rozdziale twierdziłem, że we wszystkich regionach świata, na wszystkich jego kontynentach, panowały te same wierzenia i rytuały uroczystych ceremonii związanych z kultem Boga – Słońca – inspiratora Życia na Ziemi. Wiedza tych cywilizacji pokryła się „paty” nowych religii. Na przykład starożytne Indie w III tys. p.n.e. zamieszkiwały ciemnoskóre ludy drawidyjskie. Dopiero około 1500 r. p.n.e. Ariowie podbili tutejszą ludność. Drawidzi zamieszkiwali Dolinę Indusu i byli czcicielami fallusa. Wraz z Ariami „przybyły” nowe wielkie systemy religijne: Hinduizm i Buddyzm. W Chinach przed konfucjonizmem oddawano cześć Ziemi – Matce życia rozumianej jako mieszkanie zmarłych przodków. Kofucjusz połączył wierzenia chińskie (kult przodków) z systemem etyczno  – religijnym. Tak więc, poznając zdawałoby się, że prymitywne i „schowane” w głębi naszej przeszłości: wierzenia, mity i rytuały, możemy dziś poznać i zrozumieć, co było „prawzorem” dla „nowych” religii i wierzeń.

Dlatego też te „pozostałości” wiedzy naszych przodków zachowane w postaci karykaturalnej wiary w trzecie oko – też mogą być jakimś tropem wiodącym do poznania prawdy. Wbrew pozorom, nie jest to trop fałszywy. To, co uczynili z tą wiedzą hinduiści, już wiemy – została ona wkomponowana system praktyk medytacji jogistycznej. Ale tak jak w każdej bajce jest ziarno prawdy, tak i religia hinduistyczna wskazuje na to, że starożytni Egipcjanie także widzieli w szyszynce mistyczny organ, który był symbolem duchowego oświecenia. Biorąc więc wszystko powyższe pod uwagę, można z cała pewnością stwierdzić, że: Schodkowa Piramida Dżesera – jest symbolicznym przedstawieniem szyszynki.

Dolny Egipt

Chociaż z mistycznych powodów był on dla Egipcjan najważniejszy, to aby plan budowy mężczyznyoparty na biegu rzeki zrealizować do końca, potrzebne były także i inne obiekty. Sakkara swoją piramidą symbolizuje centralnie usytuowaną szyszynkę, ale mózg człowieka składa się także i z innych części: przysadki, podwzgórza, móżdżku oraz z największej i najbardziej widocznej – kory mózgowej.

Nos, Oko, Zęby, Jama ustna

Teraz znowu potrzebna będzie mapa. Jak z osiągnięć archeologicznych wykopalisk wiadomo, udało się „przywrócić do życia” prawie wszystkie już, najważniejsze starożytne nekropolie. Aby jakoś uporządkowac te obiekty na mapie, najlepiej będzie „przyjrzeć się” tej naszej symbolicznej postaci – od góry ku dołowi. Tak więc, najwyżej położoną i najbardziej „efektowną” nekropolią starożytnego Egiptu jest płaskowyż Gizy, poniżej Abusir, Sakkara, Dahszur, Meidum i Jezioro Qarun.

Abusir 2494 – 2345 r. p.n.e. W miejscu tym odbywały się wspaniałe ceremonie pogrzebowe. Wzniesiono tu cztery królewskie piramidy. Znajomość anatomii starożytnych Egipcjan nie była doskonała. Piramidy w Abusir jak i w Abu Roasz (Abu Roasz leży ponad Gizą) symbolizująniewątpliwie, wszystkie „mniej ważne” szczegóły budowy mózgu, ale poprzez fakt, że zostały „upamiętnione” w postaci piramid, stanowią przykład ich wcale niemałej jednak znajomościmedycyny. Świadczą o tym udowodnione przypadki trepanacji czaszki wykonywane przy pomocy narzędzi chirurgicznych. Dysponując dość skromnym materiałem porównawczym moje twierdzenie, iż piramidy w Abusir symbolizują części składowe śródmózgowia jest zapewne niewystarczającowiarygodne, jednakże następne piramidy w Dahszur i Meidum mam nadzieję, iż to udowodnią.

Dahszur 2500 r. p.n.e. Krzywa Piramida i Czerwona Piramida Snofu. Faraon ten panował prawdopodobnie ponad czterdzieści lat, podczas których Egipt osiągnął stabilność i zamożność umożliwiającą władcy budowę trzech wielkich piramid (kolejno: w Meidum, Dahszur Północnym i Dahszur Południowym). Snofu był największym budowniczym Starego Państwa: ilość materiału użytego do budowy jego piramid przewyższa niemal o połowę objętość Wielkiej Piramidy jego syna Cheopsa, przy czym jakość wykonania jest porównywalna.” cytat: Archeologia żywa, 2002/1

Dahszur - Krzywa piramida

Wśród niektórych badaczy starożytności panuje przekonanie, że kąt pod jakim biegnie krawędź Krzywej Piramidy musiał zostać zmieniony w czasie prac, ze względu na możliwość katastrofy. Nie jest to prawdą. Piramida ta od początku, aż do końca swojej budowy została właśnie tak zaprojektowana, by mniej więcej w połowie – zmieniła swój kąt nachylenia. Był to czyn zamierzony ponieważ piramida ta swoim kształtem miała przedstawiać Nos „Mega – Człowieka”. Jak wiadomo w Egipcie znajduje się tylko jedna taka budowla, i tak jak u człowieka, piramida ta musiała mieć lekko skrzywiony kształt, a ponieważ „widzimy” ją akurat w tym a nie innym miejscu na mapie, przeto doskonale spełnia swoje zadanie.

Dahszur - Piramida czerwona

Pozostaje jeszcze kwestia Czerwonej Piramidy. Leży ona na północ od „nosa”,więc nie może to być nic innego jak symboliczne Oko. To, że jest ono koloru czerwonego nie ma zbyt wielkiego znaczenia, ważne jest to, że znajduje się ono w odpowiednim miejscu na „twarzy” Nilu. A propos, czyż nie mamy czasami czerwonych, przekrwionych oczu gdy jesteśmy zmęczeni czy też niewyspani?

Meidum 2550 r. p.n.e. Tak jak w przypadku Dahszur błędnie zinterpretowano kształt KrzywejPiramidy, tak i piramidę w Meidum co raz prześladuje „niewiedza i ignorancja”. Piramida w Meidum ma różne określenia. Nazywano ją np.: Piramidą Niedokończoną lub też piramidą, która w ostatniej fazie prac zawaliła się powodując śmierć setek robotników. Nic podobnego. Lokalizacja tej piramidy a także jej świadomie zaprojektowany kształt symbolizować ma Ząb Człowieka. Swoim kształtem – wystające kanciaste niedociągłości- przypominać ma różne w kształcie i czasami pełne ubytków zęby.

Piramida w Meidum

Meidum

Było oko, nos, zęby, pora na jeszcze jeden bardzo ważny i charakterystyczny w swojej wymowie element „głowy człowieka” na mapie Egiptu – Jezioro Qarun.

Jezioro Qarun

To wprost niepojęte jak bardzo zarys tego jeziora wraz z kanałem łączącym go z Nilem przypominapoczątek układu oddechowo-trawiennego – jamę ustną, gardło itd. Starożytni Egipcjanie kopiąc kanał jeziora Moerius spowodowali, że Nil wpływając na żyzne tereny, położone poniżej poziomu morza w El-Lahun nawadniał okoliczne tereny. Stanowiło to podstawowy cel tego kanału, ale też dzięki „korzystnemu” usytuowaniu jego budowniczowie w ten sposób jeszcze bardziej podkreślili symboliczne znaczenie Jeziora Qarun.

W tym miejscu nie pozostaje mi nic innego jak tylko podkreślić, iż wszystkie te „znaki szczególne” twarzy nie powstały tylko i wyłącznie w drodze przypadku, wynikającego z rachunku prawdopodobieństwa – były one wcześniej bardzo dokładnie zaplanowane i jeszcze dokładniej zrealizowane. Można sobie zadać pytanie dlaczego np.: „nos” nie został zbudowany poniżej „jamy ustnej” itp.? Logika wskazuje, że nie mogło być inaczej.

W planie tych starożytnych budowniczych powyższe części składowe nie były mimo wszystko najważniejsze. Dla zachowania pamięci o przeszłości najistotniejszy jest umysł oraz to co ten umysł w swoich szarych komórkach dla potomnych przechowa. Pamięć jest ulotna ale kamienie ułożone w piramidy, jak możemy się o tym na własne oczy przekonać, są najdoskonalszymtransformatorem” tej pamięci. Skorzystajmy więc z tej skarbnicy wiedzy jaką przekazują nam ci bezimienni, mylnie dotychczas pojmowani i tak bardzo niedoceniani geniusze „młotka i kamienia”, którzy przy pomocy tak bardzo prymitywnych narzędzi zbudowali dla nas to zaszyfrowane przesłanie.

Tajemnica piramid w Gizie

Do omówienia została nam jeszcze najefektowniejsza część tego rozdziału – są to najcenniejsze„klejnoty” w kolekcji ludzkiej przemyślności, dorównujące swoją wielkością nawet najświetniejszym osiągnięciom współczesnej nauki i techniki. W tak prostej formie zawrzeć tak skomplikowaną w swojej treści wiedzę nie było łatwo. Przy czym informacje te musiały przetrwać kilka tysięcy lat w nienaruszonym stanie nieodczytane przez przypadkowych „podglądaczy”, a jednocześnie powinny być tak łatwe do odczytania, by każdy po ich odkodowaniu uznał je za prawdopodobne. Cała ta „zakonspirowana” wiedza tak nawiasem mówiąc jest w tej chwili naszym współczesnym „dostępna”. Należy jednak pamiętać, że nasi przodkowie już pięć tysięcy lat temu a nawet i wcześniej byli w jej posiadaniu. Fakt, że ci tak „prymitywni” w stosunku do nas „wykształconych” wiedzieli to samo, a może nawet i więcej, z pewnością stanowić musi sporą niespodziankę jednakowoż była ona zamierzona. Moment odkodowania „zahibernowanej” wiedzy miał być i powinien być przełomem w zrozumieniu przeszłości a także i przyszłości człowieka.

„Piramidy w Gizie stoją na płaskim, skalnym wzniesieniu wysokości około 40 metrów, napółnocno – wschodnim ostańcu skarpy libijskiej – skąd dojrzeć można odległą deltę Nilu. Zapewne właśnie owo górujące położenie wpłynęło na wybór tego miejsca na budowę najstarszego z tamtejszych monumentów – wielkiej piramidy faraona Cheopsa (Chufu) z IV dynastii, który władał Egiptem od ok. 2551 do ok. 2528 r. p.n.e. Ważnym czynnikiem była też dostępność wapienia. Kamienie z najbliższej okolicy posłużyły do budowy rdzenia wielkiej piramidy, a piękny, niemal przypominający marmur wapień sprowadzono z Tury; służył do zewnętrznych prac wykończeniowych. Nim wzniesiono wielką piramidę, pofałdowana powierzchnia płaskowyżu została częściowo wyrównana – kopce usunięto, a naturalne zagłębienia zasypano. Pozostawiono tylko jeden skalny występ w centrum objętego pracami terenu. Obszar wokół został dokładnie wypoziomowany. Wyznaczono podstawę piramidy, kładąc wokół bruk. Dokonano tego z godną podziwu, nawet według obecnych standartów, precyzją – maksymalna różnica poziomów między centralnym punktem północnego boku, a południowo-wschodnim narożnikiem nie przekracza 2,1 cm. Posługiwano się przy tym jedynie prymitywnymi poziomicami.

Każdy bok wielkiej piramidy liczył po 440 staroegipskich łokci (około 230 metrów), a jej płaszczyzny są nachylone pod kątem 51 st. 50 min. 40 sek. Piramida musiała pierwotnie osiągać wysokość 280 łokci (146 m. 60 cm.). Dziś mierzy ona 138 m. i 75 cm. Wejście do piramidy Cheopsa usytuowano na wysokości 17 metrów, blisko środka północnej ściany. Wiedzie ono do znajdującego się wewnątrz systemu komnat grobowych – stanowiących niezwykłe, architektoniczne odbicie wierzeń dotyczących życia pozagrobowego. Tam właśnie miała swój rytualny początek wyprawa zmarłego faraona do innego świata.” cytaty: Colin Renfrew, Archeologia.

W tym miejscu zmuszony jestem przerwać tą tak bardzo interesującą opowieść o wszystkich tych „korytarzach”, „komorach grobowych” i „szybach powietrznych”, ponieważ są to tylko domysły iimaginacje archeologów – „rytualny początek wyprawa zmarłego faraona do innego świata”.Spróbujmy w takim razie rozszyfrować wszystkie te tak charakterystyczne elementy piramidy Cheopsa. Ogólnie rzecz ujmując, to każda z tych części składowych jest symboliczną przenośnią, która scharakteryzować ma poszczególne etapy ewolucji Życia na Ziemi, od samego początku aż dokońcowego efektu tej ewolucji – człowieka. Piramida Cheopsa w swoim wnętrzu kryje także całą wiedzę dotyczącą „Boga – Stwórcy” oraz strefy duchowej człowieka. Kształt piramidy – ostrosłup o podstawie kwadratu wraz ze swoimi czterema zbiegającymi się w jednym punkcie ścianami, a także szczyt tego ostrosłupa, zawiera w sobie prawdziwą a nie symboliczną kwintesencję całej dotychczasowej wiedzy. Wiedza ta została „zahibernowana” w kształcie, jak i we wnętrzu piramidy. To co w tak „rozczłonkowany” sposób chcieli nam przekazać mieszkańcy prehistorycznej Europy, Egipcjanie zebrali w jednym, ale za to w jakże imponującym „pamiętniku”. Zacznijmy od samego dołu tej piramidy.

Piramida Cheopsa

Komora grobowa leżąca 30 metrów poniżej poziomu morza. Komnata ta nigdy nie została ukończona. Z komnaty tej wiedzie na południe nieukończony korytarz dł. 16 m. W centrum wschodniej części tej komnaty znajduje się głęboka studnia. „Podziemna komnata” swoim podziemnym usytuowaniem „mówi” nam o tym, że Życie na Ziemi powstało i rozwinęło się w wodzie – („studnia”), zaś „chwilę” po tym wyszło z wody na ziemię. Rośliny i zwierzęta po „wyjściu z wody” różnymi gatunkami, rozprzestrzeniły się po całym świecie – symbolem tego procesu jest„korytarz 16 metrowy”.

Długi korytarz 120 metrowy” wznoszący się ku górze – oznacza długą drogę jaką musiało jeszcze przejść to „prymitywne” życie by rozwinąć się w bardziej doskonałą jego formę (stąd ten stale wznoszący się kierunek). Około 28 metrów od wejścia znajduje się wiodący w górę korytarz.

Po pokonaniu kolejnych 39 metrów, poziome przejście długości 38 metrów i 70 centymetrów prowadzi do komory pośredniej, zwanej też „Komnatą Królowej”. „Korytarze” symbolizują kolejne następujące po sobie etapy rozwoju już nie tylko ogólnie rozumianego Życia na Ziemi ale i początki Ewolucji Człowieka. „Komnata Królowej jest symbolem tej ewolucji: od małpyczłekokształtnej do Neandertalczyka. Ten nasz bezpośredni przodek – symboliczny Abel nie był jeszcze tym człowiekiem, który mógłby wziąć na swoje barki (nie do końca ukształtowany mózg), tego co jeszcze zamierzał „Bóg – Stwórca”.

Wielka Galeria”- Pomieszczenie to ma 47 metrów i 85 centymetrów długości a kroksztynowe sklepienie znajduje się na wysokości 8 metrów i 48 centymetrów jest jednym z architektonicznycharcydzieł starożytnego Egiptu. Korytarz ten swoją wysokością i kształtem wywiera wprost imponujące wrażenie dla oglądających go od środka. Żadne zdjęcia nie potrafią wyrazić tego ogromu tak nagle, (po tylu metrach „ciasnej przeprawy”) pojawiającej się przestrzeni. Ten ogromny korytarz symbolizuje gwałtowną ekspansję społeczności człowieka nowożytnego od liczby rzędu kilku milionów do ponad sześciu miliardów.

Komnata Królewska”- ma wymiary 5,24 m. x 10,49 m. oraz 5,48 m.wysokości. Jego sufit stanowi dziewięć ogromnych płyt z granitu. Komnata ta symbolizuje to społeczeństwo, i ten właśnie czas, w którym żyjemy. Jest to przełomowy moment w całej historii człowieka. Ale aby mógł on „iść” dalej ku nieuchronnie zbliżającej się i nieznanej przyszłości musi nastąpić przełom, zarówno w pojmowaniu roli człowieka w otaczającym go świecie jak i roli Boga w całym procesie dochodzenia „jego syna” do pełnej świadomości.

Komory odciążające” – Pod sufitem komnaty grobowej mieści się pięć tak zwanych komnat odciążających, wykonanych z wielkich płyt granitowych oraz ukośnego „zadaszenia” z olbrzymich płyt wapiennych. Z architektonicznego punktu widzenia owe pomieszczenia bynajmniej nie osłabiają nacisku ciężaru bloków górnej części piramidy i nie chronią właściwego grobowca. Dla lepszegozrozumienia jakie naprawdę jest przeznaczenie tej dziwnej konstrukcji, w praktyce tak całkowicie nieprzydatnej i dość trudnej i pracochłonnej do wykonania, posłużę się innym lecz całkowicieidentycznym w swojej idei symbolem.

Tym symbolem jest ANKH starożytny egipski symbol. Aby zrozumieć przesłanie tego symbolu należy wziąć pod „lupę” nie te „komory” tylko, tak jak w przypadku Ankh, cztery wystające poprzecznie płyty, „przetykające” pustą przestrzeń. Te cztery płyty stanowią kolejną bardzo ważną informację. W Ankh nad tymi czterema płytami znajduje się symbol tego wszystkiego, co do tej pory było treścią tej książki – czyli symbol Dualizmu. Cztery płyty stanowią odpowiednik czterech stopni, które symboliczny człowiek – czyli my wszyscy musimy zrobić aby dojść do celu naszego przeznaczenia.

ANKH

Aby dokładnie wyjaśnić, co oznaczają te stopnie muszę posłużyć się innym przykładem z innej, równie ważnej jak egipska cywilizacji. Tą podpowiedzią będzie filozofia starożytnej Grecji, która to filozofia w odpowiednim ku temu czasie „przemówi” do nas swoim „prawdziwym głosem”. Weźmy na razie tylko jeden z jej elementów. Jest to bardzo dobrze znana, choćby z teorii kwintesencji wiedza starożytnych filozofów o tym, że poszczególnymi częściami Wszechświata są: ziemia, powietrze, ogień i woda. Wszystkie te elementy w zgodnej z prawdą kolejności, a wiec: Powietrze, Ogień, Woda i Ziemia „mówią” nam o całym procesie tworzenia Wszechświata i Życia na Ziemi. Jest jeszcze ten najważniejszy – piąty element i to jest właśnie ten dziwnie wyglądające ukośne zadaszenie z zewnętrznego szczytu „komór odciążających”. Pozostaje jeszcze kwestia piramidy jako bryły. Jak wiadomo piramida ma kształt ostrosłupa. Cztery ściany symbolizują tak jak w przypadku „komór odciążających” cztery etapy drogi Człowieka ku doskonałości. Na samym szczycie schodzą się one w jednym punkcie. Znaczenie tego szczytu jest podobne do „ukośnego daszka”. Szczyt piramidy zwany piramidionem jest piątym, ostatnim etapem naszej „wędrówki”.

Jedną z najbardziej fascynujących zagadek w Gizie stanowią szyby w północnej i południowej ścianie Komory Króla w Wielkiej Piramidzie oraz szyby w znajdującej się poniżej Komorze Królowej. Są to bardzo wąskie czterokątne tunele o przekroju zaledwie 20 centymetrów kwadratowych. Badacze sugerują, że ich przeznaczeniem była wentylacja bądź też miały znaczenie astronomiczne –skierowane są bowiem na gwiazdozbiór Oriona.

Nic z tego, te wąskie tunele nie były żadnymi wentylatorami. Starożytni Egipcjanie, uważali konstelację Oriona za świętą, a w jej klepsydrowym kształcie dopatrywali się „podobizny” Boga. Aby poznać prawdziwe przeznaczenie tych kanałów należy podążyć astronomicznym „tropem” starożytnych Egipcjan. Pierwszy na takie właśnie ich symboliczne znaczenie wpadł belgijski inżynier Robert Bauval, który obliczył, że w 2500 r. p.n.e. południowy „kanał wentylacyjny” w Komorze Króla wskazywał dokładnie na gwiazdozbiór Oriona. Południowy szyb w Komorze Królowej wskazywał na Syriusza – świętą gwiazdę małżonki Ozyrysa, Izydy.

O tym, że w Egipcie za jedną tajemnicą kryje się następna a za nią kolejne, tak że wszystkie one tworzą prawdziwy gąszcz tajemnic nie do przebrnięcia dla niewtajemniczonych, przekonać się o tym może każdy kto dotarł do tego miejsca. Aby minąć ten kolejny „zakręt” należy skorzystać z „małej podpowiedzi”, a jest nią wyrzeźbiony w cennym kamieniu synteza wszelkich nauk świata starożytnego – „Tabula Smaragdina”.

Jak w górze, tak i na dole, a głębię, podobnie jak wyżynę stworzono jedynie dlaukształtowania cudów rzeczy jedynej”.

Porównajmy sens tego wyrzeźbionego w kamieniu zdania z Genesis Uczyńmy człowieka na obraz nasz” – 1.26. Sens i idea tych dwu zdań jest „kosmicznie” identyczna. Które z tych zdań zostało wyartykułowane pierwsze? Sentencja z Tabula Smaragdina powstała około dwa tysiące lat wcześniej. Z tego więc wynika, ze cała wiedza zawarta w Biblii znana była już starożytnym znacznie wcześniej niż twórcom Biblii, ale powróćmy do Tablicy Szmaragdowej. Jest to nie tylko synteza ale wręcz „apoteoza wiedzy tajemnej”.

Orion

Kształt gwiazdozbioru Oriona wygląda tak: Trzy punkty świetlne tworzą pas Oriona. U góry jak i na dole pod nimi usytuowane są po dwa inne punkty świetlne. Wszystkie one swoim kształtem przypominają klepsydrę: u góry dwa, w środku trzy i na dole znów dwa punkty. W gwiazdozbiorze Oriona występują jeszcze inne, tworzące ramię gwiazdy ale dla omawianego symbolu nie mają żadnego znaczenia. Porównajmy teraz sens Tablicy Szmaragdowej i Genesis z kształtem Oriona. W rzeczy samej jest to jedna z największych i najgłębiej skrywanych tajemnic w całej Historii Człowieka.

Otóż dwie gwiazdy z góry, wraz z trzecią, znajdującą się w środku pasa Oriona – tworzą trójkąt skierowany ku dołowi, zaś dwie gwiazdy z dołu, z trzecią ze środka tego pasa – tworzą trójkąt skierowany do góry.

Czyż nie o tym „mówi” Tabula Smaragdina i Genesis !? Rozwinięcie tego tematu w rozdziale poświęconym religii judaistycznej.

Te tak zagadkowe „Tunele z Komnaty Królewskiej”, są kolejnym odszyfrowanym w tym momencietropem, który powinien uświadomić nam, że ten kod, który został wysłany w czasoprzestrzeń ponad cztery i pół tysiąca lat temu, dotarł w końcu do miejsca swego przeznaczenia. Południowy szyb z Komnaty Królowej 2500 lat p.n.e. wskazywał na Syriusza – najjaśniejszą gwiazdę naszego nieba. Jego pojawienie się na porannym niebie zapowiadało rychłe nadejście pory wylewów Nilu. W starożytnym Egipcie oddawano mu boską cześć. Znaczenie Syrjusza – odnajdujemy w egipskiej mitologii. Podobnie jak wierzenia sumeryjczyków czy greków, mity egipskie stanowią zakodowaną informację, której sens i znaczenie jest „poważniejsze” niż nam się do tej pory zdawało.

