Get Adobe Flash player

Pow R. Toc H. – czyli „Every Man’s Club” (Hominidae)

5. Pow R. Toc H.

W tym przypadku mamy do czynienia z utworem instrumentalnym, z tego też względu wszelkich dowodów świadczących o gnostyckim charakterze Pow R. Toc H. należy szukać w warstwie muzycznej. Tak wokal jak i efekty specjalne mają za zadanie wywołać wrażenie, iż oto jesteśmy w samym środku jakiegoś lasu tropikalnego, a zewsząd otaczają nas odgłosy dzikiej i nieujarzmionej przyrody z wyraźnie zaznaczonymi odgłosami jakie wydają istoty człekokształtne. W tle usłyszeć można dźwięki bardziej nam znajome, takie jakie można usłyszeć z ust sukcesora (czyli człowieka rozumnego), całego szeregu emanacji rodziny ssaków naczelnych. Dowodem na to, iż w tym kierunku należy skierować tok myślenia jest poniższy cytat.

<<<„Pow R. Toc H.” was renamed „The Pink Jungle” in the „Journey” part of The Man and The Journey. Pink Floyd performed the song live from 1967-69.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Pow_R._Toc_H.

Tytuł utworu także ma swoje „nieprzeciętne” znaczenie. To kolejna zakodowana informacja o ewolucyjnych korzeniach całej naszej człekokształtnej rodziny, z której się wywodzimy – „Every Man’s Club”.

<<<Toc H (TH) is an international Christian movement. The name is an abbreviation for Talbot House, ‚Toc’ signifying the letter T in thesignals spelling alphabet used by the British Army in World War I. A soldiers’ rest and recreation centre named Talbot House was founded in December 1915 at Poperinghe, Belgium. It aimed to promote Christianity and was named in memory of Gilbert Talbot, son of Edward Talbot, then Bishop of Winchester, who had been killed atHooge in July 1915. The founders were Gilbert’s elder brother Neville Talbot, then a senior army chaplain, and the Reverend Philip Thomas Byard (Tubby) Clayton. Talbot House was styled as an „Every Man’s Club”, where all soldiers were welcome, regardless of rank. It was „an alternative for the ‚debauched’ recreational life of the town”.

<<<Toc H (TH) jest międzynarodowym chrześcijańskim ruchem. Nazwa jest skrótem od Talbot House „Toc” oznaczający literę T w sygnały alfabetu pisowni używanej przez armię brytyjską w czasie I wojny światowej. Centrum wypoczynku i rekreacji żołnierzy o nazwie Talbot House została założona w grudniu 1915 roku w Poperinghe , Belgia. Jego celem jest promowanie chrześcijaństwo i został nazwany na pamiątkę Gilberta Talbota, syn Edward Talbot , ówczesnego biskupa Winchester , który został zabity w Hooge w lipcu 1915. Założycielami byli starszy brat Gilberta Neville Talbot, Wtedy starszy kapelan wojskowy, a także kardynał Philip Thomas Byard (Tubby) Clayton . Talbot House był stylizowany jako „Every Man’s Club”, gdzie wszyscy żołnierze byli mile widziani, niezależnie od rangi. To była „alternatywa dla” rozbitego „rekreacyjnego życia miasta”.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Toc_H

Tak więc, na ówczesne środowisko składały się dwa światy: Pow R (pow’r) moc, siła, władza – czyli raczej niekorzystny do życia dla słabych i bezbronnych wtedy jeszcze hominidów świat dzikich zwierząt, oraz Toc H (Talbot House) „Every Man’s Club” – czyli rodzina hominidów, która swój byt musiała dopiero sobie wywalczyć używając swojej najgroźniejszej broni jakim był ich coraz szybciej ewolujący mózg.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Flaming – czyli „świt nowych czasów”

4. Flaming

Alone in the clouds all blue
Lying on an eiderdown.
Yippee! You can’t see me
But I can you.
Lazing in the foggy dew
Sitting on a unicorn.
No fair, you can’t hear me
But I can you.
Watching buttercups cup the light
Sleeping on a dandelion.
Too much, I won’t touch you
But then I might.
Screaming through the starlit sky
Travelling by telephone.
Hey ho, here we go
Ever so high.
Alone in the clouds all blue
Lying on an eiderdown.
Yippee! You can’t see me
But I can you.

4. Flaming

Sam pośród obłoków, wszystkie błękitne.
Leżąc na puchu.
Yippee! Ty mnie nie widzisz,
Lecz ja ciebie tak.

Leniuchując na mglistej rosie.
Siedząc na jednorożcu.
Niesprawiedliwe, Ty mnie nie słyszysz,
Lecz ja ciebie tak.

Oglądając jaskry, kielichy światła.
Śpiąc na mleczu.
Zbyt dużo, nie dotknę cię
Chociaż mógłbym.

Wrzeszcząc poprzez gwiaździste niebo
Podróżując telefonem.
Hey Ho! Nadchodzimy
Zawsze tak wysoko

Sam pośród obłoków, wszystkie błękitne.
Leżąc na puchu.
Yippee! Ty mnie nie widzisz,
Lecz ja ciebie tak.

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,flaming.html

Po raz kolejny podkład muzyczny stanowi bardzo ważne dopełnienie libretta utworu. Już początkowy fragment (dokładnie 15 sekund) wiele wyjaśnia. Są to odgłosy pradawnego świata jaki po zagładzie dominującego gatunku rozprzestrzenił się w: eocenie, oligocenie, miocenie, pliocenie, plejstocenie. Można sobie tyko wyobrazić jaki popłoch wśród „podwładnych” wywoływał przerażający ryk dominującego drapieżnika Smilodona. Ciąg dalszy utworu dokładnie opowiada dalsze losy rodzaju Homo, do którego należy również człowiek rozumny – Sam pośród obłoków, wszystkie błękitne. Leżąc na puchu. Leniuchując na mglistej rosie. Siedząc na jednorożcu.

<<<Nazwa pochodzi od połączenia greckich słów eos – jutrzenka i kainos – nowy (w nieformalnym tłumaczeniu: „świt nowych czasów”). Eocen zawdzięcza swą nazwę faktowi, że w czasie jego trwania pojawia się wiele występujących do dziś rzędów ssaków, a także niektóre istniejące nadal rodziny.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Eocen

Tytuł tego utworu – Flaming (ognisty, płonący) w zamyśle jego autorów nawiązywać ma, jak sądzę, do tego, iż człowiek za pomocą ognia utorował sobie dominującą rolę w otaczającym go, nieprzyjaznym mu świecie. Podobieństwa z Zeppelinami należy szukać w utorach: Communication Breakdown, I Can’t Quit You Baby.

Wersy zaznaczone kolorem niebieskim: Ty mnie nie widzisz, Lecz ja ciebie tak, nie dotknę cię, Chociaż mógłbym. Wrzeszcząc poprzez gwiaździste niebo, Podróżując telefonem. – dotyczą już kwestii bardziej „ezoterycznych”, co ma swoje odniesienie w utworze: How Many More Times (Led Zeppelin).

Nota bene, trochę na ten temat pisałem w początkowych wpisach mojego blogu: Dylatacja czasu: http://gloriaolivae.pl/?p=204 Nośnik informacji: http://gloriaolivae.pl/?p=480 Sposób przesyłu: http://gloriaolivae.pl/?p=565

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Matilda Mother – czyli przed i po impakcie

3. Matilda Mother

There was a king who ruled the land.
His majesty was in command.
With silver eyes the scarlet eagle
Showers silver on the people.
Oh Mother, tell me more.
Why’d’ya have to leave me there
Hanging in my infant air
Waiting?
You only have to read the lines
They’re scribbly black and everything shines.
Across the stream with wooden shoes
With bells to tell the king the news
A thousand misty riders climb up
Higher once upon a time.
Wandering and dreaming
The words have different meaning.
Yes they did.
For all the time spent in that room
The doll’s house, darkness, old perfume
And fairy stories held me high on
Clouds of sunlight floating by.
Oh Mother, tell me more
Tell me more.
Aaaaaaaah
Aaaaaaaah
Aaaaaaaah

3. Matilda Mother

Był sobie król, który rządził krajem.
Jego wysokość była u władzy.
Ze srebrnymi oczami i szkarłatnym orłem
Srebrne prysznice na ludzi.
Oh, matko, opowiedz mi więcej.
Dlaczego chcesz mnie tu zostawić
Wiszącego w moim niemowlęcym powietrzu
Czekającego?
Ty masz tylko przeczytać linijki
Są nabazgrolone na czarno i wszystko jasne.
Poprzez strumień drewnianymi butami
Z dzwonkami, aby przekazać królowi wiadomości
Tysiąc mglistych jeźdźców wspina się
Wyżej pewnego razu.
Błądzący i śniący
Wyrazy mają odmienne znaczenia.
Właśnie tak.
Przez cały czas spędzony w tym pokoju
Domek lalek, ciemność, stare perfumy
I opowieści o wróżkach trzymały mnie wysoko
Na przesuwających się chmurach światła słonecznego
Oh, matko, opowiedz mi więcej.
Opowiedz mi więcej.
Aaaaaaaah
Aaaaaaaah
Aaaaaaaah

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,matilda_mother.html

Wersy tekstu zaznaczone kolorem czerwonym w wymowny sposób informują o tym kto niegdyś panował na Ziemi i nie chodzi tu bynajmniej o jakiegoś króla czy dynastię. Cały czas trzymając się wcześniej powziętej konwencji kontinuum czasu nie jest trudnym stwierdzić, iż jest to „opowieść” o dominującej grupie kręgowców, która panowała przez stosunkowo długi okres, a kresem jego panowania był impakt meteorytu około 65 milionów lat temu – patrz wersy zaznaczone kolorem niebieskim. Oczywiście chodzi tu o panowanie dinozaurów i aby to stwierdzić nie trzeba wiele – należy tylko z uwagą przyjrzeć się warstwie muzycznej utworu. Dodam tylko, iż Matilda Mother Floydów tożsamy jest w swoim wydźwięku z Your Time Is Gonna Come zespołu Led Zeppelin. Srebrne prysznice na ludzi – pewnie chodzi tu o „rywalizację” gadów z gadami ssakopodobnymi, z których wyewoluował człowiek. Wersy zaznaczone kolorem zielonym – to już okres w miarę swobodnego rozwoju i ewolucji ssaków po zagładzie gadów.

Matylda – imię żeńskie pochodzenia starogermańskiego, oznaczające kobietę silną i odważną w walce: macht (siła, władza) i hiltia (walka), personifikuje dominującą rolę gadów, natomiast Mother – wiele mówi o wspólnym, ewolucyjnym pochodzeniu obu gromad: gadów i gadów ssakokształtnych.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Lucifer Sam – czyli Księżyc

2. Lucifer Sam

Lucifer Sam, Siam cat
Always sitting by your side
Always by your side
That cat’s something I can’t explain!

Jennifer Gentle, you’re a witch
You’re the left side
He’s the right side
Oh, no!
That cat’s something I can’t explain!

Lucifer go to sea
Be a hip cat, be a ship’s cat
Somewhere, anywhere
That cat’s something I can’t explain!

At night prowling sifting sand
Hiding around on the ground
He’ll be found when you’re around
That cat’s something I can’t explain!

2. Lucifer Sam

Lucyfer Sam, syjamski kot
Zawsze siedzi tuż przy tobie
Ciągle obok ciebie
Tego kota nie mogę pojąć!

Jennifer Gentle, ty czarownico
Ty po lewej
On prawicą
O, nie!
Tego kota nie mogę pojąć!

Lucyfer idzie do morza
Bądź klawym kocim marynarzem
Gdzieś, gdziekolwiek
Tego kota nie mogę pojąć!

Nocą grasuje, przesiewa piach
Gdzieś tu na ziemi ukryty
Odnajdzie się gdy nadejdziesz
Tego kota nie mogę pojąć!

No to początkowe etapy powstania wszechświata mamy już za sobą. Czas na kolejne bardzo ważne wydarzenie. I tutaj znowu zaglądamy do wspomnianych już przeze mnie Zeppelinów. Tak jak pierwszy ich utwór z pierwszej płyty (Good Times Bad Times – czyli powstanie i ewolucja Układu Słonecznego) w ogólnym przesłaniu tożsamy jest z pierwszym utworem Floydów, tak Lucifer Sam opowiada o naturalnym satelicie naszej planety (Babe I’m Gonna Leave You – czyli powstanie Księżyca). Zaznaczone kolorem czerwonym fragmenty tekstu w bardzo wymowny sposób to podpowiadają. Bajki o kocie Barretta (Sam), jego dziewczynie (Jeny Spires) i inne temu podobne historie są po to właśnie, by cała ta „opowieść” miała bardzo trywialny charakter. No i dobrze, tak miało być, a że jest inaczej, to już inna kwestia. W tym przypadku kolejną podpowiedzią jest poniżej zamieszczony cytat, który dokładnie wyjaśnia wpływ „Lucifera” na opadanie i podnoszenie się poziomu wody w oceanie. (Lucifer go to sea, Be a hip cat, be a ship’s cat).

Pływy morskie (przypływy i odpływy) – regularnie powtarzające się podnoszenie i opadanie poziomu wody w oceanie. Obrót Ziemi powoduje, że w ciągu doby w danym miejscu zmienia się siła przyciągania Księżyca i Słońca (siła pływowa). Wielkość pływów zależy od wielu czynników takich jak kształt wybrzeża (duże pływy w zatokach), głębokość morza, zmienna pozycja Słońca i Księżyca w stosunku do Ziemi, co jest połączone z rotacją Ziemi. Najsilniejsze pływy (syzygijne) występują, gdy wpływy Słońca i Księżyca dodają się do siebie (tj. gdy Księżyc, Ziemia i Słońce znajdują się w linii prostej – w trakcie pełni oraz w nowiu Księżyca).

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/P%C5%82ywy_morskie

Jennifer Gentle – to zaszyfrowana informacja właśnie o pływach morskich (Jennifer Gentle, you’re a witch, You’re the left side, He’s the right side). Czarownica? Nie. Tu raczej chodzi o te niezwykłe zjawisko jakim są pływy morskie. Left side, right side – z pewnością chodzi tu o wpływ Słońca i Księżyca na podnoszenie i opadanie wód oceanu. Reasumując, cały ten utwór to jedna wielka „apoteoza” naszego ziemskiego satelity – Księżyca.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Astronomy Domine – czyli „projekcja inteligencji”

1. Astronomy Domine

Lime and limpid green
A second scene
A fights between the blue you once knew

Floating down
The sound resounds
Around the icy waters underground

Jupiter and Saturn
Oberon, Miranda and Titania
Neptune, Titan, stars can frighten

Blinding signs flap
Flicker flicker flicker blam (pow! pow!)
Stairways scared Dan Dare who’s there

Lime and limpid green
The sound surrounds the icy waters under…
Lime and limpid green
The sound surrounds the icy waters underground

1. Astronomy Domine

Limetka, czysta zieleń
Druga scena
Walka w błękitach niegdyś znanych

W dół spływając
Dźwięk rozbrzmiewa
W lodowatych wód podziemiach

Jowisz wraz z Saturnem
Oberon, Miranda i Tytania
Neptun, Tytan, gwiezdna trwoga

Znaki rażą i trzepoczą
Błyski, błyski, błyski, huk (bang! bang!)
Panika na schodach, Dan Dare, kto tam?

Limetka, czysta zieleń
Ten dźwięk oblega lodowatych wód pod…
Limetka, czysta zieleń
Ten dźwięk oblega lodowatych wód podziemia

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,pink_floyd,astronomy_domine.html

 

Już w inauguracyjnym utworze pierwszej płyty zespołu Pink Floyd jest tyle znaków i tropów, że aż głowa boli – że tak kolokwialnie powiem. Dla niewprawnego „oka i ucha” wydaje się on nieco trywialny – jakieś śmieszne pip pip na początku, a później nie do końca zrozumiały tekst. W tym miejscu po raz kolejny muszę nawiązać do odkodowanej przeze mnie „twórczości” zespołu Led Zeppelin, a konkretnie do tego, iż w prawie każdym elemencie ich dzieła natrafić można na tego typu „przeszkody”, czy to w postaci tekstów poszczególnych piosenek, czy jak również i okładek – co mam nadzieję udowodniłem.

By z tymi zakodowanymi informacjami jakoś sobie poradzić zmuszony byłem korzystać z „podpowiedzi”, czyli musiałem sięgnąć do informacji źródłowych (cytatów, linków), dzięki którym mogłem w jakiś minimalny, ale jednak, wiarygodny sposób, udokumentować moje „przypuszczenia”. Takoż i ma się z twórczością aktualnie omawianego zespołu. Większość moich wniosków poprzedzona będzie wiele mówiącym wstępem. No to na początek kilka informacji wprowadzających do rozwikłania kolejnego „węzełka” gordyjskiego. Kolorem czerwonym zaznaczyłem w tekście piosenki najistotniejsze fragmenty, na które należy zwócić uwagę. By cokolwiek zrozumieć należy rozpocząć od rozkodowania określenia – Dan Dare.

