Get Adobe Flash player

Animals – tytuł płyty – czyli faceci to świnie

Wpis ten ma za zadanie wytłumaczyć, i zarazem rozprawić się, z tym zagadkowym i mylnie do tej pory rozumianym tytułem albumu, a także z całą jego otoczką – latającym nad elektrownią Battersea balonem w kształcie świni, i w końcu z samymi utworami – o tytułach nie wspominając. Nie będzie to trudne jeśliby wziąć za podstawę rozumowania pewne stereotypowe zachowanie męskiej części naszego gatunku, które jest związane z jak najbardziej naturalnym odruchem jakim jest instynkt seksualny, oraz wszystko to co jest z tym związane: miłość, prokreacja, i tym podobne. Wszystko ok, ale w całej tej sprawie nas interesować będzie raczej pejoratywny aspekt tego, znowu naturalnego, odruchu, iż faceci w gruncie rzeczy myślą tylko o jednym – by zaspokoić swoje żądze.

W tym cały ambaras – by dwoje chciało naraz – to kolejne potoczne powiedzenie, które niczym motto, będzie cały czas przypominać, iż tak cele, jak i oczekiwania obojga „zainteresowanych” płci, nie są takie same. Nie będę rozpatrywał tego zagadnienia w sposób czysto naukowy, ponieważ nie ma ku temu ani miejsca, ani czasu, ważniejszą kwestią jest to, w jaki sposób temat ten wiąże się z główną postacią tej dyskografii. Otóż, jak sądzę, wszystkie zamieszczone utwory na płycie Animals opowiadają o kobiecych „zmaganiach” z tym odwiecznym męskim instynktem. Chciałbym zaznaczyć, iż jest to bardzo osobista wiwisekcja tych przeżyć i z tego też powodu będzie ona raczej oszczędna w szczegółach.

Wracając do męskich potrzeb, to nie zawsze spotykają się one z równie intensywną odpowiedzią, co przekłada się czasem, lub często, z negatywnymi odczuciami niezainteresowanej strony. Owe niezainteresowanie może się przejawiać w różny sposób, ale jeśli już do niego dojdzie, prawie zawsze odczucie to ma właśnie zdecydowanie negatywny – „wymiotny” objaw. Przekłada się to na wyobrażeniu sobie takowego absztyfikanata jako żadną zaspokojenia swoich (zwierzęcych) instynktów ludzką świnię, co w konsekwencji skutkuje powyżej wspomnianym powiedzeniem – iż faceci to świnie.

Tak więc głównym motywem płyty Animals jest zwierzęcy instynkt męskiej części naszego społeczeństwa, czego symbolem jest owa latająca świnia nad (kobiecym ciałem) elektrownią Battersea, ale nie tylko z takich pejoratywnych charakterów ono się składa, są jeszcze inne bardziej „ludzkie”, czego przykładem są inne (oprócz tych „świńskich”), zwierzęta, ale o tym już przy innej okazji.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Animals – okładka płyty

Po chwilowym okresie zajmowania się męskimi problemami pora wrócić do głównego leitmotivu dyskografii zespołu Pink Floyd – czyli do kobiecego curriculum vitae. Większość z wcześniej omówionych przeze mnie płyt zespołu Pink Floyd (oprócz dwóch pierwszych, których tematyką było przedstawienie naszej historii), dotyczyła różnorakich aspektów jej życia, zawsze jednak porządek w przedstawianiu poszczególnych etapów podlegał rygorowi kontinuum czasu. Tym razem też tak jest. Wpis ten dotyczy okładki, zatem tylko na tym się skupię i na samym wstępie powiem, iż to, co oficjalnie na ten temat we wszystkich dostępnych źródłach wiadomo, można spokojnie wrzucić do symbolicznego kosza, albowiem ma to tyle wspólnego z prawdą, ile wspólnego ma Droga Mleczna z drogą do mleczarni.

Jakimi aspektami kobiecego życia zajmuje się płyta studyjna Ummagumma już wspominałem. Do tego trzeba dodać wszystko to co zdołałem wydedukować z treści i okładek trzech bardzo istotnych i jak się okazuje komplementarnych niej płyt: piątej – Atom Heart Mother, szóstej – Meddle, i siódmej – Obscured by Clouds. Jest to bardzo ważna informacja, która pomoże zrozumieć sens tak okładki płyty Animals, jak i zamieszczonych na niej utworów.

Zapewne niewiele, albo może nawet i nic, konkretnego z tego co napisałem jeszcze nie wynika, ale tak ma być, albowiem bez przedstawienia informacji o wcześniejszych wersjach okładki, zaproponowanych przez Storma Thorgersona, wszelkie próby zmierzenia się z meritum tematu wydają się być bezcelowe.

<<<Muzycy Pink Floyd, niemal od początku istnienia zespołu – konkretnie od swojego drugiego albumu, „A Saucerful of Secrets”z 1968 roku – ściśle współpracowali z designerską firmą Hipgnosis, prowadzoną przez Storma Thorgersona i Aubreya „Po” Powella. Warto dodać, ze pierwszy z nich był znajomym Rogera Watersa i Syda Barretta jeszcze z czasów studenckich; grali w jednej drużynie rugby. To właśnie dzięki pracom dla Pink Floyd, Hipgnosis stali się jednymi z najbardziej cenionych projektantów okładek (później z ich usług korzystali m.in. Wishbone Ash, Led Zeppelin, ELP, Genesis, Black Sabbath i Scorpions). Przez niemal dekadę Floydzi akceptowali wszystko, co podsuwał im duet grafików – bez względu czy był to kolarz złożony z cudzych prac („A Saucerful of Secrets”), zdjęcie krowy („Atom Heart Mother”), czy narysowany pryzmat (wiadomo). Po raz pierwszy zakwestionowali propozycje Hipgnosis przy okazji swojego dziesiątego albumu, „Animals”.

Pierwszą propozycją Hipgnosis było zdjęcie kominka, nad którym przybite zostały kaczki. Jest to nawiązanie do starej angielskiej tradycji przybijania do ścian drewnianych kaczek, które są symbolem małżeńskiego szczęścia. Zdjęcie Hipgnosis przedstawiało jednak… prawdziwe kaczki, przybite żywcem, na co wskazuje spływająca po ścianie krew. Pamiętam dokładnie moment, kiedy pokazałem zdjęcie zespołowi- wspominał Thorgerson. To było podczas trasy, w autokarze. Mam wrażenie, że Rogerowi się podobało. Ale był tam też gość, który miksował dźwięk na koncertach. Brian jakiś-tam. I on odniósł się do projektu z nienawiścią. Naprawdę z nienawiścią. Krzyczał: „Jak można wziąć prawdziwe kaczki i zrobić coś takiego! Dlaczego nie weźmiesz kilku Irlandczyków i nie przybijesz ich do ściany?”. Odparłem, że dokładnie o to chodzi. Moim zdaniem było to zdjęcie o wielkiej sile wyrazu. Zdjęcie zostało ostatecznie wykorzystane na okładce kompilacji nagrań różnych wykonawców należących do wytwórni Drag City, zatytułowanej „Hey Drag City” i wydanej w 1994 roku.

Drugą propozycją był rysunek małego chłopca wchodzącego w środku nocy do sypialni swoich rodziców… Tym razem to Roger Waters nie krył swojego oburzenia, a Thorgerson po latach przyznawał: Muzycy zdecydowanie odrzucili ten projekt. I pewnie mieli rację. Jednocześnie grafik bronił swojego pomysłu: Moim zdaniem był to psychologicznie bardzo ciekawy pomysł – mówił. Dziecko, które widzi swoich rodziców kochających się… Seks musi być czymś trudnym do zrozumienia dla takiego malca. Pomysł nie został później nigdy wykorzystany.

Kiedy stało się jasne, że żaden z projektów Hipgnosis nie odpowiada muzykom (lub ich współpracownikom), Waters postanowił wziąć sprawę w swoje ręce. Storm i Po przedstawili nam kilka pomysłów okładki – wspominał. Żaden mi się nie podobał. Wszyscy spojrzeli wtedy na mnie, mówiąc: „Jak takiś mądry, wymyśl coś lepszego!”. Spuściłem głowę i bąknąłem tylko: „Dobra, spróbuję”. I jakiś czas potem zaproponowałem swój projekt. Pojechałem w okolicę elektrowni Battersea, zrobiłem jej kilka zdjęć i na kolejnym spotkaniu zespołu położyłem je na stole ze słowami „Oto okładka”. Wszystkich zatkało. Byli zachwyceni pomysłem. Elektrownia Battersea jest czymś tak niesamowitym, szalonym… Można przyjąć, że kominy reprezentują każdego z naszej czwórki. W takim razie cały obiekt symbolizuje zespół. Jego gwałtowną naturę, jego siłę. Ale zarazem jego upadek. Wygląda przecież trochę jak odwrócony do góry nogami stół. Dla mnie w tamtym momencie był to najlepszy symbol Pink Floyd, jaki mogłem sobie wyobrazić.

(link)- http://pablosreviews.blogspot.com/2014/11/historie-okladek-animals-pink-floyd.html

Fragmenty cytatu, które podkreśliłem czerwonym kolorem, nadają sens temu wszystkiemu co powyżej uwypukliłem. I tak: przybite do ściany nad kominkiem trzy kaczki, to w genialny sposób zantropomorfizowana informacja o trzech najważniejszych osobach – mężczyznach w życiu głównej bohaterki tej dyskografii. Cóż z tego, że ten skrót myślowy nie przypadł do gustu Brianowi jakiemuś-tam. Czy tak było w istocie, tego już nie sposób ustalić, ale podejrzewam, iż jest to tylko opowiastka dla grzecznych dzieci, które uwierzą we wszystko co im się powie. Jak sądzę był to zbyt oczywisty i zbyt łatwy rebus do odgadnięcia dla postronnych, dlatego też pomysł ten odrzucono.

Równie ważną podpowiedzią jest rysunek małego chłopca wchodzącego w środku nocy do sypialni swoich rodziców. Jak każdy projekt Thorgersona, ta propozycja zadziwia esencjonalnością przekazu. Nie jest to przypadkowy rysunek, a wiele mówiąca informacja mająca za cel główny przekazać maksimum wiedzy za pomocą minimalnego skrótu myślowego. Tak coś mi się zdaje, że pod wielce symboliczną pozą kochającej się pary kryje się cała małżeńska przeszłość głównej bohaterki dyskografii zespołu Pink Floyd. Czy była ona intensywna czy też i nie – rzecz to dyskusyjna, ale w tym wszystkim należy wziąć pod uwagę postać małego chłopca z misiem, który nadaje tej kwestii zasadniczy kontrast – i właśnie fakt owej dysproporcji nadaje temu rysunkowi cały sens.

Najważniejszym przekazem tego konkretnego projektu okładki jest ukazanie różnicy w intensywności doznań, jakie kryją się pod pojęciem ummagummy, co okaże się łatwym do stwierdzenia, jeśliby wziąć pod lupę całą przeszłość tak owej kobiety, jak i drugiej najważniejszej postaci na tym rysunku – chłopca z misiem w ręku, który antropomorfizuje, jakże by inaczej, jak nie jej lustrzane odbicie – drugą nić podwójnej helisy DNA – czyli główną (męską) postać dyskografii zespołu Led Zeppelin.

Oba te nieuznane projekty, z pozoru tak niewiele mające ze sobą wspólnego, łączy jedna idea, jeden przekaz, którego główną postacią jest bohaterka dyskografii Floydów. Tak pierwszy jak i drugi projekt okładki, nawiązują jej do przeszłości, która nie była jakoś specjalnie udana, co poprzednie płyty doskonale to uwypuklają, ale nie to jest w tym momencie najważniejsze, a to jaki związek z tym wszystkim ma oficjalnie obowiązująca okładka przedstawiająca widok elektrowni Battersea na dodatek z dziwnym balonem w kształcie świni fruwającym nad tym budynkiem. Wbrew pozorom jest w tym wszystkim sens, jest zakodowana myśl, która jest tak „perfidnie” nieuchwytna dla postronnych, ale zarazem jest i genialna w swojej prostocie.

Dekodowanie rebusu okładki płyty Animals należy zacząć od bardzo istotnej informacji z powyższego cytatu: <<<Elektrownia Battersea jest czymś tak niesamowitym, szalonym… Można przyjąć, że kominy reprezentują każdego z naszej czwórki. W takim razie cały obiekt symbolizuje zespół. Jego gwałtowną naturę, jego siłę. Ale zarazem jego upadek. Wygląda przecież trochę jak odwrócony do góry nogami stół.

Tak jak wszystkie poprzednie ilustracje płyt zespołu Pink Floyd miały w sobie ukryty przekaz, tak ten projekt należy oceniać w sposób bardziej symboliczny niż to się z pozoru wydaje. Genezy pomysłu tej okładki należałoby doszukiwać się w architekturze wszystkich najważniejszych budowli, jakie są pozostałością po najświetniejszych starożytnych kulturach i cywilizacjach, a które znamy z historii starożytnej. Wiele na ten temat pisałem w mojej książce (pod tym samym tytułem co ten blog), a co w wielkim skrócie zawrzeć można w jednym stwierdzeniu, iż owe architektoniczne pozostałości są ideogramami sylwetek męskiego i kobiecego ciała. Tak też należy spojrzeć na ten słynny już budynek elektrowni Battersea. Z perspektywy lotu ptaka personifikuje on swoim kształtem sylwetkę – ciało kobiety w nadzwyczaj niekomfortowej pozycji (leżącą na plecach – trochę jak odwrócony do góry nogami stół). I to jest (prawie) cała tajemnica okładki Animals. Prawie, ponieważ pozostaje jeszcze kwestia owego latającego nad budynkiem (leżącą na wznak kobietą, gdzie cztery kominy elektrowni w oczywisty sposób kojarzą się z czterema kończynami) balonu o kształcie świni. Jak można się domyślać jest to kolejny symbol – tym razem męskiego „ego”, że tak eufeministycznie powiem, a bardziej dosadnie, chodzi tu o męski sposób postępowania w stosunku (senso stricto) do kobiety – do walorów kobiecości.

Jak rozumieć „zwierzęcość” poszczególnych utworów tej płyty, czy też bardziej zasadnie, co, lub kto kryje, się pod symboliką tytułowych trzech zwierząt: psa, świni i owcy, tego można się już domyślać chociażby po ich wielce znamiennej ilości. Nie da się ukryć, że będzie to nawiązanie do trzech wcześniej omawianych przeze mnie płyt: piątej – Atom Heart Mother, szóstej – Meddle, i siódmej – Obscured by Clouds, ale to już temat na osobne wpisy.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Wish You Were Here – podsumowanie

9. Wish You Were Here

1. Shine On You Crazy Diamond (I-V) – czyli „brodaty” mężczyzna

2. Welcome to the Machine – czyli winda

3. Have a Cigar – czyli „cygaro zwycięstwa”

4. Wish You Were Here – czyli libretto IV symfonii Czajkowskiego

5. Shine On You Crazy Diamond (VI-IX) – czyli „nikt nie wie gdzie jesteś ”

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Shine On You Crazy Diamond (VI-IX) – czyli „nikt nie wie gdzie jesteś”

5. Shine On You Crazy Diamond (VI-IX)

Nobody knows where You are,
How near or how far.
Shine on You Crazy Diamond.
Pile on many more layers,
And I’ll be joining you there.
Shine on You crazy Diamond.
And we’ll bask in the shadow of yesterday’s triumph,
Sail on the steel breeze.
Come on You Boy Child, you Winner and Loser,
Come on You Miner for truth and delusion, and shine!