Pojawienie się Syriusza na niebie symbolizuje odradzanie się Życia na Ziemi. Wylewy użyźniająglebę, dzięki czemu gleba przygotowana jest do siewu. Całe życie i egzystencja Egipcjan związane jest z tym corocznym „rytuałem” wylewu i użyźnianiem gleby. Oprócz tego „mini znaczenia”, było jeszcze „mega znaczenie”. Syriusz swoim „zjawianiem się”, symbolizuje powrót Życia na Ziemię.Życie to zamiera i odradza się w niekończącym się wirze życia i śmierci, niczym symboliczne perpetuum mobile. Jest to symboliczny początek wielkiego kosmicznego „Megacyklu”. I o tym właśni „opowiada” egipska mitologia.

Bogini Nut, jej małżonek – bóg ziemi Geb, ich dzieci Ozyrys i Izyda, zazdrosny brat Ozyrysa – Set, który go zabija, tryumfalny powrót Ozyrysa do świata żywych. Te tak banalne wydawałoby się mity są zakodowaną informacją, o której była wcześniej „mowa”. To nic innego niż – „Megacykl”. Mity te świadczą o tym, że cykliczność Wszechświata doskonale znana już była starożytnym. Przesłanie to docierające do nas z odległej o ponad 5 tys. lat historii w postaci symbolu piramidy powinno być dla nas „nicią przewodnią”, podobnie jak dla Tezeusza nić Ariadny, która wyprowadzi nas z tego labiryntu niewiedzy. W tym miejscu znamienne będą słowa XII wiecznego hiszpańskiego uczonego i mistyka żydowskiego pochodzenia – Abrahama Abulafiego:

Piramida to wiedzy tajemnej esencja. W niej odnajdziesz prawa proporcji i umiaru. Piramida dumna stoi milczeniem nabrzmiałymi treściami. Znaczeń w niej labirynt cały. W niej świat masz spisany. Stań u szczytu piramidy, a w centrum się znajdziesz Całości. Sześć piramid sześcian tworzy. Gdy każdą z nich rozumem obejmiesz i wiedzę z niej spijesz, znak to, żeś wszystko pojął.

Pozostałe dwie piramidy płaskowyżu Gizy: Chefrena i Menkaurego także mają w swoim „wnętrzu” pomieszczenia o nierozszyfrowanym jak dotąd znaczeniu.

„Następca Cheopsa, jego syn Dżedefre (2528 – 2520 p.n.e.), zaczął budowę piramidy, na północ od Gizy. Po jego przedwczesnej śmierci tron objął jego brat Chefren (2520 – 2494 p.n.e.), który wzniósł swój grobowy monument na południe od piramidy swego ojca, Cheposa. Piramida Chefrena ma boki długości 215,25 m., jest zatem mniejsza u podstawy od piramidy Cheopsa, jednak ostrzejszy kąt nachylenia (53 st. 10 min.) umożliwił osiągnięcie imponującej wysokości 143,5 m., a więc zaledwie 3 metry mniej od piramidy ojca. Dwie dolne warstwy obłożono ciemnoczerwonym granitem, pozostałe wapieniem. Owa zewnętrzna warstwa zachowała się dobrze, w górnych partiach do naszych czasów, brak jedynie stożka (gr. piramidion) wykonanego prawdopodobnie z różowego granitu. Układ komnat w piramidzie Chefrena, jest uderzająco nieskomplikowany. Do dziś nie wiemy, dlaczego do Komnaty Grobowej wiodą dwa wejścia i dwa korytarze. Według pierwotnych planów, powstać miała podziemna komora skalna, komnata pośrednia (powyżej poziomu ziemi) oraz komnata grobowa – tak jak w Piramidzie Cheopsa. Tej ostatniej nigdy nie ukończono, pośrednią zaś wydłużono ku zachodowi. Przedłużenie to wyłożone zostało granitową posadzką. Zresztą zapewne cała komnata wyłożona była granitem. Jej wymiary to: 4,99 m. szerokości, 14,15 m. długości i 6,86 wysokości.”

Piramida Chefrena

Mając na uwadze wpływ rozmieszczenia poszczególnych komnat i korytarzy na ich symboliczne znaczenie, spróbujmy rozszyfrować tę „zagadkę” Chefrena. Aby to uczynić, musimy na moment „wrócić”do Piramidy Cheopsa. Licowanie tej piramidy wykonane zostało z wapienia – zatem miała biały kolor. Kolor ten symbolizuje Człowieka i jego Ewolucję od jego pra-pra początków aż po dzień dzisiejszy. Z tej symboliki „kolorów” należy wyłączyć Piramidion, którego symbolika jest zupełnie inna. Kolory pozostałych piramid również mają swoją gnozę. Piramida Chefrena u podstawy ma dwie ciemnoczerwone warstwy, pozostałe zaś białe. Cóż te kolory mogą symbolizować? Piramida Cheopsa opisuje dzieje Człowieka i ogólnie Ssaków. Natomiast Piramida Chefrena jest symbolicznym opisem okresu poprzedzającego epokę Człowieka, czyli epokę panowania Gadów na Ziemi. Czerwony kolor u podstawy piramidy – dwa największe poziomy – symbolizuje właśnie te olbrzymie, przerażające dinozaury. Nagle czerwony kolor znika i pojawia się biały. Czyż nie jest to symboliczne zobrazowanie wielkiego wymierania gadów 65 milionów lat temu ? Bezsprzecznie.

A teraz układ komnat w piramidzie Chefrena. Początek już znamy. Podziemna komnata powstanie Życia w morzach i oceanach Ziemi. Środkowa komnata – jest już potężniejsza od Komnaty Królowej z Piramidy Cheopsa. Komnata ta symbolizuje ponad 150 milionów panowania olbrzymich gadów na ziemi. Dwa kanały i dwa wejścia do tej komnaty symbolizują rywalizację dwu gatunków: Ssaków i Gadów o panowanie na Ziemi. Ssaki gadopodobne i Gady jak pamiętamy egzystowały przez pewien czas wspólnie na prehistorycznej Ziemi. Kto z tej rywalizacji wyszedł zwycięsko? Decyzja na ten temat zapadła 65 milionów lat temu. Czy na szczycie Piramidy Chefrena znajdował się różowy piramidion? Nie ma na to dowodów. Osobiście jednak sądzę, że z wiadomychpowodów było na to jeszcze za wcześnie. Rozwiązanie zagadki piramidy Menkauego powinno być już teraz dziecinnie proste.

„Syn Chefrena, Menkaure (2490 – 2472 p.n.e.) – umiejscowił swój monument na ostatnim wolnym miejscu w południowej części płaskowyżu w Gizie. Podstawa i szesnaście dolnych warstw piramidy Menkaurego obłożone były blokami z ciemnoczerwonego granitu, a wyższe partie pięknym jasnożółtym wapieniem jej wymiary ok. 104,60 m. u podstawy oraz 65 metrów wysokości – są ponad dwukrotnie skromniejsze niż w przypadku piramid Cheopsa i Chefrena. W odróżnieniu od wielkiej piramidy Cheopsa, budowniczowie skupili się na pracach podziemnych i co było wówczas pionierskim osiągnięciem, wprowadzili do wnętrza przez długie przejście granitowe płyty kryjące od góry komnatę grobową, aby stworzyć wrażenie „fałszywego sklepienia”.

Piramida Mykerynosa

Oprócz układu komnat i kolorów piramid swoje ukryte znaczenie ma też wielkość piramid. Ich stopniowe zmniejszanie się symbolizuje cofanie się wstecz w naszej „opowieści” o Ewolucji Życia na Ziemi. Najpierw było „story” o Człowieku, później (cofamy się wstecz) przełomowy moment tej Ewolucji czyli – panowanie Gadów, a później powolne dochodzenie do głosu Ssaków, zaś na końcu piramida Menkaurego, która jak wskazuje jej wielkość – symbolizuje początkowe stadium powstawania Życia. W swojej „jakości” jest ono jeszcze bardzo prymitywne, lecz co najważniejsze, bez którego w ogóle nas ludzi – czyli ostatniego ogniwa w łańcuchu Ewolucji Życia na Ziemi by nie było. Patrząc chronologicznie: Piramida Menkauego jest pierwszym, (początkowym) etapem z rozwoju Życia na Ziemi, Piramida Chefrena ze swoimi dwoma komnatami jest etapem pośrednim, a Piramida Cheopsa z trzema komnatami – ostatnim etapem w tym rozwoju. Bardzo charakterystyczne dla piramidy Menkaurego jest budowa pomieszczeń pod ziemią. Symbolizuje to, że „tematem” tej piramidy jest Życie jeszcze przed wyjściem z mórz i oceanów. Spójrzmy na kolory tej piramidy Ich usytuowanie jest jak najbardziej zgodne ze stanem naszej obecnej wiedzy. Podstawa i szesnaście dolnych warstw granitu – symbolizują jeszcze nie ukształtowaną skorupęziemską, targną nieustannymi wybuchami wulkanów i potokami rozgrzanej do czerwoności lawy. Jasnożółty wapień symbolizuje wszystko to co potem nastąpiło: powstanie oceanów, atmosfery, pierwsze organizmy żywe itd.

Trzy małe piramidki w pobliżu piramidy Menkaurego, jedna przy piramidzie Chefrena i trzy kolejne, przy piramidzie Cheopsa symbolizują poszczególne podokresy w historii tych poszczególnychwielkich epok.

Sfinks

Pozostaje jeszcze kwestia Sfinksa – ogromnej rzeźby powstałej około 2500 r. p.n.e. za panowania faraona Chefrena, stojącej przy drodze wiodącej do jego piramidy. W rozwiązaniu zagadki tej tajemniczej rzeźby: „ Lwa o głowie człowieka”pomocna będzie komputerowa rekonstrukcja dokonana przez Marka Lehnera. Jak widać: pomiędzy łapami, na wysokości serca znajduje się figurka człowieka. „Lew o głowie człowieka” to nic innego jak symboliczne przedstawienie samego Boga. Figurka Człowieka to zapewne faraon – król i władca, a zarazem symboliczny przedstawicielcałego rodzaju ludzkiego. „Bóg – Ojciec” – czuwa nad nim i prowadzi go ku przyszłości. To, że postać ta wychodzi wprost z jego serca – oznacza wielką i bezgraniczną miłość Boga do swego „dzieła” – Człowieka. Ale tak jak każdy dobry ojciec pilnuje by rozwój jego syna przebiegał bez żadnych „niespodzianek” – stąd te długie i groźnie wyglądające łapy. Jeśli jego kroki ku przyszłości będą „zbyt nierozważne”, to ta sama tak niewinnie wyglądająca łapa może „pokazać pazury”. Mimo, iż Człowiek ma wolną wolę, „Człowiek przedpotopowy” doświadczył już co te pazury oznaczają. U „stup” Sfinksa znajdują się ruiny jakiejś zagadkowej świątyni. Do tej „świątyni” zmierza właśnie ten Człowiek, którym „opiekuje się” sam „Bóg – Stwórca”.

trzy piramidy

Tak więc, znamy już całą „tajemnicę” piramid z płaskowyżu Gizy. Jak ogromne jest ich znaczenieuświadomić może np. jedno mądre przysłowie egipskie: Piramidy, boją się czasu, czas boi się piramid. O czym „mówi” to przysłowie? O piramidach, strachu, czasie? Starożytni mędrcy egipscy tym jednym przysłowiem podsumowują znaczenie całej powyższej „opowieści” o piramidach. Budując te piramidy Egipcjanie wiedzieli, że nadejdzie kiedyś taki czas kiedy „potomni” dzięki ich poświęceniu poznają całą przeszłość i przyszłość. Ten nieustannie biegnący czas, sekunda po sekundzie, minuta po minucie, zbliża nas do momentu gdy nie będzie już Piramid, Człowieka, planety Ziemia, ani wszystkich gwiazd na niebie.

To co nieuchronnie nas czeka (na szczęście nieprędko) – to druga, niestety bardzo paskudna w swoich skutkach, część Megacyklu. Naszym ratunkiem jest tylko „Bóg” i to co on zaplanował! Ten symboliczny Człowiek na sercu Sfinksa – „Boga – Stwórcy” właśnie zmierza ku tej przyszłości – Świątyni.

Mity – „bajki” wiodące do prawdy

„Baśń jest pomostem prowadzącym do prawdy” – to kolejne bardzo mądre przysłowie arabskie. Mając to na uwadze, poniżej przedstawiam najważniejsze osoby „dramatu” jaki rozegrał się co prawda tylko w egipskiej mitologii, ale dzięki temu każdy z czytelników będzie mógł się dowiedzieć kogo lub też co one symbolizują.

Re – Bóg Słońca – utożsamiany z Amonem-Re. Uważany w starożytnym Egipcie za twórcę Wszechświata. = Re w naszej opowieści także symbolizuje Boga – Stwórcę.

Ozyrysbóg świata podziemnego – był zarazem bogiem płodności. = Ozyrys symbolizuje to Życie, które już było w poprzednim „Megacyklu”.

Setbóg burzy i chaosu – zamordował swego brata Ozyrysa. = Set jest niczym innym tylko „powrotną częścią „Megacyklu”, końcowym kolapsem „Wszechświata”.

Izyda małżonka Ozyrysa i matka Horusa. = Izyda symbolizuje Ewolucję Życia na Ziemi a w szczególności Ewolucję Człowieka – jest naszą symboliczną Matką.

Horusbóg nieba – syn Izydy i Ozyrysa. Jego śmiertelnym wrogiem jest Set. Horus i Set walczą ze sobą odwieczną i zaciętą walkę. = Horusem jesteśmy właśnie my – ludzie rozumni. Żyjemy w szczęśliwym czasie.

Hathormałżonka Horusa – bogini miłości, kojarzona później z grecką Afrodytą. Była też boginią piękna i powrotu do zdrowia. = Wszystkie jej przymioty: miłość – to dobroć dla bliźniego, piękno – to „piękny” charakter, zaś zdrowie – to „zdrowy” styl życia. Hathor jest symbolem „piękna” człowieka przyszłości – czyli Horusa. W wyniku „śmierci” poprzedniego Życia w poprzednim „Megacyklu” – czyli Ozyrysa, oraz dzięki Bogu – Stwórcy – czyli Re, może odrodzić się Życie. Życie to odradza się dzięki Izydzie – czyli Ewolucji. My zaś jesteśmy owym Horusem, który na razie „panuje” nad Setem – czyli końcowym etapem Życia całego Wszechświata. Jednakowoż w końcu także i my będziemy takim samym Ozyrysem jak poprzedni Ozyrys. Dzięki inspiracji Amona-Re i tylko dzięki niemu może po czasie panowania Seta panować Horus – Ozyrys.

Tak oto „bajki” doprowadziły nas do prawdy. Nie zapominajmy wszakże i o innych nie mniej ważnych postaciach „dramatu”.

Apiskult byka najwcześniej rozwinął się na terenach Delty. W Heliopolis czczono byka o imieniuMnewis. Mnewis był czarny i wyróżniał się bujna sierścią i dużymi jądrami. W Górnym Egipcie czczono przede wszystkim byka o imieniu Buchis. Nad wszystkimi świętymi bykami dominował jednak Apis – wcielenie memfickiego Ptaha, a także Ozyrysa.

Ptahbóg – opiekun rękodzielników i artystów. Jego małżonką była Sachmet – bogini Lwica. Apisa i Ptaha w całej tej „układance” należy rozumieć jako symboliczną personifikację męskich narządów rozrodczych Bóg Apis – symbolizuje olbrzymie, jak to u byka – jądra, zaś Ptah – fallusa. Żeńskim odpowiednikiem narządów płciowych jest lwiogłowa Sachmet. Symboliczne znaczenie Kultu Byka Apisa, jest podobne do budowanych w całej „prehistorycznej” Europie menhirów i megalitów np. Carnac.

Thotbył panem czasu, opiekował się władcą świata podziemnego Ozyrysem. = Thot podobnie do „obecnie nam panujących” Religii Monoteistycznych, pełnił rolę „Ducha Świętego”- czyli była to siła sprawcza, dzięki której „Bóg – Ojciec” realizował swoje zamierzenia.

Egipt – czyli Mężczyzna, część druga – podbrzusze

Abydos Święte Miasto. Największa nekropolia w Egipcie, wykorzystywana już 3100 lat p.n.e. Tutejsza świątynia Sethy I (1305 – 1290) z IX Dynastii, poświęcona bogowi podziemia Ozyrysowi, należy do najlepiej zachowanych budowli sakralnych w tym kraju. Syn faraona Ramzesa II , który również wzniósł tu świątynię, często uważa się go za biblijnego władcę Egiptu, przed którym Izraelici uciekli na pustynię. Równie imponująca jest dziwna świątynia, zwana Ozyrejonem, niegdyś uważana za grobowiec, bardzo tu czczonego Ozyrysa. Opowieści o jeszcze jednej budowli w pobliżu świątyni Sethy I potwierdziły się dopiero pod koniec XIX wieku, kiedy Margaret Murray znalazła ją poniżej, zasypaną piaskiem. Prace wykopaliskowe prowadził tu w 1912 roku prof. Naville.Zbudowana z potężnych „cyklopowych bloków”, przypomina świątynię stojącą u stup Sfinksaw Gizie.” cytaty: Colin Wilson, Miejsca święte i budowle sakralne świata.

To ostatnie zdanie definitywnie wyjaśnia znaczenie Sfinksa i stojącej u jego stup świątyni. Do tej świątyni podąża człowiek z rzeźby Sfinksa. Tą świątynią sprzed Sfinksa, podobną w swojej symbolice do świątyni w Abydos (Ozyrejon) – jest Ozyrys, którego znaczenie jest już znane. W poprzedniej części tego rozdziału, bardzo ważnym dla jego zrozumienia było rozmieszczenie poszczególnych piramid na planie rzeki Nil. Ta logiczna, w swoim wyrazie kolejność, została zachowana także i w pozostałych budowlach i świątyniach. Delta rzeki – symbolizuje głowę. Od Abydos, aż do pierwszej katarakty – rzeka swoim kształtem przypomina wszystkie najbardziej charakterystyczne dla mężczyzny części podbrzusza. Każde z tych części, wraz z odpowiadającymi im poszczególnymi świątyniami, będzie po kolei omówione. Abydos (Ozyrejon) – jest świątynią i siedzibą Ozyrysa. Leży ona na wysokości pępka Człowieka – Nilu. Wszystko się zgadza. Jesteśmy w symboliczny sposób połączeni pępowiną z naszym „poprzednikiem”, żyjącym na „poprzedniej” Ziemi. Jak już wspomniałem akuszerem jest Bóg – Stwórca. Ten ślad na brzuchu, jest symbolicznym „znakiem” przypominającym nam, iż nie jesteśmy pierwszym „pokoleniem” w tym wirującym kręgu życia i śmierci.

Dendera Świątynia Hathor. Powstała znacznie później, bo dopiero za czasów rzymskich (między 30 r. a 14 r. n.e.) i jest przedmiotem zażartych sporów. Poświęcona bogini nieba i płodności, żonie boga Horusa, stoi samotnie na skraju pustyni pomiędzy Luksorem a Abydos. Jak ustalili archeolodzy, budowlę wzniesiono na miejscu starszej świątyni, której wiek budzi kontrowersje. Możliwe, że oryginalną świątynię zbudowano w surowym, monumentalnym stylu Ozyrejonu z Abydos. Potężne kamienne bloki architrawów świadczą, że twórcy świątyni Hathor mogli się wzorować na stylu starszej budowli. Owiana mgłą tajemnicy, świątynia zdecydowanie przywodzi na myśl styl wcześniejszych grobowców dynastycznych. Niedawno odkryto, że do Dendery udawali się Egipcjanie w nadziei na cudowne uzdrowienie, tak jak dziś czynią to pielgrzymujący do Lourdes.”

Ogólnie rzecz ujmując bogini Hathor jest symbolem piękna Człowieka, które powinno być w każdym z nas. Gdyby przymioty bogini Hathor, czyli Miłość, Piękno i Zdrowie rozgościły się i zapanowały w naszych sercach – miłość, umyśle – piękno, ciałach – zdrowie, to o ileż „piękniejsze” i „bezproblemowe” byłoby nasze życie? Bogini Hathor wskazuje nam w jakim kierunku powinna zmierzać zmiana w naszych charakterach. Świątynia Hathor na mapie Egiptu znajduje się w miejscu, które potocznie nazywamy splotem słonecznym. Jest to największy z autonomicznych splotów nerwowych. O jego symbolicznym znaczeniu, świadczy odkryty w jednej z kaplic na dachu świątyniOzyrysa, zegar słoneczny oraz zodiak składający się z dwóch nałożonych na siebie tarcz zkonstelacjami gwiezdnymi. Ten słoneczny zegar jest symbolem splotu słonecznego, zaś zodiak symbolizuje różnorodność charakterów, co potwierdzają „naukowe” teorie „nawiedzonych” astrologów.

Luksor Wielka Świątynia Amona. Świątynia w Luksorze, podobnie jak ta w pobliskim Karnaku, leży na miejscu danych Teb w południowym Egipcie. Około 2160 r. p.n.e., kiedy Egipcjanie podbili okoliczne ziemie w Nubii, Etiopii i Libii, Teby przejęły od Memfis funkcję stolicy imperium. Wznoszone z rozmachem potężnie świątynie i pałace miały wywrzeć odpowiednie wrażenie na podbitych ludach. Dziś ruiny w Luksorze nazywa się jednym z największych na świecie muzeów pod gołym niebem. Świątynia była poświęcona bogowi płodności Amonowi, później uznanemu za króla bogów. Wznieśli ją w większości dwaj faraonowie, Amenhotep III (1391-1353 r. p.n.e.) i Ramzes II (1290- 1224 r. p.n.e.), a następnie rozbudowali Tutenchamon i Aleksander Wielki”

Trasa święta Opet

„Liczące 260 m długości świątynia od frontu ozdobiona była sześcioma potężnymi posągami Ramzesa II. Wielu uczonych uważa ją za najważniejsze miejsce wykopalisk w Egipcie i niewątpliwie należy do miejsc najpiękniejszych. Egipskie świątynie nie były miejscami kultu dla wszystkich; oprócz kapłanów mogli do nich wchodzić tylko nieliczni. Wnętrza, w których faraonowie i kapłani kontaktowali się z bogami, kryły święte tajemnice. W Tebach, jak się przypuszcza, miały one charakter głównie seksualny, według mitologii egipskiej świat powstał bowiem w akcie masturbacji, a świątynia była poświęcona Amonowi, bogowi płodności, przedstawionemu z członkiem w  erekcji. W czasie corocznego wylewu Nilu posąg Amona przewożono łodzią z Karnaku do Luksoru, celebrując związek Boga z jego żoną Mut, boską matką. Obie świątynie łączyła ceremonialna aleja sfinksów, z której do dziś zachowało się tylko ostatnich 200 metrów; reszta przykryta jest przez współczesne miasto. Za wejściem znajduje się dziedziniec Ramzesa II z posągiem faraona w północno wschodnim narożniku. Wielka kolumnada prowadzi stąd na dziedziniec Amenhotepa III przed główną świątynią, gdzie faraon uczestniczył w sekretnym rytuale w najbardziej wewnętrznym sanktuarium. Jedno z pomieszczeń zamieniono później na świątynię rzymską.” cytat: Colin Renfrew, Archeologia

„Pod wieloma względami świątynia w Luksorze jest najbardziej tajemniczą budowlą sakralną w Egipcie. Przez wieki nikt nie potrafił wyjaśnić dlaczego jej zabudowania wyginają się, tak jakby plany zmieniano w trakcie budowy. Kiedy w 1937 roku dotarł tu Rene Schwaller de Lubicz, piękno i harmonia świątyni przekonały go, że ten kształt nie może być dziełem przypadku. Jego zdaniem kompleks zbudowano na aż trzech osiach, wzorując się na ludzkim ciele, dzięki czemu powstała „Świątynia Człowieka”. Kunsztowne proporcje pokazują, jak Egipcjanie przy pomocy matematyki stworzyli ciało Amona, by móc czcić je dosłownie od środka.”