Pierwszy cytat:

<<<Dan Dare is a Britich science fiction comic hero, created by illustrator Frank Hampson who also wrote the first stories. Dare appeared in the Eagle comic story Dan Dare, Pilot of the Future from 1950 to 1967 (and subsequently in reprints), and dramatised seven times a week on Radio Luxembourg (1951–1956). The stories were set in the late 1990s, but the dialogue and manner of the characters is reminiscent of British war films of the 1950s. Dan Dare has been described as”Biggles in Space” and as the British equivalent of Buck Rogers.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Dan_Dare

Drugi cytat:

<<< Buck Rogers is a fictional space opera character created by Philip Francis Nowlan in the novella, Armageddon A.D., and subsequently appearing in multiple media. In Armageddon 2419 A.D., published in the August 1928 issue of the pulp magazine, Amazing Stories, the character’s given name was „Anthony”. A sequel, The Airlords of Han, was published in the March 1929 issue. […]

The character first appeared as Anthony Rogers, the central character of Nowlan’s Armageddon 2419 A.D. Born in 1898, Rogers is a veteran of the Great War (World War I) and by 1927 is working for the American Radioactive Gas Corporation investigating reports of unusual phenomena reported in abandoned coal mines near Wyoming Valley in Pennsylvania. On December 15, there is a cave-in while he is in one of the lower levels of a mine. Exposed to radioactive gas, Rogers falls into „a state of suspended animation, free from the ravages of catabolic processes, and without any apparent effect on physical or mental faculties”. Rogers remains in suspended animation for 492 years.

Rogers awakens in 2419. Thinking that he has been asleep for just several hours, he wanders for a few days in unfamiliar forests (what had been Pennsylvania almost five centuries before). He notices someone clad in strange clothes, who is under attack……

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Buck_Rogers

Jeśli powiem, że jest to nawiązanie do cykliczności wszechświata – do ponownego odradzania się Życia w skali makro (ewolucja) i mikro oczywiście (człowiek), że jest to esencją wszystkiego tego co przeczytać można w mojej książce: Gloria olivae, a także w poprzednich wpisach na tym blogu, to zapewne jest to jeszcze zbyt mało przekonywujące, że tak delikatnie powiem. Dlatego też poniżej kolejne argumenty na potwierdzenie tegoż. Tytuł utworu: Astronomy Domine.

<<<„Astronomy Domine” is a song by English rock band Pink Floyd. The song, written and composed by original vocalist/guitarist Syd Barrett, was the first track featured on their debut album, The Piper at the Gates of Dawn (1967). The lead vocal was sung by Barrett and keyboard player Richard Wright. Its working title was „Astronomy Domine (An Astral Chant)”. „Domine” (the vocative of „Lord” in Latin) is a word frequently quoted in Gregorian chants.

<<< Astronomy Domine ” to piosenka angielskiego zespołu rockowego Pink Floyd. Piosenka, napisana i skomponowana przez pierwszego wokalistę / gitarzystę Syda Barretta, była pierwszą piosenką na albumie The Piper at the Gates of Dawn (1967). Główny wokal został śpiewany przez Barretta i keyboardisty Richarda Wrighta. Tytuł roboczy był „Astronomia Domine (Astral Chant)”. „Domine” (wołacz od „Pana” w łacinie) jest słowem często cytowany w gregoriańskich śpiewach.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Astronomy_Domine

Astronomy Domine (Pastor Astronomii) – to nawiązanie do wszystkiego tego co już tłumaczyłem przy okazji poprzedniego wpisu: The Piper at the Gates of Dawn – czyli Led Zeppelin III.

<<<Uważny czytelnik mojego bloga zapewne bez kłopotów pamięta moje wpisy jakie zamieściłem przy okazji omawiania siódmej płyty zespołu Led Zeppelin: Precence, a konkretnie wpis inaugurujący dotyczący „obecności Pielgrzyma wśród tubylców”. O co w nim chodzi, czego dotyczy? Nie jest trudnym samemu to sprawdzić, ale by nieco ułatwić tym, którzy dopiero teraz zapewne przez „przypadek” tutaj zaglądnęli, powiem tylko, iż jest tam w bardzo logiczny, jak mniemam, sposób zawarta sugestia ukierunkowująca tok myślenia w stronę wszystkiego tego co w swojej symbolicznej warstwie implikuje film Stanleya Kubricka: 2001: Odyseja kosmiczna – czyli Monolit, którego wszędzie pełno…Opatrzność….Jaźń… Inteligencja….

Początkowe dźwięki: pip pip, jak i cały utwór, jednoznacznie nawiązują w swojej stylistyce do tych kosmicznych klimatów jakie znamy z najsłynniejszego filmu Stanleya Kubricka. By się o tym przekonać trzeba raczej niewiele – należy się z tym utworem zapoznać.

Tak tytuł utworu – Astronomy Domine (Pastor Astronomii), a także tytuł roboczy – (Astral Chant), jak i Precence – czyli obecność Pielgrzyma wśród tubylców”, czy też monolit z filmu Stanleya Kubricka – to aż nadto by nie stwierdzić, iż nie jest to banalny utwór, jakich wiele przed nim i po nim nagrano. Na taki wniosek z pewnością jest jeszcze za wcześnie, ale wszystkie te wspomniane poszczególne „dowody pośrednie” ukierunkowują w stronę definicji „inteligentnego projektu”, z tym, iż ja nie do końca bym się z nią identyfikował, a bardziej z tym co wynika z określenia – „projekcja inteligencji”, ale to już temat na inne „opowiadanie”.

Sam tekst utworu również nie jest przypadkowy. Zawarty jest w nim większy, niż można by się tego spodziewać, sens. Druga scena, Walka w błękitach niegdyś znanych … W dół spływając, więk rozbrzmiewa… gwiezdna trwoga… Znaki rażą i trzepoczą, Błyski, błyski, błyski, huk (bang! bang!)… – to wszystkie te wyrażenia stanowią opowieść o procesie tworzenia się naszego wszechświata od samego początku, którego nota bene „nie było”, ponieważ czas naszego wszechświata liczony jest od wielce umownego „Big bangu”. Początkiem naszego wszechświata był kolaps „poprzedniego”, który jest immanentną częścią naszego, zaś wraz końcem naszego wszechświata zacznie się następny i tak w nieskończoność.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

The Piper at the Gates of Dawn – czyli Led Zeppelin III

No i czas na okładkę pierwszej płyty zespołu Pink Floyd. By móc zmierzyć się z tym tematem niezbędny był ten nieco przydługi wstęp, na który składa się z niezwykła i niestety zupełnie nieznana i niedoceniana postać Syda Barretta, jak również moje „podprogowe” tłumaczenie nazwy zespołu, no i wreszcie „rozkminiony” tytuł ich debiutanckiego albumu – patrz poprzednie wpisy. Jednakowoż by móc dokładnie zrozumieć przesłanie jakie przyświecało twórcom tego „kodu” wysłanego w „muzyczną czasoprzestrzeń”, należy wiedzieć cokolwiek więcej na ten temat. Cóż zatem do tego dodać by uniknąć niepotrzebnego błądzenia w labiryncie mylnych wniosków, czy też, co bardziej irytuje, ignoranckiego przekonania, iż wszystko co jest dziełem tego zespołu jest tylko i wyłącznie kolejną, jedną z wielu, artystyczną wizją jakichś „naćpanych” rockmenów.

Uważny czytelnik mojego bloga zapewne bez kłopotów pamięta moje wpisy jakie zamieściłem przy okazji omawiania siódmej płyty zespołu Led Zeppelin: Precence, a konkretnie wpis inaugurujący dotyczący „obecności Pielgrzyma wśród tubylców”. O co w nim chodzi, czego dotyczy? Nie jest trudnym samemu to sprawdzić, ale by nieco ułatwić tym, którzy dopiero teraz zapewne przez „przypadek” tutaj zaglądnęli, powiem tylko, iż jest tam w bardzo logiczny, jak mniemam, sposób zawarta sugestia ukierunkowująca tok myślenia w stronę wszystkiego tego co w swojej symbolicznej warstwie implikuje film Stanleya Kubricka: 2001: Odyseja kosmiczna – czyli Monolit, którego wszędzie pełno…Opatrzność….Jaźń… Inteligencja….

Inną równie ważną podpowiedzią jest wszystko to co można wywnioskować z mojej interpretacji pierwszych czterech albumów zespołu Led Zeppelin – czyli kontinuum wydarzeń od czasów najdawniejszych (kosmologia), poprzez wszystkie najważniejsze wydarzenia znane z historii powszechnej, aż po współczesność, która „objawia się” w losach – życiorysie jednej, ale za to jakiej, osoby…

I od tego – czyli od nawiązania do czterech pierwszych płyt zespołu Led Zeppelin wypadałoby rozpocząć tą opowieść. Zatem by nie przedłużać, zacznę od przedstawienia głównej tezy tego wpisu. Otóż moim zdaniem pierwsza płyta zespołu Pink Floyd: The Piper at the Gates of Dawn w swojej formie jak i treści w zadziwiająco bliźniaczy sposób nawiązuje do początkowego etapu twórczości Zeppelinów, natomiast okładka ich debiutanckiego dzieła w artystyczno-wizjonerski sposób tą kwestię szyfruje. By to stwierdzić nie trzeba wiele wysiłku – trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać. Porównując okładkę aktualnie omawianej płyty z okładką trzeciej płyty zespołu Led Zeppelin http://gloriaolivae.pl/?p=2755 – oraz z tym wszystkim co na jej temat wysublimowałem, to widać pewne podobieństwa, a wszelki sceptycyzm szybko „ucichnie” wraz z zapoznaniem się tekstami poszczególnych utworów obu tych płyt. Podobnie rzecz się ma z ilustracją zamieszczoną na odwrocie płyty Floydów. Cóż ta dziwna postać może symbolizować, jakiej treści można oczekiwać – mając cały czas w pamięci, iż nie jest to tylko „przypadkowa” artystyczna wizja jakiegoś „przypadkowego” artysty. Na fakt, iż nie jest to tylko „zwykła”, jedna z wielu, szybko zapomniana ilustracyjka, naprowadza poniżej wyrażona opinia – ostatnie zdanie cytatu.

<<<Trudno uwierzyć, że od wydania tego albumu minęło już prawie pół wieku. Zespół, którego ówczesny Spiritus Movens miał w niedługim czasie zapuścić się zbyt głęboko w świat narkotyków, tym dziełem pchnął rocka w nowe rejony psychodelii. Eksperymentalnej, miejscami transowej muzyce towarzyszy zdjęcie mające oddawać halucynogenne wizje.

Standardem owych czasach było zamieszczanie na okładce fotografii zespołu. Że Pink Floyd nie miało jeszcze wyklarowanej wizji artystycznej, to uznano to za oczywistość (zdjęcia grupy na okładkach z lat 70. już się nie pojawiały). EMI wybrało pierwszego z brzegu swojego fotografa po czym zostawiono mu wolną rękę, nie przykładając specjalnej wagi do opakowania płyty.

Vic Singh nie dysponował zbyt dużym budżetem, a chciał na zdjęciu uchwycić oniryczny charakter muzyki. Zamiast wydawać pieniądze na postprodukcję użył podarowanej przez przyjaciela, niejakiego Georga Harrisona, soczewki-pryzmatu zakładanej na obiektyw (jeden jak i drugi do tej pory nie widział dla niej żadnego zastosowania). Fotograf zalecił muzykom, żeby założyli na sesję jak najjaskrawsze ciuchy i zaprosił do studia. Przyszli, wypalili z nim parę jointów i zapozowali. Barrettowi bardzo spodobało się przedsięwzięcie, wykonał nawet zdjęcia próbne przez pryzmat, a po sesji namalował grafikę na tylną okładkę.

Dla tych, którym psychiatra notuje na czerwono odpowiedź do zadania „powiedz, co widzisz na rysunku”: to powyżej to nie mutant z radioaktywnych bagien, tylko zwykły obrys grupy tańczących ludzi.

(link)- http://okladki.net/okladki/show/134-pink-floyd–the-piper-at-the-gates-of-dawn

Mutant z radioaktywnych bagien, czy obrys grupy ludzi? Oj blisko, blisko. Tak jak awers okładki symbolizować ma szeroko rozgałęzioną i „chaotyczną” ewolucję – co jest jedną z głównych zasad tego procesu zmian zachodzących w czasie, tak rewers jest ideogramem, który personifikować ma te zmiany w dosłownym tego słowa znaczeniu. Jest to zawarty w jednym symbolu cały proces jaką przeszła istota człekokształtna – są tam nałożone na siebie wszystkie wcześniejsze stadia rozwojowe istoty człekokształtnej, z której, w wyniku ewolucyjnych zmian, „wykrystalizował się” Człowiek nam współczesny. I to jest cała „tajemnica” tej okładki, czego potwierdzeniem są wszystkie utwory na niej zamieszczone.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

But what do the words mean?

The Wind in the Willows by Kenneth Grahame – Chapter VII: The Piper at the Gates of Dawn

(link)- http://www.classicreader.com/book/132/7/

(…)

I feel strangely tired, Rat,’ said the Mole, leaning wearily over his oars as the boat drifted. `It’s being up all night, you’ll say, perhaps; but that’s nothing. We do as much half the nights of the week, at this time of the year. No; I feel as if I had been through something very exciting and rather terrible, and it was just over; and yet nothing particular has happened.’

`Or something very surprising and splendid and beautiful,’ murmured the Rat, leaning back and closing his eyes. `I feel just as you do, Mole; simply dead tired, though not body tired. It’s lucky we’ve got the stream with us, to take us home. Isn’t it jolly to feel the sun again, soaking into one’s bones! And hark to the wind playing in the reeds!’

`It’s like music–far away music,’ said the Mole nodding drowsily.

`So I was thinking,’ murmured the Rat, dreamful and languid. `Dance-music–the lilting sort that runs on without a stop–but with words in it, too–it passes into words and out of them again–I catch them at intervals–then it is dance-music once more, and then nothing but the reeds’ soft thin whispering.’

`You hear better than I,’ said the Mole sadly. `I cannot catch the words.’

`Let me try and give you them,’ said the Rat softly, his eyes still closed. `Now it is turning into words again–faint but clear– Lest the awe should dwell–And turn your frolic to fret–You shall look on my power at the helping hour–But then you shall forget! Now the reeds take it up–forget, forget, they sigh, and it dies away in a rustle and a whisper. Then the voice returns–

`Lest limbs be reddened and rent–I spring the trap that is set–As I loose the snare you may glimpse me there–For surely you shall forget! Row nearer, Mole, nearer to the reeds! It is hard to catch, and grows each minute fainter.

`Helper and healer, I cheer–Small waifs in the woodland wet– Strays I find in it, wounds I bind in it–Bidding them all forget! Nearer, Mole, nearer! No, it is no good; the song has died away into reed-talk.’

`But what do the words mean?’ asked the wondering Mole.

`That I do not know,’ said the Rat simply. `I passed them on to you as they reached me. Ah! now they return again, and this time full and clear! This time, at last, it is the real, the unmistakable thing, simple–passionate–perfect—-‚

`Well, let’s have it, then,’ said the Mole, after he had waited patiently for a few minutes, half-dozing in the hot sun.

But no answer came. He looked, and understood the silence. With a smile of much happiness on his face, and something of a listening look still lingering there, the weary Rat was fast asleep.

 

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

The Piper at the Gates of Dawn – czyli nić wiodąca do labiryntu Jimmy Page

Tak jak w przypadku „dorobku” zespołu Led Zeppelin, w „twórczości” zespołu Pink Floyd, wszystkich najważniejszych sygnałów i tropów wiodących do próby zrozumienia symbolicznego sposobu przekazywania ukrytej przed profanami wiedzy, należy doszukiwać się w okładkach, tekstach, a nawet w tytułach poszczególnych utworów. I właśnie od zapoznania się z gnozą „zakodowaną” w tytule pierwszej płyty zespołu Pink Floyd, chciałbym zacząć tą niezwykle tajemniczą opowieść. Na temat samej okładki będzie jeszcze kilka słów przy okazji następnego wpisu, istotniejszą kwestią na chwilę obecną jest określenie: Piper zawarte w tytule ich debiutanckiej płyty – The Piper at the Gates of Dawn. Jest ono kluczowego znaczenia „dowodem”, mającym potwierdzić powyżej zasugerowaną tezę mówiącą o konotacjach pomiędzy wspomnianymi zespołami. Jak powszechnie wiadomo w utworze Led Zeppelin: Stairway to Heaven, w końcowych fragmentach tekstu występuje to samo określenie: piper nawet dwukrotnie.

<<<And it’s whispered that soon if we all call the tune
Then the piper will lead us to reason (…)

Your head is humming and it won’t go, in case you don’t know,
The piper’s calling you to join him,

Różnie się to tłumaczy: kobziarz, szczurołap, przewodnik. By cokolwiek z tego zrozumieć należałoby poszukać etymologicznego źródła tego słowa.

<<<Flecista z Hameln lub Szczurołap z Hameln (oryg. Der Rattenfänger von Hameln) – podanie ludowe spisane między innymi przezbraci Grimm, przetłumaczone na 30 języków świata, opowiadające o wydarzeniach, jakie miały się wydarzyć 26 czerwca 1284 w mieście Hameln. Według legendy w 1284 roku dolnosaksońskie miasto Hameln w Niemczech nawiedziła plaga szczurów. Wynajęty przez mieszkańców szczurołap za pomocą muzyki płynącej z cudownego fletu wywabił szczury, które następnie utopiły się w Wezerze. Gdy po wykonanej pracy odmówiono szczurołapowi obiecanej zapłaty za pozbycie się gryzoni, ten w podobny sposób wyprowadził w nieznane wszystkie dzieci z Hameln.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Flecista_z_Hameln

Szczurołap? Takie myślenie jest zrozumiałe – tak wynika z tekstu. Należy jednak cały czas mieć na względzie kontekst powzięty z bajki braci Grimm (szczurołap wyprowadził w nieznane wszystkie dzieci z Hameln), zatem chodzi tu o całkiem ludzki wymiar. Znacznie ważniejszym, doprecyzowującym tropem jest tu kolejna podpowiedź w postaci tego co na ten temat sądził Syd Barrett

<<<Barrett came up with the album title The Piper at the Gates of Dawn; the album was originally titled Projection up to as late as July 1967. The title was taken from that of chapter seven of Kenneth Grahame’s The Wind in the Willows which contains a visionary encounter with the god Pan, who plays his pan pipeat dawn. It was one of Barrett’s favourite books, and he often gave friends the impression that he was the embodiment of Pan.