Shine On You Crazy Diamond (VI-IX)

Nikt nie wie gdzie jesteś –
Jak daleko lub jak blisko
Lśnij, Szalony Diamencie
Kłamcy się nawarstwiają,
Ale będę zawsze przy Tobie
Lśnij, Szalony Diamencie
Będziemy się wygrzewać w cieniu
Wczorajszego triumfu
Żeglować na stalowej bryzie…
Dalej, Młodzieńcze,
Zwycięzco i Przegrany,
Dalej, Poszukiwaczu prawdy i złudzenia, zabłyśnij!

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,shine_on_you_crazy_diamond__partie_vi___ix_.html

No i finał płyty – oczekiwanie. Tekst utworu wszystko wyjaśnia.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Wish You Were Here – czyli libretto IV symfonii Czajkowskiego

4. Wish You Were Here

So, so you think you can tell
Heaven from Hell,
Blue skies from pain.
Can you tell a green field
From a cold steel rail?
A smile from a veil?
Do you think you can tell?

Did they get you to trade
Your heroes for ghosts?
Hot ashes for trees?
Hot air for a cool breeze?
Cold comfort for change?
Did you exchange
A walk on part in the war,
For a lead role in a cage?

How I wish, how I wish you were here.
We’re just two lost souls
Swimming in a fish bowl,
Year after year,
Running over the same old ground.
What have we found
The same old fears.
Wish you were here.

Wish You Were Here

A więc sądzisz że potrafisz odróżnić
Niebo od piekła,
Błękit nieba od bólu.
Odróżniłbyś zieleń pól
Od zimna stalowej szyny?
Uśmiech od welonu?
Sądzisz że potrafisz?

Czy przekonali cię byś wymienił
Swych bohaterów na duchy?
Gorące popioły na drzewa?
Ciepłe powietrze na chłodną bryzę?
Komfort zimna dla zmiany.
Czy zamieniłeś
Swój udział w wojnie
Na główną rolę w klatce?

Jak bym chciał, jak bym chciał żebyś tu był.
Jesteśmy tylko dwiema zagubionymi duszami
Płynącymi przez okrągłą kule
Rok po roku
Biegnąc po tej samej starej ziemi
I cóż żeśmy odnaleźli?
Te same stare lęki.
Chciałbym żebyś tu był.

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,wish_you_were_here.html

Poprzednie utwory zamieszczone na tej płycie dotyczyły różnych kwestii, ale zawsze głównym ich podmiotem była, jest osoba „brodatego mężczyzny”. Sprawa jego oceny czy przyszłości są ważne, ale sądzę, że dla niego równie istotne, jeśli nie najważniejsze są problemy związane z jego osobistymi przeżyciami. Nie będzie żadnym odkryciem jeśli powiem, iż chodzi tu o istotę jego losu jakim jest jego raczej niezbyt szczęśliwa przeszłość. Wszystko to znalazło swoje odzwierciedlenie w poprzednich wpisach dotyczących dyskografii obu lustrzanych zespołów Led Zeppelin i Pink Floyd.

Utwór Wish You Were Here jest kwintesencją jego egzystencjonalnych i osobistych „kłopotów”, a zarazem następnym etapem w jego życiu, kiedy to po okresie ponownego spotkania z osobą, która kryje się w symbolice podwójnej helisy DNA, nastąpił czas refleksji i zadumy nad własnym losem – ciążącym nad nim fatum. Tekst utworu zespołu Pink Floyd jest oczywisty, ale tą przysłowiową nicią Ariadny wiodącą do wyjścia z labiryntu „mniemań” jest jego muzyczna strona. Poniższy cytat wiele wyjaśnia.

<<<In the original album version, the song segues from „Have a Cigar” as if a radio had been tuned away from one station, through several others (including a radio play and one playing the opening of the finale movement of Tchaikowsky’s Fourth Symhony), and finally to a new station where „Wish You Were Here” is beginning. The radio was recorded from Gilmour’s car radio. He performed the intro on a twelve-string guitar, processed to sound like it was playing through an AM radio, and then overdubbed a fuller-sounding acoustic guitar solo. This passage was mixed to sound as though a guitarist were listening to the radio and playing along. As the acoustic part becomes more complex, the ‚radio broadcast’ fades away and Gilmour’s voice enters, becoming joined by the full band.

<<<W oryginalnej wersji albumu, piosenka segues od „Have a Cigar” jakby radio zostało dostrojone od jednej stacji, za pośrednictwem kilku innych (w tym słuchowiska i jeden gra na otwarcie finału przepływ Czajkowski IV Symfonia), a na końcu do nowej stacji, w której „Wish You Were Here” zaczyna się. Radio zostało nagrane z radia samochodowego Gilmour. Wykonał intro na dwunasto-strunowej gitarze, przetwarzanej tak, jakby grał w radiu AM, a następnie overdubbed gitara akustyczna pełniejsza. Ten fragment był zmieszany z brzmieniem jakby gitarzysta słuchał radia i bawił się. Gdy część akustyczna staje się bardziej złożona, „radio broadcast” gasnie i głos Gilmour wchodzi, łącząc się z pełnym zespołem.

Libretto IV symfonii Piotra Czajkowskiego w znakomity sposób oddaje wszystko to co jest treścią obu dyskografii zespołów Led Zeppelin i Pink Floyd, których głównym motywem jest ponowne spotkanie. Wczytując się w poniżej zamieszczony cytat, można na zasadzie porównania wyszczególnić wszystkie najistotniejsze momenty z życia „brodatego mężczyzny”. Wniosek jest oczywisty. Cała twórczość tak Foydów jak i Zeppelinów była podporządkowana jednemu celowi, by za pomocą muzycznych utworów, o okładkach nie wspominając, przekazać zakodowaną wiedzę o osobach, które mają, będą mieć, niebagatelny wpływ na przyszłe wydarzenia, by zarazem tym sposobem dać świadectwo tego, że są wartości ponadczasowe w życiu każdego człowieka i nigdy nie można wątpić w sens egzogenicznego imperatywu.

<<<IV Symfonię f-moll zadedykował Czajkowski „memu najlepszemu przyjacielowi” – Nadieżdzie von Meck. Jej też w jednym z listów ujawnił program symfonii, o którym wcześniej ogólnikowo wspomniał Taniejewowi: „Symfonia moja naturalnie jest programowa, ale program ten jest taki, że wypowiedzieć go słowami nie sposób. (…) W istocie moja symfonia jest naśladowaniem piątej Beethovena; to znaczy – naśladowałem nie jego myśli muzyczne, ale zasadnicze idee”. Tymczasem, program nakreślony pani von Meck wskazuje na niezwyciężone fatum ciążące nad człowiekiem, które nie pozwala mu cieszyć się szczęściem (cz.1). Część druga wyrażać ma „fazę tęsknoty, owo melancholijne uczucie, które ogrania cię wieczorem, gdy siedzisz sam”, natomiast „kapryśne arabeski, nieuchwytne obrazy, które przemykają w wyobraźni, (…) chaotyczne obrazy, które przemykają w głowie, gdy zasypiasz” są treścią części trzeciej. Finał obrazuje święto ludowe, pełne radości i zabawy, przerwanej jednak przez powracające, nie dające się uciszyć fatum.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Czajkowski

Jak sądzę poniższe porównanie jest na tyle przekonywujące, iż nie muszę tego jakoś specjalnie tłumaczyć.

Led Zeppelin (IV, Houses of the Holy) / libretto IV Symfonii Czajkowskiego

1. Black Dog – czyli rok 1978. / niezwyciężone fatum ciążące nad człowiekiem, które nie pozwala mu cieszyć się szczęściem (cz.1)

2. Rock and Roll – czyli lata 1979 – 1999

3. The Battle of Evermore – czyli lata 1999 – 2004

4. Misty Mountain Hop – czyli lata 2004 – 2005, Four Sticks – czyli lata 1998, 2006 – 2008

5. Going to California – czyli rok 2009, When the Levee Breaks – czyl lata 2010 – 2015 / część druga wyrażać ma „fazę tęsknoty, owo melancholijne uczucie, które ogrania cię wieczorem, gdy siedzisz sam”

6. The Song Remains the Same – czyli rok 2016 (początek roku) / chaotyczne obrazy, które przemykają w głowie, gdy zasypiasz” są treścią części trzeciej

7. Over the Hills and Far Away – czyli rok 2016 (lato)

8. The Crunge – czyli rok 2016 (jesień)

9. Dancing Days – czyli rok 2017 (zima) czyli Koło życia / finał obrazuje święto ludowe, pełne radości i zabawy,

10. D’yer Mak’er – czyli rok 2017 (zima) – „yod coalescence” – palatalizacja spółgłosek

11. No Quarter – czyli rok 2017 (zima) – Autobiografia / przerwanej jednak przez powracające, nie dające się uciszyć fatum.

12. The Ocean – czyli rok 2017 (zima) Telefon

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Have a Cigar – czyli „cygaro zwycięstwa”

3. Have a Cigar

Come in here dear boy have a cigar you’re gonna go far,
You’re gonna fly high, you’re never gonna die,
You’re gonna make it if you try, they’re gonna love you.
Well I’ve always had a deep respect and I mean that most sincerely,
The band is just fantastic that is really what I think,
Oh by the way, which one’s Pink?
And did we tell you the name of the game, boy,
We call it „Riding the gravy train”.
We’re just knocked out, we heard about the sell out,
You’ve gotta get an album out, you owe it to the people,
We’re so happy we can hardly count.
Everybody else is just green, have you seen the chart?
It’s a hell of a start, it could be made into a monster,
If we all pull together as a team.
And did we tell you the name of the game, boy,
We call it „Riding the gravy train”.

Poczęstuj Się Cygarem

Podejdź tu, drogi chłopcze, poczęstuj się cygarem
Daleko zajdziesz, wysoko się wzniesiesz
Będziesz nieśmiertelny
Uda ci się, jeśli tylko się przyłożysz;
Będą tobą zachwyceni
Zawsze nosiłem w sobie głęboki szacunek
Mówię to zupełnie szczerze
Kapela jest po prostu świetna
Naprawdę tak myślę
A tak przy okazji – który z was ma na imię Pink?
A mówiliśmy ci, chłopcze, jak się nazywa ta gra?
Nazywamy ją łatwym zyskiem
Jesteśmy zachwyceni
Słyszeliśmy o tym, jak wyczyścili półki sklepowe
Musisz wydać nowy album, jesteś im to winien
Jesteśmy tak szczęśliwi, że nie możemy wręcz się doliczyć
Cała reszta po prostu zzieleniała,
Sam widziałeś notowania
Niezły początek
Zrobimy z tego prawdziwe monstrum
Musimy tylko współpracować jak drużyna
Aha, czy mówiliśmy ci, chłopcze, jak się nazywa ta gra?
Nazywamy ją łatwym zyskiem

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,have_a_cigar.html

Ten, jak i następne utwory to sprawa przyszłości, która kiedyś nastąpi. Kiedy, a któż to wie, jedno jest pewne, będzie to raczej pozytywny finał całej tej „przygody”, której głównym podmiotem jest mężczyzna znany z dyskografii zespołu Led Zeppelin – alter ego brodatego mężczyzny z „plate 67” zamieszczonego w manuskrypcie „The Lost Book of Nostradamus”. Tytułowe Cygaro jest raczej symboliczne, a symbolika jego zawiera się w jednym określeniu – chodzi tu o „cygaro zwycięstwa”, które najlepiej smakuje właśnie po jakimś spektakularnym sukcesie. Bardzo dobrym przykładem takiego zwycięskiego gestu jest na przykład scena z filmu Rolanda Emmericha – Dzień Niepodległości (Independence Day), z aktorem Willem Smithem w roli głównej.

<<<”Have a Cigar” is the third track on Pink Floyd’s album Wish You Were Here. It follows „Welcome to the Machine” and on the original LP opened side two. In some markets, the song was issued as a single. English folk singer Roy Harper provided lead vocals on the song. It was one of only two Pink Floyd recordings to feature guest lead vocals, the other being „The Great Gig in the Sky” with Clare Torry, though the latter piece featured nolyrics.

<<<„”Have a Cigar” to trzeci utwór na albumie Pink Floyd w 1975 roku Which Tou Were Here. Wynika to z „Witamy w Machinie” i na oryginalnym LP otwartym boku. Na niektórych rynkach utwór został wydany jako singiel. Angielski piosenkarz folkowy Roy Harper poprowadził wokal wokalisty. Było to jedno z dwóch nagrań Pink Floyd, w której gościnnie występował gościnnie wokalista, a druga – „Wielki gigant na niebie” z Clare Tory, choć ostatni utwór nie zawierał żadnych tekstów.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Have_a_Cigar

Wokal Roya Harpera oczywiście nie jest przypadkowy. Wiele „mętnej wody” w swoich wywiadach wylali członkowie zespoły by jakoś wytłumaczyć jego obecność w tym utworze. Nawet powtarzać szkoda. Zarówno wokal Clare Tory wykonywany w utworze Wielki gigant na niebie jak i ten Roya Harpera, należy pojmować jako przejaw, czy też raczej „głos” transcendentalnego „bytu”, który ma niebagatelny wpływ i udział w czymś, co można określić jako przejaw inteligencji.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Welcome to the Machine – czyli winda

2. Welcome to the Machine

Welcome my son,
Welcome to the machine.
Where have you been?
It’s all right, we know where you’ve been.
You’ve been in the pipe line filling in time,
Provided with toys and scouting for boys.
You bought a guitar to punish you ma,
And you didn’t like school,
And you know you’re nobody’s fool.
So welcome to the machine.
Welcome my son,
Welcome to the machine.
What did you dream?
It’s all right, we told you what to dream.
You dreamed of a big star.
He played a mean guitar.
He always ate in the steak bar,
He loved to drive in his Jaguar.
So welcome to the machine.