Luksor makieta

Najpierw mała dygresja. Mauzoleum geniuszu egipcjan z Delty Nilu zostało zbudowane na terenach, które odpowiadały ich symbolicznemu znaczeniu. Ze względu na to, że panowanie Egiptu za czasów IV Dynastii nie sięgało aż tak daleko, nie mogły powstać sanktuaria męskiego podbrzusza. Tym samym ten zakodowany w pamięci plan budowy na rzece Nil – symbolicznego człowieka musiał czekać jak się okazało aż kilkaset lat. Od Starego Państwa, poprzez Średnie, aż do Nowego Państwa – to szmat czasu. W tak długim okresie oczekiwania, nie jedna ale nawet i kilka ideii mogłoby ulec zapomnieniu. Jakaż to ogromna siła wiary musiała nieustannie zaprzątać umysły tych ludzi. Pomagały im w tym z pewnością mity i rytualne ceremonie. Ale cóż warte byłyby ceremonie bez kapłanów. To wśród nich przetrwała nie tylko wiara i nadzieja ale przede wszystkim konkretna wiedza, o tym dla kogo i w jakim celu budowano wszystkie te „niepotrzebne” i ogromie kosztowne piramidy i świątynie.

Luksor plan

Rola kapłanów była, jest najmniej wdzięczna w zachowaniu tej tajemnej wiedzy. Kapłani musieli przekazywać ją sobie z pokolenia na pokolenie, pozostając przy tym w „cieniu” oficjalnych ceremonii. Tak więc dopiero Średnie Państwo rozszerzyło zasięg swojego panowania nad Nilem, a w okresie Nowego Państwa wyposażono symbolicznego Człowieka – rzekę Nil w imponderabilia męskiego Ego. Rację miał Rene Schwaller de Lubicz. Rzut Świątyni w Luksorze ucina wszelkie dyskusje. Aby się o tym przekonać nie potrzeba już wznosić się w powietrze – (Kult Człowieka Ptaka). Wystarczy tylko jedno spojrzenie na usytuowanie Dziedzińca Ramzesa II, Kolumnadę Amenhotepa III i Dziedziniec Amenhotepa III aby stwierdzić, że Świątynia w Luksorze jest zarysem zgrabnej, jakby na nią nie patrzeć – kobiety. Sam fakt zbudowania świątyni na trzech osiach niewątpliwie wskazuje na to, że pozycja jej ciała jest wprost wymarzona by zagościł w niej jakiś męski „wizytator” i by pozostawił w niej „dowód męskości”. Jej powyginany kształt jest zamierzony – symbolizuje pozycje kobiety wygiętej w miłosnym szale uniesień.

Dziedziniec Ramzesa II – to nic innego tylko najważniejsza dla ludzkiej prokreacji część kobiecegociała. Na zdjęciu dokładnie widać, że dwa obeliski (jeden z nich znajduje się w Paryżu), stojące u wejścia do świątyni – symbolizują Labia Majora, zaś kolumnada wewnątrz tego dziedzińca jest zarysem Macicy. W tym miejscu należy przypomnieć, iż takie samo znaczenie miały: Newgrange, Stonehenge, Ziggurat w Sumerze i setki, tysiące innych „tajemniczych” budowli powstałych przed, a także i po cywilizacji starożytnego Egiptu.

swiatynia-w-luksorze

Wejście do Świątyni Kobiety podkreślają wysokie na 24 metry pylony – boczne ściany świątyni. Po obu stronach wejścia stoją potężne posągi faraona Ramzesa II. Te potężne pylony – to nic innego jak równie potężne w swoim wyglądzie pośladki naszej Kobiety, natomiast posągi – symbolizują Labia Minora. Kolumnada Amenhotepa III znacznie wyższa od Dziedzińców to – jakże wąska i smukła talia Kobiety. Pozostałe elementy są już łatwe do odgadnięcia. Ogrom powierzchni Dziedzińca Amenhotepa III – swoimi proporcjami dokładnie odpowiada sylwetce człowieka. Za Dziedzińcem, znajduje się bardzo szczegółowo „opisana” głowa, widać: szyję, usta, nos, mózg z jego najważniejszym pomieszczeniem symbolizującym szyszynkę człowieka. Reasumując: można bez obaw o pomyłkę stwierdzić, iż wszystkie te „dziedzińce i kolumnady” wręcz idealnie „naśladują” anatomię kobiecego ciała.

Karnak (Święto Opet) – czyli męski czynnik powstawania Życia

Karnak – Wielka Świątynia Amona stanowi najbardziej imponujący zespół sakralny starożytnego Egiptu. Leży około 2 km na północ od obecnego Luksoru w Górnym Egipcie. Pomiędzy tymi dwoma miejscami rozciągała się niegdyś wspaniała stolica Nowego Państwa – zwana przez EgipcjanWaset, przez Greków zaś Thebai – którą my znamy jako Teby. Budowę kompleksu świątynnego rozpoczęto w okresie Średniego Państwa, podczas panowania Senusreta I, a trwała ona ponad dwa tysiące lat, przy czym, struktura kompleksu nie uległa zmianie przez całą epokę Nowego Państwa [1550 – 1070 r. p.n.e]. Każdy z faraonów starał się na tym kamiennym symbolu wczesnych wierzeń pozostawić własny ślad, wnosząc nowe budowle bądź burząc inne, wzniesione przez poprzedników. Dwa ciągi budowli zostały wzniesione między dziesięcioma pylonami (z greckiego pylon – „brama”) wielkimi, monumentalnymi wrotami łączącymi dziedzińce i inne struktury architektoniczne. Pierwszych sześć pylonów znajduje się na osi wschód- zachód, cztery następne wybudowano wzdłuż osi północ-południe.

W czasach Średniego Państwa (2040 – 1640 r. p.n.e.) na terenach Karnaku powstało pierwsze sanktuarium [po którym nie pozostały już żadne ślady] przyległe dodziedzińca Achmenu TutmozisaIII. Podczas panowania pierwszych faraonów XVIII dynastii (1550 – 1307 r. p.n.e.) świątynię rozbudowano. W okresie XIX dynastii (1307- 1196 r. p.n.e.) rozpoczęły się prace nad budową nowej sali kolumnowej. Pod koniec Nowego Państwa (1550 – 1070 r. p.n.e.) wzniesiona została świątynia Chonsu, a za rządów faraona Nektanebo (380 – 362r. p.n.e.) z XXX dynastii, lub nieco później, zaczęto budowę pierwszego pylonu, który obecnie stanowi wejście do świątyni. Lecz jaka funkcję pełniła ta wspaniała świątynia, którą każdy z faraonów starał się powiększyć (lub przynajmniej upiększyć) i gdzie, według informacji uzyskanych z papirusów Harrisa, przebywało ponad dwadzieścia tysięcy kapłanów kultu Amona?

Starożytni Egipcjanie zwali świątynię w Karnaku „Ipet isut” (miejscem wybranym) i była to siedziba wielkiego haremu Amona, czyli „Ukrytego” , króla wśród posągów. To stąd – raz w roku, podczas święta Opet przypadającego na koniec lata – wyruszała procesja do sanktuarium w Luksorze, czyli do „Ipet resyt” (południowego haremu), jak mawiano w starożytności. Boski wizerunek Amona wynoszono z przybytku w otoczonej największą tajemnicą części świątyni i umieszczano w symbolicznej łodzi wykonanej z pozłacanego drewna, która nastę-pnie była transportowana na barkach kapłanów do centralnej części świątyni, gdzie stał wielki obelisk. Tam przybywały też łodzie Mut (boskiej małżonki Amona) i ich syna Chonsu, zabierane z ich własnych sanktuariów. Procesja przystawała na rozległym dziedzińcu świątyni w oczekiwaniu na łódź królewską, przybywającą od północy. Następnie, po dokonaniu przez faraona rytualnych ablucji, procesja opuszczała świątynię i kierowała się ku przystani pływającej na zbiorniku wodnym zaraz za pierwszym pylonem. Wówczas każdą z łodzi umieszczano na ceremonialnej tratwie holowanej po Nilu aż do Luksoru. Tam pochód formował się na nowo pośród wiwatujących tłumów i Amon z Karnaku wkraczał do swego „południowego haremu”. W świątynnym sanktuarium odprawiano skomplikowane rytuały poświecone upamiętnieniu boskich narodzin władcy. W panującym półmroku matka króla była symboicznie zapładniana przez Amona, który przyjmował postać jej ziemskiego małżonka, poczynała nową istotę: Boskiego syna – faraona. Jako ziemski przybytek Amona, świątynia w Karnaku była zatem architektonicznym wyrazem religijnych i politycznych idei, według których król łączył w sobie pierwiastek boski z ludzkim, niebo z ziemią, zapewniając wieczny dostatek swemu krajowi. Właśnie dlatego faraonowie poświęcali karnackiemu sanktuarium szczególną uwagę – w efekcie stało się ono największym zespołem świątynnym starożytnego Egiptu. cytat: Colin Renfrew, Archeologia.

Karnak

Podsumowanie tego cytatu świadczy o niezrozumieniu, zarówno intencji ceremonii Święta Opet, jak również i symbolicznego znaczenia budowy tego zespołu dwóch, jakże odmiennych w swoim charakterze, sanktuariów. Myślę, że na temat znaczenia tych świątyń – Luksoru  – Kobieta i Karnaku – Mężczyzna (świątynia Ramzesa III – fallus), usytuowanych poniżej łuku rzeki – czyli fallusa Człowieka – Słońce, tak dużo zostało już „powiedziane”, że za cały komentarz wystarczy tylko parę uwag.

Ta świątynia już nie tylko „mówi”, ale wręcz „krzyczy” do nas, całą swoja symboliką, z głębin ponad czterotysiącletnich dziejów. Znaczeniem tych świątyń: Luksoru i Karnaku jest nie tylko odradzanie się faraona, ale to o czym mówią egipskie mity – czyli Odradzanie się Życia w wymiarze kosmicznego „Megacyklu”. Są to takie same w swojej idei ceremonie, jakie wcześniej odbywały się w całej „przedcywilizacyjnej” Europie jak i na całym świecie w każdym jego zakątku, odkąd Człowiek „uzyskał” świadomość „Boskiej” nad nim opieki.

Karnak makieta

To, że zespół świątyń Luksoru i Karnaku jest symbolem Dualizmu, takiego samego jak w Carnac i dolmenów Bretanii oraz Newgrange i Tara – Dom Cormaca, najdobitniej świadczy, (oprócz ich wspólnej idei), jednakowe nazewnictwo męskiego „czynnika” powstania życia: Carnac, Karnak i Dom Cormaca. Oznaczają to samo, choć funkcjonowały w różnych kulturach i w różnym czasie. Wynikać z tego może tylko jedno – miejsca te łączyła jedna Idea i jedna Wiedza.

Edfu – czyli Dziecko

„Cmentarze królewskie w Tebach Na wschodnim brzegu Nilu, około 500 km. na południe od Kairu, tam gdzie znajduje się dzisiaj miasto Luksor, leżało starożytne Waset, lepiej znane pod grecka nazwą- Teby. Była to stolica Egiptu w czasach Nowego Państwa (1550 – 1070 r. p.n.e.) i jedna z największych metropolii starożytności. Dzisiaj o wielkości i chwale dawnych Teb świadczą tylko ruiny tamtejszych świątyń. Tebańskie cmentarzyska, którymi władali Ozyrys (pan zaświatów), Anubis (opiekun mumifikacji), leżą bardziej na zachód, na drugim brzegu Nilu, na zboczach wzniesień, które w tej okolicy dochodzą do samej rzeki. Według wierzeń to właśnie na zachodzie Re, bóg słońca, kończył w swej boskiej łodzi dzienną podróż po nieboskłonie, pogrążał się w głębinach świata nocy. Tutaj chowani byli królowie i książęta, małżonki faraonów i innych egipskich dostojników, artyści, ludzie żyjący z pracy swoich rąk, a nawet ubodzy, którzy nie mając środków na budowę prawdziwego grobu, wybierali na miejsce wiecznego spoczynku proste jamywygrzebane w kamienistym gruncie. Królewskie grobowce pod Tebami umiejscowione są głównie w dwóch osobliwych miejscach na północnym i południowym skraju nekropolii: w Dolinie Królów i Dolinie Królowych. Pomiędzy nimi znajdują się groby Egipcjan innych stanów (błędnie zwane „grobami możnych”), różniące się od grobowców królewskich architekturą i przede wszystkim wystrojem. Odnaleziono tam ponad pięćset grobowców, w miejscach noszących obecne nazwy:Asasif, Dra Abu el-Naga, el-Khokha, Sheikh Abd el-Qurna, Qurnet Murai, Deir el-Medina, Deir el-Bahri.

Budowa własnego grobowca, w którym miało nastąpić odrodzenie zmarłego króla, stanowiła jeden z głównych celów życia każdego z faraonów. Na ogół miejsce wybierano już we wczesnych latach rządów faraona i przygotowywano plan grobowca, wyszczególniając nie tylko elementy architektoniczne, ale również ozdoby i passusy z różnych tekstów rytualnych, umieszczane na ścianach. Miało to umożliwić zmarłemu królowi pokonanie licznych przeszkód w drodze ku zaświatom oraz ostateczne odrodzenie po zjednoczeniu się ze Słońcem. Plany królewskich grobowców są dość skomplikowane, ale zwykle zawsze projektowano schody, długie, wydrążone w skale przejście łączące jedną lub więcej sal ze znajdującą się na jego końcu komnatą pogrzebową (zwaną „złotym pokojem”; złoto było materiałem, który symbolizował nieskalane boskie ciało). Tam składano sarkofag faraona, i tam też, wedle wierzeń starożytnych Egipcjan, król zamieniał się w istotę boską. Z grobowej komnaty jego dusza wznosi się do niebios, by połączyć się z bogiem słońca Re.

W okresie Nowego Państwa ów proces przedstawiano symbolicznie poprzez łukowate sklepienie, na którym przedstawiano boginię Nut [personifikację nieba]. Grobowce XVIII Dynastii od tych z czasów XIX dynastii odróżnia pewna architektoniczna osobliwość. W starszych grobach korytarz prowadzący w dół skręca w lewo lub w prawo, zwykle pod kątem 90o, lecz w późniejszych wiódł prosto, nieco płycej. Ściany i mury ozdobione były wielobarwnymi reliefami, które przedstawiały sceny z zaświatów oraz drogę, jaką, miał do przebycia faraon. Aby dostać się do królestwa Ozyrysa musiał on przejść wiele prób. Teksty umieszczone na ścianach czerpano z utworów o treści religijnej (takich jak: Księga Amduat, Księga Umarłych, Księga Bram, Księga Jaskiń, Księga Ziemi, czy Litania do Re) oraz komentarzy do nich, często z odnośnymi rycinami. Dzięki tym tekstom zmarły zapoznawał się z magicznymi zaklęciami, koniecznymi do przezwyciężania trudności związanych z podróżą do nieba. cytat: Colin Renfrew, Archeologia.

Nekropolia w Dolinie Królów stanowi „niematerialny” wkład w symbolikę Mężczyzny – rzeki Nil. Równie ważna jak Kosmologia i Teologia Egipskiej Religii jest jej aspekt Antropologiczny dotyczący rzeczy ostatecznych, rozważający zagadnienie – co się dzieje z człowiekiem po jego śmierci. Jak wiadomo egipcjanie wierzyli, że człowiek żyje tak długo, również „na tamtym świecie”, jak długo zachowa swoje ciało, (które według nich jest siedliskiem duszy), w możliwie jak najbardziej nienaruszonym stanie. Osiągnąć to można było tylko poprzez zastosowanie mumifikacji. Egipcjanie wierzyli, że tak jak Ozyrys – zamordowany przez Seta powraca do życia dzięki narodzinom Horusa, który pokonał wroga swego ojca, tak każdy ze zmarłych i pochowanych w nekropolii Teb, a także i inni w całym Egipcie, powrócą kiedyś do życia zmartwychwstając w nowym lepszym świecie. Starożytni egipcjanie podobnie jak ich poprzednicy, a później jak się okaże i ich następcy, rozumieli to jednak zbyt dosłownie.

Całą sprawę ponownych narodzin należy rozumieć nie jako powrót do życia, do materialnego ciała, które do tego stopnia się ożywi, że zmarły człowiek nagle wstanie, otrzepie pył ze swoich kilku tysiącletnich kości i zacznie wykonywać te czynności jakie do tej pory – czyli przed śmiercią wykonywał, ale powrót do życia tego człowieka w formie niematerialnej. Jak taki powrót do życia mógłby wyglądać próbuję wyjaśnić to w rozdziale poświęconym mózgowi człowieka. Za sprawa „Boga – Stwórcy” , „film człowieka” czyli egipskie Ka i Ba, mógłby powrócić z miejsca czasowego tylko „pobytu”- „Nieba” na „Ziemię”. Ale aby to nastąpiło, człowiek musi być do tego przygotowany. Jednakże to nie my będziemy o tym decydować, może to nastąpić tylko w odpowiednim ku temu czasie.

Potwierdzeniem tego, że egipcjanie są świadomi „powrotu do życia” jest sposób w jakiprojektowano grobowce. Ta architektoniczna osobliwość – skręcających pod kątem 90 stopni korytarzy, swoją symboliką nawiązuje do pochówków dokonywanych w czasach gdy Człowiek Kromanioński żył nie z pracy swoich rąk, tylko ze zbieractwa i myślistwa. Ludzie w tamtych czasach chowali swoich zmarłych w pozycji embrionalnej, ze szczególnym uwzględnieniem południkowego ułożenia ciała w tym grobie. Jeśli przypomnimy sobie w jaki sposób najczęściej przebiega poród u człowieka, oraz w jakim kierunku możliwy był „poród” u naszej symbolicznej Kobiety – czyli Międzyrzecza Eufratu i Tygrysa, to tym łatwiej uświadomimy sobie, że kierunek tego pochówku jest tożsamy z ułożeniem embrionu w brzuchu kobiety. Z tego wszystkiego wynika jeden bardzo ważny wniosek: Pochówki te nie były tylko pożegnaniem się ze zmarłym. W rzeczywistości, embrionalne ułożenie zmarłego miało symbolizować powrót do „Matki Ziemi” (z prochu powstałeś i w proch sięobrócisz), jednakowoż po pewnym czasie dzięki inspiracji „Boga – Stwórcy” – miał narodzić się na nowo. W całej „przedpotopowej” Euroazji, pochówki zmarłych przeważnie odbywały się zgodnie z tym samym rytuałem (w pozycji embrionalnej i głową na południe).

Konkludując można stwierdzić, iż starożytny Egipt zasługuje na miano spadkobiercy „przedcywilizacyjnych” kultur oraz, że pochówki zmarłych w gruncie rzeczy były tylkoprzygotowaniem do „ponownych narodzin”. Świątynia Ozyrysa w Abydos jest symbolem poprzedniego życia zaś Świątynia Hathor odzwierciedla „piękno” rodzącego się „nowego” Człowieka. Czyżby egipcjanie nie „upamiętnili” najważniejszej osoby w tej rodzinie – ich dziecka Horusa? Nic podobnego, nie zapomnieli i o nim. Tym „nowym”, rodzącym się w bólach Człowiekiem, którym to właśnie my jesteśmy jest Świątynia Horusa w Edfu – leżąca niedaleko Teb. Została ona zbudowana w okresie panowania greckich Ptolemeuszów (237 – 57 r. p.n.e.). Świątynia Horusa swoim planem zabudowania w doskonały sposób symbolizuje sylwetkę dziecka.

Edfu

Nie jest to już zespół kilku dziedzińców i kolumnad ale jednobryłowy kompleks składający się z jednego dziedzińca i kilku pomieszczeń. Pierwsza wejściowa brama – to stopy małego Horusa, zaś korpus jego ciała wraz z głową, tworzy jedną całość. Tak jak u małego dziecka, można wyróżnić: dość duży brzuch, małe płuca i szyję oraz proporcjonalną w stosunku do reszty ciała dużą głowę. Całość tego wyjątkowego w swoim rodzaju kompleksu powoduje, iż tej figury nie można pomylić z dorosłym człowiekiem. Jakie jest symboliczne znaczenie tej świątyni, już wiemy, dodam tylko, że jej usytuowanie jeszcze raz potwierdza logikę takiego a nie innego wyboru. Nowo narodzony człowiek nie znajduje się w okolicy Delty Nilu ale poniżej olbrzymiego załomu rzeki – Fallusa, w pobliżu swego poczęcia – czyli świątyni Amona: Karnaku i Luksoru.

Kobieta, Mężczyzna, Dziecko – nowe Życie

Kobieta

Mężczyzna

Dziecko - nowe życie

Egipt – czyli Mężczyzna, część trzecia – Serce

Tak jak świątynia Hatszepsut była tylko drobnym „wybrykiem”, tak to co zrobił faraon Amenhotep IV było już iście rewolucyjnym przewrotem, na który kapłani wtajemniczeni w „misję” cywilizacji Egiptu z całą pewnością nie mogli sobie pozwolić. Faraon ten poważył się na największą świętość i wprowadził kult jednego tylko, podkreślam jedynego boga – Atona, w miejsce odwiecznego kultu boga Amona. Aby zrozumieć niezwykłość i wyjątkowość tego „zamachu”, należy przede wszystkim dociec jakimi motywami mógł kierować się Amenhotep IV. Zacznijmy od charakterystyki obu bóstw.

Amon jedno z najważniejszych bóstw starożytnego Egiptu. Mąż Mut, ojciec Chonsu. Po utożsamieniu z Re stał się naczelnym, bogiem państwa. Od XIV w. p.n.e. posiadał cechy bóstwauniwersalistycznego, wyobrażany z głową barana lub w czapce z dwoma piórami, wyrocznia w oazie Siwa (IV w. p.n.e.)

Aton – tarcza słoneczna, widzialny przejaw boga Re. Jedyne bóstwo w religii Amenhotepa IV –Echnatona. Przedstawiany jako dysk słoneczny z promieniami zakończonymi dłońmi.

Oba te bóstwa są „personifikacją” tego samego Boga – Re, który w starożytnym Egipcie uznawany był za twórcę wszechświata. Dlaczego wiec to samo w końcu znaczenie tych bóstw tak bardzo wzburzyło kapłanów, iż po śmierci faraona przenieśli stolicę z Tel el- Amarna z powrotem do Teb. Gdyby kult Amona nie miał swego ukrytego znaczenia to być może stolica oraz kult Atona pozostałaby w Tel el- Amarna. Świątynie Amona w Luksorze i Karnaku oraz święto Opet sąjednoznacznym dowodem na to, że kult Amona nie był tylko zwykłą wiarą w Stwórcę- Re. Tendualistyczny kult Kobiety i Mężczyzny był „spadkobiercą” innych dualistycznych kultów znanych z „prehistorii”. Dualizm w swojej symbolice miał być zakodowaną informacją przeznaczoną dla człowieka z czasów Człowieka – Ptaka. Gdyby kult Amenhotepa IV starł z powierzchni ziemi wszystkie te „jednostkowe tropy”, to w jaki sposób ten „głos z przeszłości” miałby do nas dotrzeć? Kapłani nie przeciwstawiali się samej tylko zamianie religii ale ta ich „interwencja” była ocaleniem przed zniszczeniem całego dotychczasowego wysiłku dziesiątek pokoleń.