<<<Barrett wymyślił tytuł The Piper w Gates of Dawn; album został pierwotnie zatytułowany Projekcja w lipcu 1967 roku. Tytuł został zaczerpnięty z rozdziału siódmego, książki Kenneth’a Grahame „O czym szumią wierzby”, który zawiera wizjonerskie spotkanie z bogiem Panem, który grał na fletni. Była to jedna z ulubionych książek Barretta i często dawał znajomym wrażenie, że jest uosobieniem Pana.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/The_Piper_at_the_Gates_of_Dawn

Biorąc powyższe informacje za punkt wyjścia do dalszych rozważań, sądzę, iż w tym konkretnym przypadku chodzi o jakiegoś człowieka – przewodnika (The Piper), który wiedzie za sobą, czy też prowadzi jakąś grupę ludzi. Są oni zasłuchani w to co on mówi – dźwięk fletni Pana.

Bramy świtu (Gates if Dawn) – czyli coś nowego, nowe czasy, nowy cykl – to kolejny skrót myślowy, kolejny ukryty trop w niepozornym wydawałoby się określeniu. Określenie to w znakomity sposób dopełnia cały sens tego wszystkiego na co od tak długiego już czasu czekają Ci, którzy z nadzieją powrotu już odeszli.

O czym mowa, do czego zmierzam? Po lekturze mojego bloga nie jest trudnym samemu na to pytanie odpowiedzieć. Znakomitą egzemplifikacją tego wszystkiego jest utwór: The Sound of Silence (duetu Simon and Garfunkel) w wykonaniu zespołu Disturbed. Jest to nie podlegający niedomówieniom w sugestywny sposób przedstawiona opowieść tego wszystkiego co nas czeka…Nota bene, wideoklip ten na moim blogu już zamieściłem: http://gloriaolivae.pl/?p=3532 

Dla podkreślenia wyjątkowości tekstu duetu Simon and Garfunkel, poniżej przedstawiam go jeszcze raz. Zapoznając się z nim, a także z tym jak go widzą twórcy z zespołu Disturbed, każdy z czytelników powinien sam wyciągnąć wnioski czy moje powyższe tezy mają jakikolwiek sens. Aby to stwierdzić należy traktować tytuł pierwszej płyty zespołu Pink Floyd jako całość: The Piper at the Gates of Dawn – przewodnik wiodący ku nowym czasom.

Witaj ciemności, stara przyjaciółko
Znów przyszedłem z tobą porozmawiać
Ponieważ jakaś wizja, zakradając się cicho
Zostawiła swe nasiona gdy spałem
I wizja, która została zasiana w mym umyśle
Wciąż pozostaje [żywa]
W dźwięku ciszy.

W niespokojnych snach szedłem sam
Wąskimi uliczkami wyłożonymi kamieniem
W blasku ulicznej lampy
Postawiłem kołnierz, aby schronić się przed zimnem i wilgocią
Kiedy moje oczy przeszył błysk neonowego światła
Które rozdarło noc
i dotknęło dzwięku ciszy

W tym nagim świetle ujrzałem
Dziesięć tysięcy ludzi, może więcej
Ludzi, którzy rozmawiali nie mówiąc
Ludzi, którzy słyszeli nie słuchając
Ludzi piszących pieśni, którymi nigdy nie podzielą się ze światem
I nikt nie ośmielił się
Zakłócić dźwięku ciszy.

Głupcy”, rzekłem, „Nic nie rozumiecie
Cisza rozrasta się jak nowotwór
Usłyszcie moje słowa, abym mógł was nauczać
Chwyćcie moje ręce, abym mógł was dosięgnąć”
Lecz moje słowa, jak ciche krople deszczu, opadały
I rozbrzmiewały echem
W studniach ciszy.

A ludzie kłaniali i modlili się
Do neonowego bożka, którego sami stworzyli,
A znak rozbłysnął swym ostrzeżeniem
W słowach, z których się składał
Głosił, że słowa proroków są zapisane na ścianach metra
I klatkach kamienic
I szepcą w dźwiękach ciszy.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Pink Floyd – czyli Pamiętnik neurotycznej kobiety

Równie interesującą kwestią jest nazwa zespołu, który podobnie jak to miało miejsce w przypadku Led Zeppelin, pozostaje jak dotąd we mgle niedomówień i mylnych skojarzeń. By rozwikłać tę zagadkę należy skupić się nie na tym co oficjalnie na ten temat wiadomo, co wynika z definicji celowego „wprowadzania w pole” amatorów zbyt łatwych wniosków, ale dokładnie przefiltrować poszczególne części składowe nazwy zespołu – Pink Floyd. Najpierw jednak bardzo ciekawe etymologiczno – prehistoryczne początki nazwy zespołu.

<<<Grupa powstała wiosną 1965 w Londynie, początkowo pod nazwą Sigma-6. Tworzyli ją studenci wydziału architektury London Polytechnical School: Roger Waters (gitara, śpiew), Richard Wright (gitara, śpiew), Nick Mason (perkusja), Clive Metcalf (gitara basowa), Keith Noble (śpiew) i Juliette Gale (śpiew). Początkowo zespół pozostawał pod silnym wpływem popularnej wówczas muzyki Rytm’n’blues, jednakże już wtedy nie stronił od muzycznych eksperymentów, takich jak wplatanie w utwory fragmentów muzyki poważnej. Formacja bardzo często zmieniała nazwę (T-Set, Tea Set, The Screaming Abdabs, The Architectual Abdabs) oraz skład.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_grupy_Pink_Floyd

Zacznijmy od samego początku:

<<<Gdy Barrett przybył w 1964 roku do Londynu by rozpocząć studia malarskie w Camberwell Art School, natychmiast otrzymał od Watersa propozycję wstąpienia do zespołu. Zespół – początkowo nazwany Sigma 6 – przeżywał wówczas, jak i potem, częste zmiany składu oraz nazwy. Kiedy do zespołu dołączył Syd Barrett, grupa występowała pod nazwą The Tea Set. Gdy okazało się, że będą grali koncert z innym zespołem o takiej samej nazwie, Barrett zaproponował nazwę The Pink Floyd Sound.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Syd_Barrett

The Tea Set powszechnie tłumaczy się jako: Zestaw do herbaty. Zapewne Syd uśmiałby się z takiej trywialnej i mało oryginalnej nazwy zespołu. Rozkładając tę nazwę na części można wydedukować mało widoczną, ale jednak, poszlakę, która wiedzie do próby zrozumienia tego co on wiedział, ale czego z wiadomych powodów w tamtym czasie nie mógł otwartym tekstem powiedzieć.

<<<Tea – gossip or personal information belonging to someone else; the scoop; news.

Spill the tea about what happened at the club.

<<<Herbata – plotka lub osobiste informacje należące do kogoś innego; czerpak; aktualności.

Rozlać herbatę o tym, co się stało w klubie.

(link)- http://www.urbandictionary.com/define.php?term=tea

Po pierwsze. Nazwa zespołu: „The Tea Set” została przemianowana z „Sigma 6” tylko i wyłącznie dzięki interwencji Syda Barretta.

Po drugie. Jego okultystyczne zamiłowania i artystyczny geniusz nie pozwoliły by mu, jak sądzę, na danie zespołowi tak trywialnej nazwy. Potwierdzeniem tego, iż taki był gnostycki zamysł dania takiej, a nie innej nazwy zespołu, jest kolejna transformacja nazwy na: „The Screaming Abdabs”, „The Architectual Abdabs”, co w dalszej kolejności także rozkminię.

Po trzecie w końcu. Łącząc to „podprogowe” znaczenie określenia Tea, z jakże „normalnym” znaczeniem: set – zestaw, zbiór, komplet, można domyślać się, iż motywem przewodnim całej artystytcznej działalności zespołu będą tematy związane z intymnymi wręcz przeżyciami jakiejś konkretnej osoby, będzie to wręcz jak najbardziej osobisty pamiętnik – czego dowody przedstawię w kolejnych wpisach.

Inna „antyczna” nazwa zespołu: „The Architectual Abdabs” – także jest nazbyt dosłownie rozumiana. Zacząć tu należy od sprostowania powszechnie powtarzanej błędnej informacji:

<<<Artykuł niejakiej Barbary Walters, zamieszczony w gazetce Politechniki Regent Street (dziś Uniwersytet Westminster) to prawdopodobnie pierwsza wzmianka prasowa o grupie, z której uformował się później zespół Pink Floyd. […] Wiele biograficznych publikacji na temat historii Pink Floyd powiela błędną informację o nazwie The Architectual Abdabs, jaką zespół rzekomo miał się posługiwać przez pewien czas w swojej pre-działalności. To nieporozumienie. Faktyczna nazwa brzmiała po prostu The Abdabs (pol. przerażenie, nerwy), a domniemany przedrostek architectual wywiedziono od powyższego artykułu.

(link)- http://skibek.pl/ciemnastrona/index.php?option=com_content&view=article&id=216:architektoniczna-irytacja&catid=62:czytelnia&Itemid=65

Zatem mamy tu następną podpowiedź wiele mówiącą o tym, jakich to „rewelacji” należy się spodziewać w tym powyżej wspomnianym (The Tea Set) „wiwisekcyjnym pamiętniku”: abdabs – przerażenie, nerwy, co mam nadzieję udowodnić za pomocą mojej dokładnej interpretacji wszystkich kolejnych płyt i utworów zespołu.

No i na koniec nazwa oficjalna i powszechnie znana nazwa zespołu – czyli Pink Floyd.

<<<Kiedy Tea Set zorientowali się, że nie są jedynym zespołem o tej nazwie, Barrett zaproponował zmianę na The Pink Floyd Sound, od dwóch muzyków grających bluesa – Pinka Andersona i Floyda Councila. Ostatecznie zespół zdecydował się na skrócenie nazwy do Pink Floyd na prośbę menadżerów grupy, Petera Jennera i Andrew Kinga.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Pink_Floyd

Może tak, może nie, a może być może. Opierając się na takich „informacjach” można bardzo łatwo wpaść w meandry pobieżnych wniosków. Ja jednak dalej będę trzymał się „okultystycznej nici” i posługując się miejskim słownikiem slangu i mowy potocznej stwierdzę, iż po raz kolejny użyty został tutaj gnostycki rodzaj przekazu.

<<<Pink A word girls wear written across their butts.

Half the people in my study hall today were wearing sweatpants with,”PINK” „PINK LOVE” or some variation on the latter stamped on their asses.

<<< Pink – Słowo dziewczęta noszą napisane przez ich tyłek.

Połowa ludzi w mojej sali studenckiej dziś nosili spodnie dresowe z „PINK” „LOVE PINK” lub jakąś wariację na ten ostatni wybity na tyłkach.

(link)- http://www.urbandictionary.com/define.php?term=Pink

<<<Floyd A person who is is so cool that people have to give them all his/her love.

Dude, nick is so cool. he is a total Floyd.

<<<Floyd Osoba która jest tak fajna, że ludzie muszą dać im wszystkie jego / jej miłość.

Koleś, nick jest tak cool. on jest całkowity Floyd.

(link)- http://www.urbandictionary.com/define.php?term=floyd

Łącząc te dwie różne definicje: pink i floyd, które bynajmniej nie zostały zapożyczone od nazwisk Pinka Andersona i Floyda Councila, można wydedukować bardzo ważny wniosek, który jednakże wydawać się może jak na obecną chwilę nazbyt śmiały i nie do końca zrozumiały, ale po zaznajomieniu się z interpretacją poszczególnych utworów zespołu Pink Floyd, (jakie mam zamiar zamieścić na blogu), będzie można dopiero wtedy zrozumieć nieprzypadkowość takiego, a nie innego wyboru.

Otóż biorąc pod uwagę wszystko to co powyżej pisałem o: The Tea Set: (zestaw osobistych informacji – motywem przewodnim całej artystycznej działalności zespołu będą tematy związane z intymnymi wręcz przeżyciami jakiejś konkretnej osoby, będzie to wręcz jak najbardziej osobisty pamiętnik), a także o: The Screaming Abdabs, The Architectual Abdabs: (przerażający, nerwowy krzyk) – to za pomocą ostatecznej wersji nazwy zespołu – Syd Barett doprecyzowuje, iż będzie to pamiętnik jakieś konkretnej, raczej neurotycznej kobietyPink Floyd: (dziewczęcy różowy kolor, fajna osoba). O jaką kobietę chodzi? To już kwestia następnych wpisów, ale dla kogoś kto śledził moje poprzednie wpisy dotyczące zespołu Led Zeppelin, nie będzie to jakaś specjalnie trudna zagadka do odgadnięcia.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Syd Barrett

Każdy kto dotarł do tego miejsca na moim blogu, (przy założeniu, że uczciwie i dokładnie, a nie tylko wyrywkowo i epizodycznie, przyjrzał się wszystkiemu temu co od samego początku miałem do powiedzenia), być może sądzi, iż na tym koniec tych tajemnic i rozkodowanych szyfrów. Nic bardziej mylnego. Oprócz niezaprzeczalnych walorów gnostyckiego przekazu przepowiedni Nostradamusa, Manuskryptu Voynicha, jak i całej nieznanej twórczości zespołu Led Zeppelin, (o książce Gloria olivae nie wspominając), są jeszcze i inne równie ciekawe i krążące wokół nas podobnego znaczenia „dzieła”, o których profanom nawet się nie śniło, że to one właśnie mogą mieć podwójnego znaczenia ukryty sens. Tak a propos, to ja do niedawna także nie miałem świadomości o jeszcze jednej „górze lodowej”, której ponadczasowa wielkość ukrywała się jak do tej pory niezwykle skutecznie. Czas to zmienić i wydobyć na światło dzienne jej „podprogowe” przesłanie. Jak tytuł tego wpisu może sugerować, tym kolejnym brylantem w koronie królowej humanistycznych nauk – semiotyki, jest wszystko to co w swoim dorobku wnoszą do skarbnicy wiedzy tajemnej członkowie zespołu Pink Floyd.

Cała twórczość tego zespołu: muzyka, teksty, jak również i okładki poszczególnych płyt (co w przypadku zespołu Led Zeppelin również było integralną wartością przekazu), jest jedną wielką i ogromną „górą informacji”. Stojąc u jej podnóża kontemplujemy się tylko jej widokiem – każdy widzi tylko jednowymiarowy jej artystyczny aspekt, jednakże by stwierdzić wielkość i piękno tej symbolicznej góry, powinno się wejść na jej szczyt, by z tego niedostępnego jak na razie poziomu, ujrzeć i zrozumieć całe jej  wielowymiarowe – „perspektywiczne” przesłanie. Powyższe zdania brzmią może nazbyt patetycznie, ale już po pobieżnym (niedawno) zapoznaniu się z tekstami utworów zespołu Pink Floyd, powyższe wnioski wydają mi się nad wyraz stosowne. Większość moich następnych wpisów będzie poświęconych udowodnieniu tego nad wyraz emocjonalnego stwierdzenia.

Nie piszę tego bez przyczyny, albowiem to uczucia, afekty, nastroje i namiętności będą odgrywały pierwszoplanową rolę w tym „teatrze” psychologicznej retrospekcji, jakim są teksty zdecydowanej większości utworów. Czyje to będą uczucie, o kogo chodzi, (jak pokazuje przykład rozkodowanych tekstów Led Zeppelin – zapewne będzie tu chodziło o jakąś konkretną osobę), to na ten moment jest jeszcze za wcześnie na jakiekolwiek odpowiedzi. By do tego typu pytań jakoś merytorycznie się odnieść, najpierw muszę dokonać koniecznego wstępu jakim będzie zapoznanie się z biografią jednej z najważniejszych postaci zespołu Pink Floyd, (w jego początkowej fazie), jaką był – Syd Barrett.

Nie ma potrzeby ani miejsca na dokładny rys historyczny – z tym każdy musi zapoznać się sam korzystając z wielu dostępnych źródeł. Ja jako się rzekło skupiam się w tym wpisie na odstającym od normalności zachowaniu jednego z założycieli zespołu, którego wpływ na ich „dyskografię” był bezdyskusyjny. Jeśli chodzi o meritum zagadnienia to chciałbym stwierdzić, iż korelacja twórczości Led Zeppelin i Pink Floyd polega właśnie na inicjacyjnym imperatywie dwóch najważniejszych postaci tych zespołów, jakimi byli: Jimmy Page i Syd Barrett. O tym pierwszym dużo było przy okazji dekodowania twórczości zeppelinów, teraz kolej na Syda.