Witaj w maszynie

Witaj mój synu,
Witaj w maszynie,
Gdzie byłeś?
Wszyskto w porządku, my wiemy, gdzie byłeś
Czekałeś zabijając czas
Miałeś zapewnione zabawki i skauting dla chłopców
Kupiłeś gitarę na złość mamie
I nie lubiłeś szkoły
I wiesz, że nie jesteś głupi
Więc witaj w machinie

Witaj mój synu
Witaj w maszynie
O czym marzyłeś?
W porządku, powiedzieliśmy ci o czym marzyć.
Śniłeś o wielkim gwiazdorze
Grał na obłędnej gitarze
Zawsze jadł w barze ze stekami
Kochał jeździć swoim jaguarem
Więc witaj w maszynie

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,welcome_to_the_machine__waters_.html

Ilustracja z okładki płyty Wish You Were Here przedstawia dwóch ludzi, którzy witając się, podają sobie dłoń. Wszystkie pozostałe fotografie, wraz z logo dwóch „mechanicznych” dłoni naklejonym na czarnej folii, kodują informacje o spotkaniu – tym w skali makro, natomiast ten utwór rozpatruje podobnego rodzaju spotkanie, ale jest (będzie) ono już raczej bardziej osobistego autoramentu i z tego też powodu zbyt wiele na ten temat nie da się więcej powiedzieć. Zwraca uwagę ostatni fragment utworu – począwszy od 6:35 minuty, który kojarzy mi się z windą wynoszącą głównego bohatera tego wirtualnego spotkania do góry – do miejsca spotkania z gronem czekających na niego ludzi.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Shine On You Crazy Diamond (I-V) – czyli „brodaty” mężczyzna

9. Wish You Were Here

1. Shine On You Crazy Diamond (I-V)

Remember when you were young, you shone like the sun.
Shine on you crazy diamond.
Now there’s a look in your eyes, like black holes in the sky.
Shine on you crazy diamond.
You were caught in the cross fire of childhood and stardom.
Blown on the steel breeze.
Come on you target for faraway laughter.
Come on you stranger, you legend, you martyr, and shine!

You reached for the secret too soon, you cried for the moon.
Shine on you crazy diamond.
Threatened by shadows at night, and exposed in the light.
Shine on you crazy diamond.
Well you wore out your welcome with random precision.
Rode on the steel breeze.
Come on you raver, you seer of visions.
Come on you painter, you piper, you prisoner, and shine!

Shine On You Crazy Diamond (I-V)

Pamiętasz – gdy byłeś młody jaśniałeś jak słońce
Lśnij, Szalony Diamencie
A teraz spojrzenie Twych oczu, jak czarne dziury na niebie
Lśnij, Szalony Diamencie !
Dostałeś się w krzyżowy ogień dzieciństwa i sławy
Przywiany stalową bryzą
Dalej – Obiekcie kpin, dalej
Przybyszu, Legendo, Męczenniku, świeć

Zbyt wcześnie sięgnąłeś po tajemnicę
Pragnąłeś niemożliwego
Lśnij, Szalony Diamencie !
Nocą zagrożony przez cienie, obnażony za dnia
Lśnij, Szalony Diamencie !
Nadużyłeś gościnności z przypadkową precyzją
Niesiony stalową bryzą
Dalej, Obłąkańcu, Wizjonerze
Dalej Malarzu, Kobziarzu, Więźniu …świeć !

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,shine_on_you_crazy_diamond__partie_i__8212__v_.html

Powszechnie uważa się, że utwór Shine On You Crazy Diamond poświęcony jest – Sydowi Barrettowi. Na ten temat pisałem już w poprzednim wpisie i mogę tylko powtórzyć, iż jest to niestety bardzo mało prawdopodobne – łagodnie mówiąc. Kolejnym argumentem potwierdzającym mój sceptycyzm jest wyjątkowo słaba pamięć członków zespołu o tym potencjalnym spotkaniu.

<<<One day during recording, Barrett (now heavyset, with a completely shaved head and eyebrows) wandered into the studio (although Mason has since stated that he is not entirely certain whether „Shine On You Crazy Diamond” was the particular work being recorded when Barrett was there). Because of his drastically changed appearance, the band did not recognize him for some time. When they eventually determined the withdrawn man in the corner was Barrett, Roger Waters allegedly became so distressed about his appearance he was reduced to tears.

<<<Pewnego dnia podczas nagrywania, Barrett (teraz heavyset, z całkowicie zgolonymi głową i brwiami) zbliżył się do studia (chociaż Mason stwierdził, że nie jest w pełni pewien, czy „Shine On You Crazy Diamond” był konkretną pracą nagrywaną, gdy Barrett był tam). Ze względu na swój radykalnie zmieniony wygląd, zespół nie rozpoznał go przez jakiś czas. Kiedy ostatecznie ustalono, że wycofany człowiek w rogu był Barrett, Roger Waters rzekomo stało się tak zdenerwowany jego wyobrażeniem, że był spłoszony do łez.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Shine_On_You_Crazy_Diamond

Bardzo istotnym wyróżnikiem aktualnie omawianego utworu jest szalony śmiech – jakoby ich „szalonego” kolegi, a przecież na poprzedniej płycie w utworach Speak to me oraz Brain Domage słychać podobny – szalony śmiech. Czyżby więc i tamta płyta poświęcona była Sydowi? Jak sami członkowie zespołu twierdzą nie kontaktowali się z nim od wielu lat, a na dodatek, co bardzo symptomatyczne, po tym hipotetycznym spotkaniu bardzo szybko o nim zapomnieli.

Nie mam zamiaru dalej kontynuować tego maratonu domysłów i rzekomych dowodów czegoś, co i tak zupełnie nie miało znaczenia dla zespołu i utworów z tej płyty, ponieważ nie Sydowi były one zadedykowane, ale zupełnie komu innemu. Cała poprzednia płyta jest dowodem na to, iż w zamyśle twórców suity Shine On You Crazy Diamond nie chodziło o byłego członka ich zespołu.

Przy okazji dekodowania utworu Speak to me – zamieszczonego na poprzedniej płycie zespołu Pink Floyd: Dark Side of the Moon – zamieściłem myśl o postaci narratora, czy też bardziej zasadnie podmiotu lirycznego całej tej płyty, (w tle efektów dźwiękowych słychać głos Nicka Masona), a jest nim mężczyzna, którego na swojej drodze po raz wtóry spotkała główna bohaterka całej ich dyskografii.

I dalej: Najważniejszym wyróżnikiem całej mojej interpretacji Floydów jest informacja, że wszystkie ich utwory z kolejnych płyt układają się w jedną chronologiczną całość. Jeśli zatem cały przebieg życia kobiety ma swoje odzwierciedlenie w poszczególnych płytach zespołu, to logicznym jest, że teraz przychodzi czas na zaprezentowanie losów jej „interlokutora”. Nie jest zapewne zagadką, iż tym nowym etapem w jej życiu jest (będzie), wcześniej wspominany w dyskografii zespołu Led Zeppelin – „brodaty” mężczyzna. Myślę, że wiedza na temat tego kim jest ten mężczyzna nie jest już żadną tajemnicą.

Jeśli chodzi o sam utwór Shine On You Crazy Diamond, to jest on na tyle zrozumiały, iż nie muszę go jakoś specjalnie interpretować.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Wish You Were Here – okładka płyty

Tradycyjnie już omówienie płyty zaczynam od okładki i ponownie przychodzi mi wyrazić swój „entuzjazm” nad geniuszem tych, którzy zakodowali w jej szacie graficznej tyle, dotychczas „niedostępnej” postronnym, a przecież tak łatwej (już teraz) do wydedukowania, wiedzy. By cokolwiek na ten temat powiedzieć, należy zapoznać się z tym co na ten temat do tej pory „oficjalnie” wiadomo.

<<<Wish You Were Here was sold in one of the more elaborate packages to accompany a Pink Floyd album. Storm Thorgerson had accompanied the band on their 1974 tour, and had given serious thought to the meaning of the lyrics, eventually deciding that the songs were, in general, concerned with „unfulfilled presence”, rather than Barrett’s illness. This theme of absence was reflected in the ideas produced by his long hours spent brainstorming with the band. Thorgerson had noted that Roxy Music’s Country Life was sold in an opaque green cellophane sleeve – censoring the cover image – and he copied the idea, concealing the artwork for Wish You Were Here in a black-coloured shrink-wrap (therefore making the album art „absent”). The concept behind „Welcome to the Machine” and „Have a Cigar” suggested the use of a handshake (an often empty gesture), and George Hardie designed a sticker containing the album’s logo of two mechanical hands engaged in a handshake, to be placed on the opaque sleeve (the mechanical handshake logo would also appear on the labels of the vinyl album this time in a black and blue background). The album’s cover images were photographed by Aubrey ‚Po’ Powell, Storm’s partner at the Pink Floyd design studio Hipgnosis and was inspired by the idea that people tend to conceal their true feelings, for fear of „getting burned”, and thus two businessmen were pictured shaking hands, one man on fire. […]

The album’s back cover depicts a faceless „Floyd salesman”, in Thorgerson’s words, „selling his soul” in the desert (shot in the Yuma Desert in California again by Aubrey ‚ Po ‚ Powell). The absence of wrists and ankles signifies his presence as an „empty suit”. The inner sleeve shows a veil concealing a nude woman in a windswept Norfolk grove, and a splash-less diver at Mono Lake – titled Monosee (the German translation of Mono Lake) on the liner notes – in California (again emphasising the theme of absence).

<<<Wish You Were Here był sprzedawany w jednym z bardziej wyszukanych opakowań, które towarzyszyły albumowi Pink Floyd. Storm Thorgerson towarzyszył zespołowi podczas ich trasy koncertowej w 1974 roku i poważnie zastanawiał się nad znaczeniem tekstów, decydując się w końcu, że chodzi o „niespełnioną obecność”, a nie o chorobę Barretta.

Ten motyw nieobecności znalazło odzwierciedlenie w ideach produkowanych przez jego długich godzin spędzonych mózgów z zespołem. Thorgerson zauważył, że Roxy Music’s Country Life został sprzedany w nieprzezroczystej zielonej rękawie celofan – cenzurowania okładkę – a on skopiował pomysł, ukrywając grafikę do Wish You Were Here czarnym kolorze termokurczliwą (co powoduje, że album jest „nieobecny”) Koncepcja „Witamy w Maszynie” i „Have a Cigar” zasugerowała użycie uścisku dłoni (często pustego gestu), a George Hardie zaprojektował naklejkę zawierającą logo albumu dwóch mechanicznych rąk, które miały być uzgadniane na mechanicznym klamrze (na etykietach albumu winylowego pojawiły się także czarno-niebieskie tło). Obrazy okładek albumu zostały sfotografowane przez Aubrey ‚Po’ Powell, partnera Storma w hipodozowym studiu projektowym Pink Floyd i zainspirowało się tym, że ludzie mają tendencję do ukrywania swoich prawdziwych uczuć, z obawy przed „spaleniem”, a tym samym dwóch przedsiębiorców na zdjęciu drżenie rąk, jeden człowiek w ogniu. […]

Na tylnej okładce albumu widać bezgranicznego „Floyda sprzedawcy”, w słowach Thorgersona, „sprzedając duszę” na pustyni (strzał w rejonie pustyni Yuma w Kalifornii ponownie przez Aubrey ‚Po’ Powell). Brak nadgarstków i kostek oznacza jego obecność jako „pusty garnitur”. Wewnętrzna tuleja pokazuje zasłonę ukrywającą nagą kobietę w wietrzonym gaju oliwnym Norfolk i nurek bezbarwny na jeziorze Mono – Monosee (niemieckie tłumaczenie Mono Lake) na notatkach – w Kalifornii (ponownie podkreślając temat nieobecności).

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here_(Pink_Floyd_album)

Tyle w tej okładce informacji, że sam nie wiem od czego zacząć, ale jak sądzę najważniejszym jej elementem jest logo albumu – dwóch „mechanicznych” rąk na tle czterech żywiołów: wody, ognia, ziemi i powietrza. W tym jednym graficznym rebusie zawiera się tak ogromny potencjał „ukrytej” wiedzy, iż musiałbym na jego ponowne wytłumaczenie poświęcić kilka kolejnych wpisów. Piszę ponownie z pełną świadomością, albowiem „podprogowa” wiedza, jaka zawarta jest w tych czterech żywiołach stanowi temat przewodni książki, której jestem autorem, (o takim samym co ten blog tytule), ale także jest głównym elementem zaszyfrowanej wiedzy, którą (w swojej twórczości) przekazał potomnym zespół Led Zeppelin. O tym, iż jest to zespół muzyczny, w pewnym sensie bliźniaczo – lustrzany do Pink Floyd, wielokrotnie już argumentowałem, jednakże to co w tym momencie jest najistotniejszym problemem, to owe logo z aktualnie omawianej płyty.

I tak zacznijmy od tego, że logo to w swojej formie i treści jest tożsame z tym wszystkim co koduje sobą Zeppelinowski symbol ZOSO – cztery żywioły, które uzupełnia piaty symbol Sandy Denny – czyli kwintesencja. Wszystkiego tego co te symbole znaczą można się dowiedzieć w podanym poniżej linku do dyskografii tego bliźniaczego zespołu – konkretnie czwartej ich płyty. (link)- http://gloriaolivae.pl/?page_id=77

Przyrównując wtedy symbol Sandy Danny do Jerozolimy – duchowej stolicy trzech religii monoteistycznych chodziło mi w głównej mierze o graficzne podobieństwo obu zamieszczonych w tam ideogramów, jednak de facto chodziło w nich o symbol zjednoczenia – spotkania – wspólnych korzeni, tych religii. Jaki to ma związek z Floydowskim logo? Otóż ma i to kardynalne. Na zasadzie podobieństwa można założyć, iż jego twórcom (Storm Thorgerson i studio graficzne Hipgnosis) chodziło o podkreślenie – uwznioślenie faktu spotkania (podane sobie dłonie), ale to spotkanie miało mieć daleko bardziej ponadczasowe znaczenie niż to się może z pozoru wydawać. Sądzę, że moje poprzednie wpisy to zagadnienie wyczerpująco wyjaśniły, że będzie to spotkanie, przywitanie się dwóch światów – tego które było, z tym które aktualnie jest, i nie chodzi tu bynajmniej o jakieś głupoty, jakie trawią umysły różnych poszukiwaczy światów pozaziemskich (UFO i inne takie niedorzeczności), ale raczej o najzupełniej „egzystencjonalne” byty, z których jeden był, a drugi jest, i oba kiedyś się spotkają. W skali mikro niebawem każdy z nas za kilka – kilkadziesiąt lat) trafi do miejsca owego spotkania, a w skali makro będzie to spotkanie po „ciemnej stronie księżyca” – całych cykli wszechświata.

Tak a propos, to witające się dłonie z logo okładki płyty Wish You Were Here, moim zdaniem personifikują owe dwa „światy”. Ten, który był – przedstawiony jest za pomocą ideogramu mechanicznej – automatycznej ręki robota, natomiast ten, w którym aktualnie my jesteśmy, antropomorfizuje podobna ręka, z tym że, moim zdaniem, jej faktura ma inne tworzywo. Jak sądzę, może tu chodzić raczej o fakt, iż człowiek w gruncie rzeczy jest najwyższą – najdoskonalszą formą Ewolucji i z tego też powodu powszechnie uznaje się, że stoi na czele całego Królestwa zwierząt, co skutkować może (moim) skojarzeniem, iż stoi on niczym pomnik na cokole, ponad otaczającą go przestrzenią. Kształt owej ręki przywodzi mi na myśl, iż jest ona „zbudowana z takich betonowych, czy marmurowych (to nieistotne) elementów, takich samych z jakich budowane są (niektóre) pomniki. To tyle jeśli chodzi o skojarzenia, może poprawne, może nie, ale mimo wszystko to logo ma takie samo przesłanie jak piąty element z dyskografii zespołu Led Zeppelin – co w ogólniejszym znaczeniu odnosi się do kwintesencji – eteru.