Tel el - Amarna

Amenhotep IV przyjął imię Echnaton i w wyjątkowo spektakularny sposób zerwał związki z Tebami. Patrząc na to w jakim miejscu na mapie leży ta świątynia nie ma żadnych wątpliwości, że jest toserce symbolicznego mężczyzny. Zachodzi jednak pytanie: co by się stało gdyby Echnaton nie przeniósł stolicy do Tel el- Amarna? Na mapie Nilu nie byłoby serca. A cóż wart jest, symboliczny nawet człowiek bez najważniejszego dla krążenia krwi narządu? Coś mi się zdaje, że cała ta „afera” była bardzo dobrze wyreżyserowanym wybiegiem aby owo serce umieścić tam, gdzie powinno być jego miejsce.

Tel el - Amarna

I dalej, zdaje mi się, że miłość Echnatona do Boga- Re nie pozwoliłaby mu na to, aby bez jego zgody zniekształcić, a tym samym i zniweczyć, tak od wieków pieczołowicie realizowany plan. Jeśli więc Echnaton „wykonywał” zamysł „Siły Wyższej”, to kapłani wcale nie musieli o tych zamiarach wiedzieć. Z tego wynika, że przeniesienie stolicy było zamierzone i wykonane z taką samą precyzją, jak wszystkie inne do tej pory budowle i świątynie. I dalej, jeżeli było to zamierzone, to Echnaton musiał mieć jakiś szczególny, bezpośredni i osobisty kontakt z samym „Stwórcą” – Bogiem- Re.

W jaki sposób mogło się to odbyć można się tylko domyślać. Echnaton nie był „obrazoburcą i gwałcicielem” kultu Amona, a tylko „pośrednikiem” w realizacji poważne go zadania – zbudowania świątyni, która będzie symbolem serca mężczyzny. Czy wiedzieli o tym kapłani – nie koniecznie. Było to bardzo nietypowe i wyjątkowe jednakże konieczne zadanie. Ogromna miłość do Boga kazała mu być odstępcą od wiary przodków, ale Echnaton wcale takim odstępcą nie jest. Z tego też względu Amenhotepowi IV należy się? ze strony historyków i archeologów pełna i zasłużona rehabilitacja.

Na koniec jeszcze jedna sprawa. Biorąc wszystko powyższe pod uwagę można stwierdzić, iż Kult Atona nie był „falstartem” we wprowadzaniu Religii monoteistycznej, ponieważ Religia, jak to próbowałem udowodnić w Egipcie wcale nie była „potrzebna”, ale przemyślanym działaniem „apostaty” Amenhotepa IV. Kult Atona faraona Amenhotepa IV stanowił jeszcze przed Judaizmem, Chrześcijaństwem i Islamem, pierwszą oficjalną Religię monoteistyczną, które to Religie dopiero w następnych wiekach zapanują nad większością politeistycznych religii na całym świecie.

Egipt – czyli Mężczyzna, część czwarta – Nogi

„Abu Simbel – świątynie w Abu Simbel znajdują się na lewym brzegu Nilu, w regionie zwanym Nubią, nieopodal drugiej katarakty oraz granicy egipsko – sudańskiej. Zespół architektoniczny Abu – Simbel jest na całym rozległym obszarze, na którym faraonowie wznieśli liczne świątynie budowlą najbardziej niezwykłą, a także przedmiotem spektakularnej akcji, przeprowadzonej w latachsześćdziesiątych pod egidą Unesco, związanej z konstrukcją Tamy Asuańskiej. Zabytek w Abu Simbel został odkryty w marcu 1813 r. przez szwajcarskiego podróżnika i orientalistę J. L.Burckhardta, który odnalazł także miasto Petra w Jordanii. Monument składa się z dwóch wydrążonych w skale świątyń z czasów Ramzesa II: większa z nich poświęcona była bogu słońca Re- Harachte, mniejsza zaś bogini Hathor. Wielka świątynia w Abu Simbel ma wyciętą w skale fasadę wysokości około 30 m. i szerokości 35m., z czterema ogromnymi posągami, przedstawiającymi siedzącego Ramzesa II. Każdy z nich liczy po 21 metrów. U stup tych kolosów znajdują się mniejsze figury ważniejszych członków rodziny króla. Ponad wejściem do świątyni, pomiędzy posągami Ramzesa wykonano wizerunek boga Re- Harachte z głową sokoła. Szczytowykarnes fasady zdobi rząd dwudziestu dwóch płaskorzeźb przedstawiających pawiany. Za westybulem mieści się wielka sala, której sklepienie podtrzymuje osiem filarów, a dalej następna sala kolumnowa.

W głębi znajduje się drugi westybul, który wiedzie do sanktuarium – małego pomieszczenia, gdzie odprawiano kultowe rytuały, w zachodnim skraju świątyni. Cztery posągi przed frontem świątyni przedstawiają Ramzesa siedzącego na tronie, uwiecznionego w podwójnej koronie Górnego i Dolnego Egiptu. Liczne figury wokół nóg sięgają mu najwyżej do kolan. Są to wizerunki jego małżonki, Nefertari [trzy z nich] oraz innych krewnych. Trony pokryte zostały wklęsłymi reliefami obrazującymi krainy i ludy podbite w czasie kampanii wojennych za panowania Ramzesa. W sali kolumnowej reliefy obrazują kampanie prowadzone przez króla w Syrii i Libii oraz słynną bitwę z Hetytami pod Kadeszem.

Podkreślenie nadludzkiej natury faraona osiąga swoje apogeum w posągach w sanktuarium – tam, u nie-wielkiego ołtarza z Naos, gdzie spoczywała święta łódź, ustawiono cztery figury głównych bogów tamtego okresu: Ptaha z Memfis, Amona- Re z Teb, Re- HarachteHeliopolis oraz samego faraona. Wielką świątynię zaprojektowano w taki sposób, aby pierwsze promienie wchodzącego słońca, któremu hołd składały dwadzieścia dwa pawiany na górnym fryzie fasady, dwukrotnie w ciągu roku rozświetlały wnętrze budowli, przebiegając przez sale, przedsionki i wpadając do sanktuarium. Tam iluminowały posągi boskiego władcy oraz słonecznych bóstw – Amona- Re i Re- Harachte. Tymczasem posąg Ptaha pozostawał w charakterystycznym półmroku. Ponieważ słoneczne światło docierało bezpośrednio do posągów tylko dwa razy w roku [20 lutego i 20 października], można wysnuć wniosek, że daty te miały związek z ważnymi wydarzeniami z czasów panowania Ramzesa.” cytat: Colin Renfrew, Archeologia

Abu Simbel

Abu Simbel

Każde z poprzednich sanktuariów, swoim kształtem oraz miejscem położenia na mapie, symbolizowało inną część ciała. Piramidy w Delcie Nilu – głowa, świątynie Amona w Karnak i Luksorze, św. Hathor w Denderze, św. Ozyrysa w Abydos i św. Horusa w Edfu – podbrzusze, św. Atona w Tel el- Amarna – serce. Cóż w takim razie może symbolizować, ta świątynia w Abu Simbel, leżąca na samym południowym skraju Egiptu? Logika wskazuje, że mogą to być tylko nogi symbolicznego Mężczyzny.

Nubia - mapa

Nubia – mapa

Jak widać na mapie – Nil wygięty jest w charakterystyczny sposób – niczym sylwetka Mężczyzny podczas największego, szczytowego uniesienia, z olbrzymim fallusem skierowanym ku Kobiecie „leżącej” nad Zatoką Perską. Sylwetka ta nie stoi spokojnie, lecz w wyraźny sposób klęczy (taki jest bieg rzeki). Wiedział o tym także Ramzes II. I na jaki wpadł pomysł nakazując budowę świątyni?Otóż najbardziej charakterystycznym elementem czterech wielkich figur stojących u wejścia do świątyni, są wystające kolana i podudzia. Właśnie taki jest sens zbudowania tej świątyni, właśnie w tym, a nie innym miejscu.

Abu Simbel - wnętrze wiątyni

Abu Simbel – wnętrze świątyni

Pozostałe, tak zagadkowe dla „naukowców” elementy: wnętrze świątyni, promyk słońca w czasie letniego i zimowego przesilenia, oraz symbolika ilości (dwóch) świątyń – świadczących o dualizmie, nie stanowią już dla każdego uważnego czytelnika żadnej tajemnicy, dlatego też jak sądzę nie ma potrzeby bym po raz kolejny je objaśniał.

„W okresie Średniego Państwa rozpoczęto regularny podbój Nubii. W rejonie II Katarakty we wzniesionych przez Egipcjan warowniach stacjonowały garnizony strzegące bezpieczeństwa granic. W okresie Nowego Państwa, władza Egipcjan sięgała do IV Katarakty. Na okupowanym terytorium wznoszono miasta i budowano sanktuaria tebańskiego Amona – Re oraz wprowadzano administrację, której podstawowym zadaniem było ściąganie trybutów. Około 750 r. p.n.e. powstało niezależne królestwo Kuszu, które w czasach największego roz-kwitu sięgało od HieraSykaminos (becnej Al. Muharraki) na północy, po VI kataraktę na południu. Ruiny miasta Meroeleżą w pobliżu dzisiejszego Szandi na wschodnim brzegu Nilu, około 200 km na północny wschód od Chartumu. Od jego nazwy pisarze starożytni nadali całemu krajowi miedzy Nilem, Atbarą, Nilem Błękitnym nazwę Insula Meroe – Wyspa Meroe. Królewską rezydencję przeniesiono tam z Napaty – pierwszej stolicy Królestwa Kuszu prawdopodobnie na początku VI w. p.n.e. za panowania Aspelty(593 – 568 r. p.n.e.), jednakże do III w. p.n.e. nadal grzebano władców w Napacie. Historia Meroe obejmuje okres od około 300 r. p.n.e. do 350 r. n.e. Od chwili przeniesienia stolicy państwakuszyckiego do Meroe wzrosło znaczenie samego miasta, a także południowej części królestwa. W północnym Sudanie, rządzonym przez władców Napaty, za czasów XXV dynastii (około 720 r. p.n.e.) odżyła tradycja grzebania monarchów w piramidach. W Egipcie obyczaj ten wygasł już pod koniec epoki Średniego Państwa.

Najdawniejsze cmentarzysko władców Meroe odkryto w Al- Kuru, na prawym brzegu Nilu. Powstało w całości w okresie napatańskim, a jego najstarszym zabytkiem jest grobowiec Pianchiego (751 – 716 r. p.n.e). Ostatnim królem pochowanym w tej nekropolii był Tanutama-ni. Później potomkowiePinachiego wznosili piramidy dla siebie i członków swojej rodziny w miejscowości Nuri, na przeciwległym brzegu rzeki, około 9,5 km w górę od współczesnego miasta Taharki. Po nim w Nuri spoczęli kolejni władcy, aż do czasów Nastasena. Następnych grzebano w Meroe, z wyjątkiem kilku pochowanych w Dżabal Barkalu. Piramidy w Meroe wzorowano na monumentach grobowych z okresu napatańskiego. Piramidy meroickie są najdalej na południe Sudanu wysuniętą grupą tych budowli. Królewskie nekropolie znajdują się na pustyni, około 5 km na wschód od miasta. Dzieli się je na trzy grupy – północną, południową i zachodnią. Najstarszy jest Cmentarz Północny, główne miejsce grzebania władców i ich krewnych. Jego najwyższe i najlepiej zachowane piramidy, usytuowane wzdłuż skalistej krawędzi pustyni osiągają ponad 30 m wysokości. Pierwszym pochowanym tam królem był Arakakamani (295 – 275 r. p.n.e.) – identyfikowany z Ergamensem, znanym ze źródeł klasycznych.

Kult Amona rozpowszechnił się w Nubii Pubu w czasach dominacji egipskiej. Później uznano go za oficjalną religię państwa kuszyckiego. Za panowania królów XXV dynastii główna świątynia boga w Tebach cieszyła się niebywałą szczodrością napatańskich władców. W państwie kuszyckimszczególną czcią otaczano tebańskiego Amona-Re. Z inskrypcji królów napatańskich wynika, że nie chodziło im tylko o zdobycie przychylności kapłanów w podbitym przez siebie Egipcie, ale o fakt, iż w ich własnym kraju kult Amona miał wyjątkowe znaczenie.” cytat: Starożytne cywilizacje, numer 45, Nubia I.

W kilkaset lat po zaprzestaniu stawiania w starożytnym Egipcie piramid, nagle bez jakiejkolwiek wytłumaczalnej przyczyny w Królestwie Kusz, reaktywowano kult boga Amona, zaczęto budować takie same choć znacznie mniejsze niż w Egipcie piramidy. Czy było to tylko czyste naśladownictwo i chęć dorównania miejscowym królom i egipskim faraonom? Jak wskazuje na to dotychczasowa „odkodowana” historia cywilizacji Egiptu, takie myślenie z góry skazane jest na porażkę. Rekonstrukcja pierwotnego wyglądu Cmentarza Północnego w Meroe jednoznacznie potwierdza, że cały dotychczasowy wysiłek wszystkich pokoleń egipcjan, od pierwszej do ostatniej dynastii, ukierunkowany był tylko i wyłącznie na zbudowaniu sanktuarium kosmicznej wielkości symbolu mężczyzny na rzece Nil. Ludzie ci, żyli, rodzili się i umierali w przeświadczeniu, że ich trud nie pójdzie na marne. Dzięki korzystnemu rozwojowi wypadków (kult Amona w Kusz), dzieło dziesiątek pokoleń egipcjan, można było doprowadzić do końca. Jak wiadomo Abu Simbel – było symbolem kolan. Brak w tej całej „układance” ostatniej części męskiego ciała.

Meroe

Meroe

Wygląd Cmentarza Północnego mówi sam za siebie – człowiek „składa się” także i ze stóp. Zakole rzeki Nil między IV a VI kataraktą – czyli Al- Bajjuda, idealnie pasuje, niczym olbrzymi but, na nogę naszego „Kopciuszka” Nawet tak drobny szczegół – jak pięta Achillesa, ma swoją egzemplifikację w postaci małej piramidki. Niesamowite!!

Insygnia władzy królewskiej

Tak więc wraz z utworzeniem w Królestwie Kusz ostatniej części symbolu Mężczyzny, „misja” całej egipskiej cywilizacji dobiegła końca. Trwało to około trzy tysiące lat: od jej powstania w OkresiePredynastycznym, poprzez trzy okresy wielkiej świetności, aż do niespodziewanego Późnego Okresu. Cel tej „misji”, wcześniej zaplanowany przez „przybyszy” z Sumeru, zrealizowany został dzięki nieustannej i nie przez wszystkich zrozumianej zapobiegliwości kapłanów – opiekunów kultu Amona, a także i innych „lokalnych” kultów. Oficjalnie, „święciły” one główne postacie z egipskiej mitologii ale w ukrytym znaczeniu miały być szyfrem, wiedzą tajemną, która przekazywała z pokolenia na pokolenie prawdziwy sens tych ceremonii. Wszystkie te rytuały były odpowiednikiem takiej samej wiedzy jaka zakodowana została w postaci kopców, megalitów, kromlechów przez ludzi z epoki „przedcywilizacyjnej”. Wiedza ta zahibernowana została nie tylko w mitologii i architekturzepiramid i świątyń. Przebłyski geniuszu egipskiej cywilizacji odnajdujemy także w symbolice rzeźb, ubiorów i przedmiotów kultu i władzy. Są one drobnym i ledwie widocznym dla niewprawnego oka uzupełnieniem całości ogromnego w swoich rozmiarach arcydzieła ludzkiej Myśli i Wiary.

ANKH

Takim symbolem, w którym zawarta jest cała esencja wiedzy egipskich kapłanów i wszystkichwtajemniczonych jest ANKH, który łączy w sobie krzyż boga Ozyrysa z owalnym uchwytem – kojarzonym z Izydą. Przyglądając się uważnie temu symbolowi, mając zarazem w w pamięci „klucz” do jego odszyfrowania, można stwierdzić, że: Kolumna Ozyrysa, (inaczej zwana Dżed) z czterema stopniami prowadzącymi do poznania idei dualizmu jest tożsamy z komorami odciążającymi, które, jak pamiętamy stanowią najistotniejszą część Komnaty Królewskiej w Piramidzie Cheopsa. Bogini Izyda na krzyżu boga Ozyrysa jest symbolem Ewolucji Życia na Ziemi i Ewolucji Człowieka. Nad tymi dwoma, najważniejszymi dla narodzin Horusa „osobistościami”, czuwa sam Amon utożsamiany z Re – twórcą wszechświata. Wszystkie te elementy ANKH, połączone w jedno wspólne znaczenie – symbolizują właśnie Horusa – czyli Człowieka przyszłości, dla którego egipcjanie zbudowali „Arkę”.Ten trójelementowy symbol zawiera w sobie całą Wiedzę starożytnego Egiptu.

Skarabeusz

Skarabeusz – w starożytnym Egipcie był najpopularniejszym amuletem, jednakowoż opisuje go tyle błędnych określeń, że te „święte stworzenie” aby się przed nimi uchronić, z pewnością z zażenowania skryło się już w głębi ziemi. Żuki te toczą przed sobą na duże odległości większe od siebie kulki nawozu zawierające w swoim wnętrzu jaja, z których wypełzają nowo narodzone żuczki. Toczona przez żuka kulka gnoju symbolizować ma przesuwanie się Słońca po nieboskłonie, zaś nowo narodzone żuczki – nowe Życie wyłaniające się z głębii Ziemi. Aby rozwikłać prawdziwą symbolikę Skarabeusza należy wziąć pod uwagę: znaczenie Dualizmu, Kult Człowieka Ptaka, znaczenie Piramidionu, znaczenie ANKH.

Insygnia władzy królewskiej

Insygnia władzy królewskiej. Podczas oficjalnych uroczystości, podczas koronacji, wwizerunkach mumii, faraon zawsze występował w odświętnym stroju wraz z atrybutami władzy królewskiej jakimi były: laska i bicz, trzymane w skrzyżowanych na piersiach dłoniach. Czoło faraona zdobiły kobra i sęp a na jego szyi wisiał bogato inkrustowany sokół z szeroko rozpostartymi skrzydłami. Nie wiem kto pierwszy użył insygni do oznaczenia władzy monarszej, ale te symbole w starożytnym Egipcie wcale nie oznaczały tego co chcieliby w nich widzieć historycy i znawcy starożytności.

Aby zrozumieć ich sens nie potrzeba żadnej filozofii. Wystarczy przypomnieć sobie jak bardzo ważna dla powstania całej cywilizacji Egiptu i Sumeru była idea Dualizmu i co on oznaczał. Mężczyzna i Kobieta – symbolizują Dobro i Zło, Słońce i Księżyc, zasadę Dodatnią i Ujemną Całości. Jest to Jedność przeciwieństw, która była esencją filozofii Heraklita i innych Jończyków. Mając to na uwadze tym łatwiej będzie zgodzić się z tym, że: bicz jest symbolem promieni słonecznych – czyli Słońca. Świadczy o tym chociażby złoty kolor farby jaką pokryty jest ten „bicz”. Laska natomiast swoim kształtem i błękitnym kolorem lapis lazuli symbolizuje – Księżyc. I jeszcze jeden przykład Dualizmu: kobra i sęp z nakrycia głowy faraona. Kobra – to Zasada Męska, zaś Sęp – Żeńska. Zgodnie z legendą, samice sępów karmią swoje młode własną krwią – (instynkt macierzyński). Sokół z rozpostartymi skrzydłami w starożytnym Egipcie poświęcony był bogu Słońca Re a także był symbolem Horusa, który był przedstawiany jako człowiek z głową sokoła. Znaczenie tego ptaka na piersiach faraona jest jednak nieco inne. Rozpostarte skrzydła świadczą o nadziei faraona na rychłe zmartwychwstanie, dzięki ludziom znanym z Kultu Człowieka Ptaka oraz dzięki czasom, które kiedyś nadejdą.

Bródka

Jak wszyscy sądził, że jego dusza powróci i ożywi ciało. Czy była to tylko wiara oparta na tradycji i niespełnionych marzeniach, czy też konkretna wiedza wynikająca z konkretnych (choćby tylko jednostkowych) w relacji Bóg – Człowiek, to odpowiedź na to zasadnicze pytanie nie jest łatwa. Rąbka tajemnicy można uchylić rozszyfrowując jeszcze jeden, najważniejszy atrybut boskości i władzy królewskiej. Tym symbolem jest bródka – najdziwniejszy i najbardziej nieodgadnięty do tej pory wyróżnik przynależny tylko najważniejszym bogom: Ozyrysowi i Amonowi – Re a także faraonom, którzy byli namiestnikami Boga na Ziemi. Nawet królowa Hatszepsut, jak nakazywała tradycja, na posągach znalezionych w Deir el- Bahari przedstawiana jest jako mężczyzna z brodą. Na wszystkich płaskorzeźbach, posągach, rysunkach, faraonowie ukazywani są zawsze bez żadnego zarostu i tylko ta śmieszna, i bardzo sztucznie wyglądająca bródka. Także zmarły w wieku około osiemnastu lat faraon Tutenchamon na pośmiertnej masce przedstawiany jest z takim „dziwnym” atrybutem męskości, chociaż aby go nosić był na to zdecydowanie za młody. Tak więc broda musiała mieć jakieś bardzo konkretne i ważne zarazem symboliczne znaczenie, zapewne większe od wszystkich pozostałych. Aby wyjaśnić fenomen tego zjawiska konieczne będzie małe wprowadzenie.

Steve Price, żołnierz amerykańskiej piechoty morskiej, we wrześniu 1965 roku wpadł w zasadzkępodczas walk w Wietnamie. Dwa odłamki granatu przebiły pierś 21- latka. Zalany krwią runął na ziemię, widział jeszcze sanitariusza, dającego mu zastrzyk z morfiny. Bał się, że kiedy straci przytomność – umrze. Wykrzykiwał więc raz po raz swój numer identyfikacyjny „B 11 – 34 – 02”. I nagle Steve nie widział już nad sobą gęstych drzew azjatyckiej dżungli. Ujrzał za to całe swoje życie: obrazy zmieniały się przed oczyma rannego jak w kinie. „Widziałem siebie jako niemowlę, widziałem, jak ojciec krzyczał na matkę i mnie bił. Oglądałem siebie kradnącego 20 dolarów z kieszeni leżącego na łożu śmierci dziadka. Nikt nie czynił mi z tego powodu wyrzutów, czułem się jednak potwornie winny, odetchnąłem z ulgą, kiedy ta panorama życia wreszcie dobiegła końca” – opowiadał po latach Steve. Został przetransportowany śmigłowcem do lazaretu na Filipinach. Kiedy wieziono go na salę operacyjną, stało się coś, co zmieniło całe życie twardego żołnierza. „Nagle straszny ból ustąpił. Mogłem swobodnie oddychać. Ze zdumieniem zorientowałem się, że unoszę się pod sufitem, patrzę na swe ciało leżące na dole. W chwilę później znalazłem się w tunelu długim i ciemnym.