<<<Roger Keith „Syd” Barrett (urodzony 6 stycznia 1946 w Cambridge, zmarły 7 lipca 2006 tamże) – brytyjski piosenkarz, gitarzysta rockowy, malarz. Członek Pink Floyd, uważany za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli psychodelicznego rocka. […] Syd Barrett od dzieciństwa przyjaźnił się z dwiema osobami, które spotkał później w zespole Pink Floyd – Rogerem Watersem oraz Davidem Gilmourem. Z tym drugim zżył się szczególnie podczas nauki w College of Arts and Technology. Spędzali mnóstwo czasu, ucząc się razem gry na gitarze oraz wspólnie występując. […] Zarówno dwa wcześniejsze single, jak i następny – Apples and Oranges – były dziełem Syda Barretta. Barrett stał się twórcą większości wczesnego materiału zespołu, w tym tego umieszczonego na ciepło przyjętym przez krytykę The Piper at the Gates of Dawn. Spośród 11 piosenek na płycie osiem było autorstwa, a kolejne dwie współautorstwa Barretta. […] W okresie tuż przed wydaniem płyty The Piper at the Gates of Dawn pojawiły się pierwsze oznaki zmian w osobowości Barretta. […] Pojawiło się wiele spekulacji na temat psychicznego stanu Syda Barretta. Wielu uważa, że cierpiał na schizofrenię. Niektórzy posądzali go o zespół Aspergera. Dobrze wiadomo o eksperymentach Barretta w latach 60. z narkotykami psychodelicznymi, zwłaszcza LSD. W powszechnej opinii to narkotyki spowodowały lub przynajmniej przyspieszyły rozwój choroby.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Syd_Barrett

Wszystko fajnie. Barrett był narkomanem, chorym psychicznie człowiekiem. Ale to tylko część prawdy, wcale nie ta najważniejsza. Z książki autorstwa Juliana Palaciosa: „Syd Barrett i Pink Floyd: Mroczny świat” dowiadujemy się rzeczy istotniejszej, która moim zdaniem miała, ma, tak kardynalnego znaczenia wpływ, iż błędem było by to przeoczyć. Więcej nawet, jest to dowód potwierdzający moją powyżej zaprezentowaną tezę, mówiącą o tym, iż to te „podprogowe” wartości miały pierwszorzędne znaczenie w genezie tak powstania jak i całej twórczości liderów obu zespołów.

<<<„Syd mieszkał u nas – mówi Seamus O’Connell. – Miał kawalerkę. Moja mama stworzyła tam mieszkanie dla lokatorów, pomieszkiwało u niej sporo znajomych. To było naprawdę straszne miejsce, ale miało klimat. Syd zaczynał się interesować okultyzmem, którym zajmowała się moja mama. Wróżyła z tarota”.

Zainteresowanie okultyzmem wezbrało w Barretcie bardzo szybko. Spędził wiele nocy rozmawiając z Ellą O’Connell o astrologii, runach i innych podobnych zagadnieniach. Siedząc w zadymionym pokoju pośród arrasów stworzonych przez Ellę i jej byłego męża, zaczytywał się w „Encyklopedii okultyzmu”.

Ella podarowała Barrettowi pierwsze wydanie opublikowanej w 1929 roku powieści Aleistera Crowleya „Moonchild” (rozdział 18 nosi tytuł The dark Side of the Moon – „Ciemna strona księżyca”) Księżycowe dziecię opowiada historię młodej kobiety uwięzionej przez magika reprezentującego białą magię i wplątanej w wojnę czarodziejów. Za sprawą magika dziewczyna zachodzi w ciążę z eterycznym księżycowym dzieckiem i walczy z okultyzmem. Barrett siedział w obskurnym pokoju i czytał: „Czyn wedle swej woli będzie całym Prawem”

(link)- https://books.google.pl/books?id=WSwFCwAAQBAJ&pg=PT125&lpg=PT125&dq=

syd+barrett+okultyzm&source=bl&ots=K0nhBCG1xI&sig=LV21A2571ZZf-

nonKIiG1ea6G5Q&hl=pl&sa=X&ved=0ahUKEwiQqajJj53UAhUmMZoKHVQBA_

UQ6AEIJzAB#v=onepage&q=syd%20barrett%20okultyzm&f=false

I wszystko teraz staje się jasne. To jest ta poszukiwana NIĆ wiodąca do „labiryntu” Jimmiego Page. Podkreślone przeze mnie zdanie w pierwszym cytacie, dobitnie świadczy o tym, iż pozostali członkowie zespołu Pink Floyd niejako „kontynuowali” dzieło rozpoczęte przez Syda Barretta.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

To co było…

I to by było na tyle. Pozostały jeszcze do „omówia” przeze mnie dwie ostatnie płyty zespołu Led Zeppelin: Physical Graffiti oraz In Through the Out Door. Co będzie dalej? Z mniejszym lub większym prawdopodobieństwem mogę się tego tylko domyślać, ale to już kwestia przyszłości.

 

Led Zeppelin I

1. Good Times Bad Times – czyli powstanie i ewolucja Układu Słonecznego

2. Babe I’m Gonna Leave You – czyli powstanie Księżyca

3. You Shook Me – czyli Hadeik

4. Dazed and Confused – czyli powstanie i ewolucja życia na Ziemi

5. Your Time Is Gonna Come – czyli okres panowania dinozaurów

6. Black Mountain Side – czyli zagłada dinozaurów

7. Communication Breakdown – czyli szybkie zróżnicowanie ssaków

8. I Can’t Quit You Baby – czyli Antropogeneza

9. How Many More Times – czyli Księga Rodzaju

Led Zeppelin II

1. Whole Lotta Love – czyli byt transcendentny

2. What Is and What Should Never Be – czyli zbyt wiele naraz

3. The Lemon Song – czyli skutki nadmiernej ciekawości

4. Thank You – czyli poświęcenie i trud

5. Heartbreaker – czyli Judaizm

6. Living Loving Maid (She’s Just a Woman) – czyli Chrześcijaństwo

7. Ramble On – czyli Islam

8. Moby Dick – czyli średniowieczna masakra

9. Bring It On Home – czyli Nowy Świat czarnych niewolników

Led Zeppelin III

1. Immigrant Song – czyli Odkrycie Ameryki

2. Friends – czyli pionierzy Dzikiego Zachodu

3. Celebration Day – czyli Deklaracja Niepodległości

4. Since I’ve Been Loving You – czyli etos pracy, wytrwałości i oszczędności

5. Out on the Tiles – czyli wyjście z cienia na polityczne salony

6. Gallows Pole – czyli zasłużony koniec nikczemnych czynów

7. Tangerine – czyli Hiroszima i Nagasaki

8. That’s the Way – czyli za żelazną kurtyną

9. Bron-Y-Aur Stomp – czyli koniec z dyskryminacją rasową

10. Hats off to (roy) Harper – czyli długi marsz do wolności

Led Zeppelin IV

1. Black Dog – czyli rok 1978

2. Rock and Roll – czyli lata 1979 – 1999

3. The Battle of Evermore – czyli lata 1999 – 2004

4. Stairway to Heaven – czyli rok 2004

5. Misty Mountain Hop – czyli lata 2004 – 2005

6. Four Sticks – czyli lata 1998, 2006 – 2008

7. Going to California – czyli rok 2009

8. When the Levee Breaks – czyl lata 2010 – 2015

Houses of the Holy – czyli Houses of Parliament

1. The Song Remains the Same – czyli rok 2016 (początek roku)

2. The Rain Song – czyli rok 2016 (wiosna)

3. Over the Hills and Far Away – czyli rok 2016 (lato)

4. The Crunge – czyli rok 2016 (jesień)

5. Dancing Days – czyli rok 2017 (zima) czyli Koło życia

6. D’yer Mak’er – czyli rok 2017 (zima) – „yod coalescence” – palatalizacja spółgłosek

7. No Quarter – czyli rok 2017 (zima) – Autobiografia

8. The Ocean – czyli rok 2017 (zima) Telefon

Physical Graffiti – czyli Kajdany zobowiązań spadły (The shackles of commitment fell)

1. Custard Pie – czyli płyta Precence w soczewce

2. The Rover –

3. In My Time of Dying –

4. Houses of the Holy –

5. Trampled Under Foot –

6. Kashmir –

7. In the Light –

8. Bron-Yr-Aur –

9. Down by the Seaside –

10. Ten Years Gone –

11. Night Flight –

12. The Wanton Song –

13. Boogie with Stu –

14. Black Country Woman –

15. Sick Again –

Precence – czyli Pielgrzym wśród Tubylców

1. Achilles Last Stand – czyli reminiscencje z wojny trojańskiej

2. For Your Life – czyli „nocna” kokaina

3. Royal Orleans – czyli zwisające „bokobrody”

4. Nobody’s Fault But Mine – czyli „pierwowzór” z roku 1937

5. Candy Store Rock – czyli pragnienie

6. Hots On For Nowhere – czyli próba podsumowania

7. Tea For One – czyli oczekiwanie (Maj 2017)

In Through the Out Door

1. In the Evening –

2. South Bound Saurez –

3. Fool in the Rain –

4. Hot Dog –

5. Carouselambra –

6. All My Love –

7. I’m Gonna Crawl –

Coda – czyli podsumowanie

1. We’re Gonna Groove – czyli Led Zeppelin I

2. Poor Tom czyli Led Zeppelin II

3. I Can’t You Baby – czyli Led Zeppelin III

4. Walter’s Walk – czyli Led Zeppelin IV

5. Ozone Baby – czyli Houses of the Holy

6. Darlene – czyli Physical Graffiti

7. Bonzo’s Montreux – czyli Presence

8. Wearing and Tearing – czyli In Through the Out Door

CD rok 1993

9. Baby Come On Home – czyli Wielki Powrót (Wielki Wybuch)

10. Travelling Riverside Blus – czyli Ewolucja i Nauka

11. White Summer – czyli „our wedding day”

12. Hey Hey What Can I Do – czyli koniec?

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Custard Pie – czyli płyta Precence w soczewce

1. Custard Pie

Drop down, baby, let your daddy see.
Drop down, mama, just dream of me
Well, my mama allow me to fool around all night long
Well, I may look like I’m crazy, I should know right from wrong
See me comin’, throw your man out the door
Ain’t no stranger, been this way before
See me comin’, mama, throw your man out the door
I ain’t no stranger, I been this way before.

Put on your night shirt and your morning gown
You know by night I’m gonna shake ’em down
Put on your night shirt Mama, and your morning gown
Well, you know by night I’m gonna shake ’em down
Your custard pie, yeah, sweet and nice
When you cut it, mama, save me a slice
Your custard pie, I declare, it’s sweet and nice
I Like your custard pie
When you cut it, mama… mama, please save me a slice.

Save me a slice of your custard pie.
Drop down

Ciasto z kremem

Upuść, dziecino, niech twój tatuś zobaczy
Upuść, mamuśko, po prostu marz o mnie
Cóż, moja mama pozwoliła mi wygłupiać się przez całą noc
Cóż, może wyglądam jak dziwak, powinienem odróżnić dobro od zła
Widzisz nadchodzącego mnie, wyrzuć swojego faceta za drzwi
Nie jestem obcy, byłem taki już przedtem
Widzisz nadchodzącego mnie, mamo, wyrzuć swojego faceta za drzwi
Nie jestem obcy, byłem taki już przedtem

Nałóż swoją koszulę nocną i poranną sukienkę
Wiesz, że w nocy to zdejmę
Nałóż swoją koszulę nocną mamo, i poranną sukienkę
Cóż, wiesz, że w nocy to zdejmę
Twoje ciasto z kremem, tak, słodkie i smaczne
Kiedy je kroisz, mamo, zostaw mi kawałek
Twoje ciasto z kremem, oświadczam, że jest słodkie i pyszne
Lubię twoje ciasto z kremem
Kiedy je kroisz, mamo… mamo, proszę, zostaw mi kawałek

Zostaw mi kawałek swojego ciasta z kremem
Upuść

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,led_zeppelin,custard_pie.html

Jak już wspominałem podstawowym wyróżnikiem charakteryzującym sposób „działania” zespołu Led Zeppelin było, jest – kontinuum czasu, czyli przedstawianie wszystkich następujących po sobie wydarzeń w chronologicznym ciągu. Za pomocą tekstów piosenek ich autorzy kodowali poszczególne etapy najpierw ewolucji Życia w ogóle, później na tapetę wzięli Historię powszechną, by potem zająć się już biografią pojedynczego człowieka – brodatego mężczyzny.

Dokonując interpretacyjnego tłumaczenia siódmej płyty: Precence, przed szóstą: Physical Graffiti, wcale nie złamałem tej zasady, wręcz przeciwnie, ta zupełnie realna „strzałka czasu” cały czas biegnie swoim nienaruszonym torem i kierunkiem. Po prostu wszystkie utwory siódmej płyty, są bardzo szczegółowym i dokładnym rozwinięciem tych wszystkich wydarzeń i doznań jakich udziałem jest jedna tylko piosenka: Custard Pie.

Wczytując się w libretto poszczególnych utworów z płyty Precence, można bez kłopotu doszukać się wszystkiego tego co skupia w sobie, niby w przysłowiowej soczewce, ukryta treść aktualnie omawianego utworu. Custard Pie w swojej symbolice zawiera nowe treści, których rozkodowanie nie jest jakoś specjalnie skomplikowane, jednakowoż ich „wiedza tajemna” powinna, z czysto partykularnych względów, jak na razie takową pozostać.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Physical Graffiti – czyli Kajdany zobowiązań spadły (The shackles of commitment fell)

Physical Graffiti

Teksty piosenek pierwszej płyty zespołu Led Zeppelin opowiadają o pra początkach naszej planety – jej narodzinach, młodości oraz powstaniu i ewolucji na niej życia, do czasów zupełnie nam nieodległych – czyli mezolitu. Tematem głównym wszystkich utworów zamieszczonych na drugiej płycie jest sfera duchowa człowieka, przy czym, co należy podkreślić, wątek kontinuum czasu został oczywiście zachowany. Trzecia płyta znowu większą uwagę skupia na faktach historycznych, z tym jednak, iż jest to spojrzenie na zaistniałe wydarzenia widziane z „amerykańskiej” perspektywy. Poszczególne teksty zawarte na czwartej płycie zespołu, opisują kolejne etapy życia „brodatego mężczyzny” – jest swoistym „pamiętnikiem”, jak i zarazem symboliczną wiwisekcją jego prekognicji.

Piąty krążek zespołu: Houses of the Holy – wiele miejsca poświęca symbolicznemu miejscu spotkania się dwóch różnych „grup” Parlamentu: „Lordów”, oraz „Izby niższej”, w którym to nastąpi równie symboliczne spotkanie – na czym ono ma, miałoby polegać, o tym wyjaśniałem przy okazji jej omawiania – stanowi to esencję większości filozoficznych, religijnych i naukowych dociekań. Jeśli chodzi o ostatni oficjalny krążek zespołu: Coda – to jest on, w syntetyczny sposób zaprezentowanym, podsumowaniem wszystkich poprzednich płyt.

Jak nie trudno zauważyć, kolejności przedstawianych przeze mnie płyt zespołu Led Zeppelin, staram się przestrzegać. Wyjątkiem była płyta Precence, a to z przyczyny o jakiej już wcześniej, przy omawianiu tej płyty, pisałem: W tym miejscu, zapewne zasadnym byłoby zajęcie się interpretacją wszystkiego tego co swoimi tekstami oraz okładką wnosi sobą kolejny album zespołu: Physical Graffiti, jednakowoż zanim tak się stanie, to kilka kolejnych wpisów poświęcę innej płycie: Precence, a to z tego powodu, iż akurat to co „między wierszami” zaszyfrowane jest w jej tekstach (jak i w okładce – co oczywiste), będzie niezwykle istotne dla zrozumienia „obecnego” stanu psycho-fizycznego, głównego „aktora” całej tej opowieści, której (dla przypomnienia) początkiem była czwarta płyta Led Zeppelin.

Czas zatem wrócić do chronologii wydarzeń, w centrum których są tematy związane z przeżyciami głównego motywu przewodniego większości płyt zespołu – „brodatego mężczyzny”. Jednak zanim to nastąpi, tradycyjnie kilka zdań „wyjaśnienia”, jak należy (prawidłowo i zgodnie z zamiarami ich twórców) interpretować okładkę tej szóstej płyty. Potwierdzeniem tego jak doniosłe miała, ma ona znaczenie dla całości omawianych tu tematów, jest wysiłek twórczy i nowatorski (no nie do końca) wniesiony przez ich autorów, by za pomocą skomplikowanego przekazu mimo wszystko przekazać jakąś zakodowaną treść.

<<<Kolejna, po „Led Zeppelin III”, „interaktywna” okładka zespołu. Mamy na niej zdjęcie dwóch kamienic, znajdujących się w Nowym Jorku przy St. Mark’s Place pod numerami 96 i 98. A właściwie dwa zdjęcia – pierwsze, zrobione za dnia, trafiło na front, zaś drugie, wykonane nocą – na rewers. W miejscach okien są otwory, w których można „ustawić” jeden z czterech zestawów zdjęć, przedstawiających głównie muzyków, wydrukowanych na kopertach wewnętrznych (album jest dwupłytowy), lub skorzystać z dołączonej wkładki, na której do wyboru mamy puste okna z zasłonami, lub te same okna, ale z literami układającymi się w tytuł albumu.

Jako autorzy okładki „Physical Graffiti” podpisani są Peter Corriston i Mike Doud. To ja zaproponowałem zespołowi koncepcję okładki ukazującej kamienicę i jej mieszkańców, którzy mogliby się przemieszczać – mówił Corriston. Przez kilka tygodni krążyliśmy po mieście szukając odpowiedniego domu. Pomysł nie był jednak oryginalny. Dwa lata wcześniej identyczny patent zastosowano na albumie „Compartments” Jose’a Feliciano. Posiadacze tego albumu mają do wyboru jednak tylko dwie grafiki, które mogą ustawić w „oknach”.

(link)- http://pablosreviews.blogspot.com/2014/06/historie-okladek-led-zeppelin.html

Jak sądzę awers i rewers okładki mają za zadanie kodować informację o tym, iż mamy tu do czynienia z symbolicznym początkiem i końcem. Czego? Dzień i noc – to jakby narodziny i śmierć. Życia? Może i tak, a może chodzi tu o zasygnalizowanie początku i końca nie Życia – w ogólnym tego słowie rozumieniu, ale jakiegoś zupełnie „materialnego” przesłania. O tym, iż nie jest to jakaś ogólnego znaczenia zastosowana przenośnia, ale że ma to wszystko związek z jakąś konkretną postacią, argumentów dostarcza pierwszy utwór z poprzednio omawianej przeze mnie płyty: Achilles Last Stand. Wersy zaznaczone kolorem zielonym w sposób niepodważalny do tego się odnoszą. Pewien „wirtualny” etap w życiu motywu przewodniego większości piosenek w sposób definitywny się zakończył i nastał czas na fizyczny, i zupełnie już „materialny” żywot.