Potwierdzeniem tych moich wywodów jest fakt zamknięcia, umieszczenia płyty w czarnym termokurczliwym celofanowym (foliowym) opakowaniu, co jak sądzę symbolizować miało „ciemną stronę księżyca” czyli czas „niebytu”, w którym to czasie już nie było i jeszcze nie było Ewolucji – czas po kolapsie wszechświata i ponownym wielkim wybuchu. Zresztą nawet sam twórca koncepcji okładki Storm Thorgerson nie krył się z tym, że album jest „nieobecny” (therefore making the album art „absent”).

I jeszcze jedna kwestia z tym związana – choroba Barretta i jego rzekoma obecność podczas nagrywania płyty przez zespół. Nie wiem czy śmiać się czy płakać nad naiwnością odbiorców tej smutnej opowiastki, ale wszystko na to wskazuje, że to tylko „nieprzypadkowy” zbieg okoliczności, że Syd był akurat wtedy w tym miejscu, a może to tylko zręczny manewr mający za zadanie wytłumaczyć komu dedykowany jest główny utwór na tej płycie: Shine On You Crazy Diamond. Jeśli chodzi o sam utwór to temu problemowi poświęcę osobny wpis, w tym momencie ważniejszą sprawą jest opinia Storma Thorgersona, dzięki której można dojść do rozwikłania kolejnego piramidalnego absurdu. Storm Thorgerson towarzyszył zespołowi podczas ich trasy koncertowej w 1974 roku i poważnie zastanawiał się nad znaczeniem tekstów, decydując się w końcu, że chodzi o „niespełnioną obecność”, a nie o chorobę Barretta.

Jak to możliwe by członkowie zespołu od pięciu lat nie kontaktowali się z Barrettem, zupełnie nie interesowali się jego losem – nic nie wiedzieli o jego wyglądzie, chorobie i nałogach, i nagle tak ich wzięło na wspomnienia, że poświecili mu najważniejszy utwór na płycie, a nawet dwa jak chcą różni „znawcy” tematu zespołu Pink Floyd (Wish You Were Here). Jeśli nawet tak było (co wykluczam) to dlaczego nigdy późnej z nim się nie skontaktowali? Tak bardzo im zapadł w pamięć i tak go szanowali, że „poświęcili” mu dwa utwory, a nie było ich stać na pomoc człowiekowi, który kiedyś był ich kolegą. Kilka tygodni pracy nad utworami jest dość dużym wysiłkiem artystycznym, przy którym musieliby wspominać swojego kolegę, a jakoś w pamiętnikach członków zespołu o tym „fakcie” raczej cicho. Owszem, „wspomnienia” są, ale dopiero po niespodziewanej wizycie.

Po sukcesie finansowym ostatniej ich płyty mogliby sobie pozwolić na „dożywotnią” pomoc byłemu członkowi zespołu, ale tego nie uczynili, bo tak naprawdę jego los, raczej ponury, oprócz „łezki” nic ich nie obchodził. Z tego też można wyciągnąć wniosek, iż sprawa wizyty Syda podczas nagrywania utworów do płyty jest tak grubymi nićmi szyta, że pęka w szwach już przy pierwszym porządnym potrząśnięciu. Opinia Thorgersona w tej kwestii „niestety” tylko potwierdza mój sceptycyzm. Pośrednim dowodem tej „mistyfikacji” są wspomnienia Gilmoura, który w wywiadzie radiowym w 2006 roku stwierdził, iż nie rozmawiał z Barrettem od 1975 roku. Pozostali członkowie również z nim się nie widzieli aż do dnia jego śmierci.

<<<Według książki Saucerful of Secrets: The Pink Floyd Odyssey, Syd Barrett pojawił się w studiu w środku sesji nagraniowej. Było to 5 czerwca 1975 roku, właśnie nagrywane były chórki do „Shine On You Crazy Diamond”. Był to także dzień ślubu Davida Gimoura z jego pierwszą żoną, Ginger. Barrett przybył do studia niezapowiedzianie, a przytył tak, że niektórzy go nie rozpoznali. Był także całkowicie ogolony, łącznie z brwiami (aluzja do tego miała miejsce w The Wall). Jerry Shirley wziął go za członka sekty Hare Krishna. Reszta była bliska płaczu: Waters wyznał później, że uronił łzy. Zagrali dla niego jakiś utwór (Mason powiedział, że nie pamięta jaki, jednak wspomina że mogło to być „Shine On You Crazy Diamond”). Kiedy skończyli, Syd siedział bez ruchu. Kiedy ktoś zaproponował, żeby zagrali to ponownie, Barrett zapytał jaki jest sens w graniu ponownie tego, co przed chwilą słyszeli. Zagrali mu również „Wish You Were Here” i zapytali, co o tym sądzi, na co odparł: „Brzmi trochę staro”. Zapytał jednocześnie, czy jest coś, co mógłby dla nich zrobić i oświadczył, że jeśli będzie potrzebny, jest pod ręką. Później tego samego dnia Phil Taylor, jeden z techników zespołu, widział Syda szukającego kogoś, kto podwiózłby go do domu. Unikając niezręcznej sytuacji, Taylor, by pozostać niezauważonym, schylił się w swoim samochodzie, gdy Syd przechodził obok. Nie wiadomo jak Barrett wrócił do domu. Przed tym wydarzeniem nie był widziany przez członków zespołu od 5 lat, nie był też widziany po tym wydarzeniu. Aby upamiętnić tę wizytę, Rick Wright cicho i delikatnie zagrał refren utworu „See Emily Play” w końcowych sekundach albumu.

W czerwcu 2006 w wywiadzie dla nowojorskiej stacji radiowej, krótko przed śmiercią Barretta, Gilmour wspomniał, że nie rozmawiał z nim od 1975 roku.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here

Całe to „nieporozumienie” definitywnie kończą słowa Rogera Watersa.

<<<I’m very sad about Syd. Of course he was important and the band would never have fucking started without him because he was writing all the material. It couldn’t have happened without him but on the other hand it couldn’t have gone on with him. „Shine On” is not really about Syd—he’s just a symbol for all the extremes of absence some people have to indulge in because it’s the only way they can cope with how fucking sad it is, modern life, to withdraw completely. I found that terribly sad.

<<<Bardzo się cieszę z Syd. Oczywiście był ważny i zespół nigdy by nie zaczął się bez niego, ponieważ pisał cały materiał. Nie mogłoby się wydarzyć bez niego, ale z drugiej strony nie mogło się z nim pogodzić. Shine On” naprawdę nie dotyczy Syd – jest tylko symbolem wszystkich skrajności nieobecności, z których niektórzy muszą się poświęcić, ponieważ jest to jedyny sposób, w jaki mogą poradzić sobie z tym, jak cholernie smutne jest życie współczesne, aby całkowicie wycofać się. Znalazłem to strasznie smutne.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here_(Pink_Floyd_album)

Zatem to nie Sydowi Barettowi poświęcone są powyżej wspomniane dwa utwory. Komu? O tym już przy okazji kolejnych wpisów. Nie są to wszystkie ciekawe elementy składowe okładki.

<<<The album’s cover images were photographed by Aubrey ‚Po’ Powell, Storm’s partner at the Pink Floyd design studio Hipgnosis and was inspired by the idea that people tend to conceal their true feelings, for fear of „getting burned”, and thus two businessmen were pictured shaking hands, one man on fire. […] Two stuntmen were used (Ronnie Rondell and Danny Rogers), one dressed in a fire-retardant suit covered by a business suit. His head was protected by a hood, underneath a wig. The photograph was taken at the Warner Bros. studios in Los Angeles.

<<<Obrazy okładek albumu zostały sfotografowane przez Aubrey ‚Po’ Powell, partnera Storma w hipodozowym studiu projektowym Pink Floyd i zainspirowało się tym, że ludzie mają tendencję do ukrywania swoich prawdziwych uczuć, z obawy przed „spaleniem”, a tym samym dwóch przedsiębiorców na zdjęciu drżenie rąk, jeden człowiek w ogniu. […] Wykorzystano dwóch kaskaczy (Ronnie Rondell i Danny Rogers), jeden ubrany w garnitur ognioodporny objęty garniturem biznesowym. Głowa była osłonięta kapturem pod peruką. Zdjęcie zostało zrobione w studiach Warner Bros w Los Angeles.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here_(Pink_Floyd_album)

Ilustracja z okładki płyty Wish You Were Here, która przedstawia dwóch ludzi, którzy witając się, podają sobie dłoń jest powtórzeniem tego wszystkiego co koduje sobą logo dwóch „mechanicznych” rąk na tle czterech żywiołów: wody, ognia, ziemi i powietrza. Jak widać, jedna z tych postaci płonie – kiedyś w wyniku poprzedniego kolapsu, poprzednie życie spłonęło, natomiast druga postać jest w doskonałej formie – co my obecnie żyjący możemy doświadczyć. I to jest cała tajemnica owego spotkania, nota bene, na tyłach studia Warner Bross – czyli po „ciemnej stronie księżyca” – w „poczekalni czasoprzestrzeni” pomiędzy megacyklami. Nie rozwijam tematu ponieważ wcześniej na ten temat już cokolwiek napisałem. Zwraca uwagę płonący człowiek oraz nadpalona okładka – jest to informacja o wielkim wybuchu, początku i końcu wszechświata, kiedy wszystko płonie. Nie bez przyczyny obaj panowie stoją w pobliżu kratki ściekowej – kiedy to cały wszechświat ten, który był oraz ten, w którym obecnie żyjemy spłynie (zapadnie się w nicości) – ulegnie kolapsowi.

<<<The album’s back cover depicts a faceless „Floyd salesman”, in Thorgerson’s words, „selling his soul” in the desert (shot in the Yuma Desert in California again by Aubrey ‚ Po ‚ Powell). The absence of wrists and ankles signifies his presence as an „empty suit”. The inner sleeve shows a veil concealing a nude woman in a windswept Norfolk grove, and a splash-less diver at Mono Lake – titled Monosee (the German translation of Mono Lake) on the liner notes – in California (again emphasising the theme of absence).

<<<Na tylnej okładce albumu widać bezgranicznego „Floyda sprzedawcy”, w słowach Thorgersona, „sprzedając duszę” na pustyni (strzał w rejonie pustyni Yuma w Kalifornii ponownie przez Aubrey ‚Po’ Powell). Brak nadgarstków i kostek oznacza jego obecność jako „pusty garnitur”. Wewnętrzna tuleja pokazuje zasłonę ukrywającą nagą kobietę w wietrzonym gaju oliwnym Norfolk i nurek bezbarwny w Mono Lake – zatytułowanym Monosee (niemieckie tłumaczenie Mono Lake) na notatkach – w Kalifornii (ponownie podkreślając temat nieobecności).

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Wish_You_Were_Here_(Pink_Floyd_album)

Wewnątrz albumu znajdują się dwie ciekawe ilustracje: wizerunek nagiej kobiety który wyłania się z czerwonego welonu, oraz nurek, który wskakuje do wody. Nie będę oryginalny jeśli po raz kolejny obie te ilustracje przyporządkuję dwóm newralgicznym momentom w historii naszego i każdego kolejnego wszechświata. Kobieta z czerwonym welonem – to informacja o wielkim wybuchu, początku i końcu wszechświata kiedy wszystko płonie, natomiast nurek wskakujący do wody – kiedy to cały wszechświat ten, który był oraz ten, w którym obecnie żyjemy – ulegnie kolapsowi – kręgi fal na wodzie.

Ostatnią ilustracją na płycie jest ta na jej odwrocie, która przedstawia człowieka z płytą w dłoni oraz z nogą opartą o jakąś walizkę. Wyraźnie widać, iż postać ta jest bez znaków szczególnych jakimi są rysy twarzy, oraz bezcielesna – nie widać fragmentów ciała w nadgarstkach i kostkach nóg. Sądzę, że po raz kolejny jest to ta sama opowieść o megacyklu wszechświata. Walizka z naklejkami świadcząca o wielu podróżach – to początkowa ekspansja wszechświata. Płyta którą trzyma w ręku ta dziwna postać, jak to każda płyta muzyczna ma wyżłobione rowki, które jednoznacznie kojarzą mi się z koncentrycznymi kręgami zapadającego się wszechświata. Natomiast sama postać, która jednocześnie jest, ale i jej nie ma, doskonale wypełnia walory ponadczasowej idei o spotkaniu tego co było, ale już nie ma, z tym co jest, ale już niedługo nie będzie. Tak jak życie które już było, spotka się w życiem, które jest, ale będzie to spotkanie zupełnie niewidoczne – „bezcielesne”.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Dark Side of the Moon – podsumowanie

1. Speak to me – czyli białe światło / „Na początku było Słowo”

2. Breathe – czyli „narodziny” człowieka

3. On the Runczyli kierat szkoły i pracy

4. Time – czyli w kieracie czasu (rok 2004)

5. The great Gig in the Sky – czyli gwiazdozbiór Oriona

6. Money – czyli „miałem rację”

7. Us and Them – czyli „To sprawia, że myślę o kościele”

8. Any Colour You Like – czyli „Second Reprise” (odrodzenie)

9. Brain Domage – czyli „Wariatów trzeba trzymać na ścieżce”

10. Eclipse – czyli perpetuum mobile

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Eclipse – czyli perpetuum mobile

10. Eclipse

All that you touch
And all that you see
All that you taste
All you feel
And all that you love
And all that you hate
All you distrust
All you save
And all that you give
And all that you deal
And all that you buy
Beg, borrow or steal
And all you create
And all you destroy
And all that you do
And all that you say
And all that you eat
And everyone you meet
And all that you slight
And everyone you fight
And all that is now
And all that is gone
And all that’s to come
And everything under the sun is in tune
But the sun is eclipsed by the moon

„There is no dark side of the moon really. Matter of fact it’s all dark.”