Z jego ścian dobiegał głośny szum. Na końcu tunelu spostrzegłem światło, bardzo jasne i białe, które jednak mnie nie oślepiało. Wiedziałem, że światło było Bogiem. Boga nie interesowały moje uczynki, lecz przez chwilę trzymał mnie w uścisku swojej miłości. Nigdy dotąd nie przeżyłem czegoś podobnego” – recytował Steve. Zaraz potem żołnierz znalazł się w zalanej słońcem cudownej krainie pełnej drzew i kwiatów o wspaniałych, jaskrawych koronach, jakich nigdy nie spotkał na ziemi. Intensywny zapach kwiatów odurzał go, w koronach drzew poruszanych przez łagodny wiatr śpiewały dziwne barwne ptaki. Za horyzontem ukazał się łuk tęczy innej, piękniejszej niż te, które do tej pory widział. Wśród bajecznego krajobrazu płynęła rzeka. Na jej drugim brzegu Steve rozpoznał swego dawno zmarłego dziadka. „Musisz wrócić. Twój czas jeszcze nie nadszedł” – tymi słowami zwrócił się starzec do wnuka. Jednak on nie chciał opuszczać tego raju, piękniejszego niż dziecinne marzenia. Rozpędził się, by przeskoczyć rzekę i obudził się w szpitalnym łóżku. Operacja się udała. Kiedy Steve opowiedział swą historię nikt mu nie chciał uwierzyć. Lecz strzelec Price był już innym człowiekiem. Kiedy w trzy lata później powrócił na wietnamski front, zorientował się, że nie potrafi już strzelać ze swego M- 16 do ludzi, nawet w obronie własnego życia. „Starałem się to ukryć, w końcu byłem w piechocie morskiej, a marines są szkoleni do zabijania”- wyznaje. Dziś weteran Price jest uczestnikiem grupy samopomocy, działającej w Centrum Zdrowotnym Uniwersytetu Stanu Connecticut. Skupia ona osoby, które przeszły niebezpieczny wypadek, zawał lub stan śpiączki, odzyskały jednak przytomność i opowiedzia-y o swoich doświadczeniach z pogranicza śmierci (ang. Near DeathExperience, NDE).

A były one podobne do tych, jakie stały się udziałem Steve’a. Ludzie ci mówią o sobie: „Jesteśmy tymi, którzy widzieli światło”. Przeżycia NDE stały się powszechnie znane dopiero na początku lat siedemdziesiątych obecnego stulecia, kiedy to młody amerykański lekarz i filozof Raymond A.Moody, opublikował słynną książkę „Życie po życiu”. Doświadczenia z niesamowitej „szarej strefy” między życiem a śmiercią stały się tematem modnym i są nim do dnia dzisiejszego. Doświadczeniami z pogranicza życia i śmierci zainteresowali się również poważni naukowcy. Kardiolog Michael B. Sabon z Connecticut przeanalizował historię choroby 87 pacjentów, których udało się reanimować, 34 spośród nich opowiadało o swoich mistycznych wizjach, o przejściu przez ciemny tunel, na końcu którego lśniło boskie światło. Pediatra Melvin Morse z Seattle wypytał 42 chorych w wieku od 3 do 16 lat przyjętych na oddział intensywnej terapii. Okazało się, że fascynujące przeżycia z dziwnej granicznej krainy między światem żywych a światem umarłych miało każde dziecko, nawet 3- letnie maluchy!

Śmierć kliniczna jest pojęciem bardzo niejednoznacznym – trudno wskazać konkretny moment, kiedy ona następuje. Chociaż terminem tym określa się zanik prądów mózgowych, jednak bardzo trudno powiedzieć, w którym momencie brak tych prądów jest nieodwracalny. Zapas tlenu w komórkach mózgowych, wystarczy na ok. 17 sekund, niezbędnej glukozy na 5 – 8 minut, ale „szczątkowe” prądy mózgowe, mogące być dowodem np. na utrzymywanie się wizji, mogą trwać do 30 minut od ustalenia dopływu tlenu do mózgu. Proces obumierania komórek mózgowych posuwa się nieraz bardzo szybko. Trudno wtedy wskazać granicę między takimi przeżyciami a częstszymi u umierających zaburzeniami świadomości zespołami majaczeniowymi lub majaczeniowo –zamroczeniowymi, w trakcie których występują urojenia, zmiany wzrokowe itd. Niedotlenienie [hipoksja] to jedna z najczęściej wymienianych przyczyn zjawisk NDE.  Amerykański neurolog ErnstA. Rodnin wielokrotnie wprowadzał swój organizm w stan niedotlenienia, w następstwie którego przeżywał „ekstatyczne chwile”. W 1994 roku dwaj lekarze z Kliniki Uniwersyteckiej RudolfaVirchowa w Berlinie poprzez hiperwentylację wywołali u 42 młodych ludzi stan ostrego niedotlenienia mózgu trwający niemal 22 sekundy. Uczestnicy tego eksperymentu opowiadali potem o swych radosnych doznaniach, bardzo przypominających doświadczenia z pogranicza życia i śmierci. Według innej hipotezy tajemnicze fenomeny NDE to po prostu halucynacje, wywołane przez pobudzanie centralnego układu nerwowego.

Spowodować je mogą np. leki psychotropowe, środki anestezjologiczne, gorączka, wyczerpanie oraz ogromny wysiłek fizyczny i psychiczny, związany z procesem umierania. Niektórzy neurolodzy wyrażają pogląd, że w następstwie niedostatku tlenu tzw. limbiczny system mózgu również wytwarza halucynację, czyli spontaniczne wyładowania neuronów w rejonie mózgu odpowiedzialnym za zmysł wzroku. Zdaniem fizjologów, w ostatnich chwilach życia lub w momentach wielkich zagrożeń w stan uniesienia wprowadzają człowieka produkowane przez organizm substancje – endorfiny i enkefaliny. Mogą one wywołać także doznania z pogranicza śmierci. Endorfiny wytwarzane są przez mózg i przysadkę mózgową i mają właściwości opium, aczkolwiek są od niego silniejsze – łagodzą ból i sprawiają, że np. ludzie tonący lub śmiertelne ranni doznają euforycznych przeżyć. Wydzielanie tych substancji to ostatni mechanizm obrony organizmu – kiedy nie ma już szans na ocalenie życia, sprawia on, że przynajmniej śmierć jest piękna. Zwolennicy metafizycznego charakteru zjawisk z pogranicza śmieci twierdzą, że biochemiczne wytłumaczenia tego fenomenu nie są w stanie wyjaśnić przełomu moralnego, jaki przeżyli wszyscy ci, którzy „zobaczyli światło”. Raymond Moody w swych 20 – letnich badaniach nad przeżyciami „u progu śmierci” nie spotkał ani jednego człowieka, który nie doznałby w ich wyniku zasadniczej przemiany swojej osobowości i to w pozytywnym sensie.” cytat: Focus, 1997/11.

Pisząc o Człowieku „przedpotopowym”, który zbudował dla nas „Arkę” twierdziłem, że są to informacje, dzięki którym możemy się dowiedzieć o stanie wiedzy „Noego”. Wiedza ta niejednokrotnie przewyższa nasze dość mętne wyobrażenie o świecie i naszej historii. Dopiero od niedawna nasza nauka zaczęła „doganiać” swoim poziomem to, o czym oni wiedzieli już kilka tysięcy lat temu. O przyczynach tego „zaćmienia” umysłu już pisałem. Tworząc z takim poświęceniem tak ogromne „pamiętniki”, każda z tych wielkich cywilizacji, miała na celu nie tylko to by się „pochwalić” swoim poziomem wiedzy, ale przede wszystkim to abyśmy my Ludzie z „epoki” Człowieka Ptaka nie musieli otwierać już raz otwartych drzwi. I taki właśnie jest prawdziwy i zasadniczy sens budowy tych wszystkich sanktuariów, piramid, głazów przez wszystkie te cywilizacje, ludy, plemiona przed „potopem”- czyli przed wyczyszczeniem „taśmy pamięci” przez „Najwyższego”. Jeśli to co pisałem o cykliczności Wszechświata, o Neandertalczyku, o Konkluzji, o symbolicznym znaczeniu Biblii, o Dualizmie, o Sumerze i o Egipcie jest prawdą, to dlaczego ma nie być prawdą to o czym mówią inne kody i szyfry, o których jeszcze nawet nie wspomniałem? Cóż więc znaczą te wszystkie domysły i hipotezy wobec wiedzy ludzi „przedpotopowych”, którzy swojej wiedzy „dostąpili” z samego źródła prawdy. Jeszcze raz powtarzam, „Arka” została zaplanowana i zbudowana przez człowieka, lecz to co i ile ona zawiera zależy tylko i wyłącznie od tego, który tę „Arkę” nakazał zbudować. Skorzystajmy więc z tej „zahibernowanej” w symbolach wiedzy, po to w końcu została ona stworzona.

W starożytnym Egipcie – Ozyrys i Amon – Re oraz faraonowie, w Grecji – Zeus, w Mezzoameryce Quetzalcoatl, a nawet drewniane figurki z Wyspy Wielkanocnej – wszystkie te przedstawienia boskości, stanowią zakodowaną w podświadomości człowieka reminiscencję, która objawia się w chwilach największej ekstazy lub też gdy życie człowieka kończy swój byt i zmierza świetlistym tunelem ku swemu przeznaczeniu. Na końcu tego tunelu jest „Bóg”, który od najdawniejszych czasów aż do chwili obecnej, objawia nam się zawsze w ten sam sposób. Ci, którzy znaleźli się po tamtej stronie i powrócili z „piętnem” wszechogarniającej miłości najczęściej opisują Go jako starca z siwą brodą. Właśnie ta broda jest najbardziej charakterystycznym i symbolicznym zarazem atrybutem boskości wszystkich Religii i Kultów. Ma to swoje potwierdzenie w najważniejszym „pamiętniku”, czyli w cywilizacji starożytnego Egiptu ale także i w tak egzotycznej i odległej od „Starego Świata”- cywilizacji Azteków.

Aztekowie stanowili ostatnią prekolumbijską cywilizację na terenach Ameryki Północnej i Środkowej. Ich kultura i wierzenia wiele zawdzięczają cywilizacjom wcześniej powstałym na tym terenie Pierwszą i najważniejszą cywilizację stworzyli Olmekowie, którzy pozostawili po sobie tak jak i inni swoją „Arkę”. Ich następcy: Toltekowie i Aztekowie kontynuowali tylko ich dzieło. To co łączy te prekolumbijskie cywilizacje z pozostałymi wcześniej omówionymi, to oprócz wspólnej ideii także sposób w jaki przedstawiani są ich główni bogowie: Quetzalcoatl – (bóstwo z brodą) – „Pierzasty Wąż” i Tlaloc – Bóg Deszczu.

Tak więc, wizja Boga z rzeźb, masek pośmiertnych, mumii faraonów oraz wizerunki głównych bogów: Ozyrysa i Amona – Re w starożytnym Egipcie, (który jestnajdoskonalszym przykładem zakodowanej wiedzy), a także i w pozostałych kulturach i cywilizacjach całego świata, jest całkowicie zgodna z wizją boga, doświadczaną przez ludzi w czasie NDE.

Wniosek ten ma bardzo ważne konsekwencje albowiem zachodzi pytanie: czy Człowiek ulegając śmierci klinicznej (NDE), w wyniku Hipoksji „widzi” „Boga”, czy tylko Go sobie „wyobraża”? Czy Człowiek jest „twórcą” „Boga, czy to „Bóg” „witając” Człowieka w „Niebie”, wita go jako swego ukochanego Syna – swoje „dzieło”? Jeśli „prawdą” jest to wszystko co do tej pory napisałem, to „prawdą” jest także i to, co napisane jest w Biblii – I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. – Genesis 1.27.

Czas już pożegnać się z naszym Mężczyzną – drugą połówką w koncepcji budowy sanktuarium Jedności Przeciwieństw. Tej kosmicznej wielkości symbol Dualizmu – Słońca i Księżyca, „Dobra i Zła”, przetrwał do naszych czasów dzięki Wierze i Pracy naszych przodków by we właściwym momencie potwierdzić, że w czasach „przedpotopowych” Człowiek popełnił wielki błąd. Jednocześnie ta „Arka”, niczym kod z Pionieera, ma być „informacją”, która obali wszelkie błędne teorie i hipotezy jeszcze nie w pełni ukształtowanego Człowieka, dzięki czemu wszyscy ci zmarli już jej budowniczowie będą mogli powrócić do „życia”. Te odwieczne marzenie Człowieka może się spełnić tylko dzięki „Opatrzności Bożej”. Gdyby jej nie było – nie miałaby sensu cała cykliczność Wszechświata, a zatem powtarzalność szeroko rozumianego Życia. Wszystko byłoby tylko kwestią przypadku.

Postscriptum

Dokonując specyfikacji najważniejszych elementów składowych naszego symbolicznego mężczyzny, można zadać sobie pytanie: czy ta zakodowana wiedza dotyczyła tylko tych nielicznych – wybranych świątyń, zaś pozostałe obiekty budowane były bez określonego wcześniej planu, a co za tym idzie nie miały swojego ukrytego znaczenia. Odpowiedź na to pytanie ma niebagatelne znaczenie, albowiem jeśli było by to prawdą, to można by próbować podważyć czy też uznać za zaledwie bardzo prawdopodobną całą moją teorię o megasymbolu człowieka. Poniższe przykłady przeczą temu – w zadziwiający i bezdyskusyjny zarazem sposób potwierdzają i uwiarygadniają wszystkie poprzednie elementy planu egipskich kapłanów.

No bo czymże może być świątynia w File jak nie zakodowaną informacją o całej problematyce związanej z fizjologią człowieka, konkretnie z jego układem moczowo-płciowym, a jeszcze konkretniej z jego oczyszczająco-filtrującym aspektem, który ułatwia wydalanie zbędnych substancji z organizmu. Samo usytuowanie zespołu świątyń – na wyspie w zamyśle ich budowniczych miał symbolizować nerkę,

File

zaś zdecydowanie większe niż w pozostałych częściach rzeki Nil rozszerzające się koryto rzeki: od Asuanu po Wadi Halfa – (między pierwszą a drugą kataraktą), miał być i jest najzwyklejszą, jak najbardziej banalną strugą moczu naszego symbolicznego człowieka – patrz mapa.

Miedzy pierwszą a drugą kataraktą

Inny przykład: zachodni brzeg rzeki Nil w okolicy Karnak: Deir el- Bahari, Kolosy Memnona, Medinet Habu, Ramesseum, Deir el- Medina – to wszystkie te świątynie stanowią zakodowaną informację o procesie rozwoju człowieka od poczęcia do narodzin. I tak na ten przykład Ramesseum – kompleks świątyń zbudowanych przez Ramzesa II w Tebach Zachodnich – koduje wiedzę o nienarodzonym jeszcze człowieku, którego jak przypominam idealizowała świątynia w Edfu. Świątynia w Ramesseum widziana z lotu ptaka symbolizuje płód człowieka – tak jak w Edfu sylwetka dziecka, tym razem otoczonego wodami płodowymi. Kolosy Memnona to równie symboliczna informacja o narodzinach tego naszego dziecka – ostatnia budowla w kierunku wschodnim ku rzece Nil, który jest taką symboliczną granicą między życiem płodowym a życiem już nowo narodzonego dziecka. Z powyższego wynika jeden generalny wniosek: iż wszystkie wcześniejsze budowle przed Kolosami Memnona i Ramesseum (cofając się wstecz) opowiadać będą, powinny o wszystkich poprzednich etapach formowania się człowieka (płód kilkumiesięczny, kilkutygodniowy, zapłodnienie). Sprawdźmy.

Deir el- Bahari

Deir el-Bahari

Wszystko układa się z jeden ciąg – proces: zespół świątyń w Deir el- Bahari – to symboliczne zespolenie – spółkowanie obu czynników: męskiego i żeńskiego i w konsekwencji równie symboliczne zapłodnienie (świątynia Mentuhotepa II to męski układ rozrodczy – wyraźnie zaznaczony fallus, świątynia Totmesa III to ejakulat – sperma, świątynia Hatszepsut to żeński układ rozrodczy – wargi sromowe, pochwa, macica.

Dheir el Medina

Dhei el- Medina

Deir el- Medina – to zygota czyli początkowe procesy podziału zapłodnienia komórki jajowej, oraz następne stadium rozwojowe – embrion.

Ramesseum

Ramesseum – płód kilkutygodniowy.

Medinet Habu

Medinet Habu – płód kilkumiesięczny.

Kolosy Memnona

Kolosy Memnona – początek procesu narodzin.

Zachodni brzeg, Karnak, Luksor

 

 

Rozdział V

Genesis – czyli pierwsza część klamry.

We wstępie mowa była o Biblii jako naszym przewodniku po prehistorii. W rozdziale trzecim wskazuję podobieństwa neandertalczyka i człowieka kromaniońskiego do Abla i Kaina. Takich przykładów w Pierwszej Księdze Mojżeszowej znajdziemy więcej. Cały proces tworzenia Wszechświata, życia na Ziemi, odpowiada szczegółowo i bez żadnych odstępstw od wiedzy współczesnej nauki.

1. Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię (1, 1-5).

Wielki Wybuch i utworzenie się skorupy ziemskiej.

2. Powstanie sklepienia i oddzielenie wody pod sklepieniem (1, 6-8).

Sinice, utworzenie się atmosfery.

3. Suchy ląd, zielona trawa (1, 9-12).

Pierwsze rośliny na Ziemi.

4. Światła na sklepieniu (1, 14-18).

Słońce i Księżyc.

5. Wielkie potwory (1, 21-22).

Era panowania dinozaurów.

6. Bydło, płazy i inne zwierzęta (1, 24-25).

Epoka już po wyginięciu dinozaurów.

7. Uczyńmy człowieka na obraz nasz (1, 26-31).

Proces „tworzenia” człowieka – od małp człekokształtnych po hominidy. Zwraca uwagę bardzo ważne stwierdzenie „nasz”. Dlaczego twórcy Biblii użyli określenia – „Bóg” w liczbie mnogiej? Odpowiedzi na to zasadnicze pytanie, znajdziesz drogi czytelniku w dalszej części tej książki.

8. Tak zostały ukończone niebo i ziemia (2, 1-7).

Proces „uczłowieczania” hominidów został już ukończony. Ostatnim etapem tego procesu był człowiek kromanioński – w pełni już ukształtowany i z przygotowanym do dalszej „obróbki” umysłem.

9. Potem umieścił człowieka w Edenie (2, 8-25).

„Prymitywny” człowiek kromanioński – opanował Lewant i Europę. Stworzenia Kobiety z żebra Adama nie należy traktować dosłownie. Być może chodziło tu o to, że zarodek ludzki posiada zarówno samcze jak i samicze zawiązki płciowe. Jeżeli zarodek ma chromosom Y, powstaje białko wywołujące rozwój jąder. Te z kolei wydzielają hormony powodujące rozwój penisa i męskich gonad. Jeśli brak jest chromosomu Y, powstają organy kobiece.

10. Upadek pierwszych ludzi (3, 1-24).

Wąż kusiciel i wypędzenie Człowieka z Raju. Człowiek kromanioński uzyskał samoświadomość o własnym człowieczeństwie. „Zobaczył”, iż nie jest już „nagim” hominidem ale człowiekiem, który musi wziąć w swoje ręce, swoją dalszą przyszłość. Musi wziąć się do pracy – nastąpiło przejście z łowiectwa do zaczątków rolnictwa. W całej tej sprawie najważniejszy jest wąż. Wąż jako przenośnia będzie bardzo ważnym elementem „układanki”, którą przedstawię w kolejnych rozdziałach.

11. Kain i Abel (4, 1-16).

Tę historię znamy już z rozdziału trzeciego.

12. Potomkowie Kaina (4, 17-24).

Człowiek kromanioński – rozprzestrzeniając się, opanowuje coraz to nowe lądy.

13. Kolejny syn Adama – Set i jego potomkowie (4, 25-26).

Potomkowie Kaina rozprzestrzeniają się po świecie. Set – symbolizuje te ludy i plemiona, które mieszkały na terenach Lewantu – czyli tereny Bliskiego Wschodu.

14. Wtedy zaczęto wzywać imienia pana (4,26).

Jest to bardzo ważny moment w całej „egzystencji” człowieka. Kromaniończyk nie jest już „ciemnym” człowiekiem. Dzięki „inspiracji” Boga, tworzy sztukę – figurki, ryty, malowidła jaskiniowe. Pochówki zmarłych świadczą o wierze w życie pozagrobowe. Czy kromaniończyk wierzy już w Boga-Stwórcę – należy domniemywać, że tak.

15. Potomkowie Adama (5, 1-32).

Najwcześniejszymi potomkami Adama, ojca Seta, są po wielu pokoleniach: Sem, Cham i Jaret. Długość życia tych wszystkich pokoleń, nie jest oczywiście dokładnym odzwierciedleniem ich życia. Z pokolenia na pokolenie, długość ich życia zmniejsza się. Oznacza to, że ci najstarsi w stosunku do młodszych, stanowią perspektywę upływu czasu – od czasów najdawniejszych do czasów coraz nam bliższych. Tak więc Sem – jest „praojcem” Semitów, Cham – plemion chamickich, a Jafet – ludów indoeuropejskich.

16. Zepsucie rodzaju ludzkiego (6, 1-8).

To, że możliwości życia człowieka są ograniczone do mniej więcej 120 lat, nie trzeba tłumaczyć. Sprawa olbrzymów i zgładzenie człowieka z powierzchni ziemi stanowią przygotowanie do podjęcia tematu Noego i jego Arki.

17. Noe, jego Arka i Potop (6, 6-22).

Temat Potopu wraz z jego wyjaśnieniem znajdziesz drogi czytelniku w innych rozdziałach.

18. Wtedy zbudował Noe ołtarz Panu (8, 20-22).

Ołtarz należy rozumieć jako religie monoteistyczne. Najpierw judaizm, później chrześcijaństwo i islam. Nie zapominajmy jednak i o innych religiach: buddyzmie, szintoizmie czy religiach „Nowego Świata”, Afryki, Polinezji.

19. Przymierze Boga z Noem (9, 1-17).

Czasy „po potopie”. Sprawa łuku też jest ważna, jednakże podobnie jak sprawa węża czy potopu, będzie omówiona w innym miejscu. Czytając spokojnie, rozdział po rozdziale, wyjdziemy i z tej mgły.

20. Noe i jego synowie (9, 18-32).

Są tu wymienieni poszczególni potomkowie Jafeta – czyli ludy indoeuropejskie, synowie Chama – plemiona, państwa nieżydowskie: Babilon, Akkad, Kannan, Kusz, Filistyni itp., synowie Sema – plemiona żydowskie – Hebrajczycy, Elam itp.

21. Wieża Babel (11, 1-9).

Nie jest to tylko bajeczka dla wytłumaczenia mnogości języków na Ziemi. Wieża Babel – symbolizuje raczej Wiarę Babel. Wyjaśnienie tego problemu związane jest z czasami sprzed potopu.

22. Potomkowie Sema (11, 10-32).

Ciąg dalszy „wyliczanki”- aż do Abrahama.

23. Powołanie Abrahama (12, 1-21).

Jest to ogólnie znana historia jego życia. Temat ten jest osią całej historii religii judaistycznej. Wyjaśnienie tego zagadnienia znajduje się w rozdziale poświęconym właśnie tej religii.

24. Hagar i Ismael (16, 1-16).

Przyczynek do powstania historii Religii Islamu – tak jak wyżej odsyłam do rozdziału na temat islamu.

25. Obrzezka znakiem przymierza (17, 1-27).

To też jest ważny temat. Wyjaśnienie jak punkt 23.

26. Abraham, Izaak, Jakub, Józef, wędrówka „ludu wybranego” do Egiptu (18, 1-50, 26).

Jest to historia Izraelitów.

Exodus – czyli wyjście Izraelitów z Egiptu.

Również bardzo ważna Księga. Również i ona jest księgą-szyfrem. Tak jak punkt 23. – wyjaśnienie w rozdziale poświęconym religii judaistycznej.

 

Rozdział XXXI

Genesis – czyli pierwsza część klamry – suplement.