Jeśliby potraktować awers aktualnie omawianej płyty za ową granicę oddzielającą nieustanną epopeję (podobnego znaczenia jaką już w sensie dosłownym znamy z antycznych homeryckich eposów), to wszystko to co stanowi treść tej płyty jest fizycznym już – cielesnym doznaniem, jakiego każdy dojrzały mężczyzna oczekuje. Po okresie zobowiązań (jakich i z czego wynikających to już inna sprawa), nastał czas powrotu do normalności, do sensu życia jakim jest przeżywanie wszystkiego tego co codzienne, materialne życie, sobą przynosi – z wszystkimi jego blaskami i cieniami.

Ostatnia walka Achillesa

Był kwietniowy poranek gdy rzekli do nas, iż powinniśmy ruszać
A kiedy odwróciłem się do ciebie, ty uśmiechnęłaś się do mnie
Jak mogliśmy odmówić?

Ta cała zabawa która na nas czekała, żyliśmy marzeniami, które mieliśmy od zawsze
Pieśni które śpiewaliśmy, kiedy wreszcie powróciliśmy do domów

Posyłając przelotne pocałunki, tym, którzy twierdzą że wiedzą
Pod ulicami, gdzie para i syk
Diabeł żyje w swojej norze

Oh, by pożeglować prosto do piaszczystych krain i innych dni
Oh, by dotknąć snu, ukrytego wewnątrz i nigdy nie ujrzonego

W słońcu, na południu i północy, gdzie w końcu przyleciały ptaki,
Kajdany zobowiązań spadły na ziemię, rozbite na kawałki

Och, osiodłać wiatr, przemierzać przestworza ponad zgiełkiem,
Och, zaśmiać się głośno, gdy tańcząc walczymy z tłumem….

Innymi słowy. Jeśliby potraktować peregrynacje przez Życie naszego brodatego mężczyzny jako pasmo poszukiwań, jako drogę, którą musiał przejść by zrealizować swoje wcześniej powzięte zobowiązania, (co z definicji wiąże się z brakiem swojego konkretnego miejsca na Ziemi, brakiem stabilizacji – czyli Domu) – za awers płyty właśnie, to wszystko to co znajduje się w środku płyty ma za zadanie kodować informacje o tym co zdarzyło się, zdarzyć się ma już po osiągnięciu owej stabilizacji. Rewers płyty – to już ostatni akord – o nim nie ma co w tej chwili mówić.

Wydawać się to może zbyt zawiłe i niezrozumiałe, ale jak potwierdzą to moje interpretacje poszczególnych utworów zamieszczonych na płycie, nie będzie to już „wirtualne” – czyli pozbawione „korzeni” życie, ale jak najbardziej konkretne fizyczne, cielesne, materialne (domowe) życie. Poniżej podaję definicję tego słowa w tłumaczeniu na język polski. I o tym właśnie „mówi” tytuł tego albumu: Physical Graffiti, gdzie to główna postać tej całej „opowieści” w końcu zazna jakiejś swojej stabilizacji – cokolwiek miało by to znaczyć.

(link)- https://ling.pl/slownik/angielsko-polski/physical

Równie ciekawa jest definicja określenia: graffiti. W poniżej zamieszczonym cytacie podkreśliłem najistotniejsze jego fragmenty, które jak na razie pozostawiam bez jakiegoś specjalnego tłumaczenia. Bez poznania zasadniczej części płyty – czyli utworów na niej zamieszczonych, jak też i moich do nich uwag, niemożliwym jest wyjaśnić tego co „autor miał na myśli” nadając taki a nie inny tytuł tej płycie. Myślę, że stanie się to także dopiero wtedy gdy, wszystko to co upubliczniam na tym blogu, nie będzie tylko i wyłącznie wynikiem moich „przypuszczeń”, ale wiedzą potwierdzoną także przez inne niezależne źródła.

<<<Graffiti – nazwa zbiorcza dla różniących się tematem i przeznaczeniem elementów wizualnych, np. obrazów, podpisów lub rysunków, które są umieszczane w przestrzeni publicznej lub prywatnej za pomocą różnych technik. Zazwyczaj tworzone jest anonimowo i bez odpowiednich zezwoleń lub – rzadziej – za zgodą albo na zamówienie właściciela pomalowanego obiektu (…) Graffiti, szczególnie nielegalnie umieszczane w przestrzeni publicznej, przez jednych traktowane jest jako akt wandalizmu, przez innych – jako forma sztuki.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Graffiti

 

Łącząc te dwa zdecydowanie różniące się określenia w całość, można wydedukować ich „ponadczasowe” przesłanie. Ale to już zadanie na inny czas i inny wpis.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Tea For One – czyli oczekiwanie

 

7. Tea For One

How come twenty four hours, Baby sometimes seem to slip into days?
Oh twenty-four hours, Baby sometimes seem to slip into days 
A minute seems like a lifetime, baby when I feel this way 
Sittin, lookin at the clock, time moves so slow 
I’ve been watchin for the hands to move 
Until I just can’t look no more 
How come twenty four hours, Baby sometimes seems to slip into days? 
A minute seems like a lifetime, Baby when I feel this way. 

To sing a song for you, I recall you used to say 
„Oh baby this one’s for we two”, Which in the end is you anyway 

How come twenty four hours, Baby sometimes slip into days? 
A minute seems like a lifetime, baby when I feel this way. 

There was a time that I stood tall, In the eyes of other men 
But by my own choice I left you woman, And now I can’t get back again 

How come twenty-four hours, sometimes slip into days? 
A minute seems like a lifetime, Baby when I feel this way 
A minute seems like a lifetime 
When I feel this way…I feel this way

Tea For One

Jakim cudem dwadzieścia cztery godziny, czasem wydłużają się w całe dni?
Och, dwadzieścia cztery godziny, mała czasami wydają się wydłużać w całe dni.
Minuta zdaje się trwać całe życie. Och, kochanie, kiedy tak się czuje.
Siedząc, spoglądając na zegar – czas mija tak wolno.
Czekam na ruchy wskazówek.
Aż, nie mogę się już na nie patrzeć.

Jakim cudem dwadzieścia cztery godziny, czasem wydłużają się w całe dni?
Minuta zdaje się trwać całe życie. Och, kochanie, kiedy tak się czuje.

Śpiewając dla ciebie piosenkę, przypominam sobie, co mówiłaś.
„Och, skarbie, ona jest dla naszej dwójki”
I tak w końcu śpiewam ją dla ciebie.

Jakim cudem dwadzieścia cztery godziny, czasem wydłużają się w całe dni?
Minuta zdaje się trwać całe życie. Och, kochanie, kiedy tak się czuje.

Był czas, że byłem kimś w oczach innych mężczyzn.
Lecz to był mój wybór, by cię kobieto opuścić. A teraz nie mogę już wrócić.

Jakim cudem dwadzieścia cztery godziny, czasem wydłużają się w całe dni?
Minuta zdaje się trwać całe życie. Kochanie, kiedy tak się czuje.
Minuta zdaje się trwać całe życie. Och, kochanie, kiedy się tak czuję.
Kiedy się tak czuje.

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,led_zeppelin,tea_for_one.html

 

Ostatni utwór: Tea For One zatytułowałem: oczekiwanie, bo tak też i czuje się „motyw przewodni” całej tej płyty. Ten stan „odrętwienia” można bez specjalnego kłopotu zauważyć tak w tekście, jak i w warstwie muzycznej – blues. Poniżej zamieszczony cytat tylko to potwierdza. Po okresie intensywnego spotkania, czego potwierdzeniem są wszystkie poprzednie utwory Precence, nastąpił okres „spowolnienia” i w pewnym sensie osamotnienia. Cokolwiek bym w tym miejscu nie twierdził i w jakikolwiek sposób nie argumentował, to prawdziwości tego, i tak nijak nie jestem w stanie udowodnić ponieważ jest to zdecydowanie subiektywne odczucie. Jedynym sensownym podsumowaniem tego utworu, jak i całej tej płyty, są daty, które uaktualniają i „nobilitują” zrazem wszystkie wyszczególnione przeze mnie wydarzenia – czyli konkretnie: 7-21.04.2017 rok. It was an April morning when they told us we should go…

<<<„Tea for One” is the last track on Led Zeppelin’ s 1976 album Precence. It begins with mid-tempo interplay between guitarist Jimmy Page and drummer John Bonham before settling into a sotto voce groove. The song evolves into a slow blues epic, featuring lyrics which deal with homesickness and loneliness. Much of this was felt by Robert Plant, who recalls sitting alone in a New York hotel during a U.S. concert tour drinking „tea for one”. Other members of the band, notably John Bonham, were also widely reported to suffer from homesickness during Led Zeppelin’s concert tours.

<<<„Tea for One” jest ostatnim utworem zespołu Led Zeppelin z roku 1976 – Obecność. Zaczyna się w połowie tempo interakcji pomiędzy gitarzysta Jimmy Page perkusista John Bohnam przed obniżeniem i spowolnieniem głosu. Piosenka ewoluuje do powolnego bluesa, teksty, które zajmują się gościnnie tęsknoty i samotności. Dużo tego było odczuwalne przez Robert Plant, który przypomina siedzącego samotnie w hotelu w Nowym Jorku podczas amerykańskiej trasy koncertowej „picia herbaty za jednego”. Inni członkowie zespołu, zwłaszcza John Bonham, zostały również szeroko relacjonowane cierpieć z tęsknoty podczas trasy koncertowe Led Zeppelin.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Tea_for_One

 

It was an April morning (7-21.04.2017) when they told us we should go….

1. Achilles Last Stand – czyli reminiscencje z wojny trojańskiej

2. For Your Life – czyli „nocna” kokaina

3. Royal Orleans – czyli zwisające „bokobrody”

4. Nobody’s Fault But Mine – czyli „pierwowzór” z roku 1937

5. Candy Store Rock – czyli pragnienie

6. Hots On For Nowhere – czyli próba podsumowania

7. Tea For One – czyli oczekiwanie (Maj 2017)

 

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Hots On For Nowhere – czyli próba podsumowania

 

6 Hots On For Nowhere

I was burned in the heat of the moment, 
Though it couldn’t have been the heat of the day 
When I learned how my time had been wasted, 
(And a) tear fell as I turned away

Now I’ve got friends who will give me their shoulder, 
Event I should happen to fall
Time and his bride growing older 
I’ve got friends who will give me fuck all 

(On the) corner of Bleeker and nowhere 
In the land of not quite day 
A shiver runs down my backbone 
Face in the mirror turns grey

So (I) looked round to hitch up the reindeer
Searching hard trying to brighten the day
I turned around to look for the snowman 
To my surprise he’d melted away. 

As the moon and the stars call the order
Inside my tides dance the ebb and sway
The sun in my soul’s sinking lower
While the hope in my hands turns to clay 
I don’t ask that my field’s full of clover
I don’t moan at opportunity’s door
And if you ask my advice, take it slower
Then your story’d be your finest reward. 

Lost on the path to attainment 
Search in the eyes of the wise 
When I bled from the heart of the matter 
I started bleeding without a disguise 

Now everything’s fine under heaven
Now and then you’ve got to take time to pause 
When you’re down on the ground, don’t be messin’ around 
Or you’ll land in a boat without oars 
Hey babe, Hey babe, Hey babe, 
I lost my way. 

Hey babe, Hey babe, 
I don’t know where I’m gonna find it. 

Hey babe, Hey babe, 
Do you wanna know, 
Do you really, really, wanna help me, yeah? 

Let me tell you now, babe 
Let me tell you 
That it feels so good that it must be right 

Now my babe, 
Let me tell you 
That it feels so good that it must be right…

Hots On For Nowhere

Byłem spalony w ferworze chwili
Myślałem, że to nie może być ferwor dnia
Kiedy nauczyłem się jak mój czas został zmarnowany
(I) łza spadła kiedy się odwróciłem

Teraz mam przyjaciół, którzy mnie wesprą
Powinienem upaść
Czas i jego panna młoda starzeją się
Mam przyjaciół, którzy będą ciąglę wciskać mi gówno

(Na) rogu Bleeker i nikąd
W krainie niedokończonego dnia
Dreszcz przebiega wzdłuż mojego kręgosłupa
Twarz w lustrze szarzeje

Więc (ja) rozejrzałem się wokół wdychając opary kokainy
Ciężko próbując rozpogodzić dzień
Rozejrzałem się wokół rozglądając się za bałwanem
Ku mojemu zaskoczeniu, roztopił się

Kiedy księżyc i gwiazdy złożą zamówienie
Wewnątrz moje fale tańczą odpływy i kołyszą się
Słońce w mojej duszy tonie głębiej
Podczas gdy nadzieja w moich ręka zmienia się w glinę
Nie pytam, że moje pole jest pełne koniczyn
Nie jęczę na możliwości drzwi
I jeśli spytasz mnie o radę, zwolnij
Wtedy twoja historia będzie najlepszą nagrodą

Zagubiony w drodze do celu
Szukając w oczach mądrości
Kiedy moje serce krwawiło nie bez powodu
Zacząłem krawić naprawdę

Teraz wszystko pod niebem jest w porządku
Teraz i poźniej masz czas by zrobić pauzę
Kiedy jesteś na ziemi, nie rób wokół siebie bałaganu
Albo wylądujesz w łódce bez wioseł
Hej dziecino, hej dziecino, hej dziecino
Zgubiłem swoją drogę

Hej dziecino, hej dziecino
Nie wiem, gdzie ją znajdę

Hej dziecino, hej dziecino
Chcesz wiedzieć
Czy naprawdę, naprawdę, chcesz mi pomoć, tak?

Pozwól, że ci teraz powiem, dziecino
Pozwól, że ci powiem
To jest tak dobre, że to musi być to

Teraz moja dziecino
Pozwól, że ci powiem
To jest tak dobre, że to musi być to

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,led_zeppelin,hots_on_for_nowhere.html

Tytuł tego utworu w syntetyczny sposób – jednym zdaniem, recenzuje wrażenia z pobytu „dwojga tancerzy” w Royal Orleans Hotel. Jak ta historia przebiegała, jaka była jego geneza i przebieg, o tym w telegraficznym skrócie – poniżej.

1. Omawiając okładkę płyty Precence pisałem iż: jest ona skonstruowana na podobnej zasadzie jak wszystkie poprzednie – obowiązuje ją zasada kontinuum czasu, kiedy to każda z zaprezentowanych piosenek w swojej ukrytej warstwie koduje jakieś konkretne wydarzenie, zaś każdy następny utwór jest, niejako jego kontynuacją i zarazem rozwinięciem.

2. Achilles Last Stand: w jego życiu nastąpiła tak „radosna” chwila, że jego emocje „eksplodowały”, a jednym z najłatwiejszych sposobów na „rozładowanie” emocji jest muzyka i jej najpiękniejsza emanacja – taniec. Tak jak członkowie zespołu z całego serca „radują się” – tak też i nasz brodaty mężczyzna przeżywa, przeżywał momenty nieopanowanej „radości”. Nie wdając się w szczegóły, choć jestem o tym przekonany, że związane są, były z tym wszystkim o czym już pisałem na ten temat przy okazji dekodowania pierwszego utworu czwartej płyty zespołu Led Zeppelin: Black Dog – chodzi mi konkretnie o jego łagodniejszą, bardziej osobisto-emocjonalą wersją. I to jest cała „prawda” o tych „dniach tańca” – czyli niewypowiedzianej radości z powodu powrotu „koła życia” do swego punktu wyjścia.

(…) najistotniejszym kontekstem tak całego utworu jak i wszystkich poprzednich „nieosobistych” tylko, a wspólnych z „partnerką tańca”, przeżyć głównej postaci – brodatego mężczyzny, jest wojna trojańska, w której to należy poszukiwać owej drugiej równie ważnej persony.

3. For Your Life: w tym przypadku należy rozpatrywać go w obu wymiarach jednocześnie – tak pod względem osobistych i zupełnie prywatnych odczuć dwojga odnalezionych po latach „tancerzy”, jak i w tym bardziej „niewytłumaczalnym”, którego głównym animatorem jest czuwająca nad nami „opatrzność”.

4. Royal Orleans: Kolejna odsłona cały czas tej samej „relacji” ze spotkania zagubionych we mgle czasu „dwojga tancerzy”. (…) jest to w sugestywny sposób przedstawiona relacja z „nocy kokainowych”. Czyich? Nie jest trudnym tego się domyśleć. Jak przebiegały te wydarzenia? O tym mówi już sam tekst utworu – nie były one „zjawiskowe”, a przyczyn, takiego a nie innego obrotu sprawy, można doszukiwać się w wielu elementach sprawy. O jednym takim – najważniejszym chyba, są właśnie słowa tekstu tego utworu. (…) jeśli mamy tu do czynienia, (jak z to kontekstu wynika), ze spełnieniem się całkiem ludzkich oczekiwań, jakie następują zazwyczaj podczas „nocy kokainowej” (pełnej „stanu upojenia”) w hotelu – patrz tytuł utworu, oraz mając cały czas w pamięci podpowiedź: whiskers (włosy czuciowe przekazujące sygnały czuciowe), to łącząc te dwie, czego innego dotyczące, definicje, przychodzi na myśl bardzo ciekawe skojarzenie, iż może tu chodzić o „inne”, kobiece już „bokobrody”. Jakie? Jak nie trudno stwierdzić, natura wyposażyła kobiety w parę, bardzo podatnych na bodźce (dotyk), nieco zwisających niczym bokobrody – atrybutów.