Eclipse

Wszystko, czego dotykasz
Wszystko, co widzisz
Wszystko, czego smakujesz
Wszystko, co czujesz
Wszystko, co kochasz
Wszystko, czego nienawidzisz
Wszystko, czemu nie ufasz
Wszystko, co sobie zatrzymujesz
Wszystko, co dajesz
Wszystko, czym handlujesz
Wszystko, co kupujesz
Co wyżebrzesz, pożyczysz lub ukradniesz
Wszystko, co tworzysz
Wszystko, co niszczysz
Wszystko, co robisz
Wszystko, co mówisz
Wszystko, co jesz
Każdy, kogo spotykasz
Wszystko, co lekceważysz
Każdy, z kim walczysz
Wszystko, co jest teraz
Wszystko, co przeminęło
Wszystko, co nadejdzie
I każda rzecz pod Słońcem istnieje w harmonii
Ale Słońce jest zaćmione przez księżyc

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,eclipse.html

Wszystko ma swój początek i koniec. To tak banalne ale prawdziwe stwierdzenie odnosi się także utworów zamieszczonych na tej płycie w szczególności do dwu pierwszych: Speak to me – czyli białe światło / „Na początku było Słowo”, w którym chodzi o narodziny życia w skali makro (wszechświat), oraz Breathe – czyli „narodziny” człowieka – w skali mikro. I to jest cały sens tego utworu – jest to podsumowanie całego naszego ziemskiego trudu jaki przyszło nam wszystkim, (tym co byli i tym co jeszcze będą), włożyć, by cel jaki legł u podstaw całego tego cyklu osiągnął swój oczekiwany skutek. Tak jak ciało każdego z nas każdy skończy swój ziemski żywot, (o „duszy” nie wspominając), tak i nasz wszechświat dojdzie do swej granicy ekspansji po czym „cofnie swój bieg” z powrotem ku centrum wszystkiego (Wielki wybuch / Kolaps). Wszystko co było, co istniało, będzie znajdować się po Ciemnej stronie Księżyca.

Podsumowaniem tego wszystkiego co powyżej napisałem są słowa wypowiedziane w na końcu utworu z minuty 1:37„There is no dark side of the moon really. Matter of fact it’s all dark.” „Nie ma ciemnej strony Księżyca. Rzeczywiście chodzi o to, że wszystko jest ciemno.”

Na koniec jeszcze jedna bardzo istotna sprawa.

<<<Jedną z zagadek albumu jest pojawienie się w ostatnich sekundach płyty niezidentyfikowanych dźwięków, trwających zaledwie krótką chwilę. Brzmi to jak muzyka, lecz niewielkie natężenie dźwięku nie pozwala bliżej go określić. Według jednej z hipotez, dźwięki zostały nagrane przypadkowo i mogły przedostać się z sąsiedniego studia przez uchylone drzwi. Według przypuszczeń miałaby to być orkiestrowa wersja utworu Ticket to Ride zespołu The Beatles. Wobec dokładności muzyków i producentów Pink Floyd, takie wyjaśnienie wydaje się mało prawdopodobne.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/The_Dark_Side_of_the_Moon

Żaden element twórczości zespołu Pink Floyd nie jest przypadkowy. Począwszy od okładek, poprzez muzykę, aż po teksty utworów, wszystko układa się jedną, wcześniej przemyślaną całość. I tak też jest z tym „niezidentyfikowanym dźwiękiem”, który przedostał się z sąsiedniego studia przez uchylone drzwi. Takie myślenie świadczyć może tylko o naiwności tych, dla których zespół „oficjalnie” tworzył, natomiast teraz po rozkodowaniu całości, pewnym jest, iż ten niezidentyfikowany dźwięk jest artystyczną wizją ostatniego tchnienia jakie wydaje każda śmiertelna istota, a które nie niknie bezpowrotnie, ale udaje się do miejsca swojego przeznaczenia, by po okresie oczekiwania ponownie zaistnieć. W całej „zabawie” najistotniejszym imperatywem jest czas.

<<<Gdybym miał sformułować jakąś myśl przewodnią tego „summa summarum”, to byłby z pewnością – Czas, a jak dotąd nie spotkałem się z lepszym jego określeniem niż to, które pochodzi z narodowego eposu Indii „Mahabharata”: Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w nie kończącym się ciągu, który nazywamy Czasem. Człowiek będzie musiał pojąć czas i opanować go. Albowiem Czas jest nasieniem Wszechświata”.

Sentencja ta stanowi doskonałą ilustrację istoty rzeczy, która legła u podstaw wszystkich działań, nie tylko Człowieka – Ucznia, ale też i Boga – Nauczyciela. „Mahabharata” opowiada o walkach dwóch wrogich sobie dynastii Pandawów Kurawów, i właśnie ta „walka” antagonistycznych sił „Dobra” i „Zła” jest podstawą całego Wszechświata. Dzięki temu „perpetuum mobile” – cyklicznemu ruchowi, od niebytu – Kolaps, do istnienia – Wielki Wybuch, w środkowej jego fazie, niczym Feniks z popiołów, odradza się Nowe Życie. No właśnie Nowe Życie, wszystko na to wskazuje, że Człowiek jest tym ostatnim ogniwem, najdoskonalszą emanacją tego Życia.

(link)- http://gloriaolivae.pl/?page_id=97

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Brain Domage – czyli „Wariatów trzeba trzymać na ścieżce”

9. Brain Domage

The lunatic is on the grass. 
The lunatic is on the grass. 
Remembering games and daisy chains and laughs. 
Got to keep the loonies on the path. 

The lunatic is in the hall. 
The lunatics are in my hall. 
The paper holds their folded faces to the floor 
And every day the paper boy brings more. 

And if the dam breaks open many years too soon 
And if there is no room upon the hill 
And if your head explodes with dark forebodings too 
I’ll see you on the dark side of the moon. 

The lunatic is in my head. 
The lunatic is in my head 
You raise the blade, you make the change 
You re-arrange me ’till I’m sane. 
You lock the door 
And throw away the key 
There’s someone in my head but it’s not me. 

And if the cloud bursts, thunder in your ear 
You shout and no one seems to hear. 
And if the band you’re in starts playing different tunes 
I’ll see you on the dark side of the moon

Uszkodzenie Mózgu

Szaleniec jest na trawniku
Szaleniec jest na trawniku
Wspominając zabawy, wianki i śmiechy
Wariatów trzeba trzymać na ścieżce.

Szaleniec jest w holu.
Szaleńcy są w moim holu.
Zmięte gazety wtłaczają ich poskładane twarze w podłogę
A gazeciarz codziennie przynosi ich coraz więcej

I jeśli ta tama pęknie o wiele lat za wcześnie
I jeśli na tym wzgórzu nie będzie miejsca
I jeśli w twojej głowie również eksplodują mroczne przeczucia
Zobaczymy się na ciemnej stronie księżyca

Szaleniec jest w mojej głowie
Szaleniec jest w mojej głowie
Podnosisz ostrze, wprowadzasz zmiany
Reorganizujesz mnie aż się stanę normalny
Zamykasz drzwi i wyrzucasz klucz
Ktoś jest w mojej głowie, ale to nie jestem ja

A jeśli grzmot z chmur wypełni twoje uszy
Będziesz krzyczał, ale nikt cię nie usłyszy
I jeśli zespół, w którym jesteś, zacznie inaczej śpiewać
Zobaczymy się na ciemnej stronie księżyca

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,brain_damage.html

Rozpatrując sens tego utworu należy cały czas mieć na uwadze wszystko to co było treścią poprzednich. Sądzę, że ta moja uwaga odnosi się tu do dwu utworów: Us and Them – czyli „To sprawia, że myślę o kościele”, oraz Any Colour You Like – czyli „Second Reprise” (odrodzenie), albowiem ten oczekiwany renesans (idei) może być zrozumiały i akceptowalny, ale nie przez wszystkich i nie do końca, co skutkować może takim samym (wielokrotnie) znanym już wcześniej w historii „syndromem” jakim opisuje się zachowawczych Staroobrzędowców. Historia lubi się powtarzać – ale to już inna historia.

<<<Roger Waters has stated that the insanity-themed lyrics are based on former Floyd frontman Syd Barrett’s mental instability, with the line „I’ll see you on the dark side of the moon” indicating that he felt related to him in terms of mental idiosyncrasies. The line „And if the band you’re in starts playing different tunes…” references Barrett’s behaviour near the end of his tenure with the band; because of his mental problems, there were more than a few occasions where Barrett would play a different song than the rest of the band in the middle of a concert. The song has a rather famous opening line, „The lunatic is on the grass…”, whereby Waters is referring to areas of turf which display signs saying „Please keep off the grass” with the exaggerated implication that disobeying such signs might indicate insanity. The lyrics’ tongue-in-cheek nature is further emphasised by Waters’ assertion in the 2003 documentary Classic Albums: Pink Floyd – The Making of The Dark Side of the Moon that not letting people on such beautiful grass was the real insanity. Waters said that the particular patch of grass he had in mind when writing the song was to the rear of King’s College, Cambridge.

<<<Roger Waters stwierdził, że teksty otaczające ich szaleństwo bazują na byłej mentalności Sydmara Barretta, frontmistrza Floyda, z linią „zobaczę cię po ciemnej stronie księżyca”, wskazując, że czuje się z nim związany idiosyncrasies psychiczne. Linia „A jeśli zespół, w którą się znajdujesz, zaczyna grać różne melodie …” odnosi się do zachowania Barretta pod koniec jego kadencji w zespole; z powodu swoich problemów psychicznych, było kilka razy, gdy Barrett zagrał inną piosenkę niż reszta zespołu podczas koncertu. Piosenka ma dosyć słynną linię otwarcia: „Szalony jest na trawie …”, na którym Waters nawiązuje do terenów z trawą, które mają znaki „proszę trzymać się trawy” z przesadnym implikacją, że nieposłuszeństwo takim znakom może wskazywać niepoczytalność. Tekst „policzkujący charakter” podkreśla jeszcze Waters w tekście z 2003 roku Classic Albums: Pink Floyd – Making the Dark Side of the Moon, który nie pozwalał ludziom na taką piękną trawę, był prawdziwą szaleństwem. Waters powiedział, że szczególna plama trawy, którą miał na myśli, podczas pisania piosenki był na tyłach King’s College w Cambridge.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Brain_Damage_(song)

Ostatni wers utworu: I’ll see you on the dark side of the moon jest zapowiedzią wszystkiego tego co będzie tematem – Eclipse.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Any Colour You Like – czyli „Second Reprise” (odrodzenie)

8. Any Colour You Like

Utwór instrumentalny, dlatego też by cokolwiek na ten temat powiedzieć trzeba skorzystać z podpowiedzi, co poniżej przedstawiam.

<<<The song used advanced effects for the time both in the keyboard and the guitar. The VCS 3 synthesizer was fed through a long tape loop to create the rising and falling keyboard solo. David Gilmour used two guitars with the Uni-Vibe guitar effect to create the harmonizing guitar solo for the rest of the song. „Any Colour You Like” is also known (and is even listed on the Dark Side guitar tabulature book) as „Breathe (Second Reprise)” because the song shares the same beat (albeit somewhat funkier and uptempo) as the album’s first song „Breathe”. It has also nearly the same chord sequence just transposed a whole step lower from E minor to D minor.

<<<Piosenka używała zaawansowanych efektów zarówno na klawiaturze, jak i na gitarze. VCS 3 syntezator był podawany przez długi pętli taśmy, aby utworzyć wznoszą się i opadają solówkę klawiatury. David Gilmour wykorzystał dwie gitary z efektem gitarowym ni-Vibe, aby utworzyć harmonijną solówkę gitarową przez resztę utworu. „Dowolny kolor, jaki lubisz” jest także znany (i jest nawet wymieniony w ” Ciemnej Strony” gitara tabulatury książka) jako „Oddychaj (druga Reprise)”, ponieważ utwór dzieli tę samą bicie (choć nieco bardziej funky i tempo) jako pierwszego albumu utwór „Breathe”. Ma też niemal taką samą sekwencję akordów, która po prostu przemieściła się o krok od e-moll, do d-moll.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Any_Colour_You_Like

Ponowne narodziny – Breathe (Second Reprise), jak wiele symbolicznych treści mieści się w tym krótkim sformułowaniu. W skali mikro, chodzi tu o „ponowne narodziny” głównej postaci tej płyty, która po okresie oczekiwania na jakikolwiek efekt swojej wieloletniej pracy w końcu osiągnie to czego oczekiwał. Jednak znacznie ważniejszym znaczeniem tego skrótu myślowego jest Odrodzenie w skali makro. Jak sądzę, chodzi tu odrodzenie się jakiejś „multisensorycznej” idei, która kiedyś była powszechnie znana, a którą ponownie powinniśmy umieć zauważyć. Jest to zapewne zbyt enigmatycznie powiedziane, ale wpis inaugurujący opisywanie tej płyty: Dark Side of the Moon (okładka płyty) – wiele tłumaczy.

Z tym zagadnieniem łączy się kwestia wyboru, którego każdy sam musi dokonać, a powinien się on opierać na zasadzie wolnej woli, z tym jednakowoż, iż jakikolwiek by ten wybór nie był, to Prawda może byś tylko jedna – reszta to mniemanie.

<<<While the song is instrumental, it has been speculated that the song ties to The Dark Side of the Moon concept by considering the lack of choice one has in human society, while being deluded into thinking one does. It is also speculated that the song is about the fear of making choices. The origin of the title is unclear. One possible origin of the title comes from an answer frequently given by a studio technician to questions put to him: „You can have it any colour you like”, which was a reference to Henry Ford’s apocryphal description of the Model T: „You can have it any color you like, as long as it’s black.” (Ford said something very like this in his autobiography. Although the Model T was in fact produced in other colours, those that were had all been produced before the introduction of moving conveyor belts sped up production. After that point, black paint was used for all Model T’s, since it was faster drying.)

<<<Chociaż piosenka jest instrumentalna, przypuszcza się, że piosenka wiąże się z koncepcją „Ciemna strona księżyca”, rozważając brak wyboru w społeczeństwie ludzkim, a jednocześnie myśląc o nich. Spekuluje się również, że piosenka dotyczy obawy przed dokonaniem wyboru. Pochodzenie tytułu jest niejasne. Jedno możliwe pochodzenie tytułu pochodzi z odpowiedzi często udzielonej przez pracownika technik na pytania zadawane mu: „Możesz mieć taki kolor, który Ci się podoba”, który był nawiązaniem do apokryficznego opisu Henry Forda Modelu T: apokryficznego opisu „Możesz mieć dowolny kolor, który Ci się podoba, o ile jest czarny „. (Ford powiedział coś bardzo podobnie do jego autobiografii. Choć model T był w rzeczywistości produkowany w innych kolorach, wszystkie te, które zostały wyprodukowane przed wprowadzeniem przenośnych taśm przenośnikowych przyspieszyły produkcję. Po tym punkcie, czarna farba była używana dla wszystkich modeli T, ponieważ szybsze było jej suszenie.)

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Any_Colour_You_Like

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Us and Them – czyli „To sprawia, że myślę o kościele”

7. Us and Them

Us, and them
And after all we’re only ordinary men. 
Me, and you. 
God only knows it’s not what we would choose to do. 
Forward he cried from the rear 
and the front rank died. 
The general sat and the lines on the map 
moved from side to side. 

Black and blue 
And who knows which is which and who is who. 
Up and down. 
And in the end it’s only round and round and round. 
„Haven’t you heard? It’s a battle of words” 
the poster bearer cried. 
„Listen son”, said the man with the gun 
„There’s room for you inside.”