Zawarte we wstępie ostatnie zdanie – stanowcze postanowienie, „mówiące” o przecięciu (dręczących „miłośników prawdy”) wszystkich „węzłów gordyjskich” niewiedzy, jest cały czas myślą przewodnią mojej peregrynacji po różnych okresach historycznych, cywilizacjach, kulturach, religiach, itp. Dlatego też, większość z tematów jakie umieściłem w „spisie treści” tej książki, znalazły się w nim nieprzypadkowo, mają one bowiem swoje drugie, „tajemnicze” dno. Nie inaczej jest z suplementem do Genesis. Mam nadzieję, iż nikt z czytelników nie wątpi już w to, że Genesis – pierwsza część Klamry jest Księgą, w której jej twórcy zaszyfrowali całą wiedzę, dostępną im, a dla nas będącą powodem do „bezowocnych” mniemań. Księga ta składa się z 50 wierszy, zaś rozdział piąty tej książki kończy się na 18. Cóż więc z pozostałymi, czy jest to „tylko” historia Izraelitów?

Czym innym jest wrzucić nie umiejącego pływać delikwenta do głębokiej wody i kazać mu płynąć, a czym innym wrzucić go do tej „wody” z obciążającym go balastem niewiedzy, ignorancji, czy też fałszywych sądów. Myślę, że po lekturze wcześniejszych rozdziałów, każdy z czytelników pozbył się już tego ciężaru i dzięki temu zrozumiały będzie ten mój bardziej lub mniej świadomy zabieg. Przed przystąpieniem do uzupełnienia pierwszej części Klamry koniecznym będzie przypomnienie historii Hebrajczyków, która to historia stanowi podobny do masońskiego rzemiosła czy symboli alchemików niezbędny kamuflaż.

„Hebrajczycy (później znani jako Żydzi) byli grupą plemion semickich, które łączyła wiara w jednego Boga. Około 1200 r. p.n.e. Mojżesz przeprowadził ich z Egiptu do Kanaan w Palestynie. Nekani przez Filistynów i Ammonitów zjednoczyli się pod rządami jednego króla – Saula (ok. 1010 – 973 p.n.e.) pokonali Filistynów i ustanowili królestwo Izraela ze stolicą w Jerozolimie. Izrael osiągnął szczytowy rozwój za rządów syna Dawida, Salomona (ok. 973 – 935), który wzniósł świątynię w Jerozolimie. Po jego śmierci królestwo podzieliło się na Izrael i Judę. Izrael został zniszczony przez Asyryjczyków w 722 r. p.n.e. Juda przez Babilończyków w 587 r. p.n.e. W okresie 598 – 587 Babilończycy wzięli w niewolę tysiące Żydów (tzw. niewola babilońska). Kiedy Persja podbiła Babilon w 538 r. p.n.e. pozwolono Żydom powrócić na swoje ziemie i odbudować Jerozolimę, ale w 332 r. p.n.e. podbił ich państwo Aleksander Wielki, po czym przeszło pod kontrolę Ptolemeuszy (301 r. p.n.e.) i Seleucydów (198 r. p.n.e.). W 63 r. p.n.e. Palestyna stała się prowincją Rzymu – Judeą. Dążenia religijne i narodowe doprowadziły do powstań w latach 66 – 70 n.e. i 132 n.e. zakończonych jednak niepowodzeniem, zburzeniem Jerozolimy i wygnaniem wielu Żydów z Judei.” 1

26. Zapowiedź narodzenia Izaaka (Rdz 18).

Abraham – jest podobnym do Noego, Kaina, czy Abla – antropomorficznym symbolem całego narodu hebrajskiego, który (patrz rozdział czwarty) zgodnie z wolą Boga udał się do Egiptu „po naukę”. Z tej „niewoli” plemiona semickie przywędrowały do „Ziemi Obiecanej” w Kanaanie około roku 1200 r. p.n.e. „Mojżesz przeprowadził ich z Egiptu do Kanaan w Palestynie”. Izaak syn Abrahama – to właśnie zapowiedź „narodzenia się” nowego państwa żydowskiego, obiecanego Narodowi Wybranemu przez Boga. Izaak jest więc symbobolem nowego, po kilkusetletniej „nieobecności”, życia. Symbolem tej „posuchy” jest bezpłodna Sara, która „nieoczekiwanie”, dzięki interwencji Opatrzności Bożej, rodzi dziecko – Izaaka – czyli nowy Izrael.

27. Zniszczenie Sodomy i Gomory, Pochodzenie Moabitów i Amonitów (Rdz 19).

Wiersz ten symbolizuje walki i wypieranie miejscowych plemion i narodów zamieszkałych Kanaan – „nękanie Filistynów i Amonitów” – Król Saul.

28. Narodzenie Izaaka i Śmierć Sary (Rdz 21-23).

„Powstanie królestwa Izraela ze stolicą w Jerozolimie”. Ostateczne umocnienie i uniezależnienie się tego królestwa od „niebezpiecznych” sąsiadów. – Król Dawid.

29. Śmierć i pogrzeb Abrahama (Rdz 25, 7-11).

Hebrajczycy nie są już grupą plemion semickich – mają swoją Ziemię Obiecaną. Izrael – z chwilą powstania państwa (Izaak), nie jest już grupą plemion (Abrahamem).

30. Potomkowie Ismaela (Rdz 25, 12-18).

Arabowie – posługujący się jednym językiem – arabskim, na „scenie historii” pojawili się dopiero w IX w. p.n.e.

31. Narodzenie Ezawa i Jakuba (Rdz 25, 19-34).

Bardzo ciekawa i barwna historia – oczywiście równie symboliczna jak wszystkie poprzednie.

„Po śmierci Salomona jego królestwo podzieliło się na Izrael i Judę.” Jeśli tereny, na których ustanowiono królestwo Judy – historycznie najstarsze – stolica Jerozolima oraz Betlejem, Hebron, Beer-Szeba – antropomorfizujemy jako starszego syna Izaaka – Ezawa, zaś tereny, w obrębie których ustanowiono królestwo Izraela – określimy symbolicznie jako syna Izaaka – Jakuba, to okaże się, że wyłudzone przez niego pierworództwo jest również symbolem. Chodzi tu o samą nazwę państwa – Izrael. Otóż za Salomona tak nazywano całe państwo, zaś po podziale na dwie części (między dwóch synów Izaaka) nazwa ta „została wyłudzona” przez „młodszych historycznie” mieszkańców północnych obszarów. Ten podział na dwa państwa ma swoje odbicie w dalszych wierszach Genesis.

32. Rebeka wyprawia Jakuba do Labana (Rdz 27, 42-28, 5).

Północne państwo Hebrajczyków Izrael – czyli Jakub w roku 722 p.n.e. zostaje zniszczone przez Asyryjczyków, dlatego też Jakub „na jakiś czas wyprawia się”. Gdzie? Do Labana – czyli do Libanu, do swoich „pobratymców”, semickich Fenicjan.

33. Ezaw bierze za żonę córkę Ismaela (Rdz 28, 6-9).

To nie przypadek, że Ezaw – czyli południowe państwo Hebrajczyków – Juda „poszedł” do Ismaela. Fakt ten, oczywiście symboliczny, ma swoje potwierdzenie w historii – jest tzw. niewola babilońska – czyli „zniszczenie Judy przez Babilończyków w roku 587 p.n.e. „Wielu Judejczyków zmuszonych zostało do emigracji na południe do krainy Edom” – (Rdz 32, 3).

34. Pojednanie Ezawa z Jakubem, Zemsta za zhańbienie Diny, Bóg błogosławi Jakubowi w Betelu. 33- 35.

„Kiedy Persja podbiła Babilon w 538 r. p.n.e. pozwolono Żydom powrócić na swoje ziemie i odbudować Jerozolimę. Nie wszyscy jednak wygnańcy opuścili Babilonię, gdyż wielu, którzy zadomowili się w niej na dobre uznając ją za swój kraj, nie mieli zamiaru wracać do ojczyzny znanej tylko z opowiadań rodziców. Po przybyciu do Jerozolimy pierwszą czynnością tych, którzy wrócili, było wzniesienie ołtarza na miejscu zrujnowanej świątyni i rozpoczęcie regularnych ofiar porannych i wieczornych.” 2

35. Śmierć Izaaka (Rdz 35, 27).

Śmierć równie symboliczna jak w przypadku Abrahama. Juda – nazwa względnie samodzielnej prowincji imperium perskiego – nie jest już Izaakiem (Izraelem), tylko Ezawem (Judą). Dlatego też w wierszu 36. wymienieni są – „Potomkowie Ezawa”.

36. Królowie Edomu (Rdz 36, 31-43).

„A oto królowie, którzy panowali w ziemi edomskiej, zanim nad synami Izraela zapanował król….” Wielce symptomatyczna jest różnica między „Potomkami Ezawa”, a „Królowie Edomu”. Jest to oczywiście „informacja” o czasie historycznym pomiędzy 538 r. p.n.e., a 165 r.p.n.e., w którym to Juda Machabeusz zdobył Jerozolimę i zmusił Syryjczyków do opuszczenia Judy, która uzyskała niepodległość (z oczywistym interwałem Aleksandra Macedońskiego]).

„Oczyszczono świątynię z syryjskiej obrzydliwości i ohydy i przywrócono kult Jahwe 25 dnia miesiąca „kislew”, czyli w grudniu 164 roku p.n.e. […] W 161 roku p.n.e. Juda Machabejczyk zginął w bitwie, ale walkę prowadzono dalej, gdyż dowództwo objął jego brat Jonatan, który w roku 143 p.n.e. został przez Syryjczyków podstępnie pojmany i zamordowany. Wtedy dowództwo przejął ostatni z braci Szymon, który objął po bracie godność etnarchy i urząd arcykapłana, a przez lud został obwołany królem w 142 roku p.n.e.”  2

37. Synowie Jakuba (Rdz 35, 22-26 oraz 29, 32 i 30,24).

Synowie Lei – starszej córki Jakuba: Ruben, Symeon, Lewi, Juda. Issachar i Zebulon – symbolizują wszystkie okresy w historii narodu hebrajskiego, kiedy to Izraelczycy cieszyli się wolnością – aż do czasu przełomu er.

Synowie Zylpy – służącej Lei – starszej córki Jakuba: Gad i Aszer – symbolizują okresy starszej niewoli, służby, aż do czasu przełomu er.

Synowie Racheli – młodszej córki Jakuba: Józef i Beniamin – o nich już niebawem.

Synowie Bichy – służącej Racheli – młodszej córki Jakuba: Dani Naftali – symbolizują okresy młodszej niewoli, służby, aż do czasów przed powstaniem współczesnego państwa Izrael.

38. Józef i jego bracia (Rdz 37).

Jeśli wszystkie powyżej wymienione postacie symbolizują jakiś wyjątek z historii narodu hebrajskiego, to nie inaczej musi być i z Józefem. Józef w Genesis „antropomorfizuje” Jezusa oraz cały okres Chrześcijaństwa. Czy tak jest w istocie? Sprawdźmy.

„Rzekli do niego bracia: Czy chciałbyś naprawdę królować nad nami? Czy chciałbyś naprawdę nami rządzić? I jeszcze bardziej znienawidzili go z powodu snów i słów jego. Potem miał jeszcze sen i opowiedział go braciom swoim. Powiedział: Miałem znowu sen: oto słońce, księżyc i jedenaście gwiazd kłaniało mi się…” (Rdz 37, 6-9).

Trzeba być naprawdę ślepcem by nie dostrzec wzajemnej korelacji losów Józefa z biografią Jezusa  – Mesjasza Królewskiego i więcej nawet, z całą historią Chrześcijaństwa – aż po współczesność!!

39. Sprzedanie Józefa do Egiptu (Rdz 37, 12-36).

Wrzucenie Józefa do studni, umoczenie jego szaty we krwi, sprzedanie go Ismaelitom za dwadzieścia srebrników – czyż nie jest to „informacja” o „Zdradzie” Judasza, Sądzie nad Jezusem, Ukrzyżowaniu i Zmartwychwstaniu Jezusa? Ismaelici – symbolizują arcykapłanów i całą Radę Najwyższą (Mt 26, 29), zaś Potyfar – egipski dworzanin faraona, dowódca straży przybocznej – namiestnika Judei Piłata (Mt 37, 36). Dalsze losy Józefa symbolizują już historię Chrześcijaństwa.

40. Juda i Tamar (Rdz 38).

Jest to historia narodu żydowskiego po zburzeniu świątyni w 70 roku n.e. Pierwszy syn Judy Er – symbolizuje nieudaną próbę zrzucenia jarzma panowania Rzymu – rewolucja Szymona Bar-Kochbyw 132 r. n.e. Drugi syn Judy Onan niszczący swoje nasienie – symbolizuje trwającą prawie dziewiętnaście wieków bezpotomności – bezpaństwowość narodu żydowskiego. Nie mogąc doczekać się wnuka (upragnionego powrotu do Ziemi Obiecanej), Juda w wyniku podstępu Tamar, swojej synowej, płodzi Peresa i Zeracha. Cóż to może oznaczać? Ano to, że Żydzi, rozproszeni po całym świecie, próbowali na obczyźnie stworzyć sobie warunki do jakiejś godnej egzystencji.

Zerach – ten z nicią szkarłatną – symbolizuje Aszkenazyjczyków – czyli Żydów, którzy osiedlili się na terenie Niemiec, północnej Francji oraz Czech. Później jednak w wyniku prześladowań w okresie wypraw krzyżowych Żydzi zamieszkali na terenach Polski i generalnie na wschodzie Europy.

Peres – symbolizuje Żydów zamieszkałych Hiszpanię – Sefarydyjczyków. Niestety ich pobyt w Hiszpanii, Portugalii, Francji – czyli generalnie na zachodzie Europy, nie zakończył się zgodnym współistnieniem, tylko mordem, grabieżą i wygnaniem. Nieszczęsne losy Peresa, kilkaset lat później, podzielił Zerach – ten ze szkarłatną nicią, która jest również dramatycznie symboliczna, albowiem szkarłat ten oznacza zagładę Żydów, dokonaną przez hitlerowskie Niemcy – czyli Holokaust. Zaiste, to „grzeszne poczęcie” Peresa i Zeracha skończyło się dla nich równie koszmarnie.

Jakub – czyli naród Judzki – nie doczekał się wnuka – własnego Państwa. Ale bez obaw, historia narodu Żydowskiego nie kończy się na Judzie, jest jeszcze jego trzeci syn – Szela, który „na szczęście” jeszcze nie „dorósł”.

41. Józef i żona Potyfara (Rdz 39).

A oto historia Chrześcijaństwa: „Józef fałszywie oskarżony przez żonę Potyfara trafia do więzienia „ale Pan był z Józefem i sprawił, że zjednał sobie życzliwość przełożonego więzienia”. (Rdz 39, 21).

Jest to symboliczna alegoria pierwszych wieków Chrześcijaństwa – fałszywe oskarżenia cesarza Nerona, prześladowania aż do czasów cesarza Dioklecjana.

„Józef przekonał przełożonego wiezienia, który powierzył mu nadzór nad wszystkimi więźniami.”(Rdz 39. 22).

Chodzi tu z pewnością o cesarza Konstantyna, który spowodował swobodny rozwój Chrześcijaństwa.

42. Józef wykłada sny współwięźniów (Rdz 40).

Sny współwięźniów – dotyczą bezpośrednio już dziejów Kościoła Katolickiego, a szczegółowiej rzecz ujmując – Papiestwa i jego hierarchów.

Sen podczaszego – „Po trzech dniach faraon podniesie do góry głowę twoją i przywróci ci urząd twój, tak że będziesz podawał puchar faraonowi do reki, jak dawniej, gdy byłeś podczaszym. Jeśli tylko nie zapomnisz o mnie gdy ci się będzie dobrze powodziło, wyświadcz mi łaskę i wspomnij o mnie przed faraonem, by mnie wydostać z tego więzienia.” (Rdz 40, 13-14).

„Trzy dni, po których faraon podniesie do góry głowę twoją” – to oczywiście „informacja” o Reformacji, która jak wiadomo była odpowiedzią na nadużycia hierarchów Kościoła: absentyzm, nepotyzm, symonię i inne zboczenia.

Wers (Rdz 40, 14). – to już czasy po Kontrreformacji, a nawet więcej – czasy nam współczesne.

Sen piekarza – „Po trzech dniach faraon podniesie wysoko głowę twoją, bo powiesi cię na drzewie i ptaki będą zjadać ciało twoje.” (Rdz 40, 19).

To z pewnością symbol największej „plamy na honorze” Kościoła – Inkwizycja, kiedy to ludzie oskarżeni o herezję byli okrutnie torturowani i paleni na stosach. Ci fanatycy zasłużyli na „nagrodę” – Protestantyzm.

43. Józef wykłada sny faraona (Rdz 41).

Tak jak Sny współwięźniów dotyczą bezpośrednio kapłanów, hierarchii Kościoła i papiestwa (współwięźniowie), to sny faraona symbolizują historię chrześcijaństwa – religii monoteistycznej.

Po siedmiu latach tłustych – czas do Reformacji, przyjdzie siedem lat chudych – czyli Protestantyzm, kiedy to krowy chude i szpetne pożrą krowy tłuste. Luteranizm, Kalwinizm, Kościół Anglikański, itp. spowodował odwrócenie się wiernych od Kościoła Katolickiego, ale też, a może i bardziej, chodzi tu o całkowite odrzucenie wiary w Boga, libertynizm, ateizm, itp. Ogólnie można stwierdzić, iż te – „oświeceniowe krowy” rozpanoszyły się na zachodzie Europy.

Siedem kłosów suchych, cienkich i wysuszonych przez wiatr wschodni – symbolizują z pewnością Kościół Prawosławny, ale też, a może i bardziej – „noc polarną komunizmu” – system, który wręcz programowo zakładał ateizm.

44. Józef namiestnikiem Egiptu (Rdz 41, 37).

„Ale gdy również w całej ziemi egipskiej zapanował głód, lud wołał do faraona o chleb. Wtedy faraon mówił do wszystkich Egipcjan: Idźcie do Józefa i czyńcie, co on wam powie. A głód był na całej ziemi. Wtedy otworzył Józef wszystkie spichlerze i sprzedawał Egipcjanom zboże, gdyż głód coraz bardziej dawał się we znaki w ziemi egipskiej. Ze wszystkich stron ziemi przychodzili ludzie do Egiptu, do Józefa, aby zakupić zboża, gdyż wielki głód był na całej ziemi.” (Rdz 41, 55-57).

Wielki głód – to „głód” Wiary. We wszechogarniającym nas świecie braku wiary w Boga i w świecie, w którym panuje kult śmierci, gdzie pieniądz jest jedynym wyznacznikiem wartości Człowieka – „miejscem pożywienia” jest Józef – namiestnik ziemi Egipskiej – czyli Papież – „głowa” Kościoła Katolickiego.

Ze wszystkich stron: z pożartego przez chude krowy, przeżartego konsumpcjonizmem Zachodu i z wysuszonego przez Wschodni wiatr – wysuszone przez ateistyczny komunizm kłosy zboża, ściągają po „chleb wiary”głodni ludzie.

45. Juda wstawia się za Beniaminem (Rdz 44, 18).

Po dziewiętnastu wiekach „tułaczki”, w roku 1948, naród żydowski wreszcie doczekał się swego państwa. Ten wielce historyczny (obiecany) moment antycypuje właśnie – Beniamin! Czym innym, jak nie restytucją Izraela jest wers (Rdz 47, 27), a także i pozostałe:

„Tak oto osiadł Izrael w ziemi egipskiej, w krainie Goszen. Nabywali ją na własność, rozradzali się i rozmnażali bardzo…”

Ziemia egipska – to oczywiście czasy Wielkiego Snu, zaś czas panowania Józefa w Egipcie – to Chrześcijaństwo.

46. Jakub przepowiada przyszłość swoim synom (Rdz 49).

Dwanaście plemion Izraela – począwszy od Rubena, aż po Beniamina – to opis dziejów narodu żydowskiego.

Ruben – pierworodny – to pierwsze królestwo Izraela za czasów króla Dawida, zaś Beniamin – to państwo Izrael jakie znamy w chwili obecnej. Pozostali synowie Jakuba – Izraela – patrz punkt 37.

47. Śmierć i pogrzeb Jakuba (Rdz 49, 29).

Śmierć równie symboliczna jak w przypadku Abrahama i Izaaka. Naród żydowski – Jakub – nie jest już „Ludem Wędrownym”- ma swoje państwo – Beniamina.

48. Józef zapewnia braci o swoim przebaczeniu (Rdz 50, 15).

Lud Wybrany ma do spełnienia Misję – mają zaświadczyć, o tym wszystkim, o czym „mówi” Tabula Smaragdina. Wszystko pozostałe – nasze mniemania, przesady – nie mają żadnego znaczenia.

49. Jakub błogosławi Efraimowi i Manasserowi (Rdz 48) i Śmierć Józefa (Rdz 50, 22).

Wszystko w swoim czasie!!

 

cytaty z Biblii za: Biblia, Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, Warszawa 1980.

1. Jane Chisholm, Historia świata w datach, Łódź 2000.

2. Witold Tyloch, Judaizm,Warszawa 1987.

 

Rozdział I

System doktora Smoły i profesora Pierza – czyli trochę Kosmologii.

Jaka będzie przyszłość wszechświata? Czy będzie się on nieustannie rozszerzał i rozproszy się w mroku ciemności, czy też powstaną nowe formy materii? Może alternatywą dla kosmosu są inne teorie? Na przykład teoria strun, która przewiduje istnienie dziesięciu wymiarów, M-teoria, czyli teoria dwóch trójwymiarowych powierzchni zwanych branami, oddzielonych niewielką przerwą wzdłuż jedenastego wymiaru. A może przyszłością naszego wszechświata jest „nowy” wszechświat we wnętrzu czarnej dziury. Te i inne fantastyczne teorie, nie wytrzymują konkurencji z teorią kwintesencji. Chociaż ma ona w sobie jakąś logiczną jakość, lecz nie jest ona jeszcze tą teorią, pod którą bym się podpisał. Jak zauważyłeś szanowny czytelniku, rozdział ten zatytułowany jest „System doktora Smoły i profesora Pierza”. Jest to tytuł jednego z opowiadań Edgara Allana Poe. Jakiż on może mieć związek z kosmologicznymi teoriami? Otóż żaden lub „prawie” żaden. Samo opowiadanie nie jest wcale istotne w tej sprawie. Czytając go kilka lat temu, wcale nie zwróciłem uwagi na jego tytuł, lecz w wytłumaczeniu tego zagadnienia, o którym piszę, jest nad wyraz trafnym stwierdzeniem.

Tematem tego rozdziału jest przyszłość naszego wszechświata. Z całą stanowczością chciałbym stwierdzić, że: jego przyszłość jest, od początku jego powstania, jest już ściśle określona i zdeterminowana. Głównym i podstawowym przeznaczeniem naszego wszechświata, jest jego końcowy kolaps. Cóż to oznacza? Ano to, że po okresie niezwykle intensywnej inflacji z pierwszej sekundy naszego wszechświata, po epoce rekombinacji, powstaniu pierwszych gwiazd i powstaniu współczesnych galaktyk, znajdujemy się w zwrotnym punkcie naszej historii, po którym nastąpi powolne lecz systematyczne a w końcu coraz to szybsze, aż do kosmicznych wręcz prędkości, zapadnie się całej materii i promieniowania z powrotem ku centrum. Logicznym jest, że jeżeli Wielki Wybuch był punktem wyjściowym całego procesu, to punktem zwrotnym jest właśnie jego powrót. No dobrze, ale co ma z tym wspólnego – z teorią kwintesencji – ten śmiesznie brzmiący tytuł?