5. Nobody’s Fault But Mine: w jednoznaczny sposób wyraża swoją „opinię” na temat „odpowiedzialności” za całą zaistniałą sytuację, jaka miała miejsce podczas „nocy kokainowych” w „nowoorleańskim” hotelu. (…) w wersji utworu zespołu Led Zeppelin, na pierwszy plan wysuwają się całkiem naturalne problemy „pary tancerzy”, z tą jednak różnicą, że tym razem to w odróżnieniu od poprzedniego utworu jest to „opowieść” widziana z męskiej perspektywy.

6. Candy Store Rock: dekodowanie tego utworu nie jest aż tak skomplikowane, by się nie domyśleć jakie to problemy i pragnienia targają namiętnościami osoby, która począwszy od czwartej płyty zespołu Led Zeppelin nieustannie skupia na sobie całą „uwagę” autorów tekstów. Oczekiwanie, nieustanne „tylko” rozmowy, niespełnienie i wszystko inne, co z tekstu można wywnioskować, jest nawiązaniem do tego co już wcześniej pisałem o jego (głównej postaci), problemach. Tak prawdę powiedziawszy to cała płyta Precence, to jedna wielka opowieść o niespełnionych marzeniach, oczekiwaniach, namiętnościach, pragnieniach, powinnościach, które w końcu jednak mają swój raczej pozytywny finał – to w warstwie tej „personalnej”.

Ostatnie zdanie szóstego punktu dotyczące piątego w kolejności utworu z płyty Precence, w bardzo esencjonalny sposób podsumowuje całą tą historię, której głównymi bohaterami była (jest) para tancerzy, co przy okazji omawiania utworu Achilles Last Stand starałem się twierdzić: Biorąc wszystko powyższe pod uwagę, a także, co najistotniejsze, uaktualniony przez całkiem realny rozwój wypadków kalendarz wydarzeń, można bez cienia wątpliwości o pomyłkę, zakończyć niniejszy wywód wnioskiem, iż tą drugą „istotną” osobą – partnerką tańca (z Dancing Days) jest właśnie osoba zamieszkała w mieście na literkę „c” (z wydechem), czego kontynuację można znaleźć w aktualnie omawianym utworze. O kogo chodzi, to w tym momencie jest już sprawą zupełnie mało istotną, zważywszy, iż temat ten wymaga jak najdalej posuniętej dyskrecji.

Nie wdając się w jakieś głębsze analizy tekstu, z którym tytuł utworu jest immanentnie związany, od razu przejdę do meritum zagadnienia stwierdzając, iż najistotniejszym kontekstem tak całego utworu jak i wszystkich poprzednich „nieosobistych” tylko, a wspólnych z „partnerką tańca”, przeżyć głównej postaci – brodatego mężczyzny, jest wojna trojańska, w której to należy poszukiwać owej drugiej równie ważnej persony.

Biorąc wszystkie te najważniejsze fragmenty poszczególnych piosenek za tło wydarzeń, tym łatwiej będzie zrozumieć tytuł aktualnie omawianego: Hots On For Nowhere, co już nie jest takie skomplikowane. Nie wyszczególniam jakoś specjalnie żadnego wersu, ponieważ niemal w całości utwór ten jest odpowiedzią na to jak należy ów tytuł interpretować.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Candy Store Rock – czyli pragnienie

 

5. Candy Store Rock

Well… Oh baby baby. Don’t you want a man like me? 
Oh baby baby, I’m just as sweet as anybody could be 
Oh baby baby, I want to look to your eyes, of blue 
Oh baby baby, It’s more than anybody else could do 

Well… Oh baby baby. You know when I see you walkin down the street 
Oh baby baby, Well you lookin good enough to eat 
Oh baby baby, I dont believe I’ve tasted this before 
Oh baby baby, I want it now
And every mouthfull more of you. 

Talk about you, Yeah. 

Oh baby baby, You know that I wanted it more 
Oh baby baby, I’m about to kiss goodbye to this store 
Oh baby baby, It ain’t the wrapping that sells the goods 
Oh baby baby, I got a sweet tooth when my mouth is full of you. 

Ooh baby oh baby its alright, its alright 
Ohh baby its alright…its alright 

Well, oh baby, baby, oh you sting like a bee
Oh baby, baby, I like your honey and it sure likes me
Oh baby, baby, I got my spoon inside your jar
Oh baby, baby, don’t give me too much, don’t make me starve

Oh baby, baby, sugar sister on a silver plate
Oh baby, baby, I need a mouthful and I just can’t wait
Oh baby, baby, see the shaking in my hand
Oh baby, baby, don’t mean to fumble but it tastes so grand
Tastes so grand, tastes so grand, baby it’s alright 

Oh baby it’s alright, oh it’s alright 
It’s alright… (repeat)

Rock w sklepie z cukierkami


Cóż, maleńka, czy nie chciałabyś faceta takiego jak ja
Och, kochanie, tak szybkiego, jak żaden inny
Dziecino, chciałabym zajrzeć w twoje błękitne oczy
To więcej niż kiedykolwiek mógłbym dokonać

Och maleńka, widziałem cię na ulicy
Och kochanie, wyglądałaś zabójczo
Dziecino, jeszcze nigdy cie tak nie pragnąłem
Chcę tego teraz i ciągle więcej

Tak, gadamy i gadamy wciąż o miłości

Och malutka, wyglądasz tak jakbyś chciała jeszcze
Och kochanie, kiedy chcę cię pocałować tu w sklepie
Dziecino, papierki rozdzielają się tak miło
Kochanie, lepiej śpij dziś na podłodze w łazience

Tak, gadamy i gadamy wciąż o miłości

Mała, przeżyłaś ze mną już sporo
Och kochanie, lubię babkę, która wie, że jestem twardy
Dziecino, pozwól mi to zrobić z Toba w toalecie
Malutka, nie dawaj mi zbyt wiele

Pokaż mi coś na swoim srebrnym talerzyku
Nie dawaj po trochu, chodźmy na całość
Oj, mała, widzisz jak kręci mi się w głowie
Nie dawaj mi zbyt wiele swojego chlebka
Swojego chlebka

Dobrze jest, mała, dobrze cały czas
Dobrze jest, mała, dobrze cały czas
O jest tak dobrze
Tak dobrze

Mała, przeżyłaś ze mną już sporo
Och kochanie, podoba mi się babka, która wie, że jestem twardy
Dziecino, pozwól mi to zrobić z Toba w toalecie
Malutka, nie dawaj mi zbyt wiele

Pokaż mi coś na swoim srebrnym talerzyku
Nie dawaj po trochu, chodźmy na całość
Oj, mała, widzisz jak kręci mi się w głowie
Nie dawaj mi zbyt wiele zbyt wiele swojego chlebka
Swojego chlebka

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,led_zeppelin,candy_store_rock.html

Dekodowanie tego utworu nie jest aż tak skomplikowane, by się nie domyśleć jakie to problemy i pragnienia targają namiętnościami osoby, która począwszy od czwartej płyty zespołu Led Zeppelin nieustannie skupia na sobie całą „uwagę” autorów tekstów. Oczekiwanie, nieustanne „tylko” rozmowy, niespełnienie i wszystko inne, co z tekstu można wywnioskować, jest nawiązaniem do tego co już wcześniej pisałem o jego (głównej postaci), problemach. Tak prawdę powiedziawszy to cała płyta Precence, to jedna wielka opowieść o niespełnionych marzeniach, oczekiwaniach, namiętnościach, pragnieniach, powinnościach, które w końcu jednak mają swój raczej pozytywny finał – to w warstwie tej „personalnej”. Takie same wnioski można wyciągnąć jeśliby teksty te próbować interpretować w inny, znacznie bardziej „nierozpoznawalny” dla większości sposób.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Nobody’s Fault But Mine – czyli „pierwowzór” z roku 1937

 

4. Nobody’s Fault But Mine

Aaaaa aaaaaa aa a!
Aaaaa aaaaaa aa a!
Aaaa aaaaaaaa aa a a a a!
Aaaaa aaaaaa aa aa a a! (x2)

Nobody’s fault but mine!
Nobody’s fault but mine!
Trying to save my soul tonight! 
Ooh it’s nobody’s fault but mine! 

Devil he told me to roll!
Devil he told me to roll roll roll roll!
How to roll the log tonight!
Nobody’s fault but mine!

Aaaaa aaaaaa aa a!
Aaaaa aaaaaa aa a!
Aaaa aaaaaaaa aa a a a a!
Aaaaa aaaaaa aa aa a a! (x3)

Brother he showed me the gong!
Brother he showed me the ding dong ding dong! 
How to kick that gong tonight!
Oh, it’s nobody’s fault but mine!

Got a monkey on my back!
Got a mo-mo-mo-monkey on my back back back back!
Gonna change my ways tonight! 
Nobody’s fault but mine!

Aaaaa aaaaaa aa a!
Aaaaa aaaaaa aa a!
Aaaa aaaaaaaa aa a a a a!
Aaaaa aaaaaa aa aa a a! (x2)

Aaaaa aaaaaa aa a!
Aaaaa aaaaaa aa a!

I will get down rollin’ tonight!
N-n-n-n-n-n-n-no-body’s fault!

Wyłącznie moja wina


Och, to tylko moja wina
Tylko moja wina
Tej nocy próbuję ocalić moją duszę
Och, to tylko moja wina

Diabeł pokazał mi jak toczyć
Diabeł pokazał mi jak toczyć
Jak toczyć kłodę tej nocy
Niczyja to wina, tylko moja

Brat pokazał mi gong
Brat pokazał mi to całe ding dong ding dong
Jak przywalić w ten gong dziś w nocy
Niczyja to wina, tylko moja

Mam małpkę na plecach
Mam ma-ma-małpkę na plecach (x3)
Musze zmienić życia styl dziś w nocy
Niczyja to wina, tylko moja

Zapewne stoczę się tej nocy
Niczyja to wina, tylko moja

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,led_zeppelin,nobody_s_fault_but_mine.html

Tytuł kolejnego utworu zespołu Led Zeppelin z płyty Precence, zatytułowany: Nobody’s Fault But Mine, w jednoznaczny sposób wyraża swoją „opinię” na temat „odpowiedzialności” za całą zaistniałą sytuację, jaka miała miejsce podczas „nocy kokainowych” w „nowoorlańskim” hotelu. O co w tym wszystkim chodzi, i jakież to brzemię ciąży także na tej drugiej „stronie”, to o tym w tym wpisie specjalnie już nie będzie mowy, ale by za bardzo nie zaciemniać sprawy – poniżej przedstawiam kilka naprowadzających zdań, dzięki którym znaleźć można wyjście z tego labiryntu.

<<<„Nobody’s Fault but Mine” is a song recorded by English rock band Led Zeppelin, which was included on their 1976 album Precence. Adapted from Blind Willie Johnson’s „It’s Nobody’s Fault but Min”, it has been described as „a blistering portrayal of a man looking for deliverance from his misdeeds and perceived sins”.

<<<„Nobody’s Fault but Mine” to piosenka nagrana przez angielski zespół rockowy Led Zeppelin, który znalazł się na albumie Precence w 1976 roku. Dostosowany „Nieszczęsny błąd ale niewiele” Blind Willie Johnson, został opisany jako ” pęcherzy wizerunek mężczyzny, który szuka zbawienia przed złymi czynami i postrzeganiem grzechów”.

(…)

<<<Lyrically, „Nobody’s Fault but Mine” has been called „Led Zeppelin’s „Hell Hound on my Trial”. Robert Johnson’s 1937 Delta blues song tells of a man trying to stay ahead of the evil which is pursuing him, but it does not address the cause or lasting solution for his predicament. In Blind Willie Johnson’s „It’s Nobody’s Fault but Mine”, the problem is clearly stated: he will be doomed, unless he uses his abilities to learn (and presumably live according to) biblical teachings. Led Zeppelin retain Blind Willie’s admission that he ultimately is to blame, but add Robert Johnson’s sense of despair. However, they shift the focus from religion to one „relevant to the Zeppelin lifestyle of the day”. Their lyrics include „that monkey on my back”, a commonly used reference to addiction, and „the devil he told me to roll, how to roll the line tonight”; to overcome, Plant concludes „gonna change my ways tonight”. „For Robert [Plant] and perhaps the others, it was a sort of exorcism”.

<<<Lirycznie „Niczyje usterki ale Mine” została nazwana „Led Zeppelin” Piekło Hound on My Trial. Robert Johnson’s 1937 Delta blues piosenka opowiada o człowieku próbuje wyprzedzić zła, które prowadzi go, ale to nie rozwiązuje przyczyny lub trwałego rozwiązania dla jego sytuacji. W Blind Willie Johnsona „To niczyja wina, ale Mine”, problem jest wyraźnie powiedziane: będzie on skazany, chyba że wykorzystuje swoje umiejętności, aby dowiedzieć się (i przypuszczalnie żyć według) nauk biblijnych. Led Zeppelin zachować wstęp Blind Willie, że ostatecznie jest winny, ale dodać poczucie Roberta Johnsona rozpaczy. Jednak oni przesunąć akcent z religii do jednego „istotne dla życia Zeppelin dnia”. Ich teksty to „ta małpa na plecach”, powszechnie używany do uzależnienia, a „diabeł powiedział mi, aby rzucić, jak toczą się dziś wieczorem linię”; do pokonania, Plant podsumowuje „nie zmieni mojego sposobów dzisiaj”. „Dla Roberta Page i być może inni, że był to rodzaj egzorcyzmów”.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Nobody%27s_Fault_but_Mine

Jak z przytoczonego linku wynika utwór: Nobody’s Fault But Mine, zespołu Led Zeppelin z roku 1967 sięga swoimi korzeniami roku 1937 – do utworu Blind Willie Johnsona o takim samym tytule. Zatem jest to zbyt ważna informacja by ją pominąć. Poniżej link do tekstu „oryginalnego” utworu, który należy wziąć pod uwagę.

Nobody’s Fault But Mine

Hey-ey!
Nobody’s fault-a but mine
Nobody’s fault but mine
If I don’t read, my soul be lost

I, have a Bible in my arm
I have a Bible in my arm
If I don’t read my soul be lost

Hmm-mm
Bible, taught me how to read
Bible, taught me how to read
If I don’t read my soul be lost
Nobody’s fault-a but mine

(short guitar solo)

Lord, Lord
Nobody’s fault but mine
If I don’t read my soul be lost

I, was talkin’ to my Lord
Have a Bible in my arms

If I don’t read my soul be lost

Oh-ooh
Mother, she taught me how to read
Mother, she taught me how to read
If I don’t read my soul be lost
Nobody’s fault-a but mine

(Guitar solo)

I

Lord, Lord
Nobody’s fault but mine
If I don’t read my soul be lost

And said that she taught me how to read
Said that she taught me how to read
If I don’t read my soul be lost
Nobody’s fault-a but mine

(Guitar solo by Blind Willie)

Help

Umm-mmm

Lord, Lord

Nobody’s fault but mine
If I don’t read my soul-a be lost

Umm-mmm

(guitar solo to end)

Wyłącznie moja wina

Hey-ey!
Nikt nie jest winny oprócz mnie
Nikt nie jest winny oprócz mnie
Jeśli nie przeczytasz, moja dusza zostanie stracona.

Ja, mam biblię w moim ramieniu
Mam biblię w moim ramieniu
Jeśli nie przeczytasz, moja dusza zostanie stracona.

Hmmm
Biblia nauczyła mnie jak czytać
Biblia nauczyła mnie jak czytać
Jeśli nie przeczytasz, moja dusza zostanie stracona.
Nikt nie jest winny oprócz mnie.

Panie, Panie!
Niczyja wina, tylko moja
Jeśli nie przeczytam, moja dusza zastanie stracona.

Ja, mówiłem do mojego Pana
Biblią w moich ramionach

Jeśli nie przeczytasz, moja dusza zostanie stracona.

Oh-oh
Matka, ona nauczyła mnie jak czytać
Matka, ona nauczyła mnie jak czytać
Jeśli nie przeczytam, moja dusza zastanie stracona.
Nikt nie jest winny oprócz mnie.

(Guitar solo)

Ja
Panie, Panie
Nikt nie jest winny oprócz mnie.
Jeśli nie przeczytam, moja dusza zastanie stracona.

I powiedział, że nauczyła mnie jak czytać
Powiedział, że nauczyła mnie jak czytać
Jeśli nie przeczytam, moja dusza zastanie stracona.
Nikt nie jest winny oprócz mnie.

(Guitar solo by Blind Willie)

Pomocy

Mmm-mmm

Panie, Panie

Nikt nie jest winny oprócz mnie.
Jeśli nie przeczytam, moja dusza zastanie stracona.

Mmm-mmm

(guitar solo to end)

Dopiero teraz, po zapoznaniu się z „oryginalnym” tekstem utworu: Nobody’s Fault But Mine, Blind Willie Johnsona, można „zmierzyć” się z jego drugą – inną wersją napisaną trzydzieści lat później. I znowu, kwestię związaną z prawidłowym zrozumieniem ukrytego sensu zawartego w tekście Willie Johnsona, jak na obecną chwilę pozostawiam „nierozpoznawalną”, ponieważ jego „podprogowy” przekaz jest tak miazmatyczny i tak oryginalny zarazem, iż nawet i ja miałbym spory kłopot by się z tym tematem „uczciwie” zmierzyć. Tak jak we wcześniejszych utworach, sprawa dotyczy kwestii związanych z „opiekuńczą” rolą naszej wszechobecnej „opatrzności” – cokolwiek miało by to znaczyć, na co cały czas zwracałem uwagę przy okazji omawiania okładki do aktualnie omawianej płyty. Dodam tylko, iż chodzi tu o „Monolit”, który to cały czas jest motywem przewodnim Precence.