„I mean, they’re not gunna kill ya, so if you give ’em a quick short, sharp, shock, they won’t do it again. Dig it? I mean he get off lightly, ‚cos I would’ve given him a thrashing – I only hit him once! It was only a difference of opinion, but really…I mean good manners
don’t cost nothing do they, eh?”

Down and out 
It can’t be helped but there’s a lot of it about. 
With, without. 
And who’ll deny it’s what the fighting’s all about? 
Out of the way, it’s a busy day 
I’ve got things on my mind. 
For the want of the price of tea and a slice 
The old man died.

My i oni

My i oni W końcu jesteśmy tylko zwykłymi ludźmi
Ja i ty
Bóg jeden wie, że to nie to, co chcielibyśmy robić

Naprzód! — krzyknął z tyłu
A pierwszy szereg padł
Generał usiadł, a linie na mapach
Przenosiły się z miejsca na miejsce

Posiniaczeni
Kto wie, który jest który i kto jest kim
Raz na górze, raz na dole
Cały czas w kółko, i w kółko to samo

„Nie słyszałeś, że to tylko bitwa słów”
Krzyknął człowiek z plakatem
„Posłuchaj synu” powiedział człowiek z bronią
„W środku znajdzie się dla ciebie miejsce”

Znaczy się, że nie zabiją cię, więc jeśli dasz im krótki, ostry, wstrząs, nie zrobią tego ponownie. Wykopać? Chodzi mi o to, że wyleci się z lekka sprawa, bo dałbym mu klątwę, że tylko raz go uderzyłem. To była różnica poglądów. Ale naprawdę chodzi mi o dobre maniery nie kosztują niczego, co?

Ubóstwo, brak perspektyw
Nie można tego zmienić, lecz pełno tego wokół nas
Za i przeciw
A kto zaprzeczy, że wszystkie te wojny nie są właśnie o to?

Zejdź mi z drogi, to napięty dzień
Mam na głowie co innego
Z potrzeby zmian cen herbaty i chleba
Staruszek zmarł

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,us_and_them.html

Kolejny utwór, którego sens poznamy dopiero w przyszłości. Mimo tej „niedogodności” można jednak cokolwiek na ten temat próbować się domyślać. Autorzy tak tego utworu, jak i całej dyskografii, nie byli by sobą, by nie pozostawić jakiegoś tropu wiodącego do wyjścia z tego przysłowiowego labiryntu. Sądzę, że taką źródłową informacją jest opinia reżysera Michelangelo Antonioniego, który nie włączył tego utworu (wersji instrumentalnej) do swojego filmu Zabriskie Point. Dokładniej na ten temat w poniższym cytacie.

<<<The tune was originally written on the piano by Wright for the film Zabriskie Point in 1969 and was titled „The Violent Sequence”. In its original demo form it was instrumental, featuring only piano and bass. Director Michelangelo Antonioni rejected it on the grounds that it was too unlike material such as „Careful with Axe, Eugene”, which was the style of music he wanted to use. As Roger Waters recalls it in impersonation, Antonioni’s response was: „It’s beautiful, but is it too sad, you know? It makes me think of church”.

<<<Utwór został napisany na fortepianie przez Wrighta za film „Zabriskie Point” w 1969 roku i zatytułowany „Przemocą gwałtowną”. Oryginalna wersja demo była instrumentalna, zawierająca jedynie fortepian i bas. Reżyser Michelangelo Antonioni odrzucił ten wniosek, twierdząc, że był zbyt różny od materiałów takich jak „Ostrożnie z tym Axe, Eugene”, który był stylem muzyki, którą chciał użyć. Jak Roger Waters przypomina to w imię personifikacji, reakcja Antonioniego brzmiała:” To piękne, ale czy to jest zbyt smutne, wiesz? To sprawia, że myślę o kościele”.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Us_and_Them_(song)

Mimo, że utwór Us and Them przypisywany jest do wydarzeń związanych z drugą wojną światową (ojciec Watersa zginął podczas wojny w bitwie pod Anzio), to mam „wrażenie”, że chodzi to raczej o przyszłe wydarzenia (co wynikałoby z logiki kontinuum dyskografii), a w zamierzeniach jego autorów, wiele wspólnego to mieć będzie ze sprawami kościoła. W tym wszystkim chciałbym zwrócić uwagę na instrumentalny pierwowzór Wrighta napisany do filmu Zabriskie Point, którego tytuł również nie jest przypadkowy – The Violent Sequence (Gwałtowna kolejność). Łącząc obie te informacje można się domyślać ukrytych intencji autorów tego utworu. Do tego trzeba dodać jeszcze jeden ciekawy aspekt tego zagadnienia – fragment wypowiedzi Rogera Manifolda, który został zamieszczony w tle utworu.

<<<„Us and Them” zawiera interludium w postaci wypowiedzi „roadiego” Rogera Manifolda. Jest to jeden z fragmentów krótkich wywiadów, które muzycy Pink Floyd nagrywali z różnymi osobami, obecnymi w studio Abbey Road podczas prac nad płytą. W tym przypadku Manifold pytany był przez Watersa o zdarzenie, mające miejsce trzy dni wcześniej. Mężczyzna miał pobić znajomego kierowcę, który zwrócił się do niego w obraźliwy sposób – stąd słowa „uderzyłem go tylko raz” i „to była tylko różnica zdań”.

(link)- http://www.groove.pl/pink-floyd/us-and-them/piosenka/781841

Wszystkie powyższe informacje dają podstawę do stwierdzenia, iż w przyszłości czekają nas bardzo ciekawe wydarzenia, a związane one będą z tym na co zwrócił uwagę reżyser Michelangelo Antonioni.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Money – czyli „miałem rację”

6. Money

Money, get away. 
Get good job with good pay and you’re okay. 
Money, it’s a gas. 
Grab that cash with both hands and make a stash. 
New car, caviar, four star daydream, 
Think I’ll buy me a football team. 

Money, get back. 
I’m all right Jack keep your hands off of my stack. 
Money, it’s a hit. 
Don’t give me that do goody good bullshit. 
I’m in the hi-fidelity first class traveling set 
And I think I need a Lear jet. 

Money, it’s a crime. 
Share it fairly but don’t take a slice of my pie. 
Money, so they say 
Is the root of all evil today. 
But if you ask for a raise it’s no surprise that they’re 
giving none away. 

„HuHuh! I was in the right!” 
„Yes, absolutely in the right!” 
„I certainly was in the right!” 
„You was definitely in the right. That geezer was cruising for a 
bruising!” 
„Yeah!” 
„Why does anyone do anything?” 
„I don’t know, I was really drunk at the time!” 
„I was just telling him, he couldn’t get into number 2. He was asking 
why he wasn’t coming up on freely, after I was yelling and 
screaming and telling him why he wasn’t coming up on freely. 
It came as a heavy blow, but we sorted the matter out.”

Money

Kaso, wynoś się
Znajdź niezłą pracę z dobra płacą i jest OK.
Kasa to paliwo.
Zgarniaj kasę obiema rękami i układaj w stos.
Nowy samochód, kawior, czterogwiazdkowy sen na jawie,
Myślę, że kupię sobie klub piłkarski.

Kaso, wracaj.
Jestem w porządku Jack, zabierz łapy od mojego stosu.
Kasa, to jest przebój.
Nie podawaj mi tego cukierkowego gówna.
Podróżuję pierwszą klasą
No i myślę, że przydałby mi się odrzutowiec.

Kasa, to przestępstwo.
Dziel to sprawiedliwie, ale nie zabieraj mojej części.
Kasa, tak mówią
To korzeń całego dzisiejszego zła.
Lecz jeśli spytasz o podwyżkę, nie zdziwisz się gdy
Nie dadzą ci odpowiedzi.

„Ja miałem rację!”
„Tak, absolutnie miałeś rację!”
„Dokładnie, miałem!”
„Definitywnie miałeś. Ten staruch przecież sam szukał
guza!”
„Właśnie!”
„Dlaczego ktoś coś zrobił?”
„Nie mam pojęcia. Byłem wtedy naprawdę pijany!”
„Ja tylko mu mówiłem że nie może wejść do Dwójki. Pytał się dlaczego nie może,zaraz po tym jak wrzeszczałem, krzyczałem i mówiłem mu dlaczego nie może po prostu wejść.
To nadeszło jako ciężki cios, ale wyjaśniliśmy tą sprawę.”

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,money.html

W tym miejscu zmuszony jestem nieco ograniczyć swoje interpretacyjne zapędy, albowiem wszystko to co w tym i następnych utworach zostało „zakodowane”, dotyczy przyszłych wydarzeń, a to z samej tylko zasady „prekognicyjnej nieoznaczoności”, jest raczej trudne do wysublimowania. Pozostaje tylko wczytać się w teksty utworów – w nich to bowiem znajduje się cała odpowiedź na pytanie jak potoczą się losy głównego bohatera tej płyty. Mimo tej niedogodności jest jeszcze „źródełko poznania” w postaci dyskografii zespołu Led Zeppelin. Poniżej przedstawiam kompletne zestawienie wszystkich ich oficjalnych płyt z uwzględnieniem poszczególnych tytułów, wraz z krótką „notatką” jakich to ukrytych treści należy w nich szukać. Nie robię tego bez przyczyny. Należy na ten „plan” nałożyć wszystkie utwory z płyty Dark Side of the Moon, by tym sposobem zauważyć totalne podobieństwo obu tych tych zestawień.

Led Zeppelin I

1. Good Times Bad Times – czyli powstanie i ewolucja Układu Słonecznego

2. Babe I’m Gonna Leave You – czyli powstanie Księżyca

3. You Shook Me – czyli Hadeik

4. Dazed and Confused – czyli powstanie i ewolucja życia na Ziemi

5. Your Time Is Gonna Come – czyli okres panowania dinozaurów

6. Black Mountain Side – czyli zagłada dinozaurów

7. Communication Breakdown – czyli szybkie zróżnicowanie ssaków

8. I Can’t Quit You Baby – czyli Antropogeneza

9. How Many More Times – czyli Księga Rodzaju

Led Zeppelin II

1. Whole Lotta Love – czyli byt transcendentny

2. What Is and What Should Never Be – czyli zbyt wiele naraz

3. The Lemon Song – czyli skutki nadmiernej ciekawości

4. Thank You – czyli poświęcenie i trud

5. Heartbreaker – czyli Judaizm

6. Living Loving Maid (She’s Just a Woman) – czyli Chrześcijaństwo

7. Ramble On – czyli Islam

8. Moby Dick – czyli średniowieczna masakra

9. Bring It On Home – czyli Nowy Świat czarnych niewolników

Led Zeppelin III

1. Immigrant Song – czyli Odkrycie Ameryki

2. Friends – czyli pionierzy Dzikiego Zachodu

3. Celebration Day – czyli Deklaracja Niepodległości

4. Since I’ve Been Loving You – czyli etos pracy, wytrwałości i oszczędności

5. Out on the Tiles – czyli wyjście z cienia na polityczne salony

6. Gallows Pole – czyli zasłużony koniec nikczemnych czynów

7. Tangerine – czyli Hiroszima i Nagasaki

8. That’s the Way – czyli za żelazną kurtyną

9. Bron-Y-Aur Stomp – czyli koniec z dyskryminacją rasową

10. Hats off to (roy) Harper – czyli długi marsz do wolności

Led Zeppelin IV

1. Black Dog – czyli rok 1978

2. Rock and Roll – czyli lata 1979 – 1999

3. The Battle of Evermore – czyli lata 1999 – 2004

4. Stairway to Heaven – czyli rok 2004

5. Misty Mountain Hop – czyli lata 2004 – 2005

6. Four Sticks – czyli lata 1998, 2006 – 2008

7. Going to California – czyli rok 2009

8. When the Levee Breaks – czyl lata 2010 – 2015

Houses of the Holy

1. The Song Remains the Same – czyli rok 2016 (początek roku)

2. The Rain Song – czyli rok 2016 (wiosna)

3. Over the Hills and Far Away – czyli rok 2016 (lato)

4. The Crunge – czyli rok 2016 (jesień)

5. Dancing Days – czyli rok 2016 (zima) – Koło życia

6. D’yer Mak’er – czyli rok 2017 (zima) – yod coalescence” – palatalizacja spółgłosek

7. No Quarter – czyli rok 2017 (zima) Autobiografia

8. The Ocean – czyli rok 2017 (zima) Telefon

Physical Graffiti

1. Custard Pie – czyli płyta Precence w soczewce

2. The Rover

3. In My Time of Dying

4. Houses of the Holy

5. Trampled Under Foot

6. Kashmir

7. In the Light

8. Bron-Yr-Aur

9. Down by the Seaside

10. Ten Years Gone

11. Night Flight

12. The Wanton Song

13. Boogie with Stu

14. Black Country Woman

15. Sick Again

Presence

1. Achilles Last Stand – czyli reminiscencje z wojny trojańskiej

2. For Your Life – czyli „nocna” kokaina

3. Royal Orleans – czyli zwisające „bokobrody”

4. Nobody’s Fault But Mine – czyli „pierwowzór” z roku 1937

5. Candy Store Rock – czyli pragnienie

6. Hots On For Nowhere – czyli próba podsumowania

7. Tea For One – czyli oczekiwanie

In Through the Out Door

1. In the Evening

2. South Bound Saurez

3. Fool in the Rain

4. Hot Dog

5. Carouselambra

6. All My Love

7. I’m Gonna Crawl

Coda

1. We’re Gonna Groove – czyli Led Zeppelin I

2. Poor Tom – czyli Led Zeppelin II

3. I Can’t You Baby – czyli Led Zeppelin III

4. Walter’s Walk – czyli Led Zeppelin IV

5. Ozone Baby – czyli Houses of the Holy

6. Darlene – czyli Physical Graffiti

7. Bonzo’s Montreux – czyli Presence

8. Wearing and Tearing – czyli In Through the Out Door

CD rok 1993

1. Baby Come On Home – czyli Wielki Powrót (Wielki Wybuch)

2. Travelling Riverside Blus – czyli Ewolucja i Nauka

3. White Summer – czyli „our wedding day”

4. Hey Hey What Can I Do – czyli koniec?

///////////////////////

Dark Side of the Moon

1. Speak to me – czyli białe światło / „Na początku było Słowo”

2. Breathe – czyli „narodziny” człowieka

3. On the Runczyli kierat szkoły i pracy

4. Time – czyli w kieracie czasu (rok 2004)

5. The great Gig in the Sky – czyli gwiazdozbiór Oriona

6. Money – czyli „miałem rację”

7. Us and Them

8. Any Colour You Like

9. Brain Domage

10. Eclipse

//////////////////////////

I tak:

Pierwszy utwór z aktualnie omawianej płyty: Speak to me – czyli białe światło / „Na początku było Słowo” jest tożsamy w treści z pierwszą płytą zespołu Led Zeppelin (I).

Drugi utwór: Breathe – czyli „narodziny” człowieka to oczywiście następne dwie płyty Led Zeppelin (II, III).