„Obserwacje dokonane w ciągu ostatnich pięciu lat przekonały kosmologów, że pierwiastki chemiczne oraz ciemna materia w sumie dają mniej niż połowę zawartości wszechświata, natomiast reszta to wszechobecna „ciemna energia” charakteryzująca się niezwykłą własnością: jej grawitacyjne oddziaływanie polega nie na przyciąganiu, lecz odpychaniu. Podczas gdy pod wpływem grawitacji pierwiastki chemiczne i materia ciemna skupiają się w gwiazdy i galaktyki, energia dąży do równomiernego wypełnienia całej przestrzeni na podobieństwo mgły. W starciu z tymi dwiema tendencjami, we wszechświecie górę bierze grawitacja odpychająca, która pokonując przyciąganie grawitacyjne materii, stopniowo przyśpiesza ekspansję wszechświata. […] Z pomiarów obecnego tempa ekspansji, przy założeniu że ulega ona spowolnieniu, wynikałoby, że wiek wszechświata wynosi mniej niż 12 mld. lat. Tymczasem obserwacje świadczą o tym, że niektóre gwiazdy w naszej galaktyce liczą sobie 15 mld. lat. Przyśpieszając tempo ekspansji wszechświata, odpychanie pozwala pogodzić obliczony wiek Wszechświata z obserwowanym wiekiem ciał niebieskich. Potencjalnym zagrożeniem dla tej argumentacji był fakt nie zaobserwowania bezpośrednio przyśpieszania ekspansji.” 1.

Biorąc więc pod uwagę, że ciemna energia jest 70 procentach składnikiem wszechświata o olbrzymiej masie a jej gęstość jest tej jest wręcz znikoma, to ciemną energię porównałbym właśnie do tytułowego „pierza”. Wyobraźmy sobie, że jest to puch, którego praktycznie nie widać, ale jest go w swojej masie tak dużo, iż skumulowany w sobie, jest potwornie dużym ciężarem. W tej wyliczance ciemna materia, zwykła materia i promieniowanie są „smołą”. Jak wiadomo substancja ta o stałej lub podgrzanej konsystencji ma stosunkowo mniejszą objętość od puchu. Obie te „ciężkości” – puch i smoła – tak jak odpowiednio ciemna energia i materia z promieniowaniem są nierozerwalnie ze sobą związane w sposób wręcz genialnie prosty. Niektóre gwiazdy w naszej galaktyce liczą sobie 15 mld lat, co świadczyłoby o wieku wszechświata. Ale zgodnie z teorią grawitacji odpychającej wiek wszechświata obliczany jest na 12 mld lat. Zachodzi pewna sprzeczność. Tą sprzeczność w wieku naszego wszechświata można wytłumaczyć właśnie systemem dr Smoły i prof. Pierza.

Jak wiadomo po Wielkim Wybuchu, nastąpiła wielka ekspansja energii i masy od centrum wybuchu. Całą masę stanowiła plazma. Masa ma większą gęstość od energii, dlatego też w tym procesie wybuchu, prędkość masy była po pewnym czasie większa od tak zwanej ciemnej energii. Rzućmy bryłą smoły, poleci ona szybciej od wielkiej kuli puchu. Tak więc to masa eksplodowała pierwsza, a za nią poleciała ciemna energia. Aby całą tą „teorię” doprowadzić do końca należy założyć, że Wielki Wybuch nie był początkiem procesu. Jak to jest możliwe, że ta wielka bomba tkwiła sobie w czasie i w przestrzeni, której, z tego wynika, nie było, i nagle, nie wiadomo z jakiej przyczyny, wybuchła sobie. Według mnie nie był to początek czasoprzestrzeni. Cały ten proces porównałbym do kosmicznego perpetuum mobile – samonapędzającej się machiny, która raz po raz wybucha i kurczy się tworząc megacykl. I my właśnie znajdujemy się w jego środku. Jeżeli to założenie o cykliczności jest prawdziwe to cały ten proces widziałbym tak: materia o większej gęstości od ciemnej energii oddaliła się pierwsza, ale też pierwsza wyhamowuje swój pęd, ponieważ jej ciężar całkowity jest mniejszy od całkowitego ciężaru ciemnej energii. Ciemna energia, która ma co prawda większy ciężar całkowity, ale dzięki małej gęstości, podąża za całą materią. Ciemna energia, w końcu, dzięki większemu całkowitemu ciężarowi, wyprzedza (przenika), całą masę i pędzi dalej w przestworza. To właśnie ten proces jest „odpowiedzialny” za cały problem wieku wszechświata. Niewidzialna ciemna energia, cięższa od masy, grawitacyjnie przyciąga w końcu tą masę swoim ogromnym ciężarem. Dlatego też skraje naszego obserwowalnego wszechświata nie są odpychane ujemną energią próżni, tylko wręcz odwrotnie – są przyciągane przez ciemną energię. Ciemna energia chociaż ma bardzo małą gęstość, to też w końcu musi „zwolnić” swój pęd. Przez to, że ciemna energia ma bardzo małą gęstość, rozciąga się jak bardzo długa „guma”. Dzięki temu niewyobrażalnemu rozciągnięciu ciemna energia traci swoją wartość jako ogromny ciężar. Tu następuje kluczowy, krytyczny moment w megacyklu. Skupiona masa osiąga w końcu przewagę nad rozciągniętą ciemną energią i grawitacyjnie z całą swoją „stanowczością” przyciąga tą ciemną energię. Ciemna energia, przyciągana przez masę, z początku nie ma dużej prędkości „powrotu”. Lecz z czasem prędkość ta rośnie, osiągając taką siłę, że cała ta „armada” – ciemna energia oraz cała masa wszechświata – pędzi z powrotem ku centrum. I to centrum stanowi końcowy etap tego megacyklu. Nowy, następny wybuch jest początkiem następnego…

Tak więc, to ten ruch w tę i z powrotem, jest podstawą naszego Wszechświata. Ma to zasadnicze znaczenie dla wszystkich jego części składowych. Myślę tu zwłaszcza o naszej planecie i jego mieszkańcach. Jest to tylko teoria, która wymaga potwierdzenia. Kosmologowie mający do dyspozycji cały arsenał wiedzy naukowej, oceniają to z pewnością bardzo wnikliwie. Jeśli to co napisałem jest sprzeczne z nauką, należy się z tym zgodzić bez zastrzeżeń. Oddając tą teorię pod osąd nauki, chciałbym stwierdzić, iż w przypadku gdyby okazała się ona, „nieporozumieniem”, to cała dalsza część tej książki właściwie nie ma żadnego znaczenia. Być może są w niej jakieś nieścisłości, jednak podstawowym znaczeniem „teorii doktora Smoły i profesora Pierza” jest cykliczność wszechświata, na której potwierdzenie przedstawiam kilka dowodów, będących przedmiotem większości rozdziałów tej książki.

1. J. P Ostriker, P, J. Steinhard, Wszechświat kwintesencyjny, „Świat Nauki”, 2001, nr. 3.

 

WSTĘP

Narodziny i śmierć człowieka od wieków wyznaczają rytm życia kolejnych pokoleń, niczym rzucone koło, które obracając się, wraca w końcu do swego punktu wyjścia. Tak też i my, żyjący współcześnie, jesteśmy częścią tego ruchu. Nie żyjemy jednak na Ziemi tylko my – ludzie. Obok nas nieustannie obracają się podobne kręgi. Myślę tu o świecie, który nas otacza i w którym żyjemy – świat zwierząt i roślin. człowiek, od swego zarania, był i jest częścią tego ekosystemu. Tak jak wszystkie inne gatunki, jesteśmy wytworem trwającej ponad trzy i pół miliarda lat ewolucji. Jest jednak coś, co odróżnia nas od reszty gatunków zamieszkałych na Ziemi, pędzących w zawrotnym wirze prokreacji. Tym czymś jest nasz mózg, który w wyniku ewolucyjnych zmian, na przestrzeni kilku milionów lat – począwszy od pierwszych hominidów po Homo sapiens – znacznie powiększył swoją objętość. Są to fakty ogólnie znane. Dzięki temu,tak sprawnemu narządowi, jesteśmy „myślącą istotą”, stojącą na czele królestwa zwierząt. Właśnie ta zdolność myślenia, jest tym co zdeterminowało naszą przyszłość jako gatunku. Użycie kamienia do obrony przed innymi zwierzętami, jak też i do zdobywania pożywienia, było pierwszym „kamieniem milowym” w tym procesie. Później, umiejętna jego obróbka, doprowadziła do powstania różnorakich narzędzi. „Ujarzmienie ognia”, umiejętność wytopu metali, udomowienie zwierząt, przejście z koczowniczego trybu życia do uprawy ziemi i hodowli zwierząt, ewolucja stosunków społecznych – wszystkie te osiągnięcia są pochodną tych zmian. Ludzie różnią się od zwierząt, jeszcze jedną ważną cechą. Aby proces wykorzystywania „wynalazków” następował bez zakłóceń, potrzebna jest jeszcze umiejętność przekazywania, z pokolenia na pokolenie tych wszystkich zdobyczy rozwoju cywilizacyjnego. W tym miejscu, chciałbym przytoczyć słowa Newtona skierowane w liście do Roberta Hooke,a: „Jeśli mogłem sięgać wzrokiem dalej niż inni, to dlatego, że stałem na ramionach olbrzymów.” 1.

Przytoczyłem fragment tego listu nie bez powodu, albowiem w tej pracy wielokrotnie używam cytatów czy też zdjęć innych autorów. Dotyczą one szerokiego spektrum dyscyplin naukowych takich jak: kosmologia, fizjologia, filozofia, religioznawstwo, historia itp. Nie było moim celem ślepe naśladownictwo czy też plagiat tych dzieł, lecz tylko i wyłącznie, ukazanie stanu wiedzy naszej nauki. Opierając się na autorytecie naukowców, których dokonania powinny być dla nas lekturą obowiązkową, dodaję także od siebie nowe treści. Zmienią one, jak sądzę diametralnie, spojrzenie na naszą przeszłość. Główną inspiracją i motorem moich przemyśleń jest wiara w to, iż to co piszę, jest zgodne z tym, co widzi „Największy z Olbrzymów”. Każda nowa myśl, wynalazek, niejednokrotnie stoi w sprzeczności z już istniejącymi prawami. Czym innym jest wymyślenie czegoś od nowa, a czym innym, gdy jakaś „obrazoburcza prawda”, zmienia cały dotychczasowy porządek. Przykładem może być np. teoria kopernikańska, teoria Darwina, następujące po sobie systemy społecznopolityczne, nowe technologie wypierające stare. W książce tej znajduje się wiele takich „nowych” idei. Czy są one epokowymi odkryciami? Czy jest to rzecz godna uwagi? Każdy z nas ma jakieś tabu, jakąś świętość, na naruszenie której, w żaden sposób nie możemy się zgodzić, jesteśmy głusi na jakiekolwiek argumenty. Przed zagłębieniem się w tekst tej książki, każdy z czytelników powinien wyzbyć się wszelkich uprzedzeń dotyczących wiary, religii, czy też seksualności człowieka. Należy pozbyć się tego balastu, który przygniata do ziemi i zawęża widnokrąg naszego spojrzenia, aby wznieść się jak ptak i poszybować ku wolnej i nieskrępowanej przestrzeni, z której widać nowe horyzonty wiedzy. Człowiek, w swojej historii przeszedł daleką drogę i zdawałoby się, że oto teraz jesteśmy u szczytu naszego potencjału rozwoju cywilizacyjnego. Życie raz po raz dostarcza nam dowodów na takie twierdzenie. Podróże w kosmos, komputery, elektrownie atomowe, biotechnologia, szczepionki i leki na choroby, które jeszcze zupełnie niedawno uśmiercały miliony ludzi. Sądzę jednak, iż znajdujemy się dopiero w połowie tego „cyklu” i do pełni możliwości jeszcze nam daleko. Co skłania mnie do takiego twierdzenia? Otóż jak wiadomo mózg ludzki jest wykorzystywany tylko w niewielkim zakresie – w około trzydziestu procentach. Można więc założyć, że nasze szare komórki nie wykorzystują całego swego potencjału. Podobnie jest z genami. W naszym organizmie jest mnóstwo nieczynnych genów, zawierających jakieś informacje. Jakie – można się tylko domyślać. Futurolodzy mają w tej dziedzinie wielką „niezagospodarowaną przestrzeń”, którą wypełniają różnymi pomysłami – telepatia, telekineza, spirytyzm itp. „Są rzeczy w niebie i na ziemi, które nie śniły się nawet filozofom” 2.

Aby urzeczywistnienie tych „przypuszczeń” stało się możliwe, człowiek musi zrobić „następny krok naprzód”. Czy jest to możliwe? Jest coś co każe mi wierzyć w to, że tym czymś co może być naszą „odskocznią” jest Biblia.

W latach ’70 tych XX wieku, amerykańscy naukowcy wysłali w przestrzeń kosmiczną próbnik Pionieer 10, którego zadaniem jest dotarcie jak najdalej w głąb naszego Wszechświata. Do kadłuba sondy przymocowana została aluminiowa płytka pokryta cienką warstwą złota. Na płytce wygrawerowano zakodowany rysunek – świadectwo poziomu rozwoju naszej cywilzacji, będący sygnałem skierowanym do innych inteligentnych cywilizacji pozaziemskich. Są tam zawarte informacje: o naszej pozycji w szeregu planet Układu Słonecznego, o naszym gatunku – postacie kobiety i mężczyzny na tle sondy kosmicznej, o poziomie naszej wiedzy – schemat wodoru w dwóch różnych stadiach fizycznych. Człowiek wysyła więc w Kosmos swoje Credo, oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi. (Brak odpowiedzi też jest znamienny). Skąd przybywamy? Jaki jest cel ludzkiej egzystencji? Czy są we Wszechświecie inne cywilizacje? Jeżeli tak, to na jakim poziomie rozwoju inteligencji? Czy to Bóg jest „sprawcą” tego całego „zamieszania”? Zapatrzeni w niebo, nie zdajemy sobie sprawy z tego, że na te i inne podobne pytania są odpowiedzi. Tą odpowiedzią jest właśnie Biblia. W Biblii, podobnie jak w Pionieerze, zawarta jest cała nasza mądrość, zapisana przed wiekami, przez ludzi, którzy „zakodowali” w jej treści prawdy, o jakich oni wiedzieli, a jakie my – ich potomni, musimy dopiero „rozszyfrować”. Jak wiadomo na treść Biblii składają się Stary i Nowy Testament. Są to dwie „Święte Księgi” wyznawców religii judaistycznej i chrześcijańskiej. W Islamie Świętą Księgą jest Koran, który swe źródła także ma w tradycji starotestamentowej. Na szczególne wyróżnienie zasługuje pierwsza księga Starego Testamentu – Genesis – oraz ostatnia część Nowego Testamentu – Objawienie św. Jana, chociaż i inne księgi, ewangelie i listy są równie ważne.

Powyższe elementy Biblii stanowią znakomitą Klamrę, spinającą całą wiedzę o tym, co było i co jeszcze nas czeka. Mam nadzieję, że poszczególne rozdziały tej książki dostarczą „argumentów” na udowodnienie tego twierdzenia. Chociaż jest to główny „trop”, nie tylko w Biblii odnajdujemy przesłanki świadczące o „sygnałach z przeszłości”. Wokół nas, nawet przez nasze ciała, nieustannie przepływają fale radiowe, setki obrazów telewizyjnych, których nie widzimy dopóki nie włączymy odbiornika. Potrzebna jest umiejętność, „dostrojenia” naszego „odbiornika” i spojrzenie na historię naszych najdawniejszych cywilizacji: (Sumeru, Egiptu, Grecji, Chin, Doliny Indusu, Majów, Inków, ludów Afryki, Am. Północnej, Europy, różnych zakątków Azji, Australii, Polinezji), aby dostrzec i pojąć ich tajemniczą historię. Przedstawiciele tych cywilizacji odeszli w niepamięć, ale tylko pozornie. Pozostały po ich kulturach dosłownie „skamieniałości”, niczym po wymarłych prehistorycznych zwierzętach. Są też i inne tropy. Odnajdujemy je w piśmiennictwie, filozofii, a nawet w historii. Wszystko to jest tematem tej książki.

Na początku tego wstępu była mowa o ewolucji człowieka. Było to czysto materialistyczne spojrzenie na nasze „genesis”. Później powoływałem się na Biblię, jako koronny„argument”, pomocny w zrozumieniu meritum sprawy. Nauka i wiara są wartościami przeciwstawnymi sobie, skrajnościami wręcz wykluczającymi się. Czymże jest wiara w Stwórcę Wszechświata – dającego życie Człowiekowi („Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”), tworzącego raj, spuszczającego na ziemię Potop, wszechmocnego Boga, wobec naukowych dowodów na to, że głównym „winowajcą” i ojcem człowieka jest ewolucja jak mówi teoria Darwina. Najdoskonalszą rzeczą jaką można sobie wyobrazić, jest zrozumienie tych dziedzin – wiary i nauki – jako całość. Jednostki te, w parze ze sobą, tworzą jedność – jedno bez drugiego, daje zafałszowany obraz rzeczywistości. Myśl ta jest „esencją” filozofii tej książki. Dzieła na ten temat, już przed wiekami pisali najwięksi geniusze ludzkiego rodzaju. Prekursorem, był niewątpliwie Heraklit z Efezu. To on pierwszy, z jedności przeciwieństw, uczynił myśl przewodnią swojej nauki. Idee tego myśliciela na trwałe wpisały się w rozwój filozofii. Jego wypowiedzi dotarły do naszych czasów jedynie we fragmentach. Odnajdujemy je w pracach późniejszych autorów, filozofów i dziejopisów. Poniższy cytat pochodzi z tekstu G. S. Kirka:

8. Przeciwstawne łączy się, z niezgodności – najpiękniejsza zgodność i wszystko następuje poprzez walkę.

10. Harmonijne połączenia: całość i niecałość, zgodne i niezgodne, melodyjne i dysonanse, z całości jedność i z jedności – wszystko. 3.

Nauka filozofii w każdej szkole, uczelni, rozpoczyna się od lektury pism o Jonii – traktowanej jako tygiel różnych kultur i religii, w którym kształtowały się idee polityczne i teorie filozoficzne. Pierwszy, termin „miłośnik mądrości” użył właśnie Heraklit z Efezu. Wybrzeża Azji Mniejszej leżały na styku kultury greckiej i kultur wschodu. Wszyscy wielcy myśliciele starożytnej Grecji „pełnymi garściami”, czerpali wiedzę z pozostałości tych kultur, które chyliły się już ku upadkowi i stopniowo odchodziły w zapomnienie (Egipt, Mezopotaamia, Daleki Wschód). Filozofię grecką można więc porównać do „wytopu” powstałego w „wielkim piecu hutniczym”. Materiałem wyjściowym do tego „wytopu”, są nie tylko te kultury, które tworzyły pierwsze cywilizacje, ale także i inne. O poziomie zaawansowania ich wiedzy wiemy niewiele. Jak już wspomniałem jednym z najważniejszych sposobów przekazywania wiedzy jest pismo. Dzięki niemu wiemy już dużo o naszej przeszłości (np. egipskie pismo hieratyczne, sumeryjskie pismo klinowe, pismo chińskie, kreteńskie pismo linearne). Początki pisma są związane z kulturą Sumerów i sięgają 3200 r. p.n.e. Przed tą datą, ludzie musieli całą swoją wiedzę przekazywać, używając mowy. Mowa jest „ulotna”, ale pamiętana jest relatywnie długo, jeśli za pomocą jakiejś zwięzłej formy „opowiadana” jest sobie z pokolenia na pokolenie. Temu służyły: legendy, mity epopeje, rymowane wiersze itp. Mówi się, że „każda bajka ma w sobie ziarno prawdy”. Mity, mitologie, legendy, także zawierają w sobie takie „ziarno”, które jest naszym kolejnym ukrytym „tropem”. Nadszedł już czas, aby go rozszyfrować. Otóż moim zdaniem: mity zawierają w sobie więcej prawdy, niż nam się zdaje, od obecnej prawdy, która jest tylko mitem.

Sumę wiedzy współcześnie żyjącego człowieka wchodzącego w trzecie tysiąclecie porównałbym do Drzewa. Liście symbolizują całą ludzkość, rozwijającą się z pokolenia na pokolenie. Co rok drzewo to zrzuca je na zimę, aby z nastaniem wiosny z nowych pęków całą swoją zielonością odrodzić się do życia. Każdy taki listek to człowiek, jednostka społeczeństwa. Zmaga się on z życiem, ulegając nieustannie różnym „podmuchom” historii np. wojnom, kataklizmom, epidemiom. Liście te wyrastają z gałązek, gałęzi, konarów. Jest to cały dorobek ludzkości. Wszystko co człowiek w ciągu rozwoju swojej cywilizacji osiągnął – jego wierzenia, religie, rozwój nauki i techniki, systemów społeczno-politycznych (od niewolnictwa do demokracji) itp. Cały przebieg tego procesu zapisywany jest nieustannie w pniu tego drzewa. Każda „zmiana” odkładana jest „słój po słoju”, od początku naszej historii w jego wnętrzu.

Tak więc, historia jest pniem tego drzewa. Dzięki paleologii możemy „zobaczyć” inne takie prehistoryczne drzewa. Znajdują się one w „skamieniałym lesie” w głębi Ziemi. Jak potwierdzają to badania naukowe, 99 procent gatunków zamieszkałych w różnych epokach Ziemię, wymarło. Wiele z tych gatunków pozostawiło po sobie skamieniałości. Drzewo nie składa się tylko z liści, gałęzi i pnia. Jak każdy dobrze wie, jego najważniejszą częścią składową są korzenie. To dzięki nim drzewo to czerpie „soki” potrzebne do życia. Czym w tej „układance” są korzenie? Dla człowieka korzeniami, bez których nie mógłby nie tylko żyć ale i istnieć – jest Bóg. Jakkolwiek by go nie nazywano, czy byłby to Bóg judaizmu, chrześcijaństwa, islamu, czy też innych wiar i religii niemonoteistycznych, to Bóg jest naszą „alfą i omegą”. Jest naszym początkiem i końcem, od którego wszystko zależy i do którego w końcu zmierzamy – (Rdz 1: 27). Jakże śmiesznie w tym kontekście brzmi teza niektórych sceptyków, filozofów, nie mówiąc już o ateistach, że to Człowiek jest „twórcą” Boga.

Na zakończenie jeszcze jedna sprawa. Religie monoteistyczne, a w szczególności chrześcijaństwo, swoją wiarą zastąpiło w różny sposób, bardziej lub mniej ludzki, całą gamę lokalnych wierzeń. Nie przepadły one jednak całkowicie. Oprócz mitów, o których już wspominałem, odnajdujemy „zahibernowane” w „zakazanej archeologii”, szczególnie zaś w architekturze. To dzięki architekturze, pozostałych „przy życiu” starych przedchrześcijańskich budowli, możemy dziś coś więcej powiedzieć o naszej przeszłości. Piramidy egipskich faraonów, zigguraty starożytnego Sumeru, tajemnicze menhiry Carnac, kręgi w Stonehenge, i w Awerbury, kurhany Newgrange, piramidy Azteków i Majów, świątynie Dalekiego Wschodu, Mur Chiński, i wszystkie inne budowle całego świata, nie powstały po to, by być „ tylko” grobowcami, czy też „pamiątką” zbytku rządzących, wykorzystujących swoich poddanych. Jest to ostatni ważny, jeżeli nie najważniejszy, obok Biblii „sygnał” z przeszłości. Wysłany on został do nas z rozmysłem. Wielokrotnie przewyższył on swoim rozmachem tę „drobinkę”, wysłaną w kosmos w próbniku Pionieera. Ileż geniuszu potrzeba było, by całą wiedzę naszych przodków przekazać, (mając przy tym tak „prymitywny” zasób możliwości), tak, by nie została ona zniszczona przez walec historii, (pozostając przy tym nierozszyfrowana do naszych czasów), by móc być na tyle prosta do zrozumienia, aby mogła być przez nas przyjęta bez żadnych zastrzeżeń. Najbardziej skomplikowane rzeczy, można czasami rozwiązać sposobami, które później wydają się być bardzo proste i logiczne. Jaki jest więc cel, całej tej „armady” dowodów ludzkiej przemyślności? Wyjaśnienie „problemów”, opisane we wstępie, będzie treścią tej książki. W jej poszczególnych rozdziałach, mam nadzieję przeciąć ten „węzeł gordyjski niewiedzy” i, używając logicznej argumentacji, ukazać całą naszą „skomplikowaną historię” w jej prawdziwym, zgodnym z faktami świetle.