Wszystkie wcześniejsze utwory z tej płyty miały swoje dwa różne poziomy odbioru percepcji: ten zwyczajnie personalny i ten bezwymiarowo-ontologiczny. Tak też należy traktować obie wersje tego samego (tytułu) utworu. Ten „antyczny”, oprócz swej oficjalnie pojmowanej „dramaturgii”, ma także swoje ważniejsze tło. Natomiast w wersji utworu zespołu Led Zeppelin, na pierwszy plan wysuwają się całkiem naturalne problemy „pary tancerzy”, z tą jednak różnicą, że tym razem to w odróżnieniu od poprzedniego utworu jest to opowieść „opowieść” widziana z męskiej perspektywy – co na wstępie wpisu dość obszernie zaakcentowałem. Mimo tego zastrzeżenia tekst utworu z lat sześćdziesiątych także w swojej symbolice zawiera elementy wiedzy nie do końca „pojmowalnej”.

Problemy głównej postaci z utworu skomponowanego przez zespół Led Zeppelin są przedstawione w ten sposób, by na zasadzie przeciwieństw wyprowadzić amatorów poznania jego prawdziwego znaczenia na manowce mylnych skojarzeń. Przykładem tego jest wers: Devil he told me to roll! I tak to „demoniczne” skądinąd określenie jest właśnie takim zaproszeniem do „labiryntu”, z którego trudno znaleźć wyjście. I taki też cel przyświecał autorom tego utworu. Wszystkie wcześniej opisane przeze mnie utwory zespołu Led Zeppelin miały raczej „pozytywny” przekaz, i z tego chociażby powodu nie należy obawiać się jakiś demonicznych konotacji. Jest zupełnie zrozumiałym, iż sposób kodowania wiedzy „niepowszechnej” przez członków zespołu polegał na wprowadzaniu „przeciw biegunowych” określeń.

Jeśli chodzi o wers: How to roll the log tonight! – to dużo na ten temat można dowiedzieć się z lektury trzeciego utworu aktualnie omawianej płyty: Royal Orleans. Podobnie rzecz ma się z wersem: Brother he showed me the gong! – nie chodzi tu o fizyczną personę, ale o postać jak najbardziej „niepospolitą”. Natomiast równie tajemniczy wers: Got a monkey on my back! – to jest on już związany tematycznie z drugim utworem tej płyty: For Your Life.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Royal Orleans – czyli zwisające „bokobrody”

 

3. Royal Orleans

One time love, take care how you use it
Try to make it last all night, And if you take your pick
Be careful how you choose it, Sometimes its hard to feel it bite
Feel it bite.

A man I know, went down to Louisiana,
had himself a bad, bad fight
And when the sun peeked through
John Cameron with Suzanna,
He kissed the whiskers, left & right
Whiskers!

Now, now, now, fright subsides
Out at a hotel in the quarter, our friends check in to pass the night
Now love gets hot, but fire preceded water
Poor whiskers set the room alight.
Whiskers

Down on Bourbon street, You know it’s right
You can see my friend, they run around all through the night
Most everywhere, Until the closet’s bare
Run for the razor, Doin’ up my hair

New Orleans queens, Sure know how to schmooze it
Maybe for some that seems alright
When I step out, strut down with my sugar
She’d best not talk like Barry White!

One time love, take care how you use it
Try to make it last all night, And if you take your pick
Be careful how you choose it, Sometimes its hard to feel it bite
Feel it bite.

Royal Orleans

Jednorazowa miłość, zastanów się jak jej użyjesz
Niech przetrwa całą noc,
I jeśli dokonasz wyboru
Bądź ostrożny, czasami trudno wyczuć, że gryzie.
Wyczuć, że gryzie.

Mężczyzna, którego znam, udał się do Luizjany,
Przeżył okropną, okropną bijatykę
I kiedy wyjrzało słońce
John Cameron z Suzanną,
Pocałował bokobrodę, lewą i prawą
Bokobrody!

Teraz, teraz, teraz, bitka ustępuje
Nasi przyjaciele meldują się w dzielnicowym hotelu aby spędzić tam noc
Teraz miłość staje się gorąca, ale ogień poprzedza woda
Biedne bokobrody, zostawiły zapalone światło.
Bokobrody!

Na ulicy Bourbon, wiesz co tam jest, prawda?
Możesz zobaczyć moich przyjaciół, biegają tam i siam wśród nocy,
W sumie to wszędzie, aż szafa zostanie ogołocona
Walcząc z maszynką, układając moje włosy.

Królowe Nowego Orleanu, pewnie, że wiesz jak zagadać
Może dla niektórych wydaje się to w porządku
Kiedy wybywam, pyszniąc się z moją słodką,
Lepiej, żeby nie mówiła jak Barry White!

Jednorazowa miłość, zastanów się jak jej użyjesz
Niech przetrwa całą noc,
I jeśli dokonasz wyboru
Bądź ostrożny, czasami trudno wyczuć, że gryzie.
Wyczuć, że gryzie.

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,led_zeppelin,royal_orleans.html

Znowu dwa poziomy przekazu – ten „materialny”, dotyczący spraw „około kokainowych”, oraz ten „eteryczny” – czyli związany z tym wszystkim czego nie sposób określić. Kolejna odsłona cały czas tej samej „relacji” ze spotkania zagubionych we mgle czasu „dwojga tancerzy”. Oficjalna wersja dotycząca przyczyn powstania „libretta” trzeciego utworu z płyty Precence: Royal Orleans opowiada to w bardzo zakamuflowany sposób.

<<<When in New Orleans on concert tours, members of the group would stay at the Royal Orleans Hotel, and the song is reportedly based on an incident that occurred there. The story goes that once, when staying at the hotel in the early 1970s, John Paul Jones brought a woman from the bar up to his room, unaware „she” was actually a Transvwstite. Both smoked marijuana and fell asleep, the transvestite with a lit joint in his hand, which caught fire and burned the room down (though everyone escaped). The lyrics include lines such as „Be careful how you choose it” and „Poor whiskers set the room alight” to reference the event.

<<<Kiedy w Nowym Orleanie pdczas trasy koncertowej, członkowie grupy przebywali w Royal Orleans Hotel, a piosenka jest podobno oparta na wydarzeniu, która miała tam miejsce. Legenda głosi, że kiedyś podczas pobytu w hotelu w roku 1970, John Paul Jones zaprosił kobietę z baru do swojego pokoju, nieświadomy iż „ona” była w rzeczywistości transwestytą. Zarówno palił marihuanę i zasnął, ten transwestyta z zapalonym jointem w ręku, który zapalił się i spalił pomieszczenie (choć wszyscy uciekli).Teksty obejmują linie takie jak „Bądź ostrożny, jak go wybrać” i „Biedne wąsy ustawić opuszczają pokój”, aby odwołać imprezę.

(link)- https://en.wikipedia.org/wiki/Royal_Orleans

Nie jest to, moim zdaniem, opowieść o „przygodach” Johna Paula Jonesa. Każda taka opinia jest, (czego należy oczekiwać z kontekstu wszystkich powyżej zamieszczonych utworów na płycie Precence), tylko nad wyraz poetycką „wizją”, mającą wyprowadzić każdego z czytających te słowa na manowce mylnych opinii, zaś prawdziwy jej sens zawiera się w stwierdzeniu, iż jest to w sugestywny sposób przedstawiona relacja z „nocy kokainowych”. Czyich? Nie jest trudnym tego się domyśleć. Jak przebiegały te wydarzenia? O tym mówi już sam tekst utworu – nie były one „zjawiskowe”, a przyczyn, takiego a nie innego obrotu sprawy, można doszukiwać się w wielu elementach sprawy. O jednym takim – najważniejszym chyba, są właśnie słowa tekstu tego utworu.

Nie zamierzam w jakiś bardziej szczegółowy sposób opisywać całości przebiegu wypadków, by tym samym nie narażać kogokolwiek na emocjonalny dyskomfort, a jedynie w symboliczny sposób wspomnę najważniejsze słowo „kluczowe”, dzięki któremu można zrozumieć choć w ogólnym zarysie cały dramatyzm tego wydarzenia: Whiskers. By poszukać jakiegoś sensownego punktu zaczepienia, należy, moim zdaniem, sięgnąć po tłumaczenie tego słowa jakie znajduje się w słowniku wyrazów potocznie uznawanych za gwarę – slang.

<<<Whiskers. The kitten who can name fruit. This cute little feline can be seen on Cartoon Network’s „Fridays”, every Friday. Avocodo – one the named Whiskers

<<<Wąsy. Kociak, którego można nazwać owoc. Ta urocza koteczka można zobaczyć w „Sieci kreskówek” w każdy w każdy piątek. Avocodo – jeden o imieniu Whiskers

(link) – http://www.urbandictionary.com/define.php?term=whiskers

Jak z języka angielskiego wynika: whiskers – to wąsy, bokobrody. Zatem chodzi tu z pewnością o ten rodzaj kociego owłosienia, który nosi miano: wibrysy, a te jak wiadomo spełniają rolę włosów czuciowych – dzięki licznym zakończeniom nerwowym poduszeczki zatokowej bardzo precyzyjnie przekazują sygnałów dotykowych do organizmu. I teraz, jeśli mamy tu do czynienia, (jak z to kontekstu wynika), ze spełnieniem się całkiem ludzkich oczekiwań, jakie następują zazwyczaj podczas „nocy kokainowej” (pełnej „stanu upojenia”) w hotelu – patrz tytuł utworu, oraz mając cały czas w pamięci podpowiedź: whiskers (włosy czuciowe przekazujące sygnały czuciowe), to łącząc te dwie, czego innego dotyczące, definicje, przychodzi na myśl bardzo ciekawe skojarzenie, iż może tu chodzić o „inne”, kobiece już „bokobrody”. Jakie? Jak nie trudno stwierdzić, natura wyposażyła kobiety w parę, bardzo podatnych na bodźce (dotyk), nieco zwisających niczym bokobrody – atrybutów. I tego, moim zdaniem, dotyczy ogólny sens całego utworu, a którego dokładniej, jak już powyżej pisałem, dokładniej w tym momencie nie rozwijam.

W tekście utworu nie wyszczególniam jakoś specjalnie żadnego fragmentu, ponieważ przekaz zawarty jest we wszystkich jego elementach, a po za tym, czego do tej pory jeszcze wspomniałem, jest jeszcze jeden równie istotny aspekt tego „dramatu” – ten już nie personalny. Jest on związany z tym o czym była „mowa” we wcześniejszym wpisie – czyli Consolamentum, ale jest to już temat na inny wpis.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

For Your Life – czyli „nocna” kokaina

 

2. For Your Life

You said I was the only, With my lemon in your hand

Exhibition is your habit, Emotion second hand.

Had to pull away to save me, Maybe next time around

And she said, ‚don’t you want it?

Don’t you want coca-coco-cocaine?

Hadn’t planned to, could not stand to try it, fry it, na na na yeah.

Heard a cry for mercy, In the city of the damned

Oh oh babe, damned. Down in the pits you go no lower

The next stop’s underground. Oh, hello underground.

Wine and roses ain’t quite over, fate deals a losing hand

And I said: didn’t mean to… did not mean to fail

You didn’t plan it, you over-ran it

You wanna do it, you wanna

You wanna do it when you wanna

You wanna do it, do it when you wanna

When you blow it, babe, You got to blow it right

Oh baby, if you fake it, mama, Baby, fake with all your might

When you fake it, mama, Please fake it right (for yourself babe)

When you fake it baby,

You’re fakin’ it for your life, for your life, for your life, for your life

Do it, do it, do it, do it, do it, Do it when you wanna

Do it, do it, do it, Do it when you wanna

Oh, I can have you, baby, But I don’t know what to do, yeah

Sometime, baby, nothin’ I could do

On the balance of a crystal, Payin’ through the nose

And when they couldn’t resist you, I thought you’d go with the flow.

And now your stage is empty, bring down the curtain, baby please.

Fold up your show

Hadn’t planned to, Could not stand to fry in it

Hadn’t planned it, I over-ran it, (fryin)

For your life, For your life.

Dla twojego życia

Powiedziałaś, że jestem tym jedynym, z moją cytryną w twojej dłoni
Wystawy to twój zwyczaj, emocje z drugiej ręki.
Musiałaś mnie odtrącić by mnie ratować, może kolejnym razem. I powiedziała ‚Czyżbyś tego nie chciał?’
Nie chcesz kokainy-kokainy-kokainy
Nie planowałaś, nie potrafiłaś znieś kolejnych prób, usmażyć tego, na na na yeah.

Słyszałem płacz o litość, w przeklętym mieście
Oh oh kochanie, przeklętym. Głęboko w dołach, nie zejdziesz już niżej. Kolejny przystanek – podziemie. Oh, witaj podziemie.
Wino i róże się nie kończą, fałszywe układy i utrata pomocy.
I powiedziałem: nie chciałem… nie chciałem przegrać
Nie planowałaś tego, ty to przetrwałaś

Chcesz to zrobić, chcesz
Chcesz to zrobić, kiedy chcesz
Chcesz to zrobić, zrobić to kiedy chcesz

Kiedy wciągasz, kochanie, musisz to zrobić dobrze
Oh, kochanie, jeżeli to spieprzysz, mamuśko, kochanie, spieprzysz to na całej linii
Kiedy robisz to najgorzej jak możesz, mamuśko, spieprz to dobrze (dla siebie kochanie)

Kiedy to pieprzysz kochanie,
Kiedy pieprzysz to dla swojego życia, dla swojego życia, dla swojego życia, zrób to, zrób to, zrób to, Zrób to kiedy tylko chcesz, zrób to zrób, zrób to, Kiedy tylko chcesz

Nie mogę cię mieć kochanie, ale nie wiem co mam zrobić, yeah
Czasem, kochanie, nic nie mogę zrobić
W kryształowej równowadze, płacąc przez nos
A kiedy nie mogą się tobie oprzeć, Pomyślałem, że pójdziesz z powiewem.

A teraz twoja scena jest pusta, zasłoń kurtynę, kochanie, proszę. 
Zawiń swój show
Nie planowałem tego, nie mogę wytrzymać
Nie planowałem tego, Ja przebrnąłem przez to.
Dla twojego życia, dla Twojego życia

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,led_zeppelin,for_your_life.html

Przykład pierwszego utworu z płyty Precence, uwidacznia jak trudno jest przekazać, choć w ogólnym tylko zarysie, ukryty sens tak „skomplikowanego” tekstu jakim jest wcześniej zaprezentowany Achilles Last Stand, (inne zresztą też), a cóż dopiero starać się zrozumieć moją nieco ogólnikową, (na pierwszy ogląd), interpretację. Jak to w tym utworze tłumaczyłem, barierą, która nie pozwalała mi na swobodne „zmierzenie się” z tematem, jest kwestia związana z interpersonalnymi zależnościami, czego chyba nie muszę jakoś specjalnie argumentować. Poza tym inną nieprzekraczalną i niewidzialną tym razem granicą, której nie sposób przekroczyć, jak na przykładzie kolejnych utworów postaram się to zaakcentować, jest już bardziej pozawymiarowy i ontologiczny zarazem aspekt tej sprawy. Podobna rzecz się ma z utworem For Your Life, jednakowoż w tym przypadku należy rozpatrywać go w obu wymiarach jednocześnie – tak pod względem osobistych i zupełnie prywatnych odczuć dwojga odnalezionych po latach „tancerzy”, jak i w tym bardziej „niewytłumaczalnym”, którego głównym animatorem jest czuwająca nad nami „opatrzność”.

Jak to na przykładzie powyżej zamieszczonego tekstu łatwo stwierdzić, osobiste wątki „partnerki tańca” głównego podmiotu lirycznego (począwszy od czwartej płyty zespołu Led Zeppelin), są bardzo wyraźnie wyartykułowane, z tego też powodu nic więcej na ten moment nie zamierzam dodawać – fragment tekstu zaznaczony kolorem czarnym. Prywatność powinna być zachowana – niczym „woalka panny młodej”, która odsłania swoje oblicze tylko wtedy gdy jest ku temu odpowiednia pora.

Znacznie ważniejszym jest ów transcendentny wymiar zakodowany w tekście – zwłaszcza w tych fragmentach, jakie zaznaczyłem kolorem zielonym, ale ten temat również pozostawiam raczej do osobistego przemyślenia dla każdego z czytelników, z osobna. Dodam tylko, iż są to (jak sądzę) kwestie związane z bardzo tajemniczą „ceremonią”, którą określa się jako: Consolamentum. Na ten temat tego „rytuału” jest tak wiele „ciekawych” opinii i określeń, że aż porażają swoją „nierozsądnością”, ale być może tak ma być, by pozostał on w sferze, tylko i wyłącznie, domysłów.

Powszechnie uważa się, że cały ten utwór opowiada, krąży wokół tematyki związanej z używaniem kokainy. Z całą pewnością nie jest to prawdą, jest to tylko celowo użyta przenośnia, za pomocą której autorzy tej piosenki chcieli zaakcentować „stan ducha” głównych postaci tego „spektaklu”, jaki można porównać tylko do innego „stanu upojenia”, podobnego do narkotycznego, a jakim są doznania, o których można „mówić” dopiero w godzinach „nocnych”.

Wersy zaznaczone kolorem niebieskim – to również bardzo osobiste i nad zwyczaj prywatne, tym razem zupełnie „naturalne”, problemy głównego aktora tej „sztuki”, związane z jego stanem zdrowia – jak mniemam. Natomiast fragment tekstu zaznaczony kolorem czerwonym – wiele „mówi” o tym jaki jest oczekiwany kierunek postępowania, którego należało by się spodziewać – ale jest to już kwestia tak niebywale nieodgadniona, iż nie sposób na obecną chwilę stwierdzić w jakim kierunku ona się potoczy.