Dwa następne utwory – trzeci i czwarty: On the Runczyli kierat szkoły i pracy, oraz Time – czyli w kieracie czasu (rok 2004) stanowią podsumowanie wszystkiego tego co znajduje się na płytach Led Zeppelin (IV), oraz Houses of the Holy

Piąty utwór: The great Gig in the Sky – czyli Orion, opowiada mniej więcej te same treści co następna płyta zespołu Led Zeppelin: Precence – (monolit)

Szósty utwór: Money – czyli „miałem rację”, to już sprawa przyszłych wydarzeń, które podobnie do pozostałych płyt Led Zeppelin na blogu jeszcze nie zamieściłem. Skadinąd mogę się tylko domyślać co będzie ich treścią. Sądzę, że przyszłym wydarzeniom tego utworu odpowiada płyta zespołu Led Zeppelin: Physical Graffiti

Ostatnie utwory: Us and Them, Any Colour You Like, Brain Domage, Eclipse – to również „ostatnia” płyta zespołu Led Zeppelin: In Through the Out Door. O czym są te utwory oraz płyta – nie jest to aż takie trudne by się samemu tego nie domyśleć.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

The great Gig in the Sky – czyli gwiazdozbiór Oriona

5. The great Gig in the Sky

And I am not frightened of dying. Any time will do, I don’t mind.
Why should I be frightened of dying? There’s no reason for it.
You’ve gotta go sometime.

I never said I was frightened of dying.

Wielki koncert na niebie.

I nie boję się umrzeć. Kiedykolwiek to będzie. Nie przejmuję się.
Dlaczego miałbym bać się umrzeć? Nie ma żadnego powodu.
Każdy kiedyś odejdzie.
Nigdy nie powiedziałem że się boję umrzeć.

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,the_great_gig_in_the_sky.html

Krótki utwór, trochę tekstu w tle wokalizy, a ileż w nim treści, ileż prawd. Tak mi się zdaje, że cokolwiek w tym momencie nie napiszę, to i tak będzie to zbyt małe, zbyt niedoskonałe, by wyrazić słowami to, na czym już od tylu pokoleń łamali sobie głowy i języki najwięksi mędrcy i filozofowie. Jak zawrzeć tak ponadprzeciętną i wymykającą się wszelkim werbalnym spostrzeżeniom wiedzę – w jednym wpisie? By sprostać temu zadaniu potrzebne będzie małe wielowątkowe wprowadzenie.

Po pierwsze. Należy wziąć pod uwagę wszystko to co przy okazji omówienia okładki do płyty Dark Side of the Moon już wcześniej napisałem. Życie które już było i życie które jest, będą nieprzerwanie żyć po ciemnej stronie Księżyca. W tym jednym zdaniu zawiera się cały transcendentny sens wszystkich filozoficzno-religijnych dociekań.

Po drugie. Jaką rolę w tym wszystkim mają do spełnienia ci wszyscy, dla których ta samospełniająca się przepowiednia jest przeznaczona. Chodzi mi tutaj o owe dwie najważniejsze komplementarne części tego bipolarnego układu. Ci którzy już byli, oraz ci którzy już są, muszą (powinni) ze sobą współpracować by to co możliwe i zgodnie z ich oczekiwaniami – spełniło się. Chodzi mi tu o niefakultatywną rolę egzogenicznej siły sprawczej, która ma wpływ na swoje dzieło, ale nigdy nie może przekroczyć swoich a priori założonych „kompetencji”, ponieważ cel który przyświeca temu dziełu, było by nic nie wartą bezwolną „mechaniczną pomarańczą”.

Po trzecie. Kwestia pośrednictwa pomiędzy ideą a skutkiem. Dokładnie na ten temat pisałem w książce Gloria olivae. Od zarania istnienia człowieka rozumnego, który dostąpił istnienia czuwającej nad nim opatrzności, jego świadomość była zdecydowanie większa niż nasza obecnie obowiązująca, a którą skutkiem swojej „pazerności” utracił. W tym właśnie rzecz, że nie bezpowrotnie – mijało by się to z celem. To co powszechnie określa się mianem „potopu” miało miejsce ale tylko w symboliczno – niematerialnym wymiarze. Był to stopniowy proces „wykasowania pamięci”, z tym iż sprawca tego bezprecedensowego czynu nie zapomniał pozostawić zaszyfrowanego dysku w postaci wszystkich architektonicznych artefaktów, które zostały wkomponowane w dorobek najdawniejszych cywilizacji, a czego najdoskonalszą egzemplifikacją jest tak mało do tej pory znana piramida (pryzmat). To materialny wymiar pośrednictwa pomiędzy wiedzą „przedpotopową”, a tą która dopiero teraz powinna wyjść na światło dzienne.

Po czwarte. Sprawa pośredników pomiędzy tym co był znane, a tym co nie może przepaść. Chodzi mi tu o niematerialny element pośrednictwa pomiędzy wiedzą „przedpotopową”, a tą która dopiero teraz powinna wyjść na światło dzienne. Powszechnie wiadomo, iż każda cywilizacja, każda kultura czy religia miała swoich opiekunów duchowych – łączników pomiędzy sacrum a profanum. Nie o oficjalnie znanych, jakkolwiek ich nazwać, szamanów, czy kapłanów mi chodzi, ale o tych ludzi, którzy z odpowiadając na dane zapotrzebowanie, niejednokrotnie bez wahania, wiele poświęcali by ta wielowiekowa misja nie pogrążyła się w nicości zapomnienia. O kogo chodzi, o jakie wydarzenia chodzi? Nie jest to tajemnicą – wszystko już w swojej książce opisałem.

Po piąte. Co równie ważne, jeśli nie najważniejsze w tym momencie, to rola głównych podmiotów obu dyskografii – tej męskiej (Led Zeppelin), oraz kobiecej (Pink Floyd). Na podstawie zgromadzonych na ten temat wiadomości jakimi są wszystkie wpisy na moim blogu, można pokusić się o konkluzję, iż są oni zwornikiem tych wcześniej wspomnianych nadziei na skuteczne odzyskanie wiedzy o tym co zostało zakodowane. Ich życie (helisa DNA) jest „materialnym” dowodem na potwierdzenie prekognicji, co ma swoją konotację z tym co w początkowych wpisach na tym blogu zamieszczałem – dylatacja czasu, sposób przesyłu informacji, antena mózgowa.

Po szóste. Do tych wszystkich powyższych informacji należy dodać wiedzę o „podprogowym” znaczeniu tytułu tego utworu. The great Gig in the Sky. O co tak naprawdę chodzi, o jakiś koncert, występ na niebie? Czy też jak sądzę chodzi tu o informację o wielkim gigancie na niebie. Jak już wspominałem przy okazji dekodowania okładki płyty Dark Side of the Moon, największym wizerunkiem mężczyzny jest „niebiański” gwiazdozbiór Oriona, którego „najjaśniejsze gwiazdy” układają się w kształt nakładających się na siebie dwóch trójkątów. Wiedza o tych trójkątach (Trójkąt skierowany ku dołowi – przedstawia Boga – Stwórcę, a trójkąt „patrzący” na tego Boga – to jego dzieło Człowiek) jest taką samą esencją wiedzy jaką jest białe światło padające na pryzmat – zespołu Pink Floyd.

A propos – z czym kojarzyć się może Wielka Mgławica (Orion Nebula) w Orionie jak nie z męskimi genitaliami?

Po siódme. W końcu męski głos, który słychać w tle wokalizy Clare Torry, (0:38 minuta utworu), który jest bardzo podobny w swojej symbolice do głosu Nicka Masona z pierwszego utworu z tej płyty – Speak to me. Autorom utworu za pomocą bardzo prostego zabiegu udało się uwypuklić postać narratora, czy też bardziej zasadnie podmiotu lirycznego całej tej płyty, a jak już we wcześniejszym wpisie twierdziłem jest to mężczyzna, którego na swojej drodze po raz wtóry spotkała główna bohaterka całej dyskografii zespołu Pink Floyd. Do tego należy dodać słaby kobiecy głos z minuty 3:33, który ma o tyle znaczenie, że jak już wspominałem oba zespoły kodują męski i kobiecy aspekt tego samego „bliźniaczego” życiorysu. O tym, jakie jest znaczenie dla rozpatrywanego tu zagadnienia fakt owych dwu pojedynczych, ale w sumie podobnych losów, przy innej okazji.

Dopiero teraz, dzięki tym może nieco chaotycznie zebranym informacjom, będzie można zrozumieć wyjątkowość słów wypowiedzianych przez męski, (a powtórzony przez kobiecy), głos z utworu The great Gig in the Sky. I nie boję się umrzeć. Kiedykolwiek to będzie. Nie przejmuję się. Dlaczego miałbym bać się umrzeć? Nie ma żadnego powodu. Każdy kiedyś odejdzie. Nigdy nie powiedziałem że się boję umrzeć.

Potwierdzeniem tego, że chodzi tu o bardzo ważne tematy związane ze „śmiertelnością”, a tu już niedaleko do kwestii związanych z Religią, (dla której ta tematyka wydaje się być esencją), jest poniżej przedstawiony cytat.

<<<Na początku utwór był progresją akordów Richarda Wrighta, znaną jako „The Mortality Sequence” albo „The Religion Song”. W 1972, jeszcze przed premierą albumu, na koncertach utwór był wykonywany na organach i był akompaniamentem do fragmentów z Biblii oraz fragmentów przemówień Malcolma Muggeridge, brytyjskiego pisarza znanego z konserwatywnych poglądów religijnych. Gdy zespół zaczął nagrywać utwór w studiu, organy zostały zastąpione przez fortepian. Próbowano różnych efektów w utworze, np. rozmowy astronautów NASA podczas misji w przestrzeni kosmicznej, ale żadne z nich nie były satysfakcjonujące. Ostatecznie, parę tygodni przed skończeniem albumu, zespół zdecydował się na próbę dodania damskiego głosu lamentującego do muzyki.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/The_Great_Gig_in_the_Sky

Bardzo ciekawa jest również sama postać Malcolma Muggeridge – jego droga życiowa (od fascynacji komunizmem do religijnego nawrócenia), a także jego działalność pisarska, jak i głoszone przez niego poglądy. Jego życiorys można wielorako „interpretować”, ale coś mi się zdaje, że autorzy tego nagrania nieprzypadkowo na koncertach „wkomponowali” fragmenty jego przemówień. Nie trzeba wiele energii umysłu, by samemu dojść do podobnych, do moich wniosków. Jeśli chodzi o próby różnych efektów z rozmowami astronautów to jest to zbieżne z tym co powyżej, a także we wcześniejszych wpisach wspominałem, a mianowicie z wszelkimi kwestiami związanymi z filmem Stanleya Kubricka – 2001: Odyseja kosmiczna (Led Zeppelin – płyta Precence – czyli Pielgrzym wśród Tubylców – monolit).

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Malcolm_Muggeridge

Resumując: utwór The great Gig in the Sky jest informacją o gigantycznym wizerunku Oriona na niebie, który jest symbolicznym ideogramem nieprzemijającego życia. Nie przypadkiem, (nie po raz pierwszy i nie ostatni), życie to „odradza się” za przyczyną egzogenicznego imperatywu, na co immanentny wpływ ma także, najważniejszy podmiot tej ewolucyjnej projekcji inteligencji – człowiek. 

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Time – czyli w kieracie czasu (rok 2004)

4. Time

Ticking away the moments that make up a dull day
You fritter and waste the hours in an offhand way
Kicking around on a piece of ground in your home town
Waiting for someone or something to show you the way

Tired of lying in the sunshine
Staying home to watch the rain
And you are young and life is long
And there is time to kill today
And then one day you find
Ten years have got behind you
No one told you when to run
You missed the starting gun

And you run, and you run to catch up with the sun, but it’s sinking
Racing around to come up behind you again
The sun is the same in a relative way, but you’re older
Shorter of breath and one day closer to death

Every year is getting shorter
Never seem to find the time
Plans that either come to nought
Or half a page of scribbled lines

Hanging on in quiet desparation is the English way
The time is gone
The song is over
Thought I’d something more to say

Home, home again
I like to be here when I can
When I come home cold and tired
It’s good to warm my bones beside the fire
Far away across the field
The tolling of the iron bell
Calls the faithful to their knees
To hear the softly spoken magic spells

Czas

Z nudnego dnia uciekają chwile z każdym ruchem zegara
Marnujesz godziny bezceremonialnie
Biegając po skrawku terenu w swoim rodzinnym mieście
Czekając na kogoś, kto pokaże ci drogę

Zmęczony leżeniem w słońcu,
Zostawaniem w domu, by pooglądać deszcz,
I jesteś młody, a życie jest długie,
I jest dziś czas do zabicia,
Aż w końcu pewnego dnia okazuje się –
Dziesięć lat minęło za twoimi plecami
Nikt ci nie powiedział kiedy zacząć biec
Przegapiłeś wystrzał pistoletu startowego

I biegniesz, i biegniesz, by dogonić słońce, ale ono zachodzi
Pędzi dookoła by znów wynurzyć ci się za plecami
Słońce jest wciąż relatywnie takie same, ale ty jesteś starszy
O jeden oddech i o jeden dzień bliższy śmierci

Każdy rok staje się krótszy
Jakoś nigdy nie można znaleźć czasu
Plany, z których nic nie wychodzi, albo zabazgrane pół strony
Trwanie w cichej desperacji, to angielski sposób.
Czas minął
Piosenka dobiegła końca
Myślałem, że będę miał więcej do powiedzenia.

Dom, znów dom
Lubię tu być, kiedy tylko mogę.
Kiedy wracam do domu zmarznięty i zmęczony
Dobrze jest rozgrzać swoje kości przy kominku
Daleko, poprzez pole
Brzmienie żelaznego dzwonu
Przywołuje wiernych na ich kolana
By usłyszeli delikatnie wypowiedziane zaklęcia

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,time.html

Poprzedni wpis był o „kieracie” szkoły i pracy głównej postaci znanej z dyskografii zespołu Led Zeppelin, w czasie gdy żył on tylko dniem dzisiejszym. Utwór Time jest o takim samym kręceniu się w kółko, jednakże tym razem tematem głównym, zgodnie z tytułem jak i samym utworem, nie jest praca, a czas.

Przedstawiając curriculum vitae mężczyzny podaję konkretne daty. Jak nie trudno zauważyć brakuje w nim jednego utworu. Jest to mój świadomy wybór, albowiem dla omawianego tu tematu ma on bardzo symboliczne znaczenie. Chodzi tu o utwór Stairway to Heaven, który „umiejscowiłem” w roku 2004. Z pewnością w tym miejscu nie widać jeszcze żadnego związku pomiędzy tą datą a „klimatem” utworu Time, ale jeśli przypomnę to co przy okazji wydania mojej książki Gloria Olivae na jej odwrocie zamieściłem, to wszystko ułoży się, niczym wcześniej rozsypane puzzle, w jedną całość.