1. J. Gronkowski, O karłach i olbrzymach, „Świat Nauki” 2000, nr 11.

2. W Szekspir, Hamlet, akt 1, s. 48.

3. G. S. Kirk The Cosmic Fragments, Cambridge 1962, (wedle numeracji H. Disla), (cyt. za:) R. Palacz, Klasycy filozofii, Warszawa 1987, s. 24.

 

ZAKOŃCZENIE

Tak trochę do poczytania dla zainteresowanych, a zarazem by nieco zachęcić różnych jednorazowych odwiedzających ten blog do dogłębniejszej jego lektury – poniżej przedstawiam podsumowanie książki Gloria olivae – czyli kwintesencja tego wszystkiego co zawiera w sobie gnoza Manuskryptu Voynicha, i „przepowiedni” Nostradamusa.

 

Zgodnie z konwencją tej książki, każdy z jej rozdziałów, oprócz wstępu i zakończenia,opatrzony został tytułem, który w syntetyczny i intrygujący zarazem sposób, ujmuje całość zagadnienia. Jednakowoż, gdybym miał sformułować jakąś myśl przewodnią tego „summa summarum”, to byłby z pewnością – Czas, a jak dotąd nie spotkałem się z lepszym jego określeniem niż to, które pochodzi z narodowego eposu Indii p.t.„Mahabharata”: Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w nie kończącym się ciągu, który nazywamy Czasem. Człowiek będzie musiał pojąć czas i opanować go. Albowiem Czas jest nasieniem Wszechświata”.

Sentencja ta stanowi doskonałą ilustrację istoty rzeczy, która legła u podstaw wszystkich działań, nie tylko Człowieka – Ucznia, ale też i Boga – Nauczyciela. „Mahabharata” opowiada o walkach dwóch wrogich sobie dynastii Pandawów iKurawów, i właśnie ta „walka” antagonistycznych sił „Dobra” i „Zła” jest podstawą całego Wszechświata. Dzięki temu „perpetuum mobile” – cyklicznemu ruchowi, od niebytu – Kolaps, do istnienia – Wielki Wybuch, w środkowej jego fazie, niczym Feniks z popiołów, odradza się Nowe Życie. No właśnie Nowe Życie, wszystko na to wskazuje, że Człowiek jest tym ostatnim ogniwem, najdoskonalszą emanacją tego Życia. Powoli zniewalająca niektórych jego przedstawicieli – anomia, niestety tego nie potwierdza.

Szanowny czytelniku, wiesz już wszystko (z oczywistych względów tyle, na ile pozwala na to Edukacja Człowieka – punkt 21 rozdz. XXXVII), jednakże pozwoliłem sobie, niejako na deser, zostawić rozwiązanie jeszcze jednego „węzła gordyjskiego”, a który to węzeł zaszyfrowany został w Genesis – patrz punkt 7 rozdz, V. Aby zrozumieć wyjątkowość i doniosłość dzieła, którego jesteśmy drobnym i zadawało by się, że niewiele znaczącym, ale w gruncie rzeczy, bezcennym i niepowtarzalnym, elementem, a zarazem także, by nie wpaść w koleiny uprzedzeń czy też mylnych wniosków, koniecznym będzie dokonanie małej retrospekcji wszystkiego co o Człowieku mówi „gnoza” tej książki.

Zaiste długą przeszliśmy drogę, pełną zakrętów i pułapek, a początki (pomińmy na razie historię powstania Wszechświata, narodzin pierwszych organizmów i darwinowską Ewolucję) były nas wyraz nieciekawe – po naszym „starszym bracie”- Neandertalczyku, pozostała tylko pomięć i szacunek o jego, niemożliwych do spełnienia, wysiłkach. Z chwilą pójścia Człowieka do „Przedszkola”, zakończył się czas „niemowlęcy”. Następne etapy jego (naszej) „Edukacji” to: „Szkoła podstawowa”, którą niestety zmuszony był powtarzać, „Szkoła średnia”, zakończona symbolicznym „świadectwem dojrzałości” (dowody potwierdzające wiedzę o Megacyklu i roli Boga – Stwórcy w dziele odradzania się Życia – czyli „Arka”), a na koniec „Szkoła wyższa” – najtrudniejsza ze wszystkich dotychczasowych – Wielki Sen. Po okresie intensywnej Nauki – „Absolutorium”- czyli Druga część Klamry, gdzie to Przeszłość „spotka się” z Przyszłością. Czy ta Edukacja zakończy się Dyplomem, zależy to tylko od nas samych. Pozostaje tylko przypomnieć przyświecające całej tej Nauce motto: Żeby zrozumieć swoje błędy, trzeba je najpierw zrobić. (Najdobitniej przekonali się o tym różni „poszukiwacze straconego czasu”). Prawda ta uwidacznia deterministyczną Rolę Najwyższego, która objawia się również poprzez wyrażenie swej Woli jednostce, implikującej później historię całych narodów i cywilizacji. W chwilach szczególnego zagrożenia, wtedy gdy „wahadło historii” wychylałosię nazbyt mocno w jakąś stronę, konieczna było jego bardziej zdecydowana interwencja. Inną bardzo ważną, wartą przypomnienia kwestią, jest to, w jaki sposób dokonała się ta cudowna przemiana istoty stojącej na szczycie Królestwa Zwierząt, w Człowieka.

Co, bo kto już wiemy, przyczyniło się do tego, że ta transformacja była w ogóle możliwa. Najprostszą z możliwych definicji, wyjaśniającą ten problem, jest Konkluzja: Fallus – czyli nieustanne i świadome pobudzanie przywspółczulnego układu nerwowego w połączeniu z mózgiem, jest najważniejszym „twórcą” inteligentnego Człowieka. Jeśli do tego dodamy trzeci z głównych czynników – testosteron oraz jego akcelerator – wysiłek fizyczny, to okaże się, że tym oczekiwanym skutkiem jest wynikająca z tego wszystkiego – neurogeneza.

Potwierdzeniem tego zasadniczego wniosku są przedstawione na stronach tej książki, różnego rodzaju „dowody pośrednie” np.: Bonobo, Obrzezka, Trzy etapy – dziecko w łonie matki, młodzież i czterdziestolatek, że już o „tajemniczych” Misteriach, Jodze, Sybilli, Prorokach, czy Wizjonerach nie wspomnę. A propos testosteronu, to wpływ tego hormonu odczuwają nie tylko mężczyźni. Właśnie dzięki temu „eliksirowi życia” kobiety doświadczają fenomenu długowieczności, a dobrodziejstwo to zawdzięczają działalności kory nadnerczy, która uwidacznia się już po ustaniu menopauzy.

Zanim o istocie „węzłowego problemu”, chwil parę chciałbym poświęcić wszystkim tym sprawom czy też miejscom, których to z powodu niedopatrzenia, a w niektórych przypadkach, z racji ich już wcześniejszego omówienia, pominąłem. A zatem, najbardziej „poszkodowanymi” w tym wszystkim są z pewnością antenaci mieszkańców „Wielkiego Buta”. Panteon bogów Rzymskich, nie tylko, że jest tożsamy z greckimi, ale też w swej warstwie ukrytej symboliki, miał dla ich „wtajemniczonych” podobną wartość. Takoż ma się rzecz z bóstwami Skandynawskimi, Celtyckimi, Słowiańskimi, czy bóstwami wyznawców Hinduizmu.

Równie wspaniałą kulturę, porównywalną z wszystkimi innymi omówionymi cywilizacjami, stworzyli Etruskowie. Ich wierzenia, „grobowce”, malowidła ścienne, język, sztuka, wyroby złotnicze, stawiają ich w równym rzędzie z tymi „cudami świata”, jakie pozostały po starożytnej Grecji, Egipcie, Sumerze, itp. Etruska nekropolia wCerveteri, ze swoimi tumulusami i „komorami grobowymi”,w „zadziwiający”sposób przypomina Newgrange czy Wzgórze Tara. Równie ciekawe i pozostające jak do tej pory w „uśpieniu” są: „niezwykła” wiedza astronomiczna Dogonów, kościoły wykute w skale – pierwszych chrześcijan – esseńczyków w Aksum, „zagubione” miasto Petra, architektoniczny plan ateńskiego Akropolu – „Kobieta”, Extersteine – dawne „pogańskie” miejsce kultu z „astronomicznym obserwatorium”.

 

Począwszy od zaszyfrowanej informacji, znajdującej się w Studni Martwego Człowieka – jaskinia Lascaux, poprzez petroglify np. Peterborough, Nil z Międzyrzeczem i z Murem Chińskim, rysunki naskalne ludzi kultury Nazca, „fenomenalną” Wyspę Wielkanocną, Drogę Umarłych w Teotihuacan, aż po Leonarda da Vinci i innych wizjonerów, że wymienię tylko kilka tych najbardziej spektakularnych, z całej plejady, przykładów świadczących o Kulcie Człowieka Ptaka – to wszystkie one świadczą o tym, iż to właśnie my, którzy dzięki braciom Wraight wznieśliśmy się w powietrze, jesteśmy adresatami wszystkich tych „kodów z przeszłości”, i jak wskazuje na to diagram Ofitów, znajdujemy się właśnie w najbardziej przełomowym momencie, nie tylko Historii Człowieka, ale i całego Wszechświata.

Dlatego też, wszystko to co Człowiek robił, czym żył, i co tworzył: Ewolucja, Edukacja,Cywilizacje, Kultury, Religie, Wielki Sen, itp., były tylko przygotowaniem do tego, o czym „mówi” Objawienie św. Jana – Królestwo Boże.

Jeżeli w początkowych rozdziałach tej książki pisałem, że: – „Dualizmem przeciwstawnych sobie zasad – męskiej i żeńskiej, Człowiek „przedpotopowy” daje nam do zrozumienia, że podstawą naszej egzystencji jest jedność przeciwieństw, co w ogólniejszym znaczeniu odnosi się to do cykliczności Wszechświata” – (rozdz. X); czy też – „Tworząc z takim poświęceniem tak ogromne „pamiętniki”, każda z tych wielkich cywilizacji miała na celu nie tylko to, by pochwalić się swoim poziomem wiedzy, ale abyśmy my ludzie z epoki „Człowieka ptaka” nie musieli otwierać już raz otwartych drzwi” – (rozdz. XV); a także – „Kosmicznej wielkości symbol Dualizmu – Słońca i Księżyca, „Dobra” i „Zła”, przetrwał do naszych przodków, by we właściwym momencie potwierdzić, że w czasach „przedpotopowych” Człowiek popełnił błąd. Jednocześnie ta „Arka”, niczym kod z Pionieera, ma być informacją, która obali wszelkie błędne teorie i hipotezy, jeszcze nie w pełni „dojrzałego” Człowieka, dzięki któremu wszyscy ci zmarli już jej budowniczowie, będą mogli powrócić do „życia”. – (rozdz. XV); a później, że – „Twórcy Genesis całą swoją wiedzę dotyczącą powstania Życia na Ziemi i Historii Człowieka uczynili tak „niedostępną”, by Człowiek podczas „Wielkiego Snu” poświęcił swój czas na naukę w najważniejszej „szkole życia – na „Uniwersytecie”, „Przez wszystkie strony tej książki przewijała sie prawda o Czterech Stopniach dochodzenia Człowieka do Królestwa Bożego, które będzie ostatnim, najważniejszym etapem nauki, kiedy to mając już „Dyplom” w kieszeni, będzie na tyle mądry by oddzielić ziarno od plew, prawdę od fałszu, dobro od zła”. – (rozdz. XXXVII); oraz – „Wizjonerzy pisząc swoje proroctwa, piszą je nie dla współczesnych, ale dla Człowieka znanego z „Kultu Ptaka”, by ten w czasie największego przełomu w jego życiu, jakim będzie (jest) przebudzenie się z „Wielkiego Snu”, nie „przeraził się”, ale tym łatwiej, bo bez żadnych stresów, pojął, że ta rzeczywistość, która go otacza, była, jest i będzie, niezależnie od tego w jakim akurat miejscu nauki on się znajduje”. – (rozdz. XXXVIII) – to każda z tych racji z osobna i wszystkie razem wzięte, są częścią tej samej „Racji Nieuchronności Biegu Czasu”, której nic ani nikt, przeciwstawić się nie może. Tylko i wyłącznie dzięki tej Opatrzności Bożej „Nieuchronność” ta nie jest zdana na łaskę „Przypadku”, a na dobrze przemyślaną i nie znoszącą fakultatywnościKonieczność”. I ten właśnie imperatyw legł u podstaw takiej różnorodności motywów, na które wpływ i niewątpliwą inspirację miał „Największy z Olbrzymów”.

Zgodnie z ogólnie znanym sloganem, a który stanowi końcową myśl, arcyważną uwagę rozdziału XXXI – „Wszystko w swoim czasie”, a także mając cały czas w pamięci analogiczną przestrogę – pointę rozdziału XXVI – „Nie należy poganiać czasu – to co ma się zdarzyć, na pewno się zdarzy, lecz decyzję o tym kiedy, podejmie nasz Ojciec i na nic się zdadzą nasze mniemania”, oraz zgodnie z ideą tego „podsumowania”, nadszedł właściwy ku temu właściwy moment by rozplątać ostatni ze znanych mi, a skutecznie jak dotąd pozostający w „ukryciu”, „gordyjski węzełek”.

Otóż, jeśli weźmiesz szanowny czytelniku pod uwagę wszystko to, co do tej pory dzięki tej książce już wiesz, a w szczególności: informacje dotyczące „śmierci klinicznej”- (Życie po życiu – Raymonda A. Moody) – rozdz. XV, „film w mózgu”- rozdz. VIII, męczeńską śmierć Jezusa i obietnicę zmartwychwstania – rozdz. XXI, oraz całość zagadnień związanych z problematyką Cykliczności Wszechświata, to tym łatwiej zrozumiesz dlaczego twórcy Biblii w wersie 1.26 w Genesis, użyli stwierdzenia Bóg w liczbie mnogiej – „Uczyńmy Człowieka na obraz nasz”. To co zostało zaszyfrowane w Objawieniu św. Jana w końcowych jego wierszach – „Klęska Szatana”, „Nowe Niebo i Nowa Ziemia”, „Wieczne panowanie Chrystusa”, jednoznacznie ukierunkowują w stronę ostatecznego wniosku, iż Bóg, który dla jednych jest „Starcem z siwą brodą”, dla drugich „Bóstwem z brodą”, a jeszcze dla innych „Jaźnią”, czy „Kwintesencją”, itp., jest niczym innym tylko „Życiem z poprzedniego wcielenia”, które nie umarło bezpowrotnie, ale zgodnie z powiedzeniem „non omnis moriar”, nadal żyje. Czy w formie niematerialnej, czy jakiejkolwiek innej, tego na obecnym etapie „ewolucji” naszej nauki nie jesteśmy w stanie stwierdzić. Naszym przeznaczeniem jest królestwo Boże – gdzie Bóg będzie żył z Człowiekiem, a Człowiek z Bogiem, po którym to czasie nastąpi druga, „niewdzięczna” część Megacyklu. Później my, czyli wszyscy ci, którzy teraz są oraz ci, którzy będą w „Bogu”, będziemy „Bogami”- zaczniemy nowy Megacykl, jednakże nie na „Nowej Ziemi”, ale „najpierw” w „Niebie”.

To właśnie my – ci, którzy w tym cyklu żyli i „umarli” oraz ci, którzy żyją i „umrą”, będziemy „Trójkątem skierowanym ku dołowi” i będziemy mogli tylko „bezsilnie” patrzeć i czekać na stosowny moment, aż w jakimś miejscu Nowego Wszechświata powstanie taki Układ Planetarny, w którym będą odpowiednie warunki ku temu, by mogło tam zagnieździć i rozwinąć się Nowe Życie.

Ciąg dalszy już znasz: Nowa „Ewolucja”, Nowa „Edukacja”, Nowe „Absolutorium” i „Dyplom” oraz Nowe „Królestwo Boże”, w którym nastąpi Nowe „Zmartwychwstanie”. Kiedy i w którym to Megacyklu nasi poprzednicy doszli do takiego stopnia Rozwoju, by w Kosmiczne Perpetuum Mobile wpleść Ludzkie – Człowiecze Perpetuum Mobile (czy dzieje się to po raz pierwszy, czy kolejny – jest to zupełnie nieistotne), każdy z nas „wkrótce” się o tym przekona. Jedno jest pewne: po jednym Megacyklu, zawsze jest następny Megacykl. Nie na darmo rabin Ben Akiba, przy każdej okazji mawiał „Wszystko już było”. I to jest cała tajemnica wersu 1.26 w Genesis.

Żadna, nawet najdoskonalsza i najbardziej przekonywująca argumentacja, nie zastąpi autopsji, której niepodważalność autentyzmu uśmierzy wszelki sceptycyzm.

Wiemy już kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, jaki jest nasz cel, jakie pokusy i zagrożenia, pozostaje tylko z ufnością w sercu, zachowując jednak trzeźwość umysłu, poddać się „Nieuchronnej Konieczności” – „być skałą i nie poddać się”. We wstępie pisałem, że: „Najdoskonalszą rzeczą jaką można sobie wyobrazić jest zrozumienie tych dziedzin – Wiary i Nauki – jako Całość. Jednostki te, w parze ze sobą, tworzą Jedność – jedno bez drugiego daje zafałszowany obraz rzeczywistości”. Tym co zapewnia skupienie się tych przeciwstawnych wartości, jest nasz Ojciec – „Wielki Anestezjolog”, który tak jak kiedyś spowodował rozszczepienie „jednego nieskazitelnie białego światła” na wiele „różnokolorowych światełek”, tak teraz gdy „Czas Wielkiego Snu” dobiegł końca, równie skutecznie przyczynia się do skupienia tych „światełek” z powrotem, w jedno „oczekiwane od zawsze” „światełko” jakim jest „Wiara Babel”. Pozostając w konwencji „skupiania” i „Jedności”, to stać się to może tylko wtedy, gdy za pomocą symbolicznego „Pryzmatu” (czy raczej jego odwrotności), połączymy symbolikę „Kamienia Filozoficznego”, „Kwadratury Koła” i „Perpetuum Mobile” w „Całość”. Odnosi się to także do sentencji rozdziału XXXV – „IN GOOD WE TRUST”

Mam nadzieję, że „rzeczywistość” tej książki, będzie skutecznym środkiemwybudzającym Człowieka z „Narkozy”. Pora obudzić się i zaczerpnąć „rzeczywistego powietrza”. Komu zaś „powietrze” to nie wystarcza, lub co gorsza próbowałby „obrażając Prawdę”, „niedostrzec” zamieszczonych w tej książce faktów i wynikających z nich wniosków, niech „pójdzie po rozum do głowy”, tam właśnie znajduje ujście jej najważniejszy atrybut – Mądrość.

To, o czym wieszczył Malachiasz – wypełniło się – „Gloria Olivae” – nie znaczy Chwała oliwki, ale zgodnie z pewnym pouczającym powiedzeniem – „Oliwa sprawiedliwa, bo na wierzch wypływa”.

Niech więc tego „oleum”, drogi czytelniku, ci nie zabraknie, niech sprawiedliwości stanie się zadość, ponieważ: „Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy Czasem. Człowiek będzie musiał pojąć czas i opanować go. Albowiem Czas jest nasieniem Wszechświata”.

 

Spis treści

Wstęp

I. System Doktora Smoły i Profesora Pierza – czyli trochę Kosmologii. II. Dwa szczegóły – czyli trochę Historii Życia na Ziemi.

III. Neandertalczyk! – czyli trochę Archeologii.

IV. Fallus – czyli Konkluzja – część Pierwsza.

V. Genesis – czyli Pierwsza część Klamry.

VI. Przedszkole – czyli trochę Sztuki.

VII. Szkoła – czyli rzecz o Einsteinie.

VIII. Mózg – czyli Konkluzja – część Druga.

IX. Bonobo – czyli Konkluzja – część Trzecia – oraz sama Konkluzja.

X. Arka Noego – czyli trochę Architektury.

XI. Kobieta – czyli Księżyc.

XII. „Wenus” – czyli Konkluzja – część Czwarta.

XIII. Mężczyzna – czyli Słońce – część Pierwsza – Głowa.

XIV. Mężczyzna – czyli Słońce – część Druga – Podbrzusze.

XV. Mężczyzna – czyli Słońce – część Trzecia – Serce i coś jeszcze.

XVI. Judaizm – czyli Konkluzja – część Piąta.

XVII. Nurek Delijski – czyli trochę Filozofii.

XVIII. Buddyzm – czyli Antidotum na Podglądaczy.

XIX. Mur Chiński – czyli Przesłanie.

XX. Wyspa Wielkanocna – czyli Fenomen.

XXI. Chrześcijaństwo – czyli Wielki Sen.

XXII. Islam – czyli Proporcjonalność odwrotna.

XXIII. Ameryka Północna – czyli In Memoriam.

XXIV. Ameryka Środkowa – czyli Rok 1519.

XXV. Ameryka Południowa – czyli Bardzo „dziwne” podobieństwa.

XXVI. AntyEpimenides – czyli rzecz o „Poganiaczach Czasu”.

XXVII. Masoni – czyli Kamuflaż.

XXVIII. Alchemia – czyli rzecz o „Poszukiwaczach straconego Czasu”.

XXIX. Różokrzyżowcy – czyli Zabawa w „głuchy telefon”.

XXX. Kabała – czyli Kołysanka dla czytelników „Przewodnika dla zakłopotanych”.

XXXI. Genesis – czyli Pierwsza część Klamry – Suplement.

XXXII. Dziadek – czyli rzecz o Kolumbie.

XXXIII. Ojciec – czyli rzecz o Jeffersonie i innych Ojcach założycielach.

XXXIV. Syn – czyli Bush czy Bushyzm?

XXXV. Krzywa Laffera – czyli „Kocioł bałkański” do kwadratu.

XXXVI. Przesłanie – czyli Cywilizacja Życia czy Cywilizacja Śmierci?

XXXVII. Objawienie św. Jana – czyli Druga część Klamry.

XXXVIII. „Głos wizji” – czyli rzecz o Leonardzie da Vinci, Nostradamusie i Malachiaszu.

XXXIX. „Wizja głosu” – czyli rzecz o Joannie d`Arc, Łucji dos Santos i Faustynie Kowalskiej.

XL. Semiotyka! – (czyli) od Lascaux po Led Zeppelin.

 

Zakończenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze komentarze

Przysłowia i sentencje

Jest coś wyższego w górze, które miesza zamiary śmiertelnych (co przeszkadza zamiarom śmiertelników).
Walerian Łukasiński
----------------------
Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze, zawsze ludzie tego nie pojmują.
Heraklit
---------
Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy czasem.
Człowiek będzie musiał pojąć czas
i opanować go. Albowiem czas jest nasieniem wszechświata.
Mahabharata
---------------
Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.
Albert Einstein
----------------

Jak ten czas leci!

Maj 2017
P W Ś C P S N
« Kwi    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Visits

Weather condition