Na koniec to od czego powinienem zacząć. Jak wiadomo głównym wyróżnikiem Precence jest bardzo tajemniczy czarny monolit – to, jak przy okazji omawiania okładki tej płyty już ustaliłem, obecność Pielgrzyma wśród Tubylców. I w tym miejscu uwidacznia się cała symbolika tytułu aktualnie omawianego utworu: For Your Life – na poziomie personalnym chodzi tu o relacje między „dwojgiem tancerzy”, natomiast na poziomie tym „nieosiągalnym” dla naszych „bodźców”, uwidacznia się „opiekuńcza” rola naszej wszechobecnej „opatrzności” – cokolwiek miało by to znaczyć.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Achilles Last Stand – czyli reminiscencje z wojny trojańskiej

 

1. Achilles Last Stand

It was an April morning when they told us we should go 
As I turn to you, you smiled at me 
How could we say no? 

With all the fun to have, to live the dreams we always had 
Oh, the songs to sing, when we at last return again 

Sending off a glancing kiss, to those who claim they know
Below the streets that steam and hiss,
The devil’s in his hole 

Oh to sail away, To sandy lands and other days
Oh to touch the dream, Hides inside and never seen. 

Into the sun the south the north, at last the birds have flown 
The shackles of commitment fell, In pieces on the ground 

Oh to ride the wind, To tread the air above the din 
Oh to laugh aloud, Dancing as we fought the crowd 

To seek the man whose pointing hand, The giant step unfolds 
With guidance from the curving path, That churns up into stone 

If one bell should ring, in celebration for a king 
So fast the heart should beat, As proud the head with heavy feet. 

Days went by when you and I, bathed in eternal summers glow 
As far away and distant, Our mutual child did grow 

Oh the sweet refrain, Soothes the soul and calms the pain 
Oh Albion remains, sleeping now to rise again 

Wandering & wandering, What place to rest the search 
The mighty arms of Atlas, Hold the heavens from the earth 

The mighty arms of Atlas, Hold the heavens from the earth 
From the earth… 

I know the way, know the way, know the way, know the way (X2)

Oh the mighty arms of Atlas, Hold the heavens from the earth.

Ostatnia walka Achillesa

Był kwietniowy poranek gdy rzekli do nas, iż powinniśmy ruszać
A kiedy odwróciłem się do ciebie, ty uśmiechnęłaś się do mnie
Jak mogliśmy odmówić?

Ta cała zabawa która na nas czekała, żyliśmy marzeniami, które mieliśmy od zawsze
Pieśni które śpiewaliśmy, kiedy wreszcie powróciliśmy do domów 

Posyłając przelotne pocałunki, tym, którzy twierdzą że wiedzą
Pod ulicami, gdzie para i syk
Diabeł żyje w swojej norze

Oh, by pożeglować prosto do piaszczystych krain i innych dni
Oh, by dotknąć snu, ukrytego wewnątrz i nigdy nie ujrzonego 

W słońcu, na południu i północy, gdzie w końcu przyleciały ptaki,
Kajdany zobowiązań spadły na ziemię, rozbite na kawałki

Och, osiodłać wiatr, przemierzać przestworza ponad zgiełkiem,
Och, zaśmiać się głośno, gdy tańcząc walczymy z tłumem

Poszukując człowieka wskazującego ręką, olbrzymi krok naprzód
Prowadzeni z krzywej ścieżki, co obraca się w kamień

Jeśli jeden dzwon zabrzmi ku chwale króla 
Serce powinno bić tak szybko, jak dumna głowa z ciężkimi stopami

Nasze dni minęły gdy ja i ty, kąpaliśmy się w wiecznych letnich poświatach
Tak daleko stąd, nasze wspólne dziecko dorosło

Och, ten słodki refren, Koi duszę i uśmierza ból
Och, Albion pozostaje, teraz śpi by powstać znów

Wędrujemy i wędrujemy, które miejsce pozwoli nam odpocząć od szukania
Potężne ramiona Atlasa, podtrzymują niebiosa nad Ziemią

Potężne ramiona Atlasa, podtrzymują niebiosa nad Ziemią
Ponad Ziemią

Znam drogę, znam drogę, znam drogę, znam drogę
Znam drogę, znam drogę, znam drogę, znam drogę,

Och, Potężne ramiona Atlasa, podtrzymują niebosa nad Ziemią

(link)- http://www.tekstowo.pl/piosenka,led_zeppelin,achilles_last_stand.html

Przy omówieniu okładki płyty Precence starałem się przekonywać, że płyta Precence jest skonstruowana na podobnej zasadzie jak wszystkie poprzednie – obowiązuje ją zasada kontinuum czasu, kiedy to każda z zaprezentowanych piosenek w swojej ukrytej warstwie koduje jakieś konkretne wydarzenie, zaś każdy następny utwór jest, niejako jego kontynuacją i zarazem rozwinięciem. Zacznijmy zatem od samego początku – od wprowadzającego w temat „libretta” całej tej płyty. Na wstępie bardzo ciekawa opinia na temat tytułu pierwszego utworu płyty Achilles Last Stand:

Sugerowano, że tytuł piosenki został pierwotnie miał być znany jako „Pieśni wózka inwalidzkiego” jako uznanie złamaną kostkę Zakładu, który spowodował go obawiać, że nigdy nie będzie już chodzić, a co było wynikiem wypadku samochodowym. Lirycznie, piosenka została zainspirowana doświadczeń Zakładu w Maroku, gdzie i Page wyjazd następujących Led Zeppelin w 1975 koncertów Earls Court. Roślina szczególności odnosi się do Maroka Góry Atlas w wierszu: „Potężne ramiona Atlas trzymać niebiosa z Ziemi”. Jest to podwójne znaczenie sugerować góry Atlas w sensie fizycznym zdaje się podtrzymywać niebo, jak również odniesienie do Titan Atlas jego zadanie pomieścić niebo na ramionach, a więc oddzielenia go od Ziemi.

(link)- https://pl.wikipedia.org/wiki/Achilles_Last_Stand

Bardzo „ciekawa” i niestety idąca na zbytnią łatwiznę, ale jednak „bajeczka” – a to dlatego, iż tak dosłowne traktowanie zakodowanych informacji i to szczególnie jeśli chodzi o tytuły, skazane z góry jest na porażkę z powodu zbyt dosłownego skojarzenia. Już wielokrotnie wcześniej dawałem na to przykłady, iż jest to droga wiodąca wprost do labiryntu mylnych wniosków i niestety tak jest i tym razem. Zatem, co może być motywem przewodnim tego utworu? Odpowiedź na to zasadnicze pytanie jest banalnie prosta, ale zarazem i trudna do wyartykułowania, ponieważ bez poznania kontekstu prawie niemożliwym jest prawidłowe zinterpretowanie zamieszczonej w tytule „nici Ariadny”. Dopiero zapoznając się w tym wszystkim co pisałem we wcześniejszych wpisach przy okazji omawiania płyty: Houses of the Holy, począwszy od utworu: Dancing Days, aż do końca, będzie można w zasadniczy sposób zapoznać się z istotą znaczenia tytułu aktualnie omawianego utworu.

<<<Wszystkie poprzednie utwory zamieszczone na tej płycie odnoszą się do „osobistych” przeżyć brodatego mężczyzny – czyli najistotniejszego podmiotu lirycznego, jakim jest autor książki Gloria olivae. Także i ten odnosi się bezpośrednio do osoby, o której mowa w tym utworze – jest to zapis jego aktualnej sytuacji w jakiej się on znajduje, jest to informacja o jego aktualnym stanie psychofizycznym jaki on aktualnie odczuwa. Jest to związane z jego przeżyciami i emocjami zupełnie już prywatnymi.

Otóż ni mniej, ni więcej, w jego życiu nastąpiła tak „radosna” chwila, że jego emocje „eksplodowały”, a jednym z najłatwiejszych sposobów na „rozładowanie” emocji jest muzyka i jej najpiękniejsza emanacja – taniec. Tak jak członkowie zespołu z całego serca „radują się” – tak też i nasz brodaty mężczyzna przeżywa, przeżywał momenty nieopanowanej „radości”. Nie wdając się w szczegóły, choć jestem o tym przekonany, że związane są, były z tym wszystkim o czym już pisałem na ten temat przy okazji dekodowania pierwszego utworu czwartej płyty zespołu Led Zeppelin: Black Dog – chodzi mi konkretnie o jego łagodniejszą, bardziej osobisto – emocjonalą wersją. I to jest cała „prawda” o tych „dniach tańca” – czyli niewypowiedzianej radości z powodu powrotu „koła życia” do swego punktu wyjścia.

Ostatni utwór z płyty: Houses of the Holy – czyli Ocean, wprost już „mówi” o tym co – a bardziej zasadnie kto jest powodem tak radosnego uniesienia głównej postaci ostatnich utworów – od czwartej płyty zespołu.

<<<Te zupełnie nieprzypadkowe informacje miały swój określony cel – swojego określonego adresata. Oczywiście chodzi tu cały czas o główny temat przewodni – wiwisekcja przeżyć „brodatego mężczyzny”, ale co wyjątkowe, uzupełnione to zostało o całkiem materialny jego kontakt z osobą równie materialną. (…) Jednak by nie uciec od tematu powiem tylko, że najistotniejszą informacją jest w tym przypadku – literka „c” – wymawiana w odpowiedniej artykulacji, oraz ilość jej występowania – czyli 2. Zatem chodzić tu może o miejsce zamieszkiwania, jak i ilość członków rodziny tej osoby. Czy tak jest w istocie? Nie mnie to oceniać. Ale z kontekstu wynika, że jest to wysoce prawdopodobne.

Biorąc wszystko powyższe pod uwagę, a także, co najistotniejsze, uaktualniony przez całkiem realny rozwój wypadków kalendarz wydarzeń, można bez cienia wątpliwości o pomyłkę, zakończyć niniejszy wywód wnioskiem, iż tą drugą „istotną” osobą – partnerką tańca (z Dancing Days) jest właśnie osoba zamieszkała w mieście na literkę „c” (z wydechem), czego kontynuację można znaleźć w aktualnie omawianym utworze. O kogo chodzi, to w tym momencie jest już sprawą zupełnie mało istotną, zważywszy, iż temat ten wymaga jak najdalej posuniętej dyskrecji.

Nie wdając się w jakieś głębsze analizy tekstu, z którym tytuł utworu jest immanentnie związany, od razu przejdę do meritum zagadnienia stwierdzając, iż najistotniejszym kontekstem tak całego utworu jak i wszystkich poprzednich „nieosobistych” tylko, a wspólnych z „partnerką tańca”, przeżyć głównej postaci – brodatego mężczyzny, jest wojna trojańska, w której to należy poszukiwać owej drugiej równie ważnej persony. Jak wiadomo główną osią konfliktu tego eposu jest porwanie Heleny, żony króla Menelaosa, przez Parysa, księcia trojańskiego, syna króla Priama. Jedną z ważniejszych postaci tej wojny jest oczywiście Achilles, którego homerycka Iliada charakteryzuje jako największego wojownika. Z mitologii znane są także i inne walory Achillesa (słynna już nieśmiertelność – pięta), a także przepowiedziane jemu długie życie (miał być zapomniany po śmierci), albo też krótkie (choć miał zdobyć sławę). Heros ten, jak to wynika z mitów, wiedział jaka go czeka przyszłość i sam zdecydował o swoim losie – wybrał jedną z dwóch skrajnych opcji. Mając wybór, poniekąd sam zdecydował o swoim losie – jest to dość łatwy do wyciągnięcia wniosek, jednakże będzie on miał dla naszej „opowieści” swoje niebagatelne tło, którego na razie w tym miejscu jakoś bardziej szczegółowiej nie chciał bym rozkminiać, ponieważ jest to znowu sprawa nadzwyczaj delikatna i niestosownym było by gdybym akurat w tym „niestosownym” miejscu ją poruszał. Z pewnością przyjdzie i na to odpowiedni czas i stosowniejsze miejsce.

Tak więc, porwanie Heleny przez Parysa i katartyczny udział w rozwoju wypadków samego herosa Achillesa, będą głównym motywem, na którym oparłem całą swoją argumentację w wyjaśnieniu zakodowanej w ten sposób „tajemnej” wiedzy, o tym jak należy ten utwór zespołu Led Zeppelin interpretować.

Gdyby do tego dodać jeszcze losy innego bohatera wojny trojańskiej: Odyseusza – to z pewnością ogólny sens jego perypetii z pewnością nawiązywał by do „kłopotów” wcześniej wspomnianego, a także co równie istotne, do losów głównego bohatera całej tej blogowej opowieści.

Znowu, nie mam zamiaru zbyt szczegółowo i zbyt dokładnie egzemplifikować jak, kiedy i w jaki sposób losy postaci z wojny trojańskiej przypominają losy dwu głównych „aktorów”, o których wspominają wcześniej wspomniane utwory z czwartej płyty zespołu, (a także, co zbiega się z historycznym kontekstem – ostatnie cztery utwory z płyty Houses of the Holy), z powodów równie osobistych.

Jak na obecną chwilę postaram się, na tyle ile to tylko możliwe, poddać dokładnej analizie niektóre tylko wersy pierwszej piosenki zamieszczone na płycie Precence. Tak prawdę powiedziawszy to wszystkie wersy tego utworu są ciekawe i symboliczne w swoim wyrazie. Z chęcią zapoznałbym czytelników tego blogu z całą rozkodowaną wiedzą tej „poetyckiej wizji” autorów piosenki na łamach blogu, ale zdaję sobie z tego sprawę, iż nie do końca jest jeszcze przygotowany grunt na taki „eksperyment”. Nie jest to jednak jeszcze ten czas, bym całkowicie rozsunął symboliczną kotarę oddzielającą „realną” wiedzę, od subiektywnych mniemań codziennych zjadaczy chleba, którzy w równie symbolicznej wolcie krążą z klapkami na oczach, niczym niczego nie świadome konie.

Wszystkie zaznaczone kolorem zielonym wersy odnoszą się do chwili niedawno minionej (kwiecień) – i jest to jak najbardziej aktualna relacja z wydarzeń, jakie miały miejsce w rzeczywistości, i które stały się udziałem powyżej wspomnianej pary całkiem realnych „tancerzy”. O kogo chodzi i w jakich okolicznościach nastąpiło ich spotkanie, to już zupełnie inna kwestia. Takim „małym” dowodem poszlakowym są ich „ilustracje” zamieszczone w wpisie jaki wcześniej już zamieściłem: D’yer Mak’er.  Więcej szczegółów innym razem.

Wersy zaznaczone kolorem niebieskim w swoim przekazie mówią o czymś znacznie bardziej uniwersalnym i ponadczasowym niż poprzednie, ponieważ w odróżnieniu od nich nie mówią już tylko o osobistych doświadczeniach i relacjach, ale swoją gnozą dotykają rzeczy najważniejszych, takich jakie doświadczyć mogą tylko ci, którzy już odeszli, a którzy są i będą – cokolwiek to miało by znaczyć, jakkolwiek by przed tą „prawdą” się nie bronić.

Wersy zaznaczone kolorem czerwonym nie są już tak tajemnicze i nieodgadnione, ponieważ odnoszą się do tego, który swoją obecnością czuwa na na swoim dziełem, i który dbając o jego niczego nie zakłóconą ewolucję i dobrobyt, jednocześnie daje mu na tyle potrzebną wolność decydowania, by tym sposobem potwierdzić niezwykle istotny pewnik, iż wszystko to co do tej pory udało się osiągnąć ma walor wspólnego, a nie tylko czysto mechanicznego i deterministycznego, dzieła.

Wersy zaznaczone kolorem różowym wiele mówią o tych, którzy są, a ich istnienia nie można doświadczyć, i którzy czekają tylko na właściwy ku temu moment by móc zaistnieć. Kiedy i gdzie i jak to się stanie, nie mam na ten temat zupełnego pojęcia, ponieważ są na świecie rzeczy, których dostępność jest zarezerwowana tylko dla tych, którzy są już po tamtej stronie, a ja dzięki Bogu jeszcze tam się nie znajduję i nie spieszno mi do tego „błogosławionego” stanu, a jeszcze bardziej zależy mi na niczym nie zakłóconej samoświadomości, której zazwyczaj brak tym, co zbyt odważnie zaglądają za kotarę oddzielającą „to co jest” od tego „czego nie ma”.

Wersy zaznaczone kolorem czarnym, pozostawiam już do samodzielnego przemyślenia tym, którzy mają choć odrobinę dobrej woli, oraz nie jest im obca umiejętność myślenia.

Zapewne moja interpretacja (rozkodowanie) tego utworu zespołu Led Zeppelin nie jest doskonała, z pewnością pobieżna i nieco lakoniczna, ale na obecną chwilę nie jestem w stanie wyartykułować niczego więcej ponadto co powyżej można przeczytać, ponieważ konwencja blogu nie jest stosownym środkiem ku temu by rozwodzić się w bardziej „merytoryczny” sposób, a to z tego powodu, iż zajęło by mi to zbyt wiele czasu, którego coraz mniej, a także, co z tego wynika, coraz mniej mi na to chęci by uświadamiać „pustkę” na „pustyni” – cokolwiek by to miało znaczyć.

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Najnowsze komentarze

Przysłowia i sentencje

Jest coś wyższego w górze, które miesza zamiary śmiertelnych (co przeszkadza zamiarom śmiertelników).
Walerian Łukasiński
----------------------
Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze, zawsze ludzie tego nie pojmują.
Heraklit
---------
Człowiek zmienia się stale i wciąż odnawia w niekończącym się ciągu, który nazywamy czasem.
Człowiek będzie musiał pojąć czas
i opanować go. Albowiem czas jest nasieniem wszechświata.
Mahabharata
---------------
Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.
Albert Einstein
----------------

Jak ten czas leci!

Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« Lip    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Visits

Weather condition