Otóż książkę tą skończyłem pisać dokładnie w lipcu 2004 roku. Na temat utworu Zeppelinów wypowiadałem się już przy okazji opisywania ich dyskografii. W tamtym czasie o symbolicznym znaczeniu twórczości zespołu Pink Floyd nawet mi się nie śniło. Po raz kolejny wspominam o puzzlach, oczywiście traktując to jako porównanie, ponieważ dopiero teraz, dzięki wiedzy o dacie napisania mojej książki, można zrozumieć sens bezproduktywnego kręcenia się w kółko głównego bohatera aktualnie omawianego utworu. Po napisaniu książki i późniejszym jej wydaniu w roku 2010, nastał czas oczekiwania na jakikolwiek oddźwięk. Niestety trafiły ona w próżnię, czego skutkiem był ponowny okres oczekiwania. Nie będę rozwijał tematu, ale to na co chciałbym zwrócić uwagę – to niesamowita korelacja owych nieskutecznych prób upublicznia owej książki z tekstem utworu Floydów. I w tym tkwi cała ”tajemnica” tego utworu.

1. Black Dog – czyli rok 1978.

2. Rock and Roll – czyli lata 1979 – 1999

3. The Battle of Evermore – czyli lata 1999 – 2004

4. Stairway to Heaven – czyli rok 2004

5. Misty Mountain Hop – czyli lata 2004 – 2005

6. Four Sticks – czyli lata 1998, 2006 – 2008

7. Going to California – czyli rok 2009

8. When the Levee Breaks – czyl lata 2010 – 2015

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

On the Run – czyli kierat szkoły i pracy

3. On the Run

Jako, że jest to utwór instrumentalny to oprócz tego co w utworze słychać, zbyt wiele na ten temat nie da się powiedzieć. Tak zapewne myślą ci, dla których utwory zespołu Pink Floyd wydają się być psychodeliczną muzyczką – wizją jakiś naćpanych rockmenów, którzy na sprzedaży swoich płyt dorobili się kasy i sławy. Takie myślenie jest niestety dość powszechne, ale ci którzy tak myślą, niech sobie tak dalej myślą, natomiast tych, którzy mają na podstawie moich wpisów już inne zdanie na ten temat, chciałbym zapewnić, iż tak właśnie miało być, by tylko nieliczni wiedzieli, że jest inaczej – ale to już zupełnie inna ”bajka”.

Wracając do tematu, to w wyjaśnieniu o co tak naprawdę autorom tego utworu chodziło, pomocnym będzie życiorys pewnego człowieka, który w poprzednim wpisie już przedstawiłem. Będą to początkowe utwory z czwartej płyty zespołu Led Zeppelin, kiedy to ów młody jeszcze wtedy człowiek zbyt wiele nie wiedział i o niczym raczej nie marzył – czyli kierat szkoły i pracy. Wsłuchując się w warstwę muzyczną tego utworu doskonale to słychać. Jak dokładnie wyglądało jego życie – przekonać się o tym można zapoznając się z wpisami, które kiedyś już na tym blogu zamieściłem.

1. Black Dog – czyli rok 1978.

2. Rock and Roll – czyli lata 1979 – 1999

3. The Battle of Evermore – czyli lata 1999 – 2004

4. Misty Mountain Hop – czyli lata 2004 – 2005, Four Sticks – czyli lata 1998, 2006 – 2008

5. Going to California – czyli rok 2009, When the Levee Breaks – czyl lata 2010 – 2015

Bardzo ciekawe informacje zamieszczone są w „didaskaliach” tego instrumentalnego utworu. „Live for today, gone tomorrow. That’s me”, then laughs – można tłumaczyć, iż młody człowiek żył w owym czasie tylko dniem dzisiejszym, raczej bez wizji przyszłości. Jest to potwierdzenie wszystkiego tego co na ten temat wywnioskować można z tych powyższych utworów zespołu Led Zeppelin.

<<<At 27 seconds into the piece, the sound of a female voice on a loudspeaker can be heard; apparently an airport public address system. The announcer says „Have your baggage and passport ready and then follow the green line to customs and immigration. BA 215 to Rome, Cairo and Lagos”. Engineer Alan Parsons later reused this sample on the Sea Lions in the Departure Lounge bonus track of the 2007 Deluxe Edition of Tales of Mystery and Imagination by the Alan Parsons Project. […] At 1:54, Roger „The Hat” Manifold, Pink Floyd road manager says: „Live for today, gone tomorrow. That’s me”, then laughs.

<<<Po 27 sekundach można usłyszeć dźwięk kobiecego głosu na głośniku; najwyraźniej system publicznego dostępu do portu lotniczego. Oficer informuje: „Załóż swój bagaż i paszport, a następnie do zielonej linii do spraw celnych i imigracji BA 215 do Rzymu, Kairu i Lagosu”. Inżynier Alan Parsons później ponownie wykorzystał tę próbkę na Sea Lions w dodatku bonusowym na dodatku z 2007 Deluxe Edition of Tales of Mystery and Imagination by the Alan Parsons Project. […] O godzinie 1:54 Roger „The Hat” Manifold, kierownik drogi Pink Floyd mówi: „Żyj teraźniejszością, jutro możesz zniknąć” . Oto ja (moje motto), a następnie śmieje się.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/On_the_Run_(instrumental)

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Breathe – czyli „narodziny” człowieka

2. Breathe

Breathe, breathe in the air.
Don’t be afraid to care.
Leave, don’t leave me.
Look around and choose your own ground.

Long you live and high you fly
smiles you’ll give and tears you’ll cry
all you touch and all you see
Is all your life will ever be.

Run, rabbit, run.
Dig that hole, forget the sun,
And when at last the work is done
Don’t sit down it’s time to dig another one.

For long you live and high you fly
But only if you ride the tide
And balanced on the biggest wave
You race towards an early grave.

Oddychaj

Oddychaj, wdychaj powietrze,
nie bój się troszczyć.
Odejdź, lecz nie zostawiaj mnie.
Rozejrzyj się, wybierz własny grunt.

długo żyjesz, wysoko latasz,
Uśmiechy, które rozdasz i łzy, które uronisz
i wszystko co dotykasz i wszystko co widzisz
To wszystko czym twoje życie kiedykolwiek będzie

Biegnij, króliku, biegnij,
Wykop dół, zapomnij o słońcu.
A kiedy w końcu robota skończona,
nie odpoczywaj, pora kopać następną.

Długo będziesz żyć i wysoko lecieć.
Ale tylko kiedy idziesz z przypływem
balansując na największej fali.
Pędzisz w stronę wczesnej śmierci.

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,breathe.html

Jak już przy okazji omawiania okładki płyty stwierdziłem, najważniejszym wyróżnikiem całej mojej interpretacji Floydów jest informacja, że wszystkie ich płyty układają się w jedną chronologicznie przebiegającą całość. Jeśli zatem cały przebieg życia kobiety ma swoje odzwierciedlenie w poszczególnych płytach zespołu, to logicznym jest, że teraz kolej na zaprezentowanie losów jej „interlokutora”. No i przyszedł czas na przedstawienie „biografii” głównego bohatera dyskografii zespołu Led Zeppelin – „brodatego” mężczyzny – nota bene autora książki pod tytułem Gloria olivae.

Tak jak to już w było przypadku curriculum vitae kobiety zamierzam skorzystać z „podpowiedzi”, jaką jest wszystko to już wcześniej przy okazji dekodowania dorobku Zeppelinów dokładnie opisałem. Myślą tu o czwartej płycie tego zespołu oraz następnej po niej: Houses of the Holy. Dla przypomnienia najważniejsze „daty” z jego życiorysu:

Led Zeppelin (IV, Houses of the Holy)

1. Black Dog – czyli rok 1978.

2. Rock and Roll – czyli lata 1979 – 1999

3. The Battle of Evermore – czyli lata 1999 – 2004

4. Misty Mountain Hop – czyli lata 2004 – 2005, Four Sticks – czyli lata 1998, 2006 – 2008

5. Going to California – czyli rok 2009, When the Levee Breaks – czyl lata 2010 – 2015

6. The Song Remains the Same – czyli rok 2016 (początek roku)

7. Over the Hills and Far Away – czyli rok 2016 (lato)

8. The Crunge – czyli rok 2016 (jesień)

9. Dancing Days – czyli rok 2017 (zima) czyli Koło życia

10. D’yer Mak’er – czyli rok 2017 (zima) – „yod coalescence” – palatalizacja spółgłosek

11. No Quarter – czyli rok 2017 (zima) – Autobiografia

12. The Ocean – czyli rok 2017 (zima) Telefon

Tak jak pierwszy utwór mówił o „narodzinach” wszechświata tak ten poświęcony jest „narodzinom” człowieka, którego przyszość będzie już wcześniej „opisana” – cokolwiek by to miało znaczyć. Cały utwór to jakby w syntetyczny sposób, zawarty w jednym wierszu, życiorys owego człowieka: jego narodziny, cel jego ziemskiego bytu, no i trudy dnia codziennego, z którymi musiał się on mierzyć, zanim jeszcze zaczął myśleć i działać w sposób o jakim mu się nawet nie śniło. Piszę niezwykle enigmatycznie, ale jak sądzę, w następnych wpisach cokolwiek się wyjaśni.

Jak wspominałem płyta Dark Side of The Moon koduje wydarzenia z życia mężczyzny, ale warto zwrócić uwagę na wersy, które podkreśliłem czerwonym kolorem. Jako, że jesteśmy w „dziale” poświęconym biografii kobiety, wersy te mogą wskazywać na narratora całej tej płyty. Jest to tylko moja, niczym nie potwierdzona, interpretacja, ale sądzę, że autorzy płyty posłużyli się takim, a nie innym, sposobem zaprezentowania tematu. Jest to opowieść o życiu człowieka – mężczyzny, widziana oczami głównej postaci dyskografii zespołu Pink Floyd – oczami kobiety.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Speak to me – czyli białe światło / „Na początku było Słowo”

8. Dark Side of the Moon

1. Speak to me

„I’ve been mad for fucking years, absolutely years. I’ve been over the edge for yonks. Been working with bands so long, I think. Crikey… ”
„I’ve always been mad, I know I’ve been mad, like the most of us are. It’s very hard to explain why you’re mad, even if you’re not mad. „

Mów do mnie

‚Byłem szalony przez pieprzone lata. Byłem zniedołężniały przez całe wieki. Harowałem, póki mi nie odbiło…
Zawsze byłem szalony, wiem, że byłem szalony, jak większość z nas. Bardzo trudno wyjaśnić dlaczego jesteś szalony, nawet jeśli nie jesteś.’

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,speak_to_me.html

Mając na uwadze wszystko to co przy okazji wpisu omawiającego okładkę płyty już wydedukowałem, tym łatwiej będzie zapoznać się z poszczególnymi jej utworami. I tak, pierwszy z nich Speak to me – opowiada o tym życiu, które już było (białe światło padające na pryzmat).

<<<Utwór ten jest zbiorem efektów dźwiękowych pochodzących z kolejnych piosenek na płycie. Bicie serca pochodzi z zakończenia „Eclipse”, tykanie zegarów z „Time”, śmiech szaleńca z „Brain Damage”, odgłos otwieranej kasy sklepowej z „Money”, odgłos helikoptera z „On the Run”, krzyki z „The Great Gig in the Sky”.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Speak_to_Me

W tym miejscu wypada mi tylko powtórzyć to, co jest kwintesencją mojej książki Gloria olivae, a mianowicie, że nasz obecnie obserwowany wszechświat nie jest tym jedynym i niepowtarzalnym, którego końcem jest całkowita entropia, a bardziej zasadnym jest uważać go za „twór” cykliczny, kiedy to po jednym wszechświecie „prawie natychmiast” tworzy się następny. („Wielki Wybuch” / Kolaps). Krótko mówiąc nasz wszechświat powstał z „elementów” poprzedniego.

Jest to bardzo istotna informacja, którą chciałbym wkomponować w rozwikłanie „zagadki” aktualnie rozpatrywanego utworu. Otóż zbiór tych efektów dźwiękowych pochodzących z kolejnych piosenek na płycie, na zasadzie paraleli chciałbym porównać do wszechświata, ale nie do naszego, tylko do tego, który był naszym bezpośrednim prekursorem. I taka jest „tajemnica” tego utworu.

Utwór Speak to me rozpoczyna się odgłosem bijącego serca – nie ma jeszcze nic, nie ma tekstu, ani muzyki, tylko bicie serca. Czyż nie jest to piękny symbol życia, którego wydawałoby się, że nie ma – nie widać go, a jest. Puls bijącego serca wydaje się być apoteozą życia z poprzedniego wszechświata. Życia, którego już nie ma, a którego „serce” cały czas biło i bić będzie, nawet wtedy gdy i nasz wszechświat przeminie. Co jest tym bijącym sercem, tego na ten moment nie zamierzam roztrząsać, zresztą nie jest to aż tak skomplikowane by się samemu nie domyśleć. Ważniejszą rzeczą jest fakt, iż płyta kończy się takim samym biciem serca (w utworze Eclipse), i cała w tym nadzieja, że „serce” to nigdy nie przestanie bić.

W tle efektów dźwiękowych słychać głos (Nicka Masona), na który należy zwrócić szczególną uwagę. Jak sądzę, autorom utworu za pomocą bardzo prostego zabiegu udało się uwypuklić postać narratora, czy też bardziej zasadnie podmiotu lirycznego całej tej płyty, a jak już we wcześniejszym wpisie twierdziłem jest to mężczyzna, którego na swojej drodze po raz wtóry spotkała główna bohaterka całej dyskografii zespołu Pink Floyd.

Najważniejszym wyróżnikiem całej mojej interpretacji Floydów jest informacja, że wszystkie ich utwory z kolejnych płyt układają się w jedną chronologiczną całość. Jeśli zatem cały przebieg życia kobiety ma swoje odzwierciedlenie w poszczególnych płytach zespołu, to logicznym jest, że teraz przychodzi czas na zaprezentowanie losów jej „interlokutora”. Nie jest zapewne zagadką, iż tym nowym etapem w jej życiu jest (będzie), wcześniej wspominany w dyskografii zespołu Led Zeppelin – „brodaty” mężczyzna. Myślę, że wiedza na temat tego kim jest ten mężczyzna nie jest już żadną tajemnicą. Tekst utworu bardzo dobrze oddaje klimat (sens dosłowny raczej już nie), tego co on myśli, jak jest odbierany przez otoczenie – i nie chodzi tu bynajmniej o jakiegoś „wyimaginowanego” członka zespołu.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Najnowsze komentarze

Przysłowia i sentencje

Jest coś wyższego w górze, które miesza zamiary śmiertelnych (co przeszkadza zamiarom śmiertelników).
Walerian Łukasiński
----------------------
Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze, zawsze ludzie tego nie pojmują.
Heraklit
---------
Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy czasem.
Człowiek będzie musiał pojąć czas
i opanować go. Albowiem czas jest nasieniem wszechświata.
Mahabharata
---------------
Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.
Albert Einstein
----------------

Jak ten czas leci!

Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Visits

Weather